BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

31/12/2013

„Prywatyzowanie” pomocy dla bezrobotnych: i znów skok na kasę…

Nadal jesteśmy świadkami skandalicznego „spektaklu teatralnego” reżyserowanego przez Premiera i jego ekipę, pod tytułem „Walka naszego wspaniałego Rządu z bezrobociem i bohaterska pomoc osobom bezrobotnym”, jak choćby wczorajsza akcja Pana Ministra wspólnie z Premierem – na Twitterze, zatytułowana „podsumowanie minionego roku”…

Używam tu formy „my” – choć trzeba wyraźnie stwierdzić, że jednak ogólnie traktowani „my” jesteśmy tam jakby w różnym charakterze: znakomita większość – to nażarci i znudzeni widzowie siedzący na sali, ci których to już nie dotyczy, którym się już nawet nie chce klaskać ani wzruszać – reżyserom na chwałę i dla siebie na pożytek, a rozglądają się raczej – jak i gdzie by tu czmychnąć z tego nudnego przedstawienia; inni są tu aktorami, tyrającymi dla chleba („Śmiej się – pajacu”), wykorzystywanymi, starającymi się po prostu dotrwać do końca, ale są i tacy – którzy wyłącznie pilnują kasy, oczywiście pilnują jej – jak swojej. Kasa – dominuje też ich udział i sposób patrzenia na ten spektakl. Myślą: jak na tym zarobić… jak zarobić jeszcze więcej…

Miniony okres otrzymywania przez Polskę bardzo dużych kwot pomocy unijnej (2007 – 2013) na ograniczenie skutków bezrobocia i jego redukcję – był złotym okresem zarabiania na tych działaniach przez rodzimych cynicznych cwaniaków; szczególnie spektakularna była sprawa „szkoleń dla bezrobotnych” – które nie odnosiły prawie żadnego skutku jeśli chodzi o ich wpływ na wielkość bezrobocia czy sytuację osób bezrobotnych, za to pozwalały nieźle zarobić przeróżnym firmom szkoleniowym i instytucjom będącym projektodawcami i realizatorami różnych „projektów pomocy bezrobotnym” otrzymujących dofinansowanie unijne a polegających na szkoleniu osób bezrobotnych; przeważnie chodziło o działania psychologiczne, aktywizacyjne i szkolenia zawodowe potrzebne „psu na budę”.
Same programy „aktywizacji” i wszelkie inne działania w zakresie objętym programem – jako takie, przeprowadzane były najczęściej w sposób dobry, profesjonalny, ale po ich zakończeniu osoba biorąca w nich udział nadal nie otrzymywała żadnych ofert pracy, wszelkie jej wysiłki zmierzające do uzyskania pracy zgodnej z ukończonym kursem zawodowym – nie dawały żadnego efektu. Zaświadczenie o ukończeniu kursu, zdaniu egzaminu – nadawało się do podtarcia… a przecież wydano na to bardzo dużo pieniędzy. Autorzy ani tym bardziej realizatorzy tych projektów swoje zainteresowanie i aktywność ograniczali jedynie do własnych działań „tu i teraz”, zgodnie z planem realizacji zaprojektowanych i dofinansowanych działań, jednak bez żadnego zainteresowania ich finalnym skutkiem dla bezrobotnych a co za tym idzie – dla sytuacji państwa.
Tak jak i przed kursem – tak i po nim nieodmiennie taką osobę bezrobotną spotykała odmowa zatrudnienia, szczególnie gdy chodzi o osoby w wieku określanym jako „50 plus”. Nie można było zarzucić jej braku wiedzy (po kursie, szkoleniu) – to się jej odmawiało doświadczenia w tym zawodzie – byle tylko nie ujawnić rzeczywistego powodu odmowy, jako łamiącego prawo.
Po prostu; odmowa ta dotyczyła wieku tych osób a nie ich kwalifikacji, stąd działanie w kierunku zmiany ich kwalifikacji poprzez kursy i szkolenia dla nich nie mogło niczego zmienić i przeważnie nie zmieniało… Może raczej należało szkolić pracodawców z prawa pracy, by im wyjaśnić, że prawo w całej unii zabrania odmowy zatrudnienia ze względu na wiek…

Świadomie krytykuję tu nie pomysł a jego realizację, gdyż działania zmierzające do podwyższenia lub uaktualnienia kwalifikacji osób poszukujących zatrudnienia – są celowe i są wręcz konieczne, bardzo się tu też przydaje dofinansowanie z EFS. Muszą jednak one być nakierowane na konkretne potrzeby konkretnych osób i to najlepiej w porozumieniu z konkretnymi pracodawcami, muszą być skojarzone z aktywnym i ciągłym pośrednictwem pracy już przed takim kursem i w jego trakcie, tak by natychmiast po zakończeniu tego szkolenia następowało rozpoczęcie pracy, choćby na umowę na okres próbny. Działania takie mają sens gdy mają w realny sposób zmieniać sytuację osób im poddanych dotyczącą pracy czyli źródła dochodu a nie – jako pomysł na „biznes” dla osób je projektujących i realizujących, bez założenia osiągnięcia realnego skutku dla bezrobotnych.

Takie podejście – to instrumentalne traktowanie bezrobotnych, żerowanie na ich sytuacji, wykorzystywanie ich jako pretekstu do zarobienia na tym – czyli działania dość podłe. Najistotniejsze jest tu jednak to, że obie strony mają tu swój słuszny interes który da się połączyć, zamienić w sukces obu stron jednocześnie.
Ponadto samo działanie na bezrobotnych tu niczego nie zmieni; działania muszą dotyczyć i zdecydowanej walki z nielegalnymi formami zatrudnienia, z nielegalną sferą gospodarki (ogromnym i nadal rozrastającym się podziemiem gospodarczym), z łamaniem prawa pracy i naginaniem przepisów o nawiązywaniu stosunku pracy a także z działaniem promocyjno-informacyjnym nakierowanym na pracodawców czy ogólniej nawet – na przedsiębiorców, mającym na celu rzeczywistą promocję zgodnego z prawem zatrudniania. Prawo musi także stwarzać bodźce materialne powodujące, że zatrudnienia zgodne z prawem musi się coraz bardziej opłacać a niezgodne z prawem – opłacać coraz mniej i być związane ze stratami (karami) finansowymi a nawet pozbawieniem wolności (przestępstwa podatkowe).
Wreszcie działania władzy muszą skłaniać pracodawców do tworzenia nowych miejsc pracy poprzez rozwój działalności, bo miejsc pracy brak i powoduje to, że same działania mające na celu „aktywizację” bezrobotnych do poszukiwania pracy której nie ma – pogarszają sytuację zamiast ją poprawiać. Jak pisałem w jednym z wcześniejszych felietonów – nie da się usadzić jedenastu osób na dziesięciu krzesłach i wszelkie próby zrobienia tego są marnowaniem czasu i pieniędzy, szczególnie gdy zadanie to powierzamy komuś od kogo „ilość krzeseł” zupełnie nie zależy…

Jednym z elementów „wielkiej reformy urzędów pracy” jaka wchodzi w życie z początkiem przyszłego roku jest pomysł, aby do aktywizacji bezrobotnych zaangażować zewnętrzne, prywatne agencje szkoleniowe, organizacje pozarządowe itp. Pomysł opiera się głównie na próbie powiększenia liczby aktywnych pośredników pracy i doradców zawodowych obsługujących bezrobotnych, bo urzędy pracy mają ogromny niedobór pracowników na tych stanowiskach oraz nie mają funduszy na bezpośrednie zwiększenie liczby pracowników tym się zajmujących. Pomysł ten, dość ogólnikowy początkowo, przechodził rożne stadia i wydawał się dobry; rzeczywiście małe NGO-sy nakierowane zgodnie z własnym profilem na konkretne grupy osób bezrobotnych w szczególnej sytuacji – mogłyby znacznie lepiej i skuteczniej niż urzędy pracy aktywizować ludzi poszukujących pracy; spółdzielnie socjalne, małe prywatne agencje zatrudnienia i szkoleniowe dobrze spełniłyby rolę aktywizacyjną, bo przecież obecnie także urzędy pracy same nie prowadziły szkoleń i kursów dla bezrobotnych a także zlecały ich prowadzenie firmom zewnętrznym wyłonionym w przetargach.

W przebiegu zmian i korekt projektu ustawy pojawił się tam jednak zapis, że urząd pracy może delegować agencjom zatrudnienia zadanie aktywizacji bezrobotnych, jednak w grupach nie mniejszych niż 200 osób. Dlaczego tyle – Bóg jeden raczy wiedzieć… Automatycznie eliminowałoby to małe organizacje pozarządowe i małe firmy szkoleniowe a preferowałoby największe agencje-kombinaty, bo mała agencja nie poradzi sobie z tak liczną grupą w jednym czasie, nawet podzieloną na mniejsze zespoły czy klasy. Małe agencje, spółdzielnie socjalne i NGO-sy przyjmujące np. 20 – 30 osób i uzyskujące za to skuteczność 60 – 70% z pewnością lepiej wykonałyby wspomniane zadanie, ale… zarobiłby na tym nie ten, co powinien…
Wiadomo jest, że chodzi tu o miliardy złotych a więc trwa po prostu walka o „przejęcie” rynku tych „usług”, mającego dać w przyszłości tak wielkie dochody. Jak by tego nie rozpatrywać – chodzi o prywatyzację usług szkoleniowych i aktywizacyjnych. Bezrobocie, bezrobotni jako ludzie – nikogo tu nie interesują; znów są tylko pretekstem.

Prywatyzacja nie miałaby tu znaczenia a wręcz stanowiłoby to szansę, gdyby określono dość wysoki pułap wymaganej skuteczności aktywizacyjnej dla tych firm; pisząc dość wysoki – mam na myśli skuteczność rzędu np. 70% (70% osób oddelegowanych do aktywizacji przez te agencje znajduje w wyniku tego stabilne zatrudnienie). Tymczasem oczekiwaną skuteczność określono na poziomie osiąganym dotychczas przez urzędy pracy (oficjalnie nieco ponad 40%). Chodzi tu o odsetek osób, jakie po zakończeniu działań którym zostałyby poddane w ramach tego projektu – uzyskałyby dzięki nim trwałe zatrudnienie (zostałyby wykreślone z ewidencji bezrobotnych). Od tego zależałaby także i wysokość wynagrodzenia dla takiej firmy „aktywizującej”.
Zresztą; skuteczność jest tu przecież dość mało zależna od jakichkolwiek działań aktywizacyjnych wobec bezrobotnych, bo przyczyną tak wysokiego bezrobocia jest słaba aktywność gospodarki skutkująca małym popytem na pracę ludzką, brak miejsc pracy w pewnych sektorach zawodowych (struktura), brak polityki gospodarczej władzy i przyszłościowej wizji gospodarczej kraju, zniszczenie lub marginalizacja (likwidacja) pod wpływem decyzji unijnych lub rodzimego bałaganu – pewnych dziedzin lub całych gałęzi gospodarki. Bezrobocie dużo bardziej dziś zależy od działań ministra gospodarki i ministra infrastruktury skoordynowanych z działaniami ministra finansów – niż od ministra pracy i jego pomysłów na „przelewanie z pustego w próżne”.

Szykuje się więc nowy spektakl „żerowania” na pomocy dla bezrobotnych, pozorowania działań i marnotrawienia gigantycznych kwot głównie w celu ich „prywatyzacji”, zamiast poważnego zajęcia się redukcją bezrobocia – poprzez likwidację jego przyczyn. W najlepszym przypadku agencje te skoncentrują się na wypracowaniu oczekiwanej od nich niewielkiej skuteczności poprzez wybieranie sobie kandydatów do aktywizacji – tych najbardziej rokujących na sukces, najłatwiejszych do przywrócenia do pracy, niekoniecznie zgodnie z posiadanym zawodem i doświadczeniem – tak by uzyskać oczekiwane minimum skuteczności ok. 40% i zainkasować idące za tym pieniądze, natomiast ani urzędy pracy ani też agencje nie będą się przejmowały tymi „trudniejszymi” bezrobotnymi, wymagającymi już (po kilku latach bezrobocia) większych organizacyjnie i finansowo zabiegów, co skazuje tych ludzi na kompletną degradację i stoczenie się lub przystosowanie się do narzuconych im nieludzkich warunków w nieludzkim państwie Tuska; zasilą oni istniejące lub stworzą nowe organizacje przestępcze, zasilą strefę gospodarki nielegalnej, handel narkotykami i inne patologie społeczne, z pewnością wielu z nich „poradzi sobie”… tylko czy społeczeństwu o to chodziło?
A wszystko to – w imię „nicnierobienia” czyli ideologicznej redukcji naturalnej roli państwa, „liberalizmu” odbierającego wolność i prawa najsłabszym na rzecz najsilniejszych, oraz „niewidzialnej ręki” – której skutki działania też są niewidzialne…

Odwiedziny: