BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą protesty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą protesty. Pokaż wszystkie posty

09/04/2013

Dymisje. Minister Pracy Kosiniak- Kamysz – następny…?

Dla kogoś, kto ma to nieszczęście być teraz w grupie obywateli „zbędnych” w tym kraju, czyli ludzi rugowanych z rynku pracy, z życia, spychanych w kierunku „śmietnika”, także i w sensie dosłownym – trudno o bardziej denerwujące miejsce w Internecie, niż strona Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej – pana Władysława Kosiniak Kamysza.
To dość absurdalne, bo jak się wydaje – właśnie tam osoby walczące o przetrwanie powinny chyba spodziewać się dobrych wieści, informacji dających nadzieję i motywację do dalszego borykania się z przeciwnościami. Władza jednak odwrotnie: zawzięcie produkuje nowe przeciwności, jednocześnie stwarzając fikcyjny piękny obraz rzeczywistości; obraz jakby z innego świata, z ciężkiego snu debila marzącego o tym, że mu się wszystko „samo reguluje” za pomocą jakiejś tajemniczej (bo niewidzialnej) reki. Propaganda władzy wiele ostatnio krzyczy i każe krzyczeć swoim usłużnym medialnym sługusom o „sekcie smoleńskiej” czy smoleńskiej „wierze”, ale taka wiara w niewidzialne ręce rynku także przecież jest nie mniej sekciarska, czyni przy tym dużo więcej rzeczywistej szkody ogromnej rzeszy ludzi „zbędnych” w tym kraju niż takie czy inne teorie wyjaśniające przyczyny nagłej śmierci 96 ważnych dla państwa osób. Jest ona także sekciarska, bo wystarczy przecież spojrzeć dookoła, by stwierdzić, że to nie działa, albo co najmniej nie działa tak jak tego władza oczekuje.
Cechą sekt jest irracjonalizm wiary dla „maluczkich” tworzonej przez cynicznych, bezwzględnych i niewierzących w nic oprócz pieniędzy – przywódców, oraz drastyczny rozdźwięk pomiędzy wersją oficjalną a obiektywną obserwacją rzeczywistości. Dokładnie tak jak w „zwalczaniu bezrobocia” przez ministra pracy.

Mam nieodparte wrażenie, przeglądając stronę tego ministerstwa, albo czytając wpisy w blogosferze Kancelarii Prezesa Tuska, że mamy tam do czynienia z zabawami ludzi nienormalnych, obłąkańców kompletnie nie widzących i nie rozumiejących realnej rzeczywistości a bawiących się w „liberalizm gospodarczy” – czyniąc tym spustoszenie, bezsensowne szkody i dramaty – jak psychopata z piłą spalinową w rękach czy przysłowiowa już małpa z brzytwą. Piszę o tym tak bezpardonowo, bo sam jestem o krok od stania się ofiarą tej właśnie obłąkańczej „zabawy” władzy…
Przeraża perfidia tej władzy, wyrażająca się w dzieleniu społeczeństwa, degradowaniu wszelkich oznak solidarności międzyludzkiej. Dane statystyczne potwierdzają, że miejsc pracy ubywa a jednocześnie ci co pracują, głównie w rozdętej do nieprzyzwoitości administracji – zarabiają coraz więcej.
Brak zatrudnienia dającego dochód wystarczający do przetrwania dla co najmniej 30% ludzi w wieku produkcyjnym, ale pozostałe 70% – ma się coraz lepiej. Łatwo więc tu o wniosek, ich wniosek, że jest im coraz lepiej właśnie dzięki temu, że ci odrzuceni przymierają głodem, staczają się na śmietnik lub wybierają świat kryminalny i zdecydowanie nielegalny. Dla mnie natomiast stąd płynie prosty i oczywisty sygnał: skoro jest nam lepiej dzięki tej władzy, to popierajmy ją a tamci, odrzuceni… trudno; jakieś ofiary muszą być… dobrze że to nie my.
Jak łatwo jest przekreślać życie i zdrowie kogoś innego, obcego, nieznajomego. Poświęcić innych na ofiarę własnego spokoju czy wzrastającego dobrobytu. Cóż: nie dali sobie rady... No trudno...

Jest już tak wielu zadowolonych ze swojej sytuacji społecznej i materialnej, że na protesty na skalę porównywalną choćby do Sierpnia 80 – nie ma co liczyć. A jeśli nawet, to władza ma dobry sprzęt do rozpędzania mniejszych, lokalnych demonstracji czy manifestacji, sprowadzony zdaje się z Japonii (mieliśmy być drugą Japonią i jesteśmy… przynajmniej pod tym względem), ma ludzi chętnych i zainteresowanych taką służbą dla władzy, a jeśli czegoś zabraknie – to się dokupi; pieniądze zawsze się znajdą na „utrzymanie spokoju społecznego”.
Piszę to oczywiście z duża dozą sarkazmu, przesady – lecz wierzę, że jeszcze jest czas zawrócić z tej drogi.
Przede wszystkim trzeba w tym celu zająć się gospodarką w taki sposób, by – nawet sprzeciwiając się naciskom obcych lobbystów kryjących się za maską „unii europejskiej” – odtworzyć niektóre gałęzie przemysłu krajowego, pracującego wówczas choćby tylko na potrzeby rynku wewnętrznego zamiast importu, stwarzając w ten sposób lokalne „polskie” miejsca pracy zamiast utrzymywania obcych.
By tak się stało, musi być widać tu dobrą wolę; – potrzeba tak zwanej „woli politycznej” to znaczy korekty, zgody na korektę ideologii politycznej od której obecnie zależy postawa władzy. Od tej korekty zależy ponowna „humanizacja” władzy, niezbędna do tego by uznać prawa każdego obywatela zapisane w Konstytucji – jakie dziś wobec części społeczeństwa są bezczelnie traktowane za nieistniejące czy nieobowiązujące.

Podstawą obecnych problemów jest właśnie kompletne ignorowanie przez władzę istniejącej i obowiązującej konstytucji. Czerpanie dochodu niezbędnego do życia – z pracy, jest podstawowym prawem każdego człowieka a w myśl kardynalnej zasady na jakiej opiera się prawo w ogóle – katalog praw jednych jest jednocześnie katalogiem odpowiadających tym prawom – obowiązków innych. Np. prawo pracownika do urlopu oznacza jednocześnie obowiązek pracodawcy udzielenia mu tego urlopu, nawet gdyby nie było to literalnie zapisane w ustawie.
Odebranie dwóm milionom ludzi możliwości zdobycia niezbędnych środków poprzez pracę – jest odebraniem im ich podstawowego prawa a właściwie wielu praw, których realizacja bezpośrednio zależy od posiadania środków na zaspokojenie własnych potrzeb. Jak zresztą w takiej sytuacji można mówić o liberalizmie gdy się jednym obywatelom nadaje prawa kosztem odebrania ich innym obywatelom tego samego państwa?
Władza a w tym i minister pracy musi zrozumieć czyli przyznać, że do istnienia, do życia oraz do poszukiwania źródła niezbędnego dochodu (pracy, działalności gospodarczej itp.) – są człowiekowi potrzebne… dochody w niezbędnej wysokości. Nie wiem na czym miałby polegać sygnalizowany niedawno przez Prezesa Jarosława Kaczyńskiego plan stworzenia w krótkim czasie 1,2 miliona miejsc pracy, ale dowodzi on przynajmniej dostrzegania problemu ich braku. Jeśli jest to możliwe, to tylko poprzez inne gospodarowanie istniejącymi środkami skarbu państwa, uszczelnienie źródeł przychodów itp.
Dokładnie to samo można powiedzieć o doraźnych działaniach: jeśli przyznamy, że nie tylko „bycie bezrobotnym” ale życie, istnienie w ogóle wymaga posiadania środków (kosztuje), to należy upowszechnić pomoc finansową dla rzeczywistych, zarejestrowanych bezrobotnych, także oczywiście poprzez odpowiednie przesunięcia środków jakimi już dysponuje władza.
Napiszę to jeszcze raz, choć wspominałem o tym w swoich felietonach już wielokrotnie, mając przez cały czas wrażenie – że „gadam do obraza” jak ten przysłowiowy dziad:
Panie Ministrze!
Człowiek by istnieć, by żyć – musi posiadać środki na utrzymanie.
Jeśli jest bezrobotnym – tym bardziej musi posiadać środki niezbędne do utrzymania „dachu nad głową”, ubioru, schludnego wyglądu, czystości i higieny, jakiegoś ubioru i obuwia, telefonu, – bo bez tego żaden pracodawca nie będzie z nim rozmawiał o zatrudnieniu.
Tymczasem zaledwie 16 na 100 bezrobotnych ma prawo do zasiłku (niespełna 700 zł miesięcznie). Taki zasiłek nawet dla tych nielicznych szczęśliwców jest zbyt niski, nie wystarcza na utrzymanie gotowości do podjęcia pracy, jest także zbyt krótko wypłacany w porównaniu z przeciętnym okresem poszukiwania zatrudnienia.
Pojawia się ogromna ilość idiotycznych tekstów zawierających „porady” dla bezrobotnych, jak lepiej szukać tego czego się nie znajdzie - bo nie ma. Podejrzewam, że autorami są młode osoby bez własnego doświadczenia, które się bezpośrednio z bezrobociem, z biedą, bezdomnością, stresem i depresją z tego wynikającą – nie zetknęły. Przykład dość irytujący – pierwszy z brzegu, z portalu „Zielona Linia”, autorstwa Joanny Niemyjskiej: "Aktywność w czasie poszukiwania pracy".

http://zielonalinia.gov.pl/Aktywnosc-w-okresie-poszukiwania-pracy-1116,46858,76,209

Brakuje miejsc pracy i ich ilość zmniejsza się, dlatego działania ministerstwa pracy przypominają ochocze, wesołe i pomysłowe… przelewanie z pustego w próżne. Na stronie ministerstwa – jak w Wojewódzkich Urzędach Pracy – kwitnie radosna działalność; konferencje, sympozja, wizyty, spotkania, odczyty, wszystko bezstresowe, w pięknych garniturach i sukniach, na luzie i w dobrym stylu. I całkowicie bez sensu. Minister z zachwytem donosi o pierwszych efektach „udanej interwencji na rynku pracy” w postaci zmniejszenia stopy bezrobocia o… 0,1% w marcu br.

http://www.mpips.gov.pl/aktualnosci-wszystkie/art,5543,6138,spadek-bezrobocia-w-marcu-zaczynaja-skutkowac-interwencje-na-rynku-pracy.html

Ta interwencja – to oczywiście dotowanie zatrudnienia (ok. 50% kosztów pracy). Przede wszystkim poprzez prace interwencyjne i staże dla bezrobotnych. Minister chwali zwiększenie ilości ofert pracy w formie zapotrzebowań na tego typu pracowników. Tyle, że to nie ma nic wspólnego ze zmniejszeniem bezrobocia. Praca dotowana jest zawsze i bezwzględnie ograniczona czasowo ściśle do okresu dotowania; kończy się dotacja to i kończy się zatrudnienie. Można to bardziej trafnie nazwać „przerwą w bezrobociu” a nie zatrudnieniem. Bezrobotny taki otrzymuje umowę na czas określony; na okres dotowania jego pracy. Potem – bezwzględnie powraca do rejestru bezrobotnych. Jak więc uczciwie można tu mówić o „zmniejszeniu bezrobocia”? To tylko jego częściowe „ukrycie”. Nic dziwnego, że gdy rozeszła się wieść, iż ministerstwo chce przeznaczyć dużo większe środki na dotowanie zatrudnienia, pojawiło się więcej pracodawców chętnych na owe dotacje, składających zapotrzebowania na pracę dotowaną. Dotowanie zatrudnienia to prezent dla przedsiębiorcy, to pieniądze idące bezpośrednio do jego kieszeni, tani i dobry pracownik za kilkaset złotych miesięcznie. Oczywiście że człowiek ten dotychczas bezskutecznie poszukujący zatrudnienia (środków do życia) będzie wdzięczny za te 1600 zł brutto (czyli jak dobrze pójdzie 1170 zł na rękę); to dla niego ratunek przed ostatecznym stoczeniem się, ale efekt tego jest chwilowy. To – jak dla skazańca – odroczenie egzekucji. Skończy się dotacja, skończy się zatrudnienie… to najczęściej obowiązujący mechanizm.
Miałoby to sens jedynie wówczas, gdyby w tak zwanym międzyczasie ministerstwo gospodarki i ministerstwo skarbu państwa pracowało intensywnie nad stanem gospodarki, mając na celu zwiększenie ilości miejsc trwałego zatrudnienia, mam na myśli nie przedsiębiorstwa państwowe a tworzenie środowiska prawnego w którym działają firmy prywatne. Także – uporządkowanie przychodów skarbu państwa i ZUS, uszczelnienie polityki fiskalnej w zamian za obniżenie podatku itp.; wówczas przejściowe dotowanie zatrudnienia miałoby sens.
Coś co pozwala ludziom przeżyć, przetrwać – zawsze ma sens, ale…

Jako osoba wierząca uważam, że pomoc w przetrwaniu okresu spowolnienia gospodarczego ludziom niezatrudnionym dla których zabrakło pracy, jest ważniejszym obowiązkiem państwa niż finansowanie budowy Świątyni Opatrzności Bożej czy finansowanie kościoła w ogóle, ważniejszym niż wiele wielkich inwestycji infrastrukturalnych jakie mogłyby tymczasem w sytuacji kryzysu jeszcze trochę poczekać, ważniejszym niż wiele wydatków na cele sportowe i kulturalne.

Pieniądze są: chodzi jedynie o to, na co zostaną przeznaczone w pierwszej kolejności a na co w dalszych. Chodzi o priorytety. A to – wynika z ideologii politycznej władzy oraz ze stopnia zezwierzęcenia, dehumanizacji ludzi, decydentów – mającego poniekąd związek z realizowana ideologią.

Interwencje polegające na dotowaniu zatrudnienia są jak zastrzyk przeciwbólowy dla potrąconego przez samochód: zmniejszają ból, ale niczego nie załatwiają, nie zastępują reanimacji, diagnozy i leczenia, rehabilitacji… Gdyby nawet efekt tej interwencji wyniósł 1% a nie 0,1% – to niewiele zmienia, bo nie dotyka przyczyn tragedii, szczególnie dla osób z grupy zwanej 50 plus i nie daje efektu trwałego.
Prócz intensywnego działania w kierunku zwiększenia liczby miejsc produktywnej pracy, co nakazuje obowiązująca Konstytucja, oraz zapewnienia środków zastępczych zamiast dochodu z pracy osobom bezrobotnym gotowym do podjęcia pracy a jednak nie zatrudnianym (jak choćby w Danii), należałoby oczywiście także zmienić odpowiednio treść odnośnej ustawy w punktach reglamentujących dziś prawo do zasiłku i jego okres, stosownie do sytuacji kryzysowej. Jeśli nadanie pracownikom większych obciążeń poprzez ingerencję w prawo pracy jest dziś uzasadniane „kryzysem”, to i ingerencja w ustawę dotyczącą bezrobocia na rzecz bezrobotnych jest z tym samym uzasadnieniem możliwa.
Dla zarejestrowanych osób bezrobotnych z grupy 50 plus, szczególnie tych najdłużej pozostających bez zatrudnienia, należałoby być może pomyśleć o jednorazowej akcji wyjątkowego przeniesienia pewnej ich liczby na wcześniejsze emerytury; celem w tym wypadku byłoby zarówno trwałe zmniejszenie stopy bezrobocia jak i radykalne zabezpieczenie tych osób przed skrajną nędzą i upadkiem.
Władza musi uznać, że obywatel bez własnej woli pozostający bez dochodów z pracy musi otrzymać od państwa pomoc nie tylko organizacyjną ale i materialną, bo środki materialne są mu niezbędne do życia i utrzymania gotowości do pracy. Środki te mogą pochodzić z zasiłku dla bezrobotnych ale mogą należeć też do tzw. pomocy społecznej. Obecnie jest tak, że osoby które nie spełniają niezwykle rygorystycznych wymogów prawa dotyczących przyznawania zasiłku dla bezrobotnych – są po prostu rejestrowane jako „bezrobotny bez prawa do zasiłku”. Jest to irracjonalne, bo bezrobotnym nie można być bez posiadania minimalnego dochodu, bez środków niezbędnych do zaspokojenia podstawowych potrzeb. Co więcej: ustawa o promocji zatrudnienia zabrania osobom bezrobotnych posiadania dochodów pochodzących z wynagrodzeń. Bezrobotny nie może być zatrudniony ani wykonywać zleceń (dzieł), nie może też osiągać dochodu z jakichkolwiek innych źródeł większego niż 800 zł brutto miesięcznie (połowa minimalnego wynagrodzenia ustawowo określonego) pod rygorem utraty statusu osoby bezrobotnej a nawet narażenia się na zarzut wyłudzenia zasiłku. Urzędy Pracy poza sprawą tych rygorów całkowicie odżegnują się od problemu braku środków do życia, zgłaszanego nieraz przez bezrobotnych – odsyłając ich do pomocy społecznej.
Kontakt z tak zwana „pomocą społeczną” jest doświadczeniem którego nie życzę nawet najgorszemu wrogowi, wywołuje wrażenie najgorszego upodlenia, pozbawienia wszelkich praw, wolności osobistej, godności itp. Pomijając jednak to, środki jakie tam można otrzymać są symboliczne. Pomoc społeczna nie pomaga w utrzymaniu dachu nad głową, bo mówią że lokator tymczasem jeszcze może jakiś czas bezkarnie nie płacić a poza tym oni mają własne ośrodki dla bezdomnych… Słowem, człowiek ma się stać bezdomny i wówczas dopiero jest godzien zainteresowania pomocy społecznej. Wyżebrana tam pomoc materialna w zasadzie nie przekracza 250 – 450 zł miesięcznie na osobę, jest to więc o wiele za mało by przeżyć, nie mówiąc już o utrzymaniu gotowości do podjęcia pracy czy właściwego zaprezentowania się ewentualnemu pracodawcy.
W ten sposób władza tworzy fikcję: fikcję walki z bezrobociem i fikcję pomocy społecznej. Wiele osób nie godzi się na aż takie poniżenie, pozbawienie godności – gotowi raczej umrzeć niż dać się „zeszmacić” państwu, sprawić tę satysfakcję urzędnikom…
Dlatego uważam, że sprawa posiadania przez bezrobotnego środków do życia musi być obowiązkowym przedmiotem zainteresowania i działalności urzędów pracy. Osoba bezrobotna powinna mieć możliwość w urzędzie pracy uzyskać dostateczną i wystarczającą pomoc, także i materialną, gdyż jej sytuacja wynika także wyłącznie z braku dla niej oferty zatrudnienia a nie z upadku cywilizacyjnego, alkoholizmu, socjopatii, niechęci do pracy najemnej itp. Ośrodki pomocy społecznej pozostawmy dla różnych wykolejeńców, odmawiających leczenia alkoholików i osób nie nadających się z różnych przyczyn do pracy bądź nią w ogóle nie zainteresowanych.
Z obserwacji praktycznej wynika, że np. w miastach poza największymi ośrodkami, do minimalnej samodzielnej egzystencji potrzeba ok. 1400 – 1500 zł miesięcznie netto. Kwota ta zawiera ok. 500 zł za wynajem lokum, opłatę za najtańszy telefon mobilny (niezbędne dla osoby bezrobotnej), środki na uzupełnienie garderoby, podstawowe środki czystości, fryzjera, leki i wyżywienie. To wszystko jest niezbędne by można było mówić o rzeczywistym poszukiwaniu zatrudnienia, kontaktach z pracodawcami i pośrednikami oraz „gotowości i zdolności do natychmiastowego podjęcia zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy wynikającym z posiadanego wykształcenia (zawodu)” .
To urząd pracy nadający człowiekowi status osoby bezrobotnej powinien jednocześnie rozpatrzeć jego aktualną sytuację materialną, doprowadzając do tego by dysponował on środkami tego rzędu, podobnie jak to się dzieje np. w Danii. To musi być załatwiane bezpośrednio w Urzędzie Pracy (w ostateczności – w innym dziale, innym pokoju – niż pośrednictwo pracy), bez pogardliwego jak dziś odsyłania bezrobotnego do „pomocy społecznej”. Inaczej – tworzy się fikcję walki z bezrobociem i marnuje się ogromne środki publiczne na działania pozorne i nieefektywne. Oczywiście – by uniknąć nadużyć – musi być też konkretna i możliwa do wyegzekwowania natychmiast odpowiedzialność po stronie nieuczciwych bezrobotnych.
Niestety – dzisiejsze działania ministerstwa pracy przywodzą na myśl jakiś chocholi taniec, jakąś obłąkańczą fikcję nie liczącą się ani z kosztami materialnymi ani z ludzkim życiem i cierpieniem. Stąd pytanie postawione w tytule.

25/06/2012

Minister Pracy poprosi „kolegę” o odblokowanie Funduszu Pracy.

W minionym tygodniu pojawiło się coś nowego w sprawie przeciwdziałania bezrobociu i jego skutkom.
 W sprawie tego przeciwdziałania – którego nie ma, pomimo że jest ono konstytucyjnym obowiązkiem Państwa.
Któż by się jednak przejmował w Rządzie jakąś tam Konstytucją jakiejś tam Rzeczypospolitej Polskiej… Wszak mamy „Rząd Internacjonałów” i "uni już sami lepiej wiedzą co dla nas jest dobre…"

Zaczęły się pojawiać wyraźne naciski, żądania i argumenty ze strony organizacji „pracodawców” – na odblokowanie zasobów Funduszu Pracy. Chodzi o fundusz tworzony z obowiązkowych składek pracodawców, przeznaczony na łagodzenie skutków bezrobocia i interwencje na rynku pracy w tworzenie nowych miejsc pracy, szkolenie pracowników itp. Obecnie jest tam niebagatelna kwota rzędu ponad 5 miliardów złotych. Problem w tym, że została ona „zablokowana” przez Ministra Finansów ze względu na jakieś mało sprecyzowane potrzeby zrównoważenia budżetu (mało sprecyzowane, ale i w tym ujęciu mało mnie interesujące).

Na przełomie roku 2010 i 2011 finansowanie potrzeb związanych z obsługą i zwalczaniem bezrobocia zostało w ten sposób przez Ministra Finansów zmniejszone dokładnie o połowę, a przecież nigdy nie było wystarczające. W 2012 roku także minimalnie przekracza ono połowę kwoty z 2010 roku.
Dlatego powszechnie w Urzędach Pracy brakuje pieniędzy; brakuje oczywiście dla bezrobotnych na staże, szkolenia i inną pomoc; – nie brakuje dla urzędników zatrudnionych w Urzędach Pracy a tym bardziej – w Ministerstwie.

Staże dla osób bezrobotnych były dość dobrym instrumentem wpływania na zatrudnianie bezrobotnych, bo pozwalały dokładniej „przyjrzeć się” stażyście w trakcie pracy, bez angażowania środków pracodawcy przeznaczonych na wynagrodzenia, co dość często pozwalało przełamywać opory, obawy, stereotypy i docelowo skutkowało zatrudnieniem tej osoby. Ponadto odbycie takiego stażu – jeśli nawet nie zakończyło się kontynuowaniem zatrudnienia przez organizatora stażu po jego zakończeniu, to dawało udokumentowane doświadczenie w praktycznym wykonywaniu jakichś czynności lub zadań a to z kolei – często pomagało bezrobotnemu przekonać do siebie jakiegoś innego pracodawcę; brak doświadczenia praktycznego przestawał być przeszkodą w uzyskaniu pracy, choćby dla absolwentów.

Na skutek zablokowania środków Funduszu Pracy w 2010 roku – ilość staży organizowanych dla bezrobotnych w 2011 roku spadła do 1/3 ilości staży z roku poprzedniego.
Inicjatywę poparł wreszcie Minister Pracy – Władysław Kosiniak Kamysz. Zapowiedział on złożenie – jeszcze do końca czerwca – wniosku formalnego do Ministra Finansów o odblokowanie wspomnianego funduszu, albo przynajmniej jakiejś istotnej kwoty w ramach funduszu. Jest to o tyle pilne, że z końcem czerwca na „rynek pracy” wchodzi ponad półmilionowa grupa tegorocznych absolwentów szkół, którzy będą szukać zatrudnienia a jak się szacuje około 100.000 z nich tego zatrudnienia z pewnością nie uzyska. W sierpniu br. rusza z kolei specjalny program pomocy dla bezrobotnych w wieku do 30 roku życia. Pomoc skierowana do młodych jest jak pamiętamy hasłem wyborczym Donalda Tuska, toteż trudno się dziwić, że Minister Pracy także uważa pomoc dla tej grupy bezrobotnych za ważną, twierdzi że „tej grupie bezrobotnych warto pomóc”.
Należy więc rozumieć, że ministerstwo już całkowicie „stanęło otworem” do osób starszych lecz w wieku przedemerytalnym i im już – podobnie jak dotychczas – żadnej rzeczywistej, realnej pomocy nie ma zamiaru udzielać.

Ciekawe swoją drogą, jakie będą dalsze losy wspomnianego wniosku jednego ministra do drugiego ministra bo to ciekawa forma porozumiewania się; widocznie ministrowie w rządzie Tuska nie umieją się już albo jeszcze porozumiewać bezpośrednio na posiedzeniach rządu a jedynie – poprzez wnioski na piśmie?
Poza tym; czy minister Kosiniak Kamysz sam wnioskował o zamrożenie środków Funduszu Pracy?
Czy sam wnioskował by Minister Rostowski ogołocił Urzędy Pracy ze środków przeznaczonych na realizowanie ustawy – i to jeszcze na dodatek z uzasadnieniem „potrzebą zracjonalizowania wydatków publicznych”?
Mam wrażenie, że nie. Że minister Rostowski sam, można by może nawet rzec – samowolnie, położył ciężką łapę na tych pieniądzach dla „zabezpieczenia doraźnych potrzeb Ministerstwa Finansów”.
Jeśli więc tak – to obawiam się, że ewentualny wniosek o odblokowanie finansów Funduszu – będzie tak samo zbagatelizowany, jak wcześniej zbagatelizowano potrzeby osób bezrobotnych i instytucji organizujących działania na rzecz zmniejszenia bezrobocia.

Pisałem już niedawno także, że zablokowanie tych środków może mieć swoje dobre strony; mianowicie tylko dzięki temu środki te jeszcze są. Kierując się doświadczeniem i obserwacją bezpośrednią obawiam się, że gdyby nie to, zostałyby one zmarnowane, roztrwonione, przepuszczone i rozdane bez żadnego trwałego efektu dla bezrobocia.
Potrzebne są działania na rzecz trwałego zmniejszenia bezrobocia. Potrzebne są już działania na rzecz większej dostępności zasiłku dla bezrobotnych. Ale jak dotychczas – dalej nie widać pomysłów na realne działania dające taki skutek. Przedsiębiorcy – uważający środki Funduszu za swoje – coraz natarczywiej domagają się ich w formie dotacji do zatrudnienia, dopłat na tworzenie miejsc pracy, dodatków za szkolenie pracowników itp. Tymczasem nie chodzi nam o to, by tworzyć fikcję, jakąś atrapę gospodarki która istnieje wyłącznie dzięki dotacjom a gdy się skończą dotacje – wszystko pada.
Zarządzanie Funduszem miało być dokonywane społecznie w ramach działania tzw. Komisji Trójstronnej w której strona związkowa miała reprezentować interesy pracowników i bezrobotnych.
Czy jednak zablokowanie Funduszu zostało zaakceptowane przez Komisję Trójstronną?
Czy w ogóle było z nią przez Ministra Rostowskiego konsultowane?
Jak wyjaśnić kompletną bezczynność związków zawodowych w tej i nie tylko tej sprawie?
Pięć miliardów złotych to spora kwota, dzięki której można w sposób trwały przywrócić sporą część ludzi dziś pozbawionych zatrudnienia – do pracy, do płacenia podatków i do dokonywania zakupów – napędzających gospodarkę w formie wzmacniania popytu wewnętrznego.

Mam jednak coraz większe wątpliwości, które wyrażają się w pytaniach:

CZY TEN RZĄD TEGO CHCE?
————————————————————————————–
CZY CHCE ZMNIEJSZAĆ BEZROBOCIE, CZY WOLI EKSTERMINOWAĆ BEZROBOTNYCH, SZCZEGÓLNIE TYCH „50 plus” – POZBYWAJĄC SIĘ WRAZ Z NIMI – „PROBLEMU”?
————————————————————————————–
CZY BEZROBOTNYM „50 PLUS” – JUŻ „NIE WARTO POMAGAĆ”, BO ICH GŁOSY PRZESTAŁY SIĘ LICZYĆ DLA WŁADZY?
————————————————————————————–

Pytań jest więcej, ale wszystko wskazuje na to, że zadać je będzie musiała ulica.

09/06/2012

Jesień nasza!

W założeniach do przyszłego budżetu, które zostały przekazane do Komisji Trójstronnej – zakłada się utrzymanie bardzo wysokiego poziomu bezrobocia, na poziomie 12.4%.

Wbrew manipulacjom danymi i ich interpretacjami, dokonywanymi przez prymitywnych propagandystów pozbawionych poczucia wstydu i przyzwoitości – twierdzącym że stopa bezrobocia spada – w porównaniu odpowiadających sobie okresów w poszczególnych minionych czterech latach – bezrobocie rośnie i jesienią bieżącego roku ma osiągnąć poziom jeszcze wyższy niż dotychczas.
To zapewne skutek przerwy czy wielomiesięcznej „dziury” w wykorzystaniu środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach PO Kapitał Ludzki. W wielu województwach dopiero trwa przyjmowanie wniosków i dofinansowanie projektów w ramach PO KL; wyniki konkursu – o ile wcześniej nie nastąpią jakieś trudne dziś do przewidzenia zaburzenia spokoju społecznego (co ostatecznie nie byłoby dziwne) będą znane w październiku. Wówczas nastąpi dopiero czas przygotowania i przeprowadzenia naboru tzw. beneficjentów ostatecznych – co oznacza, że pomoc dofinansowana z Unii będzie dostępna praktycznie w przyszłym roku. Trudno też stwierdzić, czy instytucje pośredniczące pomiędzy EFS a projektodawcami wyciągnęły jakiekolwiek wnioski z niepowodzenia poprzednich projektów, objawiającego się w ich bardzo niskiej skuteczności.

Konkretnie – jak pisałem już we wcześniejszych felietonach – chodzi o to, że wielotygodniowe nieraz działania wobec bezrobotnych finansowane z EFS kończyły się sukcesem objawiającym się w bardzo wysokim zainteresowaniu oraz bardzo wysokim procencie osób jakie ukończyły swój udział w projekcie z oceną pozytywną, natomiast po nich wszelka pomoc merytoryczno – organizacyjna nagle kończyła się i beneficjenci tych działań wobec dalszego braku zatrudnienia bardzo szybko powracali do stanu załamania, depresji, braku poczucia wartości, szans na normalne zatrudnienia itp. W takich okolicznościach, szczególnie w grupie osób w wieku zwanym „50 plus” – nadal pozostaje bardzo wiele osób bezrobotnych pomimo ukończenia kilku nawet projektów szkolenia zawodowego i wsparcia psychologicznego.
By całkiem nie skompromitować swoich działań, nastawionych głównie na własne zyski, firmy szkoleniowe określały skuteczność swoich projektów w stosunku do uczestników którzy uzyskali jakiekolwiek zatrudnienie po zakończeniu udziału w projekcie, bez analizowania czy zatrudnienie to ma cokolwiek wspólnego z ich działaniami na rzecz tych osób a skuteczność nawet tak określona nie przekraczała najczęściej 20%. Oznacza to ni mniej ni więcej jak zmarnowanie olbrzymiej części pomocy unijnej z EFS . Trudno więc stwierdzić, czy instytucje pośredniczące, jakimi są w tym przypadku Wojewódzkie Urzędy Pracy potrafią teraz poprzez odpowiednie kryteria oceny wniosków starających się o dofinansowanie zapewnić odpowiednio większą ich skuteczność co by się przekładało na lepsze wykorzystanie pieniędzy a w ostatecznym wyniku powinno jednoznacznie wywołać zmniejszenie bezrobocia poprzez lepsze wykorzystanie istniejących ofert pracy (dopasowanie strukturalne).
Działania te nie wpływają na zwiększenie ilości miejsc pracy a bezrobocie polega przecież bezpośrednio na ich niedoborze.

Tak więc bezrobotni dopiero późną jesienią mogą liczyć na jakieś projekty wspomagające uaktualnienie wcześniej posiadanych lub zdobycie nowych umiejętności zawodowych potwierdzonych zaświadczeniem – co niektórych z nich może zbliżyć w 2013 roku do zatrudnienia. Tylko ci – co jakoś dotrwają do tego czasu w stanie umożliwiającym im skorzystanie z tej pomocy.

Osób w wieku 50 plus nie zatrudnia się jednak prawdopodobnie ze względu na wiek (co jest przecież sprzeczne z obowiązującym prawem), więc tu żadne szkolenia nic nie dają, w każdym razie nie szkolenia bezrobotnych. Być może istnieje potrzeba zakrojonej na szeroką skalę akcji uświadamiającej dla przedsiębiorców zatrudniających pracowników, dotyczącej prawa, społecznej roli pracy, konieczności wdrażania tzw. zarządzania wiekiem pracownika – i to nie poprzez wyrzucanie tych najstarszych byle nie weszli w okres ochrony przed rozwiązaniem stosunku pracy. Wspomniany okres ochrony nie daje żadnej ochrony a wręcz przeciwnie; wymusza niejako skutek dokładnie odwrotny do zamierzonego – więc powinien być zlikwidowany (uchylenie przepisu z Kodeksu Pracy). Ma to także bezpośredni związek z Ustawą Emerytalną. Rozważa się też powrót do okresu dwuletniego.

Chciałbym wierzyć, że odchodzi w niechlubną przeszłość czas siedzenia z założonymi rekami i przyglądania się w wyobraźni jak „niewidzialna ręka rynku” wszystko sama za Rząd reguluje, pomimo że wszyscy sąsiedzi interweniują w gospodarkę, w rynki i we wszystko w co potrzeba interweniować – by osiągnąć jak najmniejszy poziom kosztu społecznego. Niemcy dotują „co trzeba”, Anglia, Francja interweniuje, tylko „polski wioskowy głupek” dał się nabrać na hasełko ideologiczne o „niewidzialnej ręce” i realizuje – choćby i po trupach swoich ziomków – byle zasłużyć na poklepanie po plecach, intratne stanowisko w Unii albo inne profity…

Bardzo mało zrozumiałe jest zachowanie NSZZ Solidarność. Obawiam się, że jest on zdeterminowany świadomością braku wystarczającego poparcia społecznego. To ciekawe zjawisko, bo przecież – jeśli nie liczyć samego początku – strajków Sierpniowych, to właśnie teraz związek powinien być bardzo aktywny. To oddzielny, ciekawy temat.

W mediach pojawiają się zapowiedzi „ofensywy” Prawa i Sprawiedliwości od września br. (po sezonie urlopowym i „sezonie” prac sezonowych) szczególnie mającej przenieść swoją uwagę i nacisk polityczny w działalności wreszcie na sprawy gospodarcze a więc w konsekwencji na społeczne skutki obecnych problemów gospodarczych. Wyciszenie wyobcowanych społecznie krzykaczy politycznych a zapowiadane zgromadzenie gremium doradczego ekspertów, naukowców i ludzi młodych – powinno przybliżyć tę partię do spraw społecznych, do zainteresowania problemami ludzi – z czym dotychczas był wielki kłopot.

W rządzącej koalicji także zapowiadane są nieśmiało poważne działania zarówno reorganizujące rząd jak i porządkujące prawo, na przykład zapowiadane przez Ministra Sprawiedliwości „wielkie porządki” w prawie pracy. Być może to także zbliży choć trochę uwagę rządu do ludzi, do rzeczywistych problemów społecznych. Oby tak się stało, może pozwoliłoby to uniknąć dużych, jak dotychczas nieuniknionych protestów i zaburzeń społecznych…? Jeśli Rząd zwraca jeszcze jakąkolwiek uwagę na działania opozycji – być może ktoś z ekipy Tuska nagle bardzo się zdziwi, że jest coś takiego jak „społeczeństwo” i zupełnie nie jest zainteresowane „co powiedział Kaczyński” i dlaczego to było tak złe i głupie oraz jest coś takiego jak gospodarka co wymaga uwagi, organizacji, zarządzania i czasem nawet zdecydowanych interwencji państwa.

Pisząc to chcę dobitnie podkreślić oczywisty dla mnie a być może zaskakujący dla wszelkich oszołomów fakt, że ludzie w swoim życiu rodzinnym, zmaganiu się z problemami osobistymi i rodzinnymi – nie przywiązują tak wielkiej wagi do tego, co stanowi treść życia polityków, albo tych durniów i prostaków którzy za polityków chcą dziś być poczytywani. Dla normalnego człowieka jest coś żenującego i godnego politowania w robieniu niesamowitej afery z faktu, że ktoś zamiast Jarosław – powiedział „Jarasław”, bo się przejęzyczył, czyli po „tuskowemu” – zakałapućkał się. Jest w tym coś zboczonego by rozdmuchiwać to do wielkości ogromnego problemu politycznego, oczekiwać przepraszania na klęczkach lub wyciągać z tego daleko idące wnioski polityczne czy choćby logiczne. To stało się po prostu chore i mam wrażenie, że „klasa polityczna” to wreszcie dostrzegła; dostrzegła że stała się śmieszna i nie do przyjęcia dla społeczeństwa, które ją utrzymuje i wyposaża w przywileje, oczekując od nich poszanowania, kompetencji, dobrych decyzji i postawy służenia.
Politycy jak urzędnicy – zawsze mają czas. Przynajmniej sami tak uważają, stąd pośpiechu w ich działaniach nigdy nie da się dostrzec. Społeczeństwo jednak czasem staje się bardzo niecierpliwe, rozczarowane, wymagające, oczekuje rozliczeń.

Bezrobocie ma dwa oblicza; przyczyny w stanie gospodarki na który można mieć ograniczony wpływ, także ze względu na globalizację, oraz skutek społeczny „tu i teraz”.
Uważam za niezbędne, by władza zajmowała się teraz obiema tymi sprawami jednocześnie.

Władza ma czas, ale ludzie już czasu nie mają, szczególnie ci rzeczywiście bezrobotni oraz ci żyjący na granicy nędzy (czyli większość społeczeństwa). Jeśli rzeczywiście nastąpi jakiś przełom, władza i opozycja, sama czy pod naciskiem społecznym – zwróci się bardziej w stronę problemów społecznych a nie interesu elity – musi zając się gospodarką pod kątem jej społecznej służebności, ale doraźnie – zanim działania gospodarcze spowodują jakiś skutek – musi zastosować środki interwencyjne pozwalające doczekać ludziom bezrobotnym do czasu poprawy stanu gospodarki, przede wszystkim do tej poprawy się przyczynić, poprzez pracę.

O jednym z aspektów tego pisałem niedawno: żeby być gotowym do podjęcia pracy, zdolnym do jej wykonywania w pełnym wymiarze a przede wszystkim by bezrobotny był „możliwy do zaakceptowania” przez pracodawcę jako kandydat do zatrudnienia – musi on osiągać stale dochody wystarczające do zaspokojenia niezbędnych potrzeb i utrzymania się w tej gotowości. Ustawa o promocji zatrudnienia jest w tej sprawie absolutnie nielogiczna, absurdalna jest także praktyka jej stosowania w Urzędach Pracy. Wydaje się, że przepisy ustawy mają za zadanie ograniczyć jej stosowanie a więc głównie ograniczyć obciążenie Skarbu Państwa a nie – wywołać ograniczenie bezrobocia i jego skutków społecznych. To niedopuszczalne i to musi się natychmiast zmienić.
Uważam, że to pierwsza rzecz jaką należy doraźnie zmienić, nowelizując ustawę o promocji zatrudnienia w kierunku zapewnienia rzeczywiście bezrobotnym realnej pomocy finansowej w utrzymywaniu się w stanie gotowości do pracy. Finansowanie tego nie wymaga szczególnego dopływu dodatkowych środków a raczej innego wykorzystania środków istniejących, z uwolnieniem i mądrym wykorzystaniem zasobów Funduszu Pracy.

Fundusz Pracy powstaje z obowiązkowych wpłat składek finansowanych przez pracodawców, ale NIE JEST TO FUNDUSZ PRACODAWCÓW! TO FUNDUSZ SPOŁECZNY utworzony ze składek obowiązkowych, zarządzany przez Rząd i pracodawcy nie mają żadnego prawa do wyłącznego decydowania o sposobie jego wykorzystania. Oczywiście także i Minister Finansów nie miał prawa zagarnąć zasobów Funduszu Pracy pod jakimkolwiek pretekstem czy powodem.
Pracodawcy najchętniej – jak można wywnioskować z różnych wypowiedzi – zagarnęliby te pieniądze w postaci różnych form dotowania ich działalności, ale to wydaje się najgorszym sposobem wykorzystania Funduszu.

Potrzebne są więc zarówno natychmiastowe, doraźne decyzje i działania osłonowe jak i długofalowy plan, jakaś przemyślana polityka gospodarcza i to zarówno na szczeblu centralnym jak i w samorządach.

Odwiedziny: