BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Kopacz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Kopacz. Pokaż wszystkie posty

16/02/2013

Nie prawa autorskie a gospodarka polska jest dziś ważna!

Może ktoś mi zarzuci, że się powtarzam w moich tekstach, obracających się wokół dość wąskiej tematyki, ale dlaczego właściwie nie powtarzać się, skoro mijają miesiące i lata a w tych sprawach nic się nie zmienia.

A dlaczego nic się nie zmienia?

Nasuwają się trzy możliwości;
pierwsza – że „ci co trzeba” doskonale znają realia, ale nigdy się do tego nie przyznają, gdyż to mogłoby być odebrane przez „tych co nie trzeba” jako negowanie linii ideologicznej Platformy Obywatelskiej, założeń politycznych prowadzących społeczeństwo do wielkiego krachu a w każdym razie do ogromnych choć niewymiernych ofiar, tak niewymiernych jak zmarnowane bez winy lata najlepszych potencjalnych możliwości, zmarnotrawione na bezowocnym poszukiwaniu zatrudnienia mimo że „w wieku 50+ już się nie zatrudnia”;
druga – że w wytworzonym na fali rzekomej „wolności” rozgardiaszu, na fali bełkotu młodej kadry niedouczonych „dziennikarzy” z różnego rodzaju „dys….”, po prostu już nikt a zwłaszcza władza nie wie już co się dzieje, co jest rzeczywistością a co wytworem propagandy jakiejś „opcji” i dlatego np. minister pracy błąka się na oślep jak dziecko we mgle, chcąc się wykazać „robieniem czegoś” – robi cokolwiek, widząc spoza „końskich klapek” swojego stanowiska i swojego resortu kompletnie fałszywy obraz rzeczywistości;
trzecia – że polska władza w Polsce jest już obecnie władzą marionetkową, a zarządza tym wszystkim ktoś inny i to zarządza w sposób wrogi;

W zasadzie można by zaryzykować i możliwość czwartą a mianowicie, że wszystkie te trzy wcześniej wymienione możliwości – są rzeczywiste i aktualne jednocześnie i funkcjonują w tym kraju.
Jedno jest pewne: władza w sposób skuteczny manipuluje opinią publiczną i tematyką publicznie funkcjonującą i ostatecznie nic w tym dziwnego; mieli za nauczycieli doskonałych fachowców od tych spraw a niektórych (po weryfikacji) zapewne „odziedziczyli w spadku” po PRL.

Zastanawiałem się właśnie: co też ta nasza nieszczęsna władzuchna wymyśli by skanalizować zainteresowanie społeczne w bezpiecznym dla siebie kierunku.
Słupki poparcia w rankingach spadają, stopień poparcia PiS dorównuje lub nawet czasem nieznacznie przekracza poparcie PO – w zależności od tego, kto robi sondaż i jaki został zamówiony (opłacony) jego wynik, wzrasta niezadowolenie i krytyka ze strony wszystkich, prócz buraczanych biznesmenów robiących mająteczki na szalejącym bezhołowiu (nadal poparcie dla PO w tej grupie – około 50%), niezadowolenie rolników z wyników unijnych negocjacji budżetowych, jeszcze na dodatek zapowiadane od dawna i już właśnie oficjalnie złożone propozycje zmiany rządu na apolityczny rząd fachowców nastawionych na walkę z kryzysem gospodarczym, złożone przez PiS itp.
No i mamy; wiadomo, że w takiej sytuacji sięga się do tematów zastępczych wzbudzających duże emocje społeczne. Takim tematem była sprawa praw autorskich i słynnego projektu ACTA. Więc nagle wyskoczył jak Filip z konopi minister Michał Boni ze swoimi propozycjami uwolnienia zasobów powstałych dzięki finansowaniu ze środków publicznych, zakotłowało się w środowisku intelektualistów i artystów, twórców, producentów… no i o to przecież chodziło…
Ale to może dziś nie wystarczyć.
Już nie.
Ludzie w coraz większym stopniu rozumieją co jest ważne.

Ważna jest gospodarka polska. Ważna jest możliwość sterowania nią i realna samodzielność w sprawach kluczowych, sprawach bezpośrednio skutkujących negatywnym wpływem na sytuację społeczną. Ważne jest selektywne stosowanie zaleceń administracji unijnej tak by nie dać sobie psuć tego, co jeszcze jako tako funkcjonuje. Tak robi Francja, Wielka Brytania i Niemcy i tak też musi do sprawy podchodzić Polska. Kraje tak zwanej „Unii” stosują protekcjonizm gospodarczy, interweniują jeśli trzeba w rzekomo „wolny” rynek, narzucają reszcie Unii własne warunki i indywidualne zasady ich tylko dotyczące, chronią własne społeczeństwa przed bezrobociem – szukając rynków zbytu własnych towarów i zwalczając konkurencję wytwórczą i handlową tak, by to ich towary miały zbyt na innych rynkach. Trwa bezwzględna walka o zbyt własnej produkcji w czasie nadprodukcji, bo od tego zależą miejsca pracy i stopa bezrobocia.
Polska musi działać podobnie i dlatego musi się pozbyć nastawienia służebnego. Nastawienie to jednak jest, jak się wydaje, preferowane przez reprezentantów Polski, dla których ich interes osobisty, prywatny – stał się ważniejszy. Polska jak rączy chłop pańszczyźniany znów „służy panom”… ?

Nie chodzi o jakąś obstrukcję czy brak solidaryzmu a raczej o zachowywanie do końca tej nienaruszalnej odrobiny zdrowego rozsądku czy odpowiedzialności przede wszystkim przed własnym społeczeństwem. Niestety jak się wydaje – kryteria wyboru kandydatów na europarlamentarzystów były całkowicie chybione, znalazło się tam wielu ludzi przypadkowych, bezmyślnych, dbających wyłącznie o własne interesiki i kariery, zabiegających teraz o unijne gaże jako pieniądze których w Polsce – jako artyści, naukowcy czy „ludzie pióra” – nigdy by nie zarobili.
Ważne jest zadbanie o gospodarkę, o własny rozwój, ale w takich dziedzinach które generują nowe (odtworzenie niedawno zlikwidowanych) miejsca pracy szczególnie w produkcji i przetwórstwie, bo tylko to pozwoli zmniejszyć bezrobocie do granicy tzw. naturalnego czyli przynajmniej zapobiec wielkiemu, nadciągającemu dziś protestowi społecznemu.

10/01/2013

Bezrobotni – w podłym państwie Platformy Obywatelskiej.

Już samo określenie „bezrobotny” – jest patologiczne; to paskudny rusycyzm, kojarzący się nieodwołalnie z negatywną jak dotychczas, paskudnie „ruską” konotacją cywilizacyjną, jakby to była jakaś rasa czy gatunek „podludzi”, albo nawet jakieś zwierzątka…
Mam tu jednak na myśli głównie osoby w wieku produkcyjnym, zdolne i chętne do pracy a pozbawione zatrudnienia, będące w wieku od około 45 lat – do wieku emerytalnego.

Nieodpowiednia polityka władzy wytworzyła jednak przez dziesięciolecia konkretny i dość negatywny obraz osoby niezatrudnionej (bezrobotnej); stereotyp istnieje, funkcjonuje i straszy do dziś, pomimo że w sposób oczywisty jest dziś błędny. W powiatowych lub miejskich urzędach pracy nie widzi się dziś osób wyglądających na alkoholików nadających się tylko do leczenia, ale stereotyp: bezrobotny to pijak który wcale nie chce pracować – nadal tkwi w indoktrynowanych przez komunę a ostatnio – przez prasę tabloidową – umysłach.
Niestety bardzo mało widzi się tam także i osób starszych. Statystyki potwierdzają to, co wynika z logiki i musiało być oczywiste dla władzy, prędzej czy później musiało się stać; już około połowa osób bezrobotnych w tym przedziale wiekowym stała się nieaktywna zawodowo w sposób trwały. Po prostu przestali szukać „tego czego nie ma” czyli pracy najemnej, przestali już rejestrować się „tam gdzie ich nie chcą” czyli w urzędach pracy, przestali oczekiwać czegokolwiek od tego państwa, a zwłaszcza – pomocy. Przypuszczam, że osoby takie w większości przyjęły po prostu jakieś określone obowiązki w swoich rodzinach, pozostając na ich utrzymaniu, być może „dorabiając” sobie doraźnie i okazjonalnie, nie całkiem oficjalnie…
Trudno się dziwić; to po prostu racjonalne przy takim stanie państwa, przy tej władzy i jej obowiązującej ideologii. Racjonalne z ich osobistego punktu widzenia, ale nie z punktu widzenia interesu całego społeczeństwa. Dlaczego to jednak „pojedynczy” obywatel zagrożony w swoim istnieniu ma się bardziej przejmować „interesem ogólnospołecznym” niż władza, która od tego jest. Mimo to – zarejestrowanych osób dla których nie ma zatrudnienia jest ponad dwa miliony. To już 13% ludności w wieku produkcyjnym. Władza oczekuje dalszego wzrostu tej liczby – do 14, 15 a może i nawet 16% na koniec bieżącego roku. Nikt się nie zastanawia a już z pewnością nie władza, co zrobić, by te prognozy nie spełniły się. Nikt nie umie powiedzieć a już z pewnością nie władza, czy wszyscy ci ludzie zarejestrowani spełniają idiotyczne wymogi dla posiadania statusu bezrobotnego, sformułowane przez „ustawę o promocji zatrudnienia”, za co ci ludzie w rzeczywistości żyją itp. Władzy to zresztą najwyraźniej zupełnie nie obchodzi. Z danych statystycznych wynika, że średnio tylko 16 na 100 bezrobotnych otrzymuje czasowy zasiłek dla bezrobotnych, pozwalający nadal szukać pracy. A pozostałe 84%? Łatwo wyliczyć, że 84% z dwóch milionów zarejestrowanych – to 1.680.000 osób, które nie otrzymują zasiłku, nie wolno im też w myśl ustawy zarobić więcej niż 556 zł miesięcznie netto, ale muszą aktywnie szukać zatrudnienia, być stale w dyspozycji PUP itp.
Dla społeczeństwa to ogromna strata, ale państwo jest w rękach konkretnej władzy a władza ma to w konkretnej przysłowiowej…

Czasy się zmieniły, zmienił się obraz bezrobotnych ale stereotyp pozostał i skierowanie do pracy jakie daje PUP – jest najgorszą z możliwych rekomendacji wobec przedsiębiorcy zatrudniającego. Władza (ministerstwo, wojewódzkie urzędy pracy) bawi się w programy, projekty badawcze, programy pilotażowe, przedsięwzięcia szczodrze i ochoczo finansowane z funduszy unijnych, kwitnie przy tym życie towarzyskie, korporacyjne, bardzo wielu ludzi – oczywiście spoza grupy tych bezrobotnych – ma przy tym niezły dochód, zajęcie zarobkowe, etat, premie, nagrody… A bezrobocie – rośnie, narasta nędza i apatia… pogłębia się obszar nędzy i wykluczenia społecznego, coraz trudniej jest już choćby zarejestrować się w urzędzie pracy.
Europejski Fundusz Społeczny finansuje różne programy operacyjne, a wśród nich Program Operacyjny – Kapitał Ludzki (PO-KL). Wiele wskazuje na to, że to… kryptonim programu zbijania „kapitału” przez „ludzi”, tak zwanych „swoich” – czyli „elitę” – na funduszach oficjalnie publicznych i oficjalnie – pomocowych. Tak twierdzą złośliwcy, ale z drugiej strony – tłumaczy się, że to rzekomo człowiek, obywatel, mieszkaniec w tym kraju jest „kapitałem”, w który należy inwestować – a pomaga w tym Europejski Fundusz Społeczny. To bardzo piękne i wzniosłe – jak flaga i hymn europejski…

Ponieważ wszelkie tradycyjne działania przeciwdziałające bezrobociu zawodzą, PO-KL wyłonił odrębną grupę tzw. projektów innowacyjnych, mających stworzyć nowe, bardziej skuteczne metody i narzędzia do walki z bezrobociem. Idea była taka: niech powstanie wiele projektów działań innowacyjnych, które zostaną poddane procedurze konkursowej jak wszystkie projekty PO-KL pretendujące do finansowania unijnego, pozwoli to wyłonić pewną liczbę najlepszych projektów do realizacji. Chodzi jednak o takie, których realizacji miałaby cechę nowego standardu, powtarzalności, stanowiłaby po prostu nowe, wcześniej nie istniejące narzędzie, sprawdzone w konkretnych warunkach i możliwe do zastosowania przez różne ośrodki zajmujące się „zmniejszaniem bezrobocia”. Program Innowacyjności ruszył w 2009 roku. W jego wyniku powstała seria „produktów” czyli takich właśnie standardów metod działania, coś jak przepis na oryginalne, jeszcze nie znane a pożywne naleśniki – sprawdzony praktycznie przez kucharkę która go wymyśliła, dający powtarzalne wynik w różnych kuchniach, barach, stołówkach.

Otrzymałem właśnie część 2 tego przeglądu, oczywiście przepięknie wydaną, na najwyższej jakości satynowym papierze kredowanym, w pełnym kolorze i z miejscowymi wybłyszczeniami na matowo-jedwabistej okładce… no cudo sztuki drukarskiej. Pieniądze jak widać – są (w tym wypadku – były). A to się bezrobotni tracący wszelką nadzieję i przymierający głodem ucieszą, że tak pięknie się dla nich pisze… zamiast pomóc…
Dostępne są dziś katalogi owych produktów, podzielone na cztery przyjęte obszary działań: Adaptacyjność; Dobre rządzenie; Edukacja i szkolnictwo wyższe; Zatrudnienie i integracja społeczna.
Każdy z takich produktów określa przeznaczenie, beneficjenta ostatecznego, cel, charakterystykę działań i kontakt do twórców tego narzędzia. Najczęściej zawiera „podręcznik użytkownika”, materiały dodatkowe, film promocyjno – instruktażowy itp.
Wśród opisanych tam narzędzi uwagę moją zwrócił model zatrudnienia wspomaganego, indywidualnej ścieżki kariery dla osób w wieku produkcyjnym powyżej 45 lat, czyli ogólnie dotychczas określanych jako „50+”.
Twórcy projektu zmierzającego do stworzenia gotowego narzędzia dla publicznych i niepublicznych instytucji „rynku pracy” włożyli wiele wysiłku w rozwiązanie problemu bezrobocia w tej grupie pracowniczej… za wyjątkiem sięgnięcia do jego przyczyny. Mottem tego projektu było stwierdzenie, że osoby w wieku produkcyjnym powyżej 45 lat są rugowane z rynku pracy, traktowane jako „kłopot” przez samych pracodawców oraz instytucje obsługi rynku pracy. Posłużono się tu analogią do angielskiego określenia: „to be like a hot potato”, – dosłownie – „być jak gorący ziemniak”. Domyślnie – chodzi o – parzący każdego chętnego w ręce – ziemniak pieczony, właśnie wyciągnięty z ogniska. Tak określono problem zatrudniania ludzi w tym wieku jako przez wszystkich odrzucany, niejako „parzący w ręce”, problem którego nie da się rozwiązać i najlepiej go podrzucić, właśnie jak gorącego ziemniaka – komuś innemu, byle się jak najszybciej pozbyć i nie mieć z nim już do czynienia.
Problem tak właśnie jest traktowany i dlatego od lat nie jest załatwiony. Określenie jest trafne jako obserwacja, choć dość nieprzyjemne…

Wynikałoby stąd, że załatwienie tego problemu musiałoby odrzucić na wstępie takie podejście i zająć się wreszcie tą sprawą dokładnie, metodycznie i „od początku do końca”. Dlatego projektodawca zaangażował spory aparat badawczy w ciągu 4 miesięcy początkowego etapu prac, jak i później. Były to trzy etapy: prace planistyczne, badania terenowe – głównie w postaci wywiadów oraz prace sprawozdawcze mające sformułować wnioski z tych badań. W drugim etapie powołano grupę roboczą, przeprowadzono warsztaty robocze, następnie zorganizowano konferencję inaugurującą, przeprowadzono serię konsultacji, następnie zorganizowano czterodniową konferencję roboczą w Finlandii w celu zasięgnięcia z doświadczeń i zdobyczy fińskich służb zatrudnienia w związku z tym problemem, po tym pracowano nad roboczą wersją „produktu” już w kraju ale z udziałem fińskich ekspertów. I wreszcie – nad strategią wdrożeniową.
W dalszym etapie powołany został zespół wdrażający, który wysłany został do Finlandii na tygodniowy staż „celem nabycia doświadczenia w pracy operacyjnej” u fińskiego partnera projektu…
    … nie, nie; w tym co piszę nie ma intencji ekstra krytycznych, jakiegoś szyderstwa, choć czytający zapewne od dłuższej chwili zadaje sobie – znając przecież efekt – proste pytanie: ile to wszystko kosztowało.
To projekt innowacyjny w dużym stopniu dofinansowany przez Europejski Fundusz Społeczny. Może i kosztowało, ale jak sądzę nie szkoda byłoby tych pieniędzy, gdyby to miało autentycznie coś dać, dać skuteczne narzędzie do rozwiązania ogromnego problemu społecznego a nawet dla niektórych (już tylko niektórych) – problemu etycznego.
Nie będę już opisywał dalszego procesu wstępnego wdrożenia lokalnego (warmińsko-mazurskie), tworzenia produktu finalnego, upowszechniania i wdrażania.
Ostateczna ewaluacja odbyła się pod koniec ubiegłego roku.
Czy ktoś słyszał o nagłym wzroście zatrudnienia osób ze wspomnianego przedziału wiekowego – w tamtym regionie lub tym bardziej – w całym kraju?
Nie.
Odwrotnie; problem narasta, rośnie bezrobocie, rośnie procent osób całkowicie wycofujących się z rynku pracy i z aktywności zawodowej.

Ktoś zapyta: dlaczego tak się dzieje?
Przypomina mi to sytuację w tym kraju z lat siedemdziesiątych a nawet i jeszcze później, tuż po „rozmyciu się” stanu wojennego – gdy pojawiały się często przeróżne inicjatywy działania albo choćby dyskusji o różnych problemach i wszystkie one prędzej czy później … rozbijały się o mur nie do przebycia. Tym murem była tak zwana „generalna linia partii” – Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej; linia poniekąd dość gruba by wprawni mogli na niej swobodnie „balansować”, ale jednak dla reszty jaskrawa i sztywna.
W opisanym tu przypadku – nie zadano sobie po prostu na wstępie jednego zasadniczego pytania: dlaczego problem osób 45+ jest „jak gorący ziemniak”! Jeśli nie chodziło tu od początku o cyniczne żerowanie na EFS pod pozorem „pomocy bezrobotnym”, to zabrakło podstawowej refleksji: problem ten jest nierozwiązywalny bo wynika on z podstawowych założeń polityki Platformy Obywatelskiej. Każdy kto się do jego rozwiązania przymierzał, wreszcie rozumiał, że tego się zmienić nie da, bo tak ma być! Po prostu – taka jest „generalna linia” partii Donalda Tuska. Takie są nienaruszalne założenia ideologiczne PO. Pokolenie to jest „spisane na straty” przez władzę, no bo jeśli pracodawca ma mieć całkowitą swobodę, nie być niepokojonym nawet przez prawo – to ktoś musi być bezrobotny, musi walczyć o przetrwanie, stoczyć się na poziom śmietnika i zamarznąć zimą w kontenerze na śmieci lub zginąć w inny podobny podły sposób. Władza nie chce tego rozwiązać i zainteresowani to widzą; wyłącznie dlatego problem jest uznawany za zasadniczo nierozwiązywalny… co jednak nie oznacza, że nie można zarobić na jego badaniu i tworzeniu „produktów innowacyjnych”.

Powiedzmy jasno: nie ma żądnych podstaw do oskarżania inicjatorów takich projektów o cynizm, nieuczciwość, ale faktem jest, że nie widać też – może poza samym Elblągiem – efektów. Wręcz przeciwnie – jest coraz gorzej.
Problemem zasadniczym dla tej sprawy autorzy projektu nie zajęli się wcale a jest nim odmowa zatrudniania osób w tych granicach wiekowych przez pracodawców, oraz „zwijanie” gospodarki wraz z likwidacją zatrudnienia w całych jej gałęziach, bez zastąpienia go czymkolwiek innym. Jest to problem polityczny, ideologiczny i dlatego „parzy w ręce” przy dotknięciu. Żeby go rozwiązać – może trzeba po prostu zmienić opcję polityczną i jest to jedyna droga. Ale tego się nie zrobi programem operacyjnym kapitał ludzki finansowanym z unii. Wszelkie nie wiedzieć jak wymyślne i kosztowne pomysły, badanie i projekty będą tylko i wyłącznie marnotrawstwem albo żerowaniem na bezrobociu – dopóki przedsiębiorcy będą mogli mówić: nie zatrudniam nikogo w wieku powyżej 45 lat i już, bo tak mi się widzi. I na dodatek – będą tak mogli bezkarnie mówić z pełną świadomością łamania w ten sposób obowiązującego prawa, które zakazuje uzależniania zatrudnienia kogokolwiek od wieku (nierównego traktowania na rynku pracy ze względu na wiek).
Pracodawcy nie potrafią lub nie chcą wyjaśnić, dlaczego odmawiają zatrudniania tych osób no i też nie muszą; do takich wyjaśnień prawo ich także nie obliguje. Absurdalnie w tym przypadku tak jak i w wielu dotychczasowych, cała aktywność poszukujących rozwiązania problemu skupiła się nie na gospodarce i pracodawcach, czyli u jego źródła; skupiła się na bezrobotnych nie mogących znaleźć zatrudnienia a nie na tych, którzy im z nieznanych powodów zatrudnienia z zasady odmawiają.
A mogą odmawiać, mogą w ogóle robić co chcą, nie obowiązuje ich obowiązujące prawo (umowy śmieciowe) a jeśli już – to ciągle domagają się jego natychmiastowej zmiany. Konfederacja Pracodawców Lewiatan – czuwa!
Walka z bezrobociem nakierowana jedynie na samych bezrobotnych będzie przegrana i musi być przegrana, gdy nie obejmie również praworządności, mentalności i interesu pracodawców oraz stymulowania szybkiego odtworzenia potrzebnej ilości miejsc pracy, polityki gospodarczej, zagranicznej i fiskalnej na to nakierowanej.
Wszystko ideologia polityczna Platformy Obywatelskiej rzuciła „pod nogi” przedsiębiorcom, rezygnując z niezbędnego jak dotychczas interwencjonizmu państwowego, także i te kilkaset tysięcy (ok. pół miliona) ludzi w wieku „50+” czyli wieku najlepszej wydajności i aktywności, najwyższej harmonii pomiędzy możliwościami a doświadczeniem. Oczywiście nie ma nigdzie oficjalnych zaleceń czy instrukcji władzy dla pracodawców w tym względzie; wystarczyło danie przyzwolenia: jest wolność -„róbta co chceta”.
„Tera k… my!”

Gospodarka ma charakter rynkowy, ale przy tym właśnie niezbędne są czasem zdecydowane i celowe interwencje państwa (w interesie społecznym), natomiast państwo – milczy. Tusk zajmuje się Kaczyńskim i harataniem w gałę. Kaczyński natomiast – Smoleńskiem i harataniem w Tuska… czas leci, ludzie się staczają, bezrobocie rośnie… Jak będzie tragedia, to się zrzuci winę na „kryzys” i na „niewidzialną rękę”…
Wydaje się więc, że istotnie „najlepszy” pomysł na to, co zrobić z ludźmi w wieku „gorącego kartofla” – wymyślił sam Donald Tusk; poczekać… aż sami… ostygną… † † † † † † † † † † † †

Im drożej - tym lepiej...

11/08/2012

Brak miejsc pracy! Aktywizujcie przedsiębiorców a nie bezrobotnych!

Najbardziej dziwne jest to, że wszelkie działania jakie są dotychczas podejmowane w celu powrotu do pracy osób bezrobotnych z grupy wiekowej zwanej „50 plus” – są adresowane czy kierowane do tych bezrobotnych.
Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że to paskudna pozostałość po ustroju gospodarczym PRL-u, kiedy nie było problemu „braku miejsc pracy” a sama praca była podstawowym obowiązkiem obywatelskim. Kiedy trzeba było zatrudnić człowieka, to zawsze znajdowało się dla niego miejsce pracy, a jeśli były z tym trudności – to owo miejsce pracy było dla niego tworzone. Oczywiście aż strach wspominać o konsekwencjach ekonomicznych tego, ale ponieważ pracodawcą było państwo, jakoś się one „rozmydlały” w całości – tak że nie rzucały się w oczy zbyt dociekliwych ekonomistów, szczególnie tych co się naczytali wrogiej ideowo, fachowej kapitalistycznej literatury zachodniej…

Dziś łatwo jest tak sobie pokpiwać z tego, ale przyznam, że inaczej nie umiem sobie wytłumaczyć tego zadziwiającego do dziś zjawiska, że nikt nie wiąże bezrobocia z gospodarką, ze sferą przedsiębiorstw a wyłącznie kojarzy się ten problem z ludźmi, szczególnie tymi zarejestrowanymi w urzędach pracy.
Moim zdaniem to ewidentna pozostałość dawnego ustroju, pozostałość w umysłach obecnych polityków i urzędników w większości w „komunie” niegdyś dorastających.

Tymczasem bezrobocie dotyczy przecież stanu gospodarki, bo polega na redukcji ilości miejsc pracy stosownie do redukcji potrzeb i możliwości ekonomicznych przedsiębiorstw, przekładającej się na redukcję zatrudnienia. Bezrobocie to brak miejsc pracy a nie brak aktywności ludzi w wieku produkcyjnym. Owszem: ten "brak aktywności" jest dramatycznym skutkiem bezrobocia a nie jego przyczyną.

Zjawisko to ma oczywiście swoje odzwierciedlenie w urzędniczej nowomowie, w bełkocie specyficznego języka urzędowego a jednym z takich ulubionych przez urzędników durnych określeń jest „aktywizacja bezrobotnych”. To nosi po prostu znamiona jakiejś gigantycznej paranoi, że powołano ogromną machinę tzw. instytucji rynku pracy a nie stworzono w rzeczywistości autentycznego i zrównoważonego rynku pracy, ponadto cała ta machina obraca się wokół człowieka pozbawionego zatrudnienia i jego chce koniecznie „aktywizować” pomimo że w rzeczywistości trzeba aktywizować gospodarkę, która zlikwidowała miejsce pracy tegoż bezrobotnego i nie wytworzyła dla niego innego miejsca pracy. W ten sposób kosztem gigantycznego marnotrawstwa środków publicznych szkoli się osobę bezrobotną, doradza się jej, wspiera się ją psychologicznie, motywuje do ciągłego biegania i szukania tego – czego nie ma – a ostatecznie i niezmiennie osoba ta po prostu „odbija się” od muru niemożności niezmiennie i niezależnie od natężenia swojej aktywności dowiadując się, że żadnego miejsca pracy dla niej nie ma!

Przecież to jest jakieś szaleństwo, obłęd ludzi odpowiedzialnych w rządzie za sferę gospodarki i pracy! Trzeba to natychmiast przerwać! Niestety; w najbliższej przyszłości nie widać szans na zmianę tego absurdalnego stanu. Z jednej strony zapowiada się wyhamowanie gospodarki w najbliższym roku, pogorszenie sytuacji, czyli prędzej – dalsze redukcje zatrudnienia zarówno w gospodarce w sferze przedsiębiorstw jak i konieczność oszczędności wydatków państwa w sferze budżetowej. Z drugiej strony w obecnym czasie trwa właśnie weryfikacja, kwalifikacja i ocena nowych projektów EFS z dofinansowaniem unijnym, dotyczących „aktywizacji bezrobotnych” poprzez szkolenia i inne formy działania jakie przewiduje ustawa o promocji zatrudnienia a jakie są w tej sytuacji absolutnie nieskuteczne.
Wszystko więc wskazuje na to, że wspomniany „chocholi taniec”, polka „platformerska” wokół bezrobocia będzie trwał nadal.

W tym wszystkim zapomniano tylko o najważniejszym: o tym, że zaledwie 17 na 100 bezrobotnych statystycznie licząc ma prawo do czasowego zasiłku dla bezrobotnych a pozostali, w tym szczególnie osoby w wieku 50 plus – nie posiadają takiego prawa i nie maja innego źródła środków niezbędnych do życia. Widać tu ewidentnie znieczulicę, tumiwisizm, ograniczenie moralne urzędników i decydentów mające swoje źródło w ideologii rządu Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej. Sytuacja staje się dramatyczna i nie widać żadnych możliwości powstrzymania zaplanowanego i realizowanego już scenariusza, poza ewentualnym (bardzo mało prawdopodobnym) bardzo licznym, głośnym i spektakularnym protestem społecznym, który jak dotychczas czasem potrafił wyrwać rządzących z letargu samouwielbienia i z poczucia bezkarności, z nieodpowiedzialności.

Są więc dwa problemy: działania zwalczające bezrobocie muszą zostać nakierowane na gospodarkę (tworzenie czy odtwarzanie miejsc pracy) a nie na osoby bezrobotne których aktywność w poszukiwaniu zatrudnienia jak dotychczas rozbija się o brak zapotrzebowania na ich pracę.

Drugi pilny problem – to brak środków do życia trapiący wielu ludzi długotrwale już bezskutecznie poszukujących zatrudnienia, szczególnie z grupy 50 plus. Ten problem wymaga moim zdaniem pilnego wdrożenia jakiegoś nowego doraźnego rozwiązania, bo nie może on zostać rozwiązany ani w ramach zasiłków dla bezrobotnych (z powodu przepisów) , ani też w ramach funkcjonowania ustawy o pomocy społecznej. Istniejące przepisy muszą być pilnie znowelizowane, albo uzupełnione o szczególną, celową pomoc adresowaną do osób długotrwale bezrobotnych aktywnie poszukujących zatrudnienia, które nie mają już lub w ogóle nie miały prawa do zasiłku dla bezrobotnych wynikającego z ustawy o promocji zatrudnienia. Musi powstać na czas kryzysu dodatkowa forma jakiegoś świadczenia dla tej grupy bezrobotnych, być może współfinansowanego z budżetów powiatów czy gmin, gdyż jak to uzasadniałem we wcześniejszym felietonie – pozostawanie w gotowości do podjęcia zatrudnienia wymaga posiadania przez cały czas minimalnych środków do zaspokojenia podstawowych potrzeb bezrobotnego, i w tym sensie zasiłek dla bezrobotnych powinien być przyznawany co miesiąc aż do chwili rzeczywistego zatrudnienia, niezależnie od czasu poszukiwania tego zatrudnienia. Dziś bezrobotni z grupy 50 plus zostali bez środków do życia, porzuceni przez państwo, odtrąceni przez społeczeństwo, zdani wyłącznie na siebie i pomoc swoich ewentualnych bliskich – co z kolei jest formą ukrytego, nielegalnego opodatkowania osób zatrudnionych i emerytów na rzecz utrzymania osób bezrobotnych, od czego się państwo odżegnuje łamiąc przy tym obowiązujące zapisy Konstytucji RP.

Państwo Platformy Obywatelskiej udaje, że nie ma żadnego państwa, nie ma obowiązków, nie ma też żadnej Konstytucji, albo ona "nas nie obowiązuje"…

21/07/2012

Światełko w tunelu…?

Minister Finansów zgodził się – na wniosek Ministra Pracy Władysława Kosiniak – Kamysza na uruchomienie części środków Funduszu Pracy (od ponad roku „zamrożonego”) w kwocie 500 milionów zł na potrzeby przeciwdziałania bezrobociu. Kwota ta jest przeznaczona dla powiatów o najwyższej stopie bezrobocia, na pomoc w zdobyciu zatrudnienia dla grup wymagających priorytetowego wsparcia. Za takie grupy uznaje się bezrobotne osoby w wieku do 30 lat oraz w wieku powyżej 50 lat, tzw. osoby w „szczególnie niekorzystnej sytuacji na rynku pracy”.
Niestety informacje prasowe jak zwykle świadczą o niezrozumieniu sytuacji. Na przykład artykuł w Dzienniku – Gazecie prawnej:

http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/634162,fundusz_pracy_dostanie_z_budzetu_dodatkowe_0_5_mld_zl.html

Przede wszystkim – już tytuł artykułu jest tu idiotyczny. Chodzi tu przecież o pieniądze należące do Funduszu Pracy – które minister Finansów zawłaszczył – traktując je jak część budżetu i „zamroził” na potrzeby Ministerstwa Finansów. Kwota 500 milionów to część środków pochodzących z FP oddana (zwrócona) ponownie do dyspozycji Funduszu a nie żadne „dodatkowe środki” z budżetu. Funduszem Pracy w myśl ustawy zarządza Minister Pracy wraz z Komisją Trójstronną, nie wiadomo więc co ma tu w ogóle do powiedzenia Minister Rostowski…
Minister Pracy szacuje, że środki te powinny pomóc w przywróceniu do pracy ok. 80 tysięcy osób. Skuteczność planowaną wykorzystania tych środków minister szacuje na poziomie 50%, co jest po prostu dyktowane treścią oficjalnych danych trafiających do ministerstwa. Kierując się realizmem – niestety trzeba zastrzec, że tego rzędu skuteczność instytucji rynku pracy (traktowanych łącznie) – jest niemożliwa do uzyskania przy takim jak dziś podejściu ideologicznym władzy, choć wykazywana jest w sprawozdaniach od lat.

Ciekaw jednak jestem, czy Minister Pracy zdaje sobie sprawę, że jest to fikcja, dane „naciągane” do granic przyzwoitości.

Ale rzeczywista skuteczność w dokładnym rozumieniu tego określenia jest dużo niższa. Podawałem już taki przykład co do skuteczności szkoleń zawodowych jako formy przekwalifikowań mających doprowadzić do trwałego zatrudnienia osób szkolonych. Jeśli kobieta jest kierowana na kurs księgowości, po 6 a czasem i 20 tygodniach szkolenia oraz zdaniu końcowego testu dostaje dyplom po czym wraca do rejestru bezrobotnych, a po dalszych kilku miesiącach samodzielnego poszukiwania zatrudnienia – udaje się jej dostać pracę sprzątaczki – to skuteczność tego szkolenia powinna być wykazana w ustalonym okresie kontrolnym jako zerowa. Skuteczność działań polegających na kursie księgowości dla bezrobotnych może być mierzona wyłącznie ilością osób przeszkolonych na tym kursie, które następnie uzyskały „trwałe” zatrudnienie w dziedzinie księgowości (w tej dziedzinie której dotyczył kurs). Tymczasem urzędnicy celowo ukrywają ten prawdziwy obraz, wykazując odrębnie ilość szkoleń czy wartość pomocy bezrobotnym w formie szkoleń, w innym miejscu – ilość osób spośród biorących udział w szkoleniach – które w okresie kontrolnym znalazły zatrudnienie (i tu ilość ta oscyluje wokół 50%) ale świadomie pomija fakt, czy ta praca ma cokolwiek wspólnego z tymi konkretnie szkoleniami. To po prostu kwestia definicji, która musi zostać urzędnikom PUP narzucona. Dla urzędnika celem kursu jest odbycie kursu i wydanie uczestnikom papierków (zaświadczeń o ukończeniu) z którymi powracają oni do rejestru bezrobotnych a urzędnik – idzie wtedy do kasy po wynagrodzenie „za szkolenie bezrobotnych” – zadowolony ze swojej wspaniałej działalności.

Skandalem jednak – pomijając już fakt wyżej wspomnianego oszustwa sprawozdawczego – jest, że zgodnie z zamiarami ministerstwa – środki te zostaną przyznane głównie Urzędom Pracy o najwyższej skuteczności. Przecież oczywiste jest, że należy to rozpatrywać z punktu widzenia potrzeb konkretnego człowieka pozbawionego pracy a nie – urzędników. Bezrobotny nie jest winien że PUP w którym jest zarejestrowany ma słabą skuteczność, bo to zależy od urzędników i samorządu powiatu. Jeśli mielibyśmy go uznać za winnego, to chyba tylko tego, że dotychczas nie złapał „kałacha” i nie wystrzelał tych wszystkich urzędasów jak nie przymierzając jeden Jakub Szela kosą – chłopskich ciemiężycieli. Bezrobotny nie dość że poszkodowany tą niską skutecznością nie znalazł zatrudnienia, to jeszcze teraz drugi raz zostanie ukarany nie za swoje winy, bo nie będzie miał żadnej korzyści z tych środków. Nie tylko nie wolno karać bezrobotnych za niską skuteczność urzędników – bo to Minister powinien rozliczać kanałami służbowymi – drogą kontroli wewnętrznej z przyczyn niskiej skuteczności urzędów, a nawet wręcz przeciwnie: po wyciągnięciu wniosków służbowych, zmianie dyrektorów PUP – przekazać tam wyższe środki by pomóc w uzyskaniu zatrudnienia wcześniej poszkodowanym przez urzędników ludziom.
Równocześnie z ukazaniem się tej informacji – rozpoczęły się przewidywane, trwające już od pewnego czasu „manewry” sił zainteresowanych dobraniem się w jakiś sposób do tej „skarbony”.

Niektórzy mówią, że “pieniądze nie śmierdzą” co nie jest prawdą, ale nawet gdyby – to widocznie wydają z siebie jednak jakiś zapach na który coraz więcej ludzi w tym kraju reaguje amokiem. Na zapach takiego “szmalu” zaczynają spływać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki „dobre rady” dla Pana Ministra Pracy – na co najlepiej przeznaczyć, wydać te pieniądze. Zasada jest prosta: na co najlepiej wydać to ja najlepiej wiem, więc najlepiej dajcie je mi (mojej organizacji pozarządowej, firmie doradczej, agencji pracy) do dyspozycji…
Ktoś już namawia, by wydać tę kwotę na „programy pilotujące, poszukujące nowych innowacyjnych rozwiązań dla rynku pracy…” no i łatwo sobie wyobrazić skutki: żadnych nowych miejsc pracy, bezrobocie jeszcze wyższe niż było, setki broszur i biuletynów psu na budę z bezczelnym biurokratycznym bełkotem o innowacyjności w programach pilotażowych, wydanych w najdroższej drukarni na najlepszym kredowanym papierze a gdy się pieniądze skończą to się pilot katapultuje…

Dla bezrobotnych – żadnego rzeczywistego pożytku.

Zgłaszają się idąc za oparem szmalu różne agencje i organizacje „do walki z bezrobociem” – która polega chyba tylko na tym, że tylko dzięki takiej pozorowanej działalności ludzie tam zatrudnieni sami nie stają się bezrobotni, choć powinni.

Z kolei słynny już we wszech mediach Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan – raczej widziałby miejsce utopienia tych pieniędzy w dotowaniu tworzenia miejsc pracy. Skutek byłby jak najbardziej dla pracodawców korzystny; pieniądze te – pochodzące jak by nie było z ich składek – powróciłyby w ten sposób do ich kieszeni, w postaci opłacania im przez jakiś czas pracownika „za darmo” (czyli na koszt Funduszu Pracy stworzonego ze składek przez nich wpłacanych). Bezrobotny przestałby być bezrobotny na specjalnie dla niego stworzonym stanowisku pracy, na całkowity koszt dotacji z Funduszu Pracy i tam mógłby pracować za najniższe możliwe wynagrodzenie, na chwałę konta bankowego swojego dobrodzieja, a po wyczerpaniu się dotacji – stanowisko byłoby zlikwidowane, bezrobotny zwolniony i zarejestrowany ponownie w PUP i znów bezrobocie… znów „brak pieniędzy na aktywizację bezrobotnych”… ale już tym razem brak i w ministerstwie i w Funduszu Pracy.
Przebija z tego nie tylko kompletny brak jakiegokolwiek długofalowego programu gospodarczego rządu. Przebija – wspomniany „amok” wyrażający się skrajnym cynizmem, psychopatycznym stosunkiem do pieniędzy, zarobku,interesu,zysku, także i odczłowieczeniem w tym się objawiającym.

Premier milczy… Premier Tusk bardzo nie lubi robić błędów, a wiadomo, że – jak mówi stare przysłowie – nie myli się tylko ten, co nic nie robi, więc…

Ciekawe jest więc mimo wszystko – jak Minister Pracy sobie poradzi z manewrowaniem wśród tych wszystkich egoistycznych interesów i cynicznych ludzi – hien cmentarnych widzących oczyma wyobraźni wyłącznie swój ewentualny przyszły zysk, zdobyty nawet i na grobach bezrobotnych. Mam nadzieję, że Pan Kosiniak Kamysz zdaje sobie sprawę wśród jakich ludzi pracuje, z jaka ideologią ma do czynienia w tym kraju.

Platforma Obywatelska ze swoją ideologią – rzeczywiście zbudziła w Polakach demony…

Jestem zainteresowany rzeczywistą i skuteczną pomocą osobom pozbawionym zatrudnienia. Szczególnie osobom w wieku po 50 roku życia, które zostały całkowicie bez szans i bez pomocy – takim jak ja. Będę się przyglądał na los tych 500 milionów, ale tym razem moje wnioski przekażę Komisji Europejskiej w odpowiedniej skardze lub petycji, komisji kontrolnej Europejskiego Funduszu Społecznego oraz Parlamentowi Europejskiemu.

10/07/2012

Można - gdy się chce.

Motto: „Bardzo głodni ludzie prędzej czy później zjadają… kucharza.”
Gdy się nie chce – zawsze znajdzie się dobre usprawiedliwienie.

Skoro czołowi komentatorzy grzecznie zajęli się kolejnym planowanym tematem „taśm PSL” podrzuconym „mediom” przez politycznych administratorów „mainstreamu” – jak tłuczone kartofle ze śmietaną – do koryta, to znak że koniecznie trzeba się zająć… problemem skutków bezrobocia.
A problem narasta; wystarczy wspomnieć że wg danych GUS za czerwiec – stopa bezrobocia drgnęła zaledwie o 0,1% – pomimo, że to był przecież miesiąc „Euro 2012”, które miało zadziałać ożywczo i stymulująco na gospodarkę i zatrudnienie w Polsce. Trudno wątpić, że ten bodziec w postaci mistrzostw zadziałał – bo musiał zadziałać; tym bardziej niepokoi, że ożywienie powstałe dzięki temu tak łatwo zostało zneutralizowane przez negatywne czynniki pochodzące z gospodarki a zwłaszcza z antyspołecznej postawy Władzy. Przy tym mało mnie raczej pociesza, że inne partie, praktycznie nic nie mające do powiedzenia w polskiej polityce prócz ciągłego i nieraz wręcz żenująco „imbecylnego” bełkotu kilku nawiedzonych „działaczy” – są równie antyspołeczne co PO.
Niestety w sprawach bezrobocia władza stworzyła i rozwija szczególną „nowomowę biurokratyczną” – operującą hasełkami, utartymi a pustymi znaczeniowo zbitkami słownymi, uogólnieniami i stereotypami. To pozwala „cudownie” zapełnić sprawozdania, tworzyć masę pism „o niczym” pod hasłem np. „aktywizacja bezrobotnych”. Już samo paskudne i poniekąd obelżywe słowo-rusycyzm „bezrobocie” i pochodzące od niego idiotyczne wytwory np. „być na bezrobociu” – są wystarczającym przykładem trudnej rzeczywistości.
Rzeczywistym problemem obecnie staje się brak środków do podstawowego utrzymania się – osób pozbawionych możliwości zatrudnienia.

Pisałem o tym wielokrotnie, ale trzeba przypomnieć (są tacy „odporni” do których nie dociera).
Brak pracy dla osoby predysponowanej do pracy najemnej – jest już sam w sobie dużym problemem psychicznym, porównywalnym z reakcją człowieka zdrowego i czynnego zawodowo – przechodzącego na emeryturę; to szok który potrafi nawet „zabić” w przeciągu kilku miesięcy, czego niezliczone przykłady znamy wszyscy z „życia”.

Istotniejszy jest efekt materialny, o którym także już wiele razy pisałem i który nawet i bez tego jest po prostu oczywisty. Chodzi o kręgi zawodowo–towarzyskie diametralnie mi obce, więc – co o tym myślą ludzie władzy, czy sam ostatnio nieskory do wynurzeń, czyli mówiąc kolokwialnie zachowujący się jak typowy „buc” (na zasadzie definicji tego określenia wypracowanej przy okazji „sprawy Oleksego”) sam „herszt” – nie potrafię się nawet domyśleć: zapewne jest to coś skrajnego, ale głupota… czy zdziczenie…?
Poza problemem samopoczucia psychicznego, poczucia wartości czy godności – co równie dotyka młodych i starszych, jest przecież banalny ale zasadniczy problem podstawowych kosztów utrzymania. Jest to ważne nawet i nie tylko na płaszczyźnie osobistej i prywatnej, ale też ma związek z definicją ustawową osoby bezrobotnej, która ma z definicji nie posiadać dochodów pochodzących z wynagrodzenia, ale też i zachowywać przez całe lata (przeciętnie w grupie 50+ już nawet ponad 3 lata bezowocnego poszukiwania zatrudnienia) zdolność i gotowość do natychmiastowego podjęcia zatrudnienia w pełnym wymiarze pracy przewidzianym dla danego zawodu. O „cudach życia za darmo” także już pisałem kilkakrotnie.

Jak podają dane GUS – dostępność czasowego zasiłku dla bezrobotnych nawet spadła; jeszcze niedawno było to statystycznie 20% bezrobotnych, jacy w chwili zarejestrowania uzyskiwali prawo do czasowego zasiłku. Dziś dane wskazują, że jest to statystycznie 17%. Taka zmiana jest oczywista gdy w aspekcie Art. 71 Ustawy o promocji zatrudnienia weźmiemy pod uwagę stopniowe i stałe wydłużanie się średniego czasu pozostawania ludzi bez pracy, bezskutecznego zabiegania o zatrudnienie. Bo człowiek dziś – jak przedmiot – jest „wykorzystywany”, „użytkowany” przez pracodawcę, albo spoczywa bezczynnie, i jego wpływ na to jest podobny do wpływu każdego przedmiotu na swój stan. Oznacza to, że ze 100 osób rejestrujących się jedynie 17 otrzymuje prawo do – czasowego z zasady – zasiłku, maksymalnie do 6 miesięcy a w niektórych przypadkach maksymalnie do 12 miesięcy po czym prawo do zasiłku automatycznie wygasa, niezależnie od dalszego braku pracy.
Więc z czego ludzie ci mają się utrzymywać – w zamiarze Rządu. Bo przecież ludzie ustalający takie zasady, ustalający przepisy, autorzy projektu ustawy oraz politycy dziś akceptujący jej obowiązujące zapisy – musieli odpowiedzieć sobie jakoś na to pytanie zanim ustawa weszła w życie. Aż takich „idiotów” tam nie ma, by wierzyli w „życie za darmo” a tym bardziej w „gotowość do podjęcia pracy – bez jedzenia i ubrania” albo choćby w „rzeczywistą pomoc społeczną” – która jest straszliwym, karygodnym „bagnem” wymagającym natychmiastowego i zasadniczego zreformowania, ale z pewnością środków na utrzymanie dostarczającym jedynie swoim pracownikom i dyrektorom a nie bezrobotnym czy potrzebującym pomocy.
Nie widzę innego wyjaśnienia, niż to, że obecny stan jest w pełni znany i akceptowany przez władzę, bo gdyby tak nie było – zostałby on natychmiast zmieniony. A przecież ten „obecny stan” jest społecznie ani nawet humanistycznie nieakceptowalny, woła o pomstę już nie tylko do Nieba ale i wręcz banalnie – do prokuratury!

Podstawowym przepisem hamującym użycie środków Funduszu Pracy na pomoc w utrzymaniu gotowości do pracy osób bezrobotnych – jest Art.71 Ust.1 Pkt 2 Ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Rozumie się „samo przez się” – że intencją tego przepisu było zrównoważenie Funduszu Pracy tak, by sterować wypływem środków w stosunku do ich napływu ze składek płaconych obowiązkowo przez przedsiębiorców zatrudniających pracowników.
Pomijam tu oczywiście niepojętą ingerencję Ministra Finansów Vincenta Rostowskiego w Fundusz Pracy tak jakby był on częścią budżetu państwa a nie celowym funduszem społecznym przeznaczonym na walkę ze skutkami bezrobocia i pozostającym nominalnie w dyspozycji Komisji Trójstronnej. Mam na myśli oczywiście skandaliczne „okrojenie” budżetów Powiatowych Urzędów Pracy przez Ministra Finansów w 2011 i 2012 roku, oraz „zamrożenie” środków Funduszu w wysokości ok. 5.5 miliarda złotych w związku z „potrzebami ministerstwa finansów”. Powoduje to całkowity brak pomocy dla bezrobotnych, poza wypłacaniem nielicznych zasiłków oraz składek na ubezpieczenie zdrowotne dla bezrobotnych, jakichś niemrawych szkoleń dla nielicznych, szkoleń do niczego nie prowadzących. Jeśli np. PUP w Szczecinie w ciągu roku organizuje szkolenia (kursy) w dużej mierze dotowane z funduszy unijnych dla np. 420 osób łącznie, podczas gdy liczba osób bezrobotnych zarejestrowanych w mieście rośnie i dochodzi do 19.000 osób – jest to przysłowiowa „kropla w morzu potrzeb” – tym bardziej, że tutaj zostawia się absolwentów takich kursów samym sobie bez żadnej następującej po nich pomocy a ponadto kursy te są tak organizowane, że nie mogą spełnić roli przekwalifikowania wiarygodnego dla pracodawców.
Antyspołeczna władza instrumentalnie wykorzystuje sytuację, najczęściej w taki sposób, że gdy trzeba usprawiedliwić jakieś „wpadki”, bezczynność lub niekompetencję, albo –

ZAMASKOWAĆ PRZED OPINIĄ PUBLICZNĄ SKUTKI DZIAŁANIA WDRAŻANEJ TERAZ IDEOLOGII, KTÓRA NIE BYŁA W KAMPANII WYBORCZEJ DO PARLAMENTU UJAWNIONA SPOŁECZEŃSTWU.
IDEOLOGIA TA – TO POŚWIĘCENIE WSZYSTKIEGO, WŁĄCZNIE Z LOSEM CZY NAWET ŻYCIEM MILIONA LUDZI – NA RZECZ BUDOWY INDYWIDUALNYCH MAJĄTKÓW CZŁONKÓW „ELITY”.

– to mówi się o „kryzysie globalnym” który wszystko usprawiedliwia, natomiast gdy władza potrzebuje pochwały, atutu – nagle kryzys przeradza się w „zieloną wyspę” europejską akurat tożsamą z „naszym” państwem, to znaczy państwem Platformy Obywatelskiej z którego ruguje się obywateli – osoby w wieku 50+ (jak to mawiał filmowy Kazimierz Pawlak (nie mylić z ludowym Panem Waldkiem) – „choćby ty i zdrów – w ziemię leź”…

Niezbędna jest realna pomoc materialna dla długotrwale pozbawionych zatrudnienia a przedmiotowa ustawa ją wyklucza.
Jeśli jednak tak wiele niepopularnych działań rządu usprawiedliwia się „kryzysem” to i tak samo usprawiedliwione by mogło być zawieszenie lub czasowe uchylenie wspomnianego przepisu a nawet wprowadzenie zasady rejestrowania jedynie faktycznie bezrobotnych, egzekwowanie odpowiedzialności materialnej za nadużycia czy wyłudzenia pod tym względem oraz automatyczne przyznawanie zasiłku każdemu rzeczywistemu bezrobotnemu wraz z realną pomocą w przełamaniu oporów pracodawców w sprawie ich zatrudniania. Jeśli jest kryzys to opanowanie jego skutków wymaga solidarności społecznej oraz realnej walki z przyczynami lokalnymi (wiadomo że globalizacja – „globalizuje” problemy niejako eksportując je do miejsc w których normalnie mogłyby się nie pojawić, ale jednocześnie powinna usprawiedliwiać działania solidarnościowe społecznie niezbędne dokonywane nawet tymczasowo wbrew logice ekonomicznej. Jest miejsce na inicjatywy lokalne, lokalne w skali Unii ale i lokalne w skali kraju, dlatego pomimo globalizacji w różnych miejscach jest nieco inna sytuacja, mniej lub bardziej dotkliwa dla społeczeństwa. Swoją drogą to bardzo ciekawe, że globalizacja nie eksportuje tego co dobre; osiągnięć, sukcesów a jedynie klęski i wypaczenia lub ich skutki… Tu kapitalną rolę odgrywa nastawienie ideologiczne lokalnego rządu państwa unii, po prostu – realizowana tam ideologia polityczna i wynikająca z niej polityka gospodarcza i społeczna. Niestety tu coraz jaskrawiej wychodzi na jaw antyspołeczna ideologia Platformy „obywatelskiej” – skrywana dotychczas skutecznie przed tym durnym społeczeństwem, straszonym na dodatek dla lepszego efektu wyborczego „złym szeryfem”… (głosujcie na nas bo jak nie to do władzy dojdzie… jeszcze gorszy; Kaczyński, Ziobro, Miller, Korwin-Mikke…)


Co do różnic lokalnych trzeba wspomnieć tu o skutkach dużej reformy administracji państwa. Powołanie powiatów i tzw. administracji zespolonej uczyniło Polskę w zasadzie państwem samorządu lokalnego. To w sferze kompetencji bo inną sprawą jest częsty brak źródeł finansowania działalności jaką Państwo przesuwa do sfery samorządności lokalnej.
W aspekcie bezrobocia różnice są jednak kolosalne co widać już przy pobieżnym zapoznaniu się z działaniami poszczególnych Powiatowych Urzędów Pracy. Z jednej strony mamy straszliwy marazm, bezwład i brak inicjatywy – jak w szczecińskim PUP – za który odpowiada Prezydent Miasta Szczecin (ponoszący odpowiedzialność za wykonywanie zadań jakie ustawa o promocji zatrudnienia narzuca starostom). Z drugiej strony – przypadek Jarocina opisany niedawno przez Gazetę Jarocińską a rozpropagowała obecnie (i słusznie) Gazeta Wyborcza. Chodzi tu o specjalny program opracowany przez Jarociński Powiatowy Urząd Pracy dla bezrobotnych w wieku powyżej 50 oraz poniżej 30 roku życia, dofinansowany z rezerwy Ministra Pracy. Program przede wszystkim wyróżnia się kompleksowością. Program jest (trwa do końca października) skierowany do młodych z gmin wiejskich wokół Jarocina, z terenu na którym są poważne problemy komunikacyjne, dlatego postanowiono kupić zainteresowanym bezrobotnym rowery, jako środki komunikacji pozwalające na dojazd do nowej pracy. Program ma także zapewnić wdrożenie tych osób do używania i praktycznego posługiwania się sprzętem informatycznym i Internetem, gdyż jest to uznawane za warunek powodzenia na rynku pracy, umiejętność niejako niezbędna i powszechnie wymagana, dlatego w ramach programu postanowiono wyposażyć uczestników w iPady. To kosztuje, ale zapewnia realny i trwały efekt; w tym kraju zmarnowano już ogromną górę pieniędzy na kursy które do niczego nie prowadziły i nie pozostawiały żadnego trwałego śladu jeśli nie liczyć majątku ich organizatorów a przede wszystkim nie prowadziły do żadnej zmiany w sensie trwałego zatrudnienia osób szkolonych. Kilkakrotnie także już pisałem o tym od września ub. r. – nazywając to wręcz „żerowaniem” pewnej grupy prywatnie i na własny rachunek działających organizatorów, na pomocy przeznaczonej dla bezrobotnych, ale tak by bezrobocia nie zmniejszyć. Tu wreszcie odwrotnie: zakup rowerów związany był z cyklem szkolenia w postaci m. in. modułu dotyczącego ruchu drogowego a to niewątpliwie będzie miało długofalowy skutek wychodzący poza ten program.

Wreszcie to o co postulowałem niemalże od roku: w ramach programu w ostatnim jego etapie – dla wszystkich uczestników zapewniono „ciąg dalszy” w postaci staży zawodowych: część absolwentów ma zatrudnić lokalny samorząd na zasadach „prac interwencyjnych i robót publicznych” a więc około 50% dotacji do zatrudnienia. Pozostałe osoby będą zatrudniane na staże przez firmy prywatne na zasadzie umowy z PUP na okres co najmniej 4 miesięcy ale, co ważne – w ramach uczestnictwa w programie, staże te występują jako jego integralna część. Ta zasada by zatrudnienie choćby na kilkumiesięczny staż było absolutnym standardem tego typu pomocy, o czym pisałem od dawna – wreszcie zaczyna pojawiać się w innych podobnych projektach a jest to wręcz niezbędne.
Dotychczas bezrobotni po ukończeniu kilkutygodniowego zaledwie programu powracali do rejestru Urzędu Pracy beż żadnej propozycji pracy ani innej dalszej pomocy Urzędu, natomiast szkolenia były zbyt krótkie by przekonać pracodawców do tak zdobytych nowych kompetencjach, więc człowiek taki pomimo wydania na rzekomą pomoc dla niego sporych nieraz pieniędzy, często z funduszy unijnych – bardzo szybko powracał do stanu sprzed udziału w programie, zapominał wiedzę teoretyczną bez możliwości jej praktycznego zastosowania.

W przypadku Jarocina mamy więc wreszcie program trwający bez przerwy 10 miesięcy, program dający szansę ogromnego rozwoju osobistego „szczęśliwców” którzy się tam zakwalifikowali, a w efekcie ostatecznym – trwałego wykreślenia ich z rejestru bezrobotnych przez rzeczywiste wzmocnienie ich pozycji na „rynku pracy”.
Świetna inicjatywa lokalna finansowana z budżetu własnego oraz dofinansowana z rezerwy Ministra Pracy. Jest tu ważne, że można – ktoś musiał po prostu chcieć, włożyć jakiś wysiłek organizacyjny, zadbać o szczegóły, o mądry pomysł… Wracamy tu do punktu wyjścia: i w kryzysie – można – jeśli się chce! Władza lokalna wybrana przez społeczność – wypełniła swoją rolę służebną, rolę mądrego i odpowiedzialnego organizatora. Jest miejsce na inicjatywę lokalną. Władze lokalne pochodzą z wyborów albo inaczej są (mogą być) poddane bezpośredniej ocenie publicznej przez mieszkańców. Dlatego aktywność wyborców, mieszkańców – napędza działania społecznie potrzebne na danym terenie.

Jestem przekonany, że jest sens budzenia świadomości lokalnej, poczucia własnego wpływu na sprawy miasta czy powiatu, wpływu także poprzez „akt wyborczy” czy dokładniej poprzez wybór osób, fizycznych osób i ich cech działalności czy charakteru – które w wyniku wyborów będą wyposażone w odpowiednie kompetencje i misję reprezentowania interesów określonego środowiska wyborców. Jestem pewien, że politycy czy radni miejscy, którzy dziś wykazują się całkowitą obojętnością na społeczne skutki lokalnie widzianego bezrobocia, na los tych tysięcy ludzi balansujących dziś na krawędzi „śmietnika” i walczących codziennie o fizyczne przetrwanie, o przyjęcie do jakiejkolwiek (możliwej dla nich do wykonywania) pracy; – że osoby dziś obojętne na bezczynność, marazm, biurokratyczne skostnienie Urzędu Pracy obwarowanego niczym zamczysko murem obronnym – przepisami durnej ustawy – nie maja prawa liczyć na ponowny wybór na jakiekolwiek stanowiska publiczne.

24/06/2012

"Stara szkoła" informacji niejakiego dr Paula Josepha G.

Tu już nawet nie chodzi o to, że „klasyk” ów był głównym źródłem propagandy bałwochwalczego uwielbienia dla swojego „genialnego wodza” i w tym swoim zapędzie potrafił całkowicie przestać liczyć się z podstawowymi prawami nie tylko obcych, ale nawet swoich współobywateli – wprowadzając w służbie dla „wodza” 60-godzinny tydzień pracy albo powszechny zakaz wszelkich form rozrywki. Nie chodzi o to, że potrafił zdradzić swoje własne socjalistyczne przekonania, że gotów był wprowadzić nawet siłą nową dla siebie ideologię, przejętą od „wodza”.
Chodzi o to, że robił to niezależnie od ilości ofiar, czy cierpienia ludzi – także własnych współobywateli.

Skupmy się może tylko na anegdotycznej już dziś, wypracowanej przez niego zasadzie funkcjonowania „informacji” – zasadzie mówiącej, że jeśli największą nawet bzdurę (plotkę, przeciek kontrolowany, hasło propagandowe lub ideologiczne) wystarczająco długo i wystarczająco powszechnie powtarzać, to ostatecznie zostanie ona uznana za prawdę. Prawda jest więc nie sprawą widzialnej, sprawdzalnej rzeczywistości a pewnym „produktem”, wytworem któremu nadaje się potrzebne w danej chwili własności i kształt, na wzór kawałka gliny czy plasteliny. Dzięki odpowiedniej manipulacji i perswazji prawdą może stać się dowolne twierdzenie.

Zmory przeszłości dawno odeszły w ciemność – gdzie ich miejsce, ale zasada ta jest cały czas z lubością realizowana przez władzę, wszelką władzę – za pomocą swoich „przydupaśnych”, usłużnych propagandystów, funkcjonariuszy i pracowników.
Na przykład – na początku czerwca opublikowane zostały oficjalne dane na temat rejestrowanego w Polsce bezrobocia. Oficjalna propaganda natychmiast ukuła jedynie słuszną tezę: BEZROBOCIE SPADA – i zaczęła ją uparcie lansować, pracując mocno dla poprawy nadszarpniętych notowań swojego „wodza”.
Tymczasem twierdzenie takie jest kłamstwem, mającym jedynie w pewnym sensie nieco z prawdy. Inaczej – należałoby powiedzieć, że w chwili ogłoszenia takie stwierdzenie – odniesione do minionego miesiąca może być prawdą, ale jego uogólnienie, poprzez zatajenie faktu iż mówimy jedynie o minionym miesiącu – jest fałszem, kłamstwem propagandowym.

Nawiasem mówiąc – to także jest zgodne z metodyką dr Paula Josepha G.; ludzie nie są wbrew pozorom tak kompletnie głupi, potrafią rozpoznać oczywistą nieprawdę i wtedy tracą zaufanie do następnych, kolejnych podawanych im spreparowanych, nieprawdziwych wiadomości. Nie można więc niestety mówić ludziom dowolnych bzdur – chcąc odwoływać się do zaufania ludzi a nie do terroru, do siły. Sztuką jest zyskać i podtrzymywać ich zaufanie, a w tym celu trzeba od czasu do czasu podać im jakąś prawdziwą i łatwo sprawdzalną wiadomość na dowód własnej wiarygodności tego, kto jest jej źródłem. Nie da się manipulować „twardymi” danymi ale można manipulować ich kontekstem, niuansami znaczeniowymi, niedomówieniami, naciąganymi statystykami dopasowanymi do z góry założonej tezy.

Doskonale to rozumie także obecny minister pracy "z PSL rodem".

W tym przypadku także: faktem jest, że bezrobocie z końca kwietnia 2012 – w stosunku do końca maja 2012 – spadło o 0,3 punktu procentowego. Stopa bezrobocia w analogicznym okresie kolejnych lat zawsze nieco spada, gdyż jest to moment intensywnego samoczynnego rozruchu prac sezonowych np. związanych nie tylko z budownictwem i rolnictwem (pogoda, temperatura, sezon wegetacyjny roślin) ale i z obsługą ruchu turystycznego w rozpoczynającym się okresie urlopowym (wakacyjnym). W 2008 roku ten niewielki spadek związany z rozpoczęciem prac sezonowych wyniósł 0,5 punktu procentowego; w 2009 – 0,2 pp; w 2010 – 0,4 pp; w 2011 – 0,4 pp a w 2012 – 0,3 pp. To drobne, mało istotne zjawisko – choć powtarzalne. Po prostu: co roku na wiosnę na przełomie kwietnia i maja bezrobocie maleje chwilowo o kilka dziesiątych części punktu procentowego, po czym ponownie rośnie, jak dotychczas szybko przekraczając dotychczasowe wartości.
Natomiast bezrobocie obserwowane ogólniej – całościowo i w dłuższym okresie czasu niewątpliwie cały czas rośnie, patrząc na tendencję; dla przykładu wg stanu na dzień 1 maja – w 2010 roku było 1.907.900 zarejestrowanych osób bezrobotnych, w 2011 roku – 1.962.600 osób, w 2012 roku – 2.072.600 osób. Jak więc widać – liczba osób niezatrudnionych stale z roku na rok rośnie, z niewielkimi spadkami corocznie np. w okresie rozpoczęcia prac sezonowych, po czym następuje dalszy wzrost bezrobocia. W 2012 roku na przykład – z 2.072.600 osób na koniec kwietnia – liczba bezrobotnych spadła do 2.015.000 na koniec maja, ale nie zaprzecza to ogólnej stałej tendencji wzrostowej; poprzedni stan szybko powraca i jest przekraczany. Być może w danych za czerwiec wyjątkowo utrzyma się spadek bezrobocia gdyż chodzi o czas Mistrzostw Europy w Polsce przy których sporo szczególnie młodych ludzi znalazło jakieś odpłatne zajęcie i zrezygnowało chwilowo z rejestrowania się w PUP. To jest jednak wyłącznie incydentalny efekt, a tendencja ogólna jest nieubłaganie wzrostowa. Eksperci zapowiadają poważny i totalny wzrost bezrobocia, już nie w dziesiątych częściach punktu procentowego – na jesień br.

To rzekome „spadanie bezrobocia” które dziś się rozgłasza i eksploatuje propagandowo -to po prostu drobne coroczne załamanie linii – pnącej się od lat w górę, jakbyśmy to przedstawili graficznie, na wykresie.
W związku z tym – twierdzenie dziś, że „bezrobocie spada” – jest tylko bezczelnym chwytem propagandowym mającym sugerować opinii publicznej błędny obraz rzeczywistości i w domyśle – ogłasza (zmyślony) sukces a zasługę za to ma przypisać rządzącej koalicji i samemu premierowi osobiście.
To co najmniej nadużycie.

Nie poświęcałbym nawet i tych kilkunastu minut na napisanie tego co powyżej, gdyby chodziło tu o tzw. „politykę” to znaczy o to – co ci głupcy, nieudacznicy, złodzieje i cwaniacy rozumieją pod tym pojęciem.
Nie zajmowałbym się tym, gdyby chodziło tu jedynie o jakąś gówniarską wojenkę „ugrupowania Tuska” z „ugrupowaniem Kaczyńskiego” – co przecież z polityką sensu stricte nie ma nic wspólnego.
Chodzi mi o to, że tego typu zakłamania propagandowe, choć mogą mieć znaczenie doraźne dla zwalczających się ugrupowań – w efekcie zakłamują prawdę o rzeczywistej sytuacji społecznej. Zatajają prawdę o losie konkretnych, żywych jeszcze ludzi, szczególnie tych którzy wpadli w „pułapkę bezrobocia” – stając się zakładnikami w jakichś dziwacznych działaniach lub zaniechaniach „polityków” oraz „biznesmenów” – wyzutych z wszelkich ludzkich uczuć i odpowiedzialności. Trzeba uznać za „normalne” – że tzw. politycy polscy „grają” danymi statystycznymi, starając się oddziaływać nimi na potencjalnych wyborców. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni, choć się na to nie zgadzamy. Ale dane, fakty i liczby – opisując stan gospodarki i co za tym idzie – stan społeczeństwa – nie są materiałem do walki propagandowej opartej na kłamstwach, manipulacji i przeinaczeniu – wzorem wspomnianego „klasyka” – a mają służyć za podstawę do podejmowania poważnych i trafnych decyzji mających służyć społeczeństwu, chronić ludzi a szczególnie najsłabsze choć wartościowe jednostki. To nie zabawa ani gra w ambicyjki buców ze wsi lub bufonów "ze stolycy"; tu chodzi o życie, o los konkretnych, żyjących ludzi.
Nie mam więc pretensji do propagandystów „sukcesu Tuska w zwalczaniu bezrobocia” – że tym kłamstwem osiągają przewagę nad opozycją, a mam do nich pretensje o to, że zakłamują prawdziwy obraz rzeczywistości, prowokując zaniechanie potrzebnych działań państwa lub jeśli nawet generują działania – to głównie zbędne lub szkodliwe.

Patrzę na to wyłącznie ze społecznego punktu widzenia, bo jestem przekonany, że wszystko – wraz z całym systemem politycznym i wszystkimi osobami w to zaangażowanymi – ma docelowo służyć społeczeństwu demokratycznie rozumianemu, czyli wszystkim ale i każdemu z osobna na zasadzie niezbędnego, demokratycznego kompromisu. Nie jest mi do niczego potrzebne, by „Tusk nie miał racji” a raczej – by osoby chcące pracować na swoje utrzymanie, mogły to robić. Stopa tak zwanego „bezrobocia naturalnego” odpowiada liczbie obywateli w wieku produkcyjnym i zdolnych do pracy – którzy pracy najemnej nie podejmują i nie szukają (bo mają własny „patent” na zdobycie środków niezbędnych do życia, choćby – „służą” swojej rodzinie i przez nią są utrzymywani). Stopa tego „bezrobocia naturalnego” została określona na 3,5 – 4% ogółu osób w wieku produkcyjnym. W Polsce jest obecnie trzy razy większa, co oznacza wyrugowanie z zatrudnienia i z rynku pracy ok. 8 – 9% liczby obywateli chętnych i zdolnych do pracy. Odebranie im środków do życia a więc i prawa do życia.

Tak więc – reasumując na zakończenie:

BEZROBOCIE NIE ZMALAŁO!
BEZROBOCIE JEST BARDZO WYSOKIE, UTRZYMUJĄC STAŁĄ TENDENCJĘ WZROSTU!

Tego nie można, nie wolno zakłamywać propagandowo. Trzeba to zmienić. Na przykład uruchomić środki z Funduszu Pracy – z założenia przeznaczone na walkę ze skutkami bezrobocia poprzez tworzenie nowych miejsc pracy.



Do tekstu dodałem prosty rysunek, po pierwsze dlatego, że uważam go za dość zabawny, po drugie - za dość złośliwy wobec autorów propagandy sukcesu a po trzecie i ostatnie - ilustruje on także do pewnego stopnia główną myśl tego tekstu...


01/05/2012

Ustawa Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej o promocji cudów i instytucjach „niewidzialnych rąk”.

Prawdziwym problemem bezrobocia są zadziwiające nawyki myślowe, idiotyczne schematy wypracowane latami w zupełnie innym, dawnym systemie gospodarczym i innym systemie ideologicznym przekładającym się na zupełnie odmienne uwarunkowania społeczne.

Odnoszę wrażenie, że wielu ludzi ukształtowanych w tamtym systemie nie do końca jeszcze zauważyło, że zmienił się on (przynajmniej nominalnie). Sytuacja ta powoduje swoisty rozłam, jakiś zadziwiający konglomerat „ulepszonego starego” z „nowym – ale nie do końca” a źródłem tego jest właśnie mentalność ludzi. Bo wszystko zależy bezpośrednio od ludzi.
Tu zapewne ktoś dogmatycznie myślący „zaczepi mnie” o rolę i pozycję Boga, czy tak zwanej „Opatrzności”…
Bóg nie tworzy wypadków lotniczych, kolejowych i holocaustu, ani nie zapobiega im. Nie tworzy zjawiska bezrobocia „za karę”, ani nikogo „ w nagrodę” z tego problemu nie „wybawia”. Nie jest sługą ludzi, pilnującym ich bezpieczeństwa; to ludzie powinni być sługami – wiernymi pouczeniom, przykładom i prośbom przysłanego do nich Pana i Nauczyciela. Wszelkie dylematy i zapytania „jak Bóg mógł dopuścić” do tego czy innego nieszczęścia – są świadectwem skrajnego niedowiarstwa i niezrozumienia a nie wiary. Najwyraźniej – Bóg z zasady nie ma zamiaru przeciwstawiać się wszechobecnemu złu na tym „padole ciemności” inaczej, niż poprzez przysłanie tu Pana i Nauczyciela, Chrystusa, który wszystko wyjaśnił, zawarł z ludźmi w jego imieniu Nowe Przymierze – wypełniające (zastępujące) Stary Testament, uwolnił tak wielu od kalectwa i chorób, uwolnił od odpowiedzialności ludzi za ich błędy poprzez ofiarę z siebie samego na odkupienie wszystkich win, oraz wyjaśnił tak wiele i nauczał słowem i czynem, osobistym przykładem – jak żyć, jak być szczęśliwym i jak wartościować to wszystko, co nas otacza i spotyka w naszym życiu a także i samo życie.

Od tej pory znów wszystko zależy od ludzi, od wszystkich razem i od każdego z nich z osobna.
Dlatego ważna jest osobista postawa każdego człowieka. Jan Paweł II mówił, że człowiek powinien zawsze być „wierny prawdzie i powinności”, niezależnie od okoliczności, w jakich się znalazł, być niezależny od chwilowej, lokalnej koniunktury.
Niestety dalsze losy chrześcijaństwa, szczególnie w wydaniu rzymskim – ogromnie wypaczyły pierwotny wzór dany przez samego Jezusa. Wypaczyły w praktyce, w realizacji, w starciu z wiekową tradycją, nawykami myślowymi i negatywnymi cechami psychiki ludzkiej. Ale wzór przecież nadal istnieje, jest dostępny, poznawalny – zarówno częściowo empirycznie jak i racjonalnie. Cóż jednak z tego, gdy nawet sam Papież, Biskup Rzymu i głowa kościoła katolickiego, mówi dziś: „…W obecnych czasach potrzebny jest „Kościół wojujący”, który angażuje się w walkę ze złem próbującym opanować świat…” – nie bacząc, że w ten sposób walcząc przeciwstawia się bezpośrednio nauce Jezusa, stawia się ponad nią.
W takiej sytuacji pozostaje więc oddzielać rozpatrywanie tego i nie tylko tego problemu z punktu widzenia społecznego – od szukania jego odniesień religijnych. Bezrobocie nie jest więc „karą Bożą” i nikt sobie na nie zasłużył.

Wspominam o tym dlatego, że ma to bezpośredni związek z pojęciem solidaryzmu społecznego a to z kolei jest podstawową płaszczyzną poszukiwania pomocy dla osób pozbawionych zatrudnienia. Mam na myśli osoby bezrobotne a więc wyłącznie te, które poszukują zatrudnienia dla zdobycia podstawowych środków do życia, są zdolne i gotowe natychmiast rozpocząć pracę zarobkową, ale w danej chwili i w danym stanie gospodarki nie ma na ich pracę zapotrzebowania. Niesie to dwie bezpośrednie konsekwencje: społeczeństwo funkcjonujące w systemie wymiany (praca – pieniądz – praca) powinno być zainteresowane włączeniem każdego z członków lokalnej społeczności do tego systemu, bo to się wszystkim opłaca, po drugie – musi mieć świadomość, że pozostawanie w gotowości do podjęcia pracy wymaga posiadania pewnych niezbędnych środków a nie generuje ich bezpośrednio.
W tym znaczeniu sytuacja w naszym kraju pod rządami Platformy Obywatelskiej jest skandaliczna przede wszystkim poprzez swoją nielogiczność i niespójność. To oczywiście cechy obowiązującego rozwiązania ustawowego, z ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Ustawa wymaga po prostu natychmiastowej nowelizacji.

Osoba, której nadano status bezrobotnego – z definicji zawartej w ustawie jest osobą niezatrudnioną i nie wykonującą żadnej innej pracy zarobkowej, zdolną i gotową do natychmiastowego podjęcia zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy obowiązującym w danym zawodzie, w wieku mieszczącym się w granicach 18 – 60 (kobieta) lub 18 – 65 (mężczyzna), nie prowadzi działalności gospodarczej (nawet w czasowym zawieszeniu), nie uzyskuje miesięcznie przychodu o wysokości przekraczającej 750 zł, ale nie pobiera zasiłku stałego z pomocy społecznej, świadczenia pielęgnacyjnego ani zasiłku rodzinnego itd. To oczywiście w dużym uproszczeniu, bo przepisy definiujące osobę bezrobotną są dużo bardziej rozbudowane, co do wymogów oraz ograniczeń wobec „kandydata”.

Pomijając już wszelkie nasuwające się tu wątpliwości, nie da się nie zapytać; – to za co taki bezrobotny ma żyć! Średni okres poszukiwania zatrudnienia z pozostawaniem w rejestrach bezrobotnych dawno już znacznie przekroczył jeden rok, w bardzo wielu przypadkach, szczególnie grup osób będących w niekorzystnej sytuacji na rynku pracy – wynosi dwa lub nawet i trzy lata. Nie mam pojęcia, jakie źródło przychodu ustawodawca miał na myśli – dostarczające przychodu nie większego niż 750 zł miesięcznie (przychodu, – czyli „brutto”), skoro bezrobotny nie ma prawa uzyskiwać żadnego dochodu z żadnej pracy zarobkowej, działalności gospodarczej, zasiłku stałego z pomocy społecznej itp. – jak wymaga ustawa i jak to w uproszczeniu opisałem powyżej. Proste i logiczne pytanie: za co bezrobotny ma się utrzymywać.
Ktoś tu odpowie – z zasiłku dla bezrobotnych…

Prawo do zasiłku jest obwarowane także wieloma ograniczeniami. Po pierwsze – ma charakter czasowy. Jeśli ktoś już ma przyznany zasiłek – to na okres standardowy 6 miesięcy, podczas gdy czas poszukiwania zatrudnienia z pomocą Urzędu Pracy jest średnio dwa razy dłuższy. Pewna grupa osób otrzymuje uprawnienia do zasiłku na okres do 12 miesięcy, co także często jest okresem krótszym niż przeciętny czas poszukiwania zatrudnienia. Na dodatek otrzymanie prawa do zasiłku także jest obwarowane już na wstępie pewnymi zasadniczymi a zupełnie niezrozumiałymi warunkami zupełnie „nie z tej epoki”. Bezrobotny starający się o zasiłek musi wykazać, że w okresie 18 miesięcy przed dniem zarejestrowania w PUP (liczonym wstecz) przepracował łącznie 12 miesięcy a jego pracodawca odprowadzał w tym czasie składkę na Fundusz Pracy w związku z zatrudnianiem go. Nie ma żadnego znaczenia, że człowiek ten ma za sobą 25 czy 30 lat pracy – czyli automatycznie odprowadzania z związku z tym przez jego pracodawcę odpowiednich składek, także na Fundusz Pracy.
Poza tym, – co tu ma do rzeczy Fundusz Pracy w ogóle. Wiele wskazuje na to, że wymóg ten jest po prostu „filtrem”, sztuczną zaporą mającą ograniczyć ilość przypadków przyznania prawa do zasiłku. Ale zasiłek nie jest jakimś prezentem, tylko pomocą publiczną motywowaną interesem społecznym. Interesem społecznym jest, by jak najwięcej osób, które znalazły się w roli bezrobotnego – powracało do pełnego zatrudnienia i to możliwie jak najszybciej. Bezrobotny – jak mówią, to praca na cały etat. Tyle, że – chciałoby się dodać – nieodpłatna. Bezrobotny ma wykazać dużą aktywność; przede wszystkim poszukiwać możliwości zatrudnienia samodzielnie, chodzić do wybranych pracodawców i pytać o pracę, rozpowszechniać swoją aplikację kandydata pozostawiając ją w wielu komórkach kadrowych, natychmiast reagować na pojawiające się publiczne oferty pracy których wymogi spełnia itp. Zaleca się, by poszukujący pracy był „schludnie ubrany”, robił swoim wyglądem, zachowaniem i sposobem komunikowania się korzystne wrażenie.
Pytanie: czy osoba np. przez rok całkowicie pozbawiona dochodów może spełniać takie zalecenia? Przecież by je spełnić, trzeba mieć jakiś „dach nad głową”, miejsce zamieszkania choćby w wynajętym pokoiku z używalnością łazienki, po to by mieć możność zachowywać wymogi podstawowej higieny, mieć gdzie uprać koszulę i skarpety. Musi mieć dostęp do żelazka by uprasować ubranie. Musi mieć choćby raz na dwa miesiące na fryzjera, musi mieć możność stałego posiadania i używania akcesoriów do golenia, pasty do zębów… I tak dalej; nie będę dalej wymieniał, gdyż wiadomo już, co mam na myśli: to są pozycje kosztowe, to wszystko kosztuje, trzeba mieć na to pieniądze. Skromne – ale jednak pieniądze. Jeśli ich nie ma – mamy do czynienia z brudnym, śmierdzącym, zarośniętym, nieogolonym człowiekiem z liściem na głowie, w którego „gotowość i zdolność do natychmiastowego podjęcia pracy” nikt nie uwierzy a już z pewnością nie pracodawca. To nie jest tak, że taki biedak obudzi się rano w zsypie na śmieci, otrzepie się, napije się wody z kranu i pójdzie szukać pracy… Czy taki jest pomysł posłów i senatorów RP pachnących „Old Spice’m” i jeżdżących „Mercedesami” na rozwiązanie problemu bezrobocia?

Żeby spełnić wymogi statusu osoby bezrobotnej – trzeba mieć pieniądze, ale jednocześnie ustawa zabrania bezrobotnym osiągać przychody z wynagrodzenia i z wielu innych źródeł a zasiłek ustawowy przyznaje – za pomocą sztucznych barier – jedynie statystycznie co piątemu bezrobotnemu i to w zasadzie nie dłużej niż na pół roku, a w szczególnych przypadkach – maksymalnie na rok.
(Trzeba tu wyjaśnić, że zasiłek przyznawany jest tak naprawdę – do następnej wyznaczonej obowiązkowej wizyty w Urzędzie Pracy, a jedynie w przypadku dalszego braku ofert pracy przedłużany jest do kolejnego terminu kolejnej wizyty).
Wniosek jest absurdalny: ustawa została tak opracowana przez osoby nie mające pojęcia o realiach bezrobocia, ludzi którym zjawisko to było, jest i będzie już do końca ich życia całkiem obce i dlatego kompletnie go nie rozumieją, czyli tak zwanych „posłów na sejm” oraz tak zwanych „senatorów”, – że by być bezrobotnym nie wolno osiągać dochodów, 75% bezrobotnych nie należy się także zasiłek dla bezrobotnych. Natomiast obserwacja życia, czy osobiste doświadczenia wielu ludzi wskazują, że by być bezrobotnym spełniając obowiązki formułowane w ustawie, niezbędne jest dysponowanie jakimś dochodem (w miastach takich jak Szczecin – rzędu 900 pln netto miesięcznie), co powyżej udowodniłem. Tego rzędu kwotą jest dziś kwota zasiłku dla bezrobotnych, co dowodzi dość rzetelnego wbrew pozorom jej oszacowania.

Wniosek nasuwa się sam: sprawa musi natychmiast zostać przeanalizowana. Warunki dotyczące bezrobocia i zasiłku muszą się natychmiast zmienić. Zmienić się mogą tylko poprzez nowelizację odnośnej ustawy lub jej uchylenie i wprowadzenie całkiem nowych rozwiązań. Władza udowodniła, że gdy ma odpowiednią motywację, potrafi takie zmiany wprowadzić w okresie liczonym na tygodnie a nie na lata – ja to bywa w sytuacji, gdy władza opiera się konieczności zmian.
Bardzo ciekawe, choć zasadniczo odmienne „ideologicznie” rozwiązanie oferują nasi sąsiedzi z północy, czyli Duńczycy. Wydaje się, że przekazanie całości spraw związanych z obsługą bezrobocia, zasiłkami, poszukiwaniem pracy i aktywizacją bezrobotnych związkom zawodowym mogłoby być idealnym rozwiązaniem w warunkach polskich, gdyby oczywiście nie ultraprawicowy wrzask oszołomów, jaki by się rozległ natychmiast, widząc w tym powrót do rozwiązań „socjalistycznych”.
A ja powiem jak niejaki Kargul: dla mnie ludzie nie dzielą się na prawicowych i lewicowych, tylko prosto: na mądrych i głupich. Albo raczej – na humanistów i anty-humanistów. Co na jedno wychodzi.

28/04/2012

Jeśli aktywizacja – to nieaktywnych, czyli pracodawców a nie bezrobotnych!.

W sprawach pracy, czy ogólniej – zatrudnienia, wytworzony został specyficzny język urzędniczy, niestety bezkrytycznie przejmowany przez prasę a także i wnikający tym łatwiej do mowy potocznej. Zjawisko jest typowe i dość banalne, co nie znaczy, że nie podlega krytyce. Pisałem już kilka razy na temat różnych aspektów, widząc w tym celowe i świadome działanie władzy, przede wszystkim w sferze propagandowego zaciemniania, czy celowego manipulowania opinią publiczną przez powołane do tego służby państwowe i wolontariat partyjny zacietrzewionych działaczy, potencjalnych następców niejakiego Cyby. Po drugiej stronie idiotycznej, gówniarskiej barykady – podobnie, tyle że służb jakby mniej i dostęp do mediów coraz gorszy…
Dziś jednak myślę, że przesadziłem nieco; propaganda, socjotechnika – owszem, ale nie można nie doceniać urzędniczej inwencji własnej w tworzeniu specyficznego języka bełkotu i nowomowy. Nie mam tu jednak na myśli naukowego intelektualnego bełkotu jajogłowych – w wydaniu choćby dr Boniego a raczej ten specyficzny język urzędolenia właściwy „dobrze osadzonym”, pewnie się czującym urzędnikom państwowym na szczeblu np. departamentu ministerstwa.

Pisałem niedawno kilkakrotnie do Ministra Pracy, przesyłając swoje uwagi na temat zmiany wieku emerytalnego zwanej górnolotnie „reformą emerytalną”, także i w sprawie bezrobocia w ogóle i otrzymałem od urzędnika ministerialnego ciekawe pismo mogące być tu doskonałą ilustracją powyżej wyrażonych tez.
Powrócę do tego wkrótce w oddzielnym omówieniu a dziś chciałbym się zając tym stwierdzeniem, które stało się powszechnie używanym zwrotem, mimo że jest całkowicie bezsensowne.

Aktywizacja bezrobotnych.
Ludzie dzielą się na osoby w wieku produkcyjnym oraz w wieku nieprodukcyjnym. Osoby w wieku produkcyjnym dzielą się na aktywne zawodowo i nieaktywne zawodowo. Osoby aktywne dzielą się na zatrudnionych (pracujących) i bezrobotnych, czyli niezatrudnionych (niepracujących). Osoby bezrobotne są więc aktywne zawodowo tyle, że chwilowo niezatrudnione z jakichś (niezależnych od siebie) powodów.
Zadaniem Powszechnych Służb Zatrudnienia jest wspomóc te osoby w znalezieniu zatrudnienia dopóki są one aktywne, gdyż brak zatrudnienia wiąże się z brakiem dochodu na podstawowe utrzymanie, a ten – powoduje dezaktywizację, potem upadek do poziomu kloszarda, bezdomność, – co jest równoznaczne z całkowitą i z czasem nieodwracalną dezaktywacją zawodową, a ostatecznie i dość szybko – także „życiową”.
Czyli po prostu – śmiercią „na śmietniku”.
Osoba pozbawiona zatrudnienia mająca status bezrobotnej jest więc aktywna.
Dowodzi tego także treść ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, która zawiera w sobie definicję osoby bezrobotnej. Definicja jest bardzo obszerna, ale jednym z podstawowych w niej wyróżników osoby bezrobotnej jest to, że musi być stale zdolna i gotowa do natychmiastowego rozpoczęcia pracy zawodowej w pełnym wymiarze przewidzianym dla specyfiki danego zawodu. Osoba bezrobotna musi natychmiast po otrzymaniu od pośrednika pracy skierowania do odpowiedniej pracy skontaktować się z ogłoszeniodawcą poszukującym pracownika i po ewentualnym zaakceptowaniu jej kandydatury, natychmiast tę pracę podjąć, dlatego też właśnie musi być „zdolna i gotowa” rozpocząć pracę, co jest równoznaczne z właściwym poziomem aktywności. Prócz tego sama z własnej inicjatywy codziennie poszukuje możliwości zatrudnienia, reagując na tzw. „otwarte” oferty pracy itp. Mówi się potocznie, że „bezrobocie to zajęcie na pełny etat”. Jeśli ktoś nie jest w tym sensie aktywny, to nie spełnia wymogów definicji bezrobotnego, wiec nie jest tematem tego rozumowania. Wydaje się oczywiste, że żaden pracodawca nie będzie rozmawiał o zatrudnieniu z osobą brudną, śmierdzącą śmietnikiem, zawszoną, a nawet choćby nieogoloną, w brudnym ubraniu, sprawiającą wrażenie totalnego zagubienia i niesamodzielności. To nie jest tak, że osoba bezdomna z powodu braku dochodów, mieszkająca w kanałach ciepłowniczych na snopku słomy, rano wstanie, otrzepie się z tej słomy i pójdzie na rozmowę kwalifikacyjną o przyjęciu do pracy. Pozostawanie bezrobotnym wymaga posiadania dochodu pozwalającego na minimalne utrzymanie.
My tu jednak mówimy o bezrobotnych, a więc spełniających podstawowe kryteria.
Jak więc urzędnik z PSZ chce „aktywizować” kogoś kto w myśl ustawy jest i musi być aktywny – nie wiadomo. Jak – no i po co.

Co ciekawe nikt nie wspomina o tym, że może by raczej watro spróbować aktywizować tych nieaktywnych zawodowo (osób niepracujących, niezarejestrowanych i aktualnie nieposzukujących pracy).
Durne określenie jednak upowszechniło się, dlatego niemalże powszechnie już słyszy się o „aktywizowaniu bezrobotnych”. Dla osób bezrobotnych zmagających się z problemami codziennymi jest to irytujące a czasem może nawet obraźliwe…
Podkreślam tu słowa „słyszy się” gdyż o tym faktycznie można wyłącznie usłyszeć (lub przeczytać, – co na jedno wychodzi). To jest to, co urzędnicy lubią najbardziej: gadać na konferencjach i pisać w sprawozdaniach. Ale bezrobocie generalnie rośnie, działania dalej są pozorne, ostatnio może się nieco ustabilizowało „procentowo”, w każdym razie wyraźnie nie maleje, co świadczy o skutkach tego „aktywizowania bezrobotnych”. Świadczy o skutkach, – że istotnych skutków brak…
Przy okazji warto więc poruszyć tu jeszcze dwa aspekty tej sprawy.

Po pierwsze;
Jeśli osoba zarejestrowana jako bezrobotna ma zachowywać aktywność, czyli zdolność do znalezienia i (lub) podjęcia odpowiedniego zatrudnienia – musi mieć dochody. Środki niezbędne do zaspokojenia tych podstawowych potrzeb, jakie warunkują jej „aktywność”, zdolność do podjęcia pracy. Takie środki mogą pochodzić na przykład z zasiłku dla bezrobotnych. Tyle, że ze względu na obowiązujące ograniczenia ustawowe – zasiłek dla bezrobotnych po pierwsze jest tylko czasowy, krótkoterminowy, a po drugie warunki do jego przyznania spełnia jedynie (statystycznie) 20% osób rejestrujących się w Urzędach Pracy.
Ustawa tworzona była w 2004 roku, więc dotyczyła zupełnie innej rzeczywistości gospodarczej i społecznej. Od tego czasu znacznie wydłużył się okres bezskutecznego poszukiwania zatrudnienia. Pogorszyła się sytuacja szczególnie niektórych grup społecznych, na przykład dramatycznie spadły szanse osób w wieku po 50 roku życia (ale oczywiście przed wiekiem emerytalnym, bo tylko oni są bezrobotnymi) na znalezienia zatrudnienia dającego choćby minimalny ustawowo określony dochód. Uważam za całkiem możliwe, (choć nie wydaje się to warte dokładnego sprawdzania na potrzeby takiego jak ten felietonu), że w 2004 roku okres do 12 miesięcy wydawał się aż nadto wystarczający nie tylko na znalezienie dla osoby bezrobotnej zatrudnienia, ale i na przekwalifikowanie tej osoby do innej pracy. Był to zresztą czas spadającego bezrobocia, sytuacja optymistycznie nastrajająca, gdy stopa bezrobocia spadała stale, w 2007/8 roku osiągając wartość średnio około 10% a lokalnie znacznie mniej, jak w Warszawie – gdzie ilość aktywnych w danym dniu ofert pracy często przekraczała 2000.
Lecz dziś czas poszukiwania zatrudnienia, szczególnie dla wspomnianej grupy osób – jest znacznie dłuższy, o wiele dłuższy niż maksymalny czas otrzymywania zasiłku, o ile ktoś go otrzymuje.
Wydaje się więc oczywiste, że przedmiotowa ustawa wymaga natychmiastowej nowelizacji dotyczącej urealnienia (w tym wypadku – wydłużenia) okresu wypłacania zasiłku dla bezrobotnych, osobom które są rzeczywiście bezrobotne.

Jest tu jeszcze inny problem; tak zwany warunek 12/18 zawarty w ustawie (Art. 71, ust.1 Ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy). Nie bardzo wiem, jakie warunek ten mógłby mieć początkowe uzasadnienie, jednak jest pewne, że nie jest to uzasadnienie dobre na czas takiego kryzysu i tak dramatycznej sytuacji pewnych grup osób, a to właśnie z jego powodu na pomoc finansową w utrzymanie się w stanie aktywności może liczyć zaledwie średnio 20% rejestrujących się a znacznie mniej – przy kolejnej rejestracji drugiej i dalszych, jeśli okres zatrudnienia trwał krócej niż 12 miesięcy i (lub) nie generował wpłacania składki na Fundusz Pracy związanej z zatrudnieniem tej właśnie osoby.
W związku z takim kryzysem i takimi jak to zapisano w Konstytucji obowiązkami państwa wobec obywatela, wydaje się oczywiste, że wspomniany warunek nabycia prawa do zasiłku dla bezrobotnych w ogóle powinien zostać czasowo (na czas kryzysu) wyłączony (uchylony) a także bezterminowy powinien być czas funkcjonowania prawa do zasiłku przy braku ofert pracy.
Po prostu; przychodzi bezrobotny i dostaje albo ofertę odpowiedniej pracy, albo zasiłek. Alternatywnie – to Skarb Państwa powinien opłacać (o ile uznać to z jakiegoś formalnego powodu za konieczne) składkę za osobę bezrobotną na Fundusz Pracy w okresie jej pozostawania bezrobotną, tak by wymóg ustawowy Art. 71 był zawsze spełniony.
Zmiany wymagałoby wiele szczegółów dotyczących bezrobocia, np. dokumentowania aktywności osoby bezrobotnej oraz jej stałej weryfikacji, by uniknąć nadużyć. Także i odpowiedzialność za wyłudzenia nienależnych świadczeń powinna być poważniej traktowana i bezwzględniej karana. Zmiany takie powinny wprowadzić zdecydowany element rozliczenia Urzędów Pracy z ich skuteczności, czyli element zainteresowania urzędników skutkiem ostatecznym swych działań, bo w chwili obecnej takiego zainteresowania całkowicie brak.
Reasumując, – jeśli osoba bezrobotna ma być zdolna do podjęcia pracy – musi mieć minimalne dochody powalające jej utrzymać się w tej wymaganej gotowości. Środki te maja pochodzić z zasiłku dla bezrobotnych w związku z tym niezbędne jest znowelizowanie zasad jego przyznawania.

To może jest dla niektórych zaskakujące, ale teraz w naszym kraju tak nie jest; jest bezład, tumiwisizm, dezorganizacja, fikcja, bezduszność, głupota i urzędowy pic-fotomontaż.
O różnych aspektach bezrobocia pisałem wielokrotnie we wcześniejszych felietonach.

Po drugie natomiast;
Pomijając już szczegóły nieporozumienia dotyczącego opisanej powyżej „aktywizacji bezrobotnych”, – co jest absurdem, trzeba też wspomnieć o innym absurdzie w tym zawartym. Prócz „aktywizacji bezrobotnych” funkcjonuje jeszcze bardzo wiele takich bezwartościowych hasełek urzędniczej nowomowy, maskujących pustkę i bałagan, jaki się za nimi kryje: „szukanie pracy”, „dawanie pracy”, „instrumenty rynku pracy” itp. Wszystko wskazuje na fakt, że sprawy bezrobocia nie powinny być przedmiotem działalności urzędniczej urzędników państwowych, bo zawsze urzędnicza mentalność doprowadzi tę dziedzinę do absurdu, a może raczej związków zawodowych – na zasadach, na jakich doskonale działa to w Danii.
Jedno jest w naszych warunkach najistotniejsze: człowiek jest zatrudniany a nie „zatrudnia się”. Pracownik jest poszukiwany w sensie oferty zatrudnienia osoby potrzebnej przedsiębiorcy a nie sam szuka zatrudnienia które nie istnieje jako potrzeba pracodawcy. Ideologia wszystko dziś oddała przedsiębiorcom, pracodawcom, włącznie z inicjatywą zmian w prawie pracy na korzyść pracodawców – po wyrugowaniu z życia społecznego i zmarginalizowaniu dotychczasowych związków zawodowych.
I właśnie w związku z tym, co prawda całkowita bierność bezrobotnego nie jest usprawiedliwiona, ale z drugiej strony jego „szukanie pracy” nawet i przez wiele lat nic nie da, jeśli tej pracy w sensie wolnych miejsc pracy – nie będzie. Chodzi o to, że w naszej wyniszczonej przez władzę po 1989 roku gospodarce po prostu brakuje ogromnej liczby miejsc produktywnej pracy, z której każdy, kto chce mógłby zarobić na swoje potrzeby stosownie do swoich możliwości i chęci. Tylko taka sytuacja będzie godna określenia „rynek pracy”.
A teraz – „aktywizowanie bezrobotnych” jest durnym wymysłem urzędniczym mającym zamaskować stan faktyczny, ponieważ – żeby nie wiedzieć jak bardzo aktywny był bezrobotny i tak nie znajdzie miejsca pracy – którego nie ma, które zostało zniszczone i nie zastąpione innym. Jeśli ma on wiek ponad 50 lat – i tak nie zmusi ani nie skłoni dziś pracodawcy do zatrudnienia go, jeśli nawet odpowiednie dla siebie potencjalne miejsce pracy znajdzie i będzie idealnym kandydatem. Bo ludzi w wieku 50+ „…się nie zatrudnia”!
Więc to może raczej gospodarkę trzeba aktywizować, aktywizować i szkolić przedsiębiorców tworzących miejsca pracy, stymulować rozwój lokalnego przemysłu wytwórczego zamiast wspierania importu gotowych wyrobów z Unii tak by powstawały nowe miejsca pracy w przemyśle krajowym, aktywizować przemysł – a nie bezrobotnych?

Ja wiem; ministrowi pracy Kosiniak Kamyszowi i jego urzędnikom aktywizować bezrobotnych jest dużo łatwiej…
To śmiało można robić na papierze, za swoim wygodnym biurkiem, przy świeżo zaparzonej kawie, w budynku o grubych ścianach dobrze izolujących od świata zewnętrznego…

17/04/2012

Dlaczego baran nie beczy… !?

… oto jest pytanie! Niemalże Hamletowskie. Także chodzi przecież o "być albo nie być"...
Nie będę ukrywał, że mam na myśli tego przysłowiowego barana prowadzonego na rzeź. Idzie ale jakoś cicho, ni beknie...
Ale dlaczego? To raczej nie jest normalne zachowanie w takiej szczególnej sytuacji.
Może nie zdaje sobie sprawy, że na koniec „beknie” właśnie za to, że nie beczał, gdy należało… Zupełnie jak ludzie bezrobotni, dziś w wieku jeszcze przedemerytalnym, których nikt nie chce zatrudniać a którzy są zupełnie nieobecni w mediach z tym swoim problemem.
No może prócz jednego…

Wysłuchałem z uwagą całej debaty sejmowej na temat obywatelskiego wniosku o referendum w sprawie utrzymania dotychczasowego wieku emerytalnego. Od początku do końca. Oczywiście nieźle się ubawiłem, a nie stać mnie na kupowanie biletów na występy kabaretowe, więc jak było nie skorzystać z darmowej rozrywki. Dużo tam mówiono, bredzono i pyskowano, lecz nikt nie wspomniał o kilku sprawach dotyczących tej właśnie grupy osób.
Dożyliśmy ciekawych czasów, gdy rzeczywistość nas otaczająca ma pewną warstwę groteskową, chciałoby się powiedzieć – jest tak zła, że to aż zabawne.
Mam jednak na myśli humor raczej wisielczy… bo ani mnie ani co najmniej dwóm milionom Polaków zupełnie nie do śmiechu...

Otóż jest grupa osób w wieku – w którym nikt ich (zapewne z powodu wieku) nie chce zatrudnić. Czy z powodu wieku… właściwie nie wiadomo, a że nierówne traktowanie kandydatów do pracy ze względu na wiek, stan cywilny czy płeć jest prawnie zabronione, to też i nikt tego oficjalnie nie potwierdzi. Niejaki Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan” twierdzi uparcie, że „pracodawcy się boją”. Właściwie wszystkiego się boją.
Pracodawcy się boją, że taki zatrudniony u nich człowiek "wejdzie im" w wiek, w którym podlega prawnej ochronie przed rozwiązaniem z nim stosunku pracy. Jak wiadomo w obecnym stanie prawnym osoba zatrudniona na umowę o pracę, na cztery lata przed osiągnięciem wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę zaczyna być objęta ochroną stosunku pracy przed jego rozwiązaniem. Chodzi o nieszczęsny i przeklęty - najbardziej dziś chyba przez pracowników Art. 39 ustawy Kodeks Pracy, zmieniony przez Art. 13 ustawy z dnia 30 kwietnia 2004 roku o świadczeniach przedemerytalnych, który mówi, że pracodawca nie może wypowiedzieć umowy po pracę pracownikowi, któremu brakuje nie więcej niż 4 lata do osiągnięcia wieku emerytalnego, jeśli okres zatrudnienia umożliwiłby mu uzyskanie prawa do emerytury z osiągnięciem tego wieku.
Jeśli pominąć wymóg posiadania minimalnego stażu ubezpieczeniowego 20/25 lat którego po prostu trudno dziś nie posiadać w wieku przedemerytalnym (choć bywają sytuacje wyjątkowe), to uprawnienie do emerytury nie zależy dziś od stażu pracy a wyłącznie od wieku i o tyle ten przepis "ochronny" jest niczym nie uzasadniony. Ot po prostu jakaś grupa polityków chciała się widocznie wówczas przypodobać populistycznie swoim wyborcom i „dała im ochronę” a dziś wszyscy ją przeklinają, gdyż pracodawcy pozbywają się pracowników starszych właśnie tuż przed wejściem w ten okres ochronny, by nie dopuścić do zadziałania tego przepisu wobec pracowników. Tworzy to "studnię" na 4 lata przed emeryturą zamiast ochrony, czyli działa odwrotnie niż się wydawało projektodawcy.
Nie sposób zresztą zaprzeczyć, że z punktu widzenia przedsiębiorcy prywatnego przepis ten to jest absolutnie niedopuszczalne ograniczenie swobody prowadzenia działalności gospodarczej, bez uzasadnienia w zasadach funkcjonowania gospodarki.

Tyle, że jest na to sposób: przepis ów mówi o rozwiązywaniu stosunku pracy opartego na umowie, funkcjonującej na zasadach Kodeksu Pracy. A Kodeks przewiduje także umowy na czas określony, które rozwiązują się z terminem przewidzianym w treści umowy, bez żadnych warunków. Można więc zatrudniać starszych pracowników na odpowiednio przygotowanych umowach na czas określony, których data zakończenia przypada w odpowiednio dobranym dniu. Nie ma wówczas już kwestii "bania się" na kilka lat przed wejściem w wiek ochronny pracownika. Tyle, że pracodawcy, bardzo aktywni poprzez liczne swoje konfederacje, w tym przypadku dziwnie słabo optują za likwidacją tego fikcyjnego okresu ochronnego. Nasuwa to przypuszczenie, że wyjaśnienie to jest pozorne, fikcyjne, że to wyłącznie pretekst.
Z innych zgłaszanych czasem "powodów" spotyka się w wypowiedziach następujące: kwalifikacje tych osób nie odpowiadają potrzebom i wymagają uzupełniania, rozwijania – podobnie jak i ludzi młodych. Pracodawcy oczekują gotowych specjalistów z wysokim doświadczeniem za te proponowane 1700 złotych miesięcznie. Dalej – wśród pracodawców dominuje przekonanie, że osoby starsze mają wysokie oczekiwania płacowe. Może wystarczyłoby ich spytać? Po 2 - 3 latach wegetacji w nędzy wymagania płacowe bardzo spadają, a zresztą płaca wynika ze stanu "interesów" pracodawcy wobec czego i tak jest tylko taka, jaka może być... więc cóż tu mają do rzeczy czyjekolwiek oczekiwania?

Liczba osób starszych a bezrobotnych w ciągu ostatniego roku wzrosła o 13,2% w stosunku do roku ubiegłego. Na dodatek prawie 60 000 osób z tej grupy jest bezrobotnymi już ponad dwa lata (z powodu bezowocnego poszukiwania zatrudnienia) i ta liczba (długotrwale bezrobotnych) wzrosła w ciągu ostatniego roku aż o 31%. Po prostu powstaje ogromna grupa ludzi na trwałe wykluczanych z pracy, z aktywności i w konsekwencji – rugowanych z życia. Jestem pewien, że ludzie ci przyjmą z wdzięcznością każdą odpowiednią (*) pracę nawet za najniższą płacę określoną ustawowo. A jeśli nie przyjmą, muszą być wykluczeni z rejestru bezrobotnych. Wobec tego - ten powód niezatrudniania to także fikcja.
Dalej – pracodawcy są podobno przekonani, że ludzie starsi są mniej wydajni i trudniej im oswoić się z używaniem nowoczesnych urządzeń. To stereotyp i uogólnienie.
To także pogląd subiektywny, nie uwzględniający dużo większej fluktuacji kadrowej w grupie pracowników młodszych. Poza tym zawsze mówi się o „pracy odpowiedniej” - tak jak to definiuje ustawa, więc po co starszy człowiek ma obsługiwać supernowoczesne urządzenia sterowane cyfrowo, skoro są prace pomocnicze, biurowe, administracyjne, kancelaryjne, także lekkie prace manualne wykorzystujące atuty doświadczenia życiowego i zawodowego osób starszych bez potrzeby zmuszania ich do akceptacji zbytnich "nowości".
Kolejnym spotykanym często wytłumaczeniem, jest błędne przeświadczenie, że tylko ludzie młodzi dobrze kreują wizerunek firmy. Czas durnej, prostackiej mody na „młode, dynamiczne zespoły” na szczęście powoli już mija wraz z napływem z zachodu jakiejś zasadniczej kultury organizacyjnej o niepolskich tradycjach i podstawowej ogłady managerskiej. Dziś firmy zatrudniające ludzi starszych na odpowiednich stanowiskach są uważane za bardzo nowoczesne, jak choćby świetne delikatesy sieci "Alma"... i wiele innych.

Niestety; jestem przekonany o pozorności wszystkich tych powyżej przytaczanych powodów. Prawdziwy powód leży w kosztach pracy. Podstawową zasadą stosowaną do zatrudniania, jeśli oczywiście pominiemy nepotyzm, kolesiostwo, prywatę, znajomości i swoisty handel miejscami pracy i pracą jako „przysługą” świadczoną ważnemu znajomemu z nadzieją na powstanie „długu” który będzie można kiedyś odebrać – są koszty pracy, głównie odnoszące się w tym przypadku do składek na ubezpieczenie społeczne, zdrowotne, PFRON. A pod tym względem są grupy „tańsze” czyli zwalniające pracodawcę od pewnych obciążeń finansowych, oraz droższe – wymagające pełnej ustawowo określonej płatności i to w określonych ściśle terminach. Ma się rozumieć że ci ostatni zawsze przegrywają z tymi „tańszymi” i to jest cała „tajemnica” polityki zatrudniania, do której dorabiane są różne przykrywki by ukryć prozaiczną prawdę.

Nie wiem, czy gdyby istniało nadal – niedawno powołane i równie szybko zlikwidowane – stanowisko doradcy czy pełnomocnika Premiera do spraw zapobiegania zjawisku wykluczenia społecznego, sytuacja byłaby lepsza.
Faktem jednak jest, że powstała i nieodwołalnie rośnie grupa osób spychanych w kierunku całkowitego wykluczenia społecznego. To ludzie w wieku 45 – 60 czy 50 – 65 lat, a więc starsze osoby w wieku przedemerytalnym, które zostały wyrugowane z rynku pracy i często od 2 – 3 lat nie mogą znaleźć żadnego zatrudnienia a więc tym samym – zdobyć jakichkolwiek środków pochodzących z zapłaty za pracę. W całej „dyskusji” o reformie wieku emerytalnego nie zostało to zauważone. Osoby te – jeśli miały prawo do zasiłku dla bezrobotnych - obwarowanego tak restrykcyjnymi warunkami, że spełnia je nie więcej jak 20% bezrobotnych – szybko go utraciły, bo przecież zasiłek dla bezrobotnych ma charakter przemijający i krótkoterminowy (maksymalnie 12 miesięcy) a nam błyskawicznie rośnie grupa osób bezowocnie poszukujących pracy od 24 i więcej miesięcy.
Pomijając już dramatyczną sytuację materialną tych osób, trzeba w aspekcie uprawnień do ewentualnej projektowanej emerytury cząstkowej stwierdzić, że okres bezrobocia bez pobierania zasiłku nie liczy się do okresów składkowych od których może być uzależnione to prawo. A są osoby z tek grupy, które już ponad trzy lata bezskutecznie poszukuję zatrudnienia bez pobierania zasiłku. Osoby te więc bez swojej winy nigdy mogą nie osiągnąć wymaganego okresy stażu niezbędnego dla nabycia prawa do emerytury cząstkowej, już nie wspominając o wpływie okresu bezrobocia na stan IKE tych osób - bez ich winy. Z tego powodu z emerytur cząstkowych nie będą mogły skorzystać osoby najbardziej tego potrzebujące, by jakkolwiek przetrwać jeszcze te dwa lata dłużej – do wieku emerytalnego.
Dla osób z tej szczególnej a zapomnianej przez Rząd grupy bezrobotnych – przesunięcie wieku nabycia uprawnień do emerytury na 67 lat będzie często oznaczało jedynie konieczność dwa lata dłuższego oczekiwania na to prawo, tułania się na zapomogach, zasiłkach z opieki społecznej, korzystania z ewentualnej pomocy rodziny – by dożyć do swojego wieku emerytalnego, a otrzymana po latach bezrobocia emerytura także będzie głodowa z powodu małej kwoty uzbieranej na IKE.
To nic innego, jak poświęcenie przez władzę grupy obywateli w imię „kryzysu” i na koszt ofiar reformy emerytalnej. A chodzi tu o osoby które często były aktywne w walce z władzami PRL o wolność polityczną i gospodarczą. Osoby zasłużone dla walki o wolność Polski.
Jednak powracając do wstępu tego felietonu, zapytam jeszcze raz: jeśli można porównać tę dużą przecież grupę obywateli, co najmniej kilkudziesięciotysięczną, prowadzoną dziś „jak barany na rzeź” przez władzę z Platformy Obywatelskiej, to trudno zrozumieć, dlaczego nie protestują. Dlaczego milczą. Władza reaguje dziś wyłącznie na argument siły. Kieruje się dziś wyłącznie interesem wyborczym mierzonym w prognozach poparcia społecznego. Zasady etyki, sprawiedliwości, moralności, solidarności społecznej są tylko na papierze na którym wydrukowano Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, zaczynającą się od słów: RZECZPOSPOLITA POLSKA JEST DOBREM WSPÓLNYM WSZYSTKICH OBYWATELI, (…) DEMOKRATYCZNYM PAŃSTWEM PRAWNYM URZECZYWISTNIAJĄCYM ZASADY SPRAWIEDLIWOŚCI SPOŁECZNEJ…

(*) określenie "odpowiednia" stosowane wobec propozycji pracy oferowanej bezrobotnym przez PUP zostało dodane do ustawy już jako poprawka na etapie jej procedowania i jest zdefiniowane w treści "ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy".

Odwiedziny: