BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

19/02/2012

32.
Będą pracować dłużej – czy dłużej czekać, głodując lub żebrząc…?

Premier Donald Tusk wypowiada się butnie na temat projektu zmian wieku uprawniającego do emerytury, oficjalnie stawiając wszystko na jedną kartę, wspierając projekt całym swoim autorytetem (?), oraz nie dając żadnego pola do ustępstw, negocjacji, dyskusji. Twierdzi, że i tak nie miał zamiaru ubiegać się o kolejną kadencję, więc ryzykuje w tej sprawie cała swoją pozycję i dorobek polityczny, ale nie przyszłość.
Nie bardzo rozumiem w takim razie, po co ogłoszono w tej sprawie konsultacje społeczne w Ministerstwie Pracy i Spraw Społecznych. Wydaje się, że to tylko formalność, aby nikomu nie przysługiwał zarzut, jak w sprawie ACTA, że konsultacji społecznych nie było. Premier rozgłasza publicznie, że za wszelką cenę, nawet „na siłę” (?) przeforsuje projekt zmian wieku emerytalnego, więc „konsultacje” są tu tylko cynicznie potraktowaną formalnością.

Przyznam, że nie uważam się obecnie jeszcze za przeciwnika tej reformy, ale Rząd - taką postawą - niewątpliwie ze mnie przeciwnika uczyni.

Uważam, że do dyskusji, ale poważnej i rzeczywistej dyskusji a nie fikcyjnej – jak obecnie, jest przede wszystkim kolejność wprowadzania zmian w systemie emerytalnym. Nawet traktując rzecz logicznie, ta właśnie proponowana obecnie zmiana powinna być zmianą ostatnią, kończącą reformę a nie działaniem wstępnym i prawdopodobnie jedynym.
Wszystko co się dzieje w tej sprawie i jak się dzieje – jest jakieś pokrętne, wypaczone; czy Polacy rzeczywiście nie potrafią nic załatwić normalnie, w rzeczowy, cywilizowany i konstruktywny sposób?
Waldemar Pawlak, a teraz za nim i Minister Rolnictwa – jawnie wyrażają swoją niechęć do tej zmiany, apelując o jej zaniechanie. Przypuszczam, że może to być sygnałem dla Premiera, ostrzeżeniem by nie dokonywał zmian na wsi, nie tykał KRUSu, a może sygnałem dla jakiegoś stronnictwa wewnątrz PO, że PSL nie będzie się upierało w trwaniu przy Premierze Tusku… To bardzo zły sygnał dla społeczeństwa, w związku z tą reformą. Znów okazuje się, że społeczeństwo jest traktowane jak jakiś dodatek jedynie do polityków i ich nieodpowiedzialnych "zagrywek" w których społeczeństwo jest częściej piłką niż sędzią...

Przeciwnikiem reformy wydaje się też absurdalnie Minister Finansów, gdyż swoim cynicznym i fałszywym na wskroś przedstawianiem sprawy w „mediach” po prostu podbudowuje nieufność społeczeństwa. Pan Rostowski twierdzi że środowiska kobiece naciskają na przyjęcie zmiany wieku emerytalnego, gdyż jeśli kobiety nie będą pracowały do wieku 67 lat, to będą one bardzo poszkodowane dlatego, że z powodu krótszej pracy będą miały dużo niższe emerytury.

W rzeczywistości mamy następującą sytuację: obecnie jest w Polsce ok. 750 000 osób z grupy wiekowej „50+” których nikt nie chce zatrudnić. Celowo i świadomie nie piszę że „nie ma dla nich pracy” ale że nikt ich „programowo” choć z nieznanych powodów nie chce zatrudnić. Te "nieznane powody" - to wiek. To nic, że to złamanie prawa obowiązującego w Unii Europejskiej... Wielokrotnie przysłuchiwałem się dyskusjom ekspertów na ten temat, głównie z Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan” i zapytani o to – dziwnie się „wywijają” od odpowiedzi… Jedyna rzeczowa odpowiedź, jaka pada w takiej sytuacji, to stwierdzenie, że pracodawcy boją się wejścia pracownika w okres ochrony przed rozwiązaniem stosunku pracy (cztery lata przed nabyciem uprawnień do emerytury). To oczywiście blef, oszustwo, bo w obecnej sytuacji, gdy mężczyzna przechodzi na emeryturę normalnie w wieku 65 lat, wchodzi we wspomniany okres ochronny w wieku 61 lat, dlaczego więc pracodawca miałby „się bać” zatrudnić mężczyznę 55-letniego - na 6 lat, 58-letniego - na 3 lata czy 60- letniego na kilka miesięcy? Nie ma powodu. Kiedy media trąbiły o tym, jak złe są umowy o pracę na czas nieokreślony - pełno było propagandy na temat mobilności zawodowej pracowników, konieczności przygotowania do wykonywania wielu zawodów, gotowości do częstego zmieniania pracy, zachwalano pracę czasową i tymczasową, umowy "śmieciowe" itp. Kiedy teraz można zatrudnić 55-latka na czas określony np. 5 lat - to nagle pracodawcy twierdzą, że to zbyt krótko, szukają pracowników długoterminowych, na stałe i mimo że 55-latek ma przed sobą jeszcze 6 lat do wejścia w ten "straszny" okres ochrony przed rozwiązaniem stosunku pracy - zatrudnienia z tego powodu nie znajdzie. Tu widać wyraźnie, że to tylko gra pozorów, pretekst a właściwy powód jest inny. Powód jest zupełnie inny, ale leży on w sferze czynników wymienianych w przepisach o zakazie szykanowania i nierównego traktowania, i dlatego pozostaje on publicznie niejawny. W Polsce ludzie ci są masowo i skrycie nierówno traktowani jako kandydaci do pracy. To bezprawie… z całym błogosławieństwem prawa.

W Polsce jest obecnie 2 miliony trzysta tysięcy bezrobotnych. Prócz tych 750 000 osób bezrobotnych w wieku „50+” - wiadomo też, że w Polsce jedynie 34% osób w wieku z grupy 55 – 67 lat jest zatrudnionych. Więc dwie trzecie ludzi w tym wieku nie pracuje. Proponowane zmiany z tego powodu wcale nie spowodują wydłużenia czasu pracy przed nabyciem uprawnień do emerytury. Stosuje się tu propagandowy trick. To oszustwo powtarzane przez Ministra Rostowskiego. Zmiany te spowodują jedynie wydłużenie o dwa lata czasu oczekiwania na nabycie prawa do przejścia na emeryturę i - w przypadku braku zatrudnienia który jest niemalże normą - spowodują zmniejszenie wymiaru emerytury.

Ustalenie wieku emerytalnego na 67 lat nie spowoduje wzrostu ilości miejsc pracy, których drastycznie brakuje z powodu realizowanej ideologii gospodarczej, braku ochrony przez Polskę własnej gospodarki w Unii - nie spowoduje też nagłej zmiany nastawienia pracodawców do kandydatów do pracy z tej grupy wiekowej.

Ustalenie wieku emerytalnego na 67 lat nie spowoduje, że ludzie będą pracowali do wieku 67 lat, skoro teraz dużo młodsi nawet - już nie znajdują zatrudnienia ze względu na wiek i nie mają na pracę żadnej szansy.

Wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat spowoduje za to, że ludzie będą dłużej oczekiwać na swoją emeryturę. Nie ma dziś żadnej gwarancji, że będzie dla nich praca, więc będą dłużej czekać na bezrobociu, na zasiłku z opieki społecznej lub na utrzymaniu rodziny. Będą się o dwa lata dłużej tułać po różnych zasiłkach, żebrać o pomoc społeczną, wegetować w złych warunkach obciążając w najlepszym dla nich razie swoich krewnych. W związku z tym – nie będą powiększać swojego kapitału w IKE, bo nie będą wpłacane regularne składki a jeśli w pewnych okresach składki będą płacone – to w minimalnej wysokości, dużo niższej niż w przypadku pracy zarobkowej. Ludzie ci będą też wcześniej umierać z powodu braku opieki i złych warunków życia, braku środków na właściwe odżywianie i leczenie potrzebne ludziom starszym.
Dlatego w takim stanie „rynku pracy” – wydłużenie czasu oczekiwania na przejście na emeryturę bardzo pogorszy sytuację wielu osób.

Dlatego też wspominałem na wstępie o kolejności działań reformujących emerytury; najpierw trzeba poprawić sytuację w stanie zatrudnienia osób w wieku „50+”, zmniejszyć bezrobocie i to w sposób rzeczywisty a nie „ewidencyjny” a na końcu dopiero wydłużyć wiek przechodzenia na emeryturę.
Realnym (i antyspołecznym) skutkiem przesunięcia wieku emerytalnego będzie przesunięcie płatności emerytur o dwa lata a także wzrost ilości przypadków gdy senior wegetujący na zasiłku socjalnym nie doczeka swojej emerytury z powodu właśnie tych nieludzkich warunków życia i umrze przed nabyciem praw do emerytury (w takiej sytuacji jego IKE zasila zasoby systemu emerytalnego). Ponadto – z powodu bezrobocia w tej grupie wiekowej, środki zebrane na IKE będą mniejsze (dodatkowe dwa lata braku wpłat składek emerytalnych lub wpłaty minimalne zamiast tych uzależnionych od osiąganej płacy – bo składka jest przecież procentowa).
Można więc zapytać, jakie to będzie miało ogólne skutki finansowe.

Dwutygodnik „Forbes” wyliczył to kwotowo na podstawie materiałów rządowych dostarczonych w uzasadnieniu projektu:
Operacja podwyższenia i zrównania wieku emerytalnego już
w 2013 roku dałaby efekt „oszczędności” 600 milionów złotych.
W 2014 roku byłoby to 2 miliardy 400 milionów zł.
W 2015 roku – 5 miliardów 500 milionów zł.
W 2016 roku efekt zmian wyniesie 10 miliardów zł.
W 2017 roku – 18 miliardów zł.
W 2018 roku „oszczędności” wyniosą już 26 miliardów 400 milionów zł.
W 2019 roku – 35 miliardów 200 milionów zł.
W 2020 roku – efekt wyniesie 48 miliardów 700 milionów zł.

Powiedzmy sobie szczerze: te kwoty „oszczędności” – to jest suma niewypłaconych ludziom emerytur; niewypłaconych w czasie w jakim powinny być wypłacone wg obecnego stanu przepisów.

Zmiany są nieprzygotowane i proponowane „od końca”, w niewłaściwej kolejności. Ale co do zasady mogą być słuszne. Czy Rząd będzie w stanie w trybie pilnym od początku właściwie przygotować tę reformę?

Odwiedziny: