Mamy do czynienia z próbą „odbicia” Funduszu Pracy z rąk
„zbójeckiego” Ministra Finansów, który zasoby Funduszu w dziwny i jakby
mało prawnie wytłumaczalny sposób zawłaszczył na rzecz Ministerstwa
Finansów i Skarbu Państwa. Bo jeśli „wytłumaczalny” – to tylko
słowem-wytrychem: KRYZYS. Ale powszechnie wiadomo, że wytrychami głównie
złodzieje się posługują…
A Fundusz Pracy został przecież stworzony jako społeczny fundusz
celowy, zarządzany przez Ministra Pracy przy współudziale partnerów
społecznych reprezentujących też pracodawców oraz pracownicze związki
zawodowe. Trzeba podkreślić że nie są to pieniądze pracodawców – jak
zdaje się czasem sugerować Jeremi Mordasewicz z KPP Lewiatan, ale tym
bardziej nie mają one nic wspólnego z budżetem państwa – jak to
potraktował Vincent Rostowski. Stąd próba całościowej reformy Funduszu i
zdefiniowania na nowo oraz precyzyjniej – czym Fundusz ma być no i…
czyj ma być.
Doprawdy; – nie wiem właściwie tak do końca gdzie jest słuszność. Mam
wątpliwości. A to dlatego, że zasoby FP stanowią dziś bardzo łakomy
kąsek dla bardzo łakomych „biznesmenów” z tendencjami do żerowania na
społecznych funduszach, traktujących bezrobocie wyłącznie jak pretekst
do zarobienia na tym. Można to było przez ostatnie lata obserwować na
przykładzie tzw. „szkoleń” dla bezrobotnych, mających często formę
projektów finansowanych z funduszy unijnych a nastawionych wyłącznie na
pozory, bez realnych skutków końcowych w postaci sensownego
współczynnika skuteczności odniesionego do rzeczywistego spadku
bezrobocia. Teoretycznie więc – może być rzeczywiście tak jak kiedyś już
sugerowałem, że zasoby Funduszu Pracy dziś jeszcze istnieją wyłącznie
dlatego, że zostały zamrożone” przez Ministra Finansów…
Z drugiej strony…
Bardzo brakuje teraz działań możliwych do finansowania ze środków
Funduszu, dlatego to bardzo potrzebna inicjatywa. Rozumiem, że
Ministrowi Pracy może być „niezręcznie” otwarcie i aktywnie ją poprzeć
(szczególnie teraz – bo jest z PSL-u), nie ma ochoty szarpać się z
finansowym bykiem, ale może mimo to wspierać te działania – mimo że
nieco subtelniej. Zmiany wysokości składki na FP powinny być
rozpatrywane wyłącznie merytorycznie w odniesieniu do potrzeb – coraz
bardziej tragicznej sytuacji szczególnie osób bezrobotnych w wieku „50+”
(przedemerytalnym) – wymagającej coraz większych nakładów a z drugiej
strony przy dbaniu o stabilność czy wręcz kondycję dostarczyciela tych
pieniędzy, czyli przedsiębiorców zatrudniających pracowników. W
odniesieniu do potrzeb dla których Fundusz został stworzony a nie
potrzeb dla których próbuje się go bezprawnie użyć.
Synonimem skutecznego rozwiązania sytuacji trudnej, w rozwiązaniu
której nie można liczyć na dobrą wolę pracodawców – jest przykład ustawy
o PFRON. Ponieważ sytuacja ludzi starszych w wieku przedemerytalnym,
których nikt od nieraz trzech lat nie chce zatrudnić pomimo pomocy
udzielanej przez urzędy pracy – staje się dramatyczna,
usprawiedliwiałoby to w tym przypadku przynajmniej czasowe zastosowanie
podobnego zabiegu prawno-organizacyjnego, co w sprawie zatrudniania osób
niepełnosprawnych.
Sugerowałbym zwiększanie składki na FP przy nieusprawiedliwionej
całkowitej odmowie zatrudniania osób starszych, wraz z proporcjonalnym
jej obniżaniem – proporcjonalnie do ilości zatrudnianych osób z tej
grupy. Czyli zastosowanie rozwiązania analogicznego do PFRON. Uzasadnia
to – prócz względów społecznych czy wręcz humanitarnych – praktyczny
brak logicznego, merytorycznego uzasadnienia dla powszechnej odmowy
zatrudniania takich osób. Są tylko jakieś stereotypy, bajeczki, fobie,
uprzedzenia osobiste pracodawców a na tym polityka społeczna państwa nie
może się przecież oprzeć. Tak jak pisałem w jednym z poprzednich
artykułów – Właściwe społecznie rozwiązania powinny się pojawiać
naturalnie, samoczynnie, ale gdy tak się nie dzieje – państwo musi
właściwie, subtelnie interweniować, stwarzając właściwe ramy dla
wolności, gdy ona niebezpiecznie zbliża się do granicy anarchii,
samowoli i zaczyna szkodzić zamiast uszczęśliwiać. Naiwne jest
oczekiwanie, że pracodawcy mogą ukształtować właściwy i akceptowalny
społecznie model funkcjonowania rynku pracy. Pisałem:
Dziś stosunek pracodawcy chama do pracowników przypomina
często stosunek „jaśniepani” do „służby” w satyrycznym przerysowaniu
przedwojennych filmów lub oper. Stąd się pewnie biorą dzisiejsze
powszechne problemy z nieprzestrzeganiem przez przedsiębiorców prawa
pracy czy prawa cywilnego w aspekcie pracy; nieprzestrzeganiem
natrętnym, konsekwentnym, upartym i zaciekłym. Bo i któż mógłby
przypuszczać, że cham, prostak i burak najgorszego gatunku w
samochodzie, w życiu czy w interesach – nagle jako pracodawca stanie się
praworządnym, odpowiedzialnym i kulturalnym obywatelem w stosunku do
pracowników… Tak jak nie może być ślepy dobrym przewodnikiem, tak też i
ktoś zdemoralizowany nie stworzy właściwych relacji dotyczących
zatrudnienia.
Zasada tu proponowana, polegająca na stosowaniu tym wyższej składki
na FP im bardziej pracodawca broni się przed zatrudnianiem ludzi
starszych, ma swoje uzasadnienie także w konieczności poszukiwania i
odpowiednio wcześniejszego wdrożenia jakiegoś skutecznego rozwiązania
biorącego pod uwagę starzenie się całego społeczeństwa, ale przede
wszystkim konieczność zdobycia większych środków na pomoc materialną
bezrobotnym którym się odmawia zatrudnienia, większe udostępnienie
zasiłków dla bezrobotnych.
Wygląda na to, że docelowo to pracodawcy muszą utrzymywać bezrobotnych
starszych pracowników pozostających bez zatrudnienia i będzie to
najlepszą motywacją do wyzbywania się uprzedzeń, grymasów i fobii a
raczej motywacją do poszukiwania możliwości by to oni pracowali na
dochód pracodawcy – zamiast żyć na jego koszt (w postaci czerpania
zasiłków z funduszu składek).
Odnoszę wrażenie, że gdyby udało się przełamać, choćby „siłą” – uprzedzenia pracodawców do pracy ludzi starszych, pracy i tak
docelowo nieuniknionej –
to bardzo szybko sytuacja uległaby pewnej normalizacji, ucywilizowaniu.
Schemat skłaniania przedsiębiorców do poszukiwania sposobów na
zatrudnienie osób niepełnosprawnych, co jest niezmiernie ważne
społecznie – zawarty w pomyśle na PFRON sprawdził się dość dobrze.
Jednocześnie dowiódł, że wartości materialne, koszt czy oszczędność
(brak kosztu) dużo silniej przemawiają do przedsiębiorców w naszym
stadium, rozwoju społecznego – niż jakiekolwiek argumenty etyczne,
społeczne, religijne czy humanistyczne. Dlatego nie widzę powodów, by w
sprawie bezrobotnych sposób ten nie zadziałał podobnie korzystnie.
Skoro teraz właśnie debatuje się nad zmianami, reformą czy
usprawnieniem Funduszu Pracy, szczególnie nad ujednoznacznieniem jego
zarządzania a z drugiej strony pracodawcy protestują przeciwko
zawłaszczeniu środków FP przez ministra finansów w ten sposób, że
domagają się obniżenia wymiaru składki na fundusz, gdyby miała ona być
dalej traktowana jak teraz – bardziej na zasadzie podatku dla skarbu
państwa a nie funduszu celowego – jest atmosfera i okazja do
zasadniczych zmian.
Dlatego uważam, że należy rozpatrzeć właśnie teraz w ramach
planowanej reformy proponowaną tu możliwość; ustalić zmienną wysokość
składki stosowaną w zależności od stopnia zatrudniania osób bezrobotnych
w wieku przedemerytalnym, których nikt dziś nie chce zatrudniać.
Jednocześnie – zwiększyć dostępność zasiłków dla bezrobotnych,
finansowanych właśnie ze środków pochodzących ze składek pracodawców,
tak by mieli oni świadomość, że odmawiając na zasadzie jakiegoś
aspołecznego wybryku – jak to się dziś dzieje – zatrudniania tych ludzi,
sami będą musieli ich utrzymywać. Nie może być tak jak dziś – że ludzi
tych pozostawiono samym – sobie; bez pracy, praktycznie bez skutecznej
pomocy i bez zasiłku. Taktyka Premiera – udawania że „nie ma problemu” –
w tym przypadku „nie przejdzie”.
Poprawa sytuacji, spadek bezrobocia przynajmniej w tej grupie –
powinien dzięki temu nastąpić bardzo szybko, okazałoby się że „da się”
to zrobić bez żadnych istotnych problemów. Jednocześnie nie ma obawy o
nadmierną konkurencyjność tych osób w stosunku do bezrobotnych w wieku
26 – 45 lat, a to z powodu specyfiki możliwości fizycznych; katalog
zajęć zawodowych mogących stanowić pracę „odpowiednią” (w rozumieniu
ustawy o promocji zatrudnienia) dla ludzi w wieku po 50 roku życia a
przed 67 rokiem życia – jest już dość ograniczony właśnie z powodów
fizycznych (medycznych). Przy okazji – tak „narzucona” opłacalność
zatrudniania osób starszych wymogłaby na pracodawcach wypracowanie
wreszcie właściwych a dziś praktycznie nieistniejących zasad tzw.
„zarządzania wiekiem pracownika” co by miało olbrzymie znaczenie w
przyszłości „społeczeństwa starzejącego się” w sposób uznawany dziś za
nieunikniony. Bo gdy istnieje dziś sztucznie wytworzona z uzasadnieniem
ideologicznym ogromna nadwyżka „podaży” rak do pracy nad popytem na nie –
takie zasady „zarządzania wiekiem pracownika” będą zastępowane dużo
tańszym… wyrzuceniem go „na bruk” i zastąpieniem kimś młodszym. Chyba,
że nastąpi zasadnicza zmiana władzy, i to taka zmiana kończąca
dzisiejsze spychanie społeczeństwa gdzieś na obrzeża cywilizowanego
rozwoju czy barbarzyńskiego odczłowieczenia – jak to obserwujemy obecnie
w wydaniu „ideolo” Platformy Obywatelskiej. Drobny problem a nawet bym
się odważył powiedzieć – „szkopuł” – tylko w tym, że przy innym „ideolo”
– może być jeszcze gorzej… ale to wcale nie oznacza, że to co jest –
jest dobre.
*) Pisząc o „Janosikowym” nie miałem na myśli
opłaty, jaką bogatsze województwa płacą na rzecz biedniejszych. Miałem
na myśli zablokowanie środków Funduszu Pracy, które działa podobnie jak
Janosik, tylko odwrotnie. Legendarny Janosik jak wiadomo rabował bogatym
by pomagać biednym, między innymi i sobie… Tymczasem Minister Vincent
Rostowski…