BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaczyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaczyński. Pokaż wszystkie posty

15/03/2015

Jeśli jest szansa - to w najbliższych wyborach parlamentarnych.

Pisałem kiedyś, że człowiek prawdopodobnie jest w stanie tak naprawdę zrozumieć jedynie to, co leży w zakresie jego osobistego doświadczenia. Może dlatego tak niewiele jest zrozumienia dla tragedii jaką jest brak zatrudnienia - dla osób praktycznie uzależnionych od pracy najemnej. Bo to jest kolejna propozycja wspomnianego w poprzednim tekście przykładowego drania czy durnia: skoro nie ma zatrudnienia – bezrobotny może rozpocząć działalność gospodarczą na własny rachunek.

Ale to jest kolejny idiotyczny mit ideologii PO.

Człowiek zdolny do rozpoczęcia nawet w mikroskali działalności gospodarczej – nie jest przeważnie, i to nieraz latami - bezrobotny. Te kilka czy kilkanaście tysięcy złotych możliwe do uzyskania w konkursie PUP na dotacje do rozpoczynanej działalności gospodarczej to zbyt mało by mogło wystarczyć; ta pomoc jest z natury jedynie dofinansowaniem dla kogoś kto już ma możliwości lokalowe i część kapitału, a zwłaszcza ma pomysł i wiedzę.
Podstawą działalności gospodarczej jest zatrudnianie pracowników, tylko w ten sposób można osiągnąć wystarczające obroty czy przychody i osiągnąć z nich wystarczający zysk. Społeczeństwo tak czy inaczej nie może się składać z samych przedsiębiorców. Oczywiście; należy dążyć do rozwoju drobnej przedsiębiorczości. Kto ma być przedsiębiorcą, bo posiada wszystkie potrzebne cechy – z pewnością będzie nim, nawet państwo mu w tym nie przeszkodzi, ale środowisko osób bezrobotnych nie jest miejscem gdzie można by szukać masowo osób o takich cechach, bo gdyby je posiadali - nie byliby bezrobotni.

Żeby żyć, trzeba mieć pieniądze, choćby w minimalnej, ale niezbędnej ilości. Żeby być bezrobotnym sensu stricte i starać się o zatrudnienie także trzeba mieć niezbędne środki, bo utrzymanie standardu osoby gotowej i zdolnej do natychmiastowego rozpoczęcia pracy – wymaga ponoszenia ciągłych kosztów. Dlatego w rejestrze bezrobotnych powinni być tylko i wyłącznie bezrobotni, aktywnie poszukujący zatrudnienia, ściśle spełniający wymogi i wszyscy oni powinni mieć przyznany zasiłek w wystarczającej do zaspokojenia podstawowych potrzeb wysokości na czas poszukiwania zatrudnienia i z przebiegu tego poszukiwania – rozliczani.
Bezrobocie jest pochodną stanu gospodarki a ten – nie zależy od postawy tego pojedynczego potencjalnego pracownika a raczej – od założeń politycznych oraz stanu gospodarki lokalnej i światowej, który także tym bardziej od tego nieszczęsnego człowieka nie zależy. Państwo jest tworem tworzonym przez ludzi i dla ludzi, dla dobra, dla pomocy a nie niszczenia i eksterminacji, dlatego – skoro narzuca sytuację i zasady postępowania, musi wziąć na siebie obowiązek realnej pomocy w egzystencji dla osób, dla których z jakiegoś od nich niezależnego powodu brakuje miejsc pracy, czyli miejsc zdobycia środków do życia w zamian za wykonaną pracę. Przedsiębiorcy muszą pracować w konkretnym otoczeniu obowiązujących i respektowanych przepisów prawa regulujących działania gospodarcze. Przedsiębiorcy muszą mieć swobodę prowadzenia działalności gospodarczej w ramach prawa, pełny wpływ na koszty i zysk. Mają prawo dbać głównie o swój zysk. Natomiast państwo ma działać tak, by ta swoboda nie obracała się przeciwko jakimś grupom społecznym innym niż przedsiębiorcy, przeciwko społeczeństwu jako całości. Na przykład – by jakieś durne mity funkcjonujące wśród przedsiębiorców nie wyłączały swoim „widzi mi się” z aktywności zawodowej całych grup wiekowych, jak teraz ludzi w wieku produkcyjnym po 45 czy 50 roku życia ale przed wiekiem emerytalnym. A jeśli już – to by owo wyłączenie z aktywności odbywało się na bezpośredni koszt pracodawców.

Państwo tworzone i zarządzane (bezpośrednio lub pośrednio) przez przedsiębiorców – to jest w rzeczywistości zamach na państwo! Jest ono skandalicznym wypaczeniem i w ostatecznym rozrachunku musi ponieść klęskę. Mamy z tym bezpośrednio do czynienia w tym kraju. Prawdopodobnie to właśnie jest przedmiotem szantażu, tzw. afery podsłuchowej czy „taśmowej”. Musi to w przyszłości stać się przedmiotem zainteresowania Trybunału Stanu.
Jednak nim to się stanie przedsiębiorcy zgromadzą tak czy inaczej swój podły zysk, zdobędą swoje majątki i w ostateczności wytransferują je za granicę, a wszelkie koszty poniesie społeczeństwo, w szczególności pewne grupy „spisane na straty” – jak dziś osoby w wieku określanym jako „50 plus”.
Obecny okres bezwzględności i bezhołowia, związane z nim nazwiska – będą kiedyś w historii tego państwa okryte hańbą i wstydem. Ofiarom to nie przywróci zmarnowanych lat, straconego życia, cierpienia fizycznego i psychicznego.

Podstawowym źródłem finansowania działań urzędów pracy, tych wymienionych w ustawie o promocji zatrudnienia - jest Fundusz Pracy. To fundusz celowy powstający z obowiązkowych składek pracodawców. Nie wiem jak wygląda obecnie sprawa dostępności i wykorzystania dofinansowania unijnego - po zmianie tzw. perspektywy finansowej i przejściu na tzw. programy regionalne. Szkolenia dla bezrobotnych były, są i w najbliższym przynajmniej czasie będą straszliwym marnotrawstwem pieniędzy i to wcale nie dlatego jakoby miały być niepotrzebne. Po prostu od początku osoby bezrobotne są w tym jedynie pretekstem do pozyskania i wydania pieniędzy przy czym zarabia organizator szkoleń, firma szkoleniowa wyłoniona w przetargu oraz zajmujący się tym urzędnicy PUP i WUP. To po prostu nowe "pole biznesowe" w którym bezrobocie i osoby bezrobotne absolutnie nie są ważne poza ich funkcją "pretekstu" czy "alibi". Cała ta machina pozyskania środków i pasożytowania na nich przez urzędników wymaga istnienia bezrobotnych i bezrobocia na poziomie powyżej "naturalnego", dlatego wszelkie działania podejmowane są przez nich w taki sposób, aby wywołać obrót pieniądza na którym żerują ale nie zmniejszyć w sposób istotny wielkości bezrobocia które to legitymizuje; nie gotuje się rosołu z kury znoszącej złote jaja. Z bezrobociem trzeba "walczyć", ale nie wolno go przecież "zwalczyć" bo z czego dalej będziemy żyli - my urzędnicy, pracownicy pomocy społecznej? Bezrobotnym trzeba pomagać, ale przecież nie wolno im pomóc, tak by przestali być bezrobotni.
A poza tym; przede wszystkim władza bezmyślnie i nieodpowiedzialnie zredukowała przemysł, najpierw dopuszczając do jego rozkradzenia a potem świadomie na podstawie unijnej "ideologii dla naiwnych" - świadomie rezygnując z całych gałęzi przemysłu "na rzecz" Chin i Azji. Dlatego mamy autentyczny niedobór co najmniej dwóch milionów miejsc pracy. Druga sprawa to rozbieżność pomiędzy wiedzą, kompetencjami, doświadczeniem pracowników dawnych zakładów a współczesnymi potrzebami; przecież mieliśmy dość gwałtowny skok technologiczny i naukowy wynikający ze stopniowego znoszenia blokady "obozu radzieckiego" po rozpadzie ZSRR i odzyskaniu faktycznej niepodległości (uważam że ten proces jeszcze się nie zakończył).

Jeszcze na dodatek zlikwidowano praktycznie szkolnictwo zawodowe i wiele technicznych szkół średnich. Istnieje więc stale pewna pula "aktualnie nieobsadzonych" miejsc pracy na które trwa nabór, szacuję to na średnio kilkadziesiąt tysięcy, bo zawsze jest jakiś ruch na "rynku pracy" ale są to w większości stanowiska związane z oczekiwaniami których bezrobotni nie są w stanie spełnić nawet po kursie zawodowym; chodzi o wiedzę, umiejętności i doświadczenie w dziedzinach które do niedawna nie istniały, połączone ze znajomością co najmniej jednego języka obcego, prawem jazdy i posiadaniem własnego samochodu wykorzystywanego do pracy, doskonałym opanowaniem zaawansowanych a specjalistycznych programów komputerowych itp. Poszukuje się fachowców a nikt nie ma zamiaru umożliwić nowemu pracownikowi zdobywania wiedzy i doświadczenia już w trakcie pracy.
Tu właśnie byłoby miejsce na działania pomocowe, jako że działania pracodawców często w prostej linii zależą od ponoszonych kosztów. Rozpatrzmy konkretny przypadek jako abstrakcyjny przykład: mamy np. człowieka który był magazynierem ale w dawnych warunkach PRL-owskich, bez komputera i nowoczesnych rozwiązań technicznych. Ma sporą wiedzę ale też i braki, dlatego jest bezrobotny. (pomijam tu przyczyny gospodarcze - dla uproszczenia wywodu). Rolą pomocową urzędu pracy byłoby tak "na logikę" pomóc mu uzupełnić te braki tak by mógł być zaakceptowany przez współczesnego przedsiębiorcę jako pracownik dający szansę na pełną produktywność i bezpieczeństwo w wykonywanej dla niego pracy. Trzeba nauczyć go posługiwania się komputerem i programami magazynowymi. Powiedzmy, że trzeba nauczyć go też obsługi urządzeń magazynowych i wózków widłowych bo to teraz jest powszechnie oczekiwane. Słowem - trzeba mu pomóc spełnić podstawowe oczekiwania pracodawcy bo potem sam już będzie się doskonalił i nabierał doświadczenia - pracując, przynajmniej ma taką szansę. Człowiek bezrobotny nie ma pieniędzy na komercyjne kursy, kosztujące w tym przypadku co najmniej kilka tysięcy zł. Kursów organizowanych przez PUP na koszt FP jest bardzo mało w stosunku do ilości chętnych, widzących w tym swoją szansę. Powiedzmy jednak, że dostaje się na taki kurs i kończy go z wynikiem pozytywnym. Powraca do rejestru bezrobotnych - ponieważ pracodawcy oczekują nie tylko świadectwa nabycia wiedzy, ale i posiadania co najmniej rocznego doświadczenia praktycznego w jej stosowaniu, poświadczonego "referencjami" od poprzedniego pracodawcy.
Powracając do rejestru bezrobotnych lub podejmując przypadkową zupełnie inną prostą pracę (stróż, ochroniarz) człowiek ten szybko zapomni to czego się na owym kursie nauczył. Jest szansa, że gdyby początkowa faza zatrudnienia tego człowieka obyła się bez kosztów ponoszonych przez pracodawcę - zgodziłby się on dopuścić tego człowieka do pracy np. na pół roku, by dać mu szansę nabrania doświadczenia w posługiwaniu się wiedzą nabytą podczas kursu. Potrzebna jest tu organizacja stażu dotowanego w 100% z FP lub pieniędzy unijnych na "walkę z bezrobociem". Jeśli to jeszcze mało, to po zakończeniu tego stażu człowiek ten powinien mieć szansę dalszej pracy np. na zasadach prac interwencyjnych - dotowanych już tylko w 40 czy 50%, Po roku takiej pracy będzie miał i wiedzę i doświadczenie, najprawdopodobniej powróci do normalnej pracy zawodowej u tego lub innego pracodawcy, czyli na trwałe przestanie być bezrobotny. 
Moim zdaniem ten ciąg "kurs, staż, ewentualnie dodatkowa praca dofinansowana (interwencyjna)" powinien następować automatycznie w działaniach urzędu pracy mających "walczyć z bezrobociem". Chodzi o skuteczne wyeliminowanie powodu bezrobocia tego człowieka. Dla posłanego na kurs automatycznie powinien być organizowany dalszy staż, bo inaczej brak doświadczenia zawodowego spowoduje zmarnowanie niejako wiadome już z góry pieniędzy wydanych na ten  kurs. Przy braku dwóch milionów miejsc pracy innej alternatywy nie ma a inne działania będą zawsze prowadziły do marnotrawstwa środków i pozorowania pomocy w celu żerowania na jej kosztach. Gdyby bezrobocie było zbliżone do tzw. poziomu naturalnego, szacowanego na 2,5 - 3,5% to większość ludzi mogłaby samodzielnie poradzić sobie z tym problemem, gdyby oczywiście otrzymywał zasiłek pozwalający pokryć elementarne potrzeby na czas nauki i poszukiwania czy zmiany pracy. W Polsce ok.16% zarejestrowanych bezrobotnych ma prawo do zasiłku, najczęściej sześćset kilkadziesiąt zł miesięcznie maksymalnie na sześć miesięcy. Reszta bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy zasiłku nie otrzymuje. Osoby w wieku powyżej czterdziestu kilku lat są bezrobotne ze względu na wiek, niezależnie nawet od wiedzy i doświadczenia; po prostu "w tym wieku (szczególnie 50+) już się nie zatrudnia" co jest ewidentnym złamaniem prawa ale na to żadne szkolenia ani dotacje nie pomogą, zresztą nie chodzi nam o budowanie chorej gospodarki opartej na dotacjach do zatrudnienia. Potrzebna jest tu całkowita zmiana a może ona nastąpić moim zdaniem tylko poprzez całkowitą zmianę władzy.

14/03/2015

Pozostaje tylko wściekłość, bezradność i żal...

Życie przynosi mi coraz to nowe dowody na to, że sytuacja osób pozbawionych pracy (jako formy zdobywania środków do życia) nie jest rozumiana przez innych, nawet bliskich czy znajomych - stale od wielu lat zatrudnionych i przyzwyczajonych do swojego stałego rozkładu dnia oraz przede wszystkim – stałego dopływu pieniędzy, statusu ekonomicznego, poziomu dochodów. Przyzwyczajonych do pewnego poczucia podstawowego bezpieczeństwa materialnego, wyrażającego się choćby w tej pewności, że na koniec miesiąca, w łatwym do określenia bo wyznaczonym przez prawo dniu wpłynie na ich konto bankowe wypłata wynagrodzenia za pracę; może nie imponująca, ale przewyższająca znacznie podstawę zasadniczej egzystencji.
Nie promuję tu oczywiście takiej postawy, gdyby sprowadzić to do samoograniczenia życiowego, mentalnego i kulturowego; – niezrozumienie takie jest rodzajem niepełnosprawności, kalectwa.

Właśnie dlatego zajmuję się tu po prostu tą grupą ludzi, która ma swoje miejsce w społeczeństwie, jest jego wytworem, produktem ubocznym a – o której nikt nie chce pamiętać. Ludzi pozbawionych przez społeczeństwo zatrudnienia jako źródła podstawowych środków „na życie”.

Człowiekowi który tego stanu nie przeżył wydaje się absolutnie umykać taka możliwość nawet jako wyobrażenie, by nie otrzymywał swojego dotychczasowego „godnego” uposażenia, jest to dla niego tak abstrakcyjna ewentualność, że aż przekracza możliwości wyobrażenia. Człowiek błyskawicznie przyzwyczaja się do dobrobytu i do sukcesu, stąd właśnie wywodzą się niezwykle aktywni twórcy, wynalazcy oraz tzw. miliarderzy.
Każdy pracujący uważa się po prostu za normalnego, zwykłego, przeciętnego i tak samo normalne jest dla nich to, że gdzieś pracują, dostają za to regularnie jakieś pieniądze… wiadomości, że „brak miejsc pracy dla dwóch milionów bezrobotnych” – są dla nich czymś abstrakcyjnym. PRL wytworzył tak silny i tak durny, klasowy stereotyp "bezrobotnego-nieroba", że do dziś wielu poniekąd mądrych, inteligentnych ludzi - powtarza go publicznie, robiąc z siebie przy tym skrajnych idiotów i barbarzyńców.
Natomiast co do ewentualnych wątpliwości moralnych, pojawiających się jeszcze czasem u niektórych osób w związku z obserwowanym upadkiem innych do poziomu kloszarda, upadkiem lub (i) śmiercią tych którym się „nie udało”, którzy sobie "nie poradzili", umysł – zawsze dążący do równowagi, wymagającej w tym przypadku samousprawiedliwienia, znieczulenia – wytwarza takie argumenty, takie linie samoobrony psychicznej by nie dopuścić do siebie nawet cienia współwiny za to. Współwiny w sensie społecznym.
Być może właśnie dlatego występuje tu tak silne zjawisko niezrozumienia; niemożności zrozumienia, lub bronienia się przed nim. Ludzie nie chcą rozumieć co czuje i przeżywa osoba, której się „z zasady” odmawia zatrudnienia, mająca więcej niż 45 czy 50 lat, lub z jakiegoś innego równie absurdalnego powodu. Nie chcą zrozumieć najprostszego, choć to oczywiste, że bez jakichś dochodów nie da się żyć, a jakaś liczba obywateli żadnych dochodów nie ma, bo się im ich odmawia.

Jakich dochodów?
Dochody określające tak zwane „minimum egzystencji” określono w tym kraju na nieco ponad 500 zł miesięcznie. Natomiast minimum socjalne to ok. 1100 zł. Przepraszam czytelnika: nie chce mi się tego dokładnie sprawdzać, bo uważam te kwoty za absurdalnie odbiegające od realiów potrzeb życiowych, więc za raczej mało warte uwagi.
Zbyt mało pieniędzy – to jest po prostu zbyt mało. Mimo że obowiązują jako podstawa do wielu innych danych normatywnych i wyliczeń. Dane takie możne znaleźć w Internecie dość łatwo, jeśli to kogoś bawi. Mnie – jakoś nie bawi… zbyt mnie to osobiście dotyczy, bym to uważał za zabawne.

W mediach w związku z wyżej opisaną sytuacją jest spory ruch propagandowy deprecjonujący problem skutków bezrobocia oraz samych osób pozbawionych zatrudnienia. Jak można się domyślać jest to wyrazem pewnego zamówienia politycznego, realizowanego przez zawodowych „zaciemniaczy”, jak i różnych domorosłych, amatorskich zwyrodnialców społecznych, lansujących jak ten fircyk we fraczku i cylinderku różne śmieszne, dziwaczne lub absurdalne tezy ideologiczne; lansujących monarchię, endecję, węszących wszędzie za „komuną”, nie odróżniających wolności od anarchii…
Łączy ich jedno: cynizm, bezczelność, pogarda dla człowieka, pajacowanie dla zarabiania pieniędzy.

Gdy się wspomni o bezrobociu i jego skutkach, natychmiast odzywają się różni dranie, czy durnie (poniekąd jedno nie przeczy drugiemu i cechy te mogą się połączyć w jednym, aspołecznym, barbarzyńskim, cynicznym umyśle). Po pierwsze – bezrobotni mają się ich zdaniem „wziąć do roboty” – no bo to przecież lenie którym się nie chce pracować. Jeśli wśród bezrobotnych rzeczywiście znajdzie się ktoś taki – to wina urzędów pracy a więc samorządu lokalnego prowadzącego działalność PUP, czyli wina władzy, także w postaci Sejmu tworzącego prawo oraz ministerstw zarówno postulujących docelowy stan prawny jak i realizujących je.
To wina ideologii. Praca jest źródłem dochodu niezbędnego do przeżycia, do zaspokojenia potrzeb w stopniu zależnym od możliwości zarobkowych, więc każdy normalny człowiek nie tylko musi zarabiać by żyć, ale i po prostu chce zarabiać – tak jak i chce żyć. Jeśli więc „wrzucono do jednego worka” w ewidencji biurokratycznej Urzędów Pracy właśnie takich ludzi poszukujących zatrudnienia którym się go odmawia, z ludźmi w rzeczywistości już niezdolnymi do żadnej pracy, chorymi, całkowicie pozbawionymi umiejętności funkcjonowania społecznego na skutek wieloletniej bezdomności, alkoholizmu i nędzy – to jest wina władzy. Owszem; czasem w pewnych indywidualnych przypadkach może to być wina tych ludzi, w tym sensie że ewidentnie „sami są sobie winni”, bo popełnili jakiś osobisty poważny błąd albo nie popełnili żadnego – bo niczego nie robili (byli bierni), ale generalnie to władza stwarza środowisko prawne funkcjonowania biznesu, stwarza zasady jakim owo funkcjonowanie podlega. I stworzyła takie, w których to biznes rządzi państwem, rządzi oczywiście wyłącznie w swoim cynicznym interesie. Decyduje o losach całych grup zawodowych, bo powie że on „50+ nie zatrudnia”. A dlaczego nie? Bo nie. Politycy mają zdaniem „liberałów” wierzących w „niewidzialną rękę” pozostawić całą gospodarkę państwa – przedsiębiorcom, stać grzecznie z boku i przyglądać się, jak „przedsiębiorcy budują gospodarkę i tworzą nowe miejsca pracy”… A co jeśli niszczą a nie budują?, nie tworzą a likwidują? To trudno… widocznie inaczej nie można, jest kryzys…
Oczywiście, że jest.
Nazywa się Platforma Obywatelska i Tusk. Nazywa się też "Kopacz, Piechociński, Bielecki, Lewandowski, Rostowski…"
Inny dureń powie, że bezrobotni to przeważnie alkoholicy i dlatego są pozbawieni pracy. Tak zwany bezrobotny to ustawowo osoba zdolna do pracy i poszukująca zatrudnienia, której zatrudnić nikt nie chce. Na przykład z powodu wieku (po 45 czy 50 roku życia). Co prawda – prawo w tym kraju jednoznacznie zabrania nierównego traktowania kandydatów do zatrudnienia ze względu na wiek, ale tego się absolutnie nie przestrzega. Wręcz przeciwnie: ostatnio na sztandarach Unii - praca dla młodych, mieszkania dla młodych itp.Platforma Obywatelska stworzyła w tym kraju państwo bezprawia, w którym można sobie bimbać z przepisów prawa zupełnie bezkarnie, także i prawa wyrażonego w Konstytucji. Konstytucja RP nie jest konstytucją państwa liberalnego, dlatego jest ignorowana przez władzę "liberałów", nie posiadającą jednak uprawnienia wynikającego z upoważnienia społecznego do jej zmiany. Dlatego tez i poparcie dla tej partii wśród bimbających sobie z prawa przedsiębiorców jest największe i sięga 50%.

To partia bezprawia i niesprawiedliwości a nie żadna Platforma Obywatelska i tak też się powinna nazywać.
BiN.
"Bezprawie i Niesprawiedliwość".


Brak pracy to brak zarobków, czyli narastający problem finansowy dotyczący kosztów elementarnego utrzymania. Bardzo często już w początkowej fazie dochodzi do rozpadu rodziny; separacji lub rozwodu z powodu bezrobocia. To najczęściej powoduje konieczność opuszczenia dotychczasowego miejsca zamieszkania. Dopóki jest możliwość płacenia choćby za wynajęte oddzielne mieszkanie, nie jest to początkowo problem; potem już tylko pokój z używalnością łazienki, najtańszy pokój „na stancji” co studenci określają mianem „u babci”, ale tu konieczna jest comiesięczna i terminowa zapłata. Jeśli zapłaty brak, człowiek taki – wyrzucony w ciągu tygodnia czy dwóch – jeśli ma trochę szczęścia znajduje się w jakimś miejscu przypadkowym, kątem u znajomego, w altance na czyjejś działce a w końcu – na ulicy.
By utrzymać pewien standard wyglądu, wiarygodności wobec ewentualnego potencjalnego pracodawcy – trzeba mieć normalny, schludny wygląd, możliwość dokonywania podstawowych zabiegów higieniczno-sanitarnych, a więc także prania, prasowania, golenia się, kąpieli – a to kosztuje. Zasiłek dla zarejestrowanych osób bezrobotnych otrzymuje średnio 16% bezrobotnych, czyli zaledwie 16 na 100 osób.
W dłuższym okresie czasu bezowocnego poszukiwania zatrudnienia czyli w konsekwencji zarobku, nie da się spełniać tych wymogów; możliwości i wygląd bezrobotnego pogarsza się a co za tym idzie – zamykają się przed nim na zawsze kolejne drzwi pracodawców. Dopiero człowiek będący w takiej sytuacji dostrzega w pełni – jak szybko się zużywa to co jest mu niezbędne, jak błyskawicznie się niszczy, ile rzeczy jest niezbędne człowiekowi by normalnie funkcjonować, w szczególności gdy ma się nieustannie poddawać ocenie ewentualnego pracodawcy, stawać przed komisją rekrutacyjną, uczestniczyć w rozmowach kwalifikacyjnych. Jak trudno jest nie mając systematycznych dochodów zachować standard niewyróżniającej się negatywnie normalności wyglądu, powierzchowności, na jak krótko wystarcza możliwości i motywacji…
Wiele z tych osób w pełni zdaje sobie sprawę z tego, że wolniej lub szybciej ale nieuchronnie się staczają, stopniowo degenerują się do poziomu kloszardów, zmierzają do tragedii. Nic na to nie mogą poradzić bez zewnętrznej interwencji, a interwencji nie ma – bo byłaby sprzeczna z ideologią tej władzy, tego państwa. Są pozory pomocy: skierowanie na kurs – po którym nadal nikt tej osoby nie chce zatrudnić, dotowanie zatrudnienia przez kilka miesięcy za możliwie najniższe wynagrodzenie – po których i tak nieuchronnie powraca on do stanu pozbawienia dochodów z pracy, gdy dotacje się skończą jest nieuchronnie zwalniany.

To ciekawostka swoją drogą, że pracownik po pięćdziesiątce gdy jest dotowany – nadaje się zdaniem pracodawcy do pracy, pracuje dobrze i jest oceniany pozytywnie dopóki wpływa dotacja a gdy dotacja się kończy – natychmiast znów do jakiejkolwiek pracy przestaje się nadawać… Dowodzi to jedynie, że chodzi tu o cyniczną grę „polowania na dotację” – nawet kosztem życia ludzi będących pionkami w tej grze.
Oczywiście zjawisko alkoholizmu dotyka wiele osób; nie tylko tych normalnie pracujących ale i tych niezależnych, bogatych; to ogromny problem społeczny i osobisty, napędzany niejako przez władze dla utrzymania wpływów do skarbu państwa. Niewątpliwie zdarza się, że ludzie tracą wszystko i stają się kloszardami – z powodu wcześniejszego wpadnięcia w nałóg alkoholowy. Jednak alkoholicy w żadnym przecież przypadku nie powinni być uznani za bezrobotnych, gdyż nie spełniają do tego podstawowych wymogów przyjętej w ustawie definicji. "Niepracujący" - nie znaczy "bezrobotny"; to nie jest to samo.
Nie o nich tu piszę.

Wśród bezrobotnych znacznie częściej natomiast dochodzi do alkoholizmu na skutek bezrobocia a nie bezrobocia – na skutek alkoholizmu. Człowiek doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego położenia, ze swojego stopniowego upadku z powodu braku dochodów wystarczających do utrzymania się, im bardziej inteligentny – tym bardziej rozumie to co się z nim dzieje i dłużej walczy o przetrwanie ale udaje się wyrwać z tej pułapki niewielu, wyłącznie dzięki pomocy "z zewnątrz". Dlatego co bardziej wartościowe jednostki uciekają przed tym w alkoholizm, czyli po prostu – w znieczulenie. „Zalanie się” do nieprzytomności i zamarznięcie z Bożą pomocą zimą w jakimś parku, korzystając ze sprzyjających okoliczności bardzo niskiej temperatury poniżej zera – to chyba niezłe wyjście. Pozwala zaoszczędzić sobie tak wielu upokorzeń, ostatecznego upodlenia, odczłowieczenia…
Mniej wartościowe jednostki – uciekają przed tym w przestępczość; skoro nie mogą normalnie zapracować na swoje potrzeby wykonując swój zawód albo już wręcz jakikolwiek możliwy dla nich do wykonywania, to zdobywają potrzebne pieniądze w sposób nielegalny lub wręcz kryminalny, przestępczy, realizując swoje prawo do życia i do wolności.
Zadziwiające jest, że to się temu społeczeństwu opłaca, że chce ponosić te koszty, uznając za ważniejsze „zasady liberalizmu” PO – powodujące iż przedsiębiorca ma prawo powiedzieć iż „osób 50+ nie zatrudnia” – bo „coś tam, coś tam”. Że najważniejsza jest wolność dla przedsiębiorców, nawet gdy odbierają oni w ten sposób wolność całym kilkusettysięcznym grupom potencjalnych pracowników. Bo brak środków do podstawowego utrzymania, brak możliwości zarobienia ich – to jest odebranie im ich podstawowej wolności. Taki „liberalizm” – to w rzeczywistości zaprzeczenie liberalizmu.

17/07/2014

Zasadnicze pytanie: czy umowa Tuska i Belki nadal działa i będzie realizowana aż do wyborów? Cz. 2

Wspomniana wcześniej rozmowa, szczególnie ten zacytowany fragment jej stenogramu – niejako automatycznie kojarzy się z informacjami o wymianie banknotów będących w obiegu, na „lepiej zabezpieczone”.
Pisał o tym szczegółowo np. „Newsweek”: http://biznes.newsweek.pl/nowe-banknoty-nbp-wzor-znaki-zmiany-newsweek-pl,artykuly,287266,1.html
Opisany w tym artykule proces ma służyć tzw. „naturalnej” wymianie banknotów zbyt już zużytych, uszkodzonych oraz nieautentycznych – na nowe, przy okazji zmodernizowane co do sposobów zabezpieczenia. Mówiąc wprost – taka „wymiana naturalna” zakłada chyba po prostu zastąpienie każdego wykrytego banknotu nienadającego się do dalszego użytku – nowym, prosto z drukarni a przy okazji – bardziej nowoczesnym banknotem. W obiegu jest podobno (a w każdym razie dotychczas było) około 1.400.000.000 banknotów.
Rozmówcy ustalają tu strategię własnego działania, którego celem jest niedopuszczenie do zwycięstwa wyborczego PiS pomimo iż partia ta ma „43% poparcia wg. CBOS”. Oznacza to świadome i celowe przeciwstawienie się demokracji, czyli działania totalitarne władzy, ponieważ do zablokowania demokracji ma posłużyć wprzęgnięcie z zasady konstytucyjnej niezależnego banku centralnego (NBP) do finansowej pomocy rządowi PO. Minister Spraw Wewnętrznych mówi, że „ekonomika” będzie decydowała o „stabilności kraju” (mając na myśli stabilność polityczną władzy PO) a pomiędzy ekonomiką a polityką jest określony związek – odnoszony tu do zbliżających się wyborów. Jest ogromny deficyt budżetowy, sytuacja staje się poważna, dla opanowania jej potrzebne byłyby „cięcia”, co oznacza konieczność wdrożenia wielkich oszczędności wydatków publicznych dotykających bardzo wielu przeciętnych obywateli, ale obywatele ci są wyborcami, którzy w najbliższym czasie będą głosować w wyborach samorządowych i parlamentarnych – wyborcami mogącymi dać władzę PiS, jeśli będą „niezadowoleni” z Tuska np. z powodu wspomnianych „cięć”. Dlatego uzgodniono w tej rozmowie sposób oszukania wyborców – co do rzeczywistego stanu państwa, dzięki włączeniu niezależnego z definicji Banku Centralnego do działań politycznych ochraniających władzę PO. Prezes NBP Marek Belka postawił warunki: współpraca bezpośrednio z premierem Tuskiem, dymisja ministra finansów Rostowskiego i mianowanie na ministra osoby wskazanej przez NBP (Mateusz Szczurek).
To już zostało wykonane.

Drugi warunek to odpowiednie podyktowane przez NBP zmiany treści ustawy o NBP – dające możliwości oczekiwanego przez rząd działania „pomocowego”. Nowelizacja tej ustawy została przeprowadzona i właśnie weszła w życie. Drugi warunek tego „interesu” także więc został spełniony, na dodatek jakiekolwiek dzisiejsze zastrzeżenia do działań NBP mogą okazać się obecnie bezpodstawne, to znaczy zgodne z tą specjalnie spreparowana wersją ustawy o NBP. „Wszystko jest w ministerstwie, tam są wytrychy” – mówi w cytowanej wyżej rozmowie Marek Belka.

Ideą tego skandalicznego działania wspólnego PO i NBP jest stworzenie fikcyjnie korzystnego obrazu finansów państwa i propaganda rzekomych sukcesów rządu PO, aby takim oszustwem przekonać jednak wyborców do głosowania na PO (nie wyklucza to jednoczesnych agresywnych działań propagandowych PO przeciwko PiS, czy wspomnianego „zajebania PiS komisją specjalną w sprawie Macierewicza” – o czym wspominał minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski w nagranej i upublicznionej rozmowie z ministrem finansów Jackiem Rostowskim).

Trzecia związana z tym sprawa, to sprawa konfliktu władzy z miliarderem Zbigniewem Jakubasem, określanym przez ministrów jako „tłusty miś”, posiadającym jeszcze niedawno G K „Multico” a poprzez nią – kontrolny pakiet udziałów w spółce „Mennica Polska S. A.”, niedawno ponownie „przejęty” przez rząd PO.
Tego także dotyczy dalsza część rozmowy ministra Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem Markiem Belką:

(…)
[MB] My musimy przejść przez ćwiczenie pod tytułem „negocjacje na temat nowych monet”. Bo te negocjacje w dużej mierze… Myśmy się zdecydowali te drobne monety, bo chcieliśmy je w ogóle zlikwidować, ale z jakiś powodów niezrozumiałych i, szczerze mówiąc, jak to zwykle bywa. (…) Tutaj Jacek [Rostowski] zachował się po prostu jak cipa. No i tam uległ jakimś tam tego i zaczął walkę. OK. Więc myśmy postanowili te monety zamienić na inne, takie same dla ludzi, ale tańsze w produkcji. Przy okazji żeśmy stwierdzili, dlaczego by nie urynkowić tego procesu, czyli zapytanie ofertowe żeśmy wysłali do trzech mennic, w tym polskiej. (…) Tylko problem jest taki, że jak wygrają, no to będą bardzo drodzy, a jak przegrają, to będą bardzo tani. A my nie chcielibyśmy, żeby oni przegrali, ale żeby byli bardzo tani. No i jesteśmy w związku z tym w dupie. Jesteśmy wobec trudnych negocjacji z człowiekiem [Zbigniewem Jakubasem], który już uważa, żeśmy go okradli.
[BS] (…) To może trzeba mu powiedzieć, jak można go bardziej okraść. Może zrozumie.
[MB] Myślę, że on to wszystko wie, ale zdaje się, że on jest przyzwyczajony do tego, że jak ma partnera państwowego, to znaczy, że ma cipę przed sobą, a on sam gra twardych ludzi. Jemu wszystko wolno, a państwowemu nic nie wolno. On o tym doskonale wie. My się spodziewamy oczywiście czarnego PR z ich strony. (…) My musimy dbać o pewne zasady, a on w ogóle zasad nie przestrzega. Z tym, że w końcu tę pałę to ma państwo.
[BS] Tak. Na cały obszar.
[MB] Na cały obszar. I tu trzeba ścisłej współpracy, z tą pałą.
( … )

Mennicą Państwową zarządza więc ponownie rząd, ma nad nią pełną kontrolę, co należy dołączyć do warunków wymienionych powyżej. Ponadto jeszcze jak się dowiadujemy z powyższej upublicznionej rozmowy, z Radą Polityki Pieniężnej, która powinna być niezależna i mieć funkcję kontrolną wobec finansów państwa – „można pograć”, jak stwierdza sam prezes NBP, a nadający Radzie powagi naukowej prof. Jerzy Hausner – jest „pivotalny” i bardzo mu się to podoba: cyt. (…) [MB] Pivotalny właśnie on jest, kurwa… A patrz, jak to się temu chujowi podoba, że on jest pivotalny. (…)” Określenie to najprawdopodobniej miało oznaczać, że prof. Hausnera można łatwo przekonać; że jego poglądy są „zmienne”; że da się go „obrócić” (pivot – walec, trzpień; pivotal – obrotowy, dający się obrócić, przekręcić) na tę lub na inną stronę, grając na jego poczuciu ważności, czy też na jego autorytecie naukowym.
W związku z tym – jak sugeruje sam prezes Belka – funkcje nadzorczo-kontrolne RPP nie są wykonywane skutecznie, więc Rada nie jest w stanie przeszkodzić w realizacji porozumienia finansowo-politycznego pomiędzy Platformą Obywatelską a NBP – o czym pisałem powyżej.

W związku z powyższym – trzeba zadać pytania:
  1. Czy rzekoma „naturalna wymiana banknotów zużytych na nowe” jest faktycznie wymianą 1 do 1 (jeden nowy za jeden zużyty tego samego nominału), czy też może być formą masowego ukrytego dodruku „pustego pieniądza” w innej proporcji, np. 100 nowych za jeden zużyty, albo banknot 100 zł zamiast zużytego banknotu 10 zł.
  2. Jakie byłyby w przyszłości skutki bańki finansowej powstałej poprzez dodruk pieniądza dla doraźnych celów PR-owych nastawionych na efekt propagandowy i wybory.
  3. Jakie jeszcze „kombinacje” finansowe, działania bezprawne lub sprzeczne z kanonami cywilizowanej ekonomii przygotował Marek Belka i jego „protegowany” minister finansów Mateusz Szczurek po to, by wykonać dla Donalda Tuska plan zablokowania nadchodzącego i spodziewanego zwycięstwa partii opozycyjnej.
  4. Jakie „wytrychy” wprowadzono do ustawy o NBP specjalnie by umożliwić realizację tego porozumienia. Przecież łatwo byłoby przeanalizować zmiany w treści ustawy od lipca 2013 do lipca 2014 i ich znaczenie w kontekście treści nagranych i opublikowanych rozmów zainteresowanych tym polityków i funkcjonariuszy państwa.
  5. Czy efekt deflacji mającej wpłynąć na czasowe obniżki niektórych cen (np. żywności) został celowo „spreparowany” przez władzę i jakie będą jego koszty (cena) w przyszłości, cena którą po wyborach będzie musiało zapłacić całe społeczeństwo.
Po analizie zmian wprowadzonych do ustawy o NBP możliwe byłoby stwierdzenie, jakie jeszcze „mechanizmy” zaplanowano by wprowadzić w błąd społeczeństwo co do stanu państwa, jego sytuacji ekonomicznej – oszukać społeczeństwo na użytek walki wyborczej.
Sytuacja wydaje się podwójnie paradoksalna a raczej absurdalna: politycy i funkcjonariusze organizujący takie całkowicie bezprawne, łamiące Konstytucję działania – pomimo ich ujawnienia pozostają bezkarni na swoich dotychczasowych stanowiskach a na dodatek – działania te pomimo ich ujawnienia – są – jak wszystko na to wskazuje – nadal kontynuowane, realizowane zgodnie z planem i nikomu w tym państwie to nie przeszkadza, nawet niemrawej i podzielonej opozycji politycznej, w którą są one wymierzone… 

Tusk z kulawą nogą nie szczeknie złego słowa Premierowi w tej sprawie.
Moim zdaniem to musiałoby być wyjaśnione i jeśli rzeczywiście tak jest – natychmiast powstrzymane. Kto miałby to skontrolować, jeśli instytucje kontrolne państwa są do tego procederu włączone albo niewiarygodne? Państwo stało się totalitarne i posługuje się metodami totalitarnymi, zastraszaniem, wykorzystaniem instytucji państwa do walki politycznej o zachowanie władzy. Zupełnie tu także bym nie miał zaufania do „instytucji” komisji śledczej Sejmu, do Prezydenta RP… może tym właśnie należałoby tłumaczyć przerażającą ciszę w tej sprawie.

21/03/2014

Rządzenie Platformy Obywatelskiej – to nie jest domena ekspertów.

Jarosław Kaczyński jaki jest – każdy widzi, ale jego racja merytoryczna lub jej brak od tego przecież nie zależy!
Uważam jednak, że trafił w sedno nazywając Tuskową propozycję „debaty” w stylu „amerykańskim” – USTAWKĄ!

Oczywiście, że tak to zostało pomyślane! W tylu kibolskim haratających w gałę.
To klasyczna ustawka, żer dla paparazzich i wszelakiej politycznej i dziennikarskiej hołoty. Tusk nadal nie może sobie darować, że to się nie uda, nadal podjudza tych „honorowych” kiboli – oczekujących idiotycznych spektakli zamiast rzeczywistej dyskusji.

W tej swojej demagogii Tusk zapędził się jednak sam w „kozi róg”; powiedział dziś (w wersji Dziennik.pl), że „rządzenie nie jest domeną ekspertów” i że chodzi mu o „pojedynek twarzą w twarz” (czyli ustawkę).
Dla każdego przeciętnego człowieka to jest oczywiste i nawet łatwo dziś da się wręcz osobiście odczuć, że rządzenie ekipy Platformy Obywatelskiej „nie jest domeną ekspertów”; ci co rządzą – mają ekspertów w d… no bo i tak przecież „ma być tak jak ma być, jak nakazują założenia ideologiczne i zobowiązania biznesowe, więc co tu do rzeczy ma wiedza ekspercka”…
Faktycznie; w takiej sytuacji… ekspertem jest ten, kto potwierdza, przytakuje, zgadza się.

Dziś nam jednak, zwyczajnym obywatelom, chodzi o dyskusję o Polsce, o gospodarce i o polityce społecznej a nie o „igrzyska”. Chodzi o to, dokładniej – NAM chodzi o to, by wyborcy mogli sobie wyrobić zdanie o różnych propozycjach i pomysłach na dalsze rządzenie, bo naprawdę wszystko można zmienić, inaczej zaprojektować, możliwości politycznych jest wiele. Taka dyskusja jest z natury dyskusją ekspercką, publiczną dyskusją fachowców a nie „pojedynkiem” na garnitury, na bezczelność i arogancję, na „europejskość” i cynizm. Myślę, że w takiej konkurencji Jarosław Kaczyński mógłby rzeczywiście przegrać z Donaldem Tuskiem, ale to przecież tylko dobrze świadczy o Jarosławie Kaczyńskim…

Oczekujemy pełnego, kompletnego programu wyborczego Platformy Obywatelskiej, by móc go porównać z opublikowanym programem Prawa i Sprawiedliwości. Ale Donald Tusk takiego programu nie ma i nie jest w stanie go stworzyć ze względów merytorycznych ani politycznych, dlatego widocznie woli „ustawki”…

15/02/2014

Myślmy i rozmawiajmy o Polsce i o nas – nie o podrzucanych nam „tematach zastępczych”!

Aktualny program wyborczy PIS jest dyskusyjny, ale z pewnością zasługuje na uwagę.
Przede wszystkim w związku z utrzymującą się (według większości badań opinii publicznej) przewagą poparcia dla tej partii – nad obecnie rządzącą koalicją.

Najbardziej rzucającą w oczy cechą tego programu jest to, że on jest i jest jawny – w odróżnieniu od kompletnego zaciemnienia w sprawach projektów i planów Platformy Obywatelskiej, ukrytych w cieniach gabinetów i ciemnych umysłach zasiadających tam ludzi. Dewizą Donalda Tuska jest: „Ciepła woda w kranach będzie dla większości a reszta – ma pecha; my będziemy robić „dobrze” a jak – to sami zobaczycie, gdy już wam zrobimy” co wystarcza jedynie tak zwanym „lemingom”…

W poprzednim wpisie przytoczyłem jeden z podrozdziałów obszernego programu (całość ma ok. 190 stron) – dotyczący pracy.
To oczywiście fragment wycięty z obszernej całości, a przecież wszystkie zjawiska społeczne są „w życiu” połączone ze sobą różnymi powiązaniami przyczynowo skutkowymi, dlatego o sytuacji dotyczącej pracy jako źródła podstawowego dochodu pracownika najemnego decydować będzie tak naprawdę całość polityki władzy i stopień jej rzeczywistej realizacji, który z różnych względów nigdy przecież nie wynosi 100%.
Moje drobne, naprędce nasuwające się uwagi:

Praca musi być „dobrem” powszechnie dostępnym, nawet gdyby z jakichś powodów w danym momencie rozwoju Polski, Europy czy Świata – nie mogła być środkiem zapewniającym „godne i dostatnie” życie. Jest tak także i wtedy, gdy może pozwolić na podstawowe pokonywanie codziennych trudności i zaspokajanie czasowo tylko podstawowych potrzeb. W sytuacji szczególnej – np. globalnego czy kontynentalnego kryzysu gospodarczego czy finansowego – państwo musi mieć w dyspozycji także rozwiązania „kryzysowe” – być może pozwalające doraźnie tylko przetrwać, ale zabezpieczające przed sytuacjami skrajnymi.
Wiadomo, że obecnie tak nie jest, bo „system Tuska” (jak to nazywa Jarosław Kaczyński) dopuszcza całkowite wycofanie się państwa z rozwiązywania zasadniczych problemów społecznych, pasywność władzy wynikającą z założenia „magicznej” samoregulacji, obojętność państwa na sytuację czy los „mało znaczących” grup obywateli, bezwzględność w traktowaniu niektórych problemów – jakby nie istniały, lub były tylko „sprawą prywatną” – jeśli nie dotyczą one grup faworyzowanych i w małym stopniu wpływają na sytuację polityczną (poparcie).
Wszystko to dzieje się przy jaskrawej niezgodności poczynań władzy z Konstytucją.

Oczywiste wydaje się patrzenie na „świetlaną przyszłość” i daleko posunięte ambicje, wyjście „do przodu” w definiowaniu zamiarów mające wreszcie wydostać społeczeństwo z minimalizmu „biedy w czasie kryzysu”, ale jednocześnie brak mi w tym programie odniesienia do tego „co dziś”, do natychmiastowych koniecznych działań interwencyjnych w sytuację choćby osób z grupy wykluczonych z rynku pracy ze względu na wiek (jak to nieoficjalnie tłumaczą pracodawcy). Nie wystarczy mieć dobry cel i zacząć iść w jego kierunku, ale – na czas tego marszu – także trzeba stworzyć możność zaspokojenia pewnych podstawowych potrzeb. Niejeden już „zdechł” w drodze do świetlanej przyszłości, bo nie pomyślał o „tu i teraz”…

Odnośnie liczby osób bezrobotnych z grupy określanej jako „50+” na „ponad 500 tys.” trzeba stwierdzić, że niedawno określano ją na „ponad 700 tys.”; może to być dużo więcej niż tu podano, gdyż liczba ta dotyczy bezrobotnych zarejestrowanych w Powiatowych Urzędach Pracy a jak wiadomo, przez minione kilka lat spora część osób w tym wieku, na podstawie doświadczenia własnego oraz obserwacji poczynań PUP i MPiPS – zrezygnowała z rejestrowania się w PUP albo świadomie i z własnej inicjatywy zrezygnowała ze statusu osoby bezrobotnej – widząc bezsensowność tego, praktyczną bezczynność urzędów pracy czy nawet resortu pracy. Po prostu świadomie stali się osobami całkowicie nieaktywnymi zawodowo, pomimo że początkowo chcieli i mogli pracować – przejmując jakieś role w swoich rodzinach i pozostając często na ich utrzymaniu.
Otóż osoby te powinny móc powrócić do pracy przy stworzeniu do tego właściwych warunków i zapotrzebowania, bo słusznie program podnosi także sprawę obciążenia rodzin utrzymaniem swoich bezrobotnych krewnych – jako nielegalnym czy nieformalnym dodatkowym podatkiem.

W swoich odniesieniach do problemu ubezpieczeń społecznych, program zdaje się nie dostrzegać wpływu proponowanych zmian na stan indywidualnych kont obywateli w ZUS oraz wpływu zgromadzonych tam środków na wysokość przyszłych emerytur. Program nie odnosi się także do zmian funkcjonowania ZUS pod tym względem.
Program dostrzega dramatyczny spadek liczby osób bezrobotnych posiadających w myśl obecnej ustawy prawo do zasiłku, lecz nie proponuje żadnego doraźnego działania by ten stan zmienić, zanim skutek zaczną odnosić bardziej zaawansowane zmiany zmniejszające bezrobocie. Znów więc powracam do uwagi uczynionej na wstępie; Oczekiwana byłaby zmiana obecnej ustawy znacznie poszerzająca dostęp do jakiejś formy „zasiłku” dla bezrobotnych lub zastępczych form zarabiania na doraźne podstawowe potrzeby z jednoczesnym wskazaniem źródeł finansowania tych zmian w przesunięciach przeznaczenia istniejących środków publicznych. Moim zdaniem działania te powinny być równoległe bo sobie nie przeszkadzają; władza powinna powrócić do aktywnego zarządzania gospodarką a więc i jej „środowiskiem prawnym” ale jednocześnie w oczekiwaniu na wyniki – zrobić coś doraźnie, by „dać żyć” osobom pozbawionym pracy. Można i przejąc aktywną rolę w zarządzaniu gospodarką i zacząć aktywnie oddziaływać na kształtowanie właściwych społecznie postaw pracodawców i pracowników a także i interweniować w sprawie osób pozbawianych pracy ze względu na wiek – np. przyznając im coś w rodzaju odszkodowania (z uwagi na treść Konstytucji) za brak zatrudnienia a więc – brak środków do życia.

Niestety odnosi się wrażenie, że przy realizacji tego programu będzie „tak jaj zawsze” – to znaczy najpierw wybory, brawa, plany i programy a potem – długo, długo nic; długo, długo – ta sama stara „bida”, bo jeszcze „nie weszło w życie”, bo coś „czeka w kolejce w Parlamencie”, bo nowi posłowie i senatorowie „muszą się dopiero nauczyć” – itp. Program powinien więc zawierać nie tylko ambitne plany docelowe, ale i doraźne działania „na dziś” by natychmiast dało się odczuć poprawę w najtrudniejszych społecznie sprawach, właśnie takich jak całkowite wykluczenie zawodowe a co za tym idzie i społeczne setek tysięcy osób z grupy „50 plus”.
Program PIS odnosi się bezpośrednio do ludzi młodych, co jest strategicznie i taktycznie zrozumiałe, ale rozczarowujące jest, że poza „zauważeniem problemu” nie odnosi się w szczegółach do sytuacji osób w wieku produkcyjnym, wypchniętych przez społeczeństwo z rynku pracy. Byłoby tragiczne, gdyby ta dziś poszkodowana grupa obywateli znów została uznana za „mało ważną”, „marginalną”, zbyt mało wpływającą na poparcie władzy by się opłacało zajmować ich sytuacją.

Program sprawia wrażenie ostrożnego, nieco „nadmiernie ugodowego” to znaczy unikającego zajmowania się niektórymi rzeczywistymi a dyskusyjnymi problemami.
W niektórych kwestiach wydaje się on zbyt zachowawczy; być może jest to zjawisko nakierowane na unikanie kontrowersji z założeniem późniejszym korekt planów, już po uzyskaniu władzy.

W sprawie problemu osób pozbawianych zatrudnienia ze względu na wiek – nie wnosi on niczego zasadniczo nowego, co by mogło zmienić zachowanie pracodawców na „rynku pracy”, sprawić by ten tak zwany dziś „rynek pracy” poddał się rzeczywistym prawom rynkowym a nie „ręcznemu sterowaniu ideologicznemu” jak to ma miejsce dziś dla zadowolenia „syndykatu polityczno-biznesowego”.
Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że by zmienić zachowanie pracodawców – należałoby to dziś niestety „wymusić” – oczywiście nie bezpośrednio (dlatego ująłem to określenie w cudzysłów) a raczej stwarzaniem odpowiednich bodźców ; dotyczy to nie tylko przestrzegania jakiegoś (takiego czy innego) prawa pracy, ale i prawa dotyczącego działalności gospodarczej i wynikających stąd obowiązków wobec (skarbu) państwa.
PIS nauczony doświadczeniem lat 2005 – 2007 i zwłaszcza późniejszych „przymila się” do pracodawców, co może dobrze wróżyć wynikowi wyborczemu, lecz źle moim zdaniem wróży wynikom koniecznych reform i zmian.

28/12/2013

Suplement do tekstu pt. „Zasadnicze pytanie: po co są urzędy pracy?”

Pisałem już o tym częściowo w poprzednim felietonie, ale może jeszcze innymi słowami wyjaśnię konsekwencje opisanego tu stanu prawnego: właściwe zrozumienie tego uważam bowiem za bardzo ważne.


Osoba która „bez własnej woli” pozostaje bez pracy (traktowanej tu domyślnie jako źródło środków do życia) ma prawo do „zabezpieczenia społecznego” ze strony państwa, gdy nie posiada innych środków do życia. Tak stanowi Art. 67 Ust. 2 obowiązującej Konstytucji.
Osoba która „bez własnej woli pozostaje bez pracy” – to sensu stricte między innymi osoba bezrobotna i tak to też definiuje „Ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy”, (także osoba np. w znacznym stopniu niepełnosprawna). Pozostawanie bez pracy „bez własnej woli” – wynika w związku z bezrobociem z braku miejsc pracy, nierównego traktowania obywateli, braku popytu na pracę itp., a to z kolei – z polityki gospodarczej władzy lub braku takiej polityki, a więc – jest „bez woli” indywidualnego bezrobotnego obywatela.
Praca w myśl Konstytucji nie jest też obowiązkiem obywateli a wynika z ich woli.
Ustawa ta (o promocji zatrudnienia…) bardzo dokładnie określa cechy osoby bezrobotnej, czyli warunki którym ma odpowiadać człowiek by mógł uzyskać status osoby bezrobotnej. Warunków tych jest bardzo wiele i są one dość szczegółowe, najważniejszym jednak z elementów definicji jest to, że osoba bezrobotna dąży do uzyskania zatrudnienia, poszukuje takiej możliwości, przede wszystkim jednak jest zdolna do pracy i pozostaje w gotowości do natychmiastowego jej podjęcia, gdyby została zatrudniona.
W tym przypadku kardynalne zasady prawa stanowią, że to odmawiający przyznania takiego statusu ma wykazać, że osoba starająca się o status bezrobotnej – nie spełnia jakichś wymogów, choćby jednego z licznych wymogów ustawowo określonych, co jest powodem tejże odmowy.
Jeśli więc ktoś ma status osoby bezrobotnej, to należy przyjąć, że spełnia wszystkie wymogi uzyskania tego status, bo inaczej by go nie uzyskał. Jeśli posiada on status osoby bezrobotnej, to po prostu – jest bezrobotny, jest tym samym w sposób oczywisty „osobą bez własnej woli pozostającą bez pracy”.
W związku więc z Konstytucją, jeśli nie ma on innego źródła środków utrzymania, państwo ma obowiązek zapewnić temu obywatelowi odpowiednie „zabezpieczenie społeczne” – do czasu zmiany tego jego stanu. Zabezpieczenie społeczne – to po prostu odpowiednie świadczenie materialne i pozamaterialne ze strony państwa, zaspokajające podstawowe potrzeby uprawnionego obywatela. Świadczeniem materialnym – jest tu kwota pieniężna mająca pozwolić na zaspokojenie podstawowych potrzeb oraz zapewnić możność pozostawania w gotowości do podjęcia pracy i aktywnego poszukiwania jej. Bo oczywiste powinno być, że aby to było możliwe – bezrobotny musi mieć do dyspozycji jakieś określone środki. Świadczenie niematerialne – to pomoc organizacyjna i merytoryczna urzędu pracy lub agencji pracy, nieodpłatne pośrednictwo pracy itp.
Nie jest to jakaś charytatywna „pomoc” – bo osoba ta „bez własnej woli”, a nawet wręcz „sprzecznie z własną wolą” nie może osobiście uzyskiwać środków do życia, ponadto konstytucja nie nakazuje „pomagać” obywatelowi a po prostu przyznaje mu świadczenie określone jako „zabezpieczenie społeczne”.
Idiotyczne byłoby stwierdzenie: „pomogę ci w ten sposób że zrobię dla ciebie to co i tak mam obowiązek dla ciebie zrobić”; pojęcie pomocy zakłada dobrą i nieprzymuszoną wolę osoby pomagającej, a w tym przypadku ten element nie występuje; jest nakaz konstytucyjny czyli obowiązek zapewnienia „zabezpieczenia społecznego”. Wynika on z kardynalnej zasady prawa, mówiącej że każde uprawnienie jest związane z odpowiadającym mu czyimś obowiązkiem jego zaspokojenia; stąd konstytucyjne nadanie obywatelowi prawa do zabezpieczenia społecznego jest automatycznie związane z obowiązkiem państwa przyznania mu owego zabezpieczenia.
Co więcej: to zabezpieczenie społeczne – ma rzeczywiście „zabezpieczać” i właśnie dlatego jest nazwane „zabezpieczeniem”; to jakoś stanowi o jego wartości pieniężnej (wysokości), określa ją. Idiotyczne więc także byłoby dać dziś komuś 200 czy nawet 400 zł na miesiąc i traktować to jako jego „zabezpieczenie społeczne” – bo to jest o wiele mniej, niż to co niezbędne do zaspokojenia podstawowych potrzeb – w myśl definicji pojęcia „zabezpieczenie społeczne”. A taka „oszukańcza” tendencja niestety jest dziś w tym kraju powszechna.
Konstytucja nadaje ustawodawcy (Parlamentowi) prawo do szczegółowego określenia „zakresu i form” wspomnianego zabezpieczenia społecznego – w odrębnej ustawie, a ta z kolei ustawa – w przepisach wykonawczych rangi rozporządzenia rady ministrów czy rozporządzenia ministra; jest to tak zwana delegacja ustawowa. Wynika to z samej konstrukcji prawa: Ustawa Zasadnicza ustala ogólne zasady i kierunki polityki czy działalności państwa i jego podstawowe cechy a niektóre sprawy – deleguje niejako do bardziej szczegółowego ustalenia w odrębnych ustawach i rozporządzeniach, które są rangą niższe niż Konstytucja, czyli w swoich szczegółowych regulacjach nie mogą jakiemukolwiek stwierdzeniu Konstytucji zaprzeczać, być do niej w opozycji.
Jeśli więc Konstytucja stwierdza, że to „zakres i formy” owego zabezpieczenia mają być uregulowane ustawą, to owa ustawa powinna zajmować się wyłącznie tymi cechami; zakresem i formą zabezpieczenia społecznego.  
Jeśli Konstytucja stwierdza, że „obywatel pozostający bez pracy nie z własnej woli ma prawo do zabezpieczenia społecznego” – to ustawa regulująca tę sprawę z upoważnienia delegacji konstytucyjnej – nie może stwierdzać, że jakiemuś obywatelowi pozostającemu w takiej sytuacji – to zabezpieczenie się nie należy z jakiegokolwiek powodu, czyli – ktoś spełniający konstytucyjny warunek – nie ma prawa do zabezpieczenia, „bo cośtam, cośtam…”. Konstytucja już stwierdziła jako nadrzędny akt prawny, że jeśli obywatel chce pracować na swoje utrzymanie a nie może – to należy mu się odpowiednie zabezpieczenie społeczne, i ustawa regulująca to szczegółowo z upoważnienia konstytucyjnego nie może nagle temu zaprzeczać, stwierdzać, że „jemu to się nie należy” – bo to byłoby naruszenie Konstytucji; obojętnie co zostałoby tu wymienione jako powód, byłoby uzasadnieniem niewystarczającym.
Ustawa ma tu określić – jak stwierdzić czy obywatel faktycznie ma wolę pracy i zarabiania na swoje potrzeby, w jaki sposób przekazać wspomniane „zabezpieczenie”, jak zabezpieczyć skarb państwa przed nadużyciami obywateli w tej sprawie, jak stwierdzić czy obywatel nie ma innych źródeł zaspokojenia swoich niezbędnych potrzeb – no i do pewnego stopnia – ile to zabezpieczenie powinno wynosić.
I tutaj także: „do pewnego stopnia” , ponieważ Konstytucja już to po części przesądza, jednoznacznie mówi o „zabezpieczeniu” czyli o kwocie która „zabezpiecza” a więc pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb; w myśl ustawy powstałej na skutek delegacji konstytucyjnej to nie może być dochód 100, 200 czy nawet 400 złotych w miesiącu, bo taka kwota z pewnością nie „zabezpiecza”; nie zaspokaja podstawowych potrzeb osoby, która „bez własnej woli” nie pracuje i nie jest przez to w stanie samodzielnie swoich potrzeb zaspokoić.
Dlatego stwierdziłem powyżej, że ustawa taka jedynie do pewnego stopnia może decydować o wysokości wspomnianego zabezpieczenia, gdyż wysokość ta jest już w pewnym sensie określona w sposób niepodważalny w treści samej Konstytucji, celowym użyciem określenia „zabezpieczenie”.

Taka właśnie „konstrukcja myślowa” przy analizowaniu Konstytucji powinna być powszechnie stosowana do jej treści także i w innych sprawach.
Konstytucja jest najwyższym aktem prawnym, podstawą wszystkich innych przepisów prawa i jej przepisy stosuje się bezpośrednio – czyli wprost i bez żadnej interpretacji (jeśli Konstytucja nie stanowi inaczej).

W przypadku osób bezrobotnych, czyli „bez własnej woli” pozbawionych pracy zarobkowej, istnieją w „Ustawie o promocji zatrudnienia (…)” niezwykle rygorystyczne przepisy kompletnie nie posiadające logicznego uzasadnienia, stanowiące główne ograniczenie w dostępności tzw. „zasiłku dla bezrobotnych”, która to dostępność określana jest średnio w kraju na 15%. Chodzi o wymóg przepracowania co najmniej 12 miesięcy w okresie 18 miesięcy poprzedzających zarejestrowanie w urzędzie pracy – jako warunek przyznania zasiłku dla bezrobotnych (jeden z licznych warunków, lecz z powodu długotrwałości bezrobocia najbardziej wpływa on na niewielką dostępność zasiłków). Chodzi tu o czas finansowania składek na Fundusz Pracy (składki finansuje pracodawca, ale pracownik je „generuje” swoją pracą i samym faktem zatrudnienia). Choćby nawet pracownik jeszcze przed wojną oraz przez 24 powojennych lat (od 1989 r.) generował opłacanie składki, jeśli teraz przerwa w tym w ciągu minionych 18 miesięcy przekracza pół roku – zasiłku dla bezrobotnych tylko z tego powodu nie otrzyma; tak stanowi ustawa…
Powoduje to, że jedynie średnio 15 na 100 osób bezrobotnych spełnia takie kryteria przyznania tego czasowego „zabezpieczenia społecznego” i je otrzymuje. Co z pozostałymi średnio 85% bezrobotnych? W praktyce – to urzędów pracy nie interesuje; co najwyżej można spotkać się z pogardliwym odesłaniem do ośrodków pomocy społecznej…
To właśnie uważam za haniebne odstępstwo władzy od litery Konstytucji, w myśl której wszystkim osobom uznanym za bezrobotne państwo ma obowiązek przyznać „zabezpieczenie społeczne” pozwalające na zaspokojenie podstawowych potrzeb a w tym – dające możliwość realnego poszukiwania zatrudnienia, oraz umożliwiające trwanie w gotowości do jego natychmiastowego podjęcia. To nie jest jakaś „pomoc bezrobotnym”, dobroczynność, filantropia, a po prostu obowiązek konstytucyjny państwa !.
Ponadto – to urzędy pracy rejestrujące bezrobotnych i udzielające im pomocy w uzyskaniu zatrudnienia, powinny realizować wobec nich obowiązek konstytucyjny przyznania i udostępnienia im „zabezpieczenia społecznego” o którym mówi Konstytucja – obojętnie jak miałoby ono się nazywać; zasiłkiem dla bezrobotnych czy jakkolwiek inaczej. Urzędy pracy nadają bezrobotnym status, prowadzą ich rejestr, pośrednictwo pracy itp. dlatego powinny także zajmować się realizacją obowiązków konstytucyjnych państwa dotyczących stanu materialnego bezrobotnych; powinni oni mieć możność załatwienia wszystkich swoich spraw w jednym miejscu: urzędzie pracy. Twierdzę tak, ponieważ posiadanie wystarczającego „zabezpieczenia społecznego” warunkuje w praktyce rzeczywiste spełnianie wymogów ustawowych dotyczących prawa do statusu bezrobotnego. Odsyłanie rzeczywistych bezrobotnych z urzędów pracy – do ośrodków pomocy społecznej albo „do diabła” – razem z osobami które bezrobotne nie są bo nie mają ani woli ani możliwości wykonywania jakiejkolwiek pracy zarobkowej – jest nie tylko niekonstytucyjne, ale jest dla tego państwa haniebne! Skrajnie upokarza ludzi i tak już – przez odmowę im możliwości pracy – upokorzonych.

Uważam, że opozycja – (bo przekracza to możliwości blogera amatora) powinna poważnie analizować ustawy powstające lub nowelizowane obecnie właśnie pod kątem działań sprzecznych z Konstytucją i przyszłą koniecznością udokumentowania ich na potrzeby przyszłego wyroku Trybunału Stanu. Chodzi także o poszczególne niekonstytucyjne artykuły z ustaw negowane przez Trybunał Konstytucyjny, wobec których władza miesiącami czy latami ociąga się pod każdym pretekstem z ich poprawieniem aby stały się z Konstytucją zgodne.
Uważam, ze powinna się tym zająć także Komisja Europejska i inne kontrolne instytucje unijne.

20/04/2013

Złowrogie plany Kaczyńskiego: chce ratować Polskę…!

… Jak tak dalej pójdzie - ZMARNUJE NAM CAŁY NASZ WIELOLETNI WYSIŁEK!

Dowód:

„… Prawo i Sprawiedliwość przygotowało pakiet ustaw, które są odpowiedzią na oczekiwania i problemy z jakimi na co dzień spotykają się Polacy. Nasze propozycje to nie puste hasła, ale konkretne rozwiązania legislacyjne. Jesteśmy gotowi do rządzenia. Prawo i Sprawiedliwość jest realną alternatywą wobec złych rządów PO…”
PRAWO i SPRAWIEDLIWOŚĆ ALTERNATYWA
Pakiet ustaw

SPRAWIEDLIWE PODATKI
• Gruntowna reforma PIT i CIT, ujednolicenie bazy podatkowej, proste zasady naliczania podatków. Jasne definicje co i jak ma być opodatkowane;
• Wprowadzenie podatku bankowego i od hipermarketów;
• Powołanie Rzecznika Praw Podatnika;
• Zmniejszenie obciążeń podatkowych paliw;
• Ulgi podatkowe dla rodzin;
• Ulgi dla przedsiębiorców i pracodawców;
• Wprowadzamy jedną powszechną deklarację VAT.
SZCZĘŚLIWA RODZINA
• Realna ulga podatkowa na dzieci dla rodzin, które mogą z niej skorzystać. Ulga przysługuje rodzinie od momentu poczęcia dziecka;
• Dopłaty do edukacji dzieci – ulga podręcznikowa;
• Wydłużenie urlopu macierzyńskiego;
• Opłacenie przez państwo składek ubezpieczenia społecznego dla rodziców przebywających na urlopie wychowawczym;
• Bon rodzinny – dofinansowanie z budżetu państwa kosztów żłobka i przedszkola. Rodzice realizują bon w placówce, do której uczęszcza dziecko, niezależnie czy jest to podmiot publiczny czy niepubliczny. Zakłada się wartość bonu na 300 złotych miesięcznie na dziecko;
• Karta rodziny wielodzietnej – może być realizowana w placówkach kultury, sportu, przewozach, itp. Zniżki liczone od dwójki dzieci.
ZDROWI POLACY
• Likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia;
• Włączenie finansowania służby zdrowia do budżetu. Przekazanie nadzoru i kontroli nad wydatkowaniem środków publicznych ministrowi zdrowia;
• Stworzenie sieci szpitali publicznych tzw. Krajowa Sieć Szpitali. Akcje lub udziały publiczne w polskich szpitalach nie mogą być niższe niż 51 %;
• Refundacja leków.
GODNA EMERYTURA
• Uchylenie ustawy podwyższającej wiek emerytalny do 67 lat;
• Powrót do wieku emerytalnego 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn, przy możliwości dobrowolnego wydłużenia przez osoby uprawnione;
• Wprowadzenie wyboru w systemie emerytalnym (ZUS / OFE);
• Wprowadzenie zwrotu podatku dla emerytów, którzy otrzymują 1000 zł i mniej.
SZKOŁA – DOBRA NAUKA, DOBRE WZORCE
• Szkoła podstawowa od 7 roku życia;
• Likwidacja gimnazjum, przywracamy 8 letnią szkołę podstawową i 4 letnią szkołę średnią;
• Rozwój szkolnictwa zawodowego;
• Tańsze przedszkola – subwencja oświatowa na przedszkola;
• Ustawowe zagwarantowanie nauczania historii, religii i języka polskiego;
• Gabinety lekarskie w szkołach;
• Odejście od maturalnych egzaminów testowych, przywrócenie egzaminów sprawdzających rzeczywistą wiedzę ucznia
• Nauczyciel otrzymuje status urzędnika państwowego
• Koniec z szaleństwem podręcznikowym – minister będzie dopuszczał do użytku maksymalnie 3 z danego przedmiotu dla danego rocznika, a szkoła będzie miała obowiązek wybrać 1 tak, aby młodsze roczniki mogły z nich korzystać.
WIĘCEJ PRACY
• Narodowy Program Zatrudnienia
• Praca dla młodych – Fundusz Wspierania Przedsiębiorczości Ludzi Młodych; Obniżenie o 50% przez okres 2 lat składek na ZUS dla absolwentów szkół, stypendia edukacyjne na okres nauki + 1 rok na poszukiwanie pracy;
• Obniżenie składki rentowej dla pracodawców o 2 pkt. procentowe;
• Zwiększenie środków na aktywizację dla bezrobotnych;
• Ograniczenia stosowania umów śmieciowych;
• Programy dla gmin, na terenie których występuje wysokie bezrobocie;
• Firma rodzinna – proponujemy wliczenie do okresu składkowego urlopu macierzyńskiego kobiety prowadzącej działalność gospodarczą.
RÓWNE SZANSE DLA POLSKIEJ WSI
• Kompleksowa reforma izb i spółdzielni rolniczych;
• Ubezpieczenie wszystkich gospodarstw;
• Zwiększenie wysokości kwot stawek zwrotu podatku akcyzowego zawartego w cenie oleju napędowego wykorzystywanego dla produkcji rolnej.
WŁASNE MIESZKANIE
• Pomoc finansowa dla młodych rodzin ubiegających się o mieszkania (kontynuowanie programów, których celem jest ułatwienie młodym rodzinom pozyskanie własnego mieszkania);
• Wdrożenie Narodowego Programu Budownictwa Mieszkaniowego;
• Ustawa o kasach mieszkaniowych;
• Ustawa o polityce mieszkaniowej;
• Zmiana zasad najmu lokali mieszkaniowych.
BEZPIECZNA POLSKA
• Połączenie ministerstwa sprawiedliwości i prokuratury;
• Zaostrzenie kar za przestępstwa pospolite oraz te przeciwko życiu i zdrowiu;
• Konfiskata majątków przestępców;
• Zwiększenie ochrony ofiar przestępstw.
KULTURA I TOŻSAMOŚĆ
• Ustawa o nauczaniu historii;
• Ustawa o prowadzeniu działalności kulturalnej;
• Ustawa o ochronie zabytków;
• Wsparcie finansowe dla mediów publicznych.

Cytat pochodzi ze strony

http://www.alternatywapis.pl/alternatywa/

17/04/2013

Minister Pracy – z szabelką na czołg (cz. II)

Przedmiotem zainteresowania ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy – jest osoba niezatrudniona spełniająca konkretne wymogi dość rozbudowanej definicji w tej ustawie zawartej.
Tak więc nie każda osoba niezatrudniona ma prawo do miana bezrobotnej. Mimo że nie jest zatrudniona, jeśli nie spełnia choćby jednego z wymogów ustawy dotyczących definicji osoby bezrobotnej – nie jest osobą bezrobotną, gdyż „osoba bezrobotna” to status konkretnych osób, wyselekcjonowanych spośród niepracujących, które decyzją administracyjną wpisano do rejestru konkretnego Powiatowego Urzędu Pracy i nadano im uprawnienia i obowiązki wynikające z ustawy a dotyczące osób o takim statusie.
Tak więc nie każdy kto nie pracuje – jest bezrobotny.
Osoba bezrobotna to osoba która nie jest zatrudniona, nie czerpie także dochodów z wynagrodzenia, nie osiąga dochodów z jakichkolwiek innych źródeł – wyższych niż połowa najniższego ustawowo określonego wynagrodzenia, nie prowadzi działalności gospodarczej itp. Tych warunków na „nie” jest sporo.
Wiedzę o powyższych okolicznościach urząd pracy czerpie głównie z oświadczeń składanych na piśmie przez osobę występującą o zarejestrowanie jej i nadanie statusu osoby bezrobotnej, pod rygorem odpowiedzialności za podawanie danych niezgodnych z prawdą dla np. wyłudzenia nienależnych świadczeń.

Chcę tu podkreślić dwie okoliczności; urząd pracy nie ma możliwości sprawdzić natychmiast wielu z tych danych, dlatego musi przyjąć i przyjmuje je jako zgodne z prawdą. Na tym zresztą polegał populistyczny pomysł słynnego zastąpienia „kultury zaświadczeń” przez „kulturę oświadczeń”; na większym zaufaniu do obywatela. Było niejako oczywiste, że w jakimś okresie początkowym następującym po tej zmianie, niektórzy ludzie zupełnie nie będą się liczyli z prawdą i nie będą się liczyli z ewentualną odpowiedzialnością, bo taki jest stan rozwoju cywilizacyjnego tego społeczeństwa. Nie da się przejść natychmiast od biurokratycznego zamordyzmu do wiary w prawdomówność i uczciwość wolnych obywateli. Oparcie wielu dziedzin życia społecznego na fałszywych danych było więc oczywistą od początku dla wszystkich myślących ceną, jaką przyjdzie zapłacić za taki impuls rozwojowy.

Piszę to w związku z jednym z praktycznych aspektów tego, ujawniającym się w Powiatowych Urzędach Pracy: istnieniem pewnej liczby osób udających bezrobotnych oraz pozostałych – tych bezrobotnych rzeczywiście. Jaka jest różnica: osoby rzeczywiście bezrobotne złożyły oświadczenia w pełni zgodne z prawdą i otrzymały status osób bezrobotnych dzięki spełnianiu wszystkich kryteriów ustawowych od których przyznanie tego statusu zależy. Inne natomiast osoby ukryły pewne fakty albo złożyły oświadczenia rejestracyjne pod innym względem odbiegające od stanu faktycznego i w ten sposób uzyskały status osób bezrobotnych (na skutek oszustwa).
Podobnie o uzyskanych przez nie świadczeniach takich jak zasiłek dla bezrobotnych lub składka na ubezpieczenia zdrowotne – można z uzasadnieniem powiedzieć, że zostały one wyłudzone oszustwem, stwierdzeniem nieprawdy w pisemnych oświadczeniach.
Jak się dziś okazuje, z powodu tego że nie istniała centralna baza danych osób bezrobotnych, część osób złożyła wniosek o rejestrację do kilku różnych Powiatowych Urzędów Pracy (w różnych powiatach), co także przecież w oczywisty sposób jest oszustwem i wyłudzeniem, bo wiązało się z podaniem nieprawdziwych danych, np. o miejscu zamieszkania.
Gdybyśmy chcieli obciążać za to odpowiedzialnością Urzędy Pracy, to trudno byłoby znaleźć podstawy formalne a poza tym, działanie taki powodowałoby wzrost biurokracji w Urzędach Pracy, odwrót w praktyce od polityki otwarcia i zaufania, mnożenie biurokratycznych procedur kontrolnych itp. Nie tędy droga.

Mam taki przykład z rowerem: ktoś przyjeżdża rowerem, stawia go pod ścianą lub opiera o drzewo i idzie do domu i ten rower po prostu ma tam stać, nawet i do końca świata. Jeśli ów rower „zniknie” to znajdą się zawsze tacy, którzy będą za to obwiniać nie tyle złodzieja, co właściciela, szczególnie o brak zabezpieczenia, rower nie przypięty do drzewa łańcuchem itp. Prawda jest jednak taka, że rower powinien tam stać nie dlatego, że został przywiązany łańcuchami i zamknięty na kłódki, nie dlatego że ktoś go dla zabezpieczenia przed kradzieżą podłączył do sieci 220 Volt albo zaminował odpowiednim ładunkiem wybuchowym. Powinien tam stać, dlatego że jest czyjś, że ma właściciela, że się szanuje cudzą własność tak jak swoją, oraz oczywiście dlatego że kraść nie wolno, że to jest prawnie zabronione i karalne.
Chcę powiedzieć, że działania w celu zabezpieczenia przed nieuczciwością powinny dotyczyć ludzi a nie rowerów. Nie ma takiego zabezpieczenia technicznego, fizycznego, którego nie można by usunąć, przechytrzyć lub „obejść”. Chodzi o to, by nikt po prostu nie chciał, albo w ostateczności – nie odważał się – kraść. Jedynym sensownym zabezpieczeniem roweru jest poziom cywilizacyjny społeczeństwa oraz realna i adekwatna odpowiedzialność ewentualnego złodzieja.

Wracając do spraw bezrobocia: widocznie jednak oszustom opłaca się oszukiwać Urzędy Pracy a więc i całe społeczeństwo. W tym przypadku mam tu na myśli jeden ale za to duży problem: tak zwaną pracę „na czarno”. Można też na to spojrzeć i z innej strony: może to nie jest oszustwo pracowników – a przedsiębiorców będących pracodawcami?
Z pracą „na czarno” mamy do czynienia wówczas, gdy przedsiębiorca całkowicie ukrywa fakt zatrudnienia pracowników; nie zgłasza ich do ZUS i NFZ, nie ujawnia faktu płacenia im i nie odprowadza podatku, nie zgłasza zatrudnienia do Inspekcji Pracy i tak dalej, słowem od takiej osoby pracującej (świadomie nie nazywam jej pracownikiem) oczekuje tylko wykonania zadania oraz dyskrecji a daje tej osobie wyłącznie pewna kwotę jaką chce dać „do reki”, to jest bez świadków, bez pośrednictwa banków itp. Dla takiego przedsiębiorcy jedynym kosztem ma być właśnie ta zapłata dla wykonującego pracę a fakt ten ma pozostać całkowicie nieznany państwu i jego wszelkim instytucjom. Jak z tego widać – osoba tak pracująca nie ma płaconych składek ubezpieczenia społecznego (emerytalna, rentowa, chorobowa), nie jest ubezpieczona w NFZ w związku z czym nie ma prawa korzystania ze społecznej służby zdrowia (lekarze rodzinni, refundacja leków itp.). W związku z nielegalnością przychodów nie płaci od nich podatku PIT (od dochodu osób fizycznych), nie ma opłacanej składki na Fundusz Pracy (co skutkuje często w przyszłości brakiem prawa do zasiłku dla bezrobotnych), nie ma zasiłku chorobowego (zapłaty za początkowy czas choroby), zwolnień lekarskich itp.
Dla przedsiębiorcy oznacza to rzeczywistą minimalizację kosztów oraz wejście do „szarej strefy” działań naruszających obowiązujące prawo.
Dla pracującego oznacza to cały szereg niebezpieczeństw, ryzyko, ale także i konkretny, realny, comiesięczny dochód, zarobek. Gdyby tak nie postępował, byłby uczciwym bezrobotnym – bez dochodów oraz najczęściej i bez zasiłku dla bezrobotnych.

Wspomniana szarża z szabelką na czołg jest właśnie próbą usunięcia z rejestru bezrobotnych tych, którzy faktycznie mają jakąś pracę i nie szukają innej za pośrednictwem PUP, natomiast potrzebują rejestracji w PUP jedynie dla uzyskania prawa do składki na ubezpieczenie zdrowotne, opłacanej z pieniędzy publicznych wszystkim osobom posiadającym status bezrobotnego.
Jedyną metodą weryfikacji rzeczywistych intencji osoby ubiegającej się o zarejestrowanie w PUP, to znaczy jedyną metodą sprawdzenia, czy poszukuje ona oferty odpowiedniej pracy i (lub) innych rodzajów pomocy pośredniej do tego zmierzających – czy jedynie udaje bezrobotnego, oczekując od PUP opłacenia na jej rzecz składki na NFZ – jest… zaproponowanie jej takiego zatrudnienia. Skierowanie do konkretnego pracodawcy, który składał ofertę pracy dla osoby o podobnych kwalifikacjach. Wynika to z obecnej treści wspomnianej ustawy. Osoba bezrobotna to jedynie taka osoba, która rzeczywiście spełnia warunki rejestracji, rzeczywiście nie ma pracy i poszukuje zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy oraz jest zdolna i gotowa do natychmiastowego podjęcia odpowiedniej pracy, gdy otrzyma ofertę zatrudnienia a pracodawca po rozmowie z nią zgodzi się ją zatrudnić. Jeśli wiec ktoś będąc bezrobotnym odmawia przyjęcia oferty pracy, dowodzi tym samym iż nie spełnia kryteriów bycia osobą bezrobotną w sensie definicji ustawowej, dlatego tez ustawa upoważnia do wykreślenia go z rejestru bezrobotnych wraz z odebraniem statusu osoby bezrobotnej na 120 dni (po pierwszej odmowie), co oznacza, że traci ona prawo do pobierania zasiłku dla bezrobotnych (jeśli takie prawo posiadała) oraz traci prawo do opłacania na jej rzecz składki na ubezpieczenie zdrowotne (po upływie 30 dni od dnia wykreślenia traci prawo do nieodpłatnego korzystania ze społecznej służby zdrowia, refundacji leków itp. – jeśli źródłem tego prawa jest status bezrobotnego).

Chciałbym zaznaczyć, że to nie jest „kara” za nieprzyjęcie oferty, a jedynie reakcja na stwierdzenie faktu, że osoba ta przestała spełniać warunki ustawowe pozostawania w rejestrze bezrobotnych i jest to faktycznie decyzja tej osoby (urząd tylko realizuje konsekwencje tej decyzji).
Po upłynięciu wspomnianych 120 dni osoba ta może ponownie zgłosić się do przynależnego terytorialnie PUP celem rejestracji i uzyskania statusu osoby bezrobotnej, jej prawo do zasiłku dla bezrobotnych bada się wówczas ponownie. Po ponownej (drugiej) ewentualnej odmowie przyjęcia oferty pracy – pozbawienie statusu osoby bezrobotnej z wszelkimi tego konsekwencjami następuje na okres 180 dni a za trzecim i kolejnymi takimi przypadkami – na 270 dni.

Wracając do poprzedniego stwierdzenia – jedyną wiarygodną formą weryfikacji intencji osoby ubiegającej się o status bezrobotnego i otrzymującej go jest szybkie dostarczenie jej odpowiedniej oferty pracy; wówczas albo tę ofertę przyjmie, albo odmówi jej przyjęcia a skutek w obu wypadkach jest w zasadzie taki sam: przestaje ona być bezrobotna, gdyż albo zaczyna pracować albo traci status osoby bezrobotnej na skutek odrzucenia oferty pracy bez dostatecznego powodu.
Trzeba też tu zaznaczyć wyraźnie, że jest to także jedyny sposób odróżnienia rzeczywistych bezrobotnych od tych którzy potrzebowali statusu osoby bezrobotnej tylko dla uzyskania prawa do składki na ubezpieczenie zdrowotne. A dla ministra pracy to jest właśnie ten docelowy problem do rozwiązania, czyli nawiązując do tytułu – ten „czołg”.
Otóż minister Kosiniak Kamysz stwierdził, że szacuje liczbę tych „udawanych” bezrobotnych na „jedną-trzecią zarejestrowanych”. To szacunki samego ministerstwa, nie wypowiadającego się na temat metodologii badań będących podstawą do takich twierdzeń.
Jak bardzo jest to bezpodstawne, świadczą szacunki samych urzędów pracy, które dopatrzyły się aż 65% osób zarejestrowanych podejrzanych o zainteresowanie jedynie składką zdrowotną. Ale na jakiej podstawie? Czy aż 65% osób bezrobotnych odmówiło przyjęcia oferty pracy? Nie. Oczywiście że nie, bo tylu ofert pracy urząd nigdy nie miał i nadal nie ma.

W rzeczywistości jak znam życie – to Premier widocznie z powodów pi-ar-owych nakazał „zmniejszyć bezrobocie o jedną trzecią” i oto cała „metodologia”… Bezrobocie nie może być tak duże, to godzi w wizerunek Premiera. Staczanie się na śmietnik i wymieranie bezrobotnych także nie postępuje tak szybko, jakby Premier sobie życzył dla poprawy statystyk. No właśnie: czy rząd walczy z bezrobociem czy ze statystykami? A przecież „walka z bezrobociem” to odpowiednia polityka wobec gospodarki krajowej a nie chocholi taniec ministra pracy.

Pomijając to; minister uważa, że co trzeci bezrobotny tylko udaje bezrobotnego, w rzeczywistości pracując „na czarno” a od PUP wyłudzając jedynie składkę NFZ. Zrozumiałe, że to stawia w zupełnie innym świetle kwestię bezrobocia w Polsce. Tak na marginesie – jak to by świadczyło o skandalicznym stanie pracy resortów finansów i gospodarki i spraw wewnętrznych, jeśli skala podziemia gospodarczego i fiskalnego byłaby tak ogromna… I to podziemia tolerowanego najwyraźniej przez rząd Tuska z przyczyn ideologicznych (… a niech sobie kradną byle na mnie głosowali a nie na Kaczyńskiego)…
Wracając jednak do spraw pracy; podobno ministerstwo chce zaostrzyć ustawowe skutki odmowy przyjęcia oferty pracy przez bezrobotnego, wprowadzając zasadę pozbawiania statusu osoby odmawiającej przyjęcia oferty pracy od razu na 270 dni (9 miesięcy), czyli rezygnacji z dotychczas obowiązującej powyżej omówionej gradacji skutku. Praktycznie oznacza to wykreślenie osoby bezrobotnej z rejestru, bez prawa do zarejestrowania się przez 9 następujących po tym miesięcy, wraz z odebraniem zasiłku i ubezpieczenia w NFZ z tytułu bezrobocia. Skutkiem odebrania statusu byłoby oczywiście odebranie zasiłku dla bezrobotnych oraz wyrejestrowanie z ubezpieczenia zdrowotnego należnego bezrobotnym.
Przyznam, że dla osoby rzeczywiście bezrobotnej i rzeczywiście pozbawionej środków do życia – ta zmiana nie ma żadnego znaczenia, bo osoba taka zawsze przyjmie ofertę pracy, jeśli tylko będzie w stanie tę pracę wykonywać. Otrzymanie oferty pracy jest dla niej szczęściem, radością i szansą na uzyskanie źródła środków niezbędnych do życia. Miałoby to natomiast duże znaczenie dla osób pracujących „na czarno” i unikających wszelkiego kontaktu z PUP, gdy chodzi im jedynie o składkę ubezpieczenia zdrowotnego. Widać tu proste przeciwieństwo pozwalające na dość proste rozróżnienie: osoby rzeczywiście bezrobotne chcą jak najszybciej przestać być bezrobotne, natomiast takie osoby pracujące na czarno – odwrotnie: chcą jak najdłużej korzystać z „darmowych” składek ubezpieczenia których ich „pracodawca” im odmawia.
Poza tym – skutek mogłoby odnieść selektywne zwiększenie częstotliwości obowiązkowych wizyt w PUP dla takich osób, bo dziś terminy takich wizyt ustalane są raz na 2 lub 3 miesiące. I tu znowu: osoba rzeczywiście szukająca pracy jest w PUP dużo częściej, zależnie od tego czy ma dostęp do Internetu czy nie, natomiast dla tych drugich – i raz na trzy miesiące jest zbyt często.

Walka z patologią i oszustwem zawsze jest dobra. Weryfikacja liczby bezrobotnych zarejestrowanych ma dać wiedzę o rzeczywistej skali potrzeb, bo minister uważa dziś najwyraźniej, że takiej wiedzy nie posiada. Praca „na czarno” jest możliwa dlatego, że są na nią chętni po stronie podażowej rynku pracy (bo po tej popytowej zawsze są i to wynika chyba z natury człowieka no i z ideologii). Jest ona skutkiem straszliwego rządowego lenistwa co do uporządkowania tej sfery życia publicznego.
Państwo nie walczy dotychczas dość energicznie z tymi patologiami, gdyż władza boi się skutków tego na współczynniki poparcia koalicji rządzącej w stosunku do PiS. Oznacza to ni mniej ni więcej, że podział na PO z koalicjantami i PiS z koalicjantami – niszczy Polskę, choć podział musi istnieć ale nie musi być tak niszczycielski. Walka z „szarą strefą” jako sferą kryminalną rozkładającą budżet państwa mogłaby być wykorzystana do zarzutu zwalczania przedsiębiorczości, tłamszenia prywatnej inicjatywy a nawet szkodzenia rynkowi pracy; cóż z tego że byłyby to zarzuty absurdalne, jeśli w praktyce rzeczywiście mogłyby wpłynąć w sposób istotny na układ sił.

28/02/2013

Objaw kompletnej bezradności, czy jakaś sztuczna mgła, tym razem nad bezrobociem.

Jak w słynnym cyrku Monty Pythona – trwa festiwal „nierozważnych kroków” w kamyszowym ministerstwie.
Wielce zabawny wyraz przyjmuje on w blogu rządowym, jednak ludziom o słabych nerwach, impulsywnym i krewkim jak Kargul z Pawlakiem, a zwłaszcza jak niejaki Cyba, szczególnie mającym zbyt łatwy dostęp do niebezpiecznych narzędzi typu broń palna lub choćby łuk i strzały – nie polecam…
Otóż ministerstwo zagubiło się ostatecznie w gąszczu i niespodziewanie zadało sobie ostatnio zasadnicze pytanie: ilu tak właściwie jest tych bezrobotnych. Bo – że są, na szczęście wątpliwości nie ma; tylko – ilu.
Dość łatwo było stwierdzić, że na koniec stycznia liczba osób zarejestrowanych w powiatowych czy miejskich urzędach pracy wyniosła 2.295.700 osób. Po porównaniu z danymi z grudnia 2012 oznacza to napływ 317.900 nowych zarejestrowanych w tym miesiącu bezrobotnych, przy jednoczesnych wyrejestrowaniu 159.000 osób z ewidencji PUP. Ten napływ nowych bezrobotnych stanowi gwałtowny wzrost ilościowy w porównaniu do grudnia ub. r., natomiast liczba ofert pracy jakimi dysponowały urzędy pracy w styczniu gwałtownie spadła – do zaledwie 37.000 i zapewne w większości były to oferty pracy specjalistycznej, wysoko kwalifikowanej, wymagającej wcześniejszego doświadczenia i dorobku zawodowego (jak np. programiści i inni specjaliści branży IT) a więc nie obejmujące specyfiki zasadniczego bezrobocia.
W takiej sytuacji – w ministerstwie zrodziły się zasadnicze wątpliwości, czy aby nie za dużo tych bezrobotnych? Bo może to wyglądać dla laików, że ministerstwo sobie nie daje rady, a z ministerstwem i cały rząd innych ministrów z głównym na czele.
Wątpliwości zasadne, bo faktycznie – za dużo, skandalicznie dużo, ale… nie o taki wniosek chodzi władzy; władza poszukuje jakiegoś wyjaśnienia czy rozwiązania, które pozwoliłoby coś robić ale nie naruszyć „generalnej linii partii” czyli Platformy zwanej Obywatelską – w sensie doktrynalnym, ideologicznym. Minister jeden z drugim też przecież nie chce się stać bezrobotny…
Więc – ilu jest bezrobotnych.

Ogłoszono, że według „analiz urzędów pracy” – około 65% zarejestrowanych nie jest zainteresowanych podjęciem pracy.
Tu kilka zdań komentarza:
Władza stała się ofiarą własnej ideologii, zgodnie z którą urzędy pracy są instytucjami usługowymi, świadczącymi usługi dla chętnych (no i spełniających najpierw ma się rozumieć wymogi definicji ustawowej). Wszelkie kontakty osób chcących się zarejestrować lub zarejestrowanych w urzędzie pracy – z urzędem, mają charakter dobrowolny, bo tak stanowi ustawa. Dotyczy to zwłaszcza tych 84% zarejestrowanych, którzy nie uzyskali lub już nie posiadają prawa do zasiłku dla bezrobotnych. Nieliczni posiadający takie prawo i pobierający zasiłek są w sytuacji w której można im coś odebrać, pozbawić ich czegoś, dlatego są traktowani praktycznie nieco „ostrzej”.
To władza ustanowiła zasady, zgodnie z którymi obywatel uzyskuje status osoby bezrobotnej na zasadzie decyzji administracyjnej, po złożeniu kilku oświadczeń na piśmie. Oświadczeń tych nie ma jak sprawdzić, bo nie ma kto tego robić ani też nie ma źródeł niezależnych informacji, poza tym oświadczeniom takim nadano status wiarygodności z uzasadnieniem ideologicznym, nie po to by je następnie sprawdzać.
Urzędy pracy zdobyte przez siebie nieliczne oferty zatrudnienia po prostu publikują; w ogłoszeniach (papierowych) umieszczanych na tablicach wewnątrz urzędu, czasem są one także wyświetlane na wewnętrznych dużych ekranach plazmowych, są też przekazywane do wspólnej bazy internetowej prowadzonej przez portal Powszechnych Służb Zatrudnienia, z możliwością ich sortowania i wyszukiwania. W miejscach o lokalnie dużym bezrobociu urzędy wyznaczają termin obowiązkowego stawiennictwa osoby zarejestrowanej – w odstępach czasu raz na dwa a nawet raz na trzy miesiące, po to by rozładować kolejki wewnątrz urzędów. Osoba zarejestrowana ma więc obowiązek przyjść do urzędu 4 do 5 razy w roku, podpisać przy tej okazji kolejne oświadczenie (którego także nikt nie sprawdzi) o spełnianiu podstawowych wymogów, od których uzależnione jest prawo do statusu osoby bezrobotnej, po czym – jeśli sama nie zgłosi zainteresowania jakąś konkretną ofertą pracy (dobrowolność) – będzie miała wyznaczony termin kolejnego obowiązkowego stawiennictwa za kolejne 2 – 3 miesiące. Z chwilą zarejestrowania osoba taka uzyskuje prawo do ubezpieczenia zdrowotnego opłacanego na jej rzecz przez urząd pracy i zachowuje to prawo aż do wyrejestrowania. Urzędy pracy nigdy nie proponują nikomu z własnej inicjatywy żadnej pracy ani też innych usług. Wszystko to wymaga wniosku osoby zarejestrowanej. A jeśli brak wniosku – nic się nie dzieje.
Teoretycznie istnieje obowiązek ustalania tak zwanego indywidualnego planu działania dla osób długotrwale bezrobotnych, będących w szczególnie niekorzystnej sytuacji na „rynku pracy”, ale tego się w rzeczywistości nigdy nie robi, zresztą i dobrze, bo urzędy pracy nie mają przy tym żadnych innych „narzędzi” działania, niż te ogólnie stosowane i będące dla każdego do dyspozycji. Nic nie jest w stanie wpłynąć na odmowę zatrudniania wyrażaną przez pracodawców, bo z punktu widzenia systemu to oni tworzą państwo i zarządzają nim pośrednio, kierując się jedynym sobie znanym i dla siebie zrozumiałym kryterium: zyskiem. Wszystko jest podporządkowane im i ich interesowi czyli w ostatecznym rozrachunki – ich zyskowi materialnemu.
W związku z tym, nasuwa się zasadnicze pytanie: na jakiej podstawie urzędy pracy dokonały „analiz” mówiących o tym, że 65% zarejestrowanych faktycznie tylko udaje bezrobotnych? Po czym – w sytuacji nakreślonej powyżej – można było to stwierdzić: Po minie – podczas podpisywania oświadczenia stwierdzającego nieprawdę? Intuicyjnie?
Po długości nosa?
Po oczach?
... „Czy te oczy mogą kłamać?
… chyba nie…”

Jeśli nawet tak jest jak twierdzą owe analizy – to w ten sposób urzędy pracy udokumentowały zarzut skandalicznego marnotrawstwa środków, niegospodarności wobec gospodarowania pieniędzmi publicznymi.
Chodzi o to, że jeśli ci „fałszywi” bezrobotni nie otrzymują nawet zasiłku dla bezrobotnych, to skarb państwa a więc społeczeństwo finansuje im ich składki na ubezpieczenie zdrowotne. Inaczej – grubo ponad półtora miliona osób nie płacąc podatków ani składek – dostaje ubezpieczenia zdrowotne na koszt państwa.
Jeśli 65% bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy wcale nie jest bezrobotna i pracy nie szuka – to w normalnym kraju ten kto wymyślił i wdrożył taki system powinien resztę życia po prostu przesiedzieć w pierdlu! Czyli w tym wypadku to najwyraźniej nie minister pracy? Co więcej: urzędy pracy stwierdziły w swoich analizach, że te 65% bezrobotnych rejestrowało się w urzędach nie dla poszukiwania pracy czy pomocy w jej znalezieniu a wyłącznie dla uzyskania właśnie tych składek na ubezpieczenie, czyli uzyskania prawa do leczenia się na zasadach dotowanych z NFZ, bo opłacenie składki na ich rzecz przez urzędy pracy daje im prawo korzystania z publicznej służby zdrowia, czyli inicjuje w konsekwencji także dalsze koszty pokrywane z budżetu.
Jeśli ci ludzie nie szukają pracy, to znaczy, że prawdopodobnie już pracują i nieźle zarabiają, tyle że z punktu widzenia prawa – całkowicie nielegalnie. Pracują w tak zwanej „szarej strefie” czyli znanym i uznanym przez władzę systemie oszukiwania i okradania społeczeństwa przez przedsiębiorców i osoby stawiane najczęściej przed trudnym wyborem: albo „na czarno” – albo wcale…
Piszę tu o systemie „znanym i uznanym” bo praca „na czarno” jest niemalże oczywistym jednym z systemów pracy, wszyscy o nim wiedzą, władza nawet sili się na szacowanie jego wielkości. To oczywisty skandal, ale jak najbardziej zgodny z ideologią PO. Oszuści ci prowadzą normalną, choć nigdzie nie rejestrowaną działalność gospodarczą, nie płacą przy tym ani podatków ani też świadczeń na rzecz pracowników – innych niż zapłata za pracę „netto” czyli „z rączki do raczki” i pod stołem; nie opłacają nie tylko składki zdrowotnej ale i składek ubezpieczenia społecznego (emerytalnej), chorobowego oraz wypadkowego. Pracownik taki także nigdzie nie zgłasza uzyskiwanych dochodów, nie płaci od nich podatku PIT, w urzędzie pracy składając kłamliwe oświadczenia w taki sposób, by spełniać wymogi rejestracji i przynajmniej uzyskać prawo do leczenia z dofinansowaniem z NFZ. Jako zarejestrowany „bezrobotny” może też uzupełnić kwalifikacje na kursach i szkoleniach finansowanych z budżetu lub współfinansowanych przez Unię, czym odciąża koszty nie tylko swoje, ale i swojego rzeczywistego choć niejawnego (nielegalnego) pracodawcy.
Oznacza to po pierwsze – kolejne potwierdzenie, że przedsiębiorcy stoją ponad prawem, bo de facto to oni tworzą prawo i sterują w jakiś sposób funkcjonowaniem państwa, by możliwie jak najdłużej czerpać z tej sytuacji maksymalne zyski – prawdopodobnie przygotowane do natychmiastowego przerzucenia za granicę Unii, gdyby coś się miało zmienić. Oznacza to też, że władza stała się niejako więźniem swojej własnej, naiwnej ideologii rodem chyba jeszcze z czasów KLD i ówczesnej anarchizującej ideologii wolności „róbta co chceta”. Wszystko to jest skrajnym absurdem, kojarzącym się raczej z jakimiś pogrążonymi w korupcji i bezładzie państewkami afrykańskimi a nie z państwem demokratycznym w centrum Europy w XXI wieku. Oto „liberalizm” Platformy Obywatelskiej.
Rząd chciałby zdaje się jakoś opanować tę sytuację, jednak nie jest w stanie tego zrobić na bazie aktualnej ideologii; by to się udało – trzeba by było sięgnąć do bardziej restrykcyjno – nakazowej polityki wobec osób chcących się zarejestrować w Urzędzie Pracy oraz szczególnie już tych zarejestrowanych, choćby przynajmniej na wzór duński a to by się niektórym kojarzyło nieodwołalnie z pewnym powrotem do tego co było „za komuny”. Nie pierwszy to zresztą przypadek, gdy władza po latach bałaganiarskich kombinacji powróciłaby do dawniejszych rozwiązań jako niemożliwych do zastąpienia, praktycznie najlepszych z możliwych.
Konfederacja Pracodawców Prywatnych „Lewiatan” proponowała w tej sytuacji, by rząd po prostu przyznał wszystkim bezwarunkowe prawo do ubezpieczenia zdrowotnego, bo liczba osób całkowicie nim nie objętych jest stosunkowo niewielka a działania takie mogłyby wyeliminować przyczynę „fałszywego” rejestrowania się, ujawniając rzeczywisty stan bezrobocia i rzeczywiste potrzeby interwencji w jego zmniejszanie.
Gdyby tak się stało, oznaczałoby to nagłe zmniejszenie bezrobocia rejestrowanego i to nawet o… 65%, jeśli wierzyć wspomnianym analizom urzędów pracy.
Jak można cokolwiek zaplanować czy podejmować jakieś sensowne działania – nie znając stanu obecnego, rzeczywistego?
Rząd jednak zdaje się skłaniać do walki z oszustwami „siłowo”, poprzez kontrole i dotkliwe kary; tyle że próby kontrolowania i ścigania niezgodnych z prawdą oświadczeń i innych oszustw dotyczących statusu bezrobotnego będą też kosztowały i to kto wie czy nie więcej niż finansowanie ubezpieczenia zdrowotnego tym, którzy mu jeszcze nie podlegają.
Okazuje się więc, że w tym całym cyrku urzędy pracy nie przestrzegają unormowań ustawowych, albo ustawa jest kompletnie nieadekwatna do rzeczywistości społecznej.
Niestety jest też możliwe inne wyjaśnienie i tego bym się najbardziej obawiał: że zamieszanie wokół już nawet liczby bezrobotnych a nie tylko przyczyn – jest działaniem celowym, niczym produkcja sztucznej mgły – by zaciemnić obraz tragedii szalejącego bezrobocia, nędzy i upadku. Działanie takie byłoby tyleż podłe co niebezpieczne, bo tuszujące rzeczywisty obraz jedynie z powodów politycznych, wyłącznie na potrzeby walki ze spadającymi rankingami poparcia społecznego. Już i dawniej stosowano znaną ubecji technikę dezawuowania bezrobotnych jako leni, nierobów, winnych własnej sytuacji, alkoholików, typów aspołecznych nie nadających się do żadnej pracy itp. Teraz z kolei – stawianie znaku zapytania nawet nad liczbą bezrobotnych idzie w tym samym kierunku; bezrobocie tylko wydaje się takim wielkim problemem a w rzeczywistości to obraz fałszywy, po prostu nieporozumienie… no żadnego bezrobocia nie ma…
To nic, że to zwykłe podłe skurwysyństwo – ale jakie skuteczne…
Podłe wobec tych co rzeczywiście są krzywdzeni i potrzebują pomocy państwa…
Jeśli rzeczywiście ponad połowę bezrobotnych zarejestrowano pomimo niespełniania przez nich wymogów ustawowych dotyczących statusu osoby bezrobotnej, oznacza to gigantyczny bałagan i niegospodarność: żądam pociągnięcia wszystkich winnych do odpowiedzialności za składanie oświadczeń majątkowych niezgodnych z prawdą. Żądam wyegzekwowania za pomocą tytułów wykonawczych zwrotu wszystkich bezprawnie, na podstawie oszustwa przyznanych składek na ubezpieczenie zdrowotne i wartości innych uzyskanych świadczeń i pomocy z urzędów pracy. Żądam pociągnięcia do odpowiedzialności dyscyplinarnej i służbowej wszystkich winnych temu urzędników ministerstwa pracy, starostów oraz urzędników urzędów pracy.
Smutne jest to, że władza najwyraźniej po prostu nie przejmuje się tym; ludzie „zaradni” są promowani i jakoś sobie radzą, nawet oszust jako „zapobiegliwy” jest jakoś tolerowany, przedsiębiorcy zarabiają… o cóż więc chodzi? Jest tak – jak miało być: wolność…
Chodzi o tych, którzy są rzeczywiście bezrobotni. Którym się odmawia zatrudnienia bez podania powodu, na przykład z powodu wieku. Którzy ściśle spełniają wymogi definicji ustawowej osoby bezrobotnej. Których się po prostu na siłę ruguje, wypycha z „rynku pracy” – o ile uznać że coś takiego w tym kraju istnieje. Chodzi o rzeczywistych bezrobotnych, walczących o przetrwanie każdego dnia i liczących na jakiekolwiek legalne, płatne zajęcie dające środki do życia.
Chodzi o tych, którzy praworządnie, porządnie i uczciwie… zdychają dziś z głodu.

10/01/2013

Bezrobotni – w podłym państwie Platformy Obywatelskiej.

Już samo określenie „bezrobotny” – jest patologiczne; to paskudny rusycyzm, kojarzący się nieodwołalnie z negatywną jak dotychczas, paskudnie „ruską” konotacją cywilizacyjną, jakby to była jakaś rasa czy gatunek „podludzi”, albo nawet jakieś zwierzątka…
Mam tu jednak na myśli głównie osoby w wieku produkcyjnym, zdolne i chętne do pracy a pozbawione zatrudnienia, będące w wieku od około 45 lat – do wieku emerytalnego.

Nieodpowiednia polityka władzy wytworzyła jednak przez dziesięciolecia konkretny i dość negatywny obraz osoby niezatrudnionej (bezrobotnej); stereotyp istnieje, funkcjonuje i straszy do dziś, pomimo że w sposób oczywisty jest dziś błędny. W powiatowych lub miejskich urzędach pracy nie widzi się dziś osób wyglądających na alkoholików nadających się tylko do leczenia, ale stereotyp: bezrobotny to pijak który wcale nie chce pracować – nadal tkwi w indoktrynowanych przez komunę a ostatnio – przez prasę tabloidową – umysłach.
Niestety bardzo mało widzi się tam także i osób starszych. Statystyki potwierdzają to, co wynika z logiki i musiało być oczywiste dla władzy, prędzej czy później musiało się stać; już około połowa osób bezrobotnych w tym przedziale wiekowym stała się nieaktywna zawodowo w sposób trwały. Po prostu przestali szukać „tego czego nie ma” czyli pracy najemnej, przestali już rejestrować się „tam gdzie ich nie chcą” czyli w urzędach pracy, przestali oczekiwać czegokolwiek od tego państwa, a zwłaszcza – pomocy. Przypuszczam, że osoby takie w większości przyjęły po prostu jakieś określone obowiązki w swoich rodzinach, pozostając na ich utrzymaniu, być może „dorabiając” sobie doraźnie i okazjonalnie, nie całkiem oficjalnie…
Trudno się dziwić; to po prostu racjonalne przy takim stanie państwa, przy tej władzy i jej obowiązującej ideologii. Racjonalne z ich osobistego punktu widzenia, ale nie z punktu widzenia interesu całego społeczeństwa. Dlaczego to jednak „pojedynczy” obywatel zagrożony w swoim istnieniu ma się bardziej przejmować „interesem ogólnospołecznym” niż władza, która od tego jest. Mimo to – zarejestrowanych osób dla których nie ma zatrudnienia jest ponad dwa miliony. To już 13% ludności w wieku produkcyjnym. Władza oczekuje dalszego wzrostu tej liczby – do 14, 15 a może i nawet 16% na koniec bieżącego roku. Nikt się nie zastanawia a już z pewnością nie władza, co zrobić, by te prognozy nie spełniły się. Nikt nie umie powiedzieć a już z pewnością nie władza, czy wszyscy ci ludzie zarejestrowani spełniają idiotyczne wymogi dla posiadania statusu bezrobotnego, sformułowane przez „ustawę o promocji zatrudnienia”, za co ci ludzie w rzeczywistości żyją itp. Władzy to zresztą najwyraźniej zupełnie nie obchodzi. Z danych statystycznych wynika, że średnio tylko 16 na 100 bezrobotnych otrzymuje czasowy zasiłek dla bezrobotnych, pozwalający nadal szukać pracy. A pozostałe 84%? Łatwo wyliczyć, że 84% z dwóch milionów zarejestrowanych – to 1.680.000 osób, które nie otrzymują zasiłku, nie wolno im też w myśl ustawy zarobić więcej niż 556 zł miesięcznie netto, ale muszą aktywnie szukać zatrudnienia, być stale w dyspozycji PUP itp.
Dla społeczeństwa to ogromna strata, ale państwo jest w rękach konkretnej władzy a władza ma to w konkretnej przysłowiowej…

Czasy się zmieniły, zmienił się obraz bezrobotnych ale stereotyp pozostał i skierowanie do pracy jakie daje PUP – jest najgorszą z możliwych rekomendacji wobec przedsiębiorcy zatrudniającego. Władza (ministerstwo, wojewódzkie urzędy pracy) bawi się w programy, projekty badawcze, programy pilotażowe, przedsięwzięcia szczodrze i ochoczo finansowane z funduszy unijnych, kwitnie przy tym życie towarzyskie, korporacyjne, bardzo wielu ludzi – oczywiście spoza grupy tych bezrobotnych – ma przy tym niezły dochód, zajęcie zarobkowe, etat, premie, nagrody… A bezrobocie – rośnie, narasta nędza i apatia… pogłębia się obszar nędzy i wykluczenia społecznego, coraz trudniej jest już choćby zarejestrować się w urzędzie pracy.
Europejski Fundusz Społeczny finansuje różne programy operacyjne, a wśród nich Program Operacyjny – Kapitał Ludzki (PO-KL). Wiele wskazuje na to, że to… kryptonim programu zbijania „kapitału” przez „ludzi”, tak zwanych „swoich” – czyli „elitę” – na funduszach oficjalnie publicznych i oficjalnie – pomocowych. Tak twierdzą złośliwcy, ale z drugiej strony – tłumaczy się, że to rzekomo człowiek, obywatel, mieszkaniec w tym kraju jest „kapitałem”, w który należy inwestować – a pomaga w tym Europejski Fundusz Społeczny. To bardzo piękne i wzniosłe – jak flaga i hymn europejski…

Ponieważ wszelkie tradycyjne działania przeciwdziałające bezrobociu zawodzą, PO-KL wyłonił odrębną grupę tzw. projektów innowacyjnych, mających stworzyć nowe, bardziej skuteczne metody i narzędzia do walki z bezrobociem. Idea była taka: niech powstanie wiele projektów działań innowacyjnych, które zostaną poddane procedurze konkursowej jak wszystkie projekty PO-KL pretendujące do finansowania unijnego, pozwoli to wyłonić pewną liczbę najlepszych projektów do realizacji. Chodzi jednak o takie, których realizacji miałaby cechę nowego standardu, powtarzalności, stanowiłaby po prostu nowe, wcześniej nie istniejące narzędzie, sprawdzone w konkretnych warunkach i możliwe do zastosowania przez różne ośrodki zajmujące się „zmniejszaniem bezrobocia”. Program Innowacyjności ruszył w 2009 roku. W jego wyniku powstała seria „produktów” czyli takich właśnie standardów metod działania, coś jak przepis na oryginalne, jeszcze nie znane a pożywne naleśniki – sprawdzony praktycznie przez kucharkę która go wymyśliła, dający powtarzalne wynik w różnych kuchniach, barach, stołówkach.

Otrzymałem właśnie część 2 tego przeglądu, oczywiście przepięknie wydaną, na najwyższej jakości satynowym papierze kredowanym, w pełnym kolorze i z miejscowymi wybłyszczeniami na matowo-jedwabistej okładce… no cudo sztuki drukarskiej. Pieniądze jak widać – są (w tym wypadku – były). A to się bezrobotni tracący wszelką nadzieję i przymierający głodem ucieszą, że tak pięknie się dla nich pisze… zamiast pomóc…
Dostępne są dziś katalogi owych produktów, podzielone na cztery przyjęte obszary działań: Adaptacyjność; Dobre rządzenie; Edukacja i szkolnictwo wyższe; Zatrudnienie i integracja społeczna.
Każdy z takich produktów określa przeznaczenie, beneficjenta ostatecznego, cel, charakterystykę działań i kontakt do twórców tego narzędzia. Najczęściej zawiera „podręcznik użytkownika”, materiały dodatkowe, film promocyjno – instruktażowy itp.
Wśród opisanych tam narzędzi uwagę moją zwrócił model zatrudnienia wspomaganego, indywidualnej ścieżki kariery dla osób w wieku produkcyjnym powyżej 45 lat, czyli ogólnie dotychczas określanych jako „50+”.
Twórcy projektu zmierzającego do stworzenia gotowego narzędzia dla publicznych i niepublicznych instytucji „rynku pracy” włożyli wiele wysiłku w rozwiązanie problemu bezrobocia w tej grupie pracowniczej… za wyjątkiem sięgnięcia do jego przyczyny. Mottem tego projektu było stwierdzenie, że osoby w wieku produkcyjnym powyżej 45 lat są rugowane z rynku pracy, traktowane jako „kłopot” przez samych pracodawców oraz instytucje obsługi rynku pracy. Posłużono się tu analogią do angielskiego określenia: „to be like a hot potato”, – dosłownie – „być jak gorący ziemniak”. Domyślnie – chodzi o – parzący każdego chętnego w ręce – ziemniak pieczony, właśnie wyciągnięty z ogniska. Tak określono problem zatrudniania ludzi w tym wieku jako przez wszystkich odrzucany, niejako „parzący w ręce”, problem którego nie da się rozwiązać i najlepiej go podrzucić, właśnie jak gorącego ziemniaka – komuś innemu, byle się jak najszybciej pozbyć i nie mieć z nim już do czynienia.
Problem tak właśnie jest traktowany i dlatego od lat nie jest załatwiony. Określenie jest trafne jako obserwacja, choć dość nieprzyjemne…

Wynikałoby stąd, że załatwienie tego problemu musiałoby odrzucić na wstępie takie podejście i zająć się wreszcie tą sprawą dokładnie, metodycznie i „od początku do końca”. Dlatego projektodawca zaangażował spory aparat badawczy w ciągu 4 miesięcy początkowego etapu prac, jak i później. Były to trzy etapy: prace planistyczne, badania terenowe – głównie w postaci wywiadów oraz prace sprawozdawcze mające sformułować wnioski z tych badań. W drugim etapie powołano grupę roboczą, przeprowadzono warsztaty robocze, następnie zorganizowano konferencję inaugurującą, przeprowadzono serię konsultacji, następnie zorganizowano czterodniową konferencję roboczą w Finlandii w celu zasięgnięcia z doświadczeń i zdobyczy fińskich służb zatrudnienia w związku z tym problemem, po tym pracowano nad roboczą wersją „produktu” już w kraju ale z udziałem fińskich ekspertów. I wreszcie – nad strategią wdrożeniową.
W dalszym etapie powołany został zespół wdrażający, który wysłany został do Finlandii na tygodniowy staż „celem nabycia doświadczenia w pracy operacyjnej” u fińskiego partnera projektu…
    … nie, nie; w tym co piszę nie ma intencji ekstra krytycznych, jakiegoś szyderstwa, choć czytający zapewne od dłuższej chwili zadaje sobie – znając przecież efekt – proste pytanie: ile to wszystko kosztowało.
To projekt innowacyjny w dużym stopniu dofinansowany przez Europejski Fundusz Społeczny. Może i kosztowało, ale jak sądzę nie szkoda byłoby tych pieniędzy, gdyby to miało autentycznie coś dać, dać skuteczne narzędzie do rozwiązania ogromnego problemu społecznego a nawet dla niektórych (już tylko niektórych) – problemu etycznego.
Nie będę już opisywał dalszego procesu wstępnego wdrożenia lokalnego (warmińsko-mazurskie), tworzenia produktu finalnego, upowszechniania i wdrażania.
Ostateczna ewaluacja odbyła się pod koniec ubiegłego roku.
Czy ktoś słyszał o nagłym wzroście zatrudnienia osób ze wspomnianego przedziału wiekowego – w tamtym regionie lub tym bardziej – w całym kraju?
Nie.
Odwrotnie; problem narasta, rośnie bezrobocie, rośnie procent osób całkowicie wycofujących się z rynku pracy i z aktywności zawodowej.

Ktoś zapyta: dlaczego tak się dzieje?
Przypomina mi to sytuację w tym kraju z lat siedemdziesiątych a nawet i jeszcze później, tuż po „rozmyciu się” stanu wojennego – gdy pojawiały się często przeróżne inicjatywy działania albo choćby dyskusji o różnych problemach i wszystkie one prędzej czy później … rozbijały się o mur nie do przebycia. Tym murem była tak zwana „generalna linia partii” – Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej; linia poniekąd dość gruba by wprawni mogli na niej swobodnie „balansować”, ale jednak dla reszty jaskrawa i sztywna.
W opisanym tu przypadku – nie zadano sobie po prostu na wstępie jednego zasadniczego pytania: dlaczego problem osób 45+ jest „jak gorący ziemniak”! Jeśli nie chodziło tu od początku o cyniczne żerowanie na EFS pod pozorem „pomocy bezrobotnym”, to zabrakło podstawowej refleksji: problem ten jest nierozwiązywalny bo wynika on z podstawowych założeń polityki Platformy Obywatelskiej. Każdy kto się do jego rozwiązania przymierzał, wreszcie rozumiał, że tego się zmienić nie da, bo tak ma być! Po prostu – taka jest „generalna linia” partii Donalda Tuska. Takie są nienaruszalne założenia ideologiczne PO. Pokolenie to jest „spisane na straty” przez władzę, no bo jeśli pracodawca ma mieć całkowitą swobodę, nie być niepokojonym nawet przez prawo – to ktoś musi być bezrobotny, musi walczyć o przetrwanie, stoczyć się na poziom śmietnika i zamarznąć zimą w kontenerze na śmieci lub zginąć w inny podobny podły sposób. Władza nie chce tego rozwiązać i zainteresowani to widzą; wyłącznie dlatego problem jest uznawany za zasadniczo nierozwiązywalny… co jednak nie oznacza, że nie można zarobić na jego badaniu i tworzeniu „produktów innowacyjnych”.

Powiedzmy jasno: nie ma żądnych podstaw do oskarżania inicjatorów takich projektów o cynizm, nieuczciwość, ale faktem jest, że nie widać też – może poza samym Elblągiem – efektów. Wręcz przeciwnie – jest coraz gorzej.
Problemem zasadniczym dla tej sprawy autorzy projektu nie zajęli się wcale a jest nim odmowa zatrudniania osób w tych granicach wiekowych przez pracodawców, oraz „zwijanie” gospodarki wraz z likwidacją zatrudnienia w całych jej gałęziach, bez zastąpienia go czymkolwiek innym. Jest to problem polityczny, ideologiczny i dlatego „parzy w ręce” przy dotknięciu. Żeby go rozwiązać – może trzeba po prostu zmienić opcję polityczną i jest to jedyna droga. Ale tego się nie zrobi programem operacyjnym kapitał ludzki finansowanym z unii. Wszelkie nie wiedzieć jak wymyślne i kosztowne pomysły, badanie i projekty będą tylko i wyłącznie marnotrawstwem albo żerowaniem na bezrobociu – dopóki przedsiębiorcy będą mogli mówić: nie zatrudniam nikogo w wieku powyżej 45 lat i już, bo tak mi się widzi. I na dodatek – będą tak mogli bezkarnie mówić z pełną świadomością łamania w ten sposób obowiązującego prawa, które zakazuje uzależniania zatrudnienia kogokolwiek od wieku (nierównego traktowania na rynku pracy ze względu na wiek).
Pracodawcy nie potrafią lub nie chcą wyjaśnić, dlaczego odmawiają zatrudniania tych osób no i też nie muszą; do takich wyjaśnień prawo ich także nie obliguje. Absurdalnie w tym przypadku tak jak i w wielu dotychczasowych, cała aktywność poszukujących rozwiązania problemu skupiła się nie na gospodarce i pracodawcach, czyli u jego źródła; skupiła się na bezrobotnych nie mogących znaleźć zatrudnienia a nie na tych, którzy im z nieznanych powodów zatrudnienia z zasady odmawiają.
A mogą odmawiać, mogą w ogóle robić co chcą, nie obowiązuje ich obowiązujące prawo (umowy śmieciowe) a jeśli już – to ciągle domagają się jego natychmiastowej zmiany. Konfederacja Pracodawców Lewiatan – czuwa!
Walka z bezrobociem nakierowana jedynie na samych bezrobotnych będzie przegrana i musi być przegrana, gdy nie obejmie również praworządności, mentalności i interesu pracodawców oraz stymulowania szybkiego odtworzenia potrzebnej ilości miejsc pracy, polityki gospodarczej, zagranicznej i fiskalnej na to nakierowanej.
Wszystko ideologia polityczna Platformy Obywatelskiej rzuciła „pod nogi” przedsiębiorcom, rezygnując z niezbędnego jak dotychczas interwencjonizmu państwowego, także i te kilkaset tysięcy (ok. pół miliona) ludzi w wieku „50+” czyli wieku najlepszej wydajności i aktywności, najwyższej harmonii pomiędzy możliwościami a doświadczeniem. Oczywiście nie ma nigdzie oficjalnych zaleceń czy instrukcji władzy dla pracodawców w tym względzie; wystarczyło danie przyzwolenia: jest wolność -„róbta co chceta”.
„Tera k… my!”

Gospodarka ma charakter rynkowy, ale przy tym właśnie niezbędne są czasem zdecydowane i celowe interwencje państwa (w interesie społecznym), natomiast państwo – milczy. Tusk zajmuje się Kaczyńskim i harataniem w gałę. Kaczyński natomiast – Smoleńskiem i harataniem w Tuska… czas leci, ludzie się staczają, bezrobocie rośnie… Jak będzie tragedia, to się zrzuci winę na „kryzys” i na „niewidzialną rękę”…
Wydaje się więc, że istotnie „najlepszy” pomysł na to, co zrobić z ludźmi w wieku „gorącego kartofla” – wymyślił sam Donald Tusk; poczekać… aż sami… ostygną… † † † † † † † † † † † †

Im drożej - tym lepiej...

Odwiedziny: