Eksperyment czy prowokacja?
Takie pytanie zadał autor tekstu zamieszczonego w portalu bezrobocie.org.pl
Pan Łukasz Komuda – od dawna zajmujący się problematyką bezrobocia i
rynku pracy, znany z ciekawych tekstów i często oryginalnego podejścia
do tematu.
Chodzi o słynny już „eksperyment” prof. Joanny Tyrowicz z WNE UW,
polegający na zbadaniu reakcji Urzędów Pracy na nadesłane „testowe”
ogłoszenia o chęci zatrudnienia pracowników.
Sprawa została opisana i skomentowana przez wiele tytułów, o niej też pisał we wspomnianym tekście Łukasz Komuda:
Eksperyment czy prowokacja?
Zwróciło jednak moją uwagę coś charakterystycznego, znanego mi z
dawnych lat PRL-u a więc dziś – alarmującego; w żadnym ze znanych mi
tekstów na ten temat nie przytoczono treści wspomnianych ogłoszeń będących najważniejszym składnikiem owego eksperymentu.
A przecież nie tylko chodzi o to, że ma ona zasadnicze znaczenie dla
sprawy; chodzi także o to, że ma ona zasadnicze znaczenie dla jakości a
więc i wiarygodności zastosowanego tu aparatu badawczego, czyli de facto
– dla wiarygodności samej Pani prof. Joanny Tyrowicz. To
charakterystyczne dla propagandy PRL-owskiej, wyśmiewał się z tego
niegdyś np. Jacek Fedorowicz w swoich programach autorskich: możemy się
dowiedzieć, dlaczego jakiś fakt jest dobry lub zły, ale jak on wyglądał –
tego się nigdy nie dowiemy.
Mam sporą świadomość tego, co w Urzędach Pracy jest złe. Świadomość
wynikającą z obserwacji i doświadczeń jakie są dostępne świadomemu
„klientowi” urzędów, a więc raczej nie dotyczące „życia wewnętrznego”
instytucji. Wiele jednak wynika z analizy skutków. Jednak jako legalista
bez najmniejszych ciągotek anarchistycznych, rozumiem i popieram
zasadę, zgodnie z którą Urzędy Pracy wymagają od ogłoszeniodawców
spełniania norm prawnych dotyczących głównie treści ogłoszeń. Urzędy
Pracy nie mogą publikować ogłoszeń nielegalnych, sprzecznych z prawem a
te są na porządku dziennym w ofercie pracodawców.
Na przykład nie mogą „legitymizować” nierównego traktowania kandydatów
do zatrudnienia z jakiegokolwiek w zasadzie powodu. Jakiś „Pan Prezes”
może chcieć mieć zgrabną, seksownie wyglądającą „blondynę” w wieku do 35
lat, stanu wolnego, w pełni dyspozycyjna, z długimi nogami – jako
asystentkę czy sekretarkę, ale NIE WOLNO MU TAK SFORMUŁOWAĆ OGŁOSZENIA O
PRACĘ! Nie wolno – to znaczy że to sprzeczne z prawem w zasadzie w całej
Unii Europejskiej. Nie tylko chodzi o te nogi ale nawet nie ma prawa
sugerować, że tym asystentem musi być wyłącznie kobieta.
No właśnie: nie wolno – ale… jednak… chciałoby się…
Ponadto trzeba tu koniecznie przypomnieć, że Urzędy Pracy nie są
„słupami ogłoszeniowymi” – a pośrednikami pracy, mającymi przedstawić
ogłoszeniodawcy właściwych, już wytypowanych zgodnie z ofertą
kandydatów, co oznacza, że oferta ta musi być nie tylko zgodna z prawem,
ale i kompletna, zrozumiała oraz wiarygodna.
Tymczasem wspomniany „eksperyment” widzę właśnie jako atak na tę rolę
PUP-ów i tę zasadę przez nie egzekwowaną. Obawiam się, że jest możliwe,
iż został on spreparowany jedynie (czy może aż) po to – by wymusić
niejako rezygnację PUP-ów z wymagania zgodności nadsyłanych ofert z
mającym tu zastosowanie prawem. Gdyby tak miało być – byłoby to
skandaliczne zarówno ze społecznego jak i naukowego punktu widzenia. A
przesłanką świadczącą o tym, jest właśnie „utajnienie” treści samych
wspomnianych ofert.
To bardzo ważne: dużo ważniejsze niż zegarki ministra Nowaka oraz przyszłość HGW.
Sprawa jest ciekawa i ważna dla osób zainteresowanych problemem
bezrobocia i jego odniesieniami ideologicznymi, o czym często piszę w
swoim blogu, dlatego bardzo zachęcam do zapoznania się z tym tekstem. Ja
– odpowiadając na postawione w tytule pytanie – uznałem to za
prowokację a dokładniej – za prowokację pod płaszczykiem eksperymentu.
Wyraziłem swoją opinię w formie komentarza we wspomnianym portalu, komentarz ów chciałbym i tutaj przytoczyć:
„Jestem bardzo krytycznie nastawiony do Powiatowych Urzędów
Pracy, ale artykuł ten uważam mimo to za nadużycie i bełkot. Bardzo też
cenię Panią prof. Tyrowicz za wiele jej wypowiedzi publicznych, lecz tą
„akcją” w moim przekonaniu bardzo zaszkodziła swojemu wizerunkowi.
Po pierwsze – artykuł ma wszystkie cechy dawnej, PRL- owskiej
propagandy: można się dowiedzieć, dlaczego opisane reakcje urzędów są
złe, ale konkretnie NA CO urzędy reagowały – tego już nie można się
dowiedzieć. Oceny – zamiast opisu faktów. Tymczasem stopień naukowy –
zobowiązuje: najpierw przedstawia się fakty a potem ewentualnie – ich
ocenę, analizę i wnioski. Najważniejszym tu „faktem” jest konkretna
treść przedmiotowych „ofert testowych”, których nie znamy.
Charakterystyczne jest, że w żadnym źródle nie podano konkretnej treści
tych „testowych” ofert zatrudnienia, a przecież w tym prawdopodobnie
tkwi sedno sprawy, czyli przyczyna takiej a nie innej reakcji PUP-ów.
Dopóki nie podano rzeczywistego brzmienia wspomnianych ofert – cała ta
gadanina o reakcji na nie jest po prostu zwykłym bełkotem, chyba że jest
jeszcze gorzej: że mamy tu do czynienia z prowokacją „grubymi nićmi
szytą” o podłożu ideologicznym.
Uważam za niezmiernie prawdopodobnie, że reakcja PUP-ów była wymuszona treścią tych ofert.
Urzędy Pracy – funkcjonują za pieniądze publiczne i choćby dlatego muszą
się perfekcyjnie trzymać prawa, głównie ustawy o promocji zatrudnienia i
instytucjach rynku pracy ale także i każdego innego przepisu mającego
tu zastosowanie, np. ustawy Kodeks Pracy. Treść oferty musi odpowiadać
prawu, bo nie do pomyślenia wydaje się sytuacja, bu urzędy podejmowały
za pieniądze publiczne – działania jawnie sprzeczne z obowiązującym
prawem. Natomiast pracodawcy generalnie zupełnie się z prawem nie liczą.
I to wcale nie z powodu banalnej jego nieznajomości. To świadome i
celowe ignorowanie prawa. Świadome – bo zapoznanie się dziś z
obowiązującym stanem prawnym jest banalnie proste, celowe – bo chodzi o
to, by prawo „nie przeszkadzało” w robieniu tego co pracodawcy chcą
robić. Abstrahując więc od niewątpliwego przerostu biurokracji w
PUP-ach, urzędy są i mają być w pewnym sensie „strażnikami resztek praworządności”
w aspekcie prawa pracy i ustawy o promocji zatrudnienia. Tymczasem w
ofertach zatrudnienia na porządku dziennym są drobne jak i zasadnicze
odejścia od norm prawnych. Przede wszystkim dotyczy to prób
wykorzystywania umów zlecenia tam, gdzie ewidentnie powinna być
zastosowana umowa o pracę. Ponadto nagminne jest nierówne traktowanie
kandydatów do zatrudnienia – co jest zabronione w całej UE. Nagminne
jest też uzależnianie zatrudnienia od informacji których pracodawca na
tym etapie albo i w ogóle nie ma prawa domagać się od kandydata lub
pracownika. Po prostu: prawo swoje – a pracodawcy swoje, jak krnąbrne
bachory nie liczące się z realiami i zasadami.
Można by na ten temat bardzo wiele napisać, ale chcę tu postawić
następującą tezę właśnie w nawiązaniu do powyższych stwierdzeń: cała ta
prowokacja może być po prostu próbą zdyskredytowania wspomnianej postawy
i roli urzędów pracy jako strażników prawa zbyt dobrze wywiązujących
się ze swojej roli. Pracodawcy zdają się być coraz bardziej
zdegenerowani możliwościami jakie stwarza ideologia PO. Możliwościami
ignorowania i obchodzenia prawa, szantażowania władzy dla wymuszenia
„przymrużenia oka” na takie praktyki, dezaktywacją Państwowej Inspekcji
Pracy z powodów ideologicznych. „Ideologii chciwości” – Platformy
Obywatelskiej. Akcja ta być może ma wywołać złagodzenie nastawienia
PUP-ów na praworządność, złagodzenie stosowania w praktyce norm prawnych
dotyczących kandydatów do pracy lub pracowników. Już w tej chwili mamy
ogromną skalę strefy kryminalnej w zatrudnieniu („szarą strefę”)
związaną jeszcze dodatkowo z przestępstwami podatkowymi. Mamy prawdziwą
„wolną amerykankę” w prywatnych portalach i stronach agencji
zatrudnienia zupełnie nie interesujących się legalnością publikowanych
ofert gdyż zastrzegają one odpowiedzialność za to wyłącznie
ogłoszeniodawcy, a odpowiedzialność ta jest fikcyjna z powodu takiego
stanu praworządności na jaki jest przyzwolenie polityczne PO. Chodzi
tylko o to, by Urzędy Pracy przestały „się czepiać” pracodawców o
sprzeczne z prawem sformułowania w ofertach pracy. Ma to usunąć ostatnie
ograniczenie w budowaniu świata niewolnictwa pracowniczego, gdzie
człowiek uzależniony od zdobywania pieniędzy na życie poprzez pracę
najemną – nie będzie miał nic do powiedzenia i praktycznie całkowicie
będzie poddany „widzi mi się” pracodawcy, bimbającego sobie z prawa w
całym majestacie prawa.
Oczywiście – to prowadzi do gwałtownego wybuchu społecznego, ale zanim
on nastąpi, zanim społeczeństwo się zorganizuje – będzie można zrobić
majątek i wytransferować go za granicę. I o to zapewne chodzi.”
I o to zapewne chodzi.
BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ustawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ustawa. Pokaż wszystkie posty
19/06/2013
„Oferty pracy” prof. Joanny Tyrowicz: Eksperyment czy prowokacja?
Etykiety:
Komuda,
konstytucja,
nieuczciwość naukowa,
oferty pracy,
ogłoszenia,
praca,
praworządność,
prof. Joanna Tyrowicz,
prowokacja,
PUP,
statystyka,
szara strefa,
Tyrowicz,
urzędy pracy,
ustawa,
UW,
WNE UW
14/08/2012
Czekając na polskiego Jamesa Holmesa…
W Powiatowych Urzędach Pracy jest zatrudnionych łącznie około 20.100
pracowników. Z tego – jak się okazuje – zaledwie 25% – czyli 5025 osób
zajmuje się bezpośrednio „aktywizowaniem bezrobotnych” – cokolwiek by
to nie znaczyło w terminologii propagandowej. Pozostali – zajmują się po
prostu biurokracją. Urzędoleniem. Przysłowiowym przelewaniem z pustego w
próżne. Nazywa się to „wypełnianiem obowiązków ustawowych” czyli dość
ładnie się nazywa… „urzędactwo” zawsze ma ładne „kody taktyczne” w swoim
specyficznym, maskującym języku wewnętrznym.
Oznacza to, że statystycznie na jednego z takich pracowników bezpośrednio „aktywizujących” przypada więcej niż 400 bezrobotnych. W takim stanie rzeczy nie ma mowy o rzeczywistej pomocy. Nie ma na to czasu. Dla rozładowania kolejek w których stoją teraz najczęściej osoby nowo-rejestrujące się i bezrobotni „z terminem”, osobom bezrobotnym wyznacza się zaledwie pięć (5) obowiązkowych wizyt w Urzędzie w ciągu roku, czyli raz na dwa miesiące bezrobotny musi się stawić u pośrednika pracy, by wypełnić oświadczenie o swojej sytuacji majątkowej oraz spełnianiu nadal wymogów od których zależy prawo do statusu bezrobotnego, no i otrzymać nowy termin stawienia się…
Zdecydowana większość pracowników urzędów pracy to kobiety, pracownice administracyjne nie stykające się bezpośrednio z bezrobotnymi, zajmujące się wszelkimi umowami zawieranymi przez urząd z bezrobotnymi oraz przedsiębiorcami, bardzo rozległą sprawozdawczością urzędów oraz samą ewidencją bezrobotnych.
Biurokracja zawsze była i nadal jest niezmiernie charakterystyczna dla urzędów pracy a powodem tego jest powszechna biurokracja krajowa jakoś tam powiązana ze świadomym tworzeniem miejsc pracy dla „swoich” (nepotyzm, kolesiostwo), co powoduje ogólnie stały rozrost biurokracji nie tylko w Polsce; ale u nas w tym zakresie jest nadal jak za PRL-u; swoi muszą mieć pracę bo ostatecznie za to nas „lubią”, dlatego gdy potrzeba miejsc pracy dla swoich – to się je zawsze stworzy. Stąd kompletna przegrana Premiera Tuska z rozrostem biurokracji; już dwa razy ogłaszał zamiar zmniejszenia aparatu urzędniczego państwa, ale kończyło się to jedynie wymianą „nie naszych” na „naszych” oraz dalszym wzrostem liczby urzędników, bo tu nie są ważne zadania ani potrzeby administracji państwa, ale potrzeby rodzin wyższych urzędników administracji oraz nieprzejednana potrzeba walki o poparcie w wyborach. Premier Tusk jest tu po prostu zakładnikiem własnej administracji, jest wobec niej bezsilny i bezradny.
Drugi powód rozdętej biurokracji w urzędach pracy – to nadmierna ochrona przed różnego rodzaju oszustami i cwaniakami, nieuczciwie podchodzącymi do potencjalnych świadczeń jakie może otrzymać bezrobotny. W urzędach pracy trwa po prostu codzienna, bezwzględna walka urzędników z oszustami i dlatego całkowicie zajęci nią urzędnicy nie mają już czasu na jakąkolwiek pomoc osobom rzeczywiście bezrobotnym. Stąd stale nawarstwiające się nowelizacje przepisów, regulaminy, dodatkowe wymogi i zastrzeżenia – o których pisałem np. w tekście dotyczącym dotacji na rozpoczęcie działalności gospodarczej: rzeczywiście trudno sobie wyobrazić coś bardziej skomplikowanego i zbiurokratyzowanego a przez to bardziej doprowadzonego do absurdu:
Tymczasem bezrobotnych przybywa. Dramatycznie wydłuża się też czas pozostawania bez zatrudnienia; średnio to już 12 miesięcy a to oznacza, że dla osób młodych oraz posiadających poszukiwany zawód oraz choćby niewielkie doświadczenie – może to być 1 lub 2 miesiące poszukiwania pracy, ale dla osób w wieku 50 plus – to bardzo często już ponad trzy lata.
Nie można też zapominać, że wiąże się to z dramatycznym problemem finansowym, bo nieliczne osoby otrzymujące prawo do zasiłku dla bezrobotnych na 6 miesięcy, poszukują zatrudnienia samodzielnie najczęściej dłużej niż otrzymują zasiłek, w związku z czym nasila się problem kosztów utrzymania się w stanie gotowości do podjęcia pracy. Tym bardziej dotyczy to osób starszych, które często nie posiadają prawa do zasiłku a jeśli nawet otrzymują go maksymalnie przez okres 12 miesięcy, to po wygaśnięciu tego prawa nadal pozostają bezrobotne, bez pracy i bez zasiłku, pozostawione same sobie bez żadnej rzeczywistej pomocy.
Powoduje to – jak już pisałem we wcześniejszych felietonach – że niezbędna staje się natychmiastowa interwencja państwa, polegająca na zwiększeniu odsetka osób bezrobotnych nabywających prawo do pomocy materialnej na czas poszukiwania pracy, lub w formie specjalnego świadczenia kryzysowego dla osób długotrwale bezrobotnych pozbawionych zasiłku a nadal aktywnie poszukujących zatrudnienia. Wymaga to choćby czasowej korekty (nowelizacji) ustawy. Osoba bezrobotna – by rzeczywiście spełniała wymogi definicji zawarte w ustawie – musi posiadać stały dochód co najmniej równy zasiłkowi a oczekiwanie czegoś odwrotnego, to znaczy że osoba która przez bezrobocie utraciła dach nad głową i środki do codziennego utrzymania się będzie nadal „zdolna i gotowa do natychmiastowego podjęcia pracy” – jest po prostu warte zainteresowania lekarzy psychiatrów. Posłowie i Senatorowie, politycy, Wojewodowie, Starości, Dyrektorzy Urzędów Pracy – jednak nie dopatrzyli się w tym absurdu…
Przyczyną takiej sytuacji, to znaczy tak małego zaangażowania pracowników urzędów pracy w bezpośredni kontakt i współpracę z bezrobotnymi i pracodawcami, wykonywanie zadań z tym związanych – jest także sama ustawa. Ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy – to kompletny gniot, bełkot pozbawiony treści – zupełnie jak ci co ją uchwalali. A uchwalali ją ludzie, którzy nigdy nie zaznali biedy, głodu, bezrobocia oraz w przyszłości – już teraz także nigdy tego nie zaznają – czyli nigdy tego nie zrozumieją. Ludzie dla których to kompletna abstrakcja, patrzących na tych, których się pozbawia zatrudnienia jak na jakieś „robaki”, dziwaczne żyjątka z Marsa – obce i niezrozumiałe…
Ustawa obejmuje zbyt dużą ilość działań i tematyki, pośrednio tylko związanej z bezrobociem, wrzuca wszystko do jednego worka, dlatego siły i środki Urzędów Pracy są zbyt rozproszone, by mogły dać jakiś istotny efekt. Ustawa dotyczy osób bezrobotnych i jakichś „osób poszukujących zatrudnienia” jak należy rozumieć – nie będących osobami bezrobotnymi. Nie rozumiem, na czym polega różnica; prawdopodobnie „osoby poszukujące zatrudnienia” nie spełniają wszystkich wymogów ustawowych osoby bezrobotnej, lecz w myśl (?) Ustawy mają także prawo korzystać z usług Urzędu Pracy. Ale jest bardzo wiele agencji pracy zajmujących się (mających się zajmować) pośrednictwem pracy poza Ustawą obowiązującą Urzędy Pracy. Poza tym jest bardzo dużo portali internetowych i ogłoszeniowych oraz strony firmowe pracodawców, na których osoby poszukujące zatrudnienia a niebędące bezrobotnymi mogą samodzielnie poszukiwać ofert dla siebie. Zupełnie niepotrzebnie obciążono tym Urzędy Pracy – które powinny skupić się i posiadane środki na zarejestrowanych osobach posiadających pełen status bezrobotnego.
Podobnie jest i ze środkami finansowymi. Dlaczego Urzędy Pracy mają zajmować się finansowaniem studiów podyplomowych albo wstępnych staży lekarskich po ukończeniu akademii medycznej czy uniwersytetu medycznego. Na dodatek – finansować to ze środków Funduszu Pracy, podczas gdy nie ma nigdy dość pieniędzy na podstawowa pomoc dla długotrwale nawet bezrobotnych. Dokłada to roboty „papierkowej”, angażuje zasoby kadrowe urzędów a nie wpływa na bezpośredni spadek bezrobocia.
Jeśli Urząd zaplanuje kilka kursów zawodowych dla osób bezrobotnych wymagających przekwalifikowania lub odnowienia posiadanych kwalifikacji, każdy z nich jest przeznaczony dla kilkunastu zaledwie osób ( najczęściej grupy 15 – 16 osób) – to pomoc taka, niezwykle istotna pomoc gdyż osób tych z pewnością nie byłoby stać na takie kursy komercyjne – dotyczy w sumie 350 – 450 osób w ciągu roku a to nie jest wystarczające w powiecie jak Szczecin – z ponad 18.000 osób bezrobotnych, tym bardziej w powiatach gdzie bezrobocie sięga dziś 40% (Mazury).
Pieniądze natomiast rozchodzą się na różne dziwne działania zupełnie nie wpływające na zasadnicze powody bezrobocia, ale przewidziane w Ustawie. Tymczasem urząd pracy wcale nie musi realizować wszystkich działań jakie wymienia ustawa; po pierwsze – ma prawo realizować tylko te z nich które rokują najwyższą skutecznością, dlatego ustawa wymieniając poszczególne formy działania starostów (prezydentów miast) jako odpowiedzialnych za organizację i działanie PUP – używa formy : starosta może zrobić to, starosta może zrobić owo, a nie – że musi robić i to i tamto. Starości mają prawo decyzji na które instrumenty w danym powiecie przeznaczyć posiadane środki by uzyskać ich właściwe wykorzystanie, ale przeważnie nie robią tego by uniknąć wszelkich „kłopotów” i – trzeba czy nie – realizują wszystko co wymienia ustawa jako możliwe do stosowania. To typowo urzędnicze podejście, głównie dbające o własne bezpieczeństwo „przysłowiowa blacha na tyłek”, a nie o końcowy efekt.
Straszliwe zasoby czasowe i osobowe pochłania urzędom pracy sprawa dotacji na rozpoczynanie działalności gospodarczej, ale zupełnie nie rozumiem – dlaczego urzędy pracy muszą się tym zajmować. Przecież to jest temat idealny dla organizacji pozarządowych i różnych instytucji w tym się specjalizujących. Ponadto skuteczność tego działania jako mającego przeciwdziałać bezrobociu jest bardzo wątpliwa i problematyczna, istnieje obawa że gdyby zastosowano właściwe kryteria do zbadania skuteczności tych dotacji – wynik byłby kompromitujący. Kompromitujący ustawę i urzędy ją wykonujące. Skuteczność działań Urzędów jest generalnie po prostu nieznana a to z powodu braku jednolitej metody jej mierzenia, braku jednolitych wytycznych co do metodologii badania skuteczności walki z bezrobociem.
W rezultacie tego bywa – jak w danych sprawozdawczych Powiatowego Urzędu Pracy z powiatu Żarskiego (Województwo Lubuskie), który od lat wykazywał, że skuteczność zatrudnieniowa w tym powiecie jest rekordowa – rzędu 84 – 88%. Za 2011 rok, w sprawozdaniu podano, że w ciągu roku w Żarach skutecznie zaktywizowano ponad 9000 osób bezrobotnych (to znaczy „doprowadzono je do zatrudnienia”), mimo że ilość zarejestrowanych bezrobotnych wynosiła wtedy w tym powiecie tylko ok. 6000 osób, na dodatek wykazano, że liczba bezrobotnych na skutek tej aktywizacji spadła o… 16 (szesnaście) osób i na początek 2012 roku wyniosła 5984 osoby. Toż to cud prawdziwy. W tym przypadku prawdopodobnie zawiniła całkiem różna metodologia badań w tym urzędzie oraz w Ministerstwie. Mimo to – ma to swoją silną wymowę. Stawia pod znakiem zapytania wiarygodność jakichkolwiek danych, bo metodologia nie została jeszcze praktycznie ujednolicona.
Obawiam się, że reakcją Ministerstwa Pracy na objaw rzeczywistego przeciążenia Urzędów Pracy będzie próba zwiększenia tam zatrudnienia, szczególnie w grupie pośredników pracy i doradców, podczas gdy powinno się raczej przede wszystkim odciążyć urzędy od działań które można powierzyć organizacjom pozarządowym, stowarzyszeniom zajmującym się promocją przedsiębiorczości oraz agencjom pracy, w taki sposób by dotychczas zajmujące się tym osoby mogły zająć się wyłącznie najbardziej niezbędnymi działaniami wobec osób rzeczywiście bezrobotnych, dołączając do grupy pośredników pracy bez wzrostu całkowitej liczby zatrudnionych.
Tu jednak dochodzimy znów do ściany. Tak jak w „komunie” – każda dyskusja na każdy temat wreszcie dochodziła do problemu „przewodniej roli Partii” – co natychmiast tę dyskusję kończyło, tak i teraz – każda dyskusja na temat bezrobocia dochodzi do problemu BRAKU MIEJSC PRACY i to w zasadzie także czyni dalszą dyskusję bezsensowną.
Problemem bezrobocia i nie tylko bezrobocia wydaje się być to, że to Ministerstwo Pracy próbuje ten problem samodzielnie rozwiązać, realizując jakieś zmiany i reformy wewnątrz resortu, ale wiadomo przecież, że to nic nie da bez aktywizacji gospodarki i pilnej pracy „wychowawczej” nad samymi przedsiębiorcami. Cokolwiek by Minister Pracy nie wymyślił dla zwiększenia wydajności urzędów Pracy – to się nie uda bez wzrostu ilości miejsc pracy. Będzie to tylko kosztowną sztuką dla sztuki i wspomnianym już przelewaniem z pustego w próżne. Problem zdaje się być w tym, że Premier – a konkretnie Prezes Rady Ministrów Donald Tusk zupełnie nie spełnia swojej roli, że wiele wskazuje na to iż w Polsce nie ma rzeczywistej Rady Ministrów, ze Rząd nie działa jako całość a odwrotnie – każdy minister robi sam i tylko swoje a ponieważ sam niewiele może, to i wyniki są mikre…
Zupełnie tu nie widać jakiegokolwiek spójnego programu gospodarczego choćby do końca kadencji rządu. Wspólnego programu gospodarczego rozpisanego na wszystkie resorty i realizowanego przez rząd jako całość. A przecież to jest niezbędne! W sprawie bezrobocia też nic się nie da zrobić bez ścisłej współpracy Premiera i co najmniej trzech resortów: gospodarki, finansów oraz pracy.
Wszyscy z pewnym niepokojem ale i ciekawością, z nadzieją – czekamy na zakończenie wakacji i powrót Rządu do pracy, oraz oczekiwane „drugie expose” Premiera, realizację oczekiwanych powszechnie zmian, dowód właściwego wartościowania, wagi i pilności spraw.
Bo jeśli nie, to.
(*)20 lipca 2012 24-letni James Holmes zastrzelił 12 osób, a 58 ranił podczas nocnej premiery filmu o Batmanie "Mroczny rycerz powstaje". 10 dni później przedstawiono mu w sądzie stanowym w Denver formalne zarzuty, w tym 24 zarzuty morderstwa z premedytacją. Grozi mu kara śmierci.
Adwokat Holmesa, Daniel King, twierdził, że jest on chory psychicznie i prawdopodobnie taka będzie linia obrony.
Oznacza to, że statystycznie na jednego z takich pracowników bezpośrednio „aktywizujących” przypada więcej niż 400 bezrobotnych. W takim stanie rzeczy nie ma mowy o rzeczywistej pomocy. Nie ma na to czasu. Dla rozładowania kolejek w których stoją teraz najczęściej osoby nowo-rejestrujące się i bezrobotni „z terminem”, osobom bezrobotnym wyznacza się zaledwie pięć (5) obowiązkowych wizyt w Urzędzie w ciągu roku, czyli raz na dwa miesiące bezrobotny musi się stawić u pośrednika pracy, by wypełnić oświadczenie o swojej sytuacji majątkowej oraz spełnianiu nadal wymogów od których zależy prawo do statusu bezrobotnego, no i otrzymać nowy termin stawienia się…
Zdecydowana większość pracowników urzędów pracy to kobiety, pracownice administracyjne nie stykające się bezpośrednio z bezrobotnymi, zajmujące się wszelkimi umowami zawieranymi przez urząd z bezrobotnymi oraz przedsiębiorcami, bardzo rozległą sprawozdawczością urzędów oraz samą ewidencją bezrobotnych.
Biurokracja zawsze była i nadal jest niezmiernie charakterystyczna dla urzędów pracy a powodem tego jest powszechna biurokracja krajowa jakoś tam powiązana ze świadomym tworzeniem miejsc pracy dla „swoich” (nepotyzm, kolesiostwo), co powoduje ogólnie stały rozrost biurokracji nie tylko w Polsce; ale u nas w tym zakresie jest nadal jak za PRL-u; swoi muszą mieć pracę bo ostatecznie za to nas „lubią”, dlatego gdy potrzeba miejsc pracy dla swoich – to się je zawsze stworzy. Stąd kompletna przegrana Premiera Tuska z rozrostem biurokracji; już dwa razy ogłaszał zamiar zmniejszenia aparatu urzędniczego państwa, ale kończyło się to jedynie wymianą „nie naszych” na „naszych” oraz dalszym wzrostem liczby urzędników, bo tu nie są ważne zadania ani potrzeby administracji państwa, ale potrzeby rodzin wyższych urzędników administracji oraz nieprzejednana potrzeba walki o poparcie w wyborach. Premier Tusk jest tu po prostu zakładnikiem własnej administracji, jest wobec niej bezsilny i bezradny.
Drugi powód rozdętej biurokracji w urzędach pracy – to nadmierna ochrona przed różnego rodzaju oszustami i cwaniakami, nieuczciwie podchodzącymi do potencjalnych świadczeń jakie może otrzymać bezrobotny. W urzędach pracy trwa po prostu codzienna, bezwzględna walka urzędników z oszustami i dlatego całkowicie zajęci nią urzędnicy nie mają już czasu na jakąkolwiek pomoc osobom rzeczywiście bezrobotnym. Stąd stale nawarstwiające się nowelizacje przepisów, regulaminy, dodatkowe wymogi i zastrzeżenia – o których pisałem np. w tekście dotyczącym dotacji na rozpoczęcie działalności gospodarczej: rzeczywiście trudno sobie wyobrazić coś bardziej skomplikowanego i zbiurokratyzowanego a przez to bardziej doprowadzonego do absurdu:
Tymczasem bezrobotnych przybywa. Dramatycznie wydłuża się też czas pozostawania bez zatrudnienia; średnio to już 12 miesięcy a to oznacza, że dla osób młodych oraz posiadających poszukiwany zawód oraz choćby niewielkie doświadczenie – może to być 1 lub 2 miesiące poszukiwania pracy, ale dla osób w wieku 50 plus – to bardzo często już ponad trzy lata.
Nie można też zapominać, że wiąże się to z dramatycznym problemem finansowym, bo nieliczne osoby otrzymujące prawo do zasiłku dla bezrobotnych na 6 miesięcy, poszukują zatrudnienia samodzielnie najczęściej dłużej niż otrzymują zasiłek, w związku z czym nasila się problem kosztów utrzymania się w stanie gotowości do podjęcia pracy. Tym bardziej dotyczy to osób starszych, które często nie posiadają prawa do zasiłku a jeśli nawet otrzymują go maksymalnie przez okres 12 miesięcy, to po wygaśnięciu tego prawa nadal pozostają bezrobotne, bez pracy i bez zasiłku, pozostawione same sobie bez żadnej rzeczywistej pomocy.
Powoduje to – jak już pisałem we wcześniejszych felietonach – że niezbędna staje się natychmiastowa interwencja państwa, polegająca na zwiększeniu odsetka osób bezrobotnych nabywających prawo do pomocy materialnej na czas poszukiwania pracy, lub w formie specjalnego świadczenia kryzysowego dla osób długotrwale bezrobotnych pozbawionych zasiłku a nadal aktywnie poszukujących zatrudnienia. Wymaga to choćby czasowej korekty (nowelizacji) ustawy. Osoba bezrobotna – by rzeczywiście spełniała wymogi definicji zawarte w ustawie – musi posiadać stały dochód co najmniej równy zasiłkowi a oczekiwanie czegoś odwrotnego, to znaczy że osoba która przez bezrobocie utraciła dach nad głową i środki do codziennego utrzymania się będzie nadal „zdolna i gotowa do natychmiastowego podjęcia pracy” – jest po prostu warte zainteresowania lekarzy psychiatrów. Posłowie i Senatorowie, politycy, Wojewodowie, Starości, Dyrektorzy Urzędów Pracy – jednak nie dopatrzyli się w tym absurdu…
Przyczyną takiej sytuacji, to znaczy tak małego zaangażowania pracowników urzędów pracy w bezpośredni kontakt i współpracę z bezrobotnymi i pracodawcami, wykonywanie zadań z tym związanych – jest także sama ustawa. Ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy – to kompletny gniot, bełkot pozbawiony treści – zupełnie jak ci co ją uchwalali. A uchwalali ją ludzie, którzy nigdy nie zaznali biedy, głodu, bezrobocia oraz w przyszłości – już teraz także nigdy tego nie zaznają – czyli nigdy tego nie zrozumieją. Ludzie dla których to kompletna abstrakcja, patrzących na tych, których się pozbawia zatrudnienia jak na jakieś „robaki”, dziwaczne żyjątka z Marsa – obce i niezrozumiałe…
Ustawa obejmuje zbyt dużą ilość działań i tematyki, pośrednio tylko związanej z bezrobociem, wrzuca wszystko do jednego worka, dlatego siły i środki Urzędów Pracy są zbyt rozproszone, by mogły dać jakiś istotny efekt. Ustawa dotyczy osób bezrobotnych i jakichś „osób poszukujących zatrudnienia” jak należy rozumieć – nie będących osobami bezrobotnymi. Nie rozumiem, na czym polega różnica; prawdopodobnie „osoby poszukujące zatrudnienia” nie spełniają wszystkich wymogów ustawowych osoby bezrobotnej, lecz w myśl (?) Ustawy mają także prawo korzystać z usług Urzędu Pracy. Ale jest bardzo wiele agencji pracy zajmujących się (mających się zajmować) pośrednictwem pracy poza Ustawą obowiązującą Urzędy Pracy. Poza tym jest bardzo dużo portali internetowych i ogłoszeniowych oraz strony firmowe pracodawców, na których osoby poszukujące zatrudnienia a niebędące bezrobotnymi mogą samodzielnie poszukiwać ofert dla siebie. Zupełnie niepotrzebnie obciążono tym Urzędy Pracy – które powinny skupić się i posiadane środki na zarejestrowanych osobach posiadających pełen status bezrobotnego.
Podobnie jest i ze środkami finansowymi. Dlaczego Urzędy Pracy mają zajmować się finansowaniem studiów podyplomowych albo wstępnych staży lekarskich po ukończeniu akademii medycznej czy uniwersytetu medycznego. Na dodatek – finansować to ze środków Funduszu Pracy, podczas gdy nie ma nigdy dość pieniędzy na podstawowa pomoc dla długotrwale nawet bezrobotnych. Dokłada to roboty „papierkowej”, angażuje zasoby kadrowe urzędów a nie wpływa na bezpośredni spadek bezrobocia.
Jeśli Urząd zaplanuje kilka kursów zawodowych dla osób bezrobotnych wymagających przekwalifikowania lub odnowienia posiadanych kwalifikacji, każdy z nich jest przeznaczony dla kilkunastu zaledwie osób ( najczęściej grupy 15 – 16 osób) – to pomoc taka, niezwykle istotna pomoc gdyż osób tych z pewnością nie byłoby stać na takie kursy komercyjne – dotyczy w sumie 350 – 450 osób w ciągu roku a to nie jest wystarczające w powiecie jak Szczecin – z ponad 18.000 osób bezrobotnych, tym bardziej w powiatach gdzie bezrobocie sięga dziś 40% (Mazury).
Pieniądze natomiast rozchodzą się na różne dziwne działania zupełnie nie wpływające na zasadnicze powody bezrobocia, ale przewidziane w Ustawie. Tymczasem urząd pracy wcale nie musi realizować wszystkich działań jakie wymienia ustawa; po pierwsze – ma prawo realizować tylko te z nich które rokują najwyższą skutecznością, dlatego ustawa wymieniając poszczególne formy działania starostów (prezydentów miast) jako odpowiedzialnych za organizację i działanie PUP – używa formy : starosta może zrobić to, starosta może zrobić owo, a nie – że musi robić i to i tamto. Starości mają prawo decyzji na które instrumenty w danym powiecie przeznaczyć posiadane środki by uzyskać ich właściwe wykorzystanie, ale przeważnie nie robią tego by uniknąć wszelkich „kłopotów” i – trzeba czy nie – realizują wszystko co wymienia ustawa jako możliwe do stosowania. To typowo urzędnicze podejście, głównie dbające o własne bezpieczeństwo „przysłowiowa blacha na tyłek”, a nie o końcowy efekt.
Straszliwe zasoby czasowe i osobowe pochłania urzędom pracy sprawa dotacji na rozpoczynanie działalności gospodarczej, ale zupełnie nie rozumiem – dlaczego urzędy pracy muszą się tym zajmować. Przecież to jest temat idealny dla organizacji pozarządowych i różnych instytucji w tym się specjalizujących. Ponadto skuteczność tego działania jako mającego przeciwdziałać bezrobociu jest bardzo wątpliwa i problematyczna, istnieje obawa że gdyby zastosowano właściwe kryteria do zbadania skuteczności tych dotacji – wynik byłby kompromitujący. Kompromitujący ustawę i urzędy ją wykonujące. Skuteczność działań Urzędów jest generalnie po prostu nieznana a to z powodu braku jednolitej metody jej mierzenia, braku jednolitych wytycznych co do metodologii badania skuteczności walki z bezrobociem.
W rezultacie tego bywa – jak w danych sprawozdawczych Powiatowego Urzędu Pracy z powiatu Żarskiego (Województwo Lubuskie), który od lat wykazywał, że skuteczność zatrudnieniowa w tym powiecie jest rekordowa – rzędu 84 – 88%. Za 2011 rok, w sprawozdaniu podano, że w ciągu roku w Żarach skutecznie zaktywizowano ponad 9000 osób bezrobotnych (to znaczy „doprowadzono je do zatrudnienia”), mimo że ilość zarejestrowanych bezrobotnych wynosiła wtedy w tym powiecie tylko ok. 6000 osób, na dodatek wykazano, że liczba bezrobotnych na skutek tej aktywizacji spadła o… 16 (szesnaście) osób i na początek 2012 roku wyniosła 5984 osoby. Toż to cud prawdziwy. W tym przypadku prawdopodobnie zawiniła całkiem różna metodologia badań w tym urzędzie oraz w Ministerstwie. Mimo to – ma to swoją silną wymowę. Stawia pod znakiem zapytania wiarygodność jakichkolwiek danych, bo metodologia nie została jeszcze praktycznie ujednolicona.
Obawiam się, że reakcją Ministerstwa Pracy na objaw rzeczywistego przeciążenia Urzędów Pracy będzie próba zwiększenia tam zatrudnienia, szczególnie w grupie pośredników pracy i doradców, podczas gdy powinno się raczej przede wszystkim odciążyć urzędy od działań które można powierzyć organizacjom pozarządowym, stowarzyszeniom zajmującym się promocją przedsiębiorczości oraz agencjom pracy, w taki sposób by dotychczas zajmujące się tym osoby mogły zająć się wyłącznie najbardziej niezbędnymi działaniami wobec osób rzeczywiście bezrobotnych, dołączając do grupy pośredników pracy bez wzrostu całkowitej liczby zatrudnionych.
Tu jednak dochodzimy znów do ściany. Tak jak w „komunie” – każda dyskusja na każdy temat wreszcie dochodziła do problemu „przewodniej roli Partii” – co natychmiast tę dyskusję kończyło, tak i teraz – każda dyskusja na temat bezrobocia dochodzi do problemu BRAKU MIEJSC PRACY i to w zasadzie także czyni dalszą dyskusję bezsensowną.
Problemem bezrobocia i nie tylko bezrobocia wydaje się być to, że to Ministerstwo Pracy próbuje ten problem samodzielnie rozwiązać, realizując jakieś zmiany i reformy wewnątrz resortu, ale wiadomo przecież, że to nic nie da bez aktywizacji gospodarki i pilnej pracy „wychowawczej” nad samymi przedsiębiorcami. Cokolwiek by Minister Pracy nie wymyślił dla zwiększenia wydajności urzędów Pracy – to się nie uda bez wzrostu ilości miejsc pracy. Będzie to tylko kosztowną sztuką dla sztuki i wspomnianym już przelewaniem z pustego w próżne. Problem zdaje się być w tym, że Premier – a konkretnie Prezes Rady Ministrów Donald Tusk zupełnie nie spełnia swojej roli, że wiele wskazuje na to iż w Polsce nie ma rzeczywistej Rady Ministrów, ze Rząd nie działa jako całość a odwrotnie – każdy minister robi sam i tylko swoje a ponieważ sam niewiele może, to i wyniki są mikre…
Zupełnie tu nie widać jakiegokolwiek spójnego programu gospodarczego choćby do końca kadencji rządu. Wspólnego programu gospodarczego rozpisanego na wszystkie resorty i realizowanego przez rząd jako całość. A przecież to jest niezbędne! W sprawie bezrobocia też nic się nie da zrobić bez ścisłej współpracy Premiera i co najmniej trzech resortów: gospodarki, finansów oraz pracy.
Wszyscy z pewnym niepokojem ale i ciekawością, z nadzieją – czekamy na zakończenie wakacji i powrót Rządu do pracy, oraz oczekiwane „drugie expose” Premiera, realizację oczekiwanych powszechnie zmian, dowód właściwego wartościowania, wagi i pilności spraw.
Bo jeśli nie, to.
(*)20 lipca 2012 24-letni James Holmes zastrzelił 12 osób, a 58 ranił podczas nocnej premiery filmu o Batmanie "Mroczny rycerz powstaje". 10 dni później przedstawiono mu w sądzie stanowym w Denver formalne zarzuty, w tym 24 zarzuty morderstwa z premedytacją. Grozi mu kara śmierci.
Adwokat Holmesa, Daniel King, twierdził, że jest on chory psychicznie i prawdopodobnie taka będzie linia obrony.
Etykiety:
PO,
praca,
prezes RM,
przekwalifikowanie,
PUP,
rada ministrów,
rząd,
Sejm,
Senat,
Starosta,
statystyki,
szkolenia,
Tusk,
urząd pracy,
ustawa,
zasiłek,
zatrudnienie
11/08/2012
Brak miejsc pracy! Aktywizujcie przedsiębiorców a nie bezrobotnych!
Najbardziej dziwne jest to, że wszelkie działania jakie są dotychczas
podejmowane w celu powrotu do pracy osób bezrobotnych z grupy wiekowej
zwanej „50 plus” – są adresowane czy kierowane do tych bezrobotnych.
Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że to paskudna pozostałość po ustroju gospodarczym PRL-u, kiedy nie było problemu „braku miejsc pracy” a sama praca była podstawowym obowiązkiem obywatelskim. Kiedy trzeba było zatrudnić człowieka, to zawsze znajdowało się dla niego miejsce pracy, a jeśli były z tym trudności – to owo miejsce pracy było dla niego tworzone. Oczywiście aż strach wspominać o konsekwencjach ekonomicznych tego, ale ponieważ pracodawcą było państwo, jakoś się one „rozmydlały” w całości – tak że nie rzucały się w oczy zbyt dociekliwych ekonomistów, szczególnie tych co się naczytali wrogiej ideowo, fachowej kapitalistycznej literatury zachodniej…
Dziś łatwo jest tak sobie pokpiwać z tego, ale przyznam, że inaczej nie umiem sobie wytłumaczyć tego zadziwiającego do dziś zjawiska, że nikt nie wiąże bezrobocia z gospodarką, ze sferą przedsiębiorstw a wyłącznie kojarzy się ten problem z ludźmi, szczególnie tymi zarejestrowanymi w urzędach pracy.
Moim zdaniem to ewidentna pozostałość dawnego ustroju, pozostałość w umysłach obecnych polityków i urzędników w większości w „komunie” niegdyś dorastających.
Tymczasem bezrobocie dotyczy przecież stanu gospodarki, bo polega na redukcji ilości miejsc pracy stosownie do redukcji potrzeb i możliwości ekonomicznych przedsiębiorstw, przekładającej się na redukcję zatrudnienia. Bezrobocie to brak miejsc pracy a nie brak aktywności ludzi w wieku produkcyjnym. Owszem: ten "brak aktywności" jest dramatycznym skutkiem bezrobocia a nie jego przyczyną.
Zjawisko to ma oczywiście swoje odzwierciedlenie w urzędniczej nowomowie, w bełkocie specyficznego języka urzędowego a jednym z takich ulubionych przez urzędników durnych określeń jest „aktywizacja bezrobotnych”. To nosi po prostu znamiona jakiejś gigantycznej paranoi, że powołano ogromną machinę tzw. instytucji rynku pracy a nie stworzono w rzeczywistości autentycznego i zrównoważonego rynku pracy, ponadto cała ta machina obraca się wokół człowieka pozbawionego zatrudnienia i jego chce koniecznie „aktywizować” pomimo że w rzeczywistości trzeba aktywizować gospodarkę, która zlikwidowała miejsce pracy tegoż bezrobotnego i nie wytworzyła dla niego innego miejsca pracy. W ten sposób kosztem gigantycznego marnotrawstwa środków publicznych szkoli się osobę bezrobotną, doradza się jej, wspiera się ją psychologicznie, motywuje do ciągłego biegania i szukania tego – czego nie ma – a ostatecznie i niezmiennie osoba ta po prostu „odbija się” od muru niemożności niezmiennie i niezależnie od natężenia swojej aktywności dowiadując się, że żadnego miejsca pracy dla niej nie ma!
Przecież to jest jakieś szaleństwo, obłęd ludzi odpowiedzialnych w rządzie za sferę gospodarki i pracy! Trzeba to natychmiast przerwać! Niestety; w najbliższej przyszłości nie widać szans na zmianę tego absurdalnego stanu. Z jednej strony zapowiada się wyhamowanie gospodarki w najbliższym roku, pogorszenie sytuacji, czyli prędzej – dalsze redukcje zatrudnienia zarówno w gospodarce w sferze przedsiębiorstw jak i konieczność oszczędności wydatków państwa w sferze budżetowej. Z drugiej strony w obecnym czasie trwa właśnie weryfikacja, kwalifikacja i ocena nowych projektów EFS z dofinansowaniem unijnym, dotyczących „aktywizacji bezrobotnych” poprzez szkolenia i inne formy działania jakie przewiduje ustawa o promocji zatrudnienia a jakie są w tej sytuacji absolutnie nieskuteczne.
Wszystko więc wskazuje na to, że wspomniany „chocholi taniec”, polka „platformerska” wokół bezrobocia będzie trwał nadal.
W tym wszystkim zapomniano tylko o najważniejszym: o tym, że zaledwie 17 na 100 bezrobotnych statystycznie licząc ma prawo do czasowego zasiłku dla bezrobotnych a pozostali, w tym szczególnie osoby w wieku 50 plus – nie posiadają takiego prawa i nie maja innego źródła środków niezbędnych do życia. Widać tu ewidentnie znieczulicę, tumiwisizm, ograniczenie moralne urzędników i decydentów mające swoje źródło w ideologii rządu Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej. Sytuacja staje się dramatyczna i nie widać żadnych możliwości powstrzymania zaplanowanego i realizowanego już scenariusza, poza ewentualnym (bardzo mało prawdopodobnym) bardzo licznym, głośnym i spektakularnym protestem społecznym, który jak dotychczas czasem potrafił wyrwać rządzących z letargu samouwielbienia i z poczucia bezkarności, z nieodpowiedzialności.
Są więc dwa problemy: działania zwalczające bezrobocie muszą zostać nakierowane na gospodarkę (tworzenie czy odtwarzanie miejsc pracy) a nie na osoby bezrobotne których aktywność w poszukiwaniu zatrudnienia jak dotychczas rozbija się o brak zapotrzebowania na ich pracę.
Drugi pilny problem – to brak środków do życia trapiący wielu ludzi długotrwale już bezskutecznie poszukujących zatrudnienia, szczególnie z grupy 50 plus. Ten problem wymaga moim zdaniem pilnego wdrożenia jakiegoś nowego doraźnego rozwiązania, bo nie może on zostać rozwiązany ani w ramach zasiłków dla bezrobotnych (z powodu przepisów) , ani też w ramach funkcjonowania ustawy o pomocy społecznej. Istniejące przepisy muszą być pilnie znowelizowane, albo uzupełnione o szczególną, celową pomoc adresowaną do osób długotrwale bezrobotnych aktywnie poszukujących zatrudnienia, które nie mają już lub w ogóle nie miały prawa do zasiłku dla bezrobotnych wynikającego z ustawy o promocji zatrudnienia. Musi powstać na czas kryzysu dodatkowa forma jakiegoś świadczenia dla tej grupy bezrobotnych, być może współfinansowanego z budżetów powiatów czy gmin, gdyż jak to uzasadniałem we wcześniejszym felietonie – pozostawanie w gotowości do podjęcia zatrudnienia wymaga posiadania przez cały czas minimalnych środków do zaspokojenia podstawowych potrzeb bezrobotnego, i w tym sensie zasiłek dla bezrobotnych powinien być przyznawany co miesiąc aż do chwili rzeczywistego zatrudnienia, niezależnie od czasu poszukiwania tego zatrudnienia. Dziś bezrobotni z grupy 50 plus zostali bez środków do życia, porzuceni przez państwo, odtrąceni przez społeczeństwo, zdani wyłącznie na siebie i pomoc swoich ewentualnych bliskich – co z kolei jest formą ukrytego, nielegalnego opodatkowania osób zatrudnionych i emerytów na rzecz utrzymania osób bezrobotnych, od czego się państwo odżegnuje łamiąc przy tym obowiązujące zapisy Konstytucji RP.
Państwo Platformy Obywatelskiej udaje, że nie ma żadnego państwa, nie ma obowiązków, nie ma też żadnej Konstytucji, albo ona "nas nie obowiązuje"…
Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że to paskudna pozostałość po ustroju gospodarczym PRL-u, kiedy nie było problemu „braku miejsc pracy” a sama praca była podstawowym obowiązkiem obywatelskim. Kiedy trzeba było zatrudnić człowieka, to zawsze znajdowało się dla niego miejsce pracy, a jeśli były z tym trudności – to owo miejsce pracy było dla niego tworzone. Oczywiście aż strach wspominać o konsekwencjach ekonomicznych tego, ale ponieważ pracodawcą było państwo, jakoś się one „rozmydlały” w całości – tak że nie rzucały się w oczy zbyt dociekliwych ekonomistów, szczególnie tych co się naczytali wrogiej ideowo, fachowej kapitalistycznej literatury zachodniej…
Dziś łatwo jest tak sobie pokpiwać z tego, ale przyznam, że inaczej nie umiem sobie wytłumaczyć tego zadziwiającego do dziś zjawiska, że nikt nie wiąże bezrobocia z gospodarką, ze sferą przedsiębiorstw a wyłącznie kojarzy się ten problem z ludźmi, szczególnie tymi zarejestrowanymi w urzędach pracy.
Moim zdaniem to ewidentna pozostałość dawnego ustroju, pozostałość w umysłach obecnych polityków i urzędników w większości w „komunie” niegdyś dorastających.
Tymczasem bezrobocie dotyczy przecież stanu gospodarki, bo polega na redukcji ilości miejsc pracy stosownie do redukcji potrzeb i możliwości ekonomicznych przedsiębiorstw, przekładającej się na redukcję zatrudnienia. Bezrobocie to brak miejsc pracy a nie brak aktywności ludzi w wieku produkcyjnym. Owszem: ten "brak aktywności" jest dramatycznym skutkiem bezrobocia a nie jego przyczyną.
Zjawisko to ma oczywiście swoje odzwierciedlenie w urzędniczej nowomowie, w bełkocie specyficznego języka urzędowego a jednym z takich ulubionych przez urzędników durnych określeń jest „aktywizacja bezrobotnych”. To nosi po prostu znamiona jakiejś gigantycznej paranoi, że powołano ogromną machinę tzw. instytucji rynku pracy a nie stworzono w rzeczywistości autentycznego i zrównoważonego rynku pracy, ponadto cała ta machina obraca się wokół człowieka pozbawionego zatrudnienia i jego chce koniecznie „aktywizować” pomimo że w rzeczywistości trzeba aktywizować gospodarkę, która zlikwidowała miejsce pracy tegoż bezrobotnego i nie wytworzyła dla niego innego miejsca pracy. W ten sposób kosztem gigantycznego marnotrawstwa środków publicznych szkoli się osobę bezrobotną, doradza się jej, wspiera się ją psychologicznie, motywuje do ciągłego biegania i szukania tego – czego nie ma – a ostatecznie i niezmiennie osoba ta po prostu „odbija się” od muru niemożności niezmiennie i niezależnie od natężenia swojej aktywności dowiadując się, że żadnego miejsca pracy dla niej nie ma!
Przecież to jest jakieś szaleństwo, obłęd ludzi odpowiedzialnych w rządzie za sferę gospodarki i pracy! Trzeba to natychmiast przerwać! Niestety; w najbliższej przyszłości nie widać szans na zmianę tego absurdalnego stanu. Z jednej strony zapowiada się wyhamowanie gospodarki w najbliższym roku, pogorszenie sytuacji, czyli prędzej – dalsze redukcje zatrudnienia zarówno w gospodarce w sferze przedsiębiorstw jak i konieczność oszczędności wydatków państwa w sferze budżetowej. Z drugiej strony w obecnym czasie trwa właśnie weryfikacja, kwalifikacja i ocena nowych projektów EFS z dofinansowaniem unijnym, dotyczących „aktywizacji bezrobotnych” poprzez szkolenia i inne formy działania jakie przewiduje ustawa o promocji zatrudnienia a jakie są w tej sytuacji absolutnie nieskuteczne.
Wszystko więc wskazuje na to, że wspomniany „chocholi taniec”, polka „platformerska” wokół bezrobocia będzie trwał nadal.
W tym wszystkim zapomniano tylko o najważniejszym: o tym, że zaledwie 17 na 100 bezrobotnych statystycznie licząc ma prawo do czasowego zasiłku dla bezrobotnych a pozostali, w tym szczególnie osoby w wieku 50 plus – nie posiadają takiego prawa i nie maja innego źródła środków niezbędnych do życia. Widać tu ewidentnie znieczulicę, tumiwisizm, ograniczenie moralne urzędników i decydentów mające swoje źródło w ideologii rządu Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej. Sytuacja staje się dramatyczna i nie widać żadnych możliwości powstrzymania zaplanowanego i realizowanego już scenariusza, poza ewentualnym (bardzo mało prawdopodobnym) bardzo licznym, głośnym i spektakularnym protestem społecznym, który jak dotychczas czasem potrafił wyrwać rządzących z letargu samouwielbienia i z poczucia bezkarności, z nieodpowiedzialności.
Są więc dwa problemy: działania zwalczające bezrobocie muszą zostać nakierowane na gospodarkę (tworzenie czy odtwarzanie miejsc pracy) a nie na osoby bezrobotne których aktywność w poszukiwaniu zatrudnienia jak dotychczas rozbija się o brak zapotrzebowania na ich pracę.
Drugi pilny problem – to brak środków do życia trapiący wielu ludzi długotrwale już bezskutecznie poszukujących zatrudnienia, szczególnie z grupy 50 plus. Ten problem wymaga moim zdaniem pilnego wdrożenia jakiegoś nowego doraźnego rozwiązania, bo nie może on zostać rozwiązany ani w ramach zasiłków dla bezrobotnych (z powodu przepisów) , ani też w ramach funkcjonowania ustawy o pomocy społecznej. Istniejące przepisy muszą być pilnie znowelizowane, albo uzupełnione o szczególną, celową pomoc adresowaną do osób długotrwale bezrobotnych aktywnie poszukujących zatrudnienia, które nie mają już lub w ogóle nie miały prawa do zasiłku dla bezrobotnych wynikającego z ustawy o promocji zatrudnienia. Musi powstać na czas kryzysu dodatkowa forma jakiegoś świadczenia dla tej grupy bezrobotnych, być może współfinansowanego z budżetów powiatów czy gmin, gdyż jak to uzasadniałem we wcześniejszym felietonie – pozostawanie w gotowości do podjęcia zatrudnienia wymaga posiadania przez cały czas minimalnych środków do zaspokojenia podstawowych potrzeb bezrobotnego, i w tym sensie zasiłek dla bezrobotnych powinien być przyznawany co miesiąc aż do chwili rzeczywistego zatrudnienia, niezależnie od czasu poszukiwania tego zatrudnienia. Dziś bezrobotni z grupy 50 plus zostali bez środków do życia, porzuceni przez państwo, odtrąceni przez społeczeństwo, zdani wyłącznie na siebie i pomoc swoich ewentualnych bliskich – co z kolei jest formą ukrytego, nielegalnego opodatkowania osób zatrudnionych i emerytów na rzecz utrzymania osób bezrobotnych, od czego się państwo odżegnuje łamiąc przy tym obowiązujące zapisy Konstytucji RP.
Państwo Platformy Obywatelskiej udaje, że nie ma żadnego państwa, nie ma obowiązków, nie ma też żadnej Konstytucji, albo ona "nas nie obowiązuje"…
Etykiety:
50 plus,
aktywizacja,
bezrobocie,
biurokracja,
Doanld Tusk,
Ewa Kopacz,
gospodarka,
Kosiniak-Kamysz,
Platforma Obywatelska,
pomoc sopłeczna,
praca,
Tusk,
urząd pracy,
ustawa,
zasiłki,
zatrudnienie
Subskrybuj:
Posty (Atom)