BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

30/01/2013

Szykuje się nowe „dotacjobranie”, ale stopa bezrobocia z pewnością będzie nadal rosła. Tak chce władza.

Systematyczne przeglądanie ofert zatrudnienia coraz jaskrawiej dowodzi, że jedynym – a co najmniej najważniejszym mechanizmem działającym w sprawie zatrudniania – jest tzw. koszt zatrudnienia.
Jest to dla rządzących konkretną wskazówką. Zatrudniony pracownik jest zatrudniony po to, by generował jakiś określony przychód, bezpośrednio lub jako członek grupy, zespołu, wykonujący sprawnie swoje funkcje i przyczyniający się w ten sposób bezpośrednio do powstania przychodu firmy. Ostatecznie; – przecież po to został on wraz z innymi zatrudniony, by wytworzył przychód. Nie można jednak zapominać, że jego, pracownika, motywacją nie jest sama działalność dla jakiejś firmy a bezpośrednio – jego własny zarobek, jako ekwiwalent pieniężny za świadczoną pracę. Z owego wypracowanego z zasady sporego przychodu pracodawca pokrywa wszelkie obowiązkowe płatności związane z tym zatrudnieniem (jak ZUS, Fundusz Pracy, Fundusz wypadkowy, PFRON itp.) oraz płacę pracownika ustaloną w umowie. Pozostała nadwyżka jest dochodem firmy, z którego pokrywa się inne koszty, realizuje rozliczenia, amortyzację itp. aż wreszcie na końcu pozostaje kwota stanowiąca zysk własny przedsiębiorcy.
To – w jaki sposób to wszystko jest zorganizowane, jak funkcjonuje organizacyjnie i finansowo – zależy od przedsiębiorcy. Efekt – w dużej mierze zależy też od pracowników. Jak się wydaje – „interes” jest tu wspólny. Od pracownika zależy wyłącznie realizacja założonego planu wydajności bądź skuteczności i jeśli planu takiego nie wykonuje, najczęściej jest, a w każdym razie – może być – wymieniony na bardziej wydajnego lub skutecznego, – co także leży w gestii przedsiębiorcy. Podobnie jak cała konstrukcja biznesu, jego założenia, zaplecze, sensowność ekonomiczna pomysłu, itp.

Chcę z naciskiem podkreślić, że to przedsiębiorca planuje i realizuje swój biznesplan, realizuje go posługując się pracownikami najemnymi. Natomiast klimat, realia w jakich to wszystko jest osadzone i jakim podlega – tworzy władza państwowa.

W medialnym rozpatrywaniu tej sprawy wiele jest demagogii (po stronie przedsiębiorców oraz pracowników) i niekompetencji (po stronie dziennikarzy), ponadto mamy do czynienia z różnymi „zagrywkami psychologicznymi”.
Jedną z nich jest ciągłe narzekanie przedsiębiorców na „wysokie koszty pracy”, biadolenie – ile to przedsiębiorca musi odprowadzać do skarbu państwa. Jednak nie można dać się zwieść pozorom: przedsiębiorcy (może prócz jakiegoś „marginesu”) doskonale wiedzą i rozumieją, na czym polega społeczna rola ich działalności, społeczna rola pracy najemnej, ubezpieczeń społecznych, funduszu pracy itp. W tym widać wyraźne znamiona cwanego szantażu, nacisku na wymuszenie ulg, obniżek, dotacji, upustów, odliczeń – mających zmaksymalizować ten końcowy, ostateczny zysk właściciela.
Tak buduje się chorą, felerną, śmieciową gospodarkę „na glinianych nogach” funkcjonującą w dużej części dzięki dotacjom zewnętrznym oraz maksymalnemu wyzyskowi pracowników. W ten sposób – chciwość i pazerność przedsiębiorców tworzy fałszywy klimat „kryzysu”; bez przerwy rozlegają się narzekania, ostrzeżenia, groźby zaprzestania działalności i masowych zwolnień a wszystko to by wyłudzić dotacje i tym samym zwiększyć ostateczny zysk przedsiębiorcy.

Nie twierdzę tu oczywiście, że kryzysu nie ma, ale przedsiębiorcy jakby „z natury” gotowi są na wszystko, byle zwiększyć swój zysk; to jest jak choroba, zaburzenie umysłu o charakterze nerwicowo – psychotycznym. W pewnym sensie przenośnym i nieco złośliwie – można nawet śmiało powiedzieć, że największym kosztem pracy jest zysk pracodawcy.
Zależność tę widać właśnie w dostępnych ofertach pracy. Znaczną część rzeczywiście funkcjonujących ofert zatrudnienia (nie fikcyjnych) stanowią oferty dla osób młodych, do 26 roku życia. Dlaczego? Bo przy zastosowaniu umowy „śmieciowej”, czyli umowy-zlecenia w okolicznościach, gdy praca faktycznie spełnia kryteria zatrudnienia – przedsiębiorca w takim przypadku nie musi odprowadzać za tego zatrudnionego żadnych składek do ZUS. Proponowane wynagrodzenie poza kilkoma największymi miastami i tak nie przekracza 1600 zł brutto, więc efektem jest wzrost zysku z działalności. Pracodawcy skwapliwie korzystali w przypadku ludzi młodych zaczynających dopiero pracę, z możliwości pomniejszenia wynagrodzenia w pierwszym i drugim roku pracy – znacznie poniżej ustawowo określonego wynagrodzenia minimalnego (w przypadku umów o pracę), bo w przypadku umów cywilnych nic tego wynagrodzenia – prócz zgody samego kandydata – nie limituje.

Drugi najczęściej spotykany dziś rodzaj ofert zatrudnienia, to oferty pracy adresowane do osób niepełnosprawnych. Tu – efekt związany jest z ustawą o PFRON, która nakłada na przedsiębiorców obowiązek opłacania dość wysokiej składki na fundusz. Składka obowiązkowa danego pracodawcy maleje wraz z liczbą osób niepełnosprawnych zatrudnionych przez niego, w proporcji do liczebności załogi przedsiębiorstwa i ustawowego limitu. Ponadto zatrudnienie niepełnosprawnego nie tylko zmniejsza obciążenie składką, ale i daje wiele innych możliwości zdobycia dofinansowania, dopłat, refundacji wydatków itp. Efektem jest znaczna liczba ofert zatrudnienia wyłącznie dla osób posiadających orzeczenie o stopniu niepełnosprawności, (jako warunek kandydowania).
Obecnie daje to więc wyraźnie widoczne preferencje w zatrudnieniu dla studentów i ludzi do 26 roku życia oraz dla osób niepełnosprawnych a dokładniej – dla osób posiadających orzeczenie o niepełnosprawności. Podkreślam to celowo, bo niejednokrotnie wierzyć się nie chce, że przykładowa starsza pani z dużym czy średnim orzeczonym na piśmie stopniem niepełnosprawności, daje sobie radę ze sprzątaniem biur, myciem nieraz bardzo dużych i wysokich okien sięgając do nich po składanej drabince… nasuwa to niestety podejrzenie, że w części przypadków orzeczenia takie mogą być „na wyrost”; nie podejrzewam tu komisji właściwych do orzekania a raczej – samych zainteresowanych.
To zresztą oczywiste i banalne: w tym kraju zawsze tak było, że potrzeba sterowała zachowaniem ludzi: trzeba było (opłacało się) być partyjnym – to miliony szły do partii, nagle się zmieniło – to miliony członków i członkiń „znikły”, niemalże z dnia na dzień… Skoro więc „bycie niepełnosprawnym” znacznie dziś przybliża do uzyskania jakiegoś zatrudnienia, a nikt przecież nie będzie sobie robił krzywdy celowo tylko z tego powodu, to… „krzywda” może pojawiać się na papierze…

Sytuacja nosi w zasadzie znamiona powszechnej dyskryminacji w zatrudnieniu – ludzi sprawnych , oraz dyskryminacji osób po okresie nauki czy studiów, a to jest przecież jednoznacznie zabronione. Podobnie jak dyskryminacja ze względu na wiek, jaka dotyka osoby starsze w wieku produkcyjnym.
Władza (partia rządząca i obsadzone przez nią "większościowo" organa państwa) jest z ramienia społecznego organizatorem życia gospodarczego i społecznego choćby pod względem tworzenia pewnego „środowiska” prawnego, organizacyjnego, klimatu społecznego itp.
Władza ma być przecież gwarantem ale i jakby przeciwwagą dla wolnego rynku, wolności gospodarczej. Nie może jednak – zniewolona własną ideologią – ulegać dyktatowi gospodarki wbrew interesowi społecznemu. W takiej sytuacji – mamy klimat skłaniający do budowy chorej gospodarki opartej w dużym stopniu o dotowanie zatrudnienia, zatrudnianie ludzi bez doświadczenia nie dające im ani doświadczenia, ani zabezpieczenia społecznego, uprawnień emerytalnych oraz zatrudnianie ludzi głównie niepełnosprawnych. To prowadzi do absurdu.
To jest właśnie „rozdawnictwo” publicznych pieniędzy, tyle że tym razem na rzecz przedsiębiorców a nie pracowników.
Szczególnie duża ilość ofert pracy dla niepełnosprawnych jest dostępna w dziedzinie prac niefachowych, ale bardzo obciążających fizyczne; im bardziej praca wymaga sprawności, wręcz sprawności podwyższonej, ponadprzeciętnej, dobrego poczucia równowagi do prac na wysokości ponad 2 m (drabina) i to ze względu na bezpieczeństwo samego zatrudnionego – tym więcej jest ofert proponujących tę pracę wyłącznie osobom niepełnosprawnym. To absurd – ilustrujący jak bardzo nieopanowana chęć maksymalizacji zysku przedsiębiorcy wpływa na życie społeczne. Bo niestety w ten sposób z grupy pozostałych osób, tych w wieku produkcyjnym, pracę mogą znaleźć tylko prawdziwi fachowcy, korpus urzędniczy administracji państwowej, samorządowej i organizacji pozarządowych oraz instytucji edukacji i kultury – zwany ogólnie „wielką rodziną”; pozostała część społeczeństwa to znaczy osoby o niskich kwalifikacjach formalnych (udokumentowanych) oraz osoby w wieku powyżej 45 czy 50 lat – na zatrudnienie szanse mają bardzo niewielkie.
Skoro więc warunki prawne stwarzane przez władzę sterują w opisany wyżej sposób zachowaniem przedsiębiorców w sprawach zatrudnienia, to należy to wykorzystać do upowszechnienia zatrudnienia.
[Na marginesie: Może i przyświecało to kiedyś projektodawcom "ustawy o promocji zatrudnienia", lecz mogło w procesie legislacyjnym zostać doprowadzone niezliczonymi poprawkami do absurdu. No bo komu ustawodawca miał zamiar "promować zatrudnienie" ? - ludziom bezrobotnym przymierającym głodem i szukającym jakiejkolwiek płatnej pracy, po to żeby przeżyć? Jeśli tak - to zadanie takie jest z zasady absurdalne. Jeśli natomiast promocja zatrudnienia miała dotyczyć pracodawców, przedsiębiorców - to minęła się z celem bowiem ustawa nie zawiera żadnych istotnych działań ani nie daje wystarczających środków służących takiej promocji. Ustawę trzeba po prostu o te zadania i środki uzupełnić.]
Zatrudnianie powinno się opłacać przedsiębiorcy w sposób bezpośredni. Równocześnie opłacalność ta nie może się wywodzić z dotowania; dotowania należy w zasadzie zaprzestać.
Przede wszystkim, upowszechnić by trzeba obowiązek płacenia składek społecznych i innych obowiązkowych składek, (być może z jedynym wyjątkiem; odpowiednich programów zatrudniania dla osób niepełnosprawnych, których bez tego nikt nigdy by nie zatrudnił, lecz nie w dzisiejszy „janosikowy” sposób a’la PFRON).

Rejestrowane w urzędach pracy powinny być wyłącznie osoby bezrobotne faktycznie szukające zatrudnienia i wszystkie te osoby powinny mieć zasiłek dla bezrobotnych, w wysokości pozwalającej żyć, mieszkać i tego zatrudnienia skutecznie szukać.
Zasiłek powinien być przyznawany na odpowiednio długi okres czasu, podzielony na krótsze okresy kontrolne, np. jak w Danii – do skutku ale nie dłużej jak do 2 lat.
Osoba bezrobotna powinna mieć osobisty kontakt na co dzień ze swoim pośrednikiem pracy, zawsze tym samym, znającym ją co najmniej z widzenia (w osiedlowych czy dzielnicowych punktach kontaktowych), poszukiwanie pracy powinno być tam rejestrowane i dokumentowane.
Każdy bezrobotny powinien być traktowany indywidualnie przez swojego pośrednika pracy.
Środki na zasiłki dla tych rzeczywiście bezrobotnych powinny pochodzić bezpośrednio z obowiązkowych składek przedsiębiorców; to pracodawcy muszą utrzymywać szukających pracy tak, by bardziej im się zaczęło opłacać zatrudnić ich, niż utrzymywać jako bezrobotnych.
Wysokość składki powinna pozwalać na pokrycie zasiłków w realnej wysokości, pozwalającej na utrzymanie się w gotowości i zdolności do podjęcia pracy.
Powinna być stanowczo zlikwidowana wszelka „praca na czarno”, nielegalne zatrudnienie, łamanie prawa pracy i uchylanie się od obowiązku podatkowego powinno być bezwzględnie ścigane, podobnie jak uchylanie się od płacenia składek do ZUS, który trzeba natychmiast uszczelnić i wydzielić w finansach państwa. Tymczasem jest odwrotnie; – władza umorzyła właśnie zadłużenie bardzo wielu firm w ZUS z powodu niewpłacania składek, co należy rozumieć jako pokrycie tychże składek z budżetu państwa.
Oczywiście – to wszystko nie jest możliwe, bo to by zaprzeczyło podstawom ideologicznym Platformy Obywatelskiej.

Bezrobocie na koniec 2012 roku przerosło nawet te niekorzystne prognozy rządowe i wyniosło 13,3%, przy czym prognozuje się jego dalszy wzrost, w pesymistycznych wersjach nawet do 16% na koniec bieżącego roku. Ma to konkretne dramatyczne skutki społeczne rzutujące na stan państwa. Rząd jednak głównie prognozuje i przygląda się, czy prognozy się spełniają… Głównie tym się zajmuje, jeśli nie liczyć rozniecanych afer medialnych mających ukryć przed opinią publiczną fakt, że nie zajmuje się tym co potrzeba.

Generalnie – znakomita większość osób wypowiadających się na ten temat roztacza katastroficzne wizje, epatuje czarnowidztwem, ostrzega przed nadchodzącym kryzysem i zapaścią, ale nikt się nie zająknie w sprawie zapobieżenia temu, środków przeciwdziałania, zrozumienia powodu nieskuteczności działań dotychczasowych..
Rozumiem, że ludziom niezależnym tak bardzo od spełnienia się lub niespełnienia ich wizji, przepowiedni – zależy wyłącznie na satysfakcji osobistej, jaką spodziewają się odczuć, gdy ich przewidywania okażą się trafne. Na zasadzie: wiedziałem, że tak będzie i ostrzegałem, jestem wielkim ekonomistą, politykiem, dziennikarzem, analitykiem i wiedziałem wcześniej, że tak się stanie. A że to jest równoznaczne z tysiącami czy setkami tysięcy ofiar wśród osób zależnych od codziennej pracy najemnej – cóż, to nie ich, ekonomistów – czarnowidzów wina przecież…
Minister Pracy Władysław Kosiniak Kamysz nadal rozwija działania wychodzące naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców; to oczywiście zupełnie nie dziwi biorąc pod uwagę ideologię tej władzy, dającą bezwzględną „wolną rękę” biznesowi nawet wbrew konstytucji, prawu czy interesowi społecznemu. Nie Polska jest najważniejsza: najważniejsze jest „róbta co chceta”… adresowane do elity. I zabobonna wiara w „niewidzialną rękę” samoregulacji.

Minister Pracy przedstawił właśnie kilka dni temu (24.01) nowy projekt ingerencji w zatrudnienie – za pomocą dotacji: projekt Ustawy „O szczególnych rozwiązaniach na rzecz ochrony miejsc pracy, związanych z łagodzeniem skutków spowolnienia gospodarczego lub kryzysu gospodarczego dla pracowników i przedsiębiorców”.
Zakłada on wdrożenie działań finansowanych ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, co oznacza, że przeznaczony faktycznie na walkę z bezrobociem Fundusz Pracy, na którym ciężką rękę nie do końca legalnie położył Minister Finansów – jest tymczasem nie do odzyskania.
Ochrona miejsc pracy miałaby być realizowana poprzez częściowe dotowanie pensji pracowniczych w okresie skrócenia przez pracodawcę wymiaru pracy w firmie, na czas zastoju w jej działalności, częściowe dotowanie wynagrodzeń za czas całkowitego przestoju firmy pracodawcy zamiast likwidacji miejsc pracy, dotowanie przedsiębiorstw poprzez rekompensowanie im obciążeń z tytułu składek na ubezpieczenie społeczne od wypłacanych wynagrodzeń. Pomoc miałaby mieć charakter czasowy (6 a w wyjątkowych sytuacjach 12 lub 18 miesięcy) a jej wysokość odpowiadałaby zasiłkowi dla osoby bezrobotnej określonej w ustawie.
Tak więc obywatel zatrudniony na umowę o pracę otrzymywałby zasiłek taki jak gdyby był bezrobotny oraz częściową wypłatę wynagrodzenia od pracodawcy. Pracodawca byłby też zobowiązany do nierozwiązywania stosunku pracy i nielikwidowania dotowanych stanowisk pracy w okresie do 3 miesięcy po zakończeniu okresu pobierania pomocy. Pomoc ta stanowiłaby dla pracodawcy pomoc publiczną „de minimis”.
Nie da się wykluczyć, że z punktu widzenia przeciętnego bezrobotnego bezskutecznie poszukującego dziś zatrudnienia, pomoc taka mogłaby zapobiec upadkowi wielu osób do poziomu kloszarda, dając jakieś minimalne środki pozwalające egzystować (i tylko tyle), pod warunkiem uzyskania jeszcze jakiejś pomocy np. rzeczowej także i z funduszu Pomocy Społecznej. Ogólnie jednak pomysł ten idzie w tym, co zawsze kierunku: nie dotyka sedna problemu, jego przyczyny a – tak jak to opisałem powyżej – zostanie doskonale wykorzystany przez przedsiębiorców dla maksymalizacji swojego własnego zysku, kosztem czerpania z funduszy publicznych. Nie wiadomo, jakie zainteresowanie wzbudzi on wśród pracodawców; minister powoli, bardzo powoli, ale jednak uczy się, zadziała też biurokratyczny przymus samo-ochrony urzędników przed ewentualną odpowiedzialnością, co w procesie realizacji wszelkich zapisów ustawowych skutkuje takim zagmatwaniem szczegółowych rozwiązań, zasad, wyjątków od zasad i wyjątków od tychże wyjątków – że sprowadzają one wszystko do kompletnego absurdu.
Im bardziej szczegółowo projekt będzie zabezpieczał realizację swoich założonych z góry celów, tym mniej przedsiębiorców się nim zainteresuje: nie da się „zakombinować” dla zwiększenia własnego zysku – to znaczy, że to jest nieprzydatne.
Obawiam się, że realizacja tego projektu da nowy impuls żerowaniu na pomocy publicznej a po wyczerpaniu pieniędzy wszystko powróci w najlepszym wypadku do stanu obecnego. Skończą się dotacje – skończy się zatrudnianie a zacznie znów straszenie masowymi zwolnieniami, redukcją zatrudnienia, likwidacją działalności lub przeniesieniem jej za granice, – czyli ta sama szopka, co obecnie… wyłącznie w celu maksymalizacji zysku własnego.

Uważam, że jedyne rzeczywiste rozwiązanie problemu bezrobocia i kłopotów, z jakimi spotyka się gospodarka – musi się zacząć od całkowitej zmiany „opcji politycznej” w tym kraju, albo co najmniej od zasadniczych przekształceń w koalicji rządzącej, polegających na całkowitym odrzuceniu obecnej ideologii, która jest praprzyczyną wszystkich problemów.

Odwiedziny: