BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrada. Pokaż wszystkie posty

01/10/2011

14.
Oduczanie myślenia.

Niekompletność przekazu informacji jest główną cechą dzisiejszych mediów. Nie dość, że pisze się często pobieżnie, bez wnikania w "sedno", opinie zastępują opis faktów to jeszcze najczęściej, niestety... brak zakończenia, wniosku, puenty. Najczęściej nie wiemy jak sprawa opisywana skończyła się, co było faktem a co tylko hipotezą, albo raczej odwrotnie; która z hipotez okazała się faktem a o której nie wspomniano mimo tego, iż była prawdziwa, kto miał rację a kto jej nie miał, kto w ostateczności był „winien” i czy w ogóle ktoś był... itp.

Takie postępowanie odniosło już zamierzony przez kogoś skutek. Wydaje się nawet, że ludzie z „mediów” żyją w przekonaniu, iż akurat "to" zupełnie nikogo nie interesuje; napiszą o jakichś domysłach – byle efektownych, przedstawią teoretyczne możliwości wyjaśnienia sprawy – najchętniej sensacyjne politycznie lub obyczajowo, bardzo często sami wymyślą bzdurne „informacje” - byle tylko "na pierwszy rzut oka" miały pozory prawdopodobieństwa, wydawały się interesujące, bulwersujące, ale jak się sprawa zakończyła, co się "okazało" i jakie było faktyczne wyjaśnienie, jak była prawda - tego już nigdy się czytelnik nie dowie. Już dawno zauważono, że bardzo łatwo można się dowiedzieć z „mediów” – dlaczego dany fakt był dobry lub zły, ale jak on wyglądał – tego nijak nie można się dowiedzieć. Bez „teorii spiskowej"; to często pewnie i wynik opieszałości różnych "organów", ciągnięcia się spraw w sądach lub instytucjach odwoławczych latami a nawet i dziesięcioleciami... ale najbardziej chyba jednak wpływa na taki stan sprawy szczególna moda "środowiskowa" w kręgach dziennikarzy, polegająca na jakimś zadziwiającym naśladownictwie praktyk z czasów początków "prasy", czyli sprzed dobrych stu kilkudziesięciu lat, objawiających się nadawaniem większego znaczenia temu, kto pierwszy podał jakąś informację, niż temu kto trafniej, dokładniej, rzetelniej, bardziej bezstronnie ją przedstawił.
W wielu jednak przypadkach - to głupia dziennikarska maniera wynikająca nie z kultu "niusów", a raczej po prostu - z nieuczciwości, niedbałości, bałaganiarstwa, braku szacunku dla prawa i praworządności... czyli cech, które zaczynają dominować we współczesnym świecie. Ludzie mający informować - często stają się dezinformatorami, sługami jakichś konkretnych "panów" i ich interesów, a to głównie z chciwości, z poczucia praktycznej bezkarności.

Być może tu leżą przyczyny kompletnej bezrefleksyjności wyborców co do realiów zachowania poszczególnych partii i osób w mijającej kadencji rządu czy parlamentu. Ogłupieni ludzie z wielką łatwością dadzą się zniechęcić do pomysłu dyskusji nad tym, co rządzący faktycznie zrobili, jakie warunki stworzyli i jak to się ma do planów głoszonych podczas poprzedniej kampanii wyborczej, planów i obietnic dzięki którym otrzymali możliwość ich realizacji. A czy realizowali? Zamiast tego podsuwa im się nowe plany i wizje, ani słowem nie wspominając o koniecznej weryfikacji tego co dotychczas. Zamiast tego rozlegają się głosy ślepego uwielbienia, nieograniczonego zaufania, "myślenia życzeniowego", hura-optymizmu; - głosy zamówione, wynajęte i dobrze opłacone przez "zainteresowanych", albo... będące już wynikiem powodzenia tej swoistej "hodowli bezmyślnych" ...

Z mojej strony – ostatnio, czyli od niedawna – właśnie dlatego staram się powracać do niektórych poruszanych wcześniej spraw, by stwierdzić na ile zbliżyły się one do zakończenia lub ostatecznego wyjaśnienia. Czasem także - czy usunięto braki lub wady, które opisywano w publikowanych wiadomościach, felietonach, albo - na ile dane sprawy posunęły się w realizacji - jeśli są realizowane w długim czasie... To jednak napotyka ogromne trudności, bo wymaga pracy „pod prąd”, czyli wbrew wszystkiemu i wszystkim. Jest to jednak ważne, aby ludzie uświadamiali sobie faktyczną ciągłość tego, co widzą, co im się podaje jedynie w "migawkach", faktycznie istniejące zależności przyczynowo – skutkowe. Odwracanie uwagi ludzi od tego ułatwia „ręczne sterowanie” społeczeństwem, stawia ludzi w sytuacji trochę jak człowieka w dobrze zaopatrzonej księgarni, który jest tak epatowany mnogością coraz piękniejszych i efektowniejszych kolorowych okładek książek, że aż nie starcza mu czasu i uwagi na... przeczytanie którejkolwiek z nich...

Moim zdaniem - stan taki jest patologiczny, ale i celowy. Trzeba mu się przeciwstawiać niezależnie od prawdopodobieństwa powodzenia owego przeciwstawienia, albo od stopnia realnego wpływu takiej postawy na stan istniejący.

Jak mawiał Churchill:, jeśli w danym momencie nie wiesz jak postąpić - postępuj uczciwie; jeśli nie wiesz, co powiedzieć - powiedz prawdę; jeśli nie wiesz jak się zachować - zachowaj się przyzwoicie... (...) I zupełnie mnie nie interesuje, czy mówiący to - sam postępował zgodnie z tą słuszną dewizą…

30/09/2011

13.
Prawda; szukanie igły w stogu siana…

Motto: „Jeśli słyszysz lub czytasz jakieś zdanie i natychmiast jesteś gotów się z nim zgodzić – nie znaczy to, że sam je wymyśliłeś”.

Powyższe motto jest dość przewrotne w swojej wielości znaczeń. Truizmem dla osób, które pamiętają czasy przed "stanem wojennym" byłoby stwierdzenie, że prasa, radio czy telewizja już dawno przestała być źródłem informacji. Jest to oczywiste. Druk czy też minuta emisji zbyt dużo kosztuje, aby ci, co politycznie zarządzają tymi „mediami” mogli sobie pozwolić na marnowanie pieniędzy na bezproduktywne i szkodliwe mówienie prawdy. Z jednej strony za dużo kosztuje, z drugiej – stanowi zbyt ważną możliwość wpływu, realizacji własnych celów.
Wszystkie te „środki przekazu”, które są w stanie docierać do wystarczająco istotnej ilości ludzi – są areną i jednocześnie narzędziem walki politycznej i to walki bezwzględnej. Dlatego też można tam znaleźć jedynie propagandę własnej linii politycznej i „osiągnięć” oraz anty-propagandę dotyczącą wszystkich innych, szczególnie przeciwników oraz rywali politycznych. A że to jednak kosztuje – wymaga zarabiania pieniędzy, dlatego reszta pozostałego czasu antenowego, pewna - niemała czasem część „łamów” i „fal” - przeznaczona jest na reklamy, bzdurne, często oszukańcze, zachwalające bezwartościowe wyroby i podpierające się przy tym wyssanymi z palca „badaniami naukowymi”. Mam tu na myśli wszystkie te reklamy lub coraz liczniejsze kryptoreklamy udające informacje - zaczynające się na przykład od słów: najnowsze badania naukowe udowodniły, że ...

Dotyczy to tym bardziej Internetu, co wynika i z jego popularności i z grupy społecznej najczęściej zeń korzystającej – młodzieży, najbardziej wartej oszukania, – bo przyszłościowej. Im bardziej staje się on u nas popularny i dostępny, tym lepiej przydaje się do dyskretnego ogłupiania, jak niegdyś prasa, potem radio a jeszcze później - telewizja.

Słowem: wszelkie środki przekazu zawierają jedynie propagandę, anty-propagandę i reklamy komercyjne. Doszukiwanie się tam informacji (wiedzy) a zwłaszcza powoływanie się na nią - jest naiwnością. Oczywiście, jeśli traktujemy to bezpośrednio.
To pewna przesada, przerysowanie, uogólnienie. Złośliwość i szyderstwo przeze mnie przemawia, bezradna wściekłość, – bo tak źle może jednak nie jest – od czasu przerwania monopolu informacyjnego. Bo Internet – cokolwiek by o nim nie powiedzieć – przerwał monopol informacyjny, jakiego nie rozumieją ci, co znają „san wojenny” - tylko jako bajkę z dzieciństwa, z opowiadań. Tak źle zresztą nie może być, bo gdyby w "mediach" była jedynie oczywista bzdura – ludzie przestaliby czytać, oglądać i słuchać a na to nie pozwolą ich eksploatatorzy; ludzie nie są przecież pozbawieni inteligencji. Od czasu do czasu musi być coś prawdziwego i "sprawdzalnego", dla podbudowy zaufania do całej machiny, źródła ogromnej rzeki bzdur lub kłamstw płynących z niej dniami i nocami. I to "coś" prawdziwego, możliwego do łatwego lub mniej łatwego sprawdzenia - biednym, naiwnym odbiorcom także podrzucają fachowcy od manipulacji i dezinformacji, by uwiarygodnić samych siebie... Nic tu nie podlega przypadkowości...

Ale Internet stworzył możliwości przekazu, nad jakimi nie może zapanować żaden totalitaryzm; dostęp do serwerów amerykańskich fizycznie znajdujących się na terenie USA. Treści tam umieszczane, o ile są legalne z punktu widzenia prawa federalnego i stanowego – podlegają ochronie, jako podstawowy element wolności słowa. Żadna siła nie może „zamknąć mordy” ludziom w taki sposób przekazującym swoją wiedzę lub informacje… przynajmniej legalnie nie może. Jednak ci, którzy za wszelką cenę chcą te „mordy” zamykać każdemu, kto mówi coś innego niż oni (niż było na odprawie służbowej), nie tak łatwo rezygnują z walki z wolnością.
Dobry przykład, to portal - www.aferyprawa.com – prezentujący rzeczywisty stan praworządności w Polsce, stan moralny sędziów, dramatyczne „przekręty”, samowole, sobiepaństwo… nie tylko teraz - za czasów rządów Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska, ale także wcześniej…
Gdy zawiodły wszystkie oficjalne pochodzące z Polski bezpośrednio, jak i z użyciem pewnych instytucji europejskich – próby zmuszenia właścicieli serwera amerykańskiego do usunięcia tego portalu i treści tam publikowanych, między innymi poprzez straszenie procesami, oskarżenia o nielegalną reklamę itp. – nastąpił „profesjonalny” a wiec całkiem skuteczny atak hackerski na ten serwer.
Atak był całkowicie skuteczny, gdyż prawdopodobnie Amerykanie – jak to Amerykanie – nie doceniali zawziętości, absurdalnych nakładów sił i środków użytych w tak dla nich dziwacznym celu. A serwer został przez hackera po prostu "wyczyszczony" z danych. Przypuszczam zresztą, że wykonawcą ataku musiały być „odpowiednie służby” inspirowane przez „klan zawodowy”, – bo amatorzy raczej niechętnie zajmują się takimi sprawami (chyba, że za bardzo odpowiednią opłatą, – co by także dawało obraz siły motywacji zleceniodawców). Tu potrzebny jest odpowiedni, i na dodatek „oryginalny” jeszcze nie użyty tak zwany „exploit” – a te są w cenie i nie używa się ich do „tanich” akcji. Portal „aferyprawa” był na szczęście prawidłowo backup’owany, więc został odtworzony i działa sobie nadal, po lepszym zabezpieczeniu. To jedynie przykład walki z wolnością przekazu treści nieakceptowanych przez siły walczące o całkowity monopol.

Ale do czego zmierzam: walka polityczna prowadzona przy pomocy doświadczonych specjalistów wymaga uwagi; jeśli pojawia się jakaś zaskakująca informacja, której nie da się zastopować – np. nagłe niespodziewane wystąpienie publiczne ważnego polityka z opozycji, osoby pełniącej ważną funkcję - należy ją natychmiast przykryć innymi informacjami, które czynią zamieszanie pojęciowe, zaprzeczają tejże prawdziwej informacji powołując się na „najnowsze badania naukowe” których nikt nie widział i nie zobaczy, różne wersje z częściowo tylko pozmienianymi faktami albo i faktami odwróconymi (jak w przysłowiowym "Radiu Erewań") albo przynajmniej dosłownie "byle co", sieczka, baloniki z podwiązkami - po to, aby zepchnąć tę niewygodną informację niżej w rankingach, na listach chronologicznych odnośników do informacji, jej współczynnika "page-rank" w wyszukiwarkach np. Google itp. Bo trzeba wiedzieć, że tak zwane „pozycjonowanie stron” to nie jest jedynie metoda promocji, reklamy, ale także i metoda walki z „niechcianymi” stronami, treściami. Doskonale to pamiętamy w tym jeszcze amatorskim, przed-internetowym wydaniu propagandy PRL-owskiej; jeśli gdzieś Milicja Obywatelska brutalnie rozpędziła protestujących - to natychmiast ukazywała się "informacja" o tym, że w Ameryce murzynów biją, film o prześladowaniu chrześcijan przez Inkwizycję w Rzymie, film o bandytach mordujących policjantów lub coś podobnego. Dziś te metody już nie są takie amatorskie i naiwne...

Walka polityczna jest dziś niestety po prostu totalna. Powiem więcej; walka polityczna nie jest już tylko „polityczna” a totalna właśnie, bo obejmuje wszystkie dziedziny życia i aktywności człowieka.
Jeśli prawda jest przysłowiową "igłą" - to "stóg siana”, w którym trudno ją odnaleźć jest na tę igłę narzucany celowo...
Mało; wydaje się jakby tych, co szukają owej „igły” było jak zawsze dużo mniej niż tych, – co
d o r z u c a j ą tego siana…

Nie ma nic przypadkowego w informacjach podawanych w mediach i dlatego trzeba być bardzo ostrożnym odbiorcą, czytelnikiem czy słuchaczem. Wiadomości otrzymywane, ich czas, kontekst - mogą być a nawet powinny być jedynie materiałem do własnych przemyśleń.
Często cytując jakąś "wiadomość" – stajemy po konkretnej stronie w tej wojnie medialnej; dobrze jeszcze, jeśli czynimy to świadomie (w ramach własnej wolności i odpowiedzialności), ale gorzej, gdy nie zdajemy sobie z tego do końca sprawy, że przenosząc dalej "fałszywkę" - nieświadomie współpracujemy z tym, kto ją stworzył i rozpowszechnił. Zjawisko ma tak powszechny charakter, że nie sposób się tego ustrzec. Bazuje na tym i szczególna metoda; propaganda "wirusowa".

Trzeba chyba zaufać własnej intuicji, podświadomości i intelektowi. Dostarczać im danych z możliwie różnych, nawet skrajnie różnych źródeł i w odpowiedniej ilości i… mieć zaufanie do tego, jakie wnioski z dostarczonych do „obróbki” danych zostaną nam "przedstawione" przez nasz własny umysł jako najbardziej właściwe, skrystalizują się w postaci naszego wewnętrznego przekonania.

Więc powiedzmy to jeszcze raz z naciskiem: trzeba myśleć o s o b i ś c i e.

29/09/2011

12.
Sprzeciw przeciwko temu co uważamy za złe – jest dowodem dojrzałości.

W sprawie wolności wyborów.

Wraz z pojawieniem się pogłosek wynikających z sondaży (bo prawdy i tak się przecież nie dowiemy) o spadaniu poparcia dla PO a dużo szybszym wzroście poparcia wyborczego dla PiS – rozpoczęła się zmasowana akcja polityczna Platformy, nakierowana na zmaksymalizowanie frekwencji wyborczej. Akcja potwierdza alarmistyczne dla PO prognozy a ratunkiem może okazać się wzrost frekwencji ogólnej. Dlatego właśnie i programy radiowe (nie tylko "tuba propagandowa" Tok FM) zaroiły się od wypowiedzi politycznie sterowanych, już nie namawiających do takiego czy innego głosowania a do głosowania w ogóle.
To zjawisko, co zrozumiałe, przenika także do portali internetowych, w tym i tego portalu opinii.
Jakie się tu stosuje „zabiegi”?
Na przykład sugestie, że jeśli ktoś nie zamierza iść na wybory – jest niedojrzały. To oskarżenie mające zawstydzić młodego człowieka, zmitygować go; – jeśli mają mnie mieć za niedojrzałego, to już może lepiej dla "świętego spokoju" pójdę… No właśnie! I o to chodzi!
To cyniczna gra, bo przecież dla autorów takich manipulacji – ten młody człowiek natychmiast po tym, gdy jego karta wyborcza zniknie w otworze urny – przestanie się liczyć. Zrobił swoje.
„Choć to fizyce wbrew, wskazówka cofa się, niej niż zero…”

Idealizm nie jest „skażeniem”.
To chciwość, cynizm i koniunkturalizm jest skażeniem.
Wszystko co dobre w dziejach świata stało się dzięki idealistom i ich idealizmowi. To oni nie pozwalają skostnieć społeczeństwom w ich zadufaniu; To oni skonstruowali pierwszy komputer, utworzyli zaczątki sieci ogólnoświatowej. To oni doprowadzili do upadku obcego systemu, wycofania się wojsk obcego mocarstwa, przyczynili Się do upadku haniebnego muru – a przecież wówczas nikomu nie przyszło nawet do głowy, że kiedykolwiek może przestać istnieć coś takiego, jak Związek Radziecki… Ale przecież bardzo wielu wówczas nawoływało: tolerujmy ich nadal dla mniejszego zła…
Cała wartość młodych ludzi, nadzieja jaką świat w nich widzi – to właśnie to, że nie godzą się na „zło konieczne”, na wybieranie mniejszego zła – tak jakby ono było konieczne i nieuniknione. To zawsze jest argumentacja winnych. Najgorsi zbrodniarze, na przykład faszystowscy tak się właśnie tłumaczyli: to prawda, że nie byłem idealny, robiłem różne złe rzeczy, ale gdyby nie ja – to by z pewnością przyszedł ktoś GORSZY niż ja, kto by jeszcze bardziej gnębił i mordował… Byłem mniejszym złem…
To straszne, że obecnie Platforma powtarza argumentację zbrodniarzy hitlerowskich z ich procesów przed trybunałami międzynarodowymi.
Po tym następują argumenty dotyczące pieniędzy, bogactwa, majętności, PKB – jedyne argumenty, jakie mają wartość i przemawiają do „kapitalistycznych oszołomów”. Tylko pieniądze się liczą. Nie jest ważne, że ma je tylko elita, tylko część wybrańców. Liczy się „wzrost PKB i pozycja gospodarcza Polski” – nie ludzie przymierający z biedy i niewidzący dla siebie żadnych szans. Ludzie, którzy byli tym „większym złem” i dlatego ich „nie wybrano”.
Nieważne, że ludzie w wieku 50 – 65 lat są systemowo pozbawieni możliwości zatrudnienia. Nie przeszkadza im, że młodzi w ogromnej liczbie też nie maja pracy, a jeśli mają to ogłupiające, tymczasowe, "śmieciowe" zajęcia usługowe, zupełnie nie mające związku z ich wykształceniem; że nie widzą szans ani przyszłości w tym kraju a już mają na tyle rozeznania; że wiedzą doskonale, iż w jakimkolwiek innym kraju będą zawsze obcymi, przyjezdnymi, intruzami; że tylko tu można być „u siebie”, i że to właśnie znaczy - OJCZYZNA. Dla PO nie ma takiego pojęcia, to by było przecież idealistyczne, naiwne politycznie niedojrzałe i śmieszne... nade wszystko nieopłacalne no i sprzeczne z ideą unii, "rozpuszczenia" Polski w europejskiej "zupie"...
Liczy się przecież tylko szmal… prawda?
Liczy się podwójne obywatelstwo, kilka paszportów, rodzinka w USA lub Izraelu… No i możliwość zdobycia zielonej karty do USA, „dla dzieci”...
Ale Pan Prezes RM nic przecież o tym nie wiedział… Zresztą łatwo jest powiedzieć: „Rządzenie nie jest rzeczą łatwą, nie da się każdego zadowolić…” Was – młodzi ludzie – nie dało się zadowolić, ale głosujcie na nas…, bo przyjdzie gorszy… Was ludzie wyrzuceni z pracy w wieku po pięćdziesiątce, którym konsekwentnie odmawia się jakiegokolwiek zatrudnienia – nie zadowoliliśmy, ale – jeśli uda wam się dożyć do wyborów – to głosujcie na nas, jesteście przecież dojrzali…

Polityka wcale nie musi być obrzydliwa! Nie musi aż w takim stopniu opierać się na kłamstwie, nieodpowiedzialności, prywacie! Nie zgadzajcie się na to – głosując na mniejsze zło.
Wymagajcie rozliczenia czynów i słów, w tym czynów przestępczych i słów dramatycznie skutkujących, jak „dorzynanie watahy”. Nie dajcie sobie wmówić, że jesteście niedojrzali, że jesteście śmiesznymi romantykami, oczekującymi niemożliwego i stojącymi na drodze „dojrzałej demokracji”.
To wy jesteście NADZIEJĄ prawdziwej demokracji o ile przeciwstawicie się siłom manipulacji i oszczerstwa. Tak też i mówił do Was nasz kochany Papież Jan Paweł II w swoich przemówieniach, na przykład na Westerplatte; Przyszłość Polski zależy od Was. I musi od Was zależeć. To jest Wasza Ojczyzna. Wasze „być” i Wasze „mieć”...
Zależy od tego, czy pozostaniecie idealistami domagającymi się normalności od każdego, kto się garnie do rządzenia, czy jednak dacie się oszukać lub kupić, zagłosujecie na zło (obojętne – mniejsze czy większe).
Udział w wyborach jest prawem obywatela a nie jego obowiązkiem. Nieskorzystanie z tego prawa, też jest swoistym głosem wyborczym, głosem mówiącym NIE. O prawdę i dobro trzeba walczyć, kłamstwo, głupota i zło – przychodzą same i nieproszone. Udział w wyborach albo powstrzymanie się od niego - to zbyt mało...

20/09/2011

5.
Państwo – oszust: ”…......a to Polska właśnie”.

Umowa - jak wiadomo - to wzajemne zobowiązanie w konkretnej sprawie. Niby to truizm, ale… czy rzeczywiście "jak wiadomo"?

Przede wszystkim – posiada ona określone strony. Są tam określone obowiązki jednej i drugiej ze stron a także ich prawa, związane najczęściej z celem jej zawarcia.

Dla jasności przekazu – weźmy pod uwagę konkretny przykład i sytuację go dotyczącą. Właściciel sklepu wynajmuje malarza w celu pomalowania witryny sklepowej. Zawiera z nim więc umowę – zlecenie w której jest czarno na białym napisane: Pan Kowalski zleca wykonanie, a Pan Wiśniewski zobowiązuje się do wykonania malowania witryny sklepu takiej to a takiej firmy, adres, w okresie najpóźniej do dnia…, wynagrodzenie będzie wynosiło… i zostanie wypłacone w terminie do 2 dni po przedstawieniu rachunku w kasie firmy znajdującej się w siedzibie firmy adres jw. itd.
Standard, szablon, wzór…
Więc wykonawca ma pomalować w danym terminie a właściciel ma za to zapłacić też w określonym terminie. Umowa jest na piśmie w dwóch egzemplarzach. Malarz wykonuje pracę, w terminie dostarcza rachunek na umówioną kwotę, czeka dwa dni – i cisza. Idzie do właściciela upomnieć się o - należne mu już w tej chwili - pieniądze a ten mu mówi: no coś ty taki roszczeniowy; nie mam, przyjdź za dwa miesiące… Cóż ma zrobić ten skromny malarz; czeka, kombinuje jak pokryć swoją inwestycję (zakupił farbę na swój koszt a zapłata obejmowała też zwrot tego jego wydatku)… Idzie więc ponownie grzecznie po dwóch miesiącach, a właściciel mu na to: Boże, co za upierdliwy, roszczeniowy typ; nie mam, kryzys jest, będę miał to oddam a jak chcesz to leć do sądu…

Drań wie, że malarzyna już zbiedniał bo wydał na niego swoje pieniądze, że kwota długu to 25% kosztów adwokata, więc pewnie nie pójdzie do sądu, poza tym – kto by chciał się okazać niewdzięcznym, roszczeniowym, upierdliwym wykonawcą; pójdzie taka fama (załatwią mu wilczy bilet) i straci innych klientów…
Przecież nie będzie ryzykował.

Pytanie jest: czy nie jest to ordynarne oszustwo, sprawa kryminalna?

Jest!

W kontaktach obywatel – państwo, taką „umową” jest Konstytucja.

Konstytucja określa obowiązki obywatela; to odpowiednik przedmiotu zlecenia

Obowiązek przestrzegania prawa.
Obowiązek dbałości o dobro wspólne.
Obowiązek ponoszenia ciężaru świadczeń publicznych w tym płacenia podatków i obowiązkowych opłat ustawowo określonych;
Obowiązek obrony;
Obowiązek dbałości o stan środowiska.

Konstytucja określa też prawa obywatela; to odpowiednik zapłaty:

Prawo do nauki bezpłatnej w szkołach publicznych;
Prawo do wyboru zawodu i minimalnego wynagrodzenia za pracę;
Prawo do ochrony przed skutkami bezrobocia, szkolenia, poradnictwa, robót publicznych i prac interwencyjnych
Prawo do pomocy w trudnej sytuacji społecznej lub materialnej;
Prawo do wolności korzystania i tworzenia dóbr kultury;
Prawo do ochrony zdrowia;
Prawo do zabezpieczenia społecznego chorobowego, rentowego i emerytalnego;
Prawo do własności;
Prawo zrzeszania się;
Prawa wyborcze i do udziału w referendum;
Prawo do posiadania i wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji;
Prawo do wolności sumienia i religii;
Prawo do ochrony korespondencji;
Prawo do nienaruszalności mieszkania;
Prawo do wolnego poruszania się po terytorium i opuszczania Rzeczypospolitej;
Prawo nietykalności osobistej, ochrony życia;
Prawo do sprawiedliwego i jawnego procesu przed sądem i równości wobec prawa;
Prawo do wolności od dyskryminacji pod jakimkolwiek względem;

Śmiało możemy zastosować tu takie samo porównanie do wspomnianej umowy-zlecenia. Obywatel bierze na siebie określone obowiązki, obowiązki na całe jego życie. Państwo – jak ten szef firmy ma uprawnienia i możliwości aby wykonywanie tych obowiązków sprawdzać, jeśli trzeba – to wymusić, a za niewykonanie – karać.

Zgodnie z aktualną interpretacją prawa "w ogóle" – uprawnienia jednej strony są tożsame z obowiązkami drugiej. Oznacza to, że katalog praw obywatela w Konstytucji – jest także częścią katalogu obowiązków Państwa. Jeśli obywatel na przykład ma prawo do wolności od wszelkiej dyskryminacji, oznacza to obowiązek Państwa zagwarantowania braku tej dyskryminacji wobec obywatela. Tak samo - w stosunku do innych praw.

Jeśli uznać takie założenie za słuszne, a nie widzę powodu by tak nie było, to przeanalizujmy konkretną sytuację obecnie właśnie występująca i dotyczącą setek tysięcy Polaków.

Oto ja – przykładowy, standardowy Wiśniewski czy Kowalski:

Jestem niekarany, ani nie miałem dotychczas żadnego konfliktu z prawem.
Stawiłem się na wezwanie do obowiązkowego poboru do Ludowego Wojska Polskiego, odbyłem pełną służbę 24 miesięczną, ukończyłem z awansem do najwyższego możliwego stopnia, odznaką „wzorowego” i nagrodą rzeczową od dowódcy jednostki. Następnie przez wiele lat uczestniczyłem w corocznych, obowiązkowych, nieodpłatnych ćwiczeniach utrzymujących gotowość bojową.
Od chwili wprowadzenia powszechnego podatku od wynagrodzeń opłacam i rozliczam go bez żadnych zastrzeżeń ze strony Urzędów Podatkowych.
Nie mam na sumieniu niszczenia środowiska ani szkodzenia dobru wspólnemu, nie spotkałem się z takimi zarzutami ani nie odmawiałem udziału w działaniach ochronnych, porządkowych itp.

Jeżeli więc tak, to uważam, że ja – Wiśniewski – wykonałem tę umowę, jej część dotyczącą moich obowiązków, dlatego oczekuję "zapłaty". Chcę, aby ten z którym się umówiłem - państwo - zrealizował swój obowiązek w kwestii dla mnie najważniejszej, określonej w Art. 65, ust. 5 Umowy (to znaczy Konstytucji), który mówi:

Władze publiczne prowadzą politykę zmierzającą do pełnego, produktywnego zatrudnienia, poprzez realizowanie programów zwalczania bezrobocia, w tym organizowanie i wspieranie poradnictwa i szkolenia zawodowego oraz robót publicznych i prac interwencyjnych.
Ale to Tuskowe "państwo" mi mówi: coś ty taki roszczeniowy! Ty zrobiłeś swoje, wykonałeś swoje obowiązki – boś frajer, ale ja nie wykonam – bo kryzys. Nic mnie nie obchodzi, zbieraj runo leśne, żuj korzonki i popijaj zupą z paproci bo pracy ani zasiłku dla ciebie nie ma z powodu wieku. Staraj się sam, szukaj, proś, umizguj się i nadskakuj, okłamuj sprytnie w CV, twoja osobista sprawa, ja umywam ręce bo kryzys mnie usprawiedliwia, możesz mi naskoczyć…
I nie bądź taki roszczeniowy! Tylko wszystko mu trzeba dawać, oszołomowi i pasożytowi…! Tylko by siedział na zasiłkach… i wszystko chciał za darmo!


I tu znów pytanie: czy to nie jest ordynarne oszustwo?

Jest! Oczywiste że jest!

„… A to Polska właśnie…”

Odwiedziny: