… kółko nam się połamało, cztery grosze kosztowało, a my wszyscy – bęc!
Może tekst tej dziecięcej zabawy mógłby wystarczyć do skomentowania
reformy powiatowych urzędów pracy a nawet i całej działalności ministra
pracy Władysława Kosiniak Kamysza?
Faktycznie: kółko jest czterokanciaste… czyli zupełnie jak nie kółko…
coś raczej bardziej nawet jakby kwadrat… Kwadratura koła (kółka).
Minister Pracy COŚ musi robić.
Musi wykazać się konkretnymi
przedsięwzięciami podejmowanymi w celu „aktywizacji bezrobotnych” albo i
nawet „walki z bezrobociem”. Tyle, że bezrobocie zupełnie nie zależy od
pracy tego ministerstwa, a jeśli – to w stopniu minimalnym.
Przy dwumilionowym bezrobociu istnieje podobno w obiegu ok.
sześćdziesiąt tysięcy ofert zatrudnienia, na które pracodawcy szukają
kandydatów, tyle że są to w znakomitej większości oferty pracy wysoko
kwalifikowanej, oferty dla specjalistów – którzy ze względu na
skandaliczne propozycje płacowe woleli wyjechać do pracy za granicę
(gdzie pracuje już także nieco ponad dwa miliony Polaków). Natomiast
bezrobotnymi są w dużej części akurat ludzie dość mało wykwalifikowani, z
pewnością nie wysokiej klasy poszukiwani specjaliści.
Po prostu zmiany w gospodarce odbywające się od czternastu lat, okres
„błędów i wypaczeń” tak zwanej „transformacji ustrojowej” oraz tak
zwanej „prywatyzacji” a następnie okres rządów tak zwanych „liberałów” z
PO spowodował, że nastąpiło ogromne bezrobocie strukturalne,
wykorzystywane dziś do budowy niewolnictwa pracowniczego, do budowy
„tanich” kapitałów inwestycyjnych i majątków prywatnych „elity”;
wreszcie chyba i do ingerencji w strukturę demograficzną społeczeństwa…
Mniejsza już o szczegóły: chodzi o to, że bezrobocie ma swoje źródło w
gospodarce i finansach państwa, co oznacza ni mniej ni więcej, że to
jedynie minister gospodarki wraz z ministrem finansów mogą zmniejszyć
bezrobocie – stwarzając warunki do zwiększenia zatrudnienia poprzez
odbudowę gospodarki czyli wzrost popytu na pracę ludzką – które to
warunki dopiero mogłyby się stać przedmiotem działań ministra pracy.
Tymczasem ktoś najwyraźniej uznał, że skoro bezrobocie dotyczy pracy to
ma się tym zajmować minister właściwy do spraw pracy, ale cokolwiek by
tenże Kosiniak Kamysz nie wymyślił – miejsc pracy od tego nie
przybędzie, czyli bezrobocie generalnie się nie zmniejszy.
Urzędy pracy nie likwidują, ani też nie tworzą miejsc pracy, na dobrą
sprawę nie mogą niczego narzucić pracodawcom, nie mają wpływu na ich
„politykę kadrową” polegającą dla przykładu na zasadzie, że „po 50 –tce
nie zatrudniamy”.
Minister musi coś robić, bo ma bardzo fajne i efektowne stanowisko,
miłą i mało wymagającą, za to dobrze płatną pracę, no ale niestety;
politycy poszukują kozłów ofiarnych na zbliżającą się „rekonstrukcję
rządu” i może się oberwać niewinnemu…
Dlatego jak przypuszczam powstał projekt „reformy urzędów pracy”, który wejdzie w życie od nowego roku (2014).
Opiera się on na następujących założeniach:
Każda osoba zgłaszająca się do urzędu zostanie poprzez odpowiednią
procedurę zbierania informacji przydzielona do jednego z trzech profili
bezrobotnych:
Pierwszy – to osoby posiadające zawód, mające wiedzę o przygotowaniu cv i
procedurze kwalifikacyjnej, aktywnie samodzielnie poszukujące
odpowiedniego zatrudnienia, słowem osoby którym do sukcesu brak jest
jedynie właściwej oferty pracy.
Drugi – to większość bezrobotnych, czyli osoby które potrzebują najpierw
innych form wsparcia, na przykład dokwalifikowania lub
przekwalifikowania, pomocy psychologicznej, doradztwa itp. a dopiero w
kolejnym etapie przejdą do profilu pierwszego.
Trzeci – to jak się przewiduje ok. 10% bezrobotnych, tych obecnie
całkiem niezdolnych do podjęcia pracy, wymagających długotrwałych
działań przywracających do warunków rynku pracy lub nawet jakiejś
resocjalizacji, osoby nieposzukujące pracy – oczekujące od urzędów
jedynie opłacenia ubezpieczenia zdrowotnego. Będzie to musiało się
wiązać zapewne z zasadniczą zmianą ustawy, bo teraz osoby które nie
poszukują ofert pracy, z definicji ustawowej nie są bezrobotne.
Można tu mieć wiele zastrzeżeń: w pierwszej grupie – musi istnieć
jakaś przyczyna, że ludzie samodzielnie i aktywnie poszukujący pracy nie
moją jej uzyskać. Aby znaleźć tę przyczynę najprawdopodobniej trzeba
będzie przeprowadzić z daną osobą sesję doradztwa a to jest przewidziane
tylko dla grupy drugiej. Może tą przyczyną być niedostosowanie
kwalifikacji do struktury popytu na pracę, wówczas trzeba by te
kwalifikacje podwyższyć lub zmienić a to także nie ma dla tej grupy
zastosowania. Słowem – brak zatrudnienia ma jakieś swoje powody i tu nie
wystarczy poszukiwanie oferty, ponadto oferta pracy nie jest
równoznaczna z zatrudnieniem.
Gdy chodzi o osoby w wieku produkcyjnym,
mające ponad 50 lat – to znaczy te których się „nie zatrudnia – bo nie” –
trzeba zrozumieć, że żadne działania nakierowane tylko na osobę bezrobotnego – tego jego stanu nie zmienią, chyba że kuracja odmładzająca…
Urząd Pracy będzie takiej osobie wyszukiwał kolejne oferty pracy a
pracodawcy będą konsekwentnie odmawiali zatrudnienia go, korzystając na
dodatek z prawa do niewyjaśniania prawdziwych powodów odmowy
zatrudnienia w obawie o oskarżenie o łamanie Konstytucji i prawa pracy
(nierówne traktowanie bądź szykanowanie ze względu na wiek). Obawiam się
więc, że nie da się wyróżnić wielu takich osób, którym do szczęścia
wystarczy jedynie oferta pracy, bo ich bezrobocie ma jakiś poważny i
niejednolity powód. Ponadto spodziewam się, że dla urzędu znalezienie
oferty pracy dla bezrobotnego będzie traktowane jak sukces, premiowany
odpowiednimi apanażami, i nikogo już nie będzie interesowało, że
pracodawca który dał tę ofertę – tego bezrobotnego do pracy nie przyjmie
(bo to on ma ostatnie słowo, wybiera sobie pracowników z przysyłanych
mu przez urząd bezrobotnych kandydatów, może też żadnego nie
zaakceptować i nawet nie ma obowiązku wyjaśniać – dlaczego).
Odnośnie natomiast osób oczekujących jedynie ubezpieczenia na koszt
Skarbu Państwa (co jest zagwarantowane Konstytucją) – wiąże się to z
problemem źródeł utrzymania tych osób, czyli najczęściej ze sprawą
nielegalnego zatrudnienia.
W polskim ustroju prawnym źródła dochodów obywatela nie są tajne; każdy
musi się rozliczyć z urzędem skarbowym ze względu na ustawowy obowiązek
wynikający z powszechnego podatku od dochodów osobistych (PIT) a także
dochodów z działalności gospodarczej. Problem w tym, że istnieje tu
ogromna jak na XXI wiek i centrum Europy tak zwana szara strefa, gdzie
jedni obywatele (świadomie nie nazywam ich przedsiębiorcami bo są po
prostu oszustami) organizują i prowadzą działalność gospodarczą bez jej
zgłoszenia czyli także bez jej opodatkowania, a także zatrudniają przy
tej działalności innych obywateli (świadomie nie nazywam ich
pracownikami, bo są oni po prostu oszustami) bez zgłaszania tego faktu
do ZUS i US, bez opłacania im należnych składek (emerytalne, rentowe,
chorobowe) oraz bez ubezpieczenia zdrowotnego, bez żadnych praw
wynikających z kodeksu pracy, bez ochrony BHP i tak dalej.
Jest horrendalne, że państwo Platformy Obywatelskiej nic z tym nie robi.
Pisałem o tym kilkakrotnie, wyrażając przypuszczenie, że to jest
wynikiem założeń ideologicznych PO, albo cichego przyzwolenia na
bogacenie się „jak kto może” – kosztem państwa i społeczeństwa, może też
jest i objawem działania syndykatu biznesowego jako opanował środowisko
polityczne PO i pilnuje zachowania warunków do robienia szybkich
majątków – żerując faktycznie na społeczeństwie…
Faktem jednak jest, że jeśli tak jak zaplanował minister pracy – do
urzędu przyjdzie osoba stwierdzając że jest bezrobotna a jednocześnie,
że nie życzy sobie żadnych ofert a tylko ubezpieczenie – to
automatycznie zachodzi pytanie o jej źródła finansowania podstawowych
potrzeb – z uwagi na wspomniany obowiązek podatkowy. Wszystkie takie
osoby powinny być skrupulatnie prześwietlane przez urząd kontroli
skarbowej, głównie w poszukiwaniu nielegalnych pracodawców ich
zatrudniających. Jednak nic takiego się nie dzieje; państwo wie o szarej
strefie i nic z tą wiedzą nie robi. Wie o powszechnym procederze
unikania przez drobnych przedsiębiorców płacenia składek do ZUS i z tym
także nic nie robi… prócz narzekania na niedobory pieniędzy w ZUS i
prognozowania szybkiego „bankructwa” systemu ubezpieczeń…
Inne elementy reformy to rozpoczęcie współpracy z organizacjami
pozarządowymi, prywatnymi agencjami zatrudnienia oraz ośrodkami pomocy
społecznej.
Niestety wpływ tego na skuteczność walki z bezrobociem
najprawdopodobniej będzie minimalny, z tych samych zresztą powodów które
już wymieniłem; miejsc pracy od tego nie przybędzie i mentalność
przedsiębiorców się od tego także nie zmieni…
Prócz innych mało jak się wydaje istotnych zmian, dochodzi jeszcze
jeden pomysł ministra: uzależnienie płac w urzędach jak również i
budżetu urzędów pracy – od ich skuteczności. Znów mamy do czynienia z
działaniem niedotyczącym istoty samej przyczyny bezrobocia, choć to moim
zdaniem może odegrać pewną rolę, jak się „będzie chciało” z przyczyn
materialnych – to może efekty będą lepsze… Inne pomysły ministra są mało
oryginalne: dopłaty do płac zatrudnionej osoby z grupy 50+, czyli
rozwój dotowania zatrudnienia, utworzenie Krajowego Funduszu
Szkoleniowego… Pewnie, że bodziec materialnego zainteresowania na
przedsiębiorcę zawsze działa; po prostu robi to co mu wychodzi taniej,
dotowanie zatrudnienia daje ten efekt doraźny, ale psuje gospodarkę.
Postulowałem niedawno wprowadzenie innego mechanizmu materialnego
zainteresowania pracodawców zatrudnianiem osób starszych, bardziej na
zasadach podobnych do PFRON…
Niestety: jestem tu pesymistą. To jest namiastka reformy, pozoracja
by „coś” robić. Dopóki działania nie dotkną bezpośrednich przyczyn
bezrobocia – żadnych liczących się efektów nie spodziewam się.
Czas działa co prawda na korzyść urzędników, ale zdecydowanie i
skutecznie na niekorzyść ludzi pozbawionych zatrudnienia; zanim minister
Kosiniak Kamysz lub jego następca znajdzie wreszcie właściwy „ślad” –
problem może się „sam” w dużej mierze rozwiązać, z gwałtownym wzrostem
liczby ludzi chowanych na cmentarzach komunalnych na koszt samorządu
lokalnego oraz z gwałtownym zapotrzebowaniem na miejsca w domach pomocy
społecznej dla ludzi wykolejonych przez długotrwałe bezrobocie, apatię,
depresję, uciekających przed tym wszystkim w alkoholizm… ludzi którzy
już będą to społeczeństwo tylko „kosztować” zamiast pracować dla jego
rozwoju…;na szczęście pomocą społeczną zajmuje się także ten sam
minister, więc nie stanie się urzędnikiem zbędnym… i chyba o to chodzi…