Pisałem kiedyś, że człowiek prawdopodobnie jest w stanie tak naprawdę zrozumieć jedynie to, co leży w zakresie jego osobistego doświadczenia. Może dlatego tak niewiele jest zrozumienia dla tragedii jaką jest brak zatrudnienia - dla osób praktycznie uzależnionych od pracy najemnej. Bo to jest kolejna propozycja wspomnianego w poprzednim tekście przykładowego drania czy durnia: skoro nie ma zatrudnienia – bezrobotny może rozpocząć działalność gospodarczą na własny rachunek.
Ale to jest kolejny idiotyczny mit ideologii PO.
Człowiek zdolny do rozpoczęcia nawet w mikroskali działalności gospodarczej – nie jest przeważnie, i to nieraz latami - bezrobotny. Te kilka czy kilkanaście tysięcy złotych możliwe do uzyskania w konkursie PUP na dotacje do rozpoczynanej działalności gospodarczej to zbyt mało by mogło wystarczyć; ta pomoc jest z natury jedynie dofinansowaniem dla kogoś kto już ma możliwości lokalowe i część kapitału, a zwłaszcza ma pomysł i wiedzę.
Podstawą działalności gospodarczej jest zatrudnianie pracowników, tylko w ten sposób można osiągnąć wystarczające obroty czy przychody i osiągnąć z nich wystarczający zysk. Społeczeństwo tak czy inaczej nie może się składać z samych przedsiębiorców. Oczywiście; należy dążyć do rozwoju drobnej przedsiębiorczości. Kto ma być przedsiębiorcą, bo posiada wszystkie potrzebne cechy – z pewnością będzie nim, nawet państwo mu w tym nie przeszkodzi, ale środowisko osób bezrobotnych nie jest miejscem gdzie można by szukać masowo osób o takich cechach, bo gdyby je posiadali - nie byliby bezrobotni.
Żeby żyć, trzeba mieć pieniądze, choćby w minimalnej, ale niezbędnej ilości. Żeby być bezrobotnym sensu stricte i starać się o zatrudnienie także trzeba mieć niezbędne środki, bo utrzymanie standardu osoby gotowej i zdolnej do natychmiastowego rozpoczęcia pracy – wymaga ponoszenia ciągłych kosztów. Dlatego w rejestrze bezrobotnych powinni być tylko i wyłącznie bezrobotni, aktywnie poszukujący zatrudnienia, ściśle spełniający wymogi i wszyscy oni powinni mieć przyznany zasiłek w wystarczającej do zaspokojenia podstawowych potrzeb wysokości na czas poszukiwania zatrudnienia i z przebiegu tego poszukiwania – rozliczani.
Bezrobocie jest pochodną stanu gospodarki a ten – nie zależy od postawy tego pojedynczego potencjalnego pracownika a raczej – od założeń politycznych oraz stanu gospodarki lokalnej i światowej, który także tym bardziej od tego nieszczęsnego człowieka nie zależy. Państwo jest tworem tworzonym przez ludzi i dla ludzi, dla dobra, dla pomocy a nie niszczenia i eksterminacji, dlatego – skoro narzuca sytuację i zasady postępowania, musi wziąć na siebie obowiązek realnej pomocy w egzystencji dla osób, dla których z jakiegoś od nich niezależnego powodu brakuje miejsc pracy, czyli miejsc zdobycia środków do życia w zamian za wykonaną pracę. Przedsiębiorcy muszą pracować w konkretnym otoczeniu obowiązujących i respektowanych przepisów prawa regulujących działania gospodarcze. Przedsiębiorcy muszą mieć swobodę prowadzenia działalności gospodarczej w ramach prawa, pełny wpływ na koszty i zysk. Mają prawo dbać głównie o swój zysk. Natomiast państwo ma działać tak, by ta swoboda nie obracała się przeciwko jakimś grupom społecznym innym niż przedsiębiorcy, przeciwko społeczeństwu jako całości. Na przykład – by jakieś durne mity funkcjonujące wśród przedsiębiorców nie wyłączały swoim „widzi mi się” z aktywności zawodowej całych grup wiekowych, jak teraz ludzi w wieku produkcyjnym po 45 czy 50 roku życia ale przed wiekiem emerytalnym. A jeśli już – to by owo wyłączenie z aktywności odbywało się na bezpośredni koszt pracodawców.
Państwo tworzone i zarządzane (bezpośrednio lub pośrednio) przez przedsiębiorców – to jest w rzeczywistości zamach na państwo! Jest ono skandalicznym wypaczeniem i w ostatecznym rozrachunku musi ponieść klęskę. Mamy z tym bezpośrednio do czynienia w tym kraju. Prawdopodobnie to właśnie jest przedmiotem szantażu, tzw. afery podsłuchowej czy „taśmowej”. Musi to w przyszłości stać się przedmiotem zainteresowania Trybunału Stanu.
Jednak nim to się stanie przedsiębiorcy zgromadzą tak czy inaczej swój podły zysk, zdobędą swoje majątki i w ostateczności wytransferują je za granicę, a wszelkie koszty poniesie społeczeństwo, w szczególności pewne grupy „spisane na straty” – jak dziś osoby w wieku określanym jako „50 plus”.
Obecny okres bezwzględności i bezhołowia, związane z nim nazwiska – będą kiedyś w historii tego państwa okryte hańbą i wstydem. Ofiarom to nie przywróci zmarnowanych lat, straconego życia, cierpienia fizycznego i psychicznego.
Podstawowym źródłem finansowania działań urzędów pracy, tych wymienionych w ustawie o promocji zatrudnienia - jest Fundusz Pracy. To fundusz celowy powstający z obowiązkowych składek pracodawców. Nie wiem jak wygląda obecnie sprawa dostępności i wykorzystania dofinansowania unijnego - po zmianie tzw. perspektywy finansowej i przejściu na tzw. programy regionalne. Szkolenia dla bezrobotnych były, są i w najbliższym przynajmniej czasie będą straszliwym marnotrawstwem pieniędzy i to wcale nie dlatego jakoby miały być niepotrzebne. Po prostu od początku osoby bezrobotne są w tym jedynie pretekstem do pozyskania i wydania pieniędzy przy czym zarabia organizator szkoleń, firma szkoleniowa wyłoniona w przetargu oraz zajmujący się tym urzędnicy PUP i WUP. To po prostu nowe "pole biznesowe" w którym bezrobocie i osoby bezrobotne absolutnie nie są ważne poza ich funkcją "pretekstu" czy "alibi". Cała ta machina pozyskania środków i pasożytowania na nich przez urzędników wymaga istnienia bezrobotnych i bezrobocia na poziomie powyżej "naturalnego", dlatego wszelkie działania podejmowane są przez nich w taki sposób, aby wywołać obrót pieniądza na którym żerują ale nie zmniejszyć w sposób istotny wielkości bezrobocia które to legitymizuje; nie gotuje się rosołu z kury znoszącej złote jaja. Z bezrobociem trzeba "walczyć", ale nie wolno go przecież "zwalczyć" bo z czego dalej będziemy żyli - my urzędnicy, pracownicy pomocy społecznej? Bezrobotnym trzeba pomagać, ale przecież nie wolno im pomóc, tak by przestali być bezrobotni.
A poza tym; przede wszystkim władza bezmyślnie i nieodpowiedzialnie zredukowała przemysł, najpierw dopuszczając do jego rozkradzenia a potem świadomie na podstawie unijnej "ideologii dla naiwnych" - świadomie rezygnując z całych gałęzi przemysłu "na rzecz" Chin i Azji. Dlatego mamy autentyczny niedobór co najmniej dwóch milionów miejsc pracy. Druga sprawa to rozbieżność pomiędzy wiedzą, kompetencjami, doświadczeniem pracowników dawnych zakładów a współczesnymi potrzebami; przecież mieliśmy dość gwałtowny skok technologiczny i naukowy wynikający ze stopniowego znoszenia blokady "obozu radzieckiego" po rozpadzie ZSRR i odzyskaniu faktycznej niepodległości (uważam że ten proces jeszcze się nie zakończył).
Jeszcze na dodatek zlikwidowano praktycznie szkolnictwo zawodowe i wiele technicznych szkół średnich. Istnieje więc stale pewna pula "aktualnie nieobsadzonych" miejsc pracy na które trwa nabór, szacuję to na średnio kilkadziesiąt tysięcy, bo zawsze jest jakiś ruch na "rynku pracy" ale są to w większości stanowiska związane z oczekiwaniami których bezrobotni nie są w stanie spełnić nawet po kursie zawodowym; chodzi o wiedzę, umiejętności i doświadczenie w dziedzinach które do niedawna nie istniały, połączone ze znajomością co najmniej jednego języka obcego, prawem jazdy i posiadaniem własnego samochodu wykorzystywanego do pracy, doskonałym opanowaniem zaawansowanych a specjalistycznych programów komputerowych itp. Poszukuje się fachowców a nikt nie ma zamiaru umożliwić nowemu pracownikowi zdobywania wiedzy i doświadczenia już w trakcie pracy.
Tu właśnie byłoby miejsce na działania pomocowe, jako że działania pracodawców często w prostej linii zależą od ponoszonych kosztów. Rozpatrzmy konkretny przypadek jako abstrakcyjny przykład: mamy np. człowieka który był magazynierem ale w dawnych warunkach PRL-owskich, bez komputera i nowoczesnych rozwiązań technicznych. Ma sporą wiedzę ale też i braki, dlatego jest bezrobotny. (pomijam tu przyczyny gospodarcze - dla uproszczenia wywodu). Rolą pomocową urzędu pracy byłoby tak "na logikę" pomóc mu uzupełnić te braki tak by mógł być zaakceptowany przez współczesnego przedsiębiorcę jako pracownik dający szansę na pełną produktywność i bezpieczeństwo w wykonywanej dla niego pracy. Trzeba nauczyć go posługiwania się komputerem i programami magazynowymi. Powiedzmy, że trzeba nauczyć go też obsługi urządzeń magazynowych i wózków widłowych bo to teraz jest powszechnie oczekiwane. Słowem - trzeba mu pomóc spełnić podstawowe oczekiwania pracodawcy bo potem sam już będzie się doskonalił i nabierał doświadczenia - pracując, przynajmniej ma taką szansę. Człowiek bezrobotny nie ma pieniędzy na komercyjne kursy, kosztujące w tym przypadku co najmniej kilka tysięcy zł. Kursów organizowanych przez PUP na koszt FP jest bardzo mało w stosunku do ilości chętnych, widzących w tym swoją szansę. Powiedzmy jednak, że dostaje się na taki kurs i kończy go z wynikiem pozytywnym. Powraca do rejestru bezrobotnych - ponieważ pracodawcy oczekują nie tylko świadectwa nabycia wiedzy, ale i posiadania co najmniej rocznego doświadczenia praktycznego w jej stosowaniu, poświadczonego "referencjami" od poprzedniego pracodawcy.
Powracając do rejestru bezrobotnych lub podejmując przypadkową zupełnie inną prostą pracę (stróż, ochroniarz) człowiek ten szybko zapomni to czego się na owym kursie nauczył. Jest szansa, że gdyby początkowa faza zatrudnienia tego człowieka obyła się bez kosztów ponoszonych przez pracodawcę - zgodziłby się on dopuścić tego człowieka do pracy np. na pół roku, by dać mu szansę nabrania doświadczenia w posługiwaniu się wiedzą nabytą podczas kursu. Potrzebna jest tu organizacja stażu dotowanego w 100% z FP lub pieniędzy unijnych na "walkę z bezrobociem". Jeśli to jeszcze mało, to po zakończeniu tego stażu człowiek ten powinien mieć szansę dalszej pracy np. na zasadach prac interwencyjnych - dotowanych już tylko w 40 czy 50%, Po roku takiej pracy będzie miał i wiedzę i doświadczenie, najprawdopodobniej powróci do normalnej pracy zawodowej u tego lub innego pracodawcy, czyli na trwałe przestanie być bezrobotny.
Moim zdaniem ten ciąg "kurs, staż, ewentualnie dodatkowa praca dofinansowana (interwencyjna)" powinien następować automatycznie w działaniach urzędu pracy mających "walczyć z bezrobociem". Chodzi o skuteczne wyeliminowanie powodu bezrobocia tego człowieka. Dla posłanego na kurs automatycznie powinien być organizowany dalszy staż, bo inaczej brak doświadczenia zawodowego spowoduje zmarnowanie niejako wiadome już z góry pieniędzy wydanych na ten kurs. Przy braku dwóch milionów miejsc pracy innej alternatywy nie ma a inne działania będą zawsze prowadziły do marnotrawstwa środków i pozorowania pomocy w celu żerowania na jej kosztach. Gdyby bezrobocie było zbliżone do tzw. poziomu naturalnego, szacowanego na 2,5 - 3,5% to większość ludzi mogłaby samodzielnie poradzić sobie z tym problemem, gdyby oczywiście otrzymywał zasiłek pozwalający pokryć elementarne potrzeby na czas nauki i poszukiwania czy zmiany pracy. W Polsce ok.16% zarejestrowanych bezrobotnych ma prawo do zasiłku, najczęściej sześćset kilkadziesiąt zł miesięcznie maksymalnie na sześć miesięcy. Reszta bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy zasiłku nie otrzymuje. Osoby w wieku powyżej czterdziestu kilku lat są bezrobotne ze względu na wiek, niezależnie nawet od wiedzy i doświadczenia; po prostu "w tym wieku (szczególnie 50+) już się nie zatrudnia" co jest ewidentnym złamaniem prawa ale na to żadne szkolenia ani dotacje nie pomogą, zresztą nie chodzi nam o budowanie chorej gospodarki opartej na dotacjach do zatrudnienia. Potrzebna jest tu całkowita zmiana a może ona nastąpić moim zdaniem tylko poprzez całkowitą zmianę władzy.
BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIS. Pokaż wszystkie posty
15/03/2015
Jeśli jest szansa - to w najbliższych wyborach parlamentarnych.
Etykiety:
bezrobocie,
demokracja,
Duda,
Kaczyński,
kapitalizm,
Komorowski.,
Kopacz,
liberalizm,
PIS,
PO,
Prezydent RP,
Tusk,
wybory 2015
14/03/2015
Pozostaje tylko wściekłość, bezradność i żal...
Życie przynosi mi coraz to nowe dowody na to, że sytuacja osób
pozbawionych pracy (jako formy zdobywania środków do życia) nie jest rozumiana przez innych, nawet bliskich czy
znajomych - stale od wielu lat zatrudnionych i przyzwyczajonych do
swojego stałego rozkładu dnia oraz przede wszystkim – stałego dopływu
pieniędzy, statusu ekonomicznego, poziomu dochodów. Przyzwyczajonych do pewnego poczucia podstawowego
bezpieczeństwa materialnego, wyrażającego się choćby w tej pewności, że
na koniec miesiąca, w łatwym do określenia bo wyznaczonym przez prawo dniu wpłynie na ich konto
bankowe wypłata wynagrodzenia za pracę; może nie imponująca, ale
przewyższająca znacznie podstawę zasadniczej egzystencji.
Nie promuję tu oczywiście takiej postawy, gdyby sprowadzić to do samoograniczenia życiowego, mentalnego i kulturowego; – niezrozumienie takie jest rodzajem niepełnosprawności, kalectwa.
Właśnie dlatego zajmuję się tu po prostu tą grupą ludzi, która ma swoje miejsce w społeczeństwie, jest jego wytworem, produktem ubocznym a – o której nikt nie chce pamiętać. Ludzi pozbawionych przez społeczeństwo zatrudnienia jako źródła podstawowych środków „na życie”.
Człowiekowi który tego stanu nie przeżył wydaje się absolutnie umykać taka możliwość nawet jako wyobrażenie, by nie otrzymywał swojego dotychczasowego „godnego” uposażenia, jest to dla niego tak abstrakcyjna ewentualność, że aż przekracza możliwości wyobrażenia. Człowiek błyskawicznie przyzwyczaja się do dobrobytu i do sukcesu, stąd właśnie wywodzą się niezwykle aktywni twórcy, wynalazcy oraz tzw. miliarderzy.
Każdy pracujący uważa się po prostu za normalnego, zwykłego, przeciętnego i tak samo normalne jest dla nich to, że gdzieś pracują, dostają za to regularnie jakieś pieniądze… wiadomości, że „brak miejsc pracy dla dwóch milionów bezrobotnych” – są dla nich czymś abstrakcyjnym. PRL wytworzył tak silny i tak durny, klasowy stereotyp "bezrobotnego-nieroba", że do dziś wielu poniekąd mądrych, inteligentnych ludzi - powtarza go publicznie, robiąc z siebie przy tym skrajnych idiotów i barbarzyńców.
Natomiast co do ewentualnych wątpliwości moralnych, pojawiających się jeszcze czasem u niektórych osób w związku z obserwowanym upadkiem innych do poziomu kloszarda, upadkiem lub (i) śmiercią tych którym się „nie udało”, którzy sobie "nie poradzili", umysł – zawsze dążący do równowagi, wymagającej w tym przypadku samousprawiedliwienia, znieczulenia – wytwarza takie argumenty, takie linie samoobrony psychicznej by nie dopuścić do siebie nawet cienia współwiny za to. Współwiny w sensie społecznym.
Być może właśnie dlatego występuje tu tak silne zjawisko niezrozumienia; niemożności zrozumienia, lub bronienia się przed nim. Ludzie nie chcą rozumieć co czuje i przeżywa osoba, której się „z zasady” odmawia zatrudnienia, mająca więcej niż 45 czy 50 lat, lub z jakiegoś innego równie absurdalnego powodu. Nie chcą zrozumieć najprostszego, choć to oczywiste, że bez jakichś dochodów nie da się żyć, a jakaś liczba obywateli żadnych dochodów nie ma, bo się im ich odmawia.
Jakich dochodów?
Dochody określające tak zwane „minimum egzystencji” określono w tym kraju na nieco ponad 500 zł miesięcznie. Natomiast minimum socjalne to ok. 1100 zł. Przepraszam czytelnika: nie chce mi się tego dokładnie sprawdzać, bo uważam te kwoty za absurdalnie odbiegające od realiów potrzeb życiowych, więc za raczej mało warte uwagi.
Zbyt mało pieniędzy – to jest po prostu zbyt mało. Mimo że obowiązują jako podstawa do wielu innych danych normatywnych i wyliczeń. Dane takie możne znaleźć w Internecie dość łatwo, jeśli to kogoś bawi. Mnie – jakoś nie bawi… zbyt mnie to osobiście dotyczy, bym to uważał za zabawne.
W mediach w związku z wyżej opisaną sytuacją jest spory ruch propagandowy deprecjonujący problem skutków bezrobocia oraz samych osób pozbawionych zatrudnienia. Jak można się domyślać jest to wyrazem pewnego zamówienia politycznego, realizowanego przez zawodowych „zaciemniaczy”, jak i różnych domorosłych, amatorskich zwyrodnialców społecznych, lansujących jak ten fircyk we fraczku i cylinderku różne śmieszne, dziwaczne lub absurdalne tezy ideologiczne; lansujących monarchię, endecję, węszących wszędzie za „komuną”, nie odróżniających wolności od anarchii…
Łączy ich jedno: cynizm, bezczelność, pogarda dla człowieka, pajacowanie dla zarabiania pieniędzy.
Gdy się wspomni o bezrobociu i jego skutkach, natychmiast odzywają się różni dranie, czy durnie (poniekąd jedno nie przeczy drugiemu i cechy te mogą się połączyć w jednym, aspołecznym, barbarzyńskim, cynicznym umyśle). Po pierwsze – bezrobotni mają się ich zdaniem „wziąć do roboty” – no bo to przecież lenie którym się nie chce pracować. Jeśli wśród bezrobotnych rzeczywiście znajdzie się ktoś taki – to wina urzędów pracy a więc samorządu lokalnego prowadzącego działalność PUP, czyli wina władzy, także w postaci Sejmu tworzącego prawo oraz ministerstw zarówno postulujących docelowy stan prawny jak i realizujących je.
To wina ideologii. Praca jest źródłem dochodu niezbędnego do przeżycia, do zaspokojenia potrzeb w stopniu zależnym od możliwości zarobkowych, więc każdy normalny człowiek nie tylko musi zarabiać by żyć, ale i po prostu chce zarabiać – tak jak i chce żyć. Jeśli więc „wrzucono do jednego worka” w ewidencji biurokratycznej Urzędów Pracy właśnie takich ludzi poszukujących zatrudnienia którym się go odmawia, z ludźmi w rzeczywistości już niezdolnymi do żadnej pracy, chorymi, całkowicie pozbawionymi umiejętności funkcjonowania społecznego na skutek wieloletniej bezdomności, alkoholizmu i nędzy – to jest wina władzy. Owszem; czasem w pewnych indywidualnych przypadkach może to być wina tych ludzi, w tym sensie że ewidentnie „sami są sobie winni”, bo popełnili jakiś osobisty poważny błąd albo nie popełnili żadnego – bo niczego nie robili (byli bierni), ale generalnie to władza stwarza środowisko prawne funkcjonowania biznesu, stwarza zasady jakim owo funkcjonowanie podlega. I stworzyła takie, w których to biznes rządzi państwem, rządzi oczywiście wyłącznie w swoim cynicznym interesie. Decyduje o losach całych grup zawodowych, bo powie że on „50+ nie zatrudnia”. A dlaczego nie? Bo nie. Politycy mają zdaniem „liberałów” wierzących w „niewidzialną rękę” pozostawić całą gospodarkę państwa – przedsiębiorcom, stać grzecznie z boku i przyglądać się, jak „przedsiębiorcy budują gospodarkę i tworzą nowe miejsca pracy”… A co jeśli niszczą a nie budują?, nie tworzą a likwidują? To trudno… widocznie inaczej nie można, jest kryzys…
Oczywiście, że jest.
Nazywa się Platforma Obywatelska i Tusk. Nazywa się też "Kopacz, Piechociński, Bielecki, Lewandowski, Rostowski…"
Inny dureń powie, że bezrobotni to przeważnie alkoholicy i dlatego są pozbawieni pracy. Tak zwany bezrobotny to ustawowo osoba zdolna do pracy i poszukująca zatrudnienia, której zatrudnić nikt nie chce. Na przykład z powodu wieku (po 45 czy 50 roku życia). Co prawda – prawo w tym kraju jednoznacznie zabrania nierównego traktowania kandydatów do zatrudnienia ze względu na wiek, ale tego się absolutnie nie przestrzega. Wręcz przeciwnie: ostatnio na sztandarach Unii - praca dla młodych, mieszkania dla młodych itp.Platforma Obywatelska stworzyła w tym kraju państwo bezprawia, w którym można sobie bimbać z przepisów prawa zupełnie bezkarnie, także i prawa wyrażonego w Konstytucji. Konstytucja RP nie jest konstytucją państwa liberalnego, dlatego jest ignorowana przez władzę "liberałów", nie posiadającą jednak uprawnienia wynikającego z upoważnienia społecznego do jej zmiany. Dlatego tez i poparcie dla tej partii wśród bimbających sobie z prawa przedsiębiorców jest największe i sięga 50%.
To partia bezprawia i niesprawiedliwości a nie żadna Platforma Obywatelska i tak też się powinna nazywać.
BiN.
"Bezprawie i Niesprawiedliwość".
Brak pracy to brak zarobków, czyli narastający problem finansowy dotyczący kosztów elementarnego utrzymania. Bardzo często już w początkowej fazie dochodzi do rozpadu rodziny; separacji lub rozwodu z powodu bezrobocia. To najczęściej powoduje konieczność opuszczenia dotychczasowego miejsca zamieszkania. Dopóki jest możliwość płacenia choćby za wynajęte oddzielne mieszkanie, nie jest to początkowo problem; potem już tylko pokój z używalnością łazienki, najtańszy pokój „na stancji” co studenci określają mianem „u babci”, ale tu konieczna jest comiesięczna i terminowa zapłata. Jeśli zapłaty brak, człowiek taki – wyrzucony w ciągu tygodnia czy dwóch – jeśli ma trochę szczęścia znajduje się w jakimś miejscu przypadkowym, kątem u znajomego, w altance na czyjejś działce a w końcu – na ulicy.
By utrzymać pewien standard wyglądu, wiarygodności wobec ewentualnego potencjalnego pracodawcy – trzeba mieć normalny, schludny wygląd, możliwość dokonywania podstawowych zabiegów higieniczno-sanitarnych, a więc także prania, prasowania, golenia się, kąpieli – a to kosztuje. Zasiłek dla zarejestrowanych osób bezrobotnych otrzymuje średnio 16% bezrobotnych, czyli zaledwie 16 na 100 osób.
W dłuższym okresie czasu bezowocnego poszukiwania zatrudnienia czyli w konsekwencji zarobku, nie da się spełniać tych wymogów; możliwości i wygląd bezrobotnego pogarsza się a co za tym idzie – zamykają się przed nim na zawsze kolejne drzwi pracodawców. Dopiero człowiek będący w takiej sytuacji dostrzega w pełni – jak szybko się zużywa to co jest mu niezbędne, jak błyskawicznie się niszczy, ile rzeczy jest niezbędne człowiekowi by normalnie funkcjonować, w szczególności gdy ma się nieustannie poddawać ocenie ewentualnego pracodawcy, stawać przed komisją rekrutacyjną, uczestniczyć w rozmowach kwalifikacyjnych. Jak trudno jest nie mając systematycznych dochodów zachować standard niewyróżniającej się negatywnie normalności wyglądu, powierzchowności, na jak krótko wystarcza możliwości i motywacji…
Wiele z tych osób w pełni zdaje sobie sprawę z tego, że wolniej lub szybciej ale nieuchronnie się staczają, stopniowo degenerują się do poziomu kloszardów, zmierzają do tragedii. Nic na to nie mogą poradzić bez zewnętrznej interwencji, a interwencji nie ma – bo byłaby sprzeczna z ideologią tej władzy, tego państwa. Są pozory pomocy: skierowanie na kurs – po którym nadal nikt tej osoby nie chce zatrudnić, dotowanie zatrudnienia przez kilka miesięcy za możliwie najniższe wynagrodzenie – po których i tak nieuchronnie powraca on do stanu pozbawienia dochodów z pracy, gdy dotacje się skończą jest nieuchronnie zwalniany.
To ciekawostka swoją drogą, że pracownik po pięćdziesiątce gdy jest dotowany – nadaje się zdaniem pracodawcy do pracy, pracuje dobrze i jest oceniany pozytywnie dopóki wpływa dotacja a gdy dotacja się kończy – natychmiast znów do jakiejkolwiek pracy przestaje się nadawać… Dowodzi to jedynie, że chodzi tu o cyniczną grę „polowania na dotację” – nawet kosztem życia ludzi będących pionkami w tej grze.
Oczywiście zjawisko alkoholizmu dotyka wiele osób; nie tylko tych normalnie pracujących ale i tych niezależnych, bogatych; to ogromny problem społeczny i osobisty, napędzany niejako przez władze dla utrzymania wpływów do skarbu państwa. Niewątpliwie zdarza się, że ludzie tracą wszystko i stają się kloszardami – z powodu wcześniejszego wpadnięcia w nałóg alkoholowy. Jednak alkoholicy w żadnym przecież przypadku nie powinni być uznani za bezrobotnych, gdyż nie spełniają do tego podstawowych wymogów przyjętej w ustawie definicji. "Niepracujący" - nie znaczy "bezrobotny"; to nie jest to samo.
Nie o nich tu piszę.
Wśród bezrobotnych znacznie częściej natomiast dochodzi do alkoholizmu na skutek bezrobocia a nie bezrobocia – na skutek alkoholizmu. Człowiek doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego położenia, ze swojego stopniowego upadku z powodu braku dochodów wystarczających do utrzymania się, im bardziej inteligentny – tym bardziej rozumie to co się z nim dzieje i dłużej walczy o przetrwanie ale udaje się wyrwać z tej pułapki niewielu, wyłącznie dzięki pomocy "z zewnątrz". Dlatego co bardziej wartościowe jednostki uciekają przed tym w alkoholizm, czyli po prostu – w znieczulenie. „Zalanie się” do nieprzytomności i zamarznięcie z Bożą pomocą zimą w jakimś parku, korzystając ze sprzyjających okoliczności bardzo niskiej temperatury poniżej zera – to chyba niezłe wyjście. Pozwala zaoszczędzić sobie tak wielu upokorzeń, ostatecznego upodlenia, odczłowieczenia…
Mniej wartościowe jednostki – uciekają przed tym w przestępczość; skoro nie mogą normalnie zapracować na swoje potrzeby wykonując swój zawód albo już wręcz jakikolwiek możliwy dla nich do wykonywania, to zdobywają potrzebne pieniądze w sposób nielegalny lub wręcz kryminalny, przestępczy, realizując swoje prawo do życia i do wolności.
Zadziwiające jest, że to się temu społeczeństwu opłaca, że chce ponosić te koszty, uznając za ważniejsze „zasady liberalizmu” PO – powodujące iż przedsiębiorca ma prawo powiedzieć iż „osób 50+ nie zatrudnia” – bo „coś tam, coś tam”. Że najważniejsza jest wolność dla przedsiębiorców, nawet gdy odbierają oni w ten sposób wolność całym kilkusettysięcznym grupom potencjalnych pracowników. Bo brak środków do podstawowego utrzymania, brak możliwości zarobienia ich – to jest odebranie im ich podstawowej wolności. Taki „liberalizm” – to w rzeczywistości zaprzeczenie liberalizmu.
Nie promuję tu oczywiście takiej postawy, gdyby sprowadzić to do samoograniczenia życiowego, mentalnego i kulturowego; – niezrozumienie takie jest rodzajem niepełnosprawności, kalectwa.
Właśnie dlatego zajmuję się tu po prostu tą grupą ludzi, która ma swoje miejsce w społeczeństwie, jest jego wytworem, produktem ubocznym a – o której nikt nie chce pamiętać. Ludzi pozbawionych przez społeczeństwo zatrudnienia jako źródła podstawowych środków „na życie”.
Człowiekowi który tego stanu nie przeżył wydaje się absolutnie umykać taka możliwość nawet jako wyobrażenie, by nie otrzymywał swojego dotychczasowego „godnego” uposażenia, jest to dla niego tak abstrakcyjna ewentualność, że aż przekracza możliwości wyobrażenia. Człowiek błyskawicznie przyzwyczaja się do dobrobytu i do sukcesu, stąd właśnie wywodzą się niezwykle aktywni twórcy, wynalazcy oraz tzw. miliarderzy.
Każdy pracujący uważa się po prostu za normalnego, zwykłego, przeciętnego i tak samo normalne jest dla nich to, że gdzieś pracują, dostają za to regularnie jakieś pieniądze… wiadomości, że „brak miejsc pracy dla dwóch milionów bezrobotnych” – są dla nich czymś abstrakcyjnym. PRL wytworzył tak silny i tak durny, klasowy stereotyp "bezrobotnego-nieroba", że do dziś wielu poniekąd mądrych, inteligentnych ludzi - powtarza go publicznie, robiąc z siebie przy tym skrajnych idiotów i barbarzyńców.
Natomiast co do ewentualnych wątpliwości moralnych, pojawiających się jeszcze czasem u niektórych osób w związku z obserwowanym upadkiem innych do poziomu kloszarda, upadkiem lub (i) śmiercią tych którym się „nie udało”, którzy sobie "nie poradzili", umysł – zawsze dążący do równowagi, wymagającej w tym przypadku samousprawiedliwienia, znieczulenia – wytwarza takie argumenty, takie linie samoobrony psychicznej by nie dopuścić do siebie nawet cienia współwiny za to. Współwiny w sensie społecznym.
Być może właśnie dlatego występuje tu tak silne zjawisko niezrozumienia; niemożności zrozumienia, lub bronienia się przed nim. Ludzie nie chcą rozumieć co czuje i przeżywa osoba, której się „z zasady” odmawia zatrudnienia, mająca więcej niż 45 czy 50 lat, lub z jakiegoś innego równie absurdalnego powodu. Nie chcą zrozumieć najprostszego, choć to oczywiste, że bez jakichś dochodów nie da się żyć, a jakaś liczba obywateli żadnych dochodów nie ma, bo się im ich odmawia.
Jakich dochodów?
Dochody określające tak zwane „minimum egzystencji” określono w tym kraju na nieco ponad 500 zł miesięcznie. Natomiast minimum socjalne to ok. 1100 zł. Przepraszam czytelnika: nie chce mi się tego dokładnie sprawdzać, bo uważam te kwoty za absurdalnie odbiegające od realiów potrzeb życiowych, więc za raczej mało warte uwagi.
Zbyt mało pieniędzy – to jest po prostu zbyt mało. Mimo że obowiązują jako podstawa do wielu innych danych normatywnych i wyliczeń. Dane takie możne znaleźć w Internecie dość łatwo, jeśli to kogoś bawi. Mnie – jakoś nie bawi… zbyt mnie to osobiście dotyczy, bym to uważał za zabawne.
W mediach w związku z wyżej opisaną sytuacją jest spory ruch propagandowy deprecjonujący problem skutków bezrobocia oraz samych osób pozbawionych zatrudnienia. Jak można się domyślać jest to wyrazem pewnego zamówienia politycznego, realizowanego przez zawodowych „zaciemniaczy”, jak i różnych domorosłych, amatorskich zwyrodnialców społecznych, lansujących jak ten fircyk we fraczku i cylinderku różne śmieszne, dziwaczne lub absurdalne tezy ideologiczne; lansujących monarchię, endecję, węszących wszędzie za „komuną”, nie odróżniających wolności od anarchii…
Łączy ich jedno: cynizm, bezczelność, pogarda dla człowieka, pajacowanie dla zarabiania pieniędzy.
Gdy się wspomni o bezrobociu i jego skutkach, natychmiast odzywają się różni dranie, czy durnie (poniekąd jedno nie przeczy drugiemu i cechy te mogą się połączyć w jednym, aspołecznym, barbarzyńskim, cynicznym umyśle). Po pierwsze – bezrobotni mają się ich zdaniem „wziąć do roboty” – no bo to przecież lenie którym się nie chce pracować. Jeśli wśród bezrobotnych rzeczywiście znajdzie się ktoś taki – to wina urzędów pracy a więc samorządu lokalnego prowadzącego działalność PUP, czyli wina władzy, także w postaci Sejmu tworzącego prawo oraz ministerstw zarówno postulujących docelowy stan prawny jak i realizujących je.
To wina ideologii. Praca jest źródłem dochodu niezbędnego do przeżycia, do zaspokojenia potrzeb w stopniu zależnym od możliwości zarobkowych, więc każdy normalny człowiek nie tylko musi zarabiać by żyć, ale i po prostu chce zarabiać – tak jak i chce żyć. Jeśli więc „wrzucono do jednego worka” w ewidencji biurokratycznej Urzędów Pracy właśnie takich ludzi poszukujących zatrudnienia którym się go odmawia, z ludźmi w rzeczywistości już niezdolnymi do żadnej pracy, chorymi, całkowicie pozbawionymi umiejętności funkcjonowania społecznego na skutek wieloletniej bezdomności, alkoholizmu i nędzy – to jest wina władzy. Owszem; czasem w pewnych indywidualnych przypadkach może to być wina tych ludzi, w tym sensie że ewidentnie „sami są sobie winni”, bo popełnili jakiś osobisty poważny błąd albo nie popełnili żadnego – bo niczego nie robili (byli bierni), ale generalnie to władza stwarza środowisko prawne funkcjonowania biznesu, stwarza zasady jakim owo funkcjonowanie podlega. I stworzyła takie, w których to biznes rządzi państwem, rządzi oczywiście wyłącznie w swoim cynicznym interesie. Decyduje o losach całych grup zawodowych, bo powie że on „50+ nie zatrudnia”. A dlaczego nie? Bo nie. Politycy mają zdaniem „liberałów” wierzących w „niewidzialną rękę” pozostawić całą gospodarkę państwa – przedsiębiorcom, stać grzecznie z boku i przyglądać się, jak „przedsiębiorcy budują gospodarkę i tworzą nowe miejsca pracy”… A co jeśli niszczą a nie budują?, nie tworzą a likwidują? To trudno… widocznie inaczej nie można, jest kryzys…
Oczywiście, że jest.
Nazywa się Platforma Obywatelska i Tusk. Nazywa się też "Kopacz, Piechociński, Bielecki, Lewandowski, Rostowski…"
Inny dureń powie, że bezrobotni to przeważnie alkoholicy i dlatego są pozbawieni pracy. Tak zwany bezrobotny to ustawowo osoba zdolna do pracy i poszukująca zatrudnienia, której zatrudnić nikt nie chce. Na przykład z powodu wieku (po 45 czy 50 roku życia). Co prawda – prawo w tym kraju jednoznacznie zabrania nierównego traktowania kandydatów do zatrudnienia ze względu na wiek, ale tego się absolutnie nie przestrzega. Wręcz przeciwnie: ostatnio na sztandarach Unii - praca dla młodych, mieszkania dla młodych itp.Platforma Obywatelska stworzyła w tym kraju państwo bezprawia, w którym można sobie bimbać z przepisów prawa zupełnie bezkarnie, także i prawa wyrażonego w Konstytucji. Konstytucja RP nie jest konstytucją państwa liberalnego, dlatego jest ignorowana przez władzę "liberałów", nie posiadającą jednak uprawnienia wynikającego z upoważnienia społecznego do jej zmiany. Dlatego tez i poparcie dla tej partii wśród bimbających sobie z prawa przedsiębiorców jest największe i sięga 50%.
To partia bezprawia i niesprawiedliwości a nie żadna Platforma Obywatelska i tak też się powinna nazywać.
BiN.
"Bezprawie i Niesprawiedliwość".
Brak pracy to brak zarobków, czyli narastający problem finansowy dotyczący kosztów elementarnego utrzymania. Bardzo często już w początkowej fazie dochodzi do rozpadu rodziny; separacji lub rozwodu z powodu bezrobocia. To najczęściej powoduje konieczność opuszczenia dotychczasowego miejsca zamieszkania. Dopóki jest możliwość płacenia choćby za wynajęte oddzielne mieszkanie, nie jest to początkowo problem; potem już tylko pokój z używalnością łazienki, najtańszy pokój „na stancji” co studenci określają mianem „u babci”, ale tu konieczna jest comiesięczna i terminowa zapłata. Jeśli zapłaty brak, człowiek taki – wyrzucony w ciągu tygodnia czy dwóch – jeśli ma trochę szczęścia znajduje się w jakimś miejscu przypadkowym, kątem u znajomego, w altance na czyjejś działce a w końcu – na ulicy.
By utrzymać pewien standard wyglądu, wiarygodności wobec ewentualnego potencjalnego pracodawcy – trzeba mieć normalny, schludny wygląd, możliwość dokonywania podstawowych zabiegów higieniczno-sanitarnych, a więc także prania, prasowania, golenia się, kąpieli – a to kosztuje. Zasiłek dla zarejestrowanych osób bezrobotnych otrzymuje średnio 16% bezrobotnych, czyli zaledwie 16 na 100 osób.
W dłuższym okresie czasu bezowocnego poszukiwania zatrudnienia czyli w konsekwencji zarobku, nie da się spełniać tych wymogów; możliwości i wygląd bezrobotnego pogarsza się a co za tym idzie – zamykają się przed nim na zawsze kolejne drzwi pracodawców. Dopiero człowiek będący w takiej sytuacji dostrzega w pełni – jak szybko się zużywa to co jest mu niezbędne, jak błyskawicznie się niszczy, ile rzeczy jest niezbędne człowiekowi by normalnie funkcjonować, w szczególności gdy ma się nieustannie poddawać ocenie ewentualnego pracodawcy, stawać przed komisją rekrutacyjną, uczestniczyć w rozmowach kwalifikacyjnych. Jak trudno jest nie mając systematycznych dochodów zachować standard niewyróżniającej się negatywnie normalności wyglądu, powierzchowności, na jak krótko wystarcza możliwości i motywacji…
Wiele z tych osób w pełni zdaje sobie sprawę z tego, że wolniej lub szybciej ale nieuchronnie się staczają, stopniowo degenerują się do poziomu kloszardów, zmierzają do tragedii. Nic na to nie mogą poradzić bez zewnętrznej interwencji, a interwencji nie ma – bo byłaby sprzeczna z ideologią tej władzy, tego państwa. Są pozory pomocy: skierowanie na kurs – po którym nadal nikt tej osoby nie chce zatrudnić, dotowanie zatrudnienia przez kilka miesięcy za możliwie najniższe wynagrodzenie – po których i tak nieuchronnie powraca on do stanu pozbawienia dochodów z pracy, gdy dotacje się skończą jest nieuchronnie zwalniany.
To ciekawostka swoją drogą, że pracownik po pięćdziesiątce gdy jest dotowany – nadaje się zdaniem pracodawcy do pracy, pracuje dobrze i jest oceniany pozytywnie dopóki wpływa dotacja a gdy dotacja się kończy – natychmiast znów do jakiejkolwiek pracy przestaje się nadawać… Dowodzi to jedynie, że chodzi tu o cyniczną grę „polowania na dotację” – nawet kosztem życia ludzi będących pionkami w tej grze.
Oczywiście zjawisko alkoholizmu dotyka wiele osób; nie tylko tych normalnie pracujących ale i tych niezależnych, bogatych; to ogromny problem społeczny i osobisty, napędzany niejako przez władze dla utrzymania wpływów do skarbu państwa. Niewątpliwie zdarza się, że ludzie tracą wszystko i stają się kloszardami – z powodu wcześniejszego wpadnięcia w nałóg alkoholowy. Jednak alkoholicy w żadnym przecież przypadku nie powinni być uznani za bezrobotnych, gdyż nie spełniają do tego podstawowych wymogów przyjętej w ustawie definicji. "Niepracujący" - nie znaczy "bezrobotny"; to nie jest to samo.
Nie o nich tu piszę.
Wśród bezrobotnych znacznie częściej natomiast dochodzi do alkoholizmu na skutek bezrobocia a nie bezrobocia – na skutek alkoholizmu. Człowiek doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego położenia, ze swojego stopniowego upadku z powodu braku dochodów wystarczających do utrzymania się, im bardziej inteligentny – tym bardziej rozumie to co się z nim dzieje i dłużej walczy o przetrwanie ale udaje się wyrwać z tej pułapki niewielu, wyłącznie dzięki pomocy "z zewnątrz". Dlatego co bardziej wartościowe jednostki uciekają przed tym w alkoholizm, czyli po prostu – w znieczulenie. „Zalanie się” do nieprzytomności i zamarznięcie z Bożą pomocą zimą w jakimś parku, korzystając ze sprzyjających okoliczności bardzo niskiej temperatury poniżej zera – to chyba niezłe wyjście. Pozwala zaoszczędzić sobie tak wielu upokorzeń, ostatecznego upodlenia, odczłowieczenia…
Mniej wartościowe jednostki – uciekają przed tym w przestępczość; skoro nie mogą normalnie zapracować na swoje potrzeby wykonując swój zawód albo już wręcz jakikolwiek możliwy dla nich do wykonywania, to zdobywają potrzebne pieniądze w sposób nielegalny lub wręcz kryminalny, przestępczy, realizując swoje prawo do życia i do wolności.
Zadziwiające jest, że to się temu społeczeństwu opłaca, że chce ponosić te koszty, uznając za ważniejsze „zasady liberalizmu” PO – powodujące iż przedsiębiorca ma prawo powiedzieć iż „osób 50+ nie zatrudnia” – bo „coś tam, coś tam”. Że najważniejsza jest wolność dla przedsiębiorców, nawet gdy odbierają oni w ten sposób wolność całym kilkusettysięcznym grupom potencjalnych pracowników. Bo brak środków do podstawowego utrzymania, brak możliwości zarobienia ich – to jest odebranie im ich podstawowej wolności. Taki „liberalizm” – to w rzeczywistości zaprzeczenie liberalizmu.
Etykiety:
bezrobocie,
demokracja,
Duda,
Kaczyński,
kapitalizm,
Kopacz,
liberalizm,
PIS,
PO,
Prezydent RP,
Tusk,
wybory 2015
17/07/2014
Zasadnicze pytanie: czy umowa Tuska i Belki nadal działa i będzie realizowana aż do wyborów? Cz. 2
Wspomniana wcześniej rozmowa, szczególnie ten zacytowany fragment jej stenogramu – niejako
automatycznie kojarzy się z informacjami o wymianie banknotów będących w
obiegu, na „lepiej zabezpieczone”.
Pisał o tym szczegółowo np. „Newsweek”: http://biznes.newsweek.pl/nowe-banknoty-nbp-wzor-znaki-zmiany-newsweek-pl,artykuly,287266,1.html
Opisany w tym artykule proces ma służyć tzw. „naturalnej” wymianie
banknotów zbyt już zużytych, uszkodzonych oraz nieautentycznych – na
nowe, przy okazji zmodernizowane co do sposobów zabezpieczenia. Mówiąc
wprost – taka „wymiana naturalna” zakłada chyba po prostu zastąpienie
każdego wykrytego banknotu nienadającego się do dalszego użytku – nowym,
prosto z drukarni a przy okazji – bardziej nowoczesnym banknotem. W
obiegu jest podobno (a w każdym razie dotychczas było) około
1.400.000.000 banknotów.Pisał o tym szczegółowo np. „Newsweek”: http://biznes.newsweek.pl/nowe-banknoty-nbp-wzor-znaki-zmiany-newsweek-pl,artykuly,287266,1.html
Rozmówcy ustalają tu strategię własnego działania, którego celem jest niedopuszczenie do zwycięstwa wyborczego PiS pomimo iż partia ta ma „43% poparcia wg. CBOS”. Oznacza to świadome i celowe przeciwstawienie się demokracji, czyli działania totalitarne władzy, ponieważ do zablokowania demokracji ma posłużyć wprzęgnięcie z zasady konstytucyjnej niezależnego banku centralnego (NBP) do finansowej pomocy rządowi PO. Minister Spraw Wewnętrznych mówi, że „ekonomika” będzie decydowała o „stabilności kraju” (mając na myśli stabilność polityczną władzy PO) a pomiędzy ekonomiką a polityką jest określony związek – odnoszony tu do zbliżających się wyborów. Jest ogromny deficyt budżetowy, sytuacja staje się poważna, dla opanowania jej potrzebne byłyby „cięcia”, co oznacza konieczność wdrożenia wielkich oszczędności wydatków publicznych dotykających bardzo wielu przeciętnych obywateli, ale obywatele ci są wyborcami, którzy w najbliższym czasie będą głosować w wyborach samorządowych i parlamentarnych – wyborcami mogącymi dać władzę PiS, jeśli będą „niezadowoleni” z Tuska np. z powodu wspomnianych „cięć”. Dlatego uzgodniono w tej rozmowie sposób oszukania wyborców – co do rzeczywistego stanu państwa, dzięki włączeniu niezależnego z definicji Banku Centralnego do działań politycznych ochraniających władzę PO. Prezes NBP Marek Belka postawił warunki: współpraca bezpośrednio z premierem Tuskiem, dymisja ministra finansów Rostowskiego i mianowanie na ministra osoby wskazanej przez NBP (Mateusz Szczurek).
To już zostało wykonane.
Drugi warunek to odpowiednie podyktowane przez NBP zmiany treści ustawy o NBP – dające możliwości oczekiwanego przez rząd działania „pomocowego”. Nowelizacja tej ustawy została przeprowadzona i właśnie weszła w życie. Drugi warunek tego „interesu” także więc został spełniony, na dodatek jakiekolwiek dzisiejsze zastrzeżenia do działań NBP mogą okazać się obecnie bezpodstawne, to znaczy zgodne z tą specjalnie spreparowana wersją ustawy o NBP. „Wszystko jest w ministerstwie, tam są wytrychy” – mówi w cytowanej wyżej rozmowie Marek Belka.
Ideą tego skandalicznego działania wspólnego PO i NBP jest stworzenie fikcyjnie korzystnego obrazu finansów państwa i propaganda rzekomych sukcesów rządu PO, aby takim oszustwem przekonać jednak wyborców do głosowania na PO (nie wyklucza to jednoczesnych agresywnych działań propagandowych PO przeciwko PiS, czy wspomnianego „zajebania PiS komisją specjalną w sprawie Macierewicza” – o czym wspominał minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski w nagranej i upublicznionej rozmowie z ministrem finansów Jackiem Rostowskim).
Trzecia związana z tym sprawa, to sprawa konfliktu władzy z miliarderem Zbigniewem Jakubasem, określanym przez ministrów jako „tłusty miś”, posiadającym jeszcze niedawno G K „Multico” a poprzez nią – kontrolny pakiet udziałów w spółce „Mennica Polska S. A.”, niedawno ponownie „przejęty” przez rząd PO.
Tego także dotyczy dalsza część rozmowy ministra Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem Markiem Belką:
(…)
[MB] My musimy przejść przez ćwiczenie pod tytułem „negocjacje na temat nowych monet”. Bo te negocjacje w dużej mierze… Myśmy się zdecydowali te drobne monety, bo chcieliśmy je w ogóle zlikwidować, ale z jakiś powodów niezrozumiałych i, szczerze mówiąc, jak to zwykle bywa. (…) Tutaj Jacek [Rostowski] zachował się po prostu jak cipa. No i tam uległ jakimś tam tego i zaczął walkę. OK. Więc myśmy postanowili te monety zamienić na inne, takie same dla ludzi, ale tańsze w produkcji. Przy okazji żeśmy stwierdzili, dlaczego by nie urynkowić tego procesu, czyli zapytanie ofertowe żeśmy wysłali do trzech mennic, w tym polskiej. (…) Tylko problem jest taki, że jak wygrają, no to będą bardzo drodzy, a jak przegrają, to będą bardzo tani. A my nie chcielibyśmy, żeby oni przegrali, ale żeby byli bardzo tani. No i jesteśmy w związku z tym w dupie. Jesteśmy wobec trudnych negocjacji z człowiekiem [Zbigniewem Jakubasem], który już uważa, żeśmy go okradli.
[BS] (…) To może trzeba mu powiedzieć, jak można go bardziej okraść. Może zrozumie.
[MB] Myślę, że on to wszystko wie, ale zdaje się, że on jest przyzwyczajony do tego, że jak ma partnera państwowego, to znaczy, że ma cipę przed sobą, a on sam gra twardych ludzi. Jemu wszystko wolno, a państwowemu nic nie wolno. On o tym doskonale wie. My się spodziewamy oczywiście czarnego PR z ich strony. (…) My musimy dbać o pewne zasady, a on w ogóle zasad nie przestrzega. Z tym, że w końcu tę pałę to ma państwo.
[BS] Tak. Na cały obszar.
[MB] Na cały obszar. I tu trzeba ścisłej współpracy, z tą pałą.
( … )
Mennicą Państwową zarządza więc ponownie rząd, ma nad nią pełną kontrolę, co należy dołączyć do warunków wymienionych powyżej. Ponadto jeszcze jak się dowiadujemy z powyższej upublicznionej rozmowy, z Radą Polityki Pieniężnej, która powinna być niezależna i mieć funkcję kontrolną wobec finansów państwa – „można pograć”, jak stwierdza sam prezes NBP, a nadający Radzie powagi naukowej prof. Jerzy Hausner – jest „pivotalny” i bardzo mu się to podoba: cyt. (…) [MB] Pivotalny właśnie on jest, kurwa… A patrz, jak to się temu chujowi podoba, że on jest pivotalny. (…)” Określenie to najprawdopodobniej miało oznaczać, że prof. Hausnera można łatwo przekonać; że jego poglądy są „zmienne”; że da się go „obrócić” (pivot – walec, trzpień; pivotal – obrotowy, dający się obrócić, przekręcić) na tę lub na inną stronę, grając na jego poczuciu ważności, czy też na jego autorytecie naukowym.
W związku z tym – jak sugeruje sam prezes Belka – funkcje nadzorczo-kontrolne RPP nie są wykonywane skutecznie, więc Rada nie jest w stanie przeszkodzić w realizacji porozumienia finansowo-politycznego pomiędzy Platformą Obywatelską a NBP – o czym pisałem powyżej.
W związku z powyższym – trzeba zadać pytania:
- Czy rzekoma „naturalna wymiana banknotów zużytych na nowe” jest faktycznie wymianą 1 do 1 (jeden nowy za jeden zużyty tego samego nominału), czy też może być formą masowego ukrytego dodruku „pustego pieniądza” w innej proporcji, np. 100 nowych za jeden zużyty, albo banknot 100 zł zamiast zużytego banknotu 10 zł.
- Jakie byłyby w przyszłości skutki bańki finansowej powstałej poprzez dodruk pieniądza dla doraźnych celów PR-owych nastawionych na efekt propagandowy i wybory.
- Jakie jeszcze „kombinacje” finansowe, działania bezprawne lub sprzeczne z kanonami cywilizowanej ekonomii przygotował Marek Belka i jego „protegowany” minister finansów Mateusz Szczurek po to, by wykonać dla Donalda Tuska plan zablokowania nadchodzącego i spodziewanego zwycięstwa partii opozycyjnej.
- Jakie „wytrychy” wprowadzono do ustawy o NBP specjalnie by umożliwić realizację tego porozumienia. Przecież łatwo byłoby przeanalizować zmiany w treści ustawy od lipca 2013 do lipca 2014 i ich znaczenie w kontekście treści nagranych i opublikowanych rozmów zainteresowanych tym polityków i funkcjonariuszy państwa.
- Czy efekt deflacji mającej wpłynąć na czasowe obniżki niektórych cen (np. żywności) został celowo „spreparowany” przez władzę i jakie będą jego koszty (cena) w przyszłości, cena którą po wyborach będzie musiało zapłacić całe społeczeństwo.
Sytuacja wydaje się podwójnie paradoksalna a raczej absurdalna: politycy i funkcjonariusze organizujący takie całkowicie bezprawne, łamiące Konstytucję działania – pomimo ich ujawnienia pozostają bezkarni na swoich dotychczasowych stanowiskach a na dodatek – działania te pomimo ich ujawnienia – są – jak wszystko na to wskazuje – nadal kontynuowane, realizowane zgodnie z planem i nikomu w tym państwie to nie przeszkadza, nawet niemrawej i podzielonej opozycji politycznej, w którą są one wymierzone…
Tusk z kulawą nogą nie szczeknie złego słowa Premierowi w tej sprawie.
Moim zdaniem to musiałoby być wyjaśnione i jeśli rzeczywiście tak jest – natychmiast powstrzymane. Kto miałby to skontrolować, jeśli instytucje kontrolne państwa są do tego procederu włączone albo niewiarygodne? Państwo stało się totalitarne i posługuje się metodami totalitarnymi, zastraszaniem, wykorzystaniem instytucji państwa do walki politycznej o zachowanie władzy. Zupełnie tu także bym nie miał zaufania do „instytucji” komisji śledczej Sejmu, do Prezydenta RP… może tym właśnie należałoby tłumaczyć przerażającą ciszę w tej sprawie.
Etykiety:
Belka,
Hausner,
Kaczyński,
opozycja,
PIS,
RPP,
Sienkiewicz,
Tusk,
wybory 2015
13/05/2014
Wybory do PE: Wyższy poziom „polskiego piekła”; kabaret polski w UE.
Gdzieś
ponad poziomem własnych problemów, wątpliwości czy codziennych
zmartwień; własnych w tym sensie – że bezpośrednich, egzystencjalnych i
osobistych – niektórzy potrafią spojrzeć też na „całość”, na sytuację
ogólniejszą i sprawy może nie tak bezpośrednio już dziś nas dotyczące,
ale ważne. Ważne przez to, że prędzej czy później mogące nas
bezpośrednio dotyczyć, te które bez wątpienia „dopadną” nas. Efekt tego –
zależy od indywidualnego dostępu do informacji, czyli do wiedzy o
rzeczywistym i faktycznym stanie spraw, gdyż wiedza o nierzeczywistym
stanie spraw informacją nie jest. Może raczej odwrotnie powinienem
napisać: efekt tego zależy od indywidualnego dostępu do wiedzy, czyli do
informacji o rzeczywistym stanie spraw, gdyż informacja o
nierzeczywistym stanie spraw wiedzą nie jest. Z pewnego punktu widzenia
oba te stwierdzenia znaczą to samo…
Na tej właśnie zasadzie, im bliżej do wyborów polskich euro-parlamentarzystów – tym bardziej rośnie moja ciekawość, oczywiście nie dotycząca tego, kto zostanie wybrany w sensie personalnym a raczej tego, jaką to stworzy sytuację polityczną i jakie będzie miało reperkusje w sytuacji społecznej. Przy braku wpływu na bieg zdarzeń – można sobie pozwolić na to, by pozostać jedynie przy obserwacji; biernej… choć z zaciekawieniem.
Stopniowe w miarę rozwoju przejście od bałwochwalczego, bezrefleksyjnego stosunku do Platformy „Obywatelskiej”, bezrefleksyjnej w minionych 3 – 4 latach obrony jej „grajdoła politycznego” – do konkluzji iż stworzyła ona państwo nieludzkie, jego skrajnie wypaczoną namiastkę – jest dla mnie godne szacunku i to wcale nie dlatego, że sam podzielam ten pogląd i wygłaszałem go dużo wcześniej. Bynajmniej nie daje mi satysfakcji iż nazywałem pewne zjawiska bez ogródek już dwa lata temu. Tak „oświeconych” stopniowo przybywa, co może pozostać nie bez wpływu na przyszłe wyniki wyborów krajowych. Ideologię która stworzyła to wypaczone, nieludzkie państwo dobrze by było odsunąć jak najszybciej od jakiegokolwiek wpływu na realną rzeczywistość, pod warunkiem wszakże, iż ta siła polityczna która tego dokona – sama ma zamiar wdrożyć normalniejsze, bardziej „ludzkie”, jednolite standardy…
Jak się to jednak ma do najbliższych wyborów europejskich?
Środowisko aktywistów PO prawdopodobnie zdaje sobie sprawę ze zbliżającego się „rozliczenia” przez wyborców, być może dlatego partia desygnowała na kandydatów do Parlamentu Europejskiego na pierwszych miejscach list wyborczych swoich najlepszych, sprawdzonych „towarzyszy” – jak były minister Vincent Rostowski czy urzędujący minister Władysław Kosiniak Kamysz, Bogdan Zdrojewski; jeśli się urzędujących dziś ministrów wystawia do wyborów, czyli w intencji – wysyła do Brukseli, to dowodzi po prostu świadomości, iż długo oni by tu i tak już nie pourzędowali…
Jest tam na pierwszych miejscach list właśnie i Bogdan Zdrojewski, i niesławny Michał Boni, Janusz Lewandowski, Dariusz Rosati, Barbara Kudrycka, Danuta Huebner, Julia Pitera, Jacek Saryusz Wolski, Róża Thun, Jerzy Buzek… słowem towarzystwo faktycznie „doborowe”, niezwykle w swoim „liberalnym” odczłowieczeniu społecznym kompetentne.
Załóżmy więc przez chwilę na użytek eksperymentu myślowego, że wszystkie te osoby wraz z wystawionymi obok nich celebrytami i innymi „figurantami” mającymi co najwyżej „zajmować miejsca mądrzejszym od siebie wrogom – a tym wyżej wymienionym nie przeszkadzać, ludźmi całkowicie im praktycznie podporządkowanymi w zamian za „ciepłą wodę w kranach”, dobrze płatną i miłą posadkę na co najmniej pięć lat – dostają się do Parlamentu Europejskiego.
Załóżmy, że większość z polskiej puli 51 mandatów w PE obejmują tego typu sprawni politycy Platformy Obywatelskiej mający kontakty zawodowe, polityczne, dobre rozeznanie w tym jak się w PE poruszać wśród wytrawnych polityków zachodnioeuropejskich, mający szerokie kontakty osobiste zdobyte w minionych latach swojej aktywności itp. Głos Polski na forum międzynarodowym w Unii – przynajmniej w PE – byłby więc nadal głosem Platformy Obywatelskiej i jej ideologii.
Mają oni – wraz z działającym do końca kadencji rządem PO w kraju jeszcze rok na przygotowanie się do skutków zmiany władzy w Polsce.
Latem 2015 roku odbywają się wybory prezydenckie i parlamentarne w Polsce i załóżmy, że w ich wyniku władzę obejmuje partia „Prawo i Sprawiedliwość”, która utworzy rząd. Ale kto będzie rządził? Kto wówczas rządzi „tak naprawdę”? Nie można przecież zapominać, że prawo Unijne a raczej dyrektywy będące w rzeczywistości instrukcjami obligatoryjnego modyfikowania prawa na szczeblu krajowym – ma właśnie pierwszeństwo prawne, czyli rząd musi poniekąd ciągle wdrażać zmiany prawa krajowego pod dyktando dyrektyw unijnych.
To jest zrozumiałe i logiczne z punktu widzenia konieczności dążenia do jego unifikacji, ale w aspekcie powyższego pytania zastanawiać się można – kto miałby większy wpływ na sytuację w kraju; ci co tworzą prawo unijne i kierunki jego zmian na poziomie krajów unii czy ci którzy zarządzają państwem pod dyktando tychże dyrektyw, musząc prawo krajowe do nich dostosowywać.
Obawiam się, że niewiele osób w pełni rozumie rzeczywistą rolę poszczególnych instytucji Unii Europejskiej w procesie kształtowania Unii i zarządzania nią na szczeblu kontynentalnym. A przecież jest i szczebel globalny na którym dokonywane są zmiany przez „globalnych graczy” do których Polska przecież nie należy. Bardzo niewielkie zainteresowanie wyborami naszych reprezentantów w Parlamencie Europejskim (a przewiduje się w Polsce frekwencję na poziomie 20%) wynika nie tylko z braku łatwego dostępu do wspomnianej wiedzy; to pewnie i zbytnie rozbicie interesów narodowych poszczególnych krajów, istniejący od początku „podskórnie” rzeczywisty podział na „lobby” tzw. starej unii i jej siłę w porównaniu z nowymi członkami, zapewne i początkowy zwyczaj gremialnego wysyłania tam (wystawiania kandydatur) osób niekompetentnych, artystów, celebrytów, pożytecznych idiotów którzy będą zbyt głupi by przeszkadzać elicie tych co „wiedzą o co chodzi” – wszystko to przyczyniło się do społecznego nastawienia lekceważącego, uznawania tych wyborów za mało istotne. Parlamentarzyści europejscy nie działają zresztą w ramach „reprezentacji” narodowych a w ramach podziału całego PE na większe struktury polityczne; być może nie jest bez znaczenia każda osoba zasilająca konkretną opcję polityczną w ramach struktury PE, nawet i kilkadziesiąt głosów tu się liczy, lecz oddala to psychologicznie PE od „przeciętnego” obywatela kraju członkowskiego.
Oczywiście sytuacja w Unii a co za tym idzie i rola parlamentarzystów powoli zmienia się, ale nastawienie zwykłych obywateli, jakby „metka” tych wyborów – zmienia się jeszcze wolniej.
Szczególną rolę należy przypisać głównie czterem instytucjom; Komisji Europejskiej, Radzie Unii Europejskiej, Radzie Europejskiej oraz Parlamentowi Europejskiemu; instytucji europejskich jest znacznie więcej i wcale nie są one drugorzędne w ramach przysłowiowej już unijnej biurokracji. Te cztery stanowią jednak główny trzon odpowiadający funkcjonalnie parlamentowi i rządowi.
Komisja Europejska i jej przewodniczący jest powoływana przez Radę Europejską. Składa się z Przewodniczącego, komisarzy (po jednym z każdego kraju) oraz grupy pracowników Komisji; tłumaczy itp. – obecnie ok. dwudziestu pięciu tysięcy pracowników działających na rzecz komisarzy. Rada Europejska powołuje Przewodniczącego Komisji Europejskiej a ten desygnuje kandydatów na Komisarzy – którzy są po przesłuchaniach w komisjach PE następnie także formalnie powoływani przez Radę Europejską i PE. Komisja odpowiada za interes Unii jako całości, zajmuje się polityką Unii we wszelkich jej obszarach działania. To Komisja ma prawo do inicjatywy ustawodawczej, decyduje o konsultacjach społecznych, określa długofalową politykę finansową Unii, przygotowuje do zatwierdzenia propozycję rocznego budżetu Unii oraz rozdzielania środków finansowych, pilnuje też wykonywania prawa europejskiego przez rządy krajowe, także wspomnianej implementacji dyrektyw. Każdy z komisarzy zajmuje się inną dziedziną gospodarki unijnej, powierzoną mu przez Przewodniczącego zgodnie z kompetencjami.
Zajmuję się tu jednak głównie oceną wpływu rozlokowania polityków PO jako przyszłej opozycji i ich możliwego wpływu na możliwości realizacji przez nowy Rząd jego programu wyborczego; jednego w przypadku Komisji Europejskiej nie wiem: kto i na podstawie jakich przesłanek nominuje poszczególne osoby na kandydatów na Komisarzy; firmuje to swoim nazwiskiem powołany wcześniej Przewodniczący Komisji, ale jaki jest „klucz” doboru tych kandydatów? Czy aby tylko kompetencyjny?
Komisarze ponoszą odpowiedzialność nie przed tym ciałem które ich powołało a wyłącznie przed Parlamentem Europejskim. Odpowiedzialność tę Parlamentowi Europejskiemu z natury dużo trudniej jest wyegzekwować niż Komisji Europejskiej i być może dlatego tak to zorganizowano. Listę Komisarzy ustala Rada Unii Europejskiej w porozumieniu z Przewodniczącym Komisji i uwzględniając opinie rządów krajów członkowskich. To jasne, gdyż Rada Unii Europejskiej składa się z ministrów rządów państw członkowskich. Problem jest jednak z terminarzem: kadencja Komisji Europejskiej trwa 5 lat, rozpoczęła się na początku lutego 2010 roku a więc czy może ona upłynąć przed terminem wyborów parlamentarnych w Polsce; czyżby to oznaczało, że to obecny Rząd miałby na kilka miesięcy przed przegranymi przez siebie wyborami ustalić skład Komisji Europejskiej? (a w niej polskiego komisarza). Powiązanie składu Komisji z wynikami wyborów krajowych musi przecież istnieć jednak do jakiego stopnia można nim manipulować. Tu trzeba przyznać, że środowisko PO jako opozycyjne wobec rządu krajowego byłoby dużo bardziej „sprawne” niż obecna opozycja w Polsce.
Wybory do Parlamentu Europejskiego są ważne, ale nie można nie uwzględniać, iż nie ma on prawa inicjatywy ustawodawczej; jest on ogromną machiną biurokratyczną o bardzo rozbitym oddziaływaniu, natomiast ciała unijnej administracji które mają największy wpływ na cała sytuację Unii – nie pochodzą z bezpośrednich wyborów, proces ich wyłaniania jest dość niejednoznaczny.
Generalnie trudno jest o rzetelne informacje szczegółowe o organizacji i funkcjonowaniu Unii jako całości, gdyż wiele źródeł wzajemnie sobie zaprzecza; dla przykładu strona internetowa Unii Europejskiej i poświęcona Unii strona w tak popularnej dziś Wikipedii. Odnoszę wrażenie że stan małego rozpowszechnienia rzetelnej wiedzy nie jest tu przypadkowy.
Chodzi o materię dość złożoną, o skomplikowane zależności i masę szczegółów posiadających swoje różne „dna”… jakże więc się nie dziwić niechęci jaką „przeciętny obywatel” Unii darzy wybory do PE. Unia jest zbyt skomplikowana dla „Kowalskiego” więc koncentruje się on na wojence personalnej zastępującej politykę w swoim kraju, ale rzeczywista sytuacja w kraju – zależy w dużej mierze od Unii; czy to aby sprawa jedynie przypadku?
To, że Unię trudno zrozumieć nie znaczy, że łatwiej ją lekceważyć.
Generalnie trudno jest określić ewentualny hipotetyczny wpływ przyszłych przegranych przez PO wyborów parlamentarnych pomimo wygrania wyborów europejskich – na sytuację i możliwości nowego polskiego rządu. Wiele też zapewne zależy od jego postawy, stopnia samodzielności, od definicji bieżącej „interesu polskiego” i skłonności do poświęcania tegoż na rzecz integracji – choćby i ze stratą, czy na rzecz własnej kariery politycznej lub finansowej.
Jedno jest pewne: w nominowaniu znanych polityków PO takich jak Rostowski, w tym i urzędujących ministrów – jako kandydatów w wyborach do PE – jest coś niepokojącego. Byłoby pożałowania godne, gdyby obecna walka ideologiczna i personalna ze szczebla krajowego przeniosła się po wyborach parlamentarnych w Polsce na szczebel Instytucje UE – Rząd.
Etykiety:
Huebner,
ideologia,
kandydaci do PE,
Komisja Europejska,
Kosiniak-Kamysz,
listy kandydatów,
parlament europejski,
PE,
PIS,
PO,
polityka,
Rada Europejska,
Rostowski,
Tusk,
unia europejska,
wybory,
Zdrojewski
21/03/2014
Rządzenie Platformy Obywatelskiej – to nie jest domena ekspertów.
Jarosław Kaczyński jaki jest – każdy widzi, ale jego racja merytoryczna lub jej brak od tego przecież nie zależy!
Uważam jednak, że trafił w sedno nazywając Tuskową propozycję „debaty” w stylu „amerykańskim” – USTAWKĄ!
Oczywiście, że tak to zostało pomyślane! W tylu kibolskim haratających w gałę.
To klasyczna ustawka, żer dla paparazzich i wszelakiej politycznej i dziennikarskiej hołoty. Tusk nadal nie może sobie darować, że to się nie uda, nadal podjudza tych „honorowych” kiboli – oczekujących idiotycznych spektakli zamiast rzeczywistej dyskusji.
W tej swojej demagogii Tusk zapędził się jednak sam w „kozi róg”; powiedział dziś (w wersji Dziennik.pl), że „rządzenie nie jest domeną ekspertów” i że chodzi mu o „pojedynek twarzą w twarz” (czyli ustawkę).
Dla każdego przeciętnego człowieka to jest oczywiste i nawet łatwo dziś da się wręcz osobiście odczuć, że rządzenie ekipy Platformy Obywatelskiej „nie jest domeną ekspertów”; ci co rządzą – mają ekspertów w d… no bo i tak przecież „ma być tak jak ma być, jak nakazują założenia ideologiczne i zobowiązania biznesowe, więc co tu do rzeczy ma wiedza ekspercka”…
Faktycznie; w takiej sytuacji… ekspertem jest ten, kto potwierdza, przytakuje, zgadza się.
Dziś nam jednak, zwyczajnym obywatelom, chodzi o dyskusję o Polsce, o gospodarce i o polityce społecznej a nie o „igrzyska”. Chodzi o to, dokładniej – NAM chodzi o to, by wyborcy mogli sobie wyrobić zdanie o różnych propozycjach i pomysłach na dalsze rządzenie, bo naprawdę wszystko można zmienić, inaczej zaprojektować, możliwości politycznych jest wiele. Taka dyskusja jest z natury dyskusją ekspercką, publiczną dyskusją fachowców a nie „pojedynkiem” na garnitury, na bezczelność i arogancję, na „europejskość” i cynizm. Myślę, że w takiej konkurencji Jarosław Kaczyński mógłby rzeczywiście przegrać z Donaldem Tuskiem, ale to przecież tylko dobrze świadczy o Jarosławie Kaczyńskim…
Oczekujemy pełnego, kompletnego programu wyborczego Platformy Obywatelskiej, by móc go porównać z opublikowanym programem Prawa i Sprawiedliwości. Ale Donald Tusk takiego programu nie ma i nie jest w stanie go stworzyć ze względów merytorycznych ani politycznych, dlatego widocznie woli „ustawki”…
Uważam jednak, że trafił w sedno nazywając Tuskową propozycję „debaty” w stylu „amerykańskim” – USTAWKĄ!
Oczywiście, że tak to zostało pomyślane! W tylu kibolskim haratających w gałę.
To klasyczna ustawka, żer dla paparazzich i wszelakiej politycznej i dziennikarskiej hołoty. Tusk nadal nie może sobie darować, że to się nie uda, nadal podjudza tych „honorowych” kiboli – oczekujących idiotycznych spektakli zamiast rzeczywistej dyskusji.
W tej swojej demagogii Tusk zapędził się jednak sam w „kozi róg”; powiedział dziś (w wersji Dziennik.pl), że „rządzenie nie jest domeną ekspertów” i że chodzi mu o „pojedynek twarzą w twarz” (czyli ustawkę).
Dla każdego przeciętnego człowieka to jest oczywiste i nawet łatwo dziś da się wręcz osobiście odczuć, że rządzenie ekipy Platformy Obywatelskiej „nie jest domeną ekspertów”; ci co rządzą – mają ekspertów w d… no bo i tak przecież „ma być tak jak ma być, jak nakazują założenia ideologiczne i zobowiązania biznesowe, więc co tu do rzeczy ma wiedza ekspercka”…
Faktycznie; w takiej sytuacji… ekspertem jest ten, kto potwierdza, przytakuje, zgadza się.
Dziś nam jednak, zwyczajnym obywatelom, chodzi o dyskusję o Polsce, o gospodarce i o polityce społecznej a nie o „igrzyska”. Chodzi o to, dokładniej – NAM chodzi o to, by wyborcy mogli sobie wyrobić zdanie o różnych propozycjach i pomysłach na dalsze rządzenie, bo naprawdę wszystko można zmienić, inaczej zaprojektować, możliwości politycznych jest wiele. Taka dyskusja jest z natury dyskusją ekspercką, publiczną dyskusją fachowców a nie „pojedynkiem” na garnitury, na bezczelność i arogancję, na „europejskość” i cynizm. Myślę, że w takiej konkurencji Jarosław Kaczyński mógłby rzeczywiście przegrać z Donaldem Tuskiem, ale to przecież tylko dobrze świadczy o Jarosławie Kaczyńskim…
Oczekujemy pełnego, kompletnego programu wyborczego Platformy Obywatelskiej, by móc go porównać z opublikowanym programem Prawa i Sprawiedliwości. Ale Donald Tusk takiego programu nie ma i nie jest w stanie go stworzyć ze względów merytorycznych ani politycznych, dlatego widocznie woli „ustawki”…
Etykiety:
debata,
Duda,
gospodarka,
Kaczyński,
paweł baranowski,
PIS,
polityka,
program wyborczy,
Tuska
15/02/2014
Myślmy i rozmawiajmy o Polsce i o nas – nie o podrzucanych nam „tematach zastępczych”!
Aktualny program wyborczy PIS jest dyskusyjny, ale z pewnością zasługuje na uwagę.
Przede wszystkim w związku z utrzymującą się (według większości badań opinii publicznej) przewagą poparcia dla tej partii – nad obecnie rządzącą koalicją.
Najbardziej rzucającą w oczy cechą tego programu jest to, że on jest i jest jawny – w odróżnieniu od kompletnego zaciemnienia w sprawach projektów i planów Platformy Obywatelskiej, ukrytych w cieniach gabinetów i ciemnych umysłach zasiadających tam ludzi. Dewizą Donalda Tuska jest: „Ciepła woda w kranach będzie dla większości a reszta – ma pecha; my będziemy robić „dobrze” a jak – to sami zobaczycie, gdy już wam zrobimy” co wystarcza jedynie tak zwanym „lemingom”…
W poprzednim wpisie przytoczyłem jeden z podrozdziałów obszernego programu (całość ma ok. 190 stron) – dotyczący pracy.
To oczywiście fragment wycięty z obszernej całości, a przecież wszystkie zjawiska społeczne są „w życiu” połączone ze sobą różnymi powiązaniami przyczynowo skutkowymi, dlatego o sytuacji dotyczącej pracy jako źródła podstawowego dochodu pracownika najemnego decydować będzie tak naprawdę całość polityki władzy i stopień jej rzeczywistej realizacji, który z różnych względów nigdy przecież nie wynosi 100%.
Moje drobne, naprędce nasuwające się uwagi:
Praca musi być „dobrem” powszechnie dostępnym, nawet gdyby z jakichś powodów w danym momencie rozwoju Polski, Europy czy Świata – nie mogła być środkiem zapewniającym „godne i dostatnie” życie. Jest tak także i wtedy, gdy może pozwolić na podstawowe pokonywanie codziennych trudności i zaspokajanie czasowo tylko podstawowych potrzeb. W sytuacji szczególnej – np. globalnego czy kontynentalnego kryzysu gospodarczego czy finansowego – państwo musi mieć w dyspozycji także rozwiązania „kryzysowe” – być może pozwalające doraźnie tylko przetrwać, ale zabezpieczające przed sytuacjami skrajnymi.
Wiadomo, że obecnie tak nie jest, bo „system Tuska” (jak to nazywa Jarosław Kaczyński) dopuszcza całkowite wycofanie się państwa z rozwiązywania zasadniczych problemów społecznych, pasywność władzy wynikającą z założenia „magicznej” samoregulacji, obojętność państwa na sytuację czy los „mało znaczących” grup obywateli, bezwzględność w traktowaniu niektórych problemów – jakby nie istniały, lub były tylko „sprawą prywatną” – jeśli nie dotyczą one grup faworyzowanych i w małym stopniu wpływają na sytuację polityczną (poparcie).
Wszystko to dzieje się przy jaskrawej niezgodności poczynań władzy z Konstytucją.
Oczywiste wydaje się patrzenie na „świetlaną przyszłość” i daleko posunięte ambicje, wyjście „do przodu” w definiowaniu zamiarów mające wreszcie wydostać społeczeństwo z minimalizmu „biedy w czasie kryzysu”, ale jednocześnie brak mi w tym programie odniesienia do tego „co dziś”, do natychmiastowych koniecznych działań interwencyjnych w sytuację choćby osób z grupy wykluczonych z rynku pracy ze względu na wiek (jak to nieoficjalnie tłumaczą pracodawcy). Nie wystarczy mieć dobry cel i zacząć iść w jego kierunku, ale – na czas tego marszu – także trzeba stworzyć możność zaspokojenia pewnych podstawowych potrzeb. Niejeden już „zdechł” w drodze do świetlanej przyszłości, bo nie pomyślał o „tu i teraz”…
Odnośnie liczby osób bezrobotnych z grupy określanej jako „50+” na „ponad 500 tys.” trzeba stwierdzić, że niedawno określano ją na „ponad 700 tys.”; może to być dużo więcej niż tu podano, gdyż liczba ta dotyczy bezrobotnych zarejestrowanych w Powiatowych Urzędach Pracy a jak wiadomo, przez minione kilka lat spora część osób w tym wieku, na podstawie doświadczenia własnego oraz obserwacji poczynań PUP i MPiPS – zrezygnowała z rejestrowania się w PUP albo świadomie i z własnej inicjatywy zrezygnowała ze statusu osoby bezrobotnej – widząc bezsensowność tego, praktyczną bezczynność urzędów pracy czy nawet resortu pracy. Po prostu świadomie stali się osobami całkowicie nieaktywnymi zawodowo, pomimo że początkowo chcieli i mogli pracować – przejmując jakieś role w swoich rodzinach i pozostając często na ich utrzymaniu.
Otóż osoby te powinny móc powrócić do pracy przy stworzeniu do tego właściwych warunków i zapotrzebowania, bo słusznie program podnosi także sprawę obciążenia rodzin utrzymaniem swoich bezrobotnych krewnych – jako nielegalnym czy nieformalnym dodatkowym podatkiem.
W swoich odniesieniach do problemu ubezpieczeń społecznych, program zdaje się nie dostrzegać wpływu proponowanych zmian na stan indywidualnych kont obywateli w ZUS oraz wpływu zgromadzonych tam środków na wysokość przyszłych emerytur. Program nie odnosi się także do zmian funkcjonowania ZUS pod tym względem.
Program dostrzega dramatyczny spadek liczby osób bezrobotnych posiadających w myśl obecnej ustawy prawo do zasiłku, lecz nie proponuje żadnego doraźnego działania by ten stan zmienić, zanim skutek zaczną odnosić bardziej zaawansowane zmiany zmniejszające bezrobocie. Znów więc powracam do uwagi uczynionej na wstępie; Oczekiwana byłaby zmiana obecnej ustawy znacznie poszerzająca dostęp do jakiejś formy „zasiłku” dla bezrobotnych lub zastępczych form zarabiania na doraźne podstawowe potrzeby z jednoczesnym wskazaniem źródeł finansowania tych zmian w przesunięciach przeznaczenia istniejących środków publicznych. Moim zdaniem działania te powinny być równoległe bo sobie nie przeszkadzają; władza powinna powrócić do aktywnego zarządzania gospodarką a więc i jej „środowiskiem prawnym” ale jednocześnie w oczekiwaniu na wyniki – zrobić coś doraźnie, by „dać żyć” osobom pozbawionym pracy. Można i przejąc aktywną rolę w zarządzaniu gospodarką i zacząć aktywnie oddziaływać na kształtowanie właściwych społecznie postaw pracodawców i pracowników a także i interweniować w sprawie osób pozbawianych pracy ze względu na wiek – np. przyznając im coś w rodzaju odszkodowania (z uwagi na treść Konstytucji) za brak zatrudnienia a więc – brak środków do życia.
Niestety odnosi się wrażenie, że przy realizacji tego programu będzie „tak jaj zawsze” – to znaczy najpierw wybory, brawa, plany i programy a potem – długo, długo nic; długo, długo – ta sama stara „bida”, bo jeszcze „nie weszło w życie”, bo coś „czeka w kolejce w Parlamencie”, bo nowi posłowie i senatorowie „muszą się dopiero nauczyć” – itp. Program powinien więc zawierać nie tylko ambitne plany docelowe, ale i doraźne działania „na dziś” by natychmiast dało się odczuć poprawę w najtrudniejszych społecznie sprawach, właśnie takich jak całkowite wykluczenie zawodowe a co za tym idzie i społeczne setek tysięcy osób z grupy „50 plus”.
Program PIS odnosi się bezpośrednio do ludzi młodych, co jest strategicznie i taktycznie zrozumiałe, ale rozczarowujące jest, że poza „zauważeniem problemu” nie odnosi się w szczegółach do sytuacji osób w wieku produkcyjnym, wypchniętych przez społeczeństwo z rynku pracy. Byłoby tragiczne, gdyby ta dziś poszkodowana grupa obywateli znów została uznana za „mało ważną”, „marginalną”, zbyt mało wpływającą na poparcie władzy by się opłacało zajmować ich sytuacją.
Program sprawia wrażenie ostrożnego, nieco „nadmiernie ugodowego” to znaczy unikającego zajmowania się niektórymi rzeczywistymi a dyskusyjnymi problemami.
W niektórych kwestiach wydaje się on zbyt zachowawczy; być może jest to zjawisko nakierowane na unikanie kontrowersji z założeniem późniejszym korekt planów, już po uzyskaniu władzy.
W sprawie problemu osób pozbawianych zatrudnienia ze względu na wiek – nie wnosi on niczego zasadniczo nowego, co by mogło zmienić zachowanie pracodawców na „rynku pracy”, sprawić by ten tak zwany dziś „rynek pracy” poddał się rzeczywistym prawom rynkowym a nie „ręcznemu sterowaniu ideologicznemu” jak to ma miejsce dziś dla zadowolenia „syndykatu polityczno-biznesowego”.
Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że by zmienić zachowanie pracodawców – należałoby to dziś niestety „wymusić” – oczywiście nie bezpośrednio (dlatego ująłem to określenie w cudzysłów) a raczej stwarzaniem odpowiednich bodźców ; dotyczy to nie tylko przestrzegania jakiegoś (takiego czy innego) prawa pracy, ale i prawa dotyczącego działalności gospodarczej i wynikających stąd obowiązków wobec (skarbu) państwa.
PIS nauczony doświadczeniem lat 2005 – 2007 i zwłaszcza późniejszych „przymila się” do pracodawców, co może dobrze wróżyć wynikowi wyborczemu, lecz źle moim zdaniem wróży wynikom koniecznych reform i zmian.
Przede wszystkim w związku z utrzymującą się (według większości badań opinii publicznej) przewagą poparcia dla tej partii – nad obecnie rządzącą koalicją.
Najbardziej rzucającą w oczy cechą tego programu jest to, że on jest i jest jawny – w odróżnieniu od kompletnego zaciemnienia w sprawach projektów i planów Platformy Obywatelskiej, ukrytych w cieniach gabinetów i ciemnych umysłach zasiadających tam ludzi. Dewizą Donalda Tuska jest: „Ciepła woda w kranach będzie dla większości a reszta – ma pecha; my będziemy robić „dobrze” a jak – to sami zobaczycie, gdy już wam zrobimy” co wystarcza jedynie tak zwanym „lemingom”…
W poprzednim wpisie przytoczyłem jeden z podrozdziałów obszernego programu (całość ma ok. 190 stron) – dotyczący pracy.
To oczywiście fragment wycięty z obszernej całości, a przecież wszystkie zjawiska społeczne są „w życiu” połączone ze sobą różnymi powiązaniami przyczynowo skutkowymi, dlatego o sytuacji dotyczącej pracy jako źródła podstawowego dochodu pracownika najemnego decydować będzie tak naprawdę całość polityki władzy i stopień jej rzeczywistej realizacji, który z różnych względów nigdy przecież nie wynosi 100%.
Moje drobne, naprędce nasuwające się uwagi:
Praca musi być „dobrem” powszechnie dostępnym, nawet gdyby z jakichś powodów w danym momencie rozwoju Polski, Europy czy Świata – nie mogła być środkiem zapewniającym „godne i dostatnie” życie. Jest tak także i wtedy, gdy może pozwolić na podstawowe pokonywanie codziennych trudności i zaspokajanie czasowo tylko podstawowych potrzeb. W sytuacji szczególnej – np. globalnego czy kontynentalnego kryzysu gospodarczego czy finansowego – państwo musi mieć w dyspozycji także rozwiązania „kryzysowe” – być może pozwalające doraźnie tylko przetrwać, ale zabezpieczające przed sytuacjami skrajnymi.
Wiadomo, że obecnie tak nie jest, bo „system Tuska” (jak to nazywa Jarosław Kaczyński) dopuszcza całkowite wycofanie się państwa z rozwiązywania zasadniczych problemów społecznych, pasywność władzy wynikającą z założenia „magicznej” samoregulacji, obojętność państwa na sytuację czy los „mało znaczących” grup obywateli, bezwzględność w traktowaniu niektórych problemów – jakby nie istniały, lub były tylko „sprawą prywatną” – jeśli nie dotyczą one grup faworyzowanych i w małym stopniu wpływają na sytuację polityczną (poparcie).
Wszystko to dzieje się przy jaskrawej niezgodności poczynań władzy z Konstytucją.
Oczywiste wydaje się patrzenie na „świetlaną przyszłość” i daleko posunięte ambicje, wyjście „do przodu” w definiowaniu zamiarów mające wreszcie wydostać społeczeństwo z minimalizmu „biedy w czasie kryzysu”, ale jednocześnie brak mi w tym programie odniesienia do tego „co dziś”, do natychmiastowych koniecznych działań interwencyjnych w sytuację choćby osób z grupy wykluczonych z rynku pracy ze względu na wiek (jak to nieoficjalnie tłumaczą pracodawcy). Nie wystarczy mieć dobry cel i zacząć iść w jego kierunku, ale – na czas tego marszu – także trzeba stworzyć możność zaspokojenia pewnych podstawowych potrzeb. Niejeden już „zdechł” w drodze do świetlanej przyszłości, bo nie pomyślał o „tu i teraz”…
Odnośnie liczby osób bezrobotnych z grupy określanej jako „50+” na „ponad 500 tys.” trzeba stwierdzić, że niedawno określano ją na „ponad 700 tys.”; może to być dużo więcej niż tu podano, gdyż liczba ta dotyczy bezrobotnych zarejestrowanych w Powiatowych Urzędach Pracy a jak wiadomo, przez minione kilka lat spora część osób w tym wieku, na podstawie doświadczenia własnego oraz obserwacji poczynań PUP i MPiPS – zrezygnowała z rejestrowania się w PUP albo świadomie i z własnej inicjatywy zrezygnowała ze statusu osoby bezrobotnej – widząc bezsensowność tego, praktyczną bezczynność urzędów pracy czy nawet resortu pracy. Po prostu świadomie stali się osobami całkowicie nieaktywnymi zawodowo, pomimo że początkowo chcieli i mogli pracować – przejmując jakieś role w swoich rodzinach i pozostając często na ich utrzymaniu.
Otóż osoby te powinny móc powrócić do pracy przy stworzeniu do tego właściwych warunków i zapotrzebowania, bo słusznie program podnosi także sprawę obciążenia rodzin utrzymaniem swoich bezrobotnych krewnych – jako nielegalnym czy nieformalnym dodatkowym podatkiem.
W swoich odniesieniach do problemu ubezpieczeń społecznych, program zdaje się nie dostrzegać wpływu proponowanych zmian na stan indywidualnych kont obywateli w ZUS oraz wpływu zgromadzonych tam środków na wysokość przyszłych emerytur. Program nie odnosi się także do zmian funkcjonowania ZUS pod tym względem.
Program dostrzega dramatyczny spadek liczby osób bezrobotnych posiadających w myśl obecnej ustawy prawo do zasiłku, lecz nie proponuje żadnego doraźnego działania by ten stan zmienić, zanim skutek zaczną odnosić bardziej zaawansowane zmiany zmniejszające bezrobocie. Znów więc powracam do uwagi uczynionej na wstępie; Oczekiwana byłaby zmiana obecnej ustawy znacznie poszerzająca dostęp do jakiejś formy „zasiłku” dla bezrobotnych lub zastępczych form zarabiania na doraźne podstawowe potrzeby z jednoczesnym wskazaniem źródeł finansowania tych zmian w przesunięciach przeznaczenia istniejących środków publicznych. Moim zdaniem działania te powinny być równoległe bo sobie nie przeszkadzają; władza powinna powrócić do aktywnego zarządzania gospodarką a więc i jej „środowiskiem prawnym” ale jednocześnie w oczekiwaniu na wyniki – zrobić coś doraźnie, by „dać żyć” osobom pozbawionym pracy. Można i przejąc aktywną rolę w zarządzaniu gospodarką i zacząć aktywnie oddziaływać na kształtowanie właściwych społecznie postaw pracodawców i pracowników a także i interweniować w sprawie osób pozbawianych pracy ze względu na wiek – np. przyznając im coś w rodzaju odszkodowania (z uwagi na treść Konstytucji) za brak zatrudnienia a więc – brak środków do życia.
Niestety odnosi się wrażenie, że przy realizacji tego programu będzie „tak jaj zawsze” – to znaczy najpierw wybory, brawa, plany i programy a potem – długo, długo nic; długo, długo – ta sama stara „bida”, bo jeszcze „nie weszło w życie”, bo coś „czeka w kolejce w Parlamencie”, bo nowi posłowie i senatorowie „muszą się dopiero nauczyć” – itp. Program powinien więc zawierać nie tylko ambitne plany docelowe, ale i doraźne działania „na dziś” by natychmiast dało się odczuć poprawę w najtrudniejszych społecznie sprawach, właśnie takich jak całkowite wykluczenie zawodowe a co za tym idzie i społeczne setek tysięcy osób z grupy „50 plus”.
Program PIS odnosi się bezpośrednio do ludzi młodych, co jest strategicznie i taktycznie zrozumiałe, ale rozczarowujące jest, że poza „zauważeniem problemu” nie odnosi się w szczegółach do sytuacji osób w wieku produkcyjnym, wypchniętych przez społeczeństwo z rynku pracy. Byłoby tragiczne, gdyby ta dziś poszkodowana grupa obywateli znów została uznana za „mało ważną”, „marginalną”, zbyt mało wpływającą na poparcie władzy by się opłacało zajmować ich sytuacją.
Program sprawia wrażenie ostrożnego, nieco „nadmiernie ugodowego” to znaczy unikającego zajmowania się niektórymi rzeczywistymi a dyskusyjnymi problemami.
W niektórych kwestiach wydaje się on zbyt zachowawczy; być może jest to zjawisko nakierowane na unikanie kontrowersji z założeniem późniejszym korekt planów, już po uzyskaniu władzy.
W sprawie problemu osób pozbawianych zatrudnienia ze względu na wiek – nie wnosi on niczego zasadniczo nowego, co by mogło zmienić zachowanie pracodawców na „rynku pracy”, sprawić by ten tak zwany dziś „rynek pracy” poddał się rzeczywistym prawom rynkowym a nie „ręcznemu sterowaniu ideologicznemu” jak to ma miejsce dziś dla zadowolenia „syndykatu polityczno-biznesowego”.
Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że by zmienić zachowanie pracodawców – należałoby to dziś niestety „wymusić” – oczywiście nie bezpośrednio (dlatego ująłem to określenie w cudzysłów) a raczej stwarzaniem odpowiednich bodźców ; dotyczy to nie tylko przestrzegania jakiegoś (takiego czy innego) prawa pracy, ale i prawa dotyczącego działalności gospodarczej i wynikających stąd obowiązków wobec (skarbu) państwa.
PIS nauczony doświadczeniem lat 2005 – 2007 i zwłaszcza późniejszych „przymila się” do pracodawców, co może dobrze wróżyć wynikowi wyborczemu, lecz źle moim zdaniem wróży wynikom koniecznych reform i zmian.
Etykiety:
50 plus,
bezrobocie,
Kaczyński,
mainstream,
PIS,
podatki,
praca,
Pracodawcy,
program wyborczy,
rynek pracy,
wykluczenie,
zatrudnienie
Jest już uaktualniony program partii Prawo i Sprawiedliwość.
W związku z tym, że szczególnie interesuje mnie obecnie sprawa
stosunku PIS do problemu pracy, rynku pracy, roli państwa w tej sprawie –
zacytuję poniżej fragment bardzo obszernego programu PIS bezpośrednio
tego dotyczący.
_____________________________________________________________________________
Niskie wynagrodzenia za pracę często nie pozwalają rodzinie na normalne wychowanie potomstwa. Jest nie tylko wysoce nieracjonalnym, ale także niemoralnym zabieranie rodzicom dochodu z pracy na cele publiczne wówczas, gdy rodzina nie jest w stanie wypełnić obowiązków wobec swoich niezdolnych do pracy członków rodziny. Odebrany przez podatki dochód z pracy uzupełnia się później przez różnego rodzaju zasiłki i zapomogi (jedna grupa urzędników zabiera rodzinie dochód, a druga rozdaje zasiłki i zapomogi). Niszczy się w ten sposób podmiotowość, odbiera samodzielność ekonomiczną, ingeruje w autonomię rodziny.
Wymierny wzrost wynagrodzeń pracowniczych.
Systemowa zmiana podejścia do wzrostu płac jest zatem, po pierwsze kwestią sprawiedliwości społecznej, po drugie, bardzo istotnym elementem strategii pobudzania wyższego wzrostu i wychodzenia z pułapki średniego rozwoju, po trzecie, kwestią cywilizacyjną, hamującą rozwarstwienie społeczeństwa i pogłębianie obszarów biedy w Polsce. Polska gospodarka nie może być budowana na założeniu jej konkurencyjności wynikającej z niskich kosztów pracy. Proponujemy przyjęcie „paktu dla wzrostu wynagrodzeń”. Stronami paktu będą: strona społeczna, pracodawcy oraz rząd. Pracodawcy, przyjmujący zasady paktu będą korzystać z premii inwestycyjnych, których strona rządowa będzie gwarantem. Pracodawcy przystępujący do „paktu” będą korzystali z rządowych programów wsparcia.
Ponad 1 mln 200 tys. nowych miejsc pracy dla ludzi młodych.
Pobudzenie popytu wewnętrznego będzie z jednej strony następowało poprzez zwiększanie wynagrodzeń, a z drugiej z wprowadzenia programów, które umożliwią tworzenie nowych miejsc pracy. Pro-zatrudnieniowy charakter będzie miał nowy system podatkowy oraz programy rządowe. Do ich uruchomienia zostaną skierowane przede wszystkim środki unijne.
Jednym z takich programów jest Narodowy Program Zatrudnienia, który będzie promował zatrudnienie ludzi młodych, zwłaszcza na terenach wiejskich oraz w małych ośrodkach miejskich, ale także w sytuacji zatrudniania ich w małych i średnich przedsiębiorstwach czy tworzeniu z ich udziałem nowych przedsiębiorstw. Ponadto bezpośrednie wsparcie ekonomiczne otrzymają absolwenci zatrudniani w gminach i miastach zdegradowanych ekonomicznie, zwłaszcza we wsiach popegeerowskich, miastach o zniszczonym przemyśle oraz regionach zagrożonych wyludnieniem.
Chcąc osiągnąć tak znaczny wzrost miejsc pracy wprowadzimy konkretne mechanizmy i narzędzia finansowe. I tak m.in., obniżymy wysokość składki na ubezpieczenia społeczne na obszarze gmin zdegradowanych ekonomicznie. Zmniejszymy o 50% wysokość składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe w części finansowanej przez pracodawcę, będącego płatnikiem w przypadku zatrudnienia młodych pracowników w pełnym wymiarze czasu pracy przez okres pierwszych dwunastu miesięcy ich zatrudnienia.
Przedsiębiorcy z terenu gmin zdegradowanych ekonomicznie otrzymują z budżetu państwa, za pośrednictwem organu gminy, pomoc finansową na pokrycie kosztów praktyki szkoleniowej absolwentów. W przypadku, kiedy praktyka będzie nieodpłatna, miesięczna kwota pomocy wyniesie do 50% minimalnego wynagrodzenia za pracę, w przypadku praktyki odpłatnej do 25%. Maksymalny czas trwania umowy o praktykę szkoleniową będzie wynosił 3 miesiące.
Fundusz Wspomagania Zatrudnienia i Funduszu Wspierania Przedsiębiorczości ludzi młodych udzielać będzie pożyczek i kredytów na dogodnych warunkach. Pierwszeństwo w otrzymaniu pożyczki bądź kredytu będą mieli bezrobotni absolwenci, którzy chcą podjąć działalność gospodarczą. Warunkiem będzie zobowiązanie wnioskodawcy do utworzenia najmniej dwóch miejsc pracy dla ludzi młodych, zatrudnionych na pełnym etacie, na okres co najmniej 1 roku. Pożyczki i kredyty mogą być umarzane, w przypadku stworzenia stabilnych miejsc pracy, a spłata kredytu wraz z odsetkami zawieszana, jeżeli sytuacja ekonomiczna przedsiębiorcy ulegnie pogorszeniu. Przedsiębiorca, będący podatnikiem będzie mógł odliczyć od podstawy opodatkowania w podatku dochodowym, kwotę stanowiącą zryczałtowaną wartość kosztu utworzenia nowo utworzonego miejsca pracy, bądź odroczyć termin płatności podatku dochodowego – zarówno podatnik podatku od osób fizycznych jak też podatnik podatku dochodowego od osób prawnych.
Ponadto: zmniejszymy do 50% stawki maksymalnej podatku od nieruchomości związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej dla przedsiębiorców zatrudniających określoną liczbę osób do 35 roku życia; zmniejszymy do 50% stawki maksymalnej w podatku od środków transportu; wprowadzimy nową kategorię podatnika – młody przedsiębiorca, który miałby zmniejszoną wysokość płaconych zaliczek w podatku dochodowym do 50%; dla osób rozpoczynających wykonywanie działalności gospodarczej, przedłużymy o dodatkowe 12 miesięcy możliwości stosowania obniżonej o 50% podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne; w ustawie o zryczałtowanym podatku dochodowym wprowadzimy nową kategorię – młody przedsiębiorca, który będzie objęty preferencją w postaci odrębnej stawki podatkowej w wysokości 3,5%. Stawkę karty podatkowej dla małych przedsiębiorców obniżymy o 30%.
Ułatwienie dla rozpoczynających działalność gospodarczą.
Osoby prowadzące pierwszą w życiu działalność gospodarczą korzystają obecnie przez pierwsze dwa lata z preferencyjnych stawek ZUS na poziomie 30% minimalnego wynagrodzenia, aby już w następnym roku płacić 100% stawkę. Wprowadzimy tzw. łagodne przechodzenie z „małego ZUS” na zwykły stosując przez kolejne lata preferencyjną stawkę, podwyższając ją każdego roku o 25%.
Działania chroniące prawa pracownika.
Oprócz walki z bezrobociem i dążeniem do zwiększenia realnego wynagrodzenia rodzin będziemy również zabiegać o godne warunki pracy dla wszystkich pracowników, niezależnie od sposobu ich zatrudnienia.
Podejmiemy działania w celu ograniczenia stosowania umów na czas określony i umów cywilno- prawnych. Zmienimy przepisy Kodeksu Pracy, tak aby ograniczyć patologię w zatrudnianiu. W tym celu wprowadzimy jednolite zasady opłacania składek na ubezpieczenie społeczne bez względu na rodzaj umowy, ograniczymy ilość i czas trwania takich umów, przywrócimy dotychczasowe zasady rozliczania czasu pracy, wprowadzimy zasadę potwierdzania zawarcia umowy o pracę na piśmie przed przystąpieniem do pracy, ograniczymy ilość wyjątków dopuszczających prace w niedziele i święta.
Będziemy dążyć do wprowadzona zasady, że płaca minimalna nie może być mniejsza niż 50% średniej płacy w gospodarce narodowej. Zlikwidujemy przepis ograniczający do 80% wysokość minimalnego wynagrodzenia dla osób młodych, po raz pierwszy wchodzących na rynek pracy, tak aby wszyscy zatrudniani otrzymywali co najmniej pełne minimalne wynagrodzenie.
Utrzymamy ochronę przed zwolnieniem z pracy na 4 lata przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Zmienimy zasady funkcjonowania i zatrudniania przez Agencje Pracy Tymczasowej, tak aby zawierane umowy miały charakter tymczasowy i krótkotrwały i nie zastępowały umów o pracę. Wynagrodzenie za prace musi być pod szczególną ochroną państwa. Wprowadzimy przepisy gwarantujące ochronę wypłaty wynagrodzeń pracownikom. Usprawnimy funkcjonowanie Państwowej Inspekcji Pracy i Sądów Pracy.
Usprawnienia w funkcjonowaniu rynku pracy.
Rynek pracy cechują duże przepływy osób między bezrobociem, zatrudnieniem i biernością zawodową. Wiele rozwiązań, które stosuje się w Polsce to w rozwiniętym świecie zamierzchła przeszłość. Państwo powinno mieć wpływ na politykę finansowania rynku pracy, szczególnie, uwzględniając zróżnicowaną stopę bezrobocia w kraju. Walka z bezrobociem wymaga zracjonalizowania, zlikwidowania pozornych działań w tej dziedzinie, nie przynoszących istotnych efektów. Pomimo sporych wydatków publicznych na wsparcie kształcenia ustawicznego (3-4 mld złotych rocznie; czyli 4-5 razy więcej niż przed akcesją do UE), wciąż zaledwie 5-6 proc. dorosłych Polaków podejmuje naukę po ukończeniu kształcenia (w UE ok. 10-13 proc.). Przy czym szkolenia te często są mało przydatne z punktu widzenia rozwoju zawodowego. Wydajemy coraz więcej pieniędzy, uzyskując niewielkie efekty.
Upowszechnimy dostęp do kształcenia ustawicznego przez indywidualny fundusz edukacyjny (IFE), kierowany dla każdego zatrudnionego. Zmienimy charakter tego kształcenia tak, by rzeczywiście było ono powiązane z wymogami rynku pracy. Konieczne są zmiany w funkcjonowaniu publicznych służb zatrudnienia, aby poprawić ich skuteczność działań. Ważnym ogniwem powinny też być prywatne firmy usługowe wspomagające lokalne rynki pracy. Zmianie ulec musi cel i podział środków odprowadzanych przez pracodawców na Fundusz Pracy, który służyć musi realizacji polityki zatrudnienia, a nie wspieraniu budżetu państwa. Poprawimy efektywność i zwiększymy środki z Funduszu Pracy na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu. Kontrolę nad nim powinien sprawować minister odpowiedzialny za sprawy rynku pracy przy współudziale partnerów społecznych. Pracodawcy, którzy odprowadzają 2,45% składki wraz pracownikami powinni mieć możliwość współdecydowania o przeznaczeniu środków Funduszu Pracy na działania aktywizujące.
______________________________________________________________________
Cały obszerny, uaktualniony program tej partii jest od dziś dostępny na stronie Internetowej PIS
Z całą pewnością warto się z tym dokumentem zapoznać, szczególne wrażenie zrobił na mnie opis stanu obecnego Polski oraz analiza, jak do tego doszło.
_____________________________________________________________________________
PROGRAM PARTII PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ – 2014
Rozdział III – RODZINA
2. PRACA
Praca zapewniająca godne i dostatnie życie musi być dobrem
powszechnie dostępnym. Bez dobrze wykształconych, zatrudnionych na
stabilnych, zapewniających bezpieczeństwo, zasadach i godziwie
wynagradzanych pracowników trwały rozwój gospodarczy, który uczyni z
Polski prawdziwie kraj nowoczesny, nie jest możliwy. Tymczasem niezwykle
dotkliwym dla wielu rodzin w Polsce jest brak pracy lub niewspółmiernie
niskie wynagrodzenie otrzymywane za jej wykonywanie. Bezrobocie dotyka
dziś 13,4% zdolnych do pracy – tj. blisko 2,2 mln ludzi (grudzień
2013r.), z czego ponad milion stanowią osoby do 35 roku życia, a ponad
500 tys. bezrobotnych to ludzie powyżej 50. roku życia. Zwiększa się
liczba osób długotrwale bezrobotnych, tj. powyżej 12 miesięcy, których
jest obecnie ponad 1,2 mln. Dramatycznie spada liczba bezrobotnych z
prawem do zasiłku, który otrzymuje tylko 13,8% uprawnionych, (tj. co
siódmy bezrobotny). Umowy o pracę na czas nieokreślony zastępuje się
coraz częściej umowami cywilno-prawnymi (tzw. śmieciówkami). Umowy te
nie gwarantują prawa do urlopu czy gwarancji minimalnego wynagrodzenia,
są ucieczką od płacenia składek na ZUS, niszczą system ochrony zdrowia i
emerytalny, obniżają również siłę nabywczą tej grupy społecznej.
Problemem są też umowy na czas określony, mamy dziś najwyższy wskaźnik
(ok. 30%) zawierania takich umów na poziomie Unii Europejskiej.2. PRACA
Niskie wynagrodzenia za pracę często nie pozwalają rodzinie na normalne wychowanie potomstwa. Jest nie tylko wysoce nieracjonalnym, ale także niemoralnym zabieranie rodzicom dochodu z pracy na cele publiczne wówczas, gdy rodzina nie jest w stanie wypełnić obowiązków wobec swoich niezdolnych do pracy członków rodziny. Odebrany przez podatki dochód z pracy uzupełnia się później przez różnego rodzaju zasiłki i zapomogi (jedna grupa urzędników zabiera rodzinie dochód, a druga rozdaje zasiłki i zapomogi). Niszczy się w ten sposób podmiotowość, odbiera samodzielność ekonomiczną, ingeruje w autonomię rodziny.
Wymierny wzrost wynagrodzeń pracowniczych.
Systemowa zmiana podejścia do wzrostu płac jest zatem, po pierwsze kwestią sprawiedliwości społecznej, po drugie, bardzo istotnym elementem strategii pobudzania wyższego wzrostu i wychodzenia z pułapki średniego rozwoju, po trzecie, kwestią cywilizacyjną, hamującą rozwarstwienie społeczeństwa i pogłębianie obszarów biedy w Polsce. Polska gospodarka nie może być budowana na założeniu jej konkurencyjności wynikającej z niskich kosztów pracy. Proponujemy przyjęcie „paktu dla wzrostu wynagrodzeń”. Stronami paktu będą: strona społeczna, pracodawcy oraz rząd. Pracodawcy, przyjmujący zasady paktu będą korzystać z premii inwestycyjnych, których strona rządowa będzie gwarantem. Pracodawcy przystępujący do „paktu” będą korzystali z rządowych programów wsparcia.
Ponad 1 mln 200 tys. nowych miejsc pracy dla ludzi młodych.
Pobudzenie popytu wewnętrznego będzie z jednej strony następowało poprzez zwiększanie wynagrodzeń, a z drugiej z wprowadzenia programów, które umożliwią tworzenie nowych miejsc pracy. Pro-zatrudnieniowy charakter będzie miał nowy system podatkowy oraz programy rządowe. Do ich uruchomienia zostaną skierowane przede wszystkim środki unijne.
Jednym z takich programów jest Narodowy Program Zatrudnienia, który będzie promował zatrudnienie ludzi młodych, zwłaszcza na terenach wiejskich oraz w małych ośrodkach miejskich, ale także w sytuacji zatrudniania ich w małych i średnich przedsiębiorstwach czy tworzeniu z ich udziałem nowych przedsiębiorstw. Ponadto bezpośrednie wsparcie ekonomiczne otrzymają absolwenci zatrudniani w gminach i miastach zdegradowanych ekonomicznie, zwłaszcza we wsiach popegeerowskich, miastach o zniszczonym przemyśle oraz regionach zagrożonych wyludnieniem.
Chcąc osiągnąć tak znaczny wzrost miejsc pracy wprowadzimy konkretne mechanizmy i narzędzia finansowe. I tak m.in., obniżymy wysokość składki na ubezpieczenia społeczne na obszarze gmin zdegradowanych ekonomicznie. Zmniejszymy o 50% wysokość składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe w części finansowanej przez pracodawcę, będącego płatnikiem w przypadku zatrudnienia młodych pracowników w pełnym wymiarze czasu pracy przez okres pierwszych dwunastu miesięcy ich zatrudnienia.
Przedsiębiorcy z terenu gmin zdegradowanych ekonomicznie otrzymują z budżetu państwa, za pośrednictwem organu gminy, pomoc finansową na pokrycie kosztów praktyki szkoleniowej absolwentów. W przypadku, kiedy praktyka będzie nieodpłatna, miesięczna kwota pomocy wyniesie do 50% minimalnego wynagrodzenia za pracę, w przypadku praktyki odpłatnej do 25%. Maksymalny czas trwania umowy o praktykę szkoleniową będzie wynosił 3 miesiące.
Fundusz Wspomagania Zatrudnienia i Funduszu Wspierania Przedsiębiorczości ludzi młodych udzielać będzie pożyczek i kredytów na dogodnych warunkach. Pierwszeństwo w otrzymaniu pożyczki bądź kredytu będą mieli bezrobotni absolwenci, którzy chcą podjąć działalność gospodarczą. Warunkiem będzie zobowiązanie wnioskodawcy do utworzenia najmniej dwóch miejsc pracy dla ludzi młodych, zatrudnionych na pełnym etacie, na okres co najmniej 1 roku. Pożyczki i kredyty mogą być umarzane, w przypadku stworzenia stabilnych miejsc pracy, a spłata kredytu wraz z odsetkami zawieszana, jeżeli sytuacja ekonomiczna przedsiębiorcy ulegnie pogorszeniu. Przedsiębiorca, będący podatnikiem będzie mógł odliczyć od podstawy opodatkowania w podatku dochodowym, kwotę stanowiącą zryczałtowaną wartość kosztu utworzenia nowo utworzonego miejsca pracy, bądź odroczyć termin płatności podatku dochodowego – zarówno podatnik podatku od osób fizycznych jak też podatnik podatku dochodowego od osób prawnych.
Ponadto: zmniejszymy do 50% stawki maksymalnej podatku od nieruchomości związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej dla przedsiębiorców zatrudniających określoną liczbę osób do 35 roku życia; zmniejszymy do 50% stawki maksymalnej w podatku od środków transportu; wprowadzimy nową kategorię podatnika – młody przedsiębiorca, który miałby zmniejszoną wysokość płaconych zaliczek w podatku dochodowym do 50%; dla osób rozpoczynających wykonywanie działalności gospodarczej, przedłużymy o dodatkowe 12 miesięcy możliwości stosowania obniżonej o 50% podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne; w ustawie o zryczałtowanym podatku dochodowym wprowadzimy nową kategorię – młody przedsiębiorca, który będzie objęty preferencją w postaci odrębnej stawki podatkowej w wysokości 3,5%. Stawkę karty podatkowej dla małych przedsiębiorców obniżymy o 30%.
Ułatwienie dla rozpoczynających działalność gospodarczą.
Osoby prowadzące pierwszą w życiu działalność gospodarczą korzystają obecnie przez pierwsze dwa lata z preferencyjnych stawek ZUS na poziomie 30% minimalnego wynagrodzenia, aby już w następnym roku płacić 100% stawkę. Wprowadzimy tzw. łagodne przechodzenie z „małego ZUS” na zwykły stosując przez kolejne lata preferencyjną stawkę, podwyższając ją każdego roku o 25%.
Działania chroniące prawa pracownika.
Oprócz walki z bezrobociem i dążeniem do zwiększenia realnego wynagrodzenia rodzin będziemy również zabiegać o godne warunki pracy dla wszystkich pracowników, niezależnie od sposobu ich zatrudnienia.
Podejmiemy działania w celu ograniczenia stosowania umów na czas określony i umów cywilno- prawnych. Zmienimy przepisy Kodeksu Pracy, tak aby ograniczyć patologię w zatrudnianiu. W tym celu wprowadzimy jednolite zasady opłacania składek na ubezpieczenie społeczne bez względu na rodzaj umowy, ograniczymy ilość i czas trwania takich umów, przywrócimy dotychczasowe zasady rozliczania czasu pracy, wprowadzimy zasadę potwierdzania zawarcia umowy o pracę na piśmie przed przystąpieniem do pracy, ograniczymy ilość wyjątków dopuszczających prace w niedziele i święta.
Będziemy dążyć do wprowadzona zasady, że płaca minimalna nie może być mniejsza niż 50% średniej płacy w gospodarce narodowej. Zlikwidujemy przepis ograniczający do 80% wysokość minimalnego wynagrodzenia dla osób młodych, po raz pierwszy wchodzących na rynek pracy, tak aby wszyscy zatrudniani otrzymywali co najmniej pełne minimalne wynagrodzenie.
Utrzymamy ochronę przed zwolnieniem z pracy na 4 lata przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Zmienimy zasady funkcjonowania i zatrudniania przez Agencje Pracy Tymczasowej, tak aby zawierane umowy miały charakter tymczasowy i krótkotrwały i nie zastępowały umów o pracę. Wynagrodzenie za prace musi być pod szczególną ochroną państwa. Wprowadzimy przepisy gwarantujące ochronę wypłaty wynagrodzeń pracownikom. Usprawnimy funkcjonowanie Państwowej Inspekcji Pracy i Sądów Pracy.
Usprawnienia w funkcjonowaniu rynku pracy.
Rynek pracy cechują duże przepływy osób między bezrobociem, zatrudnieniem i biernością zawodową. Wiele rozwiązań, które stosuje się w Polsce to w rozwiniętym świecie zamierzchła przeszłość. Państwo powinno mieć wpływ na politykę finansowania rynku pracy, szczególnie, uwzględniając zróżnicowaną stopę bezrobocia w kraju. Walka z bezrobociem wymaga zracjonalizowania, zlikwidowania pozornych działań w tej dziedzinie, nie przynoszących istotnych efektów. Pomimo sporych wydatków publicznych na wsparcie kształcenia ustawicznego (3-4 mld złotych rocznie; czyli 4-5 razy więcej niż przed akcesją do UE), wciąż zaledwie 5-6 proc. dorosłych Polaków podejmuje naukę po ukończeniu kształcenia (w UE ok. 10-13 proc.). Przy czym szkolenia te często są mało przydatne z punktu widzenia rozwoju zawodowego. Wydajemy coraz więcej pieniędzy, uzyskując niewielkie efekty.
Upowszechnimy dostęp do kształcenia ustawicznego przez indywidualny fundusz edukacyjny (IFE), kierowany dla każdego zatrudnionego. Zmienimy charakter tego kształcenia tak, by rzeczywiście było ono powiązane z wymogami rynku pracy. Konieczne są zmiany w funkcjonowaniu publicznych służb zatrudnienia, aby poprawić ich skuteczność działań. Ważnym ogniwem powinny też być prywatne firmy usługowe wspomagające lokalne rynki pracy. Zmianie ulec musi cel i podział środków odprowadzanych przez pracodawców na Fundusz Pracy, który służyć musi realizacji polityki zatrudnienia, a nie wspieraniu budżetu państwa. Poprawimy efektywność i zwiększymy środki z Funduszu Pracy na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu. Kontrolę nad nim powinien sprawować minister odpowiedzialny za sprawy rynku pracy przy współudziale partnerów społecznych. Pracodawcy, którzy odprowadzają 2,45% składki wraz pracownikami powinni mieć możliwość współdecydowania o przeznaczeniu środków Funduszu Pracy na działania aktywizujące.
______________________________________________________________________
Cały obszerny, uaktualniony program tej partii jest od dziś dostępny na stronie Internetowej PIS
Z całą pewnością warto się z tym dokumentem zapoznać, szczególne wrażenie zrobił na mnie opis stanu obecnego Polski oraz analiza, jak do tego doszło.
Etykiety:
gospodarka,
Jarosław Kaczyński,
państwo,
partia,
PIS,
PO,
polityka,
polska,
praca,
Prawo i Sprawiedliwość,
Prezes PiS,
program wyborczy,
Społeczeństwo,
Tusk,
władza,
wybory
19/01/2014
Władza tonie w absurdach. Platforma tzw. "Obywatelska" łamie Konstytucję…
Jest jakimś przekleństwem tego biednego i prymitywnego kraju, że zawsze najwięcej na temat jakiejś sprawy czy problemu mają do powiedzenia ci – których on zupełnie nie dotyczy a często nawet i porządnie nie interesuje. To poniekąd od dawna niepisana zasada konstruowania rządu i innych szczebli władz. Kompetencje i zaangażowanie są najgorzej widziane; najważniejsza – przynależność partyjna.
Ma to z pewnego punktu widzenia i dobre strony, gdy polityk, projektodawca, legislator – nie jest „osobiście” zainteresowany treścią tworzonego prawa; gdyby był – zawsze musiałoby się to kończyć tak, jak w sprawie znanej pod synonimem „lub czasopisma”…
To jednak przypadek szczególny; w sprawie pracy mamy najczęściej do czynienia z „niekompetencją” w rozumieniu bardziej braku kontaktu z rzeczywistością życiową, z praktyką, a co za tym idzie – z niewłaściwym skutkiem tworzonego prawa. „Niewłaściwym” – to oczywiście pojęcie uzależnione od przyjętych zamiarów (założeń), lecz ja używam go tutaj w odniesieniu do normalnych, powszechnych wartości cywilizacyjnych oraz do treści Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej – do czego powrócę w dalszej części felietonu.
Jaki więc ma być skutek np. działań legislacyjnych dotyczących bezrobocia, jeśli podejmują je zawsze i wyłącznie ludzie, którzy sami bezrobotni nigdy nie byli, nie są i nigdy do końca swojego życia już nie będą; nigdy się z tą problematyką osobiście nie zetknęli a jeśli już zetknęli się – to obchodzili ją z daleka z obrzydzeniem i pogardą jako rzekomą domenę patologii społecznej, marginesu społecznego i ludzkiej upadłości, czy upodlenia.
Czy jednak choć przez chwilę nigdy nie zastanowili się, że to oni mogą być tego przyczyną… choćby nie w każdym, ale w większości przypadków? To pytanie retoryczne… „Resortowe dzieci” dużo łatwiej spotkać w ministerstwach niż w redakcjach…
Piszę o sprawach bezrobocia z punktu widzenia bezrobotnego od niemalże dwóch i pół roku; początkowo będąc jednym z niewielu poruszających systematycznie ten temat, gdy jakakolwiek krytyka Rządu i jego bazy politycznej była ewenementem i niemile widzianym incydentem – natychmiast obrzucanym fekaliami przez zdziczałych, bezmyślnych propagatorów „liberalizmu” Platformy Obywatelskiej, przysłowiowych „lemingów” nazbyt chętnie posługujących się mową nienawiści a czasem nawet – jak niejaki Cyba – brutalną siłą prowadzącą nawet do morderstwa.
Dziś – bardzo wielu „szczeka” na Tuska (sic!), stało się to dość „tanie”, ale tenże znosi to jak zawsze ze stoickim spokojem wynikającym z arogancji i obojętności (przeważnie nie odszczekuje się). Na fali coraz bardziej otwarcie artykułowanego niezadowolenia z sytuacji na tak zwanym (nie wiadomo dlaczego) „rynku pracy” który de facto jest coraz bardziej targiem niewolników, coraz częściej powraca sprawa Funduszu Pracy i zasiłku dla osób bezrobotnych. Temat powraca coraz częściej – bo i problem staje się coraz poważniejszy.
Poprzez przyjętą konstrukcję obecnej wersji Funduszu Pracy (w ogóle Fundusz ten istnieje z przerwami od 1933 roku), prawo do zasiłku dla osób bezrobotnych jest powiązane wprost z najniższym ustawowo określonym wynagrodzeniem no i ma się rozumieć – z „Ustawą o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy”.
Zgodnie z Ustawą, zasiłek dla osób bezrobotnych otrzymywać może osoba, dla której nie ma propozycji odpowiedniej pracy i która w okresie 18 miesięcy liczonych wstecz od daty zarejestrowania, była zatrudniona łącznie przez co najmniej 365 dni (kalendarzowych). To oczywiście jest indywidualne dla każdego człowieka i na dodatek zmienia się dynamicznie, dlatego jest to sprawdzane przy każdym kolejnym zarejestrowaniu bezrobotnego lub zwróceniu się przez bezrobotnego z wnioskiem (podaniem) o przyznanie tego zasiłku.
Jednocześnie jednak warunkiem jest, by owe 365 dni pracy było związane z takim jedynie rodzajem zatrudnienia, które ze swojego charakteru stwarza obowiązek danego pracodawcy opłacania składki na Fundusz Pracy – w związku z tym zatrudnieniem. Oznacza to, że okresy zatrudnienia za które nie była odprowadzana składka na Fundusz Pracy – nie są uwzględniane w tym okresie 365 dni przepracowanych – od których zależy prawo bezrobotnego do zasiłku.
To jednak jeszcze nie wszystko: kolejnym warunkiem jest, by płaca zasadnicza brutto w trakcie wspomnianego okresu 365 dni pracy – była co najmniej równa płacy minimalnej określonej ustawowo. Nie wystarczy tu więc jakakolwiek praca, podjęta przez zdesperowanego i pozbawionego środków do życia bezrobotnego; jakaś umowa-zlecenie na niską kwotę zapłaty lub umowa o pracę tylko na część etatu – byle cokolwiek zarobić i posiadać jakiekolwiek środki „na życie”, żeby przeżyć. Liczy się tylko wynagrodzenie równe lub wyższe od minimalnego. Na dodatek jak wiadomo – bezrobotny nie może zarabiać więcej niż połowę najniższej płacy a gdy tak się stanie że zarabia więcej (i zostanie to ujawnione) – traci prawo do statusu osoby bezrobotnej. Będąc już bezrobotnym – nie można więc zyskać prawa do zasiłku, jeśli tego prawa nie było w chwili rejestracji. Staż dla bezrobotnych nie jest traktowany jako zatrudnienie (nie przerywa ciągu bezrobocia) a prace interwencyjne i roboty publiczne – powodują wykreślenie z rejestru bezrobotnych. System jest przemyślany i szczelny a cel – odmówić, nie pomóc, nie dać, ograniczyć za wszelką cenę wydatki, nawet odbierając człowiekowi wszelkie szanse na wydostanie się z tej „pułapki”.
Nawet w sferze podstawowej logiki tworzy to sytuację absurdalną: jeśli zasiłek dla bezrobotnych uznać za formę obligatoryjnego „zabezpieczenia społecznego” o którym mówi Konstytucja RP – to logika nakazywałaby rozwiązanie dokładnie odwrotne. Tymczasem mamy tak, że gdy ktoś bardzo mało zarobił – to żadnej pomocy także nie otrzyma, a gdy zarobił więcej – to otrzyma też dodatkowo i pomoc w postaci zasiłku. To absurdalne, a z pewnością nie urzeczywistnia to „zasad sprawiedliwości społecznej” – do czego zobowiązuje władze Konstytucja RP.
Prawo do zasiłku uzależnione jest od czasu przepracowanego w ciągu poprzedzających zarejestrowanie 18 miesięcy i tu także tkwi pewien absurd: Jeśli ktoś w ciągu minionego półtorej roku – aż rok przepracował – to znaczy iż jego pozycja na „rynku pracy” wcale nie jest taka zła, jak osoby która w tym czasie zupełnie nie mogła uzyskać zatrudnienia. Prawdopodobnie mógłby on wkrótce znów znaleźć odpowiednie zatrudnienie i nadal pracować. I odwrotnie: gdy ktoś w ciągu półtorej roku mimo starań własnych i urzędu pracy nie został nigdzie zatrudniony – prawdopodobnie też i nadal zatrudnienia nie uzyska. Wynika moim zdaniem z tego, że to właśnie ten niepracujący powinien w pierwszej kolejności uzyskać zasiłek, oraz inne formy wsparcia zmierzające do ustalenia powodu braku pracy (powodu odmawiania mu zatrudnienia) i próby wyeliminowania tego powodu, usunięcia przyczyny tego stanu poprzez przekwalifikowanie, przyuczenie do innego zawodu, uaktualnienie uprawnień i licencji itp.
Oczywiście nie propaguję tu stosowania metody „mniejszego zła” ani tym bardziej konfliktowania beneficjentów pomocy poprzez wzajemna konkurencję. Ta pierwsza przykładowa osoba, która przepracowała półtorej roku po czym na nie dłużej niż sześć miesięcy straciła zatrudnienie – także powinna uzyskać pomoc, choćby po to, by nie straciła posiadanej wcześniej zdolności do pracy zawodowej, by mogła pozostać aktywna.
Mamy jednak dziś sytuację irracjonalną: ten kto ma niewielką przerwę w pracy – dostanie zasiłek, a ktoś całkiem pozbawiony pracy i dochodów – także i zasiłku będzie pozbawiony…
Czy to jest zgodne z „zasadami sprawiedliwości społecznej” mającymi w myśl Konstytucji obowiązywać w tym państwie?
Coś takiego mógł wymyślić jedynie bęcwał–teoretyk, głowę mający nabitą teoriami naukowymi (najczęściej – własnymi) i urzędniczym bełkotem; „jajogłowy” który nigdy nie zaznał biedy ani problemów; niedopilnowany w dzieciństwie arogancki bachor z bogatej rodziny, z nudów popalający po kątach „trawkę”; resortowe dziecko z „porządnej rodziny” polityków i ministrów – mające od urodzenia już doskonale ułożone całe życie, karierę i przyszłość (swoją i całej swojej rodziny).
Dla kogoś kto zaznał biedy i bezrobocia – zawsze będzie to absurdem. Nie chodzi tu jednak o takie – subiektywne i dyskusyjne przez to oceny. Ma to związek z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej.
Art. 67 ust. 2 Konstytucji stwierdza:
„Obywatel pozostający bez pracy nie z własnej woli i nie mający innych środków utrzymania ma prawo do zabezpieczenia społecznego, którego zakres i formy określa ustawa.”
Opisywałem niedawno dość szczegółowo konsekwencje tego artykułu Konstytucji w artykule: "Suplement do tekstu "Zasadnicze pytanie: po co są Urzędy Pracy".
Istotą tego rozważania jest, że skoro Konstytucja jest Ustawą Zasadniczą czyli podstawą wszystkich innych praw ustawodawstwa krajowego – inne ustawy jak i przepisy wykonawcze do nich nie mogą zaprzeczać zasadom zawartym w Konstytucji. Osoba spełniająca definicję bezrobotnego – jest jednocześnie najczęściej także „obywatelem pozostającym bez pracy bez własnej woli i nie mającym innych środków utrzymania”. Konstytucja przyznaje więc jednoznacznie takiej osobie prawo do „zabezpieczenia społecznego” a jedynie ustalenie sposobu jego przyznawania (zakres) i wysokości do pewnego stopnia powierza władzy do ustalenia w ustawach. „Do pewnego stopnia” gdyż ustawa nie może już odbierać uprawnienia do zabezpieczenia społecznego – nadanego bezpośrednio Konstytucją, oraz zabezpieczenie ma mieć taką wysokość, która faktycznie „zabezpiecza” – i dlatego użyto w treści Konstytucji określenia „zabezpieczenie”; nie jest ono przypadkowe.
Obowiązujące w tej sprawie ustawy wydają się jednak sprzeczne z Konstytucją.
Ustawa o promocji zatrudnienia w sposób sprzeczny z Konstytucją reglamentuje dostęp do zasiłku dla osób bezrobotnych (pozostających bez pracy nie z własnej woli). Przypuszczam, że dzieje się tak dlatego, iż koncepcja Funduszu Pracy także jest sprzeczna z Konstytucją – gdy uznać, że to ten fundusz ma być głównym źródłem finansowania zasiłków dla osób bezrobotnych. Ustawodawca potraktował Fundusz Pracy jak rodzaj „ubezpieczenia”, gdzie obywatele w związku z zatrudnieniem generują wpłacanie przez swoich pracodawców składek pieniężnych z przeznaczeniem na zwalczanie skutków bezrobocia a jednocześnie możność skorzystania z pomocy tego funduszu uzależnia się tak jak przy ubezpieczeniach – od wcześniejszego wpłacania tychże składek, z dopuszczalną co najwyżej niewielką przerwą, obliczanych (procentowo) od „co najmniej najniższego” wynagrodzenia. Tylko ten kto „coś włożył” do Funduszu i to „coś” w co najmniej ściśle określonej wysokości – może z tego funduszu coś uzyskać w razie konieczności a i to – bardzo niechętnie.To niemalże modelowa definicja ubezpieczenia. Bardzo kiepskiego ubezpieczenia. Wszystkie ubezpieczenia noszą jednak niestety na sobie odium nieuczciwości.
Tymczasem Fundusz Pracy nie jest funduszem ubezpieczeniowym a celowym funduszem pomocowym, przy czym Ministerstwo Finansów – jak za czasów ministra Rostowskiego – rości sobie prawo do traktowania Funduszu jako części zasobów Skarbu Państwa i blokowania znajdujących się tam środków na doraźne potrzeby Skarbu Państwa – ze szkodą dla przedsiębiorców i bezrobotnych. To wszystko jest po prostu skrajnie patologiczne.
Jeśli władza ma zamiar uniknąć odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu – powinna moim zdaniem natychmiast zreformować Fundusz Pracy, czyniąc z niego faktyczny fundusz celowy (wyłączony ze Skarbu Państwa) nastawiony na finansowanie realizacji nakazu konstytucyjnego wyrażonego w Art. 67 ust. 2 i gromadzący takie środki, które pozwolą na przyznanie każdemu faktycznemu bezrobotnemu nakazanego „zabezpieczenia społecznego” a przy okazji stworzy mechanizm rzeczywistej „promocji zatrudnienia” poprzez tworzenie takich warunków, w których zatrudnienie obywatela będzie dla pracodawcy zawsze bardziej opłacalne niż utrzymywanie tego obywatela bez pracy. A to dlatego, że argument opłacalności jest jedynym argumentem (i słusznie) przemawiającym skutecznie do pracodawcy.
Obecnie cały system nastawiony jest na absurdalne zasady „odwrotne do sprawiedliwości społecznej” – jak wykazałem we wstępie, oraz na to, by nie dać, odmówić, zabronić, zakazać, odrzucić, uniemożliwić – a faktycznie – okroić do minimum wydatki państwa, nawet tam – gdzie ich reglamentacja równa się barbarzyństwu, podłości, zniewoleniu i upodleniu obywatela, złamaniu Konstytucji – przy jednoczesnym trwonieniu pieniędzy publicznych na cele błędne i nieistotne lub co najmniej dużo mniej pilne.
Absurd działania władzy wyraża się w tym, że tak pilnie strzeże ona „oszczędności” w wydatkach Skarbu Państwa i innych źródłach przez Skarb Państwa zawłaszczanych (jak FP) – w sprawach dotyczących rzeczywistych potrzeb zwykłego, biednego, przeciętnego obywatela, a w innych sprawach – marnotrawi setki milionów złotych bez sensu no i nawet beż żadnych konsekwencji dla osób odpowiedzialnych; By nie dać zasiłku bezrobotnemu biedakowi – urzędniczka z Powiatowego Urzędu Pracy gotowa jest dokonywać cudów „przebiegłości” (cwaniactwa i podłości) – tak zajadle chroni (można powiedzieć – własnym ciałem a w każdym razie – godnością osobistą) interes Skarbu Państwa, natomiast „w świecie wielkich liczb i wielkich nazwisk” – tusk z kulawą nogą nie warknie, że wyrzucono w błoto setki milionów złotych, jak choćby 400 mln zł za budowany dziesięć lat pusty kadłub polskiej fregaty Marynarki Wojennej, porzucony w stoczni MW w Gdyni, dziś kosztem kolejnych 250 mln przerabiany na „patrolowiec”. Okrętu jak nie było – tak nie ma, jego potrzeba jest co najmniej dyskusyjna a te 650 zmarnowanych milionów mogłoby ocalić przed upadłością i stoczeniem się do poziomu kloszarda bardzo wielu ludzi, pozbawionych pomocy przez „oszczędne” pastwo.
Ma to z pewnego punktu widzenia i dobre strony, gdy polityk, projektodawca, legislator – nie jest „osobiście” zainteresowany treścią tworzonego prawa; gdyby był – zawsze musiałoby się to kończyć tak, jak w sprawie znanej pod synonimem „lub czasopisma”…
To jednak przypadek szczególny; w sprawie pracy mamy najczęściej do czynienia z „niekompetencją” w rozumieniu bardziej braku kontaktu z rzeczywistością życiową, z praktyką, a co za tym idzie – z niewłaściwym skutkiem tworzonego prawa. „Niewłaściwym” – to oczywiście pojęcie uzależnione od przyjętych zamiarów (założeń), lecz ja używam go tutaj w odniesieniu do normalnych, powszechnych wartości cywilizacyjnych oraz do treści Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej – do czego powrócę w dalszej części felietonu.
Jaki więc ma być skutek np. działań legislacyjnych dotyczących bezrobocia, jeśli podejmują je zawsze i wyłącznie ludzie, którzy sami bezrobotni nigdy nie byli, nie są i nigdy do końca swojego życia już nie będą; nigdy się z tą problematyką osobiście nie zetknęli a jeśli już zetknęli się – to obchodzili ją z daleka z obrzydzeniem i pogardą jako rzekomą domenę patologii społecznej, marginesu społecznego i ludzkiej upadłości, czy upodlenia.
Czy jednak choć przez chwilę nigdy nie zastanowili się, że to oni mogą być tego przyczyną… choćby nie w każdym, ale w większości przypadków? To pytanie retoryczne… „Resortowe dzieci” dużo łatwiej spotkać w ministerstwach niż w redakcjach…
Piszę o sprawach bezrobocia z punktu widzenia bezrobotnego od niemalże dwóch i pół roku; początkowo będąc jednym z niewielu poruszających systematycznie ten temat, gdy jakakolwiek krytyka Rządu i jego bazy politycznej była ewenementem i niemile widzianym incydentem – natychmiast obrzucanym fekaliami przez zdziczałych, bezmyślnych propagatorów „liberalizmu” Platformy Obywatelskiej, przysłowiowych „lemingów” nazbyt chętnie posługujących się mową nienawiści a czasem nawet – jak niejaki Cyba – brutalną siłą prowadzącą nawet do morderstwa.
Dziś – bardzo wielu „szczeka” na Tuska (sic!), stało się to dość „tanie”, ale tenże znosi to jak zawsze ze stoickim spokojem wynikającym z arogancji i obojętności (przeważnie nie odszczekuje się). Na fali coraz bardziej otwarcie artykułowanego niezadowolenia z sytuacji na tak zwanym (nie wiadomo dlaczego) „rynku pracy” który de facto jest coraz bardziej targiem niewolników, coraz częściej powraca sprawa Funduszu Pracy i zasiłku dla osób bezrobotnych. Temat powraca coraz częściej – bo i problem staje się coraz poważniejszy.
Poprzez przyjętą konstrukcję obecnej wersji Funduszu Pracy (w ogóle Fundusz ten istnieje z przerwami od 1933 roku), prawo do zasiłku dla osób bezrobotnych jest powiązane wprost z najniższym ustawowo określonym wynagrodzeniem no i ma się rozumieć – z „Ustawą o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy”.
Zgodnie z Ustawą, zasiłek dla osób bezrobotnych otrzymywać może osoba, dla której nie ma propozycji odpowiedniej pracy i która w okresie 18 miesięcy liczonych wstecz od daty zarejestrowania, była zatrudniona łącznie przez co najmniej 365 dni (kalendarzowych). To oczywiście jest indywidualne dla każdego człowieka i na dodatek zmienia się dynamicznie, dlatego jest to sprawdzane przy każdym kolejnym zarejestrowaniu bezrobotnego lub zwróceniu się przez bezrobotnego z wnioskiem (podaniem) o przyznanie tego zasiłku.
Jednocześnie jednak warunkiem jest, by owe 365 dni pracy było związane z takim jedynie rodzajem zatrudnienia, które ze swojego charakteru stwarza obowiązek danego pracodawcy opłacania składki na Fundusz Pracy – w związku z tym zatrudnieniem. Oznacza to, że okresy zatrudnienia za które nie była odprowadzana składka na Fundusz Pracy – nie są uwzględniane w tym okresie 365 dni przepracowanych – od których zależy prawo bezrobotnego do zasiłku.
To jednak jeszcze nie wszystko: kolejnym warunkiem jest, by płaca zasadnicza brutto w trakcie wspomnianego okresu 365 dni pracy – była co najmniej równa płacy minimalnej określonej ustawowo. Nie wystarczy tu więc jakakolwiek praca, podjęta przez zdesperowanego i pozbawionego środków do życia bezrobotnego; jakaś umowa-zlecenie na niską kwotę zapłaty lub umowa o pracę tylko na część etatu – byle cokolwiek zarobić i posiadać jakiekolwiek środki „na życie”, żeby przeżyć. Liczy się tylko wynagrodzenie równe lub wyższe od minimalnego. Na dodatek jak wiadomo – bezrobotny nie może zarabiać więcej niż połowę najniższej płacy a gdy tak się stanie że zarabia więcej (i zostanie to ujawnione) – traci prawo do statusu osoby bezrobotnej. Będąc już bezrobotnym – nie można więc zyskać prawa do zasiłku, jeśli tego prawa nie było w chwili rejestracji. Staż dla bezrobotnych nie jest traktowany jako zatrudnienie (nie przerywa ciągu bezrobocia) a prace interwencyjne i roboty publiczne – powodują wykreślenie z rejestru bezrobotnych. System jest przemyślany i szczelny a cel – odmówić, nie pomóc, nie dać, ograniczyć za wszelką cenę wydatki, nawet odbierając człowiekowi wszelkie szanse na wydostanie się z tej „pułapki”.
Nawet w sferze podstawowej logiki tworzy to sytuację absurdalną: jeśli zasiłek dla bezrobotnych uznać za formę obligatoryjnego „zabezpieczenia społecznego” o którym mówi Konstytucja RP – to logika nakazywałaby rozwiązanie dokładnie odwrotne. Tymczasem mamy tak, że gdy ktoś bardzo mało zarobił – to żadnej pomocy także nie otrzyma, a gdy zarobił więcej – to otrzyma też dodatkowo i pomoc w postaci zasiłku. To absurdalne, a z pewnością nie urzeczywistnia to „zasad sprawiedliwości społecznej” – do czego zobowiązuje władze Konstytucja RP.
Prawo do zasiłku uzależnione jest od czasu przepracowanego w ciągu poprzedzających zarejestrowanie 18 miesięcy i tu także tkwi pewien absurd: Jeśli ktoś w ciągu minionego półtorej roku – aż rok przepracował – to znaczy iż jego pozycja na „rynku pracy” wcale nie jest taka zła, jak osoby która w tym czasie zupełnie nie mogła uzyskać zatrudnienia. Prawdopodobnie mógłby on wkrótce znów znaleźć odpowiednie zatrudnienie i nadal pracować. I odwrotnie: gdy ktoś w ciągu półtorej roku mimo starań własnych i urzędu pracy nie został nigdzie zatrudniony – prawdopodobnie też i nadal zatrudnienia nie uzyska. Wynika moim zdaniem z tego, że to właśnie ten niepracujący powinien w pierwszej kolejności uzyskać zasiłek, oraz inne formy wsparcia zmierzające do ustalenia powodu braku pracy (powodu odmawiania mu zatrudnienia) i próby wyeliminowania tego powodu, usunięcia przyczyny tego stanu poprzez przekwalifikowanie, przyuczenie do innego zawodu, uaktualnienie uprawnień i licencji itp.
Oczywiście nie propaguję tu stosowania metody „mniejszego zła” ani tym bardziej konfliktowania beneficjentów pomocy poprzez wzajemna konkurencję. Ta pierwsza przykładowa osoba, która przepracowała półtorej roku po czym na nie dłużej niż sześć miesięcy straciła zatrudnienie – także powinna uzyskać pomoc, choćby po to, by nie straciła posiadanej wcześniej zdolności do pracy zawodowej, by mogła pozostać aktywna.
Mamy jednak dziś sytuację irracjonalną: ten kto ma niewielką przerwę w pracy – dostanie zasiłek, a ktoś całkiem pozbawiony pracy i dochodów – także i zasiłku będzie pozbawiony…
Czy to jest zgodne z „zasadami sprawiedliwości społecznej” mającymi w myśl Konstytucji obowiązywać w tym państwie?
Coś takiego mógł wymyślić jedynie bęcwał–teoretyk, głowę mający nabitą teoriami naukowymi (najczęściej – własnymi) i urzędniczym bełkotem; „jajogłowy” który nigdy nie zaznał biedy ani problemów; niedopilnowany w dzieciństwie arogancki bachor z bogatej rodziny, z nudów popalający po kątach „trawkę”; resortowe dziecko z „porządnej rodziny” polityków i ministrów – mające od urodzenia już doskonale ułożone całe życie, karierę i przyszłość (swoją i całej swojej rodziny).
Dla kogoś kto zaznał biedy i bezrobocia – zawsze będzie to absurdem. Nie chodzi tu jednak o takie – subiektywne i dyskusyjne przez to oceny. Ma to związek z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej.
Art. 67 ust. 2 Konstytucji stwierdza:
„Obywatel pozostający bez pracy nie z własnej woli i nie mający innych środków utrzymania ma prawo do zabezpieczenia społecznego, którego zakres i formy określa ustawa.”
Opisywałem niedawno dość szczegółowo konsekwencje tego artykułu Konstytucji w artykule: "Suplement do tekstu "Zasadnicze pytanie: po co są Urzędy Pracy".
Istotą tego rozważania jest, że skoro Konstytucja jest Ustawą Zasadniczą czyli podstawą wszystkich innych praw ustawodawstwa krajowego – inne ustawy jak i przepisy wykonawcze do nich nie mogą zaprzeczać zasadom zawartym w Konstytucji. Osoba spełniająca definicję bezrobotnego – jest jednocześnie najczęściej także „obywatelem pozostającym bez pracy bez własnej woli i nie mającym innych środków utrzymania”. Konstytucja przyznaje więc jednoznacznie takiej osobie prawo do „zabezpieczenia społecznego” a jedynie ustalenie sposobu jego przyznawania (zakres) i wysokości do pewnego stopnia powierza władzy do ustalenia w ustawach. „Do pewnego stopnia” gdyż ustawa nie może już odbierać uprawnienia do zabezpieczenia społecznego – nadanego bezpośrednio Konstytucją, oraz zabezpieczenie ma mieć taką wysokość, która faktycznie „zabezpiecza” – i dlatego użyto w treści Konstytucji określenia „zabezpieczenie”; nie jest ono przypadkowe.
Obowiązujące w tej sprawie ustawy wydają się jednak sprzeczne z Konstytucją.
Ustawa o promocji zatrudnienia w sposób sprzeczny z Konstytucją reglamentuje dostęp do zasiłku dla osób bezrobotnych (pozostających bez pracy nie z własnej woli). Przypuszczam, że dzieje się tak dlatego, iż koncepcja Funduszu Pracy także jest sprzeczna z Konstytucją – gdy uznać, że to ten fundusz ma być głównym źródłem finansowania zasiłków dla osób bezrobotnych. Ustawodawca potraktował Fundusz Pracy jak rodzaj „ubezpieczenia”, gdzie obywatele w związku z zatrudnieniem generują wpłacanie przez swoich pracodawców składek pieniężnych z przeznaczeniem na zwalczanie skutków bezrobocia a jednocześnie możność skorzystania z pomocy tego funduszu uzależnia się tak jak przy ubezpieczeniach – od wcześniejszego wpłacania tychże składek, z dopuszczalną co najwyżej niewielką przerwą, obliczanych (procentowo) od „co najmniej najniższego” wynagrodzenia. Tylko ten kto „coś włożył” do Funduszu i to „coś” w co najmniej ściśle określonej wysokości – może z tego funduszu coś uzyskać w razie konieczności a i to – bardzo niechętnie.To niemalże modelowa definicja ubezpieczenia. Bardzo kiepskiego ubezpieczenia. Wszystkie ubezpieczenia noszą jednak niestety na sobie odium nieuczciwości.
Tymczasem Fundusz Pracy nie jest funduszem ubezpieczeniowym a celowym funduszem pomocowym, przy czym Ministerstwo Finansów – jak za czasów ministra Rostowskiego – rości sobie prawo do traktowania Funduszu jako części zasobów Skarbu Państwa i blokowania znajdujących się tam środków na doraźne potrzeby Skarbu Państwa – ze szkodą dla przedsiębiorców i bezrobotnych. To wszystko jest po prostu skrajnie patologiczne.
Jeśli władza ma zamiar uniknąć odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu – powinna moim zdaniem natychmiast zreformować Fundusz Pracy, czyniąc z niego faktyczny fundusz celowy (wyłączony ze Skarbu Państwa) nastawiony na finansowanie realizacji nakazu konstytucyjnego wyrażonego w Art. 67 ust. 2 i gromadzący takie środki, które pozwolą na przyznanie każdemu faktycznemu bezrobotnemu nakazanego „zabezpieczenia społecznego” a przy okazji stworzy mechanizm rzeczywistej „promocji zatrudnienia” poprzez tworzenie takich warunków, w których zatrudnienie obywatela będzie dla pracodawcy zawsze bardziej opłacalne niż utrzymywanie tego obywatela bez pracy. A to dlatego, że argument opłacalności jest jedynym argumentem (i słusznie) przemawiającym skutecznie do pracodawcy.
Obecnie cały system nastawiony jest na absurdalne zasady „odwrotne do sprawiedliwości społecznej” – jak wykazałem we wstępie, oraz na to, by nie dać, odmówić, zabronić, zakazać, odrzucić, uniemożliwić – a faktycznie – okroić do minimum wydatki państwa, nawet tam – gdzie ich reglamentacja równa się barbarzyństwu, podłości, zniewoleniu i upodleniu obywatela, złamaniu Konstytucji – przy jednoczesnym trwonieniu pieniędzy publicznych na cele błędne i nieistotne lub co najmniej dużo mniej pilne.
Absurd działania władzy wyraża się w tym, że tak pilnie strzeże ona „oszczędności” w wydatkach Skarbu Państwa i innych źródłach przez Skarb Państwa zawłaszczanych (jak FP) – w sprawach dotyczących rzeczywistych potrzeb zwykłego, biednego, przeciętnego obywatela, a w innych sprawach – marnotrawi setki milionów złotych bez sensu no i nawet beż żadnych konsekwencji dla osób odpowiedzialnych; By nie dać zasiłku bezrobotnemu biedakowi – urzędniczka z Powiatowego Urzędu Pracy gotowa jest dokonywać cudów „przebiegłości” (cwaniactwa i podłości) – tak zajadle chroni (można powiedzieć – własnym ciałem a w każdym razie – godnością osobistą) interes Skarbu Państwa, natomiast „w świecie wielkich liczb i wielkich nazwisk” – tusk z kulawą nogą nie warknie, że wyrzucono w błoto setki milionów złotych, jak choćby 400 mln zł za budowany dziesięć lat pusty kadłub polskiej fregaty Marynarki Wojennej, porzucony w stoczni MW w Gdyni, dziś kosztem kolejnych 250 mln przerabiany na „patrolowiec”. Okrętu jak nie było – tak nie ma, jego potrzeba jest co najmniej dyskusyjna a te 650 zmarnowanych milionów mogłoby ocalić przed upadłością i stoczeniem się do poziomu kloszarda bardzo wielu ludzi, pozbawionych pomocy przez „oszczędne” pastwo.
Najwyższy czas już z tym skończyć !
Musi natychmiast powstać system pomocy socjalnej analogiczny jak w Anglii, Niemczech, Danii czy Norwegii, państwo musi wreszcie uznać obywatela za podmiot i przedmiot władzy a jego podstawowe potrzeby za priorytetowe. Podstawową potrzebą człowieka jest praca zarobkowa, nie zasiłek za jej brak, ale zasiłek przynajmniej pozwala poszukiwać pracy i mieć nadzieję.
Musi natychmiast powstać system pomocy socjalnej analogiczny jak w Anglii, Niemczech, Danii czy Norwegii, państwo musi wreszcie uznać obywatela za podmiot i przedmiot władzy a jego podstawowe potrzeby za priorytetowe. Podstawową potrzebą człowieka jest praca zarobkowa, nie zasiłek za jej brak, ale zasiłek przynajmniej pozwala poszukiwać pracy i mieć nadzieję.
Etykiety:
PIS,
PO,
praca,
prawo,
premier,
Rostowski,
Społeczeństwo,
sprawiedliwość,
Szczurek,
trubunał stanu,
Tusk,
ustawa zasadnicza,
ustawy,
zarobki,
zasiłek dla bezrobotnych,
zasiłki,
zasiłki dla bezrobotnych
28/12/2013
Suplement do tekstu pt. „Zasadnicze pytanie: po co są urzędy pracy?”
Pisałem już o tym częściowo w poprzednim felietonie, ale może jeszcze
innymi słowami wyjaśnię konsekwencje opisanego tu stanu prawnego:
właściwe zrozumienie tego uważam bowiem za bardzo ważne.
Osoba która „bez własnej woli” pozostaje bez pracy (traktowanej tu domyślnie jako źródło środków do życia) ma prawo do „zabezpieczenia społecznego” ze strony państwa, gdy nie posiada innych środków do życia. Tak stanowi Art. 67 Ust. 2 obowiązującej Konstytucji.
Osoba która „bez własnej woli pozostaje bez pracy” – to sensu stricte między innymi osoba bezrobotna i tak to też definiuje „Ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy”, (także osoba np. w znacznym stopniu niepełnosprawna). Pozostawanie bez pracy „bez własnej woli” – wynika w związku z bezrobociem z braku miejsc pracy, nierównego traktowania obywateli, braku popytu na pracę itp., a to z kolei – z polityki gospodarczej władzy lub braku takiej polityki, a więc – jest „bez woli” indywidualnego bezrobotnego obywatela.
Praca w myśl Konstytucji nie jest też obowiązkiem obywateli a wynika z ich woli.
Ustawa ta (o promocji zatrudnienia…) bardzo dokładnie określa cechy osoby bezrobotnej, czyli warunki którym ma odpowiadać człowiek by mógł uzyskać status osoby bezrobotnej. Warunków tych jest bardzo wiele i są one dość szczegółowe, najważniejszym jednak z elementów definicji jest to, że osoba bezrobotna dąży do uzyskania zatrudnienia, poszukuje takiej możliwości, przede wszystkim jednak jest zdolna do pracy i pozostaje w gotowości do natychmiastowego jej podjęcia, gdyby została zatrudniona.
W tym przypadku kardynalne zasady prawa stanowią, że to odmawiający przyznania takiego statusu ma wykazać, że osoba starająca się o status bezrobotnej – nie spełnia jakichś wymogów, choćby jednego z licznych wymogów ustawowo określonych, co jest powodem tejże odmowy.
Jeśli więc ktoś ma status osoby bezrobotnej, to należy przyjąć, że spełnia wszystkie wymogi uzyskania tego status, bo inaczej by go nie uzyskał. Jeśli posiada on status osoby bezrobotnej, to po prostu – jest bezrobotny, jest tym samym w sposób oczywisty „osobą bez własnej woli pozostającą bez pracy”.
W związku więc z Konstytucją, jeśli nie ma on innego źródła środków utrzymania, państwo ma obowiązek zapewnić temu obywatelowi odpowiednie „zabezpieczenie społeczne” – do czasu zmiany tego jego stanu. Zabezpieczenie społeczne – to po prostu odpowiednie świadczenie materialne i pozamaterialne ze strony państwa, zaspokajające podstawowe potrzeby uprawnionego obywatela. Świadczeniem materialnym – jest tu kwota pieniężna mająca pozwolić na zaspokojenie podstawowych potrzeb oraz zapewnić możność pozostawania w gotowości do podjęcia pracy i aktywnego poszukiwania jej. Bo oczywiste powinno być, że aby to było możliwe – bezrobotny musi mieć do dyspozycji jakieś określone środki. Świadczenie niematerialne – to pomoc organizacyjna i merytoryczna urzędu pracy lub agencji pracy, nieodpłatne pośrednictwo pracy itp.
Nie jest to jakaś charytatywna „pomoc” – bo osoba ta „bez własnej woli”, a nawet wręcz „sprzecznie z własną wolą” nie może osobiście uzyskiwać środków do życia, ponadto konstytucja nie nakazuje „pomagać” obywatelowi a po prostu przyznaje mu świadczenie określone jako „zabezpieczenie społeczne”.
Idiotyczne byłoby stwierdzenie: „pomogę ci w ten sposób że zrobię dla ciebie to co i tak mam obowiązek dla ciebie zrobić”; pojęcie pomocy zakłada dobrą i nieprzymuszoną wolę osoby pomagającej, a w tym przypadku ten element nie występuje; jest nakaz konstytucyjny czyli obowiązek zapewnienia „zabezpieczenia społecznego”. Wynika on z kardynalnej zasady prawa, mówiącej że każde uprawnienie jest związane z odpowiadającym mu czyimś obowiązkiem jego zaspokojenia; stąd konstytucyjne nadanie obywatelowi prawa do zabezpieczenia społecznego jest automatycznie związane z obowiązkiem państwa przyznania mu owego zabezpieczenia.
Co więcej: to zabezpieczenie społeczne – ma rzeczywiście „zabezpieczać” i właśnie dlatego jest nazwane „zabezpieczeniem”; to jakoś stanowi o jego wartości pieniężnej (wysokości), określa ją. Idiotyczne więc także byłoby dać dziś komuś 200 czy nawet 400 zł na miesiąc i traktować to jako jego „zabezpieczenie społeczne” – bo to jest o wiele mniej, niż to co niezbędne do zaspokojenia podstawowych potrzeb – w myśl definicji pojęcia „zabezpieczenie społeczne”. A taka „oszukańcza” tendencja niestety jest dziś w tym kraju powszechna.
Konstytucja nadaje ustawodawcy (Parlamentowi) prawo do szczegółowego określenia „zakresu i form” wspomnianego zabezpieczenia społecznego – w odrębnej ustawie, a ta z kolei ustawa – w przepisach wykonawczych rangi rozporządzenia rady ministrów czy rozporządzenia ministra; jest to tak zwana delegacja ustawowa. Wynika to z samej konstrukcji prawa: Ustawa Zasadnicza ustala ogólne zasady i kierunki polityki czy działalności państwa i jego podstawowe cechy a niektóre sprawy – deleguje niejako do bardziej szczegółowego ustalenia w odrębnych ustawach i rozporządzeniach, które są rangą niższe niż Konstytucja, czyli w swoich szczegółowych regulacjach nie mogą jakiemukolwiek stwierdzeniu Konstytucji zaprzeczać, być do niej w opozycji.
Jeśli więc Konstytucja stwierdza, że to „zakres i formy” owego zabezpieczenia mają być uregulowane ustawą, to owa ustawa powinna zajmować się wyłącznie tymi cechami; zakresem i formą zabezpieczenia społecznego.
Jeśli Konstytucja stwierdza, że „obywatel pozostający bez pracy nie z własnej woli ma prawo do zabezpieczenia społecznego” – to ustawa regulująca tę sprawę z upoważnienia delegacji konstytucyjnej – nie może stwierdzać, że jakiemuś obywatelowi pozostającemu w takiej sytuacji – to zabezpieczenie się nie należy z jakiegokolwiek powodu, czyli – ktoś spełniający konstytucyjny warunek – nie ma prawa do zabezpieczenia, „bo cośtam, cośtam…”. Konstytucja już stwierdziła jako nadrzędny akt prawny, że jeśli obywatel chce pracować na swoje utrzymanie a nie może – to należy mu się odpowiednie zabezpieczenie społeczne, i ustawa regulująca to szczegółowo z upoważnienia konstytucyjnego nie może nagle temu zaprzeczać, stwierdzać, że „jemu to się nie należy” – bo to byłoby naruszenie Konstytucji; obojętnie co zostałoby tu wymienione jako powód, byłoby uzasadnieniem niewystarczającym.
Ustawa ma tu określić – jak stwierdzić czy obywatel faktycznie ma wolę pracy i zarabiania na swoje potrzeby, w jaki sposób przekazać wspomniane „zabezpieczenie”, jak zabezpieczyć skarb państwa przed nadużyciami obywateli w tej sprawie, jak stwierdzić czy obywatel nie ma innych źródeł zaspokojenia swoich niezbędnych potrzeb – no i do pewnego stopnia – ile to zabezpieczenie powinno wynosić.
I tutaj także: „do pewnego stopnia” , ponieważ Konstytucja już to po części przesądza, jednoznacznie mówi o „zabezpieczeniu” czyli o kwocie która „zabezpiecza” a więc pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb; w myśl ustawy powstałej na skutek delegacji konstytucyjnej to nie może być dochód 100, 200 czy nawet 400 złotych w miesiącu, bo taka kwota z pewnością nie „zabezpiecza”; nie zaspokaja podstawowych potrzeb osoby, która „bez własnej woli” nie pracuje i nie jest przez to w stanie samodzielnie swoich potrzeb zaspokoić.
Dlatego stwierdziłem powyżej, że ustawa taka jedynie do pewnego stopnia może decydować o wysokości wspomnianego zabezpieczenia, gdyż wysokość ta jest już w pewnym sensie określona w sposób niepodważalny w treści samej Konstytucji, celowym użyciem określenia „zabezpieczenie”.
Taka właśnie „konstrukcja myślowa” przy analizowaniu Konstytucji powinna być powszechnie stosowana do jej treści także i w innych sprawach.
Konstytucja jest najwyższym aktem prawnym, podstawą wszystkich innych przepisów prawa i jej przepisy stosuje się bezpośrednio – czyli wprost i bez żadnej interpretacji (jeśli Konstytucja nie stanowi inaczej).
W przypadku osób bezrobotnych, czyli „bez własnej woli” pozbawionych pracy zarobkowej, istnieją w „Ustawie o promocji zatrudnienia (…)” niezwykle rygorystyczne przepisy kompletnie nie posiadające logicznego uzasadnienia, stanowiące główne ograniczenie w dostępności tzw. „zasiłku dla bezrobotnych”, która to dostępność określana jest średnio w kraju na 15%. Chodzi o wymóg przepracowania co najmniej 12 miesięcy w okresie 18 miesięcy poprzedzających zarejestrowanie w urzędzie pracy – jako warunek przyznania zasiłku dla bezrobotnych (jeden z licznych warunków, lecz z powodu długotrwałości bezrobocia najbardziej wpływa on na niewielką dostępność zasiłków). Chodzi tu o czas finansowania składek na Fundusz Pracy (składki finansuje pracodawca, ale pracownik je „generuje” swoją pracą i samym faktem zatrudnienia). Choćby nawet pracownik jeszcze przed wojną oraz przez 24 powojennych lat (od 1989 r.) generował opłacanie składki, jeśli teraz przerwa w tym w ciągu minionych 18 miesięcy przekracza pół roku – zasiłku dla bezrobotnych tylko z tego powodu nie otrzyma; tak stanowi ustawa…
Powoduje to, że jedynie średnio 15 na 100 osób bezrobotnych spełnia takie kryteria przyznania tego czasowego „zabezpieczenia społecznego” i je otrzymuje. Co z pozostałymi średnio 85% bezrobotnych? W praktyce – to urzędów pracy nie interesuje; co najwyżej można spotkać się z pogardliwym odesłaniem do ośrodków pomocy społecznej…
To właśnie uważam za haniebne odstępstwo władzy od litery Konstytucji, w myśl której wszystkim osobom uznanym za bezrobotne państwo ma obowiązek przyznać „zabezpieczenie społeczne” pozwalające na zaspokojenie podstawowych potrzeb a w tym – dające możliwość realnego poszukiwania zatrudnienia, oraz umożliwiające trwanie w gotowości do jego natychmiastowego podjęcia. To nie jest jakaś „pomoc bezrobotnym”, dobroczynność, filantropia, a po prostu obowiązek konstytucyjny państwa !.
Ponadto – to urzędy pracy rejestrujące bezrobotnych i udzielające im pomocy w uzyskaniu zatrudnienia, powinny realizować wobec nich obowiązek konstytucyjny przyznania i udostępnienia im „zabezpieczenia społecznego” o którym mówi Konstytucja – obojętnie jak miałoby ono się nazywać; zasiłkiem dla bezrobotnych czy jakkolwiek inaczej. Urzędy pracy nadają bezrobotnym status, prowadzą ich rejestr, pośrednictwo pracy itp. dlatego powinny także zajmować się realizacją obowiązków konstytucyjnych państwa dotyczących stanu materialnego bezrobotnych; powinni oni mieć możność załatwienia wszystkich swoich spraw w jednym miejscu: urzędzie pracy. Twierdzę tak, ponieważ posiadanie wystarczającego „zabezpieczenia społecznego” warunkuje w praktyce rzeczywiste spełnianie wymogów ustawowych dotyczących prawa do statusu bezrobotnego. Odsyłanie rzeczywistych bezrobotnych z urzędów pracy – do ośrodków pomocy społecznej albo „do diabła” – razem z osobami które bezrobotne nie są bo nie mają ani woli ani możliwości wykonywania jakiejkolwiek pracy zarobkowej – jest nie tylko niekonstytucyjne, ale jest dla tego państwa haniebne! Skrajnie upokarza ludzi i tak już – przez odmowę im możliwości pracy – upokorzonych.
Uważam, że opozycja – (bo przekracza to możliwości blogera amatora) powinna poważnie analizować ustawy powstające lub nowelizowane obecnie właśnie pod kątem działań sprzecznych z Konstytucją i przyszłą koniecznością udokumentowania ich na potrzeby przyszłego wyroku Trybunału Stanu. Chodzi także o poszczególne niekonstytucyjne artykuły z ustaw negowane przez Trybunał Konstytucyjny, wobec których władza miesiącami czy latami ociąga się pod każdym pretekstem z ich poprawieniem aby stały się z Konstytucją zgodne.
Uważam, ze powinna się tym zająć także Komisja Europejska i inne kontrolne instytucje unijne.
Osoba która „bez własnej woli” pozostaje bez pracy (traktowanej tu domyślnie jako źródło środków do życia) ma prawo do „zabezpieczenia społecznego” ze strony państwa, gdy nie posiada innych środków do życia. Tak stanowi Art. 67 Ust. 2 obowiązującej Konstytucji.
Osoba która „bez własnej woli pozostaje bez pracy” – to sensu stricte między innymi osoba bezrobotna i tak to też definiuje „Ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy”, (także osoba np. w znacznym stopniu niepełnosprawna). Pozostawanie bez pracy „bez własnej woli” – wynika w związku z bezrobociem z braku miejsc pracy, nierównego traktowania obywateli, braku popytu na pracę itp., a to z kolei – z polityki gospodarczej władzy lub braku takiej polityki, a więc – jest „bez woli” indywidualnego bezrobotnego obywatela.
Praca w myśl Konstytucji nie jest też obowiązkiem obywateli a wynika z ich woli.
Ustawa ta (o promocji zatrudnienia…) bardzo dokładnie określa cechy osoby bezrobotnej, czyli warunki którym ma odpowiadać człowiek by mógł uzyskać status osoby bezrobotnej. Warunków tych jest bardzo wiele i są one dość szczegółowe, najważniejszym jednak z elementów definicji jest to, że osoba bezrobotna dąży do uzyskania zatrudnienia, poszukuje takiej możliwości, przede wszystkim jednak jest zdolna do pracy i pozostaje w gotowości do natychmiastowego jej podjęcia, gdyby została zatrudniona.
W tym przypadku kardynalne zasady prawa stanowią, że to odmawiający przyznania takiego statusu ma wykazać, że osoba starająca się o status bezrobotnej – nie spełnia jakichś wymogów, choćby jednego z licznych wymogów ustawowo określonych, co jest powodem tejże odmowy.
Jeśli więc ktoś ma status osoby bezrobotnej, to należy przyjąć, że spełnia wszystkie wymogi uzyskania tego status, bo inaczej by go nie uzyskał. Jeśli posiada on status osoby bezrobotnej, to po prostu – jest bezrobotny, jest tym samym w sposób oczywisty „osobą bez własnej woli pozostającą bez pracy”.
W związku więc z Konstytucją, jeśli nie ma on innego źródła środków utrzymania, państwo ma obowiązek zapewnić temu obywatelowi odpowiednie „zabezpieczenie społeczne” – do czasu zmiany tego jego stanu. Zabezpieczenie społeczne – to po prostu odpowiednie świadczenie materialne i pozamaterialne ze strony państwa, zaspokajające podstawowe potrzeby uprawnionego obywatela. Świadczeniem materialnym – jest tu kwota pieniężna mająca pozwolić na zaspokojenie podstawowych potrzeb oraz zapewnić możność pozostawania w gotowości do podjęcia pracy i aktywnego poszukiwania jej. Bo oczywiste powinno być, że aby to było możliwe – bezrobotny musi mieć do dyspozycji jakieś określone środki. Świadczenie niematerialne – to pomoc organizacyjna i merytoryczna urzędu pracy lub agencji pracy, nieodpłatne pośrednictwo pracy itp.
Nie jest to jakaś charytatywna „pomoc” – bo osoba ta „bez własnej woli”, a nawet wręcz „sprzecznie z własną wolą” nie może osobiście uzyskiwać środków do życia, ponadto konstytucja nie nakazuje „pomagać” obywatelowi a po prostu przyznaje mu świadczenie określone jako „zabezpieczenie społeczne”.
Idiotyczne byłoby stwierdzenie: „pomogę ci w ten sposób że zrobię dla ciebie to co i tak mam obowiązek dla ciebie zrobić”; pojęcie pomocy zakłada dobrą i nieprzymuszoną wolę osoby pomagającej, a w tym przypadku ten element nie występuje; jest nakaz konstytucyjny czyli obowiązek zapewnienia „zabezpieczenia społecznego”. Wynika on z kardynalnej zasady prawa, mówiącej że każde uprawnienie jest związane z odpowiadającym mu czyimś obowiązkiem jego zaspokojenia; stąd konstytucyjne nadanie obywatelowi prawa do zabezpieczenia społecznego jest automatycznie związane z obowiązkiem państwa przyznania mu owego zabezpieczenia.
Co więcej: to zabezpieczenie społeczne – ma rzeczywiście „zabezpieczać” i właśnie dlatego jest nazwane „zabezpieczeniem”; to jakoś stanowi o jego wartości pieniężnej (wysokości), określa ją. Idiotyczne więc także byłoby dać dziś komuś 200 czy nawet 400 zł na miesiąc i traktować to jako jego „zabezpieczenie społeczne” – bo to jest o wiele mniej, niż to co niezbędne do zaspokojenia podstawowych potrzeb – w myśl definicji pojęcia „zabezpieczenie społeczne”. A taka „oszukańcza” tendencja niestety jest dziś w tym kraju powszechna.
Konstytucja nadaje ustawodawcy (Parlamentowi) prawo do szczegółowego określenia „zakresu i form” wspomnianego zabezpieczenia społecznego – w odrębnej ustawie, a ta z kolei ustawa – w przepisach wykonawczych rangi rozporządzenia rady ministrów czy rozporządzenia ministra; jest to tak zwana delegacja ustawowa. Wynika to z samej konstrukcji prawa: Ustawa Zasadnicza ustala ogólne zasady i kierunki polityki czy działalności państwa i jego podstawowe cechy a niektóre sprawy – deleguje niejako do bardziej szczegółowego ustalenia w odrębnych ustawach i rozporządzeniach, które są rangą niższe niż Konstytucja, czyli w swoich szczegółowych regulacjach nie mogą jakiemukolwiek stwierdzeniu Konstytucji zaprzeczać, być do niej w opozycji.
Jeśli więc Konstytucja stwierdza, że to „zakres i formy” owego zabezpieczenia mają być uregulowane ustawą, to owa ustawa powinna zajmować się wyłącznie tymi cechami; zakresem i formą zabezpieczenia społecznego.
Jeśli Konstytucja stwierdza, że „obywatel pozostający bez pracy nie z własnej woli ma prawo do zabezpieczenia społecznego” – to ustawa regulująca tę sprawę z upoważnienia delegacji konstytucyjnej – nie może stwierdzać, że jakiemuś obywatelowi pozostającemu w takiej sytuacji – to zabezpieczenie się nie należy z jakiegokolwiek powodu, czyli – ktoś spełniający konstytucyjny warunek – nie ma prawa do zabezpieczenia, „bo cośtam, cośtam…”. Konstytucja już stwierdziła jako nadrzędny akt prawny, że jeśli obywatel chce pracować na swoje utrzymanie a nie może – to należy mu się odpowiednie zabezpieczenie społeczne, i ustawa regulująca to szczegółowo z upoważnienia konstytucyjnego nie może nagle temu zaprzeczać, stwierdzać, że „jemu to się nie należy” – bo to byłoby naruszenie Konstytucji; obojętnie co zostałoby tu wymienione jako powód, byłoby uzasadnieniem niewystarczającym.
Ustawa ma tu określić – jak stwierdzić czy obywatel faktycznie ma wolę pracy i zarabiania na swoje potrzeby, w jaki sposób przekazać wspomniane „zabezpieczenie”, jak zabezpieczyć skarb państwa przed nadużyciami obywateli w tej sprawie, jak stwierdzić czy obywatel nie ma innych źródeł zaspokojenia swoich niezbędnych potrzeb – no i do pewnego stopnia – ile to zabezpieczenie powinno wynosić.
I tutaj także: „do pewnego stopnia” , ponieważ Konstytucja już to po części przesądza, jednoznacznie mówi o „zabezpieczeniu” czyli o kwocie która „zabezpiecza” a więc pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb; w myśl ustawy powstałej na skutek delegacji konstytucyjnej to nie może być dochód 100, 200 czy nawet 400 złotych w miesiącu, bo taka kwota z pewnością nie „zabezpiecza”; nie zaspokaja podstawowych potrzeb osoby, która „bez własnej woli” nie pracuje i nie jest przez to w stanie samodzielnie swoich potrzeb zaspokoić.
Dlatego stwierdziłem powyżej, że ustawa taka jedynie do pewnego stopnia może decydować o wysokości wspomnianego zabezpieczenia, gdyż wysokość ta jest już w pewnym sensie określona w sposób niepodważalny w treści samej Konstytucji, celowym użyciem określenia „zabezpieczenie”.
Taka właśnie „konstrukcja myślowa” przy analizowaniu Konstytucji powinna być powszechnie stosowana do jej treści także i w innych sprawach.
Konstytucja jest najwyższym aktem prawnym, podstawą wszystkich innych przepisów prawa i jej przepisy stosuje się bezpośrednio – czyli wprost i bez żadnej interpretacji (jeśli Konstytucja nie stanowi inaczej).
W przypadku osób bezrobotnych, czyli „bez własnej woli” pozbawionych pracy zarobkowej, istnieją w „Ustawie o promocji zatrudnienia (…)” niezwykle rygorystyczne przepisy kompletnie nie posiadające logicznego uzasadnienia, stanowiące główne ograniczenie w dostępności tzw. „zasiłku dla bezrobotnych”, która to dostępność określana jest średnio w kraju na 15%. Chodzi o wymóg przepracowania co najmniej 12 miesięcy w okresie 18 miesięcy poprzedzających zarejestrowanie w urzędzie pracy – jako warunek przyznania zasiłku dla bezrobotnych (jeden z licznych warunków, lecz z powodu długotrwałości bezrobocia najbardziej wpływa on na niewielką dostępność zasiłków). Chodzi tu o czas finansowania składek na Fundusz Pracy (składki finansuje pracodawca, ale pracownik je „generuje” swoją pracą i samym faktem zatrudnienia). Choćby nawet pracownik jeszcze przed wojną oraz przez 24 powojennych lat (od 1989 r.) generował opłacanie składki, jeśli teraz przerwa w tym w ciągu minionych 18 miesięcy przekracza pół roku – zasiłku dla bezrobotnych tylko z tego powodu nie otrzyma; tak stanowi ustawa…
Powoduje to, że jedynie średnio 15 na 100 osób bezrobotnych spełnia takie kryteria przyznania tego czasowego „zabezpieczenia społecznego” i je otrzymuje. Co z pozostałymi średnio 85% bezrobotnych? W praktyce – to urzędów pracy nie interesuje; co najwyżej można spotkać się z pogardliwym odesłaniem do ośrodków pomocy społecznej…
To właśnie uważam za haniebne odstępstwo władzy od litery Konstytucji, w myśl której wszystkim osobom uznanym za bezrobotne państwo ma obowiązek przyznać „zabezpieczenie społeczne” pozwalające na zaspokojenie podstawowych potrzeb a w tym – dające możliwość realnego poszukiwania zatrudnienia, oraz umożliwiające trwanie w gotowości do jego natychmiastowego podjęcia. To nie jest jakaś „pomoc bezrobotnym”, dobroczynność, filantropia, a po prostu obowiązek konstytucyjny państwa !.
Ponadto – to urzędy pracy rejestrujące bezrobotnych i udzielające im pomocy w uzyskaniu zatrudnienia, powinny realizować wobec nich obowiązek konstytucyjny przyznania i udostępnienia im „zabezpieczenia społecznego” o którym mówi Konstytucja – obojętnie jak miałoby ono się nazywać; zasiłkiem dla bezrobotnych czy jakkolwiek inaczej. Urzędy pracy nadają bezrobotnym status, prowadzą ich rejestr, pośrednictwo pracy itp. dlatego powinny także zajmować się realizacją obowiązków konstytucyjnych państwa dotyczących stanu materialnego bezrobotnych; powinni oni mieć możność załatwienia wszystkich swoich spraw w jednym miejscu: urzędzie pracy. Twierdzę tak, ponieważ posiadanie wystarczającego „zabezpieczenia społecznego” warunkuje w praktyce rzeczywiste spełnianie wymogów ustawowych dotyczących prawa do statusu bezrobotnego. Odsyłanie rzeczywistych bezrobotnych z urzędów pracy – do ośrodków pomocy społecznej albo „do diabła” – razem z osobami które bezrobotne nie są bo nie mają ani woli ani możliwości wykonywania jakiejkolwiek pracy zarobkowej – jest nie tylko niekonstytucyjne, ale jest dla tego państwa haniebne! Skrajnie upokarza ludzi i tak już – przez odmowę im możliwości pracy – upokorzonych.
Uważam, że opozycja – (bo przekracza to możliwości blogera amatora) powinna poważnie analizować ustawy powstające lub nowelizowane obecnie właśnie pod kątem działań sprzecznych z Konstytucją i przyszłą koniecznością udokumentowania ich na potrzeby przyszłego wyroku Trybunału Stanu. Chodzi także o poszczególne niekonstytucyjne artykuły z ustaw negowane przez Trybunał Konstytucyjny, wobec których władza miesiącami czy latami ociąga się pod każdym pretekstem z ich poprawieniem aby stały się z Konstytucją zgodne.
Uważam, ze powinna się tym zająć także Komisja Europejska i inne kontrolne instytucje unijne.
Etykiety:
bezrobocie,
Kaczyński,
konstytucja,
Kosiniak-Kamysz,
minister pracy,
MOPS,
PIS,
pomoc społeczna,
praca,
prawo,
rząd,
solidarność,
Tusk,
zabezpieczenie społeczne,
zasiłki,
zatrudnienie
30/11/2013
Wielka Reforma Urzędów Pracy – Post Scriptum.
Jest w tej sprawie cała masa problemów szczegółowych. Niektóre z nich warto jeszcze omówić.
Zasadniczym problemem jest wspomniane wcześniej pomylenie pojęć, skutkujące tym, że „walką z bezrobociem” obciążono akurat ministra, który nie ma wpływu na jego przyczyny.
Oczywiste jest, że bez usunięcia przyczyny – to znaczy braku popytu na pracę oraz niedostosowania kompetencji pracowników – wszelkie wysiłki ministra pracy będą jedynie przysłowiowym „przelewaniem z pustego w próżne”. Jeśli brak stanowisk pracy np. dla miliona osób, to co może tu pomóc doradztwo zawodowe, zajęcia „aktywizacyjne”, jakieś idiotyczne „kluby pracy” itp. a nawet i większość szkoleń. Może to prowadzić w najlepszym razie do wymiany pracowników gorszych na lepszych kandydatów spośród bezrobotnych, ale ogólny stan bezrobocia wyrażony ilością brakujących miejsc pracy – się zasadniczo nie zmieni.
Niezbędna jest więc „wola polityczna” by zmienić ten obecny stan np. poprzez rozwijanie polskiego przemysłu oraz usług lokalnych – co skutkować powinno powstawaniem nowych miejsc pracy. A tej – brak. Mamy wręcz ideologiczny zakaz sterowania gospodarką, wiarę w niewidzialne ręce oraz w samo-robienie się czegoś.
Poza tym – to nie jest sprawa ministra pracy.
Minister pracy ma konkretne zadania dotyczące gospodarowaniem tym co jest, co istnieje i na ich wykonanie potrzebne są konkretne pieniądze, których zawsze jest zbyt mało (bo władza zbyt mało ich kieruje na tę potrzebę), natomiast jakby na ironię losu całkiem niedawno minister finansów własną jednostronną decyzją zablokował (zamroził) na długi czas zasoby Funduszu Pracy, który jest przecież jednym z zasadniczych źródeł finansowania działań urzędów pracy a poza tym – funduszem celowym powstałym ze składek pracodawców a nie – częścią ogólnych zasobów Skarbu Państwa.
Urzędy pracy są stale i trwale niedofinansowane z punktu widzenia potrzeb obsługi aż tak wielkiej liczby bezrobotnych. Bezrobocie jest tak duże, że na jednego pośrednika pracy zatrudnionego w urzędzie przypada średnio w kraju 600 bezrobotnych, natomiast różnice lokalne powodują, że może ich być nawet i 2000. To z kolei wiąże się z problemem ogromnej, w przypadku urzędów pracy wręcz przysłowiowej biurokracji. W powiatowych urzędach pracy zatrudnionych jest obecnie ok. 19.000 pracowników z czego jedynie 7.000 zajmuje się bezpośrednio bezrobotnymi. Reszta zajmuje się przeważnie obsługą administracyjną, księgowością itp.
To tradycja wynikła z mentalności urzędniczej nawet nie tylko w samych urzędach pracy a raczej w urzędach je nadzorujących i kontrolujących. Urzędy Pracy są bastionami broniącymi się przed oszustami i naciągaczami usiłującymi wyłudzić nienależną pomoc i świadczenia – takie jest dość jeszcze powszechne przekonanie, a wynika ono z oczekiwań instytucji kontrolujących gospodarkę finansową – jak by nie było jednak środkami publicznymi. Niestety dla wielu instytucji nadrzędnych – tak zwany porządek dokumentacyjny oraz zgodność z ustawami i niezliczonymi rozporządzeniami wykonawczymi do ustaw – jest ważniejsza niż skuteczność w aktywizacji bezrobotnych. Oczywiście wywołuje to normalną zdroworozsądkową reakcję w urzędach: skoro „papiery” są najważniejsze, to znaczy że im należy poświęcić więcej uwagi niż bezrobotnym. Papiery są ważniejsze niż skuteczność aktywizacji bezrobotnych, czyli są ważniejsze niż ludzie.
Jak to się ma do zasadniczego pomysłu na reformę, polegającego na tak zwanym profilowaniu pomocy, które będzie wymagało dużo większego nakładu pracy poświęconej samym bezrobotnym, dużo dłuższego czasu na ich obsługę, podczas gdy dziś np. doradca zawodowy statystycznie ma 11 minut czasu dla jednego bezrobotnego, raz na 4 miesiące (czyli 3 razy w roku po 11 minut)?
Największym jednak problemem jest to, że katalog instrumentów do aktywizacji wyliczonych w ustawie jest absolutnie rozczarowujący. Nie wiem kto i po co niegdyś wymyślił i zaplanował takie działania, ale one wydają się absolutnie w większości nieskuteczne, no i jak wspomniałem na początku – nie dotyczą przyczyny bezrobocia. Znów tu obecna reforma dodaje tam pewne mało istotne nowości, lecz nadal wszystko to jest raczej spektakularną zabawą, pozoracją działań posługującą się dziś specyficznym już językiem, irytująca nowomową, urzędniczym bełkotem – by przykryć pozorność, fikcyjność i pustkę.
I tak – szczególnie co do wspomnianego wcześniej drugiego profilu bezrobotnych, liczebnie największego (70 – 80%), obejmującego osoby wymagające pełnego wsparcia wszystkimi dostępnymi instrumentami aktywizacyjnymi – faktycznie urzędy nie mają nic tak naprawdę istotnego do zaproponowania. Instrumenty aktywizacji przewidziane w ustawie są nietrafione i niczego nie załatwiają. To one są winne niezwykle niskiej skuteczności działania urzędów.
Wniosek powstaje z tego przeglądu raczej niewesoły i mało optymistyczny. Władza musi coś zrobić – więc robi, ale obawiam się że również władza – w interesie „biznesu” nie chce nic zmienić – więc nie zmieni…
Czyli – może jedyna nadzieja – w zmianie postawy władzy?
__________________________________________________________
W załączeniu:
EKSPERTYZA (pdf) PRZYGOTOWANA W RAMACH PROJEKTU „EAPN – POLSKA Wspólnie budujemy Europę socjalną” współfinansowanego przez Szwajcarię w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.
Nie zrzucajmy całej winy na nieefektywne urzędy pracy i fikcyjnych bezrobotnych.
Uwagi o niepożądanych konsekwencjach nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy – Wrzesień 2013. – Karolina Sztandar-Sztanderska Instytut Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego
CERI, Sciences PO de Paris.
EAPN – Polski Komitet Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu. http://www.eapn.org.pl/o-eapn/info-o-eapn-polska/
Zasadniczym problemem jest wspomniane wcześniej pomylenie pojęć, skutkujące tym, że „walką z bezrobociem” obciążono akurat ministra, który nie ma wpływu na jego przyczyny.
Oczywiste jest, że bez usunięcia przyczyny – to znaczy braku popytu na pracę oraz niedostosowania kompetencji pracowników – wszelkie wysiłki ministra pracy będą jedynie przysłowiowym „przelewaniem z pustego w próżne”. Jeśli brak stanowisk pracy np. dla miliona osób, to co może tu pomóc doradztwo zawodowe, zajęcia „aktywizacyjne”, jakieś idiotyczne „kluby pracy” itp. a nawet i większość szkoleń. Może to prowadzić w najlepszym razie do wymiany pracowników gorszych na lepszych kandydatów spośród bezrobotnych, ale ogólny stan bezrobocia wyrażony ilością brakujących miejsc pracy – się zasadniczo nie zmieni.
Niezbędna jest więc „wola polityczna” by zmienić ten obecny stan np. poprzez rozwijanie polskiego przemysłu oraz usług lokalnych – co skutkować powinno powstawaniem nowych miejsc pracy. A tej – brak. Mamy wręcz ideologiczny zakaz sterowania gospodarką, wiarę w niewidzialne ręce oraz w samo-robienie się czegoś.
Poza tym – to nie jest sprawa ministra pracy.
Minister pracy ma konkretne zadania dotyczące gospodarowaniem tym co jest, co istnieje i na ich wykonanie potrzebne są konkretne pieniądze, których zawsze jest zbyt mało (bo władza zbyt mało ich kieruje na tę potrzebę), natomiast jakby na ironię losu całkiem niedawno minister finansów własną jednostronną decyzją zablokował (zamroził) na długi czas zasoby Funduszu Pracy, który jest przecież jednym z zasadniczych źródeł finansowania działań urzędów pracy a poza tym – funduszem celowym powstałym ze składek pracodawców a nie – częścią ogólnych zasobów Skarbu Państwa.
Urzędy pracy są stale i trwale niedofinansowane z punktu widzenia potrzeb obsługi aż tak wielkiej liczby bezrobotnych. Bezrobocie jest tak duże, że na jednego pośrednika pracy zatrudnionego w urzędzie przypada średnio w kraju 600 bezrobotnych, natomiast różnice lokalne powodują, że może ich być nawet i 2000. To z kolei wiąże się z problemem ogromnej, w przypadku urzędów pracy wręcz przysłowiowej biurokracji. W powiatowych urzędach pracy zatrudnionych jest obecnie ok. 19.000 pracowników z czego jedynie 7.000 zajmuje się bezpośrednio bezrobotnymi. Reszta zajmuje się przeważnie obsługą administracyjną, księgowością itp.
To tradycja wynikła z mentalności urzędniczej nawet nie tylko w samych urzędach pracy a raczej w urzędach je nadzorujących i kontrolujących. Urzędy Pracy są bastionami broniącymi się przed oszustami i naciągaczami usiłującymi wyłudzić nienależną pomoc i świadczenia – takie jest dość jeszcze powszechne przekonanie, a wynika ono z oczekiwań instytucji kontrolujących gospodarkę finansową – jak by nie było jednak środkami publicznymi. Niestety dla wielu instytucji nadrzędnych – tak zwany porządek dokumentacyjny oraz zgodność z ustawami i niezliczonymi rozporządzeniami wykonawczymi do ustaw – jest ważniejsza niż skuteczność w aktywizacji bezrobotnych. Oczywiście wywołuje to normalną zdroworozsądkową reakcję w urzędach: skoro „papiery” są najważniejsze, to znaczy że im należy poświęcić więcej uwagi niż bezrobotnym. Papiery są ważniejsze niż skuteczność aktywizacji bezrobotnych, czyli są ważniejsze niż ludzie.
Jak to się ma do zasadniczego pomysłu na reformę, polegającego na tak zwanym profilowaniu pomocy, które będzie wymagało dużo większego nakładu pracy poświęconej samym bezrobotnym, dużo dłuższego czasu na ich obsługę, podczas gdy dziś np. doradca zawodowy statystycznie ma 11 minut czasu dla jednego bezrobotnego, raz na 4 miesiące (czyli 3 razy w roku po 11 minut)?
Największym jednak problemem jest to, że katalog instrumentów do aktywizacji wyliczonych w ustawie jest absolutnie rozczarowujący. Nie wiem kto i po co niegdyś wymyślił i zaplanował takie działania, ale one wydają się absolutnie w większości nieskuteczne, no i jak wspomniałem na początku – nie dotyczą przyczyny bezrobocia. Znów tu obecna reforma dodaje tam pewne mało istotne nowości, lecz nadal wszystko to jest raczej spektakularną zabawą, pozoracją działań posługującą się dziś specyficznym już językiem, irytująca nowomową, urzędniczym bełkotem – by przykryć pozorność, fikcyjność i pustkę.
I tak – szczególnie co do wspomnianego wcześniej drugiego profilu bezrobotnych, liczebnie największego (70 – 80%), obejmującego osoby wymagające pełnego wsparcia wszystkimi dostępnymi instrumentami aktywizacyjnymi – faktycznie urzędy nie mają nic tak naprawdę istotnego do zaproponowania. Instrumenty aktywizacji przewidziane w ustawie są nietrafione i niczego nie załatwiają. To one są winne niezwykle niskiej skuteczności działania urzędów.
Wniosek powstaje z tego przeglądu raczej niewesoły i mało optymistyczny. Władza musi coś zrobić – więc robi, ale obawiam się że również władza – w interesie „biznesu” nie chce nic zmienić – więc nie zmieni…
Czyli – może jedyna nadzieja – w zmianie postawy władzy?
__________________________________________________________
W załączeniu:
EKSPERTYZA (pdf) PRZYGOTOWANA W RAMACH PROJEKTU „EAPN – POLSKA Wspólnie budujemy Europę socjalną” współfinansowanego przez Szwajcarię w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.
Nie zrzucajmy całej winy na nieefektywne urzędy pracy i fikcyjnych bezrobotnych.
Uwagi o niepożądanych konsekwencjach nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy – Wrzesień 2013. – Karolina Sztandar-Sztanderska Instytut Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego
CERI, Sciences PO de Paris.
EAPN – Polski Komitet Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu. http://www.eapn.org.pl/o-eapn/info-o-eapn-polska/
Etykiety:
bezrobocie,
Donald,
Duda,
Kopacz,
Kosiniak-Kamysz,
minister pracy,
PIS,
PO,
praca,
Prezydent RP,
PUP,
reforma,
Tusk,
władza,
wybory
Subskrybuj:
Posty (Atom)