BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

30/10/2013

Znany ekonomista: „Zróbmy sobie armię bezrobotnych…”

Z pewną satysfakcją ale i przerażeniem przeczytałem niedawno wywiad z ekonomistą Witoldem Kieżunem, jaki przeprowadził Rafał Woś z Dziennika – Gazety Prawnej;

Polski ekonomista o transformacji: nas wtedy po prostu okradziono! 

Rozmowa dotyczyła oceny tak zwanej „transformacji ekonomicznej” po 1989 roku w Polsce. Transformacji ekonomicznej mającej oczywiście swoje podstawy polityczne. Jest to bardzo ciekawy materiał, choć bynajmniej nie sensacja czy odkrycie – jednak bardzo namawiam do przeczytania tego tekstu. Chciałbym zwrócić uwagę szczególnie na jeden interesujący mnie aspekt tej sprawy.
Wspomniałem o pewnej mojej satysfakcji, gdyż relacja ta, pochodząca „z pierwszej ręki” potwierdza wcześniej w tym blogu wyrażane moje przypuszczenia czy wnioski. Z tego samego powodu – odczułem coś w rodzaju przerażenia, ale szczególnie dotyczy to sprawy bezrobocia.
Kim jest prof. Kieżun – można się dowiedzieć z jego prywatnej strony:

www.witoldkiezun.com
albo np. z Wikipedii
http://pl.wikipedia.org/wiki/Witold_kieżun

We wspomnianym wywiadzie stwierdził on, że był autorem pierwszego planu transformacji ekonomicznej na długo przed Balcerowiczem, odrzuconego przez ówczesnego ministra z ekipy Edwarda Gierka – Tadeusza Wrzaszczyka (ministra przemysłu maszynowego a potem – ministra planowania przy RM) uważanego wówczas za eksperta ekonomicznego.
Ocena przebiegu i skutków polskiej „transformacji”, tej którą przeprowadzono – jest po prostu druzgocąca, co stoi w sprzeczności z dzisiejszym, powszechnym dość przekonaniem akurat odwrotnym. Ot – siła propagandy…
Otóż Profesor mimochodem stwierdził we wspomnianym wywiadzie, iż jednym z elementów jego planu transformacji z 1972 roku było celowe i świadome „wytworzenie” bezrobocia; jak się wyraził prof. Kieżun – „stutysięcznej armii bezrobotnych”.

NALEŻY TO ROZUMIEĆ JAKO CELOWE I ŚWIADOME DZIAŁANIA ZMIERZAJĄCE DO WYWOŁANIA BEZROBOCIA, CZYLI STWORZENIA NIERÓWNOWAGI NA RYNKU PRACY NA RZECZ PRACODAWCÓW.

Eksponuje to stwierdzenie w sposób maksymalny, bo ono poraża cynizmem, choć nie dziwi gdy pada ze strony ekonomisty. Epatuje cynizmem każdego, kto wie co się w praktyce (w rzeczywistości życiowej) kryje za słówkiem bezrobocie, dla ekonomisty - będącym tylko określeniem z języka zawodowego.
Operacja ta miała po prostu wywołać obawę o utratę pracy, stworzyć konkurencję pracowników o miejsca pracy a to w celu przeciwstawienia się „powszechnie panującemu” jak twierdzi Kieżun przekonaniu, że „czy się stoi, czy się leży dwa tysiące się należy”. Chodziło po prostu o wytworzenie atmosfery strachu przed zwolnieniem, o argument na rzecz zwiększenia wydajności a zmniejszenia roszczeniowości pracowników, czyli po prostu „bat” na pracowników.

Wspomniane wyżej nastawienie czy postawy „roszczeniowe” nie były wówczas wcale tak powszechne (początek lat 70-tych); to mit. Ocena późniejszej „transformacji Balcerowicza” dokonana przez prof. Kieżuna jest ważna i ciekawa, bo mówi bardzo wiele o ewentualnych przyczynach dzisiejszego bezrobocia, powstałego w związku z bezmyślnym lub celowym zniszczeniem pewnych działów gospodarki, zmarnowaniem potencjału rozwojowego istniejących gałęzi przemysłu, patologią prywatyzacji, głupotą i naiwnością ówczesnych decydentów zapatrzonych w „zachód” jak sroka w świecidełko. To wyjaśnienie – dlaczego dziś brak ok. dwóch milionów miejsc pracy.

Natomiast ja chciałbym zwrócić tu uwagę na ten jeden aspekt sprawy; ekonomista zaplanował stworzenie bezrobocia o założonej z góry wysokości, w jakimś celu ekonomicznym.
Chodzi o to, że wspomniany pomysł na bezrobocie może być wyjaśnieniem nie tylko przyczyn dzisiejszego bezrobocia, ale i w pewnym sensie – przyczyn utrzymywania go, niechęci do jego zmniejszenia, udawanej, fikcyjnej „walki z bezrobociem” jaką obserwujemy i odczuwamy na sobie.
Plan ten został wówczas odrzucony ze względów politycznych; był on nie do zaakceptowania dla władzy ściśle powiązanej z aparatem partyjnym konkretnej partii, o konkretnej linii politycznej i tradycji, oficjalnie kierującej się „dobrem człowieka”, w szczególności pracownika, szacunkiem dla pracy itp.
Dziś nie ma takiej siły politycznej, prezentującej takie nastawienie – która mogłaby być tamą dla takich pomysłów, generalnie – myślenie o człowieku nie jest „w modzie”.

Czy to ma oznaczać, że po 1989 roku podobny plan mógłby uzyskać akceptację? Moim zdaniem – jak najbardziej.

Zaszokowało mnie, mimo że nie zaskoczyło – że ekonomiści mogą być aż tak cyniczni. Może jednak ekonomista ma prawo myśleć TYLKO kategoriami ekonomii i nie zwracać uwagi na cokolwiek innego? Na przykład na to, że ekonomia tak jak i państwo – ma być „dla ludzi”? Jak można powiedzieć: „zróbmy sobie stutysięczne bezrobocie” nie myśląc jednocześnie o tragicznych skutkach tego dla życia konkretnych ludzi, i to zupełnie nie tych – którzy prezentowali postawy roszczeniowe lub nie szanowali pracy?
Przywodzi to na myśl słynne powiedzenie chirurgów, że „operacja się udała a pacjent zmarł”. Czy ekonomista nie jest człowiekiem, nie musi nim być, jest z tego zwolniony? Czy ekonomia nie powinna być pojęciem humanistycznym…

Mimo iż chodziło tam o zupełnie inne czasy, dość trudno porównywalne do dzisiejszych, zadałem sobie pytanie, czy podobny sposób myślenia nie jest dziś powodem istnienia i utrzymywania (się) bezrobocia na poziomie ok. 13%. Sam fakt zaplanowania bezrobocia na poziomie 100.000 jest dla mnie szokujący, bo ja wiem po prostu – co się za tym kryja, jakie to wywołuje skutki dla jednostki. Wówczas ekonomiści nie decydowali jednak o zasadniczych dla społeczeństwa sprawach samodzielnie, ale dziś – decydują. Stają się niemal nieformalnymi dyktatorami.

Jestem przekonany, że ustalenie w sposób możliwie jak najbardziej obiektywny przyczyny dzisiejszego bezrobocia jest sprawą zasadniczą dla przyszłości tego kraju. Sprawą zasadniczą jest też realizacja postanowień Konstytucji a w niej – gwarancji odpowiedniego zabezpieczenia społecznego dla osób niepracujących bez swojej winy oraz osób nieposiadających innego osobistego źródła utrzymania niż praca zarobkowa.

Państwo nieludzkie, opresyjne, głuche i ślepe – jak państwo Tuska – jest po prostu swoim własnym zaprzeczeniem, wypaczeniem; jest szkodliwym i gorszącym absurdem.

Odwiedziny: