Życie przynosi mi coraz to nowe dowody na to, że sytuacja osób
pozbawionych pracy nie jest rozumiana przez innych, nawet bliskich czy
znajomych stale zatrudnionych i przyzwyczajonych do swojego stałego
rozkładu dnia oraz przede wszystkim – stałego dopływu pieniędzy.
Przyzwyczajonych do pewnego poczucia podstawowego bezpieczeństwa
materialnego, wyrażającego się choćby w tej pewności, że na koniec
miesiąca, w łatwym do określenia dniu wpłynie na ich konto bankowe
wypłata wynagrodzenia za pracę; niezbyt duża, może nie imponująca, ale
jednak dająca choćby podstawę zasadniczej egzystencji – jak w przypadku
najniższej płacy ustawowo określonej – na poziomie zbliżonym do minimum
socjalnego.
Nie promuję tu oczywiście takiej postawy, gdyby sprowadzić to do
samoograniczenia życiowego, mentalnego i kulturowego; niezrozumienie
jest rodzajem niepełnosprawności.
Właśnie dlatego zajmuję się tu po prostu tą grupą ludzi, która ma
swoje miejsce w społeczeństwie, jest jego wytworem, produktem ubocznym a
– o której nikt nie chce pamiętać.
Człowiekowi który tego stanu nie przeżył wydaje się absolutnie umykać
taka możliwość nawet jako wyobrażenie, by nie otrzymywał swojego
dotychczasowego „godnego” uposażenia, jest to dla niego tak abstrakcyjna
ewentualność, że aż przekracza możliwości wyobrażenia. Każdy uważa się
po prostu za normalnego, zwykłego, przeciętnego i tak samo normalne jest
dla nich to, że gdzieś pracują, dostają za to regularnie jakieś
pieniądze… wiadomości, że „brak miejsc pracy dla miliona bezrobotnych” –
są dla nich czymś abstrakcyjnym.
Natomiast co do ewentualnych wątpliwości moralnych, pojawiających się
jeszcze czasem u niektórych osób w związku z obserwowanym upadkiem
innych do poziomu kloszarda, upadkiem lub (i) śmiercią tych którym się
„nie udało”, umysł – zawsze dążący do równowagi, wymagającej w tym
przypadku samousprawiedliwienia, znieczulenia – wytwarza takie
argumenty, takie linie samoobrony psychicznej by nie dopuścić do siebie
nawet cienia współwiny za to.
Być może właśnie dlatego występuje tu tak silne zjawisko niezrozumienia;
niemożności zrozumienia, lub bronienia się przed nim. Ludzie nie chcą
rozumieć co czuje i przeżywa osoba, której się „z zasady” odmawia
zatrudnienia, bo np. ma więcej niż 45 czy 50 lat, lub z jakiegoś innego
równie absurdalnego powodu. Nie chcą zrozumieć najprostszego, choć to
oczywiste, że bez jakichś dochodów nie da się żyć, a jakaś liczba
obywateli żadnych dochodów nie ma, bo się im ich odmawia.
Jakich dochodów?
Dochody określające tak zwane „minimum egzystencji” określono w tym
kraju na nieco ponad 500 zł miesięcznie. Natomiast minimum socjalne to
ok. 1100 zł. Przepraszam czytelnika: nie chce mi się tego dokładnie
sprawdzać, bo uważam te kwoty za absurdalnie odbiegające od realiów
potrzeb życiowych, więc za raczej mało warte uwagi.
Zbyt mało pieniędzy – to jest po prostu zbyt mało. Mimo że obowiązują
jako podstawa do wielu innych danych normatywnych i wyliczeń. Dane takie
możne znaleźć w Internecie dość łatwo, jeśli to kogoś bawi. Mnie –
jakoś nie bawi… zbyt mnie to osobiście dotyczy, bym to uważał za
zabawne.
W mediach w związku z wyżej opisaną sytuacją jest spory ruch
propagandowy deprecjonujący problem skutków bezrobocia oraz samych osób
pozbawionych zatrudnienia. Jak można się domyślać jest to wyrazem
pewnego zamówienia politycznego, realizowanego przez zawodowych
„zaciemniaczy”, jak i różnych domorosłych, amatorskich zwyrodnialców
społecznych, lansujących jak ten fircyk w cylinderku różne śmieszne,
dziwaczne lub absurdalne tezy ideologiczne; lansujących monarchię,
endecję, węszących wszędzie za „komuną”, nie odróżniających wolności od
anarchii…
Łączy ich jedno: cynizm, bezczelność, pogarda dla człowieka.
Gdy się wspomni o bezrobociu i jego skutkach, natychmiast odzywają
się różni dranie, czy durnie (poniekąd jedno nie przeczy drugiemu i
cechy te mogą się połączyć w jednym, aspołecznym, barbarzyńskim,
cynicznym umyśle). Po pierwsze – bezrobotni mają się ich zdaniem „wziąć
do roboty” – no bo to przecież lenie którym się nie chce pracować. Jeśli
wśród bezrobotnych rzeczywiście znajdzie się ktoś taki – to wina
urzędów pracy a więc samorządu lokalnego prowadzącego działalność PUP,
czyli wina władzy, także w postaci Sejmu tworzącego prawo oraz
ministerstw zarówno postulujących docelowy stan prawny jak i
realizujących je. To wina ideologii. Praca jest źródłem dochodu
niezbędnego do przeżycia, do zaspokojenia potrzeb w stopniu zależnym od
możliwości zarobkowych, więc każdy normalny człowiek nie tylko musi
zarabiać by żyć, ale i po prostu chce zarabiać – tak jak i chce żyć.
Jeśli więc „wrzucono do jednego worka” w ewidencji biurokratycznej
Urzędów Pracy właśnie takich ludzi poszukujących zatrudnienia którym się
go odmawia, z ludźmi w rzeczywistości już niezdolnymi do żadnej pracy,
chorymi, całkowicie pozbawionymi umiejętności funkcjonowania społecznego
na skutek wieloletniej bezdomności i nędzy – to jest wina władzy.
Owszem; czasem w pewnych indywidualnych przypadkach może to być wina
tych ludzi, w tym sensie że ewidentnie „sami są sobie winni”, bo
popełnili jakiś osobisty poważny błąd albo nie popełnili żadnego – bo
nic nie robili, ale generalnie to władza stwarza środowisko prawne
funkcjonowania biznesu, stwarza zasady jakim owo funkcjonowanie podlega.
I stworzyła takie, w których to biznes rządzi państwem, rządzi
oczywiście wyłącznie w swoim cynicznym interesie. Decyduje o losach
całych grup zawodowych, bo powie że on „50+ nie zatrudnia”. A dlaczego
nie? Bo nie. Politycy mają zdaniem „liberałów” wierzących w
„niewidzialną rękę” pozostawić całą gospodarkę państwa –
przedsiębiorcom, stać grzecznie z boku i przyglądać się, jak
„przedsiębiorcy tworzą nowe miejsca pracy”… A co jeśli nie tworzą a
likwidują? To trudno… widocznie jest kryzys…
Oczywiście, że jest.
Nazywa się Platforma Obywatelska i Donald Tusk.
Inny dureń powie, że bezrobotni to przeważnie alkoholicy i dlatego są
pozbawieni pracy.
Tak zwany bezrobotny to osoba zdolna do pracy i
poszukująca zatrudnienia, której zatrudnić nikt nie chce. Na przykład z
powodu wieku (po 45 czy 50 roku życia). Co prawda – prawo w tym kraju
jednoznacznie zabrania nierównego traktowania kandydatów do zatrudnienia
ze względu na wiek, ale tego się absolutnie nie przestrzega. Platforma
Obywatelska stworzyła w tym kraju państwo bezprawia, w którym można
sobie bimbać z przepisów prawa zupełnie bezkarnie, także i prawa
wyrażonego w Konstytucji. Konstytucja RP nie jest konstytucją państwa
liberalnego, dlatego jest ignorowana przez władzę liberałów, nie
posiadającą jednak uprawnienia wynikającego z upoważnienia społecznego
do jej zmiany. Dlatego tez i poparcie dla tej partii wśród bimbających
sobie z prawa przedsiębiorców jest największe i sięga 50%. To partia
Bezprawia i Niesprawiedliwości a nie żadna Platforma Obywatelska i tak
też się powinna nazywać.
BiN.
Bezprawie i Niesprawiedliwość.
Brak pracy to brak zarobków, czyli narastający problem finansowy
dotyczący kosztów elementarnego utrzymania. Bardzo często już w
początkowej fazie dochodzi do rozpadu rodziny; separacji lub rozwodu z
powodu bezrobocia. To najczęściej powoduje konieczność opuszczenia
dotychczasowego miejsca zamieszkania. Dopóki jest możliwość płacenia
choćby za wynajęte oddzielne mieszkanie, nie jest to początkowo problem;
potem już tylko pokój z używalnością łazienki, najtańszy pokój „na
stancji” co studenci określają mianem „u babci”, ale tu konieczna jest
comiesięczna i terminowa zapłata. Jeśli zapłaty brak, człowiek taki –
wyrzucony w ciągu tygodnia czy dwóch – jeśli ma trochę szczęścia
znajduje się w jakimś miejscu przypadkowym, kątem u znajomego, w
altance na czyjejś działce a w końcu – na ulicy.
By utrzymać pewien standard wyglądu, wiarygodności wobec ewentualnego
potencjalnego pracodawcy – trzeba mieć normalny, schludny wygląd,
możliwość dokonywania podstawowych zabiegów higieniczno-sanitarnych, a
więc także prania, prasowania, golenia się, kąpieli – a to kosztuje.
Zasiłek dla zarejestrowanych osób bezrobotnych otrzymuje średnio 16%
bezrobotnych, czyli zaledwie 16 na 100 osób.
W dłuższym okresie czasu bezowocnego poszukiwania zatrudnienia czyli w
konsekwencji zarobku, nie da się spełniać tych wymogów; możliwości i
wygląd bezrobotnego pogarsza się a co za tym idzie – zamykają się przed
nim na zawsze kolejne drzwi pracodawców. Dopiero człowiek będący w
takiej sytuacji dostrzega w pełni – jak szybko się zużywa to co jest mu
niezbędne, jak błyskawicznie się niszczy, ile rzeczy jest niezbędne
człowiekowi by normalnie funkcjonować, w szczególności gdy ma się
nieustannie poddawać ocenie ewentualnego pracodawcy, stawać przed
komisją rekrutacyjną, uczestniczyć w rozmowach kwalifikacyjnych. Jak
trudno jest nie mając systematycznych dochodów zachować standard
niewyróżniającej się negatywnie normalności wyglądu, powierzchowności,
na jak krótko wystarcza możliwości i motywacji…
Wiele z tych osób w pełni zdaje sobie sprawę z tego, że wolniej lub
szybciej ale nieuchronnie się staczają, stopniowo degenerują się do
poziomu kloszardów, zmierzają do tragedii. Nic na to nie mogą poradzić
bez zewnętrznej interwencji, a interwencji nie ma – bo byłaby sprzeczna z
ideologią tej władzy, tego państwa. Są pozory pomocy: skierowanie na
kurs – po którym nadal nikt tej osoby nie chce zatrudnić, dotowanie
zatrudnienia przez kilka miesięcy za możliwie najniższe wynagrodzenie –
po których i tak nieuchronnie powraca on do stanu pozbawienia dochodów z
pracy, gdy dotacje się skończą jest nieuchronnie zwalniany.
To ciekawostka swoją drogą, że pracownik po pięćdziesiątce gdy jest
dotowany – nadaje się zdaniem pracodawcy do pracy, pracuje dobrze i
jest oceniany pozytywnie dopóki wpływa dotacja a gdy dotacja się kończy –
natychmiast znów do jakiejkolwiek pracy przestaje się nadawać… Dowodzi
to jedynie, że chodzi tu o cyniczną grę „polowania na dotację” – nawet
kosztem życia ludzi będących pionkami w tej grze.
Oczywiście zjawisko alkoholizmu dotyka wiele osób; nie tylko tych
normalnie pracujących ale i tych niezależnych, bogatych; to ogromny
problem społeczny i osobisty, napędzany niejako przez władze dla
utrzymania wpływów do skarbu państwa. Niewątpliwie zdarza się, że
ludzie tracą wszystko i stają się kloszardami – z powodu wcześniejszego
wpadnięcia w nałóg alkoholowy. Jednak alkoholicy w żadnym przecież
przypadku nie powinni być uznani za bezrobotnych, gdyż nie spełniają do
tego podstawowych wymogów przyjętej w ustawie definicji.
Nie o nich tu piszę.
Wśród bezrobotnych znacznie częściej natomiast dochodzi do alkoholizmu
na skutek bezrobocia a nie bezrobocia – na skutek alkoholizmu.
Człowiek
doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego położenia, ze swojego
stopniowego upadku z powodu braku dochodów wystarczających do utrzymania
się, im bardziej inteligentny – tym bardziej rozumie to co się z nim
dzieje i dłużej walczy o przetrwanie ale udaje się wyrwać z tej pułapki
niewielu. Dlatego co bardziej wartościowe jednostki uciekają przed tym w
alkoholizm, czyli po prostu – w znieczulenie. „Zalanie się” do
nieprzytomności i zamarznięcie z Bożą pomocą w parku, korzystając ze
sprzyjających okoliczności bardzo niskiej temperatury poniżej zera – to
chyba niezłe wyjście. Pozwala zaoszczędzić sobie tak wielu upokorzeń,
ostatecznego upodlenia, odczłowieczenia…
Mniej wartościowe jednostki – uciekają przed tym w przestępczość;
skoro nie mogą normalnie zapracować na swoje potrzeby wykonując swój
zawód albo już wręcz jakikolwiek możliwy dla nich do wykonywania, to
zdobywają potrzebne pieniądze w sposób nielegalny lub wręcz kryminalny,
przestępczy, realizując swoje prawo do życia i do wolności.
Zadziwiające jest, że to się temu społeczeństwu opłaca, że chce ponosić
te koszty, uznając za ważniejsze „zasady liberalizmu” PO – powodujące iż
przedsiębiorca ma prawo powiedzieć iż „osób 50+ nie zatrudnia” – bo
„coś tam, coś tam”. Że najważniejsza jest wolność przedsiębiorców,
nawet gdy odbierają oni w ten sposób wolność całym kilkusettysięcznym
grupom potencjalnych pracowników. Bo brak środków do podstawowego utrzymania, brak możliwości zarobienia ich – to jest odebranie im ich podstawowej wolności. Taki „liberalizm” – to w rzeczywistości zaprzeczenie liberalizmu.
Pisałem kiedyś, że człowiek prawdopodobnie jest w stanie tak naprawdę
zrozumieć jedynie to, co leży w zakresie jego osobistego doświadczenia.
Może dlatego tak niewiele jest zrozumienia dla tragedii jaką jest brak
zatrudnienia dla osób praktycznie uzależnionych od pracy najemnej. Bo
to jest kolejna propozycja wspomnianego przykładowego drania czy durnia:
skoro nie ma zatrudnienia – bezrobotny może rozpocząć działalność
gospodarczą na własny rachunek.
Ale to kolejny idiotyczny mit ideologii PO.
Człowiek zdolny do rozpoczęcia nawet w mikroskali działalności
gospodarczej – nie jest przeważnie, i to nieraz latami bezrobotny. Te
kilka czy kilkanaście tysięcy złotych możliwe do uzyskania w konkursie
na dotacje do rozpoczynanej działalności gospodarczej to zbyt mało by
mogło wystarczyć; ta pomoc jest z natury jedynie dofinansowaniem dla
kogoś kto już ma możliwości lokalowe i część kapitału, a zwłaszcza ma
pomysł i wiedzę.
Podstawą działalności gospodarczej jest zatrudnianie pracowników,
tylko w ten sposób można osiągnąć wystarczające obroty czy przychody i
osiągnąć z nich zysk. Społeczeństwo tak czy inaczej nie może się składać
z samych przedsiębiorców. Oczywiście; należy dążyć do rozwoju drobnej
przedsiębiorczości. Kto ma być przedsiębiorcą, bo posiada wszystkie
potrzebne cechy – z pewnością będzie nim, ale środowisko osób
bezrobotnych nie jest miejscem gdzie można by szukać masowo osób o
takich cechach, bo gdyby je posiadali nie byliby bezrobotni.
Żeby żyć, trzeba mieć pieniądze, choćby w minimalnej, ale niezbędnej
ilości. Żeby być bezrobotnym sensu stricte i starać się o zatrudnienie
także trzeba mieć niezbędne środki, bo utrzymanie standardu osoby
gotowej i zdolnej do natychmiastowego rozpoczęcia pracy – wymaga
ponoszenia kosztów. Dlatego w rejestrze bezrobotnych powinni być tylko i
wyłącznie bezrobotni, aktywnie poszukujący zatrudnienia, ściśle
spełniający wymogi i wszyscy oni powinni mieć przyznany zasiłek w
wystarczającej do zaspokojenia podstawowych potrzeb wysokości, nas czas
poszukiwania zatrudnienia i z przebiegu tego poszukiwania – rozliczani.
Bezrobocie jest pochodną stanu gospodarki a ten – nie zależy od postawy
tego pojedynczego potencjalnego pracownika a raczej – od założeń
politycznych oraz stanu gospodarki lokalnej i światowej, który także tym
bardziej od tego nieszczęsnego człowieka nie zależy. Państwo jest
tworem tworzonym przez ludzi i dla ludzi, dla dobra, dla pomocy a nie
niszczenia i eksterminacji, dlatego – skoro narzuca sytuację i zasady
postępowania, musi wziąć na siebie obowiązek realnej pomocy w
egzystencji dla osób, dla których z jakiegoś od nich niezależnego powodu
brakuje miejsc pracy, czyli miejsc zdobycia środków do życia w zamian
za wykonaną pracę. Przedsiębiorcy muszą pracować w konkretnym "otoczeniu"
obowiązujących i respektowanych przepisów prawa regulujących działania
gospodarcze. Przedsiębiorcy muszą mieć swobodę prowadzenia działalności
gospodarczej w ramach prawa, pełny wpływ na koszty i zysk. Mają prawo
dbać głównie o swój zysk. Natomiast Państwo ma działać tak, by ta
swoboda nie obracała się przeciwko jakimś grupom społecznym innym niż
przedsiębiorcy, przeciwko społeczeństwu jako całości. Na przykład – by
jakieś durne mity funkcjonujące wśród przedsiębiorców nie wyłączały
swoim „widzi mi się” z aktywności zawodowej całych grup wiekowych, jak
teraz ludzi w wieku produkcyjnym po 45 czy 50 roku życia ale przed
wiekiem emerytalnym. A jeśli już – to by owo wyłączenie z aktywności
odbywało się na bezpośredni koszt pracodawców.
Państwo tworzone i zarządzane (bezpośrednio lub pośrednio) przez przedsiębiorców – to jest w rzeczywistości zamach na państwo!
Jest ono skandalicznym wypaczeniem i w ostatecznym rozrachunku musi
ponieść klęskę. Musi stać się w przyszłości przedmiotem zainteresowania Trybunału
Stanu.
Jednak nim to się stanie przedsiębiorcy zgromadzą tak czy inaczej
swój podły zysk, zdobędą swoje majątki i w ostateczności wytransferują
je za granicę, a wszelkie koszty poniesie społeczeństwo, w szczególności
pewne grupy „spisane na straty” – jak dziś osoby w wieku określanym
jako „50 plus”.
Obecny okres bezwzględności i bezhołowia, związane z nim nazwiska –
będą kiedyś w historii tego państwa okryte hańbą i wstydem. Ofiarom to
jednak nie przywróci zmarnowanych lat, straconego życia, cierpienia fizycznego i
psychicznego.