BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą minister finansów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą minister finansów. Pokaż wszystkie posty

19/07/2012

Okraść najbiedniejszych; „janosikowe” – dla Janosika.

Mamy do czynienia z próbą „odbicia” Funduszu Pracy z rąk „zbójeckiego” Ministra Finansów, który zasoby Funduszu w dziwny i jakby mało prawnie wytłumaczalny sposób zawłaszczył na rzecz Ministerstwa Finansów i Skarbu Państwa. Bo jeśli „wytłumaczalny” – to tylko słowem-wytrychem: KRYZYS. Ale powszechnie wiadomo, że wytrychami głównie złodzieje się posługują…

A Fundusz Pracy został przecież stworzony jako społeczny fundusz celowy, zarządzany przez Ministra Pracy przy współudziale partnerów społecznych reprezentujących też pracodawców oraz pracownicze związki zawodowe. Trzeba podkreślić że nie są to pieniądze pracodawców – jak zdaje się czasem sugerować Jeremi Mordasewicz z KPP Lewiatan, ale tym bardziej nie mają one nic wspólnego z budżetem państwa – jak to potraktował Vincent Rostowski. Stąd próba całościowej reformy Funduszu i zdefiniowania na nowo oraz precyzyjniej – czym Fundusz ma być no i… czyj ma być.

Doprawdy; – nie wiem właściwie tak do końca gdzie jest słuszność. Mam wątpliwości. A to dlatego, że zasoby FP stanowią dziś bardzo łakomy kąsek dla bardzo łakomych „biznesmenów” z tendencjami do żerowania na społecznych funduszach, traktujących bezrobocie wyłącznie jak pretekst do zarobienia na tym. Można to było przez ostatnie lata obserwować na przykładzie tzw. „szkoleń” dla bezrobotnych, mających często formę projektów finansowanych z funduszy unijnych a nastawionych wyłącznie na pozory, bez realnych skutków końcowych w postaci sensownego współczynnika skuteczności odniesionego do rzeczywistego spadku bezrobocia. Teoretycznie więc – może być rzeczywiście tak jak kiedyś już sugerowałem, że zasoby Funduszu Pracy dziś jeszcze istnieją wyłącznie dlatego, że zostały zamrożone” przez Ministra Finansów…

Z drugiej strony…
Bardzo brakuje teraz działań możliwych do finansowania ze środków Funduszu, dlatego to bardzo potrzebna inicjatywa. Rozumiem, że Ministrowi Pracy może być „niezręcznie” otwarcie i aktywnie ją poprzeć (szczególnie teraz – bo jest z PSL-u), nie ma ochoty szarpać się z finansowym bykiem, ale może mimo to wspierać te działania – mimo że nieco subtelniej. Zmiany wysokości składki na FP powinny być rozpatrywane wyłącznie merytorycznie w odniesieniu do potrzeb – coraz bardziej tragicznej sytuacji szczególnie osób bezrobotnych w wieku „50+” (przedemerytalnym) – wymagającej coraz większych nakładów a z drugiej strony przy dbaniu o stabilność czy wręcz kondycję dostarczyciela tych pieniędzy, czyli przedsiębiorców zatrudniających pracowników. W odniesieniu do potrzeb dla których Fundusz został stworzony a nie potrzeb dla których próbuje się go bezprawnie użyć.

Synonimem skutecznego rozwiązania sytuacji trudnej, w rozwiązaniu której nie można liczyć na dobrą wolę pracodawców – jest przykład ustawy o PFRON. Ponieważ sytuacja ludzi starszych w wieku przedemerytalnym, których nikt od nieraz trzech lat nie chce zatrudnić pomimo pomocy udzielanej przez urzędy pracy – staje się dramatyczna, usprawiedliwiałoby to w tym przypadku przynajmniej czasowe zastosowanie podobnego zabiegu prawno-organizacyjnego, co w sprawie zatrudniania osób niepełnosprawnych.

Sugerowałbym zwiększanie składki na FP przy nieusprawiedliwionej całkowitej odmowie zatrudniania osób starszych, wraz z proporcjonalnym jej obniżaniem – proporcjonalnie do ilości zatrudnianych osób z tej grupy. Czyli zastosowanie rozwiązania analogicznego do PFRON. Uzasadnia to – prócz względów społecznych czy wręcz humanitarnych – praktyczny brak logicznego, merytorycznego uzasadnienia dla powszechnej odmowy zatrudniania takich osób. Są tylko jakieś stereotypy, bajeczki, fobie, uprzedzenia osobiste pracodawców a na tym polityka społeczna państwa nie może się przecież oprzeć. Tak jak pisałem w jednym z poprzednich artykułów – Właściwe społecznie rozwiązania powinny się pojawiać naturalnie, samoczynnie, ale gdy tak się nie dzieje – państwo musi właściwie, subtelnie interweniować, stwarzając właściwe ramy dla wolności, gdy ona niebezpiecznie zbliża się do granicy anarchii, samowoli i zaczyna szkodzić zamiast uszczęśliwiać. Naiwne jest oczekiwanie, że pracodawcy mogą ukształtować właściwy i akceptowalny społecznie model funkcjonowania rynku pracy. Pisałem:
Dziś stosunek pracodawcy chama do pracowników przypomina często stosunek „jaśniepani” do „służby” w satyrycznym przerysowaniu przedwojennych filmów lub oper. Stąd się pewnie biorą dzisiejsze powszechne problemy z nieprzestrzeganiem przez przedsiębiorców prawa pracy czy prawa cywilnego w aspekcie pracy; nieprzestrzeganiem natrętnym, konsekwentnym, upartym i zaciekłym. Bo i któż mógłby przypuszczać, że cham, prostak i burak najgorszego gatunku w samochodzie, w życiu czy w interesach – nagle jako pracodawca stanie się praworządnym, odpowiedzialnym i kulturalnym obywatelem w stosunku do pracowników… Tak jak nie może być ślepy dobrym przewodnikiem, tak też i ktoś zdemoralizowany nie stworzy właściwych relacji dotyczących zatrudnienia.

Zasada tu proponowana, polegająca na stosowaniu tym wyższej składki na FP im bardziej pracodawca broni się przed zatrudnianiem ludzi starszych, ma swoje uzasadnienie także w konieczności poszukiwania i odpowiednio wcześniejszego wdrożenia jakiegoś skutecznego rozwiązania biorącego pod uwagę starzenie się całego społeczeństwa, ale przede wszystkim konieczność zdobycia większych środków na pomoc materialną bezrobotnym którym się odmawia zatrudnienia, większe udostępnienie zasiłków dla bezrobotnych.
Wygląda na to, że docelowo to pracodawcy muszą utrzymywać bezrobotnych starszych pracowników pozostających bez zatrudnienia i będzie to najlepszą motywacją do wyzbywania się uprzedzeń, grymasów i fobii a raczej motywacją do poszukiwania możliwości by to oni pracowali na dochód pracodawcy – zamiast żyć na jego koszt (w postaci czerpania zasiłków z funduszu składek).

Odnoszę wrażenie, że gdyby udało się przełamać, choćby „siłą” – uprzedzenia pracodawców do pracy ludzi starszych, pracy i tak docelowo nieuniknionej – to bardzo szybko sytuacja uległaby pewnej normalizacji, ucywilizowaniu. Schemat skłaniania przedsiębiorców do poszukiwania sposobów na zatrudnienie osób niepełnosprawnych, co jest niezmiernie ważne społecznie – zawarty w pomyśle na PFRON sprawdził się dość dobrze. Jednocześnie dowiódł, że wartości materialne, koszt czy oszczędność (brak kosztu) dużo silniej przemawiają do przedsiębiorców w naszym stadium, rozwoju społecznego – niż jakiekolwiek argumenty etyczne, społeczne, religijne czy humanistyczne. Dlatego nie widzę powodów, by w sprawie bezrobotnych sposób ten nie zadziałał podobnie korzystnie.

Skoro teraz właśnie debatuje się nad zmianami, reformą czy usprawnieniem Funduszu Pracy, szczególnie nad ujednoznacznieniem jego zarządzania a z drugiej strony pracodawcy protestują przeciwko zawłaszczeniu środków FP przez ministra finansów w ten sposób, że domagają się obniżenia wymiaru składki na fundusz, gdyby miała ona być dalej traktowana jak teraz – bardziej na zasadzie podatku dla skarbu państwa a nie funduszu celowego – jest atmosfera i okazja do zasadniczych zmian.
Dlatego uważam, że należy rozpatrzeć właśnie teraz w ramach planowanej reformy proponowaną tu możliwość; ustalić zmienną wysokość składki stosowaną w zależności od stopnia zatrudniania osób bezrobotnych w wieku przedemerytalnym, których nikt dziś nie chce zatrudniać. Jednocześnie – zwiększyć dostępność zasiłków dla bezrobotnych, finansowanych właśnie ze środków pochodzących ze składek pracodawców, tak by mieli oni świadomość, że odmawiając na zasadzie jakiegoś aspołecznego wybryku – jak to się dziś dzieje – zatrudniania tych ludzi, sami będą musieli ich utrzymywać. Nie może być tak jak dziś – że ludzi tych pozostawiono samym – sobie; bez pracy, praktycznie bez skutecznej pomocy i bez zasiłku. Taktyka Premiera – udawania że „nie ma problemu” – w tym przypadku „nie przejdzie”.

Poprawa sytuacji, spadek bezrobocia przynajmniej w tej grupie – powinien dzięki temu nastąpić bardzo szybko, okazałoby się że „da się” to zrobić bez żadnych istotnych problemów. Jednocześnie nie ma obawy o nadmierną konkurencyjność tych osób w stosunku do bezrobotnych w wieku 26 – 45 lat, a to z powodu specyfiki możliwości fizycznych; katalog zajęć zawodowych mogących stanowić pracę „odpowiednią” (w rozumieniu ustawy o promocji zatrudnienia) dla ludzi w wieku po 50 roku życia a przed 67 rokiem życia – jest już dość ograniczony właśnie z powodów fizycznych (medycznych). Przy okazji – tak „narzucona” opłacalność zatrudniania osób starszych wymogłaby na pracodawcach wypracowanie wreszcie właściwych a dziś praktycznie nieistniejących zasad tzw. „zarządzania wiekiem pracownika” co by miało olbrzymie znaczenie w przyszłości „społeczeństwa starzejącego się” w sposób uznawany dziś za nieunikniony. Bo gdy istnieje dziś sztucznie wytworzona z uzasadnieniem ideologicznym ogromna nadwyżka „podaży” rak do pracy nad popytem na nie – takie zasady „zarządzania wiekiem pracownika” będą zastępowane dużo tańszym… wyrzuceniem go „na bruk” i zastąpieniem kimś młodszym. Chyba, że nastąpi zasadnicza zmiana władzy, i to taka zmiana kończąca dzisiejsze spychanie społeczeństwa gdzieś na obrzeża cywilizowanego rozwoju czy barbarzyńskiego odczłowieczenia – jak to obserwujemy obecnie w wydaniu „ideolo” Platformy Obywatelskiej. Drobny problem a nawet bym się odważył powiedzieć – „szkopuł” – tylko w tym, że przy innym „ideolo” – może być jeszcze gorzej… ale to wcale nie oznacza, że to co jest – jest dobre.

*) Pisząc o „Janosikowym” nie miałem na myśli opłaty, jaką bogatsze województwa płacą na rzecz biedniejszych. Miałem na myśli zablokowanie środków Funduszu Pracy, które działa podobnie jak Janosik, tylko odwrotnie. Legendarny Janosik jak wiadomo rabował bogatym by pomagać biednym, między innymi i sobie… Tymczasem Minister Vincent Rostowski…

06/07/2012

Albo przestanę szykanować osoby w wieku 50 plus w sprawach zatrudnienia, albo będę je musiał utrzymywać..

Pamiętam, jak w minionej kampanii wyborczej do Parlamentu doradcy Premiera Donalda Tuska nagle podpowiedzieli mu, by – walcząc o topniejące głosy – „zauważył” oficjalnie sytuację ludzi młodych; bezrobocie i brak perspektyw dla tej grupy Polaków. Przyglądając się już kilka lat działalności władzy nie mam złudzeń: nie było to wyrazem rzeczywistej troski, zrozumienia ważności tego problemu a wynikiem brudnej i cynicznej kalkulacji.

O głosy ludzi młodych warto zadbać, powalczyć – choćby dlatego, że jest to łatwiejsze; ludzie ci nie mają takiego jak starsi rozeznania, doświadczenia życiowego, dużo łatwiej zdobyć (kupić) ich poparcie obiecując poprawę warunków życia czy dostęp do zatrudnienia. Są niedoświadczeni i dużo mniej związani z tradycją Ojczyzny, patriotyzmu. Dużo łatwiej im niż starszym sprzedać internacjonalistyczną, multi-kulturową bajeczkę i ogłupić neoliberalną propagandą, perspektywą „szmalu”, jako panaceum na wszystkie problemy życiowe i moralne. Dużo czasu minie, zanim się zorientują, że to kłamstwa wciskane im wyłącznie po to by uwiarygodnili tę władzę, dali jej przetrwać jak najdłużej…
Dlatego też Premier bardzo się wówczas zatroskał losem młodych Polaków, szczególnie – dotykającym ich bezrobociem, no i… wygrał.

O głosy starszych obywateli Premier w ogóle nie zabiegał. Wiadomo, że tu by nie wystarczył jakiś „kit wyborczy”, który wciśnięto młodzieży; ludzie oczytani, doświadczeni, w wielu wypadkach dużo bardziej wykształceni niż Premier, wiedzący wiele z własnego doświadczenia, pamiętający różne czasy i mający własne rozeznanie polityczne. Dla Premiera – tylko kłopot i konkurencja.
Poza tym – o zgrozo – w sporej części to są wierzący, także i „praktykujący”, po prostu „naturalne zaplecze PiS i Rydzyka”, więc byłoby politycznym bezsensem pomagać im, coś im choćby obiecywać za głosy wyborcze. Kogoś „kryzys” musi dopaść, żeby przykład ostrzegawczy był jasny, więc najlepiej niechaj dopada ich; niech się staczają do śmietników w poniżeniu i rozpaczy, niech zdychają z głodu, – bo w końcu ktoś musi… Inaczej się nie uda stworzyć „klasy niewolników”…
Czas od wyborów do wyborów, umilany harataniem w gałę szybko leci, więc skoro się rzekło – trzeba było coś dla młodzieży zrobić.

Rzeczywiście dane z „rynku pracy” wyraźnie wskazują na zmniejszanie się bezrobocia w grupie osób w wieku do 25 roku życia i jest to tendencja trwała. Od roku liczba bezrobotnych „50+” jest większa niż bezrobotnych do 25 roku życia, przy czym tych pierwszych przybywa trzykrotnie szybciej niż tych drugich. Według danych GUS – osób bezrobotnych w wieku „50+” wg stanu z maja br. było prawie 460.000, przy czym ich ilość w porównaniu ze stanem z maja 2011 wzrosła o 7,3%, natomiast ogólne bezrobocie w tym czasie wzrosło „tylko” o 2,6%. Grupa osób bezrobotnych w wieku do 26 lat w tym samym czasie zmniejszyła się o 5%.
Mamy więc obraz skutków realizacji obietnicy wyborczej.

Dowodzi to moim zdaniem przede wszystkim tego, że władza wbrew propagandzie w ogóle ma możliwość skutecznie ingerować w sytuację, więc magiczne słowo „kryzys”, które było do tej pory uniwersalnym usprawiedliwieniem, alibi tumiwisizmu i bezczynności – teraz już nie wystarcza. Władza może coś zrobić… inna sprawa, że powyższe choćby zestawienie danych dowodzi, że rząd Tuska nie rozwiązał i nawet nie próbował rozwiązać żadnego problemu, a najzwyczajniej tylko przerzuca ciężar bezrobocia z młodzieży na ludzi starszych, zaprzeczając w ten sposób wszystkim własnym argumentom za przesunięciem wieku emerytalnego. Osoby w wieku „50+” miały dłużej pracować a więc dłużej generować składki na ubezpieczenie społeczne i dzięki temu otrzymać wyższe świadczenia emerytalne po przekroczeniu wieku 67 lat, tymczasem narastające „wypychanie” ich z rynku pracy przez działania rządu, po to aby zrobić miejsce młodym i wypełnić w ten sposób obietnicę wyborczą – spowoduje skutek dokładnie odwrotny niż propagandowo głoszony; ludzie ci będą dłużej czekać na swój wiek emerytalny, nie opłacając (nie generując) składek ubezpieczenia z powodu braku zatrudnienia, część z nich może być zmuszona skorzystać z emerytury cząstkowej by móc przetrwać do wieku 67 lat, wyczerpując i tak niewielkie, zdobyte jeszcze „przed Tuskiem” zasoby swojego konta emerytalnego, więc gdy dojdzie przy dużym szczęściu do obliczenia należnej emerytury – sytuacja może stać się dramatyczna i zgoła odmienna niż ta przedstawiana przez propagandystów platformerskiej „reformy emerytalnej”.

Z jednej strony możemy tu mieć do czynienia z klasycznym zjawiskiem zwanym potocznie „krótką kołderką”; tak jak nie można się krótką kołderką nakryć „w całości” i coś nam zawsze będzie spod niej wystawało, tak też i gdy ogólnie mamy zbyt mało miejsc pracy – dla kogoś musi ich zabraknąć.
Swoista „logika” władzy, rządu – to jedno, ale warto przyjrzeć się w takim razie, jak przedsiębiorcy zatrudniający pracowników uzasadniają gremialną odmowę zatrudniania osób starszych.

Pewną dozę logiczności ma może jeden, dotyczący słynnego „okresu ochrony przed rozwiązaniem stosunku pracy” na cztery lata przed wejściem w wiek emerytalny. Wprowadzenie zmian dotyczących wieku nabycia prawa do emerytury skomplikowało jeszcze sprawę, bo w miarę stopniowego wprowadzania wydłużenia okresu pracy i czas wejścia w ów okres ochronny będzie się indywidualnie wydłużał; należałoby go dziś liczyć, jako 48 miesięcy wstecz od daty uzyskania uprawnienia emerytalnego, czyli liczyć indywidualnie dla każdego pracownika z osobna. Ta rzekoma ochrona jest czymś absurdalnym, pozostałością poprzedniego okresu błędów i wypaczeń i powinna być natychmiast zlikwidowana, tym bardziej, że dziś zamiast chronić – staje się właśnie przyczyną rozwiązania stosunku pracy tuż przed rozpoczęciem okresu rzekomej ochrony. Władza nie zamierza jednak tego zlikwidować, bo jako pretekst jest jej widocznie potrzebne. Tym bardziej nie zamierza wprowadzać rozwiązań alternatywnych, jak na przykład wymogu wprowadzania powszechnie w zakładach pracy tak zwanej polityki zarządzania wiekiem pracownika, co oznacza długoterminowe planowanie zamian stanowisk, sposobu zatrudnienia i jego wymiaru w stosunku do starszych pracowników w miarę ich starzenia się.

Pozostałe pojawiające się tu i ówdzie uzasadnienia czy wyjaśnienia odmowy zatrudniania ludzi bezrobotnych w wieku 50+ są absurdalne, dziecinne, śmieszne, głupie lub z pogranicza praworządności.
Pisałem w jednym z poprzednich tekstów:
„…Kto ma bezpośredni i praktyczny związek ze sprawami pracy (a nie teoretyczny – jak minister pracy) – ten widzi czarno na białym, jak zdemoralizowany, nieposkromiony i anarchizujący typowy polski obywatel, dziś akurat występujący w roli przedsiębiorcy – przelewa na sprawy zatrudnienia, sprawy podatkowe czy ubezpieczeniowe całą tę swoją dotychczasową demoralizację.
Tak jak nie chce i nigdy nie chciał się podporządkować regulaminowi porządku domowego, ciszy nocnej (cham), jak zawsze lekceważył zakazy, nakazy i ograniczenia w ruchu drogowym i to niezależnie od kwot płaconych mandatów (ideowiec) – tak teraz nie ma zamiaru podporządkować się jako pracodawca prawu pracy, przepisom wykonawczym dotyczącym zatrudnienia, wynagradzania czy czasu pracy swoich pracowników a nawet podstawowej przyzwoitości.
Dziś stosunek pracodawcy chama do pracowników przypomina często stosunek „Jaśnie Pani” do „służby” w satyrycznym przerysowaniu przedwojennych filmów lub oper.”
Ale zrzucanie powodów takiego zachowania pracodawców na ich własny, osobisty „niski poziom” – to jedno. Można też widzieć tu inne pobudki; współpracę „elity” z władzą w realizacji planu ideologicznego „budowy kapitalizmu” poprzez stworzenie podziału społecznego na elitę posiadaczy i „szare masy” pracowników, całkowicie życiowo uzależnionych od pracy najemnej, przyjmujących z wdzięcznością każdą pracę na każdych warunkach, jakie się tylko „przyśnią” przedsiębiorcy, bez szemrania, bez wymagań czy oczekiwań, bez żadnych istotnych praw. No i ma się rozumieć – bez żadnych związków zawodowych.
Czyżby rząd Tuska chciał odtworzyć podziały społeczeństwa, klasowy jego charakter z czasów sprzed Wielkiej Rewolucji Październikowej? A wszystko to jedynie dla maksymalizacji zysków przedsiębiorców i ich bezpiecznego transferu?

Mam więc następujący pomysł.

Przez analogię do ustawy o PFRON:
Fundusz Pracy jest tworzony z obowiązkowych składek płaconych przez pracodawców z ich własnych zasobów (nie potrącanych z pensji pracowniczych) w przypadku zatrudniania pracownika zarabiającego brutto powyżej ustawowo określonej płacy minimalnej. Wysokość tej składki wynosi 2,45% podstawy wymiaru jego (pracownika) składek na ubezpieczenie społeczne. Przeznaczenie zasobów tego funduszu określa ustawa o promocji zatrudnienia – jako pokrywanie kosztów zasiłków dla bezrobotnych, stypendiów szkoleniowych, dodatków aktywizacyjnych itp. Jednocześnie przepisy ustawy ograniczają w sztuczny sposób grupę docelowa uprawnionych do zasiłków – do (statystycznie) 20% zarejestrowanych bezrobotnych.
(Na marginesie więc – jakim prawem Minister Finansów może samowolnie zablokować większość tych środków „na doraźne potrzeby ministerstwa finansów” – tego pojąć nie można. Świadczy to o postępującej anarchii wewnątrz Rządu.)
Co do zatrudnienia bezrobotnych w wieku „50+” – należałoby:
- uchylić czasowo działanie przepisów ograniczających liczbę osób bezrobotnych z tej grupy, posiadających prawo do zasiłku i wydłużyć czas jego przyznawania do 24 lub 36 miesięcy, albo wręcz do chwili uzyskania zatrudnienia (bezterminowo); *[Chodzi o Art.71, Ust.1, Pkt 2 Ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy]
- wprowadzić do ustawy dodatkowy przepis, mówiący że pracodawca, który zatrudnia odpowiednio proporcjonalną do załogi liczbę osób starszych płaci składkę na Fundusz Pracy w wymiarze dotychczasowym 2,45%, natomiast przy zatrudnianiu mniejszej liczby osób w tym wieku – odpowiednio podwyższoną składkę, przy całkowitej a nieuzasadnionej odmowie zatrudniania osób z tej grupy – nawet np. trzykrotność tej stawki, czyli 7,35%.
Uzyskane w ten sposób środki byłyby wypłacane osobom z tej grupy bezrobotnych, których pracodawcy z zasady nie chcą zatrudniać, – jako forma zasiłku czy rodzaj „świadczenia przedemerytalnego” dającego możność utrzymania się w gotowości do podjęcia pracy, stanowiącego podstawowe środki do życia, czyli w wysokości ustawowo określonego najniższego wynagrodzenia. Pytanie tylko – co wówczas ze składką emerytalną; prawdopodobnie także powinna być opłacana z FP.
Czyli krótko: albo zatrudniam człowieka w wieku „50+” i wówczas on pracuje „na mnie” (no i ma się rozumieć także „na siebie”, płaci podatki, kupuje wyroby moje i innych wytwórców itp.), albo odmawiam mu zatrudnienia „bo mi się wydaje że coś-tam” (pretekst) i wtedy poprzez Fundusz Pracy to ja płacę jemu zasiłek za brak zatrudnienia, utrzymuję go. Wtedy to ja „pracuję na niego” opłacając dużą składkę na FP a on… dalej szuka zatrudnienia, i tak aż do emerytury…
Czy taka zasada odpowiada pracodawcom?

A jeszcze – gdyby zatrudnianie odpowiedniej liczby starszych pracowników zwalniało z obowiązku opłacania składki, to okazałoby się natychmiast, że osoby „50+” są najbardziej na rynku poszukiwanymi pracownikami, tak jak dziś niepełnosprawni i studenci. Jeśli przyjąć za zasadę (z obserwacji życia) że przedsiębiorcy rozumieją wyłącznie argument opłacalności (wyłącznie w sensie doraźnym i pieniężnym), to może  wyłącznie taką „argumentacją” należy ich skłaniać do działania społecznie akceptowalnego i społecznie korzystnego.

25/06/2012

Minister Pracy poprosi „kolegę” o odblokowanie Funduszu Pracy.

W minionym tygodniu pojawiło się coś nowego w sprawie przeciwdziałania bezrobociu i jego skutkom.
 W sprawie tego przeciwdziałania – którego nie ma, pomimo że jest ono konstytucyjnym obowiązkiem Państwa.
Któż by się jednak przejmował w Rządzie jakąś tam Konstytucją jakiejś tam Rzeczypospolitej Polskiej… Wszak mamy „Rząd Internacjonałów” i "uni już sami lepiej wiedzą co dla nas jest dobre…"

Zaczęły się pojawiać wyraźne naciski, żądania i argumenty ze strony organizacji „pracodawców” – na odblokowanie zasobów Funduszu Pracy. Chodzi o fundusz tworzony z obowiązkowych składek pracodawców, przeznaczony na łagodzenie skutków bezrobocia i interwencje na rynku pracy w tworzenie nowych miejsc pracy, szkolenie pracowników itp. Obecnie jest tam niebagatelna kwota rzędu ponad 5 miliardów złotych. Problem w tym, że została ona „zablokowana” przez Ministra Finansów ze względu na jakieś mało sprecyzowane potrzeby zrównoważenia budżetu (mało sprecyzowane, ale i w tym ujęciu mało mnie interesujące).

Na przełomie roku 2010 i 2011 finansowanie potrzeb związanych z obsługą i zwalczaniem bezrobocia zostało w ten sposób przez Ministra Finansów zmniejszone dokładnie o połowę, a przecież nigdy nie było wystarczające. W 2012 roku także minimalnie przekracza ono połowę kwoty z 2010 roku.
Dlatego powszechnie w Urzędach Pracy brakuje pieniędzy; brakuje oczywiście dla bezrobotnych na staże, szkolenia i inną pomoc; – nie brakuje dla urzędników zatrudnionych w Urzędach Pracy a tym bardziej – w Ministerstwie.

Staże dla osób bezrobotnych były dość dobrym instrumentem wpływania na zatrudnianie bezrobotnych, bo pozwalały dokładniej „przyjrzeć się” stażyście w trakcie pracy, bez angażowania środków pracodawcy przeznaczonych na wynagrodzenia, co dość często pozwalało przełamywać opory, obawy, stereotypy i docelowo skutkowało zatrudnieniem tej osoby. Ponadto odbycie takiego stażu – jeśli nawet nie zakończyło się kontynuowaniem zatrudnienia przez organizatora stażu po jego zakończeniu, to dawało udokumentowane doświadczenie w praktycznym wykonywaniu jakichś czynności lub zadań a to z kolei – często pomagało bezrobotnemu przekonać do siebie jakiegoś innego pracodawcę; brak doświadczenia praktycznego przestawał być przeszkodą w uzyskaniu pracy, choćby dla absolwentów.

Na skutek zablokowania środków Funduszu Pracy w 2010 roku – ilość staży organizowanych dla bezrobotnych w 2011 roku spadła do 1/3 ilości staży z roku poprzedniego.
Inicjatywę poparł wreszcie Minister Pracy – Władysław Kosiniak Kamysz. Zapowiedział on złożenie – jeszcze do końca czerwca – wniosku formalnego do Ministra Finansów o odblokowanie wspomnianego funduszu, albo przynajmniej jakiejś istotnej kwoty w ramach funduszu. Jest to o tyle pilne, że z końcem czerwca na „rynek pracy” wchodzi ponad półmilionowa grupa tegorocznych absolwentów szkół, którzy będą szukać zatrudnienia a jak się szacuje około 100.000 z nich tego zatrudnienia z pewnością nie uzyska. W sierpniu br. rusza z kolei specjalny program pomocy dla bezrobotnych w wieku do 30 roku życia. Pomoc skierowana do młodych jest jak pamiętamy hasłem wyborczym Donalda Tuska, toteż trudno się dziwić, że Minister Pracy także uważa pomoc dla tej grupy bezrobotnych za ważną, twierdzi że „tej grupie bezrobotnych warto pomóc”.
Należy więc rozumieć, że ministerstwo już całkowicie „stanęło otworem” do osób starszych lecz w wieku przedemerytalnym i im już – podobnie jak dotychczas – żadnej rzeczywistej, realnej pomocy nie ma zamiaru udzielać.

Ciekawe swoją drogą, jakie będą dalsze losy wspomnianego wniosku jednego ministra do drugiego ministra bo to ciekawa forma porozumiewania się; widocznie ministrowie w rządzie Tuska nie umieją się już albo jeszcze porozumiewać bezpośrednio na posiedzeniach rządu a jedynie – poprzez wnioski na piśmie?
Poza tym; czy minister Kosiniak Kamysz sam wnioskował o zamrożenie środków Funduszu Pracy?
Czy sam wnioskował by Minister Rostowski ogołocił Urzędy Pracy ze środków przeznaczonych na realizowanie ustawy – i to jeszcze na dodatek z uzasadnieniem „potrzebą zracjonalizowania wydatków publicznych”?
Mam wrażenie, że nie. Że minister Rostowski sam, można by może nawet rzec – samowolnie, położył ciężką łapę na tych pieniądzach dla „zabezpieczenia doraźnych potrzeb Ministerstwa Finansów”.
Jeśli więc tak – to obawiam się, że ewentualny wniosek o odblokowanie finansów Funduszu – będzie tak samo zbagatelizowany, jak wcześniej zbagatelizowano potrzeby osób bezrobotnych i instytucji organizujących działania na rzecz zmniejszenia bezrobocia.

Pisałem już niedawno także, że zablokowanie tych środków może mieć swoje dobre strony; mianowicie tylko dzięki temu środki te jeszcze są. Kierując się doświadczeniem i obserwacją bezpośrednią obawiam się, że gdyby nie to, zostałyby one zmarnowane, roztrwonione, przepuszczone i rozdane bez żadnego trwałego efektu dla bezrobocia.
Potrzebne są działania na rzecz trwałego zmniejszenia bezrobocia. Potrzebne są już działania na rzecz większej dostępności zasiłku dla bezrobotnych. Ale jak dotychczas – dalej nie widać pomysłów na realne działania dające taki skutek. Przedsiębiorcy – uważający środki Funduszu za swoje – coraz natarczywiej domagają się ich w formie dotacji do zatrudnienia, dopłat na tworzenie miejsc pracy, dodatków za szkolenie pracowników itp. Tymczasem nie chodzi nam o to, by tworzyć fikcję, jakąś atrapę gospodarki która istnieje wyłącznie dzięki dotacjom a gdy się skończą dotacje – wszystko pada.
Zarządzanie Funduszem miało być dokonywane społecznie w ramach działania tzw. Komisji Trójstronnej w której strona związkowa miała reprezentować interesy pracowników i bezrobotnych.
Czy jednak zablokowanie Funduszu zostało zaakceptowane przez Komisję Trójstronną?
Czy w ogóle było z nią przez Ministra Rostowskiego konsultowane?
Jak wyjaśnić kompletną bezczynność związków zawodowych w tej i nie tylko tej sprawie?
Pięć miliardów złotych to spora kwota, dzięki której można w sposób trwały przywrócić sporą część ludzi dziś pozbawionych zatrudnienia – do pracy, do płacenia podatków i do dokonywania zakupów – napędzających gospodarkę w formie wzmacniania popytu wewnętrznego.

Mam jednak coraz większe wątpliwości, które wyrażają się w pytaniach:

CZY TEN RZĄD TEGO CHCE?
————————————————————————————–
CZY CHCE ZMNIEJSZAĆ BEZROBOCIE, CZY WOLI EKSTERMINOWAĆ BEZROBOTNYCH, SZCZEGÓLNIE TYCH „50 plus” – POZBYWAJĄC SIĘ WRAZ Z NIMI – „PROBLEMU”?
————————————————————————————–
CZY BEZROBOTNYM „50 PLUS” – JUŻ „NIE WARTO POMAGAĆ”, BO ICH GŁOSY PRZESTAŁY SIĘ LICZYĆ DLA WŁADZY?
————————————————————————————–

Pytań jest więcej, ale wszystko wskazuje na to, że zadać je będzie musiała ulica.

Odwiedziny: