BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prezydent RP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prezydent RP. Pokaż wszystkie posty

15/03/2015

Jeśli jest szansa - to w najbliższych wyborach parlamentarnych.

Pisałem kiedyś, że człowiek prawdopodobnie jest w stanie tak naprawdę zrozumieć jedynie to, co leży w zakresie jego osobistego doświadczenia. Może dlatego tak niewiele jest zrozumienia dla tragedii jaką jest brak zatrudnienia - dla osób praktycznie uzależnionych od pracy najemnej. Bo to jest kolejna propozycja wspomnianego w poprzednim tekście przykładowego drania czy durnia: skoro nie ma zatrudnienia – bezrobotny może rozpocząć działalność gospodarczą na własny rachunek.

Ale to jest kolejny idiotyczny mit ideologii PO.

Człowiek zdolny do rozpoczęcia nawet w mikroskali działalności gospodarczej – nie jest przeważnie, i to nieraz latami - bezrobotny. Te kilka czy kilkanaście tysięcy złotych możliwe do uzyskania w konkursie PUP na dotacje do rozpoczynanej działalności gospodarczej to zbyt mało by mogło wystarczyć; ta pomoc jest z natury jedynie dofinansowaniem dla kogoś kto już ma możliwości lokalowe i część kapitału, a zwłaszcza ma pomysł i wiedzę.
Podstawą działalności gospodarczej jest zatrudnianie pracowników, tylko w ten sposób można osiągnąć wystarczające obroty czy przychody i osiągnąć z nich wystarczający zysk. Społeczeństwo tak czy inaczej nie może się składać z samych przedsiębiorców. Oczywiście; należy dążyć do rozwoju drobnej przedsiębiorczości. Kto ma być przedsiębiorcą, bo posiada wszystkie potrzebne cechy – z pewnością będzie nim, nawet państwo mu w tym nie przeszkodzi, ale środowisko osób bezrobotnych nie jest miejscem gdzie można by szukać masowo osób o takich cechach, bo gdyby je posiadali - nie byliby bezrobotni.

Żeby żyć, trzeba mieć pieniądze, choćby w minimalnej, ale niezbędnej ilości. Żeby być bezrobotnym sensu stricte i starać się o zatrudnienie także trzeba mieć niezbędne środki, bo utrzymanie standardu osoby gotowej i zdolnej do natychmiastowego rozpoczęcia pracy – wymaga ponoszenia ciągłych kosztów. Dlatego w rejestrze bezrobotnych powinni być tylko i wyłącznie bezrobotni, aktywnie poszukujący zatrudnienia, ściśle spełniający wymogi i wszyscy oni powinni mieć przyznany zasiłek w wystarczającej do zaspokojenia podstawowych potrzeb wysokości na czas poszukiwania zatrudnienia i z przebiegu tego poszukiwania – rozliczani.
Bezrobocie jest pochodną stanu gospodarki a ten – nie zależy od postawy tego pojedynczego potencjalnego pracownika a raczej – od założeń politycznych oraz stanu gospodarki lokalnej i światowej, który także tym bardziej od tego nieszczęsnego człowieka nie zależy. Państwo jest tworem tworzonym przez ludzi i dla ludzi, dla dobra, dla pomocy a nie niszczenia i eksterminacji, dlatego – skoro narzuca sytuację i zasady postępowania, musi wziąć na siebie obowiązek realnej pomocy w egzystencji dla osób, dla których z jakiegoś od nich niezależnego powodu brakuje miejsc pracy, czyli miejsc zdobycia środków do życia w zamian za wykonaną pracę. Przedsiębiorcy muszą pracować w konkretnym otoczeniu obowiązujących i respektowanych przepisów prawa regulujących działania gospodarcze. Przedsiębiorcy muszą mieć swobodę prowadzenia działalności gospodarczej w ramach prawa, pełny wpływ na koszty i zysk. Mają prawo dbać głównie o swój zysk. Natomiast państwo ma działać tak, by ta swoboda nie obracała się przeciwko jakimś grupom społecznym innym niż przedsiębiorcy, przeciwko społeczeństwu jako całości. Na przykład – by jakieś durne mity funkcjonujące wśród przedsiębiorców nie wyłączały swoim „widzi mi się” z aktywności zawodowej całych grup wiekowych, jak teraz ludzi w wieku produkcyjnym po 45 czy 50 roku życia ale przed wiekiem emerytalnym. A jeśli już – to by owo wyłączenie z aktywności odbywało się na bezpośredni koszt pracodawców.

Państwo tworzone i zarządzane (bezpośrednio lub pośrednio) przez przedsiębiorców – to jest w rzeczywistości zamach na państwo! Jest ono skandalicznym wypaczeniem i w ostatecznym rozrachunku musi ponieść klęskę. Mamy z tym bezpośrednio do czynienia w tym kraju. Prawdopodobnie to właśnie jest przedmiotem szantażu, tzw. afery podsłuchowej czy „taśmowej”. Musi to w przyszłości stać się przedmiotem zainteresowania Trybunału Stanu.
Jednak nim to się stanie przedsiębiorcy zgromadzą tak czy inaczej swój podły zysk, zdobędą swoje majątki i w ostateczności wytransferują je za granicę, a wszelkie koszty poniesie społeczeństwo, w szczególności pewne grupy „spisane na straty” – jak dziś osoby w wieku określanym jako „50 plus”.
Obecny okres bezwzględności i bezhołowia, związane z nim nazwiska – będą kiedyś w historii tego państwa okryte hańbą i wstydem. Ofiarom to nie przywróci zmarnowanych lat, straconego życia, cierpienia fizycznego i psychicznego.

Podstawowym źródłem finansowania działań urzędów pracy, tych wymienionych w ustawie o promocji zatrudnienia - jest Fundusz Pracy. To fundusz celowy powstający z obowiązkowych składek pracodawców. Nie wiem jak wygląda obecnie sprawa dostępności i wykorzystania dofinansowania unijnego - po zmianie tzw. perspektywy finansowej i przejściu na tzw. programy regionalne. Szkolenia dla bezrobotnych były, są i w najbliższym przynajmniej czasie będą straszliwym marnotrawstwem pieniędzy i to wcale nie dlatego jakoby miały być niepotrzebne. Po prostu od początku osoby bezrobotne są w tym jedynie pretekstem do pozyskania i wydania pieniędzy przy czym zarabia organizator szkoleń, firma szkoleniowa wyłoniona w przetargu oraz zajmujący się tym urzędnicy PUP i WUP. To po prostu nowe "pole biznesowe" w którym bezrobocie i osoby bezrobotne absolutnie nie są ważne poza ich funkcją "pretekstu" czy "alibi". Cała ta machina pozyskania środków i pasożytowania na nich przez urzędników wymaga istnienia bezrobotnych i bezrobocia na poziomie powyżej "naturalnego", dlatego wszelkie działania podejmowane są przez nich w taki sposób, aby wywołać obrót pieniądza na którym żerują ale nie zmniejszyć w sposób istotny wielkości bezrobocia które to legitymizuje; nie gotuje się rosołu z kury znoszącej złote jaja. Z bezrobociem trzeba "walczyć", ale nie wolno go przecież "zwalczyć" bo z czego dalej będziemy żyli - my urzędnicy, pracownicy pomocy społecznej? Bezrobotnym trzeba pomagać, ale przecież nie wolno im pomóc, tak by przestali być bezrobotni.
A poza tym; przede wszystkim władza bezmyślnie i nieodpowiedzialnie zredukowała przemysł, najpierw dopuszczając do jego rozkradzenia a potem świadomie na podstawie unijnej "ideologii dla naiwnych" - świadomie rezygnując z całych gałęzi przemysłu "na rzecz" Chin i Azji. Dlatego mamy autentyczny niedobór co najmniej dwóch milionów miejsc pracy. Druga sprawa to rozbieżność pomiędzy wiedzą, kompetencjami, doświadczeniem pracowników dawnych zakładów a współczesnymi potrzebami; przecież mieliśmy dość gwałtowny skok technologiczny i naukowy wynikający ze stopniowego znoszenia blokady "obozu radzieckiego" po rozpadzie ZSRR i odzyskaniu faktycznej niepodległości (uważam że ten proces jeszcze się nie zakończył).

Jeszcze na dodatek zlikwidowano praktycznie szkolnictwo zawodowe i wiele technicznych szkół średnich. Istnieje więc stale pewna pula "aktualnie nieobsadzonych" miejsc pracy na które trwa nabór, szacuję to na średnio kilkadziesiąt tysięcy, bo zawsze jest jakiś ruch na "rynku pracy" ale są to w większości stanowiska związane z oczekiwaniami których bezrobotni nie są w stanie spełnić nawet po kursie zawodowym; chodzi o wiedzę, umiejętności i doświadczenie w dziedzinach które do niedawna nie istniały, połączone ze znajomością co najmniej jednego języka obcego, prawem jazdy i posiadaniem własnego samochodu wykorzystywanego do pracy, doskonałym opanowaniem zaawansowanych a specjalistycznych programów komputerowych itp. Poszukuje się fachowców a nikt nie ma zamiaru umożliwić nowemu pracownikowi zdobywania wiedzy i doświadczenia już w trakcie pracy.
Tu właśnie byłoby miejsce na działania pomocowe, jako że działania pracodawców często w prostej linii zależą od ponoszonych kosztów. Rozpatrzmy konkretny przypadek jako abstrakcyjny przykład: mamy np. człowieka który był magazynierem ale w dawnych warunkach PRL-owskich, bez komputera i nowoczesnych rozwiązań technicznych. Ma sporą wiedzę ale też i braki, dlatego jest bezrobotny. (pomijam tu przyczyny gospodarcze - dla uproszczenia wywodu). Rolą pomocową urzędu pracy byłoby tak "na logikę" pomóc mu uzupełnić te braki tak by mógł być zaakceptowany przez współczesnego przedsiębiorcę jako pracownik dający szansę na pełną produktywność i bezpieczeństwo w wykonywanej dla niego pracy. Trzeba nauczyć go posługiwania się komputerem i programami magazynowymi. Powiedzmy, że trzeba nauczyć go też obsługi urządzeń magazynowych i wózków widłowych bo to teraz jest powszechnie oczekiwane. Słowem - trzeba mu pomóc spełnić podstawowe oczekiwania pracodawcy bo potem sam już będzie się doskonalił i nabierał doświadczenia - pracując, przynajmniej ma taką szansę. Człowiek bezrobotny nie ma pieniędzy na komercyjne kursy, kosztujące w tym przypadku co najmniej kilka tysięcy zł. Kursów organizowanych przez PUP na koszt FP jest bardzo mało w stosunku do ilości chętnych, widzących w tym swoją szansę. Powiedzmy jednak, że dostaje się na taki kurs i kończy go z wynikiem pozytywnym. Powraca do rejestru bezrobotnych - ponieważ pracodawcy oczekują nie tylko świadectwa nabycia wiedzy, ale i posiadania co najmniej rocznego doświadczenia praktycznego w jej stosowaniu, poświadczonego "referencjami" od poprzedniego pracodawcy.
Powracając do rejestru bezrobotnych lub podejmując przypadkową zupełnie inną prostą pracę (stróż, ochroniarz) człowiek ten szybko zapomni to czego się na owym kursie nauczył. Jest szansa, że gdyby początkowa faza zatrudnienia tego człowieka obyła się bez kosztów ponoszonych przez pracodawcę - zgodziłby się on dopuścić tego człowieka do pracy np. na pół roku, by dać mu szansę nabrania doświadczenia w posługiwaniu się wiedzą nabytą podczas kursu. Potrzebna jest tu organizacja stażu dotowanego w 100% z FP lub pieniędzy unijnych na "walkę z bezrobociem". Jeśli to jeszcze mało, to po zakończeniu tego stażu człowiek ten powinien mieć szansę dalszej pracy np. na zasadach prac interwencyjnych - dotowanych już tylko w 40 czy 50%, Po roku takiej pracy będzie miał i wiedzę i doświadczenie, najprawdopodobniej powróci do normalnej pracy zawodowej u tego lub innego pracodawcy, czyli na trwałe przestanie być bezrobotny. 
Moim zdaniem ten ciąg "kurs, staż, ewentualnie dodatkowa praca dofinansowana (interwencyjna)" powinien następować automatycznie w działaniach urzędu pracy mających "walczyć z bezrobociem". Chodzi o skuteczne wyeliminowanie powodu bezrobocia tego człowieka. Dla posłanego na kurs automatycznie powinien być organizowany dalszy staż, bo inaczej brak doświadczenia zawodowego spowoduje zmarnowanie niejako wiadome już z góry pieniędzy wydanych na ten  kurs. Przy braku dwóch milionów miejsc pracy innej alternatywy nie ma a inne działania będą zawsze prowadziły do marnotrawstwa środków i pozorowania pomocy w celu żerowania na jej kosztach. Gdyby bezrobocie było zbliżone do tzw. poziomu naturalnego, szacowanego na 2,5 - 3,5% to większość ludzi mogłaby samodzielnie poradzić sobie z tym problemem, gdyby oczywiście otrzymywał zasiłek pozwalający pokryć elementarne potrzeby na czas nauki i poszukiwania czy zmiany pracy. W Polsce ok.16% zarejestrowanych bezrobotnych ma prawo do zasiłku, najczęściej sześćset kilkadziesiąt zł miesięcznie maksymalnie na sześć miesięcy. Reszta bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy zasiłku nie otrzymuje. Osoby w wieku powyżej czterdziestu kilku lat są bezrobotne ze względu na wiek, niezależnie nawet od wiedzy i doświadczenia; po prostu "w tym wieku (szczególnie 50+) już się nie zatrudnia" co jest ewidentnym złamaniem prawa ale na to żadne szkolenia ani dotacje nie pomogą, zresztą nie chodzi nam o budowanie chorej gospodarki opartej na dotacjach do zatrudnienia. Potrzebna jest tu całkowita zmiana a może ona nastąpić moim zdaniem tylko poprzez całkowitą zmianę władzy.

14/03/2015

Pozostaje tylko wściekłość, bezradność i żal...

Życie przynosi mi coraz to nowe dowody na to, że sytuacja osób pozbawionych pracy (jako formy zdobywania środków do życia) nie jest rozumiana przez innych, nawet bliskich czy znajomych - stale od wielu lat zatrudnionych i przyzwyczajonych do swojego stałego rozkładu dnia oraz przede wszystkim – stałego dopływu pieniędzy, statusu ekonomicznego, poziomu dochodów. Przyzwyczajonych do pewnego poczucia podstawowego bezpieczeństwa materialnego, wyrażającego się choćby w tej pewności, że na koniec miesiąca, w łatwym do określenia bo wyznaczonym przez prawo dniu wpłynie na ich konto bankowe wypłata wynagrodzenia za pracę; może nie imponująca, ale przewyższająca znacznie podstawę zasadniczej egzystencji.
Nie promuję tu oczywiście takiej postawy, gdyby sprowadzić to do samoograniczenia życiowego, mentalnego i kulturowego; – niezrozumienie takie jest rodzajem niepełnosprawności, kalectwa.

Właśnie dlatego zajmuję się tu po prostu tą grupą ludzi, która ma swoje miejsce w społeczeństwie, jest jego wytworem, produktem ubocznym a – o której nikt nie chce pamiętać. Ludzi pozbawionych przez społeczeństwo zatrudnienia jako źródła podstawowych środków „na życie”.

Człowiekowi który tego stanu nie przeżył wydaje się absolutnie umykać taka możliwość nawet jako wyobrażenie, by nie otrzymywał swojego dotychczasowego „godnego” uposażenia, jest to dla niego tak abstrakcyjna ewentualność, że aż przekracza możliwości wyobrażenia. Człowiek błyskawicznie przyzwyczaja się do dobrobytu i do sukcesu, stąd właśnie wywodzą się niezwykle aktywni twórcy, wynalazcy oraz tzw. miliarderzy.
Każdy pracujący uważa się po prostu za normalnego, zwykłego, przeciętnego i tak samo normalne jest dla nich to, że gdzieś pracują, dostają za to regularnie jakieś pieniądze… wiadomości, że „brak miejsc pracy dla dwóch milionów bezrobotnych” – są dla nich czymś abstrakcyjnym. PRL wytworzył tak silny i tak durny, klasowy stereotyp "bezrobotnego-nieroba", że do dziś wielu poniekąd mądrych, inteligentnych ludzi - powtarza go publicznie, robiąc z siebie przy tym skrajnych idiotów i barbarzyńców.
Natomiast co do ewentualnych wątpliwości moralnych, pojawiających się jeszcze czasem u niektórych osób w związku z obserwowanym upadkiem innych do poziomu kloszarda, upadkiem lub (i) śmiercią tych którym się „nie udało”, którzy sobie "nie poradzili", umysł – zawsze dążący do równowagi, wymagającej w tym przypadku samousprawiedliwienia, znieczulenia – wytwarza takie argumenty, takie linie samoobrony psychicznej by nie dopuścić do siebie nawet cienia współwiny za to. Współwiny w sensie społecznym.
Być może właśnie dlatego występuje tu tak silne zjawisko niezrozumienia; niemożności zrozumienia, lub bronienia się przed nim. Ludzie nie chcą rozumieć co czuje i przeżywa osoba, której się „z zasady” odmawia zatrudnienia, mająca więcej niż 45 czy 50 lat, lub z jakiegoś innego równie absurdalnego powodu. Nie chcą zrozumieć najprostszego, choć to oczywiste, że bez jakichś dochodów nie da się żyć, a jakaś liczba obywateli żadnych dochodów nie ma, bo się im ich odmawia.

Jakich dochodów?
Dochody określające tak zwane „minimum egzystencji” określono w tym kraju na nieco ponad 500 zł miesięcznie. Natomiast minimum socjalne to ok. 1100 zł. Przepraszam czytelnika: nie chce mi się tego dokładnie sprawdzać, bo uważam te kwoty za absurdalnie odbiegające od realiów potrzeb życiowych, więc za raczej mało warte uwagi.
Zbyt mało pieniędzy – to jest po prostu zbyt mało. Mimo że obowiązują jako podstawa do wielu innych danych normatywnych i wyliczeń. Dane takie możne znaleźć w Internecie dość łatwo, jeśli to kogoś bawi. Mnie – jakoś nie bawi… zbyt mnie to osobiście dotyczy, bym to uważał za zabawne.

W mediach w związku z wyżej opisaną sytuacją jest spory ruch propagandowy deprecjonujący problem skutków bezrobocia oraz samych osób pozbawionych zatrudnienia. Jak można się domyślać jest to wyrazem pewnego zamówienia politycznego, realizowanego przez zawodowych „zaciemniaczy”, jak i różnych domorosłych, amatorskich zwyrodnialców społecznych, lansujących jak ten fircyk we fraczku i cylinderku różne śmieszne, dziwaczne lub absurdalne tezy ideologiczne; lansujących monarchię, endecję, węszących wszędzie za „komuną”, nie odróżniających wolności od anarchii…
Łączy ich jedno: cynizm, bezczelność, pogarda dla człowieka, pajacowanie dla zarabiania pieniędzy.

Gdy się wspomni o bezrobociu i jego skutkach, natychmiast odzywają się różni dranie, czy durnie (poniekąd jedno nie przeczy drugiemu i cechy te mogą się połączyć w jednym, aspołecznym, barbarzyńskim, cynicznym umyśle). Po pierwsze – bezrobotni mają się ich zdaniem „wziąć do roboty” – no bo to przecież lenie którym się nie chce pracować. Jeśli wśród bezrobotnych rzeczywiście znajdzie się ktoś taki – to wina urzędów pracy a więc samorządu lokalnego prowadzącego działalność PUP, czyli wina władzy, także w postaci Sejmu tworzącego prawo oraz ministerstw zarówno postulujących docelowy stan prawny jak i realizujących je.
To wina ideologii. Praca jest źródłem dochodu niezbędnego do przeżycia, do zaspokojenia potrzeb w stopniu zależnym od możliwości zarobkowych, więc każdy normalny człowiek nie tylko musi zarabiać by żyć, ale i po prostu chce zarabiać – tak jak i chce żyć. Jeśli więc „wrzucono do jednego worka” w ewidencji biurokratycznej Urzędów Pracy właśnie takich ludzi poszukujących zatrudnienia którym się go odmawia, z ludźmi w rzeczywistości już niezdolnymi do żadnej pracy, chorymi, całkowicie pozbawionymi umiejętności funkcjonowania społecznego na skutek wieloletniej bezdomności, alkoholizmu i nędzy – to jest wina władzy. Owszem; czasem w pewnych indywidualnych przypadkach może to być wina tych ludzi, w tym sensie że ewidentnie „sami są sobie winni”, bo popełnili jakiś osobisty poważny błąd albo nie popełnili żadnego – bo niczego nie robili (byli bierni), ale generalnie to władza stwarza środowisko prawne funkcjonowania biznesu, stwarza zasady jakim owo funkcjonowanie podlega. I stworzyła takie, w których to biznes rządzi państwem, rządzi oczywiście wyłącznie w swoim cynicznym interesie. Decyduje o losach całych grup zawodowych, bo powie że on „50+ nie zatrudnia”. A dlaczego nie? Bo nie. Politycy mają zdaniem „liberałów” wierzących w „niewidzialną rękę” pozostawić całą gospodarkę państwa – przedsiębiorcom, stać grzecznie z boku i przyglądać się, jak „przedsiębiorcy budują gospodarkę i tworzą nowe miejsca pracy”… A co jeśli niszczą a nie budują?, nie tworzą a likwidują? To trudno… widocznie inaczej nie można, jest kryzys…
Oczywiście, że jest.
Nazywa się Platforma Obywatelska i Tusk. Nazywa się też "Kopacz, Piechociński, Bielecki, Lewandowski, Rostowski…"
Inny dureń powie, że bezrobotni to przeważnie alkoholicy i dlatego są pozbawieni pracy. Tak zwany bezrobotny to ustawowo osoba zdolna do pracy i poszukująca zatrudnienia, której zatrudnić nikt nie chce. Na przykład z powodu wieku (po 45 czy 50 roku życia). Co prawda – prawo w tym kraju jednoznacznie zabrania nierównego traktowania kandydatów do zatrudnienia ze względu na wiek, ale tego się absolutnie nie przestrzega. Wręcz przeciwnie: ostatnio na sztandarach Unii - praca dla młodych, mieszkania dla młodych itp.Platforma Obywatelska stworzyła w tym kraju państwo bezprawia, w którym można sobie bimbać z przepisów prawa zupełnie bezkarnie, także i prawa wyrażonego w Konstytucji. Konstytucja RP nie jest konstytucją państwa liberalnego, dlatego jest ignorowana przez władzę "liberałów", nie posiadającą jednak uprawnienia wynikającego z upoważnienia społecznego do jej zmiany. Dlatego tez i poparcie dla tej partii wśród bimbających sobie z prawa przedsiębiorców jest największe i sięga 50%.

To partia bezprawia i niesprawiedliwości a nie żadna Platforma Obywatelska i tak też się powinna nazywać.
BiN.
"Bezprawie i Niesprawiedliwość".


Brak pracy to brak zarobków, czyli narastający problem finansowy dotyczący kosztów elementarnego utrzymania. Bardzo często już w początkowej fazie dochodzi do rozpadu rodziny; separacji lub rozwodu z powodu bezrobocia. To najczęściej powoduje konieczność opuszczenia dotychczasowego miejsca zamieszkania. Dopóki jest możliwość płacenia choćby za wynajęte oddzielne mieszkanie, nie jest to początkowo problem; potem już tylko pokój z używalnością łazienki, najtańszy pokój „na stancji” co studenci określają mianem „u babci”, ale tu konieczna jest comiesięczna i terminowa zapłata. Jeśli zapłaty brak, człowiek taki – wyrzucony w ciągu tygodnia czy dwóch – jeśli ma trochę szczęścia znajduje się w jakimś miejscu przypadkowym, kątem u znajomego, w altance na czyjejś działce a w końcu – na ulicy.
By utrzymać pewien standard wyglądu, wiarygodności wobec ewentualnego potencjalnego pracodawcy – trzeba mieć normalny, schludny wygląd, możliwość dokonywania podstawowych zabiegów higieniczno-sanitarnych, a więc także prania, prasowania, golenia się, kąpieli – a to kosztuje. Zasiłek dla zarejestrowanych osób bezrobotnych otrzymuje średnio 16% bezrobotnych, czyli zaledwie 16 na 100 osób.
W dłuższym okresie czasu bezowocnego poszukiwania zatrudnienia czyli w konsekwencji zarobku, nie da się spełniać tych wymogów; możliwości i wygląd bezrobotnego pogarsza się a co za tym idzie – zamykają się przed nim na zawsze kolejne drzwi pracodawców. Dopiero człowiek będący w takiej sytuacji dostrzega w pełni – jak szybko się zużywa to co jest mu niezbędne, jak błyskawicznie się niszczy, ile rzeczy jest niezbędne człowiekowi by normalnie funkcjonować, w szczególności gdy ma się nieustannie poddawać ocenie ewentualnego pracodawcy, stawać przed komisją rekrutacyjną, uczestniczyć w rozmowach kwalifikacyjnych. Jak trudno jest nie mając systematycznych dochodów zachować standard niewyróżniającej się negatywnie normalności wyglądu, powierzchowności, na jak krótko wystarcza możliwości i motywacji…
Wiele z tych osób w pełni zdaje sobie sprawę z tego, że wolniej lub szybciej ale nieuchronnie się staczają, stopniowo degenerują się do poziomu kloszardów, zmierzają do tragedii. Nic na to nie mogą poradzić bez zewnętrznej interwencji, a interwencji nie ma – bo byłaby sprzeczna z ideologią tej władzy, tego państwa. Są pozory pomocy: skierowanie na kurs – po którym nadal nikt tej osoby nie chce zatrudnić, dotowanie zatrudnienia przez kilka miesięcy za możliwie najniższe wynagrodzenie – po których i tak nieuchronnie powraca on do stanu pozbawienia dochodów z pracy, gdy dotacje się skończą jest nieuchronnie zwalniany.

To ciekawostka swoją drogą, że pracownik po pięćdziesiątce gdy jest dotowany – nadaje się zdaniem pracodawcy do pracy, pracuje dobrze i jest oceniany pozytywnie dopóki wpływa dotacja a gdy dotacja się kończy – natychmiast znów do jakiejkolwiek pracy przestaje się nadawać… Dowodzi to jedynie, że chodzi tu o cyniczną grę „polowania na dotację” – nawet kosztem życia ludzi będących pionkami w tej grze.
Oczywiście zjawisko alkoholizmu dotyka wiele osób; nie tylko tych normalnie pracujących ale i tych niezależnych, bogatych; to ogromny problem społeczny i osobisty, napędzany niejako przez władze dla utrzymania wpływów do skarbu państwa. Niewątpliwie zdarza się, że ludzie tracą wszystko i stają się kloszardami – z powodu wcześniejszego wpadnięcia w nałóg alkoholowy. Jednak alkoholicy w żadnym przecież przypadku nie powinni być uznani za bezrobotnych, gdyż nie spełniają do tego podstawowych wymogów przyjętej w ustawie definicji. "Niepracujący" - nie znaczy "bezrobotny"; to nie jest to samo.
Nie o nich tu piszę.

Wśród bezrobotnych znacznie częściej natomiast dochodzi do alkoholizmu na skutek bezrobocia a nie bezrobocia – na skutek alkoholizmu. Człowiek doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego położenia, ze swojego stopniowego upadku z powodu braku dochodów wystarczających do utrzymania się, im bardziej inteligentny – tym bardziej rozumie to co się z nim dzieje i dłużej walczy o przetrwanie ale udaje się wyrwać z tej pułapki niewielu, wyłącznie dzięki pomocy "z zewnątrz". Dlatego co bardziej wartościowe jednostki uciekają przed tym w alkoholizm, czyli po prostu – w znieczulenie. „Zalanie się” do nieprzytomności i zamarznięcie z Bożą pomocą zimą w jakimś parku, korzystając ze sprzyjających okoliczności bardzo niskiej temperatury poniżej zera – to chyba niezłe wyjście. Pozwala zaoszczędzić sobie tak wielu upokorzeń, ostatecznego upodlenia, odczłowieczenia…
Mniej wartościowe jednostki – uciekają przed tym w przestępczość; skoro nie mogą normalnie zapracować na swoje potrzeby wykonując swój zawód albo już wręcz jakikolwiek możliwy dla nich do wykonywania, to zdobywają potrzebne pieniądze w sposób nielegalny lub wręcz kryminalny, przestępczy, realizując swoje prawo do życia i do wolności.
Zadziwiające jest, że to się temu społeczeństwu opłaca, że chce ponosić te koszty, uznając za ważniejsze „zasady liberalizmu” PO – powodujące iż przedsiębiorca ma prawo powiedzieć iż „osób 50+ nie zatrudnia” – bo „coś tam, coś tam”. Że najważniejsza jest wolność dla przedsiębiorców, nawet gdy odbierają oni w ten sposób wolność całym kilkusettysięcznym grupom potencjalnych pracowników. Bo brak środków do podstawowego utrzymania, brak możliwości zarobienia ich – to jest odebranie im ich podstawowej wolności. Taki „liberalizm” – to w rzeczywistości zaprzeczenie liberalizmu.

30/11/2013

Wielka Reforma Urzędów Pracy – Post Scriptum.

Jest w tej sprawie cała masa problemów szczegółowych. Niektóre z nich warto jeszcze omówić.

Zasadniczym problemem jest wspomniane wcześniej pomylenie pojęć, skutkujące tym, że „walką z bezrobociem” obciążono akurat ministra, który nie ma wpływu na jego przyczyny.
Oczywiste jest, że bez usunięcia przyczyny – to znaczy braku popytu na pracę oraz niedostosowania kompetencji pracowników – wszelkie wysiłki ministra pracy będą jedynie przysłowiowym „przelewaniem z pustego w próżne”. Jeśli brak stanowisk pracy np. dla miliona osób, to co może tu pomóc doradztwo zawodowe, zajęcia „aktywizacyjne”, jakieś idiotyczne „kluby pracy” itp. a nawet i większość szkoleń. Może to prowadzić w najlepszym razie do wymiany pracowników gorszych na lepszych kandydatów spośród bezrobotnych, ale ogólny stan bezrobocia wyrażony ilością brakujących miejsc pracy – się zasadniczo nie zmieni.
Niezbędna jest więc „wola polityczna” by zmienić ten obecny stan np. poprzez rozwijanie polskiego przemysłu oraz usług lokalnych – co skutkować powinno powstawaniem nowych miejsc pracy. A tej – brak. Mamy wręcz ideologiczny zakaz sterowania gospodarką, wiarę w niewidzialne ręce oraz w samo-robienie się czegoś.

Poza tym – to nie jest sprawa ministra pracy.
Minister pracy ma konkretne zadania dotyczące gospodarowaniem tym co jest, co istnieje i na ich wykonanie potrzebne są konkretne pieniądze, których zawsze jest zbyt mało (bo władza zbyt mało ich kieruje na tę potrzebę), natomiast jakby na ironię losu całkiem niedawno minister finansów własną jednostronną decyzją zablokował (zamroził) na długi czas zasoby Funduszu Pracy, który jest przecież jednym z zasadniczych źródeł finansowania działań urzędów pracy a poza tym – funduszem celowym powstałym ze składek pracodawców a nie – częścią ogólnych zasobów Skarbu Państwa.
Urzędy pracy są stale i trwale niedofinansowane z punktu widzenia potrzeb obsługi aż tak wielkiej liczby bezrobotnych. Bezrobocie jest tak duże, że na jednego pośrednika pracy zatrudnionego w urzędzie przypada średnio w kraju 600 bezrobotnych, natomiast różnice lokalne powodują, że może ich być nawet i 2000. To z kolei wiąże się z problemem ogromnej, w przypadku urzędów pracy wręcz przysłowiowej biurokracji. W powiatowych urzędach pracy zatrudnionych jest obecnie ok. 19.000 pracowników z czego jedynie 7.000 zajmuje się bezpośrednio bezrobotnymi. Reszta zajmuje się przeważnie obsługą administracyjną, księgowością itp.

To tradycja wynikła z mentalności urzędniczej nawet nie tylko w samych urzędach pracy a raczej w urzędach je nadzorujących i kontrolujących. Urzędy Pracy są bastionami broniącymi się przed oszustami i naciągaczami usiłującymi wyłudzić nienależną pomoc i świadczenia – takie jest dość jeszcze powszechne przekonanie, a wynika ono z oczekiwań instytucji kontrolujących gospodarkę finansową – jak by nie było jednak środkami publicznymi. Niestety dla wielu instytucji nadrzędnych – tak zwany porządek dokumentacyjny oraz zgodność z ustawami i niezliczonymi rozporządzeniami wykonawczymi do ustaw – jest ważniejsza niż skuteczność w aktywizacji bezrobotnych. Oczywiście wywołuje to normalną zdroworozsądkową reakcję w urzędach: skoro „papiery” są najważniejsze, to znaczy że im należy poświęcić więcej uwagi niż bezrobotnym. Papiery są ważniejsze niż skuteczność aktywizacji bezrobotnych, czyli są ważniejsze niż ludzie.

Jak to się ma do zasadniczego pomysłu na reformę, polegającego na tak zwanym profilowaniu pomocy, które będzie wymagało dużo większego nakładu pracy poświęconej samym bezrobotnym, dużo dłuższego czasu na ich obsługę, podczas gdy dziś np. doradca zawodowy statystycznie ma 11 minut czasu dla jednego bezrobotnego, raz na 4 miesiące (czyli 3 razy w roku po 11 minut)?

Największym jednak problemem jest to, że katalog instrumentów do aktywizacji wyliczonych w ustawie jest absolutnie rozczarowujący. Nie wiem kto i po co niegdyś wymyślił i zaplanował takie działania, ale one wydają się absolutnie w większości nieskuteczne, no i jak wspomniałem na początku – nie dotyczą przyczyny bezrobocia. Znów tu obecna reforma dodaje tam pewne mało istotne nowości, lecz nadal wszystko to jest raczej spektakularną zabawą, pozoracją działań posługującą się dziś specyficznym już językiem, irytująca nowomową, urzędniczym bełkotem – by przykryć pozorność, fikcyjność i pustkę.
I tak – szczególnie co do wspomnianego wcześniej drugiego profilu bezrobotnych, liczebnie największego (70 – 80%), obejmującego osoby wymagające pełnego wsparcia wszystkimi dostępnymi instrumentami aktywizacyjnymi – faktycznie urzędy nie mają nic tak naprawdę istotnego do zaproponowania. Instrumenty aktywizacji przewidziane w ustawie są nietrafione i niczego nie załatwiają. To one są winne niezwykle niskiej skuteczności działania urzędów.

Wniosek powstaje z tego przeglądu raczej niewesoły i mało optymistyczny. Władza musi coś zrobić – więc robi, ale obawiam się że również władza – w interesie „biznesu” nie chce nic zmienić – więc nie zmieni…
Czyli – może jedyna nadzieja – w zmianie postawy władzy?

__________________________________________________________
W załączeniu:
EKSPERTYZA (pdf) PRZYGOTOWANA W RAMACH PROJEKTU „EAPN – POLSKA Wspólnie budujemy Europę socjalną” współfinansowanego przez Szwajcarię w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.
Nie zrzucajmy całej winy na nieefektywne urzędy pracy i fikcyjnych bezrobotnych.
Uwagi o niepożądanych konsekwencjach nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy – Wrzesień 2013.
– Karolina Sztandar-Sztanderska Instytut Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego
CERI, Sciences PO de Paris.
EAPN – Polski Komitet Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu. http://www.eapn.org.pl/o-eapn/info-o-eapn-polska/

25/11/2013

Wielka Reforma Urzędów Pracy: … Kółko graniaste, czterokanciaste…

… kółko nam się połamało, cztery grosze kosztowało, a my wszyscy – bęc!

Może tekst tej dziecięcej zabawy mógłby wystarczyć do skomentowania reformy powiatowych urzędów pracy a nawet i całej działalności ministra pracy Władysława Kosiniak Kamysza?
Faktycznie: kółko jest czterokanciaste… czyli zupełnie jak nie kółko… coś raczej bardziej nawet jakby kwadrat… Kwadratura koła (kółka).

Minister Pracy COŚ musi robić.
Musi wykazać się konkretnymi przedsięwzięciami podejmowanymi w celu „aktywizacji bezrobotnych” albo i nawet „walki z bezrobociem”. Tyle, że bezrobocie zupełnie nie zależy od pracy tego ministerstwa, a jeśli – to w stopniu minimalnym.
Przy dwumilionowym bezrobociu istnieje podobno w obiegu ok. sześćdziesiąt tysięcy ofert zatrudnienia, na które pracodawcy szukają kandydatów, tyle że są to w znakomitej większości oferty pracy wysoko kwalifikowanej, oferty dla specjalistów – którzy ze względu na skandaliczne propozycje płacowe woleli wyjechać do pracy za granicę (gdzie pracuje już także nieco ponad dwa miliony Polaków). Natomiast bezrobotnymi są w dużej części akurat ludzie dość mało wykwalifikowani, z pewnością nie wysokiej klasy poszukiwani specjaliści.

Po prostu zmiany w gospodarce odbywające się od czternastu lat, okres „błędów i wypaczeń” tak zwanej „transformacji ustrojowej” oraz tak zwanej „prywatyzacji” a następnie okres rządów tak zwanych „liberałów” z PO spowodował, że nastąpiło ogromne bezrobocie strukturalne, wykorzystywane dziś do budowy niewolnictwa pracowniczego, do budowy „tanich” kapitałów inwestycyjnych i majątków prywatnych „elity”; wreszcie chyba i do ingerencji w strukturę demograficzną społeczeństwa…
Mniejsza już o szczegóły: chodzi o to, że bezrobocie ma swoje źródło w gospodarce i finansach państwa, co oznacza ni mniej ni więcej, że to jedynie minister gospodarki wraz z ministrem finansów mogą zmniejszyć bezrobocie – stwarzając warunki do zwiększenia zatrudnienia poprzez odbudowę gospodarki czyli wzrost popytu na pracę ludzką – które to warunki dopiero mogłyby się stać przedmiotem działań ministra pracy.

Tymczasem ktoś najwyraźniej uznał, że skoro bezrobocie dotyczy pracy to ma się tym zajmować minister właściwy do spraw pracy, ale cokolwiek by tenże Kosiniak Kamysz nie wymyślił – miejsc pracy od tego nie przybędzie, czyli bezrobocie generalnie się nie zmniejszy.
Urzędy pracy nie likwidują, ani też nie tworzą miejsc pracy, na dobrą sprawę nie mogą niczego narzucić pracodawcom, nie mają wpływu na ich „politykę kadrową” polegającą dla przykładu na zasadzie, że „po 50 –tce nie zatrudniamy”.

Minister musi coś robić, bo ma bardzo fajne i efektowne stanowisko, miłą i mało wymagającą, za to dobrze płatną pracę, no ale niestety; politycy poszukują kozłów ofiarnych na zbliżającą się „rekonstrukcję rządu” i może się oberwać niewinnemu…
Dlatego jak przypuszczam powstał projekt „reformy urzędów pracy”, który wejdzie w życie od nowego roku (2014).

Opiera się on na następujących założeniach:
Każda osoba zgłaszająca się do urzędu zostanie poprzez odpowiednią procedurę zbierania informacji przydzielona do jednego z trzech profili bezrobotnych:

Pierwszy – to osoby posiadające zawód, mające wiedzę o przygotowaniu cv i procedurze kwalifikacyjnej, aktywnie samodzielnie poszukujące odpowiedniego zatrudnienia, słowem osoby którym do sukcesu brak jest jedynie właściwej oferty pracy.

Drugi – to większość bezrobotnych, czyli osoby które potrzebują najpierw innych form wsparcia, na przykład dokwalifikowania lub przekwalifikowania, pomocy psychologicznej, doradztwa itp. a dopiero w kolejnym etapie przejdą do profilu pierwszego.

Trzeci – to jak się przewiduje ok. 10% bezrobotnych, tych obecnie całkiem niezdolnych do podjęcia pracy, wymagających długotrwałych działań przywracających do warunków rynku pracy lub nawet jakiejś resocjalizacji, osoby nieposzukujące pracy – oczekujące od urzędów jedynie opłacenia ubezpieczenia zdrowotnego. Będzie to musiało się wiązać zapewne z zasadniczą zmianą ustawy, bo teraz osoby które nie poszukują ofert pracy, z definicji ustawowej nie są bezrobotne.

Można tu mieć wiele zastrzeżeń: w pierwszej grupie – musi istnieć jakaś przyczyna, że ludzie samodzielnie i aktywnie poszukujący pracy nie moją jej uzyskać. Aby znaleźć tę przyczynę najprawdopodobniej trzeba będzie przeprowadzić z daną osobą sesję doradztwa a to jest przewidziane tylko dla grupy drugiej. Może tą przyczyną być niedostosowanie kwalifikacji do struktury popytu na pracę, wówczas trzeba by te kwalifikacje podwyższyć lub zmienić a to także nie ma dla tej grupy zastosowania. Słowem – brak zatrudnienia ma jakieś swoje powody i tu nie wystarczy poszukiwanie oferty, ponadto oferta pracy nie jest równoznaczna z zatrudnieniem.

Gdy chodzi o osoby w wieku produkcyjnym, mające ponad 50 lat – to znaczy te których się „nie zatrudnia – bo nie” – trzeba zrozumieć, że żadne działania nakierowane tylko na osobę bezrobotnego – tego jego stanu nie zmienią, chyba że kuracja odmładzająca…
Urząd Pracy będzie takiej osobie wyszukiwał kolejne oferty pracy a pracodawcy będą konsekwentnie odmawiali zatrudnienia go, korzystając na dodatek z prawa do niewyjaśniania prawdziwych powodów odmowy zatrudnienia w obawie o oskarżenie o łamanie Konstytucji i prawa pracy (nierówne traktowanie bądź szykanowanie ze względu na wiek). Obawiam się więc, że nie da się wyróżnić wielu takich osób, którym do szczęścia wystarczy jedynie oferta pracy, bo ich bezrobocie ma jakiś poważny i niejednolity powód. Ponadto spodziewam się, że dla urzędu znalezienie oferty pracy dla bezrobotnego będzie traktowane jak sukces, premiowany odpowiednimi apanażami, i nikogo już nie będzie interesowało, że pracodawca który dał tę ofertę – tego bezrobotnego do pracy nie przyjmie (bo to on ma ostatnie słowo, wybiera sobie pracowników z przysyłanych mu przez urząd bezrobotnych kandydatów, może też żadnego nie zaakceptować i nawet nie ma obowiązku wyjaśniać – dlaczego).
Odnośnie natomiast osób oczekujących jedynie ubezpieczenia na koszt Skarbu Państwa (co jest zagwarantowane Konstytucją) – wiąże się to z problemem źródeł utrzymania tych osób, czyli najczęściej ze sprawą nielegalnego zatrudnienia.

W polskim ustroju prawnym źródła dochodów obywatela nie są tajne; każdy musi się rozliczyć z urzędem skarbowym ze względu na ustawowy obowiązek wynikający z powszechnego podatku od dochodów osobistych (PIT) a także dochodów z działalności gospodarczej. Problem w tym, że istnieje tu ogromna jak na XXI wiek i centrum Europy tak zwana szara strefa, gdzie jedni obywatele (świadomie nie nazywam ich przedsiębiorcami bo są po prostu oszustami) organizują i prowadzą działalność gospodarczą bez jej zgłoszenia czyli także bez jej opodatkowania, a także zatrudniają przy tej działalności innych obywateli (świadomie nie nazywam ich pracownikami, bo są oni po prostu oszustami) bez zgłaszania tego faktu do ZUS i US, bez opłacania im należnych składek (emerytalne, rentowe, chorobowe) oraz bez ubezpieczenia zdrowotnego, bez żadnych praw wynikających z kodeksu pracy, bez ochrony BHP i tak dalej.
Jest horrendalne, że państwo Platformy Obywatelskiej nic z tym nie robi. Pisałem o tym kilkakrotnie, wyrażając przypuszczenie, że to jest wynikiem założeń ideologicznych PO, albo cichego przyzwolenia na bogacenie się „jak kto może” – kosztem państwa i społeczeństwa, może też jest i objawem działania syndykatu biznesowego jako opanował środowisko polityczne PO i pilnuje zachowania warunków do robienia szybkich majątków – żerując faktycznie na społeczeństwie…

Faktem jednak jest, że jeśli tak jak zaplanował minister pracy – do urzędu przyjdzie osoba stwierdzając że jest bezrobotna a jednocześnie, że nie życzy sobie żadnych ofert a tylko ubezpieczenie – to automatycznie zachodzi pytanie o jej źródła finansowania podstawowych potrzeb – z uwagi na wspomniany obowiązek podatkowy. Wszystkie takie osoby powinny być skrupulatnie prześwietlane przez urząd kontroli skarbowej, głównie w poszukiwaniu nielegalnych pracodawców ich zatrudniających. Jednak nic takiego się nie dzieje; państwo wie o szarej strefie i nic z tą wiedzą nie robi. Wie o powszechnym procederze unikania przez drobnych przedsiębiorców płacenia składek do ZUS i z tym także nic nie robi… prócz narzekania na niedobory pieniędzy w ZUS i prognozowania szybkiego „bankructwa” systemu ubezpieczeń…
Inne elementy reformy to rozpoczęcie współpracy z organizacjami pozarządowymi, prywatnymi agencjami zatrudnienia oraz ośrodkami pomocy społecznej.
Niestety wpływ tego na skuteczność walki z bezrobociem najprawdopodobniej będzie minimalny, z tych samych zresztą powodów które już wymieniłem; miejsc pracy od tego nie przybędzie i mentalność przedsiębiorców się od tego także nie zmieni…

Prócz innych mało jak się wydaje istotnych zmian, dochodzi jeszcze jeden pomysł ministra: uzależnienie płac w urzędach jak również i budżetu urzędów pracy – od ich skuteczności. Znów mamy do czynienia z działaniem niedotyczącym istoty samej przyczyny bezrobocia, choć to moim zdaniem może odegrać pewną rolę, jak się „będzie chciało” z przyczyn materialnych – to może efekty będą lepsze… Inne pomysły ministra są mało oryginalne: dopłaty do płac zatrudnionej osoby z grupy 50+, czyli rozwój dotowania zatrudnienia, utworzenie Krajowego Funduszu Szkoleniowego… Pewnie, że bodziec materialnego zainteresowania na przedsiębiorcę zawsze działa; po prostu robi to co mu wychodzi taniej, dotowanie zatrudnienia daje ten efekt doraźny, ale psuje gospodarkę. Postulowałem niedawno wprowadzenie innego mechanizmu materialnego zainteresowania pracodawców zatrudnianiem osób starszych, bardziej na zasadach podobnych do PFRON…

Niestety: jestem tu pesymistą. To jest namiastka reformy, pozoracja by „coś” robić. Dopóki działania nie dotkną bezpośrednich przyczyn bezrobocia – żadnych liczących się efektów nie spodziewam się.
Czas działa co prawda na korzyść urzędników, ale zdecydowanie i skutecznie na niekorzyść ludzi pozbawionych zatrudnienia; zanim minister Kosiniak Kamysz lub jego następca znajdzie wreszcie właściwy „ślad” – problem może się „sam” w dużej mierze rozwiązać, z gwałtownym wzrostem liczby ludzi chowanych na cmentarzach komunalnych na koszt samorządu lokalnego oraz z gwałtownym zapotrzebowaniem na miejsca w domach pomocy społecznej dla ludzi wykolejonych przez długotrwałe bezrobocie, apatię, depresję, uciekających przed tym wszystkim w alkoholizm… ludzi którzy już będą to społeczeństwo tylko „kosztować” zamiast pracować dla jego rozwoju…;na szczęście pomocą społeczną zajmuje się także ten sam minister, więc nie stanie się urzędnikiem zbędnym… i chyba o to chodzi…

Odwiedziny: