BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opozycja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opozycja. Pokaż wszystkie posty

29/07/2014

Minister Pracy jest bardzo sprawny w realizacji planu oszustwa wyborczego PO. Część II.

Co ma zrobić minister, od którego oczekuje się „zmniejszenia bezrobocia” a który nie ma na to żadnego wpływu?

Zaczyna propagandę nieistniejącego sukcesu. Realizuje przy okazji plan „nabrania” czy „nabicia w butelkę” całego społeczeństwa w ramach oszukańczej kampanii wyborczej.
Może po prostu zmniejszyć WSKAŹNIKI bezrobocia, czyli działać na statystyki i dane liczbowe, interpretując to tak, jakby miało to odbicie w rzeczywistości, bo w rzeczywistości wiadomo przecież, że to w rzeczywistości żadnego odbicia nie ma i mieć nie może…

Minister ogłasza, że bezrobocie od początku roku spada. To propaganda. Spada głównie wskaźnik bezrobocia oznaczający liczbę osób zarejestrowanych w Urzędach Pracy. Co to ma wspólnego z liczbą miejsc pracy? Nic. Będąc uczciwym należałoby mówić zgodnie z prawdą, że spada liczba osób zarejestrowanych w PUP, czyli spada bezrobocie rejestrowane a nie, że ono spada rzeczywiście, w gospodarce.

Po prostu coraz mniej osób się rejestruje w PUP i jednocześnie coraz więcej z PUP odchodzi; albo sami rezygnują z nic im nie dającego statusu osoby bezrobotnej, albo są go administracyjnie pod byle pretekstem pozbawiani. Coraz więcej osób rozumie, że w PUP nie otrzymają żadnej realnej pomocy ani w uzyskaniu zatrudnienia, ani w uzyskaniu zasiłku, dlatego rezygnują z rejestrowania się. Rejestracja w PUP jest przecież dobrowolna…
Czy to więc oznacza „spadek bezrobocia”? Nie! Spadek bezrobocia – to wzrost zatrudnienia na nowych, wcześniej nie istniejących miejscach pracy. Spadek bezrobocia – to rozwój gospodarki, powstawanie nowych zakładów, szczególnie produkcyjnych lub usługowych a w nich nowych, wcześniej nie istniejących miejsc zatrudnienia. Czyli skrótowo pisząc – spadek bezrobocia to wzrost ilości miejsc pracy (i odwrotnie).
Jeśli zapytać pana Ministra – ile powstało nowych miejsc pracy, on nie wie – bo się przecież tym nie zajmuje. Nawet jeśli wie – to nie powie, bo to by dekonspirowało oszustwo. Więc można zapytać pana ministra – ile pracodawcy np. w czerwcu br. złożyli do PUP nowych ofert zatrudnienia. Okazuje się, że mniej niż w maju br. co oznacza, że nie przybyło nowych miejsc pracy, czyli bezrobocie nie zmalało. Minister Kosiniak Kamysz mówi jednak, że WIĘCEJ NIŻ ROK TEMU – czyli jednak przybyło… ? Bo tu nie chodzi o prawdę a o EFEKT !
Tyle, że pracodawcy nie muszą składać ofert zatrudnienia do PUP, jest to dobrowolne (prócz tzw. „budżetówki”). Część z nich zechciała skorzystać z usług PUP a część nie, jaka część – nie wiadomo…
To taka gra słów. Oczywiście zawsze można znaleźć w minionych czterech latach kadencji rządu taki miesiąc, gdy z czymś było gorzej niż w czerwcu br. i twierdzić, że „jest poprawa”, ale to jest kłamstwo, manipulacja, oszustwo nastawione na ukrycie prawdy w celach np. wyborczych. W ten sposób można udowodnić dowolną tezę; np. różnie dotychczas układały się moje zarobki, dlatego mogę twierdzić że jestem bogaty oraz że jestem biedny i OBIE tezy da się udowodnić odpowiednio wybranymi czy dobranymi danymi historycznymi. Jak wiadomo – obie jednocześnie prawdziwe raczej być nie mogą…

Narasta „szara strefa” gospodarki nielegalnej, bo rząd z tym nie walczy, tylko narzeka na dziurę w finansach Skarbu Państwa i niedobory w ZUS. Tymczasem kwitnie proceder tzw. „optymalizacji podatkowej” oraz „optymalizacji kosztów ZUS” oparty na dziurawym prawie i „liberalizmie” władzy.
Ludzie nie rejestrują się w PUP dla uzyskania ubezpieczenia zdrowotnego, więc pozornie spada ilość bezrobotnych. Trzeba tu wyraźnie powiedzieć, że osoby zatrudnione „na czarno” w rzeczywistości są bezrobotne, bo bez tego oszustwa żadnej pracy zarobkowej by nie znalazły; są bezrobotne, ale w sposób nie ujmowany w żadnej ewidencji; ich zatrudnienie może się w każdej chwili skończyć.
Zasiłki otrzymuje kilka procent zarejestrowanych, bo tak trudno jest spełnić wymogi formalne narzucone ustawą po to, by sztucznie odgórnie ograniczyć koszty obsługi bezrobocia, więc ludzie pozbawieni pracy nie mają motywacji w rejestrowaniu się – co jest przedstawiane jako sukces w „zwalczaniu bezrobocia”. W rzeczywistości jest to sukces w tworzeniu osób wykluczonych społecznie i zawodowo.

Jedyny wpływ, jaki Minister Pracy może mieć na ilość miejsc pracy – jest przeznaczanie ogromnych kwot pieniędzy publicznych na dotowanie zatrudnienia, poprzez finansowanie staży dla bezrobotnych opartych na ustawie o promocji zatrudnienia, finansowanie interwencji w rynek pracy poprzez prace interwencyjne i roboty publiczne, itp..

Otóż na staże dla bezrobotnych, czyli na dotacje dla pracodawców przeznaczono w tym roku ogromne fundusze. Osoba taka wykonuje przez okres 3 – 6 miesięcy pracę dla jakiegoś „organizatora stażu”, przy czym nie ponosi on żadnych kosztów z tego tytułu, mając całkowicie darmowego pracownika; bezrobotny otrzymuje „stypendium stażowe” w wysokości zasiłku dla bezrobotnych, finansowane z Funduszu Pracy, a po minięciu stażu – powraca do rejestru bezrobotnych. Czy to jest walka z bezrobociem? Nie! To walka o dobre statystyki. To rozdawanie publicznych pieniędzy pracodawcom, w części prywatnym. Podobnie i osoba bezrobotna, której uda się otrzymać skierowanie na prace interwencyjne; jest to praca na cały etat, na okres najczęściej kilku miesięcy, na umowę o pracę na czas określony, z płacą równą minimalnej ustawowo określonej.
Pracodawca otrzymuje refundację połowy wynagrodzeń i połowy składek na ubezpieczenie społeczne tego bezrobotnego, ewentualnie inne dofinansowania i premie a ma pełnoetatowego pracownika. Po minięciu terminu umowa automatycznie rozwiązuje się a bezrobotny powraca do rejestru bezrobotnych. Czy to jest walka z bezrobociem? Nie! To wyłącznie walka ze statystykami, wskaźnikami, danymi liczbowymi używanymi do propagandy wyborczej. To rodzaj oszustwa, maskarady, choć może nieco pomaga przetrwać tym nieszczęsnym ludziom pozbawianym normalnego zatrudnienia.
Organizacja i dotowanie staży oraz zatrudnienia interwencyjnego nie jest walką z bezrobociem bo skutek jest jedynie chwilowy i doraźny, przemijający wraz z dotacjami. To raczej forma tworzenia niewolniczego rynku pracy i transfer publicznych pieniędzy do prywatnych kieszeni pod pretekstem „pomocy dla bezrobotnych”. Pisałem już o tym wielokrotnie.

Płace i warunki zatrudnienia są tak tragiczne, poza oczywiście kilkoma największymi ośrodkami i dla tych co w ogóle zatrudnienie znaleźli, że wielu ludzi decyduje się wyjeżdżać do pracy za granicę, na prace sezonowe, dorywcze, obsługę ruchu turystycznego itp. Ludzie przestają już liczyć na realną pomoc i zaczynają sami „kombinować”, co może okazać się indywidualnie skuteczne, ale rujnuje życie społeczne, rodzinę, demografię itp. Skutki tego wkrótce wyjdą na jaw, ale doraźnie – liczą się tylko statystyki. Medialna walka o kontynuację tej władzy, poprzez plakaciki propagandowe pana Ministra Pracy wklejane na Twitterze…
Trzeba to jak najszybciej przerwać, zakończyć. Trzeba ujawnić stan faktyczny i rozpocząć działania rzeczywiste i celowe. To również dobry temat pytań „wyborczych” kierowanych do Jarosława Kaczyńskiego.

28/07/2014

Minister Pracy jest bardzo sprawny w realizacji planu oszustwa wyborczego PO. Część I.

Minister Władysław Kosiniak Kamysz jest bardzo przydatny dla rządu Donalda Tuska. Przynajmniej w aspekcie taktyki, jaką ustalono wobec spadających notowań PO i zbliżających się wyborów. Mam na myśli słynną rozmowę ministra spraw wewnętrznych Sienkiewicza z prezesem NBP – Markiem Belką nagraną przez „kelnerów” a upublicznioną przez „Wprost”. Stenogram był powszechnie publikowany, jednak dla lepszej dostępności i ja także przytoczyłem go w blogu.

Cały zaplanowany tu atak propagandowy ma mieć dwa nurty: pierwszy – przeciwko konkurencji politycznej, czyli nurt słynnego już „zajebania PIS komisją śledczą w sprawie Macierewicza” (sformułowanie ministra Sikorskiego) którego realizacja właśnie się rozpoczyna a drugi – na rzecz „przekonania” społeczeństwa do głosowania znów na PO, wsparty jak uzgodnili rozmówcy – pomocą NBP w wywoływaniu (oszukańczego) wrażenia wspaniałej kondycji polskiego budżetu i polskich finansów publicznych.
Chodziło tu rozmówcom o to, że kondycja naszego państwa jest fatalna, co by przy normalnym zarządzaniu wymagało po prostu przyznania tego publicznie i rozpoczęcia bardzo dotkliwej akcji „oszczędnościowej” i „naprawczej” w kwestii wydatków publicznych, polegającej na „cięciu” wydatków kosztem czasowego, ale znacznego pogorszenia sytuacji społeczeństwa a więc i znacznego pogorszenia nastrojów społecznych, kierującego się w sposób naturalny przeciwko tej władzy podczas wyborów. A władza na to właśnie tuż przed wyborami pozwolić sobie nie chciała, stąd plan „oszustwa” socjotechnicznego z wykorzystaniem „sztuk magicznych” NBP i uzdolnionego Szczurka z MF.

Wiele wskazuje na to, że plan ten jest po prostu spokojnie, bezwzględnie i cynicznie realizowany. Całą ideę charakteryzuje niejako wypowiedź ministra Sienkiewicza: (cyt.)

[Bartłomiej Sienkiewicz] Albo ludzie poczują, że nastąpiła pewna zmiana, bo jak ja poznaję ten proces, to jest tak: (…) budujemy drogi, bla, bla, bla (…), ale to już kompletnie nie działa. Dlaczego nie działa? Bo przeciętny Kowalski patrzy na te autostrady, estakady, na ten dworzec, na cokolwiek innego… (…) Bo jego podstawowe pytanie jest: a co JA z tego kurwa mam?! Gdzie jest ten pieniądz u mnie w portfelu? A nie, że ma wypierdolonego orlika przed oknami, bo on ma w dupie tego orlika, podobnie ma tę autostradę w dupie!
(…)

Jest tu jednak jeszcze jedna ważna sprawa.

Niezmiernie ważnym czynnikiem wpływającym na nastroje społeczne tak ważnym dla pretendentów ubiegających się o głosy ludzi odpowiednio wcześniej, przed wyborami – są kwestie pracy i bezrobocia. I tu niezmiernie ważną rolę propagandową w całościowym planie oszustwa wyborczego otrzymał minister pracy z PSL Władysław Kosiniak Kamysz.
Platforma Obywatelska postanowiła oszukać opinię publiczną, co do rzeczywistego stanu bezrobocia i minister pracy okazał się tu bardzo sprawnym urzędnikiem Premiera Tuska. Zadanie ministra wymaga sporej inteligencji; jak „walczyć z bezrobociem” nie mając na nie żadnego wpływu? Oto sztuka propagandy sukcesu.

Bezrobocie to przecież brak dostatecznej ilości miejsc pracy. Powstało po części przypadkowo, na skutek bezmyślnego niszczenia i rozgrabiania majątku firm państwowych w czasie tak zwanej „transformacji ustrojowej”, po części potem na skutek decyzji gospodarczych Unii Europejskiej; decyzji – które noszą jednak znamiona w pewnym stopniu politycznych, którym władza w imieniu Polski się bezkrytycznie podporządkowała. Dotyczy to np. decyzji Komisarz unijnej dotyczącej przemysłu stoczniowego i paru innych gałęzi przemysłu polskiego. Spowodowało to likwidacje wielu zakładów a co za tym idzie i miejsc pracy w nich, bez zastąpienia ich czymkolwiek innym. Niebagatelne było tu też nastawienie ideologiczne naszej ekipy „liberałów” oparte na „pobożnych” życzeniach niewierzących, na lekturze prac teoretyków liberalizmu gospodarczego, na podszeptach „doradców-bankierów” nie zawsze chyba wiernych interesowi polskiemu, na magicznym myśleniu i wierze w „samoregulację” i „niewidzialną rękę rynku”, jako panaceum na wszystkie kłopoty gospodarcze… jedynie chyba „ikonę” liberalizmu polskiego tamtych czasów – Jana Krzysztofa Bieleckiego stać dziś czasami na wypowiedzi szczere i bezstronnie krytyczne w stosunku do tych początków nowej władzy.

Powracając jednak do tematu – faktem jest, że bezrobocie to częściowy brak miejsc pracy. Minister Pracy – nie likwiduje miejsc pracy ani tym bardziej ich nie tworzy, dlatego jego wpływ na stan bezrobocia jest raczej minimalny i dotyczy tylko w najlepszym przypadku stopnia wykorzystania istniejących miejsc pracy oraz formy przetrwania tych dla których pracy nie starczyło. Tymczasem w Polsce utarło się, że to Minister Pracy „walczy z bezrobociem”… więc się nasz minister stara… przynajmniej zrobić dobre wrażenie… na swoim szefie przede wszystkim…

Dla rzeczywistego zmniejszenia bezrobocia powinny rzeczywiście powstawać nowe miejsca pracy, w miarę możności trwałego zatrudnienia i to pracy o różnych wymaganych kompetencjach, w zawodach produkcyjnych i rzemieślniczych i w różnych dziedzinach przemysłu. Jeśli tak nie jest – powstaje bezrobocie strukturalne. Takie efekty poprawy daje rzeczywisty rozwój gospodarki, a więc powstawanie nowych przedsiębiorstw, w tym głównie produkcyjnych lub w ostateczności usługowych, w których potrzebni są pracownicy w różnych specjalnościach i o różnym poziomie wykształcenia. To jest sprawa ministra d/s gospodarki i ministra d/s szkolnictwa a nie ministra pracy. Dla rzeczywistego efektu ministerstwa powinny ściśle ze sobą współpracować, każde robiąc „swoje” a razem – wspólnie (choć każde na swój sposób) walcząc z bezrobociem. Tak nie jest, bo Premier jak się dowiadujemy z „taśm prawdy” – dał zbyt dużo swobody ministrom, poza tym praktycznie nie działa Komitet Stały Rady Ministrów mający to wszystko wspomagać i koordynować. Polskie działania pro-rozwojowe – to jak się dowiadujemy z taśm „chuj, dupa i kamieni kupa” – jak to precyzyjnie określił minister rządu Tuska. Czyli po prostu tego nie ma, lub jest całkowicie bezwartościowe.

Jeśli nie ma działań pro-inwestycyjnych, pro-rozwojowych – a ja wierzę ministrowi, gdy szczerze mówi o tym w okolicznościach świadczących iż miałem się o tym nigdy nie dowiedzieć – to nie będzie rozwoju przemysłu, czyli nie przybędzie nam w znaczący sposób miejsc trwałego zatrudnienia. Czyli w konsekwencji – bezrobocie tak łatwo i szybko nie zmaleje – co jest dla tego rządu jak się okazuje – oczywiste. Tym bardziej mamy dowód, że działalność ministra pracy Kosiniak Kamysza jest po prostu wielkim oszustwem propagandowym.
Jest bardzo wiele błędów w działaniach władzy dotyczących gospodarki i inwestycji. Teraz odnosi się wrażenie, że władza doprowadziła do pewnego stanu „zawieszenia”, w którym potencjalni lub nawet ci faktyczni inwestorzy, straszeni usilnie „rządem Kaczyńskiego” czekają z inwestycjami na… wynik najbliższych wyborów.

17/07/2014

Zasadnicze pytanie: czy umowa Tuska i Belki nadal działa i będzie realizowana aż do wyborów? Cz. 2

Wspomniana wcześniej rozmowa, szczególnie ten zacytowany fragment jej stenogramu – niejako automatycznie kojarzy się z informacjami o wymianie banknotów będących w obiegu, na „lepiej zabezpieczone”.
Pisał o tym szczegółowo np. „Newsweek”: http://biznes.newsweek.pl/nowe-banknoty-nbp-wzor-znaki-zmiany-newsweek-pl,artykuly,287266,1.html
Opisany w tym artykule proces ma służyć tzw. „naturalnej” wymianie banknotów zbyt już zużytych, uszkodzonych oraz nieautentycznych – na nowe, przy okazji zmodernizowane co do sposobów zabezpieczenia. Mówiąc wprost – taka „wymiana naturalna” zakłada chyba po prostu zastąpienie każdego wykrytego banknotu nienadającego się do dalszego użytku – nowym, prosto z drukarni a przy okazji – bardziej nowoczesnym banknotem. W obiegu jest podobno (a w każdym razie dotychczas było) około 1.400.000.000 banknotów.
Rozmówcy ustalają tu strategię własnego działania, którego celem jest niedopuszczenie do zwycięstwa wyborczego PiS pomimo iż partia ta ma „43% poparcia wg. CBOS”. Oznacza to świadome i celowe przeciwstawienie się demokracji, czyli działania totalitarne władzy, ponieważ do zablokowania demokracji ma posłużyć wprzęgnięcie z zasady konstytucyjnej niezależnego banku centralnego (NBP) do finansowej pomocy rządowi PO. Minister Spraw Wewnętrznych mówi, że „ekonomika” będzie decydowała o „stabilności kraju” (mając na myśli stabilność polityczną władzy PO) a pomiędzy ekonomiką a polityką jest określony związek – odnoszony tu do zbliżających się wyborów. Jest ogromny deficyt budżetowy, sytuacja staje się poważna, dla opanowania jej potrzebne byłyby „cięcia”, co oznacza konieczność wdrożenia wielkich oszczędności wydatków publicznych dotykających bardzo wielu przeciętnych obywateli, ale obywatele ci są wyborcami, którzy w najbliższym czasie będą głosować w wyborach samorządowych i parlamentarnych – wyborcami mogącymi dać władzę PiS, jeśli będą „niezadowoleni” z Tuska np. z powodu wspomnianych „cięć”. Dlatego uzgodniono w tej rozmowie sposób oszukania wyborców – co do rzeczywistego stanu państwa, dzięki włączeniu niezależnego z definicji Banku Centralnego do działań politycznych ochraniających władzę PO. Prezes NBP Marek Belka postawił warunki: współpraca bezpośrednio z premierem Tuskiem, dymisja ministra finansów Rostowskiego i mianowanie na ministra osoby wskazanej przez NBP (Mateusz Szczurek).
To już zostało wykonane.

Drugi warunek to odpowiednie podyktowane przez NBP zmiany treści ustawy o NBP – dające możliwości oczekiwanego przez rząd działania „pomocowego”. Nowelizacja tej ustawy została przeprowadzona i właśnie weszła w życie. Drugi warunek tego „interesu” także więc został spełniony, na dodatek jakiekolwiek dzisiejsze zastrzeżenia do działań NBP mogą okazać się obecnie bezpodstawne, to znaczy zgodne z tą specjalnie spreparowana wersją ustawy o NBP. „Wszystko jest w ministerstwie, tam są wytrychy” – mówi w cytowanej wyżej rozmowie Marek Belka.

Ideą tego skandalicznego działania wspólnego PO i NBP jest stworzenie fikcyjnie korzystnego obrazu finansów państwa i propaganda rzekomych sukcesów rządu PO, aby takim oszustwem przekonać jednak wyborców do głosowania na PO (nie wyklucza to jednoczesnych agresywnych działań propagandowych PO przeciwko PiS, czy wspomnianego „zajebania PiS komisją specjalną w sprawie Macierewicza” – o czym wspominał minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski w nagranej i upublicznionej rozmowie z ministrem finansów Jackiem Rostowskim).

Trzecia związana z tym sprawa, to sprawa konfliktu władzy z miliarderem Zbigniewem Jakubasem, określanym przez ministrów jako „tłusty miś”, posiadającym jeszcze niedawno G K „Multico” a poprzez nią – kontrolny pakiet udziałów w spółce „Mennica Polska S. A.”, niedawno ponownie „przejęty” przez rząd PO.
Tego także dotyczy dalsza część rozmowy ministra Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem Markiem Belką:

(…)
[MB] My musimy przejść przez ćwiczenie pod tytułem „negocjacje na temat nowych monet”. Bo te negocjacje w dużej mierze… Myśmy się zdecydowali te drobne monety, bo chcieliśmy je w ogóle zlikwidować, ale z jakiś powodów niezrozumiałych i, szczerze mówiąc, jak to zwykle bywa. (…) Tutaj Jacek [Rostowski] zachował się po prostu jak cipa. No i tam uległ jakimś tam tego i zaczął walkę. OK. Więc myśmy postanowili te monety zamienić na inne, takie same dla ludzi, ale tańsze w produkcji. Przy okazji żeśmy stwierdzili, dlaczego by nie urynkowić tego procesu, czyli zapytanie ofertowe żeśmy wysłali do trzech mennic, w tym polskiej. (…) Tylko problem jest taki, że jak wygrają, no to będą bardzo drodzy, a jak przegrają, to będą bardzo tani. A my nie chcielibyśmy, żeby oni przegrali, ale żeby byli bardzo tani. No i jesteśmy w związku z tym w dupie. Jesteśmy wobec trudnych negocjacji z człowiekiem [Zbigniewem Jakubasem], który już uważa, żeśmy go okradli.
[BS] (…) To może trzeba mu powiedzieć, jak można go bardziej okraść. Może zrozumie.
[MB] Myślę, że on to wszystko wie, ale zdaje się, że on jest przyzwyczajony do tego, że jak ma partnera państwowego, to znaczy, że ma cipę przed sobą, a on sam gra twardych ludzi. Jemu wszystko wolno, a państwowemu nic nie wolno. On o tym doskonale wie. My się spodziewamy oczywiście czarnego PR z ich strony. (…) My musimy dbać o pewne zasady, a on w ogóle zasad nie przestrzega. Z tym, że w końcu tę pałę to ma państwo.
[BS] Tak. Na cały obszar.
[MB] Na cały obszar. I tu trzeba ścisłej współpracy, z tą pałą.
( … )

Mennicą Państwową zarządza więc ponownie rząd, ma nad nią pełną kontrolę, co należy dołączyć do warunków wymienionych powyżej. Ponadto jeszcze jak się dowiadujemy z powyższej upublicznionej rozmowy, z Radą Polityki Pieniężnej, która powinna być niezależna i mieć funkcję kontrolną wobec finansów państwa – „można pograć”, jak stwierdza sam prezes NBP, a nadający Radzie powagi naukowej prof. Jerzy Hausner – jest „pivotalny” i bardzo mu się to podoba: cyt. (…) [MB] Pivotalny właśnie on jest, kurwa… A patrz, jak to się temu chujowi podoba, że on jest pivotalny. (…)” Określenie to najprawdopodobniej miało oznaczać, że prof. Hausnera można łatwo przekonać; że jego poglądy są „zmienne”; że da się go „obrócić” (pivot – walec, trzpień; pivotal – obrotowy, dający się obrócić, przekręcić) na tę lub na inną stronę, grając na jego poczuciu ważności, czy też na jego autorytecie naukowym.
W związku z tym – jak sugeruje sam prezes Belka – funkcje nadzorczo-kontrolne RPP nie są wykonywane skutecznie, więc Rada nie jest w stanie przeszkodzić w realizacji porozumienia finansowo-politycznego pomiędzy Platformą Obywatelską a NBP – o czym pisałem powyżej.

W związku z powyższym – trzeba zadać pytania:
  1. Czy rzekoma „naturalna wymiana banknotów zużytych na nowe” jest faktycznie wymianą 1 do 1 (jeden nowy za jeden zużyty tego samego nominału), czy też może być formą masowego ukrytego dodruku „pustego pieniądza” w innej proporcji, np. 100 nowych za jeden zużyty, albo banknot 100 zł zamiast zużytego banknotu 10 zł.
  2. Jakie byłyby w przyszłości skutki bańki finansowej powstałej poprzez dodruk pieniądza dla doraźnych celów PR-owych nastawionych na efekt propagandowy i wybory.
  3. Jakie jeszcze „kombinacje” finansowe, działania bezprawne lub sprzeczne z kanonami cywilizowanej ekonomii przygotował Marek Belka i jego „protegowany” minister finansów Mateusz Szczurek po to, by wykonać dla Donalda Tuska plan zablokowania nadchodzącego i spodziewanego zwycięstwa partii opozycyjnej.
  4. Jakie „wytrychy” wprowadzono do ustawy o NBP specjalnie by umożliwić realizację tego porozumienia. Przecież łatwo byłoby przeanalizować zmiany w treści ustawy od lipca 2013 do lipca 2014 i ich znaczenie w kontekście treści nagranych i opublikowanych rozmów zainteresowanych tym polityków i funkcjonariuszy państwa.
  5. Czy efekt deflacji mającej wpłynąć na czasowe obniżki niektórych cen (np. żywności) został celowo „spreparowany” przez władzę i jakie będą jego koszty (cena) w przyszłości, cena którą po wyborach będzie musiało zapłacić całe społeczeństwo.
Po analizie zmian wprowadzonych do ustawy o NBP możliwe byłoby stwierdzenie, jakie jeszcze „mechanizmy” zaplanowano by wprowadzić w błąd społeczeństwo co do stanu państwa, jego sytuacji ekonomicznej – oszukać społeczeństwo na użytek walki wyborczej.
Sytuacja wydaje się podwójnie paradoksalna a raczej absurdalna: politycy i funkcjonariusze organizujący takie całkowicie bezprawne, łamiące Konstytucję działania – pomimo ich ujawnienia pozostają bezkarni na swoich dotychczasowych stanowiskach a na dodatek – działania te pomimo ich ujawnienia – są – jak wszystko na to wskazuje – nadal kontynuowane, realizowane zgodnie z planem i nikomu w tym państwie to nie przeszkadza, nawet niemrawej i podzielonej opozycji politycznej, w którą są one wymierzone… 

Tusk z kulawą nogą nie szczeknie złego słowa Premierowi w tej sprawie.
Moim zdaniem to musiałoby być wyjaśnione i jeśli rzeczywiście tak jest – natychmiast powstrzymane. Kto miałby to skontrolować, jeśli instytucje kontrolne państwa są do tego procederu włączone albo niewiarygodne? Państwo stało się totalitarne i posługuje się metodami totalitarnymi, zastraszaniem, wykorzystaniem instytucji państwa do walki politycznej o zachowanie władzy. Zupełnie tu także bym nie miał zaufania do „instytucji” komisji śledczej Sejmu, do Prezydenta RP… może tym właśnie należałoby tłumaczyć przerażającą ciszę w tej sprawie.

08/07/2014

W takiej sytuacji, w normalnym państwie rząd musi po prostu odejść, jako kompletnie niewiarygodny!

Nagrana i ujawniona rozmowa Ministra Spraw Wewnętrznych Sienkiewicza z Prezesem NBP Belką ujawniła sposób, w jaki Platforma Obywatelska traktuje demokrację, w jaki traktuje społeczeństwo. Demokracja po prostu dla PO nie istnieje, władza Tuska nie ma żadnej alternatywy i dla niego – nie ma też żadnego ograniczenia. 

Z kontekstu jednoznacznie wynika, że to Sienkiewicz, z widocznym respektem do rozmówcy, tak by nie naruszyć ambicjonalnego poczucia „niezależności” prezesa NBP, ma tu za zadanie wysondować, jaka mogłaby być reakcja Belki na nieformalny (bo bezprawny) wniosek partii rządzącej o pomoc finansową NBP w utrzymaniu władzy.
Minister Sienkiewicz w skrócie przedstawia obraz sytuacji z perspektywy rządu; jest to obraz nie w pełni prawdziwy, „podrasowany” na potrzeby argumentacji tak, by prezes Belka sam doszedł do „właściwych” wniosków i odnosi w tym pełen sukces.

Wiele szczegółów tej rozmowy wskazuje, że minister został po prostu „wysłany” i zobowiązany przez kogoś do delikatnego wysondowania – jaka byłaby reakcja prezesa NBP na oczekiwanie ze strony rządu Tuska bezpośredniej współpracy banku centralnego dla niedopuszczenia do zwycięstwa wyborczego PIS, jakie też byłyby warunki „organizacyjne” tej współpracy ze strony prezesa Belki. To „sondowanie” przeradza się w bezpośrednią „naradę wojenną” przeciw opozycji (czyli przeciw demokracji).
Okazało się, że dla prezesa Belki nie ma praktycznie żadnych problemów z bezpośrednim zaangażowaniem politycznym NBP, nawet problemu nie stwarza dla niego Rada Polityki Pieniężnej z „pivotalnym” prof. Hausnerem; „niby niezależna” RPP, z którą Belka jest w stanie „pograć”. Prezes Banku Centralnego stawia warunek usunięcia urzędującego ministra finansów, powołania na jego miejsce innej osoby wskazanej przez NBP oraz wprowadzenia konkretnych podyktowanych przez niego zmian w ustawie o Narodowym Banku Polskim.

Rozmowa ta odbyła się podobno rok temu. Po niej zaczęły następować zmiany, świadczące niezbicie o tym, że „interes” został przez Premiera Tuska zaakceptowany i rozpoczęła się jego realizacja. Urzędujący wówczas minister finansów J. V. Rostowski jeszcze w tym, samym roku został – jak ustalono w tej rozmowie z wszystkimi „lansadami” – zdymisjonowany i zastąpiony młodym i nikomu wcześniej nie znanym trzydziestoletnim ekonomistą dr Mateuszem Szczurkiem. Zakończono też prace nad nowelizacją ustawy o NBP, w których rozpatrywano też „opinie” Banku Centralnego i obecnie – zmiany te weszły w życie. Wszystko więc, co jak wynika z tego nagrania zostało uzgodnione – zostało zrealizowane. Czy to oznacza, że Narodowy Bank Polski i jego prezes marek Belka przestali być apolityczni i niezależni od władzy wykonawczej a stali się finansistami Platformy Obywatelskiej – zaangażowanymi w jej walkę z opozycją przed zbliżającymi się wyborami?
Jeśli tak, oznacza to zgodnie z argumentacją ministra Sienkiewicza użytą w tej rozmowie, że rozpoczęto właśnie wielką akcję ukrywania przed społeczeństwem rzeczywistego, prawdziwego stanu finansów państwa. Ukrywania poprzez np. dodruk „pustego” pieniądza, manipulacje obligacjami państwowymi itp. w taki sposób, aby do czasu najbliższych wyborów parlamentarnych przekonać wyborców, że jest dobrze, Polska jest OK, rząd Tuska wyprowadza kraj z kryzysu itp. A po wyborach, gdy PO pozostanie dzięki temu oszustwu – i będzie kontynuować swoje rządy, cała prawda – która prędzej czy później będzie musiała być ujawniona – już tym rządom nie zagrozi przez kolejne cztery lata. Dla zablokowania wszelkich niekorzystnych dla „elity” zmian, przeciwstawienia się demokracji w chwili obecnej dającej przewagę opozycji, utrzymania za wszelką cenę władzy i uniknięcia za wszelką cenę odpowiedzialności – postanowiono Polskę tymczasem pogrążyć w jeszcze większy kryzys, jeszcze większe zadłużenie finansów publicznych itp.

Sprawa ujawnionych nagrań po prostu zburzyła podstawy zaufania do tej władzy. Dziś już nie wiadomo, czy jakiekolwiek słowo i jakakolwiek informacja podawana przez rząd czy NBP jest wiarygodna, czy też jest już tylko wynikiem opisanych wyżej działań i umowy. W takiej sytuacji w normalnych warunkach, w normalnym państwie rząd musi po prostu natychmiast odejść, jako kompletnie niewiarygodny. Tymczasem – nie tylko nie ma mowy o dymisji całego gabinetu przez Premiera, ale nawet bezpośrednio skompromitowani politycy nie zostali usunięci ze stanowisk. Władza zachowuje się jak totalitarna władza partii faszystowskiej, która opanowała i przejęła wszystkie instytucje państwa, podporządkowując je „wodzowi” (Führerowi), dzięki czemu jest „nieusuwalna”.

Brak wiarygodności nasuwa zasadnicze wątpliwości i pytania.

Czy rzekoma „wymiana banknotów zużytych na nowe” jest rzeczywiście tylko wymianą, czy wymianą mającą zamaskować intensywny druk pieniądza bez pokrycia. (Wymiana 1 zużytego banknotu na 100 nowych)? I kto nad tym może zapanować, skoro NBP stał się „polityczny”, Hausnera można „obrócić na swoją stronę” a z Radą Polityki Pieniężnej można sobie „pograć” – jak mówił Belka?

Czy ogłoszone dziś przez NBP prognozy gospodarcze na najbliższe trzy lata są uczciwe, rzeczywiste i obiektywne – czy uwzględniają już „pomoc finansową NBP dla rządu Tuska” – co do której dogadali się minister Sienkiewicz z prezesem Belką? Chodzi o prognozowany rozwój 3,6% w 2014 i 2015 roku a 3,5 w 2016 roku, oraz inflację 0.2% w bieżącym a 1,4% w przyszłym roku i 2,3% w 2016 roku.
Jak można teraz traktować „poważnie” obietnice spadku cen żywności, lub nie traktować za agitację polityczną czegokolwiek, co wychodzi z NBP?

Spodziewać się można jedynie „poważnych” kłopotów, gdy prawda o gospodarce i finansach publicznych wyjdzie kiedyś na jaw. Nawet odsunięcie od funkcji prezesa NBP pana Belki, czy dymisja ministra Sienkiewicza – nie gwarantuje przerwania realizacji „politycznego interesu” zawartego w tej, nagranej i opublikowanej rozmowie.
Wiarygodność rządowi RP może przywrócić tylko dymisja całego obecnego gabinetu, oraz wyjaśnienie do końca spraw ujawnionych w rozmowie, usunięcie zmian dokonanych w ustawie o NBP. Szansą ma być wniosek o wotum nieufności dla rządu Tuska i debata parlamentarna w związku z tym wnioskiem. 
 

10/01/2013

Bezrobotni – w podłym państwie Platformy Obywatelskiej.

Już samo określenie „bezrobotny” – jest patologiczne; to paskudny rusycyzm, kojarzący się nieodwołalnie z negatywną jak dotychczas, paskudnie „ruską” konotacją cywilizacyjną, jakby to była jakaś rasa czy gatunek „podludzi”, albo nawet jakieś zwierzątka…
Mam tu jednak na myśli głównie osoby w wieku produkcyjnym, zdolne i chętne do pracy a pozbawione zatrudnienia, będące w wieku od około 45 lat – do wieku emerytalnego.

Nieodpowiednia polityka władzy wytworzyła jednak przez dziesięciolecia konkretny i dość negatywny obraz osoby niezatrudnionej (bezrobotnej); stereotyp istnieje, funkcjonuje i straszy do dziś, pomimo że w sposób oczywisty jest dziś błędny. W powiatowych lub miejskich urzędach pracy nie widzi się dziś osób wyglądających na alkoholików nadających się tylko do leczenia, ale stereotyp: bezrobotny to pijak który wcale nie chce pracować – nadal tkwi w indoktrynowanych przez komunę a ostatnio – przez prasę tabloidową – umysłach.
Niestety bardzo mało widzi się tam także i osób starszych. Statystyki potwierdzają to, co wynika z logiki i musiało być oczywiste dla władzy, prędzej czy później musiało się stać; już około połowa osób bezrobotnych w tym przedziale wiekowym stała się nieaktywna zawodowo w sposób trwały. Po prostu przestali szukać „tego czego nie ma” czyli pracy najemnej, przestali już rejestrować się „tam gdzie ich nie chcą” czyli w urzędach pracy, przestali oczekiwać czegokolwiek od tego państwa, a zwłaszcza – pomocy. Przypuszczam, że osoby takie w większości przyjęły po prostu jakieś określone obowiązki w swoich rodzinach, pozostając na ich utrzymaniu, być może „dorabiając” sobie doraźnie i okazjonalnie, nie całkiem oficjalnie…
Trudno się dziwić; to po prostu racjonalne przy takim stanie państwa, przy tej władzy i jej obowiązującej ideologii. Racjonalne z ich osobistego punktu widzenia, ale nie z punktu widzenia interesu całego społeczeństwa. Dlaczego to jednak „pojedynczy” obywatel zagrożony w swoim istnieniu ma się bardziej przejmować „interesem ogólnospołecznym” niż władza, która od tego jest. Mimo to – zarejestrowanych osób dla których nie ma zatrudnienia jest ponad dwa miliony. To już 13% ludności w wieku produkcyjnym. Władza oczekuje dalszego wzrostu tej liczby – do 14, 15 a może i nawet 16% na koniec bieżącego roku. Nikt się nie zastanawia a już z pewnością nie władza, co zrobić, by te prognozy nie spełniły się. Nikt nie umie powiedzieć a już z pewnością nie władza, czy wszyscy ci ludzie zarejestrowani spełniają idiotyczne wymogi dla posiadania statusu bezrobotnego, sformułowane przez „ustawę o promocji zatrudnienia”, za co ci ludzie w rzeczywistości żyją itp. Władzy to zresztą najwyraźniej zupełnie nie obchodzi. Z danych statystycznych wynika, że średnio tylko 16 na 100 bezrobotnych otrzymuje czasowy zasiłek dla bezrobotnych, pozwalający nadal szukać pracy. A pozostałe 84%? Łatwo wyliczyć, że 84% z dwóch milionów zarejestrowanych – to 1.680.000 osób, które nie otrzymują zasiłku, nie wolno im też w myśl ustawy zarobić więcej niż 556 zł miesięcznie netto, ale muszą aktywnie szukać zatrudnienia, być stale w dyspozycji PUP itp.
Dla społeczeństwa to ogromna strata, ale państwo jest w rękach konkretnej władzy a władza ma to w konkretnej przysłowiowej…

Czasy się zmieniły, zmienił się obraz bezrobotnych ale stereotyp pozostał i skierowanie do pracy jakie daje PUP – jest najgorszą z możliwych rekomendacji wobec przedsiębiorcy zatrudniającego. Władza (ministerstwo, wojewódzkie urzędy pracy) bawi się w programy, projekty badawcze, programy pilotażowe, przedsięwzięcia szczodrze i ochoczo finansowane z funduszy unijnych, kwitnie przy tym życie towarzyskie, korporacyjne, bardzo wielu ludzi – oczywiście spoza grupy tych bezrobotnych – ma przy tym niezły dochód, zajęcie zarobkowe, etat, premie, nagrody… A bezrobocie – rośnie, narasta nędza i apatia… pogłębia się obszar nędzy i wykluczenia społecznego, coraz trudniej jest już choćby zarejestrować się w urzędzie pracy.
Europejski Fundusz Społeczny finansuje różne programy operacyjne, a wśród nich Program Operacyjny – Kapitał Ludzki (PO-KL). Wiele wskazuje na to, że to… kryptonim programu zbijania „kapitału” przez „ludzi”, tak zwanych „swoich” – czyli „elitę” – na funduszach oficjalnie publicznych i oficjalnie – pomocowych. Tak twierdzą złośliwcy, ale z drugiej strony – tłumaczy się, że to rzekomo człowiek, obywatel, mieszkaniec w tym kraju jest „kapitałem”, w który należy inwestować – a pomaga w tym Europejski Fundusz Społeczny. To bardzo piękne i wzniosłe – jak flaga i hymn europejski…

Ponieważ wszelkie tradycyjne działania przeciwdziałające bezrobociu zawodzą, PO-KL wyłonił odrębną grupę tzw. projektów innowacyjnych, mających stworzyć nowe, bardziej skuteczne metody i narzędzia do walki z bezrobociem. Idea była taka: niech powstanie wiele projektów działań innowacyjnych, które zostaną poddane procedurze konkursowej jak wszystkie projekty PO-KL pretendujące do finansowania unijnego, pozwoli to wyłonić pewną liczbę najlepszych projektów do realizacji. Chodzi jednak o takie, których realizacji miałaby cechę nowego standardu, powtarzalności, stanowiłaby po prostu nowe, wcześniej nie istniejące narzędzie, sprawdzone w konkretnych warunkach i możliwe do zastosowania przez różne ośrodki zajmujące się „zmniejszaniem bezrobocia”. Program Innowacyjności ruszył w 2009 roku. W jego wyniku powstała seria „produktów” czyli takich właśnie standardów metod działania, coś jak przepis na oryginalne, jeszcze nie znane a pożywne naleśniki – sprawdzony praktycznie przez kucharkę która go wymyśliła, dający powtarzalne wynik w różnych kuchniach, barach, stołówkach.

Otrzymałem właśnie część 2 tego przeglądu, oczywiście przepięknie wydaną, na najwyższej jakości satynowym papierze kredowanym, w pełnym kolorze i z miejscowymi wybłyszczeniami na matowo-jedwabistej okładce… no cudo sztuki drukarskiej. Pieniądze jak widać – są (w tym wypadku – były). A to się bezrobotni tracący wszelką nadzieję i przymierający głodem ucieszą, że tak pięknie się dla nich pisze… zamiast pomóc…
Dostępne są dziś katalogi owych produktów, podzielone na cztery przyjęte obszary działań: Adaptacyjność; Dobre rządzenie; Edukacja i szkolnictwo wyższe; Zatrudnienie i integracja społeczna.
Każdy z takich produktów określa przeznaczenie, beneficjenta ostatecznego, cel, charakterystykę działań i kontakt do twórców tego narzędzia. Najczęściej zawiera „podręcznik użytkownika”, materiały dodatkowe, film promocyjno – instruktażowy itp.
Wśród opisanych tam narzędzi uwagę moją zwrócił model zatrudnienia wspomaganego, indywidualnej ścieżki kariery dla osób w wieku produkcyjnym powyżej 45 lat, czyli ogólnie dotychczas określanych jako „50+”.
Twórcy projektu zmierzającego do stworzenia gotowego narzędzia dla publicznych i niepublicznych instytucji „rynku pracy” włożyli wiele wysiłku w rozwiązanie problemu bezrobocia w tej grupie pracowniczej… za wyjątkiem sięgnięcia do jego przyczyny. Mottem tego projektu było stwierdzenie, że osoby w wieku produkcyjnym powyżej 45 lat są rugowane z rynku pracy, traktowane jako „kłopot” przez samych pracodawców oraz instytucje obsługi rynku pracy. Posłużono się tu analogią do angielskiego określenia: „to be like a hot potato”, – dosłownie – „być jak gorący ziemniak”. Domyślnie – chodzi o – parzący każdego chętnego w ręce – ziemniak pieczony, właśnie wyciągnięty z ogniska. Tak określono problem zatrudniania ludzi w tym wieku jako przez wszystkich odrzucany, niejako „parzący w ręce”, problem którego nie da się rozwiązać i najlepiej go podrzucić, właśnie jak gorącego ziemniaka – komuś innemu, byle się jak najszybciej pozbyć i nie mieć z nim już do czynienia.
Problem tak właśnie jest traktowany i dlatego od lat nie jest załatwiony. Określenie jest trafne jako obserwacja, choć dość nieprzyjemne…

Wynikałoby stąd, że załatwienie tego problemu musiałoby odrzucić na wstępie takie podejście i zająć się wreszcie tą sprawą dokładnie, metodycznie i „od początku do końca”. Dlatego projektodawca zaangażował spory aparat badawczy w ciągu 4 miesięcy początkowego etapu prac, jak i później. Były to trzy etapy: prace planistyczne, badania terenowe – głównie w postaci wywiadów oraz prace sprawozdawcze mające sformułować wnioski z tych badań. W drugim etapie powołano grupę roboczą, przeprowadzono warsztaty robocze, następnie zorganizowano konferencję inaugurującą, przeprowadzono serię konsultacji, następnie zorganizowano czterodniową konferencję roboczą w Finlandii w celu zasięgnięcia z doświadczeń i zdobyczy fińskich służb zatrudnienia w związku z tym problemem, po tym pracowano nad roboczą wersją „produktu” już w kraju ale z udziałem fińskich ekspertów. I wreszcie – nad strategią wdrożeniową.
W dalszym etapie powołany został zespół wdrażający, który wysłany został do Finlandii na tygodniowy staż „celem nabycia doświadczenia w pracy operacyjnej” u fińskiego partnera projektu…
    … nie, nie; w tym co piszę nie ma intencji ekstra krytycznych, jakiegoś szyderstwa, choć czytający zapewne od dłuższej chwili zadaje sobie – znając przecież efekt – proste pytanie: ile to wszystko kosztowało.
To projekt innowacyjny w dużym stopniu dofinansowany przez Europejski Fundusz Społeczny. Może i kosztowało, ale jak sądzę nie szkoda byłoby tych pieniędzy, gdyby to miało autentycznie coś dać, dać skuteczne narzędzie do rozwiązania ogromnego problemu społecznego a nawet dla niektórych (już tylko niektórych) – problemu etycznego.
Nie będę już opisywał dalszego procesu wstępnego wdrożenia lokalnego (warmińsko-mazurskie), tworzenia produktu finalnego, upowszechniania i wdrażania.
Ostateczna ewaluacja odbyła się pod koniec ubiegłego roku.
Czy ktoś słyszał o nagłym wzroście zatrudnienia osób ze wspomnianego przedziału wiekowego – w tamtym regionie lub tym bardziej – w całym kraju?
Nie.
Odwrotnie; problem narasta, rośnie bezrobocie, rośnie procent osób całkowicie wycofujących się z rynku pracy i z aktywności zawodowej.

Ktoś zapyta: dlaczego tak się dzieje?
Przypomina mi to sytuację w tym kraju z lat siedemdziesiątych a nawet i jeszcze później, tuż po „rozmyciu się” stanu wojennego – gdy pojawiały się często przeróżne inicjatywy działania albo choćby dyskusji o różnych problemach i wszystkie one prędzej czy później … rozbijały się o mur nie do przebycia. Tym murem była tak zwana „generalna linia partii” – Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej; linia poniekąd dość gruba by wprawni mogli na niej swobodnie „balansować”, ale jednak dla reszty jaskrawa i sztywna.
W opisanym tu przypadku – nie zadano sobie po prostu na wstępie jednego zasadniczego pytania: dlaczego problem osób 45+ jest „jak gorący ziemniak”! Jeśli nie chodziło tu od początku o cyniczne żerowanie na EFS pod pozorem „pomocy bezrobotnym”, to zabrakło podstawowej refleksji: problem ten jest nierozwiązywalny bo wynika on z podstawowych założeń polityki Platformy Obywatelskiej. Każdy kto się do jego rozwiązania przymierzał, wreszcie rozumiał, że tego się zmienić nie da, bo tak ma być! Po prostu – taka jest „generalna linia” partii Donalda Tuska. Takie są nienaruszalne założenia ideologiczne PO. Pokolenie to jest „spisane na straty” przez władzę, no bo jeśli pracodawca ma mieć całkowitą swobodę, nie być niepokojonym nawet przez prawo – to ktoś musi być bezrobotny, musi walczyć o przetrwanie, stoczyć się na poziom śmietnika i zamarznąć zimą w kontenerze na śmieci lub zginąć w inny podobny podły sposób. Władza nie chce tego rozwiązać i zainteresowani to widzą; wyłącznie dlatego problem jest uznawany za zasadniczo nierozwiązywalny… co jednak nie oznacza, że nie można zarobić na jego badaniu i tworzeniu „produktów innowacyjnych”.

Powiedzmy jasno: nie ma żądnych podstaw do oskarżania inicjatorów takich projektów o cynizm, nieuczciwość, ale faktem jest, że nie widać też – może poza samym Elblągiem – efektów. Wręcz przeciwnie – jest coraz gorzej.
Problemem zasadniczym dla tej sprawy autorzy projektu nie zajęli się wcale a jest nim odmowa zatrudniania osób w tych granicach wiekowych przez pracodawców, oraz „zwijanie” gospodarki wraz z likwidacją zatrudnienia w całych jej gałęziach, bez zastąpienia go czymkolwiek innym. Jest to problem polityczny, ideologiczny i dlatego „parzy w ręce” przy dotknięciu. Żeby go rozwiązać – może trzeba po prostu zmienić opcję polityczną i jest to jedyna droga. Ale tego się nie zrobi programem operacyjnym kapitał ludzki finansowanym z unii. Wszelkie nie wiedzieć jak wymyślne i kosztowne pomysły, badanie i projekty będą tylko i wyłącznie marnotrawstwem albo żerowaniem na bezrobociu – dopóki przedsiębiorcy będą mogli mówić: nie zatrudniam nikogo w wieku powyżej 45 lat i już, bo tak mi się widzi. I na dodatek – będą tak mogli bezkarnie mówić z pełną świadomością łamania w ten sposób obowiązującego prawa, które zakazuje uzależniania zatrudnienia kogokolwiek od wieku (nierównego traktowania na rynku pracy ze względu na wiek).
Pracodawcy nie potrafią lub nie chcą wyjaśnić, dlaczego odmawiają zatrudniania tych osób no i też nie muszą; do takich wyjaśnień prawo ich także nie obliguje. Absurdalnie w tym przypadku tak jak i w wielu dotychczasowych, cała aktywność poszukujących rozwiązania problemu skupiła się nie na gospodarce i pracodawcach, czyli u jego źródła; skupiła się na bezrobotnych nie mogących znaleźć zatrudnienia a nie na tych, którzy im z nieznanych powodów zatrudnienia z zasady odmawiają.
A mogą odmawiać, mogą w ogóle robić co chcą, nie obowiązuje ich obowiązujące prawo (umowy śmieciowe) a jeśli już – to ciągle domagają się jego natychmiastowej zmiany. Konfederacja Pracodawców Lewiatan – czuwa!
Walka z bezrobociem nakierowana jedynie na samych bezrobotnych będzie przegrana i musi być przegrana, gdy nie obejmie również praworządności, mentalności i interesu pracodawców oraz stymulowania szybkiego odtworzenia potrzebnej ilości miejsc pracy, polityki gospodarczej, zagranicznej i fiskalnej na to nakierowanej.
Wszystko ideologia polityczna Platformy Obywatelskiej rzuciła „pod nogi” przedsiębiorcom, rezygnując z niezbędnego jak dotychczas interwencjonizmu państwowego, także i te kilkaset tysięcy (ok. pół miliona) ludzi w wieku „50+” czyli wieku najlepszej wydajności i aktywności, najwyższej harmonii pomiędzy możliwościami a doświadczeniem. Oczywiście nie ma nigdzie oficjalnych zaleceń czy instrukcji władzy dla pracodawców w tym względzie; wystarczyło danie przyzwolenia: jest wolność -„róbta co chceta”.
„Tera k… my!”

Gospodarka ma charakter rynkowy, ale przy tym właśnie niezbędne są czasem zdecydowane i celowe interwencje państwa (w interesie społecznym), natomiast państwo – milczy. Tusk zajmuje się Kaczyńskim i harataniem w gałę. Kaczyński natomiast – Smoleńskiem i harataniem w Tuska… czas leci, ludzie się staczają, bezrobocie rośnie… Jak będzie tragedia, to się zrzuci winę na „kryzys” i na „niewidzialną rękę”…
Wydaje się więc, że istotnie „najlepszy” pomysł na to, co zrobić z ludźmi w wieku „gorącego kartofla” – wymyślił sam Donald Tusk; poczekać… aż sami… ostygną… † † † † † † † † † † † †

Im drożej - tym lepiej...

22/09/2012

Opozycja ni w pięć, ni w dziewięć…

Prezes PiS dowodzi systematycznie choć pośrednio swojego społecznego wyobcowania. A w takim stanie nie tylko nie może być liderem opozycji, ale i wręcz wizerunkowi opozycji szkodzi.
Wartość opozycji wyraża się dziś przecież jej zaangażowaniem społecznym, w opozycji właśnie do skrajnie ideowego libertyńsko-kapitalistycznego, w praktyce ocierającego się o anarchię – wizerunku władzy. To oczywiste, że opozycję widzimy w środowiskach prezentujących to, czego naszym zdaniem brak władzy, albo prezentujących odmienne stanowisko choćby w jakiejś jednej ale zasadniczej dla nas sprawie.
Lecz cóż zrobić, gdy zaangażowanie społeczne, mimo że stanowi sens istnienia państwa, werdyktem warszawskiej durnej „awangardy” z KLD rodem – zostało uznane za co najmniej obce obecnej ideologii, za niewspółczesne w aspekcie praktyki realizacji idei unii a to głównie dlatego, że jest ono właśnie „bezpaństwowej” elicie władzy zbędne, czy wręcz zawadza jej.

Poparcia czy pozycji nie buduje się dziś na zaangażowaniu społecznym a raczej na jego negowaniu. Państwo dziś jest salonem zabawy dość wąskiej elity, po którym pałętają się jacyś „obywatele” – szukając chleba, pracy, sensu życia… Tych pałętających się próbuje się nie dostrzegać, choć gospodarze salonu – jak brylujący tam minister finansów ze swoim obywatelstwem brytyjskim i uśmiechem Mony Lajzy czy minister spraw zagranicznych z rodziną i właściwym domem gdzieś poza tym krajem – nie muszą tu być i zapewne wyjazd mają już zaplanowany, gdy ta zabawa przestanie być dla nich zabawna…
Tymczasem w rozpowszechnionej opinii społecznej nic się przecież nie zmieniło; państwo jest z natury, to znaczy – powinno być z natury – tworem budowanym po prostu „dla dobra publicznego”, gdzie to „dobro” ma dotyczyć wszystkich, co najmniej znakomitej większości, mniejszość też ma prawo do życia, a wolność jest jak najbardziej powszechnym wypośrodkowaniem sprzecznych indywidualnych interesów. Inaczej – państwo nie może być gangiem działającym na rzecz i w interesie swoich twórców, elity dopuszczonej do „interesu” w zamian za lojalność i świadczone usługi, z jednoczesnym odrzuceniem całej „reszty”, czyli kłopotliwego społeczeństwa. Pamiętam, że jeszcze przed stanem wojennym Jacek Fedorowicz śmiał się w swoich politycznych spotkaniach satyrycznych, że żyjemy w dziwnym kraju w którym jest dwadzieścia kilka milionów marginesu społecznego i dwustu szczerych patriotów. No po prostu – jak okiem sięgnąć – sam margines…
Dobrze; ale to było w PRL-u, ponad trzydzieści lat temu. Dziś jak się wydaje zmieniło się tylko to, że mamy szczerych patriotów około pięciuset, a prócz marginesu społecznego doszła nam grupka „obywateli” którzy zdołali ten pierwszy, ukradziony milion jakoś rozmnożyć…

Dość ciekawie skrajna postać takiego wypaczonego tworu przedstawił kiedyś Janusz Zajdel w opowiadaniu (wówczas fantastycznym) pt. „Cała prawda o planecie Ksi” z 1983 roku. Niestety – taki „mafijny” czy „elitarny” model państwa w postaci społeczeństwa „zapuszkowanego” w wielkiej mistyfikacji obecnie właśnie można zaobserwować, oczywiście realizowany w pewnym uproszczeniu, bez aż takiego silenia się na dążenie do doskonałej mistyfikacji.

Z jednej strony trudno się dziwić postawie Prezesa PiS; gdyby wypowiadał się tak jak powinien, jakby od niego oczekiwali ludzie zrażeni do władzy, czy od początku rozumiejący aspołeczność ideologii władzy – natychmiast zostałby okrzyknięty „komuchem”, wdowcem po PRL-u, a przede wszystkim – cynikiem żonglującym populistycznymi hasłami.
Oczywiście dla kogoś myślącego to właśnie takie zarzuty są post-PRL’owskie, ale tzw. „zwyczajnych” ludzi dość skutecznie odzwyczajano od myślenia a przyuczano do postaw ideologicznych i gangsterskiego stylu ich prezentowania publicznego. Większość ludzi dziś prezentujących publicznie swoją manię prześladowczą „przeciw PiS” czy „przeciw PO” (tak jakby to był jakiś przedmiot) – nie zdaje sobie sprawy, że to nie są tak naprawdę ich poglądy czy przekonania, tylko tak zostali ukształtowani i zaprogramowani przez fachowców.
Sensem istnienia państwa jest od początku eliminacja potrzeby samowystarczalności jednostek. Specjalizacja oraz wzajemna wymiana usług, świadczeń czy towarów za pomocą umownych „ekwiwalentów wartości” jakimi stały się pieniądze – z założenia wszystkim się opłacała, była po prostu korzystna i praktyczna, czyli – była właśnie ogólnie „dla dobra”. Pomysł czy idea polegała na tym, że państwo stanowiło samo w sobie także coś w rodzaju podmiotu, posiadającego do dyspozycji „dochód” poprzez gromadzenie „składek” – i załatwiającego dzięki temu pewne przedsięwzięcia wspólne dla wszystkich, leżące w powszechnym interesie i wymagające unifikacji, powszechnie obowiązującej regulacji prawnej, jak choćby organizacja wspólnej dla wszystkich obronności.

Jakkolwiek dziś by się to nie skomplikowało w procesie przemian, rozwoju myśli ekonomicznej, przemiany realiów globalnych – zasada musi być ta sama. Ludzkość wypróbowała bardzo różne koncepcje organizacji społeczeństwa, co często miało dramatyczne skutki; oczywiście dramatyczne najczęściej nie dla „elit” a dla tych – co nie mieli nic do powiedzenia. Nie zmieniło to zasady; państwo musi być dla dobra publicznego, inaczej jest wypaczeniem, chorobą społeczną. Dziś mamy do czynienia także z pewnym, nowym dla nas eksperymentem, który najlepiej daje się porównać z modelem junty – tyle że cywilnej, nie wojskowej. Można się tu też doszukać elementów faszystowskich, o czym pisałem w felietonie pt. „Cuchnie faszyzmem…”.

Państwo, które nie jest „dla dobra” – jest absurdem, tyle że nie wiadomo dlaczego nikt dziś z tego władzy nie czyni zarzutu. Szczególnie dziwi to w odniesieniu właśnie do opozycji.

Wracając do prezesa PiS; przy całym rozczarowaniu do pani Kluzik – Rostkowskiej po jej odejściu (zdradzie?, ucieczce?) z PiS do PJN a następnie z PJN do PO – muszę przyznać jej wiele racji w jej ocenie osoby Prezesa Kaczyńskiego. Mam na myśli jej niedawną wypowiedź dla Torańskiej w Newsweeku, gdzie określiła prezesa PiS, jako osobę wyizolowaną społecznie, otoczoną wybranymi przez niego ludźmi, odizolowaną od życia, od społeczeństwa, od lat wożoną przez kierowców, spotykającą się tylko z wybranymi przez siebie ludźmi i na określonych przez siebie zasadach. Nade wszystko – stosującą w kontaktach jedynie podział czy klucz; lubi mnie – czy mnie nie lubi, albo – zagraża mi – czy mi nie zagraża…
Niestety wydaje się to obraz bardzo prawdopodobny, gdy go porównujemy z własnymi obserwacjami. Podobny sygnał wysłał pan prezes PiS – przy okazji pamiętnej swojej akcji „wizyta w Biedronce”. Miał jak się wydaje zamiar wykazać swoją wrażliwość społeczną, dostrzec publicznie drożyznę, faktyczny zakres biedy – dokonując osobiście zakupów w sklepie – ale w rzeczywistości udowodnił tylko, że na co dzień zakupów nie robi, nie rozumie codziennych problemów życiowych „zwykłych” ludzi do których się nie zalicza; prezes wybrał się do sklepu bez pieniędzy i musiał pożyczyć „drobne” 200 czy 300 zł od kogoś z towarzyszącej mu ekipy… Zaatakował wymyślony problem „drożyzny” czym wykazał, że nie zna i nie rozumie rzeczywistych trapiących dziś ludzi problemów. Do dziś zadaję sobie pytanie, czy cała akcja była dobrym, społecznie ważnym pomysłem, kompletnie „skopanym” przez prezesa z powodu jego społecznego wyobcowania i braku zdolności aktorskich, czy misterną próbą faktycznego zaszkodzenia mu, publicznego skompromitowania go przez odsłonięcie jego rzeczywistej osobowości, podjętą przez któregoś z jego konkurentów. Było to dla mnie osobistym ogromnym rozczarowaniem, dowodzącym jedynie bezradności opozycji w chwili, gdy jest ona tak potrzebna jako silna, kompetentna i wiarygodna…

Dziś podobne wrażenie powstało po niedawnym wystąpieniu „programowym” prezesa PiS, mającym zapewne związek z wcześniejszą deklaracją jego „gotowości do przejęcia władzy”. Znów – jak dawne obietnice „wybudowania milionów mieszkań” – mamy dziś deklarację „stworzenia 1, 2 mln miejsc pracy”… Dowodzi to jedynie, że pan prezes mógł już zrozumieć, iż człowiek musi zarobić na mieszkanie, uzyskując wynagrodzenie za pracę. Czyli że możliwość uzyskania dochodu z pracy jest najważniejsza. Że to praca (najemna) jest źródłem dochodu niezbędnego do zaspokojenia potrzeb takich jak potrzeba „dachu nad głową”.
To już duży postęp w edukacji społecznej prezesa.
Jednocześnie wypowiedział się on zdecydowanie za całkowita likwidacją dotowanych szkoleń osób bezrobotnych, jako formy walki z bezrobociem, nazywając to „marnotrawstwem pieniędzy”.
To kolejny dowód na społeczne wyobcowanie prezesa PiS, jego brak zrozumienia podstawowych problemów. Od ponad roku systematycznie piszę o sprawach bezrobocia, w tym także bardzo krytykowałem sposób podejścia władzy do szkoleń, jako formy ograniczania bezrobocia. Piszę właśnie o tym, że dotychczasowe szkolenia były marnotrawstwem pieniędzy, ale owo marnotrawstwo nie jest cechą szkoleń a ich zawieszenia w próżni. Taki instrument jest niezbędny, jednak odnosi się on jedynie do przypadków, gdy istnieją rzeczywiste miejsca pracy, istnieją oferty zatrudnienia na wolnych stanowiskach pracy a są one nieobsadzone z powodu braku odpowiednio kompetentnych kandydatów. Ta pula trudnych do obsadzenia stanowisk istnieje zawsze gdyż faktyczna „podaż” lokalna kompetencji pracowników zawsze zderza się z aktualnymi lokalnymi potrzebami. Bezrobocie ma charakter strukturalny właśnie w odniesieniu do typu i poziomu kompetencji; jeśli w mieście portowym i stoczniowym likwiduje się stocznie – to bezrobocie charakteryzuje się nadmiarem osób bezrobotnych o specjalnościach stoczniowych (spawacz, monter kadłubów okrętowych itp.) a jeśli w miejsce stoczni uruchamia się „przemysł” i usługi informatyczne (jak w Szczecinie) – to występuje niedobór specjalistów informatyków (programiści, wdrożeniowcy IT). Jeśli zlikwiduje się ogromny zakład odzieżowy, w którym pracowała większość mieszkańców sporego miasteczka i jego okolic (Luxpol), to gwałtownie i dramatycznie rośnie tam bezrobocie, przy czym charakteryzuje się ono nadmiarem potencjalnych pracowników o konkretnych, dość wąskich specjalnościach związanych z dotychczasową produkcją odzieżową. Są dwie metody rozwiązywania takich problemów; działanie zwiększające mobilność osób poszukujących pracy, gdy szwaczka z pomocą publiczną przenosi się tam, gdzie akurat brakuje szwaczek, oraz działanie polegające na PRZEKWALIFIKOWANIU. Czyli właśnie – na szkoleniach. Mówienie, że szkolenia są „marnotrawstwem pieniędzy” jest dowodem niewiedzy, niezrozumienia.

Problemu pomocy w migracjach ludności w poszukiwaniu zapotrzebowania na posiadane przez nich kompetencje – władza nawet dotychczas nie ruszyła. Dopiero teraz wspomina się nieformalnie o planowanych „bonach migracyjnych” pomagających w przenoszeniu się ludzi (rodzin) zgodnie z zapotrzebowaniem na ich pracę. Natomiast szkolenia odbywały się, kosztowały mnóstwo unijnych pieniędzy, ale dały niewielki efekt nie z tego powodu, że jakoby były zbędne, lecz z powodu kompletnie złej ich organizacji w całym systemie działania Powszechnych Służb Zatrudnienia, a zwłaszcza – postawy zdominowanej przez ideologiczne podejście „biznesowe” organizatorów, wspierane właśnie przecież przez PO. Pisałem o tym przez ponad rok aż do znudzenia, kierując się własnymi doświadczeniami i obserwacjami zarówno osoby bezrobotnej jak i uczestnika takich szkoleń. Szkolenia były bardzo dobrze realizowane ale po to by organizator na tym zarobił a nie – by to zmieniło sytuację bezrobotnego. W myśl zasad biznesowych zaszczepionych przez ideologię PO – bezrobotni są potrzebni – dokąd można zarobić na ich szkoleniach, dlatego szkoli się ich tak by nie przestali być bezrobotni; po prostu nikt nie zabija kury znoszącej złote jaja.

Pan prezes – twierdząc dziś, że szkolenia były i są zbędne, są marnotrawstwem środków – wykazuje po raz kolejny brak rzeczywistej wiedzy, która znów może mieć podłoże w specyficznym wyizolowaniu społecznym, poniekąd zresztą nie dotyczącym jedynie prezesa a całej obecnej „elity polityków”, tak samo dotyczącej środowiska PiS jak i „elity władzy”.
W PiS także są najbliżej prezesa ludzie, którzy nigdy nie byli bezrobotni, nie są ani nigdy nie będą – tak są już zakotwiczeni w środowisku „swojaków”, więc problemu bezrobocia nigdy nie zrozumieją, czyli nigdy go także właściwie nie rozwiążą…
Dlatego powtórzę po raz kolejny: szkolenia – w sensie przekwalifikowań, uzupełnienia lub uaktualnienia posiadanych wcześniej kwalifikacji w specjalnościach, na które jest zapotrzebowanie pracodawców – są niezbędne. Są na to pieniądze z funduszy unijnych i pieniądze te trzeba wykorzystywać. Zawsze są np. kobiety które przerwały pracę zawodową na kilka lat z powodu np. macierzyństwa i teraz potrzebują uaktualnienia swojej wiedzy, dotowanego zatrudnienia by przekonać pracodawcę o posiadaniu kompetencji, by ponownie stały się wiarygodnymi pracownikami w swoim zawodzie. Tu są potrzebne szkolenia uaktualniające kompetencje oraz (choćby nawet dotowana) praktyka zawodowa, udokumentowany staż. Są na to fundusze celowe.

Władzy można jedynie zarzucić wypaczenie szkoleń bezrobotnych, objawiające się nakierowaniem głównie na zysk ich organizatora a nie na efekt oczekiwany dla osoby szkolonej. Uważam wręcz, że to powinno być przedmiotem analizy i kontroli (dochodzenia) ze strony instytucji unijnych strzegących dyscypliny gospodarowania funduszami Unii. PO powinno ponieść konsekwencje swojego ideologicznego podejścia np. do zarabiania na Europejskim Funduszu Społecznym przez drobnych przedsiębiorców, ze szkodą dla samego EFS i wielkiej liczby oszukanych w ten sposób, aktywnych osób starających się wydostać z pułapki bezrobocia.

Prezes PiS chce wykazać, że jego partia ma pomysły na rozwiązanie wielu problemów, ale z drugiej strony nadal bardzo pilnuje, by tych pomysłów w szczegółach nie zdradzać, by nie podpowiedzieć nic konstruktywnego widzianej jako wróg partii rządzącej, nie darować jej gotowych recept na sukces w jakiejkolwiek sprawie; sukces możliwy do przypisania PO a nie PiS jako rzeczywistemu projektodawcy. Znowu mamy do czynienia z propagandowymi hasłami, populistycznymi ogólnikowymi obietnicami dawanymi na zasadzie: zaufajcie nam, dajcie nam władzę na kredyt, to my zrealizujemy nasze cudowne plany i wtedy będzie dobrze”. To dokładne powtórzenie filozofii Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej: to, co jest dobre, co jest sukcesem – musi być „dzięki Partii” a jeśli partia nie będzie mogła przypisać sobie tej zasługi, to nie dopuści do realizacji najlepszego nawet pomysłu.
We wspomnianym wywiadzie dla Torańskiej – Elżbieta Kluzik-Rostkowska stwierdziła, że prezes PiS powinien jej zdaniem zakończyć swoją działalność polityczną. Można się z tym zgodzić, gdyż wydaje się to warunkiem jakichkolwiek przemian strategii i wizerunku nie tylko PiS, ale i opozycji w ogóle. Tyle, że w związku z tragedią w Smoleńsku – wydaje się to dziś absolutnie niemożliwe w takiej formie…
Inna sprawa, że premier podżega ten pożar, np. swoim ekstra-ordynarnym komentarzem, że „… woli gdy prezes PiS bawi się kalkulatorem, niżby miał się bawić zapałkami…”. Po co taka złośliwość, poniżająca raczej mówiącego a nie adresata…?
Ale zapałkami już się bawią ludzie … na ulicy…

W istocie kretyńskie były też komentarze ministra finansów, wyliczające ile to by kosztowała realizacja propozycji PiS… choć nadużycie polegało tu na tym, że prezes PiS wcale nie twierdził iż chciałby wspomniane w swoim wystąpieniu programowym działania przeprowadzić oprócz działań PO i finansować je oprócz dotychczasowego marnotrawstwa publicznych pieniędzy przez obecną władzę; NIE OPRÓCZ – A ZAMIAST… to zasadnicza różnica…

Odwiedziny: