Demografowie od jakiegoś już czasu zapowiadają, że badania
statystyczne wskazują na nieuchronne starzenie się społeczeństwa, przez
co należy rozumieć coraz większy udział ludzi starszych w społeczeństwie
a zmniejszanie się liczby ludzi młodych.
Przyznam, że nie uznaję tej „nieuchronności” za dowiedzioną; zawsze
można coś zrobić, aby wpłynąć na strukturę społeczeństwa na taką skalę i
w taki sposób, który zmieni kierunek rozwoju wypadków. Ale pomijając
już to i przyjmując prezentowaną przez demografów wizję, wypada zacząć
się przygotowywać do tego, by tak zmienione społeczeństwo nadal
funkcjonowało poprawnie.
Konsekwencją przewidywanego stanu będzie między innymi i to, że ludzie
starsi będą musieli pełnić coraz większą rolę w gospodarce, w produkcji,
usługach czy zarządzaniu. Skoro będą w przewadze liczebnej ogólnie, w
społeczeństwie – to będą w takiej przewadze przeciętnie także i na rynku
pracy oraz we wszystkich pozostałych sferach aktywności ludzkiej.
Nietrudno zauważyć, że to sytuacja odwrotna do obecnej. By więc odwrócić
dzisiejsze tendencje, trzeba natychmiast podjąć odpowiednie działania;
badania, planowanie oraz realizację, szczególnie że chodzi tu o
konieczność działań długoterminowych.
Dziś ludzie starsi są „w odstawce”. Są lekceważeni, wypychani wręcz
siłą z rynku pracy, głównie poprzez sprzeczną z prawem a tolerowaną
przez władzę odmowę zatrudniania, bez podania powodów. Lawinowo pogarsza
się stan zdrowia ludzi starszych z powodu niesprawności tak zwanej
„ochrony zdrowia”, chronicznego braku pieniędzy na podstawową ochronę
zdrowia – co także łamie podstawową zasadę prawną zawartą w Konstytucji.
Jak widać więc – tendencje są dokładnie przeciwne niż pożądane, bo
przecież w związku z narastającym niżem demograficznym społeczeństwo we
własnym interesie powinno stworzyć warunki do lepszej niż dotychczas
ochrony zdrowia ludzi starszych, jeśli mają oni wziąć na siebie dużo
większe niż dotychczas zadania. Podobnie i z zatrudnieniem: z tego co
powyżej powodu społeczeństwo musi przełamać tendencję do odmowy
zatrudniania osób starszych a wręcz wygenerować tendencję odwrotną, bo
będzie ona i tak nieunikniona w przyszłości. Jak dotychczas nic nie
wskazuje na zrozumienie tego w kręgach władzy, z lubością bawiącej się w
przepychankę Tusk – Kaczyński, PIS – PO, II RP – IV RP i tak dalej.
Tendencja do odrzucania ludzi starszych, swoista „moda na młodość”
nie jest polskim wynalazkiem, to tendencja światowa od wielu lat. Jednak
wielkie społeczeństwa już dawno się z tym uporały, w odniesieniu do
rynku pracy poprzez celowe i długofalowe działania skierowane do
przedsiębiorców, managerów, polityków i administracji. Nie do
bezrobotnych. Po pierwsze, tam rzeczywiście a nie fikcyjnie działa
prawo, w tym zakaz szykanowania i nierównego traktowania obywateli pod
jakimkolwiek względem. W „naszym kraju” też takie prawo obowiązuje, ale
jest przez władzę „liberałów” ignorowane, tak jak i wiele innych zasad
konstytucyjnych; Polska jest państwem bezprawia.
Po drugie – podjęto i przeprowadzono wobec przedsiębiorców wielkie
działania uświadamiające, promocyjne, doradcze, na temat – jak zarządzać
wiekiem pracowników w gospodarce, ale przede wszystkim – promujące
zatrudnianie osób starszych, promujące modę na to. I to jest dobry
kierunek: zatrudnianie osób starszych powinno się stać dowodem
nowoczesności firmy, powodem do chluby i przedmiotem reklamy tej firmy;
odpowiednimi działaniami władza może do tego doprowadzić dość szybko.
Może lecz tego nie robi, bo nie chce. Dziś u nas jeszcze królują „młode,
dynamiczne zespoły”.
W poprzednim tekście pisałem o idei Państwowego Funduszu
Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych i ustawie go wprowadzającej.
Okazało się to dość skuteczne, radykalnie polepszając sytuację osób
niepełnosprawnych a bazą do tego okazała się… banalna OPŁACALNOŚĆ.
Polski przedsiębiorca rozumie tylko argument opłacalności i to
przeważnie jedynie w odniesieniu do własnego zysku netto.
Podobnie więc jak w tym przypadku – powinien zostać stworzony fundusz
zasilany z obowiązkowych składek przedsiębiorców, przeznaczony na odszkodowania dla osób starszych którym odmówili oni zatrudnienia
pomimo spełnienia wymogów rekrutacyjnych. Rolę taką mógłby pełnić i
Fundusz Pracy, z tym że należałoby zwiększyć wysokość składki na ten
fundusz i jednocześnie poważnie zredukować wypływ pieniędzy z tego
funduszu na jakieś cele drugorzędne, by posiadane tam środki wystarczały
na finansowanie odszkodowań za brak zatrudnienia. Od płacenia składek
na ów fundusz pracodawca będzie mógł się uwolnić jedynie poprzez
zatrudnienie i utrzymanie odpowiedniego, wyznaczonego przepisami
procentu zatrudnienia osób starszych. Gdy ma „przemawiać” opłacalność to
niechaj istnieje wybór: albo utrzymują osobę starszą płacąc jej
odszkodowanie, albo ją zatrudniają i utrzymuje ona sama siebie a także
zarabia dla pracodawcy.
Jak nie prośbą, to groźbą – tendencja do rugowania osób w wieku
produkcyjnym z grupy tzw. 50 plus z rynku pracy a więc i z życia – musi
zostać odwrócona. Ma to także i wymiar społeczny, cywilizacyjny, bo
pozwoli tym ludziom żyć i poprawnie funkcjonować w społeczeństwie.
Obecna tendencja eksterminacyjna, rugująca tych ludzi z pracy i z życia –
jest na wskroś barbarzyńska, nie ma nic wspólnego z liberalizmem, tak
jak i nie ma nic wspólnego z kapitalizmem, katolicyzmem czy
solidarnością społeczną.
BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PFRON. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PFRON. Pokaż wszystkie posty
04/09/2013
Potrzebna ustawa o PFROS (Państwowy Fundusz Ratowania Osób Starszych)
Etykiety:
liberalizm,
młodość,
niż demograficzny,
odmowa zatrudnienia,
opłacalność,
PFRON,
PIS,
PO,
praca,
prawo,
premier,
Społeczeństwo,
starość,
Tusk,
zarządzanie wiekiem,
zatrudnienie
29/08/2013
Tajna pełnosprawność?
Żeby sprawa była jasna, od razu napiszę, że nie zazdroszczę niczego
osobom rzeczywiście niepełnosprawnym.
Osoby niepełnosprawne powinny w miarę posiadanych możliwości móc pracować, nawet nie tylko zarabiać, posiadać pewną niezależność finansową wobec choćby własnej rodziny, ale właśnie pracować, robić coś, najlepiej jak najbardziej zbliżonego do tego o czym myślały „przed”.
Najczęściej jakaś forma pracy (zarobku i „spełniania się” była technicznie czy fizycznie możliwa, ale sprawa trafiała na opór, niechęć, wygodnictwo tych od których zatrudnienie zależało a także i barierę finansową w sprawie „stworzenia warunków”. Skutkowało to wszystko bardzo niewielkim procentem pracujących osób niepełnosprawnych.
Państwo jakie było – to było, ale potrafiło stworzyć przepisy prawne znacznie zbliżające niepełnosprawnych do uzyskania pracy, głównie poprzez system pomocy finansowej pracodawcom w stworzeniu i zorganizowaniu stanowisk pracy dla osób niepełnosprawnych oraz znoszenia barier fizycznych, np. komunikacyjnych. Metoda była radykalna i dość charakterystyczna dla minionego systemu, ale za to – skuteczna. Powstały przepisy w formie Ustawy o PFRON, wprowadzające do facto mechanizm skutecznego nakłaniania pracodawców do zatrudnienie niepełnosprawnych; większe firmy otrzymały obowiązek płacenia składki „haraczu” na rzecz PFRON a wysokość tego obowiązkowego świadczenia mogło pomniejszyć (aż do zera) zatrudnianie osób niepełnosprawnych w liczbie wyznaczonej przepisami, proporcjonalnej do liczby wszystkich zatrudnionych. Np. firma zatrudniająca 50 osób powinna w myśl tejże ustawy zatrudnić 6 osób niepełnosprawnych, zatrudnienie każdej z nich zmniejszało haracz należny PFRON o jedną szóstą. Przy takim „janosikowym” zatrudnianie osób niepełnosprawnych zaczęło się liczyć w finansach przedsiębiorstwa tym bardziej, że oprócz zmniejszania składki w grę wchodziło wiele innych form dofinansowania pracodawcy w postaci dopłat ”celowych” na przystosowanie i wyposażenie niestandardowego stanowiska pracy dla osoby niepełnosprawnej, na zniesienie barier komunikacyjnych a nawet na zaangażowanie asystenta stałego dla takiej osoby, na czas jej pracy zawodowej.
Powstały dzięki temu firmy specjalizujące się w zatrudnianiu głównie właśnie osób niepełnosprawnych i tu… zaczęło się ujawniać pewne zagrożenie. Polski przaśny kapitalista – nuworysz przemyślną bestią jest, więc szybko zaczął „kombinować”: z jednej strony jest oszczędność w kosztach firmy przy wykorzystaniu wszystkich propozycji przewidzianych w ustawie, ale bardzo z drugiej strony ogranicza to możliwości wykonawcze firmy. Cóż więc zrobić, by wykorzystać wszelkie możliwości obniżenia kosztów poprzez zwolnienie ze składki na PFRON i przeróżne dofinansowania, ale jednocześnie mieć krzepkich ludzi do pracy…?
Już kiedyś zwracałem uwagę w którymś ze swoich felietonów, że aktywność takich firm koncentruje się dziwnym trafem wokół rodzajów prac które wymagają właśnie ponadprzeciętnej pełnosprawności. Na przykład – sprzątanie: osobami sprzątającymi są przeważnie panie, praca jest tu bardzo obciążająca zarówno przez samą swoją specyfikę fizyczną (różne pozycje ciała, schylanie się, na kolanach, noszenie wiader z wodą, praca na wysokości w niewygodnej pozycji (mycie okien), itp. Do pracy posługują się najczęściej różnej wysokości drabinami rozkładanymi – więc istnieje tu wymóg szczególnego poczucia równowagi. Poza tym – odkurzacz, mop, szczota do szorowania…
Polski kapitalista by szybciej zarobić na tego swojego nowego mercedesa ogranicza koszty jak może maksymalnie, więc zmniejsza też liczebność pracowników co powoduje coraz większe obciążanie każdego z nich pracą fizyczną (coraz większe „rejony” do sprzątnięcia). Bardzo często jest to praca w nocy, kończąca się o 5 czy 6 rano. Taka brygada sprzątająca np. zaplecze hotelowe (kuchnie, magazyny, baseny, sauny, stołówki, restauracje, sale klubowe itp. – musi robić to niejako „w biegu” by zdążyć przez wyznaczony (wyśrubowany) czas (w którym goście hotelowi smacznie śpią) wykonać swoje zadania, i tak codziennie… codziennie… od takiej pracy nawet osoby silne i w pełni sprawne bolą mięśnie, kręgosłup, „wariuje” zegar biologiczny…
Czy to jest praca dla osób niepełnosprawnych?
Okazuje się, że tak… przynajmniej w mniemaniu niektórych pracodawców.
Znalazłem dziś akurat następujące ogłoszenie:
„(…)Wymiar zatrudnienia: Pełny etat
Forma zatrudnienia: Umowa o pracę
Pilnie zatrudnimy Panie / Panów do prac porządkowych na terenie kompleksu sportowego w centrum Szczecina.
Praca polegała będzie na utrzymaniu w czystości obiektu.
Oferujemy:
- Zatrudnienie w ramach umowy o pracę na pełen etat,
- pracę 5 dni w tygodniu (wg harmonogramu od poniedziałku do niedzieli)
- niezbędne narzędzia pracy
Wymagane:
- sprawność fizyczna umożliwiająca wykonywanie obowiązków,
- systematyczność, dokładność,
- orzeczenie o niepełnosprawności,
- predyspozycje do pracy w nocy.
Zainteresowanych proszę o przesłanie danych kontaktowych z informacją o stopniu niepełnosprawności lub dołączenie Cv…”
I właśnie: wymaganiem jest „sprawność fizyczna umożliwiająca spełnianie obowiązków” a jak to opisałem powyżej – owa sprawność przy takiej pracy najczęściej musi być PONADPRZECIĘTNA, czyli wyższa niż normalnie. Żeby wysprzątać taki obiekt sportowy (olimpijski kompleks pływacki, hala widowiskowo-sportowa?) – to trzeba okropnie „zapierniczać” niemalże „w biegu” i to przez całą noc, czyli w godzinach gdy obiekt jest wyłączony z użytkowania; do tego potrzeba OSIŁKÓW A NIE NIEPEŁNOSPRAWNYCH! A przede wszystkim – ludzi który już zostali poddani „doświadczeniu” Tuskowego liberalizmu, odczuli brak pracy, poznali głód i nędzę i są zdesperowani, by brać każdą, nawet dla nich zbyt ciężką pracę – byle jakoś przetrwać, zarobić uczciwie na swój chleb z margaryną…
Ale jednocześnie niepełnosprawni – dużo taniej się naszemu przaśnemu kapitaliście kalkulują…
Więc jak to połączyć?
Nie chcę nic sugerować w tym konkretnym przypadku, ale ogólnie – pomysł się nasuwa jeden: by „niepełnosprawni” byli jak najbardziej pełnosprawni a tylko posiadali zaświadczenia o jakimś stopniu niepełnosprawności, najlepiej tego typu przy którym nie jest to zewnętrznie widoczne. Jest tajemnicą poliszynela, że mieliśmy już w naszym kraju „afery” z różnymi „dożywotnimi rencistami” zdrowymi jak przysłowiowe byki, żyjącymi sobie spokojnie na koszt społeczeństwa na podstawie „nie do końca rzetelnych” orzeczeń lekarskich, więc sprawa być może powinna być interesująca dla CBŚ, a może dla CBA, a może i tej i tamtej służby jednocześnie.
Jedno dla mnie nie ulega wątpliwości:
W proponowaniu prac szczególnie ciężkich osobom „posiadającym orzeczenie o niepełnosprawności” jest jednak coś dziwnego i na to jedynie chciałem zwrócić uwagę.
Osoby niepełnosprawne powinny w miarę posiadanych możliwości móc pracować, nawet nie tylko zarabiać, posiadać pewną niezależność finansową wobec choćby własnej rodziny, ale właśnie pracować, robić coś, najlepiej jak najbardziej zbliżonego do tego o czym myślały „przed”.
Najczęściej jakaś forma pracy (zarobku i „spełniania się” była technicznie czy fizycznie możliwa, ale sprawa trafiała na opór, niechęć, wygodnictwo tych od których zatrudnienie zależało a także i barierę finansową w sprawie „stworzenia warunków”. Skutkowało to wszystko bardzo niewielkim procentem pracujących osób niepełnosprawnych.
Państwo jakie było – to było, ale potrafiło stworzyć przepisy prawne znacznie zbliżające niepełnosprawnych do uzyskania pracy, głównie poprzez system pomocy finansowej pracodawcom w stworzeniu i zorganizowaniu stanowisk pracy dla osób niepełnosprawnych oraz znoszenia barier fizycznych, np. komunikacyjnych. Metoda była radykalna i dość charakterystyczna dla minionego systemu, ale za to – skuteczna. Powstały przepisy w formie Ustawy o PFRON, wprowadzające do facto mechanizm skutecznego nakłaniania pracodawców do zatrudnienie niepełnosprawnych; większe firmy otrzymały obowiązek płacenia składki „haraczu” na rzecz PFRON a wysokość tego obowiązkowego świadczenia mogło pomniejszyć (aż do zera) zatrudnianie osób niepełnosprawnych w liczbie wyznaczonej przepisami, proporcjonalnej do liczby wszystkich zatrudnionych. Np. firma zatrudniająca 50 osób powinna w myśl tejże ustawy zatrudnić 6 osób niepełnosprawnych, zatrudnienie każdej z nich zmniejszało haracz należny PFRON o jedną szóstą. Przy takim „janosikowym” zatrudnianie osób niepełnosprawnych zaczęło się liczyć w finansach przedsiębiorstwa tym bardziej, że oprócz zmniejszania składki w grę wchodziło wiele innych form dofinansowania pracodawcy w postaci dopłat ”celowych” na przystosowanie i wyposażenie niestandardowego stanowiska pracy dla osoby niepełnosprawnej, na zniesienie barier komunikacyjnych a nawet na zaangażowanie asystenta stałego dla takiej osoby, na czas jej pracy zawodowej.
Powstały dzięki temu firmy specjalizujące się w zatrudnianiu głównie właśnie osób niepełnosprawnych i tu… zaczęło się ujawniać pewne zagrożenie. Polski przaśny kapitalista – nuworysz przemyślną bestią jest, więc szybko zaczął „kombinować”: z jednej strony jest oszczędność w kosztach firmy przy wykorzystaniu wszystkich propozycji przewidzianych w ustawie, ale bardzo z drugiej strony ogranicza to możliwości wykonawcze firmy. Cóż więc zrobić, by wykorzystać wszelkie możliwości obniżenia kosztów poprzez zwolnienie ze składki na PFRON i przeróżne dofinansowania, ale jednocześnie mieć krzepkich ludzi do pracy…?
Już kiedyś zwracałem uwagę w którymś ze swoich felietonów, że aktywność takich firm koncentruje się dziwnym trafem wokół rodzajów prac które wymagają właśnie ponadprzeciętnej pełnosprawności. Na przykład – sprzątanie: osobami sprzątającymi są przeważnie panie, praca jest tu bardzo obciążająca zarówno przez samą swoją specyfikę fizyczną (różne pozycje ciała, schylanie się, na kolanach, noszenie wiader z wodą, praca na wysokości w niewygodnej pozycji (mycie okien), itp. Do pracy posługują się najczęściej różnej wysokości drabinami rozkładanymi – więc istnieje tu wymóg szczególnego poczucia równowagi. Poza tym – odkurzacz, mop, szczota do szorowania…
Polski kapitalista by szybciej zarobić na tego swojego nowego mercedesa ogranicza koszty jak może maksymalnie, więc zmniejsza też liczebność pracowników co powoduje coraz większe obciążanie każdego z nich pracą fizyczną (coraz większe „rejony” do sprzątnięcia). Bardzo często jest to praca w nocy, kończąca się o 5 czy 6 rano. Taka brygada sprzątająca np. zaplecze hotelowe (kuchnie, magazyny, baseny, sauny, stołówki, restauracje, sale klubowe itp. – musi robić to niejako „w biegu” by zdążyć przez wyznaczony (wyśrubowany) czas (w którym goście hotelowi smacznie śpią) wykonać swoje zadania, i tak codziennie… codziennie… od takiej pracy nawet osoby silne i w pełni sprawne bolą mięśnie, kręgosłup, „wariuje” zegar biologiczny…
Czy to jest praca dla osób niepełnosprawnych?
Okazuje się, że tak… przynajmniej w mniemaniu niektórych pracodawców.
Znalazłem dziś akurat następujące ogłoszenie:
„(…)Wymiar zatrudnienia: Pełny etat
Forma zatrudnienia: Umowa o pracę
Pilnie zatrudnimy Panie / Panów do prac porządkowych na terenie kompleksu sportowego w centrum Szczecina.
Praca polegała będzie na utrzymaniu w czystości obiektu.
Oferujemy:
- Zatrudnienie w ramach umowy o pracę na pełen etat,
- pracę 5 dni w tygodniu (wg harmonogramu od poniedziałku do niedzieli)
- niezbędne narzędzia pracy
Wymagane:
- sprawność fizyczna umożliwiająca wykonywanie obowiązków,
- systematyczność, dokładność,
- orzeczenie o niepełnosprawności,
- predyspozycje do pracy w nocy.
Zainteresowanych proszę o przesłanie danych kontaktowych z informacją o stopniu niepełnosprawności lub dołączenie Cv…”
I właśnie: wymaganiem jest „sprawność fizyczna umożliwiająca spełnianie obowiązków” a jak to opisałem powyżej – owa sprawność przy takiej pracy najczęściej musi być PONADPRZECIĘTNA, czyli wyższa niż normalnie. Żeby wysprzątać taki obiekt sportowy (olimpijski kompleks pływacki, hala widowiskowo-sportowa?) – to trzeba okropnie „zapierniczać” niemalże „w biegu” i to przez całą noc, czyli w godzinach gdy obiekt jest wyłączony z użytkowania; do tego potrzeba OSIŁKÓW A NIE NIEPEŁNOSPRAWNYCH! A przede wszystkim – ludzi który już zostali poddani „doświadczeniu” Tuskowego liberalizmu, odczuli brak pracy, poznali głód i nędzę i są zdesperowani, by brać każdą, nawet dla nich zbyt ciężką pracę – byle jakoś przetrwać, zarobić uczciwie na swój chleb z margaryną…
Ale jednocześnie niepełnosprawni – dużo taniej się naszemu przaśnemu kapitaliście kalkulują…
Więc jak to połączyć?
Nie chcę nic sugerować w tym konkretnym przypadku, ale ogólnie – pomysł się nasuwa jeden: by „niepełnosprawni” byli jak najbardziej pełnosprawni a tylko posiadali zaświadczenia o jakimś stopniu niepełnosprawności, najlepiej tego typu przy którym nie jest to zewnętrznie widoczne. Jest tajemnicą poliszynela, że mieliśmy już w naszym kraju „afery” z różnymi „dożywotnimi rencistami” zdrowymi jak przysłowiowe byki, żyjącymi sobie spokojnie na koszt społeczeństwa na podstawie „nie do końca rzetelnych” orzeczeń lekarskich, więc sprawa być może powinna być interesująca dla CBŚ, a może dla CBA, a może i tej i tamtej służby jednocześnie.
Jedno dla mnie nie ulega wątpliwości:
W proponowaniu prac szczególnie ciężkich osobom „posiadającym orzeczenie o niepełnosprawności” jest jednak coś dziwnego i na to jedynie chciałem zwrócić uwagę.
Etykiety:
bezrobocie,
CBA,
CBS,
Donald Tusk,
kapitalizm,
liberalizm,
niepełnosprawność,
orzeczenie,
oszustwa,
PFRON,
polski kapitalista,
praca,
renta,
Tusk
03/03/2013
Powrót do normalności…?
Tragiczne wrażenie na osobach mających dziś ogromne problemy życiowe z
powodu wypaczenia albo zminimalizowania funkcji państwa przez obecną
władzę, robią wszelkie próby uzasadniania tego (w sensie
usprawiedliwienia lub uprawomocnienia) jak i inne głosy skrajne –
negujące potrzebę istnienia państwa w ogóle..
Trudno się dziwić: to tak jakby ktoś czekający na przyjazd lekarza do obłożnie chorego miał zamiast o potrzebie przyspieszenia interwencji lekarskich – słuchać o ich całkowitej nieopłacalności a nawet o potrzebie (zamiarach) zaprzestania wizyt lekarskich w takich przypadkach.
Trudno w takim przypadku o równowagę i optymizm a pesymizm i brak pozytywnych perspektyw zazwyczaj wzbudzają lęk i agresję. W normalnych warunkach państwo ma dużo do zrobienia i nie jest w tym możliwe do zastąpienia. Szczególnie chodzi tu o niezbędne interwencje mające na względzie interes społeczny w sytuacjach jakie mogą wyniknąć z wolnego rynku i swobody działalności gospodarczej – a są nie do zaakceptowania z punktu widzenia społecznego.
Przykładem z życia mogłoby tu być bezrobocie w grupie osób w wieku produkcyjnym mających ponad 45 czy 50 lat, ale mniej niż wiek uprawniający do zakończenia aktywności zawodowej dzięki nabyciu prawa i otrzymywaniu emerytury. Osoby takie muszą i najczęściej przecież wówczas – chcą - być zatrudnione po to, by wypracowywać sobie środki na zaspokojenie codziennych potrzeb, oraz opłacenie składek obowiązkowych od których będzie zależała w przyszłości ich emerytura.
By żyć w tym kraju trzeba zarabiać na swoje a czasem nawet nie tylko swoje utrzymanie; praca i zarabianie jako jej następstwo – jest niezbędne.
Praca jest niezbędna także i z wielu innych powodów, ale o tym napiszę oddzielnie.
Działalność gospodarcza jest prowadzona w oparciu o obowiązujące regulacje prawne jej dotyczące. Cóż jednak, gdy na skutek zasady swobody organizowania i prowadzenia działalności gospodarczej pracodawcy stwierdzą gremialnie, że wspomnianych osób nie będą zatrudniać „z zasady”. Taką sytuację właśnie obserwujemy i uczestniczymy w niej; jest ona skrajnie niekorzystna społecznie i to na bardzo wielu płaszczyznach i po to jest państwo, by w tej sytuacji skutecznie interweniować w gospodarkę i rynek pracy, modyfikując obowiązujące zasady tak, by przynajmniej minimalizować owe niekorzystne skutki. Taką interwencją jest inicjowanie organizowania zatrudnienia dotowanego, w formie np. tak zwanych „prac interwencyjnych”, licząc na to, że dotacja obejmująca około połowę podstawowych kosztów zatrudniania (płacy i składek obowiązkowych) zmieni nastawienie pracodawców i zapobiegnie w ten sposób – przynajmniej doraźnie – katastrofalnym skutkom społecznym. Interwencja państwa może też na przykład dotyczyć produkcji lub usług, które w danym, chwilowym stanie gospodarki są uważane za nieopłacalne, ale też są społecznie niezbędne i muszą być dostępne ze względu na interes społeczny.
Mamy właśnie teraz wspomnianą wyżej sytuację; ogromne bezrobocie z nieokreślonych powodów w grupie osób w wieku produkcyjnym określanych jako „50+” oraz interwencję państwa ratująca wielu z tych ludzi przed ostatecznym upadkiem, licząc na zmianę sytuacji po kilku miesiącach pracy tymczasowo dotowanej.
Tymczasem różni ludzie bez wstydu i godności oraz adepci „nauk” tego dość znanego, śmiesznego fircyka we fraczku i cylinderku, tego znanego polskiego walczącego „rojalisty” – któremu się we łbie roją różne ciekawe pomysły tyleż słuszne, co całkowicie abstrakcyjne, jeżdżącego po Polsce z „wykładami” i robiącego sobie z tego niezły pomysł na łatwe i wygodne życie – zaczynają nerwowo reagować i chwytają się manipulacji znaczeniami słów, byle wywiązać się ze swojego podłego zadania.
A ich zadanie, to właśnie ukrycie przed większością społeczeństwa ideologicznego charakteru władzy sprawowanej i tworzonej dziś przez PO, tak jak i oczywiście – w przypadku każdej innej władzy. Chcieliby także jakoś zneutralizować rosnącą powoli, odbudowującą się świadomość ludzką dotyczącą tego, że wszystko co się w Polsce dzieje, wynika z założeń politycznych, dziś – z ideologii Platformy Obywatelskiej a nie z jakichś obiektywnych i apolitycznych „zasad nauki” i wiedzy eksperckiej.
Jeszcze do niedawna ludzie tracili miejsca pracy, biedowali, marnowali lata życia swoje i swoich dzieci, czasem staczali się w bezdomność, albo popadali w alkoholizm by nie myśleć, by się nie wstydzić, albo z kolei myśleli i wstydzili się bardziej popaść w alkoholizm niż zdechnąć na śmietniku… a wszystko to z przekonaniem, że to jest WOLNOŚĆ !, oczekiwany POWRÓT DO NORMALNOŚCI !. Że to wszystko wynika z nauki, ze sprawdzonych i zweryfikowanych w kapitalizmie zasad ekonomii, zarządzania, że tak ma być i jest to jedyna słuszna droga. No i oczywiście, że politycy powinni się od gospodarki trzymać z daleka – bo przecież „niewidzialna ręka” sama wszystko wyreguluje…
Nawet prosta do uzyskania informacja, że dziwnie – ani Niemcy, ani Francja a już szczególnie Wielka Brytania tą drogą jakoś nie idzie a ma się całkiem dobrze – nie wzbudzała niczyich zastrzeżeń.
To jednak nie jest jak się okazuje żaden sygnał ostrzegawczy dla ćwoka czy prostaczka z czarnym podniebieniem, poklepanego protekcjonalnie przez sąsiadkę po plecach i dumnie idącego tam, gdzie mu „mądrzejsi” powiedzieli, że należy iść, by być przez nich uznanym za „Prawdziwego Europejczyka”.
Niestety, zmiany minionych dwudziestu lat to nie był powrót do normalności a odejście od niej, tylko odejście w nieco innym kierunku niż za czasów wdrażania ideologii Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Pod tym względem PO niczym się nie różni od PZPR, tak jak zresztą i od innych; jak każda partia ma program, który deklarowała zrealizować, zabiegając o głosy poparcia. Program ten nie jest tym, czego Polscy oczekiwali po zmianach wynikłych z Sierpnia.
W działaniach socjotechnicznych jako czynnik oddziaływania wykorzystuje się i to, że media a zwłaszcza prasa opanowana jest teraz przez „nowy narybek” tak zwanych „dziennikarzy”, którzy starają się coś pisać pomimo rozlicznych „dys…”, zasadniczych braków wiedzy i niechęci do jej uzupełniania, ale najczęściej pozostają przy plotach, maglu, wodolejstwie pseudonaukowym „zrzynanym” z Internetu oraz niedokładnym cytowaniu rzeczników prasowych.
Drugi czynnik – to korzystanie z faktu odmienności języka kolokwialnego oraz języka oficjalnego, dotychczas uznawanego za dziennikarski. Jeszcze całkiem niedawno było tak, że język dziennikarski był najbardziej precyzyjną formą wypowiedzi, oczywiście jeśli taki był zamiar autorów. Język prasy, radia i telewizji był normą poprawności. Coś co zostało napisane – musiało być jednoznaczne i precyzyjne przynajmniej o tyle, że nie zawierało kolokwialnych, potocznych twierdzeń, uproszczeń, skrótów myślowych – czytelnych dla „ulicy” ale niedopuszczalnych w wypowiedziach oficjalnych, rejestrowanych i archiwizowanych. Niestety czasy te w ramach „ulepszania” Polski już dawno odeszły do historii i język prasowy, dziennikarski staje się jeszcze mniej zrozumiały, rzetelny i precyzyjny, niż potoczny język „ulicy”. Oliwy do tego ognia dolewa jeszcze powszechne pozbywanie się korektorów w wydawnictwach prasowych – jako „zbędnego kosztu”.
Na przykład słyszy się na ulicy, że „chleb podnieśli” albo że „od dziś benzyna poszła w górę” i wszyscy rozumieją iż chodzi o podwyższenie CENY chleba lub benzyny; nikt normalny nie będzie raczej zadzierał głowy do góry by ujrzeć tę „idącą do góry” benzynę, czy fruwający gdzieś tam na większej niż normalnie wysokości – chleb…
Właśnie takie różnice wykorzystują różne szuje do mieszania ludziom w głowach.
Dlaczego?
Coraz większym problemem dla władzy jest narastająca fala bezrobocia i jej skutki, przy tym narastająca fala świadomości, niezadowolenia, zniecierpliwienia. Obawiam się, że ludzie jeszcze do końca nie zrozumieli, że jest tak na skutek realizacji konkretnej ideologii, na którą oni w akcie wyborczym podobno, mniej lub bardziej świadomie dali zgodę. Problem dla władzy wynika stąd, że jedyna droga zwalczenia tak na prawdę a nie „medialnie” bezrobocia i innych poważnych problemów – wiedzie przez zakwestionowanie założeń politycznych, partyjnych tego wszystkiego. By się uporać z problemami – PO musiałaby przestać być PO, a wtedy straciłaby głosy (47 – 50% poparcia) tych, co poważnie kiedyś wzięli zaproszenie do bogacenia się za wszelką cenę i obietnicę „parasola ochronnego władzy” za wszelką cenę – nad biznesem.
Wracając do przykładu bezrobocia: oczywiście, że stwierdzenie „brak pracy” jest kolokwialne i należy do „języka ulicy”; jest po prostu wielkim skrótem i uproszczeniem myślowym – tak jak wspomniane podwyższenie benzyny czy podnoszenie chleba.
Jeśli przyjąć terminologię stosowną dla pojęcia rynku w odniesieniu do pracy (co generalnie uważam za bezprzedmiotowe bo w tym kraju rynek pracy sensu stricte nie funkcjonuje), to należy mówić tu o popycie na pracę jako „towarze rynkowym” oraz o „podaży pracy”. Popyt na pracę ludzką to zapotrzebowanie przedsiębiorstw jako pracodawców na pracę najemną, związaną np. z prowadzoną produkcją, albo z jej rozszerzeniem ilościowym lub asortymentowym. Popyt na pracę wyraża się ilością wolnych miejsc pracy oraz ilością ofert zatrudnienia pracownika. Stwierdzam tak, bo sama ilość wolnych miejsc pracy, bez woli zatrudnienia na nich nowych pracowników – nie jest „popytem na pracę”, jak też i ilość ofert zatrudnienia ale bez istniejących stosownie do nich, nowych i wolnych miejsc pracy – także nie jest popytem na pracę ludzką. Popyt na pracę istnieje tylko wówczas, gdy istnieją wolne miejsca pracy oraz jednocześnie pracodawcy zgłaszają chęć zatrudnienia na tych miejscach pracy nowych pracowników (oprócz tych dotychczas zatrudnionych). Nie jest popytem na pracę zwolnienie tysiąca zatrudnionych i przyjęcie na ich miejsce tysiąca innych, nowych pracowników, pomimo że związane by to było z tysiącem ofert i tysiącem praktycznie „wolnych” wówczas miejsc pracy.
Podaż pracy – to ludzie zdolni i gotowi do podjęcia się wykonywania zadań potrzebnych pracodawcy, określonych przez niego w ofercie zatrudnienia a potem w umowie o pracę.
W konwencji rynkowej, praca rozumiana jako wykonywanie dla kogoś potrzebnych mu czynności – jest towarem, tak jak węgiel, woda lub kruche ciasteczka posypane cukrem. Pracownik zapewnia podaż pracy i sprzedaje ją a pracodawca zapewnia popyt na pracę i kupuje ją – w formie zatrudniania pracowników.
Niektórzy ludzie udają jednak, że tego nie rozumieją i celowo zastępują pojęcie tak rozumianej pracy – pojęciem „pracy” w sensie fizycznym, bez uwzględnienia jej rynkowego charakteru.
Ktoś taki nagle gotów dojść publicznie do wniosku, że żadnego bezrobocia nie ma. Jest praca, czeka na każdym kroku. Jest wszędzie tyle do zrobienia. Powie na przykład: … A jak to jest w ogóle możliwe że ktoś nie ma pracy? Przecież to właściwie jest niewyobrażalne! Co to właściwie znaczy że ktoś nie ma pracy? Dookoła tyle rzeczy do zrobienia a ludzie nie mają pracy? Przecież to jakiś absurd! Paranoja!
Przecież wszędzie jest praca; O!: na przykład chodnik na mojej ulicy jest cały do wymiany bo płytki popękały… Tylko się nierobom nie chce pracować, bo czekają aż im „państwo” da zasiłek.
Faktycznie: paranoja.
Wszędzie jest do wykonania jakaś „praca” w znaczeniu fizycznym tego określenia, jest to „praca nie do przerobienia”, ale żeby to była praca w znaczeniu rynkowym, rynku pracy – to musi być ktoś kto ją „zapotrzebuje” za konkretną zapłatę, czyli ktoś kto zechcę wykonanie jej kupić. Zakładam przy tym, że ktoś kto ją zechce wykonać, czyli sprzedać własną pracę – zawsze się znajdzie, bo tym się charakteryzuje rynek pracy; zawsze popyt na pracę jest mniejszy niż jej podaż, czyli inaczej mówiąc – zawsze jest mniej ofert zatrudnienia (i zapłacenia) niż chętnych do podjęcia pracy. W normalnej sytuacji dobrze zarządzanej i dobrze funkcjonującej gospodarki – liczba niezatrudnionych stanowi 1 – 2% osób w wieku produkcyjnym (tzw. naturalna stopa bezrobocia) a obecnie mamy w tym kraju takich osób zarejestrowanych ponad dwa miliony sto tysięcy, co stanowi ponad 14% liczby osób w wieku produkcyjnym (tzw. klęska bezrobocia). W ten sposób propaguje się mylny wniosek: wszystko jest dobrze, praca jest, tylko się ludziom robić nie chce… Wszelkie próby zorganizowania społeczeństwa są przedstawiane jako szkodliwe, bo przecież w sposób naturalny dąży ono do powrotu do jaskiń. Zaczyna się tu zrzucanie winy za wszystko co złe – na państwo, nie na konkretną władzę realizującą swoje konkretne programy polityczne. Winne wszystkiemu jest to, że państwo w ogóle istnieje. Przy tym fakt, że istnieją setki innych państw i niektóre – doskonale a inne – całkiem dobrze się mają – nic nie znaczy…
Tu zresztą także mamy niejednoznaczność: państwo jako takie nie jest złe co wcale nie znaczy, że ono zawsze dobrze funkcjonuje, że jest dobrze zarządzane. Tak jak np. biskup–pedofil nie świadczy źle o Bogu, tak i błędna ideologia władzy psująca funkcjonowanie państwa – nie świadczy przeciwko państwu a wyłącznie przeciwko tej władzy.
Czasem wydaje się, że ludzie owładnięci jakąś ideą, ideą cudzą – bo przecież najczęściej nie oni są jej odkrywcami, przyczyniają się do postępu, bo wspierają badania teoretyczne pozwalające poznać lepiej prawa rządzące społeczeństwami i gospodarką. Tak jak naukowe dociekania są dobre, to próba wdrożenia ich, jakiejś teorii – w życie zazwyczaj kończy się tak jak próba wdrożenia prac naukowych Karola Marksa. Tego typu podjudzanie, propagowanie może i pozornie efektownych, ale praktycznie niemożliwych do przyjęcia eksperymentów robi wiele szkody , bo zagłusza tematy ważne, dramatycznie pilne i decydujące o losie wielu ludzi.
Tak zwane „życie” czyli realna, otaczająca nas rzeczywistość wymyka się wszelkim teoriom, które są co prawda niezbędne i świadczą o dążeniu człowieka do pełnej świadomości i niezależności, ale nie są w stanie odtworzyć warunków realnego świata. Państwo działające i imieniu interesu społecznego jest zwolnione z ograniczeń narzucanych przez wszelkie teorie czy modele naukowe dotyczące ekonomii, nie jest ograniczone ani opłacalnością ekonomiczną, ani zasadami samoregulacji. Opiera się raczej na pojęciach nieekonomicznych, takich jak godność, szacunek, solidarność, sprawiedliwość. Dzięki temu – dziś nie musimy przyznać po prostu, że ludzie w wieku 50+ wypchnięci poza „rynek pracy” – są przez państwo skazani na śmierć, co należałoby przyznać – kierując się jedynie prawami ekonomii realnie funkcjonującej.
Niezłym przykładem interwencji państwa jest ustawa o PFRON, stawiająca interes społeczny dotyczący zatrudniania osób niepełnosprawnych (aby zdobywali sami środki do życia oraz korzystali z innych funkcji pracy) – ponad zasadami prostej czy chciałoby się powiedzieć – prostackiej – opłacalności, stwarzająca platformę zrównania szans ponad pojęciami dobroczynności czy po prostu jałmużny, bez tego osoby poszkodowane przez los byłyby jeszcze bardziej poszkodowane. Są jednak ludzie, którym jest zbyt łatwo powiedzieć komuś: jesteś „nieopłacalny”, dlatego musisz umrzeć; to rodzaj zboczenia psychicznego, psychopatii – gdy dotyczy realnego życia.
Państwo to forma organizacji stojąca ponad takimi ograniczającymi własnościami jak opłacalność i jest dlatego społecznie niezbędne, stwarza ono środowisko, w którym funkcjonują przedsiębiorcy i wszyscy inni, zapobiegając skrajnym „ekscesom” i konfliktom, godząc konflikty w obszarze wolności – wolność prowadzenia działalności gospodarczej z wolnością np. człowieka w wieku 50+ albo niepełnosprawnego objawiającą się jego prawem do życia POMIMO że przedsiębiorcy skazali go na śmierć – wykluczając z rynku pracy. Zdobywając środki operacyjne np. poprzez prawo fiskalne, państwo może spowodować, że respektowane będzie także jego prawo do wolności – wyrażające się prawem do zdobycia poprzez pracę środków potrzebnych do utrzymania. Dzięki interwencji państwa dostępne są np. leki, których by nie było w dyspozycji – gdyby kierowano się przy tym wyłącznie zasadami ekonomii jako nauki, że przeprowadzane są operacje i inne działania lecznicze pomimo ich ogromnego kosztu i materialnej „nieopłacalności” z punktu widzenia medycyny jako biznesu, gdy stanowią „jedynie” wydatek. Wydatek jednak niewielki w porównaniu z wartością życia ludzkiego i jego prawa do wolności.
Skandalicznym wypaczeniem jest państwo zarządzane czy wręcz organizowane przez przedsiębiorców, przez „biznesmenów” niejako pod ich potrzeby, czyniące z biznesu rodzaj współczesnego bałwana, któremu się wszystko podporządkowuje, także życie i śmierć zwykłych, prostych ludzi uzależnionych od pracy najemnej. To ogromne barbarzyństwo pochłaniające wiele ofiar. Niestety elementy tego właśnie obserwujemy poprzez „sztuczną mgłę” propagandowego zaciemnienia.
Trudno się dziwić: to tak jakby ktoś czekający na przyjazd lekarza do obłożnie chorego miał zamiast o potrzebie przyspieszenia interwencji lekarskich – słuchać o ich całkowitej nieopłacalności a nawet o potrzebie (zamiarach) zaprzestania wizyt lekarskich w takich przypadkach.
Trudno w takim przypadku o równowagę i optymizm a pesymizm i brak pozytywnych perspektyw zazwyczaj wzbudzają lęk i agresję. W normalnych warunkach państwo ma dużo do zrobienia i nie jest w tym możliwe do zastąpienia. Szczególnie chodzi tu o niezbędne interwencje mające na względzie interes społeczny w sytuacjach jakie mogą wyniknąć z wolnego rynku i swobody działalności gospodarczej – a są nie do zaakceptowania z punktu widzenia społecznego.
Przykładem z życia mogłoby tu być bezrobocie w grupie osób w wieku produkcyjnym mających ponad 45 czy 50 lat, ale mniej niż wiek uprawniający do zakończenia aktywności zawodowej dzięki nabyciu prawa i otrzymywaniu emerytury. Osoby takie muszą i najczęściej przecież wówczas – chcą - być zatrudnione po to, by wypracowywać sobie środki na zaspokojenie codziennych potrzeb, oraz opłacenie składek obowiązkowych od których będzie zależała w przyszłości ich emerytura.
By żyć w tym kraju trzeba zarabiać na swoje a czasem nawet nie tylko swoje utrzymanie; praca i zarabianie jako jej następstwo – jest niezbędne.
Praca jest niezbędna także i z wielu innych powodów, ale o tym napiszę oddzielnie.
Działalność gospodarcza jest prowadzona w oparciu o obowiązujące regulacje prawne jej dotyczące. Cóż jednak, gdy na skutek zasady swobody organizowania i prowadzenia działalności gospodarczej pracodawcy stwierdzą gremialnie, że wspomnianych osób nie będą zatrudniać „z zasady”. Taką sytuację właśnie obserwujemy i uczestniczymy w niej; jest ona skrajnie niekorzystna społecznie i to na bardzo wielu płaszczyznach i po to jest państwo, by w tej sytuacji skutecznie interweniować w gospodarkę i rynek pracy, modyfikując obowiązujące zasady tak, by przynajmniej minimalizować owe niekorzystne skutki. Taką interwencją jest inicjowanie organizowania zatrudnienia dotowanego, w formie np. tak zwanych „prac interwencyjnych”, licząc na to, że dotacja obejmująca około połowę podstawowych kosztów zatrudniania (płacy i składek obowiązkowych) zmieni nastawienie pracodawców i zapobiegnie w ten sposób – przynajmniej doraźnie – katastrofalnym skutkom społecznym. Interwencja państwa może też na przykład dotyczyć produkcji lub usług, które w danym, chwilowym stanie gospodarki są uważane za nieopłacalne, ale też są społecznie niezbędne i muszą być dostępne ze względu na interes społeczny.
Mamy właśnie teraz wspomnianą wyżej sytuację; ogromne bezrobocie z nieokreślonych powodów w grupie osób w wieku produkcyjnym określanych jako „50+” oraz interwencję państwa ratująca wielu z tych ludzi przed ostatecznym upadkiem, licząc na zmianę sytuacji po kilku miesiącach pracy tymczasowo dotowanej.
Tymczasem różni ludzie bez wstydu i godności oraz adepci „nauk” tego dość znanego, śmiesznego fircyka we fraczku i cylinderku, tego znanego polskiego walczącego „rojalisty” – któremu się we łbie roją różne ciekawe pomysły tyleż słuszne, co całkowicie abstrakcyjne, jeżdżącego po Polsce z „wykładami” i robiącego sobie z tego niezły pomysł na łatwe i wygodne życie – zaczynają nerwowo reagować i chwytają się manipulacji znaczeniami słów, byle wywiązać się ze swojego podłego zadania.
A ich zadanie, to właśnie ukrycie przed większością społeczeństwa ideologicznego charakteru władzy sprawowanej i tworzonej dziś przez PO, tak jak i oczywiście – w przypadku każdej innej władzy. Chcieliby także jakoś zneutralizować rosnącą powoli, odbudowującą się świadomość ludzką dotyczącą tego, że wszystko co się w Polsce dzieje, wynika z założeń politycznych, dziś – z ideologii Platformy Obywatelskiej a nie z jakichś obiektywnych i apolitycznych „zasad nauki” i wiedzy eksperckiej.
Jeszcze do niedawna ludzie tracili miejsca pracy, biedowali, marnowali lata życia swoje i swoich dzieci, czasem staczali się w bezdomność, albo popadali w alkoholizm by nie myśleć, by się nie wstydzić, albo z kolei myśleli i wstydzili się bardziej popaść w alkoholizm niż zdechnąć na śmietniku… a wszystko to z przekonaniem, że to jest WOLNOŚĆ !, oczekiwany POWRÓT DO NORMALNOŚCI !. Że to wszystko wynika z nauki, ze sprawdzonych i zweryfikowanych w kapitalizmie zasad ekonomii, zarządzania, że tak ma być i jest to jedyna słuszna droga. No i oczywiście, że politycy powinni się od gospodarki trzymać z daleka – bo przecież „niewidzialna ręka” sama wszystko wyreguluje…
Nawet prosta do uzyskania informacja, że dziwnie – ani Niemcy, ani Francja a już szczególnie Wielka Brytania tą drogą jakoś nie idzie a ma się całkiem dobrze – nie wzbudzała niczyich zastrzeżeń.
To jednak nie jest jak się okazuje żaden sygnał ostrzegawczy dla ćwoka czy prostaczka z czarnym podniebieniem, poklepanego protekcjonalnie przez sąsiadkę po plecach i dumnie idącego tam, gdzie mu „mądrzejsi” powiedzieli, że należy iść, by być przez nich uznanym za „Prawdziwego Europejczyka”.
Niestety, zmiany minionych dwudziestu lat to nie był powrót do normalności a odejście od niej, tylko odejście w nieco innym kierunku niż za czasów wdrażania ideologii Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Pod tym względem PO niczym się nie różni od PZPR, tak jak zresztą i od innych; jak każda partia ma program, który deklarowała zrealizować, zabiegając o głosy poparcia. Program ten nie jest tym, czego Polscy oczekiwali po zmianach wynikłych z Sierpnia.
W działaniach socjotechnicznych jako czynnik oddziaływania wykorzystuje się i to, że media a zwłaszcza prasa opanowana jest teraz przez „nowy narybek” tak zwanych „dziennikarzy”, którzy starają się coś pisać pomimo rozlicznych „dys…”, zasadniczych braków wiedzy i niechęci do jej uzupełniania, ale najczęściej pozostają przy plotach, maglu, wodolejstwie pseudonaukowym „zrzynanym” z Internetu oraz niedokładnym cytowaniu rzeczników prasowych.
Drugi czynnik – to korzystanie z faktu odmienności języka kolokwialnego oraz języka oficjalnego, dotychczas uznawanego za dziennikarski. Jeszcze całkiem niedawno było tak, że język dziennikarski był najbardziej precyzyjną formą wypowiedzi, oczywiście jeśli taki był zamiar autorów. Język prasy, radia i telewizji był normą poprawności. Coś co zostało napisane – musiało być jednoznaczne i precyzyjne przynajmniej o tyle, że nie zawierało kolokwialnych, potocznych twierdzeń, uproszczeń, skrótów myślowych – czytelnych dla „ulicy” ale niedopuszczalnych w wypowiedziach oficjalnych, rejestrowanych i archiwizowanych. Niestety czasy te w ramach „ulepszania” Polski już dawno odeszły do historii i język prasowy, dziennikarski staje się jeszcze mniej zrozumiały, rzetelny i precyzyjny, niż potoczny język „ulicy”. Oliwy do tego ognia dolewa jeszcze powszechne pozbywanie się korektorów w wydawnictwach prasowych – jako „zbędnego kosztu”.
Na przykład słyszy się na ulicy, że „chleb podnieśli” albo że „od dziś benzyna poszła w górę” i wszyscy rozumieją iż chodzi o podwyższenie CENY chleba lub benzyny; nikt normalny nie będzie raczej zadzierał głowy do góry by ujrzeć tę „idącą do góry” benzynę, czy fruwający gdzieś tam na większej niż normalnie wysokości – chleb…
Właśnie takie różnice wykorzystują różne szuje do mieszania ludziom w głowach.
Dlaczego?
Coraz większym problemem dla władzy jest narastająca fala bezrobocia i jej skutki, przy tym narastająca fala świadomości, niezadowolenia, zniecierpliwienia. Obawiam się, że ludzie jeszcze do końca nie zrozumieli, że jest tak na skutek realizacji konkretnej ideologii, na którą oni w akcie wyborczym podobno, mniej lub bardziej świadomie dali zgodę. Problem dla władzy wynika stąd, że jedyna droga zwalczenia tak na prawdę a nie „medialnie” bezrobocia i innych poważnych problemów – wiedzie przez zakwestionowanie założeń politycznych, partyjnych tego wszystkiego. By się uporać z problemami – PO musiałaby przestać być PO, a wtedy straciłaby głosy (47 – 50% poparcia) tych, co poważnie kiedyś wzięli zaproszenie do bogacenia się za wszelką cenę i obietnicę „parasola ochronnego władzy” za wszelką cenę – nad biznesem.
Wracając do przykładu bezrobocia: oczywiście, że stwierdzenie „brak pracy” jest kolokwialne i należy do „języka ulicy”; jest po prostu wielkim skrótem i uproszczeniem myślowym – tak jak wspomniane podwyższenie benzyny czy podnoszenie chleba.
Jeśli przyjąć terminologię stosowną dla pojęcia rynku w odniesieniu do pracy (co generalnie uważam za bezprzedmiotowe bo w tym kraju rynek pracy sensu stricte nie funkcjonuje), to należy mówić tu o popycie na pracę jako „towarze rynkowym” oraz o „podaży pracy”. Popyt na pracę ludzką to zapotrzebowanie przedsiębiorstw jako pracodawców na pracę najemną, związaną np. z prowadzoną produkcją, albo z jej rozszerzeniem ilościowym lub asortymentowym. Popyt na pracę wyraża się ilością wolnych miejsc pracy oraz ilością ofert zatrudnienia pracownika. Stwierdzam tak, bo sama ilość wolnych miejsc pracy, bez woli zatrudnienia na nich nowych pracowników – nie jest „popytem na pracę”, jak też i ilość ofert zatrudnienia ale bez istniejących stosownie do nich, nowych i wolnych miejsc pracy – także nie jest popytem na pracę ludzką. Popyt na pracę istnieje tylko wówczas, gdy istnieją wolne miejsca pracy oraz jednocześnie pracodawcy zgłaszają chęć zatrudnienia na tych miejscach pracy nowych pracowników (oprócz tych dotychczas zatrudnionych). Nie jest popytem na pracę zwolnienie tysiąca zatrudnionych i przyjęcie na ich miejsce tysiąca innych, nowych pracowników, pomimo że związane by to było z tysiącem ofert i tysiącem praktycznie „wolnych” wówczas miejsc pracy.
Podaż pracy – to ludzie zdolni i gotowi do podjęcia się wykonywania zadań potrzebnych pracodawcy, określonych przez niego w ofercie zatrudnienia a potem w umowie o pracę.
W konwencji rynkowej, praca rozumiana jako wykonywanie dla kogoś potrzebnych mu czynności – jest towarem, tak jak węgiel, woda lub kruche ciasteczka posypane cukrem. Pracownik zapewnia podaż pracy i sprzedaje ją a pracodawca zapewnia popyt na pracę i kupuje ją – w formie zatrudniania pracowników.
Niektórzy ludzie udają jednak, że tego nie rozumieją i celowo zastępują pojęcie tak rozumianej pracy – pojęciem „pracy” w sensie fizycznym, bez uwzględnienia jej rynkowego charakteru.
Ktoś taki nagle gotów dojść publicznie do wniosku, że żadnego bezrobocia nie ma. Jest praca, czeka na każdym kroku. Jest wszędzie tyle do zrobienia. Powie na przykład: … A jak to jest w ogóle możliwe że ktoś nie ma pracy? Przecież to właściwie jest niewyobrażalne! Co to właściwie znaczy że ktoś nie ma pracy? Dookoła tyle rzeczy do zrobienia a ludzie nie mają pracy? Przecież to jakiś absurd! Paranoja!
Przecież wszędzie jest praca; O!: na przykład chodnik na mojej ulicy jest cały do wymiany bo płytki popękały… Tylko się nierobom nie chce pracować, bo czekają aż im „państwo” da zasiłek.
Faktycznie: paranoja.
Wszędzie jest do wykonania jakaś „praca” w znaczeniu fizycznym tego określenia, jest to „praca nie do przerobienia”, ale żeby to była praca w znaczeniu rynkowym, rynku pracy – to musi być ktoś kto ją „zapotrzebuje” za konkretną zapłatę, czyli ktoś kto zechcę wykonanie jej kupić. Zakładam przy tym, że ktoś kto ją zechce wykonać, czyli sprzedać własną pracę – zawsze się znajdzie, bo tym się charakteryzuje rynek pracy; zawsze popyt na pracę jest mniejszy niż jej podaż, czyli inaczej mówiąc – zawsze jest mniej ofert zatrudnienia (i zapłacenia) niż chętnych do podjęcia pracy. W normalnej sytuacji dobrze zarządzanej i dobrze funkcjonującej gospodarki – liczba niezatrudnionych stanowi 1 – 2% osób w wieku produkcyjnym (tzw. naturalna stopa bezrobocia) a obecnie mamy w tym kraju takich osób zarejestrowanych ponad dwa miliony sto tysięcy, co stanowi ponad 14% liczby osób w wieku produkcyjnym (tzw. klęska bezrobocia). W ten sposób propaguje się mylny wniosek: wszystko jest dobrze, praca jest, tylko się ludziom robić nie chce… Wszelkie próby zorganizowania społeczeństwa są przedstawiane jako szkodliwe, bo przecież w sposób naturalny dąży ono do powrotu do jaskiń. Zaczyna się tu zrzucanie winy za wszystko co złe – na państwo, nie na konkretną władzę realizującą swoje konkretne programy polityczne. Winne wszystkiemu jest to, że państwo w ogóle istnieje. Przy tym fakt, że istnieją setki innych państw i niektóre – doskonale a inne – całkiem dobrze się mają – nic nie znaczy…
Tu zresztą także mamy niejednoznaczność: państwo jako takie nie jest złe co wcale nie znaczy, że ono zawsze dobrze funkcjonuje, że jest dobrze zarządzane. Tak jak np. biskup–pedofil nie świadczy źle o Bogu, tak i błędna ideologia władzy psująca funkcjonowanie państwa – nie świadczy przeciwko państwu a wyłącznie przeciwko tej władzy.
Czasem wydaje się, że ludzie owładnięci jakąś ideą, ideą cudzą – bo przecież najczęściej nie oni są jej odkrywcami, przyczyniają się do postępu, bo wspierają badania teoretyczne pozwalające poznać lepiej prawa rządzące społeczeństwami i gospodarką. Tak jak naukowe dociekania są dobre, to próba wdrożenia ich, jakiejś teorii – w życie zazwyczaj kończy się tak jak próba wdrożenia prac naukowych Karola Marksa. Tego typu podjudzanie, propagowanie może i pozornie efektownych, ale praktycznie niemożliwych do przyjęcia eksperymentów robi wiele szkody , bo zagłusza tematy ważne, dramatycznie pilne i decydujące o losie wielu ludzi.
Tak zwane „życie” czyli realna, otaczająca nas rzeczywistość wymyka się wszelkim teoriom, które są co prawda niezbędne i świadczą o dążeniu człowieka do pełnej świadomości i niezależności, ale nie są w stanie odtworzyć warunków realnego świata. Państwo działające i imieniu interesu społecznego jest zwolnione z ograniczeń narzucanych przez wszelkie teorie czy modele naukowe dotyczące ekonomii, nie jest ograniczone ani opłacalnością ekonomiczną, ani zasadami samoregulacji. Opiera się raczej na pojęciach nieekonomicznych, takich jak godność, szacunek, solidarność, sprawiedliwość. Dzięki temu – dziś nie musimy przyznać po prostu, że ludzie w wieku 50+ wypchnięci poza „rynek pracy” – są przez państwo skazani na śmierć, co należałoby przyznać – kierując się jedynie prawami ekonomii realnie funkcjonującej.
Niezłym przykładem interwencji państwa jest ustawa o PFRON, stawiająca interes społeczny dotyczący zatrudniania osób niepełnosprawnych (aby zdobywali sami środki do życia oraz korzystali z innych funkcji pracy) – ponad zasadami prostej czy chciałoby się powiedzieć – prostackiej – opłacalności, stwarzająca platformę zrównania szans ponad pojęciami dobroczynności czy po prostu jałmużny, bez tego osoby poszkodowane przez los byłyby jeszcze bardziej poszkodowane. Są jednak ludzie, którym jest zbyt łatwo powiedzieć komuś: jesteś „nieopłacalny”, dlatego musisz umrzeć; to rodzaj zboczenia psychicznego, psychopatii – gdy dotyczy realnego życia.
Państwo to forma organizacji stojąca ponad takimi ograniczającymi własnościami jak opłacalność i jest dlatego społecznie niezbędne, stwarza ono środowisko, w którym funkcjonują przedsiębiorcy i wszyscy inni, zapobiegając skrajnym „ekscesom” i konfliktom, godząc konflikty w obszarze wolności – wolność prowadzenia działalności gospodarczej z wolnością np. człowieka w wieku 50+ albo niepełnosprawnego objawiającą się jego prawem do życia POMIMO że przedsiębiorcy skazali go na śmierć – wykluczając z rynku pracy. Zdobywając środki operacyjne np. poprzez prawo fiskalne, państwo może spowodować, że respektowane będzie także jego prawo do wolności – wyrażające się prawem do zdobycia poprzez pracę środków potrzebnych do utrzymania. Dzięki interwencji państwa dostępne są np. leki, których by nie było w dyspozycji – gdyby kierowano się przy tym wyłącznie zasadami ekonomii jako nauki, że przeprowadzane są operacje i inne działania lecznicze pomimo ich ogromnego kosztu i materialnej „nieopłacalności” z punktu widzenia medycyny jako biznesu, gdy stanowią „jedynie” wydatek. Wydatek jednak niewielki w porównaniu z wartością życia ludzkiego i jego prawa do wolności.
Skandalicznym wypaczeniem jest państwo zarządzane czy wręcz organizowane przez przedsiębiorców, przez „biznesmenów” niejako pod ich potrzeby, czyniące z biznesu rodzaj współczesnego bałwana, któremu się wszystko podporządkowuje, także życie i śmierć zwykłych, prostych ludzi uzależnionych od pracy najemnej. To ogromne barbarzyństwo pochłaniające wiele ofiar. Niestety elementy tego właśnie obserwujemy poprzez „sztuczną mgłę” propagandowego zaciemnienia.
Etykiety:
Kosiniak-Kamysz,
liberalizm,
PFRON,
PIS,
PO,
praca,
prawo,
propaganda,
solidarność,
Społeczeństwo,
teorie ekonomiczne,
Tusk,
wolność,
zarobek,
życie
19/07/2012
Okraść najbiedniejszych; „janosikowe” – dla Janosika.
Mamy do czynienia z próbą „odbicia” Funduszu Pracy z rąk
„zbójeckiego” Ministra Finansów, który zasoby Funduszu w dziwny i jakby
mało prawnie wytłumaczalny sposób zawłaszczył na rzecz Ministerstwa
Finansów i Skarbu Państwa. Bo jeśli „wytłumaczalny” – to tylko
słowem-wytrychem: KRYZYS. Ale powszechnie wiadomo, że wytrychami głównie
złodzieje się posługują…
A Fundusz Pracy został przecież stworzony jako społeczny fundusz celowy, zarządzany przez Ministra Pracy przy współudziale partnerów społecznych reprezentujących też pracodawców oraz pracownicze związki zawodowe. Trzeba podkreślić że nie są to pieniądze pracodawców – jak zdaje się czasem sugerować Jeremi Mordasewicz z KPP Lewiatan, ale tym bardziej nie mają one nic wspólnego z budżetem państwa – jak to potraktował Vincent Rostowski. Stąd próba całościowej reformy Funduszu i zdefiniowania na nowo oraz precyzyjniej – czym Fundusz ma być no i… czyj ma być.
Doprawdy; – nie wiem właściwie tak do końca gdzie jest słuszność. Mam wątpliwości. A to dlatego, że zasoby FP stanowią dziś bardzo łakomy kąsek dla bardzo łakomych „biznesmenów” z tendencjami do żerowania na społecznych funduszach, traktujących bezrobocie wyłącznie jak pretekst do zarobienia na tym. Można to było przez ostatnie lata obserwować na przykładzie tzw. „szkoleń” dla bezrobotnych, mających często formę projektów finansowanych z funduszy unijnych a nastawionych wyłącznie na pozory, bez realnych skutków końcowych w postaci sensownego współczynnika skuteczności odniesionego do rzeczywistego spadku bezrobocia. Teoretycznie więc – może być rzeczywiście tak jak kiedyś już sugerowałem, że zasoby Funduszu Pracy dziś jeszcze istnieją wyłącznie dlatego, że zostały zamrożone” przez Ministra Finansów…
Z drugiej strony…
Bardzo brakuje teraz działań możliwych do finansowania ze środków Funduszu, dlatego to bardzo potrzebna inicjatywa. Rozumiem, że Ministrowi Pracy może być „niezręcznie” otwarcie i aktywnie ją poprzeć (szczególnie teraz – bo jest z PSL-u), nie ma ochoty szarpać się z finansowym bykiem, ale może mimo to wspierać te działania – mimo że nieco subtelniej. Zmiany wysokości składki na FP powinny być rozpatrywane wyłącznie merytorycznie w odniesieniu do potrzeb – coraz bardziej tragicznej sytuacji szczególnie osób bezrobotnych w wieku „50+” (przedemerytalnym) – wymagającej coraz większych nakładów a z drugiej strony przy dbaniu o stabilność czy wręcz kondycję dostarczyciela tych pieniędzy, czyli przedsiębiorców zatrudniających pracowników. W odniesieniu do potrzeb dla których Fundusz został stworzony a nie potrzeb dla których próbuje się go bezprawnie użyć.
Synonimem skutecznego rozwiązania sytuacji trudnej, w rozwiązaniu której nie można liczyć na dobrą wolę pracodawców – jest przykład ustawy o PFRON. Ponieważ sytuacja ludzi starszych w wieku przedemerytalnym, których nikt od nieraz trzech lat nie chce zatrudnić pomimo pomocy udzielanej przez urzędy pracy – staje się dramatyczna, usprawiedliwiałoby to w tym przypadku przynajmniej czasowe zastosowanie podobnego zabiegu prawno-organizacyjnego, co w sprawie zatrudniania osób niepełnosprawnych.
Sugerowałbym zwiększanie składki na FP przy nieusprawiedliwionej całkowitej odmowie zatrudniania osób starszych, wraz z proporcjonalnym jej obniżaniem – proporcjonalnie do ilości zatrudnianych osób z tej grupy. Czyli zastosowanie rozwiązania analogicznego do PFRON. Uzasadnia to – prócz względów społecznych czy wręcz humanitarnych – praktyczny brak logicznego, merytorycznego uzasadnienia dla powszechnej odmowy zatrudniania takich osób. Są tylko jakieś stereotypy, bajeczki, fobie, uprzedzenia osobiste pracodawców a na tym polityka społeczna państwa nie może się przecież oprzeć. Tak jak pisałem w jednym z poprzednich artykułów – Właściwe społecznie rozwiązania powinny się pojawiać naturalnie, samoczynnie, ale gdy tak się nie dzieje – państwo musi właściwie, subtelnie interweniować, stwarzając właściwe ramy dla wolności, gdy ona niebezpiecznie zbliża się do granicy anarchii, samowoli i zaczyna szkodzić zamiast uszczęśliwiać. Naiwne jest oczekiwanie, że pracodawcy mogą ukształtować właściwy i akceptowalny społecznie model funkcjonowania rynku pracy. Pisałem:
Zasada tu proponowana, polegająca na stosowaniu tym wyższej składki na FP im bardziej pracodawca broni się przed zatrudnianiem ludzi starszych, ma swoje uzasadnienie także w konieczności poszukiwania i odpowiednio wcześniejszego wdrożenia jakiegoś skutecznego rozwiązania biorącego pod uwagę starzenie się całego społeczeństwa, ale przede wszystkim konieczność zdobycia większych środków na pomoc materialną bezrobotnym którym się odmawia zatrudnienia, większe udostępnienie zasiłków dla bezrobotnych.
Wygląda na to, że docelowo to pracodawcy muszą utrzymywać bezrobotnych starszych pracowników pozostających bez zatrudnienia i będzie to najlepszą motywacją do wyzbywania się uprzedzeń, grymasów i fobii a raczej motywacją do poszukiwania możliwości by to oni pracowali na dochód pracodawcy – zamiast żyć na jego koszt (w postaci czerpania zasiłków z funduszu składek).
Odnoszę wrażenie, że gdyby udało się przełamać, choćby „siłą” – uprzedzenia pracodawców do pracy ludzi starszych, pracy i tak docelowo nieuniknionej – to bardzo szybko sytuacja uległaby pewnej normalizacji, ucywilizowaniu. Schemat skłaniania przedsiębiorców do poszukiwania sposobów na zatrudnienie osób niepełnosprawnych, co jest niezmiernie ważne społecznie – zawarty w pomyśle na PFRON sprawdził się dość dobrze. Jednocześnie dowiódł, że wartości materialne, koszt czy oszczędność (brak kosztu) dużo silniej przemawiają do przedsiębiorców w naszym stadium, rozwoju społecznego – niż jakiekolwiek argumenty etyczne, społeczne, religijne czy humanistyczne. Dlatego nie widzę powodów, by w sprawie bezrobotnych sposób ten nie zadziałał podobnie korzystnie.
Skoro teraz właśnie debatuje się nad zmianami, reformą czy usprawnieniem Funduszu Pracy, szczególnie nad ujednoznacznieniem jego zarządzania a z drugiej strony pracodawcy protestują przeciwko zawłaszczeniu środków FP przez ministra finansów w ten sposób, że domagają się obniżenia wymiaru składki na fundusz, gdyby miała ona być dalej traktowana jak teraz – bardziej na zasadzie podatku dla skarbu państwa a nie funduszu celowego – jest atmosfera i okazja do zasadniczych zmian.
Dlatego uważam, że należy rozpatrzeć właśnie teraz w ramach planowanej reformy proponowaną tu możliwość; ustalić zmienną wysokość składki stosowaną w zależności od stopnia zatrudniania osób bezrobotnych w wieku przedemerytalnym, których nikt dziś nie chce zatrudniać. Jednocześnie – zwiększyć dostępność zasiłków dla bezrobotnych, finansowanych właśnie ze środków pochodzących ze składek pracodawców, tak by mieli oni świadomość, że odmawiając na zasadzie jakiegoś aspołecznego wybryku – jak to się dziś dzieje – zatrudniania tych ludzi, sami będą musieli ich utrzymywać. Nie może być tak jak dziś – że ludzi tych pozostawiono samym – sobie; bez pracy, praktycznie bez skutecznej pomocy i bez zasiłku. Taktyka Premiera – udawania że „nie ma problemu” – w tym przypadku „nie przejdzie”.
Poprawa sytuacji, spadek bezrobocia przynajmniej w tej grupie – powinien dzięki temu nastąpić bardzo szybko, okazałoby się że „da się” to zrobić bez żadnych istotnych problemów. Jednocześnie nie ma obawy o nadmierną konkurencyjność tych osób w stosunku do bezrobotnych w wieku 26 – 45 lat, a to z powodu specyfiki możliwości fizycznych; katalog zajęć zawodowych mogących stanowić pracę „odpowiednią” (w rozumieniu ustawy o promocji zatrudnienia) dla ludzi w wieku po 50 roku życia a przed 67 rokiem życia – jest już dość ograniczony właśnie z powodów fizycznych (medycznych). Przy okazji – tak „narzucona” opłacalność zatrudniania osób starszych wymogłaby na pracodawcach wypracowanie wreszcie właściwych a dziś praktycznie nieistniejących zasad tzw. „zarządzania wiekiem pracownika” co by miało olbrzymie znaczenie w przyszłości „społeczeństwa starzejącego się” w sposób uznawany dziś za nieunikniony. Bo gdy istnieje dziś sztucznie wytworzona z uzasadnieniem ideologicznym ogromna nadwyżka „podaży” rak do pracy nad popytem na nie – takie zasady „zarządzania wiekiem pracownika” będą zastępowane dużo tańszym… wyrzuceniem go „na bruk” i zastąpieniem kimś młodszym. Chyba, że nastąpi zasadnicza zmiana władzy, i to taka zmiana kończąca dzisiejsze spychanie społeczeństwa gdzieś na obrzeża cywilizowanego rozwoju czy barbarzyńskiego odczłowieczenia – jak to obserwujemy obecnie w wydaniu „ideolo” Platformy Obywatelskiej. Drobny problem a nawet bym się odważył powiedzieć – „szkopuł” – tylko w tym, że przy innym „ideolo” – może być jeszcze gorzej… ale to wcale nie oznacza, że to co jest – jest dobre.
A Fundusz Pracy został przecież stworzony jako społeczny fundusz celowy, zarządzany przez Ministra Pracy przy współudziale partnerów społecznych reprezentujących też pracodawców oraz pracownicze związki zawodowe. Trzeba podkreślić że nie są to pieniądze pracodawców – jak zdaje się czasem sugerować Jeremi Mordasewicz z KPP Lewiatan, ale tym bardziej nie mają one nic wspólnego z budżetem państwa – jak to potraktował Vincent Rostowski. Stąd próba całościowej reformy Funduszu i zdefiniowania na nowo oraz precyzyjniej – czym Fundusz ma być no i… czyj ma być.
Doprawdy; – nie wiem właściwie tak do końca gdzie jest słuszność. Mam wątpliwości. A to dlatego, że zasoby FP stanowią dziś bardzo łakomy kąsek dla bardzo łakomych „biznesmenów” z tendencjami do żerowania na społecznych funduszach, traktujących bezrobocie wyłącznie jak pretekst do zarobienia na tym. Można to było przez ostatnie lata obserwować na przykładzie tzw. „szkoleń” dla bezrobotnych, mających często formę projektów finansowanych z funduszy unijnych a nastawionych wyłącznie na pozory, bez realnych skutków końcowych w postaci sensownego współczynnika skuteczności odniesionego do rzeczywistego spadku bezrobocia. Teoretycznie więc – może być rzeczywiście tak jak kiedyś już sugerowałem, że zasoby Funduszu Pracy dziś jeszcze istnieją wyłącznie dlatego, że zostały zamrożone” przez Ministra Finansów…
Z drugiej strony…
Bardzo brakuje teraz działań możliwych do finansowania ze środków Funduszu, dlatego to bardzo potrzebna inicjatywa. Rozumiem, że Ministrowi Pracy może być „niezręcznie” otwarcie i aktywnie ją poprzeć (szczególnie teraz – bo jest z PSL-u), nie ma ochoty szarpać się z finansowym bykiem, ale może mimo to wspierać te działania – mimo że nieco subtelniej. Zmiany wysokości składki na FP powinny być rozpatrywane wyłącznie merytorycznie w odniesieniu do potrzeb – coraz bardziej tragicznej sytuacji szczególnie osób bezrobotnych w wieku „50+” (przedemerytalnym) – wymagającej coraz większych nakładów a z drugiej strony przy dbaniu o stabilność czy wręcz kondycję dostarczyciela tych pieniędzy, czyli przedsiębiorców zatrudniających pracowników. W odniesieniu do potrzeb dla których Fundusz został stworzony a nie potrzeb dla których próbuje się go bezprawnie użyć.
Synonimem skutecznego rozwiązania sytuacji trudnej, w rozwiązaniu której nie można liczyć na dobrą wolę pracodawców – jest przykład ustawy o PFRON. Ponieważ sytuacja ludzi starszych w wieku przedemerytalnym, których nikt od nieraz trzech lat nie chce zatrudnić pomimo pomocy udzielanej przez urzędy pracy – staje się dramatyczna, usprawiedliwiałoby to w tym przypadku przynajmniej czasowe zastosowanie podobnego zabiegu prawno-organizacyjnego, co w sprawie zatrudniania osób niepełnosprawnych.
Sugerowałbym zwiększanie składki na FP przy nieusprawiedliwionej całkowitej odmowie zatrudniania osób starszych, wraz z proporcjonalnym jej obniżaniem – proporcjonalnie do ilości zatrudnianych osób z tej grupy. Czyli zastosowanie rozwiązania analogicznego do PFRON. Uzasadnia to – prócz względów społecznych czy wręcz humanitarnych – praktyczny brak logicznego, merytorycznego uzasadnienia dla powszechnej odmowy zatrudniania takich osób. Są tylko jakieś stereotypy, bajeczki, fobie, uprzedzenia osobiste pracodawców a na tym polityka społeczna państwa nie może się przecież oprzeć. Tak jak pisałem w jednym z poprzednich artykułów – Właściwe społecznie rozwiązania powinny się pojawiać naturalnie, samoczynnie, ale gdy tak się nie dzieje – państwo musi właściwie, subtelnie interweniować, stwarzając właściwe ramy dla wolności, gdy ona niebezpiecznie zbliża się do granicy anarchii, samowoli i zaczyna szkodzić zamiast uszczęśliwiać. Naiwne jest oczekiwanie, że pracodawcy mogą ukształtować właściwy i akceptowalny społecznie model funkcjonowania rynku pracy. Pisałem:
Dziś stosunek pracodawcy chama do pracowników przypomina często stosunek „jaśniepani” do „służby” w satyrycznym przerysowaniu przedwojennych filmów lub oper. Stąd się pewnie biorą dzisiejsze powszechne problemy z nieprzestrzeganiem przez przedsiębiorców prawa pracy czy prawa cywilnego w aspekcie pracy; nieprzestrzeganiem natrętnym, konsekwentnym, upartym i zaciekłym. Bo i któż mógłby przypuszczać, że cham, prostak i burak najgorszego gatunku w samochodzie, w życiu czy w interesach – nagle jako pracodawca stanie się praworządnym, odpowiedzialnym i kulturalnym obywatelem w stosunku do pracowników… Tak jak nie może być ślepy dobrym przewodnikiem, tak też i ktoś zdemoralizowany nie stworzy właściwych relacji dotyczących zatrudnienia.
Zasada tu proponowana, polegająca na stosowaniu tym wyższej składki na FP im bardziej pracodawca broni się przed zatrudnianiem ludzi starszych, ma swoje uzasadnienie także w konieczności poszukiwania i odpowiednio wcześniejszego wdrożenia jakiegoś skutecznego rozwiązania biorącego pod uwagę starzenie się całego społeczeństwa, ale przede wszystkim konieczność zdobycia większych środków na pomoc materialną bezrobotnym którym się odmawia zatrudnienia, większe udostępnienie zasiłków dla bezrobotnych.
Wygląda na to, że docelowo to pracodawcy muszą utrzymywać bezrobotnych starszych pracowników pozostających bez zatrudnienia i będzie to najlepszą motywacją do wyzbywania się uprzedzeń, grymasów i fobii a raczej motywacją do poszukiwania możliwości by to oni pracowali na dochód pracodawcy – zamiast żyć na jego koszt (w postaci czerpania zasiłków z funduszu składek).
Odnoszę wrażenie, że gdyby udało się przełamać, choćby „siłą” – uprzedzenia pracodawców do pracy ludzi starszych, pracy i tak docelowo nieuniknionej – to bardzo szybko sytuacja uległaby pewnej normalizacji, ucywilizowaniu. Schemat skłaniania przedsiębiorców do poszukiwania sposobów na zatrudnienie osób niepełnosprawnych, co jest niezmiernie ważne społecznie – zawarty w pomyśle na PFRON sprawdził się dość dobrze. Jednocześnie dowiódł, że wartości materialne, koszt czy oszczędność (brak kosztu) dużo silniej przemawiają do przedsiębiorców w naszym stadium, rozwoju społecznego – niż jakiekolwiek argumenty etyczne, społeczne, religijne czy humanistyczne. Dlatego nie widzę powodów, by w sprawie bezrobotnych sposób ten nie zadziałał podobnie korzystnie.
Skoro teraz właśnie debatuje się nad zmianami, reformą czy usprawnieniem Funduszu Pracy, szczególnie nad ujednoznacznieniem jego zarządzania a z drugiej strony pracodawcy protestują przeciwko zawłaszczeniu środków FP przez ministra finansów w ten sposób, że domagają się obniżenia wymiaru składki na fundusz, gdyby miała ona być dalej traktowana jak teraz – bardziej na zasadzie podatku dla skarbu państwa a nie funduszu celowego – jest atmosfera i okazja do zasadniczych zmian.
Dlatego uważam, że należy rozpatrzeć właśnie teraz w ramach planowanej reformy proponowaną tu możliwość; ustalić zmienną wysokość składki stosowaną w zależności od stopnia zatrudniania osób bezrobotnych w wieku przedemerytalnym, których nikt dziś nie chce zatrudniać. Jednocześnie – zwiększyć dostępność zasiłków dla bezrobotnych, finansowanych właśnie ze środków pochodzących ze składek pracodawców, tak by mieli oni świadomość, że odmawiając na zasadzie jakiegoś aspołecznego wybryku – jak to się dziś dzieje – zatrudniania tych ludzi, sami będą musieli ich utrzymywać. Nie może być tak jak dziś – że ludzi tych pozostawiono samym – sobie; bez pracy, praktycznie bez skutecznej pomocy i bez zasiłku. Taktyka Premiera – udawania że „nie ma problemu” – w tym przypadku „nie przejdzie”.
Poprawa sytuacji, spadek bezrobocia przynajmniej w tej grupie – powinien dzięki temu nastąpić bardzo szybko, okazałoby się że „da się” to zrobić bez żadnych istotnych problemów. Jednocześnie nie ma obawy o nadmierną konkurencyjność tych osób w stosunku do bezrobotnych w wieku 26 – 45 lat, a to z powodu specyfiki możliwości fizycznych; katalog zajęć zawodowych mogących stanowić pracę „odpowiednią” (w rozumieniu ustawy o promocji zatrudnienia) dla ludzi w wieku po 50 roku życia a przed 67 rokiem życia – jest już dość ograniczony właśnie z powodów fizycznych (medycznych). Przy okazji – tak „narzucona” opłacalność zatrudniania osób starszych wymogłaby na pracodawcach wypracowanie wreszcie właściwych a dziś praktycznie nieistniejących zasad tzw. „zarządzania wiekiem pracownika” co by miało olbrzymie znaczenie w przyszłości „społeczeństwa starzejącego się” w sposób uznawany dziś za nieunikniony. Bo gdy istnieje dziś sztucznie wytworzona z uzasadnieniem ideologicznym ogromna nadwyżka „podaży” rak do pracy nad popytem na nie – takie zasady „zarządzania wiekiem pracownika” będą zastępowane dużo tańszym… wyrzuceniem go „na bruk” i zastąpieniem kimś młodszym. Chyba, że nastąpi zasadnicza zmiana władzy, i to taka zmiana kończąca dzisiejsze spychanie społeczeństwa gdzieś na obrzeża cywilizowanego rozwoju czy barbarzyńskiego odczłowieczenia – jak to obserwujemy obecnie w wydaniu „ideolo” Platformy Obywatelskiej. Drobny problem a nawet bym się odważył powiedzieć – „szkopuł” – tylko w tym, że przy innym „ideolo” – może być jeszcze gorzej… ale to wcale nie oznacza, że to co jest – jest dobre.
*) Pisząc o „Janosikowym” nie miałem na myśli
opłaty, jaką bogatsze województwa płacą na rzecz biedniejszych. Miałem
na myśli zablokowanie środków Funduszu Pracy, które działa podobnie jak
Janosik, tylko odwrotnie. Legendarny Janosik jak wiadomo rabował bogatym
by pomagać biednym, między innymi i sobie… Tymczasem Minister Vincent
Rostowski…
Etykiety:
50+,
bezrobocie,
bieda,
finanse,
FP,
fundusz pracy,
Janosik,
Kosiniak-Kamysz,
kryzys,
minister finansów,
niepełnosprawni,
PFRON,
PO,
polska,
praca,
PUP,
Rostowski,
Skarb Państwa,
zielona wyspa
Subskrybuj:
Posty (Atom)