BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

03/02/2013

Jedno jest pewne: minister pracy bezrobocia nie zmniejszy.

Występując z pozycji osoby, której uprawiana przez Donalda Tuska i jego Platformę „obywatelską” idiotyczna „zabawa w liberalizm” – odebrała resztki wolności, w wielu wcześniejszych moich, subiektywnych i emocjonalnych felietonach wyrażałem zdziwienie, zdumienie wręcz – nad reakcją ludzi władzy na praktyczne aspekty aktualnego bezrobocia. Dokładniej – nad reakcją polegającą na braku jakiejkolwiek reakcji lub reakcjami typu dziecięcego (dziecinnego). Podobnie zresztą szokował mnie brak reakcji drugiej strony, ludzi milcząco poddających się działaniu niszczącej ich machiny ideologicznej.
Nieprzypadkowo piszę tu: „ludzi władzy” podkreślając ich potencjalne człowieczeństwo, bo to przecież nie są jakieś roboty, ufo, cyborgi, czy też osoby tak zdegradowane psychicznie poprzez jakąś indoktrynację, by można ich z cyborgami porównywać.
Wręcz przeciwnie; gdy patrzymy na zdjęcia ministrów choćby w rządowym blogu – widzimy inteligentnych, ciekawych, bardzo różnych ale zawsze interesujących ludzi. Przecież konstruowanie rządu państwa demokratycznego to nie jest jakaś kwalifikacja negatywna, wyławiająca najgorszych z kandydatów. Raczej należałoby przypuszczać, że skoro są tacy – to znaczy, że lepszych nie było. Są najlepsi, najbardziej kompetentni.
Czy wraz ze wzrostem kompetencji – zanika człowieczeństwo?

Cóż więc sprawia, że wobec społecznych czy osobistych skutków braku zatrudnienia są oni tak obojętni? Co to za moda czy maniera na nieczułość, brak empatii, spojrzenia społecznego lub choćby zwykłej ludzkiej refleksji, normalnej reakcji wynikającej z ludzkiego zaangażowania – zawładnęła umysłami nie tylko tych ludzi, ale i wielu innych ekspertów, ekonomistów, tych różnych wron które kraczą już od dawna nad stanem polskiej gospodarki roztaczając dantejskie wizje. Jeśli nawet miałoby to mieć pozytywną motywację jako ostrzeżenie przed najgorszym – to daje skutek odwrotny, bo skoro ma być tak źle, to już nic się naprawiać widocznie nie opłaca. Taka też postawa zaczyna być powszechna: powiedzieć, że „będzie źle” po czym siedzieć z założonymi rękoma na przysłowiowej dupie i patrzeć: sprawdziło się, czy nie…
Że z punktu widzenia humanisty, jest to rodzaj zwyrodnienia – komuż to dziś przeszkadza…
Poza tym – sprawdzi się z pewnością, gdy nikt nie będzie przeciwdziałał.

Poszukując wyjaśnienia tego „fenomenu” – w jednym z wcześniejszych felietonów postawiłem tezę, że wyjaśnienie pozostaje tylko jedno: ludzie ci nie są tacy, ale tak się zachowują, bo mają się tak zachowywać!
Są elementem pewnej ideologii i dla jej realizacji znaleźli się w tym rządzie, więc ich zachowaniem steruje ideologia.

To jedyne logiczne dla mnie możliwe do wyobrażenia wyjaśnienie.
Wyjaśnienie – co nie znaczy, że usprawiedliwienie. Kiedyś trzeba będzie zdać sprawę ze skutków i sprawiedliwość jakoś dosięgnie tych ludzi.

Niezależnie od wszelkich uwarunkowań politycznych i ideologicznych – człowiek sprawujący jakąś władzę ma obowiązek przyglądać się bacznie skutkom i na tej podstawie korygować swoje działania, jakoś reagować, aż do rezygnacji z udziału w tym, co przynosi zły skutek. W założeniach bądź ich realizacji zawsze można popełnić jakiś błąd. Objawi się on w skutkach ocenianych z ludzkiego, humanistycznego punktu widzenia i pozwoli możliwie jak najwcześniej zatrzymać błędne działania. Jeśli ktoś nie czyni tego – mówiąc najbardziej oględnie – widocznie ma złą wolę.
Wydawało się, że było - to moje pisanie od września 2011 roku - absolutnie bez znaczenia, tak silne były i są nadal irracjonalne przyzwyczajenia myślowe, nastawienia i przekonania ludzi, ale – przede wszystkim urzędników tzw. Powszechnych Służb Zatrudnienia na szczeblu dyrektora miejskiego lub powiatowego urzędu pracy oraz kierowników wydziałów instrumentów rynku pracy czy aktywnych form przeciwdziałania bezrobociu. Bo to tu właśnie odbywa się realizacja postanowień ustawowych a zawsze jest to realizacja drastycznie formalistyczna i zawężająca, na zasadzie: jeśli nie da się udowodnić że urząd pracy czegoś robić nie musi, to trudno: zrobimy, ale…
Przyjemnie jest przeczytać w blogu rządowym, że minister pracy chwali się usunięciem wreszcie poważnego błędu czy może raczej biurokratycznego przyzwyczajenia, powodującego „zamrażanie” wszelkiej działalności (poza wypłatami zasiłków i rejestrowaniem nowych bezrobotnych) Urzędów Pracy pod koniec roku, by spokojnie sporządzić bilans, rozliczyć wszystko, poczekać na nowy budżet, by wreszcie gdzieś w połowie marca rozpoczynać pełną działalność w nowym roku. Bezrobotni oczekujący na właściwe szkolenie czy dofinansowanie – nie mogli robić nic innego jak czekać. A pracownikom urzędu dotychczas nigdy się nie spieszyło: oni byli w pracy, robili „swoje”…
Faktycznie w tym roku po raz pierwszy odbyło się to tak, jak powinno i jak od bardzo dawna i ja postulowałem w każdej dostępnej mi formie: zaraz po nowym roku i sylwestrze – „mój” Urząd Pracy ruszył z „normalną” działalnością. Nie wiem, czy zrealizowano tu dokładnie mój pomysł, czy rozwiązano to jakoś inaczej, ale przyjemnie jest pomyśleć, że jeśli nawet nie przyczyniłem się inspiracją do tego minimalnego postępu, to przynajmniej – od początku byłem po słusznej stronie.
Piszę o działalności „normalnej” w cudzysłowie, by podkreślić, że jak dotychczas jeszcze jest to normalność jak na standardy urzędów pracy a nie w znaczeniu ogólnym.

W swoim najnowszym artykule w blogu minister Władysław Kosiniak Kamysz przedstawił swoje nowe projekty.
Pomysły są zaiste – rewolucyjne.
Otóż gdy jakaś osoba pozbawiona zatrudnienia przyjdzie do Urzędu Pracy by się zarejestrować – to teraz, „po nowemu” – ktoś tam ma się nią autentycznie   z a i n t e r e s o w a ć .
Niesamowite! – prawda?
Nie wystarczy podanie kilkunastu danych, w tym osobowych, poprzez wypełnienie formularza oraz złożenie kilku oświadczeń, żeby uzyskać status, ubezpieczenie i ewentualnie – zasiłek.
Teraz osoby poszukujące pracy mają być "profilowane".
Ma to zgodnie z planem ministerialnym polegać na wstępnym spotkaniu z doradcą zawodowym, który poprzez zbieranie informacji o tej konkretnej osobie i jej sytuacji, po wypełnieniu formularza elektronicznego ma przypisać petenta do jednej z trzech grup:
- grupy aktywnych, samodzielnych i dobrze przygotowanych do pracy dostępnej na rynku, oczekujących tylko ofert zatrudnienia;
- grupy wsparcia – osób wymagających szybkiej i intensywnej pomocy albo dotyczącej uzupełnienia kwalifikacji czy stażu, albo pomocy psychologicznej, motywacyjnej czy dotyczącej tzw. kompetencji miękkich;
lub też grupy trzeciej – osób znajdujących się poza „rynkiem pracy” – o których Pan Minister pisze, że jest to profil „dla osób długotrwale bezrobotnych, słabiej wykształconych, w urzędach rejestrujących się głównie dla ubezpieczenia zdrowotnego. Często odmawiają podjęcia pracy, bo już pracują, tyle że na czarno. Nie da się im łatwo pomóc, cały proces wymaga czasu i współpracy urzędu z ośrodkiem pomocy społecznej, a także zaangażowania lokalnych organizacji pozarządowych i prywatnych agencji zatrudnienia.”
Celowo zacytowałem wprost ten fragment bo muszę tu z oburzeniem interweniować. Panie Ministrze. Jak Pan może jako członek rządu i na dodatek – na blogu rządowym który najwyraźniej z założenia ma być pi-ar-ową wizytówką pryncypała, z akceptującą obojętnością podchodzić do faktu poważnego łamania prawa. Jeśli ktoś przychodzi do urzędu pracy mówiąc że mu chodzi wyłącznie o ubezpieczenie społeczne – to nie jest bezrobotny. Jeśli odmawia przyjęcia oferty pracy – to także nie jest bezrobotny, a jeśli już jest zarejestrowany to należy go natychmiast usunąć z ewidencji bezrobotnych. Może już dość fałszowania statystyk. Jeśli ktoś odmawia podjęcia pracy bo twierdzi że już pracuje „na czarno” – to ma Pan obowiązek natychmiast złożyć doniesienie na takiego „pracodawcę” do odpowiednich organów państwa – jak każdy obywatel który posiadł informację o dokonywaniu przestępstwa. To także fałszuje statystyki, bo ten człowiek jest faktycznie bezrobotny, gdyż prawdopodobnie legalnie nigdy by zatrudniony nie został, ale za takiego go uznać nie wolno, bo pracuje i osiąga dochody z wynagrodzenia.
Generalnie kierunek tych zmian trzeba uznać za dobry: chodzi o indywidualne potraktowanie każdego faktycznego bezrobotnego. Minister sam zresztą stwierdził, że to nie są pomysły oryginalne ani nowatorskie w Europie. Generalnie rzecz ujmując – rzeczywiście działania urzędów pracy oraz instytucji pomocy społecznej powinny być skoordynowane i uzupełniać się. Z drugiej jednak strony nie można mieszać roli urzędów pracy z rolą pomocy społecznej, tak jak nie można mieszać sytuacji ludzi zdolnych i gotowych do podjęcia pracy z sytuacją osób obecnie niezdolnych nie tylko do podjęcia pracy ale i do samodzielnego życia.
Niechaj jednak „każdy wreszcie robi swoje” w podziale ról i zadań tych instytucji.

Grupa pierwsza – to osoby które same poszukują zatrudnienia i maja na nie szansę, to znaczy mają szansę zostać zatrudnione, bo przecież człowiek dziś „nie podejmuje pracy” a „jest zatrudniany”. Chodzi mi o właściwe uwypuklenie niewielkiej roli postawy osoby poszukującej zatrudnienia: jeśli znajdzie ofertę pracy z którą może się utożsamić jako kandydat, to jest dziś najczęściej jednym z kilkuset kandydatów. I najczęściej na tym się kończy, nawet nie wiadomo z jakiego powodu. Jeśli wejdzie w dalszy etap rekrutacji i zostanie zatrudniony, to jest to decyzja pracodawcy na którą wpływ ma niewielki, warunki zatrudnienia są zresztą także dyktatem pracodawcy.

Grupa trzecia – to osoby które muszą najpierw najczęściej przejść leczenie odwykowe, resocjalizację ze względu na wymogi pracy itp. Od tego są zupełnie inne instytucje i projekty. Urzędy pracy może faktycznie nie powinny takich osób „odsyłać”; jest szansa wpłynąć na ich postawę poprzez rzeczową informację o skutkach na przyszłość takiej pracy z uchylaniem się od płacenia podatków i składek na ubezpieczenie społeczne. Uważam, że należy przyznać im prawo do ubezpieczenia zdrowotnego ale jedynie pod warunkiem poddanie się procesowi przywrócenia do normalnej pracy i unormowanej sytuacji osobistej i wówczas działać z ich współpracą w sposób odpowiedni do sytuacji. Na początek niewątpliwie najwięcej miałby tu do roboty psycholog i prawnik.

Urzędy Pracy tak na prawdę istnieją jednak dla tej grupy drugiej, czyli osób potrzebujących pracy dla uzyskania dochodu „na życie”, chcących pracować oraz mających jakieś „braki” powodujące znaczne zmniejszenie szans na zdobycie zatrudnienia. Takim brakiem mogą być niedostatki wykształcenia, posiadanie zawodu w którym jest znaczna przewaga podaży pracy nad popytem na nią, brak wymaganych świadectw kwalifikacyjnych, problemy ze spełnieniem zdrowotnych wymogów dotychczasowego zawodu itp. Tu rzeczywiście ogromne znaczenie ma indywidualne poznanie potrzeb konkretnego człowieka pod warunkiem skorzystania z tej wiedzy na poziomie osoby decydującej o tym w konkretnym PUP-ie. Pisze o tym, gdyż znane mi są przypadki, gdy pomimo wiedzy o potrzebach konkretnego bezrobotnego, nie otrzymuje on potrzebnej pomocy, gdyż osoba decydująca o tym, w jakimś swoim poczuciu „sprawiedliwości społecznej” – chyba jeszcze socjalistycznej w jak najgorszym znaczeniu – dzieli wsparcie „każdemu po troszku” czyli w rezultacie każdemu bez skutku”. Jeśli dostał skierowanie na kurs – to już nie dostanie skierowania na staż, no bo „już pan przecież otrzymał pomoc…”. Jeśli takich osób się nie wyeliminuje z urzędów pracy (a w tym przypadku chodzi o poziom kierownika działu) – to żadne zmiany nie przyniosą właściwego skutku. Szczególną kwestią jest też wyłączenie – prawdopodobnie na zasadach nieformalnych – pewnych działań wyłącznie dla sfery biznesu prywatnego, a osób bezrobotnych po prostu nie stać na uczestnictwo w działaniach edukacyjnych odpłatnych na zasadach wolnorynkowych. Dotyczy to najczęściej znajomości języka obcego, posiadania lub uaktualnienia prawa jazdy, uprawnień do obsługi pewnych urządzeń. Zgodnie z ideologią chciwości Platformy „obywatelskiej” – uznano za ważniejsze „dać zarobić na tym prywaciarzom”, skoro jest tu ogromne zapotrzebowanie, niż usunąć te problemy z listy przeszkód utrudniających zdobycie zatrudnienia, czyli zmniejszenie bezrobocia poprzez pomoc osobie bezrobotnej potrzebującej pomocy – także materialnej – w rozwiązaniu ich.
Pan Minister Pracy wspomniał też w blogu rządowym, iż uważa proponowane teraz zmiany za początek drogi przemian mających doprowadzić do unowocześnienia instytucji i zwiększenia jaj skuteczności. Zapewne też szkoleniowy projekt unijny „Piramida Kompetencji” skierowany do pracowników PSZ da korzystny impuls dla takich zmian.

Jedno jest wszakże pewne:
To nic nie da!
Dokładniej – nic nie da osobom pozbawionym zatrudnienia, bo ministrowi i pracownikom ministerstwa da wiele, przede wszystkim miłą i dobrze płatną pracę.

Działaniami tego typu podejmowanymi przez Ministerstwo Pracy można co najwyżej łatwiej zaspokoić te kilkadziesiąt tysięcy ofert zatrudnienia codziennie funkcjonujące jako „aktualne oferty pracy” z ważnością do kilku dni, głównie w Internecie. To nie ma żadnego znaczenia dla ogromnej fali narastającego bezrobocia.
To jest właśnie najbardziej absurdalne w tej sprawie, że oczekuje się od Ministra Pracy – wyników w zmniejszaniu bezrobocia. Ale powodem bezrobocia jest brak miejsc pracy a powodem tego, sytuacja gospodarcza, sytuacja prawna biznesu i wiele innych czynników zupełnie od ministra pracy nie zależnych.
Te wszystkie problemy wynikają w większości z nastawienia ideologicznego Platformy Obywatelskiej, założeń ogólnych polityki zagranicznej i gospodarczej, bałwochwalczej uległości i uzależnienia niektórych polityków od biurokracji unijnej i jej niejednokrotnie absurdalnych w polskich warunkach – dyrektyw.
Jeśli Polska zacznie prowadzić politykę własnego rozwoju gospodarczego opartego na własnej produkcji i eksporcie – tak jak to robią Niemcy, Francja czy Anglia, a mam na myśli własną produkcję we własnych zakładach produkcyjnych na terenie własnego kraju, z własnym kapitałem założycielskim i zatrudniających przede wszystkim własnych obywateli z własnego rynku pracy – to osoby „faktycznie bezrobotne” – bardzo szybko odpowiednią dla siebie pracę znajdą a stopa bezrobocia spadnie do naturalnej, lub bardzo niskiej – jak w Niemczech.

Bezrobocie polega przecież na braku miejsc pracy i ewentualnie na niedopasowaniu potrzeb w rozumieniu kompetencyjnym pomiędzy pracodawcami (popytem) a pracownikami (podażą). Ludzie faktycznie bezrobotni natychmiast sami i z radością rzucą się na etaty i umowy, natychmiast podejmą pracę, bo czekają na to i jest im ona niezbędna do życia i to nie tylko poprzez płace, jako źródło zarobku – ale i w sensie dosłownym. W ten sposób bezrobocie zmniejszy się samoczynnie bez żadnych zabiegów Ministra Pracy. Pozostaną jedynie ci – co pracy już, albo jeszcze – podjąć nie mogą, ale to nie należy do problemu bezrobocia a raczej pomocy społecznej, pomocy psychologicznej i „aktywizacji” ludzi w zdobywaniu własnych środków na własne potrzeby.
Może dla kogoś to właśnie jest wizja katastrofy, scenariusz nie do przyjęcia?

Tymczasem na temat gospodarki, polityki gospodarczej, planów i prognoz w tej sprawie – trwa sztuczne milczenie, zagłuszane przez usłużne szmatławce „matkami Madzi” i innymi tematami nastawionymi na zogniskowanie uwagi durnej gawiedzi na sprawach jednostkowych i nieważnych, natomiast szaleje chocholi taniec wokół „aktywizacji bezrobotnych” i innych tego typu tematów, mających de facto tę samą co „matka Madzi” cechę odwracania uwagi od tego co najważniejsze.
Ważna jest gospodarka, wpływ Unii na naszą gospodarkę i projekcje na przyszłość. Czyżby było już aż tak źle, że ujawnienie prawdy mogłoby zagrozić pozostaniu Polski w Unii? Jedno jest pewne: minister pracy – cokolwiek by nie wymyślał – nie zmniejszy bezrobocia. Z całym szacunkiem i sympatią dla pana Władysława Kosiniak Kamysza; obojętnie nawet – kto personalnie miałby tym ministrem być. Bo źródłem bezrobocia są błędy w zarządzaniu gospodarką, moim zdaniem błędy wynikające z założeń ideologicznych.

Cały ten za przeproszeniem „cyrk” z „walką z bezrobociem” za pomocą „aktywizowania bezrobotnych”, nakierowanie wszelkich działań nie na faktyczną przyczynę a na ofiary bezrobocia tak jakby to wina czy przyczyna braku dwóch czy trzech milionów miejsc pracy leżała po ich stronie – nie da żadnych innych skutków jak tylko propagandowy i to tylko dla naiwnych.

Odwiedziny: