BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

29/12/2013

W sprawie bezrobocia – nadal mało optymistycznie.

W informacjach płynących z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej jest od dawna jakaś dziwaczna nielogiczność, której nie potrafię zinterpretować pozytywnie. Jako osoba szczególnie „zainteresowana”, chciałbym raczej widzieć tam wszelkie możliwe pozytywy zamiast doszukiwać się nielogiczności czy wręcz niekonsekwencji, ale… nie da się.
Po prostu: nie da się. Z jednej strony – zgoda: pozytywne informacje dodają optymizmu wszystkim podmiotom od których zależy dalszy rozwój sytuacji; zarówno pracodawcom, jak i osobom pozbawionym zatrudnienia oraz pracownikom Ministerstwa czy też tak zwanych nie wiedzieć czemu Powszechnych Służb Zatrudnienia – którzy jak się wydaje powinni starać się w ramach wspomnianej „służby” jakoś skojarzyć tych pierwszych z tymi drugimi. Jest jednak w tym dążeniu do „optymizmu” pewna granica, za którą jest już po prostu kłamstwo, propaganda sukcesu lub ideologii, tworzenie rzeczywistości „wirtualnej” na potrzeby przypodobania się zwierzchnikom… Ja wierzę, że Minister Pracy lepiej niż ja zna kaszubską mentalność swojego pryncypała, ale dążenie takie nie usprawiedliwia naciągania faktów, stosowania języka propagandy, manipulacji informacją czy pseudo-psychologicznych sztuczek by „nie drażnić” tego „lwa”…

W kilku wcześniejszych tekstach wyrażałem pogląd, że Minister Pracy najprawdopodobniej doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż ma w istocie bardzo niewielki wpływ na stopę bezrobocia, która jednak jest mimo to w odbiorze społecznym jakby „miernikiem” skutków jego działania i jego dorobku bądź braku tego. Zdaje sobie sprawę, jednak robić coś przecież musi, stąd przeróżne działania i projekty dla wnikliwego obserwatora śmieszne, irytujące lub co najmniej trzeciorzędne, nietrafione co do czasu, wagi, kolejności realizacji czy opłacalności prakseologicznej. Wydaje się, że w tym rządzie, pozbawionym pomysłów ale ideologicznie odrzucającym wszelkie pomysły „obce” – wystarczy po prostu „coś robić” a nie „coś zrobić” – bo dziś brak pozytywnego efektu ostatecznego łatwo jest jeszcze zrzucić na „kryzys”, „globalizację” lub „prawa rynku”. Minister Pracy – robi więc „coś”; strona ministerstwa pełna jest informacji o spotkaniach, dyskusjach, szkoleniach, konferencjach, konsultacjach, projektach – w tym niektórych nawet pilotażowych itp.
A tak praktycznie, w rzeczywistości…

Aby zilustrować jakoś moje zadziwienie informacjami ze strony Ministerstwa, przytoczę coś z „aktualności”: informację dotyczące sytuacji na tak zwanym umownie „rynku pracy” w listopadzie br.
W listopadzie pracodawcy zgłosili do (PSZ?) 55.000 wolnych miejsc pracy i miejsc aktywizacji zawodowej. Stopa bezrobocia na koniec listopada wynosiła 13,2% i była wyższa o 0,2 punktu procentowego niż miesiąc wcześniej, co oznacza 2.115.800 osób zarejestrowanych w urzędach pracy – dla których zatrudnienia nie było, i liczba ta od października wzrosła o 40.600 osób (w ciągu miesiąca). Liczba bezrobotnych na koniec listopada br. była o 58.000 wyższa niż na koniec listopada 2012.
Słowem – stopa bezrobocia wzrosła i to aż w piętnastu województwach, liczba zarejestrowanych bezrobotnych wzrosła, jednocześnie ministerstwo chwali się przekazaniem w listopadzie do urzędów pracy dodatkowo kwoty niemalże 100 milionów zł na dodatkowe „wsparcie” dla bezrobotnych (wzrosły koszty obsługi bezrobocia).
W tym czasie jednak dla przykładu Powiatowy Urząd Pracy w Szczecinie ogłosił… wstrzymanie naboru wniosków od pracodawców dotyczących organizacji prac interwencyjnych, organizacji robót publicznych oraz organizacji staży dla osób bezrobotnych – czyli podstawowych form wsparcia osób bezrobotnych, związanych z czasowym, dotowanym, odpłatnym zatrudnieniem lub – jak w przypadku stażu – pomocą finansową w postaci „stypendium stażowego” (odpowiadającego mniej więcej wysokości zasiłku). Te „instrumenty” Służb Zatrudnienia – już w roku bieżącym „nie grają”. Na co wiec zostaną spożytkowane te dodatkowe pieniądze?
Wiadomo zresztą, że urzędy pracy pod koniec roku „wygaszają” całą swoją działalność, by dokonać rozliczenia poprzedniego budżetu i z nowymi działaniami stratują dopiero w lutym lub marcu – kiedy ustalony zostanie ich kolejny budżet na nowy rok.

Ktoś doszukujący się pozytywów będzie jednak podkreślał inne aspekty sprawy: Stopa bezrobocia wzrosła w listopadzie o 0,2 punktu procentowego w stosunku do października, ale dynamika tego wzrostu w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego – spadła i to o połowę. Czyli jest źle, ale – „mniej źle”.
Pracodawcy zgłosili w listopadzie 55.000 wolnych miejsc pracy ale jest to o 12% więcej, niż przed rokiem; liczba wolnych miejsc (ofert) pracy rośnie. Liczba osób bezrobotnych w listopadzie też wzrosła, ale wzrost ten był mniejszy niż przed rokiem (zmniejszenie amplitudy wahań świadczy o stabilizacji ?). Bezrobocie wzrosło we wszystkich województwach (prócz Mazowieckiego, w którym nie zmieniło się) ale także i wzrosła we wszystkich województwach ilość ofert pracy.

Akurat wzrost liczby wolnych miejsc pracy i jednoczesny wzrost liczby osób bezrobotnych wbrew pozorom nie są ze sobą sprzeczne, ale też nie muszą nieść ze sobą informacji pozytywnej; świadczą o pogłębianiu się bezrobocia strukturalnego a więc o pogarszaniu się sytuacji. O coraz większym rozdźwięku pomiędzy potrzebami pracodawców (dotyczącymi kwalifikacji, zawodów, specjalności i doświadczenia kandydatów do zatrudnienia (czyli ludzi szukających pracy) z tym co oni mają do zaoferowania w rzeczywistości a nie w swoich naciąganych „listach motywacyjnych”. To z kolei dowodzi klęski działań PSZ zmierzających do zmiany charakteru strukturalnego bezrobocia i wynika, albo ma przynajmniej moim zdaniem bezpośredni związek z rezygnacją od prawie dwóch lat z działań szkoleniowych dotyczących przekwalifikowywania bezrobotnych lub uaktualniania ich dotychczasowych kwalifikacji – gdy należą one do tych uznanych za potrzebne na rynku pracy. Poza tym – cóż w takim razie robią prócz generowania kosztów – Wojewódzkie Urzędy Pracy a w nich – tak zwane „Obserwatoria Rynku Pracy” mające z założenia tworzyć wiarygodną informację o potrzebach pracodawców, informację potrzebną do właściwego ukierunkowania działań PSZ a nawet i całej edukacji narodowej właśnie po to, by unikać sytuacji jaka ma dziś miejsce.
Nie jestem przekonany, czy należy cieszyć się ze stabilizowania się stopy bezrobocia na poziomie około 13%; mimo mniejszych krótkookresowych wahań szczególnie w górę – jest to po prostu o wiele za dużo. Dokładniej – o 10%, bo tak zwana „naturalna stopa bezrobocia” (czyli ta nieunikniona i w gruncie rzeczy korzystna) jest obecnie określana na ok. 2 – 3%.

Ministerstwo podaje, że pracodawcy zgłosili w listopadzie 55.000 wolnych miejsc pracy co należy chyba rozumieć jako liczbę aktualnych ofert zatrudnienia. Nasuwają się tu jednak nieodwołalnie kolejne pytania: ile z tych ofert pracy „zwolniło się” na skutek zwolnienia (rozwiązania umów o pracę) z osobami wcześniej zatrudnionymi na tych stanowiskach. Jeśli 55 tysięcy pracowników zostało zwolnionych, to pojawiło się tyle samo „wolnych miejsc pracy”, ale bezrobocie też zwiększyło się o podobną liczbę. Bo przecież liczba ofert pracy wcale bezrobocia nie zmniejszy, gdyż mamy tu do czynienia jedynie z wymianą pracowników na istniejących już stanowiskach pracy, która jest jednoznaczna z podobną „wymianą” osób zarejestrowanych w urzędach pracy. W tym sensie liczba tak zdefiniowanych ofert nie ma żadnego znaczenia dla rozpatrywania bezrobocia i dlatego też pozornie duża liczba ofert bynajmniej nie koliduje z jednoczesnym wzrostem bezrobocia.

Parametrem określającym rzeczywistą zmianę sytuacji byłaby dziś raczej liczba powstających, nowych (wcześniej nie istniejących) miejsc pracy, oraz liczba osób przekwalifikowanych zgodnie z potrzebami pracodawców i zatrudnionych (bo strukturalny charakter bezrobocia polega przecież na BRAKU (niedoborze) miejsc pracy oraz na niedostosowaniu kwalifikacji bezrobotnych do potrzeb rynku pracy. Takich danych jednak Ministerstwo nie podaje.

Ponad tym wszystkim są jednak wnioski ogólne; nadal brak działań rzeczywiście mogących coś zmienić w sytuacji bezrobocia. Po pierwsze – chodziłoby tu o działania Ministerstwa Gospodarki skoordynowane z odpowiednią polityką Ministerstwa Finansów, tymczasem co do bezrobocia – wszyscy patrzą na ręce Ministrowi Pracy, tak jakby on mógł stworzyć brakujący milion miejsc pracy lub choćby – jakby ich brak był wynikiem jego działania czy zaniechania. Minister Pracy nie tworzy ani też nie likwiduje miejsc pracy, jeśli brak ich np. milion to tego żadne działania Ministra Pracy nie zrekompensują. Brak działań resortów gospodarczych natomiast zdaje się wynikać z założeń ideologicznych tej władzy, to znaczy z programowego założenia powstrzymania się od wszelkiej ingerencji polityków w zarządzanie gospodarką, ze ślepej wiary w „samoregulację” i samoczynnie następujące procesy kontrolowane wyłącznie przez przedsiębiorców. Dlatego jest tak – jak jest.

Sytuacja jest bardzo pesymistyczna, gdyż zbyt wielu ludziom jest „na rękę” to, że pewna część obywateli została wypchnięta z rynku pracy a pewna część – stała się zakładnikami dotacji, zasiłku, krótkoterminowych umów okresowych, codziennej walki o przetrwanie na poziomie absolutnego minimum. Władza PO obudziła najgorsze demony i uaktywniła najbardziej prymitywne reakcje ludzkie dotyczące chciwości, bezwzględności; przykro to stwierdzić dziś, przed zbliżającą się rocznicą Wydarzeń Grudniowych oraz rocznicą zdławienia „Solidarności” przez wprowadzenie stanu wojennego.

Odwiedziny: