BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konstytucja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konstytucja. Pokaż wszystkie posty

28/12/2013

Suplement do tekstu pt. „Zasadnicze pytanie: po co są urzędy pracy?”

Pisałem już o tym częściowo w poprzednim felietonie, ale może jeszcze innymi słowami wyjaśnię konsekwencje opisanego tu stanu prawnego: właściwe zrozumienie tego uważam bowiem za bardzo ważne.


Osoba która „bez własnej woli” pozostaje bez pracy (traktowanej tu domyślnie jako źródło środków do życia) ma prawo do „zabezpieczenia społecznego” ze strony państwa, gdy nie posiada innych środków do życia. Tak stanowi Art. 67 Ust. 2 obowiązującej Konstytucji.
Osoba która „bez własnej woli pozostaje bez pracy” – to sensu stricte między innymi osoba bezrobotna i tak to też definiuje „Ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy”, (także osoba np. w znacznym stopniu niepełnosprawna). Pozostawanie bez pracy „bez własnej woli” – wynika w związku z bezrobociem z braku miejsc pracy, nierównego traktowania obywateli, braku popytu na pracę itp., a to z kolei – z polityki gospodarczej władzy lub braku takiej polityki, a więc – jest „bez woli” indywidualnego bezrobotnego obywatela.
Praca w myśl Konstytucji nie jest też obowiązkiem obywateli a wynika z ich woli.
Ustawa ta (o promocji zatrudnienia…) bardzo dokładnie określa cechy osoby bezrobotnej, czyli warunki którym ma odpowiadać człowiek by mógł uzyskać status osoby bezrobotnej. Warunków tych jest bardzo wiele i są one dość szczegółowe, najważniejszym jednak z elementów definicji jest to, że osoba bezrobotna dąży do uzyskania zatrudnienia, poszukuje takiej możliwości, przede wszystkim jednak jest zdolna do pracy i pozostaje w gotowości do natychmiastowego jej podjęcia, gdyby została zatrudniona.
W tym przypadku kardynalne zasady prawa stanowią, że to odmawiający przyznania takiego statusu ma wykazać, że osoba starająca się o status bezrobotnej – nie spełnia jakichś wymogów, choćby jednego z licznych wymogów ustawowo określonych, co jest powodem tejże odmowy.
Jeśli więc ktoś ma status osoby bezrobotnej, to należy przyjąć, że spełnia wszystkie wymogi uzyskania tego status, bo inaczej by go nie uzyskał. Jeśli posiada on status osoby bezrobotnej, to po prostu – jest bezrobotny, jest tym samym w sposób oczywisty „osobą bez własnej woli pozostającą bez pracy”.
W związku więc z Konstytucją, jeśli nie ma on innego źródła środków utrzymania, państwo ma obowiązek zapewnić temu obywatelowi odpowiednie „zabezpieczenie społeczne” – do czasu zmiany tego jego stanu. Zabezpieczenie społeczne – to po prostu odpowiednie świadczenie materialne i pozamaterialne ze strony państwa, zaspokajające podstawowe potrzeby uprawnionego obywatela. Świadczeniem materialnym – jest tu kwota pieniężna mająca pozwolić na zaspokojenie podstawowych potrzeb oraz zapewnić możność pozostawania w gotowości do podjęcia pracy i aktywnego poszukiwania jej. Bo oczywiste powinno być, że aby to było możliwe – bezrobotny musi mieć do dyspozycji jakieś określone środki. Świadczenie niematerialne – to pomoc organizacyjna i merytoryczna urzędu pracy lub agencji pracy, nieodpłatne pośrednictwo pracy itp.
Nie jest to jakaś charytatywna „pomoc” – bo osoba ta „bez własnej woli”, a nawet wręcz „sprzecznie z własną wolą” nie może osobiście uzyskiwać środków do życia, ponadto konstytucja nie nakazuje „pomagać” obywatelowi a po prostu przyznaje mu świadczenie określone jako „zabezpieczenie społeczne”.
Idiotyczne byłoby stwierdzenie: „pomogę ci w ten sposób że zrobię dla ciebie to co i tak mam obowiązek dla ciebie zrobić”; pojęcie pomocy zakłada dobrą i nieprzymuszoną wolę osoby pomagającej, a w tym przypadku ten element nie występuje; jest nakaz konstytucyjny czyli obowiązek zapewnienia „zabezpieczenia społecznego”. Wynika on z kardynalnej zasady prawa, mówiącej że każde uprawnienie jest związane z odpowiadającym mu czyimś obowiązkiem jego zaspokojenia; stąd konstytucyjne nadanie obywatelowi prawa do zabezpieczenia społecznego jest automatycznie związane z obowiązkiem państwa przyznania mu owego zabezpieczenia.
Co więcej: to zabezpieczenie społeczne – ma rzeczywiście „zabezpieczać” i właśnie dlatego jest nazwane „zabezpieczeniem”; to jakoś stanowi o jego wartości pieniężnej (wysokości), określa ją. Idiotyczne więc także byłoby dać dziś komuś 200 czy nawet 400 zł na miesiąc i traktować to jako jego „zabezpieczenie społeczne” – bo to jest o wiele mniej, niż to co niezbędne do zaspokojenia podstawowych potrzeb – w myśl definicji pojęcia „zabezpieczenie społeczne”. A taka „oszukańcza” tendencja niestety jest dziś w tym kraju powszechna.
Konstytucja nadaje ustawodawcy (Parlamentowi) prawo do szczegółowego określenia „zakresu i form” wspomnianego zabezpieczenia społecznego – w odrębnej ustawie, a ta z kolei ustawa – w przepisach wykonawczych rangi rozporządzenia rady ministrów czy rozporządzenia ministra; jest to tak zwana delegacja ustawowa. Wynika to z samej konstrukcji prawa: Ustawa Zasadnicza ustala ogólne zasady i kierunki polityki czy działalności państwa i jego podstawowe cechy a niektóre sprawy – deleguje niejako do bardziej szczegółowego ustalenia w odrębnych ustawach i rozporządzeniach, które są rangą niższe niż Konstytucja, czyli w swoich szczegółowych regulacjach nie mogą jakiemukolwiek stwierdzeniu Konstytucji zaprzeczać, być do niej w opozycji.
Jeśli więc Konstytucja stwierdza, że to „zakres i formy” owego zabezpieczenia mają być uregulowane ustawą, to owa ustawa powinna zajmować się wyłącznie tymi cechami; zakresem i formą zabezpieczenia społecznego.  
Jeśli Konstytucja stwierdza, że „obywatel pozostający bez pracy nie z własnej woli ma prawo do zabezpieczenia społecznego” – to ustawa regulująca tę sprawę z upoważnienia delegacji konstytucyjnej – nie może stwierdzać, że jakiemuś obywatelowi pozostającemu w takiej sytuacji – to zabezpieczenie się nie należy z jakiegokolwiek powodu, czyli – ktoś spełniający konstytucyjny warunek – nie ma prawa do zabezpieczenia, „bo cośtam, cośtam…”. Konstytucja już stwierdziła jako nadrzędny akt prawny, że jeśli obywatel chce pracować na swoje utrzymanie a nie może – to należy mu się odpowiednie zabezpieczenie społeczne, i ustawa regulująca to szczegółowo z upoważnienia konstytucyjnego nie może nagle temu zaprzeczać, stwierdzać, że „jemu to się nie należy” – bo to byłoby naruszenie Konstytucji; obojętnie co zostałoby tu wymienione jako powód, byłoby uzasadnieniem niewystarczającym.
Ustawa ma tu określić – jak stwierdzić czy obywatel faktycznie ma wolę pracy i zarabiania na swoje potrzeby, w jaki sposób przekazać wspomniane „zabezpieczenie”, jak zabezpieczyć skarb państwa przed nadużyciami obywateli w tej sprawie, jak stwierdzić czy obywatel nie ma innych źródeł zaspokojenia swoich niezbędnych potrzeb – no i do pewnego stopnia – ile to zabezpieczenie powinno wynosić.
I tutaj także: „do pewnego stopnia” , ponieważ Konstytucja już to po części przesądza, jednoznacznie mówi o „zabezpieczeniu” czyli o kwocie która „zabezpiecza” a więc pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb; w myśl ustawy powstałej na skutek delegacji konstytucyjnej to nie może być dochód 100, 200 czy nawet 400 złotych w miesiącu, bo taka kwota z pewnością nie „zabezpiecza”; nie zaspokaja podstawowych potrzeb osoby, która „bez własnej woli” nie pracuje i nie jest przez to w stanie samodzielnie swoich potrzeb zaspokoić.
Dlatego stwierdziłem powyżej, że ustawa taka jedynie do pewnego stopnia może decydować o wysokości wspomnianego zabezpieczenia, gdyż wysokość ta jest już w pewnym sensie określona w sposób niepodważalny w treści samej Konstytucji, celowym użyciem określenia „zabezpieczenie”.

Taka właśnie „konstrukcja myślowa” przy analizowaniu Konstytucji powinna być powszechnie stosowana do jej treści także i w innych sprawach.
Konstytucja jest najwyższym aktem prawnym, podstawą wszystkich innych przepisów prawa i jej przepisy stosuje się bezpośrednio – czyli wprost i bez żadnej interpretacji (jeśli Konstytucja nie stanowi inaczej).

W przypadku osób bezrobotnych, czyli „bez własnej woli” pozbawionych pracy zarobkowej, istnieją w „Ustawie o promocji zatrudnienia (…)” niezwykle rygorystyczne przepisy kompletnie nie posiadające logicznego uzasadnienia, stanowiące główne ograniczenie w dostępności tzw. „zasiłku dla bezrobotnych”, która to dostępność określana jest średnio w kraju na 15%. Chodzi o wymóg przepracowania co najmniej 12 miesięcy w okresie 18 miesięcy poprzedzających zarejestrowanie w urzędzie pracy – jako warunek przyznania zasiłku dla bezrobotnych (jeden z licznych warunków, lecz z powodu długotrwałości bezrobocia najbardziej wpływa on na niewielką dostępność zasiłków). Chodzi tu o czas finansowania składek na Fundusz Pracy (składki finansuje pracodawca, ale pracownik je „generuje” swoją pracą i samym faktem zatrudnienia). Choćby nawet pracownik jeszcze przed wojną oraz przez 24 powojennych lat (od 1989 r.) generował opłacanie składki, jeśli teraz przerwa w tym w ciągu minionych 18 miesięcy przekracza pół roku – zasiłku dla bezrobotnych tylko z tego powodu nie otrzyma; tak stanowi ustawa…
Powoduje to, że jedynie średnio 15 na 100 osób bezrobotnych spełnia takie kryteria przyznania tego czasowego „zabezpieczenia społecznego” i je otrzymuje. Co z pozostałymi średnio 85% bezrobotnych? W praktyce – to urzędów pracy nie interesuje; co najwyżej można spotkać się z pogardliwym odesłaniem do ośrodków pomocy społecznej…
To właśnie uważam za haniebne odstępstwo władzy od litery Konstytucji, w myśl której wszystkim osobom uznanym za bezrobotne państwo ma obowiązek przyznać „zabezpieczenie społeczne” pozwalające na zaspokojenie podstawowych potrzeb a w tym – dające możliwość realnego poszukiwania zatrudnienia, oraz umożliwiające trwanie w gotowości do jego natychmiastowego podjęcia. To nie jest jakaś „pomoc bezrobotnym”, dobroczynność, filantropia, a po prostu obowiązek konstytucyjny państwa !.
Ponadto – to urzędy pracy rejestrujące bezrobotnych i udzielające im pomocy w uzyskaniu zatrudnienia, powinny realizować wobec nich obowiązek konstytucyjny przyznania i udostępnienia im „zabezpieczenia społecznego” o którym mówi Konstytucja – obojętnie jak miałoby ono się nazywać; zasiłkiem dla bezrobotnych czy jakkolwiek inaczej. Urzędy pracy nadają bezrobotnym status, prowadzą ich rejestr, pośrednictwo pracy itp. dlatego powinny także zajmować się realizacją obowiązków konstytucyjnych państwa dotyczących stanu materialnego bezrobotnych; powinni oni mieć możność załatwienia wszystkich swoich spraw w jednym miejscu: urzędzie pracy. Twierdzę tak, ponieważ posiadanie wystarczającego „zabezpieczenia społecznego” warunkuje w praktyce rzeczywiste spełnianie wymogów ustawowych dotyczących prawa do statusu bezrobotnego. Odsyłanie rzeczywistych bezrobotnych z urzędów pracy – do ośrodków pomocy społecznej albo „do diabła” – razem z osobami które bezrobotne nie są bo nie mają ani woli ani możliwości wykonywania jakiejkolwiek pracy zarobkowej – jest nie tylko niekonstytucyjne, ale jest dla tego państwa haniebne! Skrajnie upokarza ludzi i tak już – przez odmowę im możliwości pracy – upokorzonych.

Uważam, że opozycja – (bo przekracza to możliwości blogera amatora) powinna poważnie analizować ustawy powstające lub nowelizowane obecnie właśnie pod kątem działań sprzecznych z Konstytucją i przyszłą koniecznością udokumentowania ich na potrzeby przyszłego wyroku Trybunału Stanu. Chodzi także o poszczególne niekonstytucyjne artykuły z ustaw negowane przez Trybunał Konstytucyjny, wobec których władza miesiącami czy latami ociąga się pod każdym pretekstem z ich poprawieniem aby stały się z Konstytucją zgodne.
Uważam, ze powinna się tym zająć także Komisja Europejska i inne kontrolne instytucje unijne.

20/12/2013

Zasadnicze pytanie: po co są urzędy pracy?

Pierwsza i niejako oczywista odpowiedź jaka się nasuwa, to że służą one, tak jak i inne instytucje państwowe (w tym przypadku realizowane przez samorządy lokalne na podstawie prawa państwowego) – do realizacji zadań państwa, określonych w Konstytucji. Bo państwo ma pewien określony katalog zadań, który ma realizować dla dobra społeczeństwa dzięki finansowaniu niezależnemu od interesów poszczególnych jednostek – czyli z budżetu państwa. W maksymalnym skrócie wspomnę (bo nie o tym jest niniejszy felieton), że są zadania, które ze względu na interes społeczny muszą być realizowane niezależnie od tego czy to się opłaca przedsiębiorcom, niezależnie od opłacalności w ogóle, niezależnie nawet od woli poszczególnych jednostek i ich zdania na ten temat.
W państwie demokratycznym, państwo poprzez trój-władzę ma realizować wolę demokratycznej większości, nie zapominając jednakże o ochronie poszczególnych grup społecznych przed niekorzystnymi skutkami decyzji większości demokratycznej. Najlepszą ilustracją tego jest zasada, iż zakres (granica) wolności jednostki jest wyznaczana wolnością innych jednostek, czego tylko państwo – stojąc ponad jednostką i grupami jednostek – może być skutecznym realizatorem.
Tak więc zgodnie z istniejącą i obowiązującą Konstytucją (*) państwo ma urzeczywistniać zasady sprawiedliwości społecznej. Sprawiedliwość społeczną definiuje się (**) natomiast jako taką organizacje systemu ekonomicznego państwa, w którym każdy ma równe szanse na uzyskanie takiego dostępu do dóbr materialnych – który umożliwia godne życie, oraz co za tym idzie – brak grup społecznych zepchniętych na margines nędzy (wykluczonych) i pozbawionych szansy na poprawę swojej sytuacji materialnej a więc i społecznej. Konstytucja stanowi też, że obywatel ma prawo do zabezpieczenia społecznego na wypadek choroby, inwalidztwa oraz po osiągnięciu wieku emerytalnego a także w sytuacji gdy bez własnej woli pozostaje bez pracy i nie ma innych źródeł utrzymania.
Określenia „zabezpieczenie społeczne” oznacza system świadczeń pieniężnych i pozamaterialnych, realizowanych poprzez powołane do tego celu przez państwo instytucje, których celem jest zaspokojenie podstawowych potrzeb członków danego społeczeństwa. Wreszcie Konstytucja jednoznacznie określa, że władze publiczne mają prowadzić politykę zmierzającą do pełnego, produktywnego zatrudnienia poprzez walkę z przyczynami bezrobocia, realizowanie programów zwalczania bezrobocia, w tym organizowanie i wspieranie poradnictwa i szkolenia zawodowego oraz robót publicznych i prac interwencyjnych (interwencji w rynek). Władza, niezależnie z jakiego „rodowodu” się wywodzi – ma wiec walczyć z bezrobociem (z jego przyczynami) oraz jego skutkami i jest to narzucone Ustawą Zasadniczą jako najwyższym aktem prawnym. Inaczej – jeśli nie ma prawa Konstytucji zmienić – ma ją realizować w takiej postaci w jakiej ona istnieje. Natomiast gdy ma w jakiejś chwili prawo do zmiany Konstytucji – to także nie znosi obowiązku realizowania Ustawy Zasadniczej w tej jej nowej, zmienionej wersji.
Konstytucja obowiązuje niezależnie od wyników normalnych wyborów parlamentarnych, może być legalnie zmieniona jedynie poprzez specjalną procedurę określoną w samej Konstytucji.
Władza powstała w wyniku wyborów, nie spełniająca jednak wymagań procedury zmiany Konstytucji – ma przestrzegać postanowień Konstytucji obowiązującej i realizować obowiązki z niej wynikające.
Wspomniane zapisy Konstytucji są wiec podstawą między innymi do istnienia i funkcjonowania właśnie urzędów pracy, powołanych dzięki ustawom przyjętym na podstawie upoważnienia konstytucyjnego do realizowania określonych w Ustawie Zasadniczej obowiązków państwa. Urzędy Pracy są narzędziem do realizacji obowiązków konstytucyjnych państwa. I to jest w zasadzie kompletna odpowiedź na zadane w tytule pytanie.
Władza może realizować zadania wynikające z Konstytucji w różny sposób – jeśli chodzi o organizację i podział zadań itp. Urzędy pracy nie muszą się wiec tak nazywać ani funkcjonować w takiej strukturze organizacyjnej jak to obserwujemy; jest to sprawą pomysłu władzy wywodzącego się z jej profilu politycznego, ale to też nie powinno mieć zasadniczego znaczenia, gdyż Konstytucja opisując profil działania państwa w tym zakresie – odnosi się do pożądanego skutku a nie środków do niego prowadzących. Władza jest „rozliczana” ze skutku a nie ze sposobów osiągnięcia go, chyba że owe sposoby zostały określone lub przynajmniej ogólnie uwarunkowane przez jakieś zapisy Konstytucji.
Innym pytaniem natomiast jest, czy w praktyce urzędy pracy, a właściwie władza poprzez urzędy pracy – realizuje wspomniane zadania Konstytucyjne państwa.
Moim zdaniem – nie.
Władza lekceważy w wielu punktach Konstytucję, co prowadzi do niejako „programowej” niekonstytucyjności wielu zapisów ustawowych, kwestionowanych potem przez Trybunał Konstytucyjny o ile znajdą się siły chętne i zdolne do tego, by badać i negować kontrowersyjne zapisy ustawowe, kierując je następnie pod osąd Trybunału. Władza liczy tu na zasadniczą rozwlekłość czasową tych działań oraz na nieuwagę społeczeństwa i jego przedstawicieli, po prostu bawi się ze społeczeństwem pod tym względem w „kotka i myszkę”, usiłując przeforsować rozwiązania nie mieszczące się w treści Konstytucji.
Urzędy Pracy działające dziś w strukturze władz samorządowych – nie spełniają zadań o tyle, że nie zostaje osiągnięty skutek opisany w Konstytucji, ale też są one ograniczone treścią ustaw i przepisów wykonawczych, które nie dają urzędom wystarczających „narzędzi” do tego działania. Władza niejako „udaje” działania zgodne z Konstytucją, pilnując przy tym, aby przypadkiem nie dały one skutku przez Konstytucję wymaganego, a to dlatego – że byłby on sprzeczny z założeniami ideologicznymi partii tworzącej rząd, stanowiącej większość parlamentarną w obu izbach Parlamentu, organizującej instytucje kontrolne i sądownicze lub starającej się uzyskać na nie formalny lub nieformalny wpływ.
Mam wrażenie, że jest to coraz powszechniej rozumiane, stąd coraz powszechniejsza negatywna ocena tej władzy.
Uzupełnienie do tego tekstu zawarłem w artykule pt.">Suplement do tekstu pt. „Zasadnicze pytanie: po co są urzędy pracy”.

_________________________________________________________________________
(*) Podkreślam to, gdyż coraz częściej zapomina się, że Konstytucja istnieje i obowiązuje, ma być realizowana przez władze pod nadzorem odpowiednich instytucji państwa. Absurdalnie – najbardziej zdaje się to dziś kwestionować właśnie Rząd – tworzony obecnie przez Platformę Obywatelską w koalicji z Polskim Stronnictwem Ludowym.
(**) Istnieją różne definicje uzależnione od perspektywy ujęcia tematu, niektóre komentarze do Konstytucji zawężają znaczenie tego określenia jedynie do problemu prawa i związanego z nim rozumienia sprawiedliwości.

29/09/2013

Nie zasiłek a odszkodowanie za brak zatrudnienia !

Ustawa „o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy” jest podstawą programową działania powiatowych (miejskich) urzędów pracy.

Uważa się dość powszechnie, że urzędy te są powołane do „walki z bezrobociem” a więc ich działalność ma to bezrobocie zmniejszyć. Nic bardziej mylnego.
Już pierwsze zdanie tejże ustawy stwierdza, że dotyczy ona zadań państwa w zakresie promocji zatrudnienia, łagodzenia skutków bezrobocia oraz aktywizacji zawodowej. To bardzo ważne przede wszystkim dlatego, że jest tam przyznanie wprost, iż w ogóle państwo ma jakieś zadania związane z tym problemem; jest to ważne gdyż wiele osób taki obowiązek państwa dziś neguje a czyni tak z pobudek ideowych lub dla usprawiedliwienia bezczynności.

Nota bene – obowiązek ten ma podstawy konstytucyjne, jest określony w Konstytucji a wspomniana ustawa jedynie to potwierdza oraz bardziej szczegółowo konkretyzuje. Żadne „niewidzialne ręce”, żadna „samoregulacja”; po prostu obowiązek aktywnego działania w konkretnym kierunku. Konstytucja w sposób oczywisty stanowi bezdyskusyjne, obligatoryjne obowiązki państwa, lecz władza wykonawcza jaką jest dziś rząd chłopów i milionerów zupełnie się tym nie przejmuje.

Oczekiwanie więc, że minister pracy swoimi działaniami zmniejszy czy zlikwiduje bezrobocie jest bezsensowne, bo bezrobocie wynika z zasadniczych błędów zarządzania gospodarką w latach dziewięćdziesiątych oraz w pierwszych latach obecnego wieku, z okresu „błędów i wypaczeń” postsolidarnościowej, złodziejskiej „prywatyzacji”, z późniejszego ideologicznego założenia nieingerencji w gospodarkę czyli uchylania się od zarządzania nią, podporządkowania wielu dziedzin gospodarki obcemu kapitałowi działającemu w kierunku służenia swojej, rodzimej gospodarce a nie Polsce. Dodatkowym elementem zewnętrznym jest tu tzw. kryzys gospodarczy Unii Europejskiej jako reperkusje światowych zawirowań powstałych na bazie tzw. kreatywnej księgowości.
Bezrobocie jest związane z drastycznym niedoborem miejsc pracy oraz jednocześnie niedostosowaniem dawnych kwalifikacji pracowników poszukujących zatrudnienia do potrzeb formułowanych przez obecnych pracodawców. Minister pracy ilości miejsc pracy jednak nie zwiększy a inni ministrowie robić tego nie mają zamiaru.

Ponieważ powstał stały i trwały niedobór miejsc pracy, musiała zostać wyłoniona grupa ludzi w wieku produkcyjnym, którzy przestaną być zatrudniani. Dla usprawiedliwienia tego wykonano wielki wysiłek stworzenia skomplikowanej i rozbudowanej, normalnie całkowicie zbędnej, czasem wręcz absurdalnej, idiotycznej procedury „rekrutacji”, odgradzającej „szklaną ścianą” pracodawców od ludzi poszukujących zatrudnienia.

W ten sposób stworzono sytuację całkowitej uznaniowości po stronie pracodawców, wybierających sobie kandydatów do pracy jak rodzynki z ciasta, robiących z poszukujących pracy – petentów pozbawionych jakichkolwiek praw prócz proszenia, przymilania się, rezygnowania z kolejnych własnych oczekiwań, warujących jak pieski pod urzędami pracy na jakikolwiek „kąsek” w postaci choć doraźnej pracy dającej choć minimalne wynagrodzenie.
W ten sposób powstała także i grupa osób całkowicie wykluczonych z tak zwanego nie wiedzieć czemu „rynku pracy” – na przykład osób w wieku produkcyjnym mających już około pięćdziesięciu i więcej lat. Ktoś uznał najwyraźniej, że osoby te, posiadające przeważnie rodziny (pracujące, wykształcone dzieci) przy braku pracy a więc własnych dochodów siłą rzeczy przejdą niejako na utrzymanie właśnie tych rodzin, co zwolni państwo od interesowania się ich losem.
Oczywiście stanowi to coś w rodzaju skandalicznego, pozaprawnego, nielegalnego, dodatkowego „podatku” dla obywateli, ale ta władza nie ma zwyczaju przejmować się Konstytucją jako ustawą nadrzędną (zasadniczą) powstałą wcześniej i obowiązującą, czy prawem wykonawczym, nawet tym przez siebie stanowionym.

Szacuje się, że w przypadku nieco ponad połowy osób zaliczanych do tej grupy wiekowej rzeczywiście się tak stało, osoby te stały się trwale nieaktywne zawodowo, całkowicie zaprzestając już poszukiwania pracy zarobkowej, przejmując jakieś role w rodzinach i pozostając na ich utrzymaniu. Pozostali nadal próbują zdobyć zatrudnienie, staczając się stopniowo coraz bliżej bezdomności i przysłowiowego śmietnika.
Trzeba pamiętać i stale powtarzać, że powodem tego jest systemowa odmowa zatrudnienia, bez podania jakichkolwiek racjonalnych powodów. Osoby te w znakomitej większości pozbawione są zasiłku dla osób bezrobotnych lub nigdy go nie otrzymywały; zasiłek otrzymuje przez okres do 6 miesięcy średnio 15 na 100 osób zarejestrowanych jako bezrobotne. Nie można więc mówić tu o „pomocy bezrobotnym” – bo ludzie ci chcą i mogą pracować tak, by zdobyć samodzielnie podstawowe środki do życia. W tym kraju proponowanie pomocy najczęściej jest odbierane negatywnie.

Odsyłanie tych osób do ośrodków pomocy społecznej także jest szczytem podłości, gdyż nie są to osoby należące do grona stałych klientów tego rodzaju instytucji, ubliżające jest dla nich stawianie ich na równi z cwaniakami, alkoholikami czy oszustami traktującymi pomoc społeczną jak wygodną dla nich alternatywę dla pracy zarobkowej. Ludzie ci przeważnie sami unikają wszelkich kontaktów z ośrodkami pomocy społecznej jako skrajnie ubliżającej godności ludzkiej, odzierającej z szacunku do samego siebie, wszelkiej intymności, prywatności itp.

Tak zwana pomoc społeczna jest sama w sobie skrajna patologią, wymagającą poważnego i kompleksowego zreformowania.


Dlatego w przypadku osób z grupy zwanej „50 +” nadal poszukujących zatrudnienia, nie wystarczy domagać się dla nich zasiłku czy zapomóg. 

Osoby te moim zdaniem powinny otrzymywać od państwa

ODSZKODOWANIE ZA BRAK ZATRUDNIENIA!


Odszkodowanie od Państwa, albo finansowane przez pracodawców z ich składek, w wysokości minimalnej ustawowo określonej płacy.

19/06/2013

„Oferty pracy” prof. Joanny Tyrowicz: Eksperyment czy prowokacja?

Eksperyment czy prowokacja?
Takie pytanie zadał autor tekstu zamieszczonego w portalu bezrobocie.org.pl Pan Łukasz Komuda – od dawna zajmujący się problematyką bezrobocia i rynku pracy, znany z ciekawych tekstów i często oryginalnego podejścia do tematu.
Chodzi o słynny już „eksperyment” prof. Joanny Tyrowicz z WNE UW, polegający na zbadaniu reakcji Urzędów Pracy na nadesłane „testowe” ogłoszenia o chęci zatrudnienia pracowników.
Sprawa została opisana i skomentowana przez wiele tytułów, o niej też pisał we wspomnianym tekście Łukasz Komuda:

Eksperyment czy prowokacja?

Zwróciło jednak moją uwagę coś charakterystycznego, znanego mi z dawnych lat PRL-u a więc dziś – alarmującego; w żadnym ze znanych mi tekstów na ten temat nie przytoczono treści wspomnianych ogłoszeń będących najważniejszym składnikiem owego eksperymentu. A przecież nie tylko chodzi o to, że ma ona zasadnicze znaczenie dla sprawy; chodzi także o to, że ma ona zasadnicze znaczenie dla jakości a więc i wiarygodności zastosowanego tu aparatu badawczego, czyli de facto – dla wiarygodności samej Pani prof. Joanny Tyrowicz. To charakterystyczne dla propagandy PRL-owskiej, wyśmiewał się z tego niegdyś np. Jacek Fedorowicz w swoich programach autorskich: możemy się dowiedzieć, dlaczego jakiś fakt jest dobry lub zły, ale jak on wyglądał – tego się nigdy nie dowiemy.

Mam sporą świadomość tego, co w Urzędach Pracy jest złe. Świadomość wynikającą z obserwacji i doświadczeń jakie są dostępne świadomemu „klientowi” urzędów, a więc raczej nie dotyczące „życia wewnętrznego” instytucji. Wiele jednak wynika z analizy skutków. Jednak jako legalista bez najmniejszych ciągotek anarchistycznych, rozumiem i popieram zasadę, zgodnie z którą Urzędy Pracy wymagają od ogłoszeniodawców spełniania norm prawnych dotyczących głównie treści ogłoszeń. Urzędy Pracy nie mogą publikować ogłoszeń nielegalnych, sprzecznych z prawem a te są na porządku dziennym w ofercie pracodawców.
Na przykład nie mogą „legitymizować” nierównego traktowania kandydatów do zatrudnienia z jakiegokolwiek w zasadzie powodu. Jakiś „Pan Prezes” może chcieć mieć zgrabną, seksownie wyglądającą „blondynę” w wieku do 35 lat, stanu wolnego, w pełni dyspozycyjna, z długimi nogami – jako asystentkę czy sekretarkę, ale NIE WOLNO MU TAK SFORMUŁOWAĆ OGŁOSZENIA O PRACĘ! Nie wolno – to znaczy że to sprzeczne z prawem w zasadzie w całej Unii Europejskiej. Nie tylko chodzi o te nogi ale nawet nie ma prawa sugerować, że tym asystentem musi być wyłącznie kobieta.
No właśnie: nie wolno – ale… jednak… chciałoby się…

Ponadto trzeba tu koniecznie przypomnieć, że Urzędy Pracy nie są „słupami ogłoszeniowymi” – a pośrednikami pracy, mającymi przedstawić ogłoszeniodawcy właściwych, już wytypowanych zgodnie z ofertą kandydatów, co oznacza, że oferta ta musi być nie tylko zgodna z prawem, ale i kompletna, zrozumiała oraz wiarygodna.

Tymczasem wspomniany „eksperyment” widzę właśnie jako atak na tę rolę PUP-ów i tę zasadę przez nie egzekwowaną. Obawiam się, że jest możliwe, iż został on spreparowany jedynie (czy może aż) po to – by wymusić niejako rezygnację PUP-ów z wymagania zgodności nadsyłanych ofert z mającym tu zastosowanie prawem. Gdyby tak miało być – byłoby to skandaliczne zarówno ze społecznego jak i naukowego punktu widzenia. A przesłanką świadczącą o tym, jest właśnie „utajnienie” treści samych wspomnianych ofert.
To bardzo ważne: dużo ważniejsze niż zegarki ministra Nowaka oraz przyszłość HGW.
Sprawa jest ciekawa i ważna dla osób zainteresowanych problemem bezrobocia i jego odniesieniami ideologicznymi, o czym często piszę w swoim blogu, dlatego bardzo zachęcam do zapoznania się z tym tekstem. Ja – odpowiadając na postawione w tytule pytanie – uznałem to za prowokację a dokładniej – za prowokację pod płaszczykiem eksperymentu.

Wyraziłem swoją opinię w formie komentarza we wspomnianym portalu, komentarz ów chciałbym i tutaj przytoczyć:

„Jestem bardzo krytycznie nastawiony do Powiatowych Urzędów Pracy, ale artykuł ten uważam mimo to za nadużycie i bełkot. Bardzo też cenię Panią prof. Tyrowicz za wiele jej wypowiedzi publicznych, lecz tą „akcją” w moim przekonaniu bardzo zaszkodziła swojemu wizerunkowi.
Po pierwsze – artykuł ma wszystkie cechy dawnej, PRL- owskiej propagandy: można się dowiedzieć, dlaczego opisane reakcje urzędów są złe, ale konkretnie NA CO urzędy reagowały – tego już nie można się dowiedzieć. Oceny – zamiast opisu faktów. Tymczasem stopień naukowy – zobowiązuje: najpierw przedstawia się fakty a potem ewentualnie – ich ocenę, analizę i wnioski. Najważniejszym tu „faktem” jest konkretna treść przedmiotowych „ofert testowych”, których nie znamy. Charakterystyczne jest, że w żadnym źródle nie podano konkretnej treści tych „testowych” ofert zatrudnienia, a przecież w tym prawdopodobnie tkwi sedno sprawy, czyli przyczyna takiej a nie innej reakcji PUP-ów. Dopóki nie podano rzeczywistego brzmienia wspomnianych ofert – cała ta gadanina o reakcji na nie jest po prostu zwykłym bełkotem, chyba że jest jeszcze gorzej: że mamy tu do czynienia z prowokacją „grubymi nićmi szytą” o podłożu ideologicznym.


Uważam za niezmiernie prawdopodobnie, że reakcja PUP-ów była wymuszona treścią tych ofert.
Urzędy Pracy – funkcjonują za pieniądze publiczne i choćby dlatego muszą się perfekcyjnie trzymać prawa, głównie ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy ale także i każdego innego przepisu mającego tu zastosowanie, np. ustawy Kodeks Pracy. Treść oferty musi odpowiadać prawu, bo nie do pomyślenia wydaje się sytuacja, bu urzędy podejmowały za pieniądze publiczne – działania jawnie sprzeczne z obowiązującym prawem. Natomiast pracodawcy generalnie zupełnie się z prawem nie liczą. I to wcale nie z powodu banalnej jego nieznajomości. To świadome i celowe ignorowanie prawa. Świadome – bo zapoznanie się dziś z obowiązującym stanem prawnym jest banalnie proste, celowe – bo chodzi o to, by prawo „nie przeszkadzało” w robieniu tego co pracodawcy chcą robić. Abstrahując więc od niewątpliwego przerostu biurokracji w PUP-ach, urzędy są i mają być w pewnym sensie „strażnikami resztek praworządności” w aspekcie prawa pracy i ustawy o promocji zatrudnienia. Tymczasem w ofertach zatrudnienia na porządku dziennym są drobne jak i zasadnicze odejścia od norm prawnych. Przede wszystkim dotyczy to prób wykorzystywania umów zlecenia tam, gdzie ewidentnie powinna być zastosowana umowa o pracę. Ponadto nagminne jest nierówne traktowanie kandydatów do zatrudnienia – co jest zabronione w całej UE. Nagminne jest też uzależnianie zatrudnienia od informacji których pracodawca na tym etapie albo i w ogóle nie ma prawa domagać się od kandydata lub pracownika. Po prostu: prawo swoje – a pracodawcy swoje, jak krnąbrne bachory nie liczące się z realiami i zasadami.
Można by na ten temat bardzo wiele napisać, ale chcę tu postawić następującą tezę właśnie w nawiązaniu do powyższych stwierdzeń: cała ta prowokacja może być po prostu próbą zdyskredytowania wspomnianej postawy i roli urzędów pracy jako strażników prawa zbyt dobrze wywiązujących się ze swojej roli. Pracodawcy zdają się być coraz bardziej zdegenerowani możliwościami jakie stwarza ideologia PO. Możliwościami ignorowania i obchodzenia prawa, szantażowania władzy dla wymuszenia „przymrużenia oka” na takie praktyki, dezaktywacją Państwowej Inspekcji Pracy z powodów ideologicznych. „Ideologii chciwości” – Platformy Obywatelskiej. Akcja ta być może ma wywołać złagodzenie nastawienia PUP-ów na praworządność, złagodzenie stosowania w praktyce norm prawnych dotyczących kandydatów do pracy lub pracowników. Już w tej chwili mamy ogromną skalę strefy kryminalnej w zatrudnieniu („szarą strefę”) związaną jeszcze dodatkowo z przestępstwami podatkowymi. Mamy prawdziwą „wolną amerykankę” w prywatnych portalach i stronach agencji zatrudnienia zupełnie nie interesujących się legalnością publikowanych ofert gdyż zastrzegają one odpowiedzialność za to wyłącznie ogłoszeniodawcy, a odpowiedzialność ta jest fikcyjna z powodu takiego stanu praworządności na jaki jest przyzwolenie polityczne PO. Chodzi tylko o to, by Urzędy Pracy przestały „się czepiać” pracodawców o sprzeczne z prawem sformułowania w ofertach pracy. Ma to usunąć ostatnie ograniczenie w budowaniu świata niewolnictwa pracowniczego, gdzie człowiek uzależniony od zdobywania pieniędzy na życie poprzez pracę najemną – nie będzie miał nic do powiedzenia i praktycznie całkowicie będzie poddany „widzi mi się” pracodawcy, bimbającego sobie z prawa w całym majestacie prawa.
Oczywiście – to prowadzi do gwałtownego wybuchu społecznego, ale zanim on nastąpi, zanim społeczeństwo się zorganizuje – będzie można zrobić majątek i wytransferować go za granicę. I o to zapewne chodzi.”


I o to zapewne chodzi.

24/03/2013

Fikcyjny bezrobotny – oszust czy ofiara oszusta?

Problem „fikcyjnych bezrobotnych”, a może należałoby powiedzieć wprost: oszustów wyłudzających nienależne świadczenia – wiąże się bezpośrednio z istnieniem i funkcjonowaniem a nawet rozrostem tak zwanej „szarej strefy” czyli zatrudnienia całkowicie nielegalnego.
Chodzi o osoby zgłaszające się do urzędów pracy i rejestrowane jako, bezrobotne na podstawie składanych fałszywych oświadczeń o swoim stanie – związanych z wymogami definicji osoby bezrobotnej.
Z punktu widzenia formalnego – są to osoby bezrobotne pozostające w ewidencji urzędu jako oczekujące pomocy w uzyskaniu zatrudnienia.
W rzeczywistości to osoby pracujące zarobkowo, tyle że w sposób całkowicie nielegalny.
Pisząc o legalności mam oczywiście na myśli standardowe obowiązki przedsiębiorcy zatrudniającego pracownika, dotyczące zgłoszenia tego do ZUS wraz z odprowadzaniem właściwych składek ubezpieczenia, do właściwego urzędu podatkowego wraz z odprowadzaniem za pracownika właściwych zaliczek na jego podatek dochodowy, ewentualnego zgłoszenia do PIP itp.
Spośród świadczeń związanych z pracą najbardziej istotna z punktu widzenia praktycznego jest składka do NFZ na ubezpieczenie zdrowotne, której zapłacenie daje prawo do korzystania ze "kontraktowej" służby zdrowia, np. lekarza rodzinnego, oraz refundacji na niektóre leki i usługi. Tu właśnie jest przyczyna rejestrowania się w urzędzie pracy pomimo świadomości niespełniania w rzeczywistości podstawowych wymogów definicji bezrobotnego; uzyskanie statusu osoby bezrobotnej powoduje automatyczne objęcie ubezpieczeniem zdrowotnym. Rejestracja taka następuje w wyniku złożenia oświadczenia niezgodnego z prawdą lub w wyniku zatajenia zmiany jaka nastąpiła już po zarejestrowaniu. Niewątpliwie jest to oszustwo, wyłudzenie nienależnych świadczeń. W ten sposób osoba taka ma pracę zarobkową a w niej stosunkowo wysokie wynagrodzenie, bo nie obciążone żadnymi odliczeniami, także nie opodatkowane i ma ubezpieczenie zdrowotne płacone nie przez pracodawcę a fundowane przez skarb państwa.
Niestety nie wiadomo, jaki jest zakres ilościowy tego zjawiska, tak przynajmniej twierdzą urzędy pracy a za nimi ministerstwo. Minister Władysław Kosiniak Kamysz wyznał niedawno w blogu Kancelarii Prezesa, że z pobieżnych analiz (a na czym opartych i z jaką metodologią?) dokonanych przez ministerstwo wynika, jakoby tych „fałszywych” bezrobotnych mogło być nawet 60% liczby wszystkich zarejestrowanych. Jeśli tak, to świadczy to o upadku całego systemu.
Skoro politycy domagając się władzy obiecywali społeczeństwu oparcie procedur załatwiania różnych spraw na oświadczeniach samych zainteresowanych z domniemaniem ich prawdziwości – to jest tego skutek.
W myśl ustawy i promocji zatrudnienia, Art. 119 ust. 2 – „Bezrobotny, który podjął zatrudnienie, inną pracę zarobkową lub działalność gospodarczą bez powiadomienia o tym właściwego powiatowego urzędu pracy, podlega karze grzywny nie niższej niż 500 zł”. Dużo wyższa ona też praktycznie nie może być. Ryzyko wykrycia oszustwa jest obecnie jeszcze niewielkie, może więc to poczucie bezkarności napędza ten proceder?
Mamy tu cały ciąg wzajemnych zależności różnych spraw. Oczywiście źródłem wszystkiego jest aspołeczna i anarchizująca ideologia Platformy Obywatelskiej. Istotne w tym przypadku jest gremialne przyzwolenie na bogacenie się i zarabianie przez przedsiębiorców „za wszelką cenę”, czyli pewna odmiana „róbta co chceta”. Stąd wszelkie metody zmniejszania kosztów, w swoistej mitomanii zrzucane na „kryzys” a w rzeczywistości służące wyłącznie MAKSYMALIZACJI WŁASNEGO ZYSKU NETTO i to za wszelką cenę.
W tej pogoni za „szmalem” pracodawcy domagają się wszelkiej swobody, idącej jednak w odwrotnym niż oczekiwany kierunku, cięcia kosztów – zamiast maksymalizacji przychodów. Ta „swoboda” – na pograniczu anarchii i bezprawia, korzystająca z nieformalnej ochrony politycznej, wyraża się w absurdalnych oczekiwaniach wobec pracownika, skandalicznym rozdźwięku pomiędzy wymaganiami a płacą, kompletnym bimbaniem sobie przedsiębiorców z prawa, w tym z prawa pracy, samowolą, sobiepaństwem i ciągłym narzekaniem na „wysokie koszty”. Pracodawcy poszukując pracowników publikują całkowicie bezprawne, łamiące prawo oferty zatrudnienia. Prywatne portale ogłoszeniowe przyjmują je do publikacji z zastrzeżeniem wyłącznej odpowiedzialności nadawcy (autora), jednak Urzędy Pracy tego robić nie mogą, gdyż bezpośrednio zabrania tego przedmiotowa ustawa, Art. 36, ust. 5e i 5f. Po prostu – Urzędy Pracy nie mogą przyjmować od pracodawców ofert zatrudnienia jawnie sprzecznych z wymogami ustawy Kodeks Pracy. A takich ofert jest większość, bo jak wspominałem – jest na to przyzwolenie polityczne. Dlatego Urzędy mają do dyspozycji zazwyczaj bardzo niewiele ofert.
Urząd ograniczany jest w przyznawaniu zasiłku dla bezrobotnych bardzo rygorystycznymi warunkami określonymi w ustawie. Dlatego statystycznie jedynie ok. 16% osób zarejestrowanych otrzymuje prawo do takiego zasiłku, najczęściej na 6 miesięcy, w niektórych przypadkach do 12 miesięcy. Statystyczny okres poszukiwania zatrudnienia wynosi obecnie ok. 20 miesięcy. W związku z tym bardzo trudno jest znaleźć ofertę pracy w Urzędzie Pracy, jeszcze trudniej jest otrzymać zasiłek dla bezrobotnych. Status osoby bezrobotnej wymaga spełnienia warunku nieuzyskiwania dochodów w postaci wynagrodzeń wyższych niż połowa najniższej ustawowo określonej płacy, co obecnie wynosi 600 zł brutto a za tyle nie da się utrzymać w gotowości do podjęcia pracy zawodowej.

Trudno się dziwić, że niektóre osoby, szczególnie mające na utrzymaniu dzieci, decydują się gdy mają okazję, na podjęcie takiej pracy nielegalnej, w której zyskują możliwość doraźnego utrzymania się, ale tracą możliwość składania na własną emeryturę, możliwość uzyskania zasiłku chorobowego itp. Można więc tu się zastanawiać i sprzeczać, czy osoby te są oszustami, czy też ofiarami antyspołecznego systemu. A może po prostu – i to, i to…
Osoba bezrobotna ma określone w ustawie obowiązki wobec urzędu pracy i są one niezależne od faktu otrzymywania bądź nieotrzymywania zasiłku dla bezrobotnych.
Przede wszystkim status osoby bezrobotnej jest ustalany drogą decyzji administracyjnej w czasie rejestracji a następnie przedłużany podczas kolejnych, obowiązkowych wizyt w z góry wyznaczonym terminie. Jeśli dana osoba do ustalonego terminu obowiązkowego stawienie się u pośrednika pracy nie znalazła zatrudnienia a urząd pracy także nie posiada dla niej propozycji odpowiedniej pracy – status osoby bezrobotnej jest przedłużany do czasu kolejnej obowiązkowej wizyty lub do chwili zatrudnienia, jeśli nastąpi ono wcześniej.
Konieczność stawiania się w urzędzie pracy w wyznaczonych terminach celem przyjęcia ofert pracy jest istotnym utrudnieniem dla tych nielegalnie pracujących, bo wymusza zwalnianie się z pracy, dojazd do siedziby urzędu z sąsiednich gmin itp. Urzędy Pracy twierdząc że wielu zarejestrowanych nie jest bezrobotnymi – powołuje się na liczne przypadki odmowy przyjęcia oferty zatrudnienia przedstawionej bezrobotnemu podczas takiej obowiązkowej wizyty. W wyjątkowych przypadkach odmowa może być uzasadniona, bo na przykład oferta nie dotyczy wymogu pracy „odpowiedniej” jak to definiuje ustawa, ale można przyjąć, że w większości przypadków to wykręt takich właśnie oszustów, którzy chcą zachować prawo do ubezpieczenia zdrowotnego na koszt społeczeństwa, ale nie są przecież w stanie przyjąć drugiej pełnoetatowej pracy i to gorzej płatnej.
Tyle, że to nie jest przecież żaden problem dla urzędów, bo ustawa daje w tym przypadku możność pozbycia się takiej nieuczciwej osoby z rejestru bezrobotnych na pewien czas a w konsekwencji na zawsze.

Chodzi mi o Art. 33 przedmiotowej ustawy, którego fragment zacytuję:

1. Powiatowe urzędy pracy rejestrują bezrobotnych i poszukujących pracy oraz prowadzą rejestr tych osób.
2. Rejestracja bezrobotnych i poszukujących pracy następuje po przedstawieniu przez te osoby dokumentów niezbędnych do ustalenia ich statusu i uprawnień.
3. Bezrobotny ma obowiązek zgłaszania się do właściwego powiatowego urzędu pracy w wyznaczonym przez urząd terminie w celu przyjęcia propozycji odpowiedniej pracy lub innej formy pomocy proponowanej przez urząd lub w innym celu wynikającym z ustawy i określonym przez urząd pracy, w tym potwierdzenia gotowości do podjęcia pracy. W przypadku bezrobotnego będącego dłużnikiem alimentacyjnym, w rozumieniu przepisów o pomocy osobom uprawnionym do alimentów, wyznaczony termin nie może być dłuższy niż 90 dni.
4. Starosta, z zastrzeżeniem art. 75 ust. 3, pozbawia statusu bezrobotnego, który:
(…)
3) odmówił bez uzasadnionej przyczyny przyjęcia propozycji odpowiedniej pracy lub innej formy pomocy określonej w ustawie lub poddania się badaniom lekarskim lub psychologicznym, mającym na celu ustalenie zdolności do pracy lub udziału w innej formie pomocy określonej w ustawie; pozbawienie statusu bezrobotnego następuje od dnia odmowy na okres:
a) 120 dni w przypadku pierwszej odmowy,
b) 180 dni w przypadku drugiej odmowy,
c) 270 dni w przypadku trzeciej i każdej kolejnej odmowy;
4) nie stawił się w powiatowym urzędzie pracy w wyznaczonym terminie i nie powiadomił w okresie do 7 dni o uzasadnionej przyczynie tego niestawiennictwa; pozbawienie statusu bezrobotnego następuje od dnia niestawienia się w powiatowym urzędzie pracy odpowiednio na okres wskazany w pkt 3, w zależności od liczby niestawiennictw;(…) 


Nie widzę więc tu zgłaszanego przez urzędy problemu: bezrobotny bez wystarczającego uzasadnienia odmawia przyjęcia oferty pracy, więc zgodnie z ustawą jest automatycznie wykreślany z rejestru bezrobotnych na 4, 6, lub 9 miesięcy… Chodzi o to, że władza musi zdobyć rzetelną wiedzę, ilu w rzeczywistości miejsc pracy brakuje i mniej więcej jakich; aby taką wiedzę zdobyć trzeba uporządkować bałagan jaki powstał w tej sprawie.

Urzędy Pracy nie mają zastępować Pomocy Społecznej.
Z drugiej strony nielegalne zatrudnienie choć rozładowuje jednak praktycznie nieco problem bezrobocia, jest zjawiskiem bardzo szkodliwym dla całej gospodarki i całego społeczeństwa. Cóż z tego, że ktoś zostanie pozbawiony możliwości nielegalnego zarabiania na życie, gdy urzędy pracy nie mają mu do zaoferowania ani zasiłku, ani zatrudnienia z powodów o których już wspominałem. Z punktu finansowego nic to nie zmienia: składki ZUS nadal nie wpływają, podatek też nie, składkę na NFZ nadal finansuje skarb państwa… biedny człowiek domaga się zapomóg i zasiłków z pomocy społecznej, bo chce żyć, a tych nie dostanie w wysokości takiej jak mu to gwarantowała jego nielegalna płaca…
Obawiam się, że tu nie wystarczy jakaś nowelizacja ustawy przygotowywana przez ministra pracy, jakieś profilowanie bezrobotnych i inne zmiany kosmetyczne. Powinien się zmienić cały system a – by to było możliwe – musi się zmienić ideologia polityczna władzy.

23/03/2012

38.
To zmiana wieku emerytalnego, a nie stażu pracy.

Zaroiło się nagle w mediach od ogłupiających wypowiedzi publicznych w sprawie reformy emerytalnej.
Jestem daleki od poddawania się przesadnej wierze w teorie spiskowe, z drugiej strony jednak wiem, że istnieje i działa wielka liczba ludzi, w tym i zawodowych dziennikarzy mających za zadanie siać niezrozumienie, mącić w głowach, mnożyć wersje tych samych wiadomości tak by nikt już nie był pewien, kto ma rację; czy ci co zaprzeczają sensowi reformy emerytalnej, czy ci co ją bezrefleksyjnie promują czy też ci co mają do tego stosunek ambiwalentny.
Widzę, że z wielkim naciskiem zaczyna być lansowane zdanie, że „wydłużenie pracy do 67 roku życia da wyższe emerytury”.

TO KŁAMSTWO.

TA REFORMA NIE POLEGA NA „PRZEDŁUŻENIU STAŻU PRACY DO 67 ROKU ŻYCIA”.

POLEGA ONA TYLKO NA PRZESUNIĘCIU DO 67 ROKU ŻYCIA CHWILI UZYSKANIA PRAWA DO EMERYTURY, NIE GWARANTUJĄC JEJ WYSOKOŚCI



Jest ogromne bezrobocie i stale się ono zwiększa. Szczególnie gwałtownie zaczęło przybywać kobiet bezrobotnych. W styczniu na przykład przybyło ponad sto tysięcy (100 000) kobiet bezrobotnych w porównaniu do nowych kilkunastu tysięcy zarejestrowanych bezrobotnych mężczyzn. Tragicznie i to bez względu na płeć - wygląda sytuacja w grupie pracowników starszych, po umownie przyjętym pięćdziesiątym roku życia. Reforma wieku emerytalnego wydłuża czas oczekiwania na prawo do przejścia na emeryturę o dwa lata dla mężczyzn i o siedem lat dla kobiet. Rząd nie proponuje żadnych rzeczywistych działań zmniejszających bezrobocie, zwiększających szanse na zatrudnienie. Reforma wieku emerytalnego także nie zawiera takich działań, a powinny one poprzedzać wydłużenie wieku emerytalnego. Każdy kto chce pracować - powinien móc pracować i wówczas dopiero można wydłużać okres aktywności zawodowej przed uzyskaniem prawa do emerytury z ZUS. Zmiana ta jest obecnie nakierowana wyłącznie na oszczędności w budżecie, kosztem pogorszenia i tak już tragicznej sytuacji.

Przesunięcie o dwa lata wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę może wysokość emerytur powiększyć wyłącznie dla tych osób starszych w wieku przedemerytalnym, które będą gdzieś zatrudnione na zasadach generujących odprowadzanie składek społecznych (np. umowie o pracę). Pozostałe osoby, bezrobotne oraz te nieaktywne zawodowo będą musiały po prostu dłużej czekać na swoją głodową emeryturę.
Rząd powinien najpierw podjąć działania poprawiające sytuację na rynku pracy osób w wieku po 45 czy 50 roku życia, stworzyć szansę na rzeczywistą pracę do 67 roku życia, a potem dopiero wprowadzić zmianę wieku emerytalnego. Dziś – wydłużenie wieku emerytalnego jest wyłącznie działaniem antyspołecznym, cyniczną decyzją nie liczącą się z kosztami społecznymi, z kosztami ludzkimi.

Nikt jak dotychczas nie przedstawił publicznie propozycji działań alternatywnych do propozycji wydłużenia czasu oczekiwania na emeryturę, dających podobny efekt dla budżetu państwa. Jak się wydaje, patrząc i na inne kraje europejskie – przesunięcie wieku nabycia prawa do emerytury zdaje się nieuniknione. Działanie innych krajów (Niemcy – w 2010 roku) uwiarygodniają sensowność propozycji rządowej. Ale to nie może być działanie nie liczące się z realiami bezrobocia, nie liczące się z ofiarami. Emerytury trzeba zreformować, ale trzeba to zrobić od początku, we właściwej kolejności. Rząd Donalda Tuska zaczął od końca.

Obecna propozycja rządu przedłuża czas bezrobocia a nie czas pracy – do 67 roku życia, a to jest niedopuszczalne.

Wszyscy, którzy publicznie twierdzą, że Rząd proponuje „wydłużenie czasu pracy do 67 roku życia” – bezczelnie i karygodnie łżą i działają przeciwko społeczeństwu.

21/02/2012

36.
Bo za karę… będziemy cię chronić…!

W ogromnej masie idiotycznych pozostałości po PRL-u jest i taki: okres ochrony przed wypowiedzeniem umowy o pracę w wieku przedemerytalnym.
Chodzi tutaj o Art.39 Ustawy z dnia 26 czerwca 1974 roku która była ostatnią jak dotychczas dużą regulacją, zastępującą wszystkie wcześniejsze regulacje prawne w sprawach objętych treścią tej ustawy. Na wzór innych kompleksowych aktów prawnych, jak Kodeks Cywilny czy Kodeks Administracyjny – nosi ona charakter Kodeksu a więc regulacji kompleksowej wyższego rzędu niż ustawy, ale oczywiście niższego niż Konstytucja. Kodeks Pracy unieważnił wówczas wszystkie wcześniejsze regulacje prawne funkcjonujące wcześniej a dotyczące spraw obecnie kompleksowo regulowanych w tym akcie prawnym.
Po tym czasie Kodeks był niezliczoną ilość razy modyfikowany, przez co utracił zapewne swoją „spoistość”, z tego też powodu pozostały tak takie „kwiatki” zupełnie nie pasujące do dzisiejszej sytuacji.
Wspominam o tym, gdyż wydaje się, że uregulowania te wymagają znów kompleksowego uporządkowania, dostosowania do innej ideologii i obecnych realiów gospodarczych.

Wspomniany Art. 39 Kodeksu Pracy związany jest z Art.13 ustawy o świadczeniach przedemerytalnych. Stanowi on:

„Pracodawca nie może wypowiedzieć umowy o pracę pracownikowi, któremu brakuje nie więcej niż 4 lata do osiągnięcia wieku emerytalnego, jeśli okres zatrudnienia umożliwia mu uzyskanie prawa do emerytury z osiągnięciem tego wieku”

To jest właśnie ten sławny „okres ochronny”.

Może i miał on jakieś znaczenie wówczas, w sytuacji gdy dominowały umowy o pracę na czas nieokreślony i trzeba było umieć podać rzeczywisty i ważny powód, by taką umowę rozwiązać. Ale dziś sytuacja diametralnie się zmieniła choć przepis pozostał, głównie chodzi tu o zanik państwowych przedsiębiorstw produkcyjnych i usługowych. Oczywiście w dzisiejszych warunkach przedsiębiorczości prywatnej jest on nie do przyjęcia, jak i jakakolwiek inna forma „obowiązkowego” zatrudniania czy zwalniania kogokolwiek, braku możliwości kształtowania swojej działalności gospodarczej w planowany przez jej właścicieli sposób.

Ze względu na to, że znacznie spadło znaczenie typu umowy o prace, znacznie złagodzone zostały warunku rozwiązania umowy o prace, przepis ten – pozostając w mocy – zamiast kogokolwiek chronić, zaczął szkodzić.

Pracodawca, by nie znaleźć się w sytuacji przymusowej, sytuacji ograniczenia wpływu na swoją firmę prywatną – wypowiada umową o pracę z pracownikiem w takim momencie by rozstać się z nim skutecznie przed wejściem pracownika w ten okres „ochrony”, i robi to mimo że pracownik może być mu potrzebny, pracę tego konkretnie pracownika ocenia dobrze i zatrudniałby go dalej, gdyby miał nad tym ciągłą kontrolę.

Z punktu widzenia pracownika także przepis ten działa dziś dokładnie odwrotnie, niż zostało to kiedyś zaplanowane, bo zamiast ochrony przed rozwiązaniem stosunku pracy – mamy tu pewne a w każdym razie bardzo częste rozwiązanie stosunku pracy - by do tejże „ochrony” nie dopuścić.

Jak twierdzą pracodawcy – to właśnie jest przyczyną niechęci do zatrudniania osób w wieku „50+”. Wśród 2300000 bezrobotnych, osoby w tym przedziale wiekowym stanowią liczbę ok. 750000 bezrobotnych. Ma to kapitalne znaczenie w sprawie forsowanego dziś przez Rząd wydłużenia wieku nabycia prawa do emerytury.
Przepisu nie można jednak po prostu usunąć z ustawy, dlatego że jest też niemała grupa osób pracujących dzięki temu, że zostali objęci tą ochroną (pracodawca nie chciał tego uniknąć np. z uwagi na jego rolę społeczną, lub po prostu nie potrafił). Dla nich są to „prawa nabyte” a zmiana dokonana dziś, i tak nie może działać ze skutkiem wstecznym w czasie. Można stwierdzić, że ochrona pozostaje w mocy dla tych którzy są nią objęci ale już nie obowiązuje od dnia uchylenia dla tych którzy jeszcze nią objęci nie zostali. Wtedy władza naraża się na zarzut nierównego traktowania na rynku pracy i nie wiadomo jak takie sprawy byłyby rozstrzygane przez krajowe lub unijne organa odwoławcze.
Powstał więc pomysł, by dobrowolne odstąpienie od takiej ochrony przysługiwało pracownikowi, pod warunkiem zawarcia go w umowie o pracę i ze skutkiem tylko dla tej umowy. Inaczej, by ochrona nadal ogólnie rzecz biorąc obowiązywała, ale pracownik zawierając umowę o prace miał prawo zrzec się jej, wobec tego pracodawcy i do czasu obowiązywania tej umowy. Wtedy osoby objęte ochroną byłyby nadal chronione a wobec nowych umów – „propozycja nie do odrzucenia” dobrowolnej rezygnacji z ochrony stałaby się zapewne powszechnie stosowanym elementem umów o pracę. Wymagałoby to jednak dokonania przez Sejm nowelizacji Ustawy Kodeks Pracy w tym punkcie, poprzez dodanie takiego uprawnienia w Art 39 lub w związku z nim - jako nowy ustęp czy punkt dodany do tego artykułu KP. Jest to związane z potrzebną inicjatywą i procesem legislacyjnym uchwalenia noweli. Rząd co prawda już udowodnił, że potrafi coś takiego zrobić w ciągu tygodnia, ale… pytanie co na to społeczeństwo, opozycja, co na to związki zawodowe, czy taka inicjatywa nie pogorszy statystyk poparcia dla Rządu PO-PSL… słowem zaczyna się kalkulacja polityczna a nie rozsądne myślenie…

Moim zdaniem zmianę tę trzeba przeprowadzić jak najszybciej, jednocześnie myśląc oczywiście o całościowej polityce „zarządzania wiekiem” w gospodarce, o pozycji osób starszych w społeczeństwie które podobno ma się coraz bardziej starzeć.

Tu niestety znowu obawiam się, że władza liczy na jakąś „niewidzialną rękę” i to chyba tę niewidzialną rękę ściskającą kosę…

06/01/2012

20.
Sprzeciw wobec podłych stereotypów na temat bezrobotnych.

Trzeba po prostu, choć to trudne, pogodzić się z faktem, że są ludzie pochopni w swoich sądach, mało dociekliwi, myślący ogólnikami i uogólnieniami, nieświadomie stosujący projekcję swoich jednostkowych obserwacji na całość danego problemu czy zjawiska. Ludzie całkowicie pozbawieni umiejętności wczucia się w czyjąś sytuację, zrozumienia jej przez poznanie, ludzie którym wystarczają „prawdy zasłyszane” czyli tak zwana „opinia publiczna”.
Pesymiści twierdzą, że to stan naturalny dla człowieka. Optymiści zwracają uwagę na to, że wielu z tych ludzi nie jest w stanie zauważyć czy zrozumieć tego, iż ich opinia na przykład o bezrobotnych – nie jest tak naprawdę ich opinią a została im wtłoczona do głów przez speców od urabiania opinii publicznej, działających w imieniu, na zlecenie i w interesie ludzi winnych istniejącej dramatycznej sytuacji. Państwo, władza, Rząd – zawsze potrzebował jakiegoś winnego, uniwersalną ofiarę na którą będzie można zrzucić swoje winy, odpowiednio urabiając obiegową „opinię publiczną”.

Wbrew pozorom łatwo jest zmanipulować opinię publiczną i ma to miejsce na co dzień.
Skutki tego także widzimy na co dzień: ktoś się kiedyś spotkał z kilkoma rozwydrzonymi urzędniczkami z instytucji budżetowej, dziś bezrobotnymi – więc teraz już dla niego „bezrobotni tacy są” i już; rozwydrzeni, roszczeniowi. Wszyscy i z zasady.
Ktoś inny pisze krytycznie o chamstwie innych, ale nie widzi, że sam robi to w skrajnie chamski, agresywny sposób i jeszcze na dodatek prezentuje wyświechtany, bzdurny stereotyp o „bezrobotnych”, tak jakby to była jakaś rasa, gatunek zwierzątek czy nawet pod-gatunek ludzi…
Ja każdemu życzę dobrze; tak jak głodnemu życzę możliwości uczciwego zapracowania na chleb, tak i wygłaszającemu pochopne i szkodliwe sądy życzę – by osobiście poznał i zrozumiał prawdę. A prawdę o bezrobociu można w takich warunkach, w takiej sytuacji poznać tylko z autopsji.

Sytuacja stale pogarsza się i staje się dramatyczna dla dużej części osób pozbawionych zatrudnienia. Sytuacja jest dla części osób pozbawionych zatrudnienia - skrajna. Staje się wręcz krytyczna.
Mam zamiar więc powrócić do elementarza, tłumacząc podstawowe sprawy i pojęcia tak jak ja je rozumiem z perspektywy mojego doświadczenia. Kiedyś, gdy winni obecnych i przyszłych ofiar tego systemu rządów będą pociągani do odpowiedzialności, nie tylko Prezes Rady Ministrów Donald Tusk ale i np. Minister Pracy – Władysław Kosiniak-Kamysz czy jego poprzedniczka Jolanta Fedak lub Minister Finansów Vincent Jacek Rostowski – musi być możliwe do udowodnienia, że dziś o pewnych sprawach pisano, mówiono, że istniały i istnieją głosy krytyczne, że prawda była znana i dostępna. Tylko Władza nie była nią zainteresowana. Może tu ktoś, tzw. „realista” uśmiechnie się z pobłażaniem, ale ja wierzę w odpowiedzialność, także - moralną. W coś wierzyć trzeba, by zasługiwać na miano człowieka a nie tylko homo sapiens czyli wyprostowanej małpy.

Władza - w zamiarze wyłgania się od odpowiedzialności przed społeczeństwem - stosuje dezinformację oraz manipulację obiegowymi poglądami czy sądami, wtłaczanymi czy wciskanymi do głów mało samodzielnych ludzi, wstrzykiwanymi w obieg informacyjny poprzez media, propagandę szeptaną czy może raczej szemraną, w taki sposób by pozbyć się odpowiedzialności.
W przypadku bezrobocia jest to taka manipulacja opinią publiczną, by ludzie myśleli że bezrobocie to jest własny dobrowolny wybór pewnych ludzi, cwaniaków i oszustów lubiących żyć na koszt społeczeństwa. Zresztą zawsze tak było; pisałem niedawno o niektórych kolejnych cyklach „oficjalnych winnych” a byli to albo „Żydzi”, albo „cykliści”, albo „zaplute karły reakcji”, „badylarze”, albo „cinkciarze”, „niebieskie ptaki”, Wrogiem ludu byli i "bikiniarze" i "warchoły", raz syjoniści, a innym razem anty-syjoniści, nawet i jazzmani też byli za tow. Władysława Gomułki winni wszystkich niepowodzeń budowy socjalizmu. Władza – choć inna – nadal korzysta z tego sposobu, bo niby dlaczego by nie? Jest skuteczny i są kadry przygotowane do jego realizacji...

Łatwo jest przekonać głupich, bezrefleksyjnych ludzi, że „bezrobotni” to najgorsze zło i to na własne życzenie. To samo - bezdomni. Natychmiast zdejmuje to ciężar winy z władzy, z Rządu… przynajmniej doraźnie i pozornie. Ale "sprawiedliwość" władzy opiera się właśnie na pozorach i tymczasowości; byle do końca kadencji… Potępianie "w czambuł" bezrobotnych, ukuty tak stereotyp - pozwala też wyłgać się odpowiedzialności moralnej - tym, co pracują, co mieli szczęście, znajomości, rodzinkę, "plecy" lub są najwyższej klasy specjalistami w swoim zawodzie.

Interesuje mnie problem bezrobocia, bo on jest praprzyczyną wielu innych problemów społecznych, dlatego trzeba spokojnie i cierpliwie wyjaśniać to zagadnienie; a nuż znajdzie to w Internecie Pan Minister Pracy Władysław Kosiniak-Kamysz, przeczyta i czegoś się dowie o rzeczywistości, o życiu, o sytuacji faktycznej a nie tej fikcyjnej, z urzędowych papierów, zakłamanych sprawozdań i idiotycznej pseudonaukowej „nowomowy” - bełkotu intelektualnego na potrzeby „rynku pracy”.

Jak już kiedyś pisałem, słowo bezrobocie uważam za nieprzyzwoite. Zostało ono tak nacechowane negatywnie przez propagandę, że ma jednoznaczny wydźwięk pejoratywny. To już po prostu odruch psychiczny przeciętnego człowieka; bezrobotny – znaczy złodziej, leń, pijak, bandyta, oszust, obszczymurek, nierób… Pomyśleć, że taką samą funkcję i znaczenie np. w niektórych stanach USA pełni słowo „Polak”… Już dawniej zauważyłem, że gdy w jakimś amerykańskim filmie jest postać seryjnego mordercy, psychopaty, bandziora, oszusta czy obiboka – to ma on zawsze jednoznacznie polsko brzmiące nazwisko. Teraz już w Anglii pojawiają się ultra-nacjonalistyczne „wybuchy” - jak ta kobieta z filmiku w YouTube, w pojeździe komunikacji miejskiej wrzeszcząca, że „…wszędzie pełno tych p*********ch Polaków” (informacja prasowa z ostatnich dni). Skąd takie połączenie jej niezadowolenia - z pojęciem „Polak”?
Z propagandy.
Na kogoś trzeba zrzucić winę za pogarszającą się sytuację gospodarczą. Ale jeszcze niedawno mówiło się, jak to wspaniali Polacy budują potęgę gospodarczą Anglii, bronią Królestwo przed kryzysem…
Tak więc, na tej samej zasadzie - „bezrobotny” – znaczy wszystko co najgorsze.

Ale działanie Państwa nie tylko stworzyło taki wizerunek, ale i zadbało o jego uprawdopodobnienie. Metodą na to okazało się „wrzucenie wszystkich niepracujących oraz oszustów pracujących i wyłudzających zasiłek - do jednego worka”. Bo rzeczywiście są ludzie, którzy nie pracują, dlatego że są alkoholikami i nie potrafią zapanować nad swoim zachowaniem, sprostać podstawowej dyscyplinie pracy. Wymagają leczenia antyalkoholowego, następnie resocjalizacji. Ale – spełniają wymogi ustawowe dla pojęcia „bezrobotny” i są rejestrowani w PUP. Są tacy którzy nie chcą i nie potrafią pracować w sposób zorganizowany, nie znoszą struktury hierarchicznej organizacji pracy, nie zgadzają się na swoją „podwładność” wobec kierownika, majstra czy brygadzisty itp. Ale spełniają kryteria ustawowe pojęcia „bezrobotny” i są rejestrowani jako bezrobotni. Są ludzie leniwi, nauczeni że jakoś można żyć nie pracując, korzystając z różnych form pomocy i dobroczynności. Po co im pracować, gdy mają bez pracy to co im potrzebne; ciuchy z darów, telewizor, ustawę o ochronie lokatora, obiady z pomocy społecznej w stołówce a na półliterka sami jakoś „zakombinują” i tak leci… Spełniają formalne wymogi definicji „bezrobotny”. I są zarejestrowani.
No i oczywiście są ci „rzeczywiści” bezrobotni, na których spada odium „złej reputacji” tych poprzednio wymienionych. Ale to wina Państwa. Wina Władzy! Wina Tuska! Po prostu – definicja ustawowa widocznie jest zła.

To Rząd ma prawo inicjatywy legislacyjnej, by ją zmienić a także OBOWIĄZEK inicjatywy legislacyjnej – bo jest obciążony obowiązkami wynikającymi z Konstytucji. Niestety; gdyby to zostało uporządkowane, to nie byłoby na kogo zrzucić winy za stan sprawy...
Tak więc słowo „bezrobotny” zostało tak zszargane i sztucznie nacechowane pejoratywnie, że w zasadzie powinno już pozostać dla oznaczania tych „niezdatnych” a osoby rzeczywiście bezrobotne powinno się nazywać określeniem innym, neutralnym. Osoba poszukująca pracy – to nie jest jednoznaczne, bo sam fakt poszukiwania pracy nie świadczy o niezatrudnieniu. Osoba niepracująca – tu nie wiemy czy z wyboru, czy z powodu braku oferty. Poza tym – co innego „zatrudnienie” a co innego „praca”. Albo inaczej; określenie „bezrobotny” pozostawić jedynie dla tych rzeczywistych bezrobotnych i włożyć potrzebny wysiłek i pieniądze na moralną i merytoryczną rehabilitację tego pojęcia wśród zatrudniających, a odpowiednie określenia stosować do pozostałych osób: alkoholika nazywać po prostu alkoholikiem a nie bezrobotnym, innych wyżej wymienionych – osobami psychicznie niezdolnymi do pracy, czyli w zasadzie – inwalidami a nie bezrobotnymi. To zadanie Rządu, w szczególności – Ministra Pracy i Spraw społecznych.

Trzeba więc ponownie zacząć wyjaśniać podstawowe pojęcia.
Osoba bezrobotna – to człowiek gotowy do natychmiastowego podjęcia zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy obowiązującym w danym zawodzie, zdolny do tego fizycznie i psychicznie bez zwłoki („od dziś”), albo zdolny do innej pracy zarobkowej zgodnie z przepisami obowiązującego prawa. Bezrobotny to osoba niezatrudniona (na zasadach prawa pracy) ani nie wykonującą pracy zarobkowej na zasadach Kodeksu Cywilnego (umów cywilno-prawnych) oraz nieuzyskująca miesięcznie przychodu w wysokości przekraczającej łącznie połowę minimalnego ustawowo określonego wynagrodzenia. Nie jest bezrobotną osoba posiadająca wpis o działalności gospodarczej, jeśli działalność ta nie została zawieszona. Nie jest osobą bezrobotną osoba pobierająca zasiłek stały z opieki społecznej, lub zasiłek chorobowy.

Problem w tym, że Urząd Pracy obecnie ogranicza się do tego, że wyznacza osobie zarejestrowanej datę stawienia się ledwie sześć razy w roku (czyli co 2 miesiące) na obowiązkową wizytę, podczas której obywatel bezrobotny podpisuje papierek oświadczający, że nie uzyskał dochodu przekraczającego dopuszczalną granicę i że "jest zdolny i gotowy" po czym dostaje nowy termin za dwa miesiące.
Urząd Pracy nie przekazuje nikomu ofert pracy, bo ich nie ma, a te które ma - w mniej lub bardziej udany sposób udostępnia publicznie. Nie proponuje nikomu żadnej pomocy, bo z zasady nic nikomu nie proponuje (jest instytucją usługową), a poza tym - na nic nie ma pieniędzy (w zasadzie od początku maja ub.r.), przez blokadę założoną przez Ministra Finansów na Fundusz Pracy i obcięcie Budżetu PUP o 70% w stosunku do ubiegłorocznego (dotyczy 2011 roku).

Wymóg gotowości do natychmiastowego podjęcia pracy jest oczywisty. Dodatkowo można by postulować nie uznawanie za bezrobotną osoby bezdomnej, po prostu dlatego, że osoba bezdomna nie jest zdolna i gotowa do natychmiastowego podjęcia pracy.
Oczywiste jest stwierdzenie, że osoba bezrobotna to taka, która nie pracuje ani nie wykonuje umów cywilno-prawnych.

Inne wymogi już nie są takie oczywiste. Człowiek musi się „utrzymywać” na co potrzebuje pieniędzy. Połowa najniższego ustawowego wynagrodzenia – to niecałe 750 złotych brutto, a za to nie da się utrzymać jakiegoś miejsca zamieszkania, choćby wynajętej kwatery typu „studenckiego”. Bez stałego miejsca zamieszkania, z choćby tylko dostępem do łazienki – nie da się „być zdolnym i gotowym do natychmiastowego podjęcia pracy” – bo człowiek musi się myć, utrzymywać higienę, musi prać odzież i bieliznę i prasować ją, choćby to były tylko jedne portki i jedna koszula, a to wymaga dostępu do łazienki i pokrycia kosztów np. ciepłej wody oraz płacenia za energię elektryczną. Człowiek brudny, śmierdzący, niestrzyżony przez pół roku i z liściem na głowie – nie jest „zdolny i gotowy” do podjęcia pracy, a jeśli nawet Urząd Pracy go za takiego uzna, to go za takiego nie uzna żaden pracodawca. Na dodatek ten pracodawca straci zaufanie do Urzędu Pracy jako pośrednika, wyrobi sobie o Urzędzie Pracy jako pośredniku pracy bardzo negatywną opinię i przekaże ją innym pracodawcom.
Urzędy Pracy są najmniej wiarygodnym pośrednikiem pracy i same sobie na to zasłużyły, są skompromitowane właśnie tym, że nie odróżniają alkoholika, osoby trwale pozbawionej zdolności do zatrudnienia – od osoby rzeczywiście bezrobotnej. Nie odróżniają, bo nie muszą i nie chcą.
W Urzędach Pracy rejestrowane są jako bezrobotne osoby które nie powinny być tam zarejestrowane, ale to nie jest wina faktycznych bezrobotnych i nie maja oni na to wpływu.

Urząd Pracy gospodaruje pieniędzmi publicznymi, nie jest rozliczany w efektów społecznych tego gospodarowania byle w finansach - księgowości wszystko się zgadzało, dlatego nie wychodzi poza swoją interpretację obowiązków wynikających wprost w ustawy. Urząd Pracy i nie tylko pracy - robi wyłącznie to, na co ma wyraźne i jednoznaczne, nie dające się obalić polecenie ustawowe. Oczywiście nawet nie zawsze; Urzędy Pracy nie realizują niektórych swoich obowiązków, nie ponosząc żadnych tego konsekwencji. Chodzi o to, by pieniądze wydać i rozliczyć a nie o to, jaki jest tego efekt społeczny, w tym przypadku dotyczący bezrobocia.

Ale to nie bezrobotni organizowali Urząd Pracy i nie oni są autorami tej konkretnej wadliwej Ustawy; ustawy wymagającej natychmiastowej zmiany.

Odwiedziny: