BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

17/01/2013

Bezprawie zgodne z prawem.

Jest to jeden z nowych „paradoksów filozoficznych” wymyślanych przez władzę z PO rodem: Praktyka niezależna od prawa.
Jedną ze zdobyczy pracowników, uzyskanych – przynajmniej formalnie – dzięki wejściu „tego kraju” do Unii Europejskiej, jest narzucony przez Unię i bardzo niechętnie zaimplementowany do prawa lokalnego – nakaz równego traktowania w zatrudnieniu. Chodzi tu głównie o zakaz dyskryminacji – niedopuszczalnej w zasadzie pod żadnym względem, równe traktowanie w sprawach wynagrodzenia itp.

To sztandarowa zasada Unii Europejskiej, przynajmniej oficjalnie, że pracownicy nie mogą być dyskryminowani pod żadnym względem. Zanim jednak ktoś ewentualnie zostanie pracownikiem, najpierw jest kandydatem do zatrudnienia. Prawo jednoznacznie określa na przykład, jakich danych pracodawca lub działający w jego imieniu rekruter ma prawo żądać od kandydata do pracy. Jest to inny zakres danych osobowych niż dotyczący pracownika (osoby co do której już jest decyzja o przyjęciu do pracy, faktycznie zawarto już z nią ustną umowę o pracę a trzeba jeszcze uzupełnić pewne informacje, by umowę sporządzić na piśmie i uzupełnić dokumentację kadrowo-płacową nowego pracownika).
Dane te co do kandydata określa Art. 221 §1 Kodeksu Pracy. Są to:
- imię (imiona – jeśli w dowodzie osobistym ma wpisane więcej niż jedno) i nazwisko;
- imiona rodziców;
- data urodzenia;
- miejsce zamieszkania, ewentualnie adres dla korespondencji, jeśli jest inny;
- wykształcenie;
- przebieg dotychczasowego zatrudnienia;
I to wszystko! Koniec! Lista jest kompletna i zamknięta.
Udostępnienie tych danych następuje w formie oświadczenia kandydata poświadczonego jego podpisem, nie mam mowy o żądaniu wypisów z metryki urodzenia itp.
Owszem; Kodeks Pracy jest elastyczny w stopniu właściwym i przewiduje wyjątek. Mianowicie stwierdza w §4 tegoż artykułu, że inne dane pracodawca (rekruter) może żądać, jeśli jest to uzasadnione jakimiś innymi konkretnymi przepisami prawa. Pracodawca żądając jakichś danych innych niż wyżej podano, musi wykazać jaki przepis prawa go do tego obliguje. Są to przypadki i sytuacje absolutnie wyjątkowe.
Do tych danych stosuje się także wszelkie rygory i zasady wynikające z ustawy o ochronie danych osobowych.
Mądrzy pracodawcy, chcąc prawidłowo realizować prawo pracy, posiadają i używają dwóch wzorów „Kwestionariusza Osobowego” służącego do zebrania tychże danych: inny dla kandydata – ograniczony do powyżej wymienionego i zamkniętego katalogu informacji oraz odrębny dla osób przyjętych właśnie do pracy, gdzie zakres danych jest poszerzony o sprawy stanu cywilnego, rodziny itp.
Pozostając jednak przy etapie rekrutacji, trzeba wyraźnie wyjaśnić, że ustalenie i ograniczenie do minimum zestawu informacji o kandydacie ma właśnie na celu uniknięcie nierównego traktowania tychże kandydatów, jakiejkolwiek dyskryminacji.
Trzeba tu także zaznaczyć, że prawo nie wymienia w tym zestawie także wyglądu czyli zdjęcia jako specyficznej formy „informacji o kandydacie”.
Pracodawca (rekruter) wie w jakim wieku jest kandydat, wie jakie ma wykształcenie oraz jakie ma praktyczne doświadczenie na stanowiskach pracy, może z kandydatem porozmawiać o jego motywacji, poznać jego poziom wiedzy itp. i te właśnie informacje powinny być wystarczające do podjęcia decyzji o zatrudnieniu lub odrzuceniu kandydatury. Kandydat po ewentualnym przyjęciu go do pracy ma przede wszystkim pracować wydajnie i kompetentnie, wypracowywać zysk a nie „wyglądać” tak lub inaczej czy być atrakcyjny towarzysko albo nie, żegnać się przed posiłkiem znakiem krzyża albo się w żadnym wypadku nie żegnać. To nie ma prawa wpływać na przyjęcie do pracy.

Skoro ustawodawca ustalił taki zestaw danych tzw. „twardych” jako wystarczający, to ma to swoje konsekwencje także dla przebiegu i treści rozmowy kwalifikacyjnej.
W wielu przypadkach – a sam doświadczyłem tego wielokrotnie – jeśli rekruterem jest kobieta, to pierwsze pytanie jest następujące: wolny czy zajęty (kawaler, wdowiec, rozwiedziony…?). To widocznie jest najważniejsze: czy się „nada” do czegoś…? Ale O TO PYTAĆ KANDYDATA NIE WOLNO! Ta informacja, konkretnie o stan cywilny, nie wchodzi w zakres informacji której pracodawca może (ma prawo) żądać od kandydata. A więc i rozmowa kwalifikacyjna nie może także tego dotyczyć! W czasie rozmowy z kandydatem także obowiązuje Kodeks Pracy i jego Art. 221 § 1. Więc to ewidentne złamanie prawa – pytać o stan cywilny! To samo ze stanem rodzinnym, dziećmi i ich ilością, z planami powiększania rodziny w przyszłości, religią, wyznaniem, narodowością, przynależnością polityczną i związkową… i tak dalej. O TO PYTAĆ NIE WOLNO! Ale… się pyta, a jakże…

Jest to związane bezpośrednio z problemem dyskryminacji: jeśli pracodawca (rekruter) pyta kandydata o jego religię i wyznanie a następnie odmówi jego zatrudnienia, to zachodzi podejrzenie, że nie przyjął tego kandydata do pracy właśnie ze względu na jego religię i wyznanie o którym się dowiedział bezprawnie, albo też nie przyjął tego kandydata z powodu jego odmowy odpowiedzi na takie bezprawne pytanie. Bo kandydat nie ma obowiązku na takie pytanie odpowiedzieć. Za to może nagrywać rozmowę kwalifikacyjną na dyktafonie. Prawo jest tu konsekwentne i przemyślane: jeśli takie informacje prowadzą do podejrzenia dyskryminacji to należy je wykluczyć z zestawu dopuszczalnego pytań jakie przysługują pracodawcy, by mógł wyrobić sobie wystarczająco precyzyjny pogląd o przydatności zawodowej tego kandydata, ale nie mógł go dyskryminować.
Oczywiście – mogą zdarzać się w drodze wyjątku sytuacje, gdy np. pytanie o wyznanie jest zasadne, bo ma szczególne znaczenie w danej pracy na jaką prowadzona jest rekrutacja, ale wtedy zazwyczaj są jakieś przepisy prawa na które można się powołać w związku ze wspomnianym §4 omawianego artykułu Kodeksu Pracy.
Jeśli pracodawca nie pyta kandydata o przynależność partyjną lub związkową, to nie ma obawy że go odrzucił z powodu jego przynależności lub jej braku, albo że tego właśnie przyjął – dyskryminując innych kandydatów, dlatego właśnie prawo o to pytać zakazuje.

Niestety: w tej sprawie tak jak i w innych, jest totalna zgoda na samowolę pracodawców i (lub) podmiotów rekrutujących w ich imieniu lub za ich zapłatą. Parasol ochronny, przymrużenie oka, ciemne okulary, klapki na oczy… Po prostu: panuje bezprawie. Zdanie się na kulturę, na poziom moralny – w tym środowisku zazwyczaj zawodzi. Pracodawcy wszystko praktycznie „wolno” i wszystko praktycznie uchodzi mu bezkarnie. A to dlatego, że przeważnie – prócz elity super specjalistów których trudno jest zastąpić i których pracodawcy sobie „podkupują”, walczą o nich między sobą, kandydat jest w pozycji poddanego, niewolnika który nie ma żadnych praw ani głosu. Wie i rozumie swoją pełną zależność od grymasów pracodawcy, wie że na to miejsce jest bardzo wielu (dziś najczęściej kilkuset) innych kandydatów, często wcale nie gorszych niż on, dlatego nie protestuje, odpowiada na wszystkie najbardziej nawet żenujące, bezprawne i osobiste pytania, idzie na maksymalną ugodę ze sobą i swoją godnością osobistą, uśmiecha się udając luz, tańczy jak baletnica, kukiełka poruszana na sznureczkach przez lalkarza – by tylko tę pracę dostać, by zarabiać na utrzymanie, choćby jakiś czas…
Prawo tym, bardziej nie obowiązuje, im mniej się o nie upomina uprawniony; ostatecznie przecież nie ma żadnego obowiązku korzystania ze swoich praw…

Sytuacja całkowitej podległości, poddania ludzi poszukujących pracy najemnej jest oczywiście celowym i świadomym wytworem władzy. Cała ta szopka ze „sztuką pisania listów motywacyjnych” i życiorysów, sztuką wzajemnego oszukiwania się kandydatów i pracodawców – nie tylko jest idiotyczna, ale prowadzi wprost do zatrudniania ludzi najbardziej „sprytnych” i zarozumiałych, najmniej uczciwych, zamiast najbardziej kompetentnych w danym zawodzie i na konkretnym stanowisku. Daje to pewnie niezłą zabawę całkiem najczęściej nieprzypadkowym ludziom zatrudnianym w firmach rekrutujących pracowników. Niestety coraz częściej zdarza się, że kandydat wyłoniony w ponad miesięcznym procesie rekrutacji, po rozpoczęciu pracy okazuje się całkowicie nieprzydatny, bo w praktyce pracy już nie da się udawać, oszukiwać, grać jakiejś roli a tego właśnie uczy i oczekuje ta idiotyczna „maniera rekrutacyjna”. To oczywiście kompletnie sztuczny wymysł mający jedynie zniewolić tych co się jeszcze nie czują niewolnikami i przy okazji stworzyć nowe „pole biznesowe”, bez którego… także dałoby się wszystko załatwić, tak jak dotychczas było to załatwiane…

W całej tej sytuacji jest dla mnie coś tyleż absurdalnego co po prostu obrzydliwego.
To jeszcze jeden przykład działania ideologii Platformy Obywatelskiej; ideologii podporządkowania wszystkiego, nawet prawa – interesowi przedsiębiorców, interesowi biznesu, nawet gdy to prowadzi do absurdu i drastycznego łamania prawa, w tym przypadku Kodeksu Pracy.

Najbardziej denerwujące i jednocześnie szkodliwe społecznie jest moim zdaniem jednak to, że ten wymyślony przez Platformę Obywatelską system totalitarnego zniewolenia, związania i zakneblowania kandydatów i pracowników – nazywany jest „rynkiem pracy”.

Odwiedziny: