Minister Finansów zgodził się – na wniosek Ministra Pracy Władysława
Kosiniak – Kamysza na uruchomienie części środków Funduszu Pracy (od
ponad roku „zamrożonego”) w kwocie 500 milionów zł na potrzeby
przeciwdziałania bezrobociu. Kwota ta jest przeznaczona dla powiatów o
najwyższej stopie bezrobocia, na pomoc w zdobyciu zatrudnienia dla grup
wymagających priorytetowego wsparcia. Za takie grupy uznaje się
bezrobotne osoby w wieku do 30 lat oraz w wieku powyżej 50 lat, tzw.
osoby w „szczególnie niekorzystnej sytuacji na rynku pracy”.
Niestety informacje prasowe jak zwykle świadczą o niezrozumieniu sytuacji. Na przykład artykuł w Dzienniku – Gazecie prawnej:
http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/634162,fundusz_pracy_dostanie_z_budzetu_dodatkowe_0_5_mld_zl.html
Przede wszystkim – już tytuł artykułu jest tu idiotyczny. Chodzi tu przecież o pieniądze
należące do Funduszu Pracy – które minister Finansów zawłaszczył –
traktując je jak część budżetu i „zamroził” na potrzeby Ministerstwa
Finansów. Kwota 500 milionów to część środków pochodzących z FP oddana
(zwrócona) ponownie do dyspozycji Funduszu a nie żadne „dodatkowe
środki” z budżetu. Funduszem Pracy w myśl ustawy zarządza
Minister Pracy wraz z Komisją Trójstronną, nie wiadomo więc co ma tu w
ogóle do powiedzenia Minister Rostowski…
Minister Pracy szacuje, że środki te powinny pomóc w przywróceniu do
pracy ok. 80 tysięcy osób. Skuteczność planowaną wykorzystania tych
środków minister szacuje na poziomie 50%, co jest po prostu dyktowane
treścią oficjalnych danych trafiających do ministerstwa. Kierując się
realizmem – niestety trzeba zastrzec, że tego rzędu skuteczność
instytucji rynku pracy (traktowanych łącznie) – jest niemożliwa do
uzyskania przy takim jak dziś podejściu ideologicznym władzy, choć
wykazywana jest w sprawozdaniach od lat.
Ciekaw jednak jestem, czy Minister Pracy zdaje sobie sprawę, że jest to fikcja, dane „naciągane” do granic przyzwoitości.
Ale rzeczywista skuteczność w dokładnym rozumieniu tego określenia jest
dużo niższa. Podawałem już taki przykład co do skuteczności szkoleń
zawodowych jako formy przekwalifikowań mających doprowadzić do trwałego
zatrudnienia osób szkolonych. Jeśli kobieta jest kierowana na kurs
księgowości, po 6 a czasem i 20 tygodniach szkolenia oraz zdaniu
końcowego testu dostaje dyplom po czym wraca do rejestru bezrobotnych, a
po dalszych kilku miesiącach samodzielnego poszukiwania zatrudnienia –
udaje się jej dostać pracę sprzątaczki – to skuteczność tego szkolenia
powinna być wykazana w ustalonym okresie kontrolnym jako zerowa.
Skuteczność działań polegających na kursie księgowości dla bezrobotnych
może być mierzona wyłącznie ilością osób przeszkolonych na tym kursie,
które następnie uzyskały „trwałe” zatrudnienie w dziedzinie księgowości
(w tej dziedzinie której dotyczył kurs). Tymczasem urzędnicy celowo
ukrywają ten prawdziwy obraz, wykazując odrębnie ilość szkoleń czy
wartość pomocy bezrobotnym w formie szkoleń, w innym miejscu – ilość
osób spośród biorących udział w szkoleniach – które w okresie kontrolnym
znalazły zatrudnienie (i tu ilość ta oscyluje wokół 50%) ale świadomie
pomija fakt, czy ta praca ma cokolwiek wspólnego z tymi konkretnie
szkoleniami. To po prostu kwestia definicji, która musi zostać
urzędnikom PUP narzucona. Dla urzędnika celem kursu jest odbycie kursu i
wydanie uczestnikom papierków (zaświadczeń o ukończeniu) z którymi
powracają oni do rejestru bezrobotnych a urzędnik – idzie wtedy do kasy
po wynagrodzenie „za szkolenie bezrobotnych” – zadowolony ze swojej
wspaniałej działalności.
Skandalem jednak – pomijając już fakt wyżej wspomnianego oszustwa
sprawozdawczego – jest, że zgodnie z zamiarami ministerstwa – środki te
zostaną przyznane głównie Urzędom Pracy o najwyższej skuteczności.
Przecież oczywiste jest, że należy to rozpatrywać z punktu widzenia
potrzeb konkretnego człowieka pozbawionego pracy a nie – urzędników.
Bezrobotny nie jest winien że PUP w którym jest zarejestrowany ma słabą
skuteczność, bo to zależy od urzędników i samorządu powiatu. Jeśli
mielibyśmy go uznać za winnego, to chyba tylko tego, że dotychczas nie
złapał „kałacha” i nie wystrzelał tych wszystkich urzędasów jak nie
przymierzając jeden Jakub Szela kosą – chłopskich ciemiężycieli.
Bezrobotny nie dość że poszkodowany tą niską skutecznością nie znalazł
zatrudnienia, to jeszcze teraz drugi raz zostanie ukarany nie za swoje
winy, bo nie będzie miał żadnej korzyści z tych środków. Nie tylko nie
wolno karać bezrobotnych za niską skuteczność urzędników – bo to
Minister powinien rozliczać kanałami służbowymi – drogą kontroli
wewnętrznej z przyczyn niskiej skuteczności urzędów, a nawet wręcz
przeciwnie: po wyciągnięciu wniosków służbowych, zmianie dyrektorów PUP –
przekazać tam wyższe środki by pomóc w uzyskaniu zatrudnienia wcześniej poszkodowanym przez urzędników ludziom.
Równocześnie z ukazaniem się tej informacji – rozpoczęły się
przewidywane, trwające już od pewnego czasu „manewry” sił
zainteresowanych dobraniem się w jakiś sposób do tej „skarbony”.
Niektórzy mówią, że “pieniądze nie śmierdzą” co nie jest prawdą, ale
nawet gdyby – to widocznie wydają z siebie jednak jakiś zapach na który
coraz więcej ludzi w tym kraju reaguje amokiem. Na zapach takiego
“szmalu” zaczynają spływać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki
„dobre rady” dla Pana Ministra Pracy – na co najlepiej przeznaczyć,
wydać te pieniądze. Zasada jest prosta: na co najlepiej wydać to ja
najlepiej wiem, więc najlepiej dajcie je mi (mojej organizacji
pozarządowej, firmie doradczej, agencji pracy) do dyspozycji…
Ktoś już namawia, by wydać tę kwotę na „programy pilotujące, poszukujące
nowych innowacyjnych rozwiązań dla rynku pracy…” no i łatwo sobie
wyobrazić skutki: żadnych nowych miejsc pracy, bezrobocie jeszcze wyższe
niż było, setki broszur i biuletynów psu na budę z bezczelnym
biurokratycznym bełkotem o innowacyjności w programach pilotażowych,
wydanych w najdroższej drukarni na najlepszym kredowanym papierze a gdy
się pieniądze skończą to się pilot katapultuje…
Dla bezrobotnych – żadnego rzeczywistego pożytku.
Zgłaszają się idąc za oparem szmalu różne agencje i organizacje „do
walki z bezrobociem” – która polega chyba tylko na tym, że tylko dzięki
takiej pozorowanej działalności ludzie tam zatrudnieni sami nie stają
się bezrobotni, choć powinni.
Z kolei słynny już we wszech mediach Jeremi Mordasewicz z Konfederacji
Pracodawców Prywatnych Lewiatan – raczej widziałby miejsce utopienia
tych pieniędzy w dotowaniu tworzenia miejsc pracy. Skutek byłby jak
najbardziej dla pracodawców korzystny; pieniądze te – pochodzące jak by
nie było z ich składek – powróciłyby w ten sposób do ich kieszeni, w
postaci opłacania im przez jakiś czas pracownika „za darmo” (czyli na
koszt Funduszu Pracy stworzonego ze składek przez nich wpłacanych).
Bezrobotny przestałby być bezrobotny na specjalnie dla niego stworzonym
stanowisku pracy, na całkowity koszt dotacji z Funduszu Pracy i tam
mógłby pracować za najniższe możliwe wynagrodzenie, na chwałę konta
bankowego swojego dobrodzieja, a po wyczerpaniu się dotacji – stanowisko
byłoby zlikwidowane, bezrobotny zwolniony i zarejestrowany ponownie w
PUP i znów bezrobocie… znów „brak pieniędzy na aktywizację
bezrobotnych”… ale już tym razem brak i w ministerstwie i w Funduszu
Pracy.
Przebija z tego nie tylko kompletny brak jakiegokolwiek długofalowego
programu gospodarczego rządu. Przebija – wspomniany „amok” wyrażający
się skrajnym cynizmem, psychopatycznym stosunkiem do pieniędzy,
zarobku,interesu,zysku, także i odczłowieczeniem w tym się objawiającym.
Premier milczy… Premier Tusk bardzo nie lubi robić błędów, a
wiadomo, że – jak mówi stare przysłowie – nie myli się tylko ten, co nic
nie robi, więc…
Ciekawe jest więc mimo wszystko – jak Minister Pracy sobie poradzi z
manewrowaniem wśród tych wszystkich egoistycznych interesów i cynicznych
ludzi – hien cmentarnych widzących oczyma wyobraźni wyłącznie swój
ewentualny przyszły zysk, zdobyty nawet i na grobach bezrobotnych. Mam
nadzieję, że Pan Kosiniak Kamysz zdaje sobie sprawę wśród jakich ludzi
pracuje, z jaka ideologią ma do czynienia w tym kraju.
Platforma Obywatelska ze swoją ideologią – rzeczywiście zbudziła w Polakach demony…
Jestem zainteresowany rzeczywistą i skuteczną pomocą osobom pozbawionym
zatrudnienia. Szczególnie osobom w wieku po 50 roku życia, które zostały
całkowicie bez szans i bez pomocy – takim jak ja. Będę się przyglądał
na los tych 500 milionów, ale tym razem moje wnioski przekażę Komisji
Europejskiej w odpowiedniej skardze lub petycji, komisji kontrolnej
Europejskiego Funduszu Społecznego oraz Parlamentowi Europejskiemu.