BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KLD. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KLD. Pokaż wszystkie posty

12/06/2014

Dla władzy nie jest ważna prawda; ważne jest alibi z manipulowanego „poparcia społecznego” i propaganda sukcesu.

Pod tym względem dziś obecna władza niczym nie różni się od dawnej władzy tak zwanej „ludowej” – jak się lubiła mianować władza towarzyszy z PZPR.

A jest tak po prostu dlatego, że nasza obecna neo-totalitarna ekipa „kolesiów” chce za wszelką cenę utrzymać władzę, utrzymać ją jak najdłużej a przynajmniej przez czas, do kiedy w Polsce można jeszcze robić błyskawiczne kariery, majątki „z niczyjego” i skutecznie uchylać się od wszelkiej odpowiedzialności.
Na szczęście spora część społeczeństwa zna z własnego doświadczenia i pamięta totalitarne działania władzy „ludowej” opartej na ideologii komunistycznej dostosowanej nieco do specyfiki społeczeństwa polskiego, pod wypływem niepowodzeń później zwanej „budową społeczeństwa komunistycznego” a po dalszych niepowodzeniach wynikających z oporu społecznego – „budową społeczeństwa socjalistycznego”. Oczywiście budowa ta nigdy się nie zakończyła, także z pewnością nie sukcesem; ustrój powstały w naszym kraju nigdy nie był ani komunizmem ani socjalizmem i prawdopodobnie dlatego właśnie zakończył się tak jak się zakończył. Mówienie dziś, że „w Polsce skończył się komunizm” być może jest dobrym zagraniem medialnym dla jakiejś niespełnionej aktoreczki, ale nie odpowiada prawdzie po pierwsze dlatego – że tu nigdy nie było komunizmu, więc nie mógł się także „skończyć” a po drugie – te siły i ci ludzie którzy się kryją pod tym określeniem w Polsce – nadal świetnie i coraz lepiej się mają, dobrze ustawieni jak polska odmiana ukraińskich oligarchów, tyle że udających prywatnych i niewinnych, zwyczajnych i skromnych obywateli.

Dla sił politycznych osadzonych tu u władzy przez Związek Radziecki – wówczas jedna zasada była kardynalna: objąć władzę, opanować wszystkie instytucje państwa, stworzyć mechanizm nacisku i szantażu i już nigdy tejże władzy nie oddać. Weżreć się w społeczeństwo jak grzyb w ścianę, zakotwiczyć się wszędzie swoimi mackami jak rak w zdrowym organizmie, spętać ludzi strachem, naciskami, nagrodami, karami, poczuciem beznadziejności, kontrolować wszystko agresywnie i dokładnie by już nigdy nie dać się odsunąć czy wyrugować z władzy a tym bardziej - pociągnąć do jakiejkolwiek odpowiedzialności. Dokładnie tak jak Tusk ze swoją PO. To właśnie można uznać za definicję totalitaryzmu, za spektakularną pogardę demokracji.

Od kiedy sięgnę pamięcią, były w tym kraju siły i ośrodki przeciwstawiające się totalitaryzmowi władzy. To wcale nie tylko galeria znanych kilkunastu nazwisk tych, którzy byli najbardziej prześladowani, albo po 1989 roku postanowili zostać największymi kombatantami „walki z komuną”, zamienić to co robili na stanowiska, zaszczyty, funkcje i związane z tym dochody. Nie wszyscy chcieli a spośród chcących – nie wszystkim się udało.
Jednocześnie można tu zawsze było spotkać przeróżnych sprzedawczyków, kolaborantów, cynicznych cwaniaków bez charakteru i skrupułów, potakiwaczy pozujących na intelektualistów albo na rewolucjonistów, ale przeważnie za tym ukrywał się jakiś interes, oczekiwanie odwzajemnienia się władzy za wsparcie w walce z przeciwnikami totalitaryzmu, czasem durny, naiwny fanatyzm…
Jak to przedstawił kiedyś Jacek Fedorowicz w jednym ze swoich politycznych programów satyrycznych: … kiedy stocznie strajkowały to zawsze znajdowały się takie medialne „przedstawicielki” zatroskanego społeczeństwa; … to chyba nawet jedna taka była – dyżurna, tam ją odpowiednio przebierali; a to szwaczka a to rybaczka, stawiali ją przed kamerami TVP i ona mówiła płaczliwym głosem: „W imieniu wszystkich kobiet pracujących ja się domagam, żeby stoczniowcy już wrócili do pracy”; a już poza anteną – „to teraz którędy do kasy…?”…

Okazuje się, że nadal nic się nie zmieniło, w każdym razie niewiele. Znów jest władza widząca swoje główne zadanie w tym, aby się „nie dać zmienić”, nawet wbrew jasnemu bo dość jasno wyrażanemu oczekiwaniu społeczeństwa. Władza gotowa na bardzo wiele, (mam nadzieję, że jednak nie na wszystko) – by pozostać władzą, mimo, że otrzymuje jednoznaczne sygnały także z własnych sondażowni, że poparcia społecznego już nie ma, że zbyt wielu zawiodła. Zresztą „poparcie społeczne” to dla tej władzy jedynie gadżet; sympatyczny gdy jest ale niekonieczny. O zwyczajnym podporządkowaniu się demokratycznemu oczekiwaniu społeczeństwa – także wtedy gdy jest niekorzystne – nawet się władzy nie śni. Władza „wie lepiej co dobre”… jak każda totalitarna władza.

Nadal są osoby cieszące się z tego, że władza nie posiadająca już akceptacji – „wygrała wybory siódmy raz z rzędu” – tak jakby nie było demokracji, jakby tu chodziło o jakąś infantylną zabawę harcerską – „kto – kogo” a nie o los milionów ludzi, pozbawianych w ten sposób wpływu na swoje życie. Nakłanianych w ten sposób do bardziej radykalnych, niszczycielskich form upomnienia się o demokrację i praworządność. I znów taka „szwaczka – rybaczka”, znów taka stara, skrzywiona złośliwie baba z jakąś skrajną frustracją, jakimś urazem psychicznym malującym się na twarzy, zaślepiona niczym nie uzasadnioną nienawiścią „polityczną” do „Kaczyńskiego” i wszystkiego co „kaczyńskie” – chwali totalitaryzm tej władzy, pisze peany o „Donku – Zwycięzcy” – jak kiedyś pisano o Stalinie – Słońcu Ludzkości – kolejny raz zwyciężającym w ustawionych komunistycznych „wyborach”. Baba nawet nie wie, jak jest śmieszna w tej swojej zajadłości i jak jest smutna w tej swojej chorobie a przecież w rzeczywistości nic od niej nie zależy; zupełnie nic… baba jednak nie ma wątpliwości: wiadomo przecież, że im więcej razy się „zwycięży w wyborach” kolejnych i następujących po sobie – tym lepiej… tak jak w Chinach, Korei Północnej, Rosji; – lepiej bez wątpienia dla tych, którzy zwyciężyli lub mających z nimi jakiś wspólny interes. Czekam więc z zaciekawieniem: Kiedy baba zapyta: „… którędy do kasy”?

A może zresztą już w kasie była; otrzymała już co miała otrzymać – na konto (a’ konto na konto); obecny rozwój internetowej bankowości elektronicznej ma dziś swoje miłe udogodnienia.

24/02/2013

Pozostaje tylko wściekłość, bezradność i żal…

Życie przynosi mi coraz to nowe dowody na to, że sytuacja osób pozbawionych pracy nie jest rozumiana przez innych, nawet bliskich czy znajomych stale zatrudnionych i przyzwyczajonych do swojego stałego rozkładu dnia oraz przede wszystkim – stałego dopływu pieniędzy. Przyzwyczajonych do pewnego poczucia podstawowego bezpieczeństwa materialnego, wyrażającego się choćby w tej pewności, że na koniec miesiąca, w łatwym do określenia dniu wpłynie na ich konto bankowe wypłata wynagrodzenia za pracę; niezbyt duża, może nie imponująca, ale jednak dająca choćby podstawę zasadniczej egzystencji – jak w przypadku najniższej płacy ustawowo określonej – na poziomie zbliżonym do minimum socjalnego.
Nie promuję tu oczywiście takiej postawy, gdyby sprowadzić to do samoograniczenia życiowego, mentalnego i kulturowego; niezrozumienie jest rodzajem niepełnosprawności.
Właśnie dlatego zajmuję się tu po prostu tą grupą ludzi, która ma swoje miejsce w społeczeństwie, jest jego wytworem, produktem ubocznym a – o której nikt nie chce pamiętać.

Człowiekowi który tego stanu nie przeżył wydaje się absolutnie umykać taka możliwość nawet jako wyobrażenie, by nie otrzymywał swojego dotychczasowego „godnego” uposażenia, jest to dla niego tak abstrakcyjna ewentualność, że aż przekracza możliwości wyobrażenia. Każdy uważa się po prostu za normalnego, zwykłego, przeciętnego i tak samo normalne jest dla nich to, że gdzieś pracują, dostają za to regularnie jakieś pieniądze… wiadomości, że „brak miejsc pracy dla miliona bezrobotnych” – są dla nich czymś abstrakcyjnym.
Natomiast co do ewentualnych wątpliwości moralnych, pojawiających się jeszcze czasem u niektórych osób w związku z obserwowanym upadkiem innych do poziomu kloszarda, upadkiem lub (i) śmiercią tych którym się „nie udało”, umysł – zawsze dążący do równowagi, wymagającej w tym przypadku samousprawiedliwienia, znieczulenia – wytwarza takie argumenty, takie linie samoobrony psychicznej by nie dopuścić do siebie nawet cienia współwiny za to.
Być może właśnie dlatego występuje tu tak silne zjawisko niezrozumienia; niemożności zrozumienia, lub bronienia się przed nim. Ludzie nie chcą rozumieć co czuje i przeżywa osoba, której się „z zasady” odmawia zatrudnienia, bo np. ma więcej niż 45 czy 50 lat, lub z jakiegoś innego równie absurdalnego powodu. Nie chcą zrozumieć najprostszego, choć to oczywiste, że bez jakichś dochodów nie da się żyć, a jakaś liczba obywateli żadnych dochodów nie ma, bo się im ich odmawia.
Jakich dochodów?
Dochody określające tak zwane „minimum egzystencji” określono w tym kraju na nieco ponad 500 zł miesięcznie. Natomiast minimum socjalne to ok. 1100 zł. Przepraszam czytelnika: nie chce mi się tego dokładnie sprawdzać, bo uważam te kwoty za absurdalnie odbiegające od realiów potrzeb życiowych, więc za raczej mało warte uwagi.
Zbyt mało pieniędzy – to jest po prostu zbyt mało. Mimo że obowiązują jako podstawa do wielu innych danych normatywnych i wyliczeń. Dane takie możne znaleźć w Internecie dość łatwo, jeśli to kogoś bawi. Mnie – jakoś nie bawi… zbyt mnie to osobiście dotyczy, bym to uważał za zabawne.

W mediach w związku z wyżej opisaną sytuacją jest spory ruch propagandowy deprecjonujący problem skutków bezrobocia oraz samych osób pozbawionych zatrudnienia. Jak można się domyślać jest to wyrazem pewnego zamówienia politycznego, realizowanego przez zawodowych „zaciemniaczy”, jak i różnych domorosłych, amatorskich zwyrodnialców społecznych, lansujących jak ten fircyk w cylinderku różne śmieszne, dziwaczne lub absurdalne tezy ideologiczne; lansujących monarchię, endecję, węszących wszędzie za „komuną”, nie odróżniających wolności od anarchii…
Łączy ich jedno: cynizm, bezczelność, pogarda dla człowieka.

Gdy się wspomni o bezrobociu i jego skutkach, natychmiast odzywają się różni dranie, czy durnie (poniekąd jedno nie przeczy drugiemu i cechy te mogą się połączyć w jednym, aspołecznym, barbarzyńskim, cynicznym umyśle). Po pierwsze – bezrobotni mają się ich zdaniem „wziąć do roboty” – no bo to przecież lenie którym się nie chce pracować. Jeśli wśród bezrobotnych rzeczywiście znajdzie się ktoś taki – to wina urzędów pracy a więc samorządu lokalnego prowadzącego działalność PUP, czyli wina władzy, także w postaci Sejmu tworzącego prawo oraz ministerstw zarówno postulujących docelowy stan prawny jak i realizujących je. To wina ideologii. Praca jest źródłem dochodu niezbędnego do przeżycia, do zaspokojenia potrzeb w stopniu zależnym od możliwości zarobkowych, więc każdy normalny człowiek nie tylko musi zarabiać by żyć, ale i po prostu chce zarabiać – tak jak i chce żyć. Jeśli więc „wrzucono do jednego worka” w ewidencji biurokratycznej Urzędów Pracy właśnie takich ludzi poszukujących zatrudnienia którym się go odmawia, z ludźmi w rzeczywistości już niezdolnymi do żadnej pracy, chorymi, całkowicie pozbawionymi umiejętności funkcjonowania społecznego na skutek wieloletniej bezdomności i nędzy – to jest wina władzy. Owszem; czasem w pewnych indywidualnych przypadkach może to być wina tych ludzi, w tym sensie że ewidentnie „sami są sobie winni”, bo popełnili jakiś osobisty poważny błąd albo nie popełnili żadnego – bo nic nie robili, ale generalnie to władza stwarza środowisko prawne funkcjonowania biznesu, stwarza zasady jakim owo funkcjonowanie podlega. I stworzyła takie, w których to biznes rządzi państwem, rządzi oczywiście wyłącznie w swoim cynicznym interesie. Decyduje o losach całych grup zawodowych, bo powie że on „50+ nie zatrudnia”. A dlaczego nie? Bo nie. Politycy mają zdaniem „liberałów” wierzących w „niewidzialną rękę” pozostawić całą gospodarkę państwa – przedsiębiorcom, stać grzecznie z boku i przyglądać się, jak „przedsiębiorcy tworzą nowe miejsca pracy”… A co jeśli nie tworzą a likwidują? To trudno… widocznie jest kryzys…
Oczywiście, że jest.
Nazywa się Platforma Obywatelska i Donald Tusk.

Inny dureń powie, że bezrobotni to przeważnie alkoholicy i dlatego są pozbawieni pracy.
Tak zwany bezrobotny to osoba zdolna do pracy i poszukująca zatrudnienia, której zatrudnić nikt nie chce. Na przykład z powodu wieku (po 45 czy 50 roku życia). Co prawda – prawo w tym kraju jednoznacznie zabrania nierównego traktowania kandydatów do zatrudnienia ze względu na wiek, ale tego się absolutnie nie przestrzega. Platforma Obywatelska stworzyła w tym kraju państwo bezprawia, w którym można sobie bimbać z przepisów prawa zupełnie bezkarnie, także i prawa wyrażonego w Konstytucji. Konstytucja RP nie jest konstytucją państwa liberalnego, dlatego jest ignorowana przez władzę liberałów, nie posiadającą jednak uprawnienia wynikającego z upoważnienia społecznego do jej zmiany. Dlatego tez i poparcie dla tej partii wśród bimbających sobie z prawa przedsiębiorców jest największe i sięga 50%. To partia Bezprawia i Niesprawiedliwości a nie żadna Platforma Obywatelska i tak też się powinna nazywać.
BiN.
Bezprawie i Niesprawiedliwość.

Brak pracy to brak zarobków, czyli narastający problem finansowy dotyczący kosztów elementarnego utrzymania. Bardzo często już w początkowej fazie dochodzi do rozpadu rodziny; separacji lub rozwodu z powodu bezrobocia. To najczęściej powoduje konieczność opuszczenia dotychczasowego miejsca zamieszkania. Dopóki jest możliwość płacenia choćby za wynajęte oddzielne mieszkanie, nie jest to początkowo problem; potem już tylko pokój z używalnością łazienki, najtańszy pokój „na stancji” co studenci określają mianem „u babci”, ale tu konieczna jest comiesięczna i terminowa zapłata. Jeśli zapłaty brak, człowiek taki – wyrzucony w ciągu tygodnia czy dwóch – jeśli ma trochę szczęścia znajduje się w jakimś miejscu przypadkowym, kątem u znajomego, w altance na czyjejś działce a w końcu – na ulicy.
By utrzymać pewien standard wyglądu, wiarygodności wobec ewentualnego potencjalnego pracodawcy – trzeba mieć normalny, schludny wygląd, możliwość dokonywania podstawowych zabiegów higieniczno-sanitarnych, a więc także prania, prasowania, golenia się, kąpieli – a to kosztuje. Zasiłek dla zarejestrowanych osób bezrobotnych otrzymuje średnio 16% bezrobotnych, czyli zaledwie 16 na 100 osób.
W dłuższym okresie czasu bezowocnego poszukiwania zatrudnienia czyli w konsekwencji zarobku, nie da się spełniać tych wymogów; możliwości i wygląd bezrobotnego pogarsza się a co za tym idzie – zamykają się przed nim na zawsze kolejne drzwi pracodawców. Dopiero człowiek będący w takiej sytuacji dostrzega w pełni – jak szybko się zużywa to co jest mu niezbędne, jak błyskawicznie się niszczy, ile rzeczy jest niezbędne człowiekowi by normalnie funkcjonować, w szczególności gdy ma się nieustannie poddawać ocenie ewentualnego pracodawcy, stawać przed komisją rekrutacyjną, uczestniczyć w rozmowach kwalifikacyjnych. Jak trudno jest nie mając systematycznych dochodów zachować standard niewyróżniającej się negatywnie normalności wyglądu, powierzchowności, na jak krótko wystarcza możliwości i motywacji…
Wiele z tych osób w pełni zdaje sobie sprawę z tego, że wolniej lub szybciej ale nieuchronnie się staczają, stopniowo degenerują się do poziomu kloszardów, zmierzają do tragedii. Nic na to nie mogą poradzić bez zewnętrznej interwencji, a interwencji nie ma – bo byłaby sprzeczna z ideologią tej władzy, tego państwa. Są pozory pomocy: skierowanie na kurs – po którym nadal nikt tej osoby nie chce zatrudnić, dotowanie zatrudnienia przez kilka miesięcy za możliwie najniższe wynagrodzenie – po których i tak nieuchronnie powraca on do stanu pozbawienia dochodów z pracy, gdy dotacje się skończą jest nieuchronnie zwalniany.

To ciekawostka swoją drogą, że pracownik po pięćdziesiątce gdy jest dotowany – nadaje się zdaniem pracodawcy do pracy, pracuje dobrze i jest oceniany pozytywnie dopóki wpływa dotacja a gdy dotacja się kończy – natychmiast znów do jakiejkolwiek pracy przestaje się nadawać… Dowodzi to jedynie, że chodzi tu o cyniczną grę „polowania na dotację” – nawet kosztem życia ludzi będących pionkami w tej grze.

Oczywiście zjawisko alkoholizmu dotyka wiele osób; nie tylko tych normalnie pracujących ale i tych niezależnych, bogatych; to ogromny problem społeczny i osobisty, napędzany niejako przez władze dla utrzymania wpływów do skarbu państwa. Niewątpliwie zdarza się, że ludzie tracą wszystko i stają się kloszardami – z powodu wcześniejszego wpadnięcia w nałóg alkoholowy. Jednak alkoholicy w żadnym przecież przypadku nie powinni być uznani za bezrobotnych, gdyż nie spełniają do tego podstawowych wymogów przyjętej w ustawie definicji.
Nie o nich tu piszę.

Wśród bezrobotnych znacznie częściej natomiast dochodzi do alkoholizmu na skutek bezrobocia a nie bezrobocia – na skutek alkoholizmu.
Człowiek doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego położenia, ze swojego stopniowego upadku z powodu braku dochodów wystarczających do utrzymania się, im bardziej inteligentny – tym bardziej rozumie to co się z nim dzieje i dłużej walczy o przetrwanie ale udaje się wyrwać z tej pułapki niewielu. Dlatego co bardziej wartościowe jednostki uciekają przed tym w alkoholizm, czyli po prostu – w znieczulenie. „Zalanie się” do nieprzytomności i zamarznięcie z Bożą pomocą w parku, korzystając ze sprzyjających okoliczności bardzo niskiej temperatury poniżej zera – to chyba niezłe wyjście. Pozwala zaoszczędzić sobie tak wielu upokorzeń, ostatecznego upodlenia, odczłowieczenia…
Mniej wartościowe jednostki – uciekają przed tym w przestępczość; skoro nie mogą normalnie zapracować na swoje potrzeby wykonując swój zawód albo już wręcz jakikolwiek możliwy dla nich do wykonywania, to zdobywają potrzebne pieniądze w sposób nielegalny lub wręcz kryminalny, przestępczy, realizując swoje prawo do życia i do wolności.
Zadziwiające jest, że to się temu społeczeństwu opłaca, że chce ponosić te koszty, uznając za ważniejsze „zasady liberalizmu” PO – powodujące iż przedsiębiorca ma prawo powiedzieć iż „osób 50+ nie zatrudnia” – bo „coś tam, coś tam”. Że najważniejsza jest wolność przedsiębiorców, nawet gdy odbierają oni w ten sposób wolność całym kilkusettysięcznym grupom potencjalnych pracowników. Bo brak środków do podstawowego utrzymania, brak możliwości zarobienia ich – to jest odebranie im ich podstawowej wolności. Taki „liberalizm” – to w rzeczywistości zaprzeczenie liberalizmu.

Pisałem kiedyś, że człowiek prawdopodobnie jest w stanie tak naprawdę zrozumieć jedynie to, co leży w zakresie jego osobistego doświadczenia. Może dlatego tak niewiele jest zrozumienia dla tragedii jaką jest brak zatrudnienia dla osób praktycznie uzależnionych od pracy najemnej. Bo to jest kolejna propozycja wspomnianego przykładowego drania czy durnia: skoro nie ma zatrudnienia – bezrobotny może rozpocząć działalność gospodarczą na własny rachunek.
Ale to kolejny idiotyczny mit ideologii PO.
Człowiek zdolny do rozpoczęcia nawet w mikroskali działalności gospodarczej – nie jest przeważnie, i to nieraz latami bezrobotny. Te kilka czy kilkanaście tysięcy złotych możliwe do uzyskania w konkursie na dotacje do rozpoczynanej działalności gospodarczej to zbyt mało by mogło wystarczyć; ta pomoc jest z natury jedynie dofinansowaniem dla kogoś kto już ma możliwości lokalowe i część kapitału, a zwłaszcza ma pomysł i wiedzę.
Podstawą działalności gospodarczej jest zatrudnianie pracowników, tylko w ten sposób można osiągnąć wystarczające obroty czy przychody i osiągnąć z nich zysk. Społeczeństwo tak czy inaczej nie może się składać z samych przedsiębiorców. Oczywiście; należy dążyć do rozwoju drobnej przedsiębiorczości. Kto ma być przedsiębiorcą, bo posiada wszystkie potrzebne cechy – z pewnością będzie nim, ale środowisko osób bezrobotnych nie jest miejscem gdzie można by szukać masowo osób o takich cechach, bo gdyby je posiadali nie byliby bezrobotni.
Żeby żyć, trzeba mieć pieniądze, choćby w minimalnej, ale niezbędnej ilości. Żeby być bezrobotnym sensu stricte i starać się o zatrudnienie także trzeba mieć niezbędne środki, bo utrzymanie standardu osoby gotowej i zdolnej do natychmiastowego rozpoczęcia pracy – wymaga ponoszenia kosztów. Dlatego w rejestrze bezrobotnych powinni być tylko i wyłącznie bezrobotni, aktywnie poszukujący zatrudnienia, ściśle spełniający wymogi i wszyscy oni powinni mieć przyznany zasiłek w wystarczającej do zaspokojenia podstawowych potrzeb wysokości, nas czas poszukiwania zatrudnienia i z przebiegu tego poszukiwania – rozliczani.
Bezrobocie jest pochodną stanu gospodarki a ten – nie zależy od postawy tego pojedynczego potencjalnego pracownika a raczej – od założeń politycznych oraz stanu gospodarki lokalnej i światowej, który także tym bardziej od tego nieszczęsnego człowieka nie zależy. Państwo jest tworem tworzonym przez ludzi i dla ludzi, dla dobra, dla pomocy a nie niszczenia i eksterminacji, dlatego – skoro narzuca sytuację i zasady postępowania, musi wziąć na siebie obowiązek realnej pomocy w egzystencji dla osób, dla których z jakiegoś od nich niezależnego powodu brakuje miejsc pracy, czyli miejsc zdobycia środków do życia w zamian za wykonaną pracę. Przedsiębiorcy muszą pracować w konkretnym "otoczeniu" obowiązujących i respektowanych przepisów prawa regulujących działania gospodarcze. Przedsiębiorcy muszą mieć swobodę prowadzenia działalności gospodarczej w ramach prawa, pełny wpływ na koszty i zysk. Mają prawo dbać głównie o swój zysk. Natomiast Państwo ma działać tak, by ta swoboda nie obracała się przeciwko jakimś grupom społecznym innym niż przedsiębiorcy, przeciwko społeczeństwu jako całości. Na przykład – by jakieś durne mity funkcjonujące wśród przedsiębiorców nie wyłączały swoim „widzi mi się” z aktywności zawodowej całych grup wiekowych, jak teraz ludzi w wieku produkcyjnym po 45 czy 50 roku życia ale przed wiekiem emerytalnym. A jeśli już – to by owo wyłączenie z aktywności odbywało się na bezpośredni koszt pracodawców.

Państwo tworzone i zarządzane (bezpośrednio lub pośrednio) przez przedsiębiorców – to jest w rzeczywistości zamach na państwo!
Jest ono skandalicznym wypaczeniem i w ostatecznym rozrachunku musi ponieść klęskę. Musi stać się w przyszłości przedmiotem zainteresowania Trybunału Stanu.
Jednak nim to się stanie przedsiębiorcy zgromadzą tak czy inaczej swój podły zysk, zdobędą swoje majątki i w ostateczności wytransferują je za granicę, a wszelkie koszty poniesie społeczeństwo, w szczególności pewne grupy „spisane na straty” – jak dziś osoby w wieku określanym jako „50 plus”.

Obecny okres bezwzględności i bezhołowia, związane z nim nazwiska – będą kiedyś w historii tego państwa okryte hańbą i wstydem. Ofiarom to jednak nie przywróci zmarnowanych lat, straconego życia, cierpienia fizycznego i psychicznego.

Odwiedziny: