Pisałem kiedyś, że człowiek prawdopodobnie jest w stanie tak naprawdę zrozumieć jedynie to, co leży w zakresie jego osobistego doświadczenia. Może dlatego tak niewiele jest zrozumienia dla tragedii jaką jest brak zatrudnienia - dla osób praktycznie uzależnionych od pracy najemnej. Bo to jest kolejna propozycja wspomnianego w poprzednim tekście przykładowego drania czy durnia: skoro nie ma zatrudnienia – bezrobotny może rozpocząć działalność gospodarczą na własny rachunek.
Ale to jest kolejny idiotyczny mit ideologii PO.
Człowiek zdolny do rozpoczęcia nawet w mikroskali działalności gospodarczej – nie jest przeważnie, i to nieraz latami - bezrobotny. Te kilka czy kilkanaście tysięcy złotych możliwe do uzyskania w konkursie PUP na dotacje do rozpoczynanej działalności gospodarczej to zbyt mało by mogło wystarczyć; ta pomoc jest z natury jedynie dofinansowaniem dla kogoś kto już ma możliwości lokalowe i część kapitału, a zwłaszcza ma pomysł i wiedzę.
Podstawą działalności gospodarczej jest zatrudnianie pracowników, tylko w ten sposób można osiągnąć wystarczające obroty czy przychody i osiągnąć z nich wystarczający zysk. Społeczeństwo tak czy inaczej nie może się składać z samych przedsiębiorców. Oczywiście; należy dążyć do rozwoju drobnej przedsiębiorczości. Kto ma być przedsiębiorcą, bo posiada wszystkie potrzebne cechy – z pewnością będzie nim, nawet państwo mu w tym nie przeszkodzi, ale środowisko osób bezrobotnych nie jest miejscem gdzie można by szukać masowo osób o takich cechach, bo gdyby je posiadali - nie byliby bezrobotni.
Żeby żyć, trzeba mieć pieniądze, choćby w minimalnej, ale niezbędnej ilości. Żeby być bezrobotnym sensu stricte i starać się o zatrudnienie także trzeba mieć niezbędne środki, bo utrzymanie standardu osoby gotowej i zdolnej do natychmiastowego rozpoczęcia pracy – wymaga ponoszenia ciągłych kosztów. Dlatego w rejestrze bezrobotnych powinni być tylko i wyłącznie bezrobotni, aktywnie poszukujący zatrudnienia, ściśle spełniający wymogi i wszyscy oni powinni mieć przyznany zasiłek w wystarczającej do zaspokojenia podstawowych potrzeb wysokości na czas poszukiwania zatrudnienia i z przebiegu tego poszukiwania – rozliczani.
Bezrobocie jest pochodną stanu gospodarki a ten – nie zależy od postawy tego pojedynczego potencjalnego pracownika a raczej – od założeń politycznych oraz stanu gospodarki lokalnej i światowej, który także tym bardziej od tego nieszczęsnego człowieka nie zależy. Państwo jest tworem tworzonym przez ludzi i dla ludzi, dla dobra, dla pomocy a nie niszczenia i eksterminacji, dlatego – skoro narzuca sytuację i zasady postępowania, musi wziąć na siebie obowiązek realnej pomocy w egzystencji dla osób, dla których z jakiegoś od nich niezależnego powodu brakuje miejsc pracy, czyli miejsc zdobycia środków do życia w zamian za wykonaną pracę. Przedsiębiorcy muszą pracować w konkretnym otoczeniu obowiązujących i respektowanych przepisów prawa regulujących działania gospodarcze. Przedsiębiorcy muszą mieć swobodę prowadzenia działalności gospodarczej w ramach prawa, pełny wpływ na koszty i zysk. Mają prawo dbać głównie o swój zysk. Natomiast państwo ma działać tak, by ta swoboda nie obracała się przeciwko jakimś grupom społecznym innym niż przedsiębiorcy, przeciwko społeczeństwu jako całości. Na przykład – by jakieś durne mity funkcjonujące wśród przedsiębiorców nie wyłączały swoim „widzi mi się” z aktywności zawodowej całych grup wiekowych, jak teraz ludzi w wieku produkcyjnym po 45 czy 50 roku życia ale przed wiekiem emerytalnym. A jeśli już – to by owo wyłączenie z aktywności odbywało się na bezpośredni koszt pracodawców.
Państwo tworzone i zarządzane (bezpośrednio lub pośrednio) przez przedsiębiorców – to jest w rzeczywistości zamach na państwo! Jest ono skandalicznym wypaczeniem i w ostatecznym rozrachunku musi ponieść klęskę. Mamy z tym bezpośrednio do czynienia w tym kraju. Prawdopodobnie to właśnie jest przedmiotem szantażu, tzw. afery podsłuchowej czy „taśmowej”. Musi to w przyszłości stać się przedmiotem zainteresowania Trybunału Stanu.
Jednak nim to się stanie przedsiębiorcy zgromadzą tak czy inaczej swój podły zysk, zdobędą swoje majątki i w ostateczności wytransferują je za granicę, a wszelkie koszty poniesie społeczeństwo, w szczególności pewne grupy „spisane na straty” – jak dziś osoby w wieku określanym jako „50 plus”.
Obecny okres bezwzględności i bezhołowia, związane z nim nazwiska – będą kiedyś w historii tego państwa okryte hańbą i wstydem. Ofiarom to nie przywróci zmarnowanych lat, straconego życia, cierpienia fizycznego i psychicznego.
Podstawowym źródłem finansowania działań urzędów pracy, tych wymienionych w ustawie o promocji zatrudnienia - jest Fundusz Pracy. To fundusz celowy powstający z obowiązkowych składek pracodawców. Nie wiem jak wygląda obecnie sprawa dostępności i wykorzystania dofinansowania unijnego - po zmianie tzw. perspektywy finansowej i przejściu na tzw. programy regionalne. Szkolenia dla bezrobotnych były, są i w najbliższym przynajmniej czasie będą straszliwym marnotrawstwem pieniędzy i to wcale nie dlatego jakoby miały być niepotrzebne. Po prostu od początku osoby bezrobotne są w tym jedynie pretekstem do pozyskania i wydania pieniędzy przy czym zarabia organizator szkoleń, firma szkoleniowa wyłoniona w przetargu oraz zajmujący się tym urzędnicy PUP i WUP. To po prostu nowe "pole biznesowe" w którym bezrobocie i osoby bezrobotne absolutnie nie są ważne poza ich funkcją "pretekstu" czy "alibi". Cała ta machina pozyskania środków i pasożytowania na nich przez urzędników wymaga istnienia bezrobotnych i bezrobocia na poziomie powyżej "naturalnego", dlatego wszelkie działania podejmowane są przez nich w taki sposób, aby wywołać obrót pieniądza na którym żerują ale nie zmniejszyć w sposób istotny wielkości bezrobocia które to legitymizuje; nie gotuje się rosołu z kury znoszącej złote jaja. Z bezrobociem trzeba "walczyć", ale nie wolno go przecież "zwalczyć" bo z czego dalej będziemy żyli - my urzędnicy, pracownicy pomocy społecznej? Bezrobotnym trzeba pomagać, ale przecież nie wolno im pomóc, tak by przestali być bezrobotni.
A poza tym; przede wszystkim władza bezmyślnie i nieodpowiedzialnie zredukowała przemysł, najpierw dopuszczając do jego rozkradzenia a potem świadomie na podstawie unijnej "ideologii dla naiwnych" - świadomie rezygnując z całych gałęzi przemysłu "na rzecz" Chin i Azji. Dlatego mamy autentyczny niedobór co najmniej dwóch milionów miejsc pracy. Druga sprawa to rozbieżność pomiędzy wiedzą, kompetencjami, doświadczeniem pracowników dawnych zakładów a współczesnymi potrzebami; przecież mieliśmy dość gwałtowny skok technologiczny i naukowy wynikający ze stopniowego znoszenia blokady "obozu radzieckiego" po rozpadzie ZSRR i odzyskaniu faktycznej niepodległości (uważam że ten proces jeszcze się nie zakończył).
Jeszcze na dodatek zlikwidowano praktycznie szkolnictwo zawodowe i wiele technicznych szkół średnich. Istnieje więc stale pewna pula "aktualnie nieobsadzonych" miejsc pracy na które trwa nabór, szacuję to na średnio kilkadziesiąt tysięcy, bo zawsze jest jakiś ruch na "rynku pracy" ale są to w większości stanowiska związane z oczekiwaniami których bezrobotni nie są w stanie spełnić nawet po kursie zawodowym; chodzi o wiedzę, umiejętności i doświadczenie w dziedzinach które do niedawna nie istniały, połączone ze znajomością co najmniej jednego języka obcego, prawem jazdy i posiadaniem własnego samochodu wykorzystywanego do pracy, doskonałym opanowaniem zaawansowanych a specjalistycznych programów komputerowych itp. Poszukuje się fachowców a nikt nie ma zamiaru umożliwić nowemu pracownikowi zdobywania wiedzy i doświadczenia już w trakcie pracy.
Tu właśnie byłoby miejsce na działania pomocowe, jako że działania pracodawców często w prostej linii zależą od ponoszonych kosztów. Rozpatrzmy konkretny przypadek jako abstrakcyjny przykład: mamy np. człowieka który był magazynierem ale w dawnych warunkach PRL-owskich, bez komputera i nowoczesnych rozwiązań technicznych. Ma sporą wiedzę ale też i braki, dlatego jest bezrobotny. (pomijam tu przyczyny gospodarcze - dla uproszczenia wywodu). Rolą pomocową urzędu pracy byłoby tak "na logikę" pomóc mu uzupełnić te braki tak by mógł być zaakceptowany przez współczesnego przedsiębiorcę jako pracownik dający szansę na pełną produktywność i bezpieczeństwo w wykonywanej dla niego pracy. Trzeba nauczyć go posługiwania się komputerem i programami magazynowymi. Powiedzmy, że trzeba nauczyć go też obsługi urządzeń magazynowych i wózków widłowych bo to teraz jest powszechnie oczekiwane. Słowem - trzeba mu pomóc spełnić podstawowe oczekiwania pracodawcy bo potem sam już będzie się doskonalił i nabierał doświadczenia - pracując, przynajmniej ma taką szansę. Człowiek bezrobotny nie ma pieniędzy na komercyjne kursy, kosztujące w tym przypadku co najmniej kilka tysięcy zł. Kursów organizowanych przez PUP na koszt FP jest bardzo mało w stosunku do ilości chętnych, widzących w tym swoją szansę. Powiedzmy jednak, że dostaje się na taki kurs i kończy go z wynikiem pozytywnym. Powraca do rejestru bezrobotnych - ponieważ pracodawcy oczekują nie tylko świadectwa nabycia wiedzy, ale i posiadania co najmniej rocznego doświadczenia praktycznego w jej stosowaniu, poświadczonego "referencjami" od poprzedniego pracodawcy.
Powracając do rejestru bezrobotnych lub podejmując przypadkową zupełnie inną prostą pracę (stróż, ochroniarz) człowiek ten szybko zapomni to czego się na owym kursie nauczył. Jest szansa, że gdyby początkowa faza zatrudnienia tego człowieka obyła się bez kosztów ponoszonych przez pracodawcę - zgodziłby się on dopuścić tego człowieka do pracy np. na pół roku, by dać mu szansę nabrania doświadczenia w posługiwaniu się wiedzą nabytą podczas kursu. Potrzebna jest tu organizacja stażu dotowanego w 100% z FP lub pieniędzy unijnych na "walkę z bezrobociem". Jeśli to jeszcze mało, to po zakończeniu tego stażu człowiek ten powinien mieć szansę dalszej pracy np. na zasadach prac interwencyjnych - dotowanych już tylko w 40 czy 50%, Po roku takiej pracy będzie miał i wiedzę i doświadczenie, najprawdopodobniej powróci do normalnej pracy zawodowej u tego lub innego pracodawcy, czyli na trwałe przestanie być bezrobotny.
Moim zdaniem ten ciąg "kurs, staż, ewentualnie dodatkowa praca dofinansowana (interwencyjna)" powinien następować automatycznie w działaniach urzędu pracy mających "walczyć z bezrobociem". Chodzi o skuteczne wyeliminowanie powodu bezrobocia tego człowieka. Dla posłanego na kurs automatycznie powinien być organizowany dalszy staż, bo inaczej brak doświadczenia zawodowego spowoduje zmarnowanie niejako wiadome już z góry pieniędzy wydanych na ten kurs. Przy braku dwóch milionów miejsc pracy innej alternatywy nie ma a inne działania będą zawsze prowadziły do marnotrawstwa środków i pozorowania pomocy w celu żerowania na jej kosztach. Gdyby bezrobocie było zbliżone do tzw. poziomu naturalnego, szacowanego na 2,5 - 3,5% to większość ludzi mogłaby samodzielnie poradzić sobie z tym problemem, gdyby oczywiście otrzymywał zasiłek pozwalający pokryć elementarne potrzeby na czas nauki i poszukiwania czy zmiany pracy. W Polsce ok.16% zarejestrowanych bezrobotnych ma prawo do zasiłku, najczęściej sześćset kilkadziesiąt zł miesięcznie maksymalnie na sześć miesięcy. Reszta bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy zasiłku nie otrzymuje. Osoby w wieku powyżej czterdziestu kilku lat są bezrobotne ze względu na wiek, niezależnie nawet od wiedzy i doświadczenia; po prostu "w tym wieku (szczególnie 50+) już się nie zatrudnia" co jest ewidentnym złamaniem prawa ale na to żadne szkolenia ani dotacje nie pomogą, zresztą nie chodzi nam o budowanie chorej gospodarki opartej na dotacjach do zatrudnienia. Potrzebna jest tu całkowita zmiana a może ona nastąpić moim zdaniem tylko poprzez całkowitą zmianę władzy.
BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tusk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tusk. Pokaż wszystkie posty
15/03/2015
Jeśli jest szansa - to w najbliższych wyborach parlamentarnych.
Etykiety:
bezrobocie,
demokracja,
Duda,
Kaczyński,
kapitalizm,
Komorowski.,
Kopacz,
liberalizm,
PIS,
PO,
Prezydent RP,
Tusk,
wybory 2015
14/03/2015
Pozostaje tylko wściekłość, bezradność i żal...
Życie przynosi mi coraz to nowe dowody na to, że sytuacja osób
pozbawionych pracy (jako formy zdobywania środków do życia) nie jest rozumiana przez innych, nawet bliskich czy
znajomych - stale od wielu lat zatrudnionych i przyzwyczajonych do
swojego stałego rozkładu dnia oraz przede wszystkim – stałego dopływu
pieniędzy, statusu ekonomicznego, poziomu dochodów. Przyzwyczajonych do pewnego poczucia podstawowego
bezpieczeństwa materialnego, wyrażającego się choćby w tej pewności, że
na koniec miesiąca, w łatwym do określenia bo wyznaczonym przez prawo dniu wpłynie na ich konto
bankowe wypłata wynagrodzenia za pracę; może nie imponująca, ale
przewyższająca znacznie podstawę zasadniczej egzystencji.
Nie promuję tu oczywiście takiej postawy, gdyby sprowadzić to do samoograniczenia życiowego, mentalnego i kulturowego; – niezrozumienie takie jest rodzajem niepełnosprawności, kalectwa.
Właśnie dlatego zajmuję się tu po prostu tą grupą ludzi, która ma swoje miejsce w społeczeństwie, jest jego wytworem, produktem ubocznym a – o której nikt nie chce pamiętać. Ludzi pozbawionych przez społeczeństwo zatrudnienia jako źródła podstawowych środków „na życie”.
Człowiekowi który tego stanu nie przeżył wydaje się absolutnie umykać taka możliwość nawet jako wyobrażenie, by nie otrzymywał swojego dotychczasowego „godnego” uposażenia, jest to dla niego tak abstrakcyjna ewentualność, że aż przekracza możliwości wyobrażenia. Człowiek błyskawicznie przyzwyczaja się do dobrobytu i do sukcesu, stąd właśnie wywodzą się niezwykle aktywni twórcy, wynalazcy oraz tzw. miliarderzy.
Każdy pracujący uważa się po prostu za normalnego, zwykłego, przeciętnego i tak samo normalne jest dla nich to, że gdzieś pracują, dostają za to regularnie jakieś pieniądze… wiadomości, że „brak miejsc pracy dla dwóch milionów bezrobotnych” – są dla nich czymś abstrakcyjnym. PRL wytworzył tak silny i tak durny, klasowy stereotyp "bezrobotnego-nieroba", że do dziś wielu poniekąd mądrych, inteligentnych ludzi - powtarza go publicznie, robiąc z siebie przy tym skrajnych idiotów i barbarzyńców.
Natomiast co do ewentualnych wątpliwości moralnych, pojawiających się jeszcze czasem u niektórych osób w związku z obserwowanym upadkiem innych do poziomu kloszarda, upadkiem lub (i) śmiercią tych którym się „nie udało”, którzy sobie "nie poradzili", umysł – zawsze dążący do równowagi, wymagającej w tym przypadku samousprawiedliwienia, znieczulenia – wytwarza takie argumenty, takie linie samoobrony psychicznej by nie dopuścić do siebie nawet cienia współwiny za to. Współwiny w sensie społecznym.
Być może właśnie dlatego występuje tu tak silne zjawisko niezrozumienia; niemożności zrozumienia, lub bronienia się przed nim. Ludzie nie chcą rozumieć co czuje i przeżywa osoba, której się „z zasady” odmawia zatrudnienia, mająca więcej niż 45 czy 50 lat, lub z jakiegoś innego równie absurdalnego powodu. Nie chcą zrozumieć najprostszego, choć to oczywiste, że bez jakichś dochodów nie da się żyć, a jakaś liczba obywateli żadnych dochodów nie ma, bo się im ich odmawia.
Jakich dochodów?
Dochody określające tak zwane „minimum egzystencji” określono w tym kraju na nieco ponad 500 zł miesięcznie. Natomiast minimum socjalne to ok. 1100 zł. Przepraszam czytelnika: nie chce mi się tego dokładnie sprawdzać, bo uważam te kwoty za absurdalnie odbiegające od realiów potrzeb życiowych, więc za raczej mało warte uwagi.
Zbyt mało pieniędzy – to jest po prostu zbyt mało. Mimo że obowiązują jako podstawa do wielu innych danych normatywnych i wyliczeń. Dane takie możne znaleźć w Internecie dość łatwo, jeśli to kogoś bawi. Mnie – jakoś nie bawi… zbyt mnie to osobiście dotyczy, bym to uważał za zabawne.
W mediach w związku z wyżej opisaną sytuacją jest spory ruch propagandowy deprecjonujący problem skutków bezrobocia oraz samych osób pozbawionych zatrudnienia. Jak można się domyślać jest to wyrazem pewnego zamówienia politycznego, realizowanego przez zawodowych „zaciemniaczy”, jak i różnych domorosłych, amatorskich zwyrodnialców społecznych, lansujących jak ten fircyk we fraczku i cylinderku różne śmieszne, dziwaczne lub absurdalne tezy ideologiczne; lansujących monarchię, endecję, węszących wszędzie za „komuną”, nie odróżniających wolności od anarchii…
Łączy ich jedno: cynizm, bezczelność, pogarda dla człowieka, pajacowanie dla zarabiania pieniędzy.
Gdy się wspomni o bezrobociu i jego skutkach, natychmiast odzywają się różni dranie, czy durnie (poniekąd jedno nie przeczy drugiemu i cechy te mogą się połączyć w jednym, aspołecznym, barbarzyńskim, cynicznym umyśle). Po pierwsze – bezrobotni mają się ich zdaniem „wziąć do roboty” – no bo to przecież lenie którym się nie chce pracować. Jeśli wśród bezrobotnych rzeczywiście znajdzie się ktoś taki – to wina urzędów pracy a więc samorządu lokalnego prowadzącego działalność PUP, czyli wina władzy, także w postaci Sejmu tworzącego prawo oraz ministerstw zarówno postulujących docelowy stan prawny jak i realizujących je.
To wina ideologii. Praca jest źródłem dochodu niezbędnego do przeżycia, do zaspokojenia potrzeb w stopniu zależnym od możliwości zarobkowych, więc każdy normalny człowiek nie tylko musi zarabiać by żyć, ale i po prostu chce zarabiać – tak jak i chce żyć. Jeśli więc „wrzucono do jednego worka” w ewidencji biurokratycznej Urzędów Pracy właśnie takich ludzi poszukujących zatrudnienia którym się go odmawia, z ludźmi w rzeczywistości już niezdolnymi do żadnej pracy, chorymi, całkowicie pozbawionymi umiejętności funkcjonowania społecznego na skutek wieloletniej bezdomności, alkoholizmu i nędzy – to jest wina władzy. Owszem; czasem w pewnych indywidualnych przypadkach może to być wina tych ludzi, w tym sensie że ewidentnie „sami są sobie winni”, bo popełnili jakiś osobisty poważny błąd albo nie popełnili żadnego – bo niczego nie robili (byli bierni), ale generalnie to władza stwarza środowisko prawne funkcjonowania biznesu, stwarza zasady jakim owo funkcjonowanie podlega. I stworzyła takie, w których to biznes rządzi państwem, rządzi oczywiście wyłącznie w swoim cynicznym interesie. Decyduje o losach całych grup zawodowych, bo powie że on „50+ nie zatrudnia”. A dlaczego nie? Bo nie. Politycy mają zdaniem „liberałów” wierzących w „niewidzialną rękę” pozostawić całą gospodarkę państwa – przedsiębiorcom, stać grzecznie z boku i przyglądać się, jak „przedsiębiorcy budują gospodarkę i tworzą nowe miejsca pracy”… A co jeśli niszczą a nie budują?, nie tworzą a likwidują? To trudno… widocznie inaczej nie można, jest kryzys…
Oczywiście, że jest.
Nazywa się Platforma Obywatelska i Tusk. Nazywa się też "Kopacz, Piechociński, Bielecki, Lewandowski, Rostowski…"
Inny dureń powie, że bezrobotni to przeważnie alkoholicy i dlatego są pozbawieni pracy. Tak zwany bezrobotny to ustawowo osoba zdolna do pracy i poszukująca zatrudnienia, której zatrudnić nikt nie chce. Na przykład z powodu wieku (po 45 czy 50 roku życia). Co prawda – prawo w tym kraju jednoznacznie zabrania nierównego traktowania kandydatów do zatrudnienia ze względu na wiek, ale tego się absolutnie nie przestrzega. Wręcz przeciwnie: ostatnio na sztandarach Unii - praca dla młodych, mieszkania dla młodych itp.Platforma Obywatelska stworzyła w tym kraju państwo bezprawia, w którym można sobie bimbać z przepisów prawa zupełnie bezkarnie, także i prawa wyrażonego w Konstytucji. Konstytucja RP nie jest konstytucją państwa liberalnego, dlatego jest ignorowana przez władzę "liberałów", nie posiadającą jednak uprawnienia wynikającego z upoważnienia społecznego do jej zmiany. Dlatego tez i poparcie dla tej partii wśród bimbających sobie z prawa przedsiębiorców jest największe i sięga 50%.
To partia bezprawia i niesprawiedliwości a nie żadna Platforma Obywatelska i tak też się powinna nazywać.
BiN.
"Bezprawie i Niesprawiedliwość".
Brak pracy to brak zarobków, czyli narastający problem finansowy dotyczący kosztów elementarnego utrzymania. Bardzo często już w początkowej fazie dochodzi do rozpadu rodziny; separacji lub rozwodu z powodu bezrobocia. To najczęściej powoduje konieczność opuszczenia dotychczasowego miejsca zamieszkania. Dopóki jest możliwość płacenia choćby za wynajęte oddzielne mieszkanie, nie jest to początkowo problem; potem już tylko pokój z używalnością łazienki, najtańszy pokój „na stancji” co studenci określają mianem „u babci”, ale tu konieczna jest comiesięczna i terminowa zapłata. Jeśli zapłaty brak, człowiek taki – wyrzucony w ciągu tygodnia czy dwóch – jeśli ma trochę szczęścia znajduje się w jakimś miejscu przypadkowym, kątem u znajomego, w altance na czyjejś działce a w końcu – na ulicy.
By utrzymać pewien standard wyglądu, wiarygodności wobec ewentualnego potencjalnego pracodawcy – trzeba mieć normalny, schludny wygląd, możliwość dokonywania podstawowych zabiegów higieniczno-sanitarnych, a więc także prania, prasowania, golenia się, kąpieli – a to kosztuje. Zasiłek dla zarejestrowanych osób bezrobotnych otrzymuje średnio 16% bezrobotnych, czyli zaledwie 16 na 100 osób.
W dłuższym okresie czasu bezowocnego poszukiwania zatrudnienia czyli w konsekwencji zarobku, nie da się spełniać tych wymogów; możliwości i wygląd bezrobotnego pogarsza się a co za tym idzie – zamykają się przed nim na zawsze kolejne drzwi pracodawców. Dopiero człowiek będący w takiej sytuacji dostrzega w pełni – jak szybko się zużywa to co jest mu niezbędne, jak błyskawicznie się niszczy, ile rzeczy jest niezbędne człowiekowi by normalnie funkcjonować, w szczególności gdy ma się nieustannie poddawać ocenie ewentualnego pracodawcy, stawać przed komisją rekrutacyjną, uczestniczyć w rozmowach kwalifikacyjnych. Jak trudno jest nie mając systematycznych dochodów zachować standard niewyróżniającej się negatywnie normalności wyglądu, powierzchowności, na jak krótko wystarcza możliwości i motywacji…
Wiele z tych osób w pełni zdaje sobie sprawę z tego, że wolniej lub szybciej ale nieuchronnie się staczają, stopniowo degenerują się do poziomu kloszardów, zmierzają do tragedii. Nic na to nie mogą poradzić bez zewnętrznej interwencji, a interwencji nie ma – bo byłaby sprzeczna z ideologią tej władzy, tego państwa. Są pozory pomocy: skierowanie na kurs – po którym nadal nikt tej osoby nie chce zatrudnić, dotowanie zatrudnienia przez kilka miesięcy za możliwie najniższe wynagrodzenie – po których i tak nieuchronnie powraca on do stanu pozbawienia dochodów z pracy, gdy dotacje się skończą jest nieuchronnie zwalniany.
To ciekawostka swoją drogą, że pracownik po pięćdziesiątce gdy jest dotowany – nadaje się zdaniem pracodawcy do pracy, pracuje dobrze i jest oceniany pozytywnie dopóki wpływa dotacja a gdy dotacja się kończy – natychmiast znów do jakiejkolwiek pracy przestaje się nadawać… Dowodzi to jedynie, że chodzi tu o cyniczną grę „polowania na dotację” – nawet kosztem życia ludzi będących pionkami w tej grze.
Oczywiście zjawisko alkoholizmu dotyka wiele osób; nie tylko tych normalnie pracujących ale i tych niezależnych, bogatych; to ogromny problem społeczny i osobisty, napędzany niejako przez władze dla utrzymania wpływów do skarbu państwa. Niewątpliwie zdarza się, że ludzie tracą wszystko i stają się kloszardami – z powodu wcześniejszego wpadnięcia w nałóg alkoholowy. Jednak alkoholicy w żadnym przecież przypadku nie powinni być uznani za bezrobotnych, gdyż nie spełniają do tego podstawowych wymogów przyjętej w ustawie definicji. "Niepracujący" - nie znaczy "bezrobotny"; to nie jest to samo.
Nie o nich tu piszę.
Wśród bezrobotnych znacznie częściej natomiast dochodzi do alkoholizmu na skutek bezrobocia a nie bezrobocia – na skutek alkoholizmu. Człowiek doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego położenia, ze swojego stopniowego upadku z powodu braku dochodów wystarczających do utrzymania się, im bardziej inteligentny – tym bardziej rozumie to co się z nim dzieje i dłużej walczy o przetrwanie ale udaje się wyrwać z tej pułapki niewielu, wyłącznie dzięki pomocy "z zewnątrz". Dlatego co bardziej wartościowe jednostki uciekają przed tym w alkoholizm, czyli po prostu – w znieczulenie. „Zalanie się” do nieprzytomności i zamarznięcie z Bożą pomocą zimą w jakimś parku, korzystając ze sprzyjających okoliczności bardzo niskiej temperatury poniżej zera – to chyba niezłe wyjście. Pozwala zaoszczędzić sobie tak wielu upokorzeń, ostatecznego upodlenia, odczłowieczenia…
Mniej wartościowe jednostki – uciekają przed tym w przestępczość; skoro nie mogą normalnie zapracować na swoje potrzeby wykonując swój zawód albo już wręcz jakikolwiek możliwy dla nich do wykonywania, to zdobywają potrzebne pieniądze w sposób nielegalny lub wręcz kryminalny, przestępczy, realizując swoje prawo do życia i do wolności.
Zadziwiające jest, że to się temu społeczeństwu opłaca, że chce ponosić te koszty, uznając za ważniejsze „zasady liberalizmu” PO – powodujące iż przedsiębiorca ma prawo powiedzieć iż „osób 50+ nie zatrudnia” – bo „coś tam, coś tam”. Że najważniejsza jest wolność dla przedsiębiorców, nawet gdy odbierają oni w ten sposób wolność całym kilkusettysięcznym grupom potencjalnych pracowników. Bo brak środków do podstawowego utrzymania, brak możliwości zarobienia ich – to jest odebranie im ich podstawowej wolności. Taki „liberalizm” – to w rzeczywistości zaprzeczenie liberalizmu.
Nie promuję tu oczywiście takiej postawy, gdyby sprowadzić to do samoograniczenia życiowego, mentalnego i kulturowego; – niezrozumienie takie jest rodzajem niepełnosprawności, kalectwa.
Właśnie dlatego zajmuję się tu po prostu tą grupą ludzi, która ma swoje miejsce w społeczeństwie, jest jego wytworem, produktem ubocznym a – o której nikt nie chce pamiętać. Ludzi pozbawionych przez społeczeństwo zatrudnienia jako źródła podstawowych środków „na życie”.
Człowiekowi który tego stanu nie przeżył wydaje się absolutnie umykać taka możliwość nawet jako wyobrażenie, by nie otrzymywał swojego dotychczasowego „godnego” uposażenia, jest to dla niego tak abstrakcyjna ewentualność, że aż przekracza możliwości wyobrażenia. Człowiek błyskawicznie przyzwyczaja się do dobrobytu i do sukcesu, stąd właśnie wywodzą się niezwykle aktywni twórcy, wynalazcy oraz tzw. miliarderzy.
Każdy pracujący uważa się po prostu za normalnego, zwykłego, przeciętnego i tak samo normalne jest dla nich to, że gdzieś pracują, dostają za to regularnie jakieś pieniądze… wiadomości, że „brak miejsc pracy dla dwóch milionów bezrobotnych” – są dla nich czymś abstrakcyjnym. PRL wytworzył tak silny i tak durny, klasowy stereotyp "bezrobotnego-nieroba", że do dziś wielu poniekąd mądrych, inteligentnych ludzi - powtarza go publicznie, robiąc z siebie przy tym skrajnych idiotów i barbarzyńców.
Natomiast co do ewentualnych wątpliwości moralnych, pojawiających się jeszcze czasem u niektórych osób w związku z obserwowanym upadkiem innych do poziomu kloszarda, upadkiem lub (i) śmiercią tych którym się „nie udało”, którzy sobie "nie poradzili", umysł – zawsze dążący do równowagi, wymagającej w tym przypadku samousprawiedliwienia, znieczulenia – wytwarza takie argumenty, takie linie samoobrony psychicznej by nie dopuścić do siebie nawet cienia współwiny za to. Współwiny w sensie społecznym.
Być może właśnie dlatego występuje tu tak silne zjawisko niezrozumienia; niemożności zrozumienia, lub bronienia się przed nim. Ludzie nie chcą rozumieć co czuje i przeżywa osoba, której się „z zasady” odmawia zatrudnienia, mająca więcej niż 45 czy 50 lat, lub z jakiegoś innego równie absurdalnego powodu. Nie chcą zrozumieć najprostszego, choć to oczywiste, że bez jakichś dochodów nie da się żyć, a jakaś liczba obywateli żadnych dochodów nie ma, bo się im ich odmawia.
Jakich dochodów?
Dochody określające tak zwane „minimum egzystencji” określono w tym kraju na nieco ponad 500 zł miesięcznie. Natomiast minimum socjalne to ok. 1100 zł. Przepraszam czytelnika: nie chce mi się tego dokładnie sprawdzać, bo uważam te kwoty za absurdalnie odbiegające od realiów potrzeb życiowych, więc za raczej mało warte uwagi.
Zbyt mało pieniędzy – to jest po prostu zbyt mało. Mimo że obowiązują jako podstawa do wielu innych danych normatywnych i wyliczeń. Dane takie możne znaleźć w Internecie dość łatwo, jeśli to kogoś bawi. Mnie – jakoś nie bawi… zbyt mnie to osobiście dotyczy, bym to uważał za zabawne.
W mediach w związku z wyżej opisaną sytuacją jest spory ruch propagandowy deprecjonujący problem skutków bezrobocia oraz samych osób pozbawionych zatrudnienia. Jak można się domyślać jest to wyrazem pewnego zamówienia politycznego, realizowanego przez zawodowych „zaciemniaczy”, jak i różnych domorosłych, amatorskich zwyrodnialców społecznych, lansujących jak ten fircyk we fraczku i cylinderku różne śmieszne, dziwaczne lub absurdalne tezy ideologiczne; lansujących monarchię, endecję, węszących wszędzie za „komuną”, nie odróżniających wolności od anarchii…
Łączy ich jedno: cynizm, bezczelność, pogarda dla człowieka, pajacowanie dla zarabiania pieniędzy.
Gdy się wspomni o bezrobociu i jego skutkach, natychmiast odzywają się różni dranie, czy durnie (poniekąd jedno nie przeczy drugiemu i cechy te mogą się połączyć w jednym, aspołecznym, barbarzyńskim, cynicznym umyśle). Po pierwsze – bezrobotni mają się ich zdaniem „wziąć do roboty” – no bo to przecież lenie którym się nie chce pracować. Jeśli wśród bezrobotnych rzeczywiście znajdzie się ktoś taki – to wina urzędów pracy a więc samorządu lokalnego prowadzącego działalność PUP, czyli wina władzy, także w postaci Sejmu tworzącego prawo oraz ministerstw zarówno postulujących docelowy stan prawny jak i realizujących je.
To wina ideologii. Praca jest źródłem dochodu niezbędnego do przeżycia, do zaspokojenia potrzeb w stopniu zależnym od możliwości zarobkowych, więc każdy normalny człowiek nie tylko musi zarabiać by żyć, ale i po prostu chce zarabiać – tak jak i chce żyć. Jeśli więc „wrzucono do jednego worka” w ewidencji biurokratycznej Urzędów Pracy właśnie takich ludzi poszukujących zatrudnienia którym się go odmawia, z ludźmi w rzeczywistości już niezdolnymi do żadnej pracy, chorymi, całkowicie pozbawionymi umiejętności funkcjonowania społecznego na skutek wieloletniej bezdomności, alkoholizmu i nędzy – to jest wina władzy. Owszem; czasem w pewnych indywidualnych przypadkach może to być wina tych ludzi, w tym sensie że ewidentnie „sami są sobie winni”, bo popełnili jakiś osobisty poważny błąd albo nie popełnili żadnego – bo niczego nie robili (byli bierni), ale generalnie to władza stwarza środowisko prawne funkcjonowania biznesu, stwarza zasady jakim owo funkcjonowanie podlega. I stworzyła takie, w których to biznes rządzi państwem, rządzi oczywiście wyłącznie w swoim cynicznym interesie. Decyduje o losach całych grup zawodowych, bo powie że on „50+ nie zatrudnia”. A dlaczego nie? Bo nie. Politycy mają zdaniem „liberałów” wierzących w „niewidzialną rękę” pozostawić całą gospodarkę państwa – przedsiębiorcom, stać grzecznie z boku i przyglądać się, jak „przedsiębiorcy budują gospodarkę i tworzą nowe miejsca pracy”… A co jeśli niszczą a nie budują?, nie tworzą a likwidują? To trudno… widocznie inaczej nie można, jest kryzys…
Oczywiście, że jest.
Nazywa się Platforma Obywatelska i Tusk. Nazywa się też "Kopacz, Piechociński, Bielecki, Lewandowski, Rostowski…"
Inny dureń powie, że bezrobotni to przeważnie alkoholicy i dlatego są pozbawieni pracy. Tak zwany bezrobotny to ustawowo osoba zdolna do pracy i poszukująca zatrudnienia, której zatrudnić nikt nie chce. Na przykład z powodu wieku (po 45 czy 50 roku życia). Co prawda – prawo w tym kraju jednoznacznie zabrania nierównego traktowania kandydatów do zatrudnienia ze względu na wiek, ale tego się absolutnie nie przestrzega. Wręcz przeciwnie: ostatnio na sztandarach Unii - praca dla młodych, mieszkania dla młodych itp.Platforma Obywatelska stworzyła w tym kraju państwo bezprawia, w którym można sobie bimbać z przepisów prawa zupełnie bezkarnie, także i prawa wyrażonego w Konstytucji. Konstytucja RP nie jest konstytucją państwa liberalnego, dlatego jest ignorowana przez władzę "liberałów", nie posiadającą jednak uprawnienia wynikającego z upoważnienia społecznego do jej zmiany. Dlatego tez i poparcie dla tej partii wśród bimbających sobie z prawa przedsiębiorców jest największe i sięga 50%.
To partia bezprawia i niesprawiedliwości a nie żadna Platforma Obywatelska i tak też się powinna nazywać.
BiN.
"Bezprawie i Niesprawiedliwość".
Brak pracy to brak zarobków, czyli narastający problem finansowy dotyczący kosztów elementarnego utrzymania. Bardzo często już w początkowej fazie dochodzi do rozpadu rodziny; separacji lub rozwodu z powodu bezrobocia. To najczęściej powoduje konieczność opuszczenia dotychczasowego miejsca zamieszkania. Dopóki jest możliwość płacenia choćby za wynajęte oddzielne mieszkanie, nie jest to początkowo problem; potem już tylko pokój z używalnością łazienki, najtańszy pokój „na stancji” co studenci określają mianem „u babci”, ale tu konieczna jest comiesięczna i terminowa zapłata. Jeśli zapłaty brak, człowiek taki – wyrzucony w ciągu tygodnia czy dwóch – jeśli ma trochę szczęścia znajduje się w jakimś miejscu przypadkowym, kątem u znajomego, w altance na czyjejś działce a w końcu – na ulicy.
By utrzymać pewien standard wyglądu, wiarygodności wobec ewentualnego potencjalnego pracodawcy – trzeba mieć normalny, schludny wygląd, możliwość dokonywania podstawowych zabiegów higieniczno-sanitarnych, a więc także prania, prasowania, golenia się, kąpieli – a to kosztuje. Zasiłek dla zarejestrowanych osób bezrobotnych otrzymuje średnio 16% bezrobotnych, czyli zaledwie 16 na 100 osób.
W dłuższym okresie czasu bezowocnego poszukiwania zatrudnienia czyli w konsekwencji zarobku, nie da się spełniać tych wymogów; możliwości i wygląd bezrobotnego pogarsza się a co za tym idzie – zamykają się przed nim na zawsze kolejne drzwi pracodawców. Dopiero człowiek będący w takiej sytuacji dostrzega w pełni – jak szybko się zużywa to co jest mu niezbędne, jak błyskawicznie się niszczy, ile rzeczy jest niezbędne człowiekowi by normalnie funkcjonować, w szczególności gdy ma się nieustannie poddawać ocenie ewentualnego pracodawcy, stawać przed komisją rekrutacyjną, uczestniczyć w rozmowach kwalifikacyjnych. Jak trudno jest nie mając systematycznych dochodów zachować standard niewyróżniającej się negatywnie normalności wyglądu, powierzchowności, na jak krótko wystarcza możliwości i motywacji…
Wiele z tych osób w pełni zdaje sobie sprawę z tego, że wolniej lub szybciej ale nieuchronnie się staczają, stopniowo degenerują się do poziomu kloszardów, zmierzają do tragedii. Nic na to nie mogą poradzić bez zewnętrznej interwencji, a interwencji nie ma – bo byłaby sprzeczna z ideologią tej władzy, tego państwa. Są pozory pomocy: skierowanie na kurs – po którym nadal nikt tej osoby nie chce zatrudnić, dotowanie zatrudnienia przez kilka miesięcy za możliwie najniższe wynagrodzenie – po których i tak nieuchronnie powraca on do stanu pozbawienia dochodów z pracy, gdy dotacje się skończą jest nieuchronnie zwalniany.
To ciekawostka swoją drogą, że pracownik po pięćdziesiątce gdy jest dotowany – nadaje się zdaniem pracodawcy do pracy, pracuje dobrze i jest oceniany pozytywnie dopóki wpływa dotacja a gdy dotacja się kończy – natychmiast znów do jakiejkolwiek pracy przestaje się nadawać… Dowodzi to jedynie, że chodzi tu o cyniczną grę „polowania na dotację” – nawet kosztem życia ludzi będących pionkami w tej grze.
Oczywiście zjawisko alkoholizmu dotyka wiele osób; nie tylko tych normalnie pracujących ale i tych niezależnych, bogatych; to ogromny problem społeczny i osobisty, napędzany niejako przez władze dla utrzymania wpływów do skarbu państwa. Niewątpliwie zdarza się, że ludzie tracą wszystko i stają się kloszardami – z powodu wcześniejszego wpadnięcia w nałóg alkoholowy. Jednak alkoholicy w żadnym przecież przypadku nie powinni być uznani za bezrobotnych, gdyż nie spełniają do tego podstawowych wymogów przyjętej w ustawie definicji. "Niepracujący" - nie znaczy "bezrobotny"; to nie jest to samo.
Nie o nich tu piszę.
Wśród bezrobotnych znacznie częściej natomiast dochodzi do alkoholizmu na skutek bezrobocia a nie bezrobocia – na skutek alkoholizmu. Człowiek doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego położenia, ze swojego stopniowego upadku z powodu braku dochodów wystarczających do utrzymania się, im bardziej inteligentny – tym bardziej rozumie to co się z nim dzieje i dłużej walczy o przetrwanie ale udaje się wyrwać z tej pułapki niewielu, wyłącznie dzięki pomocy "z zewnątrz". Dlatego co bardziej wartościowe jednostki uciekają przed tym w alkoholizm, czyli po prostu – w znieczulenie. „Zalanie się” do nieprzytomności i zamarznięcie z Bożą pomocą zimą w jakimś parku, korzystając ze sprzyjających okoliczności bardzo niskiej temperatury poniżej zera – to chyba niezłe wyjście. Pozwala zaoszczędzić sobie tak wielu upokorzeń, ostatecznego upodlenia, odczłowieczenia…
Mniej wartościowe jednostki – uciekają przed tym w przestępczość; skoro nie mogą normalnie zapracować na swoje potrzeby wykonując swój zawód albo już wręcz jakikolwiek możliwy dla nich do wykonywania, to zdobywają potrzebne pieniądze w sposób nielegalny lub wręcz kryminalny, przestępczy, realizując swoje prawo do życia i do wolności.
Zadziwiające jest, że to się temu społeczeństwu opłaca, że chce ponosić te koszty, uznając za ważniejsze „zasady liberalizmu” PO – powodujące iż przedsiębiorca ma prawo powiedzieć iż „osób 50+ nie zatrudnia” – bo „coś tam, coś tam”. Że najważniejsza jest wolność dla przedsiębiorców, nawet gdy odbierają oni w ten sposób wolność całym kilkusettysięcznym grupom potencjalnych pracowników. Bo brak środków do podstawowego utrzymania, brak możliwości zarobienia ich – to jest odebranie im ich podstawowej wolności. Taki „liberalizm” – to w rzeczywistości zaprzeczenie liberalizmu.
Etykiety:
bezrobocie,
demokracja,
Duda,
Kaczyński,
kapitalizm,
Kopacz,
liberalizm,
PIS,
PO,
Prezydent RP,
Tusk,
wybory 2015
01/08/2014
… Otwórz przed wrogiem drzwi na oścież…?
Wielu ludzi w Polsce nie zdaje sobie
sprawy, jak daleko zaszły – szczególnie w roku 2012/2013 sprawy otwarcia
się Polski, jako państwa UE – na wschód; na Rosję i Białoruś (co na
jedno wychodzi, bo Białoruś istnieje już prawdopodobnie tylko
„teoretycznie” a w rzeczywistości jest to po prostu Rosja). Polska jak i
cała Europa uwierzyła naiwnie, że Rosja jest teraz inna, że trzeba jej
pomóc dołączyć do europejskich standardów i robić to we własnym dobrze
pojętym interesie…
Oczywiście; był to proces światowy, w którym bardzo zaangażowały się i USA. Wydawało się, że jest, że nadszedł czas współpracy, partnerstwa. Po raz kolejny Amerykanie i Europa nie doceniła przebiegłości i dwulicowości Rosji i jej przywódcy.
Przykładem kłopotliwej pozostałości może być tu umowa o małym ruchu
przygranicznym z Obwodem Kaliningradzkim Rosji – z 2012 roku.Oczywiście; był to proces światowy, w którym bardzo zaangażowały się i USA. Wydawało się, że jest, że nadszedł czas współpracy, partnerstwa. Po raz kolejny Amerykanie i Europa nie doceniła przebiegłości i dwulicowości Rosji i jej przywódcy.
Tymczasem pod koniec ubiegłego roku, tuż przed drastycznym zaostrzeniem stosunków z Ukrainą i napaścią na Krym – Rosja rozmieściła na terenie Obwodu Kaliningradzkiego dużą liczbę rakiet typu Iskander – M przeznaczonych do przenoszenia głowic atomowych. Są one teraz wymierzone w cele na całym terytorium Polski (a teoretycznie – także w Berlin). Są to rakiety o zasięgu 500 km zwane w NATO SS-26 „Stone”. Zachód posiada na to dowody w postaci zdjęć satelitarnych, które nie zostały ujawnione; liczbę tych rakiet z głowicami jądrowymi określono na „wyrażoną liczbą dwucyfrową”. Rakiety rozmieszczono nie tylko wzdłuż granicy Polski, ale także wzdłuż granicy z Litwą, Łotwą i Estonią, ponadto Rosja sprzedała kilka dużych zestawów rakietowych (innego typu) – Białorusi a sprawa stacjonowania rakiet SS-26 na Białorusi jest „rozpatrywana” – jak wówczas ogłosił rosyjski minister obrony.
Powyższą operację przeprowadzono już w czasie działania umowy z Rosją podpisanej w Moskwie o „małym ruchu przygranicznym” z rosyjskim Obwodem Kaliningradzkim, wyjątkowo rozszerzonym na… cały obszar tego obwodu. Umowa ta weszła w życie dokładnie dwa lata temu; w lipcu 2012 roku przez ministra Sikorskiego i jego odpowiednika w Rosji – Ławrowa. Już w samej umowie wystąpiła nierówność sytuacji obywateli polskich i rosyjskich; Polacy mogli załatwiać formalności uprawniające do przekraczania granicy Rosyjskiej – tylko w przedstawicielstwach w Gdańsku, Warszawie oraz odpłatnie – w Olsztynie, natomiast Rosjanie z Obwodu Kaliningradzkiego – w samym Kaliningradzie. Już pierwszego dnia złożono tam 600 wniosków o prawo do swobodnego przekraczania granicy polskiej czyli granicy Unii (bez wizy). Rosjanie po prostu „garną się” na zachód…
Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski twierdził wówczas publicznie, że wprowadzenie ruchu bezwizowego dla mieszkańców Kaliningradu wzmocni współpracę z Rosją.
„… W interesie Polski jest, aby okręg królewiecki stał się bramą wjazdową UE do Rosji, ale też drogą handlową Rosji do lepszych, intensywniejszych relacji z UE. To znacznie lepszy projekt niż projekt „niezatapialny lotniskowiec” .
Ta umowa rzeczywiście szeroko otworzyła „bramę Unii Europejskiej” – ale dokładnie w odwrotnym kierunku; przede wszystkim dla miliona Rosjan z Obwodu Kaliningradzkiego, dając im swobodny wstęp do Polski a więc do UE, mimo że członkiem UE nie są i nigdy nie będą.
To po co ta Unia, po co te granice..? To jakieś wielkie nieporozumienie.
Jakie korzyści ma z tego Polska? Korzystają z tego tylko sami Rosjanie, ponadto Niemcy, wcześniej stamtąd przez Rosję wysiedleni i to oni najbardziej namawiali Rząd Polski do zawarcia takiej umowy z Rosją. Ponownie się tam osiedlają. Polaków jest tam 0.3%.
Jednak teraz wiele się zmieniło; nie zmieniła się tylko bierność polskiego MSZ i jego zaślepiona „miłość” do Putina. Co minister Sikorski myśli tak na prawdę o sojuszu z USA i NATO – dowiedzieliśmy się z nagrań „Wprost”.
To przerażające, jak bardzo ślepa była Polska i cała Europa, jak bardzo znów, po raz kolejny dała się oszwabić Rosji, skrywanej rosyjskiej ekspansji i agresji. Przecież teraz Rosja prowadzi wojnę z naszym sąsiadem – Ukrainą, napadłszy ją w sposób „maskowany”, łamiąc swoje zobowiązania międzynarodowe ochrony Ukrainy przed napaścią. Odebrała jej siłą Krym, choć miała być gwarantem, że Krymu Ukrainie nikt już nie odbierze!. Kosztem ogromnych ofiar ludności cywilnej stara się wydrzeć Ukrainie jej wschodnie tereny, pod pozorem „sił separatystycznych”. Niedwuznacznie grozi Łotwie, Polsce, stosuje złośliwe działania mające spowodować ogromne straty materialne gospodarki polskiej i grozi następnymi sankcjami. Stosuje najprawdopodobniej „wojnę biologiczną” powodując powstanie w Polsce stanu zagrożenia epidemiologicznego.
W takim stanie rzeczy – umowa o ruchu bezwizowym z Obwodem Kaliningradzkim nie może dalej funkcjonować! Należałoby ją natychmiast zawiesić lub anulować! Nie stanowi to żadnego problemu prawnego, bo jest to umowa podpisana przez ministrów.
To przerażające, jak Polska się odsłoniła przed zaborczym sąsiadem, jaka jest słaba, zdezorganizowana i uboga, znów zdana na „sojusze”. Znów może być tak, że gdy wróg napadnie na Polskę, będzie ona miała świetną i najnowocześniejszą broń… w planach, na rysunkach technicznych konstruktorów.
Trzeba po prostu się ocknąć z tego letargu, zauważyć zmiany, jakie nastąpiły w działaniu Rosji i natychmiast się do nich dostosować. Tu nie ma powodu obawiać się przesady.
Polska musi zabezpieczyć i uszczelnić swoje granice, wzmocnić i unowocześnić kontrwywiad. Niezbędne jest – odejść (przynajmniej tymczasowo) i to natychmiast od „zabawy w partnerstwo” z Rosją, bo nie ma partnerstwa z agresją. Dalsze uchylanie się od tego, przywodzi na myśl już tylko podejrzenie zdrady stanu.
PS.
"Tak zwane "partnerstwo" z Rosją NIE SPRAWDZIŁO
SIĘ! Trzeba to przyznać oficjalnie albo choćby tylko na użytek polskiej
polityki. Rosja zanegowała podstawowe założenia tej inicjatywy. Udawała
zmianę swojej postawy wobec Zachodu, jednocześnie zbrojąc się i
rozmieszczając swoje rakiety z głowicami jądrowymi. Rosja znów oszukała
cały Świat. Po prostu trzeba jak najszybciej odejść od tych pomysłów i
wycofać się z wprowadzonych rozwiązań organizacyjnych. Trzeba widzieć
okoliczności takimi, jakimi są a nie jakie chcielibyśmy - by były. Rosja
pod rządami Putina nie jest zdolna do żadnego partnerstwa, ani żadnej
współpracy międzynarodowej. Musi to natychmiast znaleźć odzwierciedlenie
w działaniach Rządu Polskiego.
Jak się okazuje, w 2013 roku granicę polską z Rosją w Obwodzie
Kaliningradzkim przekroczyło sześć milionów Rosjan [6.000.000]. W
Obwodzie Kaliningradzkim mieszka zaledwie milion, nawet nieco mniej niż
milion Rosjan. Każdy z mieszkańców, ze staruszkami i niemowlętami był w
Polsce aż sześc razy? Czy to może "jacyś inni" Rosjanie przyjeżdżają?
Od razu nasuwa się pytanie o zasady osiedlania się Rosjan w Polsce; czyżby tworzyła się nowa "mniejszość etniczna" która już niebawem zażąda "przyłączenia do Rosji" - jak w Doniecku, Rostowie czy Ługańsku???
Od razu nasuwa się pytanie o zasady osiedlania się Rosjan w Polsce; czyżby tworzyła się nowa "mniejszość etniczna" która już niebawem zażąda "przyłączenia do Rosji" - jak w Doniecku, Rostowie czy Ługańsku???
Uzupełnienie; Rosjanom po prostu opłaca się popierać Putina; jak
dotychczas nic nie ryzykują a liczą na wielkie zyski. Kiedy operacja
bandyckiej agresji nie powiedzie się – powiedzą "To nie my, naród – to
Putin i jego współpracownicy". A gdy się uda zagarnąć połowę Ukrainy, aż
pod Dniepr – skwapliwie z tego skorzystają, grabiąc ukraińskie mienie i
wykorzystując "zwycięstwo" w każdy możliwy sposób dla własnego,
osobistego zysku. Kultura zachodu napiętnuje takie działania a
przynajmniej nie szanuje ich.
To jest właśnie charakterystyczna dla Rosjan dwulicowość, zakłamanie, relatywizm moralny, nieszczerość i wyrachowanie. Chodzi o to, żeby już teraz przekonać ich o nieopłacalności wspierania Putina, o ich własnym ryzyku z tym związanym. Dlatego już w tej fazie wojny sankcje zachodu i USA mające odwieść Rosję od planu totalnej bezpośredniej inwazji na Ukrainę a być może i na zachodnie słabsze państwa posiadające jak Ukraina liczną "mniejszość rosyjskojęzyczną" – muszą zacząć uderzać we wszystkich Rosjan, w całe społeczeństwo. Rosjanie muszą zrozumieć, że cywilizacja współczesnej Europy nie toleruje napaści i zaboru innych państw, polityki imperialistycznej, dlatego każdy Rosjanin może odczuć i powinien i bezpośrednio odczuć skutki sankcji, jako ostrzeżenie.
W tym wypadku chodzi o dziś absolutnie nie do zaakceptowania przywilej Rosjan polegający na prawie wjazdu do Unii bez szczególnych formalności poprzez Obwód Kaliningradzki i funkcjonujący tam "mały ruch przygraniczny". Ze względu na nieodpowiedzialne poczynania Rosjan, stwarzanie sytuacji zagrożenia w całym regionie - umowa o ruchu przygranicznym musi zostać natychmiast anulowana lub co najmniej zawieszona. Dlaczego Minister Sikorski tego nie zrobił, gdy już w marcu apelowali o to różni dziennikarze? Bo zrobił Amerykanom i Prezydentowi Obamie "łaskę", ale głównie dba o zachowanie dobrych stosunków z Rosją i Niemcami. To frajerzy tylko są z NATO i z USA - jak dowiedzieliśmy się z taśm "Wprost"...
To jest właśnie charakterystyczna dla Rosjan dwulicowość, zakłamanie, relatywizm moralny, nieszczerość i wyrachowanie. Chodzi o to, żeby już teraz przekonać ich o nieopłacalności wspierania Putina, o ich własnym ryzyku z tym związanym. Dlatego już w tej fazie wojny sankcje zachodu i USA mające odwieść Rosję od planu totalnej bezpośredniej inwazji na Ukrainę a być może i na zachodnie słabsze państwa posiadające jak Ukraina liczną "mniejszość rosyjskojęzyczną" – muszą zacząć uderzać we wszystkich Rosjan, w całe społeczeństwo. Rosjanie muszą zrozumieć, że cywilizacja współczesnej Europy nie toleruje napaści i zaboru innych państw, polityki imperialistycznej, dlatego każdy Rosjanin może odczuć i powinien i bezpośrednio odczuć skutki sankcji, jako ostrzeżenie.
W tym wypadku chodzi o dziś absolutnie nie do zaakceptowania przywilej Rosjan polegający na prawie wjazdu do Unii bez szczególnych formalności poprzez Obwód Kaliningradzki i funkcjonujący tam "mały ruch przygraniczny". Ze względu na nieodpowiedzialne poczynania Rosjan, stwarzanie sytuacji zagrożenia w całym regionie - umowa o ruchu przygranicznym musi zostać natychmiast anulowana lub co najmniej zawieszona. Dlaczego Minister Sikorski tego nie zrobił, gdy już w marcu apelowali o to różni dziennikarze? Bo zrobił Amerykanom i Prezydentowi Obamie "łaskę", ale głównie dba o zachowanie dobrych stosunków z Rosją i Niemcami. To frajerzy tylko są z NATO i z USA - jak dowiedzieliśmy się z taśm "Wprost"...
Etykiety:
agresja,
broń jądrowa,
GRANICE,
imperializm,
Iskander,
Iskander-M,
Kaliningrad,
królewiec,
mały ruch przygraniczny,
Obwód Kaliningradzki,
putin,
rakiety,
rosja,
Sikorski,
Tusk,
wojna
29/07/2014
Minister Pracy jest bardzo sprawny w realizacji planu oszustwa wyborczego PO. Część II.
Co ma zrobić minister, od którego oczekuje się „zmniejszenia bezrobocia” a który nie ma na to żadnego wpływu?
Zaczyna propagandę nieistniejącego sukcesu. Realizuje przy okazji plan „nabrania” czy „nabicia w butelkę” całego społeczeństwa w ramach oszukańczej kampanii wyborczej.
Może po prostu zmniejszyć WSKAŹNIKI bezrobocia, czyli działać na statystyki i dane liczbowe, interpretując to tak, jakby miało to odbicie w rzeczywistości, bo w rzeczywistości wiadomo przecież, że to w rzeczywistości żadnego odbicia nie ma i mieć nie może…
Po prostu coraz mniej osób się rejestruje w PUP i jednocześnie coraz więcej z PUP odchodzi; albo sami rezygnują z nic im nie dającego statusu osoby bezrobotnej, albo są go administracyjnie pod byle pretekstem pozbawiani. Coraz więcej osób rozumie, że w PUP nie otrzymają żadnej realnej pomocy ani w uzyskaniu zatrudnienia, ani w uzyskaniu zasiłku, dlatego rezygnują z rejestrowania się. Rejestracja w PUP jest przecież dobrowolna…
Czy to więc oznacza „spadek bezrobocia”? Nie! Spadek bezrobocia – to wzrost zatrudnienia na nowych, wcześniej nie istniejących miejscach pracy. Spadek bezrobocia – to rozwój gospodarki, powstawanie nowych zakładów, szczególnie produkcyjnych lub usługowych a w nich nowych, wcześniej nie istniejących miejsc zatrudnienia. Czyli skrótowo pisząc – spadek bezrobocia to wzrost ilości miejsc pracy (i odwrotnie).
Jeśli zapytać pana Ministra – ile powstało nowych miejsc pracy, on nie wie – bo się przecież tym nie zajmuje. Nawet jeśli wie – to nie powie, bo to by dekonspirowało oszustwo. Więc można zapytać pana ministra – ile pracodawcy np. w czerwcu br. złożyli do PUP nowych ofert zatrudnienia. Okazuje się, że mniej niż w maju br. co oznacza, że nie przybyło nowych miejsc pracy, czyli bezrobocie nie zmalało. Minister Kosiniak Kamysz mówi jednak, że WIĘCEJ NIŻ ROK TEMU – czyli jednak przybyło… ? Bo tu nie chodzi o prawdę a o EFEKT !
Tyle, że pracodawcy nie muszą składać ofert zatrudnienia do PUP, jest to dobrowolne (prócz tzw. „budżetówki”). Część z nich zechciała skorzystać z usług PUP a część nie, jaka część – nie wiadomo…
To taka gra słów. Oczywiście zawsze można znaleźć w minionych czterech latach kadencji rządu taki miesiąc, gdy z czymś było gorzej niż w czerwcu br. i twierdzić, że „jest poprawa”, ale to jest kłamstwo, manipulacja, oszustwo nastawione na ukrycie prawdy w celach np. wyborczych. W ten sposób można udowodnić dowolną tezę; np. różnie dotychczas układały się moje zarobki, dlatego mogę twierdzić że jestem bogaty oraz że jestem biedny i OBIE tezy da się udowodnić odpowiednio wybranymi czy dobranymi danymi historycznymi. Jak wiadomo – obie jednocześnie prawdziwe raczej być nie mogą…
Narasta „szara strefa” gospodarki nielegalnej, bo rząd z tym nie walczy, tylko narzeka na dziurę w finansach Skarbu Państwa i niedobory w ZUS. Tymczasem kwitnie proceder tzw. „optymalizacji podatkowej” oraz „optymalizacji kosztów ZUS” oparty na dziurawym prawie i „liberalizmie” władzy.
Ludzie nie rejestrują się w PUP dla uzyskania ubezpieczenia zdrowotnego, więc pozornie spada ilość bezrobotnych. Trzeba tu wyraźnie powiedzieć, że osoby zatrudnione „na czarno” w rzeczywistości są bezrobotne, bo bez tego oszustwa żadnej pracy zarobkowej by nie znalazły; są bezrobotne, ale w sposób nie ujmowany w żadnej ewidencji; ich zatrudnienie może się w każdej chwili skończyć.
Zasiłki otrzymuje kilka procent zarejestrowanych, bo tak trudno jest spełnić wymogi formalne narzucone ustawą po to, by sztucznie odgórnie ograniczyć koszty obsługi bezrobocia, więc ludzie pozbawieni pracy nie mają motywacji w rejestrowaniu się – co jest przedstawiane jako sukces w „zwalczaniu bezrobocia”. W rzeczywistości jest to sukces w tworzeniu osób wykluczonych społecznie i zawodowo.
Jedyny wpływ, jaki Minister Pracy może mieć na ilość miejsc pracy – jest przeznaczanie ogromnych kwot pieniędzy publicznych na dotowanie zatrudnienia, poprzez finansowanie staży dla bezrobotnych opartych na ustawie o promocji zatrudnienia, finansowanie interwencji w rynek pracy poprzez prace interwencyjne i roboty publiczne, itp..
Otóż na staże dla bezrobotnych, czyli na dotacje dla pracodawców przeznaczono w tym roku ogromne fundusze. Osoba taka wykonuje przez okres 3 – 6 miesięcy pracę dla jakiegoś „organizatora stażu”, przy czym nie ponosi on żadnych kosztów z tego tytułu, mając całkowicie darmowego pracownika; bezrobotny otrzymuje „stypendium stażowe” w wysokości zasiłku dla bezrobotnych, finansowane z Funduszu Pracy, a po minięciu stażu – powraca do rejestru bezrobotnych. Czy to jest walka z bezrobociem? Nie! To walka o dobre statystyki. To rozdawanie publicznych pieniędzy pracodawcom, w części prywatnym. Podobnie i osoba bezrobotna, której uda się otrzymać skierowanie na prace interwencyjne; jest to praca na cały etat, na okres najczęściej kilku miesięcy, na umowę o pracę na czas określony, z płacą równą minimalnej ustawowo określonej.
Pracodawca otrzymuje refundację połowy wynagrodzeń i połowy składek na ubezpieczenie społeczne tego bezrobotnego, ewentualnie inne dofinansowania i premie a ma pełnoetatowego pracownika. Po minięciu terminu umowa automatycznie rozwiązuje się a bezrobotny powraca do rejestru bezrobotnych. Czy to jest walka z bezrobociem? Nie! To wyłącznie walka ze statystykami, wskaźnikami, danymi liczbowymi używanymi do propagandy wyborczej. To rodzaj oszustwa, maskarady, choć może nieco pomaga przetrwać tym nieszczęsnym ludziom pozbawianym normalnego zatrudnienia.
Organizacja i dotowanie staży oraz zatrudnienia interwencyjnego nie jest walką z bezrobociem bo skutek jest jedynie chwilowy i doraźny, przemijający wraz z dotacjami. To raczej forma tworzenia niewolniczego rynku pracy i transfer publicznych pieniędzy do prywatnych kieszeni pod pretekstem „pomocy dla bezrobotnych”. Pisałem już o tym wielokrotnie.
Płace i warunki zatrudnienia są tak tragiczne, poza oczywiście kilkoma największymi ośrodkami i dla tych co w ogóle zatrudnienie znaleźli, że wielu ludzi decyduje się wyjeżdżać do pracy za granicę, na prace sezonowe, dorywcze, obsługę ruchu turystycznego itp. Ludzie przestają już liczyć na realną pomoc i zaczynają sami „kombinować”, co może okazać się indywidualnie skuteczne, ale rujnuje życie społeczne, rodzinę, demografię itp. Skutki tego wkrótce wyjdą na jaw, ale doraźnie – liczą się tylko statystyki. Medialna walka o kontynuację tej władzy, poprzez plakaciki propagandowe pana Ministra Pracy wklejane na Twitterze…
Trzeba to jak najszybciej przerwać, zakończyć. Trzeba ujawnić stan faktyczny i rozpocząć działania rzeczywiste i celowe. To również dobry temat pytań „wyborczych” kierowanych do Jarosława Kaczyńskiego.
Etykiety:
Kosiniak-Kamysz,
minister pracy,
NBP,
opozycja,
praca,
RPP,
Sienkiewicz,
Tusk,
wiarygodnośc władzy,
władza,
wniosek PIS o wotum nieufności dla rządu Tuska,
zaufanie do rządu
28/07/2014
Minister Pracy jest bardzo sprawny w realizacji planu oszustwa wyborczego PO. Część I.
Minister Władysław Kosiniak Kamysz jest bardzo przydatny dla rządu
Donalda Tuska. Przynajmniej w aspekcie taktyki, jaką ustalono wobec
spadających notowań PO i zbliżających się wyborów. Mam na myśli słynną rozmowę ministra spraw wewnętrznych Sienkiewicza z prezesem NBP – Markiem Belką
nagraną przez „kelnerów” a upublicznioną przez „Wprost”. Stenogram był
powszechnie publikowany, jednak dla lepszej dostępności i ja także
przytoczyłem go w blogu.
Chodziło tu rozmówcom o to, że kondycja naszego państwa jest fatalna, co by przy normalnym zarządzaniu wymagało po prostu przyznania tego publicznie i rozpoczęcia bardzo dotkliwej akcji „oszczędnościowej” i „naprawczej” w kwestii wydatków publicznych, polegającej na „cięciu” wydatków kosztem czasowego, ale znacznego pogorszenia sytuacji społeczeństwa a więc i znacznego pogorszenia nastrojów społecznych, kierującego się w sposób naturalny przeciwko tej władzy podczas wyborów. A władza na to właśnie tuż przed wyborami pozwolić sobie nie chciała, stąd plan „oszustwa” socjotechnicznego z wykorzystaniem „sztuk magicznych” NBP i uzdolnionego Szczurka z MF.
Wiele wskazuje na to, że plan ten jest po prostu spokojnie, bezwzględnie i cynicznie realizowany. Całą ideę charakteryzuje niejako wypowiedź ministra Sienkiewicza: (cyt.)
[Bartłomiej Sienkiewicz] Albo ludzie poczują, że nastąpiła pewna zmiana, bo jak ja poznaję ten proces, to jest tak: (…) budujemy drogi, bla, bla, bla (…), ale to już kompletnie nie działa. Dlaczego nie działa? Bo przeciętny Kowalski patrzy na te autostrady, estakady, na ten dworzec, na cokolwiek innego… (…) Bo jego podstawowe pytanie jest: a co JA z tego kurwa mam?! Gdzie jest ten pieniądz u mnie w portfelu? A nie, że ma wypierdolonego orlika przed oknami, bo on ma w dupie tego orlika, podobnie ma tę autostradę w dupie!
(…)
Jest tu jednak jeszcze jedna ważna sprawa.
Niezmiernie ważnym czynnikiem wpływającym na nastroje społeczne tak ważnym dla pretendentów ubiegających się o głosy ludzi odpowiednio wcześniej, przed wyborami – są kwestie pracy i bezrobocia. I tu niezmiernie ważną rolę propagandową w całościowym planie oszustwa wyborczego otrzymał minister pracy z PSL Władysław Kosiniak Kamysz.
Platforma Obywatelska postanowiła oszukać opinię publiczną, co do rzeczywistego stanu bezrobocia i minister pracy okazał się tu bardzo sprawnym urzędnikiem Premiera Tuska. Zadanie ministra wymaga sporej inteligencji; jak „walczyć z bezrobociem” nie mając na nie żadnego wpływu? Oto sztuka propagandy sukcesu.
Bezrobocie to przecież brak dostatecznej ilości miejsc pracy. Powstało po części przypadkowo, na skutek bezmyślnego niszczenia i rozgrabiania majątku firm państwowych w czasie tak zwanej „transformacji ustrojowej”, po części potem na skutek decyzji gospodarczych Unii Europejskiej; decyzji – które noszą jednak znamiona w pewnym stopniu politycznych, którym władza w imieniu Polski się bezkrytycznie podporządkowała. Dotyczy to np. decyzji Komisarz unijnej dotyczącej przemysłu stoczniowego i paru innych gałęzi przemysłu polskiego. Spowodowało to likwidacje wielu zakładów a co za tym idzie i miejsc pracy w nich, bez zastąpienia ich czymkolwiek innym. Niebagatelne było tu też nastawienie ideologiczne naszej ekipy „liberałów” oparte na „pobożnych” życzeniach niewierzących, na lekturze prac teoretyków liberalizmu gospodarczego, na podszeptach „doradców-bankierów” nie zawsze chyba wiernych interesowi polskiemu, na magicznym myśleniu i wierze w „samoregulację” i „niewidzialną rękę rynku”, jako panaceum na wszystkie kłopoty gospodarcze… jedynie chyba „ikonę” liberalizmu polskiego tamtych czasów – Jana Krzysztofa Bieleckiego stać dziś czasami na wypowiedzi szczere i bezstronnie krytyczne w stosunku do tych początków nowej władzy.
Powracając jednak do tematu – faktem jest, że bezrobocie to częściowy brak miejsc pracy. Minister Pracy – nie likwiduje miejsc pracy ani tym bardziej ich nie tworzy, dlatego jego wpływ na stan bezrobocia jest raczej minimalny i dotyczy tylko w najlepszym przypadku stopnia wykorzystania istniejących miejsc pracy oraz formy przetrwania tych dla których pracy nie starczyło. Tymczasem w Polsce utarło się, że to Minister Pracy „walczy z bezrobociem”… więc się nasz minister stara… przynajmniej zrobić dobre wrażenie… na swoim szefie przede wszystkim…
Dla rzeczywistego zmniejszenia bezrobocia powinny rzeczywiście powstawać nowe miejsca pracy, w miarę możności trwałego zatrudnienia i to pracy o różnych wymaganych kompetencjach, w zawodach produkcyjnych i rzemieślniczych i w różnych dziedzinach przemysłu. Jeśli tak nie jest – powstaje bezrobocie strukturalne. Takie efekty poprawy daje rzeczywisty rozwój gospodarki, a więc powstawanie nowych przedsiębiorstw, w tym głównie produkcyjnych lub w ostateczności usługowych, w których potrzebni są pracownicy w różnych specjalnościach i o różnym poziomie wykształcenia. To jest sprawa ministra d/s gospodarki i ministra d/s szkolnictwa a nie ministra pracy. Dla rzeczywistego efektu ministerstwa powinny ściśle ze sobą współpracować, każde robiąc „swoje” a razem – wspólnie (choć każde na swój sposób) walcząc z bezrobociem. Tak nie jest, bo Premier jak się dowiadujemy z „taśm prawdy” – dał zbyt dużo swobody ministrom, poza tym praktycznie nie działa Komitet Stały Rady Ministrów mający to wszystko wspomagać i koordynować. Polskie działania pro-rozwojowe – to jak się dowiadujemy z taśm „chuj, dupa i kamieni kupa” – jak to precyzyjnie określił minister rządu Tuska. Czyli po prostu tego nie ma, lub jest całkowicie bezwartościowe.
Jeśli nie ma działań pro-inwestycyjnych, pro-rozwojowych – a ja wierzę ministrowi, gdy szczerze mówi o tym w okolicznościach świadczących iż miałem się o tym nigdy nie dowiedzieć – to nie będzie rozwoju przemysłu, czyli nie przybędzie nam w znaczący sposób miejsc trwałego zatrudnienia. Czyli w konsekwencji – bezrobocie tak łatwo i szybko nie zmaleje – co jest dla tego rządu jak się okazuje – oczywiste. Tym bardziej mamy dowód, że działalność ministra pracy Kosiniak Kamysza jest po prostu wielkim oszustwem propagandowym.
Jest bardzo wiele błędów w działaniach władzy dotyczących gospodarki i inwestycji. Teraz odnosi się wrażenie, że władza doprowadziła do pewnego stanu „zawieszenia”, w którym potencjalni lub nawet ci faktyczni inwestorzy, straszeni usilnie „rządem Kaczyńskiego” czekają z inwestycjami na… wynik najbliższych wyborów.
Etykiety:
Hausner,
Kosiniak-Kamysz,
minister pracy,
NBP,
opozycja,
praca,
RPP,
Sienkiewicz,
Tusk,
wiarygodnośc władzy,
władza,
wniosek PIS o wotum nieufności dla rządu Tuska,
zaufanie do rządu
17/07/2014
Zasadnicze pytanie: czy umowa Tuska i Belki nadal działa i będzie realizowana aż do wyborów? Cz. 2
Wspomniana wcześniej rozmowa, szczególnie ten zacytowany fragment jej stenogramu – niejako
automatycznie kojarzy się z informacjami o wymianie banknotów będących w
obiegu, na „lepiej zabezpieczone”.
Pisał o tym szczegółowo np. „Newsweek”: http://biznes.newsweek.pl/nowe-banknoty-nbp-wzor-znaki-zmiany-newsweek-pl,artykuly,287266,1.html
Opisany w tym artykule proces ma służyć tzw. „naturalnej” wymianie
banknotów zbyt już zużytych, uszkodzonych oraz nieautentycznych – na
nowe, przy okazji zmodernizowane co do sposobów zabezpieczenia. Mówiąc
wprost – taka „wymiana naturalna” zakłada chyba po prostu zastąpienie
każdego wykrytego banknotu nienadającego się do dalszego użytku – nowym,
prosto z drukarni a przy okazji – bardziej nowoczesnym banknotem. W
obiegu jest podobno (a w każdym razie dotychczas było) około
1.400.000.000 banknotów.Pisał o tym szczegółowo np. „Newsweek”: http://biznes.newsweek.pl/nowe-banknoty-nbp-wzor-znaki-zmiany-newsweek-pl,artykuly,287266,1.html
Rozmówcy ustalają tu strategię własnego działania, którego celem jest niedopuszczenie do zwycięstwa wyborczego PiS pomimo iż partia ta ma „43% poparcia wg. CBOS”. Oznacza to świadome i celowe przeciwstawienie się demokracji, czyli działania totalitarne władzy, ponieważ do zablokowania demokracji ma posłużyć wprzęgnięcie z zasady konstytucyjnej niezależnego banku centralnego (NBP) do finansowej pomocy rządowi PO. Minister Spraw Wewnętrznych mówi, że „ekonomika” będzie decydowała o „stabilności kraju” (mając na myśli stabilność polityczną władzy PO) a pomiędzy ekonomiką a polityką jest określony związek – odnoszony tu do zbliżających się wyborów. Jest ogromny deficyt budżetowy, sytuacja staje się poważna, dla opanowania jej potrzebne byłyby „cięcia”, co oznacza konieczność wdrożenia wielkich oszczędności wydatków publicznych dotykających bardzo wielu przeciętnych obywateli, ale obywatele ci są wyborcami, którzy w najbliższym czasie będą głosować w wyborach samorządowych i parlamentarnych – wyborcami mogącymi dać władzę PiS, jeśli będą „niezadowoleni” z Tuska np. z powodu wspomnianych „cięć”. Dlatego uzgodniono w tej rozmowie sposób oszukania wyborców – co do rzeczywistego stanu państwa, dzięki włączeniu niezależnego z definicji Banku Centralnego do działań politycznych ochraniających władzę PO. Prezes NBP Marek Belka postawił warunki: współpraca bezpośrednio z premierem Tuskiem, dymisja ministra finansów Rostowskiego i mianowanie na ministra osoby wskazanej przez NBP (Mateusz Szczurek).
To już zostało wykonane.
Drugi warunek to odpowiednie podyktowane przez NBP zmiany treści ustawy o NBP – dające możliwości oczekiwanego przez rząd działania „pomocowego”. Nowelizacja tej ustawy została przeprowadzona i właśnie weszła w życie. Drugi warunek tego „interesu” także więc został spełniony, na dodatek jakiekolwiek dzisiejsze zastrzeżenia do działań NBP mogą okazać się obecnie bezpodstawne, to znaczy zgodne z tą specjalnie spreparowana wersją ustawy o NBP. „Wszystko jest w ministerstwie, tam są wytrychy” – mówi w cytowanej wyżej rozmowie Marek Belka.
Ideą tego skandalicznego działania wspólnego PO i NBP jest stworzenie fikcyjnie korzystnego obrazu finansów państwa i propaganda rzekomych sukcesów rządu PO, aby takim oszustwem przekonać jednak wyborców do głosowania na PO (nie wyklucza to jednoczesnych agresywnych działań propagandowych PO przeciwko PiS, czy wspomnianego „zajebania PiS komisją specjalną w sprawie Macierewicza” – o czym wspominał minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski w nagranej i upublicznionej rozmowie z ministrem finansów Jackiem Rostowskim).
Trzecia związana z tym sprawa, to sprawa konfliktu władzy z miliarderem Zbigniewem Jakubasem, określanym przez ministrów jako „tłusty miś”, posiadającym jeszcze niedawno G K „Multico” a poprzez nią – kontrolny pakiet udziałów w spółce „Mennica Polska S. A.”, niedawno ponownie „przejęty” przez rząd PO.
Tego także dotyczy dalsza część rozmowy ministra Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem Markiem Belką:
(…)
[MB] My musimy przejść przez ćwiczenie pod tytułem „negocjacje na temat nowych monet”. Bo te negocjacje w dużej mierze… Myśmy się zdecydowali te drobne monety, bo chcieliśmy je w ogóle zlikwidować, ale z jakiś powodów niezrozumiałych i, szczerze mówiąc, jak to zwykle bywa. (…) Tutaj Jacek [Rostowski] zachował się po prostu jak cipa. No i tam uległ jakimś tam tego i zaczął walkę. OK. Więc myśmy postanowili te monety zamienić na inne, takie same dla ludzi, ale tańsze w produkcji. Przy okazji żeśmy stwierdzili, dlaczego by nie urynkowić tego procesu, czyli zapytanie ofertowe żeśmy wysłali do trzech mennic, w tym polskiej. (…) Tylko problem jest taki, że jak wygrają, no to będą bardzo drodzy, a jak przegrają, to będą bardzo tani. A my nie chcielibyśmy, żeby oni przegrali, ale żeby byli bardzo tani. No i jesteśmy w związku z tym w dupie. Jesteśmy wobec trudnych negocjacji z człowiekiem [Zbigniewem Jakubasem], który już uważa, żeśmy go okradli.
[BS] (…) To może trzeba mu powiedzieć, jak można go bardziej okraść. Może zrozumie.
[MB] Myślę, że on to wszystko wie, ale zdaje się, że on jest przyzwyczajony do tego, że jak ma partnera państwowego, to znaczy, że ma cipę przed sobą, a on sam gra twardych ludzi. Jemu wszystko wolno, a państwowemu nic nie wolno. On o tym doskonale wie. My się spodziewamy oczywiście czarnego PR z ich strony. (…) My musimy dbać o pewne zasady, a on w ogóle zasad nie przestrzega. Z tym, że w końcu tę pałę to ma państwo.
[BS] Tak. Na cały obszar.
[MB] Na cały obszar. I tu trzeba ścisłej współpracy, z tą pałą.
( … )
Mennicą Państwową zarządza więc ponownie rząd, ma nad nią pełną kontrolę, co należy dołączyć do warunków wymienionych powyżej. Ponadto jeszcze jak się dowiadujemy z powyższej upublicznionej rozmowy, z Radą Polityki Pieniężnej, która powinna być niezależna i mieć funkcję kontrolną wobec finansów państwa – „można pograć”, jak stwierdza sam prezes NBP, a nadający Radzie powagi naukowej prof. Jerzy Hausner – jest „pivotalny” i bardzo mu się to podoba: cyt. (…) [MB] Pivotalny właśnie on jest, kurwa… A patrz, jak to się temu chujowi podoba, że on jest pivotalny. (…)” Określenie to najprawdopodobniej miało oznaczać, że prof. Hausnera można łatwo przekonać; że jego poglądy są „zmienne”; że da się go „obrócić” (pivot – walec, trzpień; pivotal – obrotowy, dający się obrócić, przekręcić) na tę lub na inną stronę, grając na jego poczuciu ważności, czy też na jego autorytecie naukowym.
W związku z tym – jak sugeruje sam prezes Belka – funkcje nadzorczo-kontrolne RPP nie są wykonywane skutecznie, więc Rada nie jest w stanie przeszkodzić w realizacji porozumienia finansowo-politycznego pomiędzy Platformą Obywatelską a NBP – o czym pisałem powyżej.
W związku z powyższym – trzeba zadać pytania:
- Czy rzekoma „naturalna wymiana banknotów zużytych na nowe” jest faktycznie wymianą 1 do 1 (jeden nowy za jeden zużyty tego samego nominału), czy też może być formą masowego ukrytego dodruku „pustego pieniądza” w innej proporcji, np. 100 nowych za jeden zużyty, albo banknot 100 zł zamiast zużytego banknotu 10 zł.
- Jakie byłyby w przyszłości skutki bańki finansowej powstałej poprzez dodruk pieniądza dla doraźnych celów PR-owych nastawionych na efekt propagandowy i wybory.
- Jakie jeszcze „kombinacje” finansowe, działania bezprawne lub sprzeczne z kanonami cywilizowanej ekonomii przygotował Marek Belka i jego „protegowany” minister finansów Mateusz Szczurek po to, by wykonać dla Donalda Tuska plan zablokowania nadchodzącego i spodziewanego zwycięstwa partii opozycyjnej.
- Jakie „wytrychy” wprowadzono do ustawy o NBP specjalnie by umożliwić realizację tego porozumienia. Przecież łatwo byłoby przeanalizować zmiany w treści ustawy od lipca 2013 do lipca 2014 i ich znaczenie w kontekście treści nagranych i opublikowanych rozmów zainteresowanych tym polityków i funkcjonariuszy państwa.
- Czy efekt deflacji mającej wpłynąć na czasowe obniżki niektórych cen (np. żywności) został celowo „spreparowany” przez władzę i jakie będą jego koszty (cena) w przyszłości, cena którą po wyborach będzie musiało zapłacić całe społeczeństwo.
Sytuacja wydaje się podwójnie paradoksalna a raczej absurdalna: politycy i funkcjonariusze organizujący takie całkowicie bezprawne, łamiące Konstytucję działania – pomimo ich ujawnienia pozostają bezkarni na swoich dotychczasowych stanowiskach a na dodatek – działania te pomimo ich ujawnienia – są – jak wszystko na to wskazuje – nadal kontynuowane, realizowane zgodnie z planem i nikomu w tym państwie to nie przeszkadza, nawet niemrawej i podzielonej opozycji politycznej, w którą są one wymierzone…
Tusk z kulawą nogą nie szczeknie złego słowa Premierowi w tej sprawie.
Moim zdaniem to musiałoby być wyjaśnione i jeśli rzeczywiście tak jest – natychmiast powstrzymane. Kto miałby to skontrolować, jeśli instytucje kontrolne państwa są do tego procederu włączone albo niewiarygodne? Państwo stało się totalitarne i posługuje się metodami totalitarnymi, zastraszaniem, wykorzystaniem instytucji państwa do walki politycznej o zachowanie władzy. Zupełnie tu także bym nie miał zaufania do „instytucji” komisji śledczej Sejmu, do Prezydenta RP… może tym właśnie należałoby tłumaczyć przerażającą ciszę w tej sprawie.
Etykiety:
Belka,
Hausner,
Kaczyński,
opozycja,
PIS,
RPP,
Sienkiewicz,
Tusk,
wybory 2015
13/07/2014
Zasadnicze pytanie: czy umowa Tuska i Belki nadal działa i będzie realizowana aż do wyborów? Cz. 1.
Mam oczywiście na myśli słynne już
nagranie rozmowy Ministra Spraw Wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza z
Prezesem Narodowego Banku Polskiego Markiem Belką. W połączeniu z
pewnymi innymi informacjami, narzuca ona wręcz kilka zasadniczych pytań.
Podstawowe założenie jest takie, iż osoby nagrane nie wiedziały o
dokonywaniu nagrań, były przekonane, że treść tych rozmów nie wyjdzie
poza grono osób bezpośrednio tam obecnych i rozmawiających, czyli w tym
wypadku panów Belki, Sienkiewicza i Cytryckiego (współpracownika Belki z
NBP), a to gwarantuje ich szczerość i autentyczność (wiarygodność)
wypowiedzi. Nielegalność nagranie jest kwestią drugorzędną i banalną –
rozpatrywaną przez odpowiednie do tego służby państwa w odrębnym
postępowaniu. Ta kwestia nas jednak tu nie interesuje, gdyż nie wpływa
na treść nagranych wypowiedzi, odzwierciedlającą postawy, sposób
myślenia, etykę, praworządność i poziom kultury osobistej występujących
tu osób. Ludzi ci mówią to – co mówią, planują to – co planują,
niezależnie od tego czy zostało to legalnie czy nielegalnie
zarejestrowane.
By jednak pozostać wiernym faktom, zacytuję fragment stenogramu tej rozmowy:Rozmowa Belka, Sienkiewicz, Cytrycki – prawdopodobnie lipiec 2013 roku.
( … )
[Bartłomiej Sienkiewicz] [BS] A mogę zadać inne pytanie, znacznie trudniejsze?
[Marek Belka] [MB] Proszę bardzo. Spróbujemy.
[BS] Mamy deficyt budżetowy, ryzyko przekroczenia progu [dopuszczalnego deficytu budżetowego?], 43 % w CBOS dla PiS-u i osiem miesięcy do wyborów…
[MB] …bardzo mi się podoba takie postawienie sprawy. Jeszcze raz.
[BS] Dobra. Warunki wyjściowe do…
[MB] … Mhm.
[BS] …mamy dupę pogłębiającą się na poziomie budżetu państwa. OK, od karuzeli z kryzysu dzieje się to na tyle wolno, wszystko, wszystko działa, tylko problem polega na tym, że wpływy są opóźnione; wiemy, że jest buch, mniej pieniędzy niż tam, nie wiem, w 2015, pod koniec, ale na razie nie bucha, są sygnały, że idzie ku lepszemu, brakuje pieniędzy w budżecie, cięcia są niewystarczające. I mamy osiem miesięcy do wyborów, jak zmniejszymy ten okres, to ten warunek jest bez znaczenia wtedy, i PiS ma 43 % [poparcia społecznego] w sondażu CBOS. Czyli idziemy w taki wariant, nie czarujmy się, że idziemy w taki wariant, że tylko i wyłączne ekonomika decyduje o ocenie stabilności kraju…
[MB] …czyli wszystko jest, niby jest jeszcze do utrzymania, tylko że…
[BS] … tylko że wiemy, że to się skończy katastrofą, ponieważ zwycięstwo PiS-u oznacza ucieczkę inwestorów, pogorszenie się warunków finansowych…
[MB] …no i…
[BS] …i parę innych kłopocików, ale to już takich wewnątrz-polskich. I to jest dokładnie taka sytuacja, w której trzeba podjąć decyzję, co my robimy z tym? Czy jest to moment na uruchomienie tego rodzaju rozwiązania, czy nie? Bo ja mam takie poczucie, że to jest wariant OK, ale on nie jest kompletnie hipotetyczny… W związku z tym albo idziemy wariantem czysto finansowym i wtedy nie ma żadnego powodu, żeby uruchamiać tego typu rodzaju mechanizmy, albo jednak rozumiemy, że między polityką a stabilnością finansową państwa jest pewien związek, który w ostatnich latach w szczególnie mocno ujawnił w Europie.
[MB] Dobrze. Podoba mi się ten sposób stawiania sprawy. Bo on dotyczy Polski, a nie tylko tak zwanej gospodarki, czy jakiegoś tam…
[BS] Dokładnie.
[MB] No, więc tak…
[BS] … a, i jeszcze sekundę. Ja się boję w tej sytuacji jednej rzeczy, że na to wszystko kolega Rostowski mówi: „w życiu!”. „W życiu, bo to nam zdewastuje opinię, bo to jest niewykonalne, bo tego nie wolno robić”. Ja już w to nie chcę wchodzić, dlaczego tak powie, bo to oddzielna sprawa, ale… no tak, no!
[MB] Dobrze… Po pierwsze, ja bym chciał mieć partnera, który się nazywa prezes Rady Ministrów, a nie minister finansów. Ja bym wtedy… bo to oczywiście oznacza… bardzo istotną zmianę w statusie… nie moim osobistym, bo ja to tam w ogóle, wiesz… Tylko tej instytucji, którą kieruję. I ja wtedy mówię premierowi: „Bardzo dużo jest możliwe!”. Mamy oczywiście tą pieprzoną Radę Polityki Pieniężnej…
[BS] No właśnie!
[MB] Ale… ale jesteśmy w stanie z nią zagrać. Ale wtedy moim warunkiem jest dymisja ministra finansów. Przychodzi nowy minister finansów, na razie nie muszę wam mówić, kto by mógł być, ale takie nazwiska i tacy ludzie są w kraju. I wtedy zrobimy to, co trzeba, żeby uniemożliwić… mówiąc krótko, aby kraj to zrozumiał…
[BS] …to nie może się zdarzyć później niż osiem miesięcy przed wyborami…
[MB] Mówiąc po prostu, jeśli w drugim półroczu gospodarka się zdecydowanie nie przyspieszy, to będzie problem. To będzie być może konieczne tego rodzaju niestandardowe działanie. A wtedy trzeba serdecznie ze wszystkimi, jakby to powiedzieć, możliwymi tymi różnymi lansadami podziękować hrabiemu von Rothfeld-Rostowskiemu i powołać technicznego niepolitycznego ministra finansów, który znajdzie w banku centralnym pełne wsparcie. Także…
[Sławomir Cytrycki] [SC] … z takim patriotycznym zacięciem…
[MB] Tak. I wtedy pivotalny członek Rady Polityki Pieniężnej, czyli Hausner zgodzi się…
[BS] (śmiech)
[MB] Pivotalny właśnie on jest, kurwa… A patrz, jak to się temu chujowi podoba, że on jest pivotalny. I wtedy…
[SC] On dodaje gravitas…
[MB] Gravitatio on tylko dodaje i myśli, że ma dłuższego. Niestety, każdy człowiek ma jakieś słabości nawet on. W każdym razie tak naprawdę, to o to chodzi.
[SC] Nigdy nie był w kiblu w Dżakarcie… gdzie jest napisane na szybie: „Przysuń się! masz krótszego, niż ci się wydaje”.
[BS] [wznosi toast] Panowie, za dobre anegdoty i za to, aby się złe scenariusze nie spełniały…
[SC] Oczywiście, że nie spełniały… Dlatego powinieneś wcześniej…
[MB] [do Sienkiewicza]… zadałeś pytanie bardzo…
[SC] Dlatego powinieneś wcześniej zrobić zmianę w ustawie o NBP.
[MB] Tak: bardzo ważna sprawa.
[SC] Rostowski tego nie zrobi…
[MB] Mogę to zrobić tylko z Tuskiem.
(…)
[BS] Macie projekt tej ustawy?
[MB] No raczej… Wszystko jest, w ministerstwie. Tam są wytrychy…
[SC] Tam nie ma wszystkiego.
[MB] Dobrze, ale kurna, jak ja bym miał sygnał od premiera, że mogę tam wstawić to, co będzie trzeba, to wstawimy, różne rzeczy, które umożliwiałyby mi…
[SC] Nie mamy partnera dziś do rozmowy…
[MB] No – nie mamy…
[SC] Czemu macie problem? Że Tusk zrzucił to na kontakty Rostowskiego, doradców?
[MB] Ja mu się zresztą nie dziwię, on się na tym nie zna. Natomiast Rostowski sprawia wrażenie, że panuje nad wszystkim. (…) On ma tych problemów takich typu, tam wiesz, Smoleńsk kurwa, jakieś pierdoły.
[SC] Co ma wspólnego Rostowski ze Smoleńskiem?
[MB] No nic, ale ma Tusk.
(…)
Treści tu przez rozmówców artykułowane są bardzo ważne, bo są szczere i autentyczne. Zasługują więc na przeanalizowanie w powiązaniu i innymi nagranymi rozmowami polityków oraz faktycznymi działaniami rządu.
Etykiety:
afera taśmowa,
bank centralny,
Belka,
Cytrycki,
deficyt,
deflacja,
MBP,
Mennica Państwowa S.A,
mennica polska,
MF,
MSW,
MSZ,
progi ostrożnościowe,
Rostowski,
Sienkiewicz,
Tusk,
wymiana pieniądza
08/07/2014
W takiej sytuacji, w normalnym państwie rząd musi po prostu odejść, jako kompletnie niewiarygodny!
Nagrana i ujawniona rozmowa Ministra Spraw Wewnętrznych Sienkiewicza z Prezesem NBP Belką ujawniła sposób, w jaki Platforma Obywatelska traktuje demokrację, w jaki traktuje społeczeństwo. Demokracja po prostu dla PO nie istnieje, władza Tuska nie ma żadnej alternatywy i dla niego – nie ma też żadnego ograniczenia.
Z kontekstu jednoznacznie wynika, że to Sienkiewicz, z widocznym respektem do rozmówcy, tak by nie naruszyć ambicjonalnego poczucia „niezależności” prezesa NBP, ma tu za zadanie wysondować, jaka mogłaby być reakcja Belki na nieformalny (bo bezprawny) wniosek partii rządzącej o pomoc finansową NBP w utrzymaniu władzy.
Minister Sienkiewicz w skrócie przedstawia obraz sytuacji z perspektywy rządu; jest to obraz nie w pełni prawdziwy, „podrasowany” na potrzeby argumentacji tak, by prezes Belka sam doszedł do „właściwych” wniosków i odnosi w tym pełen sukces.
Wiele szczegółów tej rozmowy wskazuje, że minister został po prostu „wysłany” i zobowiązany przez kogoś do delikatnego wysondowania – jaka byłaby reakcja prezesa NBP na oczekiwanie ze strony rządu Tuska bezpośredniej współpracy banku centralnego dla niedopuszczenia do zwycięstwa wyborczego PIS, jakie też byłyby warunki „organizacyjne” tej współpracy ze strony prezesa Belki. To „sondowanie” przeradza się w bezpośrednią „naradę wojenną” przeciw opozycji (czyli przeciw demokracji).
Okazało się, że dla prezesa Belki nie ma praktycznie żadnych problemów z bezpośrednim zaangażowaniem politycznym NBP, nawet problemu nie stwarza dla niego Rada Polityki Pieniężnej z „pivotalnym” prof. Hausnerem; „niby niezależna” RPP, z którą Belka jest w stanie „pograć”. Prezes Banku Centralnego stawia warunek usunięcia urzędującego ministra finansów, powołania na jego miejsce innej osoby wskazanej przez NBP oraz wprowadzenia konkretnych podyktowanych przez niego zmian w ustawie o Narodowym Banku Polskim.
Rozmowa ta odbyła się podobno rok temu. Po niej zaczęły następować zmiany, świadczące niezbicie o tym, że „interes” został przez Premiera Tuska zaakceptowany i rozpoczęła się jego realizacja. Urzędujący wówczas minister finansów J. V. Rostowski jeszcze w tym, samym roku został – jak ustalono w tej rozmowie z wszystkimi „lansadami” – zdymisjonowany i zastąpiony młodym i nikomu wcześniej nie znanym trzydziestoletnim ekonomistą dr Mateuszem Szczurkiem. Zakończono też prace nad nowelizacją ustawy o NBP, w których rozpatrywano też „opinie” Banku Centralnego i obecnie – zmiany te weszły w życie. Wszystko więc, co jak wynika z tego nagrania zostało uzgodnione – zostało zrealizowane. Czy to oznacza, że Narodowy Bank Polski i jego prezes marek Belka przestali być apolityczni i niezależni od władzy wykonawczej a stali się finansistami Platformy Obywatelskiej – zaangażowanymi w jej walkę z opozycją przed zbliżającymi się wyborami?
Jeśli tak, oznacza to zgodnie z argumentacją ministra Sienkiewicza użytą w tej rozmowie, że rozpoczęto właśnie wielką akcję ukrywania przed społeczeństwem rzeczywistego, prawdziwego stanu finansów państwa. Ukrywania poprzez np. dodruk „pustego” pieniądza, manipulacje obligacjami państwowymi itp. w taki sposób, aby do czasu najbliższych wyborów parlamentarnych przekonać wyborców, że jest dobrze, Polska jest OK, rząd Tuska wyprowadza kraj z kryzysu itp. A po wyborach, gdy PO pozostanie dzięki temu oszustwu – i będzie kontynuować swoje rządy, cała prawda – która prędzej czy później będzie musiała być ujawniona – już tym rządom nie zagrozi przez kolejne cztery lata. Dla zablokowania wszelkich niekorzystnych dla „elity” zmian, przeciwstawienia się demokracji w chwili obecnej dającej przewagę opozycji, utrzymania za wszelką cenę władzy i uniknięcia za wszelką cenę odpowiedzialności – postanowiono Polskę tymczasem pogrążyć w jeszcze większy kryzys, jeszcze większe zadłużenie finansów publicznych itp.
Sprawa ujawnionych nagrań po prostu zburzyła podstawy zaufania do tej władzy. Dziś już nie wiadomo, czy jakiekolwiek słowo i jakakolwiek informacja podawana przez rząd czy NBP jest wiarygodna, czy też jest już tylko wynikiem opisanych wyżej działań i umowy. W takiej sytuacji w normalnych warunkach, w normalnym państwie rząd musi po prostu natychmiast odejść, jako kompletnie niewiarygodny. Tymczasem – nie tylko nie ma mowy o dymisji całego gabinetu przez Premiera, ale nawet bezpośrednio skompromitowani politycy nie zostali usunięci ze stanowisk. Władza zachowuje się jak totalitarna władza partii faszystowskiej, która opanowała i przejęła wszystkie instytucje państwa, podporządkowując je „wodzowi” (Führerowi), dzięki czemu jest „nieusuwalna”.
Brak wiarygodności nasuwa zasadnicze wątpliwości i pytania.
Czy rzekoma „wymiana banknotów zużytych na nowe” jest rzeczywiście tylko wymianą, czy wymianą mającą zamaskować intensywny druk pieniądza bez pokrycia. (Wymiana 1 zużytego banknotu na 100 nowych)? I kto nad tym może zapanować, skoro NBP stał się „polityczny”, Hausnera można „obrócić na swoją stronę” a z Radą Polityki Pieniężnej można sobie „pograć” – jak mówił Belka?
Czy ogłoszone dziś przez NBP prognozy gospodarcze na najbliższe trzy lata są uczciwe, rzeczywiste i obiektywne – czy uwzględniają już „pomoc finansową NBP dla rządu Tuska” – co do której dogadali się minister Sienkiewicz z prezesem Belką? Chodzi o prognozowany rozwój 3,6% w 2014 i 2015 roku a 3,5 w 2016 roku, oraz inflację 0.2% w bieżącym a 1,4% w przyszłym roku i 2,3% w 2016 roku.
Jak można teraz traktować „poważnie” obietnice spadku cen żywności, lub nie traktować za agitację polityczną czegokolwiek, co wychodzi z NBP?
Spodziewać się można jedynie „poważnych” kłopotów, gdy prawda o gospodarce i finansach publicznych wyjdzie kiedyś na jaw. Nawet odsunięcie od funkcji prezesa NBP pana Belki, czy dymisja ministra Sienkiewicza – nie gwarantuje przerwania realizacji „politycznego interesu” zawartego w tej, nagranej i opublikowanej rozmowie.
Wiarygodność rządowi RP może przywrócić tylko dymisja całego obecnego gabinetu, oraz wyjaśnienie do końca spraw ujawnionych w rozmowie, usunięcie zmian dokonanych w ustawie o NBP. Szansą ma być wniosek o wotum nieufności dla rządu Tuska i debata parlamentarna w związku z tym wnioskiem.
Etykiety:
Deal Belka-Sienkiewicz,
demokracja,
dług publiczny,
Hausner,
NBP,
opozycja,
RPP,
Sienkiewicz,
Tusk,
wiarygodność władzy,
władza,
wotum nieufności,
zaufanie
12/06/2014
Dla władzy nie jest ważna prawda; ważne jest alibi z manipulowanego „poparcia społecznego” i propaganda sukcesu.
Pod tym względem dziś obecna władza niczym nie różni się od dawnej władzy tak zwanej „ludowej” – jak się lubiła mianować władza towarzyszy z PZPR.
A jest tak po prostu dlatego, że nasza obecna neo-totalitarna ekipa „kolesiów” chce za wszelką cenę utrzymać władzę, utrzymać ją jak najdłużej a przynajmniej przez czas, do kiedy w Polsce można jeszcze robić błyskawiczne kariery, majątki „z niczyjego” i skutecznie uchylać się od wszelkiej odpowiedzialności.
Na szczęście spora część społeczeństwa zna z własnego doświadczenia i pamięta totalitarne działania władzy „ludowej” opartej na ideologii komunistycznej dostosowanej nieco do specyfiki społeczeństwa polskiego, pod wypływem niepowodzeń później zwanej „budową społeczeństwa komunistycznego” a po dalszych niepowodzeniach wynikających z oporu społecznego – „budową społeczeństwa socjalistycznego”. Oczywiście budowa ta nigdy się nie zakończyła, także z pewnością nie sukcesem; ustrój powstały w naszym kraju nigdy nie był ani komunizmem ani socjalizmem i prawdopodobnie dlatego właśnie zakończył się tak jak się zakończył. Mówienie dziś, że „w Polsce skończył się komunizm” być może jest dobrym zagraniem medialnym dla jakiejś niespełnionej aktoreczki, ale nie odpowiada prawdzie po pierwsze dlatego – że tu nigdy nie było komunizmu, więc nie mógł się także „skończyć” a po drugie – te siły i ci ludzie którzy się kryją pod tym określeniem w Polsce – nadal świetnie i coraz lepiej się mają, dobrze ustawieni jak polska odmiana ukraińskich oligarchów, tyle że udających prywatnych i niewinnych, zwyczajnych i skromnych obywateli.
Dla sił politycznych osadzonych tu u władzy przez Związek Radziecki – wówczas jedna zasada była kardynalna: objąć władzę, opanować wszystkie instytucje państwa, stworzyć mechanizm nacisku i szantażu i już nigdy tejże władzy nie oddać. Weżreć się w społeczeństwo jak grzyb w ścianę, zakotwiczyć się wszędzie swoimi mackami jak rak w zdrowym organizmie, spętać ludzi strachem, naciskami, nagrodami, karami, poczuciem beznadziejności, kontrolować wszystko agresywnie i dokładnie by już nigdy nie dać się odsunąć czy wyrugować z władzy a tym bardziej - pociągnąć do jakiejkolwiek odpowiedzialności. Dokładnie tak jak Tusk ze swoją PO. To właśnie można uznać za definicję totalitaryzmu, za spektakularną pogardę demokracji.
Od kiedy sięgnę pamięcią, były w tym kraju siły i ośrodki przeciwstawiające się totalitaryzmowi władzy. To wcale nie tylko galeria znanych kilkunastu nazwisk tych, którzy byli najbardziej prześladowani, albo po 1989 roku postanowili zostać największymi kombatantami „walki z komuną”, zamienić to co robili na stanowiska, zaszczyty, funkcje i związane z tym dochody. Nie wszyscy chcieli a spośród chcących – nie wszystkim się udało.
Jednocześnie można tu zawsze było spotkać przeróżnych sprzedawczyków, kolaborantów, cynicznych cwaniaków bez charakteru i skrupułów, potakiwaczy pozujących na intelektualistów albo na rewolucjonistów, ale przeważnie za tym ukrywał się jakiś interes, oczekiwanie odwzajemnienia się władzy za wsparcie w walce z przeciwnikami totalitaryzmu, czasem durny, naiwny fanatyzm…
Jak to przedstawił kiedyś Jacek Fedorowicz w jednym ze swoich politycznych programów satyrycznych: … kiedy stocznie strajkowały to zawsze znajdowały się takie medialne „przedstawicielki” zatroskanego społeczeństwa; … to chyba nawet jedna taka była – dyżurna, tam ją odpowiednio przebierali; a to szwaczka a to rybaczka, stawiali ją przed kamerami TVP i ona mówiła płaczliwym głosem: „W imieniu wszystkich kobiet pracujących ja się domagam, żeby stoczniowcy już wrócili do pracy”; a już poza anteną – „to teraz którędy do kasy…?”…
Okazuje się, że nadal nic się nie zmieniło, w każdym razie niewiele. Znów jest władza widząca swoje główne zadanie w tym, aby się „nie dać zmienić”, nawet wbrew jasnemu bo dość jasno wyrażanemu oczekiwaniu społeczeństwa. Władza gotowa na bardzo wiele, (mam nadzieję, że jednak nie na wszystko) – by pozostać władzą, mimo, że otrzymuje jednoznaczne sygnały także z własnych sondażowni, że poparcia społecznego już nie ma, że zbyt wielu zawiodła. Zresztą „poparcie społeczne” to dla tej władzy jedynie gadżet; sympatyczny gdy jest ale niekonieczny. O zwyczajnym podporządkowaniu się demokratycznemu oczekiwaniu społeczeństwa – także wtedy gdy jest niekorzystne – nawet się władzy nie śni. Władza „wie lepiej co dobre”… jak każda totalitarna władza.
Nadal są osoby cieszące się z tego, że władza nie posiadająca już akceptacji – „wygrała wybory siódmy raz z rzędu” – tak jakby nie było demokracji, jakby tu chodziło o jakąś infantylną zabawę harcerską – „kto – kogo” a nie o los milionów ludzi, pozbawianych w ten sposób wpływu na swoje życie. Nakłanianych w ten sposób do bardziej radykalnych, niszczycielskich form upomnienia się o demokrację i praworządność. I znów taka „szwaczka – rybaczka”, znów taka stara, skrzywiona złośliwie baba z jakąś skrajną frustracją, jakimś urazem psychicznym malującym się na twarzy, zaślepiona niczym nie uzasadnioną nienawiścią „polityczną” do „Kaczyńskiego” i wszystkiego co „kaczyńskie” – chwali totalitaryzm tej władzy, pisze peany o „Donku – Zwycięzcy” – jak kiedyś pisano o Stalinie – Słońcu Ludzkości – kolejny raz zwyciężającym w ustawionych komunistycznych „wyborach”. Baba nawet nie wie, jak jest śmieszna w tej swojej zajadłości i jak jest smutna w tej swojej chorobie a przecież w rzeczywistości nic od niej nie zależy; zupełnie nic… baba jednak nie ma wątpliwości: wiadomo przecież, że im więcej razy się „zwycięży w wyborach” kolejnych i następujących po sobie – tym lepiej… tak jak w Chinach, Korei Północnej, Rosji; – lepiej bez wątpienia dla tych, którzy zwyciężyli lub mających z nimi jakiś wspólny interes. Czekam więc z zaciekawieniem: Kiedy baba zapyta: „… którędy do kasy”?
A może zresztą już w kasie była; otrzymała już co miała otrzymać – na konto (a’ konto na konto); obecny rozwój internetowej bankowości elektronicznej ma dziś swoje miłe udogodnienia.
Etykiety:
CCCP,
demokracja,
Donald Tusk,
Fedorowicz,
KLD,
liberałowie,
PO,
Poparcie społeczne,
sondaże,
Stalin,
strajk,
totalitaryzm,
Tusk,
walka,
Wałęsa,
władza,
wybory,
ZSRR
13/05/2014
Wybory do PE: Wyższy poziom „polskiego piekła”; kabaret polski w UE.
Gdzieś
ponad poziomem własnych problemów, wątpliwości czy codziennych
zmartwień; własnych w tym sensie – że bezpośrednich, egzystencjalnych i
osobistych – niektórzy potrafią spojrzeć też na „całość”, na sytuację
ogólniejszą i sprawy może nie tak bezpośrednio już dziś nas dotyczące,
ale ważne. Ważne przez to, że prędzej czy później mogące nas
bezpośrednio dotyczyć, te które bez wątpienia „dopadną” nas. Efekt tego –
zależy od indywidualnego dostępu do informacji, czyli do wiedzy o
rzeczywistym i faktycznym stanie spraw, gdyż wiedza o nierzeczywistym
stanie spraw informacją nie jest. Może raczej odwrotnie powinienem
napisać: efekt tego zależy od indywidualnego dostępu do wiedzy, czyli do
informacji o rzeczywistym stanie spraw, gdyż informacja o
nierzeczywistym stanie spraw wiedzą nie jest. Z pewnego punktu widzenia
oba te stwierdzenia znaczą to samo…
Na tej właśnie zasadzie, im bliżej do wyborów polskich euro-parlamentarzystów – tym bardziej rośnie moja ciekawość, oczywiście nie dotycząca tego, kto zostanie wybrany w sensie personalnym a raczej tego, jaką to stworzy sytuację polityczną i jakie będzie miało reperkusje w sytuacji społecznej. Przy braku wpływu na bieg zdarzeń – można sobie pozwolić na to, by pozostać jedynie przy obserwacji; biernej… choć z zaciekawieniem.
Stopniowe w miarę rozwoju przejście od bałwochwalczego, bezrefleksyjnego stosunku do Platformy „Obywatelskiej”, bezrefleksyjnej w minionych 3 – 4 latach obrony jej „grajdoła politycznego” – do konkluzji iż stworzyła ona państwo nieludzkie, jego skrajnie wypaczoną namiastkę – jest dla mnie godne szacunku i to wcale nie dlatego, że sam podzielam ten pogląd i wygłaszałem go dużo wcześniej. Bynajmniej nie daje mi satysfakcji iż nazywałem pewne zjawiska bez ogródek już dwa lata temu. Tak „oświeconych” stopniowo przybywa, co może pozostać nie bez wpływu na przyszłe wyniki wyborów krajowych. Ideologię która stworzyła to wypaczone, nieludzkie państwo dobrze by było odsunąć jak najszybciej od jakiegokolwiek wpływu na realną rzeczywistość, pod warunkiem wszakże, iż ta siła polityczna która tego dokona – sama ma zamiar wdrożyć normalniejsze, bardziej „ludzkie”, jednolite standardy…
Jak się to jednak ma do najbliższych wyborów europejskich?
Środowisko aktywistów PO prawdopodobnie zdaje sobie sprawę ze zbliżającego się „rozliczenia” przez wyborców, być może dlatego partia desygnowała na kandydatów do Parlamentu Europejskiego na pierwszych miejscach list wyborczych swoich najlepszych, sprawdzonych „towarzyszy” – jak były minister Vincent Rostowski czy urzędujący minister Władysław Kosiniak Kamysz, Bogdan Zdrojewski; jeśli się urzędujących dziś ministrów wystawia do wyborów, czyli w intencji – wysyła do Brukseli, to dowodzi po prostu świadomości, iż długo oni by tu i tak już nie pourzędowali…
Jest tam na pierwszych miejscach list właśnie i Bogdan Zdrojewski, i niesławny Michał Boni, Janusz Lewandowski, Dariusz Rosati, Barbara Kudrycka, Danuta Huebner, Julia Pitera, Jacek Saryusz Wolski, Róża Thun, Jerzy Buzek… słowem towarzystwo faktycznie „doborowe”, niezwykle w swoim „liberalnym” odczłowieczeniu społecznym kompetentne.
Załóżmy więc przez chwilę na użytek eksperymentu myślowego, że wszystkie te osoby wraz z wystawionymi obok nich celebrytami i innymi „figurantami” mającymi co najwyżej „zajmować miejsca mądrzejszym od siebie wrogom – a tym wyżej wymienionym nie przeszkadzać, ludźmi całkowicie im praktycznie podporządkowanymi w zamian za „ciepłą wodę w kranach”, dobrze płatną i miłą posadkę na co najmniej pięć lat – dostają się do Parlamentu Europejskiego.
Załóżmy, że większość z polskiej puli 51 mandatów w PE obejmują tego typu sprawni politycy Platformy Obywatelskiej mający kontakty zawodowe, polityczne, dobre rozeznanie w tym jak się w PE poruszać wśród wytrawnych polityków zachodnioeuropejskich, mający szerokie kontakty osobiste zdobyte w minionych latach swojej aktywności itp. Głos Polski na forum międzynarodowym w Unii – przynajmniej w PE – byłby więc nadal głosem Platformy Obywatelskiej i jej ideologii.
Mają oni – wraz z działającym do końca kadencji rządem PO w kraju jeszcze rok na przygotowanie się do skutków zmiany władzy w Polsce.
Latem 2015 roku odbywają się wybory prezydenckie i parlamentarne w Polsce i załóżmy, że w ich wyniku władzę obejmuje partia „Prawo i Sprawiedliwość”, która utworzy rząd. Ale kto będzie rządził? Kto wówczas rządzi „tak naprawdę”? Nie można przecież zapominać, że prawo Unijne a raczej dyrektywy będące w rzeczywistości instrukcjami obligatoryjnego modyfikowania prawa na szczeblu krajowym – ma właśnie pierwszeństwo prawne, czyli rząd musi poniekąd ciągle wdrażać zmiany prawa krajowego pod dyktando dyrektyw unijnych.
To jest zrozumiałe i logiczne z punktu widzenia konieczności dążenia do jego unifikacji, ale w aspekcie powyższego pytania zastanawiać się można – kto miałby większy wpływ na sytuację w kraju; ci co tworzą prawo unijne i kierunki jego zmian na poziomie krajów unii czy ci którzy zarządzają państwem pod dyktando tychże dyrektyw, musząc prawo krajowe do nich dostosowywać.
Obawiam się, że niewiele osób w pełni rozumie rzeczywistą rolę poszczególnych instytucji Unii Europejskiej w procesie kształtowania Unii i zarządzania nią na szczeblu kontynentalnym. A przecież jest i szczebel globalny na którym dokonywane są zmiany przez „globalnych graczy” do których Polska przecież nie należy. Bardzo niewielkie zainteresowanie wyborami naszych reprezentantów w Parlamencie Europejskim (a przewiduje się w Polsce frekwencję na poziomie 20%) wynika nie tylko z braku łatwego dostępu do wspomnianej wiedzy; to pewnie i zbytnie rozbicie interesów narodowych poszczególnych krajów, istniejący od początku „podskórnie” rzeczywisty podział na „lobby” tzw. starej unii i jej siłę w porównaniu z nowymi członkami, zapewne i początkowy zwyczaj gremialnego wysyłania tam (wystawiania kandydatur) osób niekompetentnych, artystów, celebrytów, pożytecznych idiotów którzy będą zbyt głupi by przeszkadzać elicie tych co „wiedzą o co chodzi” – wszystko to przyczyniło się do społecznego nastawienia lekceważącego, uznawania tych wyborów za mało istotne. Parlamentarzyści europejscy nie działają zresztą w ramach „reprezentacji” narodowych a w ramach podziału całego PE na większe struktury polityczne; być może nie jest bez znaczenia każda osoba zasilająca konkretną opcję polityczną w ramach struktury PE, nawet i kilkadziesiąt głosów tu się liczy, lecz oddala to psychologicznie PE od „przeciętnego” obywatela kraju członkowskiego.
Oczywiście sytuacja w Unii a co za tym idzie i rola parlamentarzystów powoli zmienia się, ale nastawienie zwykłych obywateli, jakby „metka” tych wyborów – zmienia się jeszcze wolniej.
Szczególną rolę należy przypisać głównie czterem instytucjom; Komisji Europejskiej, Radzie Unii Europejskiej, Radzie Europejskiej oraz Parlamentowi Europejskiemu; instytucji europejskich jest znacznie więcej i wcale nie są one drugorzędne w ramach przysłowiowej już unijnej biurokracji. Te cztery stanowią jednak główny trzon odpowiadający funkcjonalnie parlamentowi i rządowi.
Komisja Europejska i jej przewodniczący jest powoływana przez Radę Europejską. Składa się z Przewodniczącego, komisarzy (po jednym z każdego kraju) oraz grupy pracowników Komisji; tłumaczy itp. – obecnie ok. dwudziestu pięciu tysięcy pracowników działających na rzecz komisarzy. Rada Europejska powołuje Przewodniczącego Komisji Europejskiej a ten desygnuje kandydatów na Komisarzy – którzy są po przesłuchaniach w komisjach PE następnie także formalnie powoływani przez Radę Europejską i PE. Komisja odpowiada za interes Unii jako całości, zajmuje się polityką Unii we wszelkich jej obszarach działania. To Komisja ma prawo do inicjatywy ustawodawczej, decyduje o konsultacjach społecznych, określa długofalową politykę finansową Unii, przygotowuje do zatwierdzenia propozycję rocznego budżetu Unii oraz rozdzielania środków finansowych, pilnuje też wykonywania prawa europejskiego przez rządy krajowe, także wspomnianej implementacji dyrektyw. Każdy z komisarzy zajmuje się inną dziedziną gospodarki unijnej, powierzoną mu przez Przewodniczącego zgodnie z kompetencjami.
Zajmuję się tu jednak głównie oceną wpływu rozlokowania polityków PO jako przyszłej opozycji i ich możliwego wpływu na możliwości realizacji przez nowy Rząd jego programu wyborczego; jednego w przypadku Komisji Europejskiej nie wiem: kto i na podstawie jakich przesłanek nominuje poszczególne osoby na kandydatów na Komisarzy; firmuje to swoim nazwiskiem powołany wcześniej Przewodniczący Komisji, ale jaki jest „klucz” doboru tych kandydatów? Czy aby tylko kompetencyjny?
Komisarze ponoszą odpowiedzialność nie przed tym ciałem które ich powołało a wyłącznie przed Parlamentem Europejskim. Odpowiedzialność tę Parlamentowi Europejskiemu z natury dużo trudniej jest wyegzekwować niż Komisji Europejskiej i być może dlatego tak to zorganizowano. Listę Komisarzy ustala Rada Unii Europejskiej w porozumieniu z Przewodniczącym Komisji i uwzględniając opinie rządów krajów członkowskich. To jasne, gdyż Rada Unii Europejskiej składa się z ministrów rządów państw członkowskich. Problem jest jednak z terminarzem: kadencja Komisji Europejskiej trwa 5 lat, rozpoczęła się na początku lutego 2010 roku a więc czy może ona upłynąć przed terminem wyborów parlamentarnych w Polsce; czyżby to oznaczało, że to obecny Rząd miałby na kilka miesięcy przed przegranymi przez siebie wyborami ustalić skład Komisji Europejskiej? (a w niej polskiego komisarza). Powiązanie składu Komisji z wynikami wyborów krajowych musi przecież istnieć jednak do jakiego stopnia można nim manipulować. Tu trzeba przyznać, że środowisko PO jako opozycyjne wobec rządu krajowego byłoby dużo bardziej „sprawne” niż obecna opozycja w Polsce.
Wybory do Parlamentu Europejskiego są ważne, ale nie można nie uwzględniać, iż nie ma on prawa inicjatywy ustawodawczej; jest on ogromną machiną biurokratyczną o bardzo rozbitym oddziaływaniu, natomiast ciała unijnej administracji które mają największy wpływ na cała sytuację Unii – nie pochodzą z bezpośrednich wyborów, proces ich wyłaniania jest dość niejednoznaczny.
Generalnie trudno jest o rzetelne informacje szczegółowe o organizacji i funkcjonowaniu Unii jako całości, gdyż wiele źródeł wzajemnie sobie zaprzecza; dla przykładu strona internetowa Unii Europejskiej i poświęcona Unii strona w tak popularnej dziś Wikipedii. Odnoszę wrażenie że stan małego rozpowszechnienia rzetelnej wiedzy nie jest tu przypadkowy.
Chodzi o materię dość złożoną, o skomplikowane zależności i masę szczegółów posiadających swoje różne „dna”… jakże więc się nie dziwić niechęci jaką „przeciętny obywatel” Unii darzy wybory do PE. Unia jest zbyt skomplikowana dla „Kowalskiego” więc koncentruje się on na wojence personalnej zastępującej politykę w swoim kraju, ale rzeczywista sytuacja w kraju – zależy w dużej mierze od Unii; czy to aby sprawa jedynie przypadku?
To, że Unię trudno zrozumieć nie znaczy, że łatwiej ją lekceważyć.
Generalnie trudno jest określić ewentualny hipotetyczny wpływ przyszłych przegranych przez PO wyborów parlamentarnych pomimo wygrania wyborów europejskich – na sytuację i możliwości nowego polskiego rządu. Wiele też zapewne zależy od jego postawy, stopnia samodzielności, od definicji bieżącej „interesu polskiego” i skłonności do poświęcania tegoż na rzecz integracji – choćby i ze stratą, czy na rzecz własnej kariery politycznej lub finansowej.
Jedno jest pewne: w nominowaniu znanych polityków PO takich jak Rostowski, w tym i urzędujących ministrów – jako kandydatów w wyborach do PE – jest coś niepokojącego. Byłoby pożałowania godne, gdyby obecna walka ideologiczna i personalna ze szczebla krajowego przeniosła się po wyborach parlamentarnych w Polsce na szczebel Instytucje UE – Rząd.
Etykiety:
Huebner,
ideologia,
kandydaci do PE,
Komisja Europejska,
Kosiniak-Kamysz,
listy kandydatów,
parlament europejski,
PE,
PIS,
PO,
polityka,
Rada Europejska,
Rostowski,
Tusk,
unia europejska,
wybory,
Zdrojewski
11/04/2014
"Magiczne "myślenie i "mniemanologia stosowana" – w walce z bezrobociem.
Wypowiedzi polityków na temat pracy w
znaczeniu zatrudnienia pojawiają się ostatnio jakby częściej, czyli w
ogóle się pojawiają w odróżnieniu od niedawnego jeszcze okresu
całkowitego oficjalnego milczenia na ten temat – oczywiście prócz
„zawodowego” propagandysty – ministra pracy i polityki społecznej
Władysława Kosiniak Kamysza.
Powrót tej tematyki niewątpliwie jest spowodowany jedynie narastającą kampanią wyborczą, nie tyle nawet do Parlamentu Europejskiego co „kampanią w ogóle” gdyż przy jak dotychczas drastycznie spadającym poparciu społecznym obecnej koalicji rządzącej czeka nas najprawdopodobniej niekończąca się „jatka” wyborcza – po PE dotycząca wyborów samorządowych oraz parlamentarnych.
W ramach jednak udawania „społecznej wrażliwości” rozlegają się głosy na temat bezrobocia. Na przykład kilka dni temu wypowiedział się w tej sprawie Pan Euro-poseł Paweł Kowal (PJN, obecnie Polska Razem).
Stwierdził on mianowicie, że
W mojej opinii słowa te są najprawdopodobniej podyktowane wyłącznie zapotrzebowaniem wyborczym. Pan Kowal chciałby zapewne pozostać parlamentarzystą europejskim, doszedł więc do wniosku, że ostentacyjne słowa mające przekonać ludzi młodych iż mają w nim rzecznika ich interesu – dadzą mu głosy młodych i pozwolą zwyciężyć w wyborach dużo pewniej, niż głosy bezrobotnych, nawet tych „szkolonych”."...szkolenia bezrobotnych nie przynoszą żadnych efektów, dlatego chciałby, aby dotacje unijne w wysokości 2 miliardów złotych przeznaczone na szkolenia – zostały wydanie na tworzenie nowych miejsc pracy dla ludzi młodych a nie na szkolenie bezrobotnych. Obecny system umożliwia tylko zarabianie firmom szkoleniowym, dlatego jego ugrupowanie „Polska Razem” ma zamiar bacznie się przyglądać wydatkowaniu tej kwoty."
Jednocześnie prezentuje on tu postawę typowego polityka, który dba o poparcie „obojętne od kogo” byle skutecznie, ale przy okazji prezentuje się jako człowiek „mniej-więcej zorientowany w temacie” to znaczy; słyszący że gdzieś dzwonią, ale nie wiedzący dokładnie w którym kościele.
Bezrobocie związane jest z zasadniczymi zmianami w strukturze gospodarki wywołanymi przez „polski” czyli głupi, chaotyczny i anarchiczny proces „transformacji ustrojowej i ekonomicznej” a następnie – przez Unię Europejską. Bezrobocie powstało zarówno poprzez zanik wielu miejsc pracy np. w związku z likwidacją pewnych zakładów lub nawet dziedzin przemysłu, ale także zaniku pewnych zawodów, które stały się wybitnie „nadmiarowe”. Wpłynął na to także brak odpowiedniej polityki edukacyjnej powiązanej z planowaniem zmian gospodarki. Miary problemu dopełnił także „skok” technologiczny, gwałtowny napływ nowych rozwiązań technicznych i technologicznych które stały się dla wielu starszych pracowników szokiem, bo Polska była przecież przez długie dziesięciolecia PRL objęta (jak i cały blok radziecki) blokadą dostępu do nowej myśli technicznej, zdobyczy nauki i nowych technologii (materiałów i technologii ich produkcji) itp. W związku z tym wielu ludzi w „średnim wieku” mających już wówczas za sobą co najmniej kilkunastoletni staż pracy – stało się całkowicie zbędnymi dla pracodawców. Po pierwsze liczba funkcjonujących miejsc pracy zmniejszyła się w sposób trwały o ok. pięć milionów (w szczycie) co dało bezrobocie o stopie w granicach 24 – 25%, z drugiej strony bardzo wielu pracowników zostało niejako mimochodem pozbawionych zawodu – który nagle stał się zbędny. Dochodziły do tego elementy dodatkowe w postaci jakichś idiotycznych mitów na temat zatrudniania ludzi starszych; mitów funkcjonujących do dzisiaj a ponadto zaczęto budować zręby „niewolnictwa pracowniczego” poprzez zmiany w prawie i praktyce, wprowadzanie wymyślnych procedur naboru pracowników, szczególną socjotechnikę niszczenia ich poczucia godności, poczucia wartości, zadowolenia z dotychczasowych osiągnięć, szacunku dla pracy i dla pracodawcy, czyli tzw. „etosu pracy” itp.
Wspominam o tym by wyjaśnić jeszcze raz, po co są potrzebne szkolenia dla bezrobotnych oraz skąd się wzięła taka potrzeba. Chodzi po prostu o formę walki z bezrobociem polegającą na uzupełnianiu, aktualizowaniu lub całkowitej zmianie kwalifikacji osób które stały się bezrobotne – po to by mogły one spełnić ponownie oczekiwania i wymagania jakiegoś (jakiegokolwiek) pracodawcy i powrócić do normalnej pracy w dotychczasowym lub nowym zawodzie, stając się w miarę samodzielne finansowo.
Szkolenia kwalifikacyjne, kursy zawodowe itp. są nadal niezbędne. Oczywiście rzeczywiste szkolenia profesjonalnie zaplanowane i przeprowadzone. Jednocześnie – same w sobie nie są wystarczające do zmniejszenia bezrobocia, gdyż od wiedzy i umiejętności pracowników poszukujących zatrudnienia nie przybywa miejsc pracy, następuje co najwyżej proces wymiany jednych zatrudnionych na innych, podobnie jak w rejestrach PUP – jednych bezrobotnych na tych co jeszcze niedawno pracowali. Dlatego też stopa bezrobocia od dawna utrzymuje się na podobnym poziomie.
W wystąpieniu Posła Kowala przede wszystkim występuje element nierównego traktowania pracowników lub kandydatów do zatrudnienia. Nie ma kontrowersji czy wzajemnego przeciwstawienia bezrobotni – młodzi, bo młodzi to prawie połowa bezrobotnych i młodzi jako bezrobotni tak samo potrzebują szkoleń – jak i ludzie starsi.
Szkolenia bezrobotnych miały być formą walki z bezrobociem. Nie jest prawdą, że nie dają one efektów. Prawdą jest, że efekt ten jest zbyt nikły jak na wielkość przeznaczanych na to funduszy. Efekt jest zbyt niski – bo państwo które dysponuje pieniędzmi – wyższego efektu nie wymaga. To państwo realizuje scenariusz łatwego zarabiania na „szkoleniu bezrobotnych” przez firmy szkoleniowe. Top wynika z ideologii tej władzy. Tam gdzie jest dużo pieniędzy a nie ma właściwego zewnętrznego nadzoru nad ich przeznaczeniem oraz wykorzystaniem zawsze efekt jest niewłaściwy, ale czy to bezrobotni za to odpowiadają? Efekty szkolenia bezrobotnych wynikają ze sposobu ich organizowania, z przyjętego sposobu zwalczania bezrobocia jedynie poprzez oddziaływanie na bezrobotnych a nie na faktyczne jego przyczyny, które leżą po stronie gospodarki i pracodawców. Jeśli efektem nazywać realny spadek stopy bezrobocia, to szkolenie bezrobotnych powoduje po prostu, że jest więcej bezrobotnych dobrze przygotowanych do podjęcia pracy – dla których tej pracy nie ma.
Istnieje problem pokolenia transformacji; ludzi którzy często nie znają żadnego języka obcego a i własny – nieraz dość słabo, nie umieją często posługiwać się sprzętem komputerowym i biurowym, nawet nie mają prawa jazdy. Dlaczego? Bo tak ich wychowała Polska – państwo ludowe czasów ich młodości, w którym „ideologicznie podejrzane” było znać obcy język a posiadanie znajomych lub krewnych za granicą „obozu” było niemalże równoznaczne ze szpiegostwem; w którym latami czekało się na otrzymanie wcześniej przedpłaconego samochodu i jego posiadanie było ewidentnym luksusem dla najbogatszych; kraju w którym do połowy lat dziewięćdziesiątych komputer widywano głównie na amerykańskich filmach.
Ludzie ci nie są już przeważnie w stanie przed wiekiem emerytalnym nauczyć się jakiegokolwiek języka obcego w takim stopniu, aby móc go wykorzystywać do pracy, na zdobywanie prawa jazdy jest dla nich też już zbyt późno z powodu wieku. Ludzie ci nie są w stanie zostać przedsiębiorcami rozpoczynając własną działalność gospodarczą, bo wychowywali się w czasach w których działalność gospodarcza była niechciana, tępiona, zwalczana ideologicznie.
Zresztą nie jest możliwe ani potrzebne, by społeczeństwo składało się z samych przedsiębiorców. Nie może być tak, by nieznajomość języka niemieckiego spychała Polaka żyjącego w Polsce na margines egzystencji. To co to za Polska.
Ludzie ci mogą i muszą być dobrymi pracownikami, ale muszą istnieć dla nich właściwe stanowiska pracy, pracy usługowej lub choćby pomocniczej albo pracy w produkcji lub usługach – w której nie będzie się od nich wymagać tego, czym nie dysponują, np. posługiwaniem się językiem obcym, posiadania prawa jazdy itp. Nie może być tak, że Polak w Polsce zdycha z głodu, bo nie zna Niemieckiego albo nie potrafi i nie chce zajmować się własną działalnością gospodarczą. To jest po prostu jakieś zwyrodniałe, nieludzkie, dzikie; to forma eksterminacji. W takim samym stopniu dotyczy to i młodych.
Rozgraniczanie na młodych i starszych – gdy mowa o ubieganiu się o pracę graniczy z łamaniem prawa; prawa które zabrania nierównego traktowania pod jakimkolwiek względem kandydatów do zatrudnienia oraz już zatrudnionych. Szczególnie dotyczy to wieku. Bezrobocie równie dotyczy młodszych i starszych; jeśli mowa o przeznaczaniu sporych funduszy na „tworzenie miejsc pracy” – to dlaczego w takim razie „dla młodych” a nie po prostu dla bezrobotnych.
Ponadto gdy chodzi o stwierdzenie Pana Kowala – trzeba by się zastanowić, jaki może być związek potrzeby „tworzenia miejsc pracy” z pieniędzmi z dotacji unijnych. Po pierwsze – tworzyć miejsca pracy w sensie dosłownym mogą jedynie przedsiębiorcy rozwijający swoją działalność gospodarczą a nie politycy ani urzędnicy. W tym celu musi się zacząć znów rozwijać krajowy przemysł produkcyjny i przetwórczy ewentualnie także rzemiosło a to jest sprzeczne z polityką Unii. To Unia wywołała w dużym stopniu ten problem i Unia go podtrzymuje.
Rozwój przedsiębiorstw wynikający z rozwoju gospodarczego powoduje rzeczywiste zapotrzebowanie na pracę ludzką i musi to być na dodatek zrównoważone wobec różnych grup pracowników, o czym wspominałem wyżej. Dopóki tak się nie stanie – a Pan Kowal jako przedstawiciel Polski w Unii o to nie zabiega, możliwe jest tylko udawanie tworzenia miejsc pracy – poprzez dotowanie zatrudnienia. W wyniku tego pracownik otrzymuje czasowo niewielkie wynagrodzenie de facto nie od pracodawcy a z funduszu zewnętrznego, pracodawca dostaje darmowego lub bardzo taniego pracownika ale dla wszystkich jest to rozwiązanie tymczasowe czyli niczego nie zmienia ani nie angażuje żadnej ze stron, jedynie zużywa fundusze unijne. Gdy pieniążki na dotacje do zatrudnienia się kończą, pracodawca likwiduje to tymczasowe i do pewnego stopnia „fikcyjne” stanowisko, pracownik trafia na powrót do rejestru bezrobotnych, Unia jest biedniejsza o dwa miliardy złotych a pracodawcy są o tę samą kwotę bogatsi.
Nie bardzo więc rozumiem, jaką dla Posła Kowala to stanowi różnicę; zmarnować te pieniądze na szkolenia bezrobotnych czy zmarnować je na dotowanie tymczasowego lub wręcz fikcyjnego zatrudnienia… Czy tak wyobraża on sobie „tworzenie miejsc pracy dla młodych”?
Pozostaje nadal otwarte pytanie – jak ich nie zmarnować, ale odpowiedzi na nie – nie znajdziemy podczas kampanii wyborczej – szczególnie u kandydatów.
Etykiety:
bezrobocie,
dotacje,
dotacje unijne,
ideologia,
kursy,
paweł baranowski,
Paweł Kowal,
PJN,
PO,
polska transformacja,
praca,
praca dotowana,
szkolenia dla bezrobotnych,
Tusk,
unia
Subskrybuj:
Posty (Atom)