BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

28/09/2011

11.
Balkony Pana Prezydenta.

Od bardzo dawna szpeciły budynek Urzędu Miejskiego a nawet zagrażały osobom wchodzącym do gmachu. A wchodził zapewne „nie byle kto” bo to wejście prowadzi między innymi do Delegatury Najwyższej Izby Kontroli. Mam na myśli niewielkie trzy balkoniki na pierwszym piętrze, położone tuż nad wejściem; odpadały z nich fragmenty tynku, płaty rdzy i łuszczących się farb. Jeden z nich musiał być nawet ostatnio podparty drewnianymi konstrukcjami z belek, zapobiegającymi całkowitemu runięciu balkonu. Budynek jest zabytkowy, przedwojenny (1924 – 1927), należy mu się odpowiednia ochrona i konserwacja, dlatego przeprowadzono właśnie gruntowną renowację tych elementów architektonicznych. I nie tylko tych; podobna renowacja objęła i inne balkony Urzędu, w tym i od strony fontanny „Bartłomiejki” – balkony należące do gabinetu Pana Prezydenta.
Przy okazji gruntownej renowacji poddano i cenne zabytkowe kraty balustrady balkonowej.

W następnym etapie przeprowadzono remont czy może raczej należałoby powiedzieć – restaurację wejścia głównego, środkowego, tego którym Pan Prezydent wchodzi do budynku, udając się do swojego gabinetu w celu pilnego wykonywania obowiązków. Po dokładnym oczyszczeniu tych fragmentów, dokonano sensacyjnego odkrycia: ozdobne płaskorzeźby z motywami roślinnymi umieszczone przez budowniczych nad wejściem – były złocone. No to po prostu niesamowite. Odkrycie tymczasowo zabezpieczono, bo fundusze przeznaczone na ten etap prac już właśnie wyczerpały się, ale zostanie to uwzględnione w planach kolejnych prac.

Pomyślałem, że to bardzo dobrze, że w moim kochanym mieście dba się o zabytki i w ogóle o dorobek poprzednich pokoleń; barbarzyńskie spisanie na straty zabytkowego Domu znanego w całej Europie organmistrza Grüneberga – to tylko przypadkowy „wypadek przy pracy” podobnie jak i ci co podjęli kiedyś taką decyzję; ich już nie ma (przynajmniej we władzach miasta), decyzja została pod przymusem zmieniona, ale jej konsekwencje nadal szkodzą miastu, blokują potrzebne inwestycje...

Bardzo dobrze, że Pan Prezydent będzie miał bezpieczny balkon: a nuż może wyjdzie z zacisza gabinetu, stanie na balkonie, może się rozejrzy trochę, może zobaczy, że „coś tu jest nie tak...”? Nie tak.
Szkoda przy tym, że balkon wychodzi na park. Tam co prawda stoi pomnik Papieża Polaka, którego - będąc Prezydentem - wypadałoby choć trochę szanować, jeśli już nie Jego to wypowiedziane tu Jego słowa o prawie człowieka do życia, do pracy i do godności, ale... ostatecznie sam sobie Papież winien: dlaczego stoi tyłem do władzy? Ale poza tym – to tam, na Jasnych Błoniach - nie ma Szczecina! Nawet bardziej – niż w Warszawie albo w Sopocie. Tu nie ma Szczecina. W ogóle z trasy jaką Pan Prezydent jedzie z domu do Urzędu i z powrotem – nie widać Szczecina. Taka trasa. Specjalnie dobrana, by nie było wstydu. Prawdę o mieście widać w zaniedbanych dzielnicach nędzy i beznadziei, dziurawych dachów i odpadających tynków, w opuszczonych miejscach po zlikwidowanych zakładach pracy, w ścisłym Centrum – gdzie znaleziono właśnie niedawno kolejnego martwego człowieka; bezdomnego i bezrobotnego człowieka...

To dziś jest „trendy i cool” – zupełnie się nie przejmować „marginesem społecznym”, czyli tymi masami drani, żerującymi na budżecie, na opiece społecznej. Trzeba udawać, że nie istnieją i przykręcać śrubę… przykręcać… Słabi muszą odejść!!! Dziś musimy być silni i wytępić tę zarazę!!! … jak niesie echo przemówień Wodza wygłaszanych tu dawno temu przez megafony, na tych placach i ulicach miasta którego Wódz był honorowym obywatelem, wykrzykiwanych nie wiedzieć czemu w języku… naszych dobrodziejów i przyjaciół tak hojnie dziś udzielających nam po sąsiedzku wspólnotowego europejskiego wsparcia. Wiele się zmieniło, ale echo kołacze się gdzieś w zaułkach… echo przechowane gdzieś w szafach „ukrytej opcji” - tak dręczonej i upokorzonej swoją narzuconą polskością. Kiedyś pewien satyryk kabaretowy stwierdził, że żyjemy w dziwnym kraju w którym jest dwustu szczerych patriotów a reszta to margines społeczny. Patriotyczna elita jakby nieco się zwiększyła i to wcale nie dzięki "Lotto" a margines trochę się skurczył; o tych 196 bezdomnych i bezrobotnych, którzy zamarzli tu na śmierć w 2009 roku, oraz 205 bezrobotnych zamarzniętych tu w roku ubiegłym.
I o to chodziło;… trudno, nie poradzili sobie…

Kiedy tak oto rozmyślając – fotografowałem piękne odrestaurowane balkony, podeszła do mnie jakaś kobieta z małym dzieckiem na ręku, drugą ręką prowadząca wózek, z wyrazem przeogromnego wstydu, ale i narastającej obawy, depresji malującym się w oczach. Ubrana jeszcze całkiem normalnie; widocznie jeszcze nie zdążyła się całkiem stoczyć po tej „równi pochyłej” jaka jest normalną drogą człowieka od utraty pracy do poziomu „śmietnika”... i dalej – „ku słońcu”...(*) Zresztą, asortyment towaru w „ciuch-budach” znacznie się ostatnio poprawił, odkąd „elita” wymienia swoje szafy a biznesmeni rączo sprowadzają swój używany szmaciany towar „z zachodu”…
Mówiła z rozpaczą i lękiem w oczach, mówiła przez autentyczne łzy – że właśnie straciła pracę ale ma sześcioro dzieci... pewnie przez strach, przez oburzenie jakie widziałem w jej oczach - sama już nie wiedziała co chce mi powiedzieć... no i dlaczego właśnie mi... Przecież niewiele się od niej różnię... może tylko tym, że jej w takiej sytuacji nie przyszłoby do głowy fotografowanie balkonów… no i jeszcze tym, że ona ma sześcioro dzieci a ja - wszystkie pozostałe…

Czyżby wzięła mnie za Pana Prezydenta? Czyżbym był do niego aż tak podobny z wyglądu, jak niegdyś mój Ojciec do niejakiego tow. Walaszka ? (czego - w tzw. „wydarzeniach grudniowych” mało życiem nie przypłacił – oczywiście Ojciec, nie Walaszek)...

A tu i teraz, gdzie rządzi sobie spokojnie pewna platforma zwana nie wiedzieć czemu „obywatelską” a ludziska nie wiedzieć czemu – im bardziej dostają od niej „po dupach” - tym bardziej na tę platformę głosują – już jakiś czas temu odrestaurowano także stojącą pod wspomnianymi prezydenckimi balkonami fontannę, równie zabytkową co i sam budynek. To słynny grajek, zwany „Jaśkiem Muzykantem”, sygnowany znakiem słynnego przedwojennego architekta miejskiego „hosaeus”, autora projektów wielu budynków a w tym projektu budynku Urzędu i zagospodarowania całego otoczenia wraz z ulicą Karola Szymanowskiego, zwaną wówczas Beethovenstraße.
To prozaiczny dziś, symboliczny jakby pomnik „szczecinianina – gołodupca” choć w kapeluszu (jednak całkiem goły nie jest! łysinę ma zakrytą), zarabiającego na chleb graniem na tak zwanym „wstydzie” – czyli akordeonie, harmoszce, bandoneonie lub czymś podobnym równie mało poręcznym...

Piękny ten pomnik jeszcze niedawno pokryty był zielonym nalotem – glonami czy mchem i zaznaczony mocno przez gołębie.
I poszłooo... sporo pieniążków z kasy miejskiej. Ładnie przecież musi być przed wyborami... Miasto bardzo dba o pomniki przeszłości, których raczej niewiele pozostało, inaczej jak tych cholernych bezrobotnych...
Pewnie sporo musiało kosztować jego odrestaurowanie bo wygląda „jak nowy”; jak już pisałem my Szczecinianie umiemy dbać o zabytki... jest on tak piękny, że aż jakiś nudzący się gówniarz z puszką farby w ręku postanowił na czystym obelisku wyrazić tam swoje poparcie dla ochrony zabytków... i podpisać się pod tym dziełem sztuki. Podpisać się w sposób trwały, tak by farba mocno wżarła się w przedwojenny piaskowiec, by nawet fachowcy od konserwacji zabytków zadziwili się nad osiągnięciami współczesnego przemysłu farbiarsko-lakierniczego, no i by... znowu mieli co odrestaurować... by znowu popłynęły pieniążki...

A czeka jeszcze odbudowa słynnej „Sediny”– pruskiej fontanny symbolizującej Szczecin i tyle innych pomysłów, by popłynął strumień pieniądza, ożywczy dla tak wysuszonych przez „komunę” elit. Inicjatywa - wręcz się naprasza.
"Obywatelu – postaw na swój dobrobyt” – jak głosi hasło wyborcze Platformy Obywatelskiej. Swój w sensie dosłownym. I tylko swój.

Czy przerażona kobieta z dzieckiem – z drżącymi rękoma, tak upokorzona tym co musi robić i mówić dla dzieci, spacerując tu - podziwiała tę rzeźbę i odnowione balkony, z szacunkiem dla dbałości władz?
Czy rozumie ona, dlaczego jej los nikogo nie obchodzi, szczególnie tu – w Urzędzie Miejskim - gdzie tysiąc czterysta całkiem nieprzypadkowych osób ma do wieku emerytalnego zapewnioną pracę, podwyżki, premie, nagrody...
Dlaczego jej sytuacja nie obchodzi też nikogo w Urzędzie Pracy – gdzie podobnie nieprzypadkowe osoby mają pracę właśnie dlatego że ona jej nie ma...
Czy rozumie, dlaczego w Ośrodku Pomocy Społecznej, po dwutygodniowej skrajnie upokarzającej procedurze indoktrynacyjnej - zaproponują jej 300 złotych miesięcznej zapomogi...
Czy kojarzy swój obecny stan z obecnymi jak i zwłaszcza - poprzednimi wyborami parlamentarnymi…?

(*) - Przy ulicy Ku Słońcu w Szczecinie położony jest jeden z największych w Europie cmentarzy komunalnych.

Odwiedziny: