BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gospodarka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gospodarka. Pokaż wszystkie posty

21/03/2014

Rządzenie Platformy Obywatelskiej – to nie jest domena ekspertów.

Jarosław Kaczyński jaki jest – każdy widzi, ale jego racja merytoryczna lub jej brak od tego przecież nie zależy!
Uważam jednak, że trafił w sedno nazywając Tuskową propozycję „debaty” w stylu „amerykańskim” – USTAWKĄ!

Oczywiście, że tak to zostało pomyślane! W tylu kibolskim haratających w gałę.
To klasyczna ustawka, żer dla paparazzich i wszelakiej politycznej i dziennikarskiej hołoty. Tusk nadal nie może sobie darować, że to się nie uda, nadal podjudza tych „honorowych” kiboli – oczekujących idiotycznych spektakli zamiast rzeczywistej dyskusji.

W tej swojej demagogii Tusk zapędził się jednak sam w „kozi róg”; powiedział dziś (w wersji Dziennik.pl), że „rządzenie nie jest domeną ekspertów” i że chodzi mu o „pojedynek twarzą w twarz” (czyli ustawkę).
Dla każdego przeciętnego człowieka to jest oczywiste i nawet łatwo dziś da się wręcz osobiście odczuć, że rządzenie ekipy Platformy Obywatelskiej „nie jest domeną ekspertów”; ci co rządzą – mają ekspertów w d… no bo i tak przecież „ma być tak jak ma być, jak nakazują założenia ideologiczne i zobowiązania biznesowe, więc co tu do rzeczy ma wiedza ekspercka”…
Faktycznie; w takiej sytuacji… ekspertem jest ten, kto potwierdza, przytakuje, zgadza się.

Dziś nam jednak, zwyczajnym obywatelom, chodzi o dyskusję o Polsce, o gospodarce i o polityce społecznej a nie o „igrzyska”. Chodzi o to, dokładniej – NAM chodzi o to, by wyborcy mogli sobie wyrobić zdanie o różnych propozycjach i pomysłach na dalsze rządzenie, bo naprawdę wszystko można zmienić, inaczej zaprojektować, możliwości politycznych jest wiele. Taka dyskusja jest z natury dyskusją ekspercką, publiczną dyskusją fachowców a nie „pojedynkiem” na garnitury, na bezczelność i arogancję, na „europejskość” i cynizm. Myślę, że w takiej konkurencji Jarosław Kaczyński mógłby rzeczywiście przegrać z Donaldem Tuskiem, ale to przecież tylko dobrze świadczy o Jarosławie Kaczyńskim…

Oczekujemy pełnego, kompletnego programu wyborczego Platformy Obywatelskiej, by móc go porównać z opublikowanym programem Prawa i Sprawiedliwości. Ale Donald Tusk takiego programu nie ma i nie jest w stanie go stworzyć ze względów merytorycznych ani politycznych, dlatego widocznie woli „ustawki”…

15/02/2014

Jest już uaktualniony program partii Prawo i Sprawiedliwość.

W związku z tym, że szczególnie interesuje mnie obecnie sprawa stosunku PIS do problemu pracy, rynku pracy, roli państwa w tej sprawie – zacytuję poniżej fragment bardzo obszernego programu PIS bezpośrednio tego dotyczący.
_____________________________________________________________________________
PROGRAM PARTII PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ – 2014
Rozdział III – RODZINA
2. PRACA
Praca zapewniająca godne i dostatnie życie musi być dobrem powszechnie dostępnym. Bez dobrze wykształconych, zatrudnionych na stabilnych, zapewniających bezpieczeństwo, zasadach i godziwie wynagradzanych pracowników trwały rozwój gospodarczy, który uczyni z Polski prawdziwie kraj nowoczesny, nie jest możliwy. Tymczasem niezwykle dotkliwym dla wielu rodzin w Polsce jest brak pracy lub niewspółmiernie niskie wynagrodzenie otrzymywane za jej wykonywanie. Bezrobocie dotyka dziś 13,4% zdolnych do pracy – tj. blisko 2,2 mln ludzi (grudzień 2013r.), z czego ponad milion stanowią osoby do 35 roku życia, a ponad 500 tys. bezrobotnych to ludzie powyżej 50. roku życia. Zwiększa się liczba osób długotrwale bezrobotnych, tj. powyżej 12 miesięcy, których jest obecnie ponad 1,2 mln. Dramatycznie spada liczba bezrobotnych z prawem do zasiłku, który otrzymuje tylko 13,8% uprawnionych, (tj. co siódmy bezrobotny). Umowy o pracę na czas nieokreślony zastępuje się coraz częściej umowami cywilno-prawnymi (tzw. śmieciówkami). Umowy te nie gwarantują prawa do urlopu czy gwarancji minimalnego wynagrodzenia, są ucieczką od płacenia składek na ZUS, niszczą system ochrony zdrowia i emerytalny, obniżają również siłę nabywczą tej grupy społecznej. Problemem są też umowy na czas określony, mamy dziś najwyższy wskaźnik (ok. 30%) zawierania takich umów na poziomie Unii Europejskiej.
Niskie wynagrodzenia za pracę często nie pozwalają rodzinie na normalne wychowanie potomstwa. Jest nie tylko wysoce nieracjonalnym, ale także niemoralnym zabieranie rodzicom dochodu z pracy na cele publiczne wówczas, gdy rodzina nie jest w stanie wypełnić obowiązków wobec swoich niezdolnych do pracy członków rodziny. Odebrany przez podatki dochód z pracy uzupełnia się później przez różnego rodzaju zasiłki i zapomogi (jedna grupa urzędników zabiera rodzinie dochód, a druga rozdaje zasiłki i zapomogi). Niszczy się w ten sposób podmiotowość, odbiera samodzielność ekonomiczną, ingeruje w autonomię rodziny.

Wymierny wzrost wynagrodzeń pracowniczych.
Systemowa zmiana podejścia do wzrostu płac jest zatem, po pierwsze kwestią sprawiedliwości społecznej, po drugie, bardzo istotnym elementem strategii pobudzania wyższego wzrostu i wychodzenia z pułapki średniego rozwoju, po trzecie, kwestią cywilizacyjną, hamującą rozwarstwienie społeczeństwa i pogłębianie obszarów biedy w Polsce. Polska gospodarka nie może być budowana na założeniu jej konkurencyjności wynikającej z niskich kosztów pracy. Proponujemy przyjęcie „paktu dla wzrostu wynagrodzeń”. Stronami paktu będą: strona społeczna, pracodawcy oraz rząd. Pracodawcy, przyjmujący zasady paktu będą korzystać z premii inwestycyjnych, których strona rządowa będzie gwarantem. Pracodawcy przystępujący do „paktu” będą korzystali z rządowych programów wsparcia.

Ponad 1 mln 200 tys. nowych miejsc pracy dla ludzi młodych.
Pobudzenie popytu wewnętrznego będzie z jednej strony następowało poprzez zwiększanie wynagrodzeń, a z drugiej z wprowadzenia programów, które umożliwią tworzenie nowych miejsc pracy. Pro-zatrudnieniowy charakter będzie miał nowy system podatkowy oraz programy rządowe. Do ich uruchomienia zostaną skierowane przede wszystkim środki unijne.
Jednym z takich programów jest Narodowy Program Zatrudnienia, który będzie promował zatrudnienie ludzi młodych, zwłaszcza na terenach wiejskich oraz w małych ośrodkach miejskich, ale także w sytuacji zatrudniania ich w małych i średnich przedsiębiorstwach czy tworzeniu z ich udziałem nowych przedsiębiorstw. Ponadto bezpośrednie wsparcie ekonomiczne otrzymają absolwenci zatrudniani w gminach i miastach zdegradowanych ekonomicznie, zwłaszcza we wsiach popegeerowskich, miastach o zniszczonym przemyśle oraz regionach zagrożonych wyludnieniem.
Chcąc osiągnąć tak znaczny wzrost miejsc pracy wprowadzimy konkretne mechanizmy i narzędzia finansowe. I tak m.in., obniżymy wysokość składki na ubezpieczenia społeczne na obszarze gmin zdegradowanych ekonomicznie. Zmniejszymy o 50% wysokość składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe w części finansowanej przez pracodawcę, będącego płatnikiem w przypadku zatrudnienia młodych pracowników w pełnym wymiarze czasu pracy przez okres pierwszych dwunastu miesięcy ich zatrudnienia.
Przedsiębiorcy z terenu gmin zdegradowanych ekonomicznie otrzymują z budżetu państwa, za pośrednictwem organu gminy, pomoc finansową na pokrycie kosztów praktyki szkoleniowej absolwentów. W przypadku, kiedy praktyka będzie nieodpłatna, miesięczna kwota pomocy wyniesie do 50% minimalnego wynagrodzenia za pracę, w przypadku praktyki odpłatnej do 25%. Maksymalny czas trwania umowy o praktykę szkoleniową będzie wynosił 3 miesiące.
Fundusz Wspomagania Zatrudnienia i Funduszu Wspierania Przedsiębiorczości ludzi młodych udzielać będzie pożyczek i kredytów na dogodnych warunkach. Pierwszeństwo w otrzymaniu pożyczki bądź kredytu będą mieli bezrobotni absolwenci, którzy chcą podjąć działalność gospodarczą. Warunkiem będzie zobowiązanie wnioskodawcy do utworzenia najmniej dwóch miejsc pracy dla ludzi młodych, zatrudnionych na pełnym etacie, na okres co najmniej 1 roku. Pożyczki i kredyty mogą być umarzane, w przypadku stworzenia stabilnych miejsc pracy, a spłata kredytu wraz z odsetkami zawieszana, jeżeli sytuacja ekonomiczna przedsiębiorcy ulegnie pogorszeniu. Przedsiębiorca, będący podatnikiem będzie mógł odliczyć od podstawy opodatkowania w podatku dochodowym, kwotę stanowiącą zryczałtowaną wartość kosztu utworzenia nowo utworzonego miejsca pracy, bądź odroczyć termin płatności podatku dochodowego – zarówno podatnik podatku od osób fizycznych jak też podatnik podatku dochodowego od osób prawnych.
Ponadto: zmniejszymy do 50% stawki maksymalnej podatku od nieruchomości związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej dla przedsiębiorców zatrudniających określoną liczbę osób do 35 roku życia; zmniejszymy do 50% stawki maksymalnej w podatku od środków transportu; wprowadzimy nową kategorię podatnika – młody przedsiębiorca, który miałby zmniejszoną wysokość płaconych zaliczek w podatku dochodowym do 50%; dla osób rozpoczynających wykonywanie działalności gospodarczej, przedłużymy o dodatkowe 12 miesięcy możliwości stosowania obniżonej o 50% podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne; w ustawie o zryczałtowanym podatku dochodowym wprowadzimy nową kategorię – młody przedsiębiorca, który będzie objęty preferencją w postaci odrębnej stawki podatkowej w wysokości 3,5%. Stawkę karty podatkowej dla małych przedsiębiorców obniżymy o 30%.

Ułatwienie dla rozpoczynających działalność gospodarczą.
Osoby prowadzące pierwszą w życiu działalność gospodarczą korzystają obecnie przez pierwsze dwa lata z preferencyjnych stawek ZUS na poziomie 30% minimalnego wynagrodzenia, aby już w następnym roku płacić 100% stawkę. Wprowadzimy tzw. łagodne przechodzenie z „małego ZUS” na zwykły stosując przez kolejne lata preferencyjną stawkę, podwyższając ją każdego roku o 25%.

Działania chroniące prawa pracownika.
Oprócz walki z bezrobociem i dążeniem do zwiększenia realnego wynagrodzenia rodzin będziemy również zabiegać o godne warunki pracy dla wszystkich pracowników, niezależnie od sposobu ich zatrudnienia.
Podejmiemy działania w celu ograniczenia stosowania umów na czas określony i umów cywilno- prawnych. Zmienimy przepisy Kodeksu Pracy, tak aby ograniczyć patologię w zatrudnianiu. W tym celu wprowadzimy jednolite zasady opłacania składek na ubezpieczenie społeczne bez względu na rodzaj umowy, ograniczymy ilość i czas trwania takich umów, przywrócimy dotychczasowe zasady rozliczania czasu pracy, wprowadzimy zasadę potwierdzania zawarcia umowy o pracę na piśmie przed przystąpieniem do pracy, ograniczymy ilość wyjątków dopuszczających prace w niedziele i święta.
Będziemy dążyć do wprowadzona zasady, że płaca minimalna nie może być mniejsza niż 50% średniej płacy w gospodarce narodowej. Zlikwidujemy przepis ograniczający do 80% wysokość minimalnego wynagrodzenia dla osób młodych, po raz pierwszy wchodzących na rynek pracy, tak aby wszyscy zatrudniani otrzymywali co najmniej pełne minimalne wynagrodzenie.
Utrzymamy ochronę przed zwolnieniem z pracy na 4 lata przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Zmienimy zasady funkcjonowania i zatrudniania przez Agencje Pracy Tymczasowej, tak aby zawierane umowy miały charakter tymczasowy i krótkotrwały i nie zastępowały umów o pracę. Wynagrodzenie za prace musi być pod szczególną ochroną państwa. Wprowadzimy przepisy gwarantujące ochronę wypłaty wynagrodzeń pracownikom. Usprawnimy funkcjonowanie Państwowej Inspekcji Pracy i Sądów Pracy.

Usprawnienia w funkcjonowaniu rynku pracy.
Rynek pracy cechują duże przepływy osób między bezrobociem, zatrudnieniem i biernością zawodową. Wiele rozwiązań, które stosuje się w Polsce to w rozwiniętym świecie zamierzchła przeszłość. Państwo powinno mieć wpływ na politykę finansowania rynku pracy, szczególnie, uwzględniając zróżnicowaną stopę bezrobocia w kraju. Walka z bezrobociem wymaga zracjonalizowania, zlikwidowania pozornych działań w tej dziedzinie, nie przynoszących istotnych efektów. Pomimo sporych wydatków publicznych na wsparcie kształcenia ustawicznego (3-4 mld złotych rocznie; czyli 4-5 razy więcej niż przed akcesją do UE), wciąż zaledwie 5-6 proc. dorosłych Polaków podejmuje naukę po ukończeniu kształcenia (w UE ok. 10-13 proc.). Przy czym szkolenia te często są mało przydatne z punktu widzenia rozwoju zawodowego. Wydajemy coraz więcej pieniędzy, uzyskując niewielkie efekty.
Upowszechnimy dostęp do kształcenia ustawicznego przez indywidualny fundusz edukacyjny (IFE), kierowany dla każdego zatrudnionego. Zmienimy charakter tego kształcenia tak, by rzeczywiście było ono powiązane z wymogami rynku pracy. Konieczne są zmiany w funkcjonowaniu publicznych służb zatrudnienia, aby poprawić ich skuteczność działań. Ważnym ogniwem powinny też być prywatne firmy usługowe wspomagające lokalne rynki pracy. Zmianie ulec musi cel i podział środków odprowadzanych przez pracodawców na Fundusz Pracy, który służyć musi realizacji polityki zatrudnienia, a nie wspieraniu budżetu państwa. Poprawimy efektywność i zwiększymy środki z Funduszu Pracy na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu. Kontrolę nad nim powinien sprawować minister odpowiedzialny za sprawy rynku pracy przy współudziale partnerów społecznych. Pracodawcy, którzy odprowadzają 2,45% składki wraz pracownikami powinni mieć możliwość współdecydowania o przeznaczeniu środków Funduszu Pracy na działania aktywizujące.
______________________________________________________________________
Cały obszerny, uaktualniony program tej partii jest od dziś dostępny na stronie Internetowej PIS
Z całą pewnością warto się z tym dokumentem zapoznać, szczególne wrażenie zrobił na mnie opis stanu obecnego Polski oraz analiza, jak do tego doszło.

17/04/2013

Minister Pracy – z szabelką na czołg (cz. II)

Przedmiotem zainteresowania ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy – jest osoba niezatrudniona spełniająca konkretne wymogi dość rozbudowanej definicji w tej ustawie zawartej.
Tak więc nie każda osoba niezatrudniona ma prawo do miana bezrobotnej. Mimo że nie jest zatrudniona, jeśli nie spełnia choćby jednego z wymogów ustawy dotyczących definicji osoby bezrobotnej – nie jest osobą bezrobotną, gdyż „osoba bezrobotna” to status konkretnych osób, wyselekcjonowanych spośród niepracujących, które decyzją administracyjną wpisano do rejestru konkretnego Powiatowego Urzędu Pracy i nadano im uprawnienia i obowiązki wynikające z ustawy a dotyczące osób o takim statusie.
Tak więc nie każdy kto nie pracuje – jest bezrobotny.
Osoba bezrobotna to osoba która nie jest zatrudniona, nie czerpie także dochodów z wynagrodzenia, nie osiąga dochodów z jakichkolwiek innych źródeł – wyższych niż połowa najniższego ustawowo określonego wynagrodzenia, nie prowadzi działalności gospodarczej itp. Tych warunków na „nie” jest sporo.
Wiedzę o powyższych okolicznościach urząd pracy czerpie głównie z oświadczeń składanych na piśmie przez osobę występującą o zarejestrowanie jej i nadanie statusu osoby bezrobotnej, pod rygorem odpowiedzialności za podawanie danych niezgodnych z prawdą dla np. wyłudzenia nienależnych świadczeń.

Chcę tu podkreślić dwie okoliczności; urząd pracy nie ma możliwości sprawdzić natychmiast wielu z tych danych, dlatego musi przyjąć i przyjmuje je jako zgodne z prawdą. Na tym zresztą polegał populistyczny pomysł słynnego zastąpienia „kultury zaświadczeń” przez „kulturę oświadczeń”; na większym zaufaniu do obywatela. Było niejako oczywiste, że w jakimś okresie początkowym następującym po tej zmianie, niektórzy ludzie zupełnie nie będą się liczyli z prawdą i nie będą się liczyli z ewentualną odpowiedzialnością, bo taki jest stan rozwoju cywilizacyjnego tego społeczeństwa. Nie da się przejść natychmiast od biurokratycznego zamordyzmu do wiary w prawdomówność i uczciwość wolnych obywateli. Oparcie wielu dziedzin życia społecznego na fałszywych danych było więc oczywistą od początku dla wszystkich myślących ceną, jaką przyjdzie zapłacić za taki impuls rozwojowy.

Piszę to w związku z jednym z praktycznych aspektów tego, ujawniającym się w Powiatowych Urzędach Pracy: istnieniem pewnej liczby osób udających bezrobotnych oraz pozostałych – tych bezrobotnych rzeczywiście. Jaka jest różnica: osoby rzeczywiście bezrobotne złożyły oświadczenia w pełni zgodne z prawdą i otrzymały status osób bezrobotnych dzięki spełnianiu wszystkich kryteriów ustawowych od których przyznanie tego statusu zależy. Inne natomiast osoby ukryły pewne fakty albo złożyły oświadczenia rejestracyjne pod innym względem odbiegające od stanu faktycznego i w ten sposób uzyskały status osób bezrobotnych (na skutek oszustwa).
Podobnie o uzyskanych przez nie świadczeniach takich jak zasiłek dla bezrobotnych lub składka na ubezpieczenia zdrowotne – można z uzasadnieniem powiedzieć, że zostały one wyłudzone oszustwem, stwierdzeniem nieprawdy w pisemnych oświadczeniach.
Jak się dziś okazuje, z powodu tego że nie istniała centralna baza danych osób bezrobotnych, część osób złożyła wniosek o rejestrację do kilku różnych Powiatowych Urzędów Pracy (w różnych powiatach), co także przecież w oczywisty sposób jest oszustwem i wyłudzeniem, bo wiązało się z podaniem nieprawdziwych danych, np. o miejscu zamieszkania.
Gdybyśmy chcieli obciążać za to odpowiedzialnością Urzędy Pracy, to trudno byłoby znaleźć podstawy formalne a poza tym, działanie taki powodowałoby wzrost biurokracji w Urzędach Pracy, odwrót w praktyce od polityki otwarcia i zaufania, mnożenie biurokratycznych procedur kontrolnych itp. Nie tędy droga.

Mam taki przykład z rowerem: ktoś przyjeżdża rowerem, stawia go pod ścianą lub opiera o drzewo i idzie do domu i ten rower po prostu ma tam stać, nawet i do końca świata. Jeśli ów rower „zniknie” to znajdą się zawsze tacy, którzy będą za to obwiniać nie tyle złodzieja, co właściciela, szczególnie o brak zabezpieczenia, rower nie przypięty do drzewa łańcuchem itp. Prawda jest jednak taka, że rower powinien tam stać nie dlatego, że został przywiązany łańcuchami i zamknięty na kłódki, nie dlatego że ktoś go dla zabezpieczenia przed kradzieżą podłączył do sieci 220 Volt albo zaminował odpowiednim ładunkiem wybuchowym. Powinien tam stać, dlatego że jest czyjś, że ma właściciela, że się szanuje cudzą własność tak jak swoją, oraz oczywiście dlatego że kraść nie wolno, że to jest prawnie zabronione i karalne.
Chcę powiedzieć, że działania w celu zabezpieczenia przed nieuczciwością powinny dotyczyć ludzi a nie rowerów. Nie ma takiego zabezpieczenia technicznego, fizycznego, którego nie można by usunąć, przechytrzyć lub „obejść”. Chodzi o to, by nikt po prostu nie chciał, albo w ostateczności – nie odważał się – kraść. Jedynym sensownym zabezpieczeniem roweru jest poziom cywilizacyjny społeczeństwa oraz realna i adekwatna odpowiedzialność ewentualnego złodzieja.

Wracając do spraw bezrobocia: widocznie jednak oszustom opłaca się oszukiwać Urzędy Pracy a więc i całe społeczeństwo. W tym przypadku mam tu na myśli jeden ale za to duży problem: tak zwaną pracę „na czarno”. Można też na to spojrzeć i z innej strony: może to nie jest oszustwo pracowników – a przedsiębiorców będących pracodawcami?
Z pracą „na czarno” mamy do czynienia wówczas, gdy przedsiębiorca całkowicie ukrywa fakt zatrudnienia pracowników; nie zgłasza ich do ZUS i NFZ, nie ujawnia faktu płacenia im i nie odprowadza podatku, nie zgłasza zatrudnienia do Inspekcji Pracy i tak dalej, słowem od takiej osoby pracującej (świadomie nie nazywam jej pracownikiem) oczekuje tylko wykonania zadania oraz dyskrecji a daje tej osobie wyłącznie pewna kwotę jaką chce dać „do reki”, to jest bez świadków, bez pośrednictwa banków itp. Dla takiego przedsiębiorcy jedynym kosztem ma być właśnie ta zapłata dla wykonującego pracę a fakt ten ma pozostać całkowicie nieznany państwu i jego wszelkim instytucjom. Jak z tego widać – osoba tak pracująca nie ma płaconych składek ubezpieczenia społecznego (emerytalna, rentowa, chorobowa), nie jest ubezpieczona w NFZ w związku z czym nie ma prawa korzystania ze społecznej służby zdrowia (lekarze rodzinni, refundacja leków itp.). W związku z nielegalnością przychodów nie płaci od nich podatku PIT (od dochodu osób fizycznych), nie ma opłacanej składki na Fundusz Pracy (co skutkuje często w przyszłości brakiem prawa do zasiłku dla bezrobotnych), nie ma zasiłku chorobowego (zapłaty za początkowy czas choroby), zwolnień lekarskich itp.
Dla przedsiębiorcy oznacza to rzeczywistą minimalizację kosztów oraz wejście do „szarej strefy” działań naruszających obowiązujące prawo.
Dla pracującego oznacza to cały szereg niebezpieczeństw, ryzyko, ale także i konkretny, realny, comiesięczny dochód, zarobek. Gdyby tak nie postępował, byłby uczciwym bezrobotnym – bez dochodów oraz najczęściej i bez zasiłku dla bezrobotnych.

Wspomniana szarża z szabelką na czołg jest właśnie próbą usunięcia z rejestru bezrobotnych tych, którzy faktycznie mają jakąś pracę i nie szukają innej za pośrednictwem PUP, natomiast potrzebują rejestracji w PUP jedynie dla uzyskania prawa do składki na ubezpieczenie zdrowotne, opłacanej z pieniędzy publicznych wszystkim osobom posiadającym status bezrobotnego.
Jedyną metodą weryfikacji rzeczywistych intencji osoby ubiegającej się o zarejestrowanie w PUP, to znaczy jedyną metodą sprawdzenia, czy poszukuje ona oferty odpowiedniej pracy i (lub) innych rodzajów pomocy pośredniej do tego zmierzających – czy jedynie udaje bezrobotnego, oczekując od PUP opłacenia na jej rzecz składki na NFZ – jest… zaproponowanie jej takiego zatrudnienia. Skierowanie do konkretnego pracodawcy, który składał ofertę pracy dla osoby o podobnych kwalifikacjach. Wynika to z obecnej treści wspomnianej ustawy. Osoba bezrobotna to jedynie taka osoba, która rzeczywiście spełnia warunki rejestracji, rzeczywiście nie ma pracy i poszukuje zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy oraz jest zdolna i gotowa do natychmiastowego podjęcia odpowiedniej pracy, gdy otrzyma ofertę zatrudnienia a pracodawca po rozmowie z nią zgodzi się ją zatrudnić. Jeśli wiec ktoś będąc bezrobotnym odmawia przyjęcia oferty pracy, dowodzi tym samym iż nie spełnia kryteriów bycia osobą bezrobotną w sensie definicji ustawowej, dlatego tez ustawa upoważnia do wykreślenia go z rejestru bezrobotnych wraz z odebraniem statusu osoby bezrobotnej na 120 dni (po pierwszej odmowie), co oznacza, że traci ona prawo do pobierania zasiłku dla bezrobotnych (jeśli takie prawo posiadała) oraz traci prawo do opłacania na jej rzecz składki na ubezpieczenie zdrowotne (po upływie 30 dni od dnia wykreślenia traci prawo do nieodpłatnego korzystania ze społecznej służby zdrowia, refundacji leków itp. – jeśli źródłem tego prawa jest status bezrobotnego).

Chciałbym zaznaczyć, że to nie jest „kara” za nieprzyjęcie oferty, a jedynie reakcja na stwierdzenie faktu, że osoba ta przestała spełniać warunki ustawowe pozostawania w rejestrze bezrobotnych i jest to faktycznie decyzja tej osoby (urząd tylko realizuje konsekwencje tej decyzji).
Po upłynięciu wspomnianych 120 dni osoba ta może ponownie zgłosić się do przynależnego terytorialnie PUP celem rejestracji i uzyskania statusu osoby bezrobotnej, jej prawo do zasiłku dla bezrobotnych bada się wówczas ponownie. Po ponownej (drugiej) ewentualnej odmowie przyjęcia oferty pracy – pozbawienie statusu osoby bezrobotnej z wszelkimi tego konsekwencjami następuje na okres 180 dni a za trzecim i kolejnymi takimi przypadkami – na 270 dni.

Wracając do poprzedniego stwierdzenia – jedyną wiarygodną formą weryfikacji intencji osoby ubiegającej się o status bezrobotnego i otrzymującej go jest szybkie dostarczenie jej odpowiedniej oferty pracy; wówczas albo tę ofertę przyjmie, albo odmówi jej przyjęcia a skutek w obu wypadkach jest w zasadzie taki sam: przestaje ona być bezrobotna, gdyż albo zaczyna pracować albo traci status osoby bezrobotnej na skutek odrzucenia oferty pracy bez dostatecznego powodu.
Trzeba też tu zaznaczyć wyraźnie, że jest to także jedyny sposób odróżnienia rzeczywistych bezrobotnych od tych którzy potrzebowali statusu osoby bezrobotnej tylko dla uzyskania prawa do składki na ubezpieczenie zdrowotne. A dla ministra pracy to jest właśnie ten docelowy problem do rozwiązania, czyli nawiązując do tytułu – ten „czołg”.
Otóż minister Kosiniak Kamysz stwierdził, że szacuje liczbę tych „udawanych” bezrobotnych na „jedną-trzecią zarejestrowanych”. To szacunki samego ministerstwa, nie wypowiadającego się na temat metodologii badań będących podstawą do takich twierdzeń.
Jak bardzo jest to bezpodstawne, świadczą szacunki samych urzędów pracy, które dopatrzyły się aż 65% osób zarejestrowanych podejrzanych o zainteresowanie jedynie składką zdrowotną. Ale na jakiej podstawie? Czy aż 65% osób bezrobotnych odmówiło przyjęcia oferty pracy? Nie. Oczywiście że nie, bo tylu ofert pracy urząd nigdy nie miał i nadal nie ma.

W rzeczywistości jak znam życie – to Premier widocznie z powodów pi-ar-owych nakazał „zmniejszyć bezrobocie o jedną trzecią” i oto cała „metodologia”… Bezrobocie nie może być tak duże, to godzi w wizerunek Premiera. Staczanie się na śmietnik i wymieranie bezrobotnych także nie postępuje tak szybko, jakby Premier sobie życzył dla poprawy statystyk. No właśnie: czy rząd walczy z bezrobociem czy ze statystykami? A przecież „walka z bezrobociem” to odpowiednia polityka wobec gospodarki krajowej a nie chocholi taniec ministra pracy.

Pomijając to; minister uważa, że co trzeci bezrobotny tylko udaje bezrobotnego, w rzeczywistości pracując „na czarno” a od PUP wyłudzając jedynie składkę NFZ. Zrozumiałe, że to stawia w zupełnie innym świetle kwestię bezrobocia w Polsce. Tak na marginesie – jak to by świadczyło o skandalicznym stanie pracy resortów finansów i gospodarki i spraw wewnętrznych, jeśli skala podziemia gospodarczego i fiskalnego byłaby tak ogromna… I to podziemia tolerowanego najwyraźniej przez rząd Tuska z przyczyn ideologicznych (… a niech sobie kradną byle na mnie głosowali a nie na Kaczyńskiego)…
Wracając jednak do spraw pracy; podobno ministerstwo chce zaostrzyć ustawowe skutki odmowy przyjęcia oferty pracy przez bezrobotnego, wprowadzając zasadę pozbawiania statusu osoby odmawiającej przyjęcia oferty pracy od razu na 270 dni (9 miesięcy), czyli rezygnacji z dotychczas obowiązującej powyżej omówionej gradacji skutku. Praktycznie oznacza to wykreślenie osoby bezrobotnej z rejestru, bez prawa do zarejestrowania się przez 9 następujących po tym miesięcy, wraz z odebraniem zasiłku i ubezpieczenia w NFZ z tytułu bezrobocia. Skutkiem odebrania statusu byłoby oczywiście odebranie zasiłku dla bezrobotnych oraz wyrejestrowanie z ubezpieczenia zdrowotnego należnego bezrobotnym.
Przyznam, że dla osoby rzeczywiście bezrobotnej i rzeczywiście pozbawionej środków do życia – ta zmiana nie ma żadnego znaczenia, bo osoba taka zawsze przyjmie ofertę pracy, jeśli tylko będzie w stanie tę pracę wykonywać. Otrzymanie oferty pracy jest dla niej szczęściem, radością i szansą na uzyskanie źródła środków niezbędnych do życia. Miałoby to natomiast duże znaczenie dla osób pracujących „na czarno” i unikających wszelkiego kontaktu z PUP, gdy chodzi im jedynie o składkę ubezpieczenia zdrowotnego. Widać tu proste przeciwieństwo pozwalające na dość proste rozróżnienie: osoby rzeczywiście bezrobotne chcą jak najszybciej przestać być bezrobotne, natomiast takie osoby pracujące na czarno – odwrotnie: chcą jak najdłużej korzystać z „darmowych” składek ubezpieczenia których ich „pracodawca” im odmawia.
Poza tym – skutek mogłoby odnieść selektywne zwiększenie częstotliwości obowiązkowych wizyt w PUP dla takich osób, bo dziś terminy takich wizyt ustalane są raz na 2 lub 3 miesiące. I tu znowu: osoba rzeczywiście szukająca pracy jest w PUP dużo częściej, zależnie od tego czy ma dostęp do Internetu czy nie, natomiast dla tych drugich – i raz na trzy miesiące jest zbyt często.

Walka z patologią i oszustwem zawsze jest dobra. Weryfikacja liczby bezrobotnych zarejestrowanych ma dać wiedzę o rzeczywistej skali potrzeb, bo minister uważa dziś najwyraźniej, że takiej wiedzy nie posiada. Praca „na czarno” jest możliwa dlatego, że są na nią chętni po stronie podażowej rynku pracy (bo po tej popytowej zawsze są i to wynika chyba z natury człowieka no i z ideologii). Jest ona skutkiem straszliwego rządowego lenistwa co do uporządkowania tej sfery życia publicznego.
Państwo nie walczy dotychczas dość energicznie z tymi patologiami, gdyż władza boi się skutków tego na współczynniki poparcia koalicji rządzącej w stosunku do PiS. Oznacza to ni mniej ni więcej, że podział na PO z koalicjantami i PiS z koalicjantami – niszczy Polskę, choć podział musi istnieć ale nie musi być tak niszczycielski. Walka z „szarą strefą” jako sferą kryminalną rozkładającą budżet państwa mogłaby być wykorzystana do zarzutu zwalczania przedsiębiorczości, tłamszenia prywatnej inicjatywy a nawet szkodzenia rynkowi pracy; cóż z tego że byłyby to zarzuty absurdalne, jeśli w praktyce rzeczywiście mogłyby wpłynąć w sposób istotny na układ sił.

11/08/2012

Brak miejsc pracy! Aktywizujcie przedsiębiorców a nie bezrobotnych!

Najbardziej dziwne jest to, że wszelkie działania jakie są dotychczas podejmowane w celu powrotu do pracy osób bezrobotnych z grupy wiekowej zwanej „50 plus” – są adresowane czy kierowane do tych bezrobotnych.
Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że to paskudna pozostałość po ustroju gospodarczym PRL-u, kiedy nie było problemu „braku miejsc pracy” a sama praca była podstawowym obowiązkiem obywatelskim. Kiedy trzeba było zatrudnić człowieka, to zawsze znajdowało się dla niego miejsce pracy, a jeśli były z tym trudności – to owo miejsce pracy było dla niego tworzone. Oczywiście aż strach wspominać o konsekwencjach ekonomicznych tego, ale ponieważ pracodawcą było państwo, jakoś się one „rozmydlały” w całości – tak że nie rzucały się w oczy zbyt dociekliwych ekonomistów, szczególnie tych co się naczytali wrogiej ideowo, fachowej kapitalistycznej literatury zachodniej…

Dziś łatwo jest tak sobie pokpiwać z tego, ale przyznam, że inaczej nie umiem sobie wytłumaczyć tego zadziwiającego do dziś zjawiska, że nikt nie wiąże bezrobocia z gospodarką, ze sferą przedsiębiorstw a wyłącznie kojarzy się ten problem z ludźmi, szczególnie tymi zarejestrowanymi w urzędach pracy.
Moim zdaniem to ewidentna pozostałość dawnego ustroju, pozostałość w umysłach obecnych polityków i urzędników w większości w „komunie” niegdyś dorastających.

Tymczasem bezrobocie dotyczy przecież stanu gospodarki, bo polega na redukcji ilości miejsc pracy stosownie do redukcji potrzeb i możliwości ekonomicznych przedsiębiorstw, przekładającej się na redukcję zatrudnienia. Bezrobocie to brak miejsc pracy a nie brak aktywności ludzi w wieku produkcyjnym. Owszem: ten "brak aktywności" jest dramatycznym skutkiem bezrobocia a nie jego przyczyną.

Zjawisko to ma oczywiście swoje odzwierciedlenie w urzędniczej nowomowie, w bełkocie specyficznego języka urzędowego a jednym z takich ulubionych przez urzędników durnych określeń jest „aktywizacja bezrobotnych”. To nosi po prostu znamiona jakiejś gigantycznej paranoi, że powołano ogromną machinę tzw. instytucji rynku pracy a nie stworzono w rzeczywistości autentycznego i zrównoważonego rynku pracy, ponadto cała ta machina obraca się wokół człowieka pozbawionego zatrudnienia i jego chce koniecznie „aktywizować” pomimo że w rzeczywistości trzeba aktywizować gospodarkę, która zlikwidowała miejsce pracy tegoż bezrobotnego i nie wytworzyła dla niego innego miejsca pracy. W ten sposób kosztem gigantycznego marnotrawstwa środków publicznych szkoli się osobę bezrobotną, doradza się jej, wspiera się ją psychologicznie, motywuje do ciągłego biegania i szukania tego – czego nie ma – a ostatecznie i niezmiennie osoba ta po prostu „odbija się” od muru niemożności niezmiennie i niezależnie od natężenia swojej aktywności dowiadując się, że żadnego miejsca pracy dla niej nie ma!

Przecież to jest jakieś szaleństwo, obłęd ludzi odpowiedzialnych w rządzie za sferę gospodarki i pracy! Trzeba to natychmiast przerwać! Niestety; w najbliższej przyszłości nie widać szans na zmianę tego absurdalnego stanu. Z jednej strony zapowiada się wyhamowanie gospodarki w najbliższym roku, pogorszenie sytuacji, czyli prędzej – dalsze redukcje zatrudnienia zarówno w gospodarce w sferze przedsiębiorstw jak i konieczność oszczędności wydatków państwa w sferze budżetowej. Z drugiej strony w obecnym czasie trwa właśnie weryfikacja, kwalifikacja i ocena nowych projektów EFS z dofinansowaniem unijnym, dotyczących „aktywizacji bezrobotnych” poprzez szkolenia i inne formy działania jakie przewiduje ustawa o promocji zatrudnienia a jakie są w tej sytuacji absolutnie nieskuteczne.
Wszystko więc wskazuje na to, że wspomniany „chocholi taniec”, polka „platformerska” wokół bezrobocia będzie trwał nadal.

W tym wszystkim zapomniano tylko o najważniejszym: o tym, że zaledwie 17 na 100 bezrobotnych statystycznie licząc ma prawo do czasowego zasiłku dla bezrobotnych a pozostali, w tym szczególnie osoby w wieku 50 plus – nie posiadają takiego prawa i nie maja innego źródła środków niezbędnych do życia. Widać tu ewidentnie znieczulicę, tumiwisizm, ograniczenie moralne urzędników i decydentów mające swoje źródło w ideologii rządu Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej. Sytuacja staje się dramatyczna i nie widać żadnych możliwości powstrzymania zaplanowanego i realizowanego już scenariusza, poza ewentualnym (bardzo mało prawdopodobnym) bardzo licznym, głośnym i spektakularnym protestem społecznym, który jak dotychczas czasem potrafił wyrwać rządzących z letargu samouwielbienia i z poczucia bezkarności, z nieodpowiedzialności.

Są więc dwa problemy: działania zwalczające bezrobocie muszą zostać nakierowane na gospodarkę (tworzenie czy odtwarzanie miejsc pracy) a nie na osoby bezrobotne których aktywność w poszukiwaniu zatrudnienia jak dotychczas rozbija się o brak zapotrzebowania na ich pracę.

Drugi pilny problem – to brak środków do życia trapiący wielu ludzi długotrwale już bezskutecznie poszukujących zatrudnienia, szczególnie z grupy 50 plus. Ten problem wymaga moim zdaniem pilnego wdrożenia jakiegoś nowego doraźnego rozwiązania, bo nie może on zostać rozwiązany ani w ramach zasiłków dla bezrobotnych (z powodu przepisów) , ani też w ramach funkcjonowania ustawy o pomocy społecznej. Istniejące przepisy muszą być pilnie znowelizowane, albo uzupełnione o szczególną, celową pomoc adresowaną do osób długotrwale bezrobotnych aktywnie poszukujących zatrudnienia, które nie mają już lub w ogóle nie miały prawa do zasiłku dla bezrobotnych wynikającego z ustawy o promocji zatrudnienia. Musi powstać na czas kryzysu dodatkowa forma jakiegoś świadczenia dla tej grupy bezrobotnych, być może współfinansowanego z budżetów powiatów czy gmin, gdyż jak to uzasadniałem we wcześniejszym felietonie – pozostawanie w gotowości do podjęcia zatrudnienia wymaga posiadania przez cały czas minimalnych środków do zaspokojenia podstawowych potrzeb bezrobotnego, i w tym sensie zasiłek dla bezrobotnych powinien być przyznawany co miesiąc aż do chwili rzeczywistego zatrudnienia, niezależnie od czasu poszukiwania tego zatrudnienia. Dziś bezrobotni z grupy 50 plus zostali bez środków do życia, porzuceni przez państwo, odtrąceni przez społeczeństwo, zdani wyłącznie na siebie i pomoc swoich ewentualnych bliskich – co z kolei jest formą ukrytego, nielegalnego opodatkowania osób zatrudnionych i emerytów na rzecz utrzymania osób bezrobotnych, od czego się państwo odżegnuje łamiąc przy tym obowiązujące zapisy Konstytucji RP.

Państwo Platformy Obywatelskiej udaje, że nie ma żadnego państwa, nie ma obowiązków, nie ma też żadnej Konstytucji, albo ona "nas nie obowiązuje"…

29/07/2012

Godzina "W".

Stopa bezrobocia podawana w komunikatach GUS i powielana przez media – nie odpowiada obiektywnej rzeczywistości.
Mam tu na myśli rzeczywistość społeczną, to znaczy rzeczywistą sytuację społeczną a nie potrzeby polityków lub partii. Trudno się dziwić, że politycy i służący im dziennikarze-wazeliniarze czy może raczej dziennikarze-propagandyści (a więc przeciwieństwo dziennikarzy sensu stricte) nie lubią danych szczegółowych a panuje moda na dane makro, im bardziej „globalne” – tym lepiej dla nich. Chcą mówić a nie powiedzieć. Najlepiej gadać o „bezrobociu w Unii Europejskiej” i w takiej skali porównywać je ze średnią krajową. Łatwo jest oszukać opinię publiczną naciąganiem faktów, podawaniem danych może i prawdziwych, ale wyizolowanych z całości obrazu, o czym wspominałem na przykład w tekście:

Stara szkoła informacji niejakiego dr Paula Josepha G.

Ale dalej oczywiście mamy tryumfujące informacje propagandystów, że „bezrobocie zmalało” w czerwcu… także i w lipcu…, choć gdy przyjrzeć się z bliska, okazuje się, że owszem; zmalało, co prawda w sumie o 0,2 punktu procentowego, lecz jest wyższe niż rok temu w tym samym czasie (czyli – rośnie). Nawet gdyby nie rosło to zmiana jest marginalna a na dodatek – zmiana dotyczy okresu, w którym zawsze jest nieco łatwiej o pracę doraźną, tymczasową, sezonową właśnie – choćby przy obsłudze ruchu turystycznego w miejscowościach letniskowych i turystycznie atrakcyjnych.
Oznacza to po prostu, że chodzi o małe i chwilowe wahnięcie wskaźnika bezrobocia, za którym nie stoi żadne działanie dotykające jego przyczyn i to przecież jest, musi być oczywiste dla władzy i jej cynicznych propagandystów.
W tym znaczeniu to jestem akurat pewien, że dane o bezrobociu wkrótce wykażą dalszy spadek, a to dlatego, że ludzie – zniechęceni bezruchem, bezwładem, brakiem pieniędzy i możliwości w Urzędach Pracy – zaczną się z nich masowo wyrejestrowywać a także i zaczną z nich uciekać dotychczasowi oszuści udający bezrobotnych, wyłudzający bezkarnie składki na Fundusz Zdrowia, o ile minister Kosiniak Kamysz znajdzie poparcia dla swojego pomysłu oddzielenia tej składki od bezrobocia i zdoła to włączyć do ustawy a następnie wdrożyć do praktyki. Wątpię, gdyż to jest całkowicie sprzeczne z ideologią Platformy „Obywatelskiej” a Pan Minister mimo że z PSL – został ministrem by realizować założenia dominującej władzy politycznej…

Na dodatek może się okazać, że udana walka z tymi oszustwami spowoduje kłopoty wielu małych firm współpracujących z „udawanymi bezrobotnymi” i egzystujących dzięki temu, że to państwo płaciło składkę ubezpieczenia zdrowotnego za zatrudnionych tam „na czarno” rzekomych bezrobotnych, praca była wykonana a podatek – „zerowy”. Koszty pracy – sprowadzone do tych paru stów wciśniętych w rękę pracującego dla nich „na lewo”, zdającego sobie sprawę że to jest niekorzystne i dla niego i dla wszystkich, ale działającego pod naciskiem biedy, odpowiedzialności za los dzieci itp. Wszystkie takie pomysły – to bezładna szamotanina mająca zastąpić spójny i całościowy plan funkcjonowania gospodarki państwa. Plan – którego nie ma, bo został zastąpiony puszczeniem wszystkiego „na żywioł” z debilną wiarą w „niewidzialną rękę” którą ktoś próbuje zastąpić własne nieuctwo, niewiedzę, jak i gorączkowym prozaicznym „nachapywaniem się „elity samych swoich”, w imię budowy za wszelką cenę „polskiego kapitalizmu”. Lecz to nie budowniczowie, nie inwestorzy płacą tę „wszelką cenę”; płacę ją ja i jeszcze kilka milionów innych podobnych mi „zwyczajnych” ludzi.

Tymczasem to nie jest dobry temat dla cyników czy pajaców zwanych politykami, gdy mają zamiar w taki sposób „ślizgać się po powierzchni” tego problemu w interesie swoich pozycji i apanaży. Do wyborów jeszcze dość daleko, więc jeszcze nie muszą udawać zainteresowania problemami i losem ludzi, wyborców. Mają wypracowany i sprawdzone metody ogłupiania więc znów, jak poprzednio – wygrają… Znów obiecają drugą Japonię ale sprzed tsunami, trzy miliony mieszkań dla bezdomnych, po sto tysięcy dla każdego jako uwłaszczenie, albo wymyślą jeszcze jakąś nową bzdurę, a w ostateczności – propaganda wraz ze służbami postraszy „kaczyńskim”… znajdzie się jakiś sprzedawczyk i jakaś „taśma PiS”…

To doskonały temat dla prawdziwych polityków, rozumiejących swoją rolę jak służbę pro publico bono, czy jednocześnie służbę pewnej racji, na którą ani oni, ani ich wyborcy nie mają monopolu, tak jak i nie maja monopolu na prawdę. Na ten problem jak i na wszystko trzeba patrzeć mając człowieka w centrum uwagi; człowieka a nie jakąś „elitę”; czy to proletariacką – jak w ideologii komunistycznej, czy to „swoich przy żłobie” jak w ideologii Platformy „Obywatelskiej”. Człowieka to znaczy tego, dla którego praca najemna jest niezbędnym do życia sposobem zdobywania środków pieniężnych potrzebnych do zaspokajania potrzeb, od tych niezbędnych, do – w miarę możności – potrzeb wyższych, jak kulturalne czy estetyczne.
By tak było, na bezrobocie trzeba patrzeć lokalnie i analitycznie, bo i człowiek pozbawiony zatrudnienia jest tam gdzie jest, żyje i poszukuje możliwości w swoim środowisku i otoczeniu, dlatego sytuacja w innym województwie – choćby była dużo lepsza – mało ma z nim wspólnego. Zresztą po to nastąpiła reforma administracji państwa, po to powołano samorząd lokalny – by to właśnie głównie on zarządzał, kierując się znajomością swoich lokalnych problemów. To jednak słabo działa gdyż politycy nie dość, że pozamykani w swoich partyjnych „grajdołach” jak w warownych zamczyskach, jeszcze na dodatek – interesują się wyłącznie władzą centralną, jeśli nie brukselską to krajową a na skalę lokalną króluje stagnacja, bezradność i brak nadziei.

Mamy jeszcze na dodatek znane od dawna zjawisko specyficznego wypaczenia tzw. „warszawskiego” punktu widzenia, z jednej strony uznającego, że „wszystko, co najlepsze musi być w mieście stołecznym a jeśli nie jest – to trzeba to do stolicy natychmiast przenieść”, z drugiej strony – Polska to Warszawa a reszta – to jakaś mało ważna „prowincja”, którą się nie należy (nie wypada) specjalnie przejmować.
Jeśli pominąć ewidentną głupotę lub złą wolę, to niestety jeszcze mamy do czynienia z niewiedzą tych, którym się wydaje, że wszędzie jest tak, jak w Stolicy – czy za nią w tym wypadku uznamy Warszawę – czy raczej Trójmiasto ze szczególnym wyróżnieniem rodzinnego dla Premiera – Sopot, do którego powraca on „po pracy” – jak do domu rodzinnego.
Chodzi o to, że w Warszawie i w Sopot stopa bezrobocia oscyluje wokół 4%, w Poznaniu – spadła nawet w pewnym okresie poniżej 4%. To bezrobocie na poziomie tzw. „naturalnego” to znaczy odpowiadającego sytuacji, gdy w zasadzie wszyscy którzy rzeczywiście chcą pracować jako pracownicy najemni i są do tego zdolni – pracują. Nie wykluczam więc, że z powyższych powodów w odczuciu powszechnym lokalnej społeczności – ogólnie „nie jest tak źle”; nie widać jakoś masowego żebractwa w tych miejscach (nawet gdyby był powód, władza nigdy by przecież do niego nie dopuściła metodami administracyjno – policyjnymi), jest bardzo dużo ofert zatrudnienia na różnym poziomie wymogów zawodowych. Na dodatek – mania krytykanctwa panująca w środowiskach opozycyjnych, nie wiedzieć czemu nazywanych „prawicowymi” oraz „katolickimi”, działających na zasadzie „im gorzej – tym lepiej” a przez to także zupełnie nie zajmujących się rzeczywistymi problemami społecznymi, za to ośmieszającymi się czepianiem się każdej najdrobniejszej okazji do rozsiewania czarnych, katastroficznych wizji rozwoju sytuacji – wszystko to powodować może osłabienie zdrowej reakcji w ośrodkach decyzyjnych. Tam po prostu widać, że nie jest tak źle jak to przedstawia opozycja, dlatego nie ma potrzeby jakoś zdecydowanie interweniować… i może to być niestety rozciągane na „prowincję”. Opozycja, głównie PiS – starając się zdyskredytować władzę bardziej niż sama władza – szkodzi ludziom, a przede wszystkim pozbywa się resztek własnej wiarygodności w kręgach innych niż radiomaryjny betonowy schron „prawdziwego człowieczeństwa”. Wszelkie rozsądne głosy sygnalizujące problem lokalny – mogą być łatwo dyskredytowane, podciąganiem do PiS-owskiego „oszołomstwa”, czyli właśnie tych grubo przesadzonych, tendencyjnych pogłosek mających wartość propagandy politycznej, a więc nie mających żadnej wartości.

Wobec środowiska zachowującego się do tego stopnia niewiarygodnie – nie wierzy się nawet prawdzie.

Tu, w Polsce - czyli poza Warszawą, jednak sytuacja bywa zupełnie inna. Na przykład w Radomiu bezrobocie wynosi około 30%, podobnie na Pojezierzu Pomorskim. Na Mazurach – na przykład w rejonie Braniewa czy Pisza – 33% a w najgorszym miejscu pod względem bezrobocia – w Szydłowcu – wg danych GUS z lutego 20102 r. – 38,2%.
Mówienie czy pisanie dziś z tryumfem, że „bezrobocie spada” podczas gdy spadło ono średnio w skali kraju z powodu sezonu letniego o 0,2% jest nie tylko podłością, ale i działaniem antyspołecznym, nie usprawiedliwiają tego żadne argumenty „polityczne”.
Wiadomo powszechnie, że latem co roku następuje pewne zwiększenie ofert pracy sezonowej, ale ma ono charakter chwilowy, bo nie wynika z żadnych celowych działań władzy, natomiast może władzę wprowadzać w błąd, odraczać potrzebne tak czy inaczej działania antykryzysowe. Prócz informacji, jakie daje stopa bezrobocia, ważne jest jeszcze rozpowszechnienie bezrobocia na terenie kraju; w ciągu minionego roku wzrosła o 8% liczba powiatów, w których stopa bezrobocia przekroczyła barierę 20%.
To także potwierdza diagnozę o totalnym wzroście bezrobocia. A nie jest to jakiś abstrakcyjny parametr „ekonomiczny” tylko wskaźnik, za którym kryje się dramat osób bezskutecznie starających się o zatrudnienie nieraz od kilku lat, żyjących w skrajnym ubóstwie od jednego przygodnego „zarobku” doraźnego do innego „okazyjnego”, najczęściej poza wszelką ewidencją, obciążających swoim istnieniem pracujących członków rodziny a w coraz częstszych przypadkach – staczających się do pozycji kloszarda, alkoholika, osoby bezdomnej, całkowicie uzależnionej od pomocy społecznej, czyli już tylko „kosztującej”. Pomijam tu już moralny charakter tej sprawy, bo to do coraz mniejszej liczby ludzi dociera, ale to się po prostu nie opłaca.

Jest dla mnie niepojęte, że coraz częściej eksperci czy komentatorzy ekonomiczni bez żenady czy nawet zdziwienia potrafią stwierdzić, że nikt co prawda w Polsce nie wie dokładnie ile osób pracuje tu nielegalnie, ale liczbę pracowników sezonowych „na czarno” szacuje się na milion czterysta tysięcy (1.400.000). Na czarno – to znaczy bez składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne, bez płacenia podatków ani opłat lokalnych, bez zapewnienia warunków bezpieczeństwa itp. a często nawet bez prawa pobytu w tym kraju. To nie do pojęcia – jakby przestępstwo w całym majestacie prawa, jednak dla wszystkich oczywiste i normalne, nikogo już nawet nie dziwiące…

Jak dotychczas nie widać żadnych działań systemowych mających przeciwdziałać bezrobociu, pracy na czarno, nielegalnej pracy obcokrajowców. Docierają do nas ledwie jakieś zapowiedzi działań „po wakacjach”… niejasne pomysły…
Bezrobocie wynika z problemów gospodarczych, ale i pogłębia problemy gospodarcze. Stwarza swoiste sprzężenie zwrotne wygaszające miejscową aktywność gospodarczą. Rozwija się fala upadłości przedsiębiorstw…

Wyrażałem wielokrotnie przypuszczenie czy tezę, że taki stan tego państwa jest skutkiem założeń ideologicznych Platformy Obywatelskiej, na których nauczyła się żerować kolejna wataha cwaniaków pozbawionych nie tylko patriotyzmu, ale i elementarnej przyzwoitości. Nauczyła się żerować pozostając bezkarną i nietykalną.


Może pierwszego sierpnia, zamiast organizować marsze, akademie i koncerty obcych nam piosenkarek – trzeba znów dać sygnał: „Godzina W”…



24/06/2012

"Stara szkoła" informacji niejakiego dr Paula Josepha G.

Tu już nawet nie chodzi o to, że „klasyk” ów był głównym źródłem propagandy bałwochwalczego uwielbienia dla swojego „genialnego wodza” i w tym swoim zapędzie potrafił całkowicie przestać liczyć się z podstawowymi prawami nie tylko obcych, ale nawet swoich współobywateli – wprowadzając w służbie dla „wodza” 60-godzinny tydzień pracy albo powszechny zakaz wszelkich form rozrywki. Nie chodzi o to, że potrafił zdradzić swoje własne socjalistyczne przekonania, że gotów był wprowadzić nawet siłą nową dla siebie ideologię, przejętą od „wodza”.
Chodzi o to, że robił to niezależnie od ilości ofiar, czy cierpienia ludzi – także własnych współobywateli.

Skupmy się może tylko na anegdotycznej już dziś, wypracowanej przez niego zasadzie funkcjonowania „informacji” – zasadzie mówiącej, że jeśli największą nawet bzdurę (plotkę, przeciek kontrolowany, hasło propagandowe lub ideologiczne) wystarczająco długo i wystarczająco powszechnie powtarzać, to ostatecznie zostanie ona uznana za prawdę. Prawda jest więc nie sprawą widzialnej, sprawdzalnej rzeczywistości a pewnym „produktem”, wytworem któremu nadaje się potrzebne w danej chwili własności i kształt, na wzór kawałka gliny czy plasteliny. Dzięki odpowiedniej manipulacji i perswazji prawdą może stać się dowolne twierdzenie.

Zmory przeszłości dawno odeszły w ciemność – gdzie ich miejsce, ale zasada ta jest cały czas z lubością realizowana przez władzę, wszelką władzę – za pomocą swoich „przydupaśnych”, usłużnych propagandystów, funkcjonariuszy i pracowników.
Na przykład – na początku czerwca opublikowane zostały oficjalne dane na temat rejestrowanego w Polsce bezrobocia. Oficjalna propaganda natychmiast ukuła jedynie słuszną tezę: BEZROBOCIE SPADA – i zaczęła ją uparcie lansować, pracując mocno dla poprawy nadszarpniętych notowań swojego „wodza”.
Tymczasem twierdzenie takie jest kłamstwem, mającym jedynie w pewnym sensie nieco z prawdy. Inaczej – należałoby powiedzieć, że w chwili ogłoszenia takie stwierdzenie – odniesione do minionego miesiąca może być prawdą, ale jego uogólnienie, poprzez zatajenie faktu iż mówimy jedynie o minionym miesiącu – jest fałszem, kłamstwem propagandowym.

Nawiasem mówiąc – to także jest zgodne z metodyką dr Paula Josepha G.; ludzie nie są wbrew pozorom tak kompletnie głupi, potrafią rozpoznać oczywistą nieprawdę i wtedy tracą zaufanie do następnych, kolejnych podawanych im spreparowanych, nieprawdziwych wiadomości. Nie można więc niestety mówić ludziom dowolnych bzdur – chcąc odwoływać się do zaufania ludzi a nie do terroru, do siły. Sztuką jest zyskać i podtrzymywać ich zaufanie, a w tym celu trzeba od czasu do czasu podać im jakąś prawdziwą i łatwo sprawdzalną wiadomość na dowód własnej wiarygodności tego, kto jest jej źródłem. Nie da się manipulować „twardymi” danymi ale można manipulować ich kontekstem, niuansami znaczeniowymi, niedomówieniami, naciąganymi statystykami dopasowanymi do z góry założonej tezy.

Doskonale to rozumie także obecny minister pracy "z PSL rodem".

W tym przypadku także: faktem jest, że bezrobocie z końca kwietnia 2012 – w stosunku do końca maja 2012 – spadło o 0,3 punktu procentowego. Stopa bezrobocia w analogicznym okresie kolejnych lat zawsze nieco spada, gdyż jest to moment intensywnego samoczynnego rozruchu prac sezonowych np. związanych nie tylko z budownictwem i rolnictwem (pogoda, temperatura, sezon wegetacyjny roślin) ale i z obsługą ruchu turystycznego w rozpoczynającym się okresie urlopowym (wakacyjnym). W 2008 roku ten niewielki spadek związany z rozpoczęciem prac sezonowych wyniósł 0,5 punktu procentowego; w 2009 – 0,2 pp; w 2010 – 0,4 pp; w 2011 – 0,4 pp a w 2012 – 0,3 pp. To drobne, mało istotne zjawisko – choć powtarzalne. Po prostu: co roku na wiosnę na przełomie kwietnia i maja bezrobocie maleje chwilowo o kilka dziesiątych części punktu procentowego, po czym ponownie rośnie, jak dotychczas szybko przekraczając dotychczasowe wartości.
Natomiast bezrobocie obserwowane ogólniej – całościowo i w dłuższym okresie czasu niewątpliwie cały czas rośnie, patrząc na tendencję; dla przykładu wg stanu na dzień 1 maja – w 2010 roku było 1.907.900 zarejestrowanych osób bezrobotnych, w 2011 roku – 1.962.600 osób, w 2012 roku – 2.072.600 osób. Jak więc widać – liczba osób niezatrudnionych stale z roku na rok rośnie, z niewielkimi spadkami corocznie np. w okresie rozpoczęcia prac sezonowych, po czym następuje dalszy wzrost bezrobocia. W 2012 roku na przykład – z 2.072.600 osób na koniec kwietnia – liczba bezrobotnych spadła do 2.015.000 na koniec maja, ale nie zaprzecza to ogólnej stałej tendencji wzrostowej; poprzedni stan szybko powraca i jest przekraczany. Być może w danych za czerwiec wyjątkowo utrzyma się spadek bezrobocia gdyż chodzi o czas Mistrzostw Europy w Polsce przy których sporo szczególnie młodych ludzi znalazło jakieś odpłatne zajęcie i zrezygnowało chwilowo z rejestrowania się w PUP. To jest jednak wyłącznie incydentalny efekt, a tendencja ogólna jest nieubłaganie wzrostowa. Eksperci zapowiadają poważny i totalny wzrost bezrobocia, już nie w dziesiątych częściach punktu procentowego – na jesień br.

To rzekome „spadanie bezrobocia” które dziś się rozgłasza i eksploatuje propagandowo -to po prostu drobne coroczne załamanie linii – pnącej się od lat w górę, jakbyśmy to przedstawili graficznie, na wykresie.
W związku z tym – twierdzenie dziś, że „bezrobocie spada” – jest tylko bezczelnym chwytem propagandowym mającym sugerować opinii publicznej błędny obraz rzeczywistości i w domyśle – ogłasza (zmyślony) sukces a zasługę za to ma przypisać rządzącej koalicji i samemu premierowi osobiście.
To co najmniej nadużycie.

Nie poświęcałbym nawet i tych kilkunastu minut na napisanie tego co powyżej, gdyby chodziło tu o tzw. „politykę” to znaczy o to – co ci głupcy, nieudacznicy, złodzieje i cwaniacy rozumieją pod tym pojęciem.
Nie zajmowałbym się tym, gdyby chodziło tu jedynie o jakąś gówniarską wojenkę „ugrupowania Tuska” z „ugrupowaniem Kaczyńskiego” – co przecież z polityką sensu stricte nie ma nic wspólnego.
Chodzi mi o to, że tego typu zakłamania propagandowe, choć mogą mieć znaczenie doraźne dla zwalczających się ugrupowań – w efekcie zakłamują prawdę o rzeczywistej sytuacji społecznej. Zatajają prawdę o losie konkretnych, żywych jeszcze ludzi, szczególnie tych którzy wpadli w „pułapkę bezrobocia” – stając się zakładnikami w jakichś dziwacznych działaniach lub zaniechaniach „polityków” oraz „biznesmenów” – wyzutych z wszelkich ludzkich uczuć i odpowiedzialności. Trzeba uznać za „normalne” – że tzw. politycy polscy „grają” danymi statystycznymi, starając się oddziaływać nimi na potencjalnych wyborców. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni, choć się na to nie zgadzamy. Ale dane, fakty i liczby – opisując stan gospodarki i co za tym idzie – stan społeczeństwa – nie są materiałem do walki propagandowej opartej na kłamstwach, manipulacji i przeinaczeniu – wzorem wspomnianego „klasyka” – a mają służyć za podstawę do podejmowania poważnych i trafnych decyzji mających służyć społeczeństwu, chronić ludzi a szczególnie najsłabsze choć wartościowe jednostki. To nie zabawa ani gra w ambicyjki buców ze wsi lub bufonów "ze stolycy"; tu chodzi o życie, o los konkretnych, żyjących ludzi.
Nie mam więc pretensji do propagandystów „sukcesu Tuska w zwalczaniu bezrobocia” – że tym kłamstwem osiągają przewagę nad opozycją, a mam do nich pretensje o to, że zakłamują prawdziwy obraz rzeczywistości, prowokując zaniechanie potrzebnych działań państwa lub jeśli nawet generują działania – to głównie zbędne lub szkodliwe.

Patrzę na to wyłącznie ze społecznego punktu widzenia, bo jestem przekonany, że wszystko – wraz z całym systemem politycznym i wszystkimi osobami w to zaangażowanymi – ma docelowo służyć społeczeństwu demokratycznie rozumianemu, czyli wszystkim ale i każdemu z osobna na zasadzie niezbędnego, demokratycznego kompromisu. Nie jest mi do niczego potrzebne, by „Tusk nie miał racji” a raczej – by osoby chcące pracować na swoje utrzymanie, mogły to robić. Stopa tak zwanego „bezrobocia naturalnego” odpowiada liczbie obywateli w wieku produkcyjnym i zdolnych do pracy – którzy pracy najemnej nie podejmują i nie szukają (bo mają własny „patent” na zdobycie środków niezbędnych do życia, choćby – „służą” swojej rodzinie i przez nią są utrzymywani). Stopa tego „bezrobocia naturalnego” została określona na 3,5 – 4% ogółu osób w wieku produkcyjnym. W Polsce jest obecnie trzy razy większa, co oznacza wyrugowanie z zatrudnienia i z rynku pracy ok. 8 – 9% liczby obywateli chętnych i zdolnych do pracy. Odebranie im środków do życia a więc i prawa do życia.

Tak więc – reasumując na zakończenie:

BEZROBOCIE NIE ZMALAŁO!
BEZROBOCIE JEST BARDZO WYSOKIE, UTRZYMUJĄC STAŁĄ TENDENCJĘ WZROSTU!

Tego nie można, nie wolno zakłamywać propagandowo. Trzeba to zmienić. Na przykład uruchomić środki z Funduszu Pracy – z założenia przeznaczone na walkę ze skutkami bezrobocia poprzez tworzenie nowych miejsc pracy.



Do tekstu dodałem prosty rysunek, po pierwsze dlatego, że uważam go za dość zabawny, po drugie - za dość złośliwy wobec autorów propagandy sukcesu a po trzecie i ostatnie - ilustruje on także do pewnego stopnia główną myśl tego tekstu...


09/06/2012

Jesień nasza!

W założeniach do przyszłego budżetu, które zostały przekazane do Komisji Trójstronnej – zakłada się utrzymanie bardzo wysokiego poziomu bezrobocia, na poziomie 12.4%.

Wbrew manipulacjom danymi i ich interpretacjami, dokonywanymi przez prymitywnych propagandystów pozbawionych poczucia wstydu i przyzwoitości – twierdzącym że stopa bezrobocia spada – w porównaniu odpowiadających sobie okresów w poszczególnych minionych czterech latach – bezrobocie rośnie i jesienią bieżącego roku ma osiągnąć poziom jeszcze wyższy niż dotychczas.
To zapewne skutek przerwy czy wielomiesięcznej „dziury” w wykorzystaniu środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach PO Kapitał Ludzki. W wielu województwach dopiero trwa przyjmowanie wniosków i dofinansowanie projektów w ramach PO KL; wyniki konkursu – o ile wcześniej nie nastąpią jakieś trudne dziś do przewidzenia zaburzenia spokoju społecznego (co ostatecznie nie byłoby dziwne) będą znane w październiku. Wówczas nastąpi dopiero czas przygotowania i przeprowadzenia naboru tzw. beneficjentów ostatecznych – co oznacza, że pomoc dofinansowana z Unii będzie dostępna praktycznie w przyszłym roku. Trudno też stwierdzić, czy instytucje pośredniczące pomiędzy EFS a projektodawcami wyciągnęły jakiekolwiek wnioski z niepowodzenia poprzednich projektów, objawiającego się w ich bardzo niskiej skuteczności.

Konkretnie – jak pisałem już we wcześniejszych felietonach – chodzi o to, że wielotygodniowe nieraz działania wobec bezrobotnych finansowane z EFS kończyły się sukcesem objawiającym się w bardzo wysokim zainteresowaniu oraz bardzo wysokim procencie osób jakie ukończyły swój udział w projekcie z oceną pozytywną, natomiast po nich wszelka pomoc merytoryczno – organizacyjna nagle kończyła się i beneficjenci tych działań wobec dalszego braku zatrudnienia bardzo szybko powracali do stanu załamania, depresji, braku poczucia wartości, szans na normalne zatrudnienia itp. W takich okolicznościach, szczególnie w grupie osób w wieku zwanym „50 plus” – nadal pozostaje bardzo wiele osób bezrobotnych pomimo ukończenia kilku nawet projektów szkolenia zawodowego i wsparcia psychologicznego.
By całkiem nie skompromitować swoich działań, nastawionych głównie na własne zyski, firmy szkoleniowe określały skuteczność swoich projektów w stosunku do uczestników którzy uzyskali jakiekolwiek zatrudnienie po zakończeniu udziału w projekcie, bez analizowania czy zatrudnienie to ma cokolwiek wspólnego z ich działaniami na rzecz tych osób a skuteczność nawet tak określona nie przekraczała najczęściej 20%. Oznacza to ni mniej ni więcej jak zmarnowanie olbrzymiej części pomocy unijnej z EFS . Trudno więc stwierdzić, czy instytucje pośredniczące, jakimi są w tym przypadku Wojewódzkie Urzędy Pracy potrafią teraz poprzez odpowiednie kryteria oceny wniosków starających się o dofinansowanie zapewnić odpowiednio większą ich skuteczność co by się przekładało na lepsze wykorzystanie pieniędzy a w ostatecznym wyniku powinno jednoznacznie wywołać zmniejszenie bezrobocia poprzez lepsze wykorzystanie istniejących ofert pracy (dopasowanie strukturalne).
Działania te nie wpływają na zwiększenie ilości miejsc pracy a bezrobocie polega przecież bezpośrednio na ich niedoborze.

Tak więc bezrobotni dopiero późną jesienią mogą liczyć na jakieś projekty wspomagające uaktualnienie wcześniej posiadanych lub zdobycie nowych umiejętności zawodowych potwierdzonych zaświadczeniem – co niektórych z nich może zbliżyć w 2013 roku do zatrudnienia. Tylko ci – co jakoś dotrwają do tego czasu w stanie umożliwiającym im skorzystanie z tej pomocy.

Osób w wieku 50 plus nie zatrudnia się jednak prawdopodobnie ze względu na wiek (co jest przecież sprzeczne z obowiązującym prawem), więc tu żadne szkolenia nic nie dają, w każdym razie nie szkolenia bezrobotnych. Być może istnieje potrzeba zakrojonej na szeroką skalę akcji uświadamiającej dla przedsiębiorców zatrudniających pracowników, dotyczącej prawa, społecznej roli pracy, konieczności wdrażania tzw. zarządzania wiekiem pracownika – i to nie poprzez wyrzucanie tych najstarszych byle nie weszli w okres ochrony przed rozwiązaniem stosunku pracy. Wspomniany okres ochrony nie daje żadnej ochrony a wręcz przeciwnie; wymusza niejako skutek dokładnie odwrotny do zamierzonego – więc powinien być zlikwidowany (uchylenie przepisu z Kodeksu Pracy). Ma to także bezpośredni związek z Ustawą Emerytalną. Rozważa się też powrót do okresu dwuletniego.

Chciałbym wierzyć, że odchodzi w niechlubną przeszłość czas siedzenia z założonymi rekami i przyglądania się w wyobraźni jak „niewidzialna ręka rynku” wszystko sama za Rząd reguluje, pomimo że wszyscy sąsiedzi interweniują w gospodarkę, w rynki i we wszystko w co potrzeba interweniować – by osiągnąć jak najmniejszy poziom kosztu społecznego. Niemcy dotują „co trzeba”, Anglia, Francja interweniuje, tylko „polski wioskowy głupek” dał się nabrać na hasełko ideologiczne o „niewidzialnej ręce” i realizuje – choćby i po trupach swoich ziomków – byle zasłużyć na poklepanie po plecach, intratne stanowisko w Unii albo inne profity…

Bardzo mało zrozumiałe jest zachowanie NSZZ Solidarność. Obawiam się, że jest on zdeterminowany świadomością braku wystarczającego poparcia społecznego. To ciekawe zjawisko, bo przecież – jeśli nie liczyć samego początku – strajków Sierpniowych, to właśnie teraz związek powinien być bardzo aktywny. To oddzielny, ciekawy temat.

W mediach pojawiają się zapowiedzi „ofensywy” Prawa i Sprawiedliwości od września br. (po sezonie urlopowym i „sezonie” prac sezonowych) szczególnie mającej przenieść swoją uwagę i nacisk polityczny w działalności wreszcie na sprawy gospodarcze a więc w konsekwencji na społeczne skutki obecnych problemów gospodarczych. Wyciszenie wyobcowanych społecznie krzykaczy politycznych a zapowiadane zgromadzenie gremium doradczego ekspertów, naukowców i ludzi młodych – powinno przybliżyć tę partię do spraw społecznych, do zainteresowania problemami ludzi – z czym dotychczas był wielki kłopot.

W rządzącej koalicji także zapowiadane są nieśmiało poważne działania zarówno reorganizujące rząd jak i porządkujące prawo, na przykład zapowiadane przez Ministra Sprawiedliwości „wielkie porządki” w prawie pracy. Być może to także zbliży choć trochę uwagę rządu do ludzi, do rzeczywistych problemów społecznych. Oby tak się stało, może pozwoliłoby to uniknąć dużych, jak dotychczas nieuniknionych protestów i zaburzeń społecznych…? Jeśli Rząd zwraca jeszcze jakąkolwiek uwagę na działania opozycji – być może ktoś z ekipy Tuska nagle bardzo się zdziwi, że jest coś takiego jak „społeczeństwo” i zupełnie nie jest zainteresowane „co powiedział Kaczyński” i dlaczego to było tak złe i głupie oraz jest coś takiego jak gospodarka co wymaga uwagi, organizacji, zarządzania i czasem nawet zdecydowanych interwencji państwa.

Pisząc to chcę dobitnie podkreślić oczywisty dla mnie a być może zaskakujący dla wszelkich oszołomów fakt, że ludzie w swoim życiu rodzinnym, zmaganiu się z problemami osobistymi i rodzinnymi – nie przywiązują tak wielkiej wagi do tego, co stanowi treść życia polityków, albo tych durniów i prostaków którzy za polityków chcą dziś być poczytywani. Dla normalnego człowieka jest coś żenującego i godnego politowania w robieniu niesamowitej afery z faktu, że ktoś zamiast Jarosław – powiedział „Jarasław”, bo się przejęzyczył, czyli po „tuskowemu” – zakałapućkał się. Jest w tym coś zboczonego by rozdmuchiwać to do wielkości ogromnego problemu politycznego, oczekiwać przepraszania na klęczkach lub wyciągać z tego daleko idące wnioski polityczne czy choćby logiczne. To stało się po prostu chore i mam wrażenie, że „klasa polityczna” to wreszcie dostrzegła; dostrzegła że stała się śmieszna i nie do przyjęcia dla społeczeństwa, które ją utrzymuje i wyposaża w przywileje, oczekując od nich poszanowania, kompetencji, dobrych decyzji i postawy służenia.
Politycy jak urzędnicy – zawsze mają czas. Przynajmniej sami tak uważają, stąd pośpiechu w ich działaniach nigdy nie da się dostrzec. Społeczeństwo jednak czasem staje się bardzo niecierpliwe, rozczarowane, wymagające, oczekuje rozliczeń.

Bezrobocie ma dwa oblicza; przyczyny w stanie gospodarki na który można mieć ograniczony wpływ, także ze względu na globalizację, oraz skutek społeczny „tu i teraz”.
Uważam za niezbędne, by władza zajmowała się teraz obiema tymi sprawami jednocześnie.

Władza ma czas, ale ludzie już czasu nie mają, szczególnie ci rzeczywiście bezrobotni oraz ci żyjący na granicy nędzy (czyli większość społeczeństwa). Jeśli rzeczywiście nastąpi jakiś przełom, władza i opozycja, sama czy pod naciskiem społecznym – zwróci się bardziej w stronę problemów społecznych a nie interesu elity – musi zając się gospodarką pod kątem jej społecznej służebności, ale doraźnie – zanim działania gospodarcze spowodują jakiś skutek – musi zastosować środki interwencyjne pozwalające doczekać ludziom bezrobotnym do czasu poprawy stanu gospodarki, przede wszystkim do tej poprawy się przyczynić, poprzez pracę.

O jednym z aspektów tego pisałem niedawno: żeby być gotowym do podjęcia pracy, zdolnym do jej wykonywania w pełnym wymiarze a przede wszystkim by bezrobotny był „możliwy do zaakceptowania” przez pracodawcę jako kandydat do zatrudnienia – musi on osiągać stale dochody wystarczające do zaspokojenia niezbędnych potrzeb i utrzymania się w tej gotowości. Ustawa o promocji zatrudnienia jest w tej sprawie absolutnie nielogiczna, absurdalna jest także praktyka jej stosowania w Urzędach Pracy. Wydaje się, że przepisy ustawy mają za zadanie ograniczyć jej stosowanie a więc głównie ograniczyć obciążenie Skarbu Państwa a nie – wywołać ograniczenie bezrobocia i jego skutków społecznych. To niedopuszczalne i to musi się natychmiast zmienić.
Uważam, że to pierwsza rzecz jaką należy doraźnie zmienić, nowelizując ustawę o promocji zatrudnienia w kierunku zapewnienia rzeczywiście bezrobotnym realnej pomocy finansowej w utrzymywaniu się w stanie gotowości do pracy. Finansowanie tego nie wymaga szczególnego dopływu dodatkowych środków a raczej innego wykorzystania środków istniejących, z uwolnieniem i mądrym wykorzystaniem zasobów Funduszu Pracy.

Fundusz Pracy powstaje z obowiązkowych wpłat składek finansowanych przez pracodawców, ale NIE JEST TO FUNDUSZ PRACODAWCÓW! TO FUNDUSZ SPOŁECZNY utworzony ze składek obowiązkowych, zarządzany przez Rząd i pracodawcy nie mają żadnego prawa do wyłącznego decydowania o sposobie jego wykorzystania. Oczywiście także i Minister Finansów nie miał prawa zagarnąć zasobów Funduszu Pracy pod jakimkolwiek pretekstem czy powodem.
Pracodawcy najchętniej – jak można wywnioskować z różnych wypowiedzi – zagarnęliby te pieniądze w postaci różnych form dotowania ich działalności, ale to wydaje się najgorszym sposobem wykorzystania Funduszu.

Potrzebne są więc zarówno natychmiastowe, doraźne decyzje i działania osłonowe jak i długofalowy plan, jakaś przemyślana polityka gospodarcza i to zarówno na szczeblu centralnym jak i w samorządach.

26/03/2012

44.
Apel do pana ministra Władysława Kosiniak Kamysza.

Panie Ministrze.

W wypowiedziach Pana oraz Pana Premiera z satysfakcją odnajduję ostatnio konkluzję, że zamiarem Rządu jest stworzenie stabilnego rozwiązania systemu emerytalnego, rozwiązania przy którym nie będzie już potrzeby wprowadzania żadnych zmian w ciągu najbliższego co najmniej dziesięciolecia.
To jest oczywiście stanowisko jak najbardziej godne pochwały i wsparcia. Aby jednak system emerytalny posiadał tę cechę trwałości, musi być wystarczająco uniwersalny a przede wszystkim musi odnosić się do realiów życiowych, realiów politycznych oraz realnej prognozy gospodarczej. System musi być przemyślany ekonomicznie i finansowo, ale także odnosić się do życia, do potrzeb ludzi; nawet najlepsze teoretycznie rozwiązanie modelowe nie wytrzyma próby czasu, jeśli nie będzie odpowiadało realiom życia. A to z kolei oznacza, że zasady ubezpieczenia emerytalnego muszą uwzględniać wszystkie możliwości mogące wystąpić w życiu i realnie się do nich odnosić, uwzględniać je.

Mimo, że to jest dla Pana i teoretyków zapewne bardzo trudne, na system emerytalny trzeba patrzeć z punktu widzenia ludzi którzy mu będą podlegali. Nie z punktu widzenia ludzi którzy go nie potrzebują, nie wierzą w państwowe emerytury i nie muszą liczyć na nie.
Nawet więcej: nie można systemu emerytalnego wydzielić z całości zagadnień dotyczących warunków życia osób których obejmą wprowadzone obecnie zmiany, szczególnie osób będących obecnie w wieku zwanym „50+”, te które mają przed sobą nie więcej niż 10 lat pracy zawodowej do osiągnięcia wieku emerytalnego.

Podstawą myślenia o istniejących problemach musi być zauważenie, że człowiek by żyć, utrzymać się w gotowości do pracy, musi osiągać pewien dochód, posiadać pewne określone środki finansowe, określane jako praktycznie choćby minimalne; ale wystarczające. Tymczasem o systemie emerytalnym, o sytuacji bezrobotnych a nawet o sytuacji na rynku pracy w ogóle – mówi się jakby w oderwaniu od tej prostej i oczywistej zasady. Także wiele kwot i wskaźników jest oderwanych od tej zasady. Tworzy to przepaść pomiędzy przepisami a życiem, życie odbiega od przepisów, co z kolei pogłębia brak szacunku dla prawa, jaki odziedziczyliśmy po czasach PRL.

Dla przykładu: by utrzymać zdolność i gotowość do natychmiastowego podjęcia pracy, w chwili obecnej niezbędne jest posiadanie środków wystarczających na utrzymanie choćby skromnego dachu nad głową, utrzymanie właściwego poziomu higieny, co oznacza możliwość kąpieli w ciepłej wodzie z mydłem, szamponem do włosów, możliwość golenia się i możliwość uprania, wysuszenia i uprasowania odzieży, posiadania jej w ilości pozwalającej na zmianę. Trzeba choćby skromnie ale regularnie się odżywiać. A to z kolei wymaga środków na pokrycie kosztów tych potrzeb. Są to więc koszty mieszkania, wody i jej podgrzania, energii elektrycznej, ciepła (ogrzewania) itp. ale także i np. strzyżenia, zakupu obuwia odpowiedniego do pory roku, środków do utrzymania tego obuwia w czystości i tak dalej.

Proszę o wybaczenie, że podaję tu tak szczegółowy, rozwinięty przykład, ale większość osób wypowiadających się na ten temat sprawia wrażenie, że nie zdają sobie sprawy z tych realiów, jakby zaspokojenie tych podstawowych potrzeb było czymś tak oczywistym, że aż nie warto o tym wspominać. Ale to nie jest oczywiste. Oczywiste jest tylko to, że wszystko kosztuje, za to trzeba zapłacić. Zaznaczam jeszcze raz dobitnie, iż piszę tu o osobach bezrobotnych poszukujących pracy, bo sytuacja finansowa takiej osoby która już znalazła zatrudnienie i otrzymuje swoją pensję za pracę - to temat oddzielny. Piszę o tym dlatego, że statystycznie ok. 80% osób bezrobotnych zarejestrowanych w Powiatowych Urzędach Pracy nie otrzymuje zasiłku dla bezrobotnych. Zostało to celowo i świadomie zablokowane w treści stosownej ustawy. Jednocześnie ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy definiuje osobę uprawniona do statusu osoby bezrobotnej jako z jednej strony gotową do natychmiastowego podjęcia pracy zawodowej w pełnym wymiarze, z drugiej strony natomiast nieosiągającą dochodów wyższych niż połowa minimalnego wynagrodzenia oraz niepobierającą zasiłku stałego z pomocy społecznej.
Zapewniam Pana, że osoba osiągająca dochód mniejszy niż połowa najniższego wynagrodzenia – w krótkim czasie staje się niezdolna do podjęcia jakiejkolwiek pracy. Żaden pracodawca nie będzie też rozmawiał o zatrudnieniu z człowiekiem w sposób oczywisty prezentującym cechy charakterystyczne dla bezdomności; np. brudne, śmierdzące, wymięte ubranie, rozpadające się buty, brak podstawowej higieny, brak zębów, niemożność określenia czasu (godziny) z powody braku zegarka itp. Ustawowy wymóg ograniczający dochody osoby poszukującej pracy poniżej minimalnych realnych potrzeb życiowych – jest absurdalny. Rozumiem, że to może dotyczyć np. uprawnienia do zasiłku dla bezrobotnych, ale nie statusu osoby bezrobotnej w ogóle.

By w rzeczywistości być zdolnym do pracy, osoby poszukujące zatrudnienia muszą osiągać dochody wystarczające na utrzymanie się w takiej gotowości, o czym wspominałem wcześniej. Sytuacja takiej absurdalnej dysproporcji prowokuje składanie niezgodnych z prawdą oświadczeń o dochodach. Ogólnie rzecz biorąc – człowiek by żyć, musi posiadać wystarczające dochody. Statystycznie zaledwie kilkanaście procent osób zarejestrowanych w Urzędach Pracy pobiera zasiłek dla bezrobotnych. Ludzie zarejestrowani a niemający prawa do zasiłku muszą jakoś zarobić choćby właśnie po to, by zachować gotowość do podjęcia pracy. Chwytają się każdej okazji, również prac dorywczych „na czarno” nigdzie nie rejestrowanych, bez zapewnienia właściwych warunków bezpieczeństwa i higieny pracy. Osiągane dochody nie są nigdzie rejestrowane, zleceniodawca nie odprowadza zapewne od tego podatku ani składek ubezpieczenia. Zleceniodawcy angażują ludzi do takich dorywczych prac bezpośrednio „z ulicy”, często spod siedziby Powiatowego Urzędu Pracy. Wynikiem takiej sytuacji jest to, że ludzie są zmuszeni często nie przestrzegać przepisów czy też składać oświadczenia „nie w pełni zgodne z prawdą”, po to by utrzymać się w faktycznej gotowości do podjęcia pracy. Jest to oczywiście naganne, ale celowe; być może nie zasługuje na usprawiedliwienie ale wymaga zrozumienia.
Powstaje w ten sposób także mit czy stereotyp nieuczciwego bezrobotnego, oszusta wyłudzającego zasiłki lub choćby same składki ubezpieczenia a w rzeczywistości – zatrudnionego. Taki mit z kolei powoduje utrudnienie zdobycia zatrudnienia dla innych bezrobotnych, determinuje bardzo niski status bezrobotnego w oczach potencjalnego pracodawcy, także utrudnia pracę Urzędów Pracy, minimalizując ilość ofert zatrudnienia tam trafiających. Przyznanie się do bycia zarejestrowanym bezrobotnym jest często najgorszą rekomendacją jaką może mieć osoba poszukująca pracy.
A przecież celem działania Urzędów Pracy jest coś dokładnie odwrotnego; promowanie bezrobotnych jako kandydatów do zatrudnienia i uwiarygodnianie ich w oczach pracodawców. Znów tu mamy do czynienia z ogromnymi kosztami dającymi efekt odwrotny od zamierzonego.

Oczywiście – przypadki nieuczciwości zapewne występują, ale w opisanym przypadku przyczyną jest niedostosowanie kwoty uprawnionego dochodu do realnych potrzeb. Bezmyślnie ustalone przepisy prowokują tak wiele bałaganu. W tym przypadku – kwota dopuszczalnych doraźnych dochodów osoby bezrobotnej, chwilowo nigdzie nie zatrudnionej (na umowę o pracę lub umowę cywilną) i pobierającej zasiłek może być ograniczona do połowy najniższej płacy (prócz tego zasiłku), ale dla osoby niepobierającej zasiłku już musi być wyższa i np. równać się najniższej płacy. Także w chwili utraty prawa do zasiłku dla bezrobotnych (które ma przecież charakter czasowy a czas ten jest często krótszy niż czas poszukiwania zatrudnienia) - kwota dopuszczalnych dochodów musi być podniesiona do poziomu umożliwiającego utrzymanie się w gotowości do podjęcia pracy, o czym pisałem bardziej szczegółowo powyżej.

Wszystko to musi być realne i odpowiadać realnym, potrzebom życia. A nie jest.

Powyższy przykład dowodzi tego, że niektóre przepisy mogą mieć charakter nieprzemyślany a w konsekwencji wywołuje to istotne negatywne skutki zarówno dla Państwa jak i dla zainteresowanego obywatela. Narzuca to konkretne standardy reformie zasad emerytalnych. Na przykład kwota najniższej emerytury jest zbyt niska, nie pozwala na utrzymanie się. Zapewniam Pana, że za niecałe 800 zł (od 01 marca 2012 – 799,18 zł) nie można się utrzymać, biorąc pod uwagę wymienione potrzeby, realia życia, wzrastające koszty nie tylko utrzymania ale np. leczenia. Kwota najniższej emerytury musi zostać podwyższona np. do bardziej realnej kwoty równej najniższej płacy brutto. Koszt tej podwyżki musi się stać częścią warunków wyjściowych do reformy emerytalnej, to znaczy że należy w przeprowadzanych zmianach uwzględnić wstępne urealnienie wysokości najniższej emerytury. Koszt tej zmiany na czas do wystąpienia wystarczających efektów samej reformy – może być pokryty ze środków zaoszczędzonych w ten sposób z zasobów przeznaczanych na pomoc społeczną, bo emeryt otrzymujący świadczenie w wysokości 1500 zł nie będzie już korzystał z zasiłków i zapomóg z pomocy społecznej. Zasady funkcjonowania pomocy społecznej muszą zostać urealnione, a przede wszystkim uszczelnione tak, by pomoc trafiała wyłącznie do faktycznie i obiektywnie potrzebujących. Obecnie szacuje się (dane FOR), że połowa z 40 miliardów zł. rocznie trafia do oszustów wyłudzających pomoc nienależną.

Jest bardzo duża liczba osób bezrobotnych które nie mają prawa do zasiłku dla bezrobotnych oraz nie osiągają żadnego dochodu, nawet doraźnego. Praca „na czarno” prócz tego że jest nielegalna, obejmuje tylko niektóre zawody, np. budowlane lub najcięższą pracę fizyczną, więc nie jest dostępna dla każdego. Osoby te jeśli spełniają warunki utrzymania statusu osób bezrobotnych, muszą uzyskiwać jakieś dochody, jakąś pomoc. Ponownie można odwołać się do tego co już napisano powyżej; człowiek by żyć, by być gotowym do podjęcia zatrudnienia – musi osiągać dochód minimalny wystarczający do tego.

Z tego powodu, jako warunek wstępny przed reformą emerytalną, należy przeanalizować możliwości czasowego złagodzenia wymogów nabywania uprawnień do zasiłku dla bezrobotnych. Na przykład poprzez czasową nowelizację przepisu ustawy określającego te warunki, szczególnie dotyczące wymaganego teraz okresu opłacania składek na Fundusz Pracy, związanego z zatrudnieniem przed zarejestrowaniem w Urzędzie Pracy. Obecnie jeśli obywatel wypracowywał przychód pracodawcy z którego pracodawca opłacał przez wiele lat należną składkę na Fundusz Pracy a przerwa w tym opłacaniu w okresie pomiędzy zakończeniem pracy (płacenia składki) a zarejestrowaniem w PUP przekroczyła 6 miesięcy, obywatel ten w ogóle nie ma prawa do zasiłku. Trudno pojąć, z czego wynika ten okres akurat 6 miesięcy, wygląda to na arbitralnie ustaloną liczbę wziętą "z sufitu". Obywatel z którym rozwiązano stosunek pracy, ma obowiązek samodzielnie poszukiwać nowego zatrudnienia, być samodzielnym i aktywnym na rynku pracy natychmiast od rozpoczęcia się okresu wypowiedzenia umowy, rozwiązywanej przez pracodawcę.
Okres wypowiedzenia wynosi jeszcze często 3 miesiące w których nie można podjąć nowych obowiązków. Obywatel ma sam znaleźć sobie nowe zajęcie w czasie gdy pobiera jeszcze płacę w okresie wypowiedzenia; ma być samodzielny tak by nie musieć korzystać z zasiłku i nie ubiegać się o status osoby bezrobotnej, co należy traktować jak ostateczność, przyznanie się do swoistej "osobistej klęski". Wspomniany przepis prowokuje czy wymusza wręcz, by osoba kończąca pracę u jednego pracodawcy bez swojej winy, natychmiast po tym rejestrowała się niejako automatycznie w Urzędzie Pracy i występowała o zasiłek. A powinno dotyczyć to wyłącznie tych, którzy samodzielnie nie zdobyli zatrudnienia i potrzebują w tym pomocy np. w formie przekwalifikowania. Przepis jest absurdalny, bo karze samodzielnych i aktywnych, uważających sięganie po pomoc Państwa za ostateczność a promuje tych wyraźnie nastawionych na korzystanie z tej pomocy; on wręcz promuje bezrobocie i bierność. Absurdalne jest też odmawianie niezbędnego zasiłku osobie, która przez wiele lat generowała wpłacanie składek na FP a o jeden dzień spóźniła się z zarejestrowaniem w Urzędzie Pracy - nie spełniając przez to wymogu określonego w Art. 71 Ust. 1 Pkt 1 i 2 Ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy.
Zasiłek dla osoby bezrobotnej dla której Urząd Pracy nie ma oferty odpowiedniego zatrudnienia - stanowi środki niezbędne do utrzymania jej gotowości do podjęcia takiego zatrudnienia, dlatego dostępność zasiłku musi być dużo wyższa niż obecnie, nie może być ograniczana niczym obiektywnie nie uzasadnionymi barierami biurokratycznymi. Jednocześnie dużo wyższa niż obecnie musi być dyscyplina obowiązująca osoby pobierające zasiłek. Tak przecież jest w krajach sąsiednich, np. w Danii, więc dlaczego nie może być i naszą praktyką. Obecnie urząd Pracy spotyka się z osobą zarejestrowana 5 razy w roku, jedynie po to by odebrać od niej wymagane formalnie oświadczenia.

Panie Ministrze.
Proszę nie wierzyć w cuda. Człowiek by żyć musi osiągać minimalny dochód. Nie da się żyć bez pieniędzy. Obecnie duża liczba osób tego dochodu nie osiąga, albo wręcz nie osiąga żadnego dochodu. Pracy „na czarno” także nie wystarcza dla wszystkich (na szczęście). Nie można dłużej udawać, że to zjawisko nie występuje, że władza go nie dostrzega. Bezrobotni pozbawieni pomocy bardzo często obciążają kosztem swojej egzystencji swoje rodziny, krewnych, dzieci itp. Jest to forma nieoficjalnego i nielegalnego, nieujmowanego w żadnych statystykach dodatkowego opodatkowania osób bliskich, pracujących i osiągających dochody. Wydaje się, że stan ten jest celowo i świadomie stwarzany przez państwo; władza z pełną świadomością przerzuca koszty pomocy osobom pozbawianym zatrudnienia - na ich rodziny. Co jednak w nierzadkich przypadkach, gdy rodzina nie podejmuje tego wyzwania albo jej po prostu nie ma? Taka "polityka" władzy którą Pan reprezentuje - jest wyrokiem śmierci dla osób samotnych, nie tylko starszych. Prowadzi do nieuchronnego stoczenia się do poziomu kloszarda, skrajnej desocjalizacji, kryminalizacji, śmierci na śmietniku. Jako "polityka państwa" to haniebne. Będzie to już stale związane z Pana nazwiskiem i funkcją.

Być może niezbędne jest stworzenie warunków do przejścia na wcześniejsze emerytury pewnej kontrolowanej liczby osób bezrobotnych, w formie jednorazowej ograniczonej akcji - przed wprowadzeniem reformy emerytalnej i z uwzględnieniem w nowych zasadach – kosztów tejże akcji. Alternatywą byłoby ustalenie na wzór innych krajów europejskich odrębnej emerytury przejściowej dla długotrwale bezrobotnych na czas do uzyskania praw emerytalnych na zasadach ogólnych. Wbrew pozorom koszty tego mogą być w dłuższym okresie czasu niższe, niż koszty pomocy społecznej przysługującej i niezbędnej dla tych osób.

Panie ministrze.

Te relacje finansowe muszą być analizowane łącznie, globalnie. To obojętne z której kieszeni wyjmuje się pieniądze, jeśli trzeba je wyjąć. Dlatego proponuję analizować to z punktu widzenia potrzeb człowieka a nie z punktu widzenia osobnych resortów i ich obowiązków, ich budżetów oddzielnie rozliczanych. To także musi być uwzględnione w konstrukcji reformy emerytalnej. Jedno wydaje się pewne: człowiek musi mieć jakieś dochody by żyć i nie można dłużej udawać, że się tego nie dostrzega, gdyż prowadzi to w prostej konsekwencji do gwałtownych wybuchów społecznych, niepokoju, zamieszek, ofiar i strat. Sytuacja taka wzmacnia i zasila ideologie lewicowe, co także wydaje się dziś niekorzystne.

Jeśli reforma emerytalna nie uwzględni realnej sytuacji, konieczności urealnienia kwot, a zwłaszcza faktu iż wielka liczba obywateli bez swojej winy nie może osiągnąć obecnie żadnych dochodów – skutki reformy nie będą stabilne, będzie istniała i ciągle dawała o sobie znać potrzeba zbliżenia obowiązujących przepisów do realiów życia, korekt, interwencji, a to może podważyć efekt wprowadzonych, niewystarczających zmian.

25/03/2012

42.
Targujmy się o swoje, o nasze…

Wiele wskazuje na to, że Premier Donald Tusk jest wynalazcą nowego znaczenia określenia „konsultacje”. Dla Premiera "konsultacje społeczne" to akcja propagandowa przekonywania o tym, że musi być i będzie tak jak Premier chce, jak chce partia, czyli - czyli tak jak mu nakazali… (lobbyści? biznesmeni? politycy "unijni"?)

Ciekaw jestem - nawet już tak zwyczajnie, po ludzku, co społeczeństwo z tym zrobi i czy w ogóle coś...

Prócz niebezpieczeństwa wynikającego z upierdliwej propagandy, która wydłużenie czasu oczekiwania na uzyskanie prawa do emerytury nazywa „wydłużeniem czasu pracy dla uzyskania wyższej emerytury” – co jest jak dotychczas czczą propagandą bez oparcia w rzeczywistości, jest też i inne widoczne już niebezpieczeństwo.
Polega ono na tym, że nowelizacją ustawy - wiek emerytalny zostanie przesunięty na 67 lat a inne konieczne działania, które powinny być wykonane wcześniej – pozostaną w formie ustnego zapewnienia, że „zrobimy”, że „tak oczywiście będzie”… kiedyś tam...

I przez to może się spełnić najgorszy scenariusz; zamiast pracować dłużej i powiększać swoją emeryturę ponad poziom „głodowy” – ludzie będą głodować już wcześniej na zasiłkach i zapomogach albo na łasce krewnych a ich emerytury będą malały z powodu braku wpłat składek, lub wpłat ale w "symbolicznej" wysokości…
Wiele wskazuje na to, że "oszołomstwo wiary w niewidzialną rękę" nadal gości w umysłach władzy i gotowa jest ona czekać z założonymi rękoma na to, aż ilość miejsc pracy "sama" wzrośnie w wyniku "naturalnego" rozwoju przedsiębiorczości, a jednocześnie popyt na pracę osób w wieku "50+" także "sam" wzrośnie w wyniku przemian demograficznych prowadzących do starzenia się społeczeństwa, na które władza także nie zamierza w żaden sposób oddziaływać.
Oczywiście - ilości ofiar tego oczekiwania nikt liczył ani tym bardziej rozliczał nie będzie...

Myślę, że jeśli nawet uznamy przesunięcie wieku emerytalnego na 67 lat życia za nieuniknione, niezbędne z jakichś przyczyn obiektywnych, ekonomicznych, kryzysowych czy demograficznych, to społeczeństwo nie powinno się zgadzać na jedynie obietnice dotyczące wszystkich niezbędnych działań „około-emerytalnych” jakie są przy takiej zmianie niezbędne.

Nie ma żadnego powodu czy przyczyny, by nie można było teraz opracować po prostu całego systemu emerytalnego, wraz z redukcją bezrobocia i systemem osłon socjalnych. Wszystkie te sprawy muszą być opracowane jako jednolity system, pakiet ustaw już teraz, razem z wydłużeniem wieku emerytalnego, nawet jeśli by to wymagało przesunięcia chwili wdrożenia tych zmian, gdyby poszczególne regulacje miały pewną kolejność wdrażania. Jest obawa, że jeśli nie powstaną teraz, to nigdy nie powstaną, albo będą knotami legislacyjnymi i pozostaną na papierze, jak projekt „Solidarność pokoleń dla 50+”. Ministra Michała Boniego.

Jeśli już uznać to co się dzieje teraz za rodzaj targu, pomiędzy koalicjantami ale i pomiędzy społeczeństwem a Rządem, to jest po prostu jedyna szansa wytargować niezbędne ustawy około-emerytalne, sprawiające że te zmiany będą dość elastyczne i że „da się żyć”, nawet i tym dla których pracy jeszcze długo nie będzie.
Nie referendum jest tu potrzebne a zwykłe targowanie się o swoje, a jest spora szansa, że Rząd to przewidział i ma z zanadrzu rezerwę do negocjacji, że będzie gotów na współpracę i przyjęcie rozsądnych żądań, byle osiągnąć swój założony cel; wiek emerytalny 67 lat.

03/03/2012

41.
Bezrobocie z definicji.

Bezrobocie polega na powstaniu nadwyżki „podaży” pracy, czyli ilości osób zdolnych i gotowych natychmiast podjąć pracę zawodową, nad „popytem na pracę najemną” czyli potrzebami przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą i zatrudniających do realizacji tej działalności - pracowników.
Nadwyżka ta (czyli bezrobocie) istnieje stale, jednak normalny, tak zwany naturalny jej poziom nie przekracza 2 – 3 % i problemy z tym związane rozwiązywane są automatycznie w procesie tak zwanej fluktuacji kadr. Oznacza to, że w każdej chwili niewielka części pracowników jest akurat zwalniana lub sami zwalniają się ze stosunku pracy z dotychczasowym zatrudniającym a inni w tym czasie niejako na ich miejsce pracę tę podejmują. Jest to po prostu jakby „strefa zmiany” dotycząca z jednej strony pracowników a z drugiej – zatrudniających . Pewien niewielki niedobór ilości miejsc pracy najemnej powoduje atmosferę zdrowej rywalizacji, stabilizując zatrudnienie z korzyścią dla płynności pracy firm. Czas poszukiwania nowego miejsca zatrudnienia jest stosunkowo krótki, z łatwością zanik dochodu z pracy rekompensowany jest zasobami własnymi pracownika lub w ostateczności – zasiłkiem dla osób poszukujących pracy, pobieranym co najwyżej kilka miesięcy. To wszystko jeszcze mieści się w granicach normalnych zjawisk w dziedzinie pracy.
Bezrobocie przewyższające ten stan naturalny nazywa się bezrobociem nadmiernym i podlega ustawowemu obowiązkowi zwalczania (przeciwdziałania).
Pojęcie bezrobocia wiąże się ściśle z pojęciem bezrobotnego.

Osobą bezrobotną w Polsce jest osoba która nie jest zatrudniona, ani nie wykonuje żadnej innej pracy zarobkowej a jednocześnie jest chętna, zdolna i gotowa do natychmiastowego podjęcia odpowiedniej pracy zawodowej w pełnym wymiarze czasu pracy obowiązującym w danym zawodzie. Jest to osoba w wieku powyżej 18 lat ale nie powyżej 60 (kobiety) lub 65 (mężczyźni) lat, nieucząca się ani niestudiująca na studiach stacjonarnych, nieposiadająca emerytury, renty socjalnej, renty zdrowotnej, renty szkoleniowej, zasiłku przedemerytalnego, chorobowego, macierzyńskiego, nie jest posiadaczem gospodarstwa rolnego o powierzchni powyżej 2 ha, nie ma wpisu do ewidencji działalności gospodarczej lub działalność jest zawieszona, nie podlega na podstawie jakichkolwiek obowiązujących przepisów obowiązkowi ubezpieczenia społecznego i nieosiągająca dochodów miesięcznych przekraczających połowy minimalnego ustawowego wynagrodzenia za pracę z jakichkolwiek źródeł z wyłączeniem odsetek lub innych przychodów od środków zgromadzonych na rachunkach bankowych.

To nie jest jeszcze pełna definicja ale zawiera główne wyznaczniki pojęcia osoby bezrobotnej. Jakiekolwiek osoby niespełniające wymogów wynikających z definicji ustawowej – nie są osobami bezrobotnymi w Polsce.

Stosownie więc do tego – bezrobocie określa się jako stosunek pomiędzy całkowitą ilością osób zdolnych do pracy i spełniających wszystkie powyższe warunki i jednocześnie zatrudnionych – a ilością osób zdolnych do pracy i spełniających wszystkie powyższe warunki a niezatrudnionych – wyrażoną w procentach.

W myśl zasad ustawowych obowiązujących powszechnie – nie jest osobą bezrobotną :
- osoba która nie ukończyła 18 lat;
- osoba które nie jest zdolna do natychmiastowego podjęcia pracy w pełnym wymiarze;
- osoba która osiągnęła wiek emerytalny (niezależnie od tego czy ma decyzję o przyznaniu emerytury);
- osoba która jest rencistą z tytułu niezdolności do pracy;
- pobiera stały zasiłek z pomocy społecznej;
- ma wpis o działalności gospodarczej a działalność nie jest zawieszona (niezależnie od tego czy działalność przynosi dochód).
- osoba aresztowana lub odbywająca karę pozbawienia wolności;
- osoba która jest uczniem szkoły nie dla dorosłych lub studentem studiów stacjonarnych;
- osoba która osiąga z jakichkolwiek źródeł prócz odsetek od sum zgromadzonych na koncie bankowym dochód miesięczny większy niż 690 zł (750 zł po wejściu w życie ustawy o podwyższeniu minimalnej płacy do 1500 zł brutto).

Oprócz osób bezrobotnych wyróżnia się jeszcze osoby bierne zawodowo.

Osoby bierne zawodowo nie są osobami bezrobotnymi.

Do osób biernych zawodowo należą:

Emeryci
Renciści
Osoby na urlopie wychowawczym
Osoby na urlopie macierzyńskim
Osoby odbywające karę więzienia
Zakonnicy i zakonnice
Osoby przebywający w domach opieki
Rentierzy

Pomijając szczegóły, najważniejsze jest jednak to co wyróżnia szczególnie osoby uznane za bezrobotne. To że taka osoba poszukuje możliwości uzyskania zatrudnienia, oraz że jest praktycznie gotowa i zdolna do podjęcia pracy w pełnym wymiarze dla danego zawodu.

Ma to swoje realne i logiczne konsekwencje: jeśli na przykład bezrobotny zachoruje i uzyska krótkotrwałe zwolnienie lekarskie – korzysta ze zwolnienia na zasadach analogicznych jak pracownik. Jeśli jednak choruje długotrwale, otrzymuje zasiłek chorobowy z ZUS i wówczas traci prawo do statusu osoby bezrobotnej, ponieważ przestaje być zdolny i gotowy do natychmiastowego podjęcia pracy.

Oczywiście ukrywanie przez kogoś faktów lub okoliczności dla uzyskania statusu osoby bezrobotnej, podczas gdy w rzeczywistości nie spełnia on warunków lub przekracza je – jest pospolitym oszustwem, wiąże się z przestępstwem wyłudzenia nienależnego zasiłku i podlega ściganiu w przypadku ujawnienia. Pospolite oszustwa zdarzają się w wielu okolicznościach i wszędzie więc nie stanowią one cechy charakterystycznej bezrobocia.

Inną konsekwencją jest to, że najczęściej alkoholik, osoba uzależniona od spożycia alkoholu nie jest zdolna i gotowa natychmiast podjąć pracę. Osoby o znacznie ograniczonym stopniu zrozumienia treści im przekazywanych, otoczenia, osoby w widocznie złym stanie psychicznym – także nie mogą być uznane za spełniające ten warunek. Oczywiście zarówno w tym jak i w poprzednim przypadku odnoszę się do praktyki urzędów pracy polegającej na bezmyślnym i nieodpowiedzialnym stosowaniu przepisów w sposób wyłącznie formalny.
Prowadzi to do szkodzenia osobom poszukującym pracy, gdyż powoduje nieudzielenie im potrzebnej pomocy, obniżenie wiarygodności urzędu pracy jako pośrednika pracy czyli szkodzi wszystkim.

Urzędy pracy działają na podstawie ustawy i przepisów wykonawczych. Mają wszelkie narzędzia dla odpowiedniego zapobiegania oszustwom, wyłudzeniom albo wykrywania ich i przekazywania do organów ścigania. Nie czynią tego jednak, dlatego status osoby bezrobotnej jest statusem niezwykle niskim. Z powodu złej polityki i praktyki, osoby nieuczciwe albo niezdolne do pracy zbyt łatwo uzyskują status osoby bezrobotnej, a następnie – wysłane do pracodawcy w celu podjęcia pracy – kompromitują Urząd jako pośrednika, siebie ale przy okazji także i ogół, sam status osoby bezrobotnej, powodując efekt uogólnienia obrazu, wytworzenia negatywnego stereotypu. Jest to ewidentna wina Urzędów Pracy, a więc zarządzających nimi dyrektorów, powołujących ich starostów (prezydentów miast) czyli ogólnie mówiąc – władzy. Władza lokalna w większości wywodzi się ze środowiska politycznego partii rządzącej. Z pewnością nie jest to wina osób rzeczywiście bezrobotnych. To wynik działania złej ustawy, a ustawa stworzona została przez parlament, który reprezentuje większość parlamentarną skupioną wokół siły politycznej jaka wygrała wybory i utworzyła rząd. A więc w konsekwencji – za opisaną tu sytuację odpowiada Rząd. Akurat w tym wypadku – Rząd Donalda Tuska, co stwierdzam absolutnie bez satysfakcji.

Sytuację pod tym względem powinno poprawić działanie polegające na restrykcyjnym stosowaniu w praktyce wymogów definicji osoby bezrobotnej oraz ściganiu oszustw jak i kierowaniu do właściwej pomocy osób uczciwych lecz niespełniających podstawowego wymogu definicji; zdolności do natychmiastowego podjęcia pracy.

Oczywiście te wszystkie dywagacje wiążą się z tym, że dotyczą istniejącej liczby miejsc pracy. Jest ich zbyt mało. O ile za mało, tego tak naprawdę nie wiadomo, gdyż ewidencyjne dane o ilości osób bezrobotnych nie są do końca wiarygodnie, a to dlatego, że obejmują one także pewną część osób np. pracujących „na czarno” jak i osób absolutnie w rzeczywistości niezdolnych do podjęcia jakiejkolwiek zorganizowanej pracy, np. czynnych alkoholików, osoby znacznie ograniczone umysłowo a nieposiadające statusu osoby niepełnosprawnej itp.
Panuje system wrzucający „do jednego worka” wszystkich którzy mogą wykazać formalne spełnienie wymogów i składają oświadczenie o innych okolicznościach – oświadczenie którego nikt potem nie sprawdza.
Formalistyczne podejście urzędników do treści ustawy objawia się tym na przykład, że osobie wykazującej pełne typowe cechy zewnętrzne zaawansowanego alkoholika i to na wygląd i na "wyczucie" - najwyraźniej bezdomnego - podsuwa się pod nos druk oświadczenia, że "jest zdolny i gotowy do natychmiastowego podjęcia pracy" po czym staje się on bezrobotnym, otrzymuje np. zasiłek dla bezrobotnych który oczywiście pogrąża go jeszcze bardziej w alkoholizmie, jest wzywany co dwa miesiące do obowiązkowej wizyty w Urzędzie by podpisać kolejny taki sam papierek, i tak przez półtorej roku. Urząd Pracy nie daje nikomu ofert, nie proponuje nikomu konkretnej pracy, jeśli ktoś sam nie szuka i nie pyta. Urząd Pracy w najlepszym przypadku zdobywa oferty pracy i je publikuje w centralnej bazie ofert oraz w formie papierowych ogłoszeń na tablicach informacyjnych w siedzibie urzędu. Be4zrobotny ma sam znaleźć sobie ofertę i o nią zapytać w Urzędzie - czy zechcą go tam skierować. A w tym przypadku - alkoholik nie pyta i nie szuka. Chce jak najdłużej dostawać od Państwa na wódkę.
Podobnie z osobami normalnie pracującymi na pełnym etacie, tyle że "na czarno". Formalnie spełniają one wszystkie wymogi, jeśli ukryją nigdzie nie notowany fakt posiadania stałej pracy i osiągania dochodów. Do osiąganych dochodów dołączą sobie jeszcze i zasiłek, a co... należy się...
Przy obowiązkowym stawiennictwie raz na dwa miesiące w z góry ustalonych terminach - z łatwością można pogodzić te obowiązki ze stałą pracą. Nie byłoby to możliwe, gdyby stawiennictwo było częstsze, nieregularne, w różnych godzinach i gdyby delikwent otrzymywał często oferty odpowiedniej pracy z obowiązkiem stawienia się do pracodawcy i udokumentowania tego. Inaczej pewnie też by było, gdyby wyłudzenia nienależnego zasiłku było surowo karane, nie tylko obowiązkiem jego zwrotu na zasadach podobnych do egzekucji obowiązku alimentacyjnego ale i odpowiedzialnością karną oraz upublicznieniem. Kara ma mieć działanie odstręczające od zamiaru przestępczego, wyłudzenie np. zasiłku nie może się w żadnym przypadku opłacać.

Jeśli urząd pracy wyśle alkoholika do pracodawcy jako kandydata do pracy poszukiwanego przez tego pracodawcę, to ośmiesza nie tylko Urząd jako pośrednika ale psuje wizerunek wszystkich kandydatów kierowanych przez urzędy pracy. Rodzi się w ten sposób stereotyp bardzo szkodliwy i niesprawiedliwy dla tych rzeczywistych, prawdziwych bezrobotnych.
Jeśli Urząd skieruje do pracodawcy osobę już gdzieś na czarno pracującą, to będzie się ona tam broniła rękami i nogami przed zatrudnieniem jej, co rodzi stereotyp że bezrobotni to lenie wcale nie chcący pracować, stereotyp bardzo szkodzący opinii ogólnej o bezrobotnych a więc głównie tym prawdziwym bezrobotnym, rzeczywiście poszukującym zatrudnienia.

Na dodatek: to co opisałem powyżej - to nie jest wina rzeczywistych bezrobotnych. Nie mają oni na to żadnego wpływu. To wina głupiej ustawy, biurokracji w Urzędzie, a więc wina Władzy. Wina Rządu. I owszem: wina Tuska. Jako premiera i szefa partii rządzącej.
Osoby rzeczywiście bezrobotne chcą pracować, potrzebują szybkiej i skutecznej pomocy, głównie dotyczącej przekonania pracodawcy do realizacji zamiaru zatrudnienia ich> Osoby bezrobotne nie życzą sobie być "wrzucane do jednego worka" z alkoholikami, oszustami, osobami niepełnosprawnymi umysłowo czy bezdomnymi. Dla tych wymienionych osób potrzebna jest inna, specjalistyczna pomoc i zasługują one na nią; alkoholicy na leczenia a potem resocjalizację, oszuści na odpowiedzialność za próbę wyłudzenia - co także należy uznać za pomoc; pomoc w zrozumieniu zasad funkcjonowania społeczeństwa praworządnego. Osoby nie w pełni sprawne umysłowo, na odpowiednią opiekę i pomoc ale nie z Urzędu Pracy a z Opieki społecznej. Urzędy pracy powinny selektywnie zajmować się tylko rzeczywiście bezrobotnymi.

Cały istniejący system jest straszliwie niefunkcjonalny i marnuje ogromne środki publiczne, nie osiągając podstawowego i głównego celu. Równolegle z przeciwdziałaniem skutkom bezrobocia muszą towarzyszyć działania zapobiegające przyczynom bezrobocia, a więc rozkładowi gospodarki, zastępowaniu likwidowanej produkcji własnej, lokalnej – importem obcych wyrobów, rozwijaniu i promowaniu turystyki do Polski dającej lokalnie wiele miejsc pracy (obsługi turystycznej) wraz z działaniami ekologicznymi, odbudową części przemysłu zniszczonego w latach 90-tych, właściwej polityce edukacji zawodowej i szkolnictwa wyższego itp. To wszystko jest konstytucyjnym obowiązkiem siły politycznej jaka przyjęła władzę i stworzyła Rząd Rzeczypospolitej Polskiej.

Odwiedziny: