Reasumując poprzednio opublikowany tekst pt. Polska Platformy Obywatelskiej - Państwo tylko dla "zaradnych". – omawiam pokrótce zjawisko wywoływania i podsycania agresji i (lub) pogardy wobec osób pozbawionych pracy, potrzebujących pomocy – niekoniecznie nawet materialnej.
Agresja ta jest obserwowalna w warstwie języka, tworzonych pojęć, wyrażeń, synonimów a także rozpowszechniana poprzez celową propagandę upowszechnianą w dostępnych popularnych miejscach, jak fora internetowe i portale społecznościowe przez osoby często wynajęte, robiące to odpłatnie.
Reakcją osób poddanych takiej presji jest odwracanie się od Państwa, tzw. emigracja wewnętrzna, przechodzenie do szarej strefy, postawy całkowicie aspołeczne. Ma to bardzo negatywny wpływ na sytuację samego społeczeństwa. Szkodzi społeczeństwu. Trzeba o tym wiedzieć i myśleć samodzielnie, nie poddawać się presji i nie podporządkowywać się „prawdom zasłyszanym”.
Tak jak dawniej władza niemogąca spełnić oczekiwań wywołanych głoszoną przez siebie ideologią – nazywała Polskę „państwem budowy ustroju socjalistycznego”, co sugerowało społeczeństwu, że „wszystko co obiecane – będzie, gdy się budowa zakończy” – tak samo i obecna władza próbuje rozbieżności pomiędzy swoimi deklaracjami a obserwowalną rzeczywistością usprawiedliwiać hasłem „Polska w budowie”. To także jest następującym komunikatem kierowanym do wyborcy: nie da się ukryć że nie jest tak jak obiecaliśmy wtedy gdy na nas głosowaliście, ale dajcie nam jeszcze kolejna lata sprawować władzę a zbudujemy wam to „państwo obiecane” …
Nic nie wskazuje na to, że nie jest to jedynie oszukańcze hasło propagandowe władzy, żebrzącej o pozwolenie na kontynuację tego, co dotychczas. I tak jak „budowa socjalizmu” nigdy się nie powiodła – nie powiedzie się budowa PO-wskiego modelu Polski. Powstaną jedynie ofiary, długi do spłacania przez następne pokolenia a władza (Tusk), jak dawniej znów powie „Ja chciałem dobrze…”
Jeśli ustrój PRL nazywano kiedyś „budową ustroju socjalistycznego” a dziś czasem używa się określenia „socjalizm realny” – co ma oznaczać tę jedynie część (czy wersję) idei, którą udało się zrealizować w praktyce, tak i dziś obecny ustrój Polski należałoby nazwać „gospodarką rynkową realną” czy „realnym liberalizmem” – jako wypaczoną i okrojoną, nieudaną czyli inaczej mówiąc - "spolszczoną" wersją idei głoszonej przez władzę – możliwą do osiągnięcia w praktyce. Hasło propagandowe Platformy Obywatelskiej „Polska w budowie” – potwierdza takie wyjaśnienie.
Rozbieżność pomiędzy teorią (deklaracją ideową) a obserwowalną na co dzień rzeczywistością – dotyczą nie tylko pracy Rządu ale przede wszystkim postaw ludzi, indywidualnych osób, których suma stanowi o kształcie rzeczywistości, o rzeczywistym obrazie Państwa. Stąd właśnie podobnie jak w PRL wywodzi się różnica pomiędzy ideą a życiem.
Jakiekolwiek by nie były hasła ideologiczne czy nawet i autentyczne przekonania władzy, dojście niegdyś do władzy przez Platformę Obywatelską przez ludzi widziane było, jako powszechne przyzwolenie na „robienie interesów”, bogacenie się nawet i niezbyt zgodne z prawem. Władza PO - cokolwiek by nie mówiła oficjalnie, formalnie – usankcjonowała tak na prawdę porzucenie wszelkich idei a zrobienie najwyższej wartości z "bogacenia się", które odbywało się także kosztem niszczenia tego, co nie musiało być zniszczone, kosztów na przykład dramatycznego bezrobocia – które nie musiały być tak wielkie, gdyby nie rzeczywiste przyzwolenie władzy. Znakomita większość z tych ponad 10 milionów obywateli popierających "Solidarność" nie przypuszczała nawet, że stworzona przez nich nowa władza może doprowadzić do niszczenia całej istniejącej infrastruktury gospodarczej bez nawet próby reformowanie jej części czy zastąpienia jej czymś innym dla rozłożenia ciężaru i kosztów przemian w czasie w sposób dający mniej ofiar.
Jednym z objawów bezrozumnego i bezdusznego pędu do wzbogacenia się była i jest aktywizacja „chętnych na zysk” wszędzie tam, gdzie następuje duży przepływ pieniądza (bogate i najlepiej publiczne (społeczne) źródła finansowania) i związana z tym jakaś potrzeba (cel finansowania). Jednym z takich źródeł jest Europejski Fundusz Społeczny (EFS).
Na takie okoliczności polują właśnie ci ludzie ogarnięci manią „zarabiania” i jak pasożyty przysysają się do źródełka pieniędzy, obudowując ten właściwy pierwotny, rzeczywisty cel finansowania – swoimi działaniami pozorowanymi, zbędnymi, wtórnymi – partycypując w ten sposób w udziale, – jako pasożyt – w finansowaniu, odbierając część środków początkowemu, głównemu beneficjentowi albo i z czasem – nawet eliminując go.
Przykładem mogą być instytucje „badawcze” dotyczące bezrobocia, żywiące się z funduszów przeznaczonych na walkę z bezrobociem albo możliwych do spożytkowania w tym celu a niczego do tej walki nie wnoszące, prócz kosztów swojej działalności. Buduje się nieraz całą sieć redystrybucji środków, wydawanych nie na cel pierwotny a na sztuczne, celowo wymyślane zadania, stanowiące jedynie pretekst do udziału w finansowaniu ale niczego potrzebnego nie wnoszące. Jeśli powstaje na przykład projekt badawczy dotyczący bezrobocia, to powstaje też Redakcja materiałów produkowanych przez ten zespół badawczy, następnie powstaje (lub jest angażowane istniejące) wydawnictwo, które wydaje drukiem materiały wytwarzane przez tę redakcję i to wydaje w ekskluzywnej, możliwie jak najdroższej formie (patrz załączone zdjęcie), następnie jeszcze firma produkująca i wydająca płyty multimedialne CD do tego wydawnictwa a na końcu – dystrybutor rozprowadzający te produkty, który przedstawia także swoje faktury na koszty dystrybucji. Ostateczny produkt – jest rozprowadzany nieodpłatnie (darmowy), czyli w pełni finansowany przez to pierwotne źródełko. Są tysiące takich przypadków a to jedynie jeden przykład. Najbardziej istotne jest jednak – że jest to całkowicie zbędne, przez nikogo niezamawiane i nie ma żadnego wpływu na pomoc dla bezrobotnych, dla których pierwotnie przeznaczone były pieniądze na to wydane, (mimo że trudno je nazwać całkowicie zmarnowanymi, zdefraudowanymi itp.). Planując takie działania ma się na myśli jedynie swój zarobek przy okazji tego a nie wpływ na stan bezrobocia i to nazywam pasożytowaniem.
Zjawisko to jest powszechne, w wielu dziedzinach gdzie występują duże źródła finansowania, szczególnie pochodzące z funduszy unijnych, a co najważniejsze moim zdaniem nie wynika ono z ideologii głoszonej przez władzę, a raczej z jej wypaczenia dokonywanego przez indywidualne osoby wbrew tej oficjalnej ideologii. Stąd jednoznaczne skojarzenia s historią komunizmu czy socjalizmu w wydaniu radzieckim.
Dostawcy źródeł finansowania walki z bezrobociem nie otrzymują danych analitycznych dotyczących form i metod faktycznego zużycia środków, dlatego prawdopodobnie nie są świadomi realiów i nie kontrolują ich. Należy więc ich o tym informować, by przynajmniej upewnić się co do ich intencji. Jednym z przykładów dowodzących takiego twierdzenia jest rozliczanie efektywności finansowania Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki za pomocą wskaźnika, jakim jest tempo wydawania środków przyznanych na ten program a nie skutek dla beneficjenta ostatecznego. Dowodem na to jest wywiad z Dyrektorem WUP w Szczecinie przytoczony i omówiony w moim kolejnym artykule „Kto najszybciej wyda pieniądze z PO KL”.
Dobre tempo wydawanie tych środków zostało „nagrodzone” w styczniu w woj. Zachodniopomorskim dodatkowymi środkami (54 miliony euro) z Krajowej Rezerwy Wykonania PO KL, ale dotychczas pieniądze te nie ujawniły się w Urzędach Pracy. Za to Powiatowe Urzędy Pracy wcześniej zostały ograbione ze środków na swoją ustawową działalność o 70% w stosunku do roku ubiegłego, w ramach „oszczędności wydatków” przez Premiera. Łącznie na Polskę rozdysponowano dodatkowo ponad 230 milionów złotych z "Rezerwy Wykonania", ale bezrobocie się nie zmniejsza, co wzmacnia jedynie obawy, że będzie to karma dla kolejnych „pasożytów” a nie realna pomoc dla rzeczywiście potrzebujących takiej pomocy. Na dodatek to ci z winy państwa potrzebujący pomocy są teraz oskarżani niesłusznie o „pasożytowanie”.
Podobne procesy „pasożytowania”- to znaczy stwarzania sztucznych, zupełnie zbędnych, wymyślnych, rzekomych potrzeb wymagających zaspokojenia – są zjawiskiem powszechnym, w różnych dziedzinach życia. Być może na tym polega postęp w mniemaniu PO(?). Moje obawy i protest wzbudza jedynie to, że dzieje się to kosztem rugowania, pomijania i niezaspakajania tych najważniejszych, rzeczywistych i dramatycznych potrzeb – jak walka z bezrobociem osób, które bezrobotne być nie chcą, oraz z jego nieuniknionymi konsekwencjami: bezdomnością, nędzą, rozbijaniem rodzin, bezpowrotnym odrywaniem się od własnego społeczeństwa, emigracją wewnętrzną i fizyczną, lawinowym wzrostem przestępczości i jej brutalizacją, przedwczesnymi zgonami, samobójstwami w poczuciu beznadziejności własnej sytuacji (samobójstwami z biedy).
Problem niedostrzegania lub marginalizowania bezrobocia i jego skutków, lekceważenia ich, bagatelizowania objawów społecznych – wiąże się ze wspomnianym trendem do „bogacenia się za wszelką cenę” i wynika z niego.
Lekceważenie i bagatelizowanie tego – jest samoobroną "społeczności" osób oszalałych na punkcie zdobycia kapitału i bogactwa, a proces wyszydzania, oskarżania i odmawiania prawa do życia, odmawiania powrotu do pracy osób bezrobotnych – jest stosowany wobec osób bezrobotnych poprzez wspomnianą wcześniej parszywą „propagandę szemraną” – także jako rodzaj „zwalczania konkurencji do pieniędzy” – nie przez oficjalną ideologię Platformy a przez wypaczających ją „oszołomów kapitalistycznych” nad którymi władza nie chce lub nie potrafi zapanować.
Jednym z objawów przedstawianych tu procesów jest zadziwiająca nieskuteczność wszelkich szkoleń finansowanych z EFS, mających w oficjalnym zamierzeniu zmniejszyć bezrobocie - poprzez taką poprawę sytuacji przynajmniej części osób bezrobotnych, by mogły one zostać długotrwale zatrudnione. Szkolenia te – także są doskonałym pretekstem jedynie dla działalności wielu firm i osób, działających na własny rachunek, od lat współdziałających przy ich wykonywaniu na koszt dofinansowania unijnego, ale w taki sposób, aby szkolenia te pozostawały nieskuteczne, by ilość bezrobotnych nie zmniejszała się – nie zamykając takiego „rynku usług”. To mniej więcej tak, jakby ktoś założył wielką drukarnię np. kalendarzy, – które mają tę własność, że po tygodniu od powieszenia – płowieją i stają się nieczytelne, a w dodatku miał na to zapewnione stałe finansowanie zamawiającego, który jest ociemniały a więc nie jest w stanie tego sprawdzić. Dokładnie tak jest z "kursami unijnymi" i ich brakiem skutku.
Podawałem przykłady z kursów, w których brałem udział, dowodzące tego przypuszczenia – o celowej i zaplanowanej ich nieskuteczności.
Prawdziwości zjawiska dowodzą także inne materiały ukazujące się w różnych publikatorach, jak na przykład tekst mówiący o obawach tych firm szkoleniowych , w związku z możliwością wyczerpania się źródełka finansowania unijnego dającego im pretekst do ich szkodliwej działalności;
Rzeczpospolita: "Firmy szkoleniowe boją się wygasania unijnych dotacji".