BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

11/01/2012

21.
Może to Premier powinien zapytać: Obywatele – jak rządzić?

Ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy - określa zadania Państwa w zakresie promocji zatrudniania, łagodzenia skutków bezrobocia oraz aktywizacji zawodowej.
A więc – ustawa ta stwierdza, że Państwo ma jakieś obowiązki pod tym względem, i nawet określa dokładniej – jakie! Tak jak wymaga tego zasada państwa prawa – obowiązki ustawowe są powieleniem i uszczegółowieniem obowiązków konstytucyjnych Państwa. Ustawa musi być zgodna z Konstytucją. Jak z tego wynika, nierealizowanie ustawy równoznaczne jest ze sprzeciwieniem się Konstytucji w zakresie niewykonania obowiązków a to z kolei rodzi odpowiedzialność konstytucyjną przed odpowiednim trybunałem (sądem). Co jednak, gdy ustawa wypacza myśl Konstytucji?

Realizatorem obowiązków Państwa mają być instytucje rynku pracy.

Instytucjami rynku pracy są Powszechne Służby Zatrudnienia wraz z WUP, PUP oraz Urzędy Wojewódzkie, Ministerstwo Pracy, Samorząd województwa i powiatu, Ochotnicze Hufce Pracy, agencje zatrudnienia, instytucje szkoleniowe, instytucje dialogu społecznego – takie jak związki zawodowe, organizacje pracodawców, organizacje pozarządowe oraz instytucje partnerstwa lokalnego realizujące projekty i przedsięwzięcia na lokalnym rynku pracy.

Ustawa precyzyjnie rozpisuje zadania i obowiązki poszczególnych instytucji rynku pracy.

Tyle że w rzeczywistości, od dawna nic się nie dzieje, panuje całkowity zastój. Bo jakiś "liberalny" oszołom wymyślił sobie "niewidzialną rękę rynku" w tym wypadku - rynku pracy, która "sama wszystko załatwi" - za niego, za Rząd i za Państwo.
Poza tym, sama ustawa nie jest w stanie rozwiązać problemu bezrobocia, gdyż polega on na niedoborze ilościowym i strukturalnym miejsc pracy a działanie tej ustawy nie powiększa ilości miejsc pracy – poza rozrostem ilości biurowych etatów właśnie w tych wymienionych instytucjach. Jest jeszcze bezrobocie strukturalne z którym łatwiej można sobie poradzić, gdyby fundusze na to przeznaczone nie zostały tak głupio zmarnowane, stając się żerem dla biznesowych „pasożytów” – o czym już nieco wcześniej pisałem.

Jest i inny, kardynalny czynnik, decydujący o bezrobociu w kompletnym braku związku z Ustawą, sposobem i stopniem jej realizacji itp. To zasada wolności gospodarczej odniesiona do swobody zatrudniania pracowników. Istnieje zasadniczy a zupełnie nie dostrzegany konflikt pomiędzy prawem pracy, zasadami wolności gospodarczej i rynkiem pracy.
Konflikt ten uwidacznia się choćby w sytuacji osób w wieku tzw. 50 plus. Konflikt polega na tym, że cokolwiek by nie było napisane w ustawie, tej - czy wszelkich innych ustawach, cokolwiek by nie robiły urzędy pracy i inne instytucje rynku pracy – jeśli przedsiębiorcy zatrudniający pracowników uważają, że osoby w wieku 50 plus "nie nadają się do pracy z powodu wieku" – żadna siła nie zmusi ich do zatrudnienia tych osób, mimo że to przekonanie nie ma żadnego uzasadnienia obiektywnego a nawet jest wprost złamaniem prawa europejskiego(nierówne traktowanie).
Powszechne Służby Zatrudnienia wraz z ministrem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem są bezradne i bezsilne w takiej sytuacji. Dokładnie to teraz obserwujemy. Ludzie w wieku 50 plus – także są bezsilni, dezaktywizują się w sposób trwały, staczają się do poziomu kloszardów...
Nie wystarczy więc mieć pretensje do jakiegoś jednego ministra, na przykład Ministra Pracy. Nie wystarczy nawet analiza i nowelizacja Ustawy dotyczącej zatrudnienia. Tu musi być cały system logicznie ze sobą powiązanych, skoordynowanych działań w wielu dziedzinach. Oznacza to, że problem bezrobocia – to problem władzy, Platformy Obywatelskiej jako bazy politycznej rządu, Rządu Donalda Tuska a nie samego ministra, któremu na dodatek inny minister „położył łapę” na pieniądzach Fundusz Pracy.

Jeszcze innym czynnikiem mającym bezpośredni wpływ na sytuację, jest praktyczny brak związków zawodowych zajmujących się działalnością syndykalną, panoszenie się organizacji pracodawców, przedsiębiorców i ich lobbowanie na dalsze zmiany w prawie, powszechne i bezkarne lekceważenie prawa pracy przez pracodawców, paraliż i samo-ograniczanie się Państwowej Inspekcji Pracy oraz stronniczość, niesamodzielność i nieprzewidywalność wydziałów pracy w sądach powszechnych.
Przecież to wszystko ma realny, bezpośredni wpływ na sytuację. A są to realne i bezpośrednie skutki działań i zaniechań Rządu.
To nie ma wiele wspólnego z „kryzysem” w rozumieniu kryzysu finansowego czy gospodarczego na świecie czy w Europie. Jeśli ma – no niewiele. Skoro na wiele potrzeb były pieniądze z Unii – to nie był to problem braku pieniędzy. To problem braku koordynacji, niekompetencji, arogancji władzy, rządu – akurat w tym przypadku Tuska i Kosiniak Kamysza.

Coś trzeba robić, ale zrobić nic się nie da bez zasadniczej reformy władzy, dlatego podejmowane są działania pozorowane i akcje dezinformacyjne, propagandowe.

Uważam, że taka sytuacja jest winą opozycji. Dokładniej – braku opozycji. Bo PiS czy SLD opozycją nie jest, społeczeństwem i jego sytuacją zupełnie się nie interesuje, zajmuje się jedynie jakimiś idiotycznymi „zagrywkami” wewnętrznymi, ambicyjkami, walkami personalnymi i przysłowiowym „pchaniem się do koryta”.

Niestety, w powodów zupełnie dla mnie niezrozumiałych, społeczeństwo cierpi i toleruje to…
Miejmy nadzieję, że do czasu i że ten czas właśnie mija.
Coraz wyraźniej widać, że po prostu brak jest całościowej koncepcji Państwa, wszystko zmierza ku bezładowi, fikcji, bałaganowi, anarchii…

To nie ludzie mają pytać Premiera: Panie Premierze - jak żyć.
Może to Premier powinien wreszcie zapytać: Obywatele – jak rządzić?
Albo – odejść.

Odwiedziny: