BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

28/12/2011


Hańba

Polska jest w tej złej sytuacji, że ma za sobą skutki sześćdziesięciu lat walki władzy politycznej czyli w tym przypadku praktycznie - państwa, z przedsiębiorczością, własnością prywatną, naturalną niejako dla człowieka współczesnego chęcią osiągnięcia korzyści materialnej, podwyższenia swojego statusu majątkowego, wzbogacenia się i na dodatek… osobistego korzystania z tego wszystkiego.
Bo państwo, władza państwowa, Polska, kierowała się przez ponad półwiecze ideologią komunistyczną przyniesioną tu z Kraju Rad „na bagnetach” Armii Czerwonej, idącej na Berlin a niejako „przy okazji” wyzwalającej nasz kraj spod okupacji niemieckiej, zastępując ją... swoją własną okupacją.
Nie miejsce tu na wykłady historyczne a i ja nie jestem dość kompetentny, chodzi mi tu jedynie o podkreślenie tego aspektu historii: państwo zwalczało jak tylko mogło przedsiębiorców i właścicieli, przedsiębiorczość i własność prywatną.

Najpierw było tzw. „rozkułaczanie” polegające na zabieraniu (nacjonalizowaniu) własności ziemi uprawnej i gospodarstw a zastępowanie ich budową Państwowych Gospodarstw Rolnych (PGR-ów), – które miały stanowić odpowiednik radzieckich „kołchozów” (Koliektiwnoje haziajstwo). Kto posiadał ziemię – był „kułakiem” – wrogiem ideologicznym, któremu należało siłą odebrać absolutnie wszystko (nie tylko ziemię) i w ostateczności - dać mu kufajkę, gumiaki i zatrudnić go na etat „oborowego” w tym – jeszcze do niedawna jego własnym – gospodarstwie. To w najlepszym przypadku, bo jeśli władza wyczuwała jakiekolwiek sprzeciwy, delikwent przepadał w więzieniu NKWD albo wędrował gdzieś na daleki północny-wschód… Bo radziecka NKWD miała w Polsce swoje więzienia dla wrogów polskiej władzy ludowej.
W domach tychże dawnych właścicieli powstawały regionalne dyrekcje RGR-ów, Państwowe Ośrodki Maszynowe do obsługi PGR-owskiego sprzętu rolniczego, Dyrekcje Lasów Państwowych (także znacjonalizowanych) albo inne urzędy państwowe terenowe i trwały tam do czasu, gdy jeszcze można było tam fizycznie egzystować, a gdy dom już popadał w ruinę bez remontów – władza wyprowadzała się a okoliczna ludność rozkradała wszystko, co jeszcze się do czegokolwiek nadawało, choćby na opał… Bo władza ludowa niczego tak bardzo nie nienawidziła – jak remontować cokolwiek, a już szczególnie, gdy to było „poniemieckie”.

Później pojawiali się inni wrogowie ludu: to „badylarze” – czyli ze wszech miar godni pogardy i podejrzani ideologicznie właściciele małych szklarni i tunelów foliowych, czy szkółek sadowniczych. Oczywiście – dobrze było, że coś produkują, w szczególności żywność, ale skandalem było to, że to jest ich własne, a na dodatek – zarabiają na tym i to dla siebie, nie dla klasy robotniczej…!
Byli też „cinkciarze”, czyli ludzie nielegalnie handlujący walutami obcymi. W Polsce obrót walutami, np. dolarami amerykańskimi – był surowo zabroniony i był przestępstwem. Legalne były jakby „zamienniki walut”, czyli tzw. „Bony Pewexu” oraz specjalne bony „Baltona” – dla elity osób zarabiających legalnie w walutach wymienialnych. Obrót mimo to oczywiście istniał, istniało też „podziemie” i „półświatek” a i spora część obecnie najbogatszych osób w Polsce – swoje majątki początkowo wywodzi z tego właśnie okresu. Przypuszczam, że aby to robić, należało być emerytowanym milicjantem, funkcjonariuszem „służb”, albo przynajmniej tymże - sowicie się „odpłacać”…
W czasach gierkowskich, gdy kontrola nad tym wszystkim stała się coraz trudniejsza – władza państwowa wymyśliła inny sposób; mniej zwracano uwagę na sposób i miejsce powstania zysku "prywatnego", a coraz bardziej – na miejsce jego ulokowania, lub wydatkowania.
Więc nie – co, gdzie i jak ktoś zarobił, a – czego jest właścicielem, co ma. Nie powinien przy takiej polityce władzy w zasadzie nic mieć, a jeśli miał – to należało wyjaśnić, skąd.
Zrodził się wówczas pomysł dodatkowego zapanowania nad dyscypliną podatkową; ocena dochodów po stanie posiadania, a nie po oficjalnie ujawnianych zarobkach. Wiadomo zresztą, czemu cały świat się dziwił od zawsze, że Polak więcej wydawał niż zarabiał i poniekąd do dzisiaj tak jest. Władza nie chciała się jednak z tym pogodzić, to znaczy z aż taką konkurencją dla siebie; przestawała być elitą, towarzysze z komitetów się oburzali… więc wymyślono nowy sposób kontroli podatkowej: podatek nie tyle od wykazywanych dochodów a „po znamionach luksusu”. Z samochodami nie było jeszcze wówczas takiego problemu, bo tu „luksusu” w ogóle raczej nie było, (choć to rzecz względna), ale powstawać zaczęły bardzo dziwne domy. Jak dekoracje do filmów grozy. Szczególnie do tego nadawały się niewielkie wille poniemieckie na przedmieściach albo w dzielnicach willowych, jeszcze często ze śladami na elewacji po seriach z ruskiej „pepeszy”, z ubytkami w otynkowaniu, dziurami w dachówkach. Zewnętrznie – po prostu bieda, ruina, nędza, zniszczenie… strach podchodzić, bo się zawali. A za to w środku…......
Bo wewnątrz nikt „znamion luksusu” nie mógł tak łatwo poszukiwać, a na zewnątrz – było widać to, co „trzeba”… czyli nic.

Dlaczego ja to piszę?

Chcę nawiązać do pojęcia SOLIDARYZMU SPOŁECZNEGO, czy po prostu solidarności.
Solidarności międzyludzkiej, czyli – ludzkiej. Solidarności ludzkiej w wymiarze społecznym.
Te wszystkie zaszłości, czynniki kształtujące postawy ludzkie i sposoby myślenia - dotyczyły ludzi dziś będących w wieku zwanym "50+".
Mam wrażenie, że trzeba o tym mówić, pisać i rozmawiać, bo nie jest to dość szeroko rozumiane, a wyraźnie widać, że jakieś” siły” starają się tym „grać” i jak najbardziej to zagmatwać, wypaczyć, ośmieszyć i skompromitować.

Całkowita „klapa” programu rządowego pod nazwą „Program Solidarność Pokoleń, działania na rzecz zwiększenia aktywności zawodowej osób w wieku 50+” nie jest już dziś nawet negowana przez autorów, przez „czynniki rządowe”. Mówi się; no nie wyszło, całkowicie się nie udało, zostało zbojkotowane przez pracodawców… itp. Nie mówi się – dlaczego tak się stało, kto za to odpowiada no i… co dalej. Co dalej! - bo program ten miał konkretne uzasadnienie i cel. Cel społeczny najwyższej wagi, który nie został osiągnięty ani niczym zastąpiony. Kluczowymi postaciami związanymi z tym jest Michał Boni i Władysław Kosiniak Kamysz.

O jakich tu ludziach (beneficjentach ostatecznych) piszę:
Dzisiejsza młodzież ma w szkołach pełną swobodę nauki języków obcych, wręcz jest to propagowane, promowane, ułatwiane. Bardzo rozpowszechniony jest już dostęp do komputerów, jeśli nie osobistych to choćby w bibliotekach, świetlicach, kafejkach internetowych a to daje bazę do używania programów multimedialnych edukacyjnych, w tym i do nauki języków. W czasie, o którym pisałem wcześniej – przyznanie się do posiadania krewnych za granicą było bardzo niebezpieczne, zamykało wiele drzwi i możliwości, zamiast je otwierać. Uczenie się języka obcego poza rosyjskim (który był obowiązkowym przedmiotem nauczania w szkołach), było jakieś podejrzane, nie chwalono się tym, pomocą bywały tylko „czarne” płyty gramofonowe a później – kasety magnetofonowe, bardzo kiepskie podręczniki szkolne wyłącznie polskich autorów, zatwierdzone przez Ministra i Komitet. Zresztą - po co było się tego języka obcego wówczas uczyć; granice były zamknięte, paszporty - jeśli już ktoś posiadał - nie wolno było trzymać w domu a w depozycie w komendzie Milicji Obywatelskiej. Każdy wyjazd z Polski był niemalże UCIECZKĄ i... co najważniejsze - nikt nie wierzył, że to się kiedykolwiek może zmienić...
Młodzież w wieku Pana Ministra Kosiniaka - Kamysza, od połowy lat dziewięćdziesiątych czyli w swoim wieku licealnym, miała możność obserwować przed wejściem w wiek "produkcyjny" wszystko to, co się dzieje z gospodarką Kraju, te "dzikie" prywatyzacje, bezmyślne niszczenie zakładów, które mogły być zmodernizowane, nagłe upadłości, gwałtowny wzrost bezrobocia, nieudolność i bezmyślność władzy. Dla starszego pokolenia było już za późno, ale oni mogli jeszcze dostosować się do tego co obserwują, zrewidować swoje plany czy wykształcenie zgodnie z przemianami gospodarki.

Dzisiejsza młodzież ma w programie nauczania zajęcia z przedsiębiorczości, są do tego podręczniki, wszelka dostępna literatura w bibliotekach i Internecie, poradniki, samouczki, uczniowie poznają zasady powstawania i organizacji firm, uczą się tworzenia biznesplanów. Są inne pomoce, gry edukacyjne jak Bankrut, niezliczone materiały w Internecie nie do ogarnięcia. W czasach, o których pisałem wcześniej – nie było to dostępne, zbytnie interesowanie się tym było negatywnie oceniane, szkodziło uczniowi i pracownikowi, było to ideologicznie podejrzane i zwalczane. Własność miała być wyłącznie społeczna, a od biznesu był Pan Dyrektor i Pan Sekretarz organizacji zakładowej PZPR. Ludzie wówczas nie mieli takiej niezależności spojrzenia, samoświadomości – dlatego uważali, że tak widocznie ma być a zgniły kapitalizm już za chwilę upadnie. Jedynym podręcznikiem na wszystkich kierunkach studiów była „Ekonomia polityczna kapitalizmu” – Oskara Lange. Jeszcze w drugiej połowie lat 90-tych zestaw informacji o formach działalności gospodarczej, przepisach prawnych, podatkowych, procedurach postępowania itp - można było wyłącznie nabyć za "ciężkie pieniądze" w niektórych firmach consultingowych...

Dziś się uczy i przyzwyczaja młodych ludzi do mobilności zawodowej, do tego, że pracę można a nawet należy zmieniać, gdy czują zastój, brak możliwości awansu itp. Że praca jest dla człowieka, ma dawać mu satysfakcję nie tylko materialną, ale i osobistą, poczucie rozwoju i wykorzystania swoich możliwości. Że pracę należy wręcz zmieniać co kilka lat – by uniknąć „wypalenia zawodowego” czy rutyny… W czasach, o których pisałem wcześniej, ówczesnych młodych ludzi dziś będących właśnie w wieku 50+ uczono i przekonywano, że liczy się wierność firmie, że najlepiej całe życie pracować w jednym miejscu, bo to zaszczyt i honor. Awans był możliwy głównie poprzez struktury partyjne, dlatego dla wielu był niedostępny. Nie traktowano poważnie tych, co często zmieniali pracę; uważani byli za niepewnych i mieli trudności ze znalezieniem dobrej pracy. Premiowało się doświadczenie, rutynę, nieprzerwany staż.

Mógłbym tak w nieskończoność wymieniać różnice a najczęściej – przeciwieństwa pomiędzy tamtym systemem a obecnym. Oczywiście nie będę tego robił, ale chcę wykazać, że ludzie dziś w wieku 50+ a wówczas młodzi – są tacy jak ich nauczono, jakie były wymogi uznawane powszechnie przez ówczesne społeczeństwo. Tamten system był dla nich niezależną od nich rzeczywistością, oczywistością.

W czasie upadku minionego systemu, rozwiązania Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej a następnie rozpoczęciu przemian gospodarki w założeniu z „socjalistycznej” na „wolnorynkową” – zdawano sobie sprawę, że będą problemy dla pokolenia pracowników wychowanych w starym systemie, mających już kilku czy kilkunastoletni staż pracy a obecnie nagle przenoszonych do innego systemu gospodarczego. Wszystko to wymknęło się jednak spod kontroli władzy państwowej - o ile założymy optymistyczne, że władza chciała to kontrolować, ale nie potrafiła.
Wszystko odbyło się w sposób chaotyczny, bezmyślny i barbarzyński.
Przemiany musiały jednak nastąpić a chodziło o to by złagodzić ich skutki dla Bogu ducha winnych, dobrych i wydajnych jeszcze do niedawna pracowników, dobiegających wtedy wieku czterdziestu lub czterdziestu kilku lat. Polska odzyskała suwerenność w tym i gospodarczą, ale chodziło o to, by ci ludzie, którzy tę suwerenność wywalczyli – mogli także się z niej cieszyć, mino że ona zniszczyła cały ich świat wartości i dorobku zawodowego.
Aby mogli się cieszyć z odzyskanej wolności - patrząc w przyszłość, a nie przeklinać ją - patrząc ciągle wstecz.

Dziś niedouczonej, cynicznej gówniarzerii łatwo jest rzucać oskarżenia; że ci "50+" są mało przedsiębiorczy, nie znają się na informatyce, nie znają języków obcych a i czasem - swój własny, ojczysty - dość kiepsko im "idzie", że są mało "mobilni" zawodowo, słabo tolerują zmiany i nowości, często nie mają prawa jazdy... A przecież są tacy jacy mieli być, jak ich wychowano, jak tego oczekiwało społeczeństwo; to samo społeczeństwo tego samego kraju...
Bez przesady zresztą; w takim gadaniu jest wiele przesady i złośliwości. poszukiwania sztucznych, naciąganych i nieprawdziwych oskarżeń. Ludzie ci kończą kursy, w tym i komputerowe, nie są ograniczeni umysłowo. Mogli być bardzo przydatni. Wiek pięćdziesiąt kilka lat - to jeszcze szczyt możliwości, a już - szczyt doświadczenia, równowagi. Zresztą - przecież mają pracować do wieku 67 lat...

Na zasadach solidaryzmu społecznego ludzie ci mieli uzyskać pomoc społeczeństwa w dostosowaniu się do transformacji gospodarczej.
Już wówczas zostali oszukani przez społeczeństwo, gdyż zamiast pomocy - rozprzestrzeniło się wśród „pracodawców” przekonanie, że „ludzie w wieku ponad 40 lat nie nadają się już do żadnej pracy, tak są zdemoralizowani „socjalizmem”… Byli zwalniani z pracy, powstała pierwsza ogromna fala bezrobocia dla ówczesnych 40+. Dzisiejsze bezrobocie także najbardziej dotyka tę grupę, z tym, że dziś mają oni już po pięćdziesiąt kilka lat.
Jeszcze nie mają uprawnień do emerytur, jeszcze są pełnosprawni - więc nie mają uprawnień do rent, nie istnieją już emerytury wcześniejsze, czy specjalne emerytury dla bezrobotnych - jak w Niemczech czy Norwegii. A oni już nie mogą nigdzie uzyskać zatrudnienia, są skandalicznie szykanowani z całą obojętnością władzy i błogosławieństwem prawa, które przecież zabrania szykanowania kogokolwiek!

Polska jest państwem nie tylko bezdusznych, barbarzyńskich egoistów, cynicznej gówniarzerii, pazernych "dusigroszy" przedsiębiorców, ale i bałaganiarzy, i przestępców mających od urodzenia do śmierci dokładnie całe prawo w dupie! Szczególnie - prawo pracy.
Solidaryzm społeczny okazał się kłamstwem i oszustwem. Fikcją propagandową PO i jej poprzedniczek. Społeczeństwo a zwłaszcza władza - nie dorosła do solidaryzmu.
Nawet zasiłki związane z rejestrowanym bezrobociem, mimo że są tylko czasowe, przyznawane na dość krótki okres czasu, przyznawane są jednie nie więcej jak 20% bezrobotnych. Jak żyją pozostali? Te 80% które zasiłków nie otrzymuje? Jak umierają?! Jakie cierpienia fizyczne i psychiczne znoszą – próbując walczyć o przetrwanie, o zachowanie przynajmniej godności do końca. Ciągle wzbudzając w sobie nadzieję i tracąc ją...

Co do wspomnianego „Programu Rządowego”, który był od początku fikcyjny i nie został zrealizowany - przygotowanego przez Platformę Obywatelską pod przewodnictwem Pana dr Michała Boniego – będę analizował tu w przyszłości bardziej szczegółowo jego elementy. Także dokument implementacyjny oraz „sprawozdanie z realizacji” jakie sprokurowało Ministerstwo Pracy Pani Minister Fedak z PSL w styczniu 2011 roku, także we współpracy z Panem dr Bonim. (Pan Boni jest doktorem kulturoznawstwa, ale specjalizował się chyba w kulturze dzikich...)
Taki program, takie działania - jeszcze powinny powstać i powinny być pilnie, natychmiast wdrożone, przynajmniej wobec tych, którzy jeszcze są w stanie podjąć normalną, odpowiednią dla nich pracę. Jest późno, ale nie za późno, przynajmniej dla części osób z tego przedziału wiekowego. Zaczną pracować, płacić składki ZUS-owskie, podatki i zarabiać na obecnych emerytów. Pozostali powinni otrzymać jakieś świadczenie pozwalające na egzystencję, bo to państwo przecież nie wykonało swojego konstytucyjnego obowiązku, odrzuciło ich, uniemożliwiło im pracę dla wypracowania dochodu narodowego i samodzielnego utrzymania się.

Trzeba być dziś skończonym sukinsynem, by tym ludziom zalecać dziś "zakładanie działalności gospodarczej" i zarzucać im, że tylko jednostkom się to udaje, albo zalecać im wyjazdy do pracy za granicę i zarzucać im brak mobilności i nieznajomość języków, a już tym bardziej kazać im sobie samodzielnie "radzić" w imię jakiejś idiotycznej lewackiej "równości" - na tak zwanym "rynku pracy" - który przecież żadnym rynkiem nie jest, a jeśli - to skrajnie wypaczonym i pogrążonym w bezprawiu... szczególnie co do "prawa pracy". Trzeba być skończonym sukinsynem, ale... jednak takich przecież nie brakuje...

Jestem przekonany, że historia kiedyś właściwie oceni ten czas, winy i zasługi konkretnych osób; polityków, teoretyków i działaczy. Że badacze życia społecznego już niedługo obiektywnie zbadają, udokumentują i opiszą to, z czym mamy do czynienia teraz. Że określą z imienia i nazwiska - winnych. Chciałbym, aby wówczas – jak dawniej w odniesieniu do ludzi, których uznano za zdrajców narodu – ich portrety były pokazywane w telewizji wraz z wielkimi napisami:

H A Ń B A !


Ofiarom to nie da satysfakcji, ale...

W Polsce brak opozycji politycznej. Nie jest nią PiS ani Pan Kaczyński, nie jest nią SLD ani Pan Miller, nie jest nią Palikot ani Pawlak. Najlepsze co może zrobić Pan Jarosław Kaczyński - to "dać sobie spokój" i zająć się wreszcie kotkiem, (broń Boże - nie pali..., no i najlepiej - swoim) pozwalając wreszcie na powstanie autentycznej opozycji zajmującej się skutecznie sytuacją społeczną wewnątrz Kraju. W Polsce brak autentycznych związków zawodowych, zajmujących się działalnością syndykalną. Panoszą się konfederacje pracodawców - lobbystów zdziczałego, zacofanego, polskiego, wypaczonego kapitalizmu...

Polska jest państwem nie tylko bezdusznych, barbarzyńskich egoistów, cynicznej gówniarzerii - czyli tzw. polityków, pazernych buraków i "dusigroszy" przedsiębiorców, ale i bałaganiarzy i przestępców mających od urodzenia do śmierci dokładnie całe prawo w dupie! Szczególnie - prawo dotyczące pracy.
Solidaryzm społeczny okazał się kłamstwem i oszustwem. Fikcją propagandową PO i jej poprzedniczek. Społeczeństwo ale w szczególności zwłaszcza władza - cywilizacyjnie nie dorosło do solidaryzmu.

Odwiedziny: