BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiarygodnośc władzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiarygodnośc władzy. Pokaż wszystkie posty

29/07/2014

Minister Pracy jest bardzo sprawny w realizacji planu oszustwa wyborczego PO. Część II.

Co ma zrobić minister, od którego oczekuje się „zmniejszenia bezrobocia” a który nie ma na to żadnego wpływu?

Zaczyna propagandę nieistniejącego sukcesu. Realizuje przy okazji plan „nabrania” czy „nabicia w butelkę” całego społeczeństwa w ramach oszukańczej kampanii wyborczej.
Może po prostu zmniejszyć WSKAŹNIKI bezrobocia, czyli działać na statystyki i dane liczbowe, interpretując to tak, jakby miało to odbicie w rzeczywistości, bo w rzeczywistości wiadomo przecież, że to w rzeczywistości żadnego odbicia nie ma i mieć nie może…

Minister ogłasza, że bezrobocie od początku roku spada. To propaganda. Spada głównie wskaźnik bezrobocia oznaczający liczbę osób zarejestrowanych w Urzędach Pracy. Co to ma wspólnego z liczbą miejsc pracy? Nic. Będąc uczciwym należałoby mówić zgodnie z prawdą, że spada liczba osób zarejestrowanych w PUP, czyli spada bezrobocie rejestrowane a nie, że ono spada rzeczywiście, w gospodarce.

Po prostu coraz mniej osób się rejestruje w PUP i jednocześnie coraz więcej z PUP odchodzi; albo sami rezygnują z nic im nie dającego statusu osoby bezrobotnej, albo są go administracyjnie pod byle pretekstem pozbawiani. Coraz więcej osób rozumie, że w PUP nie otrzymają żadnej realnej pomocy ani w uzyskaniu zatrudnienia, ani w uzyskaniu zasiłku, dlatego rezygnują z rejestrowania się. Rejestracja w PUP jest przecież dobrowolna…
Czy to więc oznacza „spadek bezrobocia”? Nie! Spadek bezrobocia – to wzrost zatrudnienia na nowych, wcześniej nie istniejących miejscach pracy. Spadek bezrobocia – to rozwój gospodarki, powstawanie nowych zakładów, szczególnie produkcyjnych lub usługowych a w nich nowych, wcześniej nie istniejących miejsc zatrudnienia. Czyli skrótowo pisząc – spadek bezrobocia to wzrost ilości miejsc pracy (i odwrotnie).
Jeśli zapytać pana Ministra – ile powstało nowych miejsc pracy, on nie wie – bo się przecież tym nie zajmuje. Nawet jeśli wie – to nie powie, bo to by dekonspirowało oszustwo. Więc można zapytać pana ministra – ile pracodawcy np. w czerwcu br. złożyli do PUP nowych ofert zatrudnienia. Okazuje się, że mniej niż w maju br. co oznacza, że nie przybyło nowych miejsc pracy, czyli bezrobocie nie zmalało. Minister Kosiniak Kamysz mówi jednak, że WIĘCEJ NIŻ ROK TEMU – czyli jednak przybyło… ? Bo tu nie chodzi o prawdę a o EFEKT !
Tyle, że pracodawcy nie muszą składać ofert zatrudnienia do PUP, jest to dobrowolne (prócz tzw. „budżetówki”). Część z nich zechciała skorzystać z usług PUP a część nie, jaka część – nie wiadomo…
To taka gra słów. Oczywiście zawsze można znaleźć w minionych czterech latach kadencji rządu taki miesiąc, gdy z czymś było gorzej niż w czerwcu br. i twierdzić, że „jest poprawa”, ale to jest kłamstwo, manipulacja, oszustwo nastawione na ukrycie prawdy w celach np. wyborczych. W ten sposób można udowodnić dowolną tezę; np. różnie dotychczas układały się moje zarobki, dlatego mogę twierdzić że jestem bogaty oraz że jestem biedny i OBIE tezy da się udowodnić odpowiednio wybranymi czy dobranymi danymi historycznymi. Jak wiadomo – obie jednocześnie prawdziwe raczej być nie mogą…

Narasta „szara strefa” gospodarki nielegalnej, bo rząd z tym nie walczy, tylko narzeka na dziurę w finansach Skarbu Państwa i niedobory w ZUS. Tymczasem kwitnie proceder tzw. „optymalizacji podatkowej” oraz „optymalizacji kosztów ZUS” oparty na dziurawym prawie i „liberalizmie” władzy.
Ludzie nie rejestrują się w PUP dla uzyskania ubezpieczenia zdrowotnego, więc pozornie spada ilość bezrobotnych. Trzeba tu wyraźnie powiedzieć, że osoby zatrudnione „na czarno” w rzeczywistości są bezrobotne, bo bez tego oszustwa żadnej pracy zarobkowej by nie znalazły; są bezrobotne, ale w sposób nie ujmowany w żadnej ewidencji; ich zatrudnienie może się w każdej chwili skończyć.
Zasiłki otrzymuje kilka procent zarejestrowanych, bo tak trudno jest spełnić wymogi formalne narzucone ustawą po to, by sztucznie odgórnie ograniczyć koszty obsługi bezrobocia, więc ludzie pozbawieni pracy nie mają motywacji w rejestrowaniu się – co jest przedstawiane jako sukces w „zwalczaniu bezrobocia”. W rzeczywistości jest to sukces w tworzeniu osób wykluczonych społecznie i zawodowo.

Jedyny wpływ, jaki Minister Pracy może mieć na ilość miejsc pracy – jest przeznaczanie ogromnych kwot pieniędzy publicznych na dotowanie zatrudnienia, poprzez finansowanie staży dla bezrobotnych opartych na ustawie o promocji zatrudnienia, finansowanie interwencji w rynek pracy poprzez prace interwencyjne i roboty publiczne, itp..

Otóż na staże dla bezrobotnych, czyli na dotacje dla pracodawców przeznaczono w tym roku ogromne fundusze. Osoba taka wykonuje przez okres 3 – 6 miesięcy pracę dla jakiegoś „organizatora stażu”, przy czym nie ponosi on żadnych kosztów z tego tytułu, mając całkowicie darmowego pracownika; bezrobotny otrzymuje „stypendium stażowe” w wysokości zasiłku dla bezrobotnych, finansowane z Funduszu Pracy, a po minięciu stażu – powraca do rejestru bezrobotnych. Czy to jest walka z bezrobociem? Nie! To walka o dobre statystyki. To rozdawanie publicznych pieniędzy pracodawcom, w części prywatnym. Podobnie i osoba bezrobotna, której uda się otrzymać skierowanie na prace interwencyjne; jest to praca na cały etat, na okres najczęściej kilku miesięcy, na umowę o pracę na czas określony, z płacą równą minimalnej ustawowo określonej.
Pracodawca otrzymuje refundację połowy wynagrodzeń i połowy składek na ubezpieczenie społeczne tego bezrobotnego, ewentualnie inne dofinansowania i premie a ma pełnoetatowego pracownika. Po minięciu terminu umowa automatycznie rozwiązuje się a bezrobotny powraca do rejestru bezrobotnych. Czy to jest walka z bezrobociem? Nie! To wyłącznie walka ze statystykami, wskaźnikami, danymi liczbowymi używanymi do propagandy wyborczej. To rodzaj oszustwa, maskarady, choć może nieco pomaga przetrwać tym nieszczęsnym ludziom pozbawianym normalnego zatrudnienia.
Organizacja i dotowanie staży oraz zatrudnienia interwencyjnego nie jest walką z bezrobociem bo skutek jest jedynie chwilowy i doraźny, przemijający wraz z dotacjami. To raczej forma tworzenia niewolniczego rynku pracy i transfer publicznych pieniędzy do prywatnych kieszeni pod pretekstem „pomocy dla bezrobotnych”. Pisałem już o tym wielokrotnie.

Płace i warunki zatrudnienia są tak tragiczne, poza oczywiście kilkoma największymi ośrodkami i dla tych co w ogóle zatrudnienie znaleźli, że wielu ludzi decyduje się wyjeżdżać do pracy za granicę, na prace sezonowe, dorywcze, obsługę ruchu turystycznego itp. Ludzie przestają już liczyć na realną pomoc i zaczynają sami „kombinować”, co może okazać się indywidualnie skuteczne, ale rujnuje życie społeczne, rodzinę, demografię itp. Skutki tego wkrótce wyjdą na jaw, ale doraźnie – liczą się tylko statystyki. Medialna walka o kontynuację tej władzy, poprzez plakaciki propagandowe pana Ministra Pracy wklejane na Twitterze…
Trzeba to jak najszybciej przerwać, zakończyć. Trzeba ujawnić stan faktyczny i rozpocząć działania rzeczywiste i celowe. To również dobry temat pytań „wyborczych” kierowanych do Jarosława Kaczyńskiego.

28/07/2014

Minister Pracy jest bardzo sprawny w realizacji planu oszustwa wyborczego PO. Część I.

Minister Władysław Kosiniak Kamysz jest bardzo przydatny dla rządu Donalda Tuska. Przynajmniej w aspekcie taktyki, jaką ustalono wobec spadających notowań PO i zbliżających się wyborów. Mam na myśli słynną rozmowę ministra spraw wewnętrznych Sienkiewicza z prezesem NBP – Markiem Belką nagraną przez „kelnerów” a upublicznioną przez „Wprost”. Stenogram był powszechnie publikowany, jednak dla lepszej dostępności i ja także przytoczyłem go w blogu.

Cały zaplanowany tu atak propagandowy ma mieć dwa nurty: pierwszy – przeciwko konkurencji politycznej, czyli nurt słynnego już „zajebania PIS komisją śledczą w sprawie Macierewicza” (sformułowanie ministra Sikorskiego) którego realizacja właśnie się rozpoczyna a drugi – na rzecz „przekonania” społeczeństwa do głosowania znów na PO, wsparty jak uzgodnili rozmówcy – pomocą NBP w wywoływaniu (oszukańczego) wrażenia wspaniałej kondycji polskiego budżetu i polskich finansów publicznych.
Chodziło tu rozmówcom o to, że kondycja naszego państwa jest fatalna, co by przy normalnym zarządzaniu wymagało po prostu przyznania tego publicznie i rozpoczęcia bardzo dotkliwej akcji „oszczędnościowej” i „naprawczej” w kwestii wydatków publicznych, polegającej na „cięciu” wydatków kosztem czasowego, ale znacznego pogorszenia sytuacji społeczeństwa a więc i znacznego pogorszenia nastrojów społecznych, kierującego się w sposób naturalny przeciwko tej władzy podczas wyborów. A władza na to właśnie tuż przed wyborami pozwolić sobie nie chciała, stąd plan „oszustwa” socjotechnicznego z wykorzystaniem „sztuk magicznych” NBP i uzdolnionego Szczurka z MF.

Wiele wskazuje na to, że plan ten jest po prostu spokojnie, bezwzględnie i cynicznie realizowany. Całą ideę charakteryzuje niejako wypowiedź ministra Sienkiewicza: (cyt.)

[Bartłomiej Sienkiewicz] Albo ludzie poczują, że nastąpiła pewna zmiana, bo jak ja poznaję ten proces, to jest tak: (…) budujemy drogi, bla, bla, bla (…), ale to już kompletnie nie działa. Dlaczego nie działa? Bo przeciętny Kowalski patrzy na te autostrady, estakady, na ten dworzec, na cokolwiek innego… (…) Bo jego podstawowe pytanie jest: a co JA z tego kurwa mam?! Gdzie jest ten pieniądz u mnie w portfelu? A nie, że ma wypierdolonego orlika przed oknami, bo on ma w dupie tego orlika, podobnie ma tę autostradę w dupie!
(…)

Jest tu jednak jeszcze jedna ważna sprawa.

Niezmiernie ważnym czynnikiem wpływającym na nastroje społeczne tak ważnym dla pretendentów ubiegających się o głosy ludzi odpowiednio wcześniej, przed wyborami – są kwestie pracy i bezrobocia. I tu niezmiernie ważną rolę propagandową w całościowym planie oszustwa wyborczego otrzymał minister pracy z PSL Władysław Kosiniak Kamysz.
Platforma Obywatelska postanowiła oszukać opinię publiczną, co do rzeczywistego stanu bezrobocia i minister pracy okazał się tu bardzo sprawnym urzędnikiem Premiera Tuska. Zadanie ministra wymaga sporej inteligencji; jak „walczyć z bezrobociem” nie mając na nie żadnego wpływu? Oto sztuka propagandy sukcesu.

Bezrobocie to przecież brak dostatecznej ilości miejsc pracy. Powstało po części przypadkowo, na skutek bezmyślnego niszczenia i rozgrabiania majątku firm państwowych w czasie tak zwanej „transformacji ustrojowej”, po części potem na skutek decyzji gospodarczych Unii Europejskiej; decyzji – które noszą jednak znamiona w pewnym stopniu politycznych, którym władza w imieniu Polski się bezkrytycznie podporządkowała. Dotyczy to np. decyzji Komisarz unijnej dotyczącej przemysłu stoczniowego i paru innych gałęzi przemysłu polskiego. Spowodowało to likwidacje wielu zakładów a co za tym idzie i miejsc pracy w nich, bez zastąpienia ich czymkolwiek innym. Niebagatelne było tu też nastawienie ideologiczne naszej ekipy „liberałów” oparte na „pobożnych” życzeniach niewierzących, na lekturze prac teoretyków liberalizmu gospodarczego, na podszeptach „doradców-bankierów” nie zawsze chyba wiernych interesowi polskiemu, na magicznym myśleniu i wierze w „samoregulację” i „niewidzialną rękę rynku”, jako panaceum na wszystkie kłopoty gospodarcze… jedynie chyba „ikonę” liberalizmu polskiego tamtych czasów – Jana Krzysztofa Bieleckiego stać dziś czasami na wypowiedzi szczere i bezstronnie krytyczne w stosunku do tych początków nowej władzy.

Powracając jednak do tematu – faktem jest, że bezrobocie to częściowy brak miejsc pracy. Minister Pracy – nie likwiduje miejsc pracy ani tym bardziej ich nie tworzy, dlatego jego wpływ na stan bezrobocia jest raczej minimalny i dotyczy tylko w najlepszym przypadku stopnia wykorzystania istniejących miejsc pracy oraz formy przetrwania tych dla których pracy nie starczyło. Tymczasem w Polsce utarło się, że to Minister Pracy „walczy z bezrobociem”… więc się nasz minister stara… przynajmniej zrobić dobre wrażenie… na swoim szefie przede wszystkim…

Dla rzeczywistego zmniejszenia bezrobocia powinny rzeczywiście powstawać nowe miejsca pracy, w miarę możności trwałego zatrudnienia i to pracy o różnych wymaganych kompetencjach, w zawodach produkcyjnych i rzemieślniczych i w różnych dziedzinach przemysłu. Jeśli tak nie jest – powstaje bezrobocie strukturalne. Takie efekty poprawy daje rzeczywisty rozwój gospodarki, a więc powstawanie nowych przedsiębiorstw, w tym głównie produkcyjnych lub w ostateczności usługowych, w których potrzebni są pracownicy w różnych specjalnościach i o różnym poziomie wykształcenia. To jest sprawa ministra d/s gospodarki i ministra d/s szkolnictwa a nie ministra pracy. Dla rzeczywistego efektu ministerstwa powinny ściśle ze sobą współpracować, każde robiąc „swoje” a razem – wspólnie (choć każde na swój sposób) walcząc z bezrobociem. Tak nie jest, bo Premier jak się dowiadujemy z „taśm prawdy” – dał zbyt dużo swobody ministrom, poza tym praktycznie nie działa Komitet Stały Rady Ministrów mający to wszystko wspomagać i koordynować. Polskie działania pro-rozwojowe – to jak się dowiadujemy z taśm „chuj, dupa i kamieni kupa” – jak to precyzyjnie określił minister rządu Tuska. Czyli po prostu tego nie ma, lub jest całkowicie bezwartościowe.

Jeśli nie ma działań pro-inwestycyjnych, pro-rozwojowych – a ja wierzę ministrowi, gdy szczerze mówi o tym w okolicznościach świadczących iż miałem się o tym nigdy nie dowiedzieć – to nie będzie rozwoju przemysłu, czyli nie przybędzie nam w znaczący sposób miejsc trwałego zatrudnienia. Czyli w konsekwencji – bezrobocie tak łatwo i szybko nie zmaleje – co jest dla tego rządu jak się okazuje – oczywiste. Tym bardziej mamy dowód, że działalność ministra pracy Kosiniak Kamysza jest po prostu wielkim oszustwem propagandowym.
Jest bardzo wiele błędów w działaniach władzy dotyczących gospodarki i inwestycji. Teraz odnosi się wrażenie, że władza doprowadziła do pewnego stanu „zawieszenia”, w którym potencjalni lub nawet ci faktyczni inwestorzy, straszeni usilnie „rządem Kaczyńskiego” czekają z inwestycjami na… wynik najbliższych wyborów.

Odwiedziny: