BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demokracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demokracja. Pokaż wszystkie posty

15/03/2015

Jeśli jest szansa - to w najbliższych wyborach parlamentarnych.

Pisałem kiedyś, że człowiek prawdopodobnie jest w stanie tak naprawdę zrozumieć jedynie to, co leży w zakresie jego osobistego doświadczenia. Może dlatego tak niewiele jest zrozumienia dla tragedii jaką jest brak zatrudnienia - dla osób praktycznie uzależnionych od pracy najemnej. Bo to jest kolejna propozycja wspomnianego w poprzednim tekście przykładowego drania czy durnia: skoro nie ma zatrudnienia – bezrobotny może rozpocząć działalność gospodarczą na własny rachunek.

Ale to jest kolejny idiotyczny mit ideologii PO.

Człowiek zdolny do rozpoczęcia nawet w mikroskali działalności gospodarczej – nie jest przeważnie, i to nieraz latami - bezrobotny. Te kilka czy kilkanaście tysięcy złotych możliwe do uzyskania w konkursie PUP na dotacje do rozpoczynanej działalności gospodarczej to zbyt mało by mogło wystarczyć; ta pomoc jest z natury jedynie dofinansowaniem dla kogoś kto już ma możliwości lokalowe i część kapitału, a zwłaszcza ma pomysł i wiedzę.
Podstawą działalności gospodarczej jest zatrudnianie pracowników, tylko w ten sposób można osiągnąć wystarczające obroty czy przychody i osiągnąć z nich wystarczający zysk. Społeczeństwo tak czy inaczej nie może się składać z samych przedsiębiorców. Oczywiście; należy dążyć do rozwoju drobnej przedsiębiorczości. Kto ma być przedsiębiorcą, bo posiada wszystkie potrzebne cechy – z pewnością będzie nim, nawet państwo mu w tym nie przeszkodzi, ale środowisko osób bezrobotnych nie jest miejscem gdzie można by szukać masowo osób o takich cechach, bo gdyby je posiadali - nie byliby bezrobotni.

Żeby żyć, trzeba mieć pieniądze, choćby w minimalnej, ale niezbędnej ilości. Żeby być bezrobotnym sensu stricte i starać się o zatrudnienie także trzeba mieć niezbędne środki, bo utrzymanie standardu osoby gotowej i zdolnej do natychmiastowego rozpoczęcia pracy – wymaga ponoszenia ciągłych kosztów. Dlatego w rejestrze bezrobotnych powinni być tylko i wyłącznie bezrobotni, aktywnie poszukujący zatrudnienia, ściśle spełniający wymogi i wszyscy oni powinni mieć przyznany zasiłek w wystarczającej do zaspokojenia podstawowych potrzeb wysokości na czas poszukiwania zatrudnienia i z przebiegu tego poszukiwania – rozliczani.
Bezrobocie jest pochodną stanu gospodarki a ten – nie zależy od postawy tego pojedynczego potencjalnego pracownika a raczej – od założeń politycznych oraz stanu gospodarki lokalnej i światowej, który także tym bardziej od tego nieszczęsnego człowieka nie zależy. Państwo jest tworem tworzonym przez ludzi i dla ludzi, dla dobra, dla pomocy a nie niszczenia i eksterminacji, dlatego – skoro narzuca sytuację i zasady postępowania, musi wziąć na siebie obowiązek realnej pomocy w egzystencji dla osób, dla których z jakiegoś od nich niezależnego powodu brakuje miejsc pracy, czyli miejsc zdobycia środków do życia w zamian za wykonaną pracę. Przedsiębiorcy muszą pracować w konkretnym otoczeniu obowiązujących i respektowanych przepisów prawa regulujących działania gospodarcze. Przedsiębiorcy muszą mieć swobodę prowadzenia działalności gospodarczej w ramach prawa, pełny wpływ na koszty i zysk. Mają prawo dbać głównie o swój zysk. Natomiast państwo ma działać tak, by ta swoboda nie obracała się przeciwko jakimś grupom społecznym innym niż przedsiębiorcy, przeciwko społeczeństwu jako całości. Na przykład – by jakieś durne mity funkcjonujące wśród przedsiębiorców nie wyłączały swoim „widzi mi się” z aktywności zawodowej całych grup wiekowych, jak teraz ludzi w wieku produkcyjnym po 45 czy 50 roku życia ale przed wiekiem emerytalnym. A jeśli już – to by owo wyłączenie z aktywności odbywało się na bezpośredni koszt pracodawców.

Państwo tworzone i zarządzane (bezpośrednio lub pośrednio) przez przedsiębiorców – to jest w rzeczywistości zamach na państwo! Jest ono skandalicznym wypaczeniem i w ostatecznym rozrachunku musi ponieść klęskę. Mamy z tym bezpośrednio do czynienia w tym kraju. Prawdopodobnie to właśnie jest przedmiotem szantażu, tzw. afery podsłuchowej czy „taśmowej”. Musi to w przyszłości stać się przedmiotem zainteresowania Trybunału Stanu.
Jednak nim to się stanie przedsiębiorcy zgromadzą tak czy inaczej swój podły zysk, zdobędą swoje majątki i w ostateczności wytransferują je za granicę, a wszelkie koszty poniesie społeczeństwo, w szczególności pewne grupy „spisane na straty” – jak dziś osoby w wieku określanym jako „50 plus”.
Obecny okres bezwzględności i bezhołowia, związane z nim nazwiska – będą kiedyś w historii tego państwa okryte hańbą i wstydem. Ofiarom to nie przywróci zmarnowanych lat, straconego życia, cierpienia fizycznego i psychicznego.

Podstawowym źródłem finansowania działań urzędów pracy, tych wymienionych w ustawie o promocji zatrudnienia - jest Fundusz Pracy. To fundusz celowy powstający z obowiązkowych składek pracodawców. Nie wiem jak wygląda obecnie sprawa dostępności i wykorzystania dofinansowania unijnego - po zmianie tzw. perspektywy finansowej i przejściu na tzw. programy regionalne. Szkolenia dla bezrobotnych były, są i w najbliższym przynajmniej czasie będą straszliwym marnotrawstwem pieniędzy i to wcale nie dlatego jakoby miały być niepotrzebne. Po prostu od początku osoby bezrobotne są w tym jedynie pretekstem do pozyskania i wydania pieniędzy przy czym zarabia organizator szkoleń, firma szkoleniowa wyłoniona w przetargu oraz zajmujący się tym urzędnicy PUP i WUP. To po prostu nowe "pole biznesowe" w którym bezrobocie i osoby bezrobotne absolutnie nie są ważne poza ich funkcją "pretekstu" czy "alibi". Cała ta machina pozyskania środków i pasożytowania na nich przez urzędników wymaga istnienia bezrobotnych i bezrobocia na poziomie powyżej "naturalnego", dlatego wszelkie działania podejmowane są przez nich w taki sposób, aby wywołać obrót pieniądza na którym żerują ale nie zmniejszyć w sposób istotny wielkości bezrobocia które to legitymizuje; nie gotuje się rosołu z kury znoszącej złote jaja. Z bezrobociem trzeba "walczyć", ale nie wolno go przecież "zwalczyć" bo z czego dalej będziemy żyli - my urzędnicy, pracownicy pomocy społecznej? Bezrobotnym trzeba pomagać, ale przecież nie wolno im pomóc, tak by przestali być bezrobotni.
A poza tym; przede wszystkim władza bezmyślnie i nieodpowiedzialnie zredukowała przemysł, najpierw dopuszczając do jego rozkradzenia a potem świadomie na podstawie unijnej "ideologii dla naiwnych" - świadomie rezygnując z całych gałęzi przemysłu "na rzecz" Chin i Azji. Dlatego mamy autentyczny niedobór co najmniej dwóch milionów miejsc pracy. Druga sprawa to rozbieżność pomiędzy wiedzą, kompetencjami, doświadczeniem pracowników dawnych zakładów a współczesnymi potrzebami; przecież mieliśmy dość gwałtowny skok technologiczny i naukowy wynikający ze stopniowego znoszenia blokady "obozu radzieckiego" po rozpadzie ZSRR i odzyskaniu faktycznej niepodległości (uważam że ten proces jeszcze się nie zakończył).

Jeszcze na dodatek zlikwidowano praktycznie szkolnictwo zawodowe i wiele technicznych szkół średnich. Istnieje więc stale pewna pula "aktualnie nieobsadzonych" miejsc pracy na które trwa nabór, szacuję to na średnio kilkadziesiąt tysięcy, bo zawsze jest jakiś ruch na "rynku pracy" ale są to w większości stanowiska związane z oczekiwaniami których bezrobotni nie są w stanie spełnić nawet po kursie zawodowym; chodzi o wiedzę, umiejętności i doświadczenie w dziedzinach które do niedawna nie istniały, połączone ze znajomością co najmniej jednego języka obcego, prawem jazdy i posiadaniem własnego samochodu wykorzystywanego do pracy, doskonałym opanowaniem zaawansowanych a specjalistycznych programów komputerowych itp. Poszukuje się fachowców a nikt nie ma zamiaru umożliwić nowemu pracownikowi zdobywania wiedzy i doświadczenia już w trakcie pracy.
Tu właśnie byłoby miejsce na działania pomocowe, jako że działania pracodawców często w prostej linii zależą od ponoszonych kosztów. Rozpatrzmy konkretny przypadek jako abstrakcyjny przykład: mamy np. człowieka który był magazynierem ale w dawnych warunkach PRL-owskich, bez komputera i nowoczesnych rozwiązań technicznych. Ma sporą wiedzę ale też i braki, dlatego jest bezrobotny. (pomijam tu przyczyny gospodarcze - dla uproszczenia wywodu). Rolą pomocową urzędu pracy byłoby tak "na logikę" pomóc mu uzupełnić te braki tak by mógł być zaakceptowany przez współczesnego przedsiębiorcę jako pracownik dający szansę na pełną produktywność i bezpieczeństwo w wykonywanej dla niego pracy. Trzeba nauczyć go posługiwania się komputerem i programami magazynowymi. Powiedzmy, że trzeba nauczyć go też obsługi urządzeń magazynowych i wózków widłowych bo to teraz jest powszechnie oczekiwane. Słowem - trzeba mu pomóc spełnić podstawowe oczekiwania pracodawcy bo potem sam już będzie się doskonalił i nabierał doświadczenia - pracując, przynajmniej ma taką szansę. Człowiek bezrobotny nie ma pieniędzy na komercyjne kursy, kosztujące w tym przypadku co najmniej kilka tysięcy zł. Kursów organizowanych przez PUP na koszt FP jest bardzo mało w stosunku do ilości chętnych, widzących w tym swoją szansę. Powiedzmy jednak, że dostaje się na taki kurs i kończy go z wynikiem pozytywnym. Powraca do rejestru bezrobotnych - ponieważ pracodawcy oczekują nie tylko świadectwa nabycia wiedzy, ale i posiadania co najmniej rocznego doświadczenia praktycznego w jej stosowaniu, poświadczonego "referencjami" od poprzedniego pracodawcy.
Powracając do rejestru bezrobotnych lub podejmując przypadkową zupełnie inną prostą pracę (stróż, ochroniarz) człowiek ten szybko zapomni to czego się na owym kursie nauczył. Jest szansa, że gdyby początkowa faza zatrudnienia tego człowieka obyła się bez kosztów ponoszonych przez pracodawcę - zgodziłby się on dopuścić tego człowieka do pracy np. na pół roku, by dać mu szansę nabrania doświadczenia w posługiwaniu się wiedzą nabytą podczas kursu. Potrzebna jest tu organizacja stażu dotowanego w 100% z FP lub pieniędzy unijnych na "walkę z bezrobociem". Jeśli to jeszcze mało, to po zakończeniu tego stażu człowiek ten powinien mieć szansę dalszej pracy np. na zasadach prac interwencyjnych - dotowanych już tylko w 40 czy 50%, Po roku takiej pracy będzie miał i wiedzę i doświadczenie, najprawdopodobniej powróci do normalnej pracy zawodowej u tego lub innego pracodawcy, czyli na trwałe przestanie być bezrobotny. 
Moim zdaniem ten ciąg "kurs, staż, ewentualnie dodatkowa praca dofinansowana (interwencyjna)" powinien następować automatycznie w działaniach urzędu pracy mających "walczyć z bezrobociem". Chodzi o skuteczne wyeliminowanie powodu bezrobocia tego człowieka. Dla posłanego na kurs automatycznie powinien być organizowany dalszy staż, bo inaczej brak doświadczenia zawodowego spowoduje zmarnowanie niejako wiadome już z góry pieniędzy wydanych na ten  kurs. Przy braku dwóch milionów miejsc pracy innej alternatywy nie ma a inne działania będą zawsze prowadziły do marnotrawstwa środków i pozorowania pomocy w celu żerowania na jej kosztach. Gdyby bezrobocie było zbliżone do tzw. poziomu naturalnego, szacowanego na 2,5 - 3,5% to większość ludzi mogłaby samodzielnie poradzić sobie z tym problemem, gdyby oczywiście otrzymywał zasiłek pozwalający pokryć elementarne potrzeby na czas nauki i poszukiwania czy zmiany pracy. W Polsce ok.16% zarejestrowanych bezrobotnych ma prawo do zasiłku, najczęściej sześćset kilkadziesiąt zł miesięcznie maksymalnie na sześć miesięcy. Reszta bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy zasiłku nie otrzymuje. Osoby w wieku powyżej czterdziestu kilku lat są bezrobotne ze względu na wiek, niezależnie nawet od wiedzy i doświadczenia; po prostu "w tym wieku (szczególnie 50+) już się nie zatrudnia" co jest ewidentnym złamaniem prawa ale na to żadne szkolenia ani dotacje nie pomogą, zresztą nie chodzi nam o budowanie chorej gospodarki opartej na dotacjach do zatrudnienia. Potrzebna jest tu całkowita zmiana a może ona nastąpić moim zdaniem tylko poprzez całkowitą zmianę władzy.

14/03/2015

Pozostaje tylko wściekłość, bezradność i żal...

Życie przynosi mi coraz to nowe dowody na to, że sytuacja osób pozbawionych pracy (jako formy zdobywania środków do życia) nie jest rozumiana przez innych, nawet bliskich czy znajomych - stale od wielu lat zatrudnionych i przyzwyczajonych do swojego stałego rozkładu dnia oraz przede wszystkim – stałego dopływu pieniędzy, statusu ekonomicznego, poziomu dochodów. Przyzwyczajonych do pewnego poczucia podstawowego bezpieczeństwa materialnego, wyrażającego się choćby w tej pewności, że na koniec miesiąca, w łatwym do określenia bo wyznaczonym przez prawo dniu wpłynie na ich konto bankowe wypłata wynagrodzenia za pracę; może nie imponująca, ale przewyższająca znacznie podstawę zasadniczej egzystencji.
Nie promuję tu oczywiście takiej postawy, gdyby sprowadzić to do samoograniczenia życiowego, mentalnego i kulturowego; – niezrozumienie takie jest rodzajem niepełnosprawności, kalectwa.

Właśnie dlatego zajmuję się tu po prostu tą grupą ludzi, która ma swoje miejsce w społeczeństwie, jest jego wytworem, produktem ubocznym a – o której nikt nie chce pamiętać. Ludzi pozbawionych przez społeczeństwo zatrudnienia jako źródła podstawowych środków „na życie”.

Człowiekowi który tego stanu nie przeżył wydaje się absolutnie umykać taka możliwość nawet jako wyobrażenie, by nie otrzymywał swojego dotychczasowego „godnego” uposażenia, jest to dla niego tak abstrakcyjna ewentualność, że aż przekracza możliwości wyobrażenia. Człowiek błyskawicznie przyzwyczaja się do dobrobytu i do sukcesu, stąd właśnie wywodzą się niezwykle aktywni twórcy, wynalazcy oraz tzw. miliarderzy.
Każdy pracujący uważa się po prostu za normalnego, zwykłego, przeciętnego i tak samo normalne jest dla nich to, że gdzieś pracują, dostają za to regularnie jakieś pieniądze… wiadomości, że „brak miejsc pracy dla dwóch milionów bezrobotnych” – są dla nich czymś abstrakcyjnym. PRL wytworzył tak silny i tak durny, klasowy stereotyp "bezrobotnego-nieroba", że do dziś wielu poniekąd mądrych, inteligentnych ludzi - powtarza go publicznie, robiąc z siebie przy tym skrajnych idiotów i barbarzyńców.
Natomiast co do ewentualnych wątpliwości moralnych, pojawiających się jeszcze czasem u niektórych osób w związku z obserwowanym upadkiem innych do poziomu kloszarda, upadkiem lub (i) śmiercią tych którym się „nie udało”, którzy sobie "nie poradzili", umysł – zawsze dążący do równowagi, wymagającej w tym przypadku samousprawiedliwienia, znieczulenia – wytwarza takie argumenty, takie linie samoobrony psychicznej by nie dopuścić do siebie nawet cienia współwiny za to. Współwiny w sensie społecznym.
Być może właśnie dlatego występuje tu tak silne zjawisko niezrozumienia; niemożności zrozumienia, lub bronienia się przed nim. Ludzie nie chcą rozumieć co czuje i przeżywa osoba, której się „z zasady” odmawia zatrudnienia, mająca więcej niż 45 czy 50 lat, lub z jakiegoś innego równie absurdalnego powodu. Nie chcą zrozumieć najprostszego, choć to oczywiste, że bez jakichś dochodów nie da się żyć, a jakaś liczba obywateli żadnych dochodów nie ma, bo się im ich odmawia.

Jakich dochodów?
Dochody określające tak zwane „minimum egzystencji” określono w tym kraju na nieco ponad 500 zł miesięcznie. Natomiast minimum socjalne to ok. 1100 zł. Przepraszam czytelnika: nie chce mi się tego dokładnie sprawdzać, bo uważam te kwoty za absurdalnie odbiegające od realiów potrzeb życiowych, więc za raczej mało warte uwagi.
Zbyt mało pieniędzy – to jest po prostu zbyt mało. Mimo że obowiązują jako podstawa do wielu innych danych normatywnych i wyliczeń. Dane takie możne znaleźć w Internecie dość łatwo, jeśli to kogoś bawi. Mnie – jakoś nie bawi… zbyt mnie to osobiście dotyczy, bym to uważał za zabawne.

W mediach w związku z wyżej opisaną sytuacją jest spory ruch propagandowy deprecjonujący problem skutków bezrobocia oraz samych osób pozbawionych zatrudnienia. Jak można się domyślać jest to wyrazem pewnego zamówienia politycznego, realizowanego przez zawodowych „zaciemniaczy”, jak i różnych domorosłych, amatorskich zwyrodnialców społecznych, lansujących jak ten fircyk we fraczku i cylinderku różne śmieszne, dziwaczne lub absurdalne tezy ideologiczne; lansujących monarchię, endecję, węszących wszędzie za „komuną”, nie odróżniających wolności od anarchii…
Łączy ich jedno: cynizm, bezczelność, pogarda dla człowieka, pajacowanie dla zarabiania pieniędzy.

Gdy się wspomni o bezrobociu i jego skutkach, natychmiast odzywają się różni dranie, czy durnie (poniekąd jedno nie przeczy drugiemu i cechy te mogą się połączyć w jednym, aspołecznym, barbarzyńskim, cynicznym umyśle). Po pierwsze – bezrobotni mają się ich zdaniem „wziąć do roboty” – no bo to przecież lenie którym się nie chce pracować. Jeśli wśród bezrobotnych rzeczywiście znajdzie się ktoś taki – to wina urzędów pracy a więc samorządu lokalnego prowadzącego działalność PUP, czyli wina władzy, także w postaci Sejmu tworzącego prawo oraz ministerstw zarówno postulujących docelowy stan prawny jak i realizujących je.
To wina ideologii. Praca jest źródłem dochodu niezbędnego do przeżycia, do zaspokojenia potrzeb w stopniu zależnym od możliwości zarobkowych, więc każdy normalny człowiek nie tylko musi zarabiać by żyć, ale i po prostu chce zarabiać – tak jak i chce żyć. Jeśli więc „wrzucono do jednego worka” w ewidencji biurokratycznej Urzędów Pracy właśnie takich ludzi poszukujących zatrudnienia którym się go odmawia, z ludźmi w rzeczywistości już niezdolnymi do żadnej pracy, chorymi, całkowicie pozbawionymi umiejętności funkcjonowania społecznego na skutek wieloletniej bezdomności, alkoholizmu i nędzy – to jest wina władzy. Owszem; czasem w pewnych indywidualnych przypadkach może to być wina tych ludzi, w tym sensie że ewidentnie „sami są sobie winni”, bo popełnili jakiś osobisty poważny błąd albo nie popełnili żadnego – bo niczego nie robili (byli bierni), ale generalnie to władza stwarza środowisko prawne funkcjonowania biznesu, stwarza zasady jakim owo funkcjonowanie podlega. I stworzyła takie, w których to biznes rządzi państwem, rządzi oczywiście wyłącznie w swoim cynicznym interesie. Decyduje o losach całych grup zawodowych, bo powie że on „50+ nie zatrudnia”. A dlaczego nie? Bo nie. Politycy mają zdaniem „liberałów” wierzących w „niewidzialną rękę” pozostawić całą gospodarkę państwa – przedsiębiorcom, stać grzecznie z boku i przyglądać się, jak „przedsiębiorcy budują gospodarkę i tworzą nowe miejsca pracy”… A co jeśli niszczą a nie budują?, nie tworzą a likwidują? To trudno… widocznie inaczej nie można, jest kryzys…
Oczywiście, że jest.
Nazywa się Platforma Obywatelska i Tusk. Nazywa się też "Kopacz, Piechociński, Bielecki, Lewandowski, Rostowski…"
Inny dureń powie, że bezrobotni to przeważnie alkoholicy i dlatego są pozbawieni pracy. Tak zwany bezrobotny to ustawowo osoba zdolna do pracy i poszukująca zatrudnienia, której zatrudnić nikt nie chce. Na przykład z powodu wieku (po 45 czy 50 roku życia). Co prawda – prawo w tym kraju jednoznacznie zabrania nierównego traktowania kandydatów do zatrudnienia ze względu na wiek, ale tego się absolutnie nie przestrzega. Wręcz przeciwnie: ostatnio na sztandarach Unii - praca dla młodych, mieszkania dla młodych itp.Platforma Obywatelska stworzyła w tym kraju państwo bezprawia, w którym można sobie bimbać z przepisów prawa zupełnie bezkarnie, także i prawa wyrażonego w Konstytucji. Konstytucja RP nie jest konstytucją państwa liberalnego, dlatego jest ignorowana przez władzę "liberałów", nie posiadającą jednak uprawnienia wynikającego z upoważnienia społecznego do jej zmiany. Dlatego tez i poparcie dla tej partii wśród bimbających sobie z prawa przedsiębiorców jest największe i sięga 50%.

To partia bezprawia i niesprawiedliwości a nie żadna Platforma Obywatelska i tak też się powinna nazywać.
BiN.
"Bezprawie i Niesprawiedliwość".


Brak pracy to brak zarobków, czyli narastający problem finansowy dotyczący kosztów elementarnego utrzymania. Bardzo często już w początkowej fazie dochodzi do rozpadu rodziny; separacji lub rozwodu z powodu bezrobocia. To najczęściej powoduje konieczność opuszczenia dotychczasowego miejsca zamieszkania. Dopóki jest możliwość płacenia choćby za wynajęte oddzielne mieszkanie, nie jest to początkowo problem; potem już tylko pokój z używalnością łazienki, najtańszy pokój „na stancji” co studenci określają mianem „u babci”, ale tu konieczna jest comiesięczna i terminowa zapłata. Jeśli zapłaty brak, człowiek taki – wyrzucony w ciągu tygodnia czy dwóch – jeśli ma trochę szczęścia znajduje się w jakimś miejscu przypadkowym, kątem u znajomego, w altance na czyjejś działce a w końcu – na ulicy.
By utrzymać pewien standard wyglądu, wiarygodności wobec ewentualnego potencjalnego pracodawcy – trzeba mieć normalny, schludny wygląd, możliwość dokonywania podstawowych zabiegów higieniczno-sanitarnych, a więc także prania, prasowania, golenia się, kąpieli – a to kosztuje. Zasiłek dla zarejestrowanych osób bezrobotnych otrzymuje średnio 16% bezrobotnych, czyli zaledwie 16 na 100 osób.
W dłuższym okresie czasu bezowocnego poszukiwania zatrudnienia czyli w konsekwencji zarobku, nie da się spełniać tych wymogów; możliwości i wygląd bezrobotnego pogarsza się a co za tym idzie – zamykają się przed nim na zawsze kolejne drzwi pracodawców. Dopiero człowiek będący w takiej sytuacji dostrzega w pełni – jak szybko się zużywa to co jest mu niezbędne, jak błyskawicznie się niszczy, ile rzeczy jest niezbędne człowiekowi by normalnie funkcjonować, w szczególności gdy ma się nieustannie poddawać ocenie ewentualnego pracodawcy, stawać przed komisją rekrutacyjną, uczestniczyć w rozmowach kwalifikacyjnych. Jak trudno jest nie mając systematycznych dochodów zachować standard niewyróżniającej się negatywnie normalności wyglądu, powierzchowności, na jak krótko wystarcza możliwości i motywacji…
Wiele z tych osób w pełni zdaje sobie sprawę z tego, że wolniej lub szybciej ale nieuchronnie się staczają, stopniowo degenerują się do poziomu kloszardów, zmierzają do tragedii. Nic na to nie mogą poradzić bez zewnętrznej interwencji, a interwencji nie ma – bo byłaby sprzeczna z ideologią tej władzy, tego państwa. Są pozory pomocy: skierowanie na kurs – po którym nadal nikt tej osoby nie chce zatrudnić, dotowanie zatrudnienia przez kilka miesięcy za możliwie najniższe wynagrodzenie – po których i tak nieuchronnie powraca on do stanu pozbawienia dochodów z pracy, gdy dotacje się skończą jest nieuchronnie zwalniany.

To ciekawostka swoją drogą, że pracownik po pięćdziesiątce gdy jest dotowany – nadaje się zdaniem pracodawcy do pracy, pracuje dobrze i jest oceniany pozytywnie dopóki wpływa dotacja a gdy dotacja się kończy – natychmiast znów do jakiejkolwiek pracy przestaje się nadawać… Dowodzi to jedynie, że chodzi tu o cyniczną grę „polowania na dotację” – nawet kosztem życia ludzi będących pionkami w tej grze.
Oczywiście zjawisko alkoholizmu dotyka wiele osób; nie tylko tych normalnie pracujących ale i tych niezależnych, bogatych; to ogromny problem społeczny i osobisty, napędzany niejako przez władze dla utrzymania wpływów do skarbu państwa. Niewątpliwie zdarza się, że ludzie tracą wszystko i stają się kloszardami – z powodu wcześniejszego wpadnięcia w nałóg alkoholowy. Jednak alkoholicy w żadnym przecież przypadku nie powinni być uznani za bezrobotnych, gdyż nie spełniają do tego podstawowych wymogów przyjętej w ustawie definicji. "Niepracujący" - nie znaczy "bezrobotny"; to nie jest to samo.
Nie o nich tu piszę.

Wśród bezrobotnych znacznie częściej natomiast dochodzi do alkoholizmu na skutek bezrobocia a nie bezrobocia – na skutek alkoholizmu. Człowiek doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego położenia, ze swojego stopniowego upadku z powodu braku dochodów wystarczających do utrzymania się, im bardziej inteligentny – tym bardziej rozumie to co się z nim dzieje i dłużej walczy o przetrwanie ale udaje się wyrwać z tej pułapki niewielu, wyłącznie dzięki pomocy "z zewnątrz". Dlatego co bardziej wartościowe jednostki uciekają przed tym w alkoholizm, czyli po prostu – w znieczulenie. „Zalanie się” do nieprzytomności i zamarznięcie z Bożą pomocą zimą w jakimś parku, korzystając ze sprzyjających okoliczności bardzo niskiej temperatury poniżej zera – to chyba niezłe wyjście. Pozwala zaoszczędzić sobie tak wielu upokorzeń, ostatecznego upodlenia, odczłowieczenia…
Mniej wartościowe jednostki – uciekają przed tym w przestępczość; skoro nie mogą normalnie zapracować na swoje potrzeby wykonując swój zawód albo już wręcz jakikolwiek możliwy dla nich do wykonywania, to zdobywają potrzebne pieniądze w sposób nielegalny lub wręcz kryminalny, przestępczy, realizując swoje prawo do życia i do wolności.
Zadziwiające jest, że to się temu społeczeństwu opłaca, że chce ponosić te koszty, uznając za ważniejsze „zasady liberalizmu” PO – powodujące iż przedsiębiorca ma prawo powiedzieć iż „osób 50+ nie zatrudnia” – bo „coś tam, coś tam”. Że najważniejsza jest wolność dla przedsiębiorców, nawet gdy odbierają oni w ten sposób wolność całym kilkusettysięcznym grupom potencjalnych pracowników. Bo brak środków do podstawowego utrzymania, brak możliwości zarobienia ich – to jest odebranie im ich podstawowej wolności. Taki „liberalizm” – to w rzeczywistości zaprzeczenie liberalizmu.

08/07/2014

W takiej sytuacji, w normalnym państwie rząd musi po prostu odejść, jako kompletnie niewiarygodny!

Nagrana i ujawniona rozmowa Ministra Spraw Wewnętrznych Sienkiewicza z Prezesem NBP Belką ujawniła sposób, w jaki Platforma Obywatelska traktuje demokrację, w jaki traktuje społeczeństwo. Demokracja po prostu dla PO nie istnieje, władza Tuska nie ma żadnej alternatywy i dla niego – nie ma też żadnego ograniczenia. 

Z kontekstu jednoznacznie wynika, że to Sienkiewicz, z widocznym respektem do rozmówcy, tak by nie naruszyć ambicjonalnego poczucia „niezależności” prezesa NBP, ma tu za zadanie wysondować, jaka mogłaby być reakcja Belki na nieformalny (bo bezprawny) wniosek partii rządzącej o pomoc finansową NBP w utrzymaniu władzy.
Minister Sienkiewicz w skrócie przedstawia obraz sytuacji z perspektywy rządu; jest to obraz nie w pełni prawdziwy, „podrasowany” na potrzeby argumentacji tak, by prezes Belka sam doszedł do „właściwych” wniosków i odnosi w tym pełen sukces.

Wiele szczegółów tej rozmowy wskazuje, że minister został po prostu „wysłany” i zobowiązany przez kogoś do delikatnego wysondowania – jaka byłaby reakcja prezesa NBP na oczekiwanie ze strony rządu Tuska bezpośredniej współpracy banku centralnego dla niedopuszczenia do zwycięstwa wyborczego PIS, jakie też byłyby warunki „organizacyjne” tej współpracy ze strony prezesa Belki. To „sondowanie” przeradza się w bezpośrednią „naradę wojenną” przeciw opozycji (czyli przeciw demokracji).
Okazało się, że dla prezesa Belki nie ma praktycznie żadnych problemów z bezpośrednim zaangażowaniem politycznym NBP, nawet problemu nie stwarza dla niego Rada Polityki Pieniężnej z „pivotalnym” prof. Hausnerem; „niby niezależna” RPP, z którą Belka jest w stanie „pograć”. Prezes Banku Centralnego stawia warunek usunięcia urzędującego ministra finansów, powołania na jego miejsce innej osoby wskazanej przez NBP oraz wprowadzenia konkretnych podyktowanych przez niego zmian w ustawie o Narodowym Banku Polskim.

Rozmowa ta odbyła się podobno rok temu. Po niej zaczęły następować zmiany, świadczące niezbicie o tym, że „interes” został przez Premiera Tuska zaakceptowany i rozpoczęła się jego realizacja. Urzędujący wówczas minister finansów J. V. Rostowski jeszcze w tym, samym roku został – jak ustalono w tej rozmowie z wszystkimi „lansadami” – zdymisjonowany i zastąpiony młodym i nikomu wcześniej nie znanym trzydziestoletnim ekonomistą dr Mateuszem Szczurkiem. Zakończono też prace nad nowelizacją ustawy o NBP, w których rozpatrywano też „opinie” Banku Centralnego i obecnie – zmiany te weszły w życie. Wszystko więc, co jak wynika z tego nagrania zostało uzgodnione – zostało zrealizowane. Czy to oznacza, że Narodowy Bank Polski i jego prezes marek Belka przestali być apolityczni i niezależni od władzy wykonawczej a stali się finansistami Platformy Obywatelskiej – zaangażowanymi w jej walkę z opozycją przed zbliżającymi się wyborami?
Jeśli tak, oznacza to zgodnie z argumentacją ministra Sienkiewicza użytą w tej rozmowie, że rozpoczęto właśnie wielką akcję ukrywania przed społeczeństwem rzeczywistego, prawdziwego stanu finansów państwa. Ukrywania poprzez np. dodruk „pustego” pieniądza, manipulacje obligacjami państwowymi itp. w taki sposób, aby do czasu najbliższych wyborów parlamentarnych przekonać wyborców, że jest dobrze, Polska jest OK, rząd Tuska wyprowadza kraj z kryzysu itp. A po wyborach, gdy PO pozostanie dzięki temu oszustwu – i będzie kontynuować swoje rządy, cała prawda – która prędzej czy później będzie musiała być ujawniona – już tym rządom nie zagrozi przez kolejne cztery lata. Dla zablokowania wszelkich niekorzystnych dla „elity” zmian, przeciwstawienia się demokracji w chwili obecnej dającej przewagę opozycji, utrzymania za wszelką cenę władzy i uniknięcia za wszelką cenę odpowiedzialności – postanowiono Polskę tymczasem pogrążyć w jeszcze większy kryzys, jeszcze większe zadłużenie finansów publicznych itp.

Sprawa ujawnionych nagrań po prostu zburzyła podstawy zaufania do tej władzy. Dziś już nie wiadomo, czy jakiekolwiek słowo i jakakolwiek informacja podawana przez rząd czy NBP jest wiarygodna, czy też jest już tylko wynikiem opisanych wyżej działań i umowy. W takiej sytuacji w normalnych warunkach, w normalnym państwie rząd musi po prostu natychmiast odejść, jako kompletnie niewiarygodny. Tymczasem – nie tylko nie ma mowy o dymisji całego gabinetu przez Premiera, ale nawet bezpośrednio skompromitowani politycy nie zostali usunięci ze stanowisk. Władza zachowuje się jak totalitarna władza partii faszystowskiej, która opanowała i przejęła wszystkie instytucje państwa, podporządkowując je „wodzowi” (Führerowi), dzięki czemu jest „nieusuwalna”.

Brak wiarygodności nasuwa zasadnicze wątpliwości i pytania.

Czy rzekoma „wymiana banknotów zużytych na nowe” jest rzeczywiście tylko wymianą, czy wymianą mającą zamaskować intensywny druk pieniądza bez pokrycia. (Wymiana 1 zużytego banknotu na 100 nowych)? I kto nad tym może zapanować, skoro NBP stał się „polityczny”, Hausnera można „obrócić na swoją stronę” a z Radą Polityki Pieniężnej można sobie „pograć” – jak mówił Belka?

Czy ogłoszone dziś przez NBP prognozy gospodarcze na najbliższe trzy lata są uczciwe, rzeczywiste i obiektywne – czy uwzględniają już „pomoc finansową NBP dla rządu Tuska” – co do której dogadali się minister Sienkiewicz z prezesem Belką? Chodzi o prognozowany rozwój 3,6% w 2014 i 2015 roku a 3,5 w 2016 roku, oraz inflację 0.2% w bieżącym a 1,4% w przyszłym roku i 2,3% w 2016 roku.
Jak można teraz traktować „poważnie” obietnice spadku cen żywności, lub nie traktować za agitację polityczną czegokolwiek, co wychodzi z NBP?

Spodziewać się można jedynie „poważnych” kłopotów, gdy prawda o gospodarce i finansach publicznych wyjdzie kiedyś na jaw. Nawet odsunięcie od funkcji prezesa NBP pana Belki, czy dymisja ministra Sienkiewicza – nie gwarantuje przerwania realizacji „politycznego interesu” zawartego w tej, nagranej i opublikowanej rozmowie.
Wiarygodność rządowi RP może przywrócić tylko dymisja całego obecnego gabinetu, oraz wyjaśnienie do końca spraw ujawnionych w rozmowie, usunięcie zmian dokonanych w ustawie o NBP. Szansą ma być wniosek o wotum nieufności dla rządu Tuska i debata parlamentarna w związku z tym wnioskiem. 
 

12/06/2014

Dla władzy nie jest ważna prawda; ważne jest alibi z manipulowanego „poparcia społecznego” i propaganda sukcesu.

Pod tym względem dziś obecna władza niczym nie różni się od dawnej władzy tak zwanej „ludowej” – jak się lubiła mianować władza towarzyszy z PZPR.

A jest tak po prostu dlatego, że nasza obecna neo-totalitarna ekipa „kolesiów” chce za wszelką cenę utrzymać władzę, utrzymać ją jak najdłużej a przynajmniej przez czas, do kiedy w Polsce można jeszcze robić błyskawiczne kariery, majątki „z niczyjego” i skutecznie uchylać się od wszelkiej odpowiedzialności.
Na szczęście spora część społeczeństwa zna z własnego doświadczenia i pamięta totalitarne działania władzy „ludowej” opartej na ideologii komunistycznej dostosowanej nieco do specyfiki społeczeństwa polskiego, pod wypływem niepowodzeń później zwanej „budową społeczeństwa komunistycznego” a po dalszych niepowodzeniach wynikających z oporu społecznego – „budową społeczeństwa socjalistycznego”. Oczywiście budowa ta nigdy się nie zakończyła, także z pewnością nie sukcesem; ustrój powstały w naszym kraju nigdy nie był ani komunizmem ani socjalizmem i prawdopodobnie dlatego właśnie zakończył się tak jak się zakończył. Mówienie dziś, że „w Polsce skończył się komunizm” być może jest dobrym zagraniem medialnym dla jakiejś niespełnionej aktoreczki, ale nie odpowiada prawdzie po pierwsze dlatego – że tu nigdy nie było komunizmu, więc nie mógł się także „skończyć” a po drugie – te siły i ci ludzie którzy się kryją pod tym określeniem w Polsce – nadal świetnie i coraz lepiej się mają, dobrze ustawieni jak polska odmiana ukraińskich oligarchów, tyle że udających prywatnych i niewinnych, zwyczajnych i skromnych obywateli.

Dla sił politycznych osadzonych tu u władzy przez Związek Radziecki – wówczas jedna zasada była kardynalna: objąć władzę, opanować wszystkie instytucje państwa, stworzyć mechanizm nacisku i szantażu i już nigdy tejże władzy nie oddać. Weżreć się w społeczeństwo jak grzyb w ścianę, zakotwiczyć się wszędzie swoimi mackami jak rak w zdrowym organizmie, spętać ludzi strachem, naciskami, nagrodami, karami, poczuciem beznadziejności, kontrolować wszystko agresywnie i dokładnie by już nigdy nie dać się odsunąć czy wyrugować z władzy a tym bardziej - pociągnąć do jakiejkolwiek odpowiedzialności. Dokładnie tak jak Tusk ze swoją PO. To właśnie można uznać za definicję totalitaryzmu, za spektakularną pogardę demokracji.

Od kiedy sięgnę pamięcią, były w tym kraju siły i ośrodki przeciwstawiające się totalitaryzmowi władzy. To wcale nie tylko galeria znanych kilkunastu nazwisk tych, którzy byli najbardziej prześladowani, albo po 1989 roku postanowili zostać największymi kombatantami „walki z komuną”, zamienić to co robili na stanowiska, zaszczyty, funkcje i związane z tym dochody. Nie wszyscy chcieli a spośród chcących – nie wszystkim się udało.
Jednocześnie można tu zawsze było spotkać przeróżnych sprzedawczyków, kolaborantów, cynicznych cwaniaków bez charakteru i skrupułów, potakiwaczy pozujących na intelektualistów albo na rewolucjonistów, ale przeważnie za tym ukrywał się jakiś interes, oczekiwanie odwzajemnienia się władzy za wsparcie w walce z przeciwnikami totalitaryzmu, czasem durny, naiwny fanatyzm…
Jak to przedstawił kiedyś Jacek Fedorowicz w jednym ze swoich politycznych programów satyrycznych: … kiedy stocznie strajkowały to zawsze znajdowały się takie medialne „przedstawicielki” zatroskanego społeczeństwa; … to chyba nawet jedna taka była – dyżurna, tam ją odpowiednio przebierali; a to szwaczka a to rybaczka, stawiali ją przed kamerami TVP i ona mówiła płaczliwym głosem: „W imieniu wszystkich kobiet pracujących ja się domagam, żeby stoczniowcy już wrócili do pracy”; a już poza anteną – „to teraz którędy do kasy…?”…

Okazuje się, że nadal nic się nie zmieniło, w każdym razie niewiele. Znów jest władza widząca swoje główne zadanie w tym, aby się „nie dać zmienić”, nawet wbrew jasnemu bo dość jasno wyrażanemu oczekiwaniu społeczeństwa. Władza gotowa na bardzo wiele, (mam nadzieję, że jednak nie na wszystko) – by pozostać władzą, mimo, że otrzymuje jednoznaczne sygnały także z własnych sondażowni, że poparcia społecznego już nie ma, że zbyt wielu zawiodła. Zresztą „poparcie społeczne” to dla tej władzy jedynie gadżet; sympatyczny gdy jest ale niekonieczny. O zwyczajnym podporządkowaniu się demokratycznemu oczekiwaniu społeczeństwa – także wtedy gdy jest niekorzystne – nawet się władzy nie śni. Władza „wie lepiej co dobre”… jak każda totalitarna władza.

Nadal są osoby cieszące się z tego, że władza nie posiadająca już akceptacji – „wygrała wybory siódmy raz z rzędu” – tak jakby nie było demokracji, jakby tu chodziło o jakąś infantylną zabawę harcerską – „kto – kogo” a nie o los milionów ludzi, pozbawianych w ten sposób wpływu na swoje życie. Nakłanianych w ten sposób do bardziej radykalnych, niszczycielskich form upomnienia się o demokrację i praworządność. I znów taka „szwaczka – rybaczka”, znów taka stara, skrzywiona złośliwie baba z jakąś skrajną frustracją, jakimś urazem psychicznym malującym się na twarzy, zaślepiona niczym nie uzasadnioną nienawiścią „polityczną” do „Kaczyńskiego” i wszystkiego co „kaczyńskie” – chwali totalitaryzm tej władzy, pisze peany o „Donku – Zwycięzcy” – jak kiedyś pisano o Stalinie – Słońcu Ludzkości – kolejny raz zwyciężającym w ustawionych komunistycznych „wyborach”. Baba nawet nie wie, jak jest śmieszna w tej swojej zajadłości i jak jest smutna w tej swojej chorobie a przecież w rzeczywistości nic od niej nie zależy; zupełnie nic… baba jednak nie ma wątpliwości: wiadomo przecież, że im więcej razy się „zwycięży w wyborach” kolejnych i następujących po sobie – tym lepiej… tak jak w Chinach, Korei Północnej, Rosji; – lepiej bez wątpienia dla tych, którzy zwyciężyli lub mających z nimi jakiś wspólny interes. Czekam więc z zaciekawieniem: Kiedy baba zapyta: „… którędy do kasy”?

A może zresztą już w kasie była; otrzymała już co miała otrzymać – na konto (a’ konto na konto); obecny rozwój internetowej bankowości elektronicznej ma dziś swoje miłe udogodnienia.

01/05/2012

Ustawa Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej o promocji cudów i instytucjach „niewidzialnych rąk”.

Prawdziwym problemem bezrobocia są zadziwiające nawyki myślowe, idiotyczne schematy wypracowane latami w zupełnie innym, dawnym systemie gospodarczym i innym systemie ideologicznym przekładającym się na zupełnie odmienne uwarunkowania społeczne.

Odnoszę wrażenie, że wielu ludzi ukształtowanych w tamtym systemie nie do końca jeszcze zauważyło, że zmienił się on (przynajmniej nominalnie). Sytuacja ta powoduje swoisty rozłam, jakiś zadziwiający konglomerat „ulepszonego starego” z „nowym – ale nie do końca” a źródłem tego jest właśnie mentalność ludzi. Bo wszystko zależy bezpośrednio od ludzi.
Tu zapewne ktoś dogmatycznie myślący „zaczepi mnie” o rolę i pozycję Boga, czy tak zwanej „Opatrzności”…
Bóg nie tworzy wypadków lotniczych, kolejowych i holocaustu, ani nie zapobiega im. Nie tworzy zjawiska bezrobocia „za karę”, ani nikogo „ w nagrodę” z tego problemu nie „wybawia”. Nie jest sługą ludzi, pilnującym ich bezpieczeństwa; to ludzie powinni być sługami – wiernymi pouczeniom, przykładom i prośbom przysłanego do nich Pana i Nauczyciela. Wszelkie dylematy i zapytania „jak Bóg mógł dopuścić” do tego czy innego nieszczęścia – są świadectwem skrajnego niedowiarstwa i niezrozumienia a nie wiary. Najwyraźniej – Bóg z zasady nie ma zamiaru przeciwstawiać się wszechobecnemu złu na tym „padole ciemności” inaczej, niż poprzez przysłanie tu Pana i Nauczyciela, Chrystusa, który wszystko wyjaśnił, zawarł z ludźmi w jego imieniu Nowe Przymierze – wypełniające (zastępujące) Stary Testament, uwolnił tak wielu od kalectwa i chorób, uwolnił od odpowiedzialności ludzi za ich błędy poprzez ofiarę z siebie samego na odkupienie wszystkich win, oraz wyjaśnił tak wiele i nauczał słowem i czynem, osobistym przykładem – jak żyć, jak być szczęśliwym i jak wartościować to wszystko, co nas otacza i spotyka w naszym życiu a także i samo życie.

Od tej pory znów wszystko zależy od ludzi, od wszystkich razem i od każdego z nich z osobna.
Dlatego ważna jest osobista postawa każdego człowieka. Jan Paweł II mówił, że człowiek powinien zawsze być „wierny prawdzie i powinności”, niezależnie od okoliczności, w jakich się znalazł, być niezależny od chwilowej, lokalnej koniunktury.
Niestety dalsze losy chrześcijaństwa, szczególnie w wydaniu rzymskim – ogromnie wypaczyły pierwotny wzór dany przez samego Jezusa. Wypaczyły w praktyce, w realizacji, w starciu z wiekową tradycją, nawykami myślowymi i negatywnymi cechami psychiki ludzkiej. Ale wzór przecież nadal istnieje, jest dostępny, poznawalny – zarówno częściowo empirycznie jak i racjonalnie. Cóż jednak z tego, gdy nawet sam Papież, Biskup Rzymu i głowa kościoła katolickiego, mówi dziś: „…W obecnych czasach potrzebny jest „Kościół wojujący”, który angażuje się w walkę ze złem próbującym opanować świat…” – nie bacząc, że w ten sposób walcząc przeciwstawia się bezpośrednio nauce Jezusa, stawia się ponad nią.
W takiej sytuacji pozostaje więc oddzielać rozpatrywanie tego i nie tylko tego problemu z punktu widzenia społecznego – od szukania jego odniesień religijnych. Bezrobocie nie jest więc „karą Bożą” i nikt sobie na nie zasłużył.

Wspominam o tym dlatego, że ma to bezpośredni związek z pojęciem solidaryzmu społecznego a to z kolei jest podstawową płaszczyzną poszukiwania pomocy dla osób pozbawionych zatrudnienia. Mam na myśli osoby bezrobotne a więc wyłącznie te, które poszukują zatrudnienia dla zdobycia podstawowych środków do życia, są zdolne i gotowe natychmiast rozpocząć pracę zarobkową, ale w danej chwili i w danym stanie gospodarki nie ma na ich pracę zapotrzebowania. Niesie to dwie bezpośrednie konsekwencje: społeczeństwo funkcjonujące w systemie wymiany (praca – pieniądz – praca) powinno być zainteresowane włączeniem każdego z członków lokalnej społeczności do tego systemu, bo to się wszystkim opłaca, po drugie – musi mieć świadomość, że pozostawanie w gotowości do podjęcia pracy wymaga posiadania pewnych niezbędnych środków a nie generuje ich bezpośrednio.
W tym znaczeniu sytuacja w naszym kraju pod rządami Platformy Obywatelskiej jest skandaliczna przede wszystkim poprzez swoją nielogiczność i niespójność. To oczywiście cechy obowiązującego rozwiązania ustawowego, z ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Ustawa wymaga po prostu natychmiastowej nowelizacji.

Osoba, której nadano status bezrobotnego – z definicji zawartej w ustawie jest osobą niezatrudnioną i nie wykonującą żadnej innej pracy zarobkowej, zdolną i gotową do natychmiastowego podjęcia zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy obowiązującym w danym zawodzie, w wieku mieszczącym się w granicach 18 – 60 (kobieta) lub 18 – 65 (mężczyzna), nie prowadzi działalności gospodarczej (nawet w czasowym zawieszeniu), nie uzyskuje miesięcznie przychodu o wysokości przekraczającej 750 zł, ale nie pobiera zasiłku stałego z pomocy społecznej, świadczenia pielęgnacyjnego ani zasiłku rodzinnego itd. To oczywiście w dużym uproszczeniu, bo przepisy definiujące osobę bezrobotną są dużo bardziej rozbudowane, co do wymogów oraz ograniczeń wobec „kandydata”.

Pomijając już wszelkie nasuwające się tu wątpliwości, nie da się nie zapytać; – to za co taki bezrobotny ma żyć! Średni okres poszukiwania zatrudnienia z pozostawaniem w rejestrach bezrobotnych dawno już znacznie przekroczył jeden rok, w bardzo wielu przypadkach, szczególnie grup osób będących w niekorzystnej sytuacji na rynku pracy – wynosi dwa lub nawet i trzy lata. Nie mam pojęcia, jakie źródło przychodu ustawodawca miał na myśli – dostarczające przychodu nie większego niż 750 zł miesięcznie (przychodu, – czyli „brutto”), skoro bezrobotny nie ma prawa uzyskiwać żadnego dochodu z żadnej pracy zarobkowej, działalności gospodarczej, zasiłku stałego z pomocy społecznej itp. – jak wymaga ustawa i jak to w uproszczeniu opisałem powyżej. Proste i logiczne pytanie: za co bezrobotny ma się utrzymywać.
Ktoś tu odpowie – z zasiłku dla bezrobotnych…

Prawo do zasiłku jest obwarowane także wieloma ograniczeniami. Po pierwsze – ma charakter czasowy. Jeśli ktoś już ma przyznany zasiłek – to na okres standardowy 6 miesięcy, podczas gdy czas poszukiwania zatrudnienia z pomocą Urzędu Pracy jest średnio dwa razy dłuższy. Pewna grupa osób otrzymuje uprawnienia do zasiłku na okres do 12 miesięcy, co także często jest okresem krótszym niż przeciętny czas poszukiwania zatrudnienia. Na dodatek otrzymanie prawa do zasiłku także jest obwarowane już na wstępie pewnymi zasadniczymi a zupełnie niezrozumiałymi warunkami zupełnie „nie z tej epoki”. Bezrobotny starający się o zasiłek musi wykazać, że w okresie 18 miesięcy przed dniem zarejestrowania w PUP (liczonym wstecz) przepracował łącznie 12 miesięcy a jego pracodawca odprowadzał w tym czasie składkę na Fundusz Pracy w związku z zatrudnianiem go. Nie ma żadnego znaczenia, że człowiek ten ma za sobą 25 czy 30 lat pracy – czyli automatycznie odprowadzania z związku z tym przez jego pracodawcę odpowiednich składek, także na Fundusz Pracy.
Poza tym, – co tu ma do rzeczy Fundusz Pracy w ogóle. Wiele wskazuje na to, że wymóg ten jest po prostu „filtrem”, sztuczną zaporą mającą ograniczyć ilość przypadków przyznania prawa do zasiłku. Ale zasiłek nie jest jakimś prezentem, tylko pomocą publiczną motywowaną interesem społecznym. Interesem społecznym jest, by jak najwięcej osób, które znalazły się w roli bezrobotnego – powracało do pełnego zatrudnienia i to możliwie jak najszybciej. Bezrobotny – jak mówią, to praca na cały etat. Tyle, że – chciałoby się dodać – nieodpłatna. Bezrobotny ma wykazać dużą aktywność; przede wszystkim poszukiwać możliwości zatrudnienia samodzielnie, chodzić do wybranych pracodawców i pytać o pracę, rozpowszechniać swoją aplikację kandydata pozostawiając ją w wielu komórkach kadrowych, natychmiast reagować na pojawiające się publiczne oferty pracy których wymogi spełnia itp. Zaleca się, by poszukujący pracy był „schludnie ubrany”, robił swoim wyglądem, zachowaniem i sposobem komunikowania się korzystne wrażenie.
Pytanie: czy osoba np. przez rok całkowicie pozbawiona dochodów może spełniać takie zalecenia? Przecież by je spełnić, trzeba mieć jakiś „dach nad głową”, miejsce zamieszkania choćby w wynajętym pokoiku z używalnością łazienki, po to by mieć możność zachowywać wymogi podstawowej higieny, mieć gdzie uprać koszulę i skarpety. Musi mieć dostęp do żelazka by uprasować ubranie. Musi mieć choćby raz na dwa miesiące na fryzjera, musi mieć możność stałego posiadania i używania akcesoriów do golenia, pasty do zębów… I tak dalej; nie będę dalej wymieniał, gdyż wiadomo już, co mam na myśli: to są pozycje kosztowe, to wszystko kosztuje, trzeba mieć na to pieniądze. Skromne – ale jednak pieniądze. Jeśli ich nie ma – mamy do czynienia z brudnym, śmierdzącym, zarośniętym, nieogolonym człowiekiem z liściem na głowie, w którego „gotowość i zdolność do natychmiastowego podjęcia pracy” nikt nie uwierzy a już z pewnością nie pracodawca. To nie jest tak, że taki biedak obudzi się rano w zsypie na śmieci, otrzepie się, napije się wody z kranu i pójdzie szukać pracy… Czy taki jest pomysł posłów i senatorów RP pachnących „Old Spice’m” i jeżdżących „Mercedesami” na rozwiązanie problemu bezrobocia?

Żeby spełnić wymogi statusu osoby bezrobotnej – trzeba mieć pieniądze, ale jednocześnie ustawa zabrania bezrobotnym osiągać przychody z wynagrodzenia i z wielu innych źródeł a zasiłek ustawowy przyznaje – za pomocą sztucznych barier – jedynie statystycznie co piątemu bezrobotnemu i to w zasadzie nie dłużej niż na pół roku, a w szczególnych przypadkach – maksymalnie na rok.
(Trzeba tu wyjaśnić, że zasiłek przyznawany jest tak naprawdę – do następnej wyznaczonej obowiązkowej wizyty w Urzędzie Pracy, a jedynie w przypadku dalszego braku ofert pracy przedłużany jest do kolejnego terminu kolejnej wizyty).
Wniosek jest absurdalny: ustawa została tak opracowana przez osoby nie mające pojęcia o realiach bezrobocia, ludzi którym zjawisko to było, jest i będzie już do końca ich życia całkiem obce i dlatego kompletnie go nie rozumieją, czyli tak zwanych „posłów na sejm” oraz tak zwanych „senatorów”, – że by być bezrobotnym nie wolno osiągać dochodów, 75% bezrobotnych nie należy się także zasiłek dla bezrobotnych. Natomiast obserwacja życia, czy osobiste doświadczenia wielu ludzi wskazują, że by być bezrobotnym spełniając obowiązki formułowane w ustawie, niezbędne jest dysponowanie jakimś dochodem (w miastach takich jak Szczecin – rzędu 900 pln netto miesięcznie), co powyżej udowodniłem. Tego rzędu kwotą jest dziś kwota zasiłku dla bezrobotnych, co dowodzi dość rzetelnego wbrew pozorom jej oszacowania.

Wniosek nasuwa się sam: sprawa musi natychmiast zostać przeanalizowana. Warunki dotyczące bezrobocia i zasiłku muszą się natychmiast zmienić. Zmienić się mogą tylko poprzez nowelizację odnośnej ustawy lub jej uchylenie i wprowadzenie całkiem nowych rozwiązań. Władza udowodniła, że gdy ma odpowiednią motywację, potrafi takie zmiany wprowadzić w okresie liczonym na tygodnie a nie na lata – ja to bywa w sytuacji, gdy władza opiera się konieczności zmian.
Bardzo ciekawe, choć zasadniczo odmienne „ideologicznie” rozwiązanie oferują nasi sąsiedzi z północy, czyli Duńczycy. Wydaje się, że przekazanie całości spraw związanych z obsługą bezrobocia, zasiłkami, poszukiwaniem pracy i aktywizacją bezrobotnych związkom zawodowym mogłoby być idealnym rozwiązaniem w warunkach polskich, gdyby oczywiście nie ultraprawicowy wrzask oszołomów, jaki by się rozległ natychmiast, widząc w tym powrót do rozwiązań „socjalistycznych”.
A ja powiem jak niejaki Kargul: dla mnie ludzie nie dzielą się na prawicowych i lewicowych, tylko prosto: na mądrych i głupich. Albo raczej – na humanistów i anty-humanistów. Co na jedno wychodzi.

30/03/2012

49.
Powrót do modelu państwa totalitarnego.

Dziś każdy pisać może. Trochę lepiej lub trochę gorzej.
Może swobodnie wyrażać swoje przekonania. Choćby założyć blog za darmo i na dodatek z możliwością ukrycia się za ksywą i dowolnym obrazeczkiem użytym zamiast własnego zdjęcia. Przeważnie są to zwierzątka… a jeśli nawet nie, to i tak nie ma znaczenia...

To, że jest możliwe swobodne a nawet często i zbyt swobodne (uchodzi płazem) wypowiadanie się, zawdzięczamy demokracji która przezwyciężyła totalitaryzm władzy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej wspieranej przez otaczających nas „przyjaciół”. Władza tamta zawsze wiedziała co jest najlepsze dla ludzi; od Bolesława Bieruta – do Mieczysława Rakowskiego i „generała spawacza” władza zawsze robiła - co chciała a jak dziś wiemy, prawdopodobnie - co jej nakazano z Kremla, czasem na skutek protestów lekko „luzując śrubę” by nie zniszczyć propagandowego wrażenia „władzy ludu”. W końcu – gdy w propagandę już nikt nie wierzył – działała wręcz dosłownie „po trupach” stawiając na swoim, dopóki się tylko dało…
Demokracja zwyciężyła. Nawet jeśli była tylko "częściowa". W wyborach społeczeństwo wyłoniło nową władzę, która rozpoczęła proces wychodzenia z totalitarnych nawyków. Minęło 30 lat, różnie się potoczyły losy władzy, różnie przebiegały procesy transformacji gospodarki. Nikt jednak nie przypuszczał nawet, że powrót do totalitarnych nawyków jest jeszcze możliwy.
Owszem; ostatnio odzywały się ciche głosy oskarżające rząd Donalda Tuska o tendencje do „wiedzenia najlepiej” bez potrzeby konsultowania tego z organami przedstawicielskimi społeczeństwa, środowiskami, autorytetami społecznymi.
Zapowiedzią kryzysu demokracji była sprawa ACTA a zwłaszcza potajemnego przygotowania w Ministerstwie Kultury (sic!) regulacji jeszcze bardziej drakońskich i niebezpiecznych dla wolności niż te narzucane Europie przez amerykańskich lobbystów.
Niedawno Premier ogłosił, że „za wszelką cenę” podwyższy wiek emerytalny, że to nie podlega żadnej dyskusji, nikt go od tego nie odwiedzie bo jest zdeterminowany...."
Coś nam to przypomina… ?

Trudno się dziwić młodym ludziom, że dziś z trudnością potrafią sobie wyobrazić prawdziwy totalitaryzm. W opowieści z czasów PRL-u najczęściej już po prostu nie wierzą, traktują to jak "bajeczki wapniaków", jak my niegdyś - opowieści dziadka z I wojny Światowej.
Rozumiem to.

Jednak jest coś alarmistycznego w tym, gdy dziś nagle czytam w czyimś blogu:

„… Jest tak. Reformy rząd musi przeprowadzić. Czy to się nam podoba czy też nie, konieczne jest ograniczanie wydatków państwa. Czy zrobi to Platforma czy też inna partia – nie ma znaczenia. Każdy obywatel naszego kraju wie, że musimy uporządkować finanse publiczne bo inaczej zapłacimy wszyscy, trochę później rachunek za swoją nierozwagę. A raczej nierozwagę rządu…”

Ewidentny powrót do totalitaryzmu? Znów władza wie najlepiej…?

Pisze to co zacytowałem jakaś osoba anonimowa, posługująca się awatarem przedstawiającym bardzo młodą i niemożliwą do identyfikacji dziewczynę...
Każda władza miała zawsze swoich „lizusów” zwanych też „potakiwaczami” a i czasem dużo bardziej złośliwie. Także zawsze były „szare eminencje” jak i naiwni aktywiści oszołomieni ideą do tego stopnia, że nie byli już w stanie rozejrzeć się bacznie wokół siebie, zweryfikować hasła z rzeczywistością, z tym co niezaprzeczalne i nie podlegające interpretacji, co można dostrzec i odczuć osobiście. Podobno od jakiegoś czasu różne siły polityczne oraz lobbystyczne grupy nacisku mają zwyczaj nawet opłacać wynajętych „anonimów” bardzo aktywnie działających w Internecie w ściśle określony sposób, imitując „opinię publiczną” i propagując metodą "szeptaną" hasełka władzy jako oczywiste i bezdyskusyjne.

Jednak ja wierzę, że społeczeństwo już nie dopuści do powrotu totalitaryzmu. Władza musi mieć poparcie społeczne do określania działań o tak wielkich konsekwencjach jak reforma emerytalna. Skandaliczne jest dla mnie nie tylko totalitarne podejście Prezesa RM do tej reformy, także i to że społeczeństwo nadal nie wie, o co chodzi, o czym się tak naprawdę dyskutuje wśród polityków, jaki jest konkretnie projekt PO oraz poszczególnych innych sił.
O co tu chodzi, na czym polega różnica poszczególnych stanowisk. Wiemy to tylko fragmentarycznie i wyłącznie z doniesień medialnych czyli niewiarygodnych. Ale Premier nie ma zamiaru z nikim dyskutować, a najmniej - ze społeczeństwem.
To niedopuszczalne. Wysiłki niedopuszczenia do referendum także dowodzą zamiaru wprowadzenia swojego planu z pełną świadomością, że nie zostałby on zaakceptowany społecznie. Ale władza wie lepiej co dobre...zdusi wszelkie demokratyczne prawa by zrobić to - co sama chce (lub - co jej nakazano).
Niespodziewanie i w sposób niezauważalny Platforma Obywatelska stworzyła (a może raczej odtworzyła z przeszłości) model państwa totalitarnego, w którym człowiek, Polak, obywatel – ma po prostu słuchać i powinien poprzeć to co mu każą, nawet wbrew swojemu oczywistemu interesowi, a jeśli nie – to władza i tak zrobi swoje. No bo… „… Jest tak. Reformy rząd musi przeprowadzić. Czy to się nam podoba czy też nie…………..

Odwiedziny: