BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka. Pokaż wszystkie posty

12/06/2014

Dla władzy nie jest ważna prawda; ważne jest alibi z manipulowanego „poparcia społecznego” i propaganda sukcesu.

Pod tym względem dziś obecna władza niczym nie różni się od dawnej władzy tak zwanej „ludowej” – jak się lubiła mianować władza towarzyszy z PZPR.

A jest tak po prostu dlatego, że nasza obecna neo-totalitarna ekipa „kolesiów” chce za wszelką cenę utrzymać władzę, utrzymać ją jak najdłużej a przynajmniej przez czas, do kiedy w Polsce można jeszcze robić błyskawiczne kariery, majątki „z niczyjego” i skutecznie uchylać się od wszelkiej odpowiedzialności.
Na szczęście spora część społeczeństwa zna z własnego doświadczenia i pamięta totalitarne działania władzy „ludowej” opartej na ideologii komunistycznej dostosowanej nieco do specyfiki społeczeństwa polskiego, pod wypływem niepowodzeń później zwanej „budową społeczeństwa komunistycznego” a po dalszych niepowodzeniach wynikających z oporu społecznego – „budową społeczeństwa socjalistycznego”. Oczywiście budowa ta nigdy się nie zakończyła, także z pewnością nie sukcesem; ustrój powstały w naszym kraju nigdy nie był ani komunizmem ani socjalizmem i prawdopodobnie dlatego właśnie zakończył się tak jak się zakończył. Mówienie dziś, że „w Polsce skończył się komunizm” być może jest dobrym zagraniem medialnym dla jakiejś niespełnionej aktoreczki, ale nie odpowiada prawdzie po pierwsze dlatego – że tu nigdy nie było komunizmu, więc nie mógł się także „skończyć” a po drugie – te siły i ci ludzie którzy się kryją pod tym określeniem w Polsce – nadal świetnie i coraz lepiej się mają, dobrze ustawieni jak polska odmiana ukraińskich oligarchów, tyle że udających prywatnych i niewinnych, zwyczajnych i skromnych obywateli.

Dla sił politycznych osadzonych tu u władzy przez Związek Radziecki – wówczas jedna zasada była kardynalna: objąć władzę, opanować wszystkie instytucje państwa, stworzyć mechanizm nacisku i szantażu i już nigdy tejże władzy nie oddać. Weżreć się w społeczeństwo jak grzyb w ścianę, zakotwiczyć się wszędzie swoimi mackami jak rak w zdrowym organizmie, spętać ludzi strachem, naciskami, nagrodami, karami, poczuciem beznadziejności, kontrolować wszystko agresywnie i dokładnie by już nigdy nie dać się odsunąć czy wyrugować z władzy a tym bardziej - pociągnąć do jakiejkolwiek odpowiedzialności. Dokładnie tak jak Tusk ze swoją PO. To właśnie można uznać za definicję totalitaryzmu, za spektakularną pogardę demokracji.

Od kiedy sięgnę pamięcią, były w tym kraju siły i ośrodki przeciwstawiające się totalitaryzmowi władzy. To wcale nie tylko galeria znanych kilkunastu nazwisk tych, którzy byli najbardziej prześladowani, albo po 1989 roku postanowili zostać największymi kombatantami „walki z komuną”, zamienić to co robili na stanowiska, zaszczyty, funkcje i związane z tym dochody. Nie wszyscy chcieli a spośród chcących – nie wszystkim się udało.
Jednocześnie można tu zawsze było spotkać przeróżnych sprzedawczyków, kolaborantów, cynicznych cwaniaków bez charakteru i skrupułów, potakiwaczy pozujących na intelektualistów albo na rewolucjonistów, ale przeważnie za tym ukrywał się jakiś interes, oczekiwanie odwzajemnienia się władzy za wsparcie w walce z przeciwnikami totalitaryzmu, czasem durny, naiwny fanatyzm…
Jak to przedstawił kiedyś Jacek Fedorowicz w jednym ze swoich politycznych programów satyrycznych: … kiedy stocznie strajkowały to zawsze znajdowały się takie medialne „przedstawicielki” zatroskanego społeczeństwa; … to chyba nawet jedna taka była – dyżurna, tam ją odpowiednio przebierali; a to szwaczka a to rybaczka, stawiali ją przed kamerami TVP i ona mówiła płaczliwym głosem: „W imieniu wszystkich kobiet pracujących ja się domagam, żeby stoczniowcy już wrócili do pracy”; a już poza anteną – „to teraz którędy do kasy…?”…

Okazuje się, że nadal nic się nie zmieniło, w każdym razie niewiele. Znów jest władza widząca swoje główne zadanie w tym, aby się „nie dać zmienić”, nawet wbrew jasnemu bo dość jasno wyrażanemu oczekiwaniu społeczeństwa. Władza gotowa na bardzo wiele, (mam nadzieję, że jednak nie na wszystko) – by pozostać władzą, mimo, że otrzymuje jednoznaczne sygnały także z własnych sondażowni, że poparcia społecznego już nie ma, że zbyt wielu zawiodła. Zresztą „poparcie społeczne” to dla tej władzy jedynie gadżet; sympatyczny gdy jest ale niekonieczny. O zwyczajnym podporządkowaniu się demokratycznemu oczekiwaniu społeczeństwa – także wtedy gdy jest niekorzystne – nawet się władzy nie śni. Władza „wie lepiej co dobre”… jak każda totalitarna władza.

Nadal są osoby cieszące się z tego, że władza nie posiadająca już akceptacji – „wygrała wybory siódmy raz z rzędu” – tak jakby nie było demokracji, jakby tu chodziło o jakąś infantylną zabawę harcerską – „kto – kogo” a nie o los milionów ludzi, pozbawianych w ten sposób wpływu na swoje życie. Nakłanianych w ten sposób do bardziej radykalnych, niszczycielskich form upomnienia się o demokrację i praworządność. I znów taka „szwaczka – rybaczka”, znów taka stara, skrzywiona złośliwie baba z jakąś skrajną frustracją, jakimś urazem psychicznym malującym się na twarzy, zaślepiona niczym nie uzasadnioną nienawiścią „polityczną” do „Kaczyńskiego” i wszystkiego co „kaczyńskie” – chwali totalitaryzm tej władzy, pisze peany o „Donku – Zwycięzcy” – jak kiedyś pisano o Stalinie – Słońcu Ludzkości – kolejny raz zwyciężającym w ustawionych komunistycznych „wyborach”. Baba nawet nie wie, jak jest śmieszna w tej swojej zajadłości i jak jest smutna w tej swojej chorobie a przecież w rzeczywistości nic od niej nie zależy; zupełnie nic… baba jednak nie ma wątpliwości: wiadomo przecież, że im więcej razy się „zwycięży w wyborach” kolejnych i następujących po sobie – tym lepiej… tak jak w Chinach, Korei Północnej, Rosji; – lepiej bez wątpienia dla tych, którzy zwyciężyli lub mających z nimi jakiś wspólny interes. Czekam więc z zaciekawieniem: Kiedy baba zapyta: „… którędy do kasy”?

A może zresztą już w kasie była; otrzymała już co miała otrzymać – na konto (a’ konto na konto); obecny rozwój internetowej bankowości elektronicznej ma dziś swoje miłe udogodnienia.

16/01/2013

Władza nie może służyć własnej ideologii. Ma służyć równowadze i współpracy.

Pisząc „pracodawca” – mamy na myśli podmiot lub osobę fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą i w związku z tą działalnością – zatrudniającą inne osoby fizyczne poprzez zawieranie umów o pracę.
Słowo „pracodawca” oczywiście nie może być rozumiane dosłownie: przedsiębiorca nie daje nikomu pracy i nie po to prowadzi swoją działalność gospodarczą by zaspokoić czyjeś zapotrzebowanie na „źródło dochodu” czyli zarobek. Przedsiębiorca nie jest działaczem społecznym a działalność gospodarcza nie jest służbą społeczną; przedsiębiorca prowadzi działalność gospodarczą dlatego, że chce, że lubi i potrafi, widzi w tym pewien „smak życia”, dąży do samodzielności, ma ciekawe pomysły i chce je sprawdzić w praktyce – osiągając osobisty sukces, a nade wszystko – chce w ten sposób osiągać własny dochód zwany zyskiem netto, dający mu środki do zaspokojenia swoich potrzeb.

By prowadzić i rozwijać działalność gospodarczą poważniejszą niż jednoosobowa działalność osoby fizycznej jako przedsiębiorcy, trzeba prędzej czy później zatrudnić pracowników; to wynika z zasad ekonomii. Przedsiębiorca nie po to jednak rozpoczyna swoją działalność by kogoś zatrudniać a raczej jest to konieczność ekonomiczna wynikająca z zasad przedsiębiorczości i mechanizmów generowania zysku. Działalność gospodarcza nie po to jest podejmowana by „ludzie mieli pracę” a po to by móc realizować własne plany dotyczące dochodu i aktywności. Przedsiębiorca ma prawo i musi mieć prawo kierować się własną, sobie właściwą motywacją działania.
Jednocześnie jednak faktem jest, rozpatrując to z innego punktu widzenia, że prowadzenie działalności gospodarczej generuje często powstawanie miejsc pracy a te miejsca pracy zaspokajają zapotrzebowanie społeczne na uzyskiwanie dochodu za swoją „sprzedaną” pracę najemną. Przedsiębiorczość prócz znaczenia indywidualnego dla przedsiębiorcy, ma więc także ogromne znaczenie – niejako przy okazji – dla całego społeczeństwa a zaspokojenie potrzeb ekonomicznych społeczeństwa ma w swoim efekcie dobroczynny wpływ na sytuację przedsiębiorcy, poprzez generowanie czy podtrzymywanie popytu na wszelkie produktu i usługi, możliwości nabywcze społeczeństwa itp. To zamknięty system zjawisk połączonych, i rozpatrywanie tego jedynie z jednego punktu widzenia jest bezsensowne, obarczone zasadniczym błędem. I tu obojętne jest czy rozpatrywalibyśmy to zagadnienie wyłącznie od strony przedsiębiorców, czy wyłącznie od strony pracowników; błąd w obu wypadkach jest zasadniczy.

Ale też kierując się wyżej zarysowanymi perspektywami patrzenia na to samo otoczenie, nie wolno nie docenić wspomnianej różnicy nastawienia i doraźnego interesu. Gospodarka powinna być tak zorganizowana (bo sama się nie zorganizuje), by przedsiębiorca mógł myśleć o swoim dochodzie, swoim rozwoju, działać z maksymalną dopuszczalną swobodą, by mógł działać przede wszystkim dla siebie, realizując swoje ambicje i plany – a jednocześnie, by wypełniał rolę jaką przedsiębiorcy mają do spełnienia w społeczeństwie dla ogółu.
Przedsiębiorca sam jest w stanie zadbać o siebie i swoją firmę, nie można mu narzucać jakichś obowiązków społecznych, innych niż te które w sposób naturalny stanowią skutek jego działalności, dla niego być może „skutek uboczny”. To władza publiczna jest od tego, by dobrze prowadzona działalność gospodarcza wypełniała także swoją rolę społeczną.
Władza (szeroko rozumiana) tworzy przecież otoczenie prawne i organizacyjne w którym działa przedsiębiorca i tu właśnie jest miejsce zarówno na stwarzanie dobrych (optymalnych) warunków przedsiębiorcom, jak i na zadbanie o interes pracowników i ich rodzin, bo z całą pewnością jest możliwy taki stan w którym wszystkie strony zyskują i wszystkie mogą być zadowolone. Wymaga to pewnego minimalnego kompromisu, a kompromis może mieć swoje oparcie w działaniach bezstronnego pośrednika, organizatora.

Czas stanowczo odrzucić teorie ideologiczne o wiecznym, naturalnym i nieuniknionym konflikcie pomiędzy „kapitalistą” a „robotnikiem” – jakie stanęły u podstaw ideologii „walki klas”. Niestety jak dotychczas władza najczęściej przez jedną ze stron była powoływana, stawała zawsze po jednej stronie i służyła interesom jednej z nich, to znaczy albo przedsiębiorcom, albo pracownikom – co rodziło drastyczne konflikty. Ma to swoje źródła w wypaczeniu demokracji, sprzeniewierzaniu się zasadom etyki i uleganiu nienasyconej, absurdalnej chciwości ludzi.

Władza powinna jednak bezstronnie służyć równowadze, organizować to co służy współpracy, zajmować się wyłącznie tym, by wszyscy byli tak samo zadowoleni i dając coś, korzystali – jednocześnie zaspokajając swoje własne potrzeby.
Taka równowaga jest możliwa, przy zrozumieniu działania „całości” i moim zdaniem jest to szansa na przyszłość gospodarki światowej i przyszłości świata w ogóle. Świat ma szanse przetrwać wówczas, gdy przyjmie tę zmianę: wybierze wejście w okres współpracy, poszanowania i zrozumienia a nie antagonizmu, rywalizacji i egoistycznego zamknięcia w sobie.
Ten nowy czas – gdy nadejdzie – będzie okresem ogromnego wzrostu, rozwoju i dobrobytu.
I odwrotnie: zablokowanie tego kierunku przemian doprowadzi do upadku i nędzy, niepokojów społecznych, ofiar i zniszczenia.

25/06/2012

Minister Pracy poprosi „kolegę” o odblokowanie Funduszu Pracy.

W minionym tygodniu pojawiło się coś nowego w sprawie przeciwdziałania bezrobociu i jego skutkom.
 W sprawie tego przeciwdziałania – którego nie ma, pomimo że jest ono konstytucyjnym obowiązkiem Państwa.
Któż by się jednak przejmował w Rządzie jakąś tam Konstytucją jakiejś tam Rzeczypospolitej Polskiej… Wszak mamy „Rząd Internacjonałów” i "uni już sami lepiej wiedzą co dla nas jest dobre…"

Zaczęły się pojawiać wyraźne naciski, żądania i argumenty ze strony organizacji „pracodawców” – na odblokowanie zasobów Funduszu Pracy. Chodzi o fundusz tworzony z obowiązkowych składek pracodawców, przeznaczony na łagodzenie skutków bezrobocia i interwencje na rynku pracy w tworzenie nowych miejsc pracy, szkolenie pracowników itp. Obecnie jest tam niebagatelna kwota rzędu ponad 5 miliardów złotych. Problem w tym, że została ona „zablokowana” przez Ministra Finansów ze względu na jakieś mało sprecyzowane potrzeby zrównoważenia budżetu (mało sprecyzowane, ale i w tym ujęciu mało mnie interesujące).

Na przełomie roku 2010 i 2011 finansowanie potrzeb związanych z obsługą i zwalczaniem bezrobocia zostało w ten sposób przez Ministra Finansów zmniejszone dokładnie o połowę, a przecież nigdy nie było wystarczające. W 2012 roku także minimalnie przekracza ono połowę kwoty z 2010 roku.
Dlatego powszechnie w Urzędach Pracy brakuje pieniędzy; brakuje oczywiście dla bezrobotnych na staże, szkolenia i inną pomoc; – nie brakuje dla urzędników zatrudnionych w Urzędach Pracy a tym bardziej – w Ministerstwie.

Staże dla osób bezrobotnych były dość dobrym instrumentem wpływania na zatrudnianie bezrobotnych, bo pozwalały dokładniej „przyjrzeć się” stażyście w trakcie pracy, bez angażowania środków pracodawcy przeznaczonych na wynagrodzenia, co dość często pozwalało przełamywać opory, obawy, stereotypy i docelowo skutkowało zatrudnieniem tej osoby. Ponadto odbycie takiego stażu – jeśli nawet nie zakończyło się kontynuowaniem zatrudnienia przez organizatora stażu po jego zakończeniu, to dawało udokumentowane doświadczenie w praktycznym wykonywaniu jakichś czynności lub zadań a to z kolei – często pomagało bezrobotnemu przekonać do siebie jakiegoś innego pracodawcę; brak doświadczenia praktycznego przestawał być przeszkodą w uzyskaniu pracy, choćby dla absolwentów.

Na skutek zablokowania środków Funduszu Pracy w 2010 roku – ilość staży organizowanych dla bezrobotnych w 2011 roku spadła do 1/3 ilości staży z roku poprzedniego.
Inicjatywę poparł wreszcie Minister Pracy – Władysław Kosiniak Kamysz. Zapowiedział on złożenie – jeszcze do końca czerwca – wniosku formalnego do Ministra Finansów o odblokowanie wspomnianego funduszu, albo przynajmniej jakiejś istotnej kwoty w ramach funduszu. Jest to o tyle pilne, że z końcem czerwca na „rynek pracy” wchodzi ponad półmilionowa grupa tegorocznych absolwentów szkół, którzy będą szukać zatrudnienia a jak się szacuje około 100.000 z nich tego zatrudnienia z pewnością nie uzyska. W sierpniu br. rusza z kolei specjalny program pomocy dla bezrobotnych w wieku do 30 roku życia. Pomoc skierowana do młodych jest jak pamiętamy hasłem wyborczym Donalda Tuska, toteż trudno się dziwić, że Minister Pracy także uważa pomoc dla tej grupy bezrobotnych za ważną, twierdzi że „tej grupie bezrobotnych warto pomóc”.
Należy więc rozumieć, że ministerstwo już całkowicie „stanęło otworem” do osób starszych lecz w wieku przedemerytalnym i im już – podobnie jak dotychczas – żadnej rzeczywistej, realnej pomocy nie ma zamiaru udzielać.

Ciekawe swoją drogą, jakie będą dalsze losy wspomnianego wniosku jednego ministra do drugiego ministra bo to ciekawa forma porozumiewania się; widocznie ministrowie w rządzie Tuska nie umieją się już albo jeszcze porozumiewać bezpośrednio na posiedzeniach rządu a jedynie – poprzez wnioski na piśmie?
Poza tym; czy minister Kosiniak Kamysz sam wnioskował o zamrożenie środków Funduszu Pracy?
Czy sam wnioskował by Minister Rostowski ogołocił Urzędy Pracy ze środków przeznaczonych na realizowanie ustawy – i to jeszcze na dodatek z uzasadnieniem „potrzebą zracjonalizowania wydatków publicznych”?
Mam wrażenie, że nie. Że minister Rostowski sam, można by może nawet rzec – samowolnie, położył ciężką łapę na tych pieniądzach dla „zabezpieczenia doraźnych potrzeb Ministerstwa Finansów”.
Jeśli więc tak – to obawiam się, że ewentualny wniosek o odblokowanie finansów Funduszu – będzie tak samo zbagatelizowany, jak wcześniej zbagatelizowano potrzeby osób bezrobotnych i instytucji organizujących działania na rzecz zmniejszenia bezrobocia.

Pisałem już niedawno także, że zablokowanie tych środków może mieć swoje dobre strony; mianowicie tylko dzięki temu środki te jeszcze są. Kierując się doświadczeniem i obserwacją bezpośrednią obawiam się, że gdyby nie to, zostałyby one zmarnowane, roztrwonione, przepuszczone i rozdane bez żadnego trwałego efektu dla bezrobocia.
Potrzebne są działania na rzecz trwałego zmniejszenia bezrobocia. Potrzebne są już działania na rzecz większej dostępności zasiłku dla bezrobotnych. Ale jak dotychczas – dalej nie widać pomysłów na realne działania dające taki skutek. Przedsiębiorcy – uważający środki Funduszu za swoje – coraz natarczywiej domagają się ich w formie dotacji do zatrudnienia, dopłat na tworzenie miejsc pracy, dodatków za szkolenie pracowników itp. Tymczasem nie chodzi nam o to, by tworzyć fikcję, jakąś atrapę gospodarki która istnieje wyłącznie dzięki dotacjom a gdy się skończą dotacje – wszystko pada.
Zarządzanie Funduszem miało być dokonywane społecznie w ramach działania tzw. Komisji Trójstronnej w której strona związkowa miała reprezentować interesy pracowników i bezrobotnych.
Czy jednak zablokowanie Funduszu zostało zaakceptowane przez Komisję Trójstronną?
Czy w ogóle było z nią przez Ministra Rostowskiego konsultowane?
Jak wyjaśnić kompletną bezczynność związków zawodowych w tej i nie tylko tej sprawie?
Pięć miliardów złotych to spora kwota, dzięki której można w sposób trwały przywrócić sporą część ludzi dziś pozbawionych zatrudnienia – do pracy, do płacenia podatków i do dokonywania zakupów – napędzających gospodarkę w formie wzmacniania popytu wewnętrznego.

Mam jednak coraz większe wątpliwości, które wyrażają się w pytaniach:

CZY TEN RZĄD TEGO CHCE?
————————————————————————————–
CZY CHCE ZMNIEJSZAĆ BEZROBOCIE, CZY WOLI EKSTERMINOWAĆ BEZROBOTNYCH, SZCZEGÓLNIE TYCH „50 plus” – POZBYWAJĄC SIĘ WRAZ Z NIMI – „PROBLEMU”?
————————————————————————————–
CZY BEZROBOTNYM „50 PLUS” – JUŻ „NIE WARTO POMAGAĆ”, BO ICH GŁOSY PRZESTAŁY SIĘ LICZYĆ DLA WŁADZY?
————————————————————————————–

Pytań jest więcej, ale wszystko wskazuje na to, że zadać je będzie musiała ulica.

Odwiedziny: