Wbrew manipulacjom danymi i ich interpretacjami, dokonywanymi przez prymitywnych propagandystów pozbawionych poczucia wstydu i przyzwoitości – twierdzącym że stopa bezrobocia spada – w porównaniu odpowiadających sobie okresów w poszczególnych minionych czterech latach – bezrobocie rośnie i jesienią bieżącego roku ma osiągnąć poziom jeszcze wyższy niż dotychczas.
To zapewne skutek przerwy czy wielomiesięcznej „dziury” w wykorzystaniu środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach PO Kapitał Ludzki. W wielu województwach dopiero trwa przyjmowanie wniosków i dofinansowanie projektów w ramach PO KL; wyniki konkursu – o ile wcześniej nie nastąpią jakieś trudne dziś do przewidzenia zaburzenia spokoju społecznego (co ostatecznie nie byłoby dziwne) będą znane w październiku. Wówczas nastąpi dopiero czas przygotowania i przeprowadzenia naboru tzw. beneficjentów ostatecznych – co oznacza, że pomoc dofinansowana z Unii będzie dostępna praktycznie w przyszłym roku. Trudno też stwierdzić, czy instytucje pośredniczące pomiędzy EFS a projektodawcami wyciągnęły jakiekolwiek wnioski z niepowodzenia poprzednich projektów, objawiającego się w ich bardzo niskiej skuteczności.
Konkretnie – jak pisałem już we wcześniejszych felietonach – chodzi o to, że wielotygodniowe nieraz działania wobec bezrobotnych finansowane z EFS kończyły się sukcesem objawiającym się w bardzo wysokim zainteresowaniu oraz bardzo wysokim procencie osób jakie ukończyły swój udział w projekcie z oceną pozytywną, natomiast po nich wszelka pomoc merytoryczno – organizacyjna nagle kończyła się i beneficjenci tych działań wobec dalszego braku zatrudnienia bardzo szybko powracali do stanu załamania, depresji, braku poczucia wartości, szans na normalne zatrudnienia itp. W takich okolicznościach, szczególnie w grupie osób w wieku zwanym „50 plus” – nadal pozostaje bardzo wiele osób bezrobotnych pomimo ukończenia kilku nawet projektów szkolenia zawodowego i wsparcia psychologicznego.
By całkiem nie skompromitować swoich działań, nastawionych głównie na własne zyski, firmy szkoleniowe określały skuteczność swoich projektów w stosunku do uczestników którzy uzyskali jakiekolwiek zatrudnienie po zakończeniu udziału w projekcie, bez analizowania czy zatrudnienie to ma cokolwiek wspólnego z ich działaniami na rzecz tych osób a skuteczność nawet tak określona nie przekraczała najczęściej 20%. Oznacza to ni mniej ni więcej jak zmarnowanie olbrzymiej części pomocy unijnej z EFS . Trudno więc stwierdzić, czy instytucje pośredniczące, jakimi są w tym przypadku Wojewódzkie Urzędy Pracy potrafią teraz poprzez odpowiednie kryteria oceny wniosków starających się o dofinansowanie zapewnić odpowiednio większą ich skuteczność co by się przekładało na lepsze wykorzystanie pieniędzy a w ostatecznym wyniku powinno jednoznacznie wywołać zmniejszenie bezrobocia poprzez lepsze wykorzystanie istniejących ofert pracy (dopasowanie strukturalne).
Działania te nie wpływają na zwiększenie ilości miejsc pracy a bezrobocie polega przecież bezpośrednio na ich niedoborze.
Tak więc bezrobotni dopiero późną jesienią mogą liczyć na jakieś projekty wspomagające uaktualnienie wcześniej posiadanych lub zdobycie nowych umiejętności zawodowych potwierdzonych zaświadczeniem – co niektórych z nich może zbliżyć w 2013 roku do zatrudnienia. Tylko ci – co jakoś dotrwają do tego czasu w stanie umożliwiającym im skorzystanie z tej pomocy.
Osób w wieku 50 plus nie zatrudnia się jednak prawdopodobnie ze względu na wiek (co jest przecież sprzeczne z obowiązującym prawem), więc tu żadne szkolenia nic nie dają, w każdym razie nie szkolenia bezrobotnych. Być może istnieje potrzeba zakrojonej na szeroką skalę akcji uświadamiającej dla przedsiębiorców zatrudniających pracowników, dotyczącej prawa, społecznej roli pracy, konieczności wdrażania tzw. zarządzania wiekiem pracownika – i to nie poprzez wyrzucanie tych najstarszych byle nie weszli w okres ochrony przed rozwiązaniem stosunku pracy. Wspomniany okres ochrony nie daje żadnej ochrony a wręcz przeciwnie; wymusza niejako skutek dokładnie odwrotny do zamierzonego – więc powinien być zlikwidowany (uchylenie przepisu z Kodeksu Pracy). Ma to także bezpośredni związek z Ustawą Emerytalną. Rozważa się też powrót do okresu dwuletniego.
Chciałbym wierzyć, że odchodzi w niechlubną
przeszłość czas siedzenia z założonymi rekami i przyglądania się w
wyobraźni jak „niewidzialna ręka rynku” wszystko sama za Rząd reguluje,
pomimo że wszyscy sąsiedzi interweniują w gospodarkę, w rynki i we
wszystko w co potrzeba interweniować – by osiągnąć jak najmniejszy
poziom kosztu społecznego. Niemcy dotują „co trzeba”, Anglia, Francja
interweniuje, tylko „polski wioskowy głupek” dał się nabrać na hasełko
ideologiczne o „niewidzialnej ręce” i realizuje – choćby i po trupach
swoich ziomków – byle zasłużyć na poklepanie po plecach, intratne
stanowisko w Unii albo inne profity…
W mediach pojawiają się zapowiedzi „ofensywy” Prawa i Sprawiedliwości od września br. (po sezonie urlopowym i „sezonie” prac sezonowych) szczególnie mającej przenieść swoją uwagę i nacisk polityczny w działalności wreszcie na sprawy gospodarcze a więc w konsekwencji na społeczne skutki obecnych problemów gospodarczych. Wyciszenie wyobcowanych społecznie krzykaczy politycznych a zapowiadane zgromadzenie gremium doradczego ekspertów, naukowców i ludzi młodych – powinno przybliżyć tę partię do spraw społecznych, do zainteresowania problemami ludzi – z czym dotychczas był wielki kłopot.
W rządzącej koalicji także zapowiadane są nieśmiało poważne działania zarówno reorganizujące rząd jak i porządkujące prawo, na przykład zapowiadane przez Ministra Sprawiedliwości „wielkie porządki” w prawie pracy. Być może to także zbliży choć trochę uwagę rządu do ludzi, do rzeczywistych problemów społecznych. Oby tak się stało, może pozwoliłoby to uniknąć dużych, jak dotychczas nieuniknionych protestów i zaburzeń społecznych…? Jeśli Rząd zwraca jeszcze jakąkolwiek uwagę na działania opozycji – być może ktoś z ekipy Tuska nagle bardzo się zdziwi, że jest coś takiego jak „społeczeństwo” i zupełnie nie jest zainteresowane „co powiedział Kaczyński” i dlaczego to było tak złe i głupie oraz jest coś takiego jak gospodarka co wymaga uwagi, organizacji, zarządzania i czasem nawet zdecydowanych interwencji państwa.
Pisząc to chcę dobitnie podkreślić oczywisty dla mnie a być może zaskakujący dla wszelkich oszołomów fakt, że ludzie w swoim życiu rodzinnym, zmaganiu się z problemami osobistymi i rodzinnymi – nie przywiązują tak wielkiej wagi do tego, co stanowi treść życia polityków, albo tych durniów i prostaków którzy za polityków chcą dziś być poczytywani. Dla normalnego człowieka jest coś żenującego i godnego politowania w robieniu niesamowitej afery z faktu, że ktoś zamiast Jarosław – powiedział „Jarasław”, bo się przejęzyczył, czyli po „tuskowemu” – zakałapućkał się. Jest w tym coś zboczonego by rozdmuchiwać to do wielkości ogromnego problemu politycznego, oczekiwać przepraszania na klęczkach lub wyciągać z tego daleko idące wnioski polityczne czy choćby logiczne. To stało się po prostu chore i mam wrażenie, że „klasa polityczna” to wreszcie dostrzegła; dostrzegła że stała się śmieszna i nie do przyjęcia dla społeczeństwa, które ją utrzymuje i wyposaża w przywileje, oczekując od nich poszanowania, kompetencji, dobrych decyzji i postawy służenia.
Politycy jak urzędnicy – zawsze mają czas. Przynajmniej sami tak uważają, stąd pośpiechu w ich działaniach nigdy nie da się dostrzec. Społeczeństwo jednak czasem staje się bardzo niecierpliwe, rozczarowane, wymagające, oczekuje rozliczeń.
Bezrobocie ma dwa oblicza; przyczyny w stanie gospodarki na który można mieć ograniczony wpływ, także ze względu na globalizację, oraz skutek społeczny „tu i teraz”.
Uważam za niezbędne, by władza zajmowała się teraz obiema tymi sprawami jednocześnie.
Władza ma czas, ale ludzie już czasu nie mają, szczególnie ci rzeczywiście bezrobotni oraz ci żyjący na granicy nędzy (czyli większość społeczeństwa). Jeśli rzeczywiście nastąpi jakiś przełom, władza i opozycja, sama czy pod naciskiem społecznym – zwróci się bardziej w stronę problemów społecznych a nie interesu elity – musi zając się gospodarką pod kątem jej społecznej służebności, ale doraźnie – zanim działania gospodarcze spowodują jakiś skutek – musi zastosować środki interwencyjne pozwalające doczekać ludziom bezrobotnym do czasu poprawy stanu gospodarki, przede wszystkim do tej poprawy się przyczynić, poprzez pracę.
O jednym z aspektów tego pisałem niedawno: żeby być gotowym do podjęcia pracy, zdolnym do jej wykonywania w pełnym wymiarze a przede wszystkim by bezrobotny był „możliwy do zaakceptowania” przez pracodawcę jako kandydat do zatrudnienia – musi on osiągać stale dochody wystarczające do zaspokojenia niezbędnych potrzeb i utrzymania się w tej gotowości. Ustawa o promocji zatrudnienia jest w tej sprawie absolutnie nielogiczna, absurdalna jest także praktyka jej stosowania w Urzędach Pracy. Wydaje się, że przepisy ustawy mają za zadanie ograniczyć jej stosowanie a więc głównie ograniczyć obciążenie Skarbu Państwa a nie – wywołać ograniczenie bezrobocia i jego skutków społecznych. To niedopuszczalne i to musi się natychmiast zmienić.
Uważam, że to pierwsza rzecz jaką należy doraźnie
zmienić, nowelizując ustawę o promocji zatrudnienia w kierunku
zapewnienia rzeczywiście bezrobotnym realnej pomocy finansowej w
utrzymywaniu się w stanie gotowości do pracy. Finansowanie tego nie
wymaga szczególnego dopływu dodatkowych środków a raczej innego
wykorzystania środków istniejących, z uwolnieniem i mądrym
wykorzystaniem zasobów Funduszu Pracy.
Pracodawcy najchętniej – jak można wywnioskować z różnych wypowiedzi – zagarnęliby te pieniądze w postaci różnych form dotowania ich działalności, ale to wydaje się najgorszym sposobem wykorzystania Funduszu.
Potrzebne są więc zarówno natychmiastowe, doraźne decyzje i działania osłonowe jak i długofalowy plan, jakaś przemyślana polityka gospodarcza i to zarówno na szczeblu centralnym jak i w samorządach.