Może ktoś mi zarzuci, że się powtarzam w moich tekstach, obracających
się wokół dość wąskiej tematyki, ale dlaczego właściwie nie powtarzać
się, skoro mijają miesiące i lata a w tych sprawach nic się nie zmienia.
A dlaczego nic się nie zmienia?
Nasuwają się trzy możliwości;
pierwsza – że „ci co trzeba” doskonale znają realia, ale nigdy się do
tego nie przyznają, gdyż to mogłoby być odebrane przez „tych co nie
trzeba” jako negowanie linii ideologicznej Platformy Obywatelskiej,
założeń politycznych prowadzących społeczeństwo do wielkiego krachu a w
każdym razie do ogromnych choć niewymiernych ofiar, tak niewymiernych
jak zmarnowane bez winy lata najlepszych potencjalnych możliwości,
zmarnotrawione na bezowocnym poszukiwaniu zatrudnienia mimo że „w wieku 50+ już się nie zatrudnia”;
druga – że w wytworzonym na fali rzekomej „wolności” rozgardiaszu, na
fali bełkotu młodej kadry niedouczonych „dziennikarzy” z różnego
rodzaju „dys….”, po prostu już nikt a zwłaszcza władza nie wie już co
się dzieje, co jest rzeczywistością a co wytworem propagandy jakiejś
„opcji” i dlatego np. minister pracy błąka się na oślep jak dziecko we
mgle, chcąc się wykazać „robieniem czegoś” – robi cokolwiek, widząc
spoza „końskich klapek” swojego stanowiska i swojego resortu kompletnie fałszywy obraz rzeczywistości;
trzecia – że polska władza w Polsce jest już obecnie władzą marionetkową, a zarządza tym wszystkim ktoś inny i to zarządza w sposób wrogi;
W zasadzie można by zaryzykować i możliwość czwartą a mianowicie, że wszystkie te trzy wcześniej wymienione możliwości – są rzeczywiste i aktualne jednocześnie i funkcjonują w tym kraju.
Jedno jest pewne: władza w sposób skuteczny manipuluje opinią
publiczną i tematyką publicznie funkcjonującą i ostatecznie nic w tym
dziwnego; mieli za nauczycieli doskonałych fachowców od tych spraw a
niektórych (po weryfikacji) zapewne „odziedziczyli w spadku” po PRL.
Zastanawiałem się właśnie: co też ta nasza nieszczęsna władzuchna
wymyśli by skanalizować zainteresowanie społeczne w bezpiecznym dla
siebie kierunku.
Słupki poparcia w rankingach spadają, stopień poparcia PiS dorównuje lub
nawet czasem nieznacznie przekracza poparcie PO – w zależności od tego,
kto robi sondaż i jaki został zamówiony (opłacony) jego wynik, wzrasta
niezadowolenie i krytyka ze strony wszystkich, prócz buraczanych
biznesmenów robiących mająteczki na szalejącym bezhołowiu (nadal
poparcie dla PO w tej grupie – około 50%), niezadowolenie rolników z
wyników unijnych negocjacji budżetowych, jeszcze na dodatek zapowiadane
od dawna i już właśnie oficjalnie złożone propozycje zmiany rządu na
apolityczny rząd fachowców nastawionych na walkę z kryzysem
gospodarczym, złożone przez PiS itp.
No i mamy; wiadomo, że w takiej sytuacji sięga się do tematów
zastępczych wzbudzających duże emocje społeczne. Takim tematem była
sprawa praw autorskich i słynnego projektu ACTA. Więc nagle wyskoczył
jak Filip z konopi minister Michał Boni ze swoimi propozycjami
uwolnienia zasobów powstałych dzięki finansowaniu ze środków
publicznych, zakotłowało się w środowisku intelektualistów i artystów,
twórców, producentów… no i o to przecież chodziło…
Ale to może dziś nie wystarczyć.
Już nie.
Ludzie w coraz większym stopniu rozumieją co jest ważne.
Ważna jest gospodarka polska. Ważna jest możliwość sterowania nią i
realna samodzielność w sprawach kluczowych, sprawach bezpośrednio
skutkujących negatywnym wpływem na sytuację społeczną. Ważne jest
selektywne stosowanie zaleceń administracji unijnej tak by nie dać sobie
psuć tego, co jeszcze jako tako funkcjonuje. Tak robi Francja, Wielka
Brytania i Niemcy i tak też musi do sprawy podchodzić Polska. Kraje tak
zwanej „Unii” stosują protekcjonizm gospodarczy, interweniują jeśli
trzeba w rzekomo „wolny” rynek, narzucają reszcie Unii własne warunki i
indywidualne zasady ich tylko dotyczące, chronią własne społeczeństwa
przed bezrobociem – szukając rynków zbytu własnych towarów i zwalczając
konkurencję wytwórczą i handlową tak, by to ich towary miały zbyt na
innych rynkach. Trwa bezwzględna walka o zbyt własnej produkcji w czasie
nadprodukcji, bo od tego zależą miejsca pracy i stopa bezrobocia.
Polska musi działać podobnie i dlatego musi się pozbyć nastawienia
służebnego. Nastawienie to jednak jest, jak się wydaje, preferowane
przez reprezentantów Polski, dla których ich interes osobisty, prywatny –
stał się ważniejszy. Polska jak rączy chłop pańszczyźniany znów „służy
panom”… ?
Nie chodzi o jakąś obstrukcję czy brak solidaryzmu a raczej o
zachowywanie do końca tej nienaruszalnej odrobiny zdrowego rozsądku czy
odpowiedzialności przede wszystkim przed własnym społeczeństwem.
Niestety jak się wydaje – kryteria wyboru kandydatów na
europarlamentarzystów były całkowicie chybione, znalazło się tam wielu
ludzi przypadkowych, bezmyślnych, dbających wyłącznie o własne
interesiki i kariery, zabiegających teraz o unijne gaże jako pieniądze
których w Polsce – jako artyści, naukowcy czy „ludzie pióra” – nigdy by
nie zarobili.
Ważne jest zadbanie o gospodarkę, o własny rozwój,
ale w takich dziedzinach które generują nowe (odtworzenie niedawno
zlikwidowanych) miejsca pracy szczególnie w produkcji i przetwórstwie,
bo tylko to pozwoli zmniejszyć bezrobocie do granicy tzw. naturalnego
czyli przynajmniej zapobiec wielkiemu, nadciągającemu dziś protestowi
społecznemu.