BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

19/06/2013

„Oferty pracy” prof. Joanny Tyrowicz: Eksperyment czy prowokacja?

Eksperyment czy prowokacja?
Takie pytanie zadał autor tekstu zamieszczonego w portalu bezrobocie.org.pl Pan Łukasz Komuda – od dawna zajmujący się problematyką bezrobocia i rynku pracy, znany z ciekawych tekstów i często oryginalnego podejścia do tematu.
Chodzi o słynny już „eksperyment” prof. Joanny Tyrowicz z WNE UW, polegający na zbadaniu reakcji Urzędów Pracy na nadesłane „testowe” ogłoszenia o chęci zatrudnienia pracowników.
Sprawa została opisana i skomentowana przez wiele tytułów, o niej też pisał we wspomnianym tekście Łukasz Komuda:

Eksperyment czy prowokacja?

Zwróciło jednak moją uwagę coś charakterystycznego, znanego mi z dawnych lat PRL-u a więc dziś – alarmującego; w żadnym ze znanych mi tekstów na ten temat nie przytoczono treści wspomnianych ogłoszeń będących najważniejszym składnikiem owego eksperymentu. A przecież nie tylko chodzi o to, że ma ona zasadnicze znaczenie dla sprawy; chodzi także o to, że ma ona zasadnicze znaczenie dla jakości a więc i wiarygodności zastosowanego tu aparatu badawczego, czyli de facto – dla wiarygodności samej Pani prof. Joanny Tyrowicz. To charakterystyczne dla propagandy PRL-owskiej, wyśmiewał się z tego niegdyś np. Jacek Fedorowicz w swoich programach autorskich: możemy się dowiedzieć, dlaczego jakiś fakt jest dobry lub zły, ale jak on wyglądał – tego się nigdy nie dowiemy.

Mam sporą świadomość tego, co w Urzędach Pracy jest złe. Świadomość wynikającą z obserwacji i doświadczeń jakie są dostępne świadomemu „klientowi” urzędów, a więc raczej nie dotyczące „życia wewnętrznego” instytucji. Wiele jednak wynika z analizy skutków. Jednak jako legalista bez najmniejszych ciągotek anarchistycznych, rozumiem i popieram zasadę, zgodnie z którą Urzędy Pracy wymagają od ogłoszeniodawców spełniania norm prawnych dotyczących głównie treści ogłoszeń. Urzędy Pracy nie mogą publikować ogłoszeń nielegalnych, sprzecznych z prawem a te są na porządku dziennym w ofercie pracodawców.
Na przykład nie mogą „legitymizować” nierównego traktowania kandydatów do zatrudnienia z jakiegokolwiek w zasadzie powodu. Jakiś „Pan Prezes” może chcieć mieć zgrabną, seksownie wyglądającą „blondynę” w wieku do 35 lat, stanu wolnego, w pełni dyspozycyjna, z długimi nogami – jako asystentkę czy sekretarkę, ale NIE WOLNO MU TAK SFORMUŁOWAĆ OGŁOSZENIA O PRACĘ! Nie wolno – to znaczy że to sprzeczne z prawem w zasadzie w całej Unii Europejskiej. Nie tylko chodzi o te nogi ale nawet nie ma prawa sugerować, że tym asystentem musi być wyłącznie kobieta.
No właśnie: nie wolno – ale… jednak… chciałoby się…

Ponadto trzeba tu koniecznie przypomnieć, że Urzędy Pracy nie są „słupami ogłoszeniowymi” – a pośrednikami pracy, mającymi przedstawić ogłoszeniodawcy właściwych, już wytypowanych zgodnie z ofertą kandydatów, co oznacza, że oferta ta musi być nie tylko zgodna z prawem, ale i kompletna, zrozumiała oraz wiarygodna.

Tymczasem wspomniany „eksperyment” widzę właśnie jako atak na tę rolę PUP-ów i tę zasadę przez nie egzekwowaną. Obawiam się, że jest możliwe, iż został on spreparowany jedynie (czy może aż) po to – by wymusić niejako rezygnację PUP-ów z wymagania zgodności nadsyłanych ofert z mającym tu zastosowanie prawem. Gdyby tak miało być – byłoby to skandaliczne zarówno ze społecznego jak i naukowego punktu widzenia. A przesłanką świadczącą o tym, jest właśnie „utajnienie” treści samych wspomnianych ofert.
To bardzo ważne: dużo ważniejsze niż zegarki ministra Nowaka oraz przyszłość HGW.
Sprawa jest ciekawa i ważna dla osób zainteresowanych problemem bezrobocia i jego odniesieniami ideologicznymi, o czym często piszę w swoim blogu, dlatego bardzo zachęcam do zapoznania się z tym tekstem. Ja – odpowiadając na postawione w tytule pytanie – uznałem to za prowokację a dokładniej – za prowokację pod płaszczykiem eksperymentu.

Wyraziłem swoją opinię w formie komentarza we wspomnianym portalu, komentarz ów chciałbym i tutaj przytoczyć:

„Jestem bardzo krytycznie nastawiony do Powiatowych Urzędów Pracy, ale artykuł ten uważam mimo to za nadużycie i bełkot. Bardzo też cenię Panią prof. Tyrowicz za wiele jej wypowiedzi publicznych, lecz tą „akcją” w moim przekonaniu bardzo zaszkodziła swojemu wizerunkowi.
Po pierwsze – artykuł ma wszystkie cechy dawnej, PRL- owskiej propagandy: można się dowiedzieć, dlaczego opisane reakcje urzędów są złe, ale konkretnie NA CO urzędy reagowały – tego już nie można się dowiedzieć. Oceny – zamiast opisu faktów. Tymczasem stopień naukowy – zobowiązuje: najpierw przedstawia się fakty a potem ewentualnie – ich ocenę, analizę i wnioski. Najważniejszym tu „faktem” jest konkretna treść przedmiotowych „ofert testowych”, których nie znamy. Charakterystyczne jest, że w żadnym źródle nie podano konkretnej treści tych „testowych” ofert zatrudnienia, a przecież w tym prawdopodobnie tkwi sedno sprawy, czyli przyczyna takiej a nie innej reakcji PUP-ów. Dopóki nie podano rzeczywistego brzmienia wspomnianych ofert – cała ta gadanina o reakcji na nie jest po prostu zwykłym bełkotem, chyba że jest jeszcze gorzej: że mamy tu do czynienia z prowokacją „grubymi nićmi szytą” o podłożu ideologicznym.


Uważam za niezmiernie prawdopodobnie, że reakcja PUP-ów była wymuszona treścią tych ofert.
Urzędy Pracy – funkcjonują za pieniądze publiczne i choćby dlatego muszą się perfekcyjnie trzymać prawa, głównie ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy ale także i każdego innego przepisu mającego tu zastosowanie, np. ustawy Kodeks Pracy. Treść oferty musi odpowiadać prawu, bo nie do pomyślenia wydaje się sytuacja, bu urzędy podejmowały za pieniądze publiczne – działania jawnie sprzeczne z obowiązującym prawem. Natomiast pracodawcy generalnie zupełnie się z prawem nie liczą. I to wcale nie z powodu banalnej jego nieznajomości. To świadome i celowe ignorowanie prawa. Świadome – bo zapoznanie się dziś z obowiązującym stanem prawnym jest banalnie proste, celowe – bo chodzi o to, by prawo „nie przeszkadzało” w robieniu tego co pracodawcy chcą robić. Abstrahując więc od niewątpliwego przerostu biurokracji w PUP-ach, urzędy są i mają być w pewnym sensie „strażnikami resztek praworządności” w aspekcie prawa pracy i ustawy o promocji zatrudnienia. Tymczasem w ofertach zatrudnienia na porządku dziennym są drobne jak i zasadnicze odejścia od norm prawnych. Przede wszystkim dotyczy to prób wykorzystywania umów zlecenia tam, gdzie ewidentnie powinna być zastosowana umowa o pracę. Ponadto nagminne jest nierówne traktowanie kandydatów do zatrudnienia – co jest zabronione w całej UE. Nagminne jest też uzależnianie zatrudnienia od informacji których pracodawca na tym etapie albo i w ogóle nie ma prawa domagać się od kandydata lub pracownika. Po prostu: prawo swoje – a pracodawcy swoje, jak krnąbrne bachory nie liczące się z realiami i zasadami.
Można by na ten temat bardzo wiele napisać, ale chcę tu postawić następującą tezę właśnie w nawiązaniu do powyższych stwierdzeń: cała ta prowokacja może być po prostu próbą zdyskredytowania wspomnianej postawy i roli urzędów pracy jako strażników prawa zbyt dobrze wywiązujących się ze swojej roli. Pracodawcy zdają się być coraz bardziej zdegenerowani możliwościami jakie stwarza ideologia PO. Możliwościami ignorowania i obchodzenia prawa, szantażowania władzy dla wymuszenia „przymrużenia oka” na takie praktyki, dezaktywacją Państwowej Inspekcji Pracy z powodów ideologicznych. „Ideologii chciwości” – Platformy Obywatelskiej. Akcja ta być może ma wywołać złagodzenie nastawienia PUP-ów na praworządność, złagodzenie stosowania w praktyce norm prawnych dotyczących kandydatów do pracy lub pracowników. Już w tej chwili mamy ogromną skalę strefy kryminalnej w zatrudnieniu („szarą strefę”) związaną jeszcze dodatkowo z przestępstwami podatkowymi. Mamy prawdziwą „wolną amerykankę” w prywatnych portalach i stronach agencji zatrudnienia zupełnie nie interesujących się legalnością publikowanych ofert gdyż zastrzegają one odpowiedzialność za to wyłącznie ogłoszeniodawcy, a odpowiedzialność ta jest fikcyjna z powodu takiego stanu praworządności na jaki jest przyzwolenie polityczne PO. Chodzi tylko o to, by Urzędy Pracy przestały „się czepiać” pracodawców o sprzeczne z prawem sformułowania w ofertach pracy. Ma to usunąć ostatnie ograniczenie w budowaniu świata niewolnictwa pracowniczego, gdzie człowiek uzależniony od zdobywania pieniędzy na życie poprzez pracę najemną – nie będzie miał nic do powiedzenia i praktycznie całkowicie będzie poddany „widzi mi się” pracodawcy, bimbającego sobie z prawa w całym majestacie prawa.
Oczywiście – to prowadzi do gwałtownego wybuchu społecznego, ale zanim on nastąpi, zanim społeczeństwo się zorganizuje – będzie można zrobić majątek i wytransferować go za granicę. I o to zapewne chodzi.”


I o to zapewne chodzi.

Odwiedziny: