BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

29/07/2012

Godzina "W".

Stopa bezrobocia podawana w komunikatach GUS i powielana przez media – nie odpowiada obiektywnej rzeczywistości.
Mam tu na myśli rzeczywistość społeczną, to znaczy rzeczywistą sytuację społeczną a nie potrzeby polityków lub partii. Trudno się dziwić, że politycy i służący im dziennikarze-wazeliniarze czy może raczej dziennikarze-propagandyści (a więc przeciwieństwo dziennikarzy sensu stricte) nie lubią danych szczegółowych a panuje moda na dane makro, im bardziej „globalne” – tym lepiej dla nich. Chcą mówić a nie powiedzieć. Najlepiej gadać o „bezrobociu w Unii Europejskiej” i w takiej skali porównywać je ze średnią krajową. Łatwo jest oszukać opinię publiczną naciąganiem faktów, podawaniem danych może i prawdziwych, ale wyizolowanych z całości obrazu, o czym wspominałem na przykład w tekście:

Stara szkoła informacji niejakiego dr Paula Josepha G.

Ale dalej oczywiście mamy tryumfujące informacje propagandystów, że „bezrobocie zmalało” w czerwcu… także i w lipcu…, choć gdy przyjrzeć się z bliska, okazuje się, że owszem; zmalało, co prawda w sumie o 0,2 punktu procentowego, lecz jest wyższe niż rok temu w tym samym czasie (czyli – rośnie). Nawet gdyby nie rosło to zmiana jest marginalna a na dodatek – zmiana dotyczy okresu, w którym zawsze jest nieco łatwiej o pracę doraźną, tymczasową, sezonową właśnie – choćby przy obsłudze ruchu turystycznego w miejscowościach letniskowych i turystycznie atrakcyjnych.
Oznacza to po prostu, że chodzi o małe i chwilowe wahnięcie wskaźnika bezrobocia, za którym nie stoi żadne działanie dotykające jego przyczyn i to przecież jest, musi być oczywiste dla władzy i jej cynicznych propagandystów.
W tym znaczeniu to jestem akurat pewien, że dane o bezrobociu wkrótce wykażą dalszy spadek, a to dlatego, że ludzie – zniechęceni bezruchem, bezwładem, brakiem pieniędzy i możliwości w Urzędach Pracy – zaczną się z nich masowo wyrejestrowywać a także i zaczną z nich uciekać dotychczasowi oszuści udający bezrobotnych, wyłudzający bezkarnie składki na Fundusz Zdrowia, o ile minister Kosiniak Kamysz znajdzie poparcia dla swojego pomysłu oddzielenia tej składki od bezrobocia i zdoła to włączyć do ustawy a następnie wdrożyć do praktyki. Wątpię, gdyż to jest całkowicie sprzeczne z ideologią Platformy „Obywatelskiej” a Pan Minister mimo że z PSL – został ministrem by realizować założenia dominującej władzy politycznej…

Na dodatek może się okazać, że udana walka z tymi oszustwami spowoduje kłopoty wielu małych firm współpracujących z „udawanymi bezrobotnymi” i egzystujących dzięki temu, że to państwo płaciło składkę ubezpieczenia zdrowotnego za zatrudnionych tam „na czarno” rzekomych bezrobotnych, praca była wykonana a podatek – „zerowy”. Koszty pracy – sprowadzone do tych paru stów wciśniętych w rękę pracującego dla nich „na lewo”, zdającego sobie sprawę że to jest niekorzystne i dla niego i dla wszystkich, ale działającego pod naciskiem biedy, odpowiedzialności za los dzieci itp. Wszystkie takie pomysły – to bezładna szamotanina mająca zastąpić spójny i całościowy plan funkcjonowania gospodarki państwa. Plan – którego nie ma, bo został zastąpiony puszczeniem wszystkiego „na żywioł” z debilną wiarą w „niewidzialną rękę” którą ktoś próbuje zastąpić własne nieuctwo, niewiedzę, jak i gorączkowym prozaicznym „nachapywaniem się „elity samych swoich”, w imię budowy za wszelką cenę „polskiego kapitalizmu”. Lecz to nie budowniczowie, nie inwestorzy płacą tę „wszelką cenę”; płacę ją ja i jeszcze kilka milionów innych podobnych mi „zwyczajnych” ludzi.

Tymczasem to nie jest dobry temat dla cyników czy pajaców zwanych politykami, gdy mają zamiar w taki sposób „ślizgać się po powierzchni” tego problemu w interesie swoich pozycji i apanaży. Do wyborów jeszcze dość daleko, więc jeszcze nie muszą udawać zainteresowania problemami i losem ludzi, wyborców. Mają wypracowany i sprawdzone metody ogłupiania więc znów, jak poprzednio – wygrają… Znów obiecają drugą Japonię ale sprzed tsunami, trzy miliony mieszkań dla bezdomnych, po sto tysięcy dla każdego jako uwłaszczenie, albo wymyślą jeszcze jakąś nową bzdurę, a w ostateczności – propaganda wraz ze służbami postraszy „kaczyńskim”… znajdzie się jakiś sprzedawczyk i jakaś „taśma PiS”…

To doskonały temat dla prawdziwych polityków, rozumiejących swoją rolę jak służbę pro publico bono, czy jednocześnie służbę pewnej racji, na którą ani oni, ani ich wyborcy nie mają monopolu, tak jak i nie maja monopolu na prawdę. Na ten problem jak i na wszystko trzeba patrzeć mając człowieka w centrum uwagi; człowieka a nie jakąś „elitę”; czy to proletariacką – jak w ideologii komunistycznej, czy to „swoich przy żłobie” jak w ideologii Platformy „Obywatelskiej”. Człowieka to znaczy tego, dla którego praca najemna jest niezbędnym do życia sposobem zdobywania środków pieniężnych potrzebnych do zaspokajania potrzeb, od tych niezbędnych, do – w miarę możności – potrzeb wyższych, jak kulturalne czy estetyczne.
By tak było, na bezrobocie trzeba patrzeć lokalnie i analitycznie, bo i człowiek pozbawiony zatrudnienia jest tam gdzie jest, żyje i poszukuje możliwości w swoim środowisku i otoczeniu, dlatego sytuacja w innym województwie – choćby była dużo lepsza – mało ma z nim wspólnego. Zresztą po to nastąpiła reforma administracji państwa, po to powołano samorząd lokalny – by to właśnie głównie on zarządzał, kierując się znajomością swoich lokalnych problemów. To jednak słabo działa gdyż politycy nie dość, że pozamykani w swoich partyjnych „grajdołach” jak w warownych zamczyskach, jeszcze na dodatek – interesują się wyłącznie władzą centralną, jeśli nie brukselską to krajową a na skalę lokalną króluje stagnacja, bezradność i brak nadziei.

Mamy jeszcze na dodatek znane od dawna zjawisko specyficznego wypaczenia tzw. „warszawskiego” punktu widzenia, z jednej strony uznającego, że „wszystko, co najlepsze musi być w mieście stołecznym a jeśli nie jest – to trzeba to do stolicy natychmiast przenieść”, z drugiej strony – Polska to Warszawa a reszta – to jakaś mało ważna „prowincja”, którą się nie należy (nie wypada) specjalnie przejmować.
Jeśli pominąć ewidentną głupotę lub złą wolę, to niestety jeszcze mamy do czynienia z niewiedzą tych, którym się wydaje, że wszędzie jest tak, jak w Stolicy – czy za nią w tym wypadku uznamy Warszawę – czy raczej Trójmiasto ze szczególnym wyróżnieniem rodzinnego dla Premiera – Sopot, do którego powraca on „po pracy” – jak do domu rodzinnego.
Chodzi o to, że w Warszawie i w Sopot stopa bezrobocia oscyluje wokół 4%, w Poznaniu – spadła nawet w pewnym okresie poniżej 4%. To bezrobocie na poziomie tzw. „naturalnego” to znaczy odpowiadającego sytuacji, gdy w zasadzie wszyscy którzy rzeczywiście chcą pracować jako pracownicy najemni i są do tego zdolni – pracują. Nie wykluczam więc, że z powyższych powodów w odczuciu powszechnym lokalnej społeczności – ogólnie „nie jest tak źle”; nie widać jakoś masowego żebractwa w tych miejscach (nawet gdyby był powód, władza nigdy by przecież do niego nie dopuściła metodami administracyjno – policyjnymi), jest bardzo dużo ofert zatrudnienia na różnym poziomie wymogów zawodowych. Na dodatek – mania krytykanctwa panująca w środowiskach opozycyjnych, nie wiedzieć czemu nazywanych „prawicowymi” oraz „katolickimi”, działających na zasadzie „im gorzej – tym lepiej” a przez to także zupełnie nie zajmujących się rzeczywistymi problemami społecznymi, za to ośmieszającymi się czepianiem się każdej najdrobniejszej okazji do rozsiewania czarnych, katastroficznych wizji rozwoju sytuacji – wszystko to powodować może osłabienie zdrowej reakcji w ośrodkach decyzyjnych. Tam po prostu widać, że nie jest tak źle jak to przedstawia opozycja, dlatego nie ma potrzeby jakoś zdecydowanie interweniować… i może to być niestety rozciągane na „prowincję”. Opozycja, głównie PiS – starając się zdyskredytować władzę bardziej niż sama władza – szkodzi ludziom, a przede wszystkim pozbywa się resztek własnej wiarygodności w kręgach innych niż radiomaryjny betonowy schron „prawdziwego człowieczeństwa”. Wszelkie rozsądne głosy sygnalizujące problem lokalny – mogą być łatwo dyskredytowane, podciąganiem do PiS-owskiego „oszołomstwa”, czyli właśnie tych grubo przesadzonych, tendencyjnych pogłosek mających wartość propagandy politycznej, a więc nie mających żadnej wartości.

Wobec środowiska zachowującego się do tego stopnia niewiarygodnie – nie wierzy się nawet prawdzie.

Tu, w Polsce - czyli poza Warszawą, jednak sytuacja bywa zupełnie inna. Na przykład w Radomiu bezrobocie wynosi około 30%, podobnie na Pojezierzu Pomorskim. Na Mazurach – na przykład w rejonie Braniewa czy Pisza – 33% a w najgorszym miejscu pod względem bezrobocia – w Szydłowcu – wg danych GUS z lutego 20102 r. – 38,2%.
Mówienie czy pisanie dziś z tryumfem, że „bezrobocie spada” podczas gdy spadło ono średnio w skali kraju z powodu sezonu letniego o 0,2% jest nie tylko podłością, ale i działaniem antyspołecznym, nie usprawiedliwiają tego żadne argumenty „polityczne”.
Wiadomo powszechnie, że latem co roku następuje pewne zwiększenie ofert pracy sezonowej, ale ma ono charakter chwilowy, bo nie wynika z żadnych celowych działań władzy, natomiast może władzę wprowadzać w błąd, odraczać potrzebne tak czy inaczej działania antykryzysowe. Prócz informacji, jakie daje stopa bezrobocia, ważne jest jeszcze rozpowszechnienie bezrobocia na terenie kraju; w ciągu minionego roku wzrosła o 8% liczba powiatów, w których stopa bezrobocia przekroczyła barierę 20%.
To także potwierdza diagnozę o totalnym wzroście bezrobocia. A nie jest to jakiś abstrakcyjny parametr „ekonomiczny” tylko wskaźnik, za którym kryje się dramat osób bezskutecznie starających się o zatrudnienie nieraz od kilku lat, żyjących w skrajnym ubóstwie od jednego przygodnego „zarobku” doraźnego do innego „okazyjnego”, najczęściej poza wszelką ewidencją, obciążających swoim istnieniem pracujących członków rodziny a w coraz częstszych przypadkach – staczających się do pozycji kloszarda, alkoholika, osoby bezdomnej, całkowicie uzależnionej od pomocy społecznej, czyli już tylko „kosztującej”. Pomijam tu już moralny charakter tej sprawy, bo to do coraz mniejszej liczby ludzi dociera, ale to się po prostu nie opłaca.

Jest dla mnie niepojęte, że coraz częściej eksperci czy komentatorzy ekonomiczni bez żenady czy nawet zdziwienia potrafią stwierdzić, że nikt co prawda w Polsce nie wie dokładnie ile osób pracuje tu nielegalnie, ale liczbę pracowników sezonowych „na czarno” szacuje się na milion czterysta tysięcy (1.400.000). Na czarno – to znaczy bez składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne, bez płacenia podatków ani opłat lokalnych, bez zapewnienia warunków bezpieczeństwa itp. a często nawet bez prawa pobytu w tym kraju. To nie do pojęcia – jakby przestępstwo w całym majestacie prawa, jednak dla wszystkich oczywiste i normalne, nikogo już nawet nie dziwiące…

Jak dotychczas nie widać żadnych działań systemowych mających przeciwdziałać bezrobociu, pracy na czarno, nielegalnej pracy obcokrajowców. Docierają do nas ledwie jakieś zapowiedzi działań „po wakacjach”… niejasne pomysły…
Bezrobocie wynika z problemów gospodarczych, ale i pogłębia problemy gospodarcze. Stwarza swoiste sprzężenie zwrotne wygaszające miejscową aktywność gospodarczą. Rozwija się fala upadłości przedsiębiorstw…

Wyrażałem wielokrotnie przypuszczenie czy tezę, że taki stan tego państwa jest skutkiem założeń ideologicznych Platformy Obywatelskiej, na których nauczyła się żerować kolejna wataha cwaniaków pozbawionych nie tylko patriotyzmu, ale i elementarnej przyzwoitości. Nauczyła się żerować pozostając bezkarną i nietykalną.


Może pierwszego sierpnia, zamiast organizować marsze, akademie i koncerty obcych nam piosenkarek – trzeba znów dać sygnał: „Godzina W”…



Odwiedziny: