Nie przepadam za Gazetą Wyborczą, ale przyznać trzeba, że jako jedna z niewielu - pisze o tym co najważniejsze.
O bezrobociu i jego konsekwencjach społecznych i gospodarczych.
Niedawno pojawił się dobry, ważny materiał o sytuacji osób pozbawionych pracy z przedziału wiekowego tzw. 50plus. Świadomie piszę tu o osobach w "wieku produkcyjnym", czyli w wieku normalnej aktywności zawodowej, które nie są nigdzie zatrudnione. Nie piszę o nich całościowo jako o "bezrobotnych" bo określenie to ma swoje ścisłe znaczenie, definicję ustaloną w "Ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy" a nie wszystkie te osoby spełniają wspomnianą definicję, mimo że nie pracują. Ich liczbę określa się na ok. 700.000 ale część z tych osób zapewne w takiej sytuacji, po 2 - 4 latach nieskutecznych prób przekwalifikowania się (dostosowania do potrzeb "rynku"), bezowocnego poszukiwania zatrudnienia no i dalszego widocznego braku perspektywy na zmianę sytuacji, całkowitej bezczynności instytucji rynku pracy, osób odpowiedzialnych za organizację działania i polityki Państwa w tym zakresie - po prostu zaprzestały już poszukiwania pracy, przyjmując najczęściej jakieś użyteczne role w rodzinach i pozostając na ich utrzymaniu. Ale to tylko część; reszta pozostaje tak "zawieszona" w pustce bezmyślności i bezduszności Państwa; państwa Platformy Obywatelskiej.
Dziś Gazeta Wyborcza znów przełamała milczenie, sprawiające wręcz nieraz wrażenie "zmowy milczenia" na ten temat - publikując spory tekst pod tytułem "Młodzi trzy razy nic" a dotyczący ludzi młodych pozostających bez pracy, zawieszonych w nicości: ani nie uczących się, ani nie pracujących, ani nie prowadzących działalności...
Młodzi - Trzy Razy Nic
Artykuł jest dramatyczny, bo ukazuje - jakie trudności spadają na pokolenie, które już wkrótce powinno utrzymywać ten kraj, kierować nim, a tymczasem popada w marazm, izolację społeczną i problemy psychiczne.
Trzeba o tym pisać, trzeba o tym krzyczeć by nie dać spokoju tym "gentelmenom" w garniturkach - mimo że z Wiejskiej. Tym młodym ludziom z elity władzy, którzy - jak to gentelmeni - o pieniądzach nie mówią, ale je mają niejako "od urodzenia", dla których stały się one tak oczywiste, że nie są w stanie nawet zadać sobie pytania: za co żyją ludzie pozbawieni możliwości pracy zarobkowej.
Zapomnieli - przyssani do publicznej kasy, że - by mieć chleb, trzeba na niego zapracować, kupić i wtedy można dopiero zjeść kromkę. Jeszcze trzeba kupić nóż, by mieć czym tę kromkę ukroić, oraz wyleczyć zęby - by mieć czym chleb pogryźć. Dalej - trzeba kupować szczoteczki i dobrą pastę do tychże wyleczonych zębów, bo inaczej - znów szybko będą wymagały leczenia... słowem, że wymogi choćby najskromniejszej wegetacji nawarstwiają konkretne potrzeby finansowe konieczne do zaspokojenia, i że zdecydowana większość ludzi chce na to zapracować. Już byli kiedyś dwaj tacy, co próbowali "publicznie" a w rzeczywistości - propagandowo udowodnić, że można przeżyć miesiąc za 500,- zł, ale wystarczyło im na 10 dni i "dali se spokój". Zadziwiające jest to powszechne pomijanie - też na zasadzie jakiegoś wynaturzenia czy zmowy, że - by żyć - trzeba mieć choć kwotę starczającą na minimalną wegetację, choćby i te "minimalne" 940 zł netto (od 1380,- br.), że znakomita większość ludzi chce zapracować na te pieniądze i przy tym są w znakomitej większości skazani na pracę najemną. No i udają nasi "gentelmeni" że zapomnieli, iż Państwo ma określony w Konstytucji obowiązek podejmować określone w Konstytucji zadania i skutecznie wykonywać je. Tym zadaniem nie jest rozdawanie "po bułeczce" z opieki społecznej dla każdego...
Artykuł (mimo że w "GW") - warto przeczytać i do tego zachęcam.