BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kręcina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kręcina. Pokaż wszystkie posty

23/07/2012

Dehumanizacja systemu: polska ruletka – „tylko 17 na 100”.

Zasadniczy problem niedoboru miejsc pracy – jest znany, ale jest to problem stricte ideologiczny a nie gospodarczy. Dokładniej – problem ma „oblicze” gospodarcze, ale w swojej istocie wywodzi się z ideologii. Ideologii politycznej realizowanej przez PO bez poddania jej „egzaminowi wyborczemu” przed tymi ani też przed poprzednimi wyborami parlamentarnymi.

To odrębny temat. Trzeba go poruszać, by ludzie zdali sobie wreszcie sprawę, że sami dali przyzwolenie na wszystko – co ich spotyka i że to są skutki konkretnej ideologii, ideologii spychającej człowieka poza margines podmiotowości.
Skupmy się teraz na jego najbardziej bezpośrednim, praktycznym skutku.

Nurtuje mnie problem odmowy zasiłku dla bezrobotnych zgłaszających się do Powiatowych Urzędów Pracy po pomoc w uzyskaniu zatrudnienia. Jak już wspominałem, zasiłek dla bezrobotnych uważam za część czy też jedną z form takiej pomocy, gdyż bezrobotny „z definicji” nie może mieć dochodów z wynagrodzeń, ewentualne inne dopuszczalne dochody (sporadyczne) nie mogą przekroczyć miesięcznie kwoty równej połowie minimalnego ustawowo określonego wynagrodzenia za pracę. Nie może, ale przecież MUSI je mieć! Przypuszczam, że przypadki takie (prawa do takiego dochodu) są raczej sporadyczne, jednostkowe – ustawodawca miał tu na myśli np. przychody z oprocentowania lokat lub wkładów pieniężnych w bankach. Takie przychody nie są „wynagrodzeniem” i dlatego nie mają wpływu na nadanie statusu bezrobotnego, choć dla mnie to kompletna abstrakcja; jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, jako człowiek który z powodu bezrobocia już wyprzedał z domu wszystko co miało istotną wartość, że ktoś posiadający w bankach takie lokaty, które dawałyby mu np. 1500 zł miesięcznie wpływu z odsetek – będzie się rejestrował w Urzędzie Pracy jako bezrobotny. Tu jak zwykle poniosła posłów ich słynna fantazja. Dlatego na podstawie definicji ustawowej można śmiało przyjąć, że to właśnie zasiłek dla bezrobotnych ma być dochodem pozwalającym na utrzymanie się w stanie gotowości do podjęcia pracy.

O tym już pisałem i jest to chyba oczywiste, że człowiek upadły, kloszard, bezrobotny który z powodu braku dochodów stał się bezdomny, bezrobotny nie posiadający podstawowych środków na zaspokojenie takich potrzeb jaka „dach nad głową” zapewniający możliwość utrzymania higieny i właściwego czasu snu, całe i schludne ubranie odpowiednie do pory roku (mróz, upał), niezbędne usługi (fryzjer choćby raz na dwa miesiące), środki na opłaty komunikacyjne – ktoś znajdujący się poniżej tego „standardu” po prostu do żadnej pracy się nie nadaje a więc nie spełnia wymogów definicji osoby bezrobotnej. Wskazywałoby to na konieczność przyjęcia zasady, że zasiłek dla „rzeczywistego” bezrobotnego powinien być przyznawany niejako automatycznie „z urzędu” każdej osobie zgłaszającej się do Urzędu Pracy po pomoc w zdobyciu zatrudnienia. Jednocześnie oczywiście Urząd powinien robić wszystko, by osoba ta możliwie jak najszybciej zdobyła źródło dochodu co najmniej równe zasiłkowi i w ten sposób utraciła do tego zasiłku uprawnienie (potrzebę). Dawałoby to bodziec zarówno bezrobotnemu jak i Urzędowi do rzeczywistego i aktywnego działania we wspomnianym kierunku a działania te oraz działania urzędu powinny być rejestrowane w odpowiednim dokumencie przez bezrobotnego posiadanym i uaktualnianym, stanowiącym dla niego dowód rzeczywistego poszukiwania zatrudnienia (spełniania ustawowego obowiązku). Takie rozwiązanie jest logiczne i oczywiste, bardzo często spotykane, choćby w krajach skandynawskich. Tymczasem w Polsce wyraźnie obserwujemy prostą i bezpośrednią zależność aktywności Urzędu Pracy wobec osoby zarejestrowanej – zależną od tego czy pobiera ona zasiłek czy też nie. Oczywiście wobec osób którym wypłacany jest zasiłek – ta aktywność jest dużo wyższa, bo zmierza do tego, by jak najszybciej zaprzestać wypłacania zasiłku – co da się najszybciej osiągnąć „znajdując” temu człowiekowi pracę i wykreślając go z rejestru. W tym znaczeniu można by nieco przekornie stwierdzić, że upowszechnienie zasiłków powinno natychmiast wydatnie zmniejszyć stopę bezrobocia, dając Urzędom motywację do rzeczywistego a nie jak dziś – pozorowanego działania.

Na potrzeby tego felietonu przyjmuję to za pewnik, że każdy rzeczywisty bezrobotny musi otrzymać pomoc materialną w postaci zasiłku po to, by mógł utrzymywać się w możliwości i gotowości do podjęcia pracy oraz tego zatrudnienia także samodzielnie poszukiwać. Pomoc organizacyjna pozamaterialna, powinna się nasilać wraz z czasem czy ilością bezowocnych prób znalezienia pracy. Oczywiście jestem świadom sporego w naszym kraju niebezpieczeństwa nieuczciwości ze strony osób chcących wyłudzać taką pomoc, ale sposoby ograniczenia tego do minimum także już zostały dawno wypracowane i wdrożone – na przykład w Danii. Bieżąca kontrola niemalże codzienna przez organ związkowy na poziomie gminy oraz rzeczywiście egzekwowana odpowiedzialność za wyłudzenie z koniecznością zwrotu lub odpracowania poprzez prace społecznie użyteczne.
Przyjmuję więc że taki POWINIEN I MOŻE BYĆ standard: każdy bezrobotny otrzymuje zasiłek w niezbędnej wysokości pozwalającej np. wynająć pokój z używalnością łazienki zamiast dotychczas używanego mieszkania, kupić ubranie w „markowej” zachodniej ciuch-budzie i buty z wyprzedaży w CCC, zjeść gorący posiłek w barze samoobsługowym, mieć na kartę telefoniczną i kilka biletów komunikacji, i poza tym – „pracować na pełen etat” przy poszukiwaniu zatrudnienia dla siebie, lub innej formy zdobycia źródła stałych dochodów. Przedstawiam tu tak obrazowo tę sytuację, gdyż mam świadomość niezwykle silnych stereotypów czy „obiegowych poglądów” i „prawd zasłyszanych” tworzonych i rozpowszechnianych przez ludzi których to nie dotyczy.

W rzeczywistości mamy powołany ustawą Fundusz Pracy, który miał być społecznym funduszem celowych zarządzanym przez Ministra Pracy we współpracy z Komisją Trójstronną przeznaczonym do gromadzenia środków na walkę z bezrobociem poprzez tworzenie czy stymulowanie tworzenia nowych miejsc pracy oraz ograniczanie społecznych skutków niedoboru ilości tych miejsc pracy.

Tymczasem Fundusz Pracy uważany przez Ministra Finansów – Rostowskiego wbrew prawu za część budżetu państwa, zostaje przez niego „zamrożony” uniemożliwiając jego użycie w dramatycznej sytuacji narastającego bezrobocia. Chodzi tu o niebagatelną kwotę obecnie 5.5 miliarda złotych, a do końca roku (przy założeniu dalszego zamrożenia i dotychczasowych wpływów) o około 7 miliardów. Oczywiście nie ma takiej kwoty której nasza szczególnie „uzdolniona” biurokracja nie potrafiłaby szybko zmarnotrawić, roztrwonić, zmarnować lub rozkraść – ale teoretycznie kwota taka mądrze użyta, mogłaby zasadniczo zmniejszyć bezrobocie oraz zmniejszyć straty w postaci nieodwracalnego staczania się ludzi do poziomu kloszardów.
Ciekawe, czy to „przejęcie” Funduszu Pracy odbyło się za wiedzą i aprobatą Premiera Tuska czy może raczej całej Rady Ministrów, ale nie widać na to żadnego upoważnienia prawnego. Sytuacja jednak tak się pogorszyła, że mamy teraz do czynienia ze spektakularną „akcją” – próbą „odbicia” niejako zasobów Funduszu z rąk ministra Rostowskiego, akcją do tego stopnia ważna i poważną, że zjednoczyła ona w specyficzną „koalicję wojenną” reprezentację pracodawców i związkowców pod cichym patronatem Ministerstwa Pracy – wspólnie przeciwko „zaborcy” – co już jest niesamowitym ewenementem. Mam nadzieję, że to może zaowocować na przyszłość poprawą relacji Związki – Minister Pracy.
Wracając jednak do zasadniczego tematu: Fundusz Pracy jest tworzony przez obowiązkowe składki płacone przez pracodawców według jednolitej stawki procentowej od wynagrodzeń za pracę na „umowę o pracę”, oraz za stawki umów zlecenia. Wymiar składki jest określony na 2,45% wynagrodzeń podlegających temu obowiązkowi, płacony jest jednak oczywiście przez pracodawcę z jego własnych środków a nie potrącany z wynagrodzeń ustalonych umownie i naliczonych.

W tym miejscu można powiązać logicznie istotę i sposób tworzenia Funduszu z warunkami jakie musi spełnić w myśl (no tu pisząc „myśl” chyba przesadziłem) ustawy o promocji zatrudnienia – człowiek pozbawiony pracy i zgłaszający się do Powiatowego Urzędu Pracy po pomoc. Oczywiście jak to w Polsce – ustawa zawiera całą „litanię” warunków, wymogów i zastrzeżeń mających ograniczyć to uprawnienie, ale ja mam na myśli szczególnie jeden z warunków, określony w słynnym już Art. 71 Ust.1, Pkt 2 Ustawy. Artykuł ten jest bardzo rozbudowany i złożony a wymienia warunki po spełnieniu których bezrobotnemu należy się zasiłek dla bezrobotnych. By nie utonąć w szczegółach, na potrzeby tego wywodu można uznać za najistotniejsze, że prawo do zasiłku przysługuje osobie bezrobotnej pod warunkiem, że nie ma dla niej propozycji pracy lub innej pomocy związanej z wypłatą odpowiedniego świadczenia oraz gdy w okresie 18 miesięcy poprzedzających dzień zarejestrowania, łącznie przez 365 dni był zatrudniony i osiągał wynagrodzenie co najmniej w wysokości najniższego ustawowo określonego wynagrodzenia za pracę od którego istniał obowiązek opłacania składki na Fundusz Pracy z zastrzeżeniem Art. 104a – 105.
To właśnie ten warunek powoduje, że zasiłek dla bezrobotnych otrzymuje statystycznie zaledwie 17% osób rejestrujących się w Powiatowych Urzędach Pracy.

Zasadniczą myślą, niejako clou tego zapisu jest to, by ten kto miałby korzystać przez czas do 6 lub do 12 miesięcy z zasobów FP – najpierw przez rok swoją pracą generował wpływy środków do Funduszu – jako równowartość 2,45% swoich pensji, obliczane i wpłacane przez jego pracodawcę ze środków własnych tegoż pracodawcy. Inaczej – bezrobotny dostanie przez rok zasiłek jeśli przez rok w ciągu minionego półtorej roku wpłacana była do Funduszu składka generowana jego ówczesnym zatrudnieniem. Osoba zgłaszająca się do PUP nie otrzyma prawa do zasiłku choćby nawet legitymowała się 25 czy 30 latami stażu pracy (generowania składki), jeśli w ciągu półtorej roku liczonego wstecz od daty zgłoszenia się do PUP miała przerwę w zatrudnienia dłuższą niż łącznie 6 miesięcy, albo pracowała przez owe 6 miesięcy na zasadach nie generujących obowiązku pracodawcy wpłacania składki na FP. Niestety pracownik najczęściej przed staniem się bezrobotnym nie myśli o tym, nie kontroluje tych okresów ani nawet często nie wie czy nie przykłada znaczenia do obowiązków swojego pracodawcy odnoszących się do płacenia składek, które przecież nie obciążają tego pracownika. To dość dziwne jak na Europę XXI wieku uzależnienie uprawnienia jednego podmiotu od wykonywania obowiązków przez zupełnie inny niezależny podmiot.

Nie możemy jednak zapominać, że to wszystko, wszystko o czym tu piszę jak i w ogóle „wszystko” – jest dla człowieka i ma służyć człowiekowi. Oczywiście – każdy rozsądnie myślący, uczciwy człowiek powie natychmiast, bo rozumie to tak jak i ja, że „służba człowiekowi” może wymagać czasem zabronienia mu czegoś, postawienia warunków, czasem nawet warunków ograniczających, których ostatecznym skutkiem będzie jego „dobro”. Z kolei „liberałowie” często nieźle „szajbnięci” na punkcie nieograniczonej niczym wolności nawet gdy za nią idą tragedie, cierpienie i zgliszcza – także z pewnością się nie zgodzą na to, by ktoś z zewnątrz miał lepiej wiedzieć niż sam zainteresowany, co w ostatecznym rozrachunku jest dla niego „dobrem”. Niestety przeważnie doprowadza to do walki na skrajności, podczas gdy najczęściej „prawda leży pośrodku”. Ja jestem przekonany, że wszystko musi być i może być bez niczyjej straty nastawione na dobro człowieka, dlatego rozwiązania prawne muszą uwzględniać efekt ostateczny w skali społeczeństwa jak i dobro każdej z jednostek. Takie rozwiązania odniesione do biznesu, gospodarki, ekonomii – są możliwe czego dowodzą przykłady z początków kapitalizmu i o tym napiszę w oddzielnym artykule.
Rozumiem więc, że omawiana zasada miała w założeniu służyć stabilności Funduszu, jego zrównoważeniu finansowemu – co w aspekcie powyższego byłoby dobrym przykładem ograniczenia służącego dobru; lepiej wszak by Fundusz istniał i pomagał walczyć ze skutkami bezrobocia nawet z pewnymi ograniczeniami ale długotrwale, pomagając wielu osobom i wielu pracodawcom, niżby miał upaść bardzo szybko tracąc równowagę z powodu braku jakichkolwiek ograniczeń choćby i uzasadnianego „dobrem człowieka”.
Jednak równowaga Funduszu była planowana na warunki „normalne”, nie na tak zasadniczy i rozległy kryzys. W kryzysie i Fundusz Pracy ma prawo stracić stabilność finansową, gdyż działając zgodnie z przyjętymi w ustawie zasadami staje się czymś absurdalnym, marginalnym, o niewielkim znaczeniu dla problemu bezrobocia. Gdy dotyczy 17% rejestrujących się bezrobotnych – staje się absurdem. Dlatego w warunkach takiego kryzysu nie wolno oczekiwać stabilności finansowej tego funduszu; musi on być zasilany prócz składkami – innymi ekstra wpływami z zewnątrz, pozwalającymi spełniać założoną rolę społeczną ale i nie upaść z tego powodu.
Przytaczany Art. 71 ustawy ma odniesienie do Art. 104 i 105, które przewidują zwolnienie z obowiązku odprowadzania składek na FP z tytułu zatrudnienia osób w wieku po 50 roku życia. Jeżeli pracownik 51-letni stracił pracę, przez 35 dni był zarejestrowany w PUP a następnie został zatrudniony na 12 miesięcy, to przez te 12 miesięcy jego pracodawca jest zwolniony z obowiązku opłacania składek na FP wynikających z tego zatrudnienia. Jeśli jednak pracownik ten po tychże 12 miesiącach pracy zostanie zwolniony i jako pozostający bez pracy zgłosi się ponownie do rejestracji w PUP, to w myśl wymogów zawartych w Art. 71 nie otrzyma prawa do zasiłku, gdyż nie spełnia zawartych tam warunków. Jeśli jednak pomimo braku fizycznego wpłacania składek związanych z jego zatrudnieniem miałby dostać prawo do zasiłku – co ewidentnie narusza równowagę finansową tego Funduszu w znaczeniu jakie opisywałem powyżej – to dlaczego inni bezrobotni mający np. 25 lat opłacania składki ale i nieco dłuższą niż 6 miesięcy przerwę w pracy przed zarejestrowaniem się w PUP (bo poszukiwali zatrudnienia samodzielnie przez 6 miesięcy i dwa tygodnie, albo pracowali u szwagra „bez umowy”) w odniesieniu do warunków zawartych w Art. 71 – nie mogą otrzymać prawa do zasiłku?

Istnieją i inne okoliczności prowadzące do pewnego konfliktu: na przykład zwolnienie osób prowadzących działalność gospodarczą przez pewien początkowy okres tejże działalności z obowiązku opłacania składek na FP. Taki przedsiębiorca może po prostu upaść albo być zmuszony jakimiś okolicznościami do zaniechania działalności a następnie – zmuszony do poszukiwania pracy najemnej za pośrednictwem PUP i tu także nie może liczyć na zasiłek z winy nieszczęsnych wymogów Art. 71. A zasiłek – jak pisałem wcześniej – nie jest jakimś luksusem a niezbędnym warunkiem, by poszukiwanie zatrudnienia przez bezrobotnego i spełnianie przez niego wymagań PUP nie było fikcją – jak to jest nagminnie teraz, gdy się oczekuje cudu, że człowiek upadły i bezdomny całkowicie pozbawiony jakichkolwiek dochodów będzie szukał pracy i będzie „akceptowalny” dla jakiegokolwiek pracodawcy.
Pracodawcy są zwolnieni z opłacania składki na FP przy zatrudnieniu osób w wieku 55 lat (kobiety) i 60 lat (mężczyźni) , ale dziś są to ludzie jeszcze młodzi i w pełni wieku produkcyjnego; mogą stać się bezrobotni i wówczas nie będą mieli prawa do zasiłku z powodu zwolnienia kogoś zupełnie innego od „jakiejś” składki. Słowem – nie mogą istnieć rozwiązania – które jednemu podmiotowi dają uprawnienie a jednocześnie obarczają ciężarem skutku tego uprawnienia zupełnie inny podmiot.

Uważam, że wszystko musi być nastawione na dobro człowieka, Fundusz Pracy także – dlatego w czasie tak dotkliwego kryzysu nie może być on ograniczony zasadami przyjętymi na czas „normalności”.
Warto zauważyć, jak w aspekcie tego co tu piszę działania Ministra Finansów wobec Funduszu Pracy wydają się być coraz bardziej aroganckie i rozbójnicze… chyba, że… no chyba że my, obywatele, opinia publiczna – nie wszystko wiemy o prawdziwym stanie gospodarki polskiej, nie wiemy tego co wie minister Rostowski ale nikomu nie powie…

Czytałem gdzieś, że mityczna Atlantyda, którą najnowsze badania umiejscawiały nawet dość blisko – pomiędzy dzisiejszymi Wyspami Brytyjskimi a Kontynentem – zanim pogrążyła się w wodzie wraz z mieszkańcami – też była podobno bardzo piękną, zieloną wyspą…
Generalnie jednak w czasie, gdy „człowiek” jakby całkowicie znikł z pola uwagi władzy, polityki, ekonomii, nauki, medycyny itp. – trzeba domagać się przebudzenia i powrotu – póki jeszcze czas – do postawy humanistycznej jaka nie była całkiem obca nawet władzy PRL a wydaje się zupełnie obca obecnej władzy – zapewne z powodów ideologicznych. Fundusz Pracy ma służyć człowiekowi. Jest taka możliwość, by dobrze służył zarówno bezrobotnym jak i pracodawcom i na osiągnięcie takiego stanu mają być nastawione zasady jego funkcjonowania i wykorzystania. Dziś ideologia Platformy Obywatelskiej wprowadza przepaść pomiędzy pracodawcą a pracownikiem, ale to nie jest ani naturalne ani potrzebne. Piszę to tak dobitnie i uparcie już po raz kolejny, dlatego że reakcją – i to reakcją której trudno odmówić logiki – ze strony pracodawców reprezentowanych przez Konfederację Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”, w sytuacji takiego zawłaszczenia Funduszu przez Władzę – jest żądanie nie uwolnienia funduszu, przywrócenia mu jego funkcji a zmniejszenia wymiaru składki z 2,45 na 1,45%, gdyby miała ona mieć charakter podatkowy a nie – funduszu celowego działającego po części także i w dobrze pojętym interesie pracodawców.
A takie działanie – mimo że zrozumiałe i logicznie usprawiedliwione – jest skierowane PRZECIWKO CZŁOWIEKOWI, z czym trudno się pogodzić. Przeciwko człowiekowi który został ideologicznie „odczłowieczony”, zredukowany do roli podrzędnej nadanej mu przez klasę polityków, biznesmenów i finansistów.

21/07/2012

Światełko w tunelu…?

Minister Finansów zgodził się – na wniosek Ministra Pracy Władysława Kosiniak – Kamysza na uruchomienie części środków Funduszu Pracy (od ponad roku „zamrożonego”) w kwocie 500 milionów zł na potrzeby przeciwdziałania bezrobociu. Kwota ta jest przeznaczona dla powiatów o najwyższej stopie bezrobocia, na pomoc w zdobyciu zatrudnienia dla grup wymagających priorytetowego wsparcia. Za takie grupy uznaje się bezrobotne osoby w wieku do 30 lat oraz w wieku powyżej 50 lat, tzw. osoby w „szczególnie niekorzystnej sytuacji na rynku pracy”.
Niestety informacje prasowe jak zwykle świadczą o niezrozumieniu sytuacji. Na przykład artykuł w Dzienniku – Gazecie prawnej:

http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/634162,fundusz_pracy_dostanie_z_budzetu_dodatkowe_0_5_mld_zl.html

Przede wszystkim – już tytuł artykułu jest tu idiotyczny. Chodzi tu przecież o pieniądze należące do Funduszu Pracy – które minister Finansów zawłaszczył – traktując je jak część budżetu i „zamroził” na potrzeby Ministerstwa Finansów. Kwota 500 milionów to część środków pochodzących z FP oddana (zwrócona) ponownie do dyspozycji Funduszu a nie żadne „dodatkowe środki” z budżetu. Funduszem Pracy w myśl ustawy zarządza Minister Pracy wraz z Komisją Trójstronną, nie wiadomo więc co ma tu w ogóle do powiedzenia Minister Rostowski…
Minister Pracy szacuje, że środki te powinny pomóc w przywróceniu do pracy ok. 80 tysięcy osób. Skuteczność planowaną wykorzystania tych środków minister szacuje na poziomie 50%, co jest po prostu dyktowane treścią oficjalnych danych trafiających do ministerstwa. Kierując się realizmem – niestety trzeba zastrzec, że tego rzędu skuteczność instytucji rynku pracy (traktowanych łącznie) – jest niemożliwa do uzyskania przy takim jak dziś podejściu ideologicznym władzy, choć wykazywana jest w sprawozdaniach od lat.

Ciekaw jednak jestem, czy Minister Pracy zdaje sobie sprawę, że jest to fikcja, dane „naciągane” do granic przyzwoitości.

Ale rzeczywista skuteczność w dokładnym rozumieniu tego określenia jest dużo niższa. Podawałem już taki przykład co do skuteczności szkoleń zawodowych jako formy przekwalifikowań mających doprowadzić do trwałego zatrudnienia osób szkolonych. Jeśli kobieta jest kierowana na kurs księgowości, po 6 a czasem i 20 tygodniach szkolenia oraz zdaniu końcowego testu dostaje dyplom po czym wraca do rejestru bezrobotnych, a po dalszych kilku miesiącach samodzielnego poszukiwania zatrudnienia – udaje się jej dostać pracę sprzątaczki – to skuteczność tego szkolenia powinna być wykazana w ustalonym okresie kontrolnym jako zerowa. Skuteczność działań polegających na kursie księgowości dla bezrobotnych może być mierzona wyłącznie ilością osób przeszkolonych na tym kursie, które następnie uzyskały „trwałe” zatrudnienie w dziedzinie księgowości (w tej dziedzinie której dotyczył kurs). Tymczasem urzędnicy celowo ukrywają ten prawdziwy obraz, wykazując odrębnie ilość szkoleń czy wartość pomocy bezrobotnym w formie szkoleń, w innym miejscu – ilość osób spośród biorących udział w szkoleniach – które w okresie kontrolnym znalazły zatrudnienie (i tu ilość ta oscyluje wokół 50%) ale świadomie pomija fakt, czy ta praca ma cokolwiek wspólnego z tymi konkretnie szkoleniami. To po prostu kwestia definicji, która musi zostać urzędnikom PUP narzucona. Dla urzędnika celem kursu jest odbycie kursu i wydanie uczestnikom papierków (zaświadczeń o ukończeniu) z którymi powracają oni do rejestru bezrobotnych a urzędnik – idzie wtedy do kasy po wynagrodzenie „za szkolenie bezrobotnych” – zadowolony ze swojej wspaniałej działalności.

Skandalem jednak – pomijając już fakt wyżej wspomnianego oszustwa sprawozdawczego – jest, że zgodnie z zamiarami ministerstwa – środki te zostaną przyznane głównie Urzędom Pracy o najwyższej skuteczności. Przecież oczywiste jest, że należy to rozpatrywać z punktu widzenia potrzeb konkretnego człowieka pozbawionego pracy a nie – urzędników. Bezrobotny nie jest winien że PUP w którym jest zarejestrowany ma słabą skuteczność, bo to zależy od urzędników i samorządu powiatu. Jeśli mielibyśmy go uznać za winnego, to chyba tylko tego, że dotychczas nie złapał „kałacha” i nie wystrzelał tych wszystkich urzędasów jak nie przymierzając jeden Jakub Szela kosą – chłopskich ciemiężycieli. Bezrobotny nie dość że poszkodowany tą niską skutecznością nie znalazł zatrudnienia, to jeszcze teraz drugi raz zostanie ukarany nie za swoje winy, bo nie będzie miał żadnej korzyści z tych środków. Nie tylko nie wolno karać bezrobotnych za niską skuteczność urzędników – bo to Minister powinien rozliczać kanałami służbowymi – drogą kontroli wewnętrznej z przyczyn niskiej skuteczności urzędów, a nawet wręcz przeciwnie: po wyciągnięciu wniosków służbowych, zmianie dyrektorów PUP – przekazać tam wyższe środki by pomóc w uzyskaniu zatrudnienia wcześniej poszkodowanym przez urzędników ludziom.
Równocześnie z ukazaniem się tej informacji – rozpoczęły się przewidywane, trwające już od pewnego czasu „manewry” sił zainteresowanych dobraniem się w jakiś sposób do tej „skarbony”.

Niektórzy mówią, że “pieniądze nie śmierdzą” co nie jest prawdą, ale nawet gdyby – to widocznie wydają z siebie jednak jakiś zapach na który coraz więcej ludzi w tym kraju reaguje amokiem. Na zapach takiego “szmalu” zaczynają spływać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki „dobre rady” dla Pana Ministra Pracy – na co najlepiej przeznaczyć, wydać te pieniądze. Zasada jest prosta: na co najlepiej wydać to ja najlepiej wiem, więc najlepiej dajcie je mi (mojej organizacji pozarządowej, firmie doradczej, agencji pracy) do dyspozycji…
Ktoś już namawia, by wydać tę kwotę na „programy pilotujące, poszukujące nowych innowacyjnych rozwiązań dla rynku pracy…” no i łatwo sobie wyobrazić skutki: żadnych nowych miejsc pracy, bezrobocie jeszcze wyższe niż było, setki broszur i biuletynów psu na budę z bezczelnym biurokratycznym bełkotem o innowacyjności w programach pilotażowych, wydanych w najdroższej drukarni na najlepszym kredowanym papierze a gdy się pieniądze skończą to się pilot katapultuje…

Dla bezrobotnych – żadnego rzeczywistego pożytku.

Zgłaszają się idąc za oparem szmalu różne agencje i organizacje „do walki z bezrobociem” – która polega chyba tylko na tym, że tylko dzięki takiej pozorowanej działalności ludzie tam zatrudnieni sami nie stają się bezrobotni, choć powinni.

Z kolei słynny już we wszech mediach Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan – raczej widziałby miejsce utopienia tych pieniędzy w dotowaniu tworzenia miejsc pracy. Skutek byłby jak najbardziej dla pracodawców korzystny; pieniądze te – pochodzące jak by nie było z ich składek – powróciłyby w ten sposób do ich kieszeni, w postaci opłacania im przez jakiś czas pracownika „za darmo” (czyli na koszt Funduszu Pracy stworzonego ze składek przez nich wpłacanych). Bezrobotny przestałby być bezrobotny na specjalnie dla niego stworzonym stanowisku pracy, na całkowity koszt dotacji z Funduszu Pracy i tam mógłby pracować za najniższe możliwe wynagrodzenie, na chwałę konta bankowego swojego dobrodzieja, a po wyczerpaniu się dotacji – stanowisko byłoby zlikwidowane, bezrobotny zwolniony i zarejestrowany ponownie w PUP i znów bezrobocie… znów „brak pieniędzy na aktywizację bezrobotnych”… ale już tym razem brak i w ministerstwie i w Funduszu Pracy.
Przebija z tego nie tylko kompletny brak jakiegokolwiek długofalowego programu gospodarczego rządu. Przebija – wspomniany „amok” wyrażający się skrajnym cynizmem, psychopatycznym stosunkiem do pieniędzy, zarobku,interesu,zysku, także i odczłowieczeniem w tym się objawiającym.

Premier milczy… Premier Tusk bardzo nie lubi robić błędów, a wiadomo, że – jak mówi stare przysłowie – nie myli się tylko ten, co nic nie robi, więc…

Ciekawe jest więc mimo wszystko – jak Minister Pracy sobie poradzi z manewrowaniem wśród tych wszystkich egoistycznych interesów i cynicznych ludzi – hien cmentarnych widzących oczyma wyobraźni wyłącznie swój ewentualny przyszły zysk, zdobyty nawet i na grobach bezrobotnych. Mam nadzieję, że Pan Kosiniak Kamysz zdaje sobie sprawę wśród jakich ludzi pracuje, z jaka ideologią ma do czynienia w tym kraju.

Platforma Obywatelska ze swoją ideologią – rzeczywiście zbudziła w Polakach demony…

Jestem zainteresowany rzeczywistą i skuteczną pomocą osobom pozbawionym zatrudnienia. Szczególnie osobom w wieku po 50 roku życia, które zostały całkowicie bez szans i bez pomocy – takim jak ja. Będę się przyglądał na los tych 500 milionów, ale tym razem moje wnioski przekażę Komisji Europejskiej w odpowiedniej skardze lub petycji, komisji kontrolnej Europejskiego Funduszu Społecznego oraz Parlamentowi Europejskiemu.

01/05/2012

Ustawa Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej o promocji cudów i instytucjach „niewidzialnych rąk”.

Prawdziwym problemem bezrobocia są zadziwiające nawyki myślowe, idiotyczne schematy wypracowane latami w zupełnie innym, dawnym systemie gospodarczym i innym systemie ideologicznym przekładającym się na zupełnie odmienne uwarunkowania społeczne.

Odnoszę wrażenie, że wielu ludzi ukształtowanych w tamtym systemie nie do końca jeszcze zauważyło, że zmienił się on (przynajmniej nominalnie). Sytuacja ta powoduje swoisty rozłam, jakiś zadziwiający konglomerat „ulepszonego starego” z „nowym – ale nie do końca” a źródłem tego jest właśnie mentalność ludzi. Bo wszystko zależy bezpośrednio od ludzi.
Tu zapewne ktoś dogmatycznie myślący „zaczepi mnie” o rolę i pozycję Boga, czy tak zwanej „Opatrzności”…
Bóg nie tworzy wypadków lotniczych, kolejowych i holocaustu, ani nie zapobiega im. Nie tworzy zjawiska bezrobocia „za karę”, ani nikogo „ w nagrodę” z tego problemu nie „wybawia”. Nie jest sługą ludzi, pilnującym ich bezpieczeństwa; to ludzie powinni być sługami – wiernymi pouczeniom, przykładom i prośbom przysłanego do nich Pana i Nauczyciela. Wszelkie dylematy i zapytania „jak Bóg mógł dopuścić” do tego czy innego nieszczęścia – są świadectwem skrajnego niedowiarstwa i niezrozumienia a nie wiary. Najwyraźniej – Bóg z zasady nie ma zamiaru przeciwstawiać się wszechobecnemu złu na tym „padole ciemności” inaczej, niż poprzez przysłanie tu Pana i Nauczyciela, Chrystusa, który wszystko wyjaśnił, zawarł z ludźmi w jego imieniu Nowe Przymierze – wypełniające (zastępujące) Stary Testament, uwolnił tak wielu od kalectwa i chorób, uwolnił od odpowiedzialności ludzi za ich błędy poprzez ofiarę z siebie samego na odkupienie wszystkich win, oraz wyjaśnił tak wiele i nauczał słowem i czynem, osobistym przykładem – jak żyć, jak być szczęśliwym i jak wartościować to wszystko, co nas otacza i spotyka w naszym życiu a także i samo życie.

Od tej pory znów wszystko zależy od ludzi, od wszystkich razem i od każdego z nich z osobna.
Dlatego ważna jest osobista postawa każdego człowieka. Jan Paweł II mówił, że człowiek powinien zawsze być „wierny prawdzie i powinności”, niezależnie od okoliczności, w jakich się znalazł, być niezależny od chwilowej, lokalnej koniunktury.
Niestety dalsze losy chrześcijaństwa, szczególnie w wydaniu rzymskim – ogromnie wypaczyły pierwotny wzór dany przez samego Jezusa. Wypaczyły w praktyce, w realizacji, w starciu z wiekową tradycją, nawykami myślowymi i negatywnymi cechami psychiki ludzkiej. Ale wzór przecież nadal istnieje, jest dostępny, poznawalny – zarówno częściowo empirycznie jak i racjonalnie. Cóż jednak z tego, gdy nawet sam Papież, Biskup Rzymu i głowa kościoła katolickiego, mówi dziś: „…W obecnych czasach potrzebny jest „Kościół wojujący”, który angażuje się w walkę ze złem próbującym opanować świat…” – nie bacząc, że w ten sposób walcząc przeciwstawia się bezpośrednio nauce Jezusa, stawia się ponad nią.
W takiej sytuacji pozostaje więc oddzielać rozpatrywanie tego i nie tylko tego problemu z punktu widzenia społecznego – od szukania jego odniesień religijnych. Bezrobocie nie jest więc „karą Bożą” i nikt sobie na nie zasłużył.

Wspominam o tym dlatego, że ma to bezpośredni związek z pojęciem solidaryzmu społecznego a to z kolei jest podstawową płaszczyzną poszukiwania pomocy dla osób pozbawionych zatrudnienia. Mam na myśli osoby bezrobotne a więc wyłącznie te, które poszukują zatrudnienia dla zdobycia podstawowych środków do życia, są zdolne i gotowe natychmiast rozpocząć pracę zarobkową, ale w danej chwili i w danym stanie gospodarki nie ma na ich pracę zapotrzebowania. Niesie to dwie bezpośrednie konsekwencje: społeczeństwo funkcjonujące w systemie wymiany (praca – pieniądz – praca) powinno być zainteresowane włączeniem każdego z członków lokalnej społeczności do tego systemu, bo to się wszystkim opłaca, po drugie – musi mieć świadomość, że pozostawanie w gotowości do podjęcia pracy wymaga posiadania pewnych niezbędnych środków a nie generuje ich bezpośrednio.
W tym znaczeniu sytuacja w naszym kraju pod rządami Platformy Obywatelskiej jest skandaliczna przede wszystkim poprzez swoją nielogiczność i niespójność. To oczywiście cechy obowiązującego rozwiązania ustawowego, z ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Ustawa wymaga po prostu natychmiastowej nowelizacji.

Osoba, której nadano status bezrobotnego – z definicji zawartej w ustawie jest osobą niezatrudnioną i nie wykonującą żadnej innej pracy zarobkowej, zdolną i gotową do natychmiastowego podjęcia zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy obowiązującym w danym zawodzie, w wieku mieszczącym się w granicach 18 – 60 (kobieta) lub 18 – 65 (mężczyzna), nie prowadzi działalności gospodarczej (nawet w czasowym zawieszeniu), nie uzyskuje miesięcznie przychodu o wysokości przekraczającej 750 zł, ale nie pobiera zasiłku stałego z pomocy społecznej, świadczenia pielęgnacyjnego ani zasiłku rodzinnego itd. To oczywiście w dużym uproszczeniu, bo przepisy definiujące osobę bezrobotną są dużo bardziej rozbudowane, co do wymogów oraz ograniczeń wobec „kandydata”.

Pomijając już wszelkie nasuwające się tu wątpliwości, nie da się nie zapytać; – to za co taki bezrobotny ma żyć! Średni okres poszukiwania zatrudnienia z pozostawaniem w rejestrach bezrobotnych dawno już znacznie przekroczył jeden rok, w bardzo wielu przypadkach, szczególnie grup osób będących w niekorzystnej sytuacji na rynku pracy – wynosi dwa lub nawet i trzy lata. Nie mam pojęcia, jakie źródło przychodu ustawodawca miał na myśli – dostarczające przychodu nie większego niż 750 zł miesięcznie (przychodu, – czyli „brutto”), skoro bezrobotny nie ma prawa uzyskiwać żadnego dochodu z żadnej pracy zarobkowej, działalności gospodarczej, zasiłku stałego z pomocy społecznej itp. – jak wymaga ustawa i jak to w uproszczeniu opisałem powyżej. Proste i logiczne pytanie: za co bezrobotny ma się utrzymywać.
Ktoś tu odpowie – z zasiłku dla bezrobotnych…

Prawo do zasiłku jest obwarowane także wieloma ograniczeniami. Po pierwsze – ma charakter czasowy. Jeśli ktoś już ma przyznany zasiłek – to na okres standardowy 6 miesięcy, podczas gdy czas poszukiwania zatrudnienia z pomocą Urzędu Pracy jest średnio dwa razy dłuższy. Pewna grupa osób otrzymuje uprawnienia do zasiłku na okres do 12 miesięcy, co także często jest okresem krótszym niż przeciętny czas poszukiwania zatrudnienia. Na dodatek otrzymanie prawa do zasiłku także jest obwarowane już na wstępie pewnymi zasadniczymi a zupełnie niezrozumiałymi warunkami zupełnie „nie z tej epoki”. Bezrobotny starający się o zasiłek musi wykazać, że w okresie 18 miesięcy przed dniem zarejestrowania w PUP (liczonym wstecz) przepracował łącznie 12 miesięcy a jego pracodawca odprowadzał w tym czasie składkę na Fundusz Pracy w związku z zatrudnianiem go. Nie ma żadnego znaczenia, że człowiek ten ma za sobą 25 czy 30 lat pracy – czyli automatycznie odprowadzania z związku z tym przez jego pracodawcę odpowiednich składek, także na Fundusz Pracy.
Poza tym, – co tu ma do rzeczy Fundusz Pracy w ogóle. Wiele wskazuje na to, że wymóg ten jest po prostu „filtrem”, sztuczną zaporą mającą ograniczyć ilość przypadków przyznania prawa do zasiłku. Ale zasiłek nie jest jakimś prezentem, tylko pomocą publiczną motywowaną interesem społecznym. Interesem społecznym jest, by jak najwięcej osób, które znalazły się w roli bezrobotnego – powracało do pełnego zatrudnienia i to możliwie jak najszybciej. Bezrobotny – jak mówią, to praca na cały etat. Tyle, że – chciałoby się dodać – nieodpłatna. Bezrobotny ma wykazać dużą aktywność; przede wszystkim poszukiwać możliwości zatrudnienia samodzielnie, chodzić do wybranych pracodawców i pytać o pracę, rozpowszechniać swoją aplikację kandydata pozostawiając ją w wielu komórkach kadrowych, natychmiast reagować na pojawiające się publiczne oferty pracy których wymogi spełnia itp. Zaleca się, by poszukujący pracy był „schludnie ubrany”, robił swoim wyglądem, zachowaniem i sposobem komunikowania się korzystne wrażenie.
Pytanie: czy osoba np. przez rok całkowicie pozbawiona dochodów może spełniać takie zalecenia? Przecież by je spełnić, trzeba mieć jakiś „dach nad głową”, miejsce zamieszkania choćby w wynajętym pokoiku z używalnością łazienki, po to by mieć możność zachowywać wymogi podstawowej higieny, mieć gdzie uprać koszulę i skarpety. Musi mieć dostęp do żelazka by uprasować ubranie. Musi mieć choćby raz na dwa miesiące na fryzjera, musi mieć możność stałego posiadania i używania akcesoriów do golenia, pasty do zębów… I tak dalej; nie będę dalej wymieniał, gdyż wiadomo już, co mam na myśli: to są pozycje kosztowe, to wszystko kosztuje, trzeba mieć na to pieniądze. Skromne – ale jednak pieniądze. Jeśli ich nie ma – mamy do czynienia z brudnym, śmierdzącym, zarośniętym, nieogolonym człowiekiem z liściem na głowie, w którego „gotowość i zdolność do natychmiastowego podjęcia pracy” nikt nie uwierzy a już z pewnością nie pracodawca. To nie jest tak, że taki biedak obudzi się rano w zsypie na śmieci, otrzepie się, napije się wody z kranu i pójdzie szukać pracy… Czy taki jest pomysł posłów i senatorów RP pachnących „Old Spice’m” i jeżdżących „Mercedesami” na rozwiązanie problemu bezrobocia?

Żeby spełnić wymogi statusu osoby bezrobotnej – trzeba mieć pieniądze, ale jednocześnie ustawa zabrania bezrobotnym osiągać przychody z wynagrodzenia i z wielu innych źródeł a zasiłek ustawowy przyznaje – za pomocą sztucznych barier – jedynie statystycznie co piątemu bezrobotnemu i to w zasadzie nie dłużej niż na pół roku, a w szczególnych przypadkach – maksymalnie na rok.
(Trzeba tu wyjaśnić, że zasiłek przyznawany jest tak naprawdę – do następnej wyznaczonej obowiązkowej wizyty w Urzędzie Pracy, a jedynie w przypadku dalszego braku ofert pracy przedłużany jest do kolejnego terminu kolejnej wizyty).
Wniosek jest absurdalny: ustawa została tak opracowana przez osoby nie mające pojęcia o realiach bezrobocia, ludzi którym zjawisko to było, jest i będzie już do końca ich życia całkiem obce i dlatego kompletnie go nie rozumieją, czyli tak zwanych „posłów na sejm” oraz tak zwanych „senatorów”, – że by być bezrobotnym nie wolno osiągać dochodów, 75% bezrobotnych nie należy się także zasiłek dla bezrobotnych. Natomiast obserwacja życia, czy osobiste doświadczenia wielu ludzi wskazują, że by być bezrobotnym spełniając obowiązki formułowane w ustawie, niezbędne jest dysponowanie jakimś dochodem (w miastach takich jak Szczecin – rzędu 900 pln netto miesięcznie), co powyżej udowodniłem. Tego rzędu kwotą jest dziś kwota zasiłku dla bezrobotnych, co dowodzi dość rzetelnego wbrew pozorom jej oszacowania.

Wniosek nasuwa się sam: sprawa musi natychmiast zostać przeanalizowana. Warunki dotyczące bezrobocia i zasiłku muszą się natychmiast zmienić. Zmienić się mogą tylko poprzez nowelizację odnośnej ustawy lub jej uchylenie i wprowadzenie całkiem nowych rozwiązań. Władza udowodniła, że gdy ma odpowiednią motywację, potrafi takie zmiany wprowadzić w okresie liczonym na tygodnie a nie na lata – ja to bywa w sytuacji, gdy władza opiera się konieczności zmian.
Bardzo ciekawe, choć zasadniczo odmienne „ideologicznie” rozwiązanie oferują nasi sąsiedzi z północy, czyli Duńczycy. Wydaje się, że przekazanie całości spraw związanych z obsługą bezrobocia, zasiłkami, poszukiwaniem pracy i aktywizacją bezrobotnych związkom zawodowym mogłoby być idealnym rozwiązaniem w warunkach polskich, gdyby oczywiście nie ultraprawicowy wrzask oszołomów, jaki by się rozległ natychmiast, widząc w tym powrót do rozwiązań „socjalistycznych”.
A ja powiem jak niejaki Kargul: dla mnie ludzie nie dzielą się na prawicowych i lewicowych, tylko prosto: na mądrych i głupich. Albo raczej – na humanistów i anty-humanistów. Co na jedno wychodzi.

28/04/2012

Jeśli aktywizacja – to nieaktywnych, czyli pracodawców a nie bezrobotnych!.

W sprawach pracy, czy ogólniej – zatrudnienia, wytworzony został specyficzny język urzędniczy, niestety bezkrytycznie przejmowany przez prasę a także i wnikający tym łatwiej do mowy potocznej. Zjawisko jest typowe i dość banalne, co nie znaczy, że nie podlega krytyce. Pisałem już kilka razy na temat różnych aspektów, widząc w tym celowe i świadome działanie władzy, przede wszystkim w sferze propagandowego zaciemniania, czy celowego manipulowania opinią publiczną przez powołane do tego służby państwowe i wolontariat partyjny zacietrzewionych działaczy, potencjalnych następców niejakiego Cyby. Po drugiej stronie idiotycznej, gówniarskiej barykady – podobnie, tyle że służb jakby mniej i dostęp do mediów coraz gorszy…
Dziś jednak myślę, że przesadziłem nieco; propaganda, socjotechnika – owszem, ale nie można nie doceniać urzędniczej inwencji własnej w tworzeniu specyficznego języka bełkotu i nowomowy. Nie mam tu jednak na myśli naukowego intelektualnego bełkotu jajogłowych – w wydaniu choćby dr Boniego a raczej ten specyficzny język urzędolenia właściwy „dobrze osadzonym”, pewnie się czującym urzędnikom państwowym na szczeblu np. departamentu ministerstwa.

Pisałem niedawno kilkakrotnie do Ministra Pracy, przesyłając swoje uwagi na temat zmiany wieku emerytalnego zwanej górnolotnie „reformą emerytalną”, także i w sprawie bezrobocia w ogóle i otrzymałem od urzędnika ministerialnego ciekawe pismo mogące być tu doskonałą ilustracją powyżej wyrażonych tez.
Powrócę do tego wkrótce w oddzielnym omówieniu a dziś chciałbym się zając tym stwierdzeniem, które stało się powszechnie używanym zwrotem, mimo że jest całkowicie bezsensowne.

Aktywizacja bezrobotnych.
Ludzie dzielą się na osoby w wieku produkcyjnym oraz w wieku nieprodukcyjnym. Osoby w wieku produkcyjnym dzielą się na aktywne zawodowo i nieaktywne zawodowo. Osoby aktywne dzielą się na zatrudnionych (pracujących) i bezrobotnych, czyli niezatrudnionych (niepracujących). Osoby bezrobotne są więc aktywne zawodowo tyle, że chwilowo niezatrudnione z jakichś (niezależnych od siebie) powodów.
Zadaniem Powszechnych Służb Zatrudnienia jest wspomóc te osoby w znalezieniu zatrudnienia dopóki są one aktywne, gdyż brak zatrudnienia wiąże się z brakiem dochodu na podstawowe utrzymanie, a ten – powoduje dezaktywizację, potem upadek do poziomu kloszarda, bezdomność, – co jest równoznaczne z całkowitą i z czasem nieodwracalną dezaktywacją zawodową, a ostatecznie i dość szybko – także „życiową”.
Czyli po prostu – śmiercią „na śmietniku”.
Osoba pozbawiona zatrudnienia mająca status bezrobotnej jest więc aktywna.
Dowodzi tego także treść ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, która zawiera w sobie definicję osoby bezrobotnej. Definicja jest bardzo obszerna, ale jednym z podstawowych w niej wyróżników osoby bezrobotnej jest to, że musi być stale zdolna i gotowa do natychmiastowego rozpoczęcia pracy zawodowej w pełnym wymiarze przewidzianym dla specyfiki danego zawodu. Osoba bezrobotna musi natychmiast po otrzymaniu od pośrednika pracy skierowania do odpowiedniej pracy skontaktować się z ogłoszeniodawcą poszukującym pracownika i po ewentualnym zaakceptowaniu jej kandydatury, natychmiast tę pracę podjąć, dlatego też właśnie musi być „zdolna i gotowa” rozpocząć pracę, co jest równoznaczne z właściwym poziomem aktywności. Prócz tego sama z własnej inicjatywy codziennie poszukuje możliwości zatrudnienia, reagując na tzw. „otwarte” oferty pracy itp. Mówi się potocznie, że „bezrobocie to zajęcie na pełny etat”. Jeśli ktoś nie jest w tym sensie aktywny, to nie spełnia wymogów definicji bezrobotnego, wiec nie jest tematem tego rozumowania. Wydaje się oczywiste, że żaden pracodawca nie będzie rozmawiał o zatrudnieniu z osobą brudną, śmierdzącą śmietnikiem, zawszoną, a nawet choćby nieogoloną, w brudnym ubraniu, sprawiającą wrażenie totalnego zagubienia i niesamodzielności. To nie jest tak, że osoba bezdomna z powodu braku dochodów, mieszkająca w kanałach ciepłowniczych na snopku słomy, rano wstanie, otrzepie się z tej słomy i pójdzie na rozmowę kwalifikacyjną o przyjęciu do pracy. Pozostawanie bezrobotnym wymaga posiadania dochodu pozwalającego na minimalne utrzymanie.
My tu jednak mówimy o bezrobotnych, a więc spełniających podstawowe kryteria.
Jak więc urzędnik z PSZ chce „aktywizować” kogoś kto w myśl ustawy jest i musi być aktywny – nie wiadomo. Jak – no i po co.

Co ciekawe nikt nie wspomina o tym, że może by raczej watro spróbować aktywizować tych nieaktywnych zawodowo (osób niepracujących, niezarejestrowanych i aktualnie nieposzukujących pracy).
Durne określenie jednak upowszechniło się, dlatego niemalże powszechnie już słyszy się o „aktywizowaniu bezrobotnych”. Dla osób bezrobotnych zmagających się z problemami codziennymi jest to irytujące a czasem może nawet obraźliwe…
Podkreślam tu słowa „słyszy się” gdyż o tym faktycznie można wyłącznie usłyszeć (lub przeczytać, – co na jedno wychodzi). To jest to, co urzędnicy lubią najbardziej: gadać na konferencjach i pisać w sprawozdaniach. Ale bezrobocie generalnie rośnie, działania dalej są pozorne, ostatnio może się nieco ustabilizowało „procentowo”, w każdym razie wyraźnie nie maleje, co świadczy o skutkach tego „aktywizowania bezrobotnych”. Świadczy o skutkach, – że istotnych skutków brak…
Przy okazji warto więc poruszyć tu jeszcze dwa aspekty tej sprawy.

Po pierwsze;
Jeśli osoba zarejestrowana jako bezrobotna ma zachowywać aktywność, czyli zdolność do znalezienia i (lub) podjęcia odpowiedniego zatrudnienia – musi mieć dochody. Środki niezbędne do zaspokojenia tych podstawowych potrzeb, jakie warunkują jej „aktywność”, zdolność do podjęcia pracy. Takie środki mogą pochodzić na przykład z zasiłku dla bezrobotnych. Tyle, że ze względu na obowiązujące ograniczenia ustawowe – zasiłek dla bezrobotnych po pierwsze jest tylko czasowy, krótkoterminowy, a po drugie warunki do jego przyznania spełnia jedynie (statystycznie) 20% osób rejestrujących się w Urzędach Pracy.
Ustawa tworzona była w 2004 roku, więc dotyczyła zupełnie innej rzeczywistości gospodarczej i społecznej. Od tego czasu znacznie wydłużył się okres bezskutecznego poszukiwania zatrudnienia. Pogorszyła się sytuacja szczególnie niektórych grup społecznych, na przykład dramatycznie spadły szanse osób w wieku po 50 roku życia (ale oczywiście przed wiekiem emerytalnym, bo tylko oni są bezrobotnymi) na znalezienia zatrudnienia dającego choćby minimalny ustawowo określony dochód. Uważam za całkiem możliwe, (choć nie wydaje się to warte dokładnego sprawdzania na potrzeby takiego jak ten felietonu), że w 2004 roku okres do 12 miesięcy wydawał się aż nadto wystarczający nie tylko na znalezienie dla osoby bezrobotnej zatrudnienia, ale i na przekwalifikowanie tej osoby do innej pracy. Był to zresztą czas spadającego bezrobocia, sytuacja optymistycznie nastrajająca, gdy stopa bezrobocia spadała stale, w 2007/8 roku osiągając wartość średnio około 10% a lokalnie znacznie mniej, jak w Warszawie – gdzie ilość aktywnych w danym dniu ofert pracy często przekraczała 2000.
Lecz dziś czas poszukiwania zatrudnienia, szczególnie dla wspomnianej grupy osób – jest znacznie dłuższy, o wiele dłuższy niż maksymalny czas otrzymywania zasiłku, o ile ktoś go otrzymuje.
Wydaje się więc oczywiste, że przedmiotowa ustawa wymaga natychmiastowej nowelizacji dotyczącej urealnienia (w tym wypadku – wydłużenia) okresu wypłacania zasiłku dla bezrobotnych, osobom które są rzeczywiście bezrobotne.

Jest tu jeszcze inny problem; tak zwany warunek 12/18 zawarty w ustawie (Art. 71, ust.1 Ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy). Nie bardzo wiem, jakie warunek ten mógłby mieć początkowe uzasadnienie, jednak jest pewne, że nie jest to uzasadnienie dobre na czas takiego kryzysu i tak dramatycznej sytuacji pewnych grup osób, a to właśnie z jego powodu na pomoc finansową w utrzymanie się w stanie aktywności może liczyć zaledwie średnio 20% rejestrujących się a znacznie mniej – przy kolejnej rejestracji drugiej i dalszych, jeśli okres zatrudnienia trwał krócej niż 12 miesięcy i (lub) nie generował wpłacania składki na Fundusz Pracy związanej z zatrudnieniem tej właśnie osoby.
W związku z takim kryzysem i takimi jak to zapisano w Konstytucji obowiązkami państwa wobec obywatela, wydaje się oczywiste, że wspomniany warunek nabycia prawa do zasiłku dla bezrobotnych w ogóle powinien zostać czasowo (na czas kryzysu) wyłączony (uchylony) a także bezterminowy powinien być czas funkcjonowania prawa do zasiłku przy braku ofert pracy.
Po prostu; przychodzi bezrobotny i dostaje albo ofertę odpowiedniej pracy, albo zasiłek. Alternatywnie – to Skarb Państwa powinien opłacać (o ile uznać to z jakiegoś formalnego powodu za konieczne) składkę za osobę bezrobotną na Fundusz Pracy w okresie jej pozostawania bezrobotną, tak by wymóg ustawowy Art. 71 był zawsze spełniony.
Zmiany wymagałoby wiele szczegółów dotyczących bezrobocia, np. dokumentowania aktywności osoby bezrobotnej oraz jej stałej weryfikacji, by uniknąć nadużyć. Także i odpowiedzialność za wyłudzenia nienależnych świadczeń powinna być poważniej traktowana i bezwzględniej karana. Zmiany takie powinny wprowadzić zdecydowany element rozliczenia Urzędów Pracy z ich skuteczności, czyli element zainteresowania urzędników skutkiem ostatecznym swych działań, bo w chwili obecnej takiego zainteresowania całkowicie brak.
Reasumując, – jeśli osoba bezrobotna ma być zdolna do podjęcia pracy – musi mieć minimalne dochody powalające jej utrzymać się w tej wymaganej gotowości. Środki te maja pochodzić z zasiłku dla bezrobotnych w związku z tym niezbędne jest znowelizowanie zasad jego przyznawania.

To może jest dla niektórych zaskakujące, ale teraz w naszym kraju tak nie jest; jest bezład, tumiwisizm, dezorganizacja, fikcja, bezduszność, głupota i urzędowy pic-fotomontaż.
O różnych aspektach bezrobocia pisałem wielokrotnie we wcześniejszych felietonach.

Po drugie natomiast;
Pomijając już szczegóły nieporozumienia dotyczącego opisanej powyżej „aktywizacji bezrobotnych”, – co jest absurdem, trzeba też wspomnieć o innym absurdzie w tym zawartym. Prócz „aktywizacji bezrobotnych” funkcjonuje jeszcze bardzo wiele takich bezwartościowych hasełek urzędniczej nowomowy, maskujących pustkę i bałagan, jaki się za nimi kryje: „szukanie pracy”, „dawanie pracy”, „instrumenty rynku pracy” itp. Wszystko wskazuje na fakt, że sprawy bezrobocia nie powinny być przedmiotem działalności urzędniczej urzędników państwowych, bo zawsze urzędnicza mentalność doprowadzi tę dziedzinę do absurdu, a może raczej związków zawodowych – na zasadach, na jakich doskonale działa to w Danii.
Jedno jest w naszych warunkach najistotniejsze: człowiek jest zatrudniany a nie „zatrudnia się”. Pracownik jest poszukiwany w sensie oferty zatrudnienia osoby potrzebnej przedsiębiorcy a nie sam szuka zatrudnienia które nie istnieje jako potrzeba pracodawcy. Ideologia wszystko dziś oddała przedsiębiorcom, pracodawcom, włącznie z inicjatywą zmian w prawie pracy na korzyść pracodawców – po wyrugowaniu z życia społecznego i zmarginalizowaniu dotychczasowych związków zawodowych.
I właśnie w związku z tym, co prawda całkowita bierność bezrobotnego nie jest usprawiedliwiona, ale z drugiej strony jego „szukanie pracy” nawet i przez wiele lat nic nie da, jeśli tej pracy w sensie wolnych miejsc pracy – nie będzie. Chodzi o to, że w naszej wyniszczonej przez władzę po 1989 roku gospodarce po prostu brakuje ogromnej liczby miejsc produktywnej pracy, z której każdy, kto chce mógłby zarobić na swoje potrzeby stosownie do swoich możliwości i chęci. Tylko taka sytuacja będzie godna określenia „rynek pracy”.
A teraz – „aktywizowanie bezrobotnych” jest durnym wymysłem urzędniczym mającym zamaskować stan faktyczny, ponieważ – żeby nie wiedzieć jak bardzo aktywny był bezrobotny i tak nie znajdzie miejsca pracy – którego nie ma, które zostało zniszczone i nie zastąpione innym. Jeśli ma on wiek ponad 50 lat – i tak nie zmusi ani nie skłoni dziś pracodawcy do zatrudnienia go, jeśli nawet odpowiednie dla siebie potencjalne miejsce pracy znajdzie i będzie idealnym kandydatem. Bo ludzi w wieku 50+ „…się nie zatrudnia”!
Więc to może raczej gospodarkę trzeba aktywizować, aktywizować i szkolić przedsiębiorców tworzących miejsca pracy, stymulować rozwój lokalnego przemysłu wytwórczego zamiast wspierania importu gotowych wyrobów z Unii tak by powstawały nowe miejsca pracy w przemyśle krajowym, aktywizować przemysł – a nie bezrobotnych?

Ja wiem; ministrowi pracy Kosiniak Kamyszowi i jego urzędnikom aktywizować bezrobotnych jest dużo łatwiej…
To śmiało można robić na papierze, za swoim wygodnym biurkiem, przy świeżo zaparzonej kawie, w budynku o grubych ścianach dobrze izolujących od świata zewnętrznego…

29/03/2012

48.
Cud „życia za darmo” i eksterminacja ze względu na wiek.

POLSKA NIE JEST OK - PANIE TUSK!
Ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy wymaga natychmiastowej nowelizacji.

Ostatnio co prawda częściej pisze się o bezrobociu, szkoda - że tylko PÓŁ PRAWDY! Najbardziej w tej chwili newralgiczna jest sprawa środków do życia dla osób w wieku po 40 roku życia, bezskutecznie poszukujących zatrudnienia, od nieraz 2 – 3 lat zarejestrowanych jako bezrobotne a nieotrzymujących zasiłków.

Trzeba sobie zdawać sprawę, że czasowe zasiłki dla bezrobotnych - są tylko dla niektórych bezrobotnych! Średnio (statystycznie) - dla ok. 20% z nich. Aby mieć prawo do zasiłku trzeba na wstępie spełnić rygorystyczny warunek działający jako „sito” bezdusznie ograniczające ilość osób uprawnionych; trzeba wykazać się przepracowanymi łącznie 12 miesiącami w ciągu 18 miesięcy liczonych wstecz od daty zarejestrowania w PUP. Na dodatek – trzeba wykazać, że praca ta generowała wpłacanie przez pracodawcę składek na Fundusz Pracy przez owe 12 miesięcy. Nawet jeśli ktoś wcześniej pracował i generował składki na FP przez 25 lat a teraz nie spełnia dokładnie powyższego wymogu ustawowego – prawa do zasiłku nie otrzyma.
Dlaczego tak? Jakie uzasadnienie merytoryczne ma ten warunek? – trudno dociec. To jakaś pozostałość w przepisach po czasach PRL-u. A już z pewnością – nie powinno to mieć miejsca teraz, w sytuacji aż takiego wielkiego kryzysu. Jeśli warunek ten ma uzasadnienie, to w czasie takiego kryzysu powinno być ono bez znaczenia.

Wszystko wskazuje na to, że to prawo musi zostać choćby tymczasowo zmienione. Potrzeba do tego prawdopodobnie co najmniej nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. To żaden kłopot: władza udowodniła już nie raz, że jeśli tylko chce – jest w stanie przeprowadzić taką nowelizację w ciągu kilku tygodni.

Bardzo wiele osób z różnych powodów już w chwili rejestrowania się nie spełnia tego warunku ustawowego i dlatego zasiłku w ogóle nie otrzymują. Powodem niespełniania tego warunku podstawowego może być na przykład długo ciągnąca się w sądzie pracy sprawa o przywrócenie do pracy. W przypadku odmowy przywrócenia do pracy – może się okazać, że przerwa w zatrudnieniu przekracza łącznie 6 miesięcy co powoduje utratę prawa do przyznania czasowego zasiłku. W zasadzie każdy obywatel który zostaje zwolniony z pracy w jakiejś firmie, powinien natychmiast i samodzielnie rozpocząć starania o zatrudnienie w nowym miejscu pracy. To oczywiste; chce pracować w swoim zawodzie, musi pracować na utrzymanie, to bez ceregieli rozgląda się natychmiast za nową pracą. Pośrednictwo w tym Urzędu Pracy nie jest obowiązkowe, wręcz przeciwnie: jest nie tylko zbędne ale i szkodliwe, bo w dość powszechnie spotykanym rozumieniu wielu pracodawców – jakikolwiek kontakt z Urzędem Pracy negatywnie świadczy o kandydacie. Tak więc - najpierw i przede wszystkim – samodzielnie. Urzędy pracy są dla tych którym w ten sposób nie udało się znaleźć zatrudnienia a nie mają już środków utrzymania.

Należy tu zwrócić uwagę na faktyczne skutki wspomnianego przepisu ustawy; powoduje on, że ludzie zwolnieni z pracy zamiast poszukiwać nowego zatrudnienia najpierw rejestrują się w PUP, nieraz zupełnie niepotrzebnie a powodem jest tylko obawa o utratę ewentualnego prawa do zasiłku. W ten sposób państwo nakręca bezrobocie zamiast promować samodzielność, przynajmniej w pierwszym okresie po rozwiązaniu stosunku pracy.

A więc tylko co piąty statystyczny bezrobotny ma uprawnienia do zasiłku. Za co żyje pozostałe 80% bezrobotnych? Dlaczego dziennikarze o to nie pytają, nie interesują się problemem tak naprawdę! Ci z bezrobotnych którzy mają prawo do zasiłku - otrzymują go przez nie dłużej jak 6 miesięcy (osoby w wieku po 50 roku życia - nie dłużej jak 12 miesięcy) po czym prawo do zasiłku tracą, niezależnie od szans na pracę. Zasada tak naprawdę jest następująca: przychodzi bezrobotny, nie ma dla niego oferty pracy a spełnia restrykcyjne wymogi przyznania zasiłku - to dostaje prawo do zasiłku - do terminu następnej wizyty. I tak aż do 6 (12) miesięcy. Potem zasiłek jest mu decyzją administracyjną odbierany, ale bezrobotnym jest nadal i ma nadal spełniać wszystkie wymogi definicji bezrobotnego. Średni czas poszukiwania zatrudnienia wynosi dużo więcej niż 6 (lub 12) miesięcy.
Więc za co ci ludzie wówczas żyją!? Ktoś powie - że z zasiłku z pomocy społecznej... Ale z tego źródła pojedyncza osoba może otrzymać w zasadzie nie więcej jak dwieście kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Za to się nie da przeżyć! Z pewnością nie da się utrzymać „dachu nad głową”. To fikcyjna pomoc a w zasadzie gigantyczne marnotrawstwo środków publicznych zamiast pomocy!
Niestety najczęściej przedstawia się w mediach sprawę tak, jakby to każdy bezrobotny z zasady otrzymywał zasiłek i to na dodatek przez dowolnie długi okres, dotąd - aż zostanie zatrudniony. Tak być może powinno być ale tak nie jest! Tworzy się w ten sposób szkodliwy mit, wprowadzający w błąd opinię publiczną oraz być może też i władzę (?). Trudno mieć pretensję do Prezydenta Miasta, Starosty czy Rady miejskiej (Rady Powiatu) za bezczynność podczas gdy być może ludzie ci nie zdają sobie sprawy z faktycznego stanu sprawy. Wszystko tonie w mitach i wyobrażeniach ludzi, którzy o tym decydują, ale nie znają prawdy, bo ich to nie dotyczy i nigdy ich osobiście nie dotyczyło, leży poza zakresem ich osobistego doświadczenia.

Sytuacja staje się dramatyczna, bo zbyt wielu ludzi nie ma ani zasiłku ani żadnych szans na jakiekolwiek zatrudnienie, a to jest jakieś wypaczenie czy może nawet zdziczenie społeczne. Jest to po prostu niepojęte, że w XXI wieku w środku Europy państwo stawia człowieka w takiej sytuacji. Szkoda już nawet wspominać o tak banalnej okoliczności, ze to jest jaskrawo sprzeczne z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej.
Ponadto niezwykle ważne jest, że sytuacja ta jest skrajnie sprzeczna z odnośną ustawą. Jakiś dochód o wysokości zbliżonej do zasiłku dla bezrobotnych jest niezbędny do tego, by bezrobotny był rzeczywiście bezrobotnym to znaczy spełniał podstawowe wymogi definicji. Przede wszystkim musi on być od chwili zarejestrowania zdolny i gotowy do natychmiastowego podjęcia zatrudnienia w wymiarze pełnego etatu, ale bez dochodów pozwalających na zaspokojenie absolutnie podstawowych potrzeb życiowych taka gotowość jest fikcją.

Wynika z tego prosty wniosek: bezrobotny, każdy bezrobotny musi mieć zasiłek po to by był rzeczywiście bezrobotny, to znaczy spełniał podstawowe wymogi definicji bezrobotnego. Inaczej - popadamy w fikcję, jak w chwili obecnej, gdy statystycznie cztery piąte bezrobotnych nie ma dochodów. Trzeba tu zauważyć, że bezrobotny z definicji nie może zarabiać, definicja ustalona w ustawie zabrania mu osiągania dochodu z wynagrodzenia, stałego zasiłku z pomocy społecznej bezrobotny także nie może mieć, bo wtedy traci status bezrobotnego. Wymogi ustawowe zdają się być skrajnie absurdalne: w myśl przepisów większość bezrobotnych musi żyć za darmo, nie posiadając żadnych środków i za darmo utrzymywać się w gotowości do natychmiastowego podjęcia pracy - a to jest fikcja! Jedyny legalny zdaniem PUP dochód bezrobotnego - to odsetki od zgromadzonego na rachunkach bankowych kapitałów czy "oszczędności", ale jeśli bezrobotny posiada takie oszczędności na oprocentowanych lokatach, w wysokości generującej odsetki pozwalające zaspokajać podstawowe potrzeby życiowe, to może nie powinien korzystać z zasiłku dla bezrobotnych. Piszę o tym oczywiście kierując się "logiką kryzysu"; być może byłoby to niesprawiedliwe, ale kryzysy w ogóle nie są sprawiedliwe a chodzi tu o pomoc w pierwszej kolejności najbardziej potrzebującym. Pomijając to - wszelkie dochody bezrobotnego, których źródłem nie może być "wynagrodzenie" oraz wiele innych źródeł (np. nie może to być stały zasiłek z pomocy społecznej) nie mogą przekroczyć dziś 750 zł miesięcznie brutto (50% najniższego ustawowo określonego wynagrodzenia) a to zbyt mało na utrzymanie się.

Każdy rzeczywisty bezrobotny musi otrzymywać zasiłek i to aż do chwili zatrudnienia. Tylko wówczas będzie rzeczywiście zdolny do podjęcia zatrudnienia. Jednocześnie każdy oszust udający bezrobotnego na przykład w porozumieniu ze swoim pracodawcą, po to by korzystać z zasiłku lub (i) "darmowych" składek na ubezpieczenia zdrowotne, płaconych przez skarb państwa zamiast jego pracodawcy - musi zostać pociągnięty do odpowiedzialności wraz z wymogiem zwrotu wszystkich bezprawnie pobranych świadczeń (zabezpieczenie roszczenia na mieniu posiadanym w chwili ujawnienia oszustwa). Do odpowiedzialności muszą być także pociągani urzędnicy rejestrujący jako bezrobotnych oraz przyznający świadczenia ludziom którzy bezrobotni nie są. Tolerowanie oszustw w tej dziedzinie, nijakość i nieudolność państwa - szkodzi rzeczywiście bezrobotnym, gdyż nie tylko obraża tych uczciwych ludzi postawionych bez swojej winy w dramatycznym położeniu przez państwo, to jeszcze na dodatek negatywnie ich stygmatyzuje, poprzez prymitywny stereotyp: bezrobotny - to obibok i pijak - co utrudnia im dodatkowo uzyskanie upragnionego zatrudnienia. Dlatego trzeba żądać pociągania do odpowiedzialności urzędników rejestrujących obiboków i pijaków jako bezrobotnych, zamiast jako pensjonariuszy leczenia odwykowego czy zorganizowanej resocjalizacji. To urzędnicy PUP tworzą parszywy stereotyp o ludziach pozbawionych zatrudnienia np. ze względu na wiek. Ludzie pozbawieni pracy a aktywnie jej poszukujący powinni mieć priorytet w urzędzie pracy.
Teraz jest jednak odwrotnie - cwaniacy zawsze mają się dobrze; to ludzie faktycznie bezrobotni są "karani" obojętnością, wyzwiskami, stereotypami i pomówieniami, obrywają za oszustów - od urzędników - z winy tych samych urzędników. Bo obecnie wszyscy oszuści i biurokraci żyją sobie nieźle a "karani" są wyłącznie ci prawdziwi, uczciwi bezrobotni, utrzymujący się najczęściej z pomocy rodzin i faktycznie poszukujący pracy. Z tego powodu wpadają w nędzę całe rodziny a nie obejmują tego żadne statystyki ani dane trafiające potem do władzy jako podstawa oceny stanu bezrobocia i jego skutków. Jeśli krewni przejmują utrzymanie bezrobotnego, biednieje cała rodzina i stanowi to rodzaj bezprawnego, nielegalnego i nigdzie nie ujętego opodatkowania osób w tejże rodzinie mających pracę czy dochody. Jeśli nie zasiłek bezrobotnym - to tym rodzinom powinno być wypłacone jakieś odszkodowanie czy rekompensata za przejęcie na siebie konstytucyjnych obowiązków państwa w tej sprawie. Bo istnieje coś takiego jak Konstytucja i zawiera ona obowiązujące zapisy określające obowiązki państwa. Tego faktu nie zmieni udawanie, że nic takiego nie istnieje, że żadnych obowiązków nie ma bo działa jakaś "niewidzialna ręka"! Rząd w sposób zasadniczy nie realizuje Konstytucji, mimo że nie ma takiego poparcia społecznego, by tę Konstytucję zmienić.
Nie wystarczy tu stwierdzić, że z zasady osoby po pięćdziesiątce nie mogą liczyć na żadną pracę. Jak wiadomo - nie mogą też w większości liczyć na żaden zasiłek ani na realną wystarczającą pomoc w podstawowym utrzymaniu się. Stwierdzając to, trzeba odpowiedzieć na pytanie: za co ci ludzie mają żyć...

... czy też może nie mają żyć a raczej przenieść się szybko na "tamten" świat albo co niektórzy - na "łono..." - to trzeba wyraźnie, otwarcie ogłosić:

"Obywatelu bezrobotny, bądź patriotą i zdechnij cicho na śmietniku przed terminem, bo Polska musi się wydawać "OK."! Pan Tusk tak sobie zażyczył na czas "Euro 2012"! Dla dobrej propagandy i Pi Ar. Koleżanka Kanclerz go za to pochwali..."

Władza nie może tak sobie wzruszyć ramionami i nie odpowiadać na to pytanie „za co żyć”.
Poza tym - narzuca się pytanie kolejne: na co ci ludzie maja czekać! Ludzie są cierpliwi. Potrafią poczekać, ale muszą mieć perspektywę, nadzieję. Trzeba coś energicznie przedsięwziąć, aby zaczęły pilnie powstawać miejsca pracy dostosowane do lokalnej podaży pracowników na rynku pracy, także co do ich wykształcenia i umiejętności.

Stan rejestrowanego bezrobocia w Szczecinie przekroczył 18.000 osób, więc potrzeba bardzo dużo nowych miejsc pracy lub jakiegoś innego rozwiązania systemowego.
Tylko dla rozwiązania tego ogromnego problemu nie wolno zamydlać oczu władzy i udawać, że problemu nie ma. Nie powinno się poświęcać prawdy dla uzyskania efektu propagandowego. Pisanie prawdy to rola dziennikarzy a nie "zwykłych" obywateli - występujących w roli komentatorów informacji dziennikarskich lub wręcz zastępujących dziennikarzy w reagowaniu na stan rzeczywisty. Nie bez powodu dziennikarstwo nazywa się czasem "czwartą władzą".

28/03/2012

47.
Socjalistyczny „rynek pracy” w Polsce.

Zastanawiając się – w aspekcie tego co napisałem w poprzednim artykule pt.
Bezrobocie - niewygodna dla władzy prawda – co jest najpoważniejszą przyczyną bezrobocia, trzeba brać pod uwagę cały ciąg faktów nawzajem na siebie się nakładających i powiązanych związkiem skutkowo - przyczynowym. Nie ulega jednak wątpliwości, że to brak ilościowy i jednocześnie - „rodzajowy” miejsc pracy. To z kolei wynika z całkowitej anarchii gospodarczej lat 90-tych, rządu Tadeusza Mazowieckiego i następnych, gdy nastąpiła lawinowa likwidacja krajowego przemysłu, porzucanego niejako przez państwo na żer cwaniaków posiadających jakieś zasoby kapitałowe (często absolutnie podejrzanego pochodzenia), jakichś „dzikich prywatyzacji” najczęściej tylko po to by doprowadzić do upadłości i na tej upadłości zarobić, a zarobione tak pieniądze znów „zainwestować” w doprowadzanie do upadłości kolejnej firmy. Później – eksces rządów premiera Bieleckiego, z jego kultem „niewidzialnej ręki”…

Trzeba przyznać, że rząd Tuska przejął ten stan jako schedę przeszłości, ale nie potrafił zaradzić jego skutkom społecznym. Polska stała się wielkim odbiorcą dóbr wyprodukowanych za granicą, szczególnie co do gałęzi produkcji najbardziej zniszczonej niedbalstwem czy sabotażem… Można tu faktycznie zastanawiać się nad rolą obcej agentury gospodarczej i lobbingowej w stworzeniu takiego stanu gospodarki, opartego na nabywaniu produktów które mogłyby być z łatwością wytwarzane w kraju; zgodnie ze starą zasadą prawa rzymskiego, że „winien (najbardziej podejrzany) ten - co najwięcej na przestępstwie zyskał”, a zyskał obcy kapitał i pojedyncze osoby „z kręgu władzy” w Polsce.

Mniejsza jednak o to.
Dziś walcząc o rozwój gospodarki, przedsiębiorczości – który niewątpliwie przecież następuje – nie można jednak zapominać o tych ofiarach przemian, lekko licząc setkach tysięcy czy milionie (wśród 2,3 miliona zarejestrowanych bezrobotnych) ludzi w wieku z powodu którego nie mogą uzyskać żadnego zatrudnienia, zawsze przegrywając konkurencję w młodszymi, lepiej wykształconymi albo po prostu lepiej „ustosunkowanymi” niż oni. Dlatego właśnie skupiam się na tym wybranym sektorze bezrobocia: osobach bez szans, w wieku niepozwalającym na uzyskanie zatrudnienia (przeciętnie 45/50 – 60/65 lat).

Trzeba tu poruszyć dwie kwestie zasadnicze: dlaczego ludzie ci nie mogą znaleźć zatrudnienia oraz jakie to ma skutki jednostkowe i społeczne.

Co do tego pierwszego tematu; analizując oferty pracy łatwo dojść do wniosku, co jest kluczem zatrudniania dziś; to KOSZT. Jest to związane z absurdalnym systemem przywilejów, regulacji – które stawiają niektóre osoby w lepszym położeniu na tzw. „rynku pracy” a jedynym czynnikiem decydującym o pozycji człowieka jako potencjalnego pracownika – jest koszt jego pracy.
Co ciekawe – co świadczy o zaściankowości i prymitywizmie przedsiębiorców – zysk z pracy człowieka zatrudnionego, wytwarzana przez niego wartość jest dla nich czymś oczywistym i zupełnie nie rekompensuje kosztu; jeśli przykładowo człowiek swoją pracą wytworzy przychód 15 albo 30 tysięcy to jest absolutnie normalne, ale konieczność odliczenia od tego 700 czy 800 zł kosztu pracy jest dla buraka-przedsiębiorcy w obu przypadkach takim samym dramatem. Punkt widzenia ludzki czy społeczny jest dla przedsiębiorców absolutnie niedostępny, raczej postawa najbardziej prymitywnego wyzysku, przywodząca na myśl dziewiętnastowieczne początki kapitalizmu a nie jego formę oczekiwaną od dwudziestego pierwszego wieku.

Pierwsza grupa osób szczególnie traktowanych to osoby niepełnosprawne. Osoby te z zasady nie są przez pracodawców doceniane, ale ich zatrudnianie po prostu opłaca się. Wynika to z ustawy o PFRON, której filozofię można streścić następująco: państwo nie ma zamiaru „utrzymywać” osób niepełnosprawnych, dlatego jeśli pracodawcy nie chcą zatrudniać tych osób, to oni maja je utrzymywać. Ustala się obowiązkową wpłatę („haracz”) od każdego większego pracodawcy na rzecz funduszu osób niepełnosprawnych, od którego można się uwolnić jedynie zatrudniając takie osoby. Ustala się też obowiązkowy limit ilościowy (procentowy) zatrudnienia osób niepełnosprawnych i wspomniany obowiązkowy „haracz” umniejsza się stosownie do stopnia realizacji tego limitu. Słowem – każda zatrudniona osoba niepełnosprawna powoduje proporcjonalne do narzuconego limitu umniejszenie obowiązkowej wpłaty na PFRON, czyli – zmniejsza koszty.

Nie oceniam tu tego rozwiązania choć wydaje się ono niewspółczesne i wymagające modernizacji; są możliwe inne sposoby rozwiązania problemu pracy osób niepełnosprawnych. Trzeba tu zauważyć, że jest to słuszna, ale jednak ewidentna interwencja państwa w funkcjonowanie rynku pracy, stawiająca „rynek” pod znakiem zapytania. Jeśli jest więc narzucony poziom kosztu, a można go uniknąć lub umniejszyć, to pracodawcy robią wszystko by z tego skorzystać, preferując osoby niepełnosprawne nawet często wbrew ich interesowi czy podstawowej logice myślenia. Ofert pracy dla osób niepełnosprawnych jest dużo i dotyczą one absurdalnie takich prac jak ochrona oraz sprzątanie obiektów. Znakomita większość ofert zatrudnienia na stanowisku ochrony obiektu zawiera wymóg posiadania przez kandydatów orzeczenia o stopniu niepełnosprawności. Nikogo nie dziwi, że funkcja z zasady wymagająca szczególnej sprawności, posiadania przynajmniej potencjalnych możliwości emanujących z wyglądu i postawy człowieka - mającego za zadanie utrzymać pewien porządek, podporządkować sobie osoby skłonne do niewłaściwego zachowania itp. – jest powierzana osobie o której z dużym prawdopodobieństwem można sądzić, że są niepełnosprawne fizycznie, czyli że można je śmiało ignorować. Podobnie i z pracą osób sprzątających; zadania wymagające tężyzny, szczególnej właśnie sprawności i poczucia równowagi przy pracy na drabinie – powierzana jest osobom niepełnosprawnym tylko dlatego, że jest wówczas tania; eliminacja składki na PFRON, inne dotacje i dofinansowania dla pracodawcy z funduszu PFRON, niskie pensje dla pracujących. Oczywiście nikt rozsądny nie zazdrości osobom niepełnosprawnym pracy bo i nie zazdrości im niepełnosprawności, zresztą wiadomo że fakt pracowania i osiągania dochodów jest bardzo ważny psychologicznie dla tych osób, faktem jednak jest i to że sytuacja ma cechy absurdu.

Druga grupa to pracujący emeryci. W istniejącym stanie prawnym osoby w wieku emerytalnym mogą pracować zarobkowo i osiągać dochody bez limitu jednocześnie pobierając emeryturę. Osoby takie są chętnie zatrudniane bo zadowalają się wtedy dużo niższą płacą niż te dla których miałoby to być jedynym dochodem na utrzymanie. Równie chętnie zawiera się z nimi umowy cywilne o wykonywanie cyklicznych zadań, bo w pewnych warunkach nie ma obowiązku odprowadzania za nie składek ubezpieczenia. Wykonują pracę a mało „kosztują” i dlatego są preferowane.

Inna grupa – to osoby w wieku do 26 roku życia. Są to przeważnie studenci i są bardzo poszukiwani na rynku pracy, wyłącznie dlatego, że pracodawca nie ma obowiązku odprowadzać za nie żadnych składek. Są tani.
Podobnie z osobami posiadającymi jakąś stała pracę u tzw. „pierwszego pracodawcy” – które są poszukiwane jako pracownicy tymczasowi do prac dodatkowych u innego pracodawcy; sytuacja ta umożliwia uwolnienie się od obowiązku odprowadzania składek czyli pomniejsza koszt pracodawcy. Każda możliwość pomniejszenia kosztu jest skrzętnie wyłapywana i wykorzystywana.

Niestety grupa osób w wieku zwanym „50 plus” nie jest objęta żadną preferencją, zwolnieniem z kosztów czy innym czynnikiem zmniejszającym koszty ich zatrudniania. Dlatego są w chwili obecnej w niezmiernie niekorzystnym położeniu na tzw. „rynku pracy”, który jak widać wcale nie kieruje się zasadami rynku a raczej jest przez państwo w różnym stopniu sterowany ręcznie.

Wydaje się, że istnieje konieczność natychmiastowej „deregulacji” tego, poprzez zniesienie wszelkich szczególnych zwolnień i przywilejów oczywiście poza konieczną szczególną regulacją zatrudniania niepełnosprawnych. Po prostu trzeba znieść wszelkie przepisy pozwalające na nienaliczanie i nieodprowadzanie składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. Za wszystkie pełnosprawne osoby zatrudnione i wykonujące umowy cywilne musi być odprowadzana kwota zobowiązań do ZUS i NFZ , bez żadnych wyjątków.
Na pytanie więc, dlaczego osoby w wieku „50 plus” nie mogą uzyskać zatrudnienia, można odpowiedzieć: bo jest wiele podmiotów „tańszych” w sensie kosztów pracy.
Oczywiście jest i wiele innych powodów.

Skutkiem takiej sytuacji jest to, że stworzono w ten sposób ogromną grupę (którą ocenia się na 700 000 – 800 000 obywateli) pozbawioną własnych środków utrzymania. Ludzie ci miast przynosić wpływy do ZUS, urzędów skarbowych, NFZ. – tylko kosztują, czasem czerpiąc coś z zasobów społecznych. Nie są nabywcami, usługobiorcami – więc nie wspomagają rozwoju gospodarki, która zależy przecież w jakimś stopniu od odbiorców, od popytu, od obrotów – szczególnie w sektorze drobnej wytwórczości i usług. Ludzie ci nie mając prawa do zasiłku dla bezrobotnych obciążają czasowo budżety swoich rodzin, krewnych czy dzieci, bo życie, egzystencja nieuchronnie wiąże się z kosztami. Nie odżywiają się właściwie, nie leczą się właściwie, stanowiąc dla NFZ swoistą „bombę z opóźnionym zapłonem” w tym znaczeniu, że kiedyś ta sytuacja wpłynie znacząco na budżet NFZ.
To co dziś się propagandowo nazywa "rynkiem pracy" jest w rzeczywistości konglomeratem przywilejów, zwolnień, ingerencji regulacyjnych i obszarów "zapomnianych". Rynek pracy w sensie definicji - NIE ISTNIEJE.
Jestem pewien, że gdyby dziś na przykład zlikwidowano wszystkie zwolnienia od składek obciążających pracodawców a wprowadzono zasadę, że tylko zatrudnienie osoby „50 plus” zwalnia np. na dwa lata od tych wszystkich obciążeń, to natychmiast praca byłaby wyłącznie dla osób z tej grupy wiekowej a studenci, emeryci i niepełnosprawni pozostawaliby bez zatrudnienia. Nagle wymyślane dziś powody odmowy zatrudniania osób z grupy "50 plus" przestałyby być ważne.
Nie chodzi jednak o to by odwracać działanie niesprawiedliwych preferencji a o to, by władza dostrzegła, że stworzyła niszę kompletnego odrzucenia, wyobcowanie, beznadziei i wykluczenia społecznego dla ogromnej grupy obywateli i to na dodatek tych obywateli którym obiecywała pomoc i wsparcie w przystosowaniu się do skutków koniecznego przekształcenia gospodarki, złagodzenie tych skutków.

27/03/2012

46.
Bezrobocie; niewygodna dla władzy prawda.

Niewygodna dla Pana Władysława Kosiniak Kamysza - obecnie jeszcze ministra pracy.

Sytuacja osób w wieku umownie zwanym „50 plus” staje się absolutnie dramatyczna.

Niewątpliwie przyczynia się do tego prócz polityki rządu także cały szereg innych czynników, mniej lub bardziej pośrednich. Do nich trzeba zaliczyć i ogromną masę negatywnych stereotypów, nieporozumień, mitów na temat bezrobocia i bezrobotnych, atmosferę niezdrowej rywalizacji o miejsca pracy których brakuje, powszechny urzędniczy i dziennikarski bełkot, także i negowanie bezrobocia pomimo faktów – jako reakcje obronną na krytykę rządu, pomimo że merytorycznie brak kontrargumentów, czyli reakcję bezmyślnej agresji na krytykę. To nie jest przecież wymysł PO; było to charakterystyczne dla dawnej władzy PRL-u, że władza zawsze musiała „mieć rację” więc gdy jej nie miała, uciszano krytyków socjotechniczną manipulacją oraz agresją.

Fakt, że krytyka jest konstruktywna, co oznacza że dotyczy działania władzy a nie władzy jako takiej – prowadząc do uzasadnienia potrzeby zmiany działania władzy a nie samej władzy, niczego nie zmienia w atmosferze politycznej przypominającej bardziej gówniarskie mordobicie na weselu a nie spokojne i rzeczowe rozwiązywanie problemów. W takiej sytuacji wysiłki ludzi kompetentnych skupiają się na obronie PR Premiera, na tuszowaniu faktów, wprowadzaniu zamieszania pojęciowego, zamiast na rozmowie o rzeczywistości. Jednym ze sposobów „obronnego” wprowadzania zamieszania jest manipulowanie nawet i samym pojęciem „50 plus” jako określeniem grupy obywateli w podobnej sytuacji; zazwyczaj wtedy władza zaczyna używać słowa „senior”.
Senior to po prostu człowiek w starczym wieku, staruszek, dziadek, starszy pan, najstarszy w rodzinie. Określenie to sugeruje wyłącznie „starszy wiek” i nic poza tym, nie ma żadnego odniesienia do pozycji na „rynku pracy”, źródła dochodu na utrzymanie – czyli tych wszystkich czynników jakie nas tu interesują. Senior, to pojęcie bardziej towarzyskie, rodzinne; stosowanie go w kontekście rynku pracy jest skandaliczną manipulacja zaciemniającą obraz rzeczywistości. To samo dotyczy wszelkich działań mających poprawić komfort życia "seniorów", ich dostęp do informacji, kultury itp.

Mówiąc natomiast o osobach z grupy „50 plus” mamy na myśli w tym wypadku konkretnie i wyłącznie osoby w wieku produkcyjnym po 50 a niektórzy nawet twierdzą, że po 45 roku życia, ale przed wiekiem nabycia prawa do emerytury, osoby zdolne do pracy zawodowej i chętne do tej pracy, poszukujące możliwości zatrudnienia. Chodzi o osoby, dla których praca najemna jest jedynym albo podstawowym, zasadniczym źródłem dochodu niezbędnego do utrzymania się. Granica początkowe wieku wyznaczona jest przez zjawisko odmowy zatrudniania ze względu na wiek. Ma to charakter lokalnie zróżnicowany. Ponadto zjawisko jest trudne do obserwacji czy badań, bo jest ono przecież nielegalne, jest jawnym złamaniem prawa. To jakby łamanie prawa z całym błogosławieństwem prawa; przepisy swoje a praktyka swoje – i nikomu prócz „ofiar” to nie przeszkadza… Natomiast końcowa granica tego wyróżnionego sektora – to osiągnięcie wieku emerytalnego. Osoby w wieku emerytalnym są po prostu emerytami, nie są „50 plus” ani nie są bezrobotnymi, nawet jeśli maja ponad 50 lat i nie pracują. Praktycznie więc określenie „50 plus” oznacza szczególną osobę bezrobotną, której pracodawcy odmawiają zatrudnienia.

Jak już wspomniałem, trudno badać przyczyny tego zjawiska, gdyż ma ono znamiona bezprawności; prawem zabronionego szykanowania ze względu na wiek czy też nierównego traktowania kandydatów do zatrudnienia z powodu ich wieku.
Kluczem jednak do sprawy jest – jakie znaczenie dla pracodawcy ma ten wiek, skąd taka negatywna reakcja. Pytani o to pracodawcy czy eksperci Konfederacji Pracodawców Prywatnych, zaczynają dziwnie kluczyć i bąkać pod nosem… prawdopodobnie zdając sobie w pełni sprawę z niemalże jawnej bezprawności takiego stanowiska. Jedyną  wymówką oficjalnie podawaną  jest sprawa tej nieszczęsnej „ochrony” stosunku pracy w okresie przedemerytalnym, czyli na cztery lata przed osiągnięciem tego wieku. Zgodnie z obecnymi zasadami mężczyzny zatrudnionego który przekroczył wiek 61 lat (4 lata przed emeryturą) nie można już zwolnić z pracy o ile wykonuje swoje obowiązki zawodowe, i by nie dopuścić do tego – pracodawca rozwiązuje taki stosunek pracy zanim mężczyzna ten wejdzie we wspomniany okres „ochrony”. Jest to możliwe, gdyż stosunek pracy ma charakter dobrowolny dla każdej ze stron, więc każda ze stron umowy o pracę może ją rozwiązać z zachowaniem zasad określonych w prawie pracy. Łatwo tu stwierdzić, że to co miało chronić przed rozwiązaniem stosunku pracy – właśnie powoduje jego rozwiązanie, czyli rzekomy przywilej ochrony – szkodzi, ale to jakoś zupełnie nie robi wrażenia na decydentach.

Generalnie – mamy na rynku pracy ogromny niedobór ilościowy miejsc pracy. Ma on także charakter strukturalny, to znaczy struktura kompetencji kandydatów do pracy nie odpowiada strukturze kompetencji oczekiwanych przez pracodawców. Likwidacja wielu gałęzi produkcji i wielu zakładów produkcyjnych stworzyła dużą grupę bezrobotnych posiadających doświadczenie zawodowe w zawodach obecnie zbędnych, osób z wykształceniem zawodowym lub ogólnym, bardzo często z dość słabą umiejętnością posługiwania się sprzętem IT, także  często nie posługujących się jakimkolwiek językiem obcym w stopniu umożliwiającym zastosowanie tego w pracy lub podjęcie pracy za granicą. W tej grupie – mówiąc o osobach „50 plus” mamy na myśli osoby bezrobotne z definicji, to znaczy spełniające wszystkie kryteria jakie są wymagane do uzyskania statusu osoby bezrobotnej.  Nie należą więc do tej grupy emeryci, osoby niezdolne do pracy z powodu alkoholizmu, osoby w trakcie resocjalizacji, inwalidzi i osoby niepełnosprawne, osoby bierne zawodowo, osoby bezdomne z wieloletnią dezaktywacją zawodową itp., gdyż nie są to osoby bezrobotne, nawet jeśli nie pracują i są w wieku 50 i więcej lat. Osoby niepełnosprawne lecz zdolne do jakiejś, odpowiedniej dla nich pracy nie zaliczam do "50 plus" gdyż objęte są one szczególnymi przepisami dotyczącymi osób niepełnosprawnych (ustawa o PFRON), są odrębną grupą na rynku pracy, korzystającą ze szczególnej kierunkowanej pomocy państwa jaka nie przysługuje innym osobom z grupy 50 plus.

Sytuacja tej grupy osób jest w chwili obecnej dramatyczna, bo praktycznie nie mają one szans na zatrudnienie. Brak obecnie jakichkolwiek programów wsparcia dotyczących do-kwalifikowania czy przekwalifikowania z jednoczesną aktywizacją zawodową. Fundusze na staże, szkolenia i prace interwencyjne organizowane w ramach zadań PUP są drastycznie okrojone. Z powodu długotrwałości bezrobocia i absurdalnie drakońskich wymogów formalnych – coraz mniej osób z tej grupy ma prawo do zasiłku dla bezrobotnych. Osoby te coraz częściej pozostają bez żadnych środków do życia i bez szans na zmianę swojej sytuacji, korzystają z minimalnej pomocy rodzin, pozwalającej przetrwać fizycznie w ograniczonym okresie czasu.

Widać dziś całkowity brak zrozumienia tej sytuacji wśród decydentów albo – pomimo pełnego zrozumienia – brak woli podjęcia jakichś działań zaradczych a raczej – działania na rzecz ukrycia czy zbagatelizowania problemu, byle notowania polityczne Premiera nie spadały…
Niestety: spadną!  Skorzystają na tym ci, co nie powinni; skrajna prawica i skrajna lewica. I o to mam właśnie pretensję do władzy z Platformy Obywatelskiej; o sprzyjanie niepokojom i zamieszkom, prowokowanie „rewolucji”, ekstremistycznych wybryków zamiast spokojnego, rozumnego i cywilizowanego, zrównoważonego i społecznie sprawiedliwego rozwoju.

26/03/2012

44.
Apel do pana ministra Władysława Kosiniak Kamysza.

Panie Ministrze.

W wypowiedziach Pana oraz Pana Premiera z satysfakcją odnajduję ostatnio konkluzję, że zamiarem Rządu jest stworzenie stabilnego rozwiązania systemu emerytalnego, rozwiązania przy którym nie będzie już potrzeby wprowadzania żadnych zmian w ciągu najbliższego co najmniej dziesięciolecia.
To jest oczywiście stanowisko jak najbardziej godne pochwały i wsparcia. Aby jednak system emerytalny posiadał tę cechę trwałości, musi być wystarczająco uniwersalny a przede wszystkim musi odnosić się do realiów życiowych, realiów politycznych oraz realnej prognozy gospodarczej. System musi być przemyślany ekonomicznie i finansowo, ale także odnosić się do życia, do potrzeb ludzi; nawet najlepsze teoretycznie rozwiązanie modelowe nie wytrzyma próby czasu, jeśli nie będzie odpowiadało realiom życia. A to z kolei oznacza, że zasady ubezpieczenia emerytalnego muszą uwzględniać wszystkie możliwości mogące wystąpić w życiu i realnie się do nich odnosić, uwzględniać je.

Mimo, że to jest dla Pana i teoretyków zapewne bardzo trudne, na system emerytalny trzeba patrzeć z punktu widzenia ludzi którzy mu będą podlegali. Nie z punktu widzenia ludzi którzy go nie potrzebują, nie wierzą w państwowe emerytury i nie muszą liczyć na nie.
Nawet więcej: nie można systemu emerytalnego wydzielić z całości zagadnień dotyczących warunków życia osób których obejmą wprowadzone obecnie zmiany, szczególnie osób będących obecnie w wieku zwanym „50+”, te które mają przed sobą nie więcej niż 10 lat pracy zawodowej do osiągnięcia wieku emerytalnego.

Podstawą myślenia o istniejących problemach musi być zauważenie, że człowiek by żyć, utrzymać się w gotowości do pracy, musi osiągać pewien dochód, posiadać pewne określone środki finansowe, określane jako praktycznie choćby minimalne; ale wystarczające. Tymczasem o systemie emerytalnym, o sytuacji bezrobotnych a nawet o sytuacji na rynku pracy w ogóle – mówi się jakby w oderwaniu od tej prostej i oczywistej zasady. Także wiele kwot i wskaźników jest oderwanych od tej zasady. Tworzy to przepaść pomiędzy przepisami a życiem, życie odbiega od przepisów, co z kolei pogłębia brak szacunku dla prawa, jaki odziedziczyliśmy po czasach PRL.

Dla przykładu: by utrzymać zdolność i gotowość do natychmiastowego podjęcia pracy, w chwili obecnej niezbędne jest posiadanie środków wystarczających na utrzymanie choćby skromnego dachu nad głową, utrzymanie właściwego poziomu higieny, co oznacza możliwość kąpieli w ciepłej wodzie z mydłem, szamponem do włosów, możliwość golenia się i możliwość uprania, wysuszenia i uprasowania odzieży, posiadania jej w ilości pozwalającej na zmianę. Trzeba choćby skromnie ale regularnie się odżywiać. A to z kolei wymaga środków na pokrycie kosztów tych potrzeb. Są to więc koszty mieszkania, wody i jej podgrzania, energii elektrycznej, ciepła (ogrzewania) itp. ale także i np. strzyżenia, zakupu obuwia odpowiedniego do pory roku, środków do utrzymania tego obuwia w czystości i tak dalej.

Proszę o wybaczenie, że podaję tu tak szczegółowy, rozwinięty przykład, ale większość osób wypowiadających się na ten temat sprawia wrażenie, że nie zdają sobie sprawy z tych realiów, jakby zaspokojenie tych podstawowych potrzeb było czymś tak oczywistym, że aż nie warto o tym wspominać. Ale to nie jest oczywiste. Oczywiste jest tylko to, że wszystko kosztuje, za to trzeba zapłacić. Zaznaczam jeszcze raz dobitnie, iż piszę tu o osobach bezrobotnych poszukujących pracy, bo sytuacja finansowa takiej osoby która już znalazła zatrudnienie i otrzymuje swoją pensję za pracę - to temat oddzielny. Piszę o tym dlatego, że statystycznie ok. 80% osób bezrobotnych zarejestrowanych w Powiatowych Urzędach Pracy nie otrzymuje zasiłku dla bezrobotnych. Zostało to celowo i świadomie zablokowane w treści stosownej ustawy. Jednocześnie ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy definiuje osobę uprawniona do statusu osoby bezrobotnej jako z jednej strony gotową do natychmiastowego podjęcia pracy zawodowej w pełnym wymiarze, z drugiej strony natomiast nieosiągającą dochodów wyższych niż połowa minimalnego wynagrodzenia oraz niepobierającą zasiłku stałego z pomocy społecznej.
Zapewniam Pana, że osoba osiągająca dochód mniejszy niż połowa najniższego wynagrodzenia – w krótkim czasie staje się niezdolna do podjęcia jakiejkolwiek pracy. Żaden pracodawca nie będzie też rozmawiał o zatrudnieniu z człowiekiem w sposób oczywisty prezentującym cechy charakterystyczne dla bezdomności; np. brudne, śmierdzące, wymięte ubranie, rozpadające się buty, brak podstawowej higieny, brak zębów, niemożność określenia czasu (godziny) z powody braku zegarka itp. Ustawowy wymóg ograniczający dochody osoby poszukującej pracy poniżej minimalnych realnych potrzeb życiowych – jest absurdalny. Rozumiem, że to może dotyczyć np. uprawnienia do zasiłku dla bezrobotnych, ale nie statusu osoby bezrobotnej w ogóle.

By w rzeczywistości być zdolnym do pracy, osoby poszukujące zatrudnienia muszą osiągać dochody wystarczające na utrzymanie się w takiej gotowości, o czym wspominałem wcześniej. Sytuacja takiej absurdalnej dysproporcji prowokuje składanie niezgodnych z prawdą oświadczeń o dochodach. Ogólnie rzecz biorąc – człowiek by żyć, musi posiadać wystarczające dochody. Statystycznie zaledwie kilkanaście procent osób zarejestrowanych w Urzędach Pracy pobiera zasiłek dla bezrobotnych. Ludzie zarejestrowani a niemający prawa do zasiłku muszą jakoś zarobić choćby właśnie po to, by zachować gotowość do podjęcia pracy. Chwytają się każdej okazji, również prac dorywczych „na czarno” nigdzie nie rejestrowanych, bez zapewnienia właściwych warunków bezpieczeństwa i higieny pracy. Osiągane dochody nie są nigdzie rejestrowane, zleceniodawca nie odprowadza zapewne od tego podatku ani składek ubezpieczenia. Zleceniodawcy angażują ludzi do takich dorywczych prac bezpośrednio „z ulicy”, często spod siedziby Powiatowego Urzędu Pracy. Wynikiem takiej sytuacji jest to, że ludzie są zmuszeni często nie przestrzegać przepisów czy też składać oświadczenia „nie w pełni zgodne z prawdą”, po to by utrzymać się w faktycznej gotowości do podjęcia pracy. Jest to oczywiście naganne, ale celowe; być może nie zasługuje na usprawiedliwienie ale wymaga zrozumienia.
Powstaje w ten sposób także mit czy stereotyp nieuczciwego bezrobotnego, oszusta wyłudzającego zasiłki lub choćby same składki ubezpieczenia a w rzeczywistości – zatrudnionego. Taki mit z kolei powoduje utrudnienie zdobycia zatrudnienia dla innych bezrobotnych, determinuje bardzo niski status bezrobotnego w oczach potencjalnego pracodawcy, także utrudnia pracę Urzędów Pracy, minimalizując ilość ofert zatrudnienia tam trafiających. Przyznanie się do bycia zarejestrowanym bezrobotnym jest często najgorszą rekomendacją jaką może mieć osoba poszukująca pracy.
A przecież celem działania Urzędów Pracy jest coś dokładnie odwrotnego; promowanie bezrobotnych jako kandydatów do zatrudnienia i uwiarygodnianie ich w oczach pracodawców. Znów tu mamy do czynienia z ogromnymi kosztami dającymi efekt odwrotny od zamierzonego.

Oczywiście – przypadki nieuczciwości zapewne występują, ale w opisanym przypadku przyczyną jest niedostosowanie kwoty uprawnionego dochodu do realnych potrzeb. Bezmyślnie ustalone przepisy prowokują tak wiele bałaganu. W tym przypadku – kwota dopuszczalnych doraźnych dochodów osoby bezrobotnej, chwilowo nigdzie nie zatrudnionej (na umowę o pracę lub umowę cywilną) i pobierającej zasiłek może być ograniczona do połowy najniższej płacy (prócz tego zasiłku), ale dla osoby niepobierającej zasiłku już musi być wyższa i np. równać się najniższej płacy. Także w chwili utraty prawa do zasiłku dla bezrobotnych (które ma przecież charakter czasowy a czas ten jest często krótszy niż czas poszukiwania zatrudnienia) - kwota dopuszczalnych dochodów musi być podniesiona do poziomu umożliwiającego utrzymanie się w gotowości do podjęcia pracy, o czym pisałem bardziej szczegółowo powyżej.

Wszystko to musi być realne i odpowiadać realnym, potrzebom życia. A nie jest.

Powyższy przykład dowodzi tego, że niektóre przepisy mogą mieć charakter nieprzemyślany a w konsekwencji wywołuje to istotne negatywne skutki zarówno dla Państwa jak i dla zainteresowanego obywatela. Narzuca to konkretne standardy reformie zasad emerytalnych. Na przykład kwota najniższej emerytury jest zbyt niska, nie pozwala na utrzymanie się. Zapewniam Pana, że za niecałe 800 zł (od 01 marca 2012 – 799,18 zł) nie można się utrzymać, biorąc pod uwagę wymienione potrzeby, realia życia, wzrastające koszty nie tylko utrzymania ale np. leczenia. Kwota najniższej emerytury musi zostać podwyższona np. do bardziej realnej kwoty równej najniższej płacy brutto. Koszt tej podwyżki musi się stać częścią warunków wyjściowych do reformy emerytalnej, to znaczy że należy w przeprowadzanych zmianach uwzględnić wstępne urealnienie wysokości najniższej emerytury. Koszt tej zmiany na czas do wystąpienia wystarczających efektów samej reformy – może być pokryty ze środków zaoszczędzonych w ten sposób z zasobów przeznaczanych na pomoc społeczną, bo emeryt otrzymujący świadczenie w wysokości 1500 zł nie będzie już korzystał z zasiłków i zapomóg z pomocy społecznej. Zasady funkcjonowania pomocy społecznej muszą zostać urealnione, a przede wszystkim uszczelnione tak, by pomoc trafiała wyłącznie do faktycznie i obiektywnie potrzebujących. Obecnie szacuje się (dane FOR), że połowa z 40 miliardów zł. rocznie trafia do oszustów wyłudzających pomoc nienależną.

Jest bardzo duża liczba osób bezrobotnych które nie mają prawa do zasiłku dla bezrobotnych oraz nie osiągają żadnego dochodu, nawet doraźnego. Praca „na czarno” prócz tego że jest nielegalna, obejmuje tylko niektóre zawody, np. budowlane lub najcięższą pracę fizyczną, więc nie jest dostępna dla każdego. Osoby te jeśli spełniają warunki utrzymania statusu osób bezrobotnych, muszą uzyskiwać jakieś dochody, jakąś pomoc. Ponownie można odwołać się do tego co już napisano powyżej; człowiek by żyć, by być gotowym do podjęcia zatrudnienia – musi osiągać dochód minimalny wystarczający do tego.

Z tego powodu, jako warunek wstępny przed reformą emerytalną, należy przeanalizować możliwości czasowego złagodzenia wymogów nabywania uprawnień do zasiłku dla bezrobotnych. Na przykład poprzez czasową nowelizację przepisu ustawy określającego te warunki, szczególnie dotyczące wymaganego teraz okresu opłacania składek na Fundusz Pracy, związanego z zatrudnieniem przed zarejestrowaniem w Urzędzie Pracy. Obecnie jeśli obywatel wypracowywał przychód pracodawcy z którego pracodawca opłacał przez wiele lat należną składkę na Fundusz Pracy a przerwa w tym opłacaniu w okresie pomiędzy zakończeniem pracy (płacenia składki) a zarejestrowaniem w PUP przekroczyła 6 miesięcy, obywatel ten w ogóle nie ma prawa do zasiłku. Trudno pojąć, z czego wynika ten okres akurat 6 miesięcy, wygląda to na arbitralnie ustaloną liczbę wziętą "z sufitu". Obywatel z którym rozwiązano stosunek pracy, ma obowiązek samodzielnie poszukiwać nowego zatrudnienia, być samodzielnym i aktywnym na rynku pracy natychmiast od rozpoczęcia się okresu wypowiedzenia umowy, rozwiązywanej przez pracodawcę.
Okres wypowiedzenia wynosi jeszcze często 3 miesiące w których nie można podjąć nowych obowiązków. Obywatel ma sam znaleźć sobie nowe zajęcie w czasie gdy pobiera jeszcze płacę w okresie wypowiedzenia; ma być samodzielny tak by nie musieć korzystać z zasiłku i nie ubiegać się o status osoby bezrobotnej, co należy traktować jak ostateczność, przyznanie się do swoistej "osobistej klęski". Wspomniany przepis prowokuje czy wymusza wręcz, by osoba kończąca pracę u jednego pracodawcy bez swojej winy, natychmiast po tym rejestrowała się niejako automatycznie w Urzędzie Pracy i występowała o zasiłek. A powinno dotyczyć to wyłącznie tych, którzy samodzielnie nie zdobyli zatrudnienia i potrzebują w tym pomocy np. w formie przekwalifikowania. Przepis jest absurdalny, bo karze samodzielnych i aktywnych, uważających sięganie po pomoc Państwa za ostateczność a promuje tych wyraźnie nastawionych na korzystanie z tej pomocy; on wręcz promuje bezrobocie i bierność. Absurdalne jest też odmawianie niezbędnego zasiłku osobie, która przez wiele lat generowała wpłacanie składek na FP a o jeden dzień spóźniła się z zarejestrowaniem w Urzędzie Pracy - nie spełniając przez to wymogu określonego w Art. 71 Ust. 1 Pkt 1 i 2 Ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy.
Zasiłek dla osoby bezrobotnej dla której Urząd Pracy nie ma oferty odpowiedniego zatrudnienia - stanowi środki niezbędne do utrzymania jej gotowości do podjęcia takiego zatrudnienia, dlatego dostępność zasiłku musi być dużo wyższa niż obecnie, nie może być ograniczana niczym obiektywnie nie uzasadnionymi barierami biurokratycznymi. Jednocześnie dużo wyższa niż obecnie musi być dyscyplina obowiązująca osoby pobierające zasiłek. Tak przecież jest w krajach sąsiednich, np. w Danii, więc dlaczego nie może być i naszą praktyką. Obecnie urząd Pracy spotyka się z osobą zarejestrowana 5 razy w roku, jedynie po to by odebrać od niej wymagane formalnie oświadczenia.

Panie Ministrze.
Proszę nie wierzyć w cuda. Człowiek by żyć musi osiągać minimalny dochód. Nie da się żyć bez pieniędzy. Obecnie duża liczba osób tego dochodu nie osiąga, albo wręcz nie osiąga żadnego dochodu. Pracy „na czarno” także nie wystarcza dla wszystkich (na szczęście). Nie można dłużej udawać, że to zjawisko nie występuje, że władza go nie dostrzega. Bezrobotni pozbawieni pomocy bardzo często obciążają kosztem swojej egzystencji swoje rodziny, krewnych, dzieci itp. Jest to forma nieoficjalnego i nielegalnego, nieujmowanego w żadnych statystykach dodatkowego opodatkowania osób bliskich, pracujących i osiągających dochody. Wydaje się, że stan ten jest celowo i świadomie stwarzany przez państwo; władza z pełną świadomością przerzuca koszty pomocy osobom pozbawianym zatrudnienia - na ich rodziny. Co jednak w nierzadkich przypadkach, gdy rodzina nie podejmuje tego wyzwania albo jej po prostu nie ma? Taka "polityka" władzy którą Pan reprezentuje - jest wyrokiem śmierci dla osób samotnych, nie tylko starszych. Prowadzi do nieuchronnego stoczenia się do poziomu kloszarda, skrajnej desocjalizacji, kryminalizacji, śmierci na śmietniku. Jako "polityka państwa" to haniebne. Będzie to już stale związane z Pana nazwiskiem i funkcją.

Być może niezbędne jest stworzenie warunków do przejścia na wcześniejsze emerytury pewnej kontrolowanej liczby osób bezrobotnych, w formie jednorazowej ograniczonej akcji - przed wprowadzeniem reformy emerytalnej i z uwzględnieniem w nowych zasadach – kosztów tejże akcji. Alternatywą byłoby ustalenie na wzór innych krajów europejskich odrębnej emerytury przejściowej dla długotrwale bezrobotnych na czas do uzyskania praw emerytalnych na zasadach ogólnych. Wbrew pozorom koszty tego mogą być w dłuższym okresie czasu niższe, niż koszty pomocy społecznej przysługującej i niezbędnej dla tych osób.

Panie ministrze.

Te relacje finansowe muszą być analizowane łącznie, globalnie. To obojętne z której kieszeni wyjmuje się pieniądze, jeśli trzeba je wyjąć. Dlatego proponuję analizować to z punktu widzenia potrzeb człowieka a nie z punktu widzenia osobnych resortów i ich obowiązków, ich budżetów oddzielnie rozliczanych. To także musi być uwzględnione w konstrukcji reformy emerytalnej. Jedno wydaje się pewne: człowiek musi mieć jakieś dochody by żyć i nie można dłużej udawać, że się tego nie dostrzega, gdyż prowadzi to w prostej konsekwencji do gwałtownych wybuchów społecznych, niepokoju, zamieszek, ofiar i strat. Sytuacja taka wzmacnia i zasila ideologie lewicowe, co także wydaje się dziś niekorzystne.

Jeśli reforma emerytalna nie uwzględni realnej sytuacji, konieczności urealnienia kwot, a zwłaszcza faktu iż wielka liczba obywateli bez swojej winy nie może osiągnąć obecnie żadnych dochodów – skutki reformy nie będą stabilne, będzie istniała i ciągle dawała o sobie znać potrzeba zbliżenia obowiązujących przepisów do realiów życia, korekt, interwencji, a to może podważyć efekt wprowadzonych, niewystarczających zmian.

Odwiedziny: