BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sankcje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sankcje. Pokaż wszystkie posty

10/08/2014

Sankcje muszą odczuć wszyscy obywatele Rosji, by stały się one skuteczne.

Ameryka jest daleko a Zachód jest obecnie tak podzielony ochroną własnych interesów przez poszczególne kraje a nawet poszczególne koncerny czy firmy; spętany nadmiernie rozbudowaną, nieruchawą administracją unijną, rozdyskutowany w politycznych potyczkach wewnętrznych a nawet poddany tak silnym oddziaływaniom lobby prorosyjskiego i agentów wpływu do tego stopnia, że może po prostu na to nie zareagować.

Mam na myśli reakcję rzeczywistą a nie zwyczajowe wyrażenie „głębokiego zaniepokojenia”.
Podobnie niestety może być z reakcją na sankcje wprowadzone przez Rosję na import z wielu krajów wytypowanych rodzajów towarów na rynek rosyjski. Sankcje te niewątpliwie będą miały wpływ na sytuację ekonomiczną Europy no i to w założeniu jest ich zadaniem. Po prostu – szkodzić, w odwecie za nacisk na Rosję, by zaniechała agresji i destabilizacji. A zostały one sformułowane w sposób przemyślny; widać tam wyraźnie próbę ochrony własnych nabywców, obywateli Rosji przed brakiem czy też istotnym pogorszeniem jakości produktów, jakie będą mieli do swojej dyspozycji, w handlu. Sankcje zakładają konkretną listę państw objętych zakazem importu ich produktów do Rosji, konkretną listę towarów lub nawet gałęzi produkcji objętą embargiem i to oczywiście zastało tak opracowane, by istniały inne źródła dostaw tych towarów na rynek Rosyjski. Co do tego nie ma jednak pewności, ale to problem samych Rosjan. Jednocześnie Rosja zostawiła te „drzwi” jakby uchylone i to oczywiście celowo, dla ochrony zaopatrzenia ludności ewentualnymi drogami „nieformalnymi”.

Na przykład embargo nie dotyczy sytuacji, gdy Rosjanin wwozi do Rosji osobiście towary zakupione na zachodzie „na własne potrzeby”. Sytuacja taka występuje na przykład na granicy z rosyjskim Obwodem Kaliningradzkim, gdzie nadal działa umowa o małym ruchu przygranicznym z 2012 roku. Tu Rosjanie – a w 2013 roku granicę tę przekroczyło na zasadach bezwizowych ponad sześć milionów Rosjan – dokonują na co dzień zakupów wszelkich produktów w sklepach i hipermarketach w Polsce i mimo obowiązujących sankcji Rosyjskich – nadal będą mogli to robić, włącznie z zakupem i wywozem towarów oficjalnie objętych rosyjskim embargiem. Słowem – embargo będzie, ale ludzie rosyjscy tego tak bardzo nie odczują, kupując sobie to wszystko „na własną rękę”. I jaka doskonała okazja do gigantycznych lewych interesów. Ludzie nie odczują, czyli nadal będą popierać Putina a nawet modlić się do jego ikony.

Podobnie jest z grupą wyrobów dla dzieci – towarów, które zostały wyłączone przez Rosję z embarga; rosyjskie dzieci lubią i potrzebują zachodnich wyrobów… Otóż moim zdaniem w tej sytuacji Europa nie powinna do tego dopuszczać, by takie manewry podwyższały skuteczność sankcji rosyjskich.
Rosyjskie sankcje są częścią agresji na Ukrainę i wspierającą ją dyplomatycznie Europę, USA, Kanadę itd. dlatego sankcje mające skłonić Rosję do zaprzestania agresji – muszą dotknąć bezpośrednio każdego obywatela rosyjskiego, tak by skłonić go do refleksji nad pytaniem, czy warto popierać politykę Putina. A politykę Putina popiera dziś 80% Rosjan. To ogromny argument osobiście dla Putina i dla jego propagandy.
Rosjanom po prostu opłaca się popierać Putina; jak dotychczas nic nie ryzykują a liczą na wielkie zyski. Kiedy operacja bandyckiej agresji nie powiedzie się – powiedzą „To nie my, naród rosyjski – to Putin i jego współpracownicy”. A gdy się uda zagarnąć połowę Ukrainy, aż pod Dniepr, gdy nastąpi próba zawładnięcia przez kolejnych „separatystów” sąsiadującą Łotwą – skwapliwie z tego skorzystają, grabiąc ukraińskie mienie i wykorzystując „zwycięstwo” w każdy możliwy sposób dla własnego, osobistego zysku. Kultura zachodu napiętnuje takie działania a przynajmniej nie szanuje ich.

To jest właśnie charakterystyczna dla Rosjan w polityce, w odróżnieniu od relacji międzyludzkich prywatnych; dwulicowość, zakłamanie, relatywizm moralny, nieszczerość i wyrachowanie, bezwzględność, nielojalność…
Chodzi o to, żeby już teraz przekonać ich o nieopłacalności wspierania Putina, o ich własnym ryzyku z tym związanym.
Rosjanom musi być choć niewygodnie z winy ich sankcji nakładanych na państwa świata. Europa musi się do tego przyczynić w ramach obrony przed agresją rosyjską.
Dlatego już w tej fazie wojny sankcje zachodu i USA mające odwieść Rosję od planu totalnej bezpośredniej inwazji na Ukrainę a być może i na zachodnie słabsze państwa posiadające jak Ukraina liczną „mniejszość rosyjskojęzyczną” – muszą zacząć uderzać we wszystkich Rosjan, w całe społeczeństwo. Rosjanie muszą zrozumieć, że cywilizacja współczesnej Europy nie toleruje napaści i zaboru innych państw, polityki imperialistycznej, dlatego każdy Rosjanin może odczuć i powinien i bezpośrednio odczuć skutki sankcji, jako ostrzeżenie.
W tym wypadku chodzi o dziś absolutnie nie do zaakceptowania przywilej Rosjan polegający na prawie wjazdu do Unii bez szczególnych formalności poprzez Obwód Kaliningradzki i funkcjonujący tam „mały ruch przygraniczny”. Ze względu na nieodpowiedzialne poczynania Rosjan, stwarzanie sytuacji zagrożenia w całym regionie – umowa o ruchu przygranicznym musi zostać natychmiast anulowana lub co najmniej zawieszona.

Dlaczego Minister Sikorski tego nie zrobił, gdy już w marcu apelowali o to różni dziennikarze? Bo zrobił Amerykanom i Prezydentowi Obamie „łaskę”, ale głównie dba o zachowanie dobrych stosunków z Rosją i Niemcami. To „frajerzy” tylko są z NATO i z USA – jak dowiedzieliśmy się z taśm „Wprost”…

PS.
Odbiór tego co robi Putin jest w społeczeństwie rosyjskim jest prawdopodobnie swoistą grą interesów i poglądów, w której najważniejszymi czynnikami kształtującymi stopień poparcia jest potencjalny i realny zysk dla jednostki, widziana i odczuwana strata czy pogorszenie w relacji do niedawnego czasu minionego, rozeznanie co do sytuacji ogólnej (dostęp do niecenzurowanej wiedzy) a także czynnik emocjonalny, pozarozumowy.
Propaganda i socjotechnika rosyjska z tak ogromnymi doświadczeniami i aparatem wykonawczym nie ma sobie równych na świecie, dlatego władza może tam zapanować nad większością z tych czynników. Tak się zapewne dzieje, gdyż stopień poparcia dla polityki i działań Putina nadal rośnie i wynosi obecnie już 87% (nie wiem czy są to dane ze źródeł rosyjskich, czy obiektywnych). W tej chwili może przeważać znaczenie czynnika pozamaterialnego i pozarozumowego w postaci swoistego odreagowania społecznego związanego z rozpadem "wielkiego imperium", utratą znaczenia i poczuciem klęski pewnej ideologii mocarstwowej.
Jeśli przeciętny obywatel nie odczuje w żaden sposób skutków sankcji i innych działań obronnych, będzie zapewne uważał to za dowód słuszności polityki Putina. Jeśli natomiast miałby odczuć jakieś skutki negatywne, uruchomiona zostanie ogromna machina propagandowa, przekonująca społeczeństwo, że chodzi o agresję świata na Rosję której się trzeba siłą przeciwstawić, oczywiście w sensie obrony Rosji przed sankcjami. Propaganda rosyjska łatwo odwróci uwagę Rosjan od tego, co te sankcje wywołało, czyli od pierwotnej a więc właściwej, rzeczywistej przyczyny. Dość łatwo jest "gniewem ludu" sterować propagandowo. Czy to znaczy, że to sam zachód powinien chronić Rosjan, starając się o jak największą selektywność skutków sankcji? Nie. Ale wymagałoby to rzeczywistego wysiłku informacyjnego, medialnego, by wyjaśniać Rosjanom rzeczywistą sytuację i zwracać ich uwagę na Putina jako przyczynę ich problemów. Przełamanie propagandy rosyjskiej może być trudne, co widać choćby po akcji dezawuowania władzy Ukraińskiej powstałej na skutek protestu na Majdanie. Na szczęście społeczeństw już nie da się tak łatwo "zamknąć" na informacje napływające ze świata, prowokujące do zastanowienia i zadawania pytań.

01/08/2014

Polskie granice – na granicy Unii Europejskiej.

Dopiero teraz przypomniał mi się fragment relacji prasowej, dotyczący pierwszego ogniska afrykańskiego pomoru świń w Polsce; pisano wówczas o dwóch dzikich świniach, akurat zarażonych tą chorobą, które przeszły lub zostały przygnane przez granicę z terenu Białorusi i tu u nas zdechły – stanowiąc w ten sposób poważne zagrożenie epidemiologiczne i dając jednocześnie dobry pretekst do nałożenia embarga na polską wieprzowinę, będącą ważną pozycją w dochodach polskich firm z eksportu. Dzikom białoruskim się nie dziwię, że chciały do Polski; to bardzo piękny i wolny kraj…

Powstała oczywiście dość szybko interpretacja „patriotyczna” mówiąca o tym, że świnie te tu nie przyszły dobrowolnie, a raczej zostały tu świadomie i celowo przygnane – w akcie dywersji przeciwko Polsce. Owszem: każdy dywersant – to świnia, ale przecież nie przesadzajmy; nie każda świnia zaraz musi być dywersyjna. Zdarzają się pomyłki, zabłądzenia… dziki granicy nie respektują w sposób dla siebie naturalny.

Nie można jednak „świńskiego ataku biologicznego” wykluczyć, choć i udowodnić też nie można.
Chodziło tu jednak podobno o celowe i świadome próby umiejscowienia ogniska tej choroby na terenie Polski, jako pretekst do „zemsty gospodarczej” na Polsce – zdaniem Putina zbyt mało „prorosyjskiej” i to pomimo panoszącej się tu coraz bezczelniej dawnej PRL-owskiej i nowej kacapskiej agentury… Dało się bez przeszkód przejść – to przeszły…
Zaraz:
Jak to „… bez przeszkód”!?”


To przez polską granicę państwową można, ot tak sobie, po prostu „przejść”? W jednym kawałku?
Przecież to jest zewnętrzna granica Unii Europejskiej, podobnie jak granica z Ukrainą czy z Obwodem Kaliningradzkim Rosji. Jak dotychczas Białoruś, Ukraina ani Rosja nie jest państwem Układu z Schengen o wolnym ruchu osób i towarów!
To tam nie ma żadnych urządzeń nadzoru i ograniczenia ruchu? Żadnego ogrodzenia z drutu kolczastego lub choćby ciągłego płotu z siatki – jak wzdłuż autostrad? Nie ma pasa ziemi zaminowanego minami przeciwpancernymi przeciw „świńskim” czołgom? E tam; choćby zwykłego pasa ziemi zaoranej i zbronowanej, uwidaczniającej ślady przemieszczających się ludzi i pojazdów? Nie ma wysokich punktów strażniczych do nadzoru wizualnego, elektronicznego, choćby zdalnymi kamerami cyfrowymi a nocą – noktowizorami??? Gęstej sieci placówek z dyżurami służby granicznej reagującej gdy jakaś chora białoruska świnia próbuje do Polski wejść???
Granica Unii Europejskiej powinna być właściwie strzeżona, bo celowe rozsiewanie chorób jest rodzajem wojny, agresji. W takich przypadkach widać, jak łatwo narażono Polskę na kolosalne straty, jeśli przyjąć wersję celowego działania Rosjan.

To co to za granica! Nadal "granica przyjaźni Polsko-Radzieckiej?!"
Są na świecie miejsca, gdzie nie zamyka się domów, bo nie ma takiej potrzeby. Polska takim miejscem nie jest i nie ma co udawać…
Białoruś jest państwem praktycznie „rosyjskim”; Towarzysz Kierownik Kołchozu nawet chwali się tym. Jest w dużym stopniu zrusycyzowana, zarówno kapitałowo jak i ludnościowo. Jest tam przewaga ludności rosyjskiej, jak w ukraińskich obwodach Ługańskim i Donieckim, na Łotwie lub na Krymie – przed zajęciem go przez Rosję.
Polska w chwili obecnej powinna moim zdaniem traktować granicę z Białorusią – tak jak granicę z Rosją. Nie tylko Polska – bo Polska jest tu po prostu częścią Unii Europejskiej. Wynikałoby z tego, że stan nadzoru nad granicą Unii – nominalną granicą polsko-białoruską – jako de facto granicą polsko-rosyjską powinien być uważany za priorytetowy element bezpieczeństwa Unii a nie tylko Polski. Odnoszę wrażenie, że w Polsce sprawa ta jest lekceważona, dlatego powinny się tym zainteresować unijne instytucje kontrolne.

Ten sam problem istnieje i będzie istniał w stosunku do granicy Ukrainy z Rosją; granica ta jest praktycznie w wielu miejscach otwarta, często nawet w ogóle nie jest wyznaczona w terenie (poza przejściami drogowymi czy kolejowymi), brak nawet słupów i o tyle nie może być dziś nawet mowy o wejściu Ukrainy do Unii, jeśli ten stan się diametralnie nie zmieni. Tu zgadzam się z „głosami Majdanu Kijowskiego”: „… na całej ruskiej granicy – chiński mur, a nawet wyższy niż chiński!!!” jak mówił niedawno dziennikarzom jeden z młodych bojowników, gdy jeszcze byli na Majdanie.
Nie wiem jak to dziś wygląda w rzeczywistości, ale w aspekcie aktualnego rozwoju wydarzeń jest to niepokojące; – musi się to moim zdaniem stać sprawą ważną, pierwszoplanową. To dobre zadanie dla dziennikarzy, zamiast pieprzenia o ślubie Mikkego z Kaczyńskim i produkcji innej idiotycznej papki mentalnej.

Na mapie samochodowej wygląda to dziwnie: ciągłe połączenia drogowe bez żadnych przejść granicznych przekraczające linię granicy państwowej i granicy Unii Europejskiej – tak jakby był to już ( czy jeszcze) jeden czy jednolity organizm państwowy. Kiedyś może i był! Dawno temu. Ale dziś czasy się bardzo zmieniły i powstała granica. A tam – dróżki, trakty, ścieżki… do cholery: co to jest! To przecież nie jest i nie może być dzisiaj „granica przyjaźni”, ani tym bardziej „granica symboliczna”! Rosja zachowuje się i wypowiada - wrogo. Po drugiej stronie tej granicy nie ma przyjaciół; są wyrzutnie rakiet z głowicami jądrowymi - wymierzone w Warszawę, Szczecin czy Berlin. Tam jest (praktycznie) Rosja, a Rosja pod rządami Putina jest nieprzewidywalnym potencjalnym agresorem, państwem imperialistycznym, zaborczym i zachłannym.
Nawiasem mówiąc; Każdy obywatel Unii ma prawo zwrócić się do Biura skarg Komisji Europejskiej lub z petycją do Parlamentu Europejskiego, na przykład, gdy ma poczucie niebezpieczeństwa wywołanego zaniedbaniami swojego rządu czy państwa w sprawie ochrony granic.
Podobny problem dotyczy naszej bezpośredniej granicy z Rosją. Bo Polska ma granicę z Rosją, o czym wielu Polaków nie pamięta na co dzień. Do kanonu legend „ludowych” przeszły już opowiadania autochtonów o swobodnym ruchu awionetek i małych samolotów prywatnych przelatujących z Obwodu Kaliningradzkiego do Polski i z powrotem, całkiem ignorujących polskie służby graniczne. Istnieją duże przejścia drogowe; dobrze, ale co z pozostałą linią granicy.

Z czasów „partnerstwa wschodniego” pozostał tam tak zwany „mały ruch graniczny” polegający na tym, że obywatele rosyjscy mają możność przyjechać do Unii Europejskiej bez żadnych formalności, wizy itp. – na przykład na zakupy do pobliskiego miasta czy miasteczka.
Czy w czasach agresji gospodarczej Rosji na Polskę może to ułatwienie dla obywateli Rosyjskich nadal funkcjonować? Sankcje unijne są rodzajem nacisku mającego oddziaływać na całe społeczeństwo rosyjskie, bo w 80% popiera ono politykę Putina i gotowe jest korzystać z jego „zdobyczy”. Putin działa przeciwko Polsce z upoważnienia 80% Rosjan, więc dlaczego nie mieliby oni odczuwać skutków sankcji unijnych, będących formą nacisku nakłaniającego do wyrzeczenia się agresji. Wydaje się nie do przyjęcia, by sami Rosjanie łamali Rosyjskie sankcje represyjne – masowo przyjeżdżając do Polski (mały ruch przygraniczny) na zakupy po owoce, kapustę i ziemniaki. A jak znam życie – tak pewnie będzie…

Ze względów politycznych, ostrożnościowych i z winy Rosji „mały ruch przygraniczny” powinien być może zostać wstrzymany lub całkowicie odwołany.

Na mapie drogowej także wygląda to bardzo dziwnie, jakby granicy nie było:

A przecież jest to granica z zachowującym się wrogo państwem. Minister Obrony Rosji wygłosił w lipcu br. opinię, że „Rosja wkrótce najedzie Polskę”. To przecież granica z państwem, które walczy dziś z naszą i tak niezbyt wydajną gospodarką – stosując szantaż handlowy, nakłada na nas złośliwe sankcje, oczernia nas przed innymi kontrahentami, ustawia po swojej stronie granicy (w Obwodzie Kaliningradzkim) wyrzutnie rakiet wycelowanych w Polskę …

Zmiana polityki Putina na imperialistyczną, agresywną – powinna wywołać natychmiastowe odejście przez Unię a więc i przez Polskę od „partnerstwa wschodniego”, od umożliwiania swobodnego ruchu Rosjan bez wiz do Polski (szukają dobrych celów dla swoich rakiet?). Przykro mi, ale konkretne zachowania muszą mieć swoje konkretne konsekwencje: wroga postawa Rosji do Polski musi wywołać zmianę naszej postawy na ostrożną, zamkniętą; zamknięcie granic i budowanie naszego bezpieczeństwa z Unią Europejską.

Odwiedziny: