Osoby niepełnosprawne powinny w miarę posiadanych możliwości móc pracować, nawet nie tylko zarabiać, posiadać pewną niezależność finansową wobec choćby własnej rodziny, ale właśnie pracować, robić coś, najlepiej jak najbardziej zbliżonego do tego o czym myślały „przed”.
Najczęściej jakaś forma pracy (zarobku i „spełniania się” była technicznie czy fizycznie możliwa, ale sprawa trafiała na opór, niechęć, wygodnictwo tych od których zatrudnienie zależało a także i barierę finansową w sprawie „stworzenia warunków”. Skutkowało to wszystko bardzo niewielkim procentem pracujących osób niepełnosprawnych.
Państwo jakie było – to było, ale potrafiło stworzyć przepisy prawne znacznie zbliżające niepełnosprawnych do uzyskania pracy, głównie poprzez system pomocy finansowej pracodawcom w stworzeniu i zorganizowaniu stanowisk pracy dla osób niepełnosprawnych oraz znoszenia barier fizycznych, np. komunikacyjnych. Metoda była radykalna i dość charakterystyczna dla minionego systemu, ale za to – skuteczna. Powstały przepisy w formie Ustawy o PFRON, wprowadzające do facto mechanizm skutecznego nakłaniania pracodawców do zatrudnienie niepełnosprawnych; większe firmy otrzymały obowiązek płacenia składki „haraczu” na rzecz PFRON a wysokość tego obowiązkowego świadczenia mogło pomniejszyć (aż do zera) zatrudnianie osób niepełnosprawnych w liczbie wyznaczonej przepisami, proporcjonalnej do liczby wszystkich zatrudnionych. Np. firma zatrudniająca 50 osób powinna w myśl tejże ustawy zatrudnić 6 osób niepełnosprawnych, zatrudnienie każdej z nich zmniejszało haracz należny PFRON o jedną szóstą. Przy takim „janosikowym” zatrudnianie osób niepełnosprawnych zaczęło się liczyć w finansach przedsiębiorstwa tym bardziej, że oprócz zmniejszania składki w grę wchodziło wiele innych form dofinansowania pracodawcy w postaci dopłat ”celowych” na przystosowanie i wyposażenie niestandardowego stanowiska pracy dla osoby niepełnosprawnej, na zniesienie barier komunikacyjnych a nawet na zaangażowanie asystenta stałego dla takiej osoby, na czas jej pracy zawodowej.
Powstały dzięki temu firmy specjalizujące się w zatrudnianiu głównie właśnie osób niepełnosprawnych i tu… zaczęło się ujawniać pewne zagrożenie. Polski przaśny kapitalista – nuworysz przemyślną bestią jest, więc szybko zaczął „kombinować”: z jednej strony jest oszczędność w kosztach firmy przy wykorzystaniu wszystkich propozycji przewidzianych w ustawie, ale bardzo z drugiej strony ogranicza to możliwości wykonawcze firmy. Cóż więc zrobić, by wykorzystać wszelkie możliwości obniżenia kosztów poprzez zwolnienie ze składki na PFRON i przeróżne dofinansowania, ale jednocześnie mieć krzepkich ludzi do pracy…?
Już kiedyś zwracałem uwagę w którymś ze swoich felietonów, że aktywność takich firm koncentruje się dziwnym trafem wokół rodzajów prac które wymagają właśnie ponadprzeciętnej pełnosprawności. Na przykład – sprzątanie: osobami sprzątającymi są przeważnie panie, praca jest tu bardzo obciążająca zarówno przez samą swoją specyfikę fizyczną (różne pozycje ciała, schylanie się, na kolanach, noszenie wiader z wodą, praca na wysokości w niewygodnej pozycji (mycie okien), itp. Do pracy posługują się najczęściej różnej wysokości drabinami rozkładanymi – więc istnieje tu wymóg szczególnego poczucia równowagi. Poza tym – odkurzacz, mop, szczota do szorowania…
Polski kapitalista by szybciej zarobić na tego swojego nowego mercedesa ogranicza koszty jak może maksymalnie, więc zmniejsza też liczebność pracowników co powoduje coraz większe obciążanie każdego z nich pracą fizyczną (coraz większe „rejony” do sprzątnięcia). Bardzo często jest to praca w nocy, kończąca się o 5 czy 6 rano. Taka brygada sprzątająca np. zaplecze hotelowe (kuchnie, magazyny, baseny, sauny, stołówki, restauracje, sale klubowe itp. – musi robić to niejako „w biegu” by zdążyć przez wyznaczony (wyśrubowany) czas (w którym goście hotelowi smacznie śpią) wykonać swoje zadania, i tak codziennie… codziennie… od takiej pracy nawet osoby silne i w pełni sprawne bolą mięśnie, kręgosłup, „wariuje” zegar biologiczny…
Czy to jest praca dla osób niepełnosprawnych?
Okazuje się, że tak… przynajmniej w mniemaniu niektórych pracodawców.
Znalazłem dziś akurat następujące ogłoszenie:
„(…)Wymiar zatrudnienia: Pełny etat
Forma zatrudnienia: Umowa o pracę
Pilnie zatrudnimy Panie / Panów do prac porządkowych na terenie kompleksu sportowego w centrum Szczecina.
Praca polegała będzie na utrzymaniu w czystości obiektu.
Oferujemy:
- Zatrudnienie w ramach umowy o pracę na pełen etat,
- pracę 5 dni w tygodniu (wg harmonogramu od poniedziałku do niedzieli)
- niezbędne narzędzia pracy
Wymagane:
- sprawność fizyczna umożliwiająca wykonywanie obowiązków,
- systematyczność, dokładność,
- orzeczenie o niepełnosprawności,
- predyspozycje do pracy w nocy.
Zainteresowanych proszę o przesłanie danych kontaktowych z informacją o stopniu niepełnosprawności lub dołączenie Cv…”
I właśnie: wymaganiem jest „sprawność fizyczna umożliwiająca spełnianie obowiązków” a jak to opisałem powyżej – owa sprawność przy takiej pracy najczęściej musi być PONADPRZECIĘTNA, czyli wyższa niż normalnie. Żeby wysprzątać taki obiekt sportowy (olimpijski kompleks pływacki, hala widowiskowo-sportowa?) – to trzeba okropnie „zapierniczać” niemalże „w biegu” i to przez całą noc, czyli w godzinach gdy obiekt jest wyłączony z użytkowania; do tego potrzeba OSIŁKÓW A NIE NIEPEŁNOSPRAWNYCH! A przede wszystkim – ludzi który już zostali poddani „doświadczeniu” Tuskowego liberalizmu, odczuli brak pracy, poznali głód i nędzę i są zdesperowani, by brać każdą, nawet dla nich zbyt ciężką pracę – byle jakoś przetrwać, zarobić uczciwie na swój chleb z margaryną…
Ale jednocześnie niepełnosprawni – dużo taniej się naszemu przaśnemu kapitaliście kalkulują…
Więc jak to połączyć?
Nie chcę nic sugerować w tym konkretnym przypadku, ale ogólnie – pomysł się nasuwa jeden: by „niepełnosprawni” byli jak najbardziej pełnosprawni a tylko posiadali zaświadczenia o jakimś stopniu niepełnosprawności, najlepiej tego typu przy którym nie jest to zewnętrznie widoczne. Jest tajemnicą poliszynela, że mieliśmy już w naszym kraju „afery” z różnymi „dożywotnimi rencistami” zdrowymi jak przysłowiowe byki, żyjącymi sobie spokojnie na koszt społeczeństwa na podstawie „nie do końca rzetelnych” orzeczeń lekarskich, więc sprawa być może powinna być interesująca dla CBŚ, a może dla CBA, a może i tej i tamtej służby jednocześnie.
Jedno dla mnie nie ulega wątpliwości:
W proponowaniu prac szczególnie ciężkich osobom „posiadającym orzeczenie o niepełnosprawności” jest jednak coś dziwnego i na to jedynie chciałem zwrócić uwagę.