BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

24/06/2012

"Stara szkoła" informacji niejakiego dr Paula Josepha G.

Tu już nawet nie chodzi o to, że „klasyk” ów był głównym źródłem propagandy bałwochwalczego uwielbienia dla swojego „genialnego wodza” i w tym swoim zapędzie potrafił całkowicie przestać liczyć się z podstawowymi prawami nie tylko obcych, ale nawet swoich współobywateli – wprowadzając w służbie dla „wodza” 60-godzinny tydzień pracy albo powszechny zakaz wszelkich form rozrywki. Nie chodzi o to, że potrafił zdradzić swoje własne socjalistyczne przekonania, że gotów był wprowadzić nawet siłą nową dla siebie ideologię, przejętą od „wodza”.
Chodzi o to, że robił to niezależnie od ilości ofiar, czy cierpienia ludzi – także własnych współobywateli.

Skupmy się może tylko na anegdotycznej już dziś, wypracowanej przez niego zasadzie funkcjonowania „informacji” – zasadzie mówiącej, że jeśli największą nawet bzdurę (plotkę, przeciek kontrolowany, hasło propagandowe lub ideologiczne) wystarczająco długo i wystarczająco powszechnie powtarzać, to ostatecznie zostanie ona uznana za prawdę. Prawda jest więc nie sprawą widzialnej, sprawdzalnej rzeczywistości a pewnym „produktem”, wytworem któremu nadaje się potrzebne w danej chwili własności i kształt, na wzór kawałka gliny czy plasteliny. Dzięki odpowiedniej manipulacji i perswazji prawdą może stać się dowolne twierdzenie.

Zmory przeszłości dawno odeszły w ciemność – gdzie ich miejsce, ale zasada ta jest cały czas z lubością realizowana przez władzę, wszelką władzę – za pomocą swoich „przydupaśnych”, usłużnych propagandystów, funkcjonariuszy i pracowników.
Na przykład – na początku czerwca opublikowane zostały oficjalne dane na temat rejestrowanego w Polsce bezrobocia. Oficjalna propaganda natychmiast ukuła jedynie słuszną tezę: BEZROBOCIE SPADA – i zaczęła ją uparcie lansować, pracując mocno dla poprawy nadszarpniętych notowań swojego „wodza”.
Tymczasem twierdzenie takie jest kłamstwem, mającym jedynie w pewnym sensie nieco z prawdy. Inaczej – należałoby powiedzieć, że w chwili ogłoszenia takie stwierdzenie – odniesione do minionego miesiąca może być prawdą, ale jego uogólnienie, poprzez zatajenie faktu iż mówimy jedynie o minionym miesiącu – jest fałszem, kłamstwem propagandowym.

Nawiasem mówiąc – to także jest zgodne z metodyką dr Paula Josepha G.; ludzie nie są wbrew pozorom tak kompletnie głupi, potrafią rozpoznać oczywistą nieprawdę i wtedy tracą zaufanie do następnych, kolejnych podawanych im spreparowanych, nieprawdziwych wiadomości. Nie można więc niestety mówić ludziom dowolnych bzdur – chcąc odwoływać się do zaufania ludzi a nie do terroru, do siły. Sztuką jest zyskać i podtrzymywać ich zaufanie, a w tym celu trzeba od czasu do czasu podać im jakąś prawdziwą i łatwo sprawdzalną wiadomość na dowód własnej wiarygodności tego, kto jest jej źródłem. Nie da się manipulować „twardymi” danymi ale można manipulować ich kontekstem, niuansami znaczeniowymi, niedomówieniami, naciąganymi statystykami dopasowanymi do z góry założonej tezy.

Doskonale to rozumie także obecny minister pracy "z PSL rodem".

W tym przypadku także: faktem jest, że bezrobocie z końca kwietnia 2012 – w stosunku do końca maja 2012 – spadło o 0,3 punktu procentowego. Stopa bezrobocia w analogicznym okresie kolejnych lat zawsze nieco spada, gdyż jest to moment intensywnego samoczynnego rozruchu prac sezonowych np. związanych nie tylko z budownictwem i rolnictwem (pogoda, temperatura, sezon wegetacyjny roślin) ale i z obsługą ruchu turystycznego w rozpoczynającym się okresie urlopowym (wakacyjnym). W 2008 roku ten niewielki spadek związany z rozpoczęciem prac sezonowych wyniósł 0,5 punktu procentowego; w 2009 – 0,2 pp; w 2010 – 0,4 pp; w 2011 – 0,4 pp a w 2012 – 0,3 pp. To drobne, mało istotne zjawisko – choć powtarzalne. Po prostu: co roku na wiosnę na przełomie kwietnia i maja bezrobocie maleje chwilowo o kilka dziesiątych części punktu procentowego, po czym ponownie rośnie, jak dotychczas szybko przekraczając dotychczasowe wartości.
Natomiast bezrobocie obserwowane ogólniej – całościowo i w dłuższym okresie czasu niewątpliwie cały czas rośnie, patrząc na tendencję; dla przykładu wg stanu na dzień 1 maja – w 2010 roku było 1.907.900 zarejestrowanych osób bezrobotnych, w 2011 roku – 1.962.600 osób, w 2012 roku – 2.072.600 osób. Jak więc widać – liczba osób niezatrudnionych stale z roku na rok rośnie, z niewielkimi spadkami corocznie np. w okresie rozpoczęcia prac sezonowych, po czym następuje dalszy wzrost bezrobocia. W 2012 roku na przykład – z 2.072.600 osób na koniec kwietnia – liczba bezrobotnych spadła do 2.015.000 na koniec maja, ale nie zaprzecza to ogólnej stałej tendencji wzrostowej; poprzedni stan szybko powraca i jest przekraczany. Być może w danych za czerwiec wyjątkowo utrzyma się spadek bezrobocia gdyż chodzi o czas Mistrzostw Europy w Polsce przy których sporo szczególnie młodych ludzi znalazło jakieś odpłatne zajęcie i zrezygnowało chwilowo z rejestrowania się w PUP. To jest jednak wyłącznie incydentalny efekt, a tendencja ogólna jest nieubłaganie wzrostowa. Eksperci zapowiadają poważny i totalny wzrost bezrobocia, już nie w dziesiątych częściach punktu procentowego – na jesień br.

To rzekome „spadanie bezrobocia” które dziś się rozgłasza i eksploatuje propagandowo -to po prostu drobne coroczne załamanie linii – pnącej się od lat w górę, jakbyśmy to przedstawili graficznie, na wykresie.
W związku z tym – twierdzenie dziś, że „bezrobocie spada” – jest tylko bezczelnym chwytem propagandowym mającym sugerować opinii publicznej błędny obraz rzeczywistości i w domyśle – ogłasza (zmyślony) sukces a zasługę za to ma przypisać rządzącej koalicji i samemu premierowi osobiście.
To co najmniej nadużycie.

Nie poświęcałbym nawet i tych kilkunastu minut na napisanie tego co powyżej, gdyby chodziło tu o tzw. „politykę” to znaczy o to – co ci głupcy, nieudacznicy, złodzieje i cwaniacy rozumieją pod tym pojęciem.
Nie zajmowałbym się tym, gdyby chodziło tu jedynie o jakąś gówniarską wojenkę „ugrupowania Tuska” z „ugrupowaniem Kaczyńskiego” – co przecież z polityką sensu stricte nie ma nic wspólnego.
Chodzi mi o to, że tego typu zakłamania propagandowe, choć mogą mieć znaczenie doraźne dla zwalczających się ugrupowań – w efekcie zakłamują prawdę o rzeczywistej sytuacji społecznej. Zatajają prawdę o losie konkretnych, żywych jeszcze ludzi, szczególnie tych którzy wpadli w „pułapkę bezrobocia” – stając się zakładnikami w jakichś dziwacznych działaniach lub zaniechaniach „polityków” oraz „biznesmenów” – wyzutych z wszelkich ludzkich uczuć i odpowiedzialności. Trzeba uznać za „normalne” – że tzw. politycy polscy „grają” danymi statystycznymi, starając się oddziaływać nimi na potencjalnych wyborców. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni, choć się na to nie zgadzamy. Ale dane, fakty i liczby – opisując stan gospodarki i co za tym idzie – stan społeczeństwa – nie są materiałem do walki propagandowej opartej na kłamstwach, manipulacji i przeinaczeniu – wzorem wspomnianego „klasyka” – a mają służyć za podstawę do podejmowania poważnych i trafnych decyzji mających służyć społeczeństwu, chronić ludzi a szczególnie najsłabsze choć wartościowe jednostki. To nie zabawa ani gra w ambicyjki buców ze wsi lub bufonów "ze stolycy"; tu chodzi o życie, o los konkretnych, żyjących ludzi.
Nie mam więc pretensji do propagandystów „sukcesu Tuska w zwalczaniu bezrobocia” – że tym kłamstwem osiągają przewagę nad opozycją, a mam do nich pretensje o to, że zakłamują prawdziwy obraz rzeczywistości, prowokując zaniechanie potrzebnych działań państwa lub jeśli nawet generują działania – to głównie zbędne lub szkodliwe.

Patrzę na to wyłącznie ze społecznego punktu widzenia, bo jestem przekonany, że wszystko – wraz z całym systemem politycznym i wszystkimi osobami w to zaangażowanymi – ma docelowo służyć społeczeństwu demokratycznie rozumianemu, czyli wszystkim ale i każdemu z osobna na zasadzie niezbędnego, demokratycznego kompromisu. Nie jest mi do niczego potrzebne, by „Tusk nie miał racji” a raczej – by osoby chcące pracować na swoje utrzymanie, mogły to robić. Stopa tak zwanego „bezrobocia naturalnego” odpowiada liczbie obywateli w wieku produkcyjnym i zdolnych do pracy – którzy pracy najemnej nie podejmują i nie szukają (bo mają własny „patent” na zdobycie środków niezbędnych do życia, choćby – „służą” swojej rodzinie i przez nią są utrzymywani). Stopa tego „bezrobocia naturalnego” została określona na 3,5 – 4% ogółu osób w wieku produkcyjnym. W Polsce jest obecnie trzy razy większa, co oznacza wyrugowanie z zatrudnienia i z rynku pracy ok. 8 – 9% liczby obywateli chętnych i zdolnych do pracy. Odebranie im środków do życia a więc i prawa do życia.

Tak więc – reasumując na zakończenie:

BEZROBOCIE NIE ZMALAŁO!
BEZROBOCIE JEST BARDZO WYSOKIE, UTRZYMUJĄC STAŁĄ TENDENCJĘ WZROSTU!

Tego nie można, nie wolno zakłamywać propagandowo. Trzeba to zmienić. Na przykład uruchomić środki z Funduszu Pracy – z założenia przeznaczone na walkę ze skutkami bezrobocia poprzez tworzenie nowych miejsc pracy.



Do tekstu dodałem prosty rysunek, po pierwsze dlatego, że uważam go za dość zabawny, po drugie - za dość złośliwy wobec autorów propagandy sukcesu a po trzecie i ostatnie - ilustruje on także do pewnego stopnia główną myśl tego tekstu...


Odwiedziny: