BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Propaganda PO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Propaganda PO. Pokaż wszystkie posty

30/01/2013

Szykuje się nowe „dotacjobranie”, ale stopa bezrobocia z pewnością będzie nadal rosła. Tak chce władza.

Systematyczne przeglądanie ofert zatrudnienia coraz jaskrawiej dowodzi, że jedynym – a co najmniej najważniejszym mechanizmem działającym w sprawie zatrudniania – jest tzw. koszt zatrudnienia.
Jest to dla rządzących konkretną wskazówką. Zatrudniony pracownik jest zatrudniony po to, by generował jakiś określony przychód, bezpośrednio lub jako członek grupy, zespołu, wykonujący sprawnie swoje funkcje i przyczyniający się w ten sposób bezpośrednio do powstania przychodu firmy. Ostatecznie; – przecież po to został on wraz z innymi zatrudniony, by wytworzył przychód. Nie można jednak zapominać, że jego, pracownika, motywacją nie jest sama działalność dla jakiejś firmy a bezpośrednio – jego własny zarobek, jako ekwiwalent pieniężny za świadczoną pracę. Z owego wypracowanego z zasady sporego przychodu pracodawca pokrywa wszelkie obowiązkowe płatności związane z tym zatrudnieniem (jak ZUS, Fundusz Pracy, Fundusz wypadkowy, PFRON itp.) oraz płacę pracownika ustaloną w umowie. Pozostała nadwyżka jest dochodem firmy, z którego pokrywa się inne koszty, realizuje rozliczenia, amortyzację itp. aż wreszcie na końcu pozostaje kwota stanowiąca zysk własny przedsiębiorcy.
To – w jaki sposób to wszystko jest zorganizowane, jak funkcjonuje organizacyjnie i finansowo – zależy od przedsiębiorcy. Efekt – w dużej mierze zależy też od pracowników. Jak się wydaje – „interes” jest tu wspólny. Od pracownika zależy wyłącznie realizacja założonego planu wydajności bądź skuteczności i jeśli planu takiego nie wykonuje, najczęściej jest, a w każdym razie – może być – wymieniony na bardziej wydajnego lub skutecznego, – co także leży w gestii przedsiębiorcy. Podobnie jak cała konstrukcja biznesu, jego założenia, zaplecze, sensowność ekonomiczna pomysłu, itp.

Chcę z naciskiem podkreślić, że to przedsiębiorca planuje i realizuje swój biznesplan, realizuje go posługując się pracownikami najemnymi. Natomiast klimat, realia w jakich to wszystko jest osadzone i jakim podlega – tworzy władza państwowa.

W medialnym rozpatrywaniu tej sprawy wiele jest demagogii (po stronie przedsiębiorców oraz pracowników) i niekompetencji (po stronie dziennikarzy), ponadto mamy do czynienia z różnymi „zagrywkami psychologicznymi”.
Jedną z nich jest ciągłe narzekanie przedsiębiorców na „wysokie koszty pracy”, biadolenie – ile to przedsiębiorca musi odprowadzać do skarbu państwa. Jednak nie można dać się zwieść pozorom: przedsiębiorcy (może prócz jakiegoś „marginesu”) doskonale wiedzą i rozumieją, na czym polega społeczna rola ich działalności, społeczna rola pracy najemnej, ubezpieczeń społecznych, funduszu pracy itp. W tym widać wyraźne znamiona cwanego szantażu, nacisku na wymuszenie ulg, obniżek, dotacji, upustów, odliczeń – mających zmaksymalizować ten końcowy, ostateczny zysk właściciela.
Tak buduje się chorą, felerną, śmieciową gospodarkę „na glinianych nogach” funkcjonującą w dużej części dzięki dotacjom zewnętrznym oraz maksymalnemu wyzyskowi pracowników. W ten sposób – chciwość i pazerność przedsiębiorców tworzy fałszywy klimat „kryzysu”; bez przerwy rozlegają się narzekania, ostrzeżenia, groźby zaprzestania działalności i masowych zwolnień a wszystko to by wyłudzić dotacje i tym samym zwiększyć ostateczny zysk przedsiębiorcy.

Nie twierdzę tu oczywiście, że kryzysu nie ma, ale przedsiębiorcy jakby „z natury” gotowi są na wszystko, byle zwiększyć swój zysk; to jest jak choroba, zaburzenie umysłu o charakterze nerwicowo – psychotycznym. W pewnym sensie przenośnym i nieco złośliwie – można nawet śmiało powiedzieć, że największym kosztem pracy jest zysk pracodawcy.
Zależność tę widać właśnie w dostępnych ofertach pracy. Znaczną część rzeczywiście funkcjonujących ofert zatrudnienia (nie fikcyjnych) stanowią oferty dla osób młodych, do 26 roku życia. Dlaczego? Bo przy zastosowaniu umowy „śmieciowej”, czyli umowy-zlecenia w okolicznościach, gdy praca faktycznie spełnia kryteria zatrudnienia – przedsiębiorca w takim przypadku nie musi odprowadzać za tego zatrudnionego żadnych składek do ZUS. Proponowane wynagrodzenie poza kilkoma największymi miastami i tak nie przekracza 1600 zł brutto, więc efektem jest wzrost zysku z działalności. Pracodawcy skwapliwie korzystali w przypadku ludzi młodych zaczynających dopiero pracę, z możliwości pomniejszenia wynagrodzenia w pierwszym i drugim roku pracy – znacznie poniżej ustawowo określonego wynagrodzenia minimalnego (w przypadku umów o pracę), bo w przypadku umów cywilnych nic tego wynagrodzenia – prócz zgody samego kandydata – nie limituje.

Drugi najczęściej spotykany dziś rodzaj ofert zatrudnienia, to oferty pracy adresowane do osób niepełnosprawnych. Tu – efekt związany jest z ustawą o PFRON, która nakłada na przedsiębiorców obowiązek opłacania dość wysokiej składki na fundusz. Składka obowiązkowa danego pracodawcy maleje wraz z liczbą osób niepełnosprawnych zatrudnionych przez niego, w proporcji do liczebności załogi przedsiębiorstwa i ustawowego limitu. Ponadto zatrudnienie niepełnosprawnego nie tylko zmniejsza obciążenie składką, ale i daje wiele innych możliwości zdobycia dofinansowania, dopłat, refundacji wydatków itp. Efektem jest znaczna liczba ofert zatrudnienia wyłącznie dla osób posiadających orzeczenie o stopniu niepełnosprawności, (jako warunek kandydowania).
Obecnie daje to więc wyraźnie widoczne preferencje w zatrudnieniu dla studentów i ludzi do 26 roku życia oraz dla osób niepełnosprawnych a dokładniej – dla osób posiadających orzeczenie o niepełnosprawności. Podkreślam to celowo, bo niejednokrotnie wierzyć się nie chce, że przykładowa starsza pani z dużym czy średnim orzeczonym na piśmie stopniem niepełnosprawności, daje sobie radę ze sprzątaniem biur, myciem nieraz bardzo dużych i wysokich okien sięgając do nich po składanej drabince… nasuwa to niestety podejrzenie, że w części przypadków orzeczenia takie mogą być „na wyrost”; nie podejrzewam tu komisji właściwych do orzekania a raczej – samych zainteresowanych.
To zresztą oczywiste i banalne: w tym kraju zawsze tak było, że potrzeba sterowała zachowaniem ludzi: trzeba było (opłacało się) być partyjnym – to miliony szły do partii, nagle się zmieniło – to miliony członków i członkiń „znikły”, niemalże z dnia na dzień… Skoro więc „bycie niepełnosprawnym” znacznie dziś przybliża do uzyskania jakiegoś zatrudnienia, a nikt przecież nie będzie sobie robił krzywdy celowo tylko z tego powodu, to… „krzywda” może pojawiać się na papierze…

Sytuacja nosi w zasadzie znamiona powszechnej dyskryminacji w zatrudnieniu – ludzi sprawnych , oraz dyskryminacji osób po okresie nauki czy studiów, a to jest przecież jednoznacznie zabronione. Podobnie jak dyskryminacja ze względu na wiek, jaka dotyka osoby starsze w wieku produkcyjnym.
Władza (partia rządząca i obsadzone przez nią "większościowo" organa państwa) jest z ramienia społecznego organizatorem życia gospodarczego i społecznego choćby pod względem tworzenia pewnego „środowiska” prawnego, organizacyjnego, klimatu społecznego itp.
Władza ma być przecież gwarantem ale i jakby przeciwwagą dla wolnego rynku, wolności gospodarczej. Nie może jednak – zniewolona własną ideologią – ulegać dyktatowi gospodarki wbrew interesowi społecznemu. W takiej sytuacji – mamy klimat skłaniający do budowy chorej gospodarki opartej w dużym stopniu o dotowanie zatrudnienia, zatrudnianie ludzi bez doświadczenia nie dające im ani doświadczenia, ani zabezpieczenia społecznego, uprawnień emerytalnych oraz zatrudnianie ludzi głównie niepełnosprawnych. To prowadzi do absurdu.
To jest właśnie „rozdawnictwo” publicznych pieniędzy, tyle że tym razem na rzecz przedsiębiorców a nie pracowników.
Szczególnie duża ilość ofert pracy dla niepełnosprawnych jest dostępna w dziedzinie prac niefachowych, ale bardzo obciążających fizyczne; im bardziej praca wymaga sprawności, wręcz sprawności podwyższonej, ponadprzeciętnej, dobrego poczucia równowagi do prac na wysokości ponad 2 m (drabina) i to ze względu na bezpieczeństwo samego zatrudnionego – tym więcej jest ofert proponujących tę pracę wyłącznie osobom niepełnosprawnym. To absurd – ilustrujący jak bardzo nieopanowana chęć maksymalizacji zysku przedsiębiorcy wpływa na życie społeczne. Bo niestety w ten sposób z grupy pozostałych osób, tych w wieku produkcyjnym, pracę mogą znaleźć tylko prawdziwi fachowcy, korpus urzędniczy administracji państwowej, samorządowej i organizacji pozarządowych oraz instytucji edukacji i kultury – zwany ogólnie „wielką rodziną”; pozostała część społeczeństwa to znaczy osoby o niskich kwalifikacjach formalnych (udokumentowanych) oraz osoby w wieku powyżej 45 czy 50 lat – na zatrudnienie szanse mają bardzo niewielkie.
Skoro więc warunki prawne stwarzane przez władzę sterują w opisany wyżej sposób zachowaniem przedsiębiorców w sprawach zatrudnienia, to należy to wykorzystać do upowszechnienia zatrudnienia.
[Na marginesie: Może i przyświecało to kiedyś projektodawcom "ustawy o promocji zatrudnienia", lecz mogło w procesie legislacyjnym zostać doprowadzone niezliczonymi poprawkami do absurdu. No bo komu ustawodawca miał zamiar "promować zatrudnienie" ? - ludziom bezrobotnym przymierającym głodem i szukającym jakiejkolwiek płatnej pracy, po to żeby przeżyć? Jeśli tak - to zadanie takie jest z zasady absurdalne. Jeśli natomiast promocja zatrudnienia miała dotyczyć pracodawców, przedsiębiorców - to minęła się z celem bowiem ustawa nie zawiera żadnych istotnych działań ani nie daje wystarczających środków służących takiej promocji. Ustawę trzeba po prostu o te zadania i środki uzupełnić.]
Zatrudnianie powinno się opłacać przedsiębiorcy w sposób bezpośredni. Równocześnie opłacalność ta nie może się wywodzić z dotowania; dotowania należy w zasadzie zaprzestać.
Przede wszystkim, upowszechnić by trzeba obowiązek płacenia składek społecznych i innych obowiązkowych składek, (być może z jedynym wyjątkiem; odpowiednich programów zatrudniania dla osób niepełnosprawnych, których bez tego nikt nigdy by nie zatrudnił, lecz nie w dzisiejszy „janosikowy” sposób a’la PFRON).

Rejestrowane w urzędach pracy powinny być wyłącznie osoby bezrobotne faktycznie szukające zatrudnienia i wszystkie te osoby powinny mieć zasiłek dla bezrobotnych, w wysokości pozwalającej żyć, mieszkać i tego zatrudnienia skutecznie szukać.
Zasiłek powinien być przyznawany na odpowiednio długi okres czasu, podzielony na krótsze okresy kontrolne, np. jak w Danii – do skutku ale nie dłużej jak do 2 lat.
Osoba bezrobotna powinna mieć osobisty kontakt na co dzień ze swoim pośrednikiem pracy, zawsze tym samym, znającym ją co najmniej z widzenia (w osiedlowych czy dzielnicowych punktach kontaktowych), poszukiwanie pracy powinno być tam rejestrowane i dokumentowane.
Każdy bezrobotny powinien być traktowany indywidualnie przez swojego pośrednika pracy.
Środki na zasiłki dla tych rzeczywiście bezrobotnych powinny pochodzić bezpośrednio z obowiązkowych składek przedsiębiorców; to pracodawcy muszą utrzymywać szukających pracy tak, by bardziej im się zaczęło opłacać zatrudnić ich, niż utrzymywać jako bezrobotnych.
Wysokość składki powinna pozwalać na pokrycie zasiłków w realnej wysokości, pozwalającej na utrzymanie się w gotowości i zdolności do podjęcia pracy.
Powinna być stanowczo zlikwidowana wszelka „praca na czarno”, nielegalne zatrudnienie, łamanie prawa pracy i uchylanie się od obowiązku podatkowego powinno być bezwzględnie ścigane, podobnie jak uchylanie się od płacenia składek do ZUS, który trzeba natychmiast uszczelnić i wydzielić w finansach państwa. Tymczasem jest odwrotnie; – władza umorzyła właśnie zadłużenie bardzo wielu firm w ZUS z powodu niewpłacania składek, co należy rozumieć jako pokrycie tychże składek z budżetu państwa.
Oczywiście – to wszystko nie jest możliwe, bo to by zaprzeczyło podstawom ideologicznym Platformy Obywatelskiej.

Bezrobocie na koniec 2012 roku przerosło nawet te niekorzystne prognozy rządowe i wyniosło 13,3%, przy czym prognozuje się jego dalszy wzrost, w pesymistycznych wersjach nawet do 16% na koniec bieżącego roku. Ma to konkretne dramatyczne skutki społeczne rzutujące na stan państwa. Rząd jednak głównie prognozuje i przygląda się, czy prognozy się spełniają… Głównie tym się zajmuje, jeśli nie liczyć rozniecanych afer medialnych mających ukryć przed opinią publiczną fakt, że nie zajmuje się tym co potrzeba.

Generalnie – znakomita większość osób wypowiadających się na ten temat roztacza katastroficzne wizje, epatuje czarnowidztwem, ostrzega przed nadchodzącym kryzysem i zapaścią, ale nikt się nie zająknie w sprawie zapobieżenia temu, środków przeciwdziałania, zrozumienia powodu nieskuteczności działań dotychczasowych..
Rozumiem, że ludziom niezależnym tak bardzo od spełnienia się lub niespełnienia ich wizji, przepowiedni – zależy wyłącznie na satysfakcji osobistej, jaką spodziewają się odczuć, gdy ich przewidywania okażą się trafne. Na zasadzie: wiedziałem, że tak będzie i ostrzegałem, jestem wielkim ekonomistą, politykiem, dziennikarzem, analitykiem i wiedziałem wcześniej, że tak się stanie. A że to jest równoznaczne z tysiącami czy setkami tysięcy ofiar wśród osób zależnych od codziennej pracy najemnej – cóż, to nie ich, ekonomistów – czarnowidzów wina przecież…
Minister Pracy Władysław Kosiniak Kamysz nadal rozwija działania wychodzące naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców; to oczywiście zupełnie nie dziwi biorąc pod uwagę ideologię tej władzy, dającą bezwzględną „wolną rękę” biznesowi nawet wbrew konstytucji, prawu czy interesowi społecznemu. Nie Polska jest najważniejsza: najważniejsze jest „róbta co chceta”… adresowane do elity. I zabobonna wiara w „niewidzialną rękę” samoregulacji.

Minister Pracy przedstawił właśnie kilka dni temu (24.01) nowy projekt ingerencji w zatrudnienie – za pomocą dotacji: projekt Ustawy „O szczególnych rozwiązaniach na rzecz ochrony miejsc pracy, związanych z łagodzeniem skutków spowolnienia gospodarczego lub kryzysu gospodarczego dla pracowników i przedsiębiorców”.
Zakłada on wdrożenie działań finansowanych ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, co oznacza, że przeznaczony faktycznie na walkę z bezrobociem Fundusz Pracy, na którym ciężką rękę nie do końca legalnie położył Minister Finansów – jest tymczasem nie do odzyskania.
Ochrona miejsc pracy miałaby być realizowana poprzez częściowe dotowanie pensji pracowniczych w okresie skrócenia przez pracodawcę wymiaru pracy w firmie, na czas zastoju w jej działalności, częściowe dotowanie wynagrodzeń za czas całkowitego przestoju firmy pracodawcy zamiast likwidacji miejsc pracy, dotowanie przedsiębiorstw poprzez rekompensowanie im obciążeń z tytułu składek na ubezpieczenie społeczne od wypłacanych wynagrodzeń. Pomoc miałaby mieć charakter czasowy (6 a w wyjątkowych sytuacjach 12 lub 18 miesięcy) a jej wysokość odpowiadałaby zasiłkowi dla osoby bezrobotnej określonej w ustawie.
Tak więc obywatel zatrudniony na umowę o pracę otrzymywałby zasiłek taki jak gdyby był bezrobotny oraz częściową wypłatę wynagrodzenia od pracodawcy. Pracodawca byłby też zobowiązany do nierozwiązywania stosunku pracy i nielikwidowania dotowanych stanowisk pracy w okresie do 3 miesięcy po zakończeniu okresu pobierania pomocy. Pomoc ta stanowiłaby dla pracodawcy pomoc publiczną „de minimis”.
Nie da się wykluczyć, że z punktu widzenia przeciętnego bezrobotnego bezskutecznie poszukującego dziś zatrudnienia, pomoc taka mogłaby zapobiec upadkowi wielu osób do poziomu kloszarda, dając jakieś minimalne środki pozwalające egzystować (i tylko tyle), pod warunkiem uzyskania jeszcze jakiejś pomocy np. rzeczowej także i z funduszu Pomocy Społecznej. Ogólnie jednak pomysł ten idzie w tym, co zawsze kierunku: nie dotyka sedna problemu, jego przyczyny a – tak jak to opisałem powyżej – zostanie doskonale wykorzystany przez przedsiębiorców dla maksymalizacji swojego własnego zysku, kosztem czerpania z funduszy publicznych. Nie wiadomo, jakie zainteresowanie wzbudzi on wśród pracodawców; minister powoli, bardzo powoli, ale jednak uczy się, zadziała też biurokratyczny przymus samo-ochrony urzędników przed ewentualną odpowiedzialnością, co w procesie realizacji wszelkich zapisów ustawowych skutkuje takim zagmatwaniem szczegółowych rozwiązań, zasad, wyjątków od zasad i wyjątków od tychże wyjątków – że sprowadzają one wszystko do kompletnego absurdu.
Im bardziej szczegółowo projekt będzie zabezpieczał realizację swoich założonych z góry celów, tym mniej przedsiębiorców się nim zainteresuje: nie da się „zakombinować” dla zwiększenia własnego zysku – to znaczy, że to jest nieprzydatne.
Obawiam się, że realizacja tego projektu da nowy impuls żerowaniu na pomocy publicznej a po wyczerpaniu pieniędzy wszystko powróci w najlepszym wypadku do stanu obecnego. Skończą się dotacje – skończy się zatrudnianie a zacznie znów straszenie masowymi zwolnieniami, redukcją zatrudnienia, likwidacją działalności lub przeniesieniem jej za granice, – czyli ta sama szopka, co obecnie… wyłącznie w celu maksymalizacji zysku własnego.

Uważam, że jedyne rzeczywiste rozwiązanie problemu bezrobocia i kłopotów, z jakimi spotyka się gospodarka – musi się zacząć od całkowitej zmiany „opcji politycznej” w tym kraju, albo co najmniej od zasadniczych przekształceń w koalicji rządzącej, polegających na całkowitym odrzuceniu obecnej ideologii, która jest praprzyczyną wszystkich problemów.

23/07/2012

Dehumanizacja systemu: polska ruletka – „tylko 17 na 100”.

Zasadniczy problem niedoboru miejsc pracy – jest znany, ale jest to problem stricte ideologiczny a nie gospodarczy. Dokładniej – problem ma „oblicze” gospodarcze, ale w swojej istocie wywodzi się z ideologii. Ideologii politycznej realizowanej przez PO bez poddania jej „egzaminowi wyborczemu” przed tymi ani też przed poprzednimi wyborami parlamentarnymi.

To odrębny temat. Trzeba go poruszać, by ludzie zdali sobie wreszcie sprawę, że sami dali przyzwolenie na wszystko – co ich spotyka i że to są skutki konkretnej ideologii, ideologii spychającej człowieka poza margines podmiotowości.
Skupmy się teraz na jego najbardziej bezpośrednim, praktycznym skutku.

Nurtuje mnie problem odmowy zasiłku dla bezrobotnych zgłaszających się do Powiatowych Urzędów Pracy po pomoc w uzyskaniu zatrudnienia. Jak już wspominałem, zasiłek dla bezrobotnych uważam za część czy też jedną z form takiej pomocy, gdyż bezrobotny „z definicji” nie może mieć dochodów z wynagrodzeń, ewentualne inne dopuszczalne dochody (sporadyczne) nie mogą przekroczyć miesięcznie kwoty równej połowie minimalnego ustawowo określonego wynagrodzenia za pracę. Nie może, ale przecież MUSI je mieć! Przypuszczam, że przypadki takie (prawa do takiego dochodu) są raczej sporadyczne, jednostkowe – ustawodawca miał tu na myśli np. przychody z oprocentowania lokat lub wkładów pieniężnych w bankach. Takie przychody nie są „wynagrodzeniem” i dlatego nie mają wpływu na nadanie statusu bezrobotnego, choć dla mnie to kompletna abstrakcja; jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, jako człowiek który z powodu bezrobocia już wyprzedał z domu wszystko co miało istotną wartość, że ktoś posiadający w bankach takie lokaty, które dawałyby mu np. 1500 zł miesięcznie wpływu z odsetek – będzie się rejestrował w Urzędzie Pracy jako bezrobotny. Tu jak zwykle poniosła posłów ich słynna fantazja. Dlatego na podstawie definicji ustawowej można śmiało przyjąć, że to właśnie zasiłek dla bezrobotnych ma być dochodem pozwalającym na utrzymanie się w stanie gotowości do podjęcia pracy.

O tym już pisałem i jest to chyba oczywiste, że człowiek upadły, kloszard, bezrobotny który z powodu braku dochodów stał się bezdomny, bezrobotny nie posiadający podstawowych środków na zaspokojenie takich potrzeb jaka „dach nad głową” zapewniający możliwość utrzymania higieny i właściwego czasu snu, całe i schludne ubranie odpowiednie do pory roku (mróz, upał), niezbędne usługi (fryzjer choćby raz na dwa miesiące), środki na opłaty komunikacyjne – ktoś znajdujący się poniżej tego „standardu” po prostu do żadnej pracy się nie nadaje a więc nie spełnia wymogów definicji osoby bezrobotnej. Wskazywałoby to na konieczność przyjęcia zasady, że zasiłek dla „rzeczywistego” bezrobotnego powinien być przyznawany niejako automatycznie „z urzędu” każdej osobie zgłaszającej się do Urzędu Pracy po pomoc w zdobyciu zatrudnienia. Jednocześnie oczywiście Urząd powinien robić wszystko, by osoba ta możliwie jak najszybciej zdobyła źródło dochodu co najmniej równe zasiłkowi i w ten sposób utraciła do tego zasiłku uprawnienie (potrzebę). Dawałoby to bodziec zarówno bezrobotnemu jak i Urzędowi do rzeczywistego i aktywnego działania we wspomnianym kierunku a działania te oraz działania urzędu powinny być rejestrowane w odpowiednim dokumencie przez bezrobotnego posiadanym i uaktualnianym, stanowiącym dla niego dowód rzeczywistego poszukiwania zatrudnienia (spełniania ustawowego obowiązku). Takie rozwiązanie jest logiczne i oczywiste, bardzo często spotykane, choćby w krajach skandynawskich. Tymczasem w Polsce wyraźnie obserwujemy prostą i bezpośrednią zależność aktywności Urzędu Pracy wobec osoby zarejestrowanej – zależną od tego czy pobiera ona zasiłek czy też nie. Oczywiście wobec osób którym wypłacany jest zasiłek – ta aktywność jest dużo wyższa, bo zmierza do tego, by jak najszybciej zaprzestać wypłacania zasiłku – co da się najszybciej osiągnąć „znajdując” temu człowiekowi pracę i wykreślając go z rejestru. W tym znaczeniu można by nieco przekornie stwierdzić, że upowszechnienie zasiłków powinno natychmiast wydatnie zmniejszyć stopę bezrobocia, dając Urzędom motywację do rzeczywistego a nie jak dziś – pozorowanego działania.

Na potrzeby tego felietonu przyjmuję to za pewnik, że każdy rzeczywisty bezrobotny musi otrzymać pomoc materialną w postaci zasiłku po to, by mógł utrzymywać się w możliwości i gotowości do podjęcia pracy oraz tego zatrudnienia także samodzielnie poszukiwać. Pomoc organizacyjna pozamaterialna, powinna się nasilać wraz z czasem czy ilością bezowocnych prób znalezienia pracy. Oczywiście jestem świadom sporego w naszym kraju niebezpieczeństwa nieuczciwości ze strony osób chcących wyłudzać taką pomoc, ale sposoby ograniczenia tego do minimum także już zostały dawno wypracowane i wdrożone – na przykład w Danii. Bieżąca kontrola niemalże codzienna przez organ związkowy na poziomie gminy oraz rzeczywiście egzekwowana odpowiedzialność za wyłudzenie z koniecznością zwrotu lub odpracowania poprzez prace społecznie użyteczne.
Przyjmuję więc że taki POWINIEN I MOŻE BYĆ standard: każdy bezrobotny otrzymuje zasiłek w niezbędnej wysokości pozwalającej np. wynająć pokój z używalnością łazienki zamiast dotychczas używanego mieszkania, kupić ubranie w „markowej” zachodniej ciuch-budzie i buty z wyprzedaży w CCC, zjeść gorący posiłek w barze samoobsługowym, mieć na kartę telefoniczną i kilka biletów komunikacji, i poza tym – „pracować na pełen etat” przy poszukiwaniu zatrudnienia dla siebie, lub innej formy zdobycia źródła stałych dochodów. Przedstawiam tu tak obrazowo tę sytuację, gdyż mam świadomość niezwykle silnych stereotypów czy „obiegowych poglądów” i „prawd zasłyszanych” tworzonych i rozpowszechnianych przez ludzi których to nie dotyczy.

W rzeczywistości mamy powołany ustawą Fundusz Pracy, który miał być społecznym funduszem celowych zarządzanym przez Ministra Pracy we współpracy z Komisją Trójstronną przeznaczonym do gromadzenia środków na walkę z bezrobociem poprzez tworzenie czy stymulowanie tworzenia nowych miejsc pracy oraz ograniczanie społecznych skutków niedoboru ilości tych miejsc pracy.

Tymczasem Fundusz Pracy uważany przez Ministra Finansów – Rostowskiego wbrew prawu za część budżetu państwa, zostaje przez niego „zamrożony” uniemożliwiając jego użycie w dramatycznej sytuacji narastającego bezrobocia. Chodzi tu o niebagatelną kwotę obecnie 5.5 miliarda złotych, a do końca roku (przy założeniu dalszego zamrożenia i dotychczasowych wpływów) o około 7 miliardów. Oczywiście nie ma takiej kwoty której nasza szczególnie „uzdolniona” biurokracja nie potrafiłaby szybko zmarnotrawić, roztrwonić, zmarnować lub rozkraść – ale teoretycznie kwota taka mądrze użyta, mogłaby zasadniczo zmniejszyć bezrobocie oraz zmniejszyć straty w postaci nieodwracalnego staczania się ludzi do poziomu kloszardów.
Ciekawe, czy to „przejęcie” Funduszu Pracy odbyło się za wiedzą i aprobatą Premiera Tuska czy może raczej całej Rady Ministrów, ale nie widać na to żadnego upoważnienia prawnego. Sytuacja jednak tak się pogorszyła, że mamy teraz do czynienia ze spektakularną „akcją” – próbą „odbicia” niejako zasobów Funduszu z rąk ministra Rostowskiego, akcją do tego stopnia ważna i poważną, że zjednoczyła ona w specyficzną „koalicję wojenną” reprezentację pracodawców i związkowców pod cichym patronatem Ministerstwa Pracy – wspólnie przeciwko „zaborcy” – co już jest niesamowitym ewenementem. Mam nadzieję, że to może zaowocować na przyszłość poprawą relacji Związki – Minister Pracy.
Wracając jednak do zasadniczego tematu: Fundusz Pracy jest tworzony przez obowiązkowe składki płacone przez pracodawców według jednolitej stawki procentowej od wynagrodzeń za pracę na „umowę o pracę”, oraz za stawki umów zlecenia. Wymiar składki jest określony na 2,45% wynagrodzeń podlegających temu obowiązkowi, płacony jest jednak oczywiście przez pracodawcę z jego własnych środków a nie potrącany z wynagrodzeń ustalonych umownie i naliczonych.

W tym miejscu można powiązać logicznie istotę i sposób tworzenia Funduszu z warunkami jakie musi spełnić w myśl (no tu pisząc „myśl” chyba przesadziłem) ustawy o promocji zatrudnienia – człowiek pozbawiony pracy i zgłaszający się do Powiatowego Urzędu Pracy po pomoc. Oczywiście jak to w Polsce – ustawa zawiera całą „litanię” warunków, wymogów i zastrzeżeń mających ograniczyć to uprawnienie, ale ja mam na myśli szczególnie jeden z warunków, określony w słynnym już Art. 71 Ust.1, Pkt 2 Ustawy. Artykuł ten jest bardzo rozbudowany i złożony a wymienia warunki po spełnieniu których bezrobotnemu należy się zasiłek dla bezrobotnych. By nie utonąć w szczegółach, na potrzeby tego wywodu można uznać za najistotniejsze, że prawo do zasiłku przysługuje osobie bezrobotnej pod warunkiem, że nie ma dla niej propozycji pracy lub innej pomocy związanej z wypłatą odpowiedniego świadczenia oraz gdy w okresie 18 miesięcy poprzedzających dzień zarejestrowania, łącznie przez 365 dni był zatrudniony i osiągał wynagrodzenie co najmniej w wysokości najniższego ustawowo określonego wynagrodzenia za pracę od którego istniał obowiązek opłacania składki na Fundusz Pracy z zastrzeżeniem Art. 104a – 105.
To właśnie ten warunek powoduje, że zasiłek dla bezrobotnych otrzymuje statystycznie zaledwie 17% osób rejestrujących się w Powiatowych Urzędach Pracy.

Zasadniczą myślą, niejako clou tego zapisu jest to, by ten kto miałby korzystać przez czas do 6 lub do 12 miesięcy z zasobów FP – najpierw przez rok swoją pracą generował wpływy środków do Funduszu – jako równowartość 2,45% swoich pensji, obliczane i wpłacane przez jego pracodawcę ze środków własnych tegoż pracodawcy. Inaczej – bezrobotny dostanie przez rok zasiłek jeśli przez rok w ciągu minionego półtorej roku wpłacana była do Funduszu składka generowana jego ówczesnym zatrudnieniem. Osoba zgłaszająca się do PUP nie otrzyma prawa do zasiłku choćby nawet legitymowała się 25 czy 30 latami stażu pracy (generowania składki), jeśli w ciągu półtorej roku liczonego wstecz od daty zgłoszenia się do PUP miała przerwę w zatrudnienia dłuższą niż łącznie 6 miesięcy, albo pracowała przez owe 6 miesięcy na zasadach nie generujących obowiązku pracodawcy wpłacania składki na FP. Niestety pracownik najczęściej przed staniem się bezrobotnym nie myśli o tym, nie kontroluje tych okresów ani nawet często nie wie czy nie przykłada znaczenia do obowiązków swojego pracodawcy odnoszących się do płacenia składek, które przecież nie obciążają tego pracownika. To dość dziwne jak na Europę XXI wieku uzależnienie uprawnienia jednego podmiotu od wykonywania obowiązków przez zupełnie inny niezależny podmiot.

Nie możemy jednak zapominać, że to wszystko, wszystko o czym tu piszę jak i w ogóle „wszystko” – jest dla człowieka i ma służyć człowiekowi. Oczywiście – każdy rozsądnie myślący, uczciwy człowiek powie natychmiast, bo rozumie to tak jak i ja, że „służba człowiekowi” może wymagać czasem zabronienia mu czegoś, postawienia warunków, czasem nawet warunków ograniczających, których ostatecznym skutkiem będzie jego „dobro”. Z kolei „liberałowie” często nieźle „szajbnięci” na punkcie nieograniczonej niczym wolności nawet gdy za nią idą tragedie, cierpienie i zgliszcza – także z pewnością się nie zgodzą na to, by ktoś z zewnątrz miał lepiej wiedzieć niż sam zainteresowany, co w ostatecznym rozrachunku jest dla niego „dobrem”. Niestety przeważnie doprowadza to do walki na skrajności, podczas gdy najczęściej „prawda leży pośrodku”. Ja jestem przekonany, że wszystko musi być i może być bez niczyjej straty nastawione na dobro człowieka, dlatego rozwiązania prawne muszą uwzględniać efekt ostateczny w skali społeczeństwa jak i dobro każdej z jednostek. Takie rozwiązania odniesione do biznesu, gospodarki, ekonomii – są możliwe czego dowodzą przykłady z początków kapitalizmu i o tym napiszę w oddzielnym artykule.
Rozumiem więc, że omawiana zasada miała w założeniu służyć stabilności Funduszu, jego zrównoważeniu finansowemu – co w aspekcie powyższego byłoby dobrym przykładem ograniczenia służącego dobru; lepiej wszak by Fundusz istniał i pomagał walczyć ze skutkami bezrobocia nawet z pewnymi ograniczeniami ale długotrwale, pomagając wielu osobom i wielu pracodawcom, niżby miał upaść bardzo szybko tracąc równowagę z powodu braku jakichkolwiek ograniczeń choćby i uzasadnianego „dobrem człowieka”.
Jednak równowaga Funduszu była planowana na warunki „normalne”, nie na tak zasadniczy i rozległy kryzys. W kryzysie i Fundusz Pracy ma prawo stracić stabilność finansową, gdyż działając zgodnie z przyjętymi w ustawie zasadami staje się czymś absurdalnym, marginalnym, o niewielkim znaczeniu dla problemu bezrobocia. Gdy dotyczy 17% rejestrujących się bezrobotnych – staje się absurdem. Dlatego w warunkach takiego kryzysu nie wolno oczekiwać stabilności finansowej tego funduszu; musi on być zasilany prócz składkami – innymi ekstra wpływami z zewnątrz, pozwalającymi spełniać założoną rolę społeczną ale i nie upaść z tego powodu.
Przytaczany Art. 71 ustawy ma odniesienie do Art. 104 i 105, które przewidują zwolnienie z obowiązku odprowadzania składek na FP z tytułu zatrudnienia osób w wieku po 50 roku życia. Jeżeli pracownik 51-letni stracił pracę, przez 35 dni był zarejestrowany w PUP a następnie został zatrudniony na 12 miesięcy, to przez te 12 miesięcy jego pracodawca jest zwolniony z obowiązku opłacania składek na FP wynikających z tego zatrudnienia. Jeśli jednak pracownik ten po tychże 12 miesiącach pracy zostanie zwolniony i jako pozostający bez pracy zgłosi się ponownie do rejestracji w PUP, to w myśl wymogów zawartych w Art. 71 nie otrzyma prawa do zasiłku, gdyż nie spełnia zawartych tam warunków. Jeśli jednak pomimo braku fizycznego wpłacania składek związanych z jego zatrudnieniem miałby dostać prawo do zasiłku – co ewidentnie narusza równowagę finansową tego Funduszu w znaczeniu jakie opisywałem powyżej – to dlaczego inni bezrobotni mający np. 25 lat opłacania składki ale i nieco dłuższą niż 6 miesięcy przerwę w pracy przed zarejestrowaniem się w PUP (bo poszukiwali zatrudnienia samodzielnie przez 6 miesięcy i dwa tygodnie, albo pracowali u szwagra „bez umowy”) w odniesieniu do warunków zawartych w Art. 71 – nie mogą otrzymać prawa do zasiłku?

Istnieją i inne okoliczności prowadzące do pewnego konfliktu: na przykład zwolnienie osób prowadzących działalność gospodarczą przez pewien początkowy okres tejże działalności z obowiązku opłacania składek na FP. Taki przedsiębiorca może po prostu upaść albo być zmuszony jakimiś okolicznościami do zaniechania działalności a następnie – zmuszony do poszukiwania pracy najemnej za pośrednictwem PUP i tu także nie może liczyć na zasiłek z winy nieszczęsnych wymogów Art. 71. A zasiłek – jak pisałem wcześniej – nie jest jakimś luksusem a niezbędnym warunkiem, by poszukiwanie zatrudnienia przez bezrobotnego i spełnianie przez niego wymagań PUP nie było fikcją – jak to jest nagminnie teraz, gdy się oczekuje cudu, że człowiek upadły i bezdomny całkowicie pozbawiony jakichkolwiek dochodów będzie szukał pracy i będzie „akceptowalny” dla jakiegokolwiek pracodawcy.
Pracodawcy są zwolnieni z opłacania składki na FP przy zatrudnieniu osób w wieku 55 lat (kobiety) i 60 lat (mężczyźni) , ale dziś są to ludzie jeszcze młodzi i w pełni wieku produkcyjnego; mogą stać się bezrobotni i wówczas nie będą mieli prawa do zasiłku z powodu zwolnienia kogoś zupełnie innego od „jakiejś” składki. Słowem – nie mogą istnieć rozwiązania – które jednemu podmiotowi dają uprawnienie a jednocześnie obarczają ciężarem skutku tego uprawnienia zupełnie inny podmiot.

Uważam, że wszystko musi być nastawione na dobro człowieka, Fundusz Pracy także – dlatego w czasie tak dotkliwego kryzysu nie może być on ograniczony zasadami przyjętymi na czas „normalności”.
Warto zauważyć, jak w aspekcie tego co tu piszę działania Ministra Finansów wobec Funduszu Pracy wydają się być coraz bardziej aroganckie i rozbójnicze… chyba, że… no chyba że my, obywatele, opinia publiczna – nie wszystko wiemy o prawdziwym stanie gospodarki polskiej, nie wiemy tego co wie minister Rostowski ale nikomu nie powie…

Czytałem gdzieś, że mityczna Atlantyda, którą najnowsze badania umiejscawiały nawet dość blisko – pomiędzy dzisiejszymi Wyspami Brytyjskimi a Kontynentem – zanim pogrążyła się w wodzie wraz z mieszkańcami – też była podobno bardzo piękną, zieloną wyspą…
Generalnie jednak w czasie, gdy „człowiek” jakby całkowicie znikł z pola uwagi władzy, polityki, ekonomii, nauki, medycyny itp. – trzeba domagać się przebudzenia i powrotu – póki jeszcze czas – do postawy humanistycznej jaka nie była całkiem obca nawet władzy PRL a wydaje się zupełnie obca obecnej władzy – zapewne z powodów ideologicznych. Fundusz Pracy ma służyć człowiekowi. Jest taka możliwość, by dobrze służył zarówno bezrobotnym jak i pracodawcom i na osiągnięcie takiego stanu mają być nastawione zasady jego funkcjonowania i wykorzystania. Dziś ideologia Platformy Obywatelskiej wprowadza przepaść pomiędzy pracodawcą a pracownikiem, ale to nie jest ani naturalne ani potrzebne. Piszę to tak dobitnie i uparcie już po raz kolejny, dlatego że reakcją – i to reakcją której trudno odmówić logiki – ze strony pracodawców reprezentowanych przez Konfederację Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”, w sytuacji takiego zawłaszczenia Funduszu przez Władzę – jest żądanie nie uwolnienia funduszu, przywrócenia mu jego funkcji a zmniejszenia wymiaru składki z 2,45 na 1,45%, gdyby miała ona mieć charakter podatkowy a nie – funduszu celowego działającego po części także i w dobrze pojętym interesie pracodawców.
A takie działanie – mimo że zrozumiałe i logicznie usprawiedliwione – jest skierowane PRZECIWKO CZŁOWIEKOWI, z czym trudno się pogodzić. Przeciwko człowiekowi który został ideologicznie „odczłowieczony”, zredukowany do roli podrzędnej nadanej mu przez klasę polityków, biznesmenów i finansistów.

21/07/2012

Światełko w tunelu…?

Minister Finansów zgodził się – na wniosek Ministra Pracy Władysława Kosiniak – Kamysza na uruchomienie części środków Funduszu Pracy (od ponad roku „zamrożonego”) w kwocie 500 milionów zł na potrzeby przeciwdziałania bezrobociu. Kwota ta jest przeznaczona dla powiatów o najwyższej stopie bezrobocia, na pomoc w zdobyciu zatrudnienia dla grup wymagających priorytetowego wsparcia. Za takie grupy uznaje się bezrobotne osoby w wieku do 30 lat oraz w wieku powyżej 50 lat, tzw. osoby w „szczególnie niekorzystnej sytuacji na rynku pracy”.
Niestety informacje prasowe jak zwykle świadczą o niezrozumieniu sytuacji. Na przykład artykuł w Dzienniku – Gazecie prawnej:

http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/634162,fundusz_pracy_dostanie_z_budzetu_dodatkowe_0_5_mld_zl.html

Przede wszystkim – już tytuł artykułu jest tu idiotyczny. Chodzi tu przecież o pieniądze należące do Funduszu Pracy – które minister Finansów zawłaszczył – traktując je jak część budżetu i „zamroził” na potrzeby Ministerstwa Finansów. Kwota 500 milionów to część środków pochodzących z FP oddana (zwrócona) ponownie do dyspozycji Funduszu a nie żadne „dodatkowe środki” z budżetu. Funduszem Pracy w myśl ustawy zarządza Minister Pracy wraz z Komisją Trójstronną, nie wiadomo więc co ma tu w ogóle do powiedzenia Minister Rostowski…
Minister Pracy szacuje, że środki te powinny pomóc w przywróceniu do pracy ok. 80 tysięcy osób. Skuteczność planowaną wykorzystania tych środków minister szacuje na poziomie 50%, co jest po prostu dyktowane treścią oficjalnych danych trafiających do ministerstwa. Kierując się realizmem – niestety trzeba zastrzec, że tego rzędu skuteczność instytucji rynku pracy (traktowanych łącznie) – jest niemożliwa do uzyskania przy takim jak dziś podejściu ideologicznym władzy, choć wykazywana jest w sprawozdaniach od lat.

Ciekaw jednak jestem, czy Minister Pracy zdaje sobie sprawę, że jest to fikcja, dane „naciągane” do granic przyzwoitości.

Ale rzeczywista skuteczność w dokładnym rozumieniu tego określenia jest dużo niższa. Podawałem już taki przykład co do skuteczności szkoleń zawodowych jako formy przekwalifikowań mających doprowadzić do trwałego zatrudnienia osób szkolonych. Jeśli kobieta jest kierowana na kurs księgowości, po 6 a czasem i 20 tygodniach szkolenia oraz zdaniu końcowego testu dostaje dyplom po czym wraca do rejestru bezrobotnych, a po dalszych kilku miesiącach samodzielnego poszukiwania zatrudnienia – udaje się jej dostać pracę sprzątaczki – to skuteczność tego szkolenia powinna być wykazana w ustalonym okresie kontrolnym jako zerowa. Skuteczność działań polegających na kursie księgowości dla bezrobotnych może być mierzona wyłącznie ilością osób przeszkolonych na tym kursie, które następnie uzyskały „trwałe” zatrudnienie w dziedzinie księgowości (w tej dziedzinie której dotyczył kurs). Tymczasem urzędnicy celowo ukrywają ten prawdziwy obraz, wykazując odrębnie ilość szkoleń czy wartość pomocy bezrobotnym w formie szkoleń, w innym miejscu – ilość osób spośród biorących udział w szkoleniach – które w okresie kontrolnym znalazły zatrudnienie (i tu ilość ta oscyluje wokół 50%) ale świadomie pomija fakt, czy ta praca ma cokolwiek wspólnego z tymi konkretnie szkoleniami. To po prostu kwestia definicji, która musi zostać urzędnikom PUP narzucona. Dla urzędnika celem kursu jest odbycie kursu i wydanie uczestnikom papierków (zaświadczeń o ukończeniu) z którymi powracają oni do rejestru bezrobotnych a urzędnik – idzie wtedy do kasy po wynagrodzenie „za szkolenie bezrobotnych” – zadowolony ze swojej wspaniałej działalności.

Skandalem jednak – pomijając już fakt wyżej wspomnianego oszustwa sprawozdawczego – jest, że zgodnie z zamiarami ministerstwa – środki te zostaną przyznane głównie Urzędom Pracy o najwyższej skuteczności. Przecież oczywiste jest, że należy to rozpatrywać z punktu widzenia potrzeb konkretnego człowieka pozbawionego pracy a nie – urzędników. Bezrobotny nie jest winien że PUP w którym jest zarejestrowany ma słabą skuteczność, bo to zależy od urzędników i samorządu powiatu. Jeśli mielibyśmy go uznać za winnego, to chyba tylko tego, że dotychczas nie złapał „kałacha” i nie wystrzelał tych wszystkich urzędasów jak nie przymierzając jeden Jakub Szela kosą – chłopskich ciemiężycieli. Bezrobotny nie dość że poszkodowany tą niską skutecznością nie znalazł zatrudnienia, to jeszcze teraz drugi raz zostanie ukarany nie za swoje winy, bo nie będzie miał żadnej korzyści z tych środków. Nie tylko nie wolno karać bezrobotnych za niską skuteczność urzędników – bo to Minister powinien rozliczać kanałami służbowymi – drogą kontroli wewnętrznej z przyczyn niskiej skuteczności urzędów, a nawet wręcz przeciwnie: po wyciągnięciu wniosków służbowych, zmianie dyrektorów PUP – przekazać tam wyższe środki by pomóc w uzyskaniu zatrudnienia wcześniej poszkodowanym przez urzędników ludziom.
Równocześnie z ukazaniem się tej informacji – rozpoczęły się przewidywane, trwające już od pewnego czasu „manewry” sił zainteresowanych dobraniem się w jakiś sposób do tej „skarbony”.

Niektórzy mówią, że “pieniądze nie śmierdzą” co nie jest prawdą, ale nawet gdyby – to widocznie wydają z siebie jednak jakiś zapach na który coraz więcej ludzi w tym kraju reaguje amokiem. Na zapach takiego “szmalu” zaczynają spływać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki „dobre rady” dla Pana Ministra Pracy – na co najlepiej przeznaczyć, wydać te pieniądze. Zasada jest prosta: na co najlepiej wydać to ja najlepiej wiem, więc najlepiej dajcie je mi (mojej organizacji pozarządowej, firmie doradczej, agencji pracy) do dyspozycji…
Ktoś już namawia, by wydać tę kwotę na „programy pilotujące, poszukujące nowych innowacyjnych rozwiązań dla rynku pracy…” no i łatwo sobie wyobrazić skutki: żadnych nowych miejsc pracy, bezrobocie jeszcze wyższe niż było, setki broszur i biuletynów psu na budę z bezczelnym biurokratycznym bełkotem o innowacyjności w programach pilotażowych, wydanych w najdroższej drukarni na najlepszym kredowanym papierze a gdy się pieniądze skończą to się pilot katapultuje…

Dla bezrobotnych – żadnego rzeczywistego pożytku.

Zgłaszają się idąc za oparem szmalu różne agencje i organizacje „do walki z bezrobociem” – która polega chyba tylko na tym, że tylko dzięki takiej pozorowanej działalności ludzie tam zatrudnieni sami nie stają się bezrobotni, choć powinni.

Z kolei słynny już we wszech mediach Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan – raczej widziałby miejsce utopienia tych pieniędzy w dotowaniu tworzenia miejsc pracy. Skutek byłby jak najbardziej dla pracodawców korzystny; pieniądze te – pochodzące jak by nie było z ich składek – powróciłyby w ten sposób do ich kieszeni, w postaci opłacania im przez jakiś czas pracownika „za darmo” (czyli na koszt Funduszu Pracy stworzonego ze składek przez nich wpłacanych). Bezrobotny przestałby być bezrobotny na specjalnie dla niego stworzonym stanowisku pracy, na całkowity koszt dotacji z Funduszu Pracy i tam mógłby pracować za najniższe możliwe wynagrodzenie, na chwałę konta bankowego swojego dobrodzieja, a po wyczerpaniu się dotacji – stanowisko byłoby zlikwidowane, bezrobotny zwolniony i zarejestrowany ponownie w PUP i znów bezrobocie… znów „brak pieniędzy na aktywizację bezrobotnych”… ale już tym razem brak i w ministerstwie i w Funduszu Pracy.
Przebija z tego nie tylko kompletny brak jakiegokolwiek długofalowego programu gospodarczego rządu. Przebija – wspomniany „amok” wyrażający się skrajnym cynizmem, psychopatycznym stosunkiem do pieniędzy, zarobku,interesu,zysku, także i odczłowieczeniem w tym się objawiającym.

Premier milczy… Premier Tusk bardzo nie lubi robić błędów, a wiadomo, że – jak mówi stare przysłowie – nie myli się tylko ten, co nic nie robi, więc…

Ciekawe jest więc mimo wszystko – jak Minister Pracy sobie poradzi z manewrowaniem wśród tych wszystkich egoistycznych interesów i cynicznych ludzi – hien cmentarnych widzących oczyma wyobraźni wyłącznie swój ewentualny przyszły zysk, zdobyty nawet i na grobach bezrobotnych. Mam nadzieję, że Pan Kosiniak Kamysz zdaje sobie sprawę wśród jakich ludzi pracuje, z jaka ideologią ma do czynienia w tym kraju.

Platforma Obywatelska ze swoją ideologią – rzeczywiście zbudziła w Polakach demony…

Jestem zainteresowany rzeczywistą i skuteczną pomocą osobom pozbawionym zatrudnienia. Szczególnie osobom w wieku po 50 roku życia, które zostały całkowicie bez szans i bez pomocy – takim jak ja. Będę się przyglądał na los tych 500 milionów, ale tym razem moje wnioski przekażę Komisji Europejskiej w odpowiedniej skardze lub petycji, komisji kontrolnej Europejskiego Funduszu Społecznego oraz Parlamentowi Europejskiemu.

24/06/2012

"Stara szkoła" informacji niejakiego dr Paula Josepha G.

Tu już nawet nie chodzi o to, że „klasyk” ów był głównym źródłem propagandy bałwochwalczego uwielbienia dla swojego „genialnego wodza” i w tym swoim zapędzie potrafił całkowicie przestać liczyć się z podstawowymi prawami nie tylko obcych, ale nawet swoich współobywateli – wprowadzając w służbie dla „wodza” 60-godzinny tydzień pracy albo powszechny zakaz wszelkich form rozrywki. Nie chodzi o to, że potrafił zdradzić swoje własne socjalistyczne przekonania, że gotów był wprowadzić nawet siłą nową dla siebie ideologię, przejętą od „wodza”.
Chodzi o to, że robił to niezależnie od ilości ofiar, czy cierpienia ludzi – także własnych współobywateli.

Skupmy się może tylko na anegdotycznej już dziś, wypracowanej przez niego zasadzie funkcjonowania „informacji” – zasadzie mówiącej, że jeśli największą nawet bzdurę (plotkę, przeciek kontrolowany, hasło propagandowe lub ideologiczne) wystarczająco długo i wystarczająco powszechnie powtarzać, to ostatecznie zostanie ona uznana za prawdę. Prawda jest więc nie sprawą widzialnej, sprawdzalnej rzeczywistości a pewnym „produktem”, wytworem któremu nadaje się potrzebne w danej chwili własności i kształt, na wzór kawałka gliny czy plasteliny. Dzięki odpowiedniej manipulacji i perswazji prawdą może stać się dowolne twierdzenie.

Zmory przeszłości dawno odeszły w ciemność – gdzie ich miejsce, ale zasada ta jest cały czas z lubością realizowana przez władzę, wszelką władzę – za pomocą swoich „przydupaśnych”, usłużnych propagandystów, funkcjonariuszy i pracowników.
Na przykład – na początku czerwca opublikowane zostały oficjalne dane na temat rejestrowanego w Polsce bezrobocia. Oficjalna propaganda natychmiast ukuła jedynie słuszną tezę: BEZROBOCIE SPADA – i zaczęła ją uparcie lansować, pracując mocno dla poprawy nadszarpniętych notowań swojego „wodza”.
Tymczasem twierdzenie takie jest kłamstwem, mającym jedynie w pewnym sensie nieco z prawdy. Inaczej – należałoby powiedzieć, że w chwili ogłoszenia takie stwierdzenie – odniesione do minionego miesiąca może być prawdą, ale jego uogólnienie, poprzez zatajenie faktu iż mówimy jedynie o minionym miesiącu – jest fałszem, kłamstwem propagandowym.

Nawiasem mówiąc – to także jest zgodne z metodyką dr Paula Josepha G.; ludzie nie są wbrew pozorom tak kompletnie głupi, potrafią rozpoznać oczywistą nieprawdę i wtedy tracą zaufanie do następnych, kolejnych podawanych im spreparowanych, nieprawdziwych wiadomości. Nie można więc niestety mówić ludziom dowolnych bzdur – chcąc odwoływać się do zaufania ludzi a nie do terroru, do siły. Sztuką jest zyskać i podtrzymywać ich zaufanie, a w tym celu trzeba od czasu do czasu podać im jakąś prawdziwą i łatwo sprawdzalną wiadomość na dowód własnej wiarygodności tego, kto jest jej źródłem. Nie da się manipulować „twardymi” danymi ale można manipulować ich kontekstem, niuansami znaczeniowymi, niedomówieniami, naciąganymi statystykami dopasowanymi do z góry założonej tezy.

Doskonale to rozumie także obecny minister pracy "z PSL rodem".

W tym przypadku także: faktem jest, że bezrobocie z końca kwietnia 2012 – w stosunku do końca maja 2012 – spadło o 0,3 punktu procentowego. Stopa bezrobocia w analogicznym okresie kolejnych lat zawsze nieco spada, gdyż jest to moment intensywnego samoczynnego rozruchu prac sezonowych np. związanych nie tylko z budownictwem i rolnictwem (pogoda, temperatura, sezon wegetacyjny roślin) ale i z obsługą ruchu turystycznego w rozpoczynającym się okresie urlopowym (wakacyjnym). W 2008 roku ten niewielki spadek związany z rozpoczęciem prac sezonowych wyniósł 0,5 punktu procentowego; w 2009 – 0,2 pp; w 2010 – 0,4 pp; w 2011 – 0,4 pp a w 2012 – 0,3 pp. To drobne, mało istotne zjawisko – choć powtarzalne. Po prostu: co roku na wiosnę na przełomie kwietnia i maja bezrobocie maleje chwilowo o kilka dziesiątych części punktu procentowego, po czym ponownie rośnie, jak dotychczas szybko przekraczając dotychczasowe wartości.
Natomiast bezrobocie obserwowane ogólniej – całościowo i w dłuższym okresie czasu niewątpliwie cały czas rośnie, patrząc na tendencję; dla przykładu wg stanu na dzień 1 maja – w 2010 roku było 1.907.900 zarejestrowanych osób bezrobotnych, w 2011 roku – 1.962.600 osób, w 2012 roku – 2.072.600 osób. Jak więc widać – liczba osób niezatrudnionych stale z roku na rok rośnie, z niewielkimi spadkami corocznie np. w okresie rozpoczęcia prac sezonowych, po czym następuje dalszy wzrost bezrobocia. W 2012 roku na przykład – z 2.072.600 osób na koniec kwietnia – liczba bezrobotnych spadła do 2.015.000 na koniec maja, ale nie zaprzecza to ogólnej stałej tendencji wzrostowej; poprzedni stan szybko powraca i jest przekraczany. Być może w danych za czerwiec wyjątkowo utrzyma się spadek bezrobocia gdyż chodzi o czas Mistrzostw Europy w Polsce przy których sporo szczególnie młodych ludzi znalazło jakieś odpłatne zajęcie i zrezygnowało chwilowo z rejestrowania się w PUP. To jest jednak wyłącznie incydentalny efekt, a tendencja ogólna jest nieubłaganie wzrostowa. Eksperci zapowiadają poważny i totalny wzrost bezrobocia, już nie w dziesiątych częściach punktu procentowego – na jesień br.

To rzekome „spadanie bezrobocia” które dziś się rozgłasza i eksploatuje propagandowo -to po prostu drobne coroczne załamanie linii – pnącej się od lat w górę, jakbyśmy to przedstawili graficznie, na wykresie.
W związku z tym – twierdzenie dziś, że „bezrobocie spada” – jest tylko bezczelnym chwytem propagandowym mającym sugerować opinii publicznej błędny obraz rzeczywistości i w domyśle – ogłasza (zmyślony) sukces a zasługę za to ma przypisać rządzącej koalicji i samemu premierowi osobiście.
To co najmniej nadużycie.

Nie poświęcałbym nawet i tych kilkunastu minut na napisanie tego co powyżej, gdyby chodziło tu o tzw. „politykę” to znaczy o to – co ci głupcy, nieudacznicy, złodzieje i cwaniacy rozumieją pod tym pojęciem.
Nie zajmowałbym się tym, gdyby chodziło tu jedynie o jakąś gówniarską wojenkę „ugrupowania Tuska” z „ugrupowaniem Kaczyńskiego” – co przecież z polityką sensu stricte nie ma nic wspólnego.
Chodzi mi o to, że tego typu zakłamania propagandowe, choć mogą mieć znaczenie doraźne dla zwalczających się ugrupowań – w efekcie zakłamują prawdę o rzeczywistej sytuacji społecznej. Zatajają prawdę o losie konkretnych, żywych jeszcze ludzi, szczególnie tych którzy wpadli w „pułapkę bezrobocia” – stając się zakładnikami w jakichś dziwacznych działaniach lub zaniechaniach „polityków” oraz „biznesmenów” – wyzutych z wszelkich ludzkich uczuć i odpowiedzialności. Trzeba uznać za „normalne” – że tzw. politycy polscy „grają” danymi statystycznymi, starając się oddziaływać nimi na potencjalnych wyborców. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni, choć się na to nie zgadzamy. Ale dane, fakty i liczby – opisując stan gospodarki i co za tym idzie – stan społeczeństwa – nie są materiałem do walki propagandowej opartej na kłamstwach, manipulacji i przeinaczeniu – wzorem wspomnianego „klasyka” – a mają służyć za podstawę do podejmowania poważnych i trafnych decyzji mających służyć społeczeństwu, chronić ludzi a szczególnie najsłabsze choć wartościowe jednostki. To nie zabawa ani gra w ambicyjki buców ze wsi lub bufonów "ze stolycy"; tu chodzi o życie, o los konkretnych, żyjących ludzi.
Nie mam więc pretensji do propagandystów „sukcesu Tuska w zwalczaniu bezrobocia” – że tym kłamstwem osiągają przewagę nad opozycją, a mam do nich pretensje o to, że zakłamują prawdziwy obraz rzeczywistości, prowokując zaniechanie potrzebnych działań państwa lub jeśli nawet generują działania – to głównie zbędne lub szkodliwe.

Patrzę na to wyłącznie ze społecznego punktu widzenia, bo jestem przekonany, że wszystko – wraz z całym systemem politycznym i wszystkimi osobami w to zaangażowanymi – ma docelowo służyć społeczeństwu demokratycznie rozumianemu, czyli wszystkim ale i każdemu z osobna na zasadzie niezbędnego, demokratycznego kompromisu. Nie jest mi do niczego potrzebne, by „Tusk nie miał racji” a raczej – by osoby chcące pracować na swoje utrzymanie, mogły to robić. Stopa tak zwanego „bezrobocia naturalnego” odpowiada liczbie obywateli w wieku produkcyjnym i zdolnych do pracy – którzy pracy najemnej nie podejmują i nie szukają (bo mają własny „patent” na zdobycie środków niezbędnych do życia, choćby – „służą” swojej rodzinie i przez nią są utrzymywani). Stopa tego „bezrobocia naturalnego” została określona na 3,5 – 4% ogółu osób w wieku produkcyjnym. W Polsce jest obecnie trzy razy większa, co oznacza wyrugowanie z zatrudnienia i z rynku pracy ok. 8 – 9% liczby obywateli chętnych i zdolnych do pracy. Odebranie im środków do życia a więc i prawa do życia.

Tak więc – reasumując na zakończenie:

BEZROBOCIE NIE ZMALAŁO!
BEZROBOCIE JEST BARDZO WYSOKIE, UTRZYMUJĄC STAŁĄ TENDENCJĘ WZROSTU!

Tego nie można, nie wolno zakłamywać propagandowo. Trzeba to zmienić. Na przykład uruchomić środki z Funduszu Pracy – z założenia przeznaczone na walkę ze skutkami bezrobocia poprzez tworzenie nowych miejsc pracy.



Do tekstu dodałem prosty rysunek, po pierwsze dlatego, że uważam go za dość zabawny, po drugie - za dość złośliwy wobec autorów propagandy sukcesu a po trzecie i ostatnie - ilustruje on także do pewnego stopnia główną myśl tego tekstu...


Odwiedziny: