BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

30/09/2011

13.
Prawda; szukanie igły w stogu siana…

Motto: „Jeśli słyszysz lub czytasz jakieś zdanie i natychmiast jesteś gotów się z nim zgodzić – nie znaczy to, że sam je wymyśliłeś”.

Powyższe motto jest dość przewrotne w swojej wielości znaczeń. Truizmem dla osób, które pamiętają czasy przed "stanem wojennym" byłoby stwierdzenie, że prasa, radio czy telewizja już dawno przestała być źródłem informacji. Jest to oczywiste. Druk czy też minuta emisji zbyt dużo kosztuje, aby ci, co politycznie zarządzają tymi „mediami” mogli sobie pozwolić na marnowanie pieniędzy na bezproduktywne i szkodliwe mówienie prawdy. Z jednej strony za dużo kosztuje, z drugiej – stanowi zbyt ważną możliwość wpływu, realizacji własnych celów.
Wszystkie te „środki przekazu”, które są w stanie docierać do wystarczająco istotnej ilości ludzi – są areną i jednocześnie narzędziem walki politycznej i to walki bezwzględnej. Dlatego też można tam znaleźć jedynie propagandę własnej linii politycznej i „osiągnięć” oraz anty-propagandę dotyczącą wszystkich innych, szczególnie przeciwników oraz rywali politycznych. A że to jednak kosztuje – wymaga zarabiania pieniędzy, dlatego reszta pozostałego czasu antenowego, pewna - niemała czasem część „łamów” i „fal” - przeznaczona jest na reklamy, bzdurne, często oszukańcze, zachwalające bezwartościowe wyroby i podpierające się przy tym wyssanymi z palca „badaniami naukowymi”. Mam tu na myśli wszystkie te reklamy lub coraz liczniejsze kryptoreklamy udające informacje - zaczynające się na przykład od słów: najnowsze badania naukowe udowodniły, że ...

Dotyczy to tym bardziej Internetu, co wynika i z jego popularności i z grupy społecznej najczęściej zeń korzystającej – młodzieży, najbardziej wartej oszukania, – bo przyszłościowej. Im bardziej staje się on u nas popularny i dostępny, tym lepiej przydaje się do dyskretnego ogłupiania, jak niegdyś prasa, potem radio a jeszcze później - telewizja.

Słowem: wszelkie środki przekazu zawierają jedynie propagandę, anty-propagandę i reklamy komercyjne. Doszukiwanie się tam informacji (wiedzy) a zwłaszcza powoływanie się na nią - jest naiwnością. Oczywiście, jeśli traktujemy to bezpośrednio.
To pewna przesada, przerysowanie, uogólnienie. Złośliwość i szyderstwo przeze mnie przemawia, bezradna wściekłość, – bo tak źle może jednak nie jest – od czasu przerwania monopolu informacyjnego. Bo Internet – cokolwiek by o nim nie powiedzieć – przerwał monopol informacyjny, jakiego nie rozumieją ci, co znają „san wojenny” - tylko jako bajkę z dzieciństwa, z opowiadań. Tak źle zresztą nie może być, bo gdyby w "mediach" była jedynie oczywista bzdura – ludzie przestaliby czytać, oglądać i słuchać a na to nie pozwolą ich eksploatatorzy; ludzie nie są przecież pozbawieni inteligencji. Od czasu do czasu musi być coś prawdziwego i "sprawdzalnego", dla podbudowy zaufania do całej machiny, źródła ogromnej rzeki bzdur lub kłamstw płynących z niej dniami i nocami. I to "coś" prawdziwego, możliwego do łatwego lub mniej łatwego sprawdzenia - biednym, naiwnym odbiorcom także podrzucają fachowcy od manipulacji i dezinformacji, by uwiarygodnić samych siebie... Nic tu nie podlega przypadkowości...

Ale Internet stworzył możliwości przekazu, nad jakimi nie może zapanować żaden totalitaryzm; dostęp do serwerów amerykańskich fizycznie znajdujących się na terenie USA. Treści tam umieszczane, o ile są legalne z punktu widzenia prawa federalnego i stanowego – podlegają ochronie, jako podstawowy element wolności słowa. Żadna siła nie może „zamknąć mordy” ludziom w taki sposób przekazującym swoją wiedzę lub informacje… przynajmniej legalnie nie może. Jednak ci, którzy za wszelką cenę chcą te „mordy” zamykać każdemu, kto mówi coś innego niż oni (niż było na odprawie służbowej), nie tak łatwo rezygnują z walki z wolnością.
Dobry przykład, to portal - www.aferyprawa.com – prezentujący rzeczywisty stan praworządności w Polsce, stan moralny sędziów, dramatyczne „przekręty”, samowole, sobiepaństwo… nie tylko teraz - za czasów rządów Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska, ale także wcześniej…
Gdy zawiodły wszystkie oficjalne pochodzące z Polski bezpośrednio, jak i z użyciem pewnych instytucji europejskich – próby zmuszenia właścicieli serwera amerykańskiego do usunięcia tego portalu i treści tam publikowanych, między innymi poprzez straszenie procesami, oskarżenia o nielegalną reklamę itp. – nastąpił „profesjonalny” a wiec całkiem skuteczny atak hackerski na ten serwer.
Atak był całkowicie skuteczny, gdyż prawdopodobnie Amerykanie – jak to Amerykanie – nie doceniali zawziętości, absurdalnych nakładów sił i środków użytych w tak dla nich dziwacznym celu. A serwer został przez hackera po prostu "wyczyszczony" z danych. Przypuszczam zresztą, że wykonawcą ataku musiały być „odpowiednie służby” inspirowane przez „klan zawodowy”, – bo amatorzy raczej niechętnie zajmują się takimi sprawami (chyba, że za bardzo odpowiednią opłatą, – co by także dawało obraz siły motywacji zleceniodawców). Tu potrzebny jest odpowiedni, i na dodatek „oryginalny” jeszcze nie użyty tak zwany „exploit” – a te są w cenie i nie używa się ich do „tanich” akcji. Portal „aferyprawa” był na szczęście prawidłowo backup’owany, więc został odtworzony i działa sobie nadal, po lepszym zabezpieczeniu. To jedynie przykład walki z wolnością przekazu treści nieakceptowanych przez siły walczące o całkowity monopol.

Ale do czego zmierzam: walka polityczna prowadzona przy pomocy doświadczonych specjalistów wymaga uwagi; jeśli pojawia się jakaś zaskakująca informacja, której nie da się zastopować – np. nagłe niespodziewane wystąpienie publiczne ważnego polityka z opozycji, osoby pełniącej ważną funkcję - należy ją natychmiast przykryć innymi informacjami, które czynią zamieszanie pojęciowe, zaprzeczają tejże prawdziwej informacji powołując się na „najnowsze badania naukowe” których nikt nie widział i nie zobaczy, różne wersje z częściowo tylko pozmienianymi faktami albo i faktami odwróconymi (jak w przysłowiowym "Radiu Erewań") albo przynajmniej dosłownie "byle co", sieczka, baloniki z podwiązkami - po to, aby zepchnąć tę niewygodną informację niżej w rankingach, na listach chronologicznych odnośników do informacji, jej współczynnika "page-rank" w wyszukiwarkach np. Google itp. Bo trzeba wiedzieć, że tak zwane „pozycjonowanie stron” to nie jest jedynie metoda promocji, reklamy, ale także i metoda walki z „niechcianymi” stronami, treściami. Doskonale to pamiętamy w tym jeszcze amatorskim, przed-internetowym wydaniu propagandy PRL-owskiej; jeśli gdzieś Milicja Obywatelska brutalnie rozpędziła protestujących - to natychmiast ukazywała się "informacja" o tym, że w Ameryce murzynów biją, film o prześladowaniu chrześcijan przez Inkwizycję w Rzymie, film o bandytach mordujących policjantów lub coś podobnego. Dziś te metody już nie są takie amatorskie i naiwne...

Walka polityczna jest dziś niestety po prostu totalna. Powiem więcej; walka polityczna nie jest już tylko „polityczna” a totalna właśnie, bo obejmuje wszystkie dziedziny życia i aktywności człowieka.
Jeśli prawda jest przysłowiową "igłą" - to "stóg siana”, w którym trudno ją odnaleźć jest na tę igłę narzucany celowo...
Mało; wydaje się jakby tych, co szukają owej „igły” było jak zawsze dużo mniej niż tych, – co
d o r z u c a j ą tego siana…

Nie ma nic przypadkowego w informacjach podawanych w mediach i dlatego trzeba być bardzo ostrożnym odbiorcą, czytelnikiem czy słuchaczem. Wiadomości otrzymywane, ich czas, kontekst - mogą być a nawet powinny być jedynie materiałem do własnych przemyśleń.
Często cytując jakąś "wiadomość" – stajemy po konkretnej stronie w tej wojnie medialnej; dobrze jeszcze, jeśli czynimy to świadomie (w ramach własnej wolności i odpowiedzialności), ale gorzej, gdy nie zdajemy sobie z tego do końca sprawy, że przenosząc dalej "fałszywkę" - nieświadomie współpracujemy z tym, kto ją stworzył i rozpowszechnił. Zjawisko ma tak powszechny charakter, że nie sposób się tego ustrzec. Bazuje na tym i szczególna metoda; propaganda "wirusowa".

Trzeba chyba zaufać własnej intuicji, podświadomości i intelektowi. Dostarczać im danych z możliwie różnych, nawet skrajnie różnych źródeł i w odpowiedniej ilości i… mieć zaufanie do tego, jakie wnioski z dostarczonych do „obróbki” danych zostaną nam "przedstawione" przez nasz własny umysł jako najbardziej właściwe, skrystalizują się w postaci naszego wewnętrznego przekonania.

Więc powiedzmy to jeszcze raz z naciskiem: trzeba myśleć o s o b i ś c i e.

Odwiedziny: