BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

10/01/2014

Barbarzyński kraj; Polska.

Sprawa nadużywania przez nieuczciwych Polaków systemu świadczeń socjalnych w Wielkiej Brytanii – podniesiona niedawno na forum publicznym w UE przez Premiera Camerona, niejako przy okazji zwróciła uwagę na samo istnienie systemu świadczeń socjalnych w krajach Unii do których wyjeżdża najwięcej Polaków.

Piszę tu „wyjeżdża” a nie „emigruje” – bo w moim przekonaniu w myśl Układu z Schengen, Polak w Niemczech czy Anglii nie jest imigrantem sensu stricte; po prostu tam na jakiś czas lub bezterminowo wybiera sobie miejsce pracy i życia – korzystając z nadanego mu Układem prawa. Emigrantami są co najwyżej ci, co przybywają do któregoś z państw Strefy Schengen „z zewnątrz” tejże strefy. Wewnątrz Strefy – każdy obywatel Unii ma prawo swobodnego wyboru miejsca życia i pracy, nie można więc mówić o emigracji czy imigracji w takim stanie prawnym.

Awantura wokół „populistycznej zagrywki” Camerona związanej pewnie jakoś z tamtejszymi wewnętrznymi rozgrywkami politycznymi, samego Camerona i jego partii – zwróciła niejako przy okazji uwagę na kolosalne różnice pomiędzy systemem socjalnym Anglii czy Niemiec – a Polski. To bezpośrednio rzutuje na warunki życia w danym kraju a więc śmiało możemy to uznać za jeden z najważniejszych czynników wpływających na decyzję opuszczenia Polski przez Polaków i nie chodzi tu głównie o jakąś banalną „opłacalność”.
Bardziej chodzi o coś, co Polacy poza Polską określają jako „łatwość życia”; życia w ogóle, bo dotyczy to nie tylko strony bezpośrednio finansowej. System socjalny w Anglii po prostu pozwala mieć nadzieję, że niezależnie od zmiennych okoliczności życiowych, losowych czy osobistych – można będzie sobie poradzić, da się przeżyć w czasie wydobywania się z tych nagle zaskakujących człowieka trudności.
W Anglii nie ma ”rozdawnictwa” (cokolwiek miałoby to idiotyczne słowo oznaczać w ustach polskiego leminga lub prawicowego oszołoma), tam trzeba pracować by coś zdobyć a jednak w wypadku trudności – jest też realna pomoc. Tamtejsze społeczeństwo stwierdziło widocznie już dawno, że ta pomoc w ostatecznym rozrachunku wszystkim się najbardziej opłaca. Pomoc ta ma swoje znaczenie także w stwarzaniu warunków korzystnych dla sytuacji demograficznej; zachęca a przynajmniej w najmniejszym stopniu nie zniechęca do rodzenia i wychowywania dzieci – co ma zasadnicze znaczenie dla każdego narodu, również i brytyjskiego. Związane jest to z ogólną zasadą pewnego „luzu”, zasadą unikania wszelkich zbędnych stresów w życiu, w urzędach, w pracy… więc także i w okresie braku pracy.
Mało tego: w Anglii kobieta mająca dzieci w wieku poniżej 16 lat i zajmująca się nimi – ma prawo nie pracować (jeśli pracuje jej mąż), by rzeczywiście tymi dziećmi mogła się zająć; uważane jest to nie tylko za jej sprawę osobistą ale za sprawę wagi społecznej. Państwo pomaga tam w sposób naturalny młodym rodzicom oraz osobom samotnie wychowującym dzieci lub mającym chore dzieci – po prostu dlatego, że potrzebują oni pomocy (tu nie jest potrzebna żadna ideologia).
To nieodpłatna pomoc medyczna i merytoryczna dla matek przed porodem, darmowe leki przepisane przez lekarza, zniżki na zakup mleka, „becikowe” (na koszty wyprawki dla noworodka) w wysokości 50 funtów, itp. Osoba mieszkająca w Wielkiej Brytanii i mająca pod opieką dzieci do lat 16 otrzymuje zasiłek (dodatek) na dziecko tzw. Child Benefit – w wysokości 20,3 funta tygodniowo na pierwsze i 13,4 funta tygodniowo na każde kolejne dziecko. Co więcej – dzieci te nie muszą przebywać w Anglii gdzie przebywa jedno z rodziców, jedyny warunek dotyczy tego, że drugi z rodziców przebywający z dziećmi np. w Polsce – nie może tu pobierać „polskiego „zasiłku” na dzieci. Jeśli jedno z rodziców w Anglii pracuje a drugie nie i mają dzieci w wieku szkolnym – to otrzymują zasiłek Child Tax Credit w wysokości 200 funtów miesięcznie, dodatkowo w takiej sytuacji niejako automatycznie pracujący w Anglii rodzić otrzyma też zasiłek dla najsłabiej zarabiających mających na utrzymaniu rodzinę – tzw. Working Tax Credit także w wysokości 200 funtów miesięcznie.
Można także liczyć na pomoc – jeśli jest potrzebna – w „udźwignięciu” kosztów mieszkaniowych; to zasiłek mieszkaniowy dla rodzin słabo zarabiających (dochody poniżej 16.000 funtów rocznie). Jest to tzw. Hausing Benefit (Hausening) który przysługuje również studentom i osobom wynajmującym wspólnie (jako para lub w większej grupie) mieszkanie. Jego wysokość jest bardzo skrupulatnie dostosowywana do indywidualnej sytuacji osób ubiegających się, bo nie zapominajmy, że naczelną zasadą jest w tych wszystkich sprawach – pomoc dla rzeczywiście potrzebujących. Jest jeszcze zasiłek dla osób pracujących w niepełnym wymiarze pracy „Income Support” – których dochody nie wystarczają im na utrzymanie, zasiłek dla osób poszukujących pracy „Jobseeker’s Allowance”, zasiłek z opłacanego podatku miejskiego „Council Tax Benefit”, dodatkowy zasiłek „Second Adult Rabate” itp.

Można oszacować, że suma zasiłków czyli pomocy dla rodziny wychowującej dzieci przeciętnie nie jest niższa niż ok. 650 funtów miesięcznie, ale „polacy-cwaniacy” potrafią wydębić i 1500 funtów miesięcznie z angielskiego systemu socjalnego, niezależnie od osiąganych zarobków – często w takim przypadku nielegalnych, ukrywanych (czyli „na czarno”).
Narzuca się tu refleksja dotycząca tego, jak wielkie możliwości w takiej sytuacji mają cwani i pozbawieni zasad „polaczkowie” w nadużywaniu tych wszystkich form pomocy, próbując naginać swoją oficjalną sytuację do przepisów brytyjskich, aby po prostu dostać czy trzeba czy nie jak najwięcej „bo się należy”, nieźle sobie żyć bez pracy, na koszt podatników, więc w tym i innych Polaków uczciwie pracujących i płacących podatki w Anglii. Z przykrością trzeba stwierdzić, że pretensje kierowane przez Premiera Camerona do Polaków są pod tym względem w dużym stopniu uzasadnione. Liczba Polaków w Anglii dochodzi już do 700.000.
To jednak oddzielny temat…

Piszę to wszystko nie jako poradnik dla wyjeżdżających, bo te informacje łatwo można znaleźć w Internecie.
Piszę to – by to zestawić z warunkami polskimi. I nie chodzi tu o bezpośrednie porównanie ilościowe (liczbowe). Uderza tu przede wszystkim właśnie różnica cywilizacyjna o której wspomniałem w tytule. Normalny zwykły człowiek po prostu chce żyć, chce przetrwać nawet w trudniejszych warunkach i gorszych dla siebie czasach. Niewiele w życiu da się przewidzieć z punktu widzenia pojedynczego człowieka, na bardzo niewiele można też mieć wpływ, poza tym przeszłość niejako zamyka przed nami wiele drzwi, czasem przy tym tylko niektóre otwiera. Życie ma swoją dynamikę i odbywa się zgodnie z nieznanym nam wcześniej scenariuszem; tak wiele może się zmienić w życiu człowieka, czasem nawet dość nagle.
Polacy w Anglii są przede wszystkim przyciągani tą „łatwością życia” w którym z realną pomocą państwa zawsze można sobie jakoś poradzić w zmieniających się w sposób nieprzewidywalny okolicznościach. To jest po prostu przyjazne dla ludzi państwo w którym można być milionerem, można należeć do establishmentu, ale też z drugiej strony – mając trudności ze znalezieniem jakiejś stałej pracy – także można jakoś żyć; choćby na minimalnym poziomie – ale można.
Tu dla nikogo nie jest zaskoczeniem tak jak dla polskiego ministra pracy Władysława Kosiniak Kamysza, że człowiek pozbawiony pracy z powodu bezrobocia – też MUSI MIEĆ jakieś pieniądze – by mógł tej pracy nadal skutecznie poszukiwać. Że aby szukać pracy – trzeba móc w miarę normalnie żyć, czyli utrzymać jakiś „dach nad głową”, móc się umyć, ubrać stosownie do pory roku, zjeść coś, mieć na telefon, na bilet do metra itp. (mam na myśli choćby absolutne minimum). Tam jest dla władzy „dziwnie” oczywiste, że jeśli by tak nie było – zarówno poszukiwanie pracy jak i pomoc socjalna nie spełnia swojej roli, staje się fikcją i przysłowiowym wyrzucaniem pieniędzy w błoto.

W barbarzyńskim polskim systemie, kojarzącym się niestety nadal jak przez dziesięciolecia z najgorszym rodzajem zaciekłego „kacapstwa” – człowiek pozbawiony pracy jest pozostawiony samemu sobie bez żadnych dochodów, nikogo nie obchodzi jego sytuacja i jego los. Jest tak – z założenia politycznego. Władza stosuje metodę „reglamentacji życia” – dbając o siebie, o dobre samopoczucie kasty stabilnie pracujących i nieźle opłacanych, w tym i swoich urzędników (służby cywilnej, administracji państwowej i samorządowej) – jako swojego głównego zaplecza wyborczego. Służalczo traktuje przedsiębiorców – świadomie tworząc dla nich w ramach jakiegoś syndykatu polityczno-biznesowego warunki rozwoju niewolnictwa pracowniczego – będącego w Polsce czymś normalnym i przez władzę oczekiwanym a poza Polską – hańbą Europy XXI wieku.
Ludzie pozbawieni pracy z przyczyn od siebie niezależnych (np. z powodu tolerowania przez władzę łamania prawa – poprzez odmowę „z zasady” zatrudnienia osób bezrobotnych po 45 roku życia) najczęściej są pozbawiani jakichkolwiek dochodów, a jednocześnie w ramach jakiegoś absurdu – wymaga się od nich utrzymywania stałej zdolności i gotowości do podjęcia pracy.
Urzędy pracy z powodu idiotycznej ustawy nie mają praktycznie nic istotnego do zaproponowania, zasiłek dla bezrobotnych otrzymuje czasowo jedynie kilkanaście procent zarejestrowanych osób bezrobotnych.

Urzędy Pracy i cała machina związana z bezrobociem – nastawiona jest na to, żeby NIE DAĆ, żeby ODMÓWIĆ, żeby OGRANICZYĆ, wykazać człowiekowi – że mu się NIE NALEŻY! Ustawa – pisana w warunkach państwa socjalistycznego, gdy praca była i była obowiązkiem a bezrobotni – marginesem społecznym – po pewnych przeróbkach obowiązuje nadal w zupełnie innej sytuacji ekonomicznej i politycznej, sytuacji rzeczywistego braku pracy, nadal zachowując swój wypaczony, PRL-owski charakter, przeniesiony tam przez wypaczonych PRL-owskich urzędników. Jeszcze gorzej jest z ustawą o pomocy społecznej. Doskonalona jest stale „sieć” skomplikowanych, coraz bardziej szczegółowych przepisów, by zawsze móc uzasadnić odmowę – czegokolwiek by nie potrzebował bezrobotny. By ewentualną pomoc „omotać” tak wieloma wyjątkami, zastrzeżeniami i warunkami – które spełnią tylko nieliczni a które sprowadzają to wszystko do absurdu i marnotrawstwa środków – choć dają pracę urzędnikom i polityczne pozory dla władzy. Mamy tu do czynienia wręcz już z jakimś trwałym wypaczeniem psychicznym, zwyrodnieniem psychicznym osób zajmujących kierownicze stanowiska w Urzędach Pracy, Ośrodkach Pomocy Społecznej czy też w Ministerstwie. Jednocześnie implikuje to zwyrodnienie narastające w całym społeczeństwie, nie tylko poprzez bezrobocie ale i społeczną obojętność na nie, na jego skutki dla jednostki. Trudno sobie dziś nawet wyobrazić, że to Polska właśnie stała się kolebką „Solidarności”, że rozpropagowała to pojęcie społeczne na cały świat. Dziś Polska jest ZAPRZECZENIEM SOLIDARNOŚCI, JEJ ODWROTNOŚCIĄ! Taka jest po prostu „ideologia chciwości” – Platformy Obywatelskiej.
A przecież urzędy pracy stworzone są do czegoś dokładnie przeciwnego!; do tego by DAĆ!, by rzeczywiście POMÓC!, by uczciwie „dało się przeżyć” nawet w najgorszych warunkach!. System powinien działać tak jak w Anglii, Niemczech, Norwegii – i to dopiero wówczas jest czymś normalnym.

Człowiek pięćdziesięcioletni pozbawiony przez społeczeństwo pracy zarobkowej, pozostaje po prostu z niczym, jak w jakimś absurdalnym, tragicznym,szaleńczym survivalu w którym z założenia odgórnego nie ma prawa „dać sobie rady”; im dłużej walczy o życie, tym więcej uciechy i korzyści sprawia „elicie” żerującej na udawanej „pomocy dla bezrobotnych” i fikcyjnej „pomocy społecznej”, ale tak czy inaczej musi przegrać, a przegrana – to rozpad rodziny, to utrata dachu nad głową (bezdomność), szybkie stoczenie się do poziomu kloszarda, i śmierć – z zimna, z powodu niedożywienia i nieleczonych chorób, przez „następczy” alkoholizm… albo po prostu śmierć samobójcza, bo też i w tym wypadku samobójstwo bywa tożsame z zaprzestaniem walki o byt, z odmową dalszego „bawienia” elity”, obroną resztek godności. Sytuacja takiego człowieka w Polsce ma w sobie coś irracjonalnego, jest jak z ponurej powieści Franza Kafki, albo z ciężkiego snu imbecyla. Tak to władza z Platformy Obywatelskiej wyobraża sobie „system socjalny” w Polsce!
To jest właśnie ta różnica: Polski – barbarzyńskiego, dzikiego, kacapskiego zadupia a innych wysoko cywilizowanych przez wieki rozwoju krajów Europy. Nie tak łatwo jest widać wyjść z "systemu radzieckiego" - szczególnie gdy istnieje grupa interesu która się przed tym za wszelką cenę broni.

To z tego powodu Polacy decydują się opuszczać ten kraj, często na stałe, szukając gdzie indziej normalności, tej większej łatwości życia – dającej nadzieję na poradzenie sobie nawet przy bardzo niekorzystnym rozwoju ich spraw osobistych – na co przecież nie mają ostatecznego wpływu. Nie wszyscy jednak mogą wyjechać; jest bariera zdrowotna, bariera językowa, wreszcie bariera finansowa (by wyjechać trzeba mieć jakieś zasoby „na początek” no i choćby – na bilet…
Wielu porzuconych przez „państwo PO” ludzi – nie ma już jednak nawet na bilet.

Społeczeństwo – działając w obronie własnej musi jak najszybciej to zmienić, a żeby to zmienić – trzeba… najpierw zmienić...

Odwiedziny: