BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paweł Baranowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paweł Baranowski. Pokaż wszystkie posty

16/02/2013

Nie prawa autorskie a gospodarka polska jest dziś ważna!

Może ktoś mi zarzuci, że się powtarzam w moich tekstach, obracających się wokół dość wąskiej tematyki, ale dlaczego właściwie nie powtarzać się, skoro mijają miesiące i lata a w tych sprawach nic się nie zmienia.

A dlaczego nic się nie zmienia?

Nasuwają się trzy możliwości;
pierwsza – że „ci co trzeba” doskonale znają realia, ale nigdy się do tego nie przyznają, gdyż to mogłoby być odebrane przez „tych co nie trzeba” jako negowanie linii ideologicznej Platformy Obywatelskiej, założeń politycznych prowadzących społeczeństwo do wielkiego krachu a w każdym razie do ogromnych choć niewymiernych ofiar, tak niewymiernych jak zmarnowane bez winy lata najlepszych potencjalnych możliwości, zmarnotrawione na bezowocnym poszukiwaniu zatrudnienia mimo że „w wieku 50+ już się nie zatrudnia”;
druga – że w wytworzonym na fali rzekomej „wolności” rozgardiaszu, na fali bełkotu młodej kadry niedouczonych „dziennikarzy” z różnego rodzaju „dys….”, po prostu już nikt a zwłaszcza władza nie wie już co się dzieje, co jest rzeczywistością a co wytworem propagandy jakiejś „opcji” i dlatego np. minister pracy błąka się na oślep jak dziecko we mgle, chcąc się wykazać „robieniem czegoś” – robi cokolwiek, widząc spoza „końskich klapek” swojego stanowiska i swojego resortu kompletnie fałszywy obraz rzeczywistości;
trzecia – że polska władza w Polsce jest już obecnie władzą marionetkową, a zarządza tym wszystkim ktoś inny i to zarządza w sposób wrogi;

W zasadzie można by zaryzykować i możliwość czwartą a mianowicie, że wszystkie te trzy wcześniej wymienione możliwości – są rzeczywiste i aktualne jednocześnie i funkcjonują w tym kraju.
Jedno jest pewne: władza w sposób skuteczny manipuluje opinią publiczną i tematyką publicznie funkcjonującą i ostatecznie nic w tym dziwnego; mieli za nauczycieli doskonałych fachowców od tych spraw a niektórych (po weryfikacji) zapewne „odziedziczyli w spadku” po PRL.

Zastanawiałem się właśnie: co też ta nasza nieszczęsna władzuchna wymyśli by skanalizować zainteresowanie społeczne w bezpiecznym dla siebie kierunku.
Słupki poparcia w rankingach spadają, stopień poparcia PiS dorównuje lub nawet czasem nieznacznie przekracza poparcie PO – w zależności od tego, kto robi sondaż i jaki został zamówiony (opłacony) jego wynik, wzrasta niezadowolenie i krytyka ze strony wszystkich, prócz buraczanych biznesmenów robiących mająteczki na szalejącym bezhołowiu (nadal poparcie dla PO w tej grupie – około 50%), niezadowolenie rolników z wyników unijnych negocjacji budżetowych, jeszcze na dodatek zapowiadane od dawna i już właśnie oficjalnie złożone propozycje zmiany rządu na apolityczny rząd fachowców nastawionych na walkę z kryzysem gospodarczym, złożone przez PiS itp.
No i mamy; wiadomo, że w takiej sytuacji sięga się do tematów zastępczych wzbudzających duże emocje społeczne. Takim tematem była sprawa praw autorskich i słynnego projektu ACTA. Więc nagle wyskoczył jak Filip z konopi minister Michał Boni ze swoimi propozycjami uwolnienia zasobów powstałych dzięki finansowaniu ze środków publicznych, zakotłowało się w środowisku intelektualistów i artystów, twórców, producentów… no i o to przecież chodziło…
Ale to może dziś nie wystarczyć.
Już nie.
Ludzie w coraz większym stopniu rozumieją co jest ważne.

Ważna jest gospodarka polska. Ważna jest możliwość sterowania nią i realna samodzielność w sprawach kluczowych, sprawach bezpośrednio skutkujących negatywnym wpływem na sytuację społeczną. Ważne jest selektywne stosowanie zaleceń administracji unijnej tak by nie dać sobie psuć tego, co jeszcze jako tako funkcjonuje. Tak robi Francja, Wielka Brytania i Niemcy i tak też musi do sprawy podchodzić Polska. Kraje tak zwanej „Unii” stosują protekcjonizm gospodarczy, interweniują jeśli trzeba w rzekomo „wolny” rynek, narzucają reszcie Unii własne warunki i indywidualne zasady ich tylko dotyczące, chronią własne społeczeństwa przed bezrobociem – szukając rynków zbytu własnych towarów i zwalczając konkurencję wytwórczą i handlową tak, by to ich towary miały zbyt na innych rynkach. Trwa bezwzględna walka o zbyt własnej produkcji w czasie nadprodukcji, bo od tego zależą miejsca pracy i stopa bezrobocia.
Polska musi działać podobnie i dlatego musi się pozbyć nastawienia służebnego. Nastawienie to jednak jest, jak się wydaje, preferowane przez reprezentantów Polski, dla których ich interes osobisty, prywatny – stał się ważniejszy. Polska jak rączy chłop pańszczyźniany znów „służy panom”… ?

Nie chodzi o jakąś obstrukcję czy brak solidaryzmu a raczej o zachowywanie do końca tej nienaruszalnej odrobiny zdrowego rozsądku czy odpowiedzialności przede wszystkim przed własnym społeczeństwem. Niestety jak się wydaje – kryteria wyboru kandydatów na europarlamentarzystów były całkowicie chybione, znalazło się tam wielu ludzi przypadkowych, bezmyślnych, dbających wyłącznie o własne interesiki i kariery, zabiegających teraz o unijne gaże jako pieniądze których w Polsce – jako artyści, naukowcy czy „ludzie pióra” – nigdy by nie zarobili.
Ważne jest zadbanie o gospodarkę, o własny rozwój, ale w takich dziedzinach które generują nowe (odtworzenie niedawno zlikwidowanych) miejsca pracy szczególnie w produkcji i przetwórstwie, bo tylko to pozwoli zmniejszyć bezrobocie do granicy tzw. naturalnego czyli przynajmniej zapobiec wielkiemu, nadciągającemu dziś protestowi społecznemu.

21/07/2012

Światełko w tunelu…?

Minister Finansów zgodził się – na wniosek Ministra Pracy Władysława Kosiniak – Kamysza na uruchomienie części środków Funduszu Pracy (od ponad roku „zamrożonego”) w kwocie 500 milionów zł na potrzeby przeciwdziałania bezrobociu. Kwota ta jest przeznaczona dla powiatów o najwyższej stopie bezrobocia, na pomoc w zdobyciu zatrudnienia dla grup wymagających priorytetowego wsparcia. Za takie grupy uznaje się bezrobotne osoby w wieku do 30 lat oraz w wieku powyżej 50 lat, tzw. osoby w „szczególnie niekorzystnej sytuacji na rynku pracy”.
Niestety informacje prasowe jak zwykle świadczą o niezrozumieniu sytuacji. Na przykład artykuł w Dzienniku – Gazecie prawnej:

http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/634162,fundusz_pracy_dostanie_z_budzetu_dodatkowe_0_5_mld_zl.html

Przede wszystkim – już tytuł artykułu jest tu idiotyczny. Chodzi tu przecież o pieniądze należące do Funduszu Pracy – które minister Finansów zawłaszczył – traktując je jak część budżetu i „zamroził” na potrzeby Ministerstwa Finansów. Kwota 500 milionów to część środków pochodzących z FP oddana (zwrócona) ponownie do dyspozycji Funduszu a nie żadne „dodatkowe środki” z budżetu. Funduszem Pracy w myśl ustawy zarządza Minister Pracy wraz z Komisją Trójstronną, nie wiadomo więc co ma tu w ogóle do powiedzenia Minister Rostowski…
Minister Pracy szacuje, że środki te powinny pomóc w przywróceniu do pracy ok. 80 tysięcy osób. Skuteczność planowaną wykorzystania tych środków minister szacuje na poziomie 50%, co jest po prostu dyktowane treścią oficjalnych danych trafiających do ministerstwa. Kierując się realizmem – niestety trzeba zastrzec, że tego rzędu skuteczność instytucji rynku pracy (traktowanych łącznie) – jest niemożliwa do uzyskania przy takim jak dziś podejściu ideologicznym władzy, choć wykazywana jest w sprawozdaniach od lat.

Ciekaw jednak jestem, czy Minister Pracy zdaje sobie sprawę, że jest to fikcja, dane „naciągane” do granic przyzwoitości.

Ale rzeczywista skuteczność w dokładnym rozumieniu tego określenia jest dużo niższa. Podawałem już taki przykład co do skuteczności szkoleń zawodowych jako formy przekwalifikowań mających doprowadzić do trwałego zatrudnienia osób szkolonych. Jeśli kobieta jest kierowana na kurs księgowości, po 6 a czasem i 20 tygodniach szkolenia oraz zdaniu końcowego testu dostaje dyplom po czym wraca do rejestru bezrobotnych, a po dalszych kilku miesiącach samodzielnego poszukiwania zatrudnienia – udaje się jej dostać pracę sprzątaczki – to skuteczność tego szkolenia powinna być wykazana w ustalonym okresie kontrolnym jako zerowa. Skuteczność działań polegających na kursie księgowości dla bezrobotnych może być mierzona wyłącznie ilością osób przeszkolonych na tym kursie, które następnie uzyskały „trwałe” zatrudnienie w dziedzinie księgowości (w tej dziedzinie której dotyczył kurs). Tymczasem urzędnicy celowo ukrywają ten prawdziwy obraz, wykazując odrębnie ilość szkoleń czy wartość pomocy bezrobotnym w formie szkoleń, w innym miejscu – ilość osób spośród biorących udział w szkoleniach – które w okresie kontrolnym znalazły zatrudnienie (i tu ilość ta oscyluje wokół 50%) ale świadomie pomija fakt, czy ta praca ma cokolwiek wspólnego z tymi konkretnie szkoleniami. To po prostu kwestia definicji, która musi zostać urzędnikom PUP narzucona. Dla urzędnika celem kursu jest odbycie kursu i wydanie uczestnikom papierków (zaświadczeń o ukończeniu) z którymi powracają oni do rejestru bezrobotnych a urzędnik – idzie wtedy do kasy po wynagrodzenie „za szkolenie bezrobotnych” – zadowolony ze swojej wspaniałej działalności.

Skandalem jednak – pomijając już fakt wyżej wspomnianego oszustwa sprawozdawczego – jest, że zgodnie z zamiarami ministerstwa – środki te zostaną przyznane głównie Urzędom Pracy o najwyższej skuteczności. Przecież oczywiste jest, że należy to rozpatrywać z punktu widzenia potrzeb konkretnego człowieka pozbawionego pracy a nie – urzędników. Bezrobotny nie jest winien że PUP w którym jest zarejestrowany ma słabą skuteczność, bo to zależy od urzędników i samorządu powiatu. Jeśli mielibyśmy go uznać za winnego, to chyba tylko tego, że dotychczas nie złapał „kałacha” i nie wystrzelał tych wszystkich urzędasów jak nie przymierzając jeden Jakub Szela kosą – chłopskich ciemiężycieli. Bezrobotny nie dość że poszkodowany tą niską skutecznością nie znalazł zatrudnienia, to jeszcze teraz drugi raz zostanie ukarany nie za swoje winy, bo nie będzie miał żadnej korzyści z tych środków. Nie tylko nie wolno karać bezrobotnych za niską skuteczność urzędników – bo to Minister powinien rozliczać kanałami służbowymi – drogą kontroli wewnętrznej z przyczyn niskiej skuteczności urzędów, a nawet wręcz przeciwnie: po wyciągnięciu wniosków służbowych, zmianie dyrektorów PUP – przekazać tam wyższe środki by pomóc w uzyskaniu zatrudnienia wcześniej poszkodowanym przez urzędników ludziom.
Równocześnie z ukazaniem się tej informacji – rozpoczęły się przewidywane, trwające już od pewnego czasu „manewry” sił zainteresowanych dobraniem się w jakiś sposób do tej „skarbony”.

Niektórzy mówią, że “pieniądze nie śmierdzą” co nie jest prawdą, ale nawet gdyby – to widocznie wydają z siebie jednak jakiś zapach na który coraz więcej ludzi w tym kraju reaguje amokiem. Na zapach takiego “szmalu” zaczynają spływać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki „dobre rady” dla Pana Ministra Pracy – na co najlepiej przeznaczyć, wydać te pieniądze. Zasada jest prosta: na co najlepiej wydać to ja najlepiej wiem, więc najlepiej dajcie je mi (mojej organizacji pozarządowej, firmie doradczej, agencji pracy) do dyspozycji…
Ktoś już namawia, by wydać tę kwotę na „programy pilotujące, poszukujące nowych innowacyjnych rozwiązań dla rynku pracy…” no i łatwo sobie wyobrazić skutki: żadnych nowych miejsc pracy, bezrobocie jeszcze wyższe niż było, setki broszur i biuletynów psu na budę z bezczelnym biurokratycznym bełkotem o innowacyjności w programach pilotażowych, wydanych w najdroższej drukarni na najlepszym kredowanym papierze a gdy się pieniądze skończą to się pilot katapultuje…

Dla bezrobotnych – żadnego rzeczywistego pożytku.

Zgłaszają się idąc za oparem szmalu różne agencje i organizacje „do walki z bezrobociem” – która polega chyba tylko na tym, że tylko dzięki takiej pozorowanej działalności ludzie tam zatrudnieni sami nie stają się bezrobotni, choć powinni.

Z kolei słynny już we wszech mediach Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan – raczej widziałby miejsce utopienia tych pieniędzy w dotowaniu tworzenia miejsc pracy. Skutek byłby jak najbardziej dla pracodawców korzystny; pieniądze te – pochodzące jak by nie było z ich składek – powróciłyby w ten sposób do ich kieszeni, w postaci opłacania im przez jakiś czas pracownika „za darmo” (czyli na koszt Funduszu Pracy stworzonego ze składek przez nich wpłacanych). Bezrobotny przestałby być bezrobotny na specjalnie dla niego stworzonym stanowisku pracy, na całkowity koszt dotacji z Funduszu Pracy i tam mógłby pracować za najniższe możliwe wynagrodzenie, na chwałę konta bankowego swojego dobrodzieja, a po wyczerpaniu się dotacji – stanowisko byłoby zlikwidowane, bezrobotny zwolniony i zarejestrowany ponownie w PUP i znów bezrobocie… znów „brak pieniędzy na aktywizację bezrobotnych”… ale już tym razem brak i w ministerstwie i w Funduszu Pracy.
Przebija z tego nie tylko kompletny brak jakiegokolwiek długofalowego programu gospodarczego rządu. Przebija – wspomniany „amok” wyrażający się skrajnym cynizmem, psychopatycznym stosunkiem do pieniędzy, zarobku,interesu,zysku, także i odczłowieczeniem w tym się objawiającym.

Premier milczy… Premier Tusk bardzo nie lubi robić błędów, a wiadomo, że – jak mówi stare przysłowie – nie myli się tylko ten, co nic nie robi, więc…

Ciekawe jest więc mimo wszystko – jak Minister Pracy sobie poradzi z manewrowaniem wśród tych wszystkich egoistycznych interesów i cynicznych ludzi – hien cmentarnych widzących oczyma wyobraźni wyłącznie swój ewentualny przyszły zysk, zdobyty nawet i na grobach bezrobotnych. Mam nadzieję, że Pan Kosiniak Kamysz zdaje sobie sprawę wśród jakich ludzi pracuje, z jaka ideologią ma do czynienia w tym kraju.

Platforma Obywatelska ze swoją ideologią – rzeczywiście zbudziła w Polakach demony…

Jestem zainteresowany rzeczywistą i skuteczną pomocą osobom pozbawionym zatrudnienia. Szczególnie osobom w wieku po 50 roku życia, które zostały całkowicie bez szans i bez pomocy – takim jak ja. Będę się przyglądał na los tych 500 milionów, ale tym razem moje wnioski przekażę Komisji Europejskiej w odpowiedniej skardze lub petycji, komisji kontrolnej Europejskiego Funduszu Społecznego oraz Parlamentowi Europejskiemu.

10/07/2012

Można - gdy się chce.

Motto: „Bardzo głodni ludzie prędzej czy później zjadają… kucharza.”
Gdy się nie chce – zawsze znajdzie się dobre usprawiedliwienie.

Skoro czołowi komentatorzy grzecznie zajęli się kolejnym planowanym tematem „taśm PSL” podrzuconym „mediom” przez politycznych administratorów „mainstreamu” – jak tłuczone kartofle ze śmietaną – do koryta, to znak że koniecznie trzeba się zająć… problemem skutków bezrobocia.
A problem narasta; wystarczy wspomnieć że wg danych GUS za czerwiec – stopa bezrobocia drgnęła zaledwie o 0,1% – pomimo, że to był przecież miesiąc „Euro 2012”, które miało zadziałać ożywczo i stymulująco na gospodarkę i zatrudnienie w Polsce. Trudno wątpić, że ten bodziec w postaci mistrzostw zadziałał – bo musiał zadziałać; tym bardziej niepokoi, że ożywienie powstałe dzięki temu tak łatwo zostało zneutralizowane przez negatywne czynniki pochodzące z gospodarki a zwłaszcza z antyspołecznej postawy Władzy. Przy tym mało mnie raczej pociesza, że inne partie, praktycznie nic nie mające do powiedzenia w polskiej polityce prócz ciągłego i nieraz wręcz żenująco „imbecylnego” bełkotu kilku nawiedzonych „działaczy” – są równie antyspołeczne co PO.
Niestety w sprawach bezrobocia władza stworzyła i rozwija szczególną „nowomowę biurokratyczną” – operującą hasełkami, utartymi a pustymi znaczeniowo zbitkami słownymi, uogólnieniami i stereotypami. To pozwala „cudownie” zapełnić sprawozdania, tworzyć masę pism „o niczym” pod hasłem np. „aktywizacja bezrobotnych”. Już samo paskudne i poniekąd obelżywe słowo-rusycyzm „bezrobocie” i pochodzące od niego idiotyczne wytwory np. „być na bezrobociu” – są wystarczającym przykładem trudnej rzeczywistości.
Rzeczywistym problemem obecnie staje się brak środków do podstawowego utrzymania się – osób pozbawionych możliwości zatrudnienia.

Pisałem o tym wielokrotnie, ale trzeba przypomnieć (są tacy „odporni” do których nie dociera).
Brak pracy dla osoby predysponowanej do pracy najemnej – jest już sam w sobie dużym problemem psychicznym, porównywalnym z reakcją człowieka zdrowego i czynnego zawodowo – przechodzącego na emeryturę; to szok który potrafi nawet „zabić” w przeciągu kilku miesięcy, czego niezliczone przykłady znamy wszyscy z „życia”.

Istotniejszy jest efekt materialny, o którym także już wiele razy pisałem i który nawet i bez tego jest po prostu oczywisty. Chodzi o kręgi zawodowo–towarzyskie diametralnie mi obce, więc – co o tym myślą ludzie władzy, czy sam ostatnio nieskory do wynurzeń, czyli mówiąc kolokwialnie zachowujący się jak typowy „buc” (na zasadzie definicji tego określenia wypracowanej przy okazji „sprawy Oleksego”) sam „herszt” – nie potrafię się nawet domyśleć: zapewne jest to coś skrajnego, ale głupota… czy zdziczenie…?
Poza problemem samopoczucia psychicznego, poczucia wartości czy godności – co równie dotyka młodych i starszych, jest przecież banalny ale zasadniczy problem podstawowych kosztów utrzymania. Jest to ważne nawet i nie tylko na płaszczyźnie osobistej i prywatnej, ale też ma związek z definicją ustawową osoby bezrobotnej, która ma z definicji nie posiadać dochodów pochodzących z wynagrodzenia, ale też i zachowywać przez całe lata (przeciętnie w grupie 50+ już nawet ponad 3 lata bezowocnego poszukiwania zatrudnienia) zdolność i gotowość do natychmiastowego podjęcia zatrudnienia w pełnym wymiarze pracy przewidzianym dla danego zawodu. O „cudach życia za darmo” także już pisałem kilkakrotnie.

Jak podają dane GUS – dostępność czasowego zasiłku dla bezrobotnych nawet spadła; jeszcze niedawno było to statystycznie 20% bezrobotnych, jacy w chwili zarejestrowania uzyskiwali prawo do czasowego zasiłku. Dziś dane wskazują, że jest to statystycznie 17%. Taka zmiana jest oczywista gdy w aspekcie Art. 71 Ustawy o promocji zatrudnienia weźmiemy pod uwagę stopniowe i stałe wydłużanie się średniego czasu pozostawania ludzi bez pracy, bezskutecznego zabiegania o zatrudnienie. Bo człowiek dziś – jak przedmiot – jest „wykorzystywany”, „użytkowany” przez pracodawcę, albo spoczywa bezczynnie, i jego wpływ na to jest podobny do wpływu każdego przedmiotu na swój stan. Oznacza to, że ze 100 osób rejestrujących się jedynie 17 otrzymuje prawo do – czasowego z zasady – zasiłku, maksymalnie do 6 miesięcy a w niektórych przypadkach maksymalnie do 12 miesięcy po czym prawo do zasiłku automatycznie wygasa, niezależnie od dalszego braku pracy.
Więc z czego ludzie ci mają się utrzymywać – w zamiarze Rządu. Bo przecież ludzie ustalający takie zasady, ustalający przepisy, autorzy projektu ustawy oraz politycy dziś akceptujący jej obowiązujące zapisy – musieli odpowiedzieć sobie jakoś na to pytanie zanim ustawa weszła w życie. Aż takich „idiotów” tam nie ma, by wierzyli w „życie za darmo” a tym bardziej w „gotowość do podjęcia pracy – bez jedzenia i ubrania” albo choćby w „rzeczywistą pomoc społeczną” – która jest straszliwym, karygodnym „bagnem” wymagającym natychmiastowego i zasadniczego zreformowania, ale z pewnością środków na utrzymanie dostarczającym jedynie swoim pracownikom i dyrektorom a nie bezrobotnym czy potrzebującym pomocy.
Nie widzę innego wyjaśnienia, niż to, że obecny stan jest w pełni znany i akceptowany przez władzę, bo gdyby tak nie było – zostałby on natychmiast zmieniony. A przecież ten „obecny stan” jest społecznie ani nawet humanistycznie nieakceptowalny, woła o pomstę już nie tylko do Nieba ale i wręcz banalnie – do prokuratury!

Podstawowym przepisem hamującym użycie środków Funduszu Pracy na pomoc w utrzymaniu gotowości do pracy osób bezrobotnych – jest Art.71 Ust.1 Pkt 2 Ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Rozumie się „samo przez się” – że intencją tego przepisu było zrównoważenie Funduszu Pracy tak, by sterować wypływem środków w stosunku do ich napływu ze składek płaconych obowiązkowo przez przedsiębiorców zatrudniających pracowników.
Pomijam tu oczywiście niepojętą ingerencję Ministra Finansów Vincenta Rostowskiego w Fundusz Pracy tak jakby był on częścią budżetu państwa a nie celowym funduszem społecznym przeznaczonym na walkę ze skutkami bezrobocia i pozostającym nominalnie w dyspozycji Komisji Trójstronnej. Mam na myśli oczywiście skandaliczne „okrojenie” budżetów Powiatowych Urzędów Pracy przez Ministra Finansów w 2011 i 2012 roku, oraz „zamrożenie” środków Funduszu w wysokości ok. 5.5 miliarda złotych w związku z „potrzebami ministerstwa finansów”. Powoduje to całkowity brak pomocy dla bezrobotnych, poza wypłacaniem nielicznych zasiłków oraz składek na ubezpieczenie zdrowotne dla bezrobotnych, jakichś niemrawych szkoleń dla nielicznych, szkoleń do niczego nie prowadzących. Jeśli np. PUP w Szczecinie w ciągu roku organizuje szkolenia (kursy) w dużej mierze dotowane z funduszy unijnych dla np. 420 osób łącznie, podczas gdy liczba osób bezrobotnych zarejestrowanych w mieście rośnie i dochodzi do 19.000 osób – jest to przysłowiowa „kropla w morzu potrzeb” – tym bardziej, że tutaj zostawia się absolwentów takich kursów samym sobie bez żadnej następującej po nich pomocy a ponadto kursy te są tak organizowane, że nie mogą spełnić roli przekwalifikowania wiarygodnego dla pracodawców.
Antyspołeczna władza instrumentalnie wykorzystuje sytuację, najczęściej w taki sposób, że gdy trzeba usprawiedliwić jakieś „wpadki”, bezczynność lub niekompetencję, albo –

ZAMASKOWAĆ PRZED OPINIĄ PUBLICZNĄ SKUTKI DZIAŁANIA WDRAŻANEJ TERAZ IDEOLOGII, KTÓRA NIE BYŁA W KAMPANII WYBORCZEJ DO PARLAMENTU UJAWNIONA SPOŁECZEŃSTWU.
IDEOLOGIA TA – TO POŚWIĘCENIE WSZYSTKIEGO, WŁĄCZNIE Z LOSEM CZY NAWET ŻYCIEM MILIONA LUDZI – NA RZECZ BUDOWY INDYWIDUALNYCH MAJĄTKÓW CZŁONKÓW „ELITY”.

– to mówi się o „kryzysie globalnym” który wszystko usprawiedliwia, natomiast gdy władza potrzebuje pochwały, atutu – nagle kryzys przeradza się w „zieloną wyspę” europejską akurat tożsamą z „naszym” państwem, to znaczy państwem Platformy Obywatelskiej z którego ruguje się obywateli – osoby w wieku 50+ (jak to mawiał filmowy Kazimierz Pawlak (nie mylić z ludowym Panem Waldkiem) – „choćby ty i zdrów – w ziemię leź”…

Niezbędna jest realna pomoc materialna dla długotrwale pozbawionych zatrudnienia a przedmiotowa ustawa ją wyklucza.
Jeśli jednak tak wiele niepopularnych działań rządu usprawiedliwia się „kryzysem” to i tak samo usprawiedliwione by mogło być zawieszenie lub czasowe uchylenie wspomnianego przepisu a nawet wprowadzenie zasady rejestrowania jedynie faktycznie bezrobotnych, egzekwowanie odpowiedzialności materialnej za nadużycia czy wyłudzenia pod tym względem oraz automatyczne przyznawanie zasiłku każdemu rzeczywistemu bezrobotnemu wraz z realną pomocą w przełamaniu oporów pracodawców w sprawie ich zatrudniania. Jeśli jest kryzys to opanowanie jego skutków wymaga solidarności społecznej oraz realnej walki z przyczynami lokalnymi (wiadomo że globalizacja – „globalizuje” problemy niejako eksportując je do miejsc w których normalnie mogłyby się nie pojawić, ale jednocześnie powinna usprawiedliwiać działania solidarnościowe społecznie niezbędne dokonywane nawet tymczasowo wbrew logice ekonomicznej. Jest miejsce na inicjatywy lokalne, lokalne w skali Unii ale i lokalne w skali kraju, dlatego pomimo globalizacji w różnych miejscach jest nieco inna sytuacja, mniej lub bardziej dotkliwa dla społeczeństwa. Swoją drogą to bardzo ciekawe, że globalizacja nie eksportuje tego co dobre; osiągnięć, sukcesów a jedynie klęski i wypaczenia lub ich skutki… Tu kapitalną rolę odgrywa nastawienie ideologiczne lokalnego rządu państwa unii, po prostu – realizowana tam ideologia polityczna i wynikająca z niej polityka gospodarcza i społeczna. Niestety tu coraz jaskrawiej wychodzi na jaw antyspołeczna ideologia Platformy „obywatelskiej” – skrywana dotychczas skutecznie przed tym durnym społeczeństwem, straszonym na dodatek dla lepszego efektu wyborczego „złym szeryfem”… (głosujcie na nas bo jak nie to do władzy dojdzie… jeszcze gorszy; Kaczyński, Ziobro, Miller, Korwin-Mikke…)


Co do różnic lokalnych trzeba wspomnieć tu o skutkach dużej reformy administracji państwa. Powołanie powiatów i tzw. administracji zespolonej uczyniło Polskę w zasadzie państwem samorządu lokalnego. To w sferze kompetencji bo inną sprawą jest częsty brak źródeł finansowania działalności jaką Państwo przesuwa do sfery samorządności lokalnej.
W aspekcie bezrobocia różnice są jednak kolosalne co widać już przy pobieżnym zapoznaniu się z działaniami poszczególnych Powiatowych Urzędów Pracy. Z jednej strony mamy straszliwy marazm, bezwład i brak inicjatywy – jak w szczecińskim PUP – za który odpowiada Prezydent Miasta Szczecin (ponoszący odpowiedzialność za wykonywanie zadań jakie ustawa o promocji zatrudnienia narzuca starostom). Z drugiej strony – przypadek Jarocina opisany niedawno przez Gazetę Jarocińską a rozpropagowała obecnie (i słusznie) Gazeta Wyborcza. Chodzi tu o specjalny program opracowany przez Jarociński Powiatowy Urząd Pracy dla bezrobotnych w wieku powyżej 50 oraz poniżej 30 roku życia, dofinansowany z rezerwy Ministra Pracy. Program przede wszystkim wyróżnia się kompleksowością. Program jest (trwa do końca października) skierowany do młodych z gmin wiejskich wokół Jarocina, z terenu na którym są poważne problemy komunikacyjne, dlatego postanowiono kupić zainteresowanym bezrobotnym rowery, jako środki komunikacji pozwalające na dojazd do nowej pracy. Program ma także zapewnić wdrożenie tych osób do używania i praktycznego posługiwania się sprzętem informatycznym i Internetem, gdyż jest to uznawane za warunek powodzenia na rynku pracy, umiejętność niejako niezbędna i powszechnie wymagana, dlatego w ramach programu postanowiono wyposażyć uczestników w iPady. To kosztuje, ale zapewnia realny i trwały efekt; w tym kraju zmarnowano już ogromną górę pieniędzy na kursy które do niczego nie prowadziły i nie pozostawiały żadnego trwałego śladu jeśli nie liczyć majątku ich organizatorów a przede wszystkim nie prowadziły do żadnej zmiany w sensie trwałego zatrudnienia osób szkolonych. Kilkakrotnie także już pisałem o tym od września ub. r. – nazywając to wręcz „żerowaniem” pewnej grupy prywatnie i na własny rachunek działających organizatorów, na pomocy przeznaczonej dla bezrobotnych, ale tak by bezrobocia nie zmniejszyć. Tu wreszcie odwrotnie: zakup rowerów związany był z cyklem szkolenia w postaci m. in. modułu dotyczącego ruchu drogowego a to niewątpliwie będzie miało długofalowy skutek wychodzący poza ten program.

Wreszcie to o co postulowałem niemalże od roku: w ramach programu w ostatnim jego etapie – dla wszystkich uczestników zapewniono „ciąg dalszy” w postaci staży zawodowych: część absolwentów ma zatrudnić lokalny samorząd na zasadach „prac interwencyjnych i robót publicznych” a więc około 50% dotacji do zatrudnienia. Pozostałe osoby będą zatrudniane na staże przez firmy prywatne na zasadzie umowy z PUP na okres co najmniej 4 miesięcy ale, co ważne – w ramach uczestnictwa w programie, staże te występują jako jego integralna część. Ta zasada by zatrudnienie choćby na kilkumiesięczny staż było absolutnym standardem tego typu pomocy, o czym pisałem od dawna – wreszcie zaczyna pojawiać się w innych podobnych projektach a jest to wręcz niezbędne.
Dotychczas bezrobotni po ukończeniu kilkutygodniowego zaledwie programu powracali do rejestru Urzędu Pracy beż żadnej propozycji pracy ani innej dalszej pomocy Urzędu, natomiast szkolenia były zbyt krótkie by przekonać pracodawców do tak zdobytych nowych kompetencjach, więc człowiek taki pomimo wydania na rzekomą pomoc dla niego sporych nieraz pieniędzy, często z funduszy unijnych – bardzo szybko powracał do stanu sprzed udziału w programie, zapominał wiedzę teoretyczną bez możliwości jej praktycznego zastosowania.

W przypadku Jarocina mamy więc wreszcie program trwający bez przerwy 10 miesięcy, program dający szansę ogromnego rozwoju osobistego „szczęśliwców” którzy się tam zakwalifikowali, a w efekcie ostatecznym – trwałego wykreślenia ich z rejestru bezrobotnych przez rzeczywiste wzmocnienie ich pozycji na „rynku pracy”.
Świetna inicjatywa lokalna finansowana z budżetu własnego oraz dofinansowana z rezerwy Ministra Pracy. Jest tu ważne, że można – ktoś musiał po prostu chcieć, włożyć jakiś wysiłek organizacyjny, zadbać o szczegóły, o mądry pomysł… Wracamy tu do punktu wyjścia: i w kryzysie – można – jeśli się chce! Władza lokalna wybrana przez społeczność – wypełniła swoją rolę służebną, rolę mądrego i odpowiedzialnego organizatora. Jest miejsce na inicjatywę lokalną. Władze lokalne pochodzą z wyborów albo inaczej są (mogą być) poddane bezpośredniej ocenie publicznej przez mieszkańców. Dlatego aktywność wyborców, mieszkańców – napędza działania społecznie potrzebne na danym terenie.

Jestem przekonany, że jest sens budzenia świadomości lokalnej, poczucia własnego wpływu na sprawy miasta czy powiatu, wpływu także poprzez „akt wyborczy” czy dokładniej poprzez wybór osób, fizycznych osób i ich cech działalności czy charakteru – które w wyniku wyborów będą wyposażone w odpowiednie kompetencje i misję reprezentowania interesów określonego środowiska wyborców. Jestem pewien, że politycy czy radni miejscy, którzy dziś wykazują się całkowitą obojętnością na społeczne skutki lokalnie widzianego bezrobocia, na los tych tysięcy ludzi balansujących dziś na krawędzi „śmietnika” i walczących codziennie o fizyczne przetrwanie, o przyjęcie do jakiejkolwiek (możliwej dla nich do wykonywania) pracy; – że osoby dziś obojętne na bezczynność, marazm, biurokratyczne skostnienie Urzędu Pracy obwarowanego niczym zamczysko murem obronnym – przepisami durnej ustawy – nie maja prawa liczyć na ponowny wybór na jakiekolwiek stanowiska publiczne.

28/04/2012

Jeśli aktywizacja – to nieaktywnych, czyli pracodawców a nie bezrobotnych!.

W sprawach pracy, czy ogólniej – zatrudnienia, wytworzony został specyficzny język urzędniczy, niestety bezkrytycznie przejmowany przez prasę a także i wnikający tym łatwiej do mowy potocznej. Zjawisko jest typowe i dość banalne, co nie znaczy, że nie podlega krytyce. Pisałem już kilka razy na temat różnych aspektów, widząc w tym celowe i świadome działanie władzy, przede wszystkim w sferze propagandowego zaciemniania, czy celowego manipulowania opinią publiczną przez powołane do tego służby państwowe i wolontariat partyjny zacietrzewionych działaczy, potencjalnych następców niejakiego Cyby. Po drugiej stronie idiotycznej, gówniarskiej barykady – podobnie, tyle że służb jakby mniej i dostęp do mediów coraz gorszy…
Dziś jednak myślę, że przesadziłem nieco; propaganda, socjotechnika – owszem, ale nie można nie doceniać urzędniczej inwencji własnej w tworzeniu specyficznego języka bełkotu i nowomowy. Nie mam tu jednak na myśli naukowego intelektualnego bełkotu jajogłowych – w wydaniu choćby dr Boniego a raczej ten specyficzny język urzędolenia właściwy „dobrze osadzonym”, pewnie się czującym urzędnikom państwowym na szczeblu np. departamentu ministerstwa.

Pisałem niedawno kilkakrotnie do Ministra Pracy, przesyłając swoje uwagi na temat zmiany wieku emerytalnego zwanej górnolotnie „reformą emerytalną”, także i w sprawie bezrobocia w ogóle i otrzymałem od urzędnika ministerialnego ciekawe pismo mogące być tu doskonałą ilustracją powyżej wyrażonych tez.
Powrócę do tego wkrótce w oddzielnym omówieniu a dziś chciałbym się zając tym stwierdzeniem, które stało się powszechnie używanym zwrotem, mimo że jest całkowicie bezsensowne.

Aktywizacja bezrobotnych.
Ludzie dzielą się na osoby w wieku produkcyjnym oraz w wieku nieprodukcyjnym. Osoby w wieku produkcyjnym dzielą się na aktywne zawodowo i nieaktywne zawodowo. Osoby aktywne dzielą się na zatrudnionych (pracujących) i bezrobotnych, czyli niezatrudnionych (niepracujących). Osoby bezrobotne są więc aktywne zawodowo tyle, że chwilowo niezatrudnione z jakichś (niezależnych od siebie) powodów.
Zadaniem Powszechnych Służb Zatrudnienia jest wspomóc te osoby w znalezieniu zatrudnienia dopóki są one aktywne, gdyż brak zatrudnienia wiąże się z brakiem dochodu na podstawowe utrzymanie, a ten – powoduje dezaktywizację, potem upadek do poziomu kloszarda, bezdomność, – co jest równoznaczne z całkowitą i z czasem nieodwracalną dezaktywacją zawodową, a ostatecznie i dość szybko – także „życiową”.
Czyli po prostu – śmiercią „na śmietniku”.
Osoba pozbawiona zatrudnienia mająca status bezrobotnej jest więc aktywna.
Dowodzi tego także treść ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, która zawiera w sobie definicję osoby bezrobotnej. Definicja jest bardzo obszerna, ale jednym z podstawowych w niej wyróżników osoby bezrobotnej jest to, że musi być stale zdolna i gotowa do natychmiastowego rozpoczęcia pracy zawodowej w pełnym wymiarze przewidzianym dla specyfiki danego zawodu. Osoba bezrobotna musi natychmiast po otrzymaniu od pośrednika pracy skierowania do odpowiedniej pracy skontaktować się z ogłoszeniodawcą poszukującym pracownika i po ewentualnym zaakceptowaniu jej kandydatury, natychmiast tę pracę podjąć, dlatego też właśnie musi być „zdolna i gotowa” rozpocząć pracę, co jest równoznaczne z właściwym poziomem aktywności. Prócz tego sama z własnej inicjatywy codziennie poszukuje możliwości zatrudnienia, reagując na tzw. „otwarte” oferty pracy itp. Mówi się potocznie, że „bezrobocie to zajęcie na pełny etat”. Jeśli ktoś nie jest w tym sensie aktywny, to nie spełnia wymogów definicji bezrobotnego, wiec nie jest tematem tego rozumowania. Wydaje się oczywiste, że żaden pracodawca nie będzie rozmawiał o zatrudnieniu z osobą brudną, śmierdzącą śmietnikiem, zawszoną, a nawet choćby nieogoloną, w brudnym ubraniu, sprawiającą wrażenie totalnego zagubienia i niesamodzielności. To nie jest tak, że osoba bezdomna z powodu braku dochodów, mieszkająca w kanałach ciepłowniczych na snopku słomy, rano wstanie, otrzepie się z tej słomy i pójdzie na rozmowę kwalifikacyjną o przyjęciu do pracy. Pozostawanie bezrobotnym wymaga posiadania dochodu pozwalającego na minimalne utrzymanie.
My tu jednak mówimy o bezrobotnych, a więc spełniających podstawowe kryteria.
Jak więc urzędnik z PSZ chce „aktywizować” kogoś kto w myśl ustawy jest i musi być aktywny – nie wiadomo. Jak – no i po co.

Co ciekawe nikt nie wspomina o tym, że może by raczej watro spróbować aktywizować tych nieaktywnych zawodowo (osób niepracujących, niezarejestrowanych i aktualnie nieposzukujących pracy).
Durne określenie jednak upowszechniło się, dlatego niemalże powszechnie już słyszy się o „aktywizowaniu bezrobotnych”. Dla osób bezrobotnych zmagających się z problemami codziennymi jest to irytujące a czasem może nawet obraźliwe…
Podkreślam tu słowa „słyszy się” gdyż o tym faktycznie można wyłącznie usłyszeć (lub przeczytać, – co na jedno wychodzi). To jest to, co urzędnicy lubią najbardziej: gadać na konferencjach i pisać w sprawozdaniach. Ale bezrobocie generalnie rośnie, działania dalej są pozorne, ostatnio może się nieco ustabilizowało „procentowo”, w każdym razie wyraźnie nie maleje, co świadczy o skutkach tego „aktywizowania bezrobotnych”. Świadczy o skutkach, – że istotnych skutków brak…
Przy okazji warto więc poruszyć tu jeszcze dwa aspekty tej sprawy.

Po pierwsze;
Jeśli osoba zarejestrowana jako bezrobotna ma zachowywać aktywność, czyli zdolność do znalezienia i (lub) podjęcia odpowiedniego zatrudnienia – musi mieć dochody. Środki niezbędne do zaspokojenia tych podstawowych potrzeb, jakie warunkują jej „aktywność”, zdolność do podjęcia pracy. Takie środki mogą pochodzić na przykład z zasiłku dla bezrobotnych. Tyle, że ze względu na obowiązujące ograniczenia ustawowe – zasiłek dla bezrobotnych po pierwsze jest tylko czasowy, krótkoterminowy, a po drugie warunki do jego przyznania spełnia jedynie (statystycznie) 20% osób rejestrujących się w Urzędach Pracy.
Ustawa tworzona była w 2004 roku, więc dotyczyła zupełnie innej rzeczywistości gospodarczej i społecznej. Od tego czasu znacznie wydłużył się okres bezskutecznego poszukiwania zatrudnienia. Pogorszyła się sytuacja szczególnie niektórych grup społecznych, na przykład dramatycznie spadły szanse osób w wieku po 50 roku życia (ale oczywiście przed wiekiem emerytalnym, bo tylko oni są bezrobotnymi) na znalezienia zatrudnienia dającego choćby minimalny ustawowo określony dochód. Uważam za całkiem możliwe, (choć nie wydaje się to warte dokładnego sprawdzania na potrzeby takiego jak ten felietonu), że w 2004 roku okres do 12 miesięcy wydawał się aż nadto wystarczający nie tylko na znalezienie dla osoby bezrobotnej zatrudnienia, ale i na przekwalifikowanie tej osoby do innej pracy. Był to zresztą czas spadającego bezrobocia, sytuacja optymistycznie nastrajająca, gdy stopa bezrobocia spadała stale, w 2007/8 roku osiągając wartość średnio około 10% a lokalnie znacznie mniej, jak w Warszawie – gdzie ilość aktywnych w danym dniu ofert pracy często przekraczała 2000.
Lecz dziś czas poszukiwania zatrudnienia, szczególnie dla wspomnianej grupy osób – jest znacznie dłuższy, o wiele dłuższy niż maksymalny czas otrzymywania zasiłku, o ile ktoś go otrzymuje.
Wydaje się więc oczywiste, że przedmiotowa ustawa wymaga natychmiastowej nowelizacji dotyczącej urealnienia (w tym wypadku – wydłużenia) okresu wypłacania zasiłku dla bezrobotnych, osobom które są rzeczywiście bezrobotne.

Jest tu jeszcze inny problem; tak zwany warunek 12/18 zawarty w ustawie (Art. 71, ust.1 Ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy). Nie bardzo wiem, jakie warunek ten mógłby mieć początkowe uzasadnienie, jednak jest pewne, że nie jest to uzasadnienie dobre na czas takiego kryzysu i tak dramatycznej sytuacji pewnych grup osób, a to właśnie z jego powodu na pomoc finansową w utrzymanie się w stanie aktywności może liczyć zaledwie średnio 20% rejestrujących się a znacznie mniej – przy kolejnej rejestracji drugiej i dalszych, jeśli okres zatrudnienia trwał krócej niż 12 miesięcy i (lub) nie generował wpłacania składki na Fundusz Pracy związanej z zatrudnieniem tej właśnie osoby.
W związku z takim kryzysem i takimi jak to zapisano w Konstytucji obowiązkami państwa wobec obywatela, wydaje się oczywiste, że wspomniany warunek nabycia prawa do zasiłku dla bezrobotnych w ogóle powinien zostać czasowo (na czas kryzysu) wyłączony (uchylony) a także bezterminowy powinien być czas funkcjonowania prawa do zasiłku przy braku ofert pracy.
Po prostu; przychodzi bezrobotny i dostaje albo ofertę odpowiedniej pracy, albo zasiłek. Alternatywnie – to Skarb Państwa powinien opłacać (o ile uznać to z jakiegoś formalnego powodu za konieczne) składkę za osobę bezrobotną na Fundusz Pracy w okresie jej pozostawania bezrobotną, tak by wymóg ustawowy Art. 71 był zawsze spełniony.
Zmiany wymagałoby wiele szczegółów dotyczących bezrobocia, np. dokumentowania aktywności osoby bezrobotnej oraz jej stałej weryfikacji, by uniknąć nadużyć. Także i odpowiedzialność za wyłudzenia nienależnych świadczeń powinna być poważniej traktowana i bezwzględniej karana. Zmiany takie powinny wprowadzić zdecydowany element rozliczenia Urzędów Pracy z ich skuteczności, czyli element zainteresowania urzędników skutkiem ostatecznym swych działań, bo w chwili obecnej takiego zainteresowania całkowicie brak.
Reasumując, – jeśli osoba bezrobotna ma być zdolna do podjęcia pracy – musi mieć minimalne dochody powalające jej utrzymać się w tej wymaganej gotowości. Środki te maja pochodzić z zasiłku dla bezrobotnych w związku z tym niezbędne jest znowelizowanie zasad jego przyznawania.

To może jest dla niektórych zaskakujące, ale teraz w naszym kraju tak nie jest; jest bezład, tumiwisizm, dezorganizacja, fikcja, bezduszność, głupota i urzędowy pic-fotomontaż.
O różnych aspektach bezrobocia pisałem wielokrotnie we wcześniejszych felietonach.

Po drugie natomiast;
Pomijając już szczegóły nieporozumienia dotyczącego opisanej powyżej „aktywizacji bezrobotnych”, – co jest absurdem, trzeba też wspomnieć o innym absurdzie w tym zawartym. Prócz „aktywizacji bezrobotnych” funkcjonuje jeszcze bardzo wiele takich bezwartościowych hasełek urzędniczej nowomowy, maskujących pustkę i bałagan, jaki się za nimi kryje: „szukanie pracy”, „dawanie pracy”, „instrumenty rynku pracy” itp. Wszystko wskazuje na fakt, że sprawy bezrobocia nie powinny być przedmiotem działalności urzędniczej urzędników państwowych, bo zawsze urzędnicza mentalność doprowadzi tę dziedzinę do absurdu, a może raczej związków zawodowych – na zasadach, na jakich doskonale działa to w Danii.
Jedno jest w naszych warunkach najistotniejsze: człowiek jest zatrudniany a nie „zatrudnia się”. Pracownik jest poszukiwany w sensie oferty zatrudnienia osoby potrzebnej przedsiębiorcy a nie sam szuka zatrudnienia które nie istnieje jako potrzeba pracodawcy. Ideologia wszystko dziś oddała przedsiębiorcom, pracodawcom, włącznie z inicjatywą zmian w prawie pracy na korzyść pracodawców – po wyrugowaniu z życia społecznego i zmarginalizowaniu dotychczasowych związków zawodowych.
I właśnie w związku z tym, co prawda całkowita bierność bezrobotnego nie jest usprawiedliwiona, ale z drugiej strony jego „szukanie pracy” nawet i przez wiele lat nic nie da, jeśli tej pracy w sensie wolnych miejsc pracy – nie będzie. Chodzi o to, że w naszej wyniszczonej przez władzę po 1989 roku gospodarce po prostu brakuje ogromnej liczby miejsc produktywnej pracy, z której każdy, kto chce mógłby zarobić na swoje potrzeby stosownie do swoich możliwości i chęci. Tylko taka sytuacja będzie godna określenia „rynek pracy”.
A teraz – „aktywizowanie bezrobotnych” jest durnym wymysłem urzędniczym mającym zamaskować stan faktyczny, ponieważ – żeby nie wiedzieć jak bardzo aktywny był bezrobotny i tak nie znajdzie miejsca pracy – którego nie ma, które zostało zniszczone i nie zastąpione innym. Jeśli ma on wiek ponad 50 lat – i tak nie zmusi ani nie skłoni dziś pracodawcy do zatrudnienia go, jeśli nawet odpowiednie dla siebie potencjalne miejsce pracy znajdzie i będzie idealnym kandydatem. Bo ludzi w wieku 50+ „…się nie zatrudnia”!
Więc to może raczej gospodarkę trzeba aktywizować, aktywizować i szkolić przedsiębiorców tworzących miejsca pracy, stymulować rozwój lokalnego przemysłu wytwórczego zamiast wspierania importu gotowych wyrobów z Unii tak by powstawały nowe miejsca pracy w przemyśle krajowym, aktywizować przemysł – a nie bezrobotnych?

Ja wiem; ministrowi pracy Kosiniak Kamyszowi i jego urzędnikom aktywizować bezrobotnych jest dużo łatwiej…
To śmiało można robić na papierze, za swoim wygodnym biurkiem, przy świeżo zaparzonej kawie, w budynku o grubych ścianach dobrze izolujących od świata zewnętrznego…

25/02/2012

45.
Rozmowa głuchego ze ślepcem…?

Strona rządowa zawarła w projekcie ustawy zmieniającym system emerytalny zasadę uzależniającą prawo do przejścia na emeryturę z ukończeniem 67 roku życia, tak dla mężczyzn jak i dla kobiet, z jednoczesnym oczekiwaniem wykazania wymaganego minimalnego stażu ubezpieczeniowego (25 lat dla mężczyzn i 15 lat dla kobiet) oraz gwarancją emerytury minimalnej.

Jak dotychczas Premier wypowiadając się w tej sprawie, nie wyraził najmniejszej nawet chęci do jakiejkolwiek zmiany stanowiska rządowego. Jest to postawa tyleż butna i antydemokratyczna, co infantylna – gdy z jednej strony rozwija się platformę konsultacji społecznych, dyskusji, debaty publicznej a z drugiej strony nie ma najmniejszych oznak nawet teoretycznej gotowości do zmiany stanowiska. Widocznie Premier uważa, że konsultacje społeczne są po to, aby „ludziska sobie pogadali, ponarzekali a my i tak zrobimy swoje, bo to nie podlega dyskusji” albo traktuje konsultacje społeczne i całą dyskusję medialną wyłącznie jako formę przekazu jednostronnego, to znaczy platformę propagandy, przekonywania wszystkich do swojego zdania bez najmniejszej możliwości i zamiaru zmodyfikowania go.

Z drugiej strony – Solidarność a także odrębnie – SLD po pierwsze żądają referendum w tej sprawie, czyli przyznania prawa do decyzji większości demokratycznej, a po drugie wysuwa kontrpropozycję, by na emeryturę można było przejść po 40 latach pracy (mężczyzna) i 35 lat pracy (kobieta), niezależnie od wieku. Ogólnie – by staż pracy decydował o przejściu na emeryturę a nie wiek.

Oczywiście narzuca to wiele pytań i wątpliwości, ale strony jak widać nie chcą i nie organizują rozmów, by te wątpliwości wyjaśniać i dążyć do wypracowania kompromisu.
Przyznam, że nie odpowiadają mi propozycje SLD i Solidarności, ani co do referendum, ani co do uzależnienia prawa do emerytury tylko od stażu pracy, a to z tego powodu, że sytuacja ogólnie nie sprzyja rozumnemu czy może "rozumowemu" załatwieniu tego problemu, więc referendum będzie jedynie bezmyślnym, emocjonalnym więc sterowanym plebiscytem. Podobnie nie odpowiada mi buta Premiera i jego bezkompromisowe stanowisko.
Wątpliwości są jakoś, lepiej lub gorzej artykułowane przez dziennikarzy, polityków i blogerów, każdy kto interesuje się życiem codziennym może je poznać i nawet zająć stanowisko w tych sprawach, choćby w Internecie.

Chciałbym tu jednak zadać pytanie zasadnicze: dlaczego może być tylko tak – lub tak. Przecież mieliśmy już całkiem niedawno system dwutorowy, gdzie do przejścia na emeryturę wystarczyło spełnić jeden z warunków; albo stażu, albo wieku. Możliwość przejścia na emeryturę po uzyskaniu stażu pracy 40 lat mogłoby być wykorzystane przez mężczyzn  wcześnie rozpoczynających pracę zawodową, a osoby które zaczęły pracę później, po studiach, po wojsku, po urodzeniu i odchowaniu dzieci itp. – korzystałyby z możliwości uzyskania emerytury związanego z wiekiem, bez uwzględniania stażu (prócz tego minimalnego).
Dlaczego system nie może być dwutorowy, równoległy. Wymagałoby to oczywiście analizy finansowej i symulacji na danych statystycznych, czy taki układ, uniwersalny i bardziej prospołeczny – spełniłby oczekiwane po reformie kryteria ekonomiczne dla budżetu, bo to przecież jest istotą tej reformy: pieniądze a nie ludzie są tu ważne (dla projektodawców).

Tak czy inaczej pozostaje wiele wątpliwości ale jak dotychczas nikt nie okazuje woli czy zamiaru wyjaśniania ich społeczeństwu.

Odwiedziny: