BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

06/07/2012

Albo przestanę szykanować osoby w wieku 50 plus w sprawach zatrudnienia, albo będę je musiał utrzymywać..

Pamiętam, jak w minionej kampanii wyborczej do Parlamentu doradcy Premiera Donalda Tuska nagle podpowiedzieli mu, by – walcząc o topniejące głosy – „zauważył” oficjalnie sytuację ludzi młodych; bezrobocie i brak perspektyw dla tej grupy Polaków. Przyglądając się już kilka lat działalności władzy nie mam złudzeń: nie było to wyrazem rzeczywistej troski, zrozumienia ważności tego problemu a wynikiem brudnej i cynicznej kalkulacji.

O głosy ludzi młodych warto zadbać, powalczyć – choćby dlatego, że jest to łatwiejsze; ludzie ci nie mają takiego jak starsi rozeznania, doświadczenia życiowego, dużo łatwiej zdobyć (kupić) ich poparcie obiecując poprawę warunków życia czy dostęp do zatrudnienia. Są niedoświadczeni i dużo mniej związani z tradycją Ojczyzny, patriotyzmu. Dużo łatwiej im niż starszym sprzedać internacjonalistyczną, multi-kulturową bajeczkę i ogłupić neoliberalną propagandą, perspektywą „szmalu”, jako panaceum na wszystkie problemy życiowe i moralne. Dużo czasu minie, zanim się zorientują, że to kłamstwa wciskane im wyłącznie po to by uwiarygodnili tę władzę, dali jej przetrwać jak najdłużej…
Dlatego też Premier bardzo się wówczas zatroskał losem młodych Polaków, szczególnie – dotykającym ich bezrobociem, no i… wygrał.

O głosy starszych obywateli Premier w ogóle nie zabiegał. Wiadomo, że tu by nie wystarczył jakiś „kit wyborczy”, który wciśnięto młodzieży; ludzie oczytani, doświadczeni, w wielu wypadkach dużo bardziej wykształceni niż Premier, wiedzący wiele z własnego doświadczenia, pamiętający różne czasy i mający własne rozeznanie polityczne. Dla Premiera – tylko kłopot i konkurencja.
Poza tym – o zgrozo – w sporej części to są wierzący, także i „praktykujący”, po prostu „naturalne zaplecze PiS i Rydzyka”, więc byłoby politycznym bezsensem pomagać im, coś im choćby obiecywać za głosy wyborcze. Kogoś „kryzys” musi dopaść, żeby przykład ostrzegawczy był jasny, więc najlepiej niechaj dopada ich; niech się staczają do śmietników w poniżeniu i rozpaczy, niech zdychają z głodu, – bo w końcu ktoś musi… Inaczej się nie uda stworzyć „klasy niewolników”…
Czas od wyborów do wyborów, umilany harataniem w gałę szybko leci, więc skoro się rzekło – trzeba było coś dla młodzieży zrobić.

Rzeczywiście dane z „rynku pracy” wyraźnie wskazują na zmniejszanie się bezrobocia w grupie osób w wieku do 25 roku życia i jest to tendencja trwała. Od roku liczba bezrobotnych „50+” jest większa niż bezrobotnych do 25 roku życia, przy czym tych pierwszych przybywa trzykrotnie szybciej niż tych drugich. Według danych GUS – osób bezrobotnych w wieku „50+” wg stanu z maja br. było prawie 460.000, przy czym ich ilość w porównaniu ze stanem z maja 2011 wzrosła o 7,3%, natomiast ogólne bezrobocie w tym czasie wzrosło „tylko” o 2,6%. Grupa osób bezrobotnych w wieku do 26 lat w tym samym czasie zmniejszyła się o 5%.
Mamy więc obraz skutków realizacji obietnicy wyborczej.

Dowodzi to moim zdaniem przede wszystkim tego, że władza wbrew propagandzie w ogóle ma możliwość skutecznie ingerować w sytuację, więc magiczne słowo „kryzys”, które było do tej pory uniwersalnym usprawiedliwieniem, alibi tumiwisizmu i bezczynności – teraz już nie wystarcza. Władza może coś zrobić… inna sprawa, że powyższe choćby zestawienie danych dowodzi, że rząd Tuska nie rozwiązał i nawet nie próbował rozwiązać żadnego problemu, a najzwyczajniej tylko przerzuca ciężar bezrobocia z młodzieży na ludzi starszych, zaprzeczając w ten sposób wszystkim własnym argumentom za przesunięciem wieku emerytalnego. Osoby w wieku „50+” miały dłużej pracować a więc dłużej generować składki na ubezpieczenie społeczne i dzięki temu otrzymać wyższe świadczenia emerytalne po przekroczeniu wieku 67 lat, tymczasem narastające „wypychanie” ich z rynku pracy przez działania rządu, po to aby zrobić miejsce młodym i wypełnić w ten sposób obietnicę wyborczą – spowoduje skutek dokładnie odwrotny niż propagandowo głoszony; ludzie ci będą dłużej czekać na swój wiek emerytalny, nie opłacając (nie generując) składek ubezpieczenia z powodu braku zatrudnienia, część z nich może być zmuszona skorzystać z emerytury cząstkowej by móc przetrwać do wieku 67 lat, wyczerpując i tak niewielkie, zdobyte jeszcze „przed Tuskiem” zasoby swojego konta emerytalnego, więc gdy dojdzie przy dużym szczęściu do obliczenia należnej emerytury – sytuacja może stać się dramatyczna i zgoła odmienna niż ta przedstawiana przez propagandystów platformerskiej „reformy emerytalnej”.

Z jednej strony możemy tu mieć do czynienia z klasycznym zjawiskiem zwanym potocznie „krótką kołderką”; tak jak nie można się krótką kołderką nakryć „w całości” i coś nam zawsze będzie spod niej wystawało, tak też i gdy ogólnie mamy zbyt mało miejsc pracy – dla kogoś musi ich zabraknąć.
Swoista „logika” władzy, rządu – to jedno, ale warto przyjrzeć się w takim razie, jak przedsiębiorcy zatrudniający pracowników uzasadniają gremialną odmowę zatrudniania osób starszych.

Pewną dozę logiczności ma może jeden, dotyczący słynnego „okresu ochrony przed rozwiązaniem stosunku pracy” na cztery lata przed wejściem w wiek emerytalny. Wprowadzenie zmian dotyczących wieku nabycia prawa do emerytury skomplikowało jeszcze sprawę, bo w miarę stopniowego wprowadzania wydłużenia okresu pracy i czas wejścia w ów okres ochronny będzie się indywidualnie wydłużał; należałoby go dziś liczyć, jako 48 miesięcy wstecz od daty uzyskania uprawnienia emerytalnego, czyli liczyć indywidualnie dla każdego pracownika z osobna. Ta rzekoma ochrona jest czymś absurdalnym, pozostałością poprzedniego okresu błędów i wypaczeń i powinna być natychmiast zlikwidowana, tym bardziej, że dziś zamiast chronić – staje się właśnie przyczyną rozwiązania stosunku pracy tuż przed rozpoczęciem okresu rzekomej ochrony. Władza nie zamierza jednak tego zlikwidować, bo jako pretekst jest jej widocznie potrzebne. Tym bardziej nie zamierza wprowadzać rozwiązań alternatywnych, jak na przykład wymogu wprowadzania powszechnie w zakładach pracy tak zwanej polityki zarządzania wiekiem pracownika, co oznacza długoterminowe planowanie zamian stanowisk, sposobu zatrudnienia i jego wymiaru w stosunku do starszych pracowników w miarę ich starzenia się.

Pozostałe pojawiające się tu i ówdzie uzasadnienia czy wyjaśnienia odmowy zatrudniania ludzi bezrobotnych w wieku 50+ są absurdalne, dziecinne, śmieszne, głupie lub z pogranicza praworządności.
Pisałem w jednym z poprzednich tekstów:
„…Kto ma bezpośredni i praktyczny związek ze sprawami pracy (a nie teoretyczny – jak minister pracy) – ten widzi czarno na białym, jak zdemoralizowany, nieposkromiony i anarchizujący typowy polski obywatel, dziś akurat występujący w roli przedsiębiorcy – przelewa na sprawy zatrudnienia, sprawy podatkowe czy ubezpieczeniowe całą tę swoją dotychczasową demoralizację.
Tak jak nie chce i nigdy nie chciał się podporządkować regulaminowi porządku domowego, ciszy nocnej (cham), jak zawsze lekceważył zakazy, nakazy i ograniczenia w ruchu drogowym i to niezależnie od kwot płaconych mandatów (ideowiec) – tak teraz nie ma zamiaru podporządkować się jako pracodawca prawu pracy, przepisom wykonawczym dotyczącym zatrudnienia, wynagradzania czy czasu pracy swoich pracowników a nawet podstawowej przyzwoitości.
Dziś stosunek pracodawcy chama do pracowników przypomina często stosunek „Jaśnie Pani” do „służby” w satyrycznym przerysowaniu przedwojennych filmów lub oper.”
Ale zrzucanie powodów takiego zachowania pracodawców na ich własny, osobisty „niski poziom” – to jedno. Można też widzieć tu inne pobudki; współpracę „elity” z władzą w realizacji planu ideologicznego „budowy kapitalizmu” poprzez stworzenie podziału społecznego na elitę posiadaczy i „szare masy” pracowników, całkowicie życiowo uzależnionych od pracy najemnej, przyjmujących z wdzięcznością każdą pracę na każdych warunkach, jakie się tylko „przyśnią” przedsiębiorcy, bez szemrania, bez wymagań czy oczekiwań, bez żadnych istotnych praw. No i ma się rozumieć – bez żadnych związków zawodowych.
Czyżby rząd Tuska chciał odtworzyć podziały społeczeństwa, klasowy jego charakter z czasów sprzed Wielkiej Rewolucji Październikowej? A wszystko to jedynie dla maksymalizacji zysków przedsiębiorców i ich bezpiecznego transferu?

Mam więc następujący pomysł.

Przez analogię do ustawy o PFRON:
Fundusz Pracy jest tworzony z obowiązkowych składek płaconych przez pracodawców z ich własnych zasobów (nie potrącanych z pensji pracowniczych) w przypadku zatrudniania pracownika zarabiającego brutto powyżej ustawowo określonej płacy minimalnej. Wysokość tej składki wynosi 2,45% podstawy wymiaru jego (pracownika) składek na ubezpieczenie społeczne. Przeznaczenie zasobów tego funduszu określa ustawa o promocji zatrudnienia – jako pokrywanie kosztów zasiłków dla bezrobotnych, stypendiów szkoleniowych, dodatków aktywizacyjnych itp. Jednocześnie przepisy ustawy ograniczają w sztuczny sposób grupę docelowa uprawnionych do zasiłków – do (statystycznie) 20% zarejestrowanych bezrobotnych.
(Na marginesie więc – jakim prawem Minister Finansów może samowolnie zablokować większość tych środków „na doraźne potrzeby ministerstwa finansów” – tego pojąć nie można. Świadczy to o postępującej anarchii wewnątrz Rządu.)
Co do zatrudnienia bezrobotnych w wieku „50+” – należałoby:
- uchylić czasowo działanie przepisów ograniczających liczbę osób bezrobotnych z tej grupy, posiadających prawo do zasiłku i wydłużyć czas jego przyznawania do 24 lub 36 miesięcy, albo wręcz do chwili uzyskania zatrudnienia (bezterminowo); *[Chodzi o Art.71, Ust.1, Pkt 2 Ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy]
- wprowadzić do ustawy dodatkowy przepis, mówiący że pracodawca, który zatrudnia odpowiednio proporcjonalną do załogi liczbę osób starszych płaci składkę na Fundusz Pracy w wymiarze dotychczasowym 2,45%, natomiast przy zatrudnianiu mniejszej liczby osób w tym wieku – odpowiednio podwyższoną składkę, przy całkowitej a nieuzasadnionej odmowie zatrudniania osób z tej grupy – nawet np. trzykrotność tej stawki, czyli 7,35%.
Uzyskane w ten sposób środki byłyby wypłacane osobom z tej grupy bezrobotnych, których pracodawcy z zasady nie chcą zatrudniać, – jako forma zasiłku czy rodzaj „świadczenia przedemerytalnego” dającego możność utrzymania się w gotowości do podjęcia pracy, stanowiącego podstawowe środki do życia, czyli w wysokości ustawowo określonego najniższego wynagrodzenia. Pytanie tylko – co wówczas ze składką emerytalną; prawdopodobnie także powinna być opłacana z FP.
Czyli krótko: albo zatrudniam człowieka w wieku „50+” i wówczas on pracuje „na mnie” (no i ma się rozumieć także „na siebie”, płaci podatki, kupuje wyroby moje i innych wytwórców itp.), albo odmawiam mu zatrudnienia „bo mi się wydaje że coś-tam” (pretekst) i wtedy poprzez Fundusz Pracy to ja płacę jemu zasiłek za brak zatrudnienia, utrzymuję go. Wtedy to ja „pracuję na niego” opłacając dużą składkę na FP a on… dalej szuka zatrudnienia, i tak aż do emerytury…
Czy taka zasada odpowiada pracodawcom?

A jeszcze – gdyby zatrudnianie odpowiedniej liczby starszych pracowników zwalniało z obowiązku opłacania składki, to okazałoby się natychmiast, że osoby „50+” są najbardziej na rynku poszukiwanymi pracownikami, tak jak dziś niepełnosprawni i studenci. Jeśli przyjąć za zasadę (z obserwacji życia) że przedsiębiorcy rozumieją wyłącznie argument opłacalności (wyłącznie w sensie doraźnym i pieniężnym), to może  wyłącznie taką „argumentacją” należy ich skłaniać do działania społecznie akceptowalnego i społecznie korzystnego.

Odwiedziny: