Motto: „Bardzo głodni ludzie prędzej czy później zjadają… kucharza.”
Gdy się nie chce – zawsze znajdzie się dobre usprawiedliwienie.Skoro czołowi komentatorzy grzecznie zajęli się kolejnym planowanym tematem „taśm PSL” podrzuconym „mediom” przez politycznych administratorów „mainstreamu” – jak tłuczone kartofle ze śmietaną – do koryta, to znak że koniecznie trzeba się zająć… problemem skutków bezrobocia.
A problem narasta; wystarczy wspomnieć że wg danych GUS za czerwiec – stopa bezrobocia drgnęła zaledwie o 0,1% – pomimo, że to był przecież miesiąc „Euro 2012”, które miało zadziałać ożywczo i stymulująco na gospodarkę i zatrudnienie w Polsce. Trudno wątpić, że ten bodziec w postaci mistrzostw zadziałał – bo musiał zadziałać; tym bardziej niepokoi, że ożywienie powstałe dzięki temu tak łatwo zostało zneutralizowane przez negatywne czynniki pochodzące z gospodarki a zwłaszcza z antyspołecznej postawy Władzy. Przy tym mało mnie raczej pociesza, że inne partie, praktycznie nic nie mające do powiedzenia w polskiej polityce prócz ciągłego i nieraz wręcz żenująco „imbecylnego” bełkotu kilku nawiedzonych „działaczy” – są równie antyspołeczne co PO.
Niestety w sprawach bezrobocia władza stworzyła i rozwija szczególną „nowomowę biurokratyczną” – operującą hasełkami, utartymi a pustymi znaczeniowo zbitkami słownymi, uogólnieniami i stereotypami. To pozwala „cudownie” zapełnić sprawozdania, tworzyć masę pism „o niczym” pod hasłem np. „aktywizacja bezrobotnych”. Już samo paskudne i poniekąd obelżywe słowo-rusycyzm „bezrobocie” i pochodzące od niego idiotyczne wytwory np. „być na bezrobociu” – są wystarczającym przykładem trudnej rzeczywistości.
Rzeczywistym problemem obecnie staje się brak środków do podstawowego utrzymania się – osób pozbawionych możliwości zatrudnienia.
Pisałem o tym wielokrotnie, ale trzeba przypomnieć (są tacy „odporni” do których nie dociera).
Brak pracy dla osoby predysponowanej do pracy najemnej – jest już sam w sobie dużym problemem psychicznym, porównywalnym z reakcją człowieka zdrowego i czynnego zawodowo – przechodzącego na emeryturę; to szok który potrafi nawet „zabić” w przeciągu kilku miesięcy, czego niezliczone przykłady znamy wszyscy z „życia”.
Istotniejszy jest efekt materialny, o którym także już wiele razy pisałem i który nawet i bez tego jest po prostu oczywisty. Chodzi o kręgi zawodowo–towarzyskie diametralnie mi obce, więc – co o tym myślą ludzie władzy, czy sam ostatnio nieskory do wynurzeń, czyli mówiąc kolokwialnie zachowujący się jak typowy „buc” (na zasadzie definicji tego określenia wypracowanej przy okazji „sprawy Oleksego”) sam „herszt” – nie potrafię się nawet domyśleć: zapewne jest to coś skrajnego, ale głupota… czy zdziczenie…?
Poza problemem samopoczucia psychicznego, poczucia wartości czy godności – co równie dotyka młodych i starszych, jest przecież banalny ale zasadniczy problem podstawowych kosztów utrzymania. Jest to ważne nawet i nie tylko na płaszczyźnie osobistej i prywatnej, ale też ma związek z definicją ustawową osoby bezrobotnej, która ma z definicji nie posiadać dochodów pochodzących z wynagrodzenia, ale też i zachowywać przez całe lata (przeciętnie w grupie 50+ już nawet ponad 3 lata bezowocnego poszukiwania zatrudnienia) zdolność i gotowość do natychmiastowego podjęcia zatrudnienia w pełnym wymiarze pracy przewidzianym dla danego zawodu. O „cudach życia za darmo” także już pisałem kilkakrotnie.
Jak podają dane GUS – dostępność czasowego zasiłku dla bezrobotnych nawet spadła; jeszcze niedawno było to statystycznie 20% bezrobotnych, jacy w chwili zarejestrowania uzyskiwali prawo do czasowego zasiłku. Dziś dane wskazują, że jest to statystycznie 17%. Taka zmiana jest oczywista gdy w aspekcie Art. 71 Ustawy o promocji zatrudnienia weźmiemy pod uwagę stopniowe i stałe wydłużanie się średniego czasu pozostawania ludzi bez pracy, bezskutecznego zabiegania o zatrudnienie. Bo człowiek dziś – jak przedmiot – jest „wykorzystywany”, „użytkowany” przez pracodawcę, albo spoczywa bezczynnie, i jego wpływ na to jest podobny do wpływu każdego przedmiotu na swój stan. Oznacza to, że ze 100 osób rejestrujących się jedynie 17 otrzymuje prawo do – czasowego z zasady – zasiłku, maksymalnie do 6 miesięcy a w niektórych przypadkach maksymalnie do 12 miesięcy po czym prawo do zasiłku automatycznie wygasa, niezależnie od dalszego braku pracy.
Więc z czego ludzie ci mają się utrzymywać – w zamiarze Rządu. Bo przecież ludzie ustalający takie zasady, ustalający przepisy, autorzy projektu ustawy oraz politycy dziś akceptujący jej obowiązujące zapisy – musieli odpowiedzieć sobie jakoś na to pytanie zanim ustawa weszła w życie. Aż takich „idiotów” tam nie ma, by wierzyli w „życie za darmo” a tym bardziej w „gotowość do podjęcia pracy – bez jedzenia i ubrania” albo choćby w „rzeczywistą pomoc społeczną” – która jest straszliwym, karygodnym „bagnem” wymagającym natychmiastowego i zasadniczego zreformowania, ale z pewnością środków na utrzymanie dostarczającym jedynie swoim pracownikom i dyrektorom a nie bezrobotnym czy potrzebującym pomocy.
Nie widzę innego wyjaśnienia, niż to, że obecny stan jest w pełni znany i akceptowany przez władzę, bo gdyby tak nie było – zostałby on natychmiast zmieniony. A przecież ten „obecny stan” jest społecznie ani nawet humanistycznie nieakceptowalny, woła o pomstę już nie tylko do Nieba ale i wręcz banalnie – do prokuratury!
Podstawowym przepisem hamującym użycie środków Funduszu Pracy na pomoc w utrzymaniu gotowości do pracy osób bezrobotnych – jest Art.71 Ust.1 Pkt 2 Ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Rozumie się „samo przez się” – że intencją tego przepisu było zrównoważenie Funduszu Pracy tak, by sterować wypływem środków w stosunku do ich napływu ze składek płaconych obowiązkowo przez przedsiębiorców zatrudniających pracowników.
Pomijam tu oczywiście niepojętą ingerencję Ministra Finansów Vincenta Rostowskiego w Fundusz Pracy tak jakby był on częścią budżetu państwa a nie celowym funduszem społecznym przeznaczonym na walkę ze skutkami bezrobocia i pozostającym nominalnie w dyspozycji Komisji Trójstronnej. Mam na myśli oczywiście skandaliczne „okrojenie” budżetów Powiatowych Urzędów Pracy przez Ministra Finansów w 2011 i 2012 roku, oraz „zamrożenie” środków Funduszu w wysokości ok. 5.5 miliarda złotych w związku z „potrzebami ministerstwa finansów”. Powoduje to całkowity brak pomocy dla bezrobotnych, poza wypłacaniem nielicznych zasiłków oraz składek na ubezpieczenie zdrowotne dla bezrobotnych, jakichś niemrawych szkoleń dla nielicznych, szkoleń do niczego nie prowadzących. Jeśli np. PUP w Szczecinie w ciągu roku organizuje szkolenia (kursy) w dużej mierze dotowane z funduszy unijnych dla np. 420 osób łącznie, podczas gdy liczba osób bezrobotnych zarejestrowanych w mieście rośnie i dochodzi do 19.000 osób – jest to przysłowiowa „kropla w morzu potrzeb” – tym bardziej, że tutaj zostawia się absolwentów takich kursów samym sobie bez żadnej następującej po nich pomocy a ponadto kursy te są tak organizowane, że nie mogą spełnić roli przekwalifikowania wiarygodnego dla pracodawców.
Antyspołeczna władza instrumentalnie wykorzystuje sytuację, najczęściej w taki sposób, że gdy trzeba usprawiedliwić jakieś „wpadki”, bezczynność lub niekompetencję, albo –
ZAMASKOWAĆ
PRZED OPINIĄ PUBLICZNĄ SKUTKI DZIAŁANIA WDRAŻANEJ TERAZ IDEOLOGII,
KTÓRA NIE BYŁA W KAMPANII WYBORCZEJ DO PARLAMENTU UJAWNIONA
SPOŁECZEŃSTWU.
IDEOLOGIA TA – TO POŚWIĘCENIE WSZYSTKIEGO, WŁĄCZNIE Z LOSEM CZY NAWET ŻYCIEM MILIONA LUDZI – NA RZECZ BUDOWY INDYWIDUALNYCH MAJĄTKÓW CZŁONKÓW „ELITY”.
IDEOLOGIA TA – TO POŚWIĘCENIE WSZYSTKIEGO, WŁĄCZNIE Z LOSEM CZY NAWET ŻYCIEM MILIONA LUDZI – NA RZECZ BUDOWY INDYWIDUALNYCH MAJĄTKÓW CZŁONKÓW „ELITY”.
Niezbędna jest realna pomoc materialna dla długotrwale pozbawionych zatrudnienia a przedmiotowa ustawa ją wyklucza.
Jeśli jednak tak wiele niepopularnych działań rządu usprawiedliwia się „kryzysem” to i tak samo usprawiedliwione by mogło być zawieszenie lub czasowe uchylenie wspomnianego przepisu a nawet wprowadzenie zasady rejestrowania jedynie faktycznie bezrobotnych, egzekwowanie odpowiedzialności materialnej za nadużycia czy wyłudzenia pod tym względem oraz automatyczne przyznawanie zasiłku każdemu rzeczywistemu bezrobotnemu wraz z realną pomocą w przełamaniu oporów pracodawców w sprawie ich zatrudniania. Jeśli jest kryzys to opanowanie jego skutków wymaga solidarności społecznej oraz realnej walki z przyczynami lokalnymi (wiadomo że globalizacja – „globalizuje” problemy niejako eksportując je do miejsc w których normalnie mogłyby się nie pojawić, ale jednocześnie powinna usprawiedliwiać działania solidarnościowe społecznie niezbędne dokonywane nawet tymczasowo wbrew logice ekonomicznej. Jest miejsce na inicjatywy lokalne, lokalne w skali Unii ale i lokalne w skali kraju, dlatego pomimo globalizacji w różnych miejscach jest nieco inna sytuacja, mniej lub bardziej dotkliwa dla społeczeństwa. Swoją drogą to bardzo ciekawe, że globalizacja nie eksportuje tego co dobre; osiągnięć, sukcesów a jedynie klęski i wypaczenia lub ich skutki… Tu kapitalną rolę odgrywa nastawienie ideologiczne lokalnego rządu państwa unii, po prostu – realizowana tam ideologia polityczna i wynikająca z niej polityka gospodarcza i społeczna. Niestety tu coraz jaskrawiej wychodzi na jaw antyspołeczna ideologia Platformy „obywatelskiej” – skrywana dotychczas skutecznie przed tym durnym społeczeństwem, straszonym na dodatek dla lepszego efektu wyborczego „złym szeryfem”… (głosujcie na nas bo jak nie to do władzy dojdzie… jeszcze gorszy; Kaczyński, Ziobro, Miller, Korwin-Mikke…)
Co do różnic lokalnych trzeba wspomnieć tu o skutkach dużej reformy administracji państwa. Powołanie powiatów i tzw. administracji zespolonej uczyniło Polskę w zasadzie państwem samorządu lokalnego. To w sferze kompetencji bo inną sprawą jest częsty brak źródeł finansowania działalności jaką Państwo przesuwa do sfery samorządności lokalnej.
W aspekcie bezrobocia różnice są jednak kolosalne co widać już przy pobieżnym zapoznaniu się z działaniami poszczególnych Powiatowych Urzędów Pracy. Z jednej strony mamy straszliwy marazm, bezwład i brak inicjatywy – jak w szczecińskim PUP – za który odpowiada Prezydent Miasta Szczecin (ponoszący odpowiedzialność za wykonywanie zadań jakie ustawa o promocji zatrudnienia narzuca starostom). Z drugiej strony – przypadek Jarocina opisany niedawno przez Gazetę Jarocińską a rozpropagowała obecnie (i słusznie) Gazeta Wyborcza. Chodzi tu o specjalny program opracowany przez Jarociński Powiatowy Urząd Pracy dla bezrobotnych w wieku powyżej 50 oraz poniżej 30 roku życia, dofinansowany z rezerwy Ministra Pracy. Program przede wszystkim wyróżnia się kompleksowością. Program jest (trwa do końca października) skierowany do młodych z gmin wiejskich wokół Jarocina, z terenu na którym są poważne problemy komunikacyjne, dlatego postanowiono kupić zainteresowanym bezrobotnym rowery, jako środki komunikacji pozwalające na dojazd do nowej pracy. Program ma także zapewnić wdrożenie tych osób do używania i praktycznego posługiwania się sprzętem informatycznym i Internetem, gdyż jest to uznawane za warunek powodzenia na rynku pracy, umiejętność niejako niezbędna i powszechnie wymagana, dlatego w ramach programu postanowiono wyposażyć uczestników w iPady. To kosztuje, ale zapewnia realny i trwały efekt; w tym kraju zmarnowano już ogromną górę pieniędzy na kursy które do niczego nie prowadziły i nie pozostawiały żadnego trwałego śladu jeśli nie liczyć majątku ich organizatorów a przede wszystkim nie prowadziły do żadnej zmiany w sensie trwałego zatrudnienia osób szkolonych. Kilkakrotnie także już pisałem o tym od września ub. r. – nazywając to wręcz „żerowaniem” pewnej grupy prywatnie i na własny rachunek działających organizatorów, na pomocy przeznaczonej dla bezrobotnych, ale tak by bezrobocia nie zmniejszyć. Tu wreszcie odwrotnie: zakup rowerów związany był z cyklem szkolenia w postaci m. in. modułu dotyczącego ruchu drogowego a to niewątpliwie będzie miało długofalowy skutek wychodzący poza ten program.
Wreszcie to o co postulowałem niemalże od roku: w ramach programu w ostatnim jego etapie – dla wszystkich uczestników zapewniono „ciąg dalszy” w postaci staży zawodowych: część absolwentów ma zatrudnić lokalny samorząd na zasadach „prac interwencyjnych i robót publicznych” a więc około 50% dotacji do zatrudnienia. Pozostałe osoby będą zatrudniane na staże przez firmy prywatne na zasadzie umowy z PUP na okres co najmniej 4 miesięcy ale, co ważne – w ramach uczestnictwa w programie, staże te występują jako jego integralna część. Ta zasada by zatrudnienie choćby na kilkumiesięczny staż było absolutnym standardem tego typu pomocy, o czym pisałem od dawna – wreszcie zaczyna pojawiać się w innych podobnych projektach a jest to wręcz niezbędne.
Dotychczas bezrobotni po ukończeniu kilkutygodniowego zaledwie programu powracali do rejestru Urzędu Pracy beż żadnej propozycji pracy ani innej dalszej pomocy Urzędu, natomiast szkolenia były zbyt krótkie by przekonać pracodawców do tak zdobytych nowych kompetencjach, więc człowiek taki pomimo wydania na rzekomą pomoc dla niego sporych nieraz pieniędzy, często z funduszy unijnych – bardzo szybko powracał do stanu sprzed udziału w programie, zapominał wiedzę teoretyczną bez możliwości jej praktycznego zastosowania.
W przypadku Jarocina mamy więc wreszcie program trwający bez przerwy 10 miesięcy, program dający szansę ogromnego rozwoju osobistego „szczęśliwców” którzy się tam zakwalifikowali, a w efekcie ostatecznym – trwałego wykreślenia ich z rejestru bezrobotnych przez rzeczywiste wzmocnienie ich pozycji na „rynku pracy”.
Świetna inicjatywa lokalna finansowana z budżetu własnego oraz dofinansowana z rezerwy Ministra Pracy. Jest tu ważne, że można – ktoś musiał po prostu chcieć, włożyć jakiś wysiłek organizacyjny, zadbać o szczegóły, o mądry pomysł… Wracamy tu do punktu wyjścia: i w kryzysie – można – jeśli się chce! Władza lokalna wybrana przez społeczność – wypełniła swoją rolę służebną, rolę mądrego i odpowiedzialnego organizatora. Jest miejsce na inicjatywę lokalną. Władze lokalne pochodzą z wyborów albo inaczej są (mogą być) poddane bezpośredniej ocenie publicznej przez mieszkańców. Dlatego aktywność wyborców, mieszkańców – napędza działania społecznie potrzebne na danym terenie.
Jestem przekonany, że jest sens budzenia świadomości lokalnej, poczucia własnego wpływu na sprawy miasta czy powiatu, wpływu także poprzez „akt wyborczy” czy dokładniej poprzez wybór osób, fizycznych osób i ich cech działalności czy charakteru – które w wyniku wyborów będą wyposażone w odpowiednie kompetencje i misję reprezentowania interesów określonego środowiska wyborców. Jestem pewien, że politycy czy radni miejscy, którzy dziś wykazują się całkowitą obojętnością na społeczne skutki lokalnie widzianego bezrobocia, na los tych tysięcy ludzi balansujących dziś na krawędzi „śmietnika” i walczących codziennie o fizyczne przetrwanie, o przyjęcie do jakiejkolwiek (możliwej dla nich do wykonywania) pracy; – że osoby dziś obojętne na bezczynność, marazm, biurokratyczne skostnienie Urzędu Pracy obwarowanego niczym zamczysko murem obronnym – przepisami durnej ustawy – nie maja prawa liczyć na ponowny wybór na jakiekolwiek stanowiska publiczne.