BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

23/07/2012

Dehumanizacja systemu: polska ruletka – „tylko 17 na 100”.

Zasadniczy problem niedoboru miejsc pracy – jest znany, ale jest to problem stricte ideologiczny a nie gospodarczy. Dokładniej – problem ma „oblicze” gospodarcze, ale w swojej istocie wywodzi się z ideologii. Ideologii politycznej realizowanej przez PO bez poddania jej „egzaminowi wyborczemu” przed tymi ani też przed poprzednimi wyborami parlamentarnymi.

To odrębny temat. Trzeba go poruszać, by ludzie zdali sobie wreszcie sprawę, że sami dali przyzwolenie na wszystko – co ich spotyka i że to są skutki konkretnej ideologii, ideologii spychającej człowieka poza margines podmiotowości.
Skupmy się teraz na jego najbardziej bezpośrednim, praktycznym skutku.

Nurtuje mnie problem odmowy zasiłku dla bezrobotnych zgłaszających się do Powiatowych Urzędów Pracy po pomoc w uzyskaniu zatrudnienia. Jak już wspominałem, zasiłek dla bezrobotnych uważam za część czy też jedną z form takiej pomocy, gdyż bezrobotny „z definicji” nie może mieć dochodów z wynagrodzeń, ewentualne inne dopuszczalne dochody (sporadyczne) nie mogą przekroczyć miesięcznie kwoty równej połowie minimalnego ustawowo określonego wynagrodzenia za pracę. Nie może, ale przecież MUSI je mieć! Przypuszczam, że przypadki takie (prawa do takiego dochodu) są raczej sporadyczne, jednostkowe – ustawodawca miał tu na myśli np. przychody z oprocentowania lokat lub wkładów pieniężnych w bankach. Takie przychody nie są „wynagrodzeniem” i dlatego nie mają wpływu na nadanie statusu bezrobotnego, choć dla mnie to kompletna abstrakcja; jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, jako człowiek który z powodu bezrobocia już wyprzedał z domu wszystko co miało istotną wartość, że ktoś posiadający w bankach takie lokaty, które dawałyby mu np. 1500 zł miesięcznie wpływu z odsetek – będzie się rejestrował w Urzędzie Pracy jako bezrobotny. Tu jak zwykle poniosła posłów ich słynna fantazja. Dlatego na podstawie definicji ustawowej można śmiało przyjąć, że to właśnie zasiłek dla bezrobotnych ma być dochodem pozwalającym na utrzymanie się w stanie gotowości do podjęcia pracy.

O tym już pisałem i jest to chyba oczywiste, że człowiek upadły, kloszard, bezrobotny który z powodu braku dochodów stał się bezdomny, bezrobotny nie posiadający podstawowych środków na zaspokojenie takich potrzeb jaka „dach nad głową” zapewniający możliwość utrzymania higieny i właściwego czasu snu, całe i schludne ubranie odpowiednie do pory roku (mróz, upał), niezbędne usługi (fryzjer choćby raz na dwa miesiące), środki na opłaty komunikacyjne – ktoś znajdujący się poniżej tego „standardu” po prostu do żadnej pracy się nie nadaje a więc nie spełnia wymogów definicji osoby bezrobotnej. Wskazywałoby to na konieczność przyjęcia zasady, że zasiłek dla „rzeczywistego” bezrobotnego powinien być przyznawany niejako automatycznie „z urzędu” każdej osobie zgłaszającej się do Urzędu Pracy po pomoc w zdobyciu zatrudnienia. Jednocześnie oczywiście Urząd powinien robić wszystko, by osoba ta możliwie jak najszybciej zdobyła źródło dochodu co najmniej równe zasiłkowi i w ten sposób utraciła do tego zasiłku uprawnienie (potrzebę). Dawałoby to bodziec zarówno bezrobotnemu jak i Urzędowi do rzeczywistego i aktywnego działania we wspomnianym kierunku a działania te oraz działania urzędu powinny być rejestrowane w odpowiednim dokumencie przez bezrobotnego posiadanym i uaktualnianym, stanowiącym dla niego dowód rzeczywistego poszukiwania zatrudnienia (spełniania ustawowego obowiązku). Takie rozwiązanie jest logiczne i oczywiste, bardzo często spotykane, choćby w krajach skandynawskich. Tymczasem w Polsce wyraźnie obserwujemy prostą i bezpośrednią zależność aktywności Urzędu Pracy wobec osoby zarejestrowanej – zależną od tego czy pobiera ona zasiłek czy też nie. Oczywiście wobec osób którym wypłacany jest zasiłek – ta aktywność jest dużo wyższa, bo zmierza do tego, by jak najszybciej zaprzestać wypłacania zasiłku – co da się najszybciej osiągnąć „znajdując” temu człowiekowi pracę i wykreślając go z rejestru. W tym znaczeniu można by nieco przekornie stwierdzić, że upowszechnienie zasiłków powinno natychmiast wydatnie zmniejszyć stopę bezrobocia, dając Urzędom motywację do rzeczywistego a nie jak dziś – pozorowanego działania.

Na potrzeby tego felietonu przyjmuję to za pewnik, że każdy rzeczywisty bezrobotny musi otrzymać pomoc materialną w postaci zasiłku po to, by mógł utrzymywać się w możliwości i gotowości do podjęcia pracy oraz tego zatrudnienia także samodzielnie poszukiwać. Pomoc organizacyjna pozamaterialna, powinna się nasilać wraz z czasem czy ilością bezowocnych prób znalezienia pracy. Oczywiście jestem świadom sporego w naszym kraju niebezpieczeństwa nieuczciwości ze strony osób chcących wyłudzać taką pomoc, ale sposoby ograniczenia tego do minimum także już zostały dawno wypracowane i wdrożone – na przykład w Danii. Bieżąca kontrola niemalże codzienna przez organ związkowy na poziomie gminy oraz rzeczywiście egzekwowana odpowiedzialność za wyłudzenie z koniecznością zwrotu lub odpracowania poprzez prace społecznie użyteczne.
Przyjmuję więc że taki POWINIEN I MOŻE BYĆ standard: każdy bezrobotny otrzymuje zasiłek w niezbędnej wysokości pozwalającej np. wynająć pokój z używalnością łazienki zamiast dotychczas używanego mieszkania, kupić ubranie w „markowej” zachodniej ciuch-budzie i buty z wyprzedaży w CCC, zjeść gorący posiłek w barze samoobsługowym, mieć na kartę telefoniczną i kilka biletów komunikacji, i poza tym – „pracować na pełen etat” przy poszukiwaniu zatrudnienia dla siebie, lub innej formy zdobycia źródła stałych dochodów. Przedstawiam tu tak obrazowo tę sytuację, gdyż mam świadomość niezwykle silnych stereotypów czy „obiegowych poglądów” i „prawd zasłyszanych” tworzonych i rozpowszechnianych przez ludzi których to nie dotyczy.

W rzeczywistości mamy powołany ustawą Fundusz Pracy, który miał być społecznym funduszem celowych zarządzanym przez Ministra Pracy we współpracy z Komisją Trójstronną przeznaczonym do gromadzenia środków na walkę z bezrobociem poprzez tworzenie czy stymulowanie tworzenia nowych miejsc pracy oraz ograniczanie społecznych skutków niedoboru ilości tych miejsc pracy.

Tymczasem Fundusz Pracy uważany przez Ministra Finansów – Rostowskiego wbrew prawu za część budżetu państwa, zostaje przez niego „zamrożony” uniemożliwiając jego użycie w dramatycznej sytuacji narastającego bezrobocia. Chodzi tu o niebagatelną kwotę obecnie 5.5 miliarda złotych, a do końca roku (przy założeniu dalszego zamrożenia i dotychczasowych wpływów) o około 7 miliardów. Oczywiście nie ma takiej kwoty której nasza szczególnie „uzdolniona” biurokracja nie potrafiłaby szybko zmarnotrawić, roztrwonić, zmarnować lub rozkraść – ale teoretycznie kwota taka mądrze użyta, mogłaby zasadniczo zmniejszyć bezrobocie oraz zmniejszyć straty w postaci nieodwracalnego staczania się ludzi do poziomu kloszardów.
Ciekawe, czy to „przejęcie” Funduszu Pracy odbyło się za wiedzą i aprobatą Premiera Tuska czy może raczej całej Rady Ministrów, ale nie widać na to żadnego upoważnienia prawnego. Sytuacja jednak tak się pogorszyła, że mamy teraz do czynienia ze spektakularną „akcją” – próbą „odbicia” niejako zasobów Funduszu z rąk ministra Rostowskiego, akcją do tego stopnia ważna i poważną, że zjednoczyła ona w specyficzną „koalicję wojenną” reprezentację pracodawców i związkowców pod cichym patronatem Ministerstwa Pracy – wspólnie przeciwko „zaborcy” – co już jest niesamowitym ewenementem. Mam nadzieję, że to może zaowocować na przyszłość poprawą relacji Związki – Minister Pracy.
Wracając jednak do zasadniczego tematu: Fundusz Pracy jest tworzony przez obowiązkowe składki płacone przez pracodawców według jednolitej stawki procentowej od wynagrodzeń za pracę na „umowę o pracę”, oraz za stawki umów zlecenia. Wymiar składki jest określony na 2,45% wynagrodzeń podlegających temu obowiązkowi, płacony jest jednak oczywiście przez pracodawcę z jego własnych środków a nie potrącany z wynagrodzeń ustalonych umownie i naliczonych.

W tym miejscu można powiązać logicznie istotę i sposób tworzenia Funduszu z warunkami jakie musi spełnić w myśl (no tu pisząc „myśl” chyba przesadziłem) ustawy o promocji zatrudnienia – człowiek pozbawiony pracy i zgłaszający się do Powiatowego Urzędu Pracy po pomoc. Oczywiście jak to w Polsce – ustawa zawiera całą „litanię” warunków, wymogów i zastrzeżeń mających ograniczyć to uprawnienie, ale ja mam na myśli szczególnie jeden z warunków, określony w słynnym już Art. 71 Ust.1, Pkt 2 Ustawy. Artykuł ten jest bardzo rozbudowany i złożony a wymienia warunki po spełnieniu których bezrobotnemu należy się zasiłek dla bezrobotnych. By nie utonąć w szczegółach, na potrzeby tego wywodu można uznać za najistotniejsze, że prawo do zasiłku przysługuje osobie bezrobotnej pod warunkiem, że nie ma dla niej propozycji pracy lub innej pomocy związanej z wypłatą odpowiedniego świadczenia oraz gdy w okresie 18 miesięcy poprzedzających dzień zarejestrowania, łącznie przez 365 dni był zatrudniony i osiągał wynagrodzenie co najmniej w wysokości najniższego ustawowo określonego wynagrodzenia za pracę od którego istniał obowiązek opłacania składki na Fundusz Pracy z zastrzeżeniem Art. 104a – 105.
To właśnie ten warunek powoduje, że zasiłek dla bezrobotnych otrzymuje statystycznie zaledwie 17% osób rejestrujących się w Powiatowych Urzędach Pracy.

Zasadniczą myślą, niejako clou tego zapisu jest to, by ten kto miałby korzystać przez czas do 6 lub do 12 miesięcy z zasobów FP – najpierw przez rok swoją pracą generował wpływy środków do Funduszu – jako równowartość 2,45% swoich pensji, obliczane i wpłacane przez jego pracodawcę ze środków własnych tegoż pracodawcy. Inaczej – bezrobotny dostanie przez rok zasiłek jeśli przez rok w ciągu minionego półtorej roku wpłacana była do Funduszu składka generowana jego ówczesnym zatrudnieniem. Osoba zgłaszająca się do PUP nie otrzyma prawa do zasiłku choćby nawet legitymowała się 25 czy 30 latami stażu pracy (generowania składki), jeśli w ciągu półtorej roku liczonego wstecz od daty zgłoszenia się do PUP miała przerwę w zatrudnienia dłuższą niż łącznie 6 miesięcy, albo pracowała przez owe 6 miesięcy na zasadach nie generujących obowiązku pracodawcy wpłacania składki na FP. Niestety pracownik najczęściej przed staniem się bezrobotnym nie myśli o tym, nie kontroluje tych okresów ani nawet często nie wie czy nie przykłada znaczenia do obowiązków swojego pracodawcy odnoszących się do płacenia składek, które przecież nie obciążają tego pracownika. To dość dziwne jak na Europę XXI wieku uzależnienie uprawnienia jednego podmiotu od wykonywania obowiązków przez zupełnie inny niezależny podmiot.

Nie możemy jednak zapominać, że to wszystko, wszystko o czym tu piszę jak i w ogóle „wszystko” – jest dla człowieka i ma służyć człowiekowi. Oczywiście – każdy rozsądnie myślący, uczciwy człowiek powie natychmiast, bo rozumie to tak jak i ja, że „służba człowiekowi” może wymagać czasem zabronienia mu czegoś, postawienia warunków, czasem nawet warunków ograniczających, których ostatecznym skutkiem będzie jego „dobro”. Z kolei „liberałowie” często nieźle „szajbnięci” na punkcie nieograniczonej niczym wolności nawet gdy za nią idą tragedie, cierpienie i zgliszcza – także z pewnością się nie zgodzą na to, by ktoś z zewnątrz miał lepiej wiedzieć niż sam zainteresowany, co w ostatecznym rozrachunku jest dla niego „dobrem”. Niestety przeważnie doprowadza to do walki na skrajności, podczas gdy najczęściej „prawda leży pośrodku”. Ja jestem przekonany, że wszystko musi być i może być bez niczyjej straty nastawione na dobro człowieka, dlatego rozwiązania prawne muszą uwzględniać efekt ostateczny w skali społeczeństwa jak i dobro każdej z jednostek. Takie rozwiązania odniesione do biznesu, gospodarki, ekonomii – są możliwe czego dowodzą przykłady z początków kapitalizmu i o tym napiszę w oddzielnym artykule.
Rozumiem więc, że omawiana zasada miała w założeniu służyć stabilności Funduszu, jego zrównoważeniu finansowemu – co w aspekcie powyższego byłoby dobrym przykładem ograniczenia służącego dobru; lepiej wszak by Fundusz istniał i pomagał walczyć ze skutkami bezrobocia nawet z pewnymi ograniczeniami ale długotrwale, pomagając wielu osobom i wielu pracodawcom, niżby miał upaść bardzo szybko tracąc równowagę z powodu braku jakichkolwiek ograniczeń choćby i uzasadnianego „dobrem człowieka”.
Jednak równowaga Funduszu była planowana na warunki „normalne”, nie na tak zasadniczy i rozległy kryzys. W kryzysie i Fundusz Pracy ma prawo stracić stabilność finansową, gdyż działając zgodnie z przyjętymi w ustawie zasadami staje się czymś absurdalnym, marginalnym, o niewielkim znaczeniu dla problemu bezrobocia. Gdy dotyczy 17% rejestrujących się bezrobotnych – staje się absurdem. Dlatego w warunkach takiego kryzysu nie wolno oczekiwać stabilności finansowej tego funduszu; musi on być zasilany prócz składkami – innymi ekstra wpływami z zewnątrz, pozwalającymi spełniać założoną rolę społeczną ale i nie upaść z tego powodu.
Przytaczany Art. 71 ustawy ma odniesienie do Art. 104 i 105, które przewidują zwolnienie z obowiązku odprowadzania składek na FP z tytułu zatrudnienia osób w wieku po 50 roku życia. Jeżeli pracownik 51-letni stracił pracę, przez 35 dni był zarejestrowany w PUP a następnie został zatrudniony na 12 miesięcy, to przez te 12 miesięcy jego pracodawca jest zwolniony z obowiązku opłacania składek na FP wynikających z tego zatrudnienia. Jeśli jednak pracownik ten po tychże 12 miesiącach pracy zostanie zwolniony i jako pozostający bez pracy zgłosi się ponownie do rejestracji w PUP, to w myśl wymogów zawartych w Art. 71 nie otrzyma prawa do zasiłku, gdyż nie spełnia zawartych tam warunków. Jeśli jednak pomimo braku fizycznego wpłacania składek związanych z jego zatrudnieniem miałby dostać prawo do zasiłku – co ewidentnie narusza równowagę finansową tego Funduszu w znaczeniu jakie opisywałem powyżej – to dlaczego inni bezrobotni mający np. 25 lat opłacania składki ale i nieco dłuższą niż 6 miesięcy przerwę w pracy przed zarejestrowaniem się w PUP (bo poszukiwali zatrudnienia samodzielnie przez 6 miesięcy i dwa tygodnie, albo pracowali u szwagra „bez umowy”) w odniesieniu do warunków zawartych w Art. 71 – nie mogą otrzymać prawa do zasiłku?

Istnieją i inne okoliczności prowadzące do pewnego konfliktu: na przykład zwolnienie osób prowadzących działalność gospodarczą przez pewien początkowy okres tejże działalności z obowiązku opłacania składek na FP. Taki przedsiębiorca może po prostu upaść albo być zmuszony jakimiś okolicznościami do zaniechania działalności a następnie – zmuszony do poszukiwania pracy najemnej za pośrednictwem PUP i tu także nie może liczyć na zasiłek z winy nieszczęsnych wymogów Art. 71. A zasiłek – jak pisałem wcześniej – nie jest jakimś luksusem a niezbędnym warunkiem, by poszukiwanie zatrudnienia przez bezrobotnego i spełnianie przez niego wymagań PUP nie było fikcją – jak to jest nagminnie teraz, gdy się oczekuje cudu, że człowiek upadły i bezdomny całkowicie pozbawiony jakichkolwiek dochodów będzie szukał pracy i będzie „akceptowalny” dla jakiegokolwiek pracodawcy.
Pracodawcy są zwolnieni z opłacania składki na FP przy zatrudnieniu osób w wieku 55 lat (kobiety) i 60 lat (mężczyźni) , ale dziś są to ludzie jeszcze młodzi i w pełni wieku produkcyjnego; mogą stać się bezrobotni i wówczas nie będą mieli prawa do zasiłku z powodu zwolnienia kogoś zupełnie innego od „jakiejś” składki. Słowem – nie mogą istnieć rozwiązania – które jednemu podmiotowi dają uprawnienie a jednocześnie obarczają ciężarem skutku tego uprawnienia zupełnie inny podmiot.

Uważam, że wszystko musi być nastawione na dobro człowieka, Fundusz Pracy także – dlatego w czasie tak dotkliwego kryzysu nie może być on ograniczony zasadami przyjętymi na czas „normalności”.
Warto zauważyć, jak w aspekcie tego co tu piszę działania Ministra Finansów wobec Funduszu Pracy wydają się być coraz bardziej aroganckie i rozbójnicze… chyba, że… no chyba że my, obywatele, opinia publiczna – nie wszystko wiemy o prawdziwym stanie gospodarki polskiej, nie wiemy tego co wie minister Rostowski ale nikomu nie powie…

Czytałem gdzieś, że mityczna Atlantyda, którą najnowsze badania umiejscawiały nawet dość blisko – pomiędzy dzisiejszymi Wyspami Brytyjskimi a Kontynentem – zanim pogrążyła się w wodzie wraz z mieszkańcami – też była podobno bardzo piękną, zieloną wyspą…
Generalnie jednak w czasie, gdy „człowiek” jakby całkowicie znikł z pola uwagi władzy, polityki, ekonomii, nauki, medycyny itp. – trzeba domagać się przebudzenia i powrotu – póki jeszcze czas – do postawy humanistycznej jaka nie była całkiem obca nawet władzy PRL a wydaje się zupełnie obca obecnej władzy – zapewne z powodów ideologicznych. Fundusz Pracy ma służyć człowiekowi. Jest taka możliwość, by dobrze służył zarówno bezrobotnym jak i pracodawcom i na osiągnięcie takiego stanu mają być nastawione zasady jego funkcjonowania i wykorzystania. Dziś ideologia Platformy Obywatelskiej wprowadza przepaść pomiędzy pracodawcą a pracownikiem, ale to nie jest ani naturalne ani potrzebne. Piszę to tak dobitnie i uparcie już po raz kolejny, dlatego że reakcją – i to reakcją której trudno odmówić logiki – ze strony pracodawców reprezentowanych przez Konfederację Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”, w sytuacji takiego zawłaszczenia Funduszu przez Władzę – jest żądanie nie uwolnienia funduszu, przywrócenia mu jego funkcji a zmniejszenia wymiaru składki z 2,45 na 1,45%, gdyby miała ona mieć charakter podatkowy a nie – funduszu celowego działającego po części także i w dobrze pojętym interesie pracodawców.
A takie działanie – mimo że zrozumiałe i logicznie usprawiedliwione – jest skierowane PRZECIWKO CZŁOWIEKOWI, z czym trudno się pogodzić. Przeciwko człowiekowi który został ideologicznie „odczłowieczony”, zredukowany do roli podrzędnej nadanej mu przez klasę polityków, biznesmenów i finansistów.

Odwiedziny: