Trzeba po prostu, choć to trudne, pogodzić się z faktem, że są ludzie pochopni w swoich sądach, mało dociekliwi, myślący ogólnikami i uogólnieniami, nieświadomie stosujący projekcję swoich jednostkowych obserwacji na całość danego problemu czy zjawiska. Ludzie całkowicie pozbawieni umiejętności wczucia się w czyjąś sytuację, zrozumienia jej przez poznanie, ludzie którym wystarczają „prawdy zasłyszane” czyli tak zwana „opinia publiczna”.
Pesymiści twierdzą, że to stan naturalny dla człowieka. Optymiści zwracają uwagę na to, że wielu z tych ludzi nie jest w stanie zauważyć czy zrozumieć tego, iż ich opinia na przykład o bezrobotnych – nie jest tak naprawdę ich opinią a została im wtłoczona do głów przez speców od urabiania opinii publicznej, działających w imieniu, na zlecenie i w interesie ludzi winnych istniejącej dramatycznej sytuacji. Państwo, władza, Rząd – zawsze potrzebował jakiegoś winnego, uniwersalną ofiarę na którą będzie można zrzucić swoje winy, odpowiednio urabiając obiegową „opinię publiczną”.
Wbrew pozorom łatwo jest zmanipulować opinię publiczną i ma to miejsce na co dzień.
Skutki tego także widzimy na co dzień: ktoś się kiedyś spotkał z kilkoma rozwydrzonymi urzędniczkami z instytucji budżetowej, dziś bezrobotnymi – więc teraz już dla niego „bezrobotni tacy są” i już; rozwydrzeni, roszczeniowi. Wszyscy i z zasady.
Ktoś inny pisze krytycznie o chamstwie innych, ale nie widzi, że sam robi to w skrajnie chamski, agresywny sposób i jeszcze na dodatek prezentuje wyświechtany, bzdurny stereotyp o „bezrobotnych”, tak jakby to była jakaś rasa, gatunek zwierzątek czy nawet pod-gatunek ludzi…
Ja każdemu życzę dobrze; tak jak głodnemu życzę możliwości uczciwego zapracowania na chleb, tak i wygłaszającemu pochopne i szkodliwe sądy życzę – by osobiście poznał i zrozumiał prawdę. A prawdę o bezrobociu można w takich warunkach, w takiej sytuacji poznać tylko z autopsji.
Sytuacja stale pogarsza się i staje się dramatyczna dla dużej części osób pozbawionych zatrudnienia. Sytuacja jest dla części osób pozbawionych zatrudnienia - skrajna. Staje się wręcz krytyczna.
Mam zamiar więc powrócić do elementarza, tłumacząc podstawowe sprawy i pojęcia tak jak ja je rozumiem z perspektywy mojego doświadczenia. Kiedyś, gdy winni obecnych i przyszłych ofiar tego systemu rządów będą pociągani do odpowiedzialności, nie tylko Prezes Rady Ministrów Donald Tusk ale i np. Minister Pracy – Władysław Kosiniak-Kamysz czy jego poprzedniczka Jolanta Fedak lub Minister Finansów Vincent Jacek Rostowski – musi być możliwe do udowodnienia, że dziś o pewnych sprawach pisano, mówiono, że istniały i istnieją głosy krytyczne, że prawda była znana i dostępna. Tylko Władza nie była nią zainteresowana. Może tu ktoś, tzw. „realista” uśmiechnie się z pobłażaniem, ale ja wierzę w odpowiedzialność, także - moralną. W coś wierzyć trzeba, by zasługiwać na miano człowieka a nie tylko homo sapiens czyli wyprostowanej małpy.
Władza - w zamiarze wyłgania się od odpowiedzialności przed społeczeństwem - stosuje dezinformację oraz manipulację obiegowymi poglądami czy sądami, wtłaczanymi czy wciskanymi do głów mało samodzielnych ludzi, wstrzykiwanymi w obieg informacyjny poprzez media, propagandę szeptaną czy może raczej szemraną, w taki sposób by pozbyć się odpowiedzialności.
W przypadku bezrobocia jest to taka manipulacja opinią publiczną, by ludzie myśleli że bezrobocie to jest własny dobrowolny wybór pewnych ludzi, cwaniaków i oszustów lubiących żyć na koszt społeczeństwa. Zresztą zawsze tak było; pisałem niedawno o niektórych kolejnych cyklach „oficjalnych winnych” a byli to albo „Żydzi”, albo „cykliści”, albo „zaplute karły reakcji”, „badylarze”, albo „cinkciarze”, „niebieskie ptaki”, Wrogiem ludu byli i "bikiniarze" i "warchoły", raz syjoniści, a innym razem anty-syjoniści, nawet i jazzmani też byli za tow. Władysława Gomułki winni wszystkich niepowodzeń budowy socjalizmu. Władza – choć inna – nadal korzysta z tego sposobu, bo niby dlaczego by nie? Jest skuteczny i są kadry przygotowane do jego realizacji...
Łatwo jest przekonać głupich, bezrefleksyjnych ludzi, że „bezrobotni” to najgorsze zło i to na własne życzenie. To samo - bezdomni. Natychmiast zdejmuje to ciężar winy z władzy, z Rządu… przynajmniej doraźnie i pozornie. Ale "sprawiedliwość" władzy opiera się właśnie na pozorach i tymczasowości; byle do końca kadencji… Potępianie "w czambuł" bezrobotnych, ukuty tak stereotyp - pozwala też wyłgać się odpowiedzialności moralnej - tym, co pracują, co mieli szczęście, znajomości, rodzinkę, "plecy" lub są najwyższej klasy specjalistami w swoim zawodzie.
Interesuje mnie problem bezrobocia, bo on jest praprzyczyną wielu innych problemów społecznych, dlatego trzeba spokojnie i cierpliwie wyjaśniać to zagadnienie; a nuż znajdzie to w Internecie Pan Minister Pracy Władysław Kosiniak-Kamysz, przeczyta i czegoś się dowie o rzeczywistości, o życiu, o sytuacji faktycznej a nie tej fikcyjnej, z urzędowych papierów, zakłamanych sprawozdań i idiotycznej pseudonaukowej „nowomowy” - bełkotu intelektualnego na potrzeby „rynku pracy”.
Jak już kiedyś pisałem, słowo bezrobocie uważam za nieprzyzwoite. Zostało ono tak nacechowane negatywnie przez propagandę, że ma jednoznaczny wydźwięk pejoratywny. To już po prostu odruch psychiczny przeciętnego człowieka; bezrobotny – znaczy złodziej, leń, pijak, bandyta, oszust, obszczymurek, nierób… Pomyśleć, że taką samą funkcję i znaczenie np. w niektórych stanach USA pełni słowo „Polak”… Już dawniej zauważyłem, że gdy w jakimś amerykańskim filmie jest postać seryjnego mordercy, psychopaty, bandziora, oszusta czy obiboka – to ma on zawsze jednoznacznie polsko brzmiące nazwisko. Teraz już w Anglii pojawiają się ultra-nacjonalistyczne „wybuchy” - jak ta kobieta z filmiku w YouTube, w pojeździe komunikacji miejskiej wrzeszcząca, że „…wszędzie pełno tych p*********ch Polaków” (informacja prasowa z ostatnich dni). Skąd takie połączenie jej niezadowolenia - z pojęciem „Polak”?
Z propagandy.
Na kogoś trzeba zrzucić winę za pogarszającą się sytuację gospodarczą. Ale jeszcze niedawno mówiło się, jak to wspaniali Polacy budują potęgę gospodarczą Anglii, bronią Królestwo przed kryzysem…
Tak więc, na tej samej zasadzie - „bezrobotny” – znaczy wszystko co najgorsze.
Ale działanie Państwa nie tylko stworzyło taki wizerunek, ale i zadbało o jego uprawdopodobnienie. Metodą na to okazało się „wrzucenie wszystkich niepracujących oraz oszustów pracujących i wyłudzających zasiłek - do jednego worka”. Bo rzeczywiście są ludzie, którzy nie pracują, dlatego że są alkoholikami i nie potrafią zapanować nad swoim zachowaniem, sprostać podstawowej dyscyplinie pracy. Wymagają leczenia antyalkoholowego, następnie resocjalizacji. Ale – spełniają wymogi ustawowe dla pojęcia „bezrobotny” i są rejestrowani w PUP. Są tacy którzy nie chcą i nie potrafią pracować w sposób zorganizowany, nie znoszą struktury hierarchicznej organizacji pracy, nie zgadzają się na swoją „podwładność” wobec kierownika, majstra czy brygadzisty itp. Ale spełniają kryteria ustawowe pojęcia „bezrobotny” i są rejestrowani jako bezrobotni. Są ludzie leniwi, nauczeni że jakoś można żyć nie pracując, korzystając z różnych form pomocy i dobroczynności. Po co im pracować, gdy mają bez pracy to co im potrzebne; ciuchy z darów, telewizor, ustawę o ochronie lokatora, obiady z pomocy społecznej w stołówce a na półliterka sami jakoś „zakombinują” i tak leci… Spełniają formalne wymogi definicji „bezrobotny”. I są zarejestrowani.
No i oczywiście są ci „rzeczywiści” bezrobotni, na których spada odium „złej reputacji” tych poprzednio wymienionych. Ale to wina Państwa. Wina Władzy! Wina Tuska! Po prostu – definicja ustawowa widocznie jest zła.
To Rząd ma prawo inicjatywy legislacyjnej, by ją zmienić a także OBOWIĄZEK inicjatywy legislacyjnej – bo jest obciążony obowiązkami wynikającymi z Konstytucji. Niestety; gdyby to zostało uporządkowane, to nie byłoby na kogo zrzucić winy za stan sprawy...
Tak więc słowo „bezrobotny” zostało tak zszargane i sztucznie nacechowane pejoratywnie, że w zasadzie powinno już pozostać dla oznaczania tych „niezdatnych” a osoby rzeczywiście bezrobotne powinno się nazywać określeniem innym, neutralnym. Osoba poszukująca pracy – to nie jest jednoznaczne, bo sam fakt poszukiwania pracy nie świadczy o niezatrudnieniu. Osoba niepracująca – tu nie wiemy czy z wyboru, czy z powodu braku oferty. Poza tym – co innego „zatrudnienie” a co innego „praca”. Albo inaczej; określenie „bezrobotny” pozostawić jedynie dla tych rzeczywistych bezrobotnych i włożyć potrzebny wysiłek i pieniądze na moralną i merytoryczną rehabilitację tego pojęcia wśród zatrudniających, a odpowiednie określenia stosować do pozostałych osób: alkoholika nazywać po prostu alkoholikiem a nie bezrobotnym, innych wyżej wymienionych – osobami psychicznie niezdolnymi do pracy, czyli w zasadzie – inwalidami a nie bezrobotnymi. To zadanie Rządu, w szczególności – Ministra Pracy i Spraw społecznych.
Trzeba więc ponownie zacząć wyjaśniać podstawowe pojęcia.
Osoba bezrobotna – to człowiek gotowy do natychmiastowego podjęcia zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy obowiązującym w danym zawodzie, zdolny do tego fizycznie i psychicznie bez zwłoki („od dziś”), albo zdolny do innej pracy zarobkowej zgodnie z przepisami obowiązującego prawa. Bezrobotny to osoba niezatrudniona (na zasadach prawa pracy) ani nie wykonującą pracy zarobkowej na zasadach Kodeksu Cywilnego (umów cywilno-prawnych) oraz nieuzyskująca miesięcznie przychodu w wysokości przekraczającej łącznie połowę minimalnego ustawowo określonego wynagrodzenia. Nie jest bezrobotną osoba posiadająca wpis o działalności gospodarczej, jeśli działalność ta nie została zawieszona. Nie jest osobą bezrobotną osoba pobierająca zasiłek stały z opieki społecznej, lub zasiłek chorobowy.
Problem w tym, że Urząd Pracy obecnie ogranicza się do tego, że wyznacza osobie zarejestrowanej datę stawienia się ledwie sześć razy w roku (czyli co 2 miesiące) na obowiązkową wizytę, podczas której obywatel bezrobotny podpisuje papierek oświadczający, że nie uzyskał dochodu przekraczającego dopuszczalną granicę i że "jest zdolny i gotowy" po czym dostaje nowy termin za dwa miesiące.
Urząd Pracy nie przekazuje nikomu ofert pracy, bo ich nie ma, a te które ma - w mniej lub bardziej udany sposób udostępnia publicznie. Nie proponuje nikomu żadnej pomocy, bo z zasady nic nikomu nie proponuje (jest instytucją usługową), a poza tym - na nic nie ma pieniędzy (w zasadzie od początku maja ub.r.), przez blokadę założoną przez Ministra Finansów na Fundusz Pracy i obcięcie Budżetu PUP o 70% w stosunku do ubiegłorocznego (dotyczy 2011 roku).
Wymóg gotowości do natychmiastowego podjęcia pracy jest oczywisty. Dodatkowo można by postulować nie uznawanie za bezrobotną osoby bezdomnej, po prostu dlatego, że osoba bezdomna nie jest zdolna i gotowa do natychmiastowego podjęcia pracy.
Oczywiste jest stwierdzenie, że osoba bezrobotna to taka, która nie pracuje ani nie wykonuje umów cywilno-prawnych.
Inne wymogi już nie są takie oczywiste. Człowiek musi się „utrzymywać” na co potrzebuje pieniędzy. Połowa najniższego ustawowego wynagrodzenia – to niecałe 750 złotych brutto, a za to nie da się utrzymać jakiegoś miejsca zamieszkania, choćby wynajętej kwatery typu „studenckiego”. Bez stałego miejsca zamieszkania, z choćby tylko dostępem do łazienki – nie da się „być zdolnym i gotowym do natychmiastowego podjęcia pracy” – bo człowiek musi się myć, utrzymywać higienę, musi prać odzież i bieliznę i prasować ją, choćby to były tylko jedne portki i jedna koszula, a to wymaga dostępu do łazienki i pokrycia kosztów np. ciepłej wody oraz płacenia za energię elektryczną. Człowiek brudny, śmierdzący, niestrzyżony przez pół roku i z liściem na głowie – nie jest „zdolny i gotowy” do podjęcia pracy, a jeśli nawet Urząd Pracy go za takiego uzna, to go za takiego nie uzna żaden pracodawca. Na dodatek ten pracodawca straci zaufanie do Urzędu Pracy jako pośrednika, wyrobi sobie o Urzędzie Pracy jako pośredniku pracy bardzo negatywną opinię i przekaże ją innym pracodawcom.
Urzędy Pracy są najmniej wiarygodnym pośrednikiem pracy i same sobie na to zasłużyły, są skompromitowane właśnie tym, że nie odróżniają alkoholika, osoby trwale pozbawionej zdolności do zatrudnienia – od osoby rzeczywiście bezrobotnej. Nie odróżniają, bo nie muszą i nie chcą.
W Urzędach Pracy rejestrowane są jako bezrobotne osoby które nie powinny być tam zarejestrowane, ale to nie jest wina faktycznych bezrobotnych i nie maja oni na to wpływu.
Urząd Pracy gospodaruje pieniędzmi publicznymi, nie jest rozliczany w efektów społecznych tego gospodarowania byle w finansach - księgowości wszystko się zgadzało, dlatego nie wychodzi poza swoją interpretację obowiązków wynikających wprost w ustawy. Urząd Pracy i nie tylko pracy - robi wyłącznie to, na co ma wyraźne i jednoznaczne, nie dające się obalić polecenie ustawowe. Oczywiście nawet nie zawsze; Urzędy Pracy nie realizują niektórych swoich obowiązków, nie ponosząc żadnych tego konsekwencji. Chodzi o to, by pieniądze wydać i rozliczyć a nie o to, jaki jest tego efekt społeczny, w tym przypadku dotyczący bezrobocia.
Ale to nie bezrobotni organizowali Urząd Pracy i nie oni są autorami tej konkretnej wadliwej Ustawy; ustawy wymagającej natychmiastowej zmiany.