BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urzędy pracy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urzędy pracy. Pokaż wszystkie posty

20/12/2013

Zasadnicze pytanie: po co są urzędy pracy?

Pierwsza i niejako oczywista odpowiedź jaka się nasuwa, to że służą one, tak jak i inne instytucje państwowe (w tym przypadku realizowane przez samorządy lokalne na podstawie prawa państwowego) – do realizacji zadań państwa, określonych w Konstytucji. Bo państwo ma pewien określony katalog zadań, który ma realizować dla dobra społeczeństwa dzięki finansowaniu niezależnemu od interesów poszczególnych jednostek – czyli z budżetu państwa. W maksymalnym skrócie wspomnę (bo nie o tym jest niniejszy felieton), że są zadania, które ze względu na interes społeczny muszą być realizowane niezależnie od tego czy to się opłaca przedsiębiorcom, niezależnie od opłacalności w ogóle, niezależnie nawet od woli poszczególnych jednostek i ich zdania na ten temat.
W państwie demokratycznym, państwo poprzez trój-władzę ma realizować wolę demokratycznej większości, nie zapominając jednakże o ochronie poszczególnych grup społecznych przed niekorzystnymi skutkami decyzji większości demokratycznej. Najlepszą ilustracją tego jest zasada, iż zakres (granica) wolności jednostki jest wyznaczana wolnością innych jednostek, czego tylko państwo – stojąc ponad jednostką i grupami jednostek – może być skutecznym realizatorem.
Tak więc zgodnie z istniejącą i obowiązującą Konstytucją (*) państwo ma urzeczywistniać zasady sprawiedliwości społecznej. Sprawiedliwość społeczną definiuje się (**) natomiast jako taką organizacje systemu ekonomicznego państwa, w którym każdy ma równe szanse na uzyskanie takiego dostępu do dóbr materialnych – który umożliwia godne życie, oraz co za tym idzie – brak grup społecznych zepchniętych na margines nędzy (wykluczonych) i pozbawionych szansy na poprawę swojej sytuacji materialnej a więc i społecznej. Konstytucja stanowi też, że obywatel ma prawo do zabezpieczenia społecznego na wypadek choroby, inwalidztwa oraz po osiągnięciu wieku emerytalnego a także w sytuacji gdy bez własnej woli pozostaje bez pracy i nie ma innych źródeł utrzymania.
Określenia „zabezpieczenie społeczne” oznacza system świadczeń pieniężnych i pozamaterialnych, realizowanych poprzez powołane do tego celu przez państwo instytucje, których celem jest zaspokojenie podstawowych potrzeb członków danego społeczeństwa. Wreszcie Konstytucja jednoznacznie określa, że władze publiczne mają prowadzić politykę zmierzającą do pełnego, produktywnego zatrudnienia poprzez walkę z przyczynami bezrobocia, realizowanie programów zwalczania bezrobocia, w tym organizowanie i wspieranie poradnictwa i szkolenia zawodowego oraz robót publicznych i prac interwencyjnych (interwencji w rynek). Władza, niezależnie z jakiego „rodowodu” się wywodzi – ma wiec walczyć z bezrobociem (z jego przyczynami) oraz jego skutkami i jest to narzucone Ustawą Zasadniczą jako najwyższym aktem prawnym. Inaczej – jeśli nie ma prawa Konstytucji zmienić – ma ją realizować w takiej postaci w jakiej ona istnieje. Natomiast gdy ma w jakiejś chwili prawo do zmiany Konstytucji – to także nie znosi obowiązku realizowania Ustawy Zasadniczej w tej jej nowej, zmienionej wersji.
Konstytucja obowiązuje niezależnie od wyników normalnych wyborów parlamentarnych, może być legalnie zmieniona jedynie poprzez specjalną procedurę określoną w samej Konstytucji.
Władza powstała w wyniku wyborów, nie spełniająca jednak wymagań procedury zmiany Konstytucji – ma przestrzegać postanowień Konstytucji obowiązującej i realizować obowiązki z niej wynikające.
Wspomniane zapisy Konstytucji są wiec podstawą między innymi do istnienia i funkcjonowania właśnie urzędów pracy, powołanych dzięki ustawom przyjętym na podstawie upoważnienia konstytucyjnego do realizowania określonych w Ustawie Zasadniczej obowiązków państwa. Urzędy Pracy są narzędziem do realizacji obowiązków konstytucyjnych państwa. I to jest w zasadzie kompletna odpowiedź na zadane w tytule pytanie.
Władza może realizować zadania wynikające z Konstytucji w różny sposób – jeśli chodzi o organizację i podział zadań itp. Urzędy pracy nie muszą się wiec tak nazywać ani funkcjonować w takiej strukturze organizacyjnej jak to obserwujemy; jest to sprawą pomysłu władzy wywodzącego się z jej profilu politycznego, ale to też nie powinno mieć zasadniczego znaczenia, gdyż Konstytucja opisując profil działania państwa w tym zakresie – odnosi się do pożądanego skutku a nie środków do niego prowadzących. Władza jest „rozliczana” ze skutku a nie ze sposobów osiągnięcia go, chyba że owe sposoby zostały określone lub przynajmniej ogólnie uwarunkowane przez jakieś zapisy Konstytucji.
Innym pytaniem natomiast jest, czy w praktyce urzędy pracy, a właściwie władza poprzez urzędy pracy – realizuje wspomniane zadania Konstytucyjne państwa.
Moim zdaniem – nie.
Władza lekceważy w wielu punktach Konstytucję, co prowadzi do niejako „programowej” niekonstytucyjności wielu zapisów ustawowych, kwestionowanych potem przez Trybunał Konstytucyjny o ile znajdą się siły chętne i zdolne do tego, by badać i negować kontrowersyjne zapisy ustawowe, kierując je następnie pod osąd Trybunału. Władza liczy tu na zasadniczą rozwlekłość czasową tych działań oraz na nieuwagę społeczeństwa i jego przedstawicieli, po prostu bawi się ze społeczeństwem pod tym względem w „kotka i myszkę”, usiłując przeforsować rozwiązania nie mieszczące się w treści Konstytucji.
Urzędy Pracy działające dziś w strukturze władz samorządowych – nie spełniają zadań o tyle, że nie zostaje osiągnięty skutek opisany w Konstytucji, ale też są one ograniczone treścią ustaw i przepisów wykonawczych, które nie dają urzędom wystarczających „narzędzi” do tego działania. Władza niejako „udaje” działania zgodne z Konstytucją, pilnując przy tym, aby przypadkiem nie dały one skutku przez Konstytucję wymaganego, a to dlatego – że byłby on sprzeczny z założeniami ideologicznymi partii tworzącej rząd, stanowiącej większość parlamentarną w obu izbach Parlamentu, organizującej instytucje kontrolne i sądownicze lub starającej się uzyskać na nie formalny lub nieformalny wpływ.
Mam wrażenie, że jest to coraz powszechniej rozumiane, stąd coraz powszechniejsza negatywna ocena tej władzy.
Uzupełnienie do tego tekstu zawarłem w artykule pt.">Suplement do tekstu pt. „Zasadnicze pytanie: po co są urzędy pracy”.

_________________________________________________________________________
(*) Podkreślam to, gdyż coraz częściej zapomina się, że Konstytucja istnieje i obowiązuje, ma być realizowana przez władze pod nadzorem odpowiednich instytucji państwa. Absurdalnie – najbardziej zdaje się to dziś kwestionować właśnie Rząd – tworzony obecnie przez Platformę Obywatelską w koalicji z Polskim Stronnictwem Ludowym.
(**) Istnieją różne definicje uzależnione od perspektywy ujęcia tematu, niektóre komentarze do Konstytucji zawężają znaczenie tego określenia jedynie do problemu prawa i związanego z nim rozumienia sprawiedliwości.

25/11/2013

Wielka Reforma Urzędów Pracy: … Kółko graniaste, czterokanciaste…

… kółko nam się połamało, cztery grosze kosztowało, a my wszyscy – bęc!

Może tekst tej dziecięcej zabawy mógłby wystarczyć do skomentowania reformy powiatowych urzędów pracy a nawet i całej działalności ministra pracy Władysława Kosiniak Kamysza?
Faktycznie: kółko jest czterokanciaste… czyli zupełnie jak nie kółko… coś raczej bardziej nawet jakby kwadrat… Kwadratura koła (kółka).

Minister Pracy COŚ musi robić.
Musi wykazać się konkretnymi przedsięwzięciami podejmowanymi w celu „aktywizacji bezrobotnych” albo i nawet „walki z bezrobociem”. Tyle, że bezrobocie zupełnie nie zależy od pracy tego ministerstwa, a jeśli – to w stopniu minimalnym.
Przy dwumilionowym bezrobociu istnieje podobno w obiegu ok. sześćdziesiąt tysięcy ofert zatrudnienia, na które pracodawcy szukają kandydatów, tyle że są to w znakomitej większości oferty pracy wysoko kwalifikowanej, oferty dla specjalistów – którzy ze względu na skandaliczne propozycje płacowe woleli wyjechać do pracy za granicę (gdzie pracuje już także nieco ponad dwa miliony Polaków). Natomiast bezrobotnymi są w dużej części akurat ludzie dość mało wykwalifikowani, z pewnością nie wysokiej klasy poszukiwani specjaliści.

Po prostu zmiany w gospodarce odbywające się od czternastu lat, okres „błędów i wypaczeń” tak zwanej „transformacji ustrojowej” oraz tak zwanej „prywatyzacji” a następnie okres rządów tak zwanych „liberałów” z PO spowodował, że nastąpiło ogromne bezrobocie strukturalne, wykorzystywane dziś do budowy niewolnictwa pracowniczego, do budowy „tanich” kapitałów inwestycyjnych i majątków prywatnych „elity”; wreszcie chyba i do ingerencji w strukturę demograficzną społeczeństwa…
Mniejsza już o szczegóły: chodzi o to, że bezrobocie ma swoje źródło w gospodarce i finansach państwa, co oznacza ni mniej ni więcej, że to jedynie minister gospodarki wraz z ministrem finansów mogą zmniejszyć bezrobocie – stwarzając warunki do zwiększenia zatrudnienia poprzez odbudowę gospodarki czyli wzrost popytu na pracę ludzką – które to warunki dopiero mogłyby się stać przedmiotem działań ministra pracy.

Tymczasem ktoś najwyraźniej uznał, że skoro bezrobocie dotyczy pracy to ma się tym zajmować minister właściwy do spraw pracy, ale cokolwiek by tenże Kosiniak Kamysz nie wymyślił – miejsc pracy od tego nie przybędzie, czyli bezrobocie generalnie się nie zmniejszy.
Urzędy pracy nie likwidują, ani też nie tworzą miejsc pracy, na dobrą sprawę nie mogą niczego narzucić pracodawcom, nie mają wpływu na ich „politykę kadrową” polegającą dla przykładu na zasadzie, że „po 50 –tce nie zatrudniamy”.

Minister musi coś robić, bo ma bardzo fajne i efektowne stanowisko, miłą i mało wymagającą, za to dobrze płatną pracę, no ale niestety; politycy poszukują kozłów ofiarnych na zbliżającą się „rekonstrukcję rządu” i może się oberwać niewinnemu…
Dlatego jak przypuszczam powstał projekt „reformy urzędów pracy”, który wejdzie w życie od nowego roku (2014).

Opiera się on na następujących założeniach:
Każda osoba zgłaszająca się do urzędu zostanie poprzez odpowiednią procedurę zbierania informacji przydzielona do jednego z trzech profili bezrobotnych:

Pierwszy – to osoby posiadające zawód, mające wiedzę o przygotowaniu cv i procedurze kwalifikacyjnej, aktywnie samodzielnie poszukujące odpowiedniego zatrudnienia, słowem osoby którym do sukcesu brak jest jedynie właściwej oferty pracy.

Drugi – to większość bezrobotnych, czyli osoby które potrzebują najpierw innych form wsparcia, na przykład dokwalifikowania lub przekwalifikowania, pomocy psychologicznej, doradztwa itp. a dopiero w kolejnym etapie przejdą do profilu pierwszego.

Trzeci – to jak się przewiduje ok. 10% bezrobotnych, tych obecnie całkiem niezdolnych do podjęcia pracy, wymagających długotrwałych działań przywracających do warunków rynku pracy lub nawet jakiejś resocjalizacji, osoby nieposzukujące pracy – oczekujące od urzędów jedynie opłacenia ubezpieczenia zdrowotnego. Będzie to musiało się wiązać zapewne z zasadniczą zmianą ustawy, bo teraz osoby które nie poszukują ofert pracy, z definicji ustawowej nie są bezrobotne.

Można tu mieć wiele zastrzeżeń: w pierwszej grupie – musi istnieć jakaś przyczyna, że ludzie samodzielnie i aktywnie poszukujący pracy nie moją jej uzyskać. Aby znaleźć tę przyczynę najprawdopodobniej trzeba będzie przeprowadzić z daną osobą sesję doradztwa a to jest przewidziane tylko dla grupy drugiej. Może tą przyczyną być niedostosowanie kwalifikacji do struktury popytu na pracę, wówczas trzeba by te kwalifikacje podwyższyć lub zmienić a to także nie ma dla tej grupy zastosowania. Słowem – brak zatrudnienia ma jakieś swoje powody i tu nie wystarczy poszukiwanie oferty, ponadto oferta pracy nie jest równoznaczna z zatrudnieniem.

Gdy chodzi o osoby w wieku produkcyjnym, mające ponad 50 lat – to znaczy te których się „nie zatrudnia – bo nie” – trzeba zrozumieć, że żadne działania nakierowane tylko na osobę bezrobotnego – tego jego stanu nie zmienią, chyba że kuracja odmładzająca…
Urząd Pracy będzie takiej osobie wyszukiwał kolejne oferty pracy a pracodawcy będą konsekwentnie odmawiali zatrudnienia go, korzystając na dodatek z prawa do niewyjaśniania prawdziwych powodów odmowy zatrudnienia w obawie o oskarżenie o łamanie Konstytucji i prawa pracy (nierówne traktowanie bądź szykanowanie ze względu na wiek). Obawiam się więc, że nie da się wyróżnić wielu takich osób, którym do szczęścia wystarczy jedynie oferta pracy, bo ich bezrobocie ma jakiś poważny i niejednolity powód. Ponadto spodziewam się, że dla urzędu znalezienie oferty pracy dla bezrobotnego będzie traktowane jak sukces, premiowany odpowiednimi apanażami, i nikogo już nie będzie interesowało, że pracodawca który dał tę ofertę – tego bezrobotnego do pracy nie przyjmie (bo to on ma ostatnie słowo, wybiera sobie pracowników z przysyłanych mu przez urząd bezrobotnych kandydatów, może też żadnego nie zaakceptować i nawet nie ma obowiązku wyjaśniać – dlaczego).
Odnośnie natomiast osób oczekujących jedynie ubezpieczenia na koszt Skarbu Państwa (co jest zagwarantowane Konstytucją) – wiąże się to z problemem źródeł utrzymania tych osób, czyli najczęściej ze sprawą nielegalnego zatrudnienia.

W polskim ustroju prawnym źródła dochodów obywatela nie są tajne; każdy musi się rozliczyć z urzędem skarbowym ze względu na ustawowy obowiązek wynikający z powszechnego podatku od dochodów osobistych (PIT) a także dochodów z działalności gospodarczej. Problem w tym, że istnieje tu ogromna jak na XXI wiek i centrum Europy tak zwana szara strefa, gdzie jedni obywatele (świadomie nie nazywam ich przedsiębiorcami bo są po prostu oszustami) organizują i prowadzą działalność gospodarczą bez jej zgłoszenia czyli także bez jej opodatkowania, a także zatrudniają przy tej działalności innych obywateli (świadomie nie nazywam ich pracownikami, bo są oni po prostu oszustami) bez zgłaszania tego faktu do ZUS i US, bez opłacania im należnych składek (emerytalne, rentowe, chorobowe) oraz bez ubezpieczenia zdrowotnego, bez żadnych praw wynikających z kodeksu pracy, bez ochrony BHP i tak dalej.
Jest horrendalne, że państwo Platformy Obywatelskiej nic z tym nie robi. Pisałem o tym kilkakrotnie, wyrażając przypuszczenie, że to jest wynikiem założeń ideologicznych PO, albo cichego przyzwolenia na bogacenie się „jak kto może” – kosztem państwa i społeczeństwa, może też jest i objawem działania syndykatu biznesowego jako opanował środowisko polityczne PO i pilnuje zachowania warunków do robienia szybkich majątków – żerując faktycznie na społeczeństwie…

Faktem jednak jest, że jeśli tak jak zaplanował minister pracy – do urzędu przyjdzie osoba stwierdzając że jest bezrobotna a jednocześnie, że nie życzy sobie żadnych ofert a tylko ubezpieczenie – to automatycznie zachodzi pytanie o jej źródła finansowania podstawowych potrzeb – z uwagi na wspomniany obowiązek podatkowy. Wszystkie takie osoby powinny być skrupulatnie prześwietlane przez urząd kontroli skarbowej, głównie w poszukiwaniu nielegalnych pracodawców ich zatrudniających. Jednak nic takiego się nie dzieje; państwo wie o szarej strefie i nic z tą wiedzą nie robi. Wie o powszechnym procederze unikania przez drobnych przedsiębiorców płacenia składek do ZUS i z tym także nic nie robi… prócz narzekania na niedobory pieniędzy w ZUS i prognozowania szybkiego „bankructwa” systemu ubezpieczeń…
Inne elementy reformy to rozpoczęcie współpracy z organizacjami pozarządowymi, prywatnymi agencjami zatrudnienia oraz ośrodkami pomocy społecznej.
Niestety wpływ tego na skuteczność walki z bezrobociem najprawdopodobniej będzie minimalny, z tych samych zresztą powodów które już wymieniłem; miejsc pracy od tego nie przybędzie i mentalność przedsiębiorców się od tego także nie zmieni…

Prócz innych mało jak się wydaje istotnych zmian, dochodzi jeszcze jeden pomysł ministra: uzależnienie płac w urzędach jak również i budżetu urzędów pracy – od ich skuteczności. Znów mamy do czynienia z działaniem niedotyczącym istoty samej przyczyny bezrobocia, choć to moim zdaniem może odegrać pewną rolę, jak się „będzie chciało” z przyczyn materialnych – to może efekty będą lepsze… Inne pomysły ministra są mało oryginalne: dopłaty do płac zatrudnionej osoby z grupy 50+, czyli rozwój dotowania zatrudnienia, utworzenie Krajowego Funduszu Szkoleniowego… Pewnie, że bodziec materialnego zainteresowania na przedsiębiorcę zawsze działa; po prostu robi to co mu wychodzi taniej, dotowanie zatrudnienia daje ten efekt doraźny, ale psuje gospodarkę. Postulowałem niedawno wprowadzenie innego mechanizmu materialnego zainteresowania pracodawców zatrudnianiem osób starszych, bardziej na zasadach podobnych do PFRON…

Niestety: jestem tu pesymistą. To jest namiastka reformy, pozoracja by „coś” robić. Dopóki działania nie dotkną bezpośrednich przyczyn bezrobocia – żadnych liczących się efektów nie spodziewam się.
Czas działa co prawda na korzyść urzędników, ale zdecydowanie i skutecznie na niekorzyść ludzi pozbawionych zatrudnienia; zanim minister Kosiniak Kamysz lub jego następca znajdzie wreszcie właściwy „ślad” – problem może się „sam” w dużej mierze rozwiązać, z gwałtownym wzrostem liczby ludzi chowanych na cmentarzach komunalnych na koszt samorządu lokalnego oraz z gwałtownym zapotrzebowaniem na miejsca w domach pomocy społecznej dla ludzi wykolejonych przez długotrwałe bezrobocie, apatię, depresję, uciekających przed tym wszystkim w alkoholizm… ludzi którzy już będą to społeczeństwo tylko „kosztować” zamiast pracować dla jego rozwoju…;na szczęście pomocą społeczną zajmuje się także ten sam minister, więc nie stanie się urzędnikiem zbędnym… i chyba o to chodzi…

19/06/2013

„Oferty pracy” prof. Joanny Tyrowicz: Eksperyment czy prowokacja?

Eksperyment czy prowokacja?
Takie pytanie zadał autor tekstu zamieszczonego w portalu bezrobocie.org.pl Pan Łukasz Komuda – od dawna zajmujący się problematyką bezrobocia i rynku pracy, znany z ciekawych tekstów i często oryginalnego podejścia do tematu.
Chodzi o słynny już „eksperyment” prof. Joanny Tyrowicz z WNE UW, polegający na zbadaniu reakcji Urzędów Pracy na nadesłane „testowe” ogłoszenia o chęci zatrudnienia pracowników.
Sprawa została opisana i skomentowana przez wiele tytułów, o niej też pisał we wspomnianym tekście Łukasz Komuda:

Eksperyment czy prowokacja?

Zwróciło jednak moją uwagę coś charakterystycznego, znanego mi z dawnych lat PRL-u a więc dziś – alarmującego; w żadnym ze znanych mi tekstów na ten temat nie przytoczono treści wspomnianych ogłoszeń będących najważniejszym składnikiem owego eksperymentu. A przecież nie tylko chodzi o to, że ma ona zasadnicze znaczenie dla sprawy; chodzi także o to, że ma ona zasadnicze znaczenie dla jakości a więc i wiarygodności zastosowanego tu aparatu badawczego, czyli de facto – dla wiarygodności samej Pani prof. Joanny Tyrowicz. To charakterystyczne dla propagandy PRL-owskiej, wyśmiewał się z tego niegdyś np. Jacek Fedorowicz w swoich programach autorskich: możemy się dowiedzieć, dlaczego jakiś fakt jest dobry lub zły, ale jak on wyglądał – tego się nigdy nie dowiemy.

Mam sporą świadomość tego, co w Urzędach Pracy jest złe. Świadomość wynikającą z obserwacji i doświadczeń jakie są dostępne świadomemu „klientowi” urzędów, a więc raczej nie dotyczące „życia wewnętrznego” instytucji. Wiele jednak wynika z analizy skutków. Jednak jako legalista bez najmniejszych ciągotek anarchistycznych, rozumiem i popieram zasadę, zgodnie z którą Urzędy Pracy wymagają od ogłoszeniodawców spełniania norm prawnych dotyczących głównie treści ogłoszeń. Urzędy Pracy nie mogą publikować ogłoszeń nielegalnych, sprzecznych z prawem a te są na porządku dziennym w ofercie pracodawców.
Na przykład nie mogą „legitymizować” nierównego traktowania kandydatów do zatrudnienia z jakiegokolwiek w zasadzie powodu. Jakiś „Pan Prezes” może chcieć mieć zgrabną, seksownie wyglądającą „blondynę” w wieku do 35 lat, stanu wolnego, w pełni dyspozycyjna, z długimi nogami – jako asystentkę czy sekretarkę, ale NIE WOLNO MU TAK SFORMUŁOWAĆ OGŁOSZENIA O PRACĘ! Nie wolno – to znaczy że to sprzeczne z prawem w zasadzie w całej Unii Europejskiej. Nie tylko chodzi o te nogi ale nawet nie ma prawa sugerować, że tym asystentem musi być wyłącznie kobieta.
No właśnie: nie wolno – ale… jednak… chciałoby się…

Ponadto trzeba tu koniecznie przypomnieć, że Urzędy Pracy nie są „słupami ogłoszeniowymi” – a pośrednikami pracy, mającymi przedstawić ogłoszeniodawcy właściwych, już wytypowanych zgodnie z ofertą kandydatów, co oznacza, że oferta ta musi być nie tylko zgodna z prawem, ale i kompletna, zrozumiała oraz wiarygodna.

Tymczasem wspomniany „eksperyment” widzę właśnie jako atak na tę rolę PUP-ów i tę zasadę przez nie egzekwowaną. Obawiam się, że jest możliwe, iż został on spreparowany jedynie (czy może aż) po to – by wymusić niejako rezygnację PUP-ów z wymagania zgodności nadsyłanych ofert z mającym tu zastosowanie prawem. Gdyby tak miało być – byłoby to skandaliczne zarówno ze społecznego jak i naukowego punktu widzenia. A przesłanką świadczącą o tym, jest właśnie „utajnienie” treści samych wspomnianych ofert.
To bardzo ważne: dużo ważniejsze niż zegarki ministra Nowaka oraz przyszłość HGW.
Sprawa jest ciekawa i ważna dla osób zainteresowanych problemem bezrobocia i jego odniesieniami ideologicznymi, o czym często piszę w swoim blogu, dlatego bardzo zachęcam do zapoznania się z tym tekstem. Ja – odpowiadając na postawione w tytule pytanie – uznałem to za prowokację a dokładniej – za prowokację pod płaszczykiem eksperymentu.

Wyraziłem swoją opinię w formie komentarza we wspomnianym portalu, komentarz ów chciałbym i tutaj przytoczyć:

„Jestem bardzo krytycznie nastawiony do Powiatowych Urzędów Pracy, ale artykuł ten uważam mimo to za nadużycie i bełkot. Bardzo też cenię Panią prof. Tyrowicz za wiele jej wypowiedzi publicznych, lecz tą „akcją” w moim przekonaniu bardzo zaszkodziła swojemu wizerunkowi.
Po pierwsze – artykuł ma wszystkie cechy dawnej, PRL- owskiej propagandy: można się dowiedzieć, dlaczego opisane reakcje urzędów są złe, ale konkretnie NA CO urzędy reagowały – tego już nie można się dowiedzieć. Oceny – zamiast opisu faktów. Tymczasem stopień naukowy – zobowiązuje: najpierw przedstawia się fakty a potem ewentualnie – ich ocenę, analizę i wnioski. Najważniejszym tu „faktem” jest konkretna treść przedmiotowych „ofert testowych”, których nie znamy. Charakterystyczne jest, że w żadnym źródle nie podano konkretnej treści tych „testowych” ofert zatrudnienia, a przecież w tym prawdopodobnie tkwi sedno sprawy, czyli przyczyna takiej a nie innej reakcji PUP-ów. Dopóki nie podano rzeczywistego brzmienia wspomnianych ofert – cała ta gadanina o reakcji na nie jest po prostu zwykłym bełkotem, chyba że jest jeszcze gorzej: że mamy tu do czynienia z prowokacją „grubymi nićmi szytą” o podłożu ideologicznym.


Uważam za niezmiernie prawdopodobnie, że reakcja PUP-ów była wymuszona treścią tych ofert.
Urzędy Pracy – funkcjonują za pieniądze publiczne i choćby dlatego muszą się perfekcyjnie trzymać prawa, głównie ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy ale także i każdego innego przepisu mającego tu zastosowanie, np. ustawy Kodeks Pracy. Treść oferty musi odpowiadać prawu, bo nie do pomyślenia wydaje się sytuacja, bu urzędy podejmowały za pieniądze publiczne – działania jawnie sprzeczne z obowiązującym prawem. Natomiast pracodawcy generalnie zupełnie się z prawem nie liczą. I to wcale nie z powodu banalnej jego nieznajomości. To świadome i celowe ignorowanie prawa. Świadome – bo zapoznanie się dziś z obowiązującym stanem prawnym jest banalnie proste, celowe – bo chodzi o to, by prawo „nie przeszkadzało” w robieniu tego co pracodawcy chcą robić. Abstrahując więc od niewątpliwego przerostu biurokracji w PUP-ach, urzędy są i mają być w pewnym sensie „strażnikami resztek praworządności” w aspekcie prawa pracy i ustawy o promocji zatrudnienia. Tymczasem w ofertach zatrudnienia na porządku dziennym są drobne jak i zasadnicze odejścia od norm prawnych. Przede wszystkim dotyczy to prób wykorzystywania umów zlecenia tam, gdzie ewidentnie powinna być zastosowana umowa o pracę. Ponadto nagminne jest nierówne traktowanie kandydatów do zatrudnienia – co jest zabronione w całej UE. Nagminne jest też uzależnianie zatrudnienia od informacji których pracodawca na tym etapie albo i w ogóle nie ma prawa domagać się od kandydata lub pracownika. Po prostu: prawo swoje – a pracodawcy swoje, jak krnąbrne bachory nie liczące się z realiami i zasadami.
Można by na ten temat bardzo wiele napisać, ale chcę tu postawić następującą tezę właśnie w nawiązaniu do powyższych stwierdzeń: cała ta prowokacja może być po prostu próbą zdyskredytowania wspomnianej postawy i roli urzędów pracy jako strażników prawa zbyt dobrze wywiązujących się ze swojej roli. Pracodawcy zdają się być coraz bardziej zdegenerowani możliwościami jakie stwarza ideologia PO. Możliwościami ignorowania i obchodzenia prawa, szantażowania władzy dla wymuszenia „przymrużenia oka” na takie praktyki, dezaktywacją Państwowej Inspekcji Pracy z powodów ideologicznych. „Ideologii chciwości” – Platformy Obywatelskiej. Akcja ta być może ma wywołać złagodzenie nastawienia PUP-ów na praworządność, złagodzenie stosowania w praktyce norm prawnych dotyczących kandydatów do pracy lub pracowników. Już w tej chwili mamy ogromną skalę strefy kryminalnej w zatrudnieniu („szarą strefę”) związaną jeszcze dodatkowo z przestępstwami podatkowymi. Mamy prawdziwą „wolną amerykankę” w prywatnych portalach i stronach agencji zatrudnienia zupełnie nie interesujących się legalnością publikowanych ofert gdyż zastrzegają one odpowiedzialność za to wyłącznie ogłoszeniodawcy, a odpowiedzialność ta jest fikcyjna z powodu takiego stanu praworządności na jaki jest przyzwolenie polityczne PO. Chodzi tylko o to, by Urzędy Pracy przestały „się czepiać” pracodawców o sprzeczne z prawem sformułowania w ofertach pracy. Ma to usunąć ostatnie ograniczenie w budowaniu świata niewolnictwa pracowniczego, gdzie człowiek uzależniony od zdobywania pieniędzy na życie poprzez pracę najemną – nie będzie miał nic do powiedzenia i praktycznie całkowicie będzie poddany „widzi mi się” pracodawcy, bimbającego sobie z prawa w całym majestacie prawa.
Oczywiście – to prowadzi do gwałtownego wybuchu społecznego, ale zanim on nastąpi, zanim społeczeństwo się zorganizuje – będzie można zrobić majątek i wytransferować go za granicę. I o to zapewne chodzi.”


I o to zapewne chodzi.

15/04/2013

Minister Pracy – z szabelką na czołg.

Wiele wskazuje na to, że nadal – a może nawet coraz bardziej – brak jakiegokolwiek spójnego planu czy programu rządowego dotyczącego bezrobocia. Bezrobocia albo czegokolwiek innego. Dziś rząd to kilku indywidualistów, paru celebrytów, jeden macho i dwóch kandydatów do Brukseli. Rząd w swojej dezorganizacji wewnętrznej przekroczył już dopuszczalne granice nonsensu. Rząd to dziś premier – jak kukła nie pojawiająca się „medialnie” całymi tygodniami, nie wiadomo czym się zajmująca prócz oczywiście haratania w gałę i podróżowania pomiędzy Sopotem a Warszawą. Reszta – to pewna liczba ministrów indywidualistów, robiących „swoje” i nie kontaktujących się poważnie z innymi ministrami. Każdy minister na swój strój, jak w orkiestrze zebranej przez przypadek, złożonej z samych solistów-wirtuozów.

W sprawie „walki z bezrobociem” działa i wypowiada się ostatnio często minister pracy. Ale przecież bezrobocie w swej istocie polega na ogromnej nadwyżce podaży pracy w stosunku do popytu na nią a to jest sprawa stanu gospodarki i ideologii kierowania nią (lub przyglądania się z boku z założonymi rękami – jeśli wierzymy w niewidzialną rękę rynku dokonującą samoregulacji gospodarki). Walka z bezrobociem jako niedoborem miejsc pracy najemnej – polega na takim sterowaniu gospodarką aby ilość miejsc pracy zwiększyła się i jest to zadanie resortów gospodarczych rządu a nie ministra pracy. Być może komuś nie mieści się w głowie, że to co dotyczy pracy – nie dotyczy wbrew pozorom w głównej mierze ministra pracy. Po prostu: taka głowa… nieszczęście…

Dopiero gdy tak się zaczyna dziać w gospodarce, minister pracy może zadbać o maksymalne dopasowanie „jakościowe” czyli maksymalne możliwe przystosowanie kompetencji osób bezrobotnych do potrzeb pracodawców tworzących nowe miejsca pracy, by bezrobotni poszukujący pracy – znajdywali coraz liczniej takie oferty pracy, których oczekiwania mogą przynajmniej w podstawowym stopniu spełnić; tu dopiero jest miejsc na kursy dokształcające, przekwalifikowania zawodowe, pomoc studentom kończącym takie kierunki które mają odzwierciedlenie w powstającym zapotrzebowaniu na pracowników, oraz zastosowanie do tych działań dofinansowania unijnego.
Tak się jednak nie dzieje.

Kompletnie brakuje jak się wydaje właśnie takiej koordynacji i uzgodnienia działań pomiędzy resortami.
Działania w gospodarce opierają się dziś o… ideologicznie uzasadniany brak działań, bo „politykom wara od gospodarki”; tu raczej władza zachowuje się jak bierny „zboczeniec – podglądacz, gapiący się ukradkiem przez dziurkę od klucza, co robią przedsiębiorcy, ale „gołej prawdy” w ten sposób z pewnością w ogóle nie zobaczy…

Dotychczasowy a już od dawna nie funkcjonujący program szkoleń bezrobotnych właśnie dlatego między innymi był skandalicznym marnotrawstwem środków unijnych, że nie towarzyszyły mu żadne działania na rzecz realnego wzrostu ilości miejsc pracy. Wydano gigantyczne pieniądze na szkolenia i przekwalifikowania a tymczasem znakomita większość szkolonych bezrobotnych po tych szkoleniach także nie otrzymała żadnej oferty zatrudnienia, jak i ich własne wysiłki znalezienia zatrudnienia z wykorzystaniem nabytych nowych kompetencji – nie dały żadnego rezultatu; po prostu ilość wolnych miejsc pracy wówczas nie tylko nie zwiększała się ale wręcz odwrotnie; padały kolejne zakłady i szykowano kolejne zwolnienia grupowe.

Sprawa ta woła o pomstę – nawet nie do nieba a do Komisji Europejskiej i jej organów kontrolnych; jako „absolwent” kilku takich bezskutecznych kursów i szkoleń uważam, że powinno to zostać poddane wnikliwej kontroli unijnej i spotkać się z kolejnym skierowanym do Polski żądaniem zwrotu przez Polskę do kasy unijnej gigantycznych środków w taki sposób zmarnowanych. Trzeba tu jedynie przesłania odpowiedniej informacji do odpowiednich instytucji unijnych…

Ktoś się wreszcie najwyraźniej opamiętał, albo może przestraszył i… kursy i szkolenia uzupełniające brakujące kwalifikacje lub przekwalifikowujące wybranych bezrobotnych w ogóle przestały być organizowane, i to jest także tragiczne w skutkach, bo wielu osobom bezrobotnym bardzo niewiele brakuje do uzyskania stanu w którym mogliby zaspokoić oczekiwania jakiegoś pracodawcy, niestety nie posiadają żadnych środków na szkolenia „komercyjne”.
Tymczasem to co jak się wydaje jest najczęstszym „brakiem” kandydatów do zatrudnienia i powodem ich odrzucenia, to znaczy brak podstawowej choćby znajomości języka obcego, brak prawa jazdy lub brak pisemnego potwierdzenia pewnych umiejętności lub uprawnień – zostało czyjąś idiotyczną decyzją całkowicie wyłączone z zakresu pomocy bezrobotnym możliwej do uzyskania od urzędu pracy, a stało się wyłącznie przedmiotem działalności komercyjnej wielu firm i agencji szkoleniowych.
Jest to co prawda zgodne z „ideologią chciwości” Platformy Obywatelskiej, ale diametralnie rozmija się z zapotrzebowaniem społecznym związanym z walką z bezrobociem…
Działania ministra pracy przypominają w dużym stopniu przysłowiowe „przelewanie z pustego w próżne” nie z jego winy, bo nic przecież nie da irytujące ględzenie o „aktywizacji bezrobotnych” jeśli inne resorty nie połączą działań na rzecz aktywizacji gospodarki.

Obecnie głośno się stało na temat zmian planowanych przez ministra pracy w ustawie o promocji zatrudnienia. Propozycje te są na różnym etapie opracowania i wdrażania, ale wzbudzają już wiele komentarzy, także wiele nieporozumień i niezrozumień, niepokoju. W kolejnych tekstach chciałbym się odnieść do najbardziej istotnych z nich.

Odwiedziny: